(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(26 kB)

Rozdział Trzeci

MŁODZI
W DRODZE    DO    MAŁŻEŃSTWA:
SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA

*       *       *
Zechciej, Ojcze, użyczyć nam w Duchu Świętym
daru mądrego rozeznania
oraz wierności Twojemu Słowu

(10.5 kB)

Wprowadzenie

W kolejnym, zakończeniowym rozdziale niniejszej siódmej części, wypada przyjrzeć się jeszcze raz rzeczywistości małżeństwa jako sakramentu – łącznie z małżonkom zwierzoną misją przesycania zarówno swego małżeństwa, jak i całej rodziny klimatem ‘Kościoła Domowego’. Trzeba Bożą i biblijną wizję małżeństwa i rodziny przełożyć na praktykę życia na co dzień. Niezależnie od tego, jak się układa rzeczywistość na co dzień czy to małżonków, czy też członków ich rodziny w aspekcie Bożych oczekiwań oraz zaproszenia każdego człowieka bez wyjątku do życia kiedyś na zawsze w „Domu Ojca”.

Trzeba będzie zatem podjąć bogatą tematykę związaną z tą fazą życia młodego człowieka. Staje ona jako szczególne zadanie życiowe przed większością ludzi młodych: przygotowanie się do małżeństwa. Małżeństwo zaś jest tylko jedno: to które jest sakramentem małżeństwa Kościoła Chrystusowego. Mowa o tym była na łamach naszej strony internetowej wielokrotnie.
– Dla niektórych innych młodych ludzi staje się ta faza życia okresem przygotowania i uintensywnionej modlitwy przed podjęcia głosu powołującego ich Chrystusa: czy to do kapłaństwa, czy ponadto życia zakonnego; zakonnego czy to dla chłopców, czy dla dziewcząt (temu ostatniemu zagadnieniu: powołaniu do kapłaństwa oraz życia konsekrowanego, poświęcony był osobny rozdział, zob.: cz. III, rozdz. 2).


UWAGA:
Pierwotnie autor zamierzał utworzyć w bieżącej części siódmej – jeszcze dwa dalsze rozdziały:
a) jeden dotyczący wzajemnych wielorakich odniesień pomiędzy małżonkami. Temu zagadnieniu miał być poświęcony rozdz. 4-ty.
b) Zamierzeniem dalszego rozdziało miało być spojrzenie na małżeństwo jako komunię przymierza życia i miłości tych dwojga w składzie poszerzonym: z uwzględnieniem wywodzącej się z małżeństwa rodziny: rozdz. 5-ty.
– Jednakże różne względy, przede wszystkim wiek, a także stająca przed autorem konieczność przetłumaczenia niniejszego długiego rozdziału 3-go na drugi język oraz inne prace związane z niniejszą ‘stroną’, przede wszystkim z tzw. RE-lekturą, kazała zrezygnować z planów dalszej rozbudowy niniejszej homepage.


W bieżącym – trzecim rozdziale niniejszej części chcielibyśmy zatem spojrzeć na kwestię fizycznego, psychologicznego i religijnego przygotowania do małżeństwa w okresie dorastania dzieci i młodzieży – tym razem od strony bardziej praktycznej.

Ludzie młodzi zaczynają poszukiwać w tym czasie siebie wzajemnie pod kątem koleżeństwa i przyjaźni, ale tym bardziej właściwego małżeństwa. Stają stopniowo coraz wyraziściej w obliczu niezwykle poważnej decyzji: związania się czy nie – z wybraną osobą w przymierzu ślubowanej dozgonnej komunii życia i miłości. Ma to być decyzja jednorazowa – nieodwołalna, dozgonna. Całkiem niezależnie od tego, jak wygląda praktyka dramatycznie się rozchodzących niejednych małżeństw i rozbitych rodzin, gdzie zamiast nieba-na-ziemi zagnieżdża się być może przedpiekle na ziemi.

Chcielibyśmy uświadomić sobie powszechnie znane, a przecież nie zawsze rzeczywiście pod uwagę brane – zdarzające się radośniejsze, ale i trudniejsze sytuacje tego okresu życia: intensywnego przygotowania do małżeństwa – skramentu małżeństwa.

Przy zastanawianiu się nad tymi sytuacjami nie możemy nie konfrontować ich z Bożą wizją tak młodzieńczości, jak i stającej przed młodym człowiekiem perspektywy małżeństwa (temu zagadnienie poświęcona była przede wszystkim cz. VI niniejszej strony). Żywimy przekonanie wiary, które nie może wprowadzić w błąd w aspekcie spraw definitywnych, że człowiek – w tym również każda osoba przeżywająca czy to fazę dziecięctwa i młodzieńczości, czy już potem małżeństwa i rodziny, świadoma czy nieświadoma swego istnienia w kosmosie jako żywego Obrazu Boga, nigdy nie będzie człowiekiem w pełni inaczej, jak tylko poprzez zaakceptowanie w praktyce życia i postępowania – swego bycia ‘Bogiem-z-daru’, tzn. poprzez rzeczywistą, radosną akceptację swego „podobieństwa” do Boga.

Bóg zaś jest Osobą: nie rzeczą-materią. Wobec tego i człowiek, stworzony jako „Boży Obraz” – musi zważać na to, żeby pozostawać osobą: z wszystkimi tego konsekwencjami (por. LR 19). Chodzi nie tylko o etap dziecięctwa, a potem młodzieńczości, ale również już w małżeństwie, względnie w konsekracji Bogu. Bądź też życia w stanie wolnym – bez związania czy to ślubem małżeńskim, czy życiem konsekrowanym.

W gąszczu zagadnień jakie niesie z sobą etap życia młodzieńczego – skupimy uwagę jedynie na niektóre jego aspekty, podyktowane podstawową tematyką naszej strony.
– W niniejszym rozdziale będzie chodziło o ich aktualizację na etapie dziecięctwa i młodzieńczości w perspektywie przyszłego małżeństwa i życia w rodzinie. Perspektywę tę będziemy rozpatrywali oczywiście jako Boże wezwanie do kształtowania przyszłego życia w małżeństwie jako sakramentu, który będzie mobilizował tych dwoje oraz ich przyszłą komunię rodzinną jako nieustanne wezwanie do jej przemieniania w „szkołę bogatszego człowieczeństwa” (FC 21; GS 52).

Ograniczymy się do przyjrzenia się jeszcze raz etapowi wyrastania z dziecięctwa i przygotowania do małżeństwa z uwzględnieniem zarówno zachowań, jak i wewnętrznej motywacji, jaką nierzadko młodzi kierują się przy podejmowaniu ważkich decyzji życiowych. Małżeństwo winno być dla tych dwojga oraz ich późniejszej rodziny sakramentalną małżeńsko-rodzinną drogą do „Domu Ojca” (J 14,2n). Winien jej dyskretnie towarzyszyć klimat „Kościoła Domowego”.

Trzeba bowiem powiedzieć sobie jeszcze raz jasno, że w Bożej wizji człowieka jako Obrazu i Podobieństwa Boga nie ma i nigdy nie będzie małżeństwa innego, jak tylko to jedno: małżeństwo jako sakrament. Małżeństwo nie jest samym tylko umówieniem się dwojga osób do wspólnego życia. Przeciwnie, jest ono instytucja stała, która jako taka stworzona została przez samego Boga.

W warunkach Nowego Testamentu wyniósł ją Bóg do godności jednego z sakramentów Kościoła. Każdy zaś z sakramentów staje się dostosowanym do danych okoliczności życia przekaźnikiem dokonanego przez Jezusa Chrystusa dzieła odkupienia i jego dóbr.
– W przypadku osób nie ochrzczonych, małżeństwo pozostaje – w przedłużeniu epoki od stworzenia po dziś dzień, pra-sakramentem stworzenia. Tym samym zaś wskazuje ono i prowadzi do tego samego Odkupienia, którego osoby nie ochrzczone dotąd być może należycie nie poznały.

Wśród nasuwających się zagadnień zawęzimy uwagę do następujących aspektów. Będą to tytuły następujących po sobie, zwykle raczej obszernych paragrafów. Składają się one na całość niniejszego rozdziału, który rozrósł się w jakiejś mierze w swoistą ‘książkę’ na temat młodzieńczości w przygotowaniu do małżeństwa-sakramentu:

Biblijne „dwoje-jednym-ciałem” (§ A)
Dorastanie do stania się małżeństwem: sakramentem (§ B)
‘Mam prawo postępować jak mi się podoba ...’ (§ C)
Czystość osobista w próbie (§ D)
By walka była zwycięska (§ E)
Jeszcze raz z rozważań papieża Wojtyły na temat miłości (§ F)
Czystość wystawiona na próbę w działaniach u chłopców (§ G)
Wybrane problemy dziewczęcości i kobiecości (§ H)
Godność własna a miara wierności raz danemu słowu (§ I)
Czystość wystawiona na próbę w działaniach u dziewcząt (§ J)
Dziewczyna-kobieta a jej sposób ubierania się (§ K)
Na etapie poprzedzającym małżeństwo: sakrament małżeństwa (§ L)
W walce o wierność Chrystusowi aż do przelania krwi (§ M)
Z Chrystusem czy Jemu na przekór? (§ N)

(4.3 kB)

A.   BIBLIJNE „DWOJE-JEDNYM-CIAŁEM”

(6.9 kB)

Jeśli małżeństwa nie ma i nie będzie innego, jak tylko to stworzone i ustanowione przez Boga – najpierw jako pra-sakrament małżeństwa, po czym przez Syna Bożego wyniesione do poziomu jednego z sakramentów Kościoła (wszelkie inne rodzaje ‘małżeństwa’ i związki partnerskie są w oczach Bożych jednym ciągiem uzurpacji i świadomego odrzucenia zapisu Bożego Prawa wyrytego w ludzkim sercu, czyli związkiem cudzołożnym, jeśli nie ponadto ... wynaturzonym), wydaje się rzeczą pożyteczną, a nawet konieczną, by spojrzeć na nie jeszcze raz pod kątem podstawowych wypowiedzi Słowa-Bożego-Pisanego na ten temat. Chcielibyśmy jeszcze raz przypatrzeć się w oparciu o te wypowiedzi tym zasadniczym cechom, jakimi odznaczać się winna więź spajająca męża i żonę jako małżonków w ich obopólnych odniesieniach.

Słowa te kierujemy w tym wypadku w zasadniczej mierze do ... młodzieży dorastającej. Ale tym bardziej do tych wszystkich, na których ciąży pośrednio czy bezpośrednio odpowiedzialność za kształtowanie serc i charakteru młodego pokolenia, oraz twórcze towarzyszenie w ich wzrastaniu. Zasadzone drzewko wymaga w początkowej fazie wzrastania przywiązania do stabilizującego je kija. Inaczej ulegnie niepożądanym wykrzywieniom, które będą trudne do sprostowania.

Jeśliby nawet zapisane tu słowa nie dotarły do właściwych ‘odbiorców’ wprost, trafią one do nich drogą być może bardziej pośrednią. Wszystko co się wiąże z ‘małżeństwem’ powinno być dla młodego pokolenia przedmiotem zasadniczych rozważań. A te powinny prowadzić do podejmowania decyzji po linii Bożych rozwiązań, które ponad wątpliwość są najlepszymi dla samych przede wszystkim bezpośrednio zainteresowanych osób.

Rozdział ten zawierzamy szczególnemu błogosławieństwu Niepokalanej.

(6.6 kB)

(6.6 kB)
Objaśnienie

Nosimy w sobie przekonanie wiary, iż słowo Boże Pisma świętego ofiaruje ludziom wszystkich kultur i każdej epoki podstawowe przesłanie dotyczące sensu istnienia człowieka i świata. Przesłanie to pełni zarazem rolę drogowskazu dla właściwego wewnętrznego rozwoju samego człowieka. Podążając drogą zaproponowaną, a nie wymuszoną przez ów Boży drogowskaz, człowiek nie pobłądzi w swej wędrówce po zawiłych ścieżkach życia. Stanie się zdolny dotrzeć szczęśliwie do przygotowanego dla niego już „przed założeniem świata” (Ef 1,4) portu w „Domu Ojca”, gdzie „mieszkań jest wiele” (J 14,2).

Z kolei zaś samo w sobie odrzucenie Bożych rozwiązań [wypada zwrócić uwagę na ogólny tytuł naszej strony internetowej: „By miłość – MIŁOŚCIĄ była. Miłości – rozwiązania ludzkie a Boże”] ostatecznie zupełnie na nic dobrego się nie przyda. Każdy człowiek bez wyjątku stanie przed trybunałem Jezusa Chrystusa. Jezus stwierdzał to w czasie swego ziemskiego pobytu na ziemi wielokrotnie, m.in. chociażby w kontekście swych przedziwnych wynurzeń o wzajemnej więzi między Nim – a Ojcem, zapisanych u J 5:

„Ojciec ... przekazał Mu [Synowi Człowieczemu = mówiącemu w tej chwili Jezusowi]
władzę wykonywania sądu ...
Wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego:
a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia;
ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia ...” (zob. J 5,27nn).
(Zob. cały fragment: ww.25-30; oraz Mt 25,31-46; Rz 14,10; 2 Kor 5,10; itd.)
.

Słowa Syna Bożego nie mają nic wspólnego z ‘zastraszaniem’. Są one tylko stwierdzeniem faktu – ‘na trzeźwo’ i ku otrzeźwieniu. Wystarczy odrobina zastanowienia i uczciwości w myśleniu w obliczu bezmiaru niegodziwości w skali światowej, by zrozumieć, że inaczej być nie może. Jezus, Syn Boży i Syn Człowieczy, wyraża się zawsze jednoznacznie i nie złudnie: „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą ...” (Mt 24,35).

W niniejszym rozdziale nie będziemy już wracali do sprawy powołania niektórych spośród dorastających młodzieńców i panien do stanu życia poświęconego Bogu – czy to w życiu zakonnym, czy w kapłaństwie. Powołaniu Bożemu do życia poświęconego Bogu poświęcony był stosunkowo długi rozdział naszej strony internetowej, a mianowicie: cz. III, rozdz. 2. (zob. bezpośrednio: Może kapłaństwo? Życie zakonne?).

(3.5 kB)

1. Teren własnościowy Boga

(2.8 kB)

Małżeństwo: stworzone – dane w zaDwoje-jednymrząd

Gdy młody człowiek wychodzi z wieku dorastania i młodzieńczości, jest rzeczą zrozumiałą, iż zaczyna myśleć coraz poważniej o małżeństwie. Młodzi ludzie są zapewne w znacznym stopniu zaintrygowani świadomością, że życie w małżeństwie oznacza w bardzo szczególny sposób przeżywanie małżeńskiej intymności. A ta siłą rzeczy budzi ciekawość.
– Ponadto jednak życie w małżeństwie i rodzinie wiąże się z nieuniknionymi wyzwaniami pod adresem własnej oraz wielorakiej obopólnej odpowiedzialności. Już młody człowieka, a nawet dziecko – dobrze rozumie, że życie w małżeństwie i rodzinie to praca zarobkowa, życie zawodowe, życie społeczne, religijne, a w bardzo szczególny sposób życie wzajemnych odniesień między mężem żoną, ojcem i matką – oraz dzieci pomiędzy sobą, a z kolei obopólnych odniesień rodziców i dzieci.

Tematyka wzajemnych odniesień intymnych była na łamach naszej strony internetowej przedmiotem wielokrotnie podejmowanych rozważań (zob. zwł. cz.II, rozdz. 2; cz. III, rozdz. 1.3.4; wiele miejsc w cz. VI; a swoją drogą: PORTAL, kolumna 4, nr 3: Spowiedź święta małżonków ...; tamże, nr 10: Wierność spowiednika nauczaniu Magisterium; tamże nr 11: poglądy O. Knotz’a; oraz szereg dalszych artykułów z kolumny ‘4’). Zdajemy sobie sprawę, że wraz z wejściem w stan małżeński, ci dwoje wkraczają na teren, który ani nie był, ani nie stanie się ich własnością (zob. do tego wyż.: Kto Wam na to pozwolił?: zachęta do ponownego przemyślenia tam przedstawionych argumentów.).

Stwierdzenie to nie powinno nikogo myślącego dziwić: ani człowieka wierzącego, ani nie wierzącego. Zarówno sam człowiek, jak zwłaszcza jego płciowość, to własność wyłączna Boga (zob. do tego: HV 13: zwł. koniec tego fragmentu), a nie człowieka. Teren płciowości jest człowiekowi – w tym wypadku tym dwojgu: małżonkom, przekazany jedynie w odpowiedzialny zarząd. Przez ‘zarządzanie’ majątkiem nikt nie staje się jego właścicielem. Nadejdzie chwila, gdy ze sprawowanego ‘zarządu’  trzeba się będzie rozliczyć ... ‘do grosza’  (por. Mt 18,34).

Życie w małżeństwie i wywodzącej się z niego rodziny krąży nieustannie wokół tajemnicy życia i miłości. Z chwilą gdy dwoje ludzi zawiera małżeństwo, zgadzają się tym samym, by zaakceptować cele oraz zobowiązania, jakie wraz ze stworzeniem człowieka i małżeństwa ustanowił sam Bóg, a nie ktokolwiek z ludzi. Bóg zaś jest miłością. Jako miłość – Bóg nie jest zdolny wyrządzić człowiekowi krzywdy ...

Gdyby ktoś żywił wątpliwość, czy małżeństwo istotnie zostało stworzone przez Boga, wystarczy posłuchać jednoznacznej wypowiedzi Syna Bożego Jezusa Chrystusa na ten temat.
– Któregoś razu faryzeusze sprowokowali Go do wyrażenia stanowiska na temat małżeństwa w związku z wysuniętą Mu kwestią ‘Listów rozwodowych’. W swej odpowiedzi uświadamia Jezus zwięźle podstawowe przymioty małżeństwa:

„... Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?
– I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.
A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,4nn).

Jezus, sam będąc SŁOWEM-Synem Bożym, przywołuje tu na pamięć fragment Słowa-Bożego-Pisanego z księgi Rodzaju (Rdz 2). Autor biblijny uwydatnia w nim w dużym skrócie istotne aspekty małżeństwa.

(0,39 kB)  Podkreśla jednoznacznie, że człowiek nie powstał sam z siebie, ale zostaje ‘stworzony’ przez Boga.

(0,39 kB)  Człowiek został stworzony przez Boga nie jako istota ‘nijaka’, lecz zróżnicowana pod względem płciowym.

(0,39 kB)  Co najmniej jednym z zasadniczych celów owego zróżnicowania płciowego jest możność związania się węzłem małżeństwa.

(0,38 kB)  Małżeństwo może zaistnieć jedynie jako związek pomiędzy mężczyzną a kobietą. Wszelkie związki jednopłciowe są z gruntu sprzeczne ze stworzeniem człowieka i małżeństwa przez Boga.

(0,38 kB)  Warunkiem zawierania małżeństwa jest wyrażona przez dwoje ludzi zgoda małżeńska.

(0,38 kB)  Zgoda ta staje się podstawą do nazwania więzi tych dwojga jako szczególnej, jedynej w swoim rodzaju komunii osób. Stają się one z tą chwilą ‘komunią małżeńską’.

(0,38 kB)  Istotą powstałej komunii małżeńskiej staje się – ogólne, a przecież jakżeż trafnie przez Słowo-Boże-Pisane oraz samego Syna Bożego określenie zaistniałego związku jako „dwoje-jednym-ciałem”. Takim staje się według Bożego zamysłu związek tych dwojga na stałe, poczynając od momentu wyrażenia zgody małżeńskiej. Ci dwoje stają się odtąd nieodwołalnie ‘małżeństwem’.

(0,37 kB)  Niezaprzeczalnie szczególniejszym momentem sprawdzającego się owego „dwoje-jednym-ciałem”  jest podejmowane przez tych dwoje pełne zjednoczenie małżeńskie. Wchodzi ono w istotę małżeństwa. Jako takie zostaje małżonkom podarowane przez samego Stworzyciela mężczyzny i kobiety. W chwili gdy Bóg powołuje dwoje ludzi do małżeństwa, wręcza im tym samym powołanie i upoważnia ich do stanowienia komunii małżeńskiej z istoty swej otwartej na rodzicielstwo.

Dalsze wnioski, jakie wynikają z przytoczonego przez Jezusa Słowa-Bożego-Pisanego z księgi Rodzaju dotyczą tych cech ważnie zawartego małżeństwa, jakie od zawsze podkreśla w swym nauczaniu Kościół Chrystusa. Nie ulega wątpliwości, że cechy te względnie przymioty małżeństwa są niezmiennie takie same od chwili stworzenia człowieka: mężczyzny i kobiety oraz powołania pierwszej człowieczej pary do stania się małżeństwem – wraz z jego ukierunkowaniem na stopniowe przekształcanie się małżeństwa w rodzinę.

Chodzi o następujące trzy przymioty małżeństwa, mianowicie jego:
(0.6 kB)jedność,
(0.6 kB)dozgonną trwałość, oraz
(0.6 kB)nierozerwalność zaistniałej komunii.

Syn Boży Jezus Chrystus wyraził to jednoznacznie we wspomnianej dyskusji z faryzeuszami. Ci bowiem skwapliwie podjęli zagadnienie wymuszonej przez ówczesny Lud Boży pod Synajem na Mojżeszu zgody na tzw. ‘Listy Rozwodowe’  w określonych okolicznościach.
– Działo się to oczywiście wbrew wyraźnemu zamysłowi Bożemu, wyrytemu w sumieniu każdego człowieka „od początku” dzieła stworzenia. Wbrew temu, co wobec tegoż głosu Bożego czyniły całe pokolenia, gdy dopuszczały, a nawet faworyzowały bigamię. Tym wypaczeniom ulegli nawet Patriarchowie, a później przede wszystkim królowie Izraela. Dostosowywali się oni w tym względzie do powszechnie podówczas stosowanego prawa zwyczajowego ludów pogańskich.

Zagadnienie to rozpatrywaliśmy obszerniej już w poprzedniej części naszej strony, toteż nie będziemy tutaj wracali do niego (zob. wyż:  Małżeństwo „na początku” – a także: Cudzołóstwo i rozwód w wypowiedziach Jezusa – wraz z dalszym ciągiem tego fragmentu: Zachwianie równości w ‘jedności-dwojga’ a przymierze małżeńskie).

(2.2 kB)

Komunia małżeńska i jej przymioty w wypowiedzi Jezusa

Słowa Jezusa, który przywołuje u słuchaczy wizję małżeństwa „z początku” dzieła stworzenia (zob. wyż.: Tekst Mt 19,4nn: człowiek opuści... oboje jednym ciałem), podkreślają przede wszystkim wolny wybór, jakiego dokonuje dwoje osób, gdy zamierzają zawrzeć małżeństwo.

(7.3 kB)
Objaśnienie

Jako ściśle z tym wyborem i wyrażoną wolną zgodą małżeńską związaną konsekwencję uwydatnia Jezus dozgonną trwałość raz zaistniałej komunii życia i miłości tych dwojga.
– Taka jest wola Stworzyciela i Odkupiciela małżeństwa „od początku”. Tej Woli, podyktowanej najwyższą u Boga możliwą miłością, nie zdołają zmienić ani rozwodnić żadne ludzkie przeciwne ustalenia.
Z góry też trzeba przyjąć, że jakiekolwiek ignorowanie Bożej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33) nie może nie skończyć się tragiczną, a przecież z całą świadomością zamierzoną klęską samego człowieka: Obrazu Boga, który by tym samym swego Bożego pochodzenia sobie nie życzył, jednocześnie wtedy chcąc nie chcąc zawierzając temu, który jest „Zły”.

Wyrazem wolnego wyboru tego ‘drugiego’ w małżeństwie są słowa o ‘opuszczeniu’  dotychczasowego środowiska rodzinnego: ojca i matki. Akt ten staje się punktem wyjścia dla utworzenia nowej komunii życia i miłości tych dwojga. Ci dwoje zostają z tą chwilą mężem i żoną: względem siebie wzajemne, wobec społeczeństwa oraz w obliczu Trójjedynego.

Ponadto jednak wyrażona przez tych dwoje zgoda małżeńska pieczętuje w znaczeniu prawnym ich nieodwołalną decyzję trwania w raz dokonanym wyborze aż do śmierci.
– Tak właśnie tłumaczy zaistniałą z tą chwilą komunię autorytatywnie Syn Boży:

„Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną,
i będą oboje jednym ciałem” (Mt 19,5; zob. Rdz 2,24).

Jezus, który przytacza słowa z księgi Rodzaju, dopowiada jednocześnie z naciskiem, za którym kryje się Jego Boża Osoba i Boży autorytet, tym samym rozpraszając wszelkie wątpliwości interpretacyjne faryzeuszów:

„A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6).

W tych słowach stwierdza Jezus z pieczęcią Bożej powagi fakt, iż zawarta umowa małżeńska nie jest kwestią, która by się rozgrywała pomiędzy samymi tylko tymi dwojgiem: określonym mężczyzną i określoną kobietą, którzy od tej chwili stają się małżeństwem. Słowo ich zgody jest oczekiwane – i zostaje przyjęte przez samego Boga, Stworzyciela tak człowieka jak małżeństwa. Bóg pierwszy „łączy”  tych dwoje w ‘jedno-ciało’ z chwilą, gdy wyrażają swą zgodę małżeńską.

Trudno było jeszcze mocniej i bardziej jednoznacznie stwierdzić, że każde małżeństwo jest sprawą w pierwszym rzędzie Boga, a dopiero wtórnie zarówno tych dwojga, jak i kogokolwiek z ludzkiej społeczności. Sam Bóg łączy tych dwoje w nierozerwalne ‘jedno-w-miłości’ w chwili wyrażanej przez nich zgody małżeńskiej. Sam tylko On – Bóg, jest Właścicielem tajemnicy tak życia, jak tajemnicy miłości. Sam też tylko On jest władny dopuścić kolejnych dwoje: kolejną parę małżeńską – do uczestnictwa w swoim własnym życiu i w swojej własnej miłości.

Tajemnice te – to jednocześnie Boże Imię, Boża istota: Bóg jeden w Trzech Osobach. Bóg ten wychodzi w tym momencie z tkliwą miłością do „ ... jedynego na ziemi stworzenia, którego Bóg chce dla niego samego” (por. GS 24; oraz np. LR 9). Jako nieskończone dobro – Bóg nie potrafi być inny jak właśnie „bonum diffusivum sui – dobrem które udziela siebie”, tym samym zapraszając do uczestnictwa w tym KIM On sam JEST (zob. LR 10). Jest On w tej chwili w szczególnie intensywnym znaczeniu „miłującą Wszechmocą Stwórcy” (DeV 37). W swojej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” proponuje tym dwojgu: kolejnej parze małżeńskiej – uczestnictwo w swoim życiu, uczestnictwo w swojej miłości.

Obdarza ich zarazem swą wielką, do ostateczności posuniętą ‘ufnością’. Bóg wie doskonale, iż również ci dwoje mogą okazać się w swej wzajemności względem Stworzyciela bardzo chwiejni i niewytrwali; mogą łatwo ulec grzechowi. Bóg widzi z góry, że również ci dwoje mogą całkowicie wypaczyć udostępnioną im tajemnicę swojego zarówno życia, jak i siebie jako miłości. Mimo to Bóg posuwa swoje ‘zawierzenie człowiekowi’  do tak dalekich granic. ‘Ufa’, że doznany przez tych dwoje szczególny dar wyzwoli ich wdzięczność oraz wolę wiernej współpracy z Bożym zamysłem dotyczącym powołania do życia w małżeństwie: sakramencie stworzenia – sakramencie odkupienia.

Sam też On: wierność-stałość-Prawda – sprawia, że zawiązana w tej chwili więź staje się słowem nieodwołalnym w niebie i na ziemi. Raz wypowiedziane słowo ‘Tak’ w obliczu Boga i ludzi-świadków zostaje przez Niego przyjęte i przypieczętowane jako odtąd niezłomnie trwające ‘Tak’, a nie jednoczesne ‘tak’ i ‘nie’ (por. 2 Kor 1,17nn). Bóg jest poważny (por. wyż.: BÓG – Ten Poważny). Poważnie też traktuje słowo zgody wyrażone przez dwoje ludzi, którzy w Jego Obliczu wiążą się więzią małżeńskiego przymierza: więzią dozgonną, wyłączną, nierozerwalną, wiernie podtrzymywaną. Nie na określony czas, lecz jako przypieczętowanie tejże komunii życia i miłości „... aż do śmierci”.

To oznaczają dopowiedziane tu, niezwykle poważnie brzmiące słowa Bożego Syna: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Jezus przemawia wprawdzie z pełnią swej Bożo-ludzkiej delikatności, ale i z wykluczeniem jakiejkolwiek innej interpretacji.
– Wyrażoną tu treść pozytywną zawiązanej w tej chwili nierozerwalnej więzi małżeńskiej ujmuje Jezus w słowa jeszcze raz, tym razem od strony negatywnej. Chodzi o sytuację, gdyby między obojgiem małżonków doszło do wewnętrznych napięć, które by mogły stać się pokusą do rozejścia się, albo nawet rozwodu.

W tym zaś kierunku zmierzały podchwytliwe słowa faryzeuszów, którzy jak zwykle, usiłowali sprowokować Jezusa do wypowiedzi sprzecznych w stosunku do ustaleń Mojżesza.
– Niezależnie zaś od koncesji Mojżesza odnośnie do ‘Listów rozwodowych’ wytworzyli faryzeusze rozbudowany własny legalizm. Temuż to systemowi przypisywali nierzadko wartość wyższą aniżeli jednoznacznej Woli Bożej wyrażonej w przykazaniach (dla przykładu zob.: Mk 7,8-13).

W omawianym wypadku czekali faryzeusze na to, jak Jezus wypowie się w kwestii zdarzających się konfliktów małżeńskich i dopuszczonego przez Mojżesza wystawiania ‘Listu rozwodowego’, czyli rozwodu małżeńskiego. Tymczasem Jezus nie daje się sprowokować i kwalifikuje jednoznacznie zawieranie jakiegokolwiek ponownego związku z kimś innym – jako dopuszczenie się „cudzołóstwa” (Mt 19,9). Całą zaś dyskusję sprowadza nie do Mojżesza, lecz do Bożego Prawa „od początku” :

„Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony.
– Lecz ‘od początku’  tak nie było.
A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę ... a bierze inną, popełnia cudzołóstwo.
I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo(Mt 19,8n; zob. Mk 10,11n).

Czy ktoś, kto żeni się z rozwódką, albo z kolei kobieta która wychodzi za mąż za rozwodnika – może mieć jeszcze wątpliwość, że stałoby się to świadomie zamierzoną decyzją na życie w stałym cudzołóstwie – z wszystkimi tego konsekwencjami na życie wieczne? Oraz że ewentualne szczęśliwe życie w takim związku byłoby stałym, z każdym dniem wzrastającym, wyraźnie chcianym zagrożeniem swego losu-na-zawsze, który nie będzie fikcją, lecz rzeczywistością ‘... od śmierci wzwyż’ ?

(3.5 kB)

2. „Dwoje-jednym-ciałem”: seks czy zjednoczenie osób?

(2.8 kB)

Biblijny personalizm

Jeśli wczytamy się uważnie w słowa Księgi Rodzaju o powołaniu do małżeństwa (Rdz 2,24; Mt 19,4nn), przez które dwoje ludzi staje się „dwoje-jednym-ciałem”, trudno nie dostrzec niezwykle mocno tu uwydatniony aspekt personalistyczny przedziwnego biblijnego określenia o wzajemnych odniesieniach pomiędzy mężem a żoną.
– Jest rzeczą zrozumiałą, iż w Słowie-Bożym-Pisanym nie występuje terminologia filozoficzna z zakresu antropologii personalistycznej ani personalizmu. Mimo to merytorycznie biorąc, rozpatrywane określenie Słowa-Bożego-Pisanego mieści się dokładnie na tej samej linii, co w jego rozumieniu zgodnie z terminologią personalistyczną. Na czoło wysuwa się osoba jednego i drugiego z małżonków (zob. do tego, z wielkim pożytkiem, referat kard. Karola Wojtyła wygłoszony 2 lata przed jego pontyfikatem; z naszej strony zob.: Personalistyczna koncepcja człowieka).

Chociaż zaś Biblia nie zna z kolei i tego drugiego filozoficzno-teologicznego określenia: ‘osoba’, wyraża ona jego treść równoważnie, posługując się językiem pre-filozoficznym. W tym wypadku swoistym semicko-izraelskim równoważnikiem, wyrażającym tę samą treść co nasze ‘osoba’, jest kilka jego synonimów biblijnych, przede wszystkim zaś hebrajskie określenia: néfesz = dusza; baśár = ciało; człowiek; żywy człowiek; osoba; itp.

Trzeba sobie od razu powiedzieć, że Słowo-Boże-Pisane ponad wątpliwość nie ogranicza znaczenia użytego tu określenia „dwoje-jednym-ciałem” do aktualnie przeżywanego intymnego zjednoczenia małżeńskiego. Co prawda sam Bóg wprowadza tych dwoje w chwili gdy wyrażają swą zgodę małżeńską – na teren w zarząd im podarowanej ich własnej płciowości. Tym samym tym dwojgu wolno podejmować odtąd działania umożliwiające ich rzeczywiste stanie się „dwoje-jednym-ciałem”.

Podejmowanie zjednoczenia małżeńskiego jest jednak tylko od czasu do czasu zdarzającym się uwieńczeniem ich „dwoje-jednym-ciałem” na co dzień. Tak dzieje się, gdy tym dwojgu przyjdzie borykać się z życiem wraz z jego wymogami, trudami, podejmowaną pracą, budowaniem gniazda małżeńskiego i rodzinnego, staraniem o odzież i żywność, podejmowaniem pracy wychowawczej w stosunku do pojawiających się dzieci itd.
– Wszystkie te i podobne działania nie są bezpośrednio związane z aktualnym przeżywaniem intymnej bliskości małżeńskiej. Mimo to wiążą się one z nieodwołalnie sobie danym słowem: trwania w komunii życia i miłości ukierunkowanej zarówno na budowanie i umacnianie wzajemnej więzi, jak i twórcze kształtowanie podjętych wraz ze ślubem zobowiązań rodzicielskich.

Tym samym jawi się konieczność przyjęcia dwóch równoległych znaczeń biblijnego wyrażenia „dwoje-jednym-ciałem”.

(0,36 kB)  Użycie tego zwrotu w znaczeniu ścisłym dotyczy bezpośrednio tych chwil, gdy ci dwoje aktualnie przeżywają wzajemną bliskość płciową, łącznie z podejmowanym wtedy pełnym zjednoczeniem małżeńskim. Wtedy to ci dwoje stają się w sensie dosłownym „dwoje-jednym-ciałem”.

(0,36 kB)  W znaczeniu jednak szerszym, współistniejącym z owym podstawowym znaczeniem, obejmuje ten zwrot całokształt małżeńskiej komunii na co dzień.

Komunia tych dwojga na co dzień rozwija się jako bezpośrednie następstwo podjętego Bożego wezwania do życia w małżeństwie i rodzinie, chociaż w danym wypadku nie będzie mowy o aktualnym przeżywaniu wzajemnej bliskości płciowej. Mimo to tłem podejmowanych zadań i zobowiązań, jakie dyktuje życie w małżeństwie i rodzinie na co dzień, jest raz Bogu i sobie wzajemnie dane ‘słowo’: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”.

W tej sytuacji również całokształt życia tych dwojga, chociaż aktualnie nie będą myśleli o wzajemnej bliskości płciowej, wchodzi w skład tym razem szerzej pojmowanego określenia: „dwoje-jednym-ciałem”.


Po tym wstępnym, niezaprzeczalnym uściśleniu należałoby przyjrzeć się głębiej użytemu przez autora biblijnego przedziwnemu określeniu ‘jedności-dwojga’  jako „dwoje-jednym-ciałem” : „... stają się jednym ciałem”. Takiego zwrotu nie spotkamy w literaturze religijnej żadnego innego kręgu kulturowego starożytnego Bliskiego Wschodu.

W piśmiennictwie biblijnym, gdzie zwrot ten występuje począwszy od prorockiej wizji pra-początków autora biblijnego (Rdz 2,24), wiąże się jego pojawienie z nurtem literacko-teologicznym tak zwanej tradycji ‘Jahwistycznej’. Nurt ten przemawia za jego wczesnym powstaniem w Izraelu. Jest on przekazem tradycji bardzo pierwotnej. Stylistycznie odznacza się ta tradycja żywością i barwnością użytych obrazów, a jednocześnie niezwykle trafnymi określeniami najgłębszej teologii przy odwołaniu się do poglądowego, i tym samym łatwo zrozumiałego sposobu mówienia.

W takim właśnie stylu ujęte jest określenie z przytoczonego fragmentu z księgi Rodzaju:

„...mężczyzna opuszcza swego ojca i swą matkę, a lgnie do swej małżonki.
I stają się jednym ciałem”  (Rdz 2,24).

Jezus wyprowadzi z tych słów konkluzję na temat więzi małżeńskiej, utworzonej na bazie tego zwrotu:

„... A tak już nie są dwoje,
lecz jedno ciało” (Mt 19,6).

Autor biblijny obejmuje użytym określeniem ponad wątpliwość tak jedno, jak drugie znaczenie owego „dwoje-jednym-ciałem”. Mówi bowiem o małżeństwie jako takim, chociaż określenie to dotyczy w szczególniejszy sposób tych właśnie chwil, kiedy małżonkowie jednoczą się po małżeńsku w dosłowne „dwoje jednym ciałem”.

(2.2 kB)

Użytkowe odniesienie do ciała

Skupiamy się na biblijnej prezentacji oraz ocenie jakości wzmiankowanych tu intymnych odniesień, jakie wolno podejmować tym dwojgu z chwilą, gdy wraz z wyrażoną sobie zgodą małżeńską stają się mężem i żoną.
– Wydaje się nie ulegać wątpliwości, że określanie małżeństwa jako „dwoje-jednym-ciałem” przedstawia swoiście tę rzeczywistość etyczną, jaką pokolenie Jana Pawła II przyzwyczaiło się określać jako „wewnętrzny ład” przeżywania intymności małżeńskiej. Ład ten zostaje wyryty w ludzkim sercu każdego człowieka w chwili jego stworzenia przez Boga, jedynego Pana i Właściciela człowiekowi w zarząd zaofiarowanej jego płciowości.

(6.9 kB)
Objaśnienie

Podstawowym znamieniem i wymogiem wewnętrznego ładu intymności w małżeństwie jest wzajemne odniesienie męża i żony jako do osoby, a nie rzeczy. Oboje winni kształtować jakość swych odniesień tak czujnie, żeby przy podejmowaniu wyrazów czułości i miłości nie ulec pożądliwości. Ta bowiem w takich chwilach łatwo odżywa i pod pozorem ‘miłości’ narzuca użytkowe traktowanie siebie samego oraz tego drugiego.

Użytkowa wizja płciowości podsuwa chwilami z niebywałą siłą zaborczość sfery płciowości. Wyraża się to zagarnianiem na własność ciała płciowego i znamion jego płciowości dla egoistycznego wyżycia się na nich.
– Towarzyszy temu zatracanie świadomości, iż ciało jest jedynie pośrednikiem, który winien ułatwiać docieranie do kryjącej się pod jego osłoną głębszej rzeczywistości: sprzężonego przez Boga w ‘jedno’ – duszy i ciała danego człowieka. Ciało jest jedynie swoistym szczeblem i drogą, pozwalającą dotrzeć do objawiającej się tutaj, ukrytej pod jego postacią osoby w jej duchowo-cielesnym całokształcie.

Pożądliwość wyrażająca się zawłaszczaniem ciała płciowego, redukuje ludzką osobę do samych tylko znamion płci. Człowiek zniewolony przez pożądliwość poszukuje ich jako intrygującej ‘rzeczy’ dla uzyskania poprzez nie maksimum egoistycznie przeżywanego samo-zadowolenia. Ignoruje dostrzeganie osoby, do której winny one były prowadzić.

Podejmowane działania nie mają wtedy nic wspólnego ze stawaniem się „darem-osobą – dla daru-osoby(por. LR 11). A tym dopiero zaczyna stawać się stopniowo rzeczywistość, której na imię ‘miłość’ prawdziwa. Wypowiadane przez partnerów uprawianego ‘seksu’ słowa o świadczonej sobie w tym momencie ‘miłości’ są jednym pasmem dogłębnego manipulowania wzniosłym słowem ‘miłość’. Są one wtedy wyrazem użytej względem siebie anty-prawdy. Zadają kłam oczekiwanemu obopólnemu odniesieniu tych dwojga jako daru: osoby dla osoby.

Tym dwojgu nie chodzi wtedy o ‘stanie się darem’ od „osoby dla osoby”, lecz o bezhonorowe ‘zagarnięcie’ ciała-płci do użytku własnego: samolubnego. Celem podjętego działania nie jest prawdziwe dobro [= dynamizm od-środkowy prawdziwej miłości]: swoje własne oraz dobro tego drugiego; dobro które by było zdatne stać się drogą do „Domu Ojca” (J 14,2n) dla nich obojga.

Wypada przytoczyć jeden raz więcej słowa Jana Pawła II z encykliki „Veritatis Splendor” o nieodzownych przymiotach, jakimi musi odznaczać się czyn, żeby go można było nazwać ‘czynem dobrym’ :

„Powodem zaś, dla którego nie wystarczy dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości.
– Czyn jest dobry, jeśli jego przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego ...
– Ludzki czyn, dobry ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowany ostatecznemu celowi.
Ten sam czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość.
W tym sensie Patron moralistów i spowiedników naucza: ‘Nie wystarczy spełniać dobre uczynki, trzeba jeszcze spełniać je dobrze. Aby zaś nasze czyny były dobre i doskonałe, musimy je spełniać jedynie z tą myślą, by podobać się Bogu’ [św. Alfons] ...” (VSp 78).

Ojciec święty dopowiada ponadto:

„... Pierwszym i decydującym elementem oceny moralnej jest przedmiot ludzkiego czynu, który decyduje o tym, czy można go przyporządkować ostatecznemu dobru i celowi, którym jest Bóg.
To przyporządkowanie – rozum dostrzega w samym bycie człowieka, rozpatrywanego w świetle całej prawdy o nim, czyli w jego naturalnych skłonnościach, jego dążeniach i celach, mających zawsze także wymiar duchowy: to właśnie one stanowią treść prawa naturalnego, a więc tego uporządkowanego zespołu ‘dóbr dla osoby’, które służą ‘dobru osoby’ – dobru, jakim jest ona sama i jej doskonałość.
– Tych też dóbr strzegą Przykazania, w których według św. Tomasza zawarte jest całe prawo naturalne” (VSp 79; zob. ponadto: VSp 67.68.81.82.96).
(Zob. do tego aspektu: czyn dobry – z nauczania Jana Pawła II na innych miejscach naszej strony: Kryteria uznania czynu za dobry – wraz z całym kontekstem, zwłaszcza dalszym ciągiem tego rozważania tamże. – Oraz: Wierność spowiednika wierze Apostolskiej ... – całość tego opracowania, a szczególnie jego § B-C. – Zob. ponadto z recenzji książki O.Knotza: O.Ksawery Knotz, Seks jakiego nie znacie... – tamże zwłaszcza: (3): Aspekty doktrynalne książki, ad ‘d’: Sam w sobie czyn w aspekcie moralnym. Itd.).

Działanie pod wpływem pożądliwości, czyli użytkowe traktowanie płciowości zmierza do zapewnienie sobie samemu, chociażby za obopólną zgodą (zgoda na obopólny grzech) doznania-przeżycia seksualnego poprzez wyżycie się na płciowości ciała swojego i tego drugiego.
– Dynamika działania zmierza wtedy w sposób nieukrywany w kierunku do-środkowym: ‘Byle bym przeżycia doznał JA’. Jest to zatem działanie zmierzające w kierunku dokładnie przeciw-stawnym w stosunku do miłości prawdziwej.
– Cechą bowiem rozpoznawczą miłości prawdziwej jest jej kierunek od-środkowy: zaspokojenie nie własnego ‘ja’, lecz obdarzenie osoby całej tego drugiego takim dobrem, które by wiodło ku dobru ostatecznemu. Takim ‘dobrem’ jest życie wieczne – w Domu Ojca (zob. do tego grafikę wyż.: Miłość prawdziwa: dynamizm OD-środkowy, a anty-miłość: dynamizm DO-środkowy = egoizm).

W przypadku użytkowego traktowania siebie – osoba własna oraz tego drugiego zostaje pozbawiona oblicza własnego. Ten drugi, nawet i w małżeństwie, przestaje być kimś mającym imię własne. Zostaje on sprowadzony do rzędu anonimowości. Zrazu nie zdają sobie być może z tego jasno sprawy ani jedno, ani drugie z nich obojga (zob. do tego: Obezpłodnianie: seks anonimowy. Oraz: Anonimowość-cudzołóstwo w małżeństwie – a także: Miłość anonimowa).

Osoba człowiecza zostaje w tej sytuacji zredukowana do samego tylko ciała płciowego. Uwaga nie chce ‘dostrzegać’, że ma przed sobą osobę: ta całkiem się rozmywa i staje się nieważna. Na czoło wybija się ciało, a dokładniej: jedynie pewne części jej ciała.
– Pożądliwość staje się siłą władczą. Pod pretekstem przyjemności wymusza skupianie uwagi i ‘pochłanianie’ samych tylko fragmentów ciała płciowego człowieka.
– Tymczasem człowiek – prócz tego że jest ciałem, jest ponadto duchem. Tak dopiero jest ktoś człowiekiem całym: osobą.

W konsekwencji człowiek pożądliwości przestaje ‘panować-sobie-samemu’. Działania jego są mu narzucone pod dyktando namiętności, której z kolei on dobrowolnie – chce być niewolnikiem. Działaniem i myśleniem dyryguje wyzwalana przez niego samego pożądliwość, której on dobrowolnie chce być poddanym.

Gorzej zaś, że sam ów człowiek ‘pożądliwości’ łudzi się w zaślepiającym go zniewoleniu, iż teraz dopiero stał się prawdziwie ‘wolny’ oraz że teraz dopiero jest w pełni ‘panem-siebie-samego’. Oto szczyt przewrotnego planu realizowanego przez tego, który jest ‘Zły’. Od zarania zaistnienia człowieka na świecie „zwodzi [on] całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9).
– Jak łatwo udaje mu się uwieść mężczyznę i kobietę, żywy Obraz Boży – na prymitywny, sprytnie zastawiony haczyk jego płciowości. Tę jednak Bóg co prawda podarował człowiekowi – ale jedynie w zarząd.

‘Złemu’ wystarczy doprowadzić tylko do jednego: oderwać w świadomości człowieka jego płciowość od Bożego stworzycielskiego dzieła, które w tym wypadku jest ukierunkowane na wyrażanie miłości przez jednoczesną gotowość rodzicielską. Człowiek jest przecież nie tylko ‘ciałem płciowym’ na podobieństwo wielu innych stworzeń wyposażonych w zdolność przekazywania życia, lecz tym bardziej ... „osobą”. Człowiek jest tym samym zdolny podjąć wieloraką odpowiedzialność za swoje działania.

Szczytem często nietrudno nad człowiekiem przez Złego odnoszonego ‘triumfu’ jest wmówienie mu, iż działając pod dyktando zniewalającej go pożądliwości, osiąga wymarzoną wolność ‘od’  Boga.

Tym samym też człowiek ‘zapewnia’ sobie wolność ‘od prawdy’ bytu: od wszystkiego co się wiąże i wypływa z faktu, iż jest jedynie ‘stworzony’: stworzeniem, a nie Stworzycielem (zob. do tego: VSp 34.64). Człowiek zniewolony przez pożądliwość wykonuje ślepo dyrektywy narzucane mu przez Złego: staje się „niewolnikiem grzechu” (zob.: J 8,34).
– Jednocześnie ‘Zły’ uspokaja głośno wtedy protestujące ludzkie sumienie [= głos Boga przemawiającego w sumieniu] – przez jego zagłuszanie i złudne wmawianie mu, iż wreszcie stał się ‘panem samego siebie’, bo przecież ... udało mu się uniezależnić od tego ‘NIE-dobrego’ ... Boga i Jego ‘NIE-Ludzkich’ Przykazań.

Zagadnieniu temu poświęciliśmy poprzednio już niemało uwagi, toteż nie ma potrzeby rozpatrywania go tutaj na nowo (zob. wyż., na przykład: Szczegółowe wymogi etyczne aktu – wraz z całym dalszym ciągiem tego i następnego odcinka. – Oraz niż.: cz.II, rozdz.4: Działania ‘Contra’: Gdzie tu człowiek?).

(2.2 kB)

Biblijne stawanie się „jednym-ciałem”

Gdy wrócimy do omawianego wyrażenia biblijnego (Rdz 2,24; Mt 19,4nn; zob.: Tekst: Mt 19,4nn), nie możemy nie zauważyć pełni zdumienia, że unikalne w literaturze światowej biblijne określenie małżeństwa oraz zjednoczenia małżonków jako „dwoje-jednym-ciałem” zdecydowanie odcina się od użytkowego traktowania terenu płciowości własnej i tego drugiego w małżeństwie.
– Wyrażenie występujące w Słowie-Bożym-Zapisanym nie nasuwa żadnego skojarzenia z użytkowym wyżywaniem się ‘seksualnym’ dla osiągania egoistycznie zamierzonego samo-zaspokojenia, chociażby nawet pojmowanego jako odtąd ‘zalegalizowanego’ uprawiania ‘seksu’. W takim przypadku tekst byłby sformułowany zupełnie inaczej i przy użyciu innego słownictwa. Podkreślałoby jednoznacznie aspekty seksualne, a nie osobowo-twórcze obopólnego przeżycia, jak to widzimy w brzmieniu tekstu biblijnego.

Rozpatrywany fragment z księgi Rodzaju – w łączności z otaczającym go kontekstem, wskazuje bez niedomówień na zasadniczy sens i cel małżeństwa, które powstaje w następstwie opuszczenia „ojca i matki” po to, by mężczyzna złączył się odtąd z świadomie w tym celu wybraną osobą drugiej płci, by stać się odtąd małżeństwem.

Tacy dwoje stają się z tą chwilą „jednym ciałem”. Tekst hebrajski wyraża nowo zaistniałą komunię tych dwojga wspaniałym zwrotem, wyrażonym rzecz zrozumiała z pomocą słownictwa i mentalności typowo semicko-izraelskiej:


[hebr.:]
„we-hajjú (= i staną się; lub: stają się z tą chwilą)
le-baśár (= ukierunkowanie na: ciało, które jest kimś; stają się żywym-ożywionym ciałem = stają się człowiekiem-osobą: ciałem jako kimś całym, nie czymś, nie dwoma ‘seksami’)
‘echád (= jedno-jednością)

[w przekładzie:]
„... I stają się oni oboje jednym ożywionym ciałem-jednością-kimś”
(= stają się dwiema osobami która stała się JEDNĄ osobą: ciałem-duchem, tzn. osobą, kimś, nie zaś dwoma seksami-rzeczami) (Rdz 2,24).

Występujące tu hebrajskie „baśár = ciało” wyraża treść taką samą, co precyzyjne współczesne filozoficzno-teologiczne określenie: ‘osoba’. Z tą różnicą, że nasza mentalność – podobnie jak nasze pojmowanie wyrażenia ‘osoba’, jest ujęte statyczno-abstrakcyjnie: po linii mentalności rzymsko-greckiej, na której my jesteśmy wychowani. Natomiast określenie biblijne, zakorzenione w środowisku kulturowym semicko-izraelskim, wyraża tę samą treść poglądowo, a zarazem na sposób dynamiczno-konkretny : jako ‘stanie się’ względnie ‘stawanie się’ [aspekt dokonywania się: wymiar ‘czasu’] ‘jednym ciałem’.

Jednakże oba wyrażenia, tj. nasze pojęcie ‘osoba’ – i hebrajskie ‘ciało’, dotyczą tej samej rzeczywistości: ‘osoba’  to nie ‘coś: rzecz’. Autor biblijny ma tu na myśli zawsze osobę, dając do zrozumienia, że ci dwoje stają się ‘ktoś-jeden’. Są oni dwoje niejako ‘kimś jednym’ – w całej ich godności i wolności, łącznie z ich nieodstępnymi istotnymi przymiotami.

Nawiązywaliśmy do tego na naszej stronie internetowej wielokrotnie. Chodzi o niezbywalne i nieodstępne przymioty ludzkiej osoby: jej samo-świadomość, samo-stanowienie, zdolność podejmowania odpowiedzialności (zob. np. wyż.: Jeszcze raz: niezbywalne przymioty ludzkiej osoby).

Przymioty te wyrastają w przypadku człowieka z Bożego stwórczego dzieła, które w tym wypadku wyraziło się w przedziwnym sprzężeniu ducha z ciałem. Przy czym o wielkości człowieka decyduje zawsze podarowany mu przez Stworzyciela nieśmiertelny duch. Dzięki niemu człowiek jest osobą, która wraz z jej wywołaniem z nie-istnienia zostaje nieodwołalnie wezwana do życia, które już nigdy nie będzie miało końca.

(2.2 kB)

‘Miłość’: dar osoby

W tym kontekście warto przypomnieć wielokrotnie już przez nas przytoczone słowa Jana Pawła II o człowieku jako przedziwnej jedności ciała i nieśmiertelnego ducha naraz. Ta dopiero jedność sprawia, że człowiek jest ‘osobą’ :

„Człowiek jako duch ucieleśniony, czyli dusza, która się wyraża poprzez ciało,
i ciało formowane przez nieśmiertelnego ducha,
powołany jest do miłości w tej właśnie swojej zjednoczonej całości.
– Miłość obejmuje również ciało ludzkie,
a ciało uczestniczy w miłości duchowej” (FC 11).

Ojciec święty uściśla zarazem właściwe znaczenie występującego tu pojęcia i rzeczywistości ‘miłość’, łącząc ją jednocześnie z jej otwartością na rodzicielstwo:

„W swej najgłębszej rzeczywistości – miłość jest istotowo darem,
a miłość małżeńska, prowadząc małżonków do wzajemnego ‘poznania’, które czyni z nich ‘jedno ciało’, nie wyczerpuje się wśród nich dwojga, gdyż uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej.
– W ten sposób małżonkowie, oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość: dziecko, żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej oraz żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa” (FC 14).

(10.4 kB)
Objaśnienie

Papieskie określenie ‘miłości’ jako „daru” nie jest w żadnym wypadku arbitralnym wymysłem filozofa czy teologa. Jest ono owocem modlitewnie podtrzymywanego wpatrywania się w Boży styl ‘bycia-miłością’.
– Bóg tak miłuje, że wciąż ‘przekracza’ siebie samego, by udzielać się w swej miłości i w swoim życiu – stwarzanym przez siebie istnieniom, w tym w całkiem szczególny sposób człowiekowi, „... jedynemu na ziemi stworzeniu, którego Bóg chciał dla niego samego”  (GS 24).
– Bo ‘korzyści’ z człowieka nie czerpie Bóg właściwie ... żadnej. Bóg jest wciąż jednym wielkim ‘nie-egoizmem’ i ‘nie-samolubstwem’ w wyrażaniu swojego kochania. Obdarza – ponieważ ... kocha: jest cały darem-„dla” ... ! Kocha tak bardzo, żeby tego obdarzonego uszczęśliwić – w przypadku człowieka: mężczyznę i kobietę – poprzez zaproponowane człowiekowi życie wieczne w ... „Domu Ojca”.

Szczytowym wyrazem Bożej miłości-daru, tj. życzenia człowiekowi dobra nieskończonej wartości, stanie się Chrystus, Syn Boży, dokładniej: Boży-Oblubieniec-z-Krzyża (zob. wyż.: Boży Oblubieniec w oddaniu Oblubienicy na Krzyżu – siebie „do końca” ...). On, który stworzenie swojego umiłowania – człowieka, niejako na klęcząco (zob.: Wieczernik: J 13,5) prosi, by zechciał przyjąć zaproponowany mu porywający dar: ‘oblubieńczości-z-Bogiem’. Bóg ten jako:

„... Syn Człowieczy – nie przyszedł, aby Jemu służono [= jeden wielki dar nie-egoizmu],
lecz żeby służyć i – dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45; zob. Mt 20,28).

Z tym oczywiście, że wspomniana Boża ‘propozycja’ : by człowiek otworzył się na ofiarowane sobie przez Syna Człowieczego „swoje życie” – wieczne, jest darem warunkowym. Poszczególny człowiek musi chcieć przyjąć związane z tym warunki. Ich przestrzeganie z miłością staje się niezastąpioną drogą dojścia do „Domu Ojca”.

Jan Paweł II przypomina definicję ‘miłości-jako-daru-osoby’ w swych wypowiedziach bardzo często. Szczególnie chętnie korzysta wtedy z ulubionego przez siebie wyrażenia Soboru Watykańskiego II, którego autorem jest być może on sam – jako były kapłan-profesor-Biskup, a w końcu kardynał Karol Wojtyła i Papież:

„... człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego,
nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (GS 24; często przez Jana Pawła II przytaczane słowa).

Miłość to osoba, która cała staje się darem. Takie jest Boże pojmowanie rzeczywistości, której na imię ‘miłość’: Bóg-MIŁOŚĆ. Niemożliwe, by ‘miłością’ mogła być rzeczywistość inna – w przypadku człowieka, żywego Obrazu – tego, takiego Boga.

Nie ulega wątpliwości, że w omawianym fragmencie Słowa-Bożego-Pisanego (Rdz 2,24: „...stają się jednym ciałem”) autor biblijny ma na myśli akt zjednoczenia małżeńskiego. W takich chwilach ci dwoje w sensie dosłownym stają się ‘jednym-ciałem’. Staje się to możliwe przez podjęcie daru Bożej dobroci i hojności, która męża i żonę wprowadza na teren ich intymności.
– Tym samym ci dwoje są dopuszczeni do uczestnictwa w tym, Kim jest sam Bóg: Bóg-miłość, który cały jest Bogiem-życiem. Bo również ich miłość staje się miłością w okolicznościach, gdy ci dwoje otwierają się na oścież na chociażby tylko potencjalne rodzicielstwo.

Trzeba jednak ponownie podkreślić, że zawężone użycie tego określenia do intymności małżeńskiej nie tylko nie wyklucza jego równolegle istniejącego oznaczania całokształtu wszystkiego, co z sobą niesie małżeństwo i rodzina, lecz je właśnie zakłada. Ci dwoje: mąż i żona – stają się od momentu wyrażenia wobec Boga i społeczności ludzkiej swej zgody małżeńskiej prawdziwym „dwoje-jednym-ciałem” niezależnie od tego, czy aktualnie przeżywają swoją intymność, czy też wykonują coraz inne zadania podjętego powołania do małżeństwa i rodziny.

(3.5 kB)

3. Wewnętrzny ład przeżywania bliskości osoby jako daru

(2.8 kB)

Dynamizm miłości – a anty-miłości

Gdybyśmy pragnęli wejść jeszcze raz w głębię treści omawianego wyrażenia: „dwoje-jednym-ciałem” zauważamy, że autor biblijny uwydatnia nie tylko personalistyczny charakter z rozbrajającą prostotą tu ukazanego pożycia małżeńskiego jako Bożego dzieła i daru stworzenia. Akt małżeńskiej intymności zmierza wyraźnie do stania się męża i żony najściślejszą jednością-dwojga, poniekąd ‘jednym-ciałem’, tzn. jakoby jedną ‘osobą’.

Biblijne „dwoje-jednym-ciałem” akcentuje ponad wątpliwość, że ci dwoje: on i ona jako obecnie małżonkowie, są małżeńskim ‘jedno’ : co prawda dwiema osobami, a przecież jakoś „jedną-osobą”. W każdym razie ci dwoje nie są – w biblijnym rozumieniu tego zwrotu, dwoma ‘seksami’. Znakiem rozpoznawczym tego byłby dynamizm ich działania ukierunkowany do-środkowo. Ci dwoje poszukiwaliby wówczas samej tylko samolubnie zamierzonej i przeżywanej przyjemności seksualnej – z użytkowym wykorzystaniem w tym celu ciała płciowego własnego i tego drugiego w małżeństwie.

Natomiast celem, do którego zmierza autor biblijny jest ukazanie, iż ci dwoje stają się osobą-jednością – z akcentem położonym na stawanie się dwojga osób poniekąd ‘jedną-osobą’. Jemu by przez myśl nie przeszło, by w miejsce podkreślanego tu ‘dwoje-jednym-ciałem’, czyli ich bycia wzajemnie dla siebie osobą-darem, uwagę koncentrować na nich jako na dwu ‘ciałach-seksach’.

W takim przypadku ich jakaś ‘jedność’ dotyczyłaby najwyżej wspólnoty skupionej nie na ich byciu osobą-darem, lecz na obopólnym eksploatowaniu swego ciała, czyli swego ‘seksu-jako-seksu’. W ocenie etycznej byłaby to wówczas wspólnota (a nie ‘komunia’!) – chociażby podejmowana za obopólną zgodą, w dokonywanym w tej chwili ... grzechu-we-dwoje, a nie w miłości.
– Dynamizm bowiem prawdziwej miłości jest konsekwentnie od-środkowy. Zmierza świadomie ku dobru – definitywnemu. Zarówno temu własnemu, jak tym bardziej dobru definitywnemu tego drugiego.

(2.2 kB)

„Jedno-ciało” w warunkach pierwotnej niewinności

Dokonujące się ‘dwoje-jednym-ciałem’, które kulminuje w staniu się tych dwojga niejako ‘jedną-osobą-w-dwóch-osobach’, podejmowane jest według opisu autora Biblijnego Rdz 2,24 w warunkach niewinności pierwotnej. Działo się to zatem w klimacie uszczęśliwiającego pierwotnego obopólnego spotkania. Umiało ono postrzegać tego drugiego – odmiennej płci, nie jako przedmiotu-do-użycia, lecz Bożego daru-osoby dla siebie wzajemnie – równolegle z rozumieniem zarówno oblubieńczego, jak i rodzicielskiego sensu swego ciała.

Należałoby przytoczyć ponownie słowa Jana Pawła II o owym uszczęśliwiającym początku obojga pierwszych ludzi. Było ono odzwierciedleniem dzieła stworzenia jako dzieła Bożej miłości. Oto słowa papieskie z jednej z jego audiencji środowych (zob. wyż.: Czy Rewolucja seksualna Jana Pawła II) :

„Cała ... zarysowana rzeczywistość daru i obdarowania jako konstytutywna treść tajemnicy stworzenia potwierdza zawarte w tej tajemnicy promieniowanie miłości. Tylko miłość stwarza dobro i tylko ona pozwala się ostatecznie dostrzec poprzez wszystkie jego wymiary i profile w stworzeniu, a zwłaszcza w człowieku ...
Pierwotna szczęśliwość, ów uszczęśliwiający ‘początek’ człowieka, którego Bóg stworzył ‘mężczyzną i niewiastą’ [Rdz 1,27], oblubieńczy sens ciała w jego pierwotnej nagości – wszystko to oznacza zakorzenienie w miłości. ...
– Pierwsze wersety Biblii mówią o tym ponad wszelką wątpliwość. Mówią one nie tylko o stworzeniu świata i człowieka w świecie, ale mówią o łasce, czyli o udzielaniu się świętości, o promieniowaniu Ducha, które sprawia szczególny stan ‘uduchowienia’ owego – pierwotnego przecież – człowieka. W języku Biblii, w języku objawienia ‘pierwotny’ oznacza właśnie ‘Boży’: ‘Adam, który był Boży’ [por. Łk 3,38] ...
– Szczęśliwość stanowi zakorzenienie w miłości. Pierwotna szczęśliwość mówi o ‘początku’ człowieka, który wyłonił się z miłości i zapoczątkował miłość. A stało się to w sposób, pomimo późniejszego grzechu i śmierci, nieodwracalny” (MiN 65n; zob. do tego ponadto to co nastąpi w dalszym ciągu niniejszego rozdziału: Teologiczne znaczenie odzienia).

Ci dwoje pierwsi przyjęli swą męskość i kobiecość jako Boży dar, dzięki któremu Bóg objawiał im zarówno oblubieńczy, jak i rodzicielski sens ich zróżnicowanego ciała. Ciało to jednak nie przesłaniało im docierania poprzez nie do wielkości i godności swych obojga osób. Objawienie się sobie we wzajemnej „... swoistej odmienności i oryginalności osobowej mężczyzny i kobiety” (MuD 10) zrozumieli oni i przyjęli jako wyraz „.. jedności dwojga, czyli ... tej godności i ... tego powołania” (tamże: MuD 10), jakie wiążą się z absolutną równością obu płci – przy równolegle istniejącym odmiennym powołaniu osobowym mężczyzny i kobiety.
– Ich wzajemne odniesienia nie były skażone „dziedzictwem grzechu ...” (MuD 10): autonomicznego wyznaczania tego, co winno być „dobrem, a co złem” (zob. Rdz 2,17; 3,1-7). Byli oni wsłuchani w Boże prowadzenie ich obojga, przyjmując z wdzięcznością wewnętrzny głos sumienia, w którym do nich nieustannie przemawiał Duch Święty. Przez Niego zaś, tzn. przez Ducha Świętego, „... Miłość Boża [miłość którą jest Bóg-Miłość]rozlana jest w sercach naszych” (Rz 5,5).

Można by też przytoczyć tu ponownie jeszcze inny fragment katechezy środowej Jana Pawła II. Podobnie jak w poprzednim, papież nawiązuje w nim do wspomnianej pierwotnej niewinności (zob. już wyż.:  Nagość-wstyd: uczestnictwo w widzeniu Stwórcy):

„Mężczyzna i kobieta widzą siebie ... jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia, widzą siebie w ten sposób, zanim ‘poznają, że są nadzy’. Ich wzajemne widzenie jest nie tylko udziałem w ‘zewnętrznej’ widzialności świata, ale ma wewnętrzny wymiar uczestnictwa w widzeniu samego Stwórcy, w tym widzeniu, o którym kilkakrotnie mówi tekst Kapłański: ‘widział Bóg, że było dobre ... że było bardzo dobre’.
– Nagość oznacza to pierwotne dobro Bożego widzenia. Nagość oznacza całą prostotę i pełnię tego widzenia, poprzez które ujawnia się ‘czysta’ wartość człowieka jako mężczyzny i kobiety, ‘czysta’ wartość ciała i płci.
Sytuacja [ta] ... nie zna wewnętrznego pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co duchowe a tym, co zmysłowe, tak jak nie wykazuje pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co po ludzku osobowe a tym, o czym w człowieku stanowi płeć: co męskie i kobiece.
– Widząc siebie wzajemnie jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia, mężczyzna i kobieta widzą siebie tym pełniej i wyraziściej samym zmysłem wzroku: oczyma ciała. Widzą bowiem i ogarniają siebie z całym pokojem wewnętrznego wejrzenia, który właśnie stwarza pełnię osobowej intymności ...
– ... Widząc i ogarniając siebie z całym pokojem wewnętrznego wejrzenia, ‘komunikują’ w pełni człowieczeństwa, które objawia się w nich jako wzajemnie dopełnione właśnie dlatego, że jest ‘męskie’ i ‘kobiece’. A zarazem ‘komunikują’ na gruncie tej komunii osób, w której poprzez swą kobiecość i męskość stają się wzajemnym darem dla siebie.
– W ten sposób osiągają we wzajemności szczególne poczucie sensu swego ciała. Pierwotne znaczenie nagości odpowiada takiej prostocie i pełni widzenia, w której poczucie sensu ciała rodzi się jakby w samym sercu ich wspólnoty-komunii. Nazwiemy je ‘oblubieńczym’ ...” (MiN 53n).

Dopiero grzech, jakiego dopuścili się ci dwoje w „ogrodzie Eden” (Rdz 3,1-7), pociągnął za sobą utratę owego widzenia „jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia” (MiN 53). Zaczęła pojawiać się pożądliwość: zagarnianie-na-własność ciała i płci.
– Pociągnęło to za sobą niemal natychmiast zachwianie dotychczasowej równości obojga i dążenie do zawłaszczenia tego drugiego ‘do użytku własnego’.

Słyszymy ponownie Ojca świętego Jana Pawła II. Wskazuje on tak kobiecie jak mężczyźnie drogę do odzyskania Bożego widzenia człowieka w „prawdzie ‘jedności dwojga’, czyli ... tej godności i ... tego powołania, jakie wynikają ze swoistej odmienności i ‘oryginalności’ osobowej mężczyzny i kobiety” (MuD 10):

„Osobowe zasoby kobiecości na pewno nie są mniejsze od zasobów męskości – są tylko inne. Kobieta więc – podobnie zresztą jak mężczyzna – musi pojmować swe osobowe ‘spełnienie’, swą godność i powołanie w oparciu o te zasoby, według tego bogactwa kobiecości, jakie otrzymała w dniu stworzenia, i które dziedziczy jako sobie właściwy wyraz ‘obrazu i podobieństwa Bożego’.
– Tylko na tej drodze może być przezwyciężane także owo dziedzictwo grzechu, na jakie naprowadzają biblijne słowa: ‘ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą’.
– Przezwyciężanie tego złego dziedzictwa jest, z pokolenia na pokolenie, zadaniem każdego człowieka, zarówno kobiety jak i mężczyzny. W każdym bowiem wypadku, w którym mężczyzna jest odpowiedzialny za to, co uwłacza osobowej godności kobiety i jej powołania, postępuje on wbrew swojej własnej godności i własnemu powołaniu” (MuD 10).

(2.2 kB)

Nie-odstępność osoby a miłość

Jak już poprzednio, pytamy jeszcze raz: jak to jest możliwe, by dwie osoby: mąż i żona stały się niejako jedną-osobą, nie doznając uszczerbku na własnej, odrębnej osobowości? Przypominamy sobie z poprzednich rozważań (zob. już wyż.:  Oddawanie siebie jako imperatyw ontologiczno-etyczny), iż zasadniczym przymiotem ludzkiej osoby jest jej nie-odstępność oraz nie-przekazywalność. Osoba nie może stać się cudzą własnością, chociażby nawet ktoś sprowadził ją do rzędu ‘towaru-rzeczy’, albo też do niewolnictwa.
– Osoba ludzka pozostaje też nie-odstępna. Znaczy to, że również ona sama nie jest i nigdy nie będzie w stanie odstąpić od swej godności i wielkości jako osoby. Chociażby nawet sama siebie sponiewierała do ostateczności. Osoba pozostaje zawsze osobą.

Ponieważ jednak ostateczną instancją ludzkiej osoby jest jej indywidualna wolna wola, człowiek może w pewnym momencie decyzją swojej własnej woli przekazać siebie komuś drugiemu i tym samym odstąpić w pewnym sensie od swojej ‘wolności’ i nie-przekazywalności.

Sytuacje takie mają miejsce przede wszystkim w przypadku pojawiającego się motywu ... miłości. Ktoś może dobrowolnie chcieć przynależeć całym sobą do kogoś drugiego, umiłowanego. Może nawet stać się niejako czyimś niewolnikiem – ponieważ kocha. Z miłości dla niego – tego właśnie wyraźnie chce (zob. już wyż.:  Cechy warunkujące osobowe oddanie się z miłości). Takie oddanie dokonuje się:

„... w porządku miłości i w znaczeniu moralnym. W takim znaczeniu jedna osoba
może siebie dać czy też oddać innej,
i to zarówno osobie ludzkiej jak Bogu ...
Świadczy to też o szczególnej dynamice osoby,
o szczególnych prawach rządzących jej istnieniem i rozwojem” (MiO 77).

(2.2 kB)

‘Panowanie-sobie-samemu’

(10 kB)
Objaśnienie

Rzecz jasna, nikt nie potrafi dać tego, czego sam nie ‘posiada’. Odnosi się to wprost również do stawania się ‘darem-dla-kogoś’ – czy to dla Boga, czy dla jakiegoś człowieka. Z tego stwierdzenia wyrasta jeden raz więcej wymóg posiadania-siebie-samego, tzn. samo-posiadania siebie, lub jeszcze inaczej: ‘panowania sobie samemu’.

Dotyczy to w szczególniejszy sposób małżonków w ich wzajemnym stawaniu się darem dla siebie. Żeby móc stać się osobą-darem dla tego drugiego, czyli by móc kochać, trzeba najpierw posiadać-siebie-samego i panować sobie-samemu.

Zakłada to stałą czujność względem siebie samego, by nie dopuścić do zniewolenia siebie np. przez pożądliwość ciała. Ta bowiem zniewala człowieka, uniemożliwiając stanie się miłością-darem dla kogoś – z właściwym miłości dynamizmem od-środkowym.
– Człowiek pożądliwości, który pożąda ‘seksu’ by go zawłaszczyć dla swego samo-zadowolenia, dobrowolnie przestaje być ‘wolnym’. Pozwala sprowadzić siebie do rzędu ślepego wykonawcy rozkazów zniewalającej go pożądliwości. Dzieje się to oczywiście w tym znaczeniu, że on sam poddaje siebie dobrowolnie pożądliwości ciała, która bierze ‘górę’ nad nim. A on wyraźnie tego właśnie chce: spełniać ślepo-niewolniczo wydawane przez nią polecenia.
– Konsekwentnie zaś, człowiek pożądliwości nie dysponuje już niczym, co by mógł złożyć w darze – czy to Bogu, czy drugiemu człowiekowi.

Zwracaliśmy już uwagę, że niewolnik pożądliwości może zrazu nie zdawać sobie jasno sprawy z tego, iż stał się jej niewolnikiem i że jej: pożądliwości – przekazał swoją ‘wolność’. Łudzi się chwilowo, iż udało mu się wyzwolić skutecznie spod ‘kurateli ... Boga’ i Bożych Przykazań, które w poddaniu siebie zniewoleniu pożądliwości – świadomie-dobrowolnie odrzucił (por. VSp 64).

Dobrze będzie przytoczyć ponownie, w nawiązaniu do omawianego aspektu, słowa Jana Pawła II – tym razem skreślone jeszcze w okresie zanim został papieżem (zob. wyż.:  Oddanie siebie uwarunkowane samo-posiadaniem siebie):

„Jeśli mężczyzna i kobieta w małżeństwie wzajemnie się sobie oddają aktem osobowym, to dlatego, że każdy z nich właśnie jako osoba jest zdolny do takiego oddania. Zdolność do... ‘bezinteresownego daru z siebie samego’ ... płynie stąd, że człowiek jako osoba ... siebie samego posiada, że jest zarazem panem siebie, czyli sobie samemu panuje ...
– Dawać siebie, czynić ‘bezinteresowny dar z siebie samego’ może tylko ten, kto siebie samego posiada i sobie panuje. W oddaniu jest zawarte i wyrażone owo samoposiadanie, które stanowi istotową strukturę osoby... ” (SAPA 17; zob. cały ten referat Kard. Wojtyły w schowku naszej strony – SPIS TREŚCI, 4-ta kolumna, nr 4b: Personalistyczna koncepcja człowieka).

W sytuacji małżeństwa „na początku”, gdy oboje promieniowali łaską pierwotnej niewinności, nie zachodziła sytuacja podlegania jakiemukolwiek zniewoleniu np. poprzez zawładnięcie pożądliwością. W sercu-sumieniu tych dwojga nie było mowy o „... wewnętrznym pęknięcia i przeciwstawieniu pomiędzy tym, co duchowe a tym, co zmysłowe, tak jak nie wykazywało pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co po ludzku osobowe a tym, o czym w człowieku stanowi płeć: co męskie i kobiece” (MiN 53n).
– Dlatego też oboje byli zdolni spoglądać na siebie „jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia”, jednocześnie widząc siebie „... tym pełniej i wyraziściej samym zmysłem wzroku: oczyma ciała. Widzą bowiem i ogarniają siebie z całym pokojem wewnętrznego wejrzenia, który właśnie stwarza pełnię osobowej intymności ...” (MiN 53n).

Tak kształtowany wewnętrzny klimat serca ich obojga stwarzał spontanicznie warunki do przeżywana wzajemnej bliskości jako sakramentalnego stawania się biblijnym „dwoje-jednym-ciałem” (Rdz 2,24; Mt 19,6).

(3.5 kB)

4. Duch Święty w małżeńskim „jedno-ciało”

(2.8 kB)

‘Dwoje-jedno’ w ich ‘jedno-w-Trójjedynym’

Zapuszczamy sieć jeszcze bardziej w głąb tej rzeczywistości, jaką niesie z sobą określenie czy to z Księgi Rodzaju: „... i stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24), czy też gdy słowo to przytoczone zostaje przez Jezusa: „... A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 191,6). Słowa te ponad wątpliwość nie są jedynie wysublimowanym poetyckim zwrotem nawiązującym do chwil dokonującego się ‘fizycznego’ sprzężenia męża i żony jakoby w ‘jedno-ciało’. Jeśli ci dwoje przeżywają wzajemną bliskość w klimacie łaski „pierwotnej niewinności” – czy to w ramach małżeństwa jako pra-sakramentu stworzenia, czy po dokonanym Odkupieniu w ramach jednego z sakramentów Kościoła, fakt przeżywania wzajemnej intymności, albo nawet ich zjednoczenia w „dwoje-jednym-ciałem” staje się rzeczywistością znacznie głębszą: sakramentalną – podarowaną tym dwojgu przez Bożą Dobroć ku ich wzrostowi.

Chwile gdy małżonkowie przeżywają swą intymną bliskość, kształtują się co prawda w ramach wzajemnie dopełniającego się ich ciała i płci. I trudno, by się to działo inaczej: są oni przecież powołani do bycia dla siebie wzajemnie mężem i żoną.

Niemniej głębszą intencją podejmowanych w chwilach intymności wyrazów czułości, równolegle z dokonującym się wtedy przefiltrowaniem po linii Bożej wizji małżeństwa – samego przedmiotu i jakości tychże wyrazów czułości, wraz z wyzwalającą się wtedy strukturą i dynamizmem ich zjednoczenia, jest sprzężenie ich obojga osób, których swoistym – jedynie ‘ambasadorem’ jest ich ciało.

Innymi słowy ci dwoje są sobie świadomi, że działania podejmowane w chwilach intymności nie mogą zmierzać do wykrzesania maksimum przeżycia na poziomie ciała jako celu ich intymnego bycia dla siebie.

Celem wyrazów czułości, wraz z wtedy po Bożemu przefiltrowanymi samymi działaniami-czynami musi pozostawać rzeczywistość znacznie głębsza, mianowicie umocnienie wzajemnej więzi na poziomie osób. A na tym poziomie zarówno mąż, jak i żona spotykają się z Trójjedynym, który sobą samym pragnie umocnić ich obopólną więź jako komunii życia i miłości.
– Niegdyś sam Bóg przypieczętował ją, gdy ci dwoje dali tak Bogu, jak ludziom, swoje słowo zgody małżeńskiej.

Z tego względu małżonkowie, którzy starają się przeżywać swą intymność zgodnie z zawartym i wciąż aktualizowanym sakramentem, czuwają pilnie, by nie dopuścić do osłabienia świadomości, iż związali się w dozgonnej komunii miłości i życia nie jako dwa ‘seksy’, lecz jako wezwani do systematycznego rozwijania obopólnej więzi na poziomie sakramentu (zob. FC 19). Oboje dążą do stawania się dla siebie wzajemnie niesamolubnym „darem” – ku dobru doczesnemu, ale tym bardziej definitywnemu: zarówno własnemu, jak i tego drugiego w małżeństwie oraz ich rodziny.

Świadomość ta każe im czujnie strzec przejrzystości swych intencji – szczególnie właśnie w momentach przeżywanej obopólnej bliskości. Małżonkowie nie chcieliby dopuścić do przekształcenia się chwil swej intymności w egoistyczne zagarnianie przeżycia na poziomie ciała – pod pozorem zakłamanego świadczenia w ten sposób ‘miłości’.

Bycie osobą-darem wymaga dużego stopnia samo-świadomości. Musi to być dar nie kłamany. Prócz czystej intencji wymaga to siłą rzeczy czujnego selekcjonowania, względnie filtrowania podejmowanych czynów-czułości właśnie w chwilach wzajemnej bliskości.

Dopiero co przytoczyliśmy słowa Jana Pawła II o warunkach, które decydują o tym, czy określony czyn będzie mógł być uznany za ‘dobry’ (zob. wyż.: VSp 78: Czyn dobry: intencja, przedmiot, dobro, miłość Boża). Czyn jest ‘dobry’, gdy „... uwzględnia dobra, które są dla niej [dla osoby ludzkiej] istotne z punktu widzenia moralnego... Ludzki czyn, dobry ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowany ostatecznemu celowi. Ten sam czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość ...” (VSp 78).

Stąd wymóg pod adresem małżonków, by właśnie w chwilach intymności strzec nie tylko przejrzystości serca i sumienia, czyli przejrzystej intencji przy podejmowaniu pieszczot, ale również dobrze filtrować same w sobie odnośne czyny i działania, tzn. jakość wyrazów podejmowanej czułości.
– Te bowiem wcale nie zawsze będą mogły być „przyporządkowane ostatecznemu celowi” (zob. dopiero co przytoczone słowa Jana Pawła II: VSp 78). W sercu tak męża, jak żony na stałe przebywać pragnie Bóg. Ci dwoje pragną obdarzyć siebie wzajemnie również w chwilach swej intymności – w ich sercach przebywającym samym Trójjedynym. Ten zaś pragnie poprzez ich obopólne lgnięcie do siebie – przybliżyć im samym, ich rodzinie oraz całej rodzinie człowieczej swoją własną tęsknotę za swym Bożym jedno-w-miłości z nimi: stworzeniami swego umiłowania.

Jeśli ci dwoje stają się dla siebie wzajemnie osobą-darem – a nie ‘zagarnianiem’ egoistycznie wykrzesanej przyjemności, ich „dwoje-jednym-ciałem”  w tejże chwili doznaje potężnego wewnętrznego umocnienia w Bożym Sercu. Chwile intymności, całe zawierzone Trójjedynemu, stają się kolejnym pieczętowaniem w Bogu – raz między nimi zaistniałego „słowa”: sobie wzajemnie wyrażonej zgody małżeńskiej. A ta została przyjęta i pobłogosławiona przez samego Trójjedynego, którego ci dwoje przekazują sobie wzajemnie w chwilach przeżywanej obopólnej bliskości.

Jest rzeczą jasną, że tak przeżywane ‘dwoje-jednym-ciałem’ w Sercu samego Boga nie dokonuje się samo przez się (temu aspektowi poświęcone są szczególnie końcowe rozważania 9-go rozdziału w cz.VI, zob.:  Sakrament małżeństwa: znak tajemnicy wcielenia i odkupienia). Rzeczywistość ta jest stałym wezwaniem dla tych dwojga, by rozwijali swe życie duchowe i przeżywali małżeństwo coraz bardziej świadomie jako podarowany im sakrament małżeństwa, czyli jako drogę dla nich dwojga oraz pojawiającej się ich rodziny – do „Domu Ojca” w życiu wiecznym.

Zakłada to wolę pracy nad sobą i przesycanie w bardzo szczególny sposób również chwil wzajemnej intymności – świadomym otwieraniem się na wezwania Ducha Świętego, którego ci dwoje zaprosili w chwili wyrażania zgody małżeńskiej do powstającej wówczas „komunii” ich miłości i życia. Oboje zaprosili wtedy wyraźnie Jezusa i Maryję – na stałe, do swojej „Kany Galilejskiej” (zob. wyż.:  Jezus zaproszony na uroczystość zaślubin do Kany w Galilei).
Sakramentalne przeżywanie intymnej bliskości staje się owocem świadomie podejmowanego współdziałania ze strony tych dwojga z łaską sakramentu, która tym samym wzrasta i pozwala im stawać się coraz pełniej jedno-z-Trójjedynym również poprzez pełne wdzięczności i rozmodlenia przeżywanie wzajemnej bliskości.

Sam sposób podejmowania wtedy wyrazów wzajemnej więzi nie będzie wtedy miał nic wspólnego z zawężonym wyżywaniem się na swym seksie, nie mówiąc już o przechodzeniu na jakiekolwiek formy ‘praktyk miłości’, które by graniczyły ze zwyrodnieniami w tym zakresie, chociażby uprawianymi w niemal powszechnej praktyce innych par ‘małżeńskich’.

Celem (tzn. intencją) podejmowanych pieszczot nie będzie wydobywanie z ciała rozkoszy-dla-rozkoszy po linii zniewolenia narzucającej się wtedy pożądliwości ciała. Wyrazy miłości będą może skromniejsze. Pozwolą jednak nie zatracać z widnokręgu godności i powołania osoby swojej własnej oraz współmałżonka do postępowania w świetle łaski sakramentu i wezwania do życia w Domu Ojca.

Czujne wsłuchiwanie się w głos Ducha Świętego w objawianiu sobie więzi nie tylko nie pomniejszy głębi wiążącej ich miłości, lecz przeciwnie – nada im tym głębszej spoistości i mocy w ich wzajemnym związaniu – poprzez miłość, którą jest sam Bóg-Miłość „rozlewający się w ich sercach przez Ducha Świętego” (por. Rz 5,5).
– Jednym z odczuwalnych skutków tak przeżywanej wzajemnej więzi będzie radość głęboko przeżywanego szczęścia małżeńskiego. Oto jeden z podstawowych owoców układania życia według Ducha Świętego, jak to podkreśla Apostoł Narodów – św. Paweł: „Owocem zaś Ducha [Świętego] jest: miłość, radość, pokój... wierność ...” (Ga 5,22).

(2.2 kB)

Duch Święty w mistrzowskim sprawianiu ‘jedno’

Tym samym znaleźliśmy się o krok dalej w zagłębianiu się w kolejną zachwycającą tajemnicę, w której Bóg pozwala uczestniczyć małżeństwu zgodnie ze swym zamysłem miłości. Mianowicie doprowadzenie do ‘jedno-w-miłości’ jest każdorazowo dziełem specyficznej ingerencji Trzeciej Osoby Bożej – Ducha Świętego.

On to w swym Bożym ‘wyczuciu’ pełnym subtelności i dystansu uszanowania – napełnia pełnią Bożego żaru, i zespala to wszystko, czego zdawałoby się nie da się połączyć w ‘jedno’. On bowiem, Duch Święty, który w łonie Trójjedynego jest Miłością-OSOBĄ (zob. DeV 10), „... napełnia serca wiernych i rozpala w nich ogień miłości”. Jest to ta „miłość”, którą jest sam Bóg-Miłość. Taki jest ON: Duch Święty, Tchnienie-żar mówiących do siebie Ojca i Syna.

Bóg-Ojciec jest tak niepojętą i nieogarnioną pełnią radości-w-miłości-życiu swej jednej jedynej Boskiej Natury, że „mówi”, jednocześnie w tym swoim ‘mówieniu’ rodząc – na swój Boży, dla nas niepojęty sposób, swego Jednorodzonego, a zarazem Nie-Stworzonego Syna-Słowo. Syn Boży jest tym samym współ-istotny Ojcu: „Synu Mój, Jam Ciebie dziś zrodził” (por. Ps 2,7) (zob. dokładniej o wewnętrznym życiu Trójcy wyż.: Pełnia życia które jest miłością – w kontekście poprzedzającym i następującym).
– U Syna zaś, który to Słowo Ojca przyjmuje, następuje przyjęcie Osoby-daru Ojca, wymiana tegoż Osoby-daru oraz jego natychmiastowe odwzajemnienie. Toteż Syn odpowiada w tejże chwili Ojcu w żarze-tchnieniu miłości, która przerasta nasze możliwości poznawcze i uczuciowe: „Abbá! Ojcze” (por. Mk 14,36)!
– Tchnienie obopólnego żaru-miłości jest na Boży, nas całkowicie przerastający sposób tak intensywne, że jest ... aż Trzecią Osobą jednej i tej samej Natury Boga. Osobą tą jest Duch Święty: „Pan i Ożywiciel”.

Sam zaś Duch Święty nie jest ‘zrodzony’, ani tym bardziej ‘stworzony’. Natomiast „pochodzi”  On od Ojca i Syna – jako Tchnienie ich obopólnej miłości (por. Ps 2,7). (zob. wyż.: Duch Święty: wzajemne Tchnienie Ojca i Syna).
Jednocześnie zaś jest On Miłością-OSOBĄ w łonie Boga Trójjedynego, tj. w Jego jednej jedynej naturze, która jest ta sama (tj. nie tylko taka-sama), jedna jedyna w Bogu, chociaż Bóg istnieje w swych Trzech różnych Osobach.

Tak nam Tajemnicę Trójcy Przenajświętszej ujawnia sam objawiający siebie i swój zbawczy zamysł Bóg. Tak również tajemnicę życia Trójjedynego przekazuje tradycja Apostolska z pieczęcią Prawdy Bożego objawienia: „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez Proroków ...” (Credo – Wyznanie Wiary Apostolskie – Mszalne).

Jest zrozumiałe, że Trójjedyny niejako ‘nie potrafi’ działać inaczej, jak tylko jako Trójca Przenajświętsza ‘cała’ naraz. Mimo iż poszczególnym Bożym Osobom: Ojca i Syna, i Ducha Świętego przypisujemy w szczególniejszy sposób pewne określone działania i zakresy w urzeczywistnianiu zamysłu odkupienia Obrazu Bożego upadłego: mężczyzny i kobiety. Zresztą kierujemy się w tym względzie tym, co nam objawił sam On, Trójjedyny.

I tak, nie ma wątpliwości, że dzieła odkupienia dokonała sama tylko Druga Osoba Boża we Wcielonym Synu Bożym Jezusie Chrystusie (por. DeV 24),40. Jest On Synem Ojca Przedwiecznego, ale i prawdziwym Synem swej Niepokalanej Matki Maryi.
– Dzieła tego jednak dokonywał Syn-Słowo wciąż wsłuchany w Wolę Ojca, która była dla Niego „pokarmem” na co dzień (J 4,34). Ojciec bowiem jest tym pierwszym: cały zbawieniem dla człowieka.

W poszczególnym swym działaniu był jednak Jezus Chrystus cały wsłuchany z kolei w Tchnienie i Prowadzenie krok w krok wiodącego Go Ducha Świętego. Ten zaś prowadził Go swą delikatną, a pewną ‘dłonią’: od poczęcia aż do złożenia siebie w ofierze całopalnej na drzewie krzyża (Hbr 9,14; oraz: DeV 40n). Na nim to, tj. na krzyżu, Duch Święty jako Boży ogień-żar miłości zamienił tę Chrystusową Ofiarę w ten „ogień-żar” (zob. DeV 41), który Syn Boży przyniósł na ziemię i niczego tak nie pragnął, jak ażeby on już zapłonął (por. Łk 12,49), stając się całopalną żertwą za „grzech świata” (J 1,29). Ofiara ta umożliwiła człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie otwarcie się na Bożą propozycję: oblubieńczej miłości zjednoczenia z Trójjedynym w życiu-na-zawsze (zob. MuD 25n).



(10 kB)
Objaśnienie

Wracamy do małżonków: mężczyzny i kobiety, którzy poprzez wyrażoną zgodę małżeńską stali się „dwoje-jednym-ciałem”. Trzeba stwierdzić, że jak Duch Święty jest Bożym ‘jedno-w-Miłości’ Ojca i Syna w łonie samej Trójcy Przenajświętszej, tak z kolei tenże Duch Święty sprawia wszelkie inne ‘jedno’ – przede wszystkim pomiędzy osobami.

Przyznajemy, że w epoce Starego Testamentu, tajemnica wewnętrznego życia Boga jako Trójcy Osób tego samego Bóstwa nie została Ludowi Bożemu jednoznacznie objawiona. Lud Boży poznawał w tym okresie coraz dokładniej całą terminologię trynitarną, wyczuwając zmysłem wiary, że Bóg jest co prawda Ojcem, ale jakoś i Duchem Bożym-Świętym, a z kolei Słowem-Synem Bożym.

Potrzeba było jedynie nieznacznej ‘iskry’ dopełniającego Bożego objawienia u zarania Nowego Testamentu, by tajemnica ta stała się wyraziście jawna. Początkiem tego pełnego objawienia stała się zapowiedź Wcielenia Syna-Słowa Bożego, udzielona czy to Maryi, czy potem Józefowi, a na swój sposób Elżbiecie i innym osobom-ogniwom z przełomu obydwu Testamentów.

(2.2 kB)

Duch Święty spajający osoby w ‘jedno’ w małżeństwie-sakramencie

Pierwszym krokiem w kierunku poznania i ukochania tajemnicy Trójcy Przenajświętszej staje się modlitwa: osobista, ale i małżeńska i rodzinna. My, którzy żyjemy w epoce pełni Bożego Objawienia dzięki już dokonanemu dziełu Odkupienia, znamy Trójjedynego znacznie lepiej aniżeli Lud Boży okresu dopiero tymczasowego przymierza Boga z Ludem Bożym w Starym Testamencie.
– Tym samym rozumiemy głębiej, kim jest Duch Święty, który nas z kolei prowadzi do Trójjedynego i dodaje ciepłem swego tchnienia miłości odwagi, by serce otworzyć na Trójjedynego. On nasze serca napełnia sobą i przygotowuje je do zjednoczenia zarówno osób pomiędzy sobą, jak i do zjednoczenia człowieka w oblubieńczym jedno-z-Trójjedynym w życiu wiecznym – w „Domu Ojca”.

Rozumiemy jednocześnie głębiej sakramentalne powołanie i zadania, jakie do spełnienia mają mąż i żona w następstwie przyjętego sakramentu małżeństwa. Ci dwoje otrzymują w chwili wyrażania swej zgody małżeńskiej Boże i ludzkie powołanie do przekazywania dzieła odkupienia „z pokolenia na pokolenie”. Jest to wezwanie niezwykle zaszczytne i mobilizujące.
– Czy w tej sytuacji się dziwić, dlaczego Kościół zwraca się w obrzędzie ślubu sakramentalnego tak jednoznacznie – i z wielką ufnością do Ducha Świętego w intencji tych dwojga – nowożeńców? Albowiem:

„... Miłość Boża [= Bóg-Miłość: Osoba Ducha Świętego] rozlana jest w sercach naszych
przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).

Tym samym rozumiemy sens naglącej zachęty Jana Pawła II do modlitwy z jego „Listu do Rodzin”, napisanego na ogłoszony przez ONZ rok 1994 jako ‘Rok Rodziny’. Papież prosi w tym „Liście” o intensywną modlitwę rodzin – i za rodziny. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że nawoływanie do modlitwy rodziny dotyczy niezmiennie każdego innego ‘czasu’ dziejów człowieka, małżeństwa, rodziny, narodów i Kościoła:

„Trzeba, ażeby modlitwa stała się dominantą Roku Rodziny w Kościele:
modlitwa rodziny, modlitwa za rodziny, modlitwa z rodzinami ...” (LR 4).

Następują słowa uzasadniające potrzebę, ale i nadzieje płynące z intensywnej modlitwy rodzin, za rodziny i z rodzinami:

„Modlitwa służy ugruntowaniu duchowej spoistości rodziny
przyczyniając się do tego, że rodzina staje się silna Bogiem.
W liturgii Sakramentu małżeństwa celebrans modli się słowami:
‘Prosimy Cię, Boże, ześlij swoje błogosławieństwo na tych nowożeńców (...)
i wlej w ich serca moc Ducha Świętego’.
Trzeba, aby z tego ‘nawiedzenia serc’
płynęła wewnętrzna moc ludzkich rodzin –
moc jednocząca je w miłości i prawdzie(LR 4).

Bożym ‘mistrzem’ od łączenia-w-jedno nawet tego, co zdawać by się mogło jest niemożliwe do zespolenia, jest Duch Święty.
On to sprawia jednoczenie się serc wsłuchanych w Boży zamysł miłości związany z małżeństwem.
– A że małżeństwo zostało w Bożym zamyśle wywyższone do wysokości jednego z sakramentów świętych Kościoła, czyli wiąże się ściśle z przekazywaniem dzieła odkupienia „z pokolenia na pokolenie”, wystarczy przypomnieć w tym kontekście, jak to było z „... największym dziełem, jakiego dokonał Duch Święty w dziejach stworzenia oraz w dziejach zbawienia” (DeV 50).

Jest nim zjednoczenie dwóch niesprowadzalnych do siebie natur: natury Bożej – z naturą człowieczą – w Osobie Syna Bożego.
– Duch Święty dokonał tego dzieła w chwili, gdy zapytana o zgodę na tajemnicę Wcielenia Syna Bożego w swym dziewiczym łonie Niepokalana Dziewica-Matka Maryja, dziewczyna z Nazaret w Galilei, wyraziła Bogu, po skąpym wyjaśnieniu Gabriela, swoje dziewczęco-dorosłe „TAK”.

Nastąpiło Wcielanie Syna Bożego: jest nim w ludzkim ciele Jezus Chrystus, Syn Boga Żywego. Na świat zstąpił Bóg (J 6,38; 12,46; 18,37; itd.) w Osobie Syna Ojca Przedwiecznego. Jezus Chrystus, który jest Osobą jedynie Bożą [jego Osoba człowiecza ustąpiła w chwili Wcielenia miejsca natychmiast Osobie wyższej i godniejszej: Drugiej Osobie Trójcy] i który w jednej i tej samej naturze Bożej jest Współistotny Ojcu i Duchowi Świętemu, przybrał za sprawą [= ingerencją] Ducha Świętego do swojej natury Bożej – naturę jeszcze drugą: człowieczą, wziętą ze swej dziewiczej matki Maryi.

Połączenia tych dwóch, nie sprowadzalnych do siebie natur – w jednej jedynej Osobie: Bożej Osobie Jezusa Chrystusa, dokonał Duch Święty (zob. Mt 1,18.20; Łk 1,35). Jezus Chrystus jest od tej chwili prawdziwym Bogiem, ale i prawdziwym Człowiekiem, mając Osobę tylko Bożą.

Zjednoczenie tych dwóch natur było warunkiem wstępnym, żeby Trójjedyny mógł dokonać dzieła odkupienia człowieka z grzechu (szersze omówienie zob. wyż.: Grzech przetwarzany w nowe obdarowanie miłością – i cały dalszy ciąg tego §). Sprzężenie w jedno dwóch z istoty swej różnych ‘natur’, o którym w tej chwili mówimy, jest szczytowym, ‘mistrzowskim’ dokonaniem Ducha Świętego.
– Sam taki ‘pomysł’ przewyższa jednak wszelkie możliwości wyobrażeniowe ludzkiego i anielskiego myślenia. Sam tylko Bóg, w Duchu Świętym, zdołał ‘pomyśleć’ o dziele odkupienia człowieka w Synu Bożym Wcielonym (zob. do tego całą Bullę Jana Pawła II: APR, zwł. nr 10) – i wprowadzić ten swój Boży zamysł ... w czyn. Stało się to w chwili, „... gdy nadeszła pełnia ‘czasu’ ...” (Ga 4,4).

Innym dziełem, które również przypisać trzeba działaniu Ducha Świętego, to utworzenia z wielości osób Ludu Bożego całego – tajemnicy zdumiewającej ‘jednej’ osoby. Mówi o tym św. Paweł w swym Liście do Galatów: Wszyscy stajemy się „Ktoś Jeden” (Ga 3,28: gr. Heís este ... = jesteście Jeden) w Chrystusie Jezusie.
– Tym „Kimś”  w Duchu Świętym jest Kościół, w Bożym pojmowaniu będący zarazem Oblubienicą tegoż Jezusa Chrystusa, który z kolei jest Jej Oblubieńcem-z-Krzyża. Słowo-Boże-Pisane przedstawia tę Oblubienicę jako przepięknie przystrojoną na gody z Barankiem bez skazy – w Nowym Jeruzalem (zob. Ap 19,9; 21,9n; 22,17.20. – Zob. wyż.: Akt urzędowych zaślubin Syna Bożego z Kościołem-Oblubienicą).

Że zaś połączenie wielości osób Ludu Bożego w „Kogoś Jednego w Chrystusie” jest dziełem Ducha Świętego, trzeba również Jemu, Duchowi Świętemu przypisać dokonujące się na Jego, Boży, sposób spojenie ‘dwojga osób: małżonków’ – w to właśnie „jedno-ciało-w-Chrystusie”. Wspomina o tym Słowo-Boże-Pisane: ukazuje ono małżonków w oczach Bożych, ale i ludzkich – jako „jedno-ciało”.

Jednocześnie zaś Duch Święty pierwszy uszanuje godność i odrębność osobową każdego z małżonków. On ich godności i odmienności ponad wątpliwość nie naruszy. Jak zawsze, Duch Święty dokonuje utworzenia z wielości osób Kogoś Jednego ze swą niepojętą dla nas Bożą delikatnością, tak iż żadna z osób nie dozna w tej ‘operacji’ najmniejszego uszczerbku swej tożsamości i niepowtarzalności.

I znowu wypada powtórzyć to, na co zwracaliśmy już parokrotnie uwagę: tego rodzaju zjednoczenie-dwojga-w-Duchu-Świętym zarówno pomiędzy sobą, jak z kolei z samym Trójjedynym, nie dokonuje się automatycznie, ani mechanicznie. Podobnie jak w tajemnicy Wcielenia Słowa Bożego – Bóg Trójjedyny poczekał na wyraźnie wypowiedzianą zgodę Maryi, Dziewicy z Nazaretu (zob. Łk 1,29-38), tak dzieje się również w przypadku dwojga małżonków. Tajemnica stawania się ich „dwoje-jednym-ciałem” nie może być sprawą małżeństwa-automatu, lecz wyraźnej zgody jednego i drugiego z małżonków. Wtedy dopiero mocą łaski sakramentu ci dwoje stają się w Duchu Świętym w Bogu wiadomy sposób – tajemnicą „dwojga-jednym-ciałem”.

Przeżywanie wzajemnej bliskości małżeńskiej jako jednocześnie małżeńskiej modlitwy w jednoczącym tych dwoje Duchu Świętym, rozkwita na podłożu świadomie podejmowanej współpracy z łaską sakramentu. Zjednoczenie serc małżonków w ich zjednoczeniu z samym Trójjedynym zakłada wielką czystość serca, intencji, jakości podejmowanych wyrazów czułości – łącznie z panowaniem-sobie-samemu i świadczeniem pomocy sobie nawzajem w godnym człowieka i dziecka Bożego przeżywaniu przyjętego i przeżywanego sakramentu. Sakrament ten w tych warunkach staje się dla nich oraz ich rodziny rzeczywistą „drogą do Domu Ojca”, a zarazem wyrazem ich rzeczywistości jako przez Boga upragnionego i im zaofiarowanego „Kościoła Domowego”.

Czy się dziwić, gdy Apostołowie, nie wchodząc w szczegóły pożycia małżeńskiego uczniów Chrystusa, wskazują na kontrast jakim się odznacza ich styl życia w zestawieniu z życiem i pożyciem praktykowanym u pogan? Ci bowiem „... na skutek zatwardziałości serca ... doprowadziwszy siebie do nieczułości sumienia, oddali się zachłannie rozpuście, popełniając wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste” (Ef 4,19).
– Natomiast styl życia tych, którzy zawierzyli Chrystusowi jako Bogu i Odkupicielowi, nie wyłączając ich stylu życia w małżeństwie, układa się po linii radykalizmu Ewangelii:

„Wy jednak nie tak nauczyliście się Chrystusa... I w Nim zostaliście pouczeni, ...
że należy odrzucić starego człowieka z jego wcześniejszym sposobem życia,
człowieka niszczonego przez zwodnicze żądze.
Pozwólcie się odnawiać Duchowi w waszym myśleniu i przyobleczcie się w nowego człowieka,
stworzonego według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy” (Ef 4,21-24).

(8.5 kB)

RE-Lektura: cz.VII, rozdz. 3-a.
Stadniki, 26.V.2015.
Tarnów, 19.V.2018.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Rozdz.3. MŁODZI W DRODZE DO MAŁŻEŃSTWA: SAKRAMENTU:
SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA.
Zechciej, Ojcze, użyczyć nam w Duchu Świętym daru mądrego rozeznania
oraz wierności Twojemu Słowu


A. BIBLIJNE „DWOJE-JEDNYM-CIAŁEM”

1. Teren własnościowy Boga
Małżeństwo: stworzone – i dane w zarząd
Tekst Mt 19,4nn: człowiek opuści... oboje jednym ciałem
Komunia małżeńska i jej przymioty w wypowiedzi Jezusa

2. „Dwoje-jednym-ciałem”: seks czy zjednoczenie?
Biblijny personalizm
Użytkowe odniesienie do ciała
Tekst VSp 78. Czyn dobry: intencja, przedmiot, dobro, miłość Boża
Biblijne stawanie się „jednym-ciałem”
Tabela. Tekst hebr-pl Rdz 2,24: „... i stają się jednym ciałem”
‘Miłość’: dar osoby
Tekst FC 11: Człowiek: ucieleśniony duch i ciało
Tekst FC 14: Miłość i rodzicielstwo: synteza ojcostwa-macierzyństwa

3. Wewnętrzny ład przeżywania bliskości osoby jako daru
Dynamizm miłości – a anty-miłości
„Jedno-ciało” w warunkach pierwotnej niewinności
Nie-odstępność osoby a miłość
‘Panowanie-sobie-samemu’

4. Duch Święty w małżeńskim „jedno-ciało”
‘Dwoje-jedno’ w ich ‘jedno-w-Trójjedynym’
Duch Święty w mistrzowskim sprawianiu ‘jedno’
Duch Święty spajający osoby w ‘jedno” w małżeństwie-sakramencie


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Tajlandia tonęła w wrześniu 2011 w wodzie
Ryc.2. Trzęsienie ziemi: akcja ratownicza trwa
Ryc.3. Wierność przysiędze małżeńskiej aż do starości i śmierci
Ryc.4. Pożegnanie wojskowego z żoną i dziećmi przed misją w Afganistanie
Ryc.5. Zachwyt lasem z prześwitującym blaskiem słońca
Ryc.6. Pies wpozycji: SŁUCHAM ! ...