(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(12 kB)

Rozdział Dziewiąty 


SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA WSZCZEPIONY
W DRZEWO ŻYCIA
OBLUBIEŃCA-Z-KRZYŻA

*       *       *
Naucz nas, Jezu, sakramentalnie przeżywać
nasze JEDNO:
w małżeństwie i rodzinie

(9.3 kB)

Rozważania obecnego rozdziału


Znaleźliśmy się w ostatnim rozdziale niniejszej, VI części naszej strony. Pozostaje garść zagadnień do rozważenia. Zwracaliśmy niemało uwagi na wypowiedzi zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu, które mogłyby służyć do wypracowania teologii małżeństwa jako jednego z sakramentów Kościoła świętego. Stanęliśmy na wypowiedziach Nowego Testamentu, które czy to pośrednio, czy bezpośrednio i wprost, zdają się wskazywać na małżeństwo jako rzeczywistość zbyt poważną, by mogła nie być objęta bardzo szczególną troską Boga jako Stworzyciela – i Odkupiciela.
– Jest z góry nieprawdopodobne, żeby osoby, które wyraziły publiczną zgodę małżeńską, wiążąc się tym samym przymierzem małżeństwa na dozgonną miłość-wierność-uczciwość małżeńską, nie były przez sam ten fakt obdarowane przez Boga szczególnymi pomocami do jak najgodniejszego pełnienia swego powołania jako małżonków, a z zasady z biegiem czasu rodziców. Taki jest zwyczajny styl Bożego rozdawnictwa łask w dziele stworzenia i odkupienia.

Pozostaje nam przyjrzeć się kilku znamiennym wypowiedziom Syna Człowieczego, który siebie samego nazywa „Oblubieńcem” – na podobieństwo oblubieńca w małżeństwie. Wątki te zapadały głęboko w świadomość Jego uczniów – Apostołów i Ewangelistów, i przeszły w ścisłą tradycję dogmatyczną założonego przez Chrystusa Kościoła. Wypowiedzi te – zarówno samego Jezusa Chrystusa, jak i już podjęte przez Jego Apostołów, nie mogły nie wywrzeć zasadniczego wpływu na uświadomienie sobie faktu, że małżeństwo jest jednym z podstawowych sakramentów Kościoła Chrystusowego.

Przemyślenia te pozwolą z kolei zastanowić się nad płynącymi stąd wnioskami teologicznymi i praktycznymi. Posłużą one zapewne do spojrzenia na małżeństwo w sposób pogłębiony: ludzki i Boży. Przyczyni się to do przyjęcia z podbudowaną świadomością darów Odkupienia, jakimi Chrystus obdarza swoją Mistyczną Oblubienicę – Kościół, oraz każdego poszczególnego mężczyznę i kobietę, którzy wiążą się w dozgonnym, wiernym przymierzu małżeńskim.
– Okaże się, że małżeństwo z wielorakich względów Bożych i ludzkich znajdzie się na jednym z zasadniczych miejsc wśród siedmiu sakramentów Kościoła, Ludu Bożego Nowego i Wiecznego Przymierza, jakie Chrystus zawarł i przypieczętował swoją ofiarą na krzyżu.

Treść stających przed nami rozważań 8-go rozdziału niniejszej części VI podzielimy na cztery główne wątki tematyczne. Oto one:

Jezus objawiający siebie domyślnie jako Oblubieńca (§ A)
Bezpośrednie objawienie siebie jako Oblubieńca (§ B)
Sakramentalność małżeństwa odczytana z Ef 5 (§ C)
Przeżywanie wzajemnej bliskości małżeńskiej jako sakramentu (§ D)

(8,3 kB)

A.   JEZUS OBJAWIAJĄCY SIEBIE DOMYŚLNIE
JAKO OBLUBIEŃCA

(7,9 kB)

1. Przez Ojca posłany Syn Człowieczy
odrzucony przez ‘swoich’ (Mt 21,33-46)

(4,4 kB)

Jan Paweł II - W trumnie
Objaśnienie

Po przejrzeniu wypowiedzi rozproszonych po Ewangeliach, w których Jezus czy to pośrednio, czy bezpośrednio nawiązuje do małżeństwa w jego zasadniczych przymiotach: jego jedności i nierozerwalności, a z kolei w związanych z nimi wymogach etycznych, stajemy zdumieni przed paroma wypowiedziami, w których Jezus przedstawia siebie samego jako ‘Oblubieńca’. Wypada przyjrzeć się tym tekstom z bliższa. Jeśli bowiem sam On – Syn Człowieczy, Odkupiciel mężczyzny i kobiety, przedstawia siebie jako Oblubieńca – niewątpliwie w bardzo szczególnym znaczeniu, nie ulega wątpliwości, że musi to rzutować wprost na małżeństwo w jego Bożej i ludzkiej wizji.

W miarę jak „nadchodziła Godzina [Jezusowego] przejścia z tego świata do Ojca” (por. J 13,1), z inicjatywą dialogu, a nawet dyskusji – wychodził coraz częściej sam Jezus. W takiej chwili nie musiał Jezus zajmować postawy defensywnej, jak to było w przypadkach, gdy ‘atakującymi’ byli uczeni w Prawie i faryzeusze (np. w sprawie podatku: Mt 22,15-22; zmartwychwstania: Mt 22,23-33), lecz ster przejmował wyraźnie sam On, Mistrz z Nazaretu (np.: Jezus pyta czy Mesjasz jest synem Dawida: Mt 22,41nn; przypowieść o dwóch synach: Mt 21,28-32; o przewrotnych robotnikach winnicy: Mt 21,33-45).

W takich sytuacjach ‘przeciwnicy’ Jego, którzy z zasady zjawiali się w Jego pobliżu głównie po to, żeby Go na jakimś nieopacznym słowie przychwycić i tak móc Go oskarżyć (np. Mt 16,1; 22,15-18.35; 26,4; itd.), czuli się z góry pokonani Jego trafną argumentacją i sami musieli wyznać, że jest On w dyskusji niepokonany. Co więcej, w miarę jak Jezus rozwijał niektóre ze swoich przypowieści, czuli się zmuszeni wyprowadzać z niej nieuniknioną konkluzję, że kolejna przypowieść Jezusa dotyczy wyraźnie ich właśnie.

Oto jedno z takich wyznań – chodzi o Jezusową przypowieść o przewrotnych rolnikach w wynajętej im winnicy:

„Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi.
Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka” (Mt 21,45).

Jezus nakreślił w tej przypowieści sylwetki przewrotnych rolników, którzy znieważali, a nawet zabijali coraz innych, wysyłanych do nich przez gospodarza winnicy sług z poleceniem, żeby mu przynieśli należny mu plon winnicy.
– Mistrz z Nazaretu kontynuuje:

„W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego Syna.
Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie:
To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy Go, a posiądziemy jego dziedzictwo’.
Chwyciwszy Go, wyrzucili z winnicy i zabili ...” (Mt 21,37-40).

Jezus zapytał słuchaczy o ich zdanie, co właściciel winien uczynić z owymi rolnikami? Ich odpowiedź brzmiała jednoznacznie: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze” (Mt 21,41).
– W tym momencie Jezus przestaje mówić w stylu przypowieści, a przechodzi na mowę wprost:

„Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący,
stał się głowicą węgła. Pan to sprawił ...
. Dlatego powiadam wam:
Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce.
Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go” (Mt 21,42nn).

Słuchający Go ‘arcykapłani i faryzeusze’ (Mt 21,45) zorientowali się natychmiast, że przypowieść dotyczyła ich właśnie. Straszne to były słowa Jezusa, choć w pełni uzasadnione odnośnie do przeszłości, a miały się sprawdzić w najbliższych dniach. Bo i obecnie niegodziwi rolnicy pochwycą Syna właściciela winnicy, wyrzucą Go na zewnątrz, i zabiją.
– Przedstawiciele sfer duchowych rządzących nie mogli nie kojarzyć tych słów ze znanymi z całego Starego Testamentu określeniami, jakimi sam Bóg, chociażby przez Izajasza, posługuje się, by mówić o Izraelu – jako swojej Winnicy (zob. Iz 5,1-7; oraz: Oz 10,1; Jr 2,21; 50,10; itd.; Ez 151-8; Ps 80 [79],9-19; J 15,1n). Bóg wyraża się tam zresztą wyraźnie, iż chodzi o Izraela-Winnicę:

„Otóż Winnicą Jahwéh Zastępów jest Dom Izraela, a Juda szczepem Jego wybranym.
Oczekiwał tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy ...” (Iz 5,7).

Jezus zapowiadał wielokrotnie swoją gwałtowną śmierć. Z góry zapowiadał, że nie może zostać zabity gdzie indziej, jak tylko w Jeruzalem: „... bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą” (Lk 13,33).
– Jednocześnie podkreśli pełną dobrowolność swej gotowości złożenia „życia za swoje owce’ (por. J 10,15):

„Nikt Mi go [Życia] nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję.
Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać.
Taki rozkaz otrzymałem od mojego Ojca” (J 10,18).

Zauważamy, jak łatwo Jezus przechodzi z obrazu Izraela jako wybranej ‘Bożej Winnicy’ – do obrazu siebie jako „Dobrego Pasterza, [który] daje życie swoje za owce” (J 10,11).
– Jezus tak mówi, by u swoich słuchaczy wyzwalać ‘myślenie’ i pobudzać ich do wyprowadzania z przedstawianego wątku myślowego właściwych wniosków. Odwołuje się do znanych słuchaczom z życia na co dzień obrazów, które nie mogą nie przemawiać do ich zasobów wyobraźni i wiedzy religijnej.

Słuchacze powinni z łatwością zrozumieć, że Jezus raz po raz korzysta ze stylu mówienia językiem ‘analogii’ i ‘podobieństwa’. Przy odrobinie uwagi i dobrej woli zdolni są dostrzec natychmiast tę cechę i ten ‘wspólny mianownik’, który jest cechą wspólną użytego obrazowego sposobu mówienia – a jego Osobą.
– Jezus w ten sposób raz po raz wystawia się świadomie na niebezpieczeństwo skazania na najokrutniejszą z możliwych śmierci, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,52).

(7,9 kB)

2. Wzgarda zaproszeniem na ucztę zaślubin syna
królewskiego (Mt 22,1-14)

(4,4 kB)

Można by zapytać: czemu omówiliśmy dopiero co przedstawione rozważanie, skoro ono zdaje się nie mieć związku z tematem małżeństwa jako sakramentu Kościoła, a to właśnie jest przedmiotem poszukiwań, jakie podejmujemy w niniejszym rozdziale? Okazuje się jednak, że Jezusowe słowa o przewrotnych rolnikach w winnicy Izraela bezpośrednio poprzedzają zaraz potem następującą przypowieść, w której Jezus przedstawia w nieco innym aspekcie wciąż to samo istotne zagadnienie: stojące przed Nim dzieło odkupienia.

Dzieło to stałoby się czymś absurdalnym, tzn. nikt nigdy by się nim nie zajął, gdyby On – Syn Człowieczy, ale tym bardziej Syn Boży – niejako wpierw nie umiłował świata ludzi: swoich ludzkich braci i siostry aż do ostateczności (por. J 13,1). Miłość taka stanie się po ludzku zupełnie nie zrozumiałym „zgorszeniem [szaleństwem] Krzyża” (Ga 5,11).

W pełni świadome, dobrowolne oddanie swego życia na ołtarzu krzyża stanie się niezaprzeczalnym i niemożliwym do odrzucenia świadectwem miłości Bożej i ludzkiej Syna Człowieczego względem swych ludzkich braci i sióstr, których On właśnie stworzył na swój Obraz i Podobieństwo (zob. Kol 1,15; Ef 1,4-7;Rz 8,29; J 1,3). Stworzyciel człowieka: mężczyzny i kobiety – stanie się przez swą miłość do nich – miłość typu oblubieńczego, jednocześnie ich Odkupicielem:

„To jest Moje Przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem.
Nikt nie ma większej miłości od tej,
gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,12n).

W takim kontekście przedstawia Ewangelista Mateusz przypowieść o ‘uczcie królewskiej’ (Mt 22,1-14).
– Nieco podobną ‘ucztę’ przedstawia w swojej Ewangelii również Łukasz (Łk 14,15-24). To Łukaszowe opowiadanie różni się jednak pod niejednym względem od tego przedstawionego u Mateusza. Nie jest wykluczone, że Jezus skorzystał parokrotnie z nieco podobnego opowiadania o ‘uczcie’ oraz zaproszonych, którzy się wymawiali od udziału coraz innymi względami, podkreślając w nich zróżnicowane aspekty swoich pouczeń.
– Koncentrujemy się tutaj na opowiadaniu w wersji Mateusza.

Jezus wprowadza wyraźnie atmosferę uczty, jaką wyprawił sam król. Zaznacza jednocześnie, że nie jest to jakaś zwyczajna uczta-dla-uczty, lecz chodzi o ucztę ‘weselną’. Młodym Panem będzie tu sam syn owego króla.

Stąd też ‘uczta’ będzie miała charakter weselny. Będzie miała stać się radosnym zwieńczeniem publicznie, uroczyście wyrażonej zgody małżeńskiej, która zatem zainicjuje przymierze małżeńskie, zawarte pomiędzy synem króla – a jego wybranką.
– O niej jednak przypowieść ani razu nie wspomina. Można się tylko domyślać, że skoro ucztę wyprawia dla swego syna król, królowa musi być godna takiego męża: syna królewskiego.

Dalszy ciąg przypowieści w opisie Mateusza jest w dużej mierze podobny do opisu Łukaszowego. Gospodarz wysyła do zaproszonych sługi prosząc żeby przybyli, bo uczta jest już gotowa. Jednakże zaproszeni wymawiają się miernymi wymówkami. Łukasz podkreśla z dużym naciskiem reakcję rozgniewanego gospodarza za okazaną mu wzgardę. Poleca słudze:

„Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych! ...
... Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony” (Łk 14,21nn).

Również Mateusz wspomina o kilkakrotnie powtarzanym wysłaniu sług do zaproszonych, którzy jednak wymawiali się od ucztowania. Rysem charakterystycznym u Mateusza jest jednak szczegół podobny do występującego w przypowieści bezpośrednio poprzedzającej przypowieść o uczcie syna królewskiego, mianowicie zniewagi wyrządzone przez zaproszonych wysłanym sługom:

„... Lecz oni zlekceważyli to [naglące wezwanie do przybycia na gotową już ucztę] i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i, znieważywszy ich, pozabijali.
– Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojsko i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić” (Mt 22,5nn).

Teraz dopiero wprowadza również Mateusz kolejne polecenie króla. Mianowicie król zwraca się do swych sług:

„Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę
wszystkich, których spotkacie” (Mt 22,9).

(4.1 kB)
Objaśnienie

Przybyli źli i dobrzy. Sala napełniła się biesiadnikami. Zjawił się król, żeby popatrzeć na zaproszonych. Zauważył jednego, który nie miał na sobie stroju weselnego. To zdanie należałoby przytoczyć:

„Rzekł do niego [król – do człowieka nie ubranego w strój weselny]:
Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego’ ?
Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom:
‘Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów’.
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22,12nn).

W przypowieści w wersji Mateusza przeplata się kilka wątków wskazujących na podobieństwo obrazów użytych przez Jezusa z szczegółami bezpośrednio poprzedzającej przypowieści o przewrotnych rolnikach w winnicy (Mt 21,33-46). Wskazać wypada zwłaszcza na dwa z nich.

(0,37 kB)  Pierwszy, ważny szczegół, występujący w obydwu przypowieściach, dotyczy wysyłania przez króla sług z przynaglającym przypomnieniem zaproszonym, żeby przyszli na ucztę (Mt 22,4).
Odpowiedzią zaproszonych było odrzucenie zaproszenia ze wzgardą. Fakt taki uchodził zarówno w tamtych czasach, jak i po wszystkie czasy, za gest zniewagi i obrazy.

Niemniej samo w sobie opowiadanie Jezusa, które Mateusz nazywa ‘przypowieścią’, przedstawia w swej wymowie jedną wielką wielowątkową alegorię. W alegorii zaś chodzi o przedstawienie jakiejś głębszej rzeczywistości za pomocą użytych obrazów symbolicznych, które właśnie oznaczają tę rzeczywistość wyrażoną językiem przenośni.

Jezus ukazuje ‘reakcję’ króla na wzgardę swym serdecznym zaproszeniem do uczestnictwa w uczcie weselnej i – co więcej – pozabijanie sług, których król do nich wysłał:

„Na to król uniósł się gniewem. Posłał swej wojska
i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić ...” (Mt 22,7).

(0,3 kB)  Nie ulega wątpliwości, że królem, który urządza przyjęcie wesele dla swojego syna, jest Bóg Ojciec.

(0,3 kB)  Synem Królewskim w dniu swych zaślubin jest sam mówiący tu Jezus, Syn Boży i jednocześnie Syn Człowieczy. Jego to Ojciec wysłał na świat po to, żeby człowieka: mężczyznę i kobietę – odkupił:

„Albowiem Bóg [= Ojciec] nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił,
ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17).

(0,13 kB)   Zaproszeni na ucztę weselną, to ponad wątpliwość Naród Wybrany – Izrael. Część tegoż Narodu uwierzyła w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego, natomiast większość przywódców Narodu Jezusem nie tylko Nim wzgardziła, ale wręcz odrzuciła Go, pomimo iż wielokrotnie i na wiele coraz innych sposobów uwierzytelnił On swoje posłannictwo od Ojca.
– Wykazywał czynami i słowami, że nie jest zwyczajnym człowiekiem, lecz że osoba Jego jest Osobą Bożą. Wbrew zdziałanym przez Niego oczywistym znakom i cudom, które systematycznie potwierdzały Jego Boską Osobę, większość przedstawicieli sfer wiodących tym bardziej utwierdzała się w postawie Jego zdecydowanego odrzucenia. Doprowadziło to w końcu do Jego zgładzenia przez okrutną śmierć krzyżową.

(0,2 kB)  Wspomniany przez Jezusa w przypowieści ‘gniew króla’ wyrażał się z jednej strony w dramatycznych ostrzeżeniach Jezusa pod adresem Jerozolimy – o zbliżającej się jego totalnej zagładzie (zob. Mt 24,1nn.15-22).
Z drugiej strony Jezus zapowiedział straszliwe oblężenie Jeruzalem w 70 r. (Wojna Żydowska: lata 66-73), tzn. w ok. 40 lat po śmierci krzyżowej Jezusa na Kalwarii.

Zagłada Jeruzalem dokonała się wśród przerażających scen tłumów Izraelitów. Na uroczystości Paschy zjechało się również tego roku być może ok. 1 miliona osób. Migawki okrucieństw, jakich widownią stała się wtedy Jerozolima, wzajemnego zjadania się z głodu, stosów trupów wyrzucanych przez mury, i w końcu spalenia miasta i świątyni wbrew pierwotnemu zakazowi Wespazjana i jego syna Tytusa, któremu Wespazjan zlecił dopełnienie pacyfikacji Judei, opisane są przez pisarza żydowskiego Józefa Flawiusza (zob. jego dzieło historyczne: ‘De Bello Judaico – Wojna Żydowska’, nowy przekł. polski: 1980 r.).

(0,36 kB)  Drugi szczegół przedstawionej przez Jezusa alegorii dotyczy samej uczty królewskiej, wyprawionej przez króla swemu synowi. Król urządził ją ku Jego czci i radości. A była to uczta weselna: ślubna. Zaproszeni na to wesele wzgardzili jednak owym zaproszeniem.

Ponieważ ci goście imiennie zaproszeni zachowali się tak bardzo niegodnie, a niektórzy wręcz zbrodniczo, skoro zabili wysłanych sług, król posłał inne swoje sługi z poleceniem, żeby przyprowadzili na przygotowaną ucztę ‘kogo się tylko da’:

„Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali:
złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami” (Mt 22,10).

Również ten szczegół użytego tu języka alegorii jest przejrzysty w swej wymowie. Król pragnie, żeby wszystkie miejsca przy stole były zajęte, tj. żeby żadne siedzenie nie pozostało puste.
– Chodzi rzecz jasna o zaproszenie do uczestnictwa w dokonanym dziele odkupienia. Zostaje ono skierowane zarówno do grzeszników, jak i pogan: do całego świata. Bóg bowiem „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy” (1 Tm 2,4).

(0,2 kB)  Ten jeden człowiek, który zasiadł do uczty nie mając na sobie „stroju weselnego” – to językiem alegorii wyrażony stan nie-łaski, czyli człowieka żyjącego w stanie grzechu ciężkiego. Człowiek taki sam siebie wyklucza z udziału w uczcie królewskiej.


Pozostają jeszcze dwa dalsze aspekty, które stwarzają kolejne punkty ‘styczne’ przypowieści o przewrotnych rolnikach winnicy (Mt 21,33-46) – z przypowieścią o uczcie weselnej wystawionej dla syna królewskiego (Mt 22,1-14).

(0,37 kB)  W przypowieści o uczcie dla syna królewskiego mowa jest właśnie o synu owego króla. Trzeba wprawdzie przyznać, że syn ten nie wysuwa się w opowiadaniu na czołowe miejsce: pozostaje on niejako tłem przedstawionej uczty. Jezus mówi jednak wyraźnie, że chodzi o ucztę weselną, urządzoną przez króla dla swego syna, występującego na uczcie jako oblubieniec ze swoją oblubienicą.

Nie ulega wątpliwości, że Jezus mówi tu w formie alegorii o sobie samym. On to jest owym Synem – swego Ojca, którego określa mianem Króla. Jeden raz więcej jesteśmy świadkami sposobu, w jaki Jezus Chrystus podejmuje dzieło objawienia siebie jako Boga-Człowieka. Jezus czyni znaki i dokonuje cudów. Równolegle wyjaśnia ich sens, żeby nie było wątpliwości, co owe ‘znaki’ oznaczają.
– Unika mówienia wprost o sobie w rodzaju medialnie przygotowanego: ‘Zbierzcie się, ilu was tylko zebrać się może. A Ja wam coś ważnego przekażę: powiem wam, kim jestem” !
Jako Mesjasza objawi siebie jednoznacznie jeden raz – w odpowiedzi na precyzyjnie sformułowane pytanie Kajfasza wobec zebranego Sanhedrynu:

„... ‘Poprzysięgam Cię na Boga Żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?’
Jezus mu odpowiedział:
‘Tak, Ja nim jestem.
Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego,
siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich’ ...” (Mt 26,63n).

W tym wypadku Jezus nie uchylił się od równie jasnej, precyzyjnej odpowiedzi, pełnej aluzji starotestamentalnych proroctw oraz wizji zapisanej u proroka Daniela (zob. Dn 7,13n; oraz Ps 110 [109],1). Wyznanie to przypieczętowało wyrok śmierci na Niego. Sanhedrynowi nie chodzi o dociekanie Prawdy objawienia, a jedynie o znalezienie powodu Jego skazania.

W innych wypadkach Jezus podprowadza myślenie słuchaczy do wyprowadzenia jednoznacznego wniosku: iż mają przed sobą Osobę Boga, wcielonego w jego człowieczeństwie. Chociażby np. w przypadku odpuszczenia grzechów przyniesionemu do Niego człowiekowi sparaliżowanemu, po czym dla potwierdzenia swej władzy odpuszczania grzechów ponadto go uzdrowił:

„...‘Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów –
rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu’. On wstał i poszedł do domu ...” (Mt 9,6n).

W przypadku rozważanej tu przypowieści o uczcie weselnej wystawionej przez króla dla swego syna w dniu jego zaślubin – Jezus nie podejmuje samego w sobie tematu owych ‘zaślubin’. Nie przedstawia szczegółowiej ani postaci owego syna, ani jego małżonki.
– Nie znaczy to wcale, jakoby osoba owego syna królewskiego nie była tu ważna, i jakoby sprawą mniejszej wagi była również postać młodej pani, małżonki owego syna królewskiego. Jezus ogranicza się najwyraźniej do samego zasygnalizowania sprawy owych ‘zaślubin’ – łącznie z nasuwającym się zagadnieniem: kim jest osoba zarówno owego syna, jak i osoba młodej pani, którzy oboje związali się przymierzem małżeńskim.

Jesteśmy w świecie alegorii. Jak w niejednej innej sprawie – Jezus sygnalizuje problem, i zdawać by się mogło: na razie go dalej nie rozwija. Przyjdzie dopiero czas – już po dokonanym dziele odkupienia na drzewie Krzyża, i po Jego zmartwychwstaniu, a nawet po Jego wniebowstąpieniu i zesłaniu Ducha Świętego. On to – zgodnie z obietnicą samego Syna Człowieczego, „doprowadzi was do całej Prawdy” (J 16,13), tzn. będzie wyzwalał z biegiem lat i wieków coraz głębsze rozumienie tajemnicy Syna Bożego, który „JEST – Drogą i Prawdą-Wiernością i Życiem” (J 14,6; zob. DV 8d).

Jednym z potężnych etapów wnikania w Prawdę objawienia, które zalążkowo zasygnalizował w omawianej przypowieści Jezus, mówiąc o uczcie ‘weselnej’ zorganizowanej przez króla swojemu synowi, staną się zasadnicze rozważania św. Pawła, Apostoła Narodów, a w końcu ostatnia księga Nowego Testamentu – Apokalipsa św. Jana, ucznia umiłowanego Jezusa Chrystusa (zob. zwł. Ap 21-22). Do tych tekstów trzeba będzie jeszcze wrócić.

(0,38 kB)  Jest jeszcze drugi aspekt przytoczonej tu przypowieści – równie istotny jak ten pierwszy i równie dotyczący Osoby samego Syna Człowieczego. Chodzi o szczegół wysyłanych do zaproszonych na ucztę weselną przez króla coraz innych sług, którzy w końcu zostali przez zaproszonych zabici: „... a inni pochwycili jego sługi i, znieważywszy ich, pozabijali” (Mt 22,6).

W poprzednio omawianej przypowieści – o przewrotnych rolnikach wynajętej im winnicy, występuje ten sam szczegół: wysyłania przez gospodarza coraz innych sług, którzy mieli odebrać należny mu plon. Słudzy ci zostali – jedni pobici, drudzy zabici, jeszcze inni obrzuceni kamieniami (Mt 21,35). Gospodarz decyduje się na wysłanie swojego syna – w nadziei że rolnicy jego uszanują. Tymczasem jego rolnicy natychmiast „... chwycili, wyrzucili z winnicy i zabili” (Mt 21,39).

Obracamy się wciąż w języku alegorii: co do tego nie ma wątpliwości. W alegorii, podobnie jak w przenośni, a nawet w przypowieści, szczegóły nie muszą wiązać się z sobą w pełni logicznie. Od mówiącego zależy, na które szczegóły kładzie nacisk i co przez nie chce zilustrować. W naszym wypadku należałoby podkreślić:

(4.5 kB)
Objaśnienie

(0,2 kB)  W przypowieści o przewrotnych rolnikach nie ma wątpliwości, że Jezus mówi o sobie. On to jest owym synem, którego gospodarz wysyła w nadziei, że „uszanują mojego syna” (Mt 21,37). Tymczasem ci pochwycili go, wywlekli na zewnątrz i zabili. Wszystko to sprawdzi się w najdosłowniejszym znaczeniu na Jezusie Chrystusie. Było nie pisaną ‘regułą’, że prorok nie może zginąć gdzie indziej, jak tylko w Jeruzalem (Lk 13,33). Musiało się to dziać również poza murami miasta. Wzgórze Kalwarii mieściło się blisko bramy, z północno-zachodniej strony dawnego Jeruzalem.

(0,3 kB)  W drugiej przypowieści, która następuje zaraz po tej o przewrotnych rolnikach winnicy, jest co prawda mowa o zabiciu wysłanych sług, którzy mieli przypomnieć o zaproszeniu na ucztę weselną. Nie ma tu jednak wzmianki o zabiciu ‘syna’ gospodarza, którego Jezus określa w tym wypadku mianem ‘króla’. Co więcej, Jezus mówi wyraźnie, że sposobnością do wyprawienia wielkiej uczty są zaślubiny syna królewskiego. Trudno więc, żeby mógł być jednocześnie przedstawiony jako ‘zabity’.

(0,2 kB)  A jednak zdaje się nie ulegać wątpliwości, że Jezus i w jednej, i drugiej przypowieści uwydatnia te same zasadnicze aspekty: słudzy wysłani przez gospodarza zostają znieważeni i pozabijani.
– Jezusowa przypowieść jest jeden raz więcej alegorią. A w alegorii użyte elementy nie muszą bynajmniej odpowiadać w sposób matematyczny dokonującej się rzeczywistości. Wydaje się zatem, że w przypowieści o uczcie wyprawionej z okazji zaślubin dla syna, Jezus niedwuznacznie łączy oba ukazane tu aspekty wydarzeń:

(0,2 kB)  On to jest owym synem króla, na którego zaślubiny zaproszeni zostali goście, których większość nie raczyła jednak podjąć skierowanego do nich zaproszenia.

(0,2 kB)  Jednocześnie zaś Jezus zdaje się wskazywać niedwuznacznie na swoją osobę jako jednego ze sług króla, wysłanych do zaproszonych z prośbą, żeby przybyli na już gotową ucztę weselną. Ci jednak znieważyli go i w końcu zabili, gardząc skierowanym do nich zaproszeniem.

Sprzeczność, jaka się jawi w tak pojętej interpretacji przedstawionej tu alegorii, nie musi być uznana za rzeczywistą sprzeczność, gdy sobie uświadomimy, że Jezus używa stylu alegorii. W przypadku bowiem alegorii i przenośni, a także w przypowieści, mówiącemu chodzi o przedstawienie w sposób obrazowy, albo nawet przenośny – określonego podobieństwa-w-niepodobieństwie.
– Kontekst dalszy przytoczonych przez Mateusza przypowieści-alegorii świadczy ponad wątpliwość, że Jezus ukazuje zarówno jeden, jak drugi przymiot swojej osoby jako Odkupiciela. Jest On zarówno Oblubieńcem, dokładniej mówiąc: Oblubieńcem-z-Krzyża, jak i owym Sługą Bożym wysłanym przez Ojca i Króla, „zasądzonym na śmierć haniebną, bo – jak mówił – będzie ocalony” (Mdr 2,20).

(7,9 kB)

3. Orszak panien oczekujących na przybycie pana młodego
(Mt 25,1-13)

(4,4 kB)

Kolejną etapem, w którym Jezus objawia siebie samego jako Oblubieńca, względnie dokładniej: każe się domyśleć, że jest właśnie Oblubieńcem, o którym w sam raz mówi, jest przypowieść o ‘pannach roztropnych i nierozsądnych’ (Mt 25,1-13). Przypowieść tę referuje jedynie Mateusz. Pewne jej elementy występują również u Łukasza, dotyczą one jednak jedynie określonych fragmentów relacji, jaką przedstawia Mateusz (zob. Łk 12,35).
– Poza tym spotykamy na innych miejscach Ewangelii nawiązania do samych już tylko trzech ostatnich zdań przypowieści Mateuszowej (zob. Mt 25,11n – a Łk 13,25nn; Mt 25,12 – a Mt 7,23; Mt 25,13 – a Mt 24,42.50; Mk 13,35n).

Rzecz znamienna, również ta przypowieść mieści się niemal na samym ‘końcu’ trzonu Ewangelii. Po tej przypowieści widzimy już tylko przytoczoną przez Mateusza przypowieść Jezusa o talentach oraz zapowiedź sądu ostatecznego. Bezpośrednio potem zaczyna się opis męki Pańskiej.

Z samego zatem miejsca, jakie zajmuje wspomniana przypowieść o pannach oczekujących na przybycie pana młodego zdaje się wynikać jednoznaczny wniosek, że Jezus ma tu do objawienia coś bardzo zasadniczego. Mówi po raz kolejny o sobie samym, przedstawiając siebie – znowu jedynie pośrednio i niejako ‘w tle’ – jako Oblubieniec.

Dla przypomnienia przytoczymy wątek opowiadaniowy tej przypowieści. Ponownie też z góry możemy stwierdzić, że Jezus przedstawia tu nie tyle przypowieść, lecz że Jego opowiadanie jest alegorią, czyli rozprowadzoną w opowiadanie przenośnią. Nasunie to natychmiast odpowiednie stanowisko, gdy będzie chodziło o rozumienie przedstawionego opowiadania.
– Oto słowa Mateusza:

„Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach.
Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie ...” (Mt 25,1-6).

Cel, do którego zmierza ta przypowieść, rysuje się przed słuchaczami wyraźnie. Chodzi o stałą czujność i gotowość na definitywne przybycie młodego pana w dniu jego ostatecznego przyjścia na sąd ostateczny, czyli w chwili paruzji.
– Sama w sobie przypowieść nawiązuje do przyjętych podówczas zwyczajów weselnych. Przed zawieraniem właściwego przymierza małżeńskiego, młoda para wiązała się obrzędem zaręczyn. W około rok później następowało samo zawarcie ślubu małżeńskiego, po którym następowała uczta weselna. Wieczorem w przeddzień zaślubin przybywał pan młody i przeprowadzał uroczyście panią młodą do swojego domu. Goście zebrani u pani młodej musieli być oczywiście liczyć się z tym, że pan młody może nie przybyć punktualnie, bo przygotowania przedślubne w jego domu wymagały tym więcej czasu.

Cały kontekst poprzedzający i następujący po rozpatrywanej przypowieści o pannach oczekujących na przybycie pana młodego mieści się w klimacie Jezusowych pouczeń dotyczących ostatecznego wypełnienia królestwa Bożego na ziemi w dniu Jego powtórnego przyjścia – tym razem już dla definitywnego rozliczenia się z każdym z odkupionych z osobna. Kryterium uzależniającym znalezienie się po stronie zbawionych czy potępionych, będzie otwarcie się na owoce Jego odkupienia, czy też jego odrzucenie.

Obok Jezusa nie można przejść obojętnie. Trzeba opowiedzieć się ‘za’ Nim, czy też ‘przeciw’ Niemu. Od tego będzie zależało znalezienie się po stronie „błogosławionych Ojca Mojego”, czy też po stronie nie-miłosiernych, którzy właśnie za to, że nie pełnili czynów miłosierdzia, wykluczyli się od Bożego Miłosierdzia i „pójdą na mękę wieczną” (Mt 25,34.45).

Żeby pobudzić do nieodzownej czujności na Jego przyjście w dniu ostatecznym w jego wielorakich uprzednich uaktualnieniach (w wymiarze indywidualnym jest nim biologiczne zakończenie życia ziemskiego), Jezus mówi o znakach które poprzedzą chwilę Jego paruzji. Nastąpi zniszczenie świątyni w Jeruzalem (Mt 24,2), będą prześladować Jego uczniów, „oziębnie miłość wielu”, jednocześnie zaś „ta Ewangelia o Królestwie będzie głoszona po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom” (Mt 24,9-14). Sam jednak moment ponownego przyjścia Syna Człowieczego pozostanie zakryty (Mt 24,36). Stąd Jezusowe słowo o stałej czujności:

„Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść,
na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu.
Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Mt 24,42nn).

W takim to kontekście mieści się przypowieść o opóźniającym się przyjściu pana młodego w celu przeprowadzenia pani młodej do swego domu i jej nieodwołalnego poślubienia.

Nacisk na stałą gotowość spotkania z panem młodym dotyczy niewątpliwie wiernego trwania w „słuchaniu Słowa Bożego i wypełnianiu go” (por. Łk 8,21). W rozmowie z bogatym młodzieńcem określił Jezus tę samą treść w innych słowach:

„A jeśli chcesz osiągnąć życie,
zachowaj Przykazania ...” (Mt 19,17).

Językiem teologicznym należałoby taką postawę rzeczywistego ucznia Chrystusowego określić jako czujne trwanie w stanie łaski uświęcającej.
– W przypadku gdy ktoś mimo wszystko ulegnie w pokusie i upadnie, należy natychmiast powstać, zerwać z grzechem i zwrócić się do Odkupiciela z prośbą o dar przebaczenia. W tym właśnie celu ustanowił Jezus odrębny sakrament, zawierzając go założonemu przez siebie Kościołowi. Jednocześnie wyposażył Jezus swych Apostołów oraz prawowitych następców w władzę rozdawnictwa skarbów odkupienia – w tym wypadku poprzez sakrament pojednania-przebaczenia (por. J 20,22n; Mt 16,18n).

W przypadku omawianej przypowieści, która wprowadza wyraźnie w atmosferę radosnego oczekiwania na przybycie pana młodego i uczestnictwo zarówno w mających niebawem nastąpić uroczystych zaślubinach, jak i zastawionej uczcie weselnej, zdajemy sobie równocześnie sprawę, że Jezusowi nie chodzi o zwyczajne weselisko w ludzkim tego słowa znaczeniu.


Występujące tu panny dzieli Jezus na dwie kategorie. Mówi o pannach roztropnych – oraz tych nieroztropnych.
– Te drugie nie zadają sobie trudu, by się zastanowić nad sensem pobytu w owym wybranym gronie, ani nad dalszą perspektywą swego ukierunkowania życiowego. Jezus rozprowadza tę myśl, inscenizując dialog, jaki się wywiązał między pannami w chwili, gdy obudzone ze snu zaczęły opatrywać gasnące lampy.

Te panny, które dały się ‘unosić’ życiem tak jak ono płynie, otwierając się na każdą nadarzającą się przyjemność – w tym wypadku na zaproszenie weselne, na którym będzie można zaspokoić swoje użytkowe nastawienie na życie bez przejmowania się odpowiedzialnością za korzystanie z doraźnych uciech, zostały zmuszone do zakupienia brakującej ‘oliwy’ nocą, gdy wszystkie sklepy są oczywiście pozamykane.
– Panny roztropne weszły w międzyczasie do domu weselnego i drzwi zostały zamknięte (Mt 25,10). Wtedy to nadeszły z kolei te drugie panny, które poprzednio nie zadały sobie trudu, by mądrze pomyśleć o warunkach uczestnictwa w przygotowanej uczcie weselnej. Zaczęły one dobijać się do drzwi i wołać:

„... ‘Panie, panie, otwórz nam’. Lecz On [Młody Pan: Jezus] odpowiedział:
‘Zaprawdę powiadam wam, nie znam was’ (Mt 25,11n).


Ten sam Mateusz przytacza w swej Ewangelii wcześniej treściowo podobne słowa, w których Jezus również wypowiada się o warunkach rzeczywistego wejścia do Królestwa Niebieskiego. Słowa te są tym razem bardziej uszczegółowione, a z drugiej strony brzmią bardziej stanowczo, aniżeli słowa z zakończenia przypowieści o pannach roztropnych i nierozsądnych. Oto ów wcześniejszy fragment z Mateusza:

„Nie każdy, który Mi mówi: ‘Panie, Panie’, wejdzie do Królestwa Niebieskiego,
lecz ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, a który jest w Niebie.
Wielu powie Mi w owym dniu: ‘Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia
i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia’?
Wtedy oświadczę im:
Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości’ ...” (Mt 7,21nn).

Podobne słowa Jezus przytacza w swej Ewangelii również Łukasz. Widać, że Jezus korzystał z podobnych obrazów zapewne przy różnych okazjach. Celem tych pouczeń była każdorazowo nagląca zachęta zarówno do dokonania wyboru na życie zgodne z Bożymi przykazaniami, jak i trwania w raz obranej postawie niezależnie od trudności, który by mogły osłabić trwanie w wierności raz Chrystusowi ‘ślubowanej’ miłości.
– Oto owe słowa z Ewangelii św. Łukasza:

„... Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.
Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać:
Panie, otwórz nam’; lecz On wam odpowie: ‘Nie wiem, skąd jesteście’.
Wtedy zaczniecie mówić: ‘Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś’.
Lecz On rzecze:
Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości’.
Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama Izaaka i Jakuba
i wszystkich proroków w Królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych ...’ (Łk 13,24-28).

Jezus niewątpliwie nie ma zamiaru przerażać warunkami wejścia kiedyś do „Domu Ojca” (por. J 14,2n). Jednocześnie jednak podkreśla konieczność rzeczywistego wcielania przykazań Bożych w życie.

Znamienne, że tytułem uprawniającym do wejścia do królestwa niebieskiego nie jest nawet „wyrzucanie złych duchów mocą [Jezusowego] ... Imienia” (Mt 7,22), ani „jadanie i picie [z Jezusem](Łk 13,26). Może to być aluzja do niegodnego przystępowania do sakramentu Eucharystii, ewentualnie grzesznego sprawowania sakramentu spowiedzi świętej. Nie na darmo napisze św. Paweł:

„... Dlatego też kto spożywa Chleb lub pije Kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej.
Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten Chleb i pijąc z tego Kielicha.
Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije ...” (1 Kor 11,27nn).

Jezus nie przyszedł sądzić i potępić świat, lecz pragnie go – zgodnie z wolą swojego Ojca – odkupić (J 3,17). Ci którzy decydują się pójść w Jego ślady, wprowadzają w życie Jego słowo trudne, a przecież w owocach radosne i wyzwalające pewność znalezienia się w gronie zaproszonych na Jego zaślubiny z ‘córą Jeruzalem’ nie z przygnębieniem, ale jako zapowiedziany dar Odkupienia:

„... Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.
Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je ...” (Mt 16,24n).

(13 kB)
Objaśnienie

Chociaż warunki dostania się na ucztę weselną wydają się surowe i wymagają stałej czujności, wraz z wciąż potwierdzanym, raz dokonanym wyborem ‘za’ tym – takim Oblubieńcem: Synem Króla, decyzji trwania na tym stanowisku towarzyszy świadomość, że tu chodzi o nie złudną radość znalezienia uczestnictwa w uczcie weselnej Jezusa, Oblubieńca-z-Krzyża.
– Przez swą odkupieńczą ofiarę na Krzyżu otworzył On swym Krzyżem w najdosłowniejszym znaczeniu „Dom Ojca” (por. J 14,2n), po czym zmartwychwstał i zaprasza obecnie każdego z Odkupionych na swoje gody:

„Alleluja, bo zakrólował Pan Bóg nasz, Wszechmogący. Weselmy się i radujmy, i dajmy Mu chwałę,
bo nadeszły gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła, i dano jej oblec bisior lśniący i czysty ...
Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę godów Baranka” (Ap 19,6-9).


Omawiana ‘przypowieść’ jest – jak widzimy – nie tyle ‘przypowieścią’, tj. samym jedynie szerzej przedstawionym porównaniem-podobieństwem, ale jedną wielką alegorią. Oznacza zatem pod użytymi symbolicznymi obrazami rzeczywistość inną: nie dosłowną. Jednocześnie jednak wskazuje aż nadto wyraźnie na klucz, który pozwoli zrozumieć właściwe rozumienie użytych symboli. Klucza takiego dostarcza bezpośredni kontekst opowiadania, a także szerszy kontekst całokształtu Pisma świętego, w tym przede wszystkim pism Nowego Testamentu. Zauważamy niezmiennie ściśle ze sobą splecione dwa motywy:

(0,39 kB)  Wspomnianym w przypowieści panem młodym, tj. oblubieńcem który poślubia swoją wybrankę, jest sam Jezus. Wszystko co mówi o owym ‘panu młodym’ w trzeciej osobie, wypowiada o sobie samym, z tym tylko że posługuje się językiem alegorii. On jest tym ‘Panem Młodym’, któremu mają i mogą w atmosferze weselnej radości towarzyszyć dziewczęta orszaku weselnego, trzymające zapalone świece.
– Chociaż Jezus nie przechodzi na mówienie o sobie w pierwszej osobie, mowa Jego nie pozostawia wątpliwości. Jeden raz więcej podprowadza On do wyprowadzenia z przedstawionej ‘przypowieści’ łatwo narzucającego się wniosku: że:
On właśnie jest owym Panem Młodym, naprzeciw którego mają wyjść dziewczęta orszaku weselnego.
On jednocześnie jest owym Synem z poprzednio omówionej przypowieści, któremu Król – Bóg Ojciec, wyprawił wesele (według Mt 22,1-14), o jakim mowa jest w obydwu przypowieściach.

(0,38 kB)  Kontekst przypowieści nasuwa jednak niemniej wyraźnie jeszcze drugi wątek, chociaż w tej właśnie przypowieści: o pannach orszaku weselnego, nie jest on wyraźnie wspomniany. Podkreślamy wciąż, że to co Jezus nazywa ‘przypowieścią’, jest raczej alegorią.
– Użyte w niej symbole dotyczą innej rzeczywistości, znacznie głębszej. Tę ukazuje cały bliższy i dalszy kontekst Jezusowego wystąpienia. Jest pewne, że Jezus nie opowiada ‘bajek’ dla dziecięcego zabawienia towarzystwa. Mateusz umieszcza tę ‘przypowieść-alegorię’ tuż przed swą relacją o Męce Chrystusa. ‘Pan Młody’, któremu wolno towarzyszyć pannom orszaku weselnego, ma do przejścia jeszcze jedną próbę swej miłości do wybranej, nad życie własne umiłowanej Oblubienicy: musi zdać próbę miłości-z-Krzyża. I zda ją. Nieznacznie wcześniej wyraził Jezus, który w omawianej przypowieści mówi o sobie jako o „Panu Młodym”, słowa niezwykle poważne, dotyczące Jego posłannictwa. Zdaje On sobie sprawę, że przyszedł na świat ludzi nie dla zabawy, lecz po to, żeby stać się ‘okupem’ (Mt 20,28) – „za życie świata” (J 6,51):

„... na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Jemu służono,
lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28).

Nie dziw, że gdy nadejdzie oczekiwany moment uczty weselnej i wszyscy zasiądą do przygotowanego stołu: współuczestnictwa w tej samej miłości i w tym samym życiu, role Pana i sług ku zdumieniu zaproszonych całkowicie się zmienią.

Napisze o tym Łukasz. Przytoczy on słowa Jezusa wypowiedziane być może w nieco innych okolicznościach, ale również dotyczące uczty weselnej. Słowa Jezusowe będą jednak dotyczyły w tym wypadku sytuacji, gdy Pan Młody będzie już wracał ze swej uczty weselnej. Błogosławieni będą wówczas ci słudzy, którzy trwają wiernie na swych stanowiskach. Tym właśnie sługom wyprawi obecnie sam Pan Młody ucztę i zacznie im usługiwać. Chodzi oczywiście wciąż o samego Syna Człowieczego – Jezusa Chrystusa:

„Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi, oczekujących swego Pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby Mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie.
– Zaprawdę powiadam wam: przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał.
Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie ...” (Łk 12,35-38).

Również tutaj brak wzmianki o tym, jakoby ów Pan Młody miał przejść przez śmiertelną próbę na jakość miłości ludzkiej i Bożej, jaką żywi do swej Oblubienicy. A przecież i Łukasz przedstawi mękę Syna Człowieczego. Męka ta stanie się ceną okupu, jaką Jezus złoży dla ‘nabycia’ swej małżonki-oblubienicy. Cena ta stanie się jednocześnie swoistym ‘posagiem ślubnym’, jaki Pan Młody wniesie dla nabycia owej umiłowanej: Ludu Bożego Nowego i Wiecznego Przymierza „w krwi Mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,20).

Niemniej kontekst również Ewangelii Łukaszowej jest jednocznaczny. Męka odkupieńcza jest we wszystkich użytych przez Jezusa obrazach i przypowieściach wciąż obecnym tłem każdej z Jego wypowiedzi. Uczestnicy Jezusowego przemawiania nie mogli nie zdawać sobie z tego sprawy.
– Jest oczywiście zrozumiałe, że świadomość uczniów odnośnie do tego aspektu: niebawem Jezusa czekającej Męki, nie wysuwała się zbyt wyraźnie na czoło w chwili, którą oni obecnie przeżywali. Apostołowie zdawali sobie co prawda z każdym dniem jaśniej sprawę, że przemawianie ich Mistrza staje się zdecydowanie ryzykowne z punktu widzenia Jego bezpieczeństwa. Wyczuwali doskonale narastający sprzeciw wyższych warstw ówczesnego społeczeństwa żydowskiego przeciw Jego Osobie.
– Było rzeczą nieuniknioną, że im samym musiały się nasuwać uzasadnione obawy co do własnego również bezpieczeństwa jako najbliższych towarzyszy Jezusa.

A przecież dawali się zapewne unosić nastrojowi entuzjazmu i zachwytu, jakim zwłaszcza prości ludzie otaczali ich Mistrza. Sami Ewangeliści zaznaczają niedwuznacznie, że myśl o Jego gwałtownej śmierci – i to śmierci krzyżowej, o której Jezus coraz częściej wspominał, nie docierała do ich umysłowości.
– Wspomina o tym wyraźnie Łukasz – lekarz i zapewne dobry psycholog:

„Oni jednak nic z tego nie rozumieli.
Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa” (Łk 18,34).

Trzeba by więc sądzić, że aluzje Jezusa do czekających Go tortur i męki zapadały na razie przede wszystkim w głębię podświadomości uczniów. Całościową wizję i wewnętrzną łączność tak wydarzeń, jak słów Jezusa oraz płynących z nich wniosków uzyskają oni w zasadzie dopiero po odkupieńczej śmierci Syna Człowieczego, a raczej po Jego Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego. On to, Duch Święty, będzie uczniów Chrystusa i cały Kościół intensywnie wprowadzał w coraz głębsze rozumienie Prawdy objawienia.
– Wtedy dopiero zrozumieją stopniowo, co oznaczały powtarzające się Jezusowe słowa o uczcie ślubnej, ale i o tym ‘posługiwaniu’ Syna Człowieczego, który „... nie przyszedł, aby Jemu służono, lecz aby Służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28; Mk 10,45). Tak dopiero zrozumieją stopniowo, że Jezus jest istotnie Oblubieńcem – ale Oblubieńcem-z-Krzyża!

Nietrudno zauważyć, że wspomniane coraz głębsze ‘rozumienie’ Tajemnicy Chrystusa jako Oblubieńca-z-Krzyża będzie się rozciągało na wszystkie wieki dziejów Kościoła. Chociaż tajemnicę tę doskonale uchwycił i wyraził m.in. św. Paweł (Ef 5,21-33), rozumienie to, jak się wydaje, wiodło przez całe wieki życie w jakiejś mierze ‘ukryte’.
– Wydobywał je na nowo Jan Paweł II w wielu swoich dokumentach. Tajemnica ta pozostaje jednak nadal niezgłębioną tajemnicą miłości Boga do człowieka: mężczyzny i kobiety. Bóg naprawdę umiłował swój żywy Obraz na kształt zjednoczenia w jedno-w-miłości i w życiu, jakie się dokonuje między mężem a żoną.

Punktem stycznym jest tu jednak zawsze jedno: Jezus jest Oblubieńcem-z-Krzyża: tutaj Jezus poślubia swoją małżonkę. Poślubia oddając siebie aż do śmierci własnej – dla uczynienia jej świętą i nieskalaną w Obliczu Bożym (por. Ef 5,27).

(8,3 kB)

B.   BEZPOŚREDNIE OBJAWIENIE SIEBIE JAKO
OBLUBIEŃCA

(7,9 kB)

Jesteśmy nadal na etapie poszukiwań miejsc biblijnych – tym razem z Ewangelii, na których mowa jest o Jezusie jako ‘Oblubieńcu’. Chodzi oczywiście o znaczenie, jakie z tym określeniem wiąże objawienie Boga jako Prawdy-wierności swej raz człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie zaofiarowanej komunii w tym samym życiu i tej samej miłości.

Tym razem stają przed nami dwa miejsca, na których Ewangelie wyrażają się o Jezusie wprost jako o ‘Oblubieńcu’.
– W jednym wypadku będzie chodziło o świadectwo, jakie o Jezusie, swym bliskim krewnym, złoży Jan Chrzciciel (J 2,29).
– Na innym miejscu potwierdzi taką swoją tożsamość: jako ‘Oblubieńca’, sam Jezus. Samo-objawieniowe wyznanie Jezusa pojawi się wtedy w odpowiedzi na pytanie postawione Mu przez uczniów Jana Chrzciciela (Mt 9,15).
Wypada poświęcić obydwom tekstom nieco uwagi.

(7,9 kB)

1. Jan Chrzciciel o swym dostojnym krewnym:
Synu Bożym Jezusie

(4,4 kB)

a. Okoliczności złożonego przez Jana Chrzciciela świadectwa
o Jezusie

Tuż po relacji o nocnej rozmowie Jezusa z ‘dostojnikiem żydowskim’(J 3,1) Nikodemem przedstawia Jan Ewangelista sprawozdanie z charakterystycznego sporu, jaki się wywiązał między uczniami Jana Chrzciciela – a uczniami Jezusa. Zarówno Jan Chrzciciel, jak i Jezus znaleźli się wtedy w bliskim sąsiedztwie geograficznym ze sobą nad Jordanem w Judei.

Pierwsze świadectwo: Jezus – Baranek Boży

Uczniowie Jana Chrzciciela dobrze zapamiętali słowa świadectwa, jakie ich mistrz – Jan Chrzciciel, tak niedawno wydał o zbliżającym się tego dnia ku niemu Jezusie:

„... ‘Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. – To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu,
aby On się objawił Izraelowi’.
Jan dał takie świadectwo: ‘Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: ‘Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym’.
Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,29-34).

Uczniowie Jana i Jezusa zderzyli się ze sobą we wzajemnej dyskusji „w sprawie oczyszczenia” (J 3,25). Jan Ewangelista nie podaje dokładnie szczegółów owej dyskusji. Ostatecznie chodziło prawdopodobnie o raczej ludzki aspekt podejmowanych utarczek słownych.

Uczniowie Jana Chrzciciela zauważyli natychmiast, że słowa świadectwa ich czcigodnego, ascetycznego mistrza, który za swą odwagę zostanie wkrótce uwięziony przez Heroda Antypasa [był to syn Heroda Wielkiego; po oddaleniu swej żony ożenił się on z Herodiadą, małżonką swego brata Filipa] sprawiły, iż ludzie zaczęli odpływać od niego, a przechodzili na stronę Jezusa. Poczuli się przez to zaniepokojeni i sami nie wiedzieli, za kim się wobec tego opowiedzieć.
– Do Jezusa przechodziło przede wszystkim wielu młodych Ludzi, otwartych na głębsze ideały życiowe. Dotąd gromadzili się oni wokół surowego proroka pustyni, który „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Łk 3,3) i fascynował tłumy swym radykalizmem:

„Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: Abrahama mamy za Ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi.
Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone ...” (Łk 3,7nn).

Wśród tych, którzy przeszli w ten sposób do grona uczniów Jezusa, znalazł się m.in. przyszły Jan Ewangelista oraz Andrzej, brat Szymona Piotra (J 1,40). Można by powiedzieć, że na stronę Jezusa zaczęła przechodzić dotychczasowa elita duchowa Jana Chrzciciela.
– Nic dziwnego, że budziło to z jednej strony odruch żalu, a z drugiej ... bardzo ludzkiego, niezbyt chlubnego uczucia zazdrości w związku z malejącą popularnością Jana Chrzciciela, a wzrastającymi wpływami Jezusa.

Uczniowie Jana Chrzciciela podeszli do swego mistrza w związku z chrztem – jego, czyli Jana Chrzciciela, a chrztem jakiego udzielali uczniowie Jezusa, skarżąc się Janowi:

„... Ten, .. o którym ty wydałeś świadectwo, teraz udziela chrztu
i wszyscy idą do Niego” (J 3,26).

(4,4 kB)

b. Pewność Prawdy objawienia dana Janowi

Jan Chrzciciel nie mógł nie zauważyć dotkliwie odczuwalnego spadku swej dotychczasowej ‘popularności’. Również u niego pojawiały się zapewne odruchy swoistego żalu związane z tą sytuacją. Zagadnięty obecnie w tak istotnej sprawie, ściśle związanej z sensem swej dalszej działalności, a przede wszystkim z sensem dalszego pozostawania ‘ojcem duchownym’ dla tych wielu szlachetnych osób, które dotąd poddawały się jego kierownictwu duchowemu, objawia on obecnie szczyty swego wewnętrznego urobienia i zapatrzenia się w samego Boga – z autentycznym przekreśleniem szukania własnego samozadowolenia.

Drugie świadectwo Jana: Jezus Mesjasz-Baranek-Oblubieniec

(11 kB)
Objaśnienie

Jan wyznaje pozostałym jeszcze przy nim uczniom w swym dłuższym wywodzie:

(a) „Na to Jan [Chrzciciel] odrzekł:
‘Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba. Wy sami jesteście mi świadkami, że powiedziałem: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany.
– Ten, kto ma Oblubienicę, jest Oblubieńcem; a przyjaciel Oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos Oblubieńca.
Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,27-30).

(b) „Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia.
Kto z nieba pochodzi, ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje.
Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela mu Ducha.
– Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” (J 3,31-36).

Całość przytoczonego fragmentu (J 3,27-36) jest wyrazem teologicznej głębi Prawdy Bożego objawienia. Nie jest wykluczone, że odcinek wierszy 31-36 [zaznaczony tutaj pod ‘b’] jest potężną syntezą teologiczną całości Ewangelii jako swoistego komentarza teologicznego Jana Ewangelisty, zatem nie Jana Chrzciciela.
– Jan Apostoł pisze swoją Ewangelię z perspektywy kilkudziesięciu lat po odkupieńczej śmierci Jezusa Chrystusa, kiedy to jej głoszenie po całym ówczesnym świecie było już faktem dokonanym, a uczniowie Chrystusa byli już mocno skąpani krwią własną przelaną „dla imienia Jezus”. Swoją Ewangelię pisał on jako ostatni z jeszcze żyjących Apostołów Jezusa Chrystusa.
– Tym drugim odcinkiem przytoczonego fragmentu w zasadzie nie będziemy się zajmowali.

Jesteśmy natomiast żywo zainteresowani pierwszym odcinkiem przytoczonej tu wypowiedzi (J 3,27-30; tutaj pod ‘a’). Są to słowa, które autor Ewangelii wkłada w usta Jana Chrzciciela, spokrewnionego z Jezusem [trudno powiedzieć dokładniej, o jaki stopień pokrewieństwa tu chodzi; Maryja musiała jednak bardzo lubić Elżbietę, matkę Jana Chrzciciela, skoro z radością pokonała 150 km odległości między Nazaret a Ain Karin: Łk 1,39]. Jan powołuje się w odpowiedzi na pytanie swych uczniów na Boże objawienie, jakie najwidoczniej wciąż do niego dociera. Treści tej wypowiedzi, jaką im przedstawił, nie byłby on w stanie wymyślić sam od siebie. Przerastała ona wszelkie ludzkie domysły.

Już wcześniejsze wypowiedzi Jana Chrzciciela były wyrazem poznania pewności Prawdy objawienia dzięki szczególnemu poznaniu, jakiego Jan widocznie wciąż hojnie dostępował.

(0,3 kB)  Dotyczy to jego świadectwa o sobie samym, że nie jest Mesjaszem, za jakiego niejedni chcieli go uznać (J 1,19-28).

(0,3 kB)  Wyraźnie na Boże objawienie powołuje się Jan Chrzciciel w bezpośrednio potem następującym opisie. Określa on nadchodzącego właśnie Jezusa jako „Baranka Bożego, który gładzi grzech świata” (por. J 1,29).
W tym kontekście wyznaje on dwukrotnie: „Ja Go przedtem nie znałem ...” (J 1,31.33). Dodaje jednak słowa wyjaśniające, które przytoczyliśmy dopiero co wyżej (zob. wyż.: Jan Chrzciciel o Jezusie Baranku Bożym):

„... Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi.
Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: ‘Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym’.
Ja to ujrzałem – i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,31-34).

Jan odwołuje się tutaj do objawiającego mu się Boga, który jest Prawdą-wiernością. W tym wypadku objawieniu na poziomie umysłu towarzyszył obraz widzialny:
„Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim” (J 1,32).
Jan wiedział już wcześniej – z Bożego objawienia, że dostąpi znaku, dzięki któremu rozpozna tego, „który chrzci Duchem Świętym” (J 1,33).

Sam Jan Chrzciciel chrzcił „wodą”. Przyjmujący ten chrzest wyznawali wtedy swoje grzechy (Mt 3,6).
– Znamienne jest dwukrotne mocno uwydatnione stwierdzenie Jana Chrzciciela: „Ja Go przedtem nie znałem” (J 1,31.33). A przecież obaj byli ze sobą spokrewnieni, mimo iż trudno nam bliżej określić stopień łączącego ich pokrewieństwa [Ewangelie nie podają żadnych bliższych danych w tym względzie].

Jan Chrzciciel świadczy z dużym naciskiem, że „ujrzał” zapowiedziany mu wcześniej przez Boga znak. Znak ten wyrażał się w tym wypadku w postaci „Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim” (J 1,33).

Możemy sobie podarować próbę dociekania, czy Jan Chrzciciel mówi tu o Duchu Świętym jako Trzeciej Osobie Trójcy Przenajświętszej, czy jedynie o „Duchu” jako Bożej Mocy, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że chodzi o Trzecią Osobę Trójcy. Starotestamentalne Objawienie wewnętrznego życia Boga ograniczało się do ukazania niejako kierunku, w jakim rozwinie się dalsze objawienie się Boga jako Prawdy-Wierności. Dzięki temu samo z kolei Pismo święte stało się jednym wielkim przygotowaniem terminologii trynitarnej, a nawet szczegółowych przymiotów Boga w tajemnicy Jego Trzech Osób.

Samej jednak tajemnicy Trójcy Osób tego samego Bóstwa [tej samej Bożej Natury] – Bóg w Starym Testamencie wyraźnie nie objawił. Objawienia tego dokona dopiero Syn Boży Wcielony. Podziela On tę samą Bożą Naturę z Ojcem i Duchem Świętym, różniąc się od nich swoją odrębną Osobą: jako Syna – obok Osoby Ojca i Osoby Ducha Świętego.

Z tego punktu widzenia znamienne są dalsze słowa wyżej przytoczonego świadectwa Jana Chrzciciela (zob. wyż.: Świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie – odcinek ‘b’):

„Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje.
– Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela mu Ducha” (J 3,31-36).

Trudno powiedzieć z pewnością, czy są to słowa wypowiedziane przez samego Jana Chrzciciela do swych uczniów w odpowiedzi na postawione przez nich pytanie odnośnie do chrztu udzielanego przez siebie – w przeciwieństwie do chrztu udzielanego przez uczniów Jezusa.
– Jak bowiem zaznacza Jan Ewangelista: „... w rzeczywistości sam Jezus nie chrzcił, lecz Jego uczniowie” (J 4,2).

Przytoczona wypowiedź jest kondensatem ‘autobiograficznych’ wyznań samego Jezusa z okresu Jego działalności publicznej, szczególnie tych zanotowanych w Ewangelii Jana. Wyłącznie On – Jezus, jako „Jednorodzony Bóg, który Jest w łonie Ojca”, jest w stanie „pouczyć o Nim [o Ojcu](J 1,18b; por. J 5,19-47; itd.). Jezus jest bowiem osobiście i osobowo zarówno „Bogiem Prawdziwym z Boga Prawdziwego” (Credo), jak i człowiekiem. Stąd też to wszystko, co On mówi, nie tylko ‘zawiera’ Słowo Boże, ale Słowem Bożym prawdziwie JEST: „Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi Słowa Boże” (J 3,34; zob. DV 24b).

(7,7 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 9a.
Stadniki, 8.V.2015.
Tarnów, 7.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Rozdz.9. SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA WSZCZEPIONY
W DRZEWO ŻYCIA OBLUBIEŃCA-Z-KRZYŻA.
Naucz nas, Jezu, przeżywać sakramentalnie nasze JEDNO:
w małżeństwie i rodzinie


Rozważania obecnego Rozdziału

A. JEZUS OBJAWIAJĄCY SIEBIE DOMYŚLNIE JAKO OBLUBIEŃCA

1. Przez Ojca posłany Syn Człowieczy odrzucony przez ‘swoich’ (Mt 21,33-46)
2. Wzgarda zaproszeniem na ucztę zaślubin Syna Królewskiego (Mt 22,1-14)
3. Orszak Panien oczekujących na przybycie Pana Młodego (Mt 25,1-13)

B. BEZPOŚREDNIE OBJAWIENIE SIEBIE JAKO OBLUBIEŃCA

1. Jan Chrzciciel o swym Dostojnym Krewnym Jezusie
a. Okoliczności złożonego przez Jana Chrzciciela świadectwa o Jezusie
Pierwsze świadectwo: Jezus – Baranek Boży
Jezus jako Baranek Boży. Tekst: J 1,29-34
b. Pewność Prawdy Objawienia dana Janowi
Drugie świadectwo Jana: Jezus Mesjasz-Baranek-Oblubieniec
Jezus Mesjasz-Baranek-Oblubieniec. Tekst: J 3,27-30
Kogo Bóg posłał mówi Słowa Boże. Tekst: J 3,31-36


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Jan Paweł II - W trumnie w Kaplicy Sykstyńskiej (a)
Ryc.2. Jan Paweł II - W trumnie w Kaplicy Sykstyńskiej (b)
Ryc.3. Chłopiec na belce drzewa na rzece
Ryc.4. Stado słoni w drodze w leśnej okolicy Afryki
Ryc.5. Chłopczyk trzyma przy twarzy małe stworzonko