(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Rozmiar: 8840 bajtów

Jahwéh w wierności Przymierzu – a więź małżeńska

W podsumowaniu ukazanych coraz innych aspektów Jahwéh w Jego związaniu siebie samego przymierzem zawartym z Izraelem, Ludem swego Wybrania, wystarczy jedynie zadać sobie spontanicznie nasuwające się pytanie:

Czy wszystkie te, obecnie jaśniej sobie uświadomione przymioty Jahwéh jako Boga przymierza spod Synaju, który przez tyle wieków nieustannie walczy o wierność we wzajemności pod Synajem ślubowanej miłości, i który jest niezmiennie gotów ponownie przygarnąć i przebaczyć nawet najgorsze ‘zdrady’ chronicznie popełnianego ‘cudzołóstwa-z-obcymi-bogami’ – byłyby możliwe do wyobrażenia sobie, gdyby Jahwéh sam wobec siebie i wobec Ludu swego Wybrania nie poczuwał się do oblubieńczości w swym związaniu ze swoją „segulláh”: swoją doborową, osobistą własnością – Izraelem, skądinąd nabytym za cenę ogromną, dotykalną we wszystkich ‘wielkich dziełach’ wyprowadzenia Hebrajczyków z Egiptu, czuwania nad nimi przez lata życia na pustyni i zwycięskiego wprowadzenia do Ziemi Obietnicy?

Jahwéh wciąż pierwszy wykazuje wobec całego kosmosu – i oczywiście wobec Ludu swego Wybrania-Umiłowania, co to znaczy: wierność raz danemu słowu: „Kocham Cię, Ty Moja! Ty Ludu Mój”. Nieustannie też weryfikuje wobec siebie i swego Ludu, że On pierwszy: kocha – prawdziwie nie tyle w ‘nagrodę’ za przyjemność i pociechę, jakiej by powinien doznawać ze strony swego Ludu. Jego miłość, wciąż zapraszająca do uczestnictwa w swym własnym Życiu i w swojej własnej Miłości – zmierza niezłomnie do tego, żeby ta Jego, Umiłowana: Izrael-Oblubienica, stawała się godna Jego miłości: „święta i nieskalana”, jak to kiedyś sformułuje Apostoł Narodów (Ef 1,4; 5,27).

W tej sytuacji zdajemy sobie sprawę, że ukazany przegląd dziejów miłości przymierza Jahwéh z Ludem swego Wybrania stawał się zarówno dla ówczesnego Izraela, jak i rodziny człowieczej wszystkich czasów, a także nas żyjących w okresie „pełni czasu” nieustanną lekcją poglądową rzeczywistości, jaką powinna odznaczać się więź miłości pomiędzy osobami, które związały się przymierzem małżeńskim. Małżeństwo nie może być inne, jak tylko bezwzględnie nierozerwalne, nie-rozwiązalne, wierne raz wzajemnie sobie danemu słowu.

Jednostronne zerwanie zgody małżeńskiej [ukazany przegląd dostarcza takich przykładów niemal nieskończoną ilość] nigdy nie staje się powodem do rozejścia się tych dwojga.
– W takich to sytuacjach miłość dotychczasowa musi przeobrażać się w miłość odkupicielską. Będzie ona cierpliwie walczyła o odzyskanie zdradzonej miłości, umiejąc w swej nieugiętości raz danemu słowu znosić niewyrażalny ból, jaki jej zadaje ta druga strona przez popełniane na jej oczach ‘cudzołóstwo-z-innymi-osobami’.

(3,5 kB)

b. Dzieje Przymierza z punktu widzenia Izraela

Wypada z kolei spojrzeć panoramicznie na wyżej przedstawione dzieje miłości Jahwéh przymierza ze swym Ludem Izraelem – z punktu widzenia samego Izraela. Również tutaj narzuca się szereg spostrzeżeń:

Rozmiar: 382 bajtów  Trudno nie dostrzec podstawowego faktu. Mianowicie Jahwéh niezwykle poważnie potraktował przymierze komunii życia i miłości z Ludem, który sobie wybrał. Lud ten następnie wyzwolił i wykupił za wielką cenę i wyprowadził z Egiptu „wyciągniętym ramieniem” (Wj 6,6) – wśród politycznie nie wytłumaczalnych okoliczności. Po wypełnieniu tej pierwszej Obietnicy: wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu, zaofiarował temu Ludowi, który ukochał jako segulláh: swoje ‘oczko-w-głowie’ (Za 2,12) i czujnie strzeżoną osobistą własność – wspomniane przymierze pod Synajem.

(8.3 kB)
Objaśnienie

Przymierze – to swoisty dwustronny układ, w którym dwie strony przyjmują określone zobowiązania. W tym wypadku stronami byli: Jahwéh – i Hebrajczycy-Izraelici.

Hebrajczycy nie mogli nie rozumieć, że Jahwéh proponuje to przymierze jako zgodę typu ‘małżeńskiego’, oczywiście w Bożym tego słowa znaczeniu. Bóg ujął warunki wyrażonej wówczas zgody w Dekalog, tj. Dziesięcioro Bożych przykazań. Był to zwięzły wyraz zawartego, uroczyście przyjętego i złożoną ofiarą przypieczętowanego przymierza:

„Napisał na tablicach słowa Przymierza –
Dziesięć Słów” (Wj 34,28; zob. Pwt 4,13; 10,4).

Raz po raz podkreślamy, że Bóg nie potrafi zawrzeć przymierza innego, jak tylko ... oblubieńczo-małżeńskiego! Jeśli Bóg JEST – Miłością, jest wszystkim innym, a nie ‘zimnicą’, która z ‘miłością’ nie ma nic wspólnego. Jego Miłość jest po prostu ... żywa!

Jest więc zrozumiałe, że przymierze zawarte pod Synajem jako wyraz ‘oblubieńczej’ zgody między Jahwéh a Izraelem i każdą jednostką Izraela, koncentruje się wokół przykazania pierwszego. Izraelowi zostało ono przekazane tak w formie negatywnej, jak i pozytywnej.

(0,31 kB)  Oto brzmienie pierwszego przykazania w formie negatywnej:

„Ja jestem Jahwéh, twój Bóg [Elohim], którym cię wywiódł z ziemi Egipskiej,
z domu niewolników.
Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” (Wj 20,2n).

(0,54 kB)  Pozytywnie sformułowanym odpowiednikiem tegoż Przykazania i jednocześnie zasadniczej szansy, jaką Jahwéh zaofiarował Izraelowi, były słowa jednocześnie przykazania i sercem przyjętej modlitwy każdego Izraelity w postaci odmawianego ‘Słuchaj Izraelu’:

„Słuchaj Izraelu, Jahwéh jest naszym Bogiem – Jahwéh jedyny.
Będziesz miłował  twojego Boga, Jahwéh,
z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,4n).
(zob. wyż.: Słowa: ‘Słuchaj Izraelu’).

Lud Bożego Wybrania przyjął zaproponowane przymierze entuzjastycznie. Nikt nie mógł żywić najmniejszej wątpliwości, że za nieprawdopodobnymi znakami i cudami, jakie non-stop towarzyszyły jego wędrówce od Egiptu po Synaj, a potem aż do zajęcia Kanaanu jako dalszego etapu spełnianych przez Jahwéh obietnic, po czym przez całe wieki Jego przebywanie-ze-swym-Ludem w Ziemi Obietnicy, przeziera niezmiennie nie ‘coś’, lecz ‘Ktoś’. Mojżesz był jedynie widzialnym przedstawicielem Jahwéh wobec Egipcjan – i oczywiście Ludu Izraelskiego.

Tym właściwym, który wyzwolił Izraela z „domu niewolników” (Wj 6,6; 13,3.14; 20,2), nie był Mojżesz. Tym bardziej nie była nim jakaś postać wymyślona-fikcyjna. Jest nim natomiast niezmiennie wiernie Bóg Żywy, nie martwy. To ten, który objawił się Mojżeszowi (Wj 3; 6), jak poprzednio Patriarchom: Abrahamowi-Izaakowi-Jakubowi. Jego Imię brzmi: „Jestem-Który-Jestem”, gdy siebie przedstawia w pierwszej osobie. Najczęściej zaś zostaje Jego Imię ‘własne’ urobione od trzeciej osoby użytego tu czasownika: „Jahwéh: On-JEST” (Wj 3,14; 6,2.6; 15,3; itd.).

(0,39 kB)  Ów Jahwéh nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek ‘bożkami’, które pojawienie i istnienie swoje zawdzięczają zdolnościom artystycznym człowieka-rzeźbiarza. Każdy ‘bożek’ z istoty swej zatem nie istnieje! ‘Istnieje’ jedynie wyprodukowana figura-rzeźba, względnie obraz. Natomiast nie istnieje żaden sztuczny ‘bóg’! Istnienie jakiegokolwiek kontr-boga (bożka) jest jednym wielkim absurdem. Żaden bóg ‘stworzony-zrobiony’ przez człowieka, czy też będący stworzeniem, stworzonym przez Boga prawdy-wierności, jak np. gwiazdy i planety, nie ma ‘istnienia’ z siebie samego.

Sam z siebie istnieje jedynie Jahwéh. On – i tylko On jest tym, który rzeczywiście „JEST” – i który tym samym każdorazowo skutecznie ‘działa’. Żaden sztucznie wyprodukowany bóg nie potrafi się ‘ruszyć’, ani ‘działać’. Wszystko to dlatego, że wszelki ‘bóg-bożek’ jest produktem człowieka, a nie odwrotnie!

Skoro zatem ‘bożki obce’ zostały dopiero ‘zrobione-wyprodukowane’ przez człowieka, przede wszystkim nie ma co się ich ‘bać’! Bogowie ci bowiem właśnie jako ‘bogowie’ są nie-istnieniem, czyli: ich nie ma!

Jeśli zaś ci ‘bogowie’ co prawda istnieją, ale istnienie swoje otrzymały od samego Jahwéh (podobnie jak i człowiek został jedynie stworzony: Rdz 1,27), spełniają one rolę jedynie służebną, taką jaką im wyznaczył Stworzyciel – Jahwéh.

Taka jest np. rola gwiazd i planet. Nie są one bogami, a natomiast Bóg je stworzył po to, ażeby pełniły określone funkcje służebne (Rdz 1,16n). Między innymi właśnie dlatego autor biblijny nie pofatygował się nawet, by ‘uczcić’ nazwą stworzone przez Boga słońce i księżyc, a natomiast określa je jedynie opisowo. Samo bowiem ‘imię’ czy to słońca, czy księżyca – w wielu krajach i kulturach starożytności już uchodziło za ‘bóstwo’:

„Elohim uczynił dwa duże ciała świetlne:
jedno ciało świetlne większych rozmiarów, ażeby rządziło dniem [= słońce];
drugie zaś ciało świetlne mniejszych rozmiarów, ażeby rządziło nocą [= księżyc];
i ponadto gwiazdy.
Elohim umieścił je na sklepieniu nieba, ażeby oświetlały ziemię i sprawowały władzę w ciągu dnia i w ciągu nocy, oraz dokonywały przedziału pomiędzy światłością, a pomiędzy ciemnością ...” (Rdz 1,16nn).

Wobec tego jednak konsekwentnie: istota wszelkiego ‘boga’ który ‘bogiem’ nie jest, polega na nie-kochaniu. Jedynie dlatego, że żadnego ‘boga’ sztucznego po prostu nie-ma.

Byłoby z kolei wyrazem bez-rozumu składać bóstwu ‘zrobionemu’ jakiekolwiek wyrazy czci i kultu.
– Zresztą ‘bożki’ są nie tylko nie-istnieniem, lecz wyraźniej mówiąc: każdy z bożków jest nicością [hebr.: hébel]. Człowiek który składa hołdy ‘nicości’, działa przewrotnie: przeciwko własnemu rozumowi.

Liczenie się zaś przy układanie swego ‘życia’ z jakimkolwiek rzekomym żądaniem bożka będącego ‘nicością’ musi siłą rzeczy prowadzić do stania się ... ‘nicością’ (zob. wyż.: Szli za nicością – stali się nicością).
– Mogliśmy się przekonać, że tak właśnie formułowali bezsens kultu składanego ‘nicościami’ na całej przestrzeni czasu już też Prorocy ‘Wcześniejsi’.

(0,39 kB)  W tej sytuacji możemy ocenić postawę Hebrajczyków, którzy po okresie Sędziów przekształcili się w naród Izraela – wobec przyjętych na siebie, w ważniejszych momentach dziejowych niezmiennie odnawianych zobowiązań: przestrzegania warunków tegoż przymierza. Okazuje się mianowicie, że ci sami Izraelici, którzy:

(0,2 kB)  ‘wczoraj’ uroczyście deklarowali, że będą:
(0,6 kB)miłować Jahwéh jako swego Boga z całego swego serca, z całej duszy swojej,
(0,6 kB)ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5),
(0,2 kB) w dniu ‘dzisiejszym’ – owszem:
(0,6 kB)‘kochają z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił’,
(0,6 kB)lecz nie Jahwéh, ale ... bogów cudzych: bogów-nicość. Byle to nie był Bóg Żywy: Jahwéh !

Całokształt dziejów Izraela, które rozpatrzyliśmy w tym podpunkcie naszych rozważań: okres Proroków Wcześniejszych, to koszmar jednego odstępstwa od Jahwéh za drugim odstępstwem. Są to zatem grzechy w najdosłowniejszym znaczeniu słowa: ‘cudzołóstwa Izraela z bogami cudzymi’.
– Księgi Proroków ‘Wcześniejszych’ używają tego określenia bez najmniejszego zawahania. Chronicznym grzechem Izraela jako całości jest w obliczu Jahwéh trwanie w cudzołóstwie-z-obcymi-bogami !

Tak surowa ocena dziejów ‘oblubieńczej miłości’ Jahwéh z Izraelem, na przestrzeni 12-6 wieku przed Chr. mogłaby być chwilami nieznacznie stonowana. W tym sensie, że Izrael zapewne nie dopuszczał się każdorazowo formalnej apostazji od Jahwéh, a popadał z zasady w pospolity synkretyzm religijny.
– W tym wypadku nie wchodziłoby więc w grę – przynajmniej z zasady – formalne wyrzeczenie się i totalne zaparcie się Jahwéh, ani też formalne odstępstwo od Niego jako Boga ‘własnego’ Izraela – w jakiejś analogii tego, że Moabici mieli jako boga ‘swojego’ – Molocha, Ammonici – Milkoma, a Sydończycy jeszcze innego Baála. Najczęściej bowiem uprawiali Izraelici właśnie kult synkretystyczny, tzn. oddawali hołdy i składali ofiary zarówno Jahwéh, jak i coraz innym Baálom, a tym bardziej bardzo popularnej i gorąco wszędzie czczonej bogini sztuczek miłosnych i rozpusty: Asztarte.

Jednakże merytorycznie stawał się wszelki kult synkretystyczny rzeczywistym odstępstwem od Jahwéh i Jego zdradą. Skoro innych bogów nie ma, staje się oddawanie czci Jahwéh – a oprócz tego oddawanie czci wielu jeszcze innym ‘bogom’ [= Nicościom] – występkiem przeciw prawdzie bytu, a jednocześnie najwyższą z możliwych zniewag dla samego Jahwéh. Bóg Prawdy zostaje w takim przypadku zredukowany do rzędu bogów ‘stworzonych’, bo postawiony na równi z nimi, chociażby Go ostatecznie stawiano nieznacznie ‘wyżej’ od nich.

Toteż wszyscy Prorocy ‘Wcześniejsi’ piętnowali jakąkolwiek formę kultu synkretystycznego każdorazowo jako wiarołomstwo, tzn. jako zdradę małżeńską, określaną również jako grzech cudzołóstwa popełnianego na oczach Jahwéh – przez zadawanie się z bogami-cudzymi.

(0,38 kB)  Z naszego punktu widzenia jest ta ocena prorocka niezmiernie charakterystyczna. Jesteśmy aktualnie na etapie poszukiwań w Słowie-Bożym-Pisanym śladów, albo wręcz określeń, które relacje zachodzące pomiędzy Jahwéh, Bogiem przymierza (po Bożemu: ślubnego), a Izraelem – i każdym poszczególnym człowiekiem – przedstawiały jako odniesienia typu małżeńskiego. Do takich zaś określeń należy poza wątpliwością określanie apostazji od Jahwéh jako grzechu „zanáh” = cudzołożyć-z-obcymi-bogami.

Czy w tej sytuacji można się jeszcze dziwić, że składanie hołdów czci bóstwom obcym – są niezmiennie piętnowane jako „drażnienie” Jahwéh (Sdz 1,13) i doprowadzenie do tego, że u Jahwéh „rozpalał się Jego gniew” na Izraela (Wj 32,10), a nawet że Jahwéh „zapłonął gwałtownym gniewem przeciw Izraelowi i odrzucił go od swego Oblicza” (2 Krl 17,18; Lb 25,3n.11)?

(9.7 kB)
Objaśnienie

Jakże trafnie jest ta rzeczywistość wyrażona w Hymnie Pożegnalnym Mojżesza:

„Utył Jeszurun [pieszczotliwe określenie Izraela jako rzekomo ‘Sprawiedliwego’] i wierzga:
– grubyś, tłusty, otyły.
Boga, Stwórcę swego, porzucił; zelżył Skałę, swoje ocalenie.
Bogami obcymi do zazdrości Go pobudzają – i gniewają obrzydliwościami [= bożkami].
Złym duchom składają ofiary, nie Bogu, – bogom, których oni nie znają,
nowym, świeżo przybyłym – nie służyli im wasi przodkowie. ...
Zobaczył to Jahwéh i wzgardził, oburzony na własnych synów i córki
i rzekł: ‘Odwrócę od nich Oblicze, – zobaczę ich koniec.
Gdyż są narodem niestałym, – dziećmi, co nie mają wierności.
Mnie do zazdrości pobudzili nie-bogiem, – rozjątrzyli Mnie swymi czczymi bożkami ...” (Pwt 32,15-21).

Słowo-Boże-Pisane nie krępuje się wyrażać Bożych ‘reakcji’ w obliczu zwłaszcza tego typu grzechów: czci oddawanej coraz innym bóstwom lokalnym, ewentualnie bogom importowanym z obcych narodów i kultur – językiem daleko posuniętych antropomorfizmów, a tym bardziej antropopatyzmów [wyrażanie się o Bogu jakoby pojawiały się u Niego ‘przeżycia-doznania’ podobne do występujących u człowieka].

Nierzadko zaś kult ten wyrażał się rzeczywistym uprawianiem prostytucji. Ludzie uwznioślali ją zwykle sofistyczną podbudówką motywacyjną, że chodzi o prostytucję ‘sakralną’, ku czci bogini sztuczek miłosnych i uwodzenia – Asztarte, Królowej Niebios.
– W wielu innych wypadkach nie posuwano się zapewne aż tak daleko w upadku religijno-moralnym, żeby pospolitej prostytucji nadawać pozór aktu kultu religijnego. Kulty te wyrażały się zatem przede wszystkim poprzez zróżnicowane ofiary składane owym bogom.

Co jakiś czas zdarzało się jednak również w Izraelu, wychowanym na dekalogu i przymierzu z Jahwéh, że sądzono, iż niektóre z tych bóstw są żądne krwi ludzkiej – i składano im ofiary z ludzi. Polegało to na „przeprowadzaniu dziecka przez ogień”. Takim przerażającym ofiarom przewodzili niestety w pierwszym rzędzie królowie, nie wykluczając królów zasiadających na tronie Dawida, z którym związane były obietnice mesjańskie.

(0,38 kB)  Izraelici, którzy odstępowali od pierwszego przykazania przymierza, zawartego z Jahwéh, musieli sobie doskonale zdawać sprawę z tego, czego się dopuszczają. Przez swoich wybranych Mężów – Proroków, Bóg systematycznie wstrząsał sumieniami Izraelitów: tak królów i dostojników w pionie państwowym i duchowym, jak i Ludu pospolitego.
– Gdy Prorok określał grzechy popełniane przeciw pierwszemu Bożemu przykazaniu bez ogródek jako ‘cudzołóstwo’ z obcymi bogami, każdy Izraelita rozumiał jaskrawą wymowę tego określenia. Zdawał sobie też sprawę, że Jahwéh – to nie bóg ‘malowany’-fikcyjny, lecz Bóg żywy.

Izraelici mieli doskonałe rozeznanie, jeśli chodzi o przymioty ich Jahwéh jako Boga. Wiedzieli, że nie-reagowanie Jahwéh na popełniane przez nich grzechy natychmiast i nie-karanie apostazji – nie jest wyrazem słabości Jahwéh, lecz Jego trudnego do pojęcia miłosierdzia i cierpliwości.
– Wiedzieli jednak również, że czas Bożego oczekiwania na nawrócenie serc i odrzucenie wszystkich ‘obcych bogów’ ma swoje granice czasu. I że wtedy nastąpi ... ‘biada’, jakiego przykładów nie brak było w dziejach Boga z człowiekiem.

Tym samym zaś wiedzieli Izraelici z wielokrotnie potwierdzanych doświadczeń z własnych dziejów – Izraela tak północnego, jak południowego, że prorockie ostrzeżenie: „Szli za nicością – i stali się nicością-niczym” (2 Krl 17,15) jest nabrzmiałe rzeczywistymi faktami. Jeśli już pominąć w tej chwili problematykę życia wiecznego, jakie każdy z osobna człowiek przygotowuje sobie przez swoje postępowanie – dobre czy złe, z czego zdawał sobie sprawę już też człowiek epoki przed-Chrystusowej, to wszelki grzech apostazji zmierzał do nie-istnienia: zniknięcia z mapy świata.

(0,13 kB)  Naoczną ilustracją tego był okres Sędziów, a potem zniknięcie z mapy świata państw najpierw Efraima w r. 722, a w blisko 140 lat później, w r. 586 – państwa Judy z Jeruzalem na czele.

(0,13 kB)  W przypadku Sodomy i Gomory, gdy brakło tych nawet tylko dziesięciu „sprawiedliwych”, nie było już szans ocalenia tych miast i okolicy (Rdz 18,32).

(0,2 kB)  Podobnie działo się wcześniej w okresie straszliwego potopu. Grzechy do tego stopnia prowokowały Boga swą ciężkością i wynaturzeniami, iż Bóg „żałował, że stworzył ludzi na ziemi ...” (Rdz 6,6). Powszechnie uprawiane obrzydliwości i ostentacyjne ignorowanie Boga doprowadziły po bardzo długim okresie wyczekiwania Boga na nawrócenie do zniknięcia owych ludzi, a nawet solidarnie z nimi zwierząt (Rdz 7,21-23). „Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w Arce” (Rdz 7,23b).

(0,13 kB)  Finałem Państwa Izraela północnego stało się jego definitywne wykreślenie z mapy dziejów. Sprawdziło się dosłownie prorockie słowo: „Szli za nicością”, tj. woleli składać hołd ‘nicościom’ – i w nagrodę od owych ‘nicości’ otrzymali to co chcieli: „stali się nicością”, tj. przestali istnieć.

Zdawać by się mogło, że państwo Judy z Jeruzalem, świątynią Jahwéh, weźmie sobie zagładę Efraima (Północy) do serca i nawróci się. Stało się jednak inaczej. Jahwéh nie żartował ze swymi ostrzeżeniami. Przez swych proroków, m.in. Jeremiasza, dawał wielokrotnie jasno do zrozumienia, że sama w sobie świątynia Jahwéh nigdy nie będzie spełniała gwarancji ocalenia, jeśli postępowanie Judejczyków będzie sprzeczne z zawartym Przymierzem (por. Jr 7,3-20).
– Grzechy ich przemieniły się jednak już w stan zatwardziałości i nienawracalności. Nawet reforma religijna przeprowadzona z całą surową konsekwencją przez króla Jozjasza, nie była zdolna doprowadzić do szczerego nawrócenia serc. Autor biblijny stwierdza z bólem serca, które nie może nie być echem tym większego ‘bólu’ samego Jahwéh z powodu niejako utrwalonej woli odejścia od Jahwéh w służbę ... nicościom:

„Jednakże Jahwéh nie poniechał żaru wielkiego gniewu.
Gniew ten zapłonął przeciw Judzie za wszystkie zniewagi, które Mu wyrządził Manasses.
– I Jahwéh powiedział: ‘Nawet Judę odrzucę od Oblicza mego, tak jak odtrąciłem Izraela.
Odrzucę to miasto, które wybrałem, Jeruzalem, i świątynię, o której powiedziałem:
tam będzie Moje Imię” (2 Krl 23,26n).

Pierwszym etapem zniszczenia Judy były wydarzenia po upadku państwa Asryjskiego (612 r.: upadek Niniwy, koniec Asyrii: 606 r.), gdy wschodzące państwo neo-babilońskie pod wodzą Nabuchodonozora (605-562 r.) spustoszyło m.in. Judę, przesiedlając część ludności do Babilonu.
– Los Jeruzalem został przesądzony w r. 586 – po jego zdobyciu przez Nebuzardana.
Autor biblijny podaje interpretację prorocką tych wydarzeń:

„Jedynie z powodu gniewu Jahwéh przyszło to na Judę po to, by go odrzucić od Oblicza Jego – skutkiem grzechów Manassesa, odpowiednio do wszystkiego, co popełnił. A także skutkiem krwi niewinnej, którą wylał, topiąc Jerozolimę w niewinnej krwi, Jahwéh już nie chciał przebaczyć ...” (2 Krl 24,3n).

„Prawdziwie, z powodu gniewu Jahwéh przyszło to na Jerozolimę i na Judę,
tak iż w końcu odrzucił ich od Oblicza swego ...” (2 Krl 24,20).

Podobnie brzmi interpretacja owych wydarzeń zapisana w Księdze Kronik. Oto słowa autora biblijnego o ostatnim królu Judy – Sedecjaszu:

„... Uczynił on kark swój twardym, a serce nieustępliwym, aby nie nawrócić się do Boga Izraela, Jahwéh.
Również wszyscy naczelnicy Judy, kapłani i lud, mnożyli nieprawości, naśladując wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich i bezczeszcząc świątynię, którą Jahwéh poświęcił w Jerozolimie.
Bóg ich ojców, Jahwéh, bez wytchnienia wysyłał do nich swoich posłańców, albowiem litował się nad swym ludem i nad swym mieszkaniem. Oni jednak szydzili z Bożych wysłanników, lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków, aż wzmógł się gniew Jahwéh na Jego Naród do tego stopnia, iż nie było już ocalenia” (2 Krn 36,13-16).

(5.8 kB)
Objaśnienie

(0,38 kB)  Nasuwa się tragiczny wniosek, który zapewne można rozciągnąć zgodnie z prawdą na człowieka wszystkich czasów.

(0,2 kB)  Wszystko zdaje się wskazywać na to, że Izraelici (a zapewne po trochu człowiek: mężczyzna i kobieta wszystkich czasów) nie przyjmowali ‘sercem’ przymierza, tego ślubno-oblubieńczego, jakie im Bóg zaofiarował pod Synajem.

(0,2 kB)  Być może, trzeba by postawić pytanie bardziej pierwotne: Czy Izraelici traktowali poważnie samego w ogóle Jahwéh? Zdawać by się mogło, iż niemożliwe, żeby mogli nie doświadczyć realizmu Jego istnienia jako tego „który JEST”. Wiedzieli z góry – a potem doświadczyli prawdy tego, co powiedział Jahwéh:

„Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi Egipskiej...
i odbędę sąd nad wszystkimi Bogami Egiptu – Ja, Jahwéh” (Wj 12,12).

Jeśli zaś nikt z Hebrajczyków-Izraelitów nie mógł powątpiewać w istnienie „tego Który JEST”: Jahwéh, czyżby słowo, jakie uroczyście i z entuzjazmem dawali Bogu w chwili zawierania przymierza, miało oznaczać mniej więcej tyle, ile ono znaczy w przypadku po trochu co najmniej wielu ludzi wszystkich czasów:

„Boże, przyrzekam uroczyście pełnić twoje przykazania. Między innymi i to pierwsze: ‘Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie’.
Ale: tylko do momentu nadejścia pierwszej, poważniejszej ‘pokusy’.
– Z chwilą gdy na horyzoncie pojawi się pokusa, która ukaże mi ‘boga’ bardziej atrakcyjnego, aniżeli Ty, Jahwéh: Bóg-Duch, gdy mianowicie przede mną stanie bóg, który co prawda jest nicością [hebr. hébel], tzn. którego nie-ma, ale który przy całym swoim nie-istnieniu zaproponuje mi szałowe wyżycie się,
będę w tej samej chwili czuł się zwolniony ze słowa, jakie Ci (nieopatrznie) dałem, o Jahwéh.
A o czekającym mnie kiedyś życiu – wiecznym, w tej chwili myśleć ... nie mam ochoty ...”.

O takiej postawie zdają się świadczyć praktycznie całe dzieje Izraela, przynajmniej z rozpatrywanego w tym podpunkcie okresu czasowego. Świadomi zawartego przymierza z Jahwéh jako zgody typu ‘oblubieńczo-małżeńskiej’, bo inna nie wchodziła w grę, systematycznie obierali apostazję od tegoż Jahwéh, ‘cudzołożąc’ na Jego oczach z bogami ‘cudzymi’. Była to chroniczna, o zatwardziałości serca świadcząca zdrada ‘małżeńska’ niegdyś wyrażonej, wielokrotnie ponawianej zgody kontynuowania komunii życia i miłości z Jahwéh.

(0,38 kB)  Tajemnicze są raz po raz w omawianych Księgach napotykane wzmianki o Manassesie, co jednak dotyczyło zapewne nie tylko jego: „... A także skutkiem krwi niewinnej, którą wylał, topiąc Jerozolimę w niewinnej krwi. Jahwéh już nie chciał przebaczyć” (2 Krl 24,4).
– Trudno powiedzieć, czy tu chodzi o krzyczące o pomstę do Boga akty niesprawiedliwości społecznej i mordy ‘polityczne’, jak tego przykładem była śmierć zadana „mieczem Ammonitów” Chetycie Uriaszowi, którego żonę Batszebę zagarnął dla siebie Dawid (zob. 2 Sam 12,9), czy też okrutne zagarnięcie winnicy niewinnie ukamienowanego Nabota przez Achaba pod wpływem jego pogańskiej żony Jezabeli (1 Krl 21,1-16).
– Bardzo prawdopodobnie chodziło tu co najmniej w znacznej mierze również o wciąż powtarzane ofiary z niewinnych dzieci, składanych krwiożerczemu bóstwu moabskiemu Molochowi.

Jedna i druga motywacja ciągnie się przez dzieje rodziny ludzkiej całej. Nie na darmo przykazanie Boże V i VI bezpośrednio sąsiadują z sobą w Dekalogu, który Izraelici przyjęli jako zaofiarowany im przez Jahwéh swoisty ‘posag ślubny’ ku dobru: doczesnemu i wiecznemu.
– Czego jednak człowiek – mężczyzna i kobieta nie podejmie, by tylko nie posłuchać głosu Jahwéh, który wciąż ofiaruje życie i prawdziwą miłość – gdy przed nim stanie Zły: „Wąż Starodawny, który się zwie Diabeł i Szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9), ofiarując zwodnicze doraźne ‘rozwiązania’ atrakcyjne, a nawet szałowe, idące w kierunku maksymalnego ‘luzu’ i uwolnienia się spod ‘jarzma’ Bożego Prawa!

(0,38 kB)  Po ludzku o Jahwéh się wyrażając należałoby stwierdzić, że Jemu opadały już ręce ... ze ‘zniechęcenia’ w nieustannie podejmowanych wysiłkach niestrudzonego przywoływania Izraela do opamiętania. Jakżeż znamienne jest to raz po raz w Słowie-Bożym-Pisanym powtarzające się stwierdzenie:

„Bóg ich ojców, Jahwéh, bez wytchnienia [dosł.: wcześnie wstając i wysyłając] wysyłał do nich swoich posłańców, albowiem litował się nad swym Ludem i nad swym Mieszkaniem [świątynią w Jeruzalem].
Oni jednak szydzili z Bożych wysłanników, lekceważyli ich słowa i wyśmiewali się z Jego proroków.
Aż wzmógł się gniew Jahwéh na Jego naród do tego stopnia, iż nie było już ocalenia ...” (2 Krn 36,15n).

Również takie wypowiedzi powtarzają się systematycznie w odniesieniu do omawianego czasokresu.
– Czy w tej sytuacji się dziwić, że autor biblijny musi co jakiś czas wspomnieć o ‘ogniu’ Bożego gniewu, który przez grzeszników rozpalony – już nie zgaśnie? Oto jedna z takich wypowiedzi:

„... Za to, że opuścili Mnie i składali ofiary kadzielne bogom obcym,
drażniąc Mnie wszystkimi dziełami rąk swoich.
Dlatego zapłonął mój gniew przeciw temu Miejscu – i nie zagaśnie ...” (2 Krl 22,17; 2 Krn 34,25).

Jeremiasz, działający już w ostatnich dziesiątkach lat przed zburzeniem Jeruzalem (w 586 r.), doprecyzuje:

„Czy Mnie obrażają – wyrocznia Jahwéh – czy raczej siebie samych, na własną hańbę?
Dlatego to mówi Jahwéh: ‘Oto się żar gniewu mojego rozlewa na to Miejsce [Jeruzalem],
na ludzi i na zwierzęta, na drzewa polne i na owoce ziemi – płonie i nie zagaśnie” (Jr 7,19n).

(0,38 kB)  Czy wzmianki o owym przerażającym ‘gniewie’, rozpalonym grzechami ‘cudzołóstwa-z-innymi-bogami’ na oczach Jahwéh – są wyrazem samej tylko Bożej ‘zazdrości’ w obliczu „bezczelności” grzesznego Izraela, jak o postawie Judejczyków wyraża się szczególnie Ezechiel, a raczej: Bóg przez Ezechiela (por. np. Ez 2,3n)?
– Zapewne nie. Mieliśmy już niejednokrotnie sposobność wskazania, że biblijne wyrażenia o ‘zapalczywości Bożego gniewu’ są – oczywiście, wyrazem silnego antropopatyzmu, ale tym bardziej Bożej niejako ‘rozpaczy’ wobec Ludu Jego Wybrania, który podąża na oślep ku własnej zgubie i nie przyjmuje już żadnych Bożych ostrzeżeń. Potrafi się zdobyć najwyżej na szyderstwo, cynizm i ostentacyjne ignorowanie Bożego Słowa.

(0,37 kB)  Innymi słowy Boży gniew to jeszcze jedna, nie daj Boże: ostatnia próba uratowania zagrożonego utratą życia – wiecznego, Jego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety (zob. np. wyż.: Żar gniewu Trójjedynego).
Czyli: również ów Boży ‘gniew’ jest wyrazem Boga jako prawdy-wierności: „Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie z waszych złych dróg” (Ez 33,11). Klęski polityczne i przyrodnicze, ucisk ze strony nieprzyjaciół i pożoga wojenna są niekiedy – na Bogu wiadomy sposób, widocznie jedynym, ostatecznym sposobem uchronienia kogoś od utraty życia wiecznego.

(0,38 kB)  Trzeba mianowicie i to jeszcze podkreślić – w nawiązaniu do postaw Izraela tego odcinka dziejowego wobec zawartego przymierza, i tym samym pierwszego przykazania o wyłącznej czci Jahwéh.

Ilekroć Jahwéh zauważał u kogoś indywidualnego, a tym bardziej u całego narodu – najlżejszy odruch skruchy serca i odwrócenia się od tego co jest złem w oczach Jahwéh, przede wszystkim w formie zdecydowanego odwrotu od ‘bogów obcych’, tenże Jahwéh okazywał się natychmiast ‘Sercem’.
– Izraelowi nie trzeba było o tym wiele mówić: wszyscy Hebrajczycy, i każdy z osobna wierzący w Jahwéh doskonale wiedzieli o Miłosierdziu, ‘największym’ przymiocie Boga, jak się kiedyś wyrazi św. S. Faustyna Kowalska (zob. np. DzF 163.180.301.522.611.949).

Wyrazem tego przekonania wiary było chociażby wyznanie Dawida do Bożego wysłannika Gada, gdy miał wybrać jedną z trzech możliwości za swoją pychę, której wyrazem było zarządzenie dokonania spisu ludności:

„Jestem w wielkiej rozterce.
Wpadnijmy raczej w ręce Jahwéh, bo wielkie jest Jego Miłosierdzie,
ale w ręce człowieka niech nie wpadnę ...” (2 Sam 24,14).

(6,8 kB)

Ostentacyjny ciąg ‘cudzołóstwa-z-bogami’ – a pojmowanie przymierza małżeńskiego

Wypada podsumować panoramiczny przegląd zachowań z kolei Izraela w obliczu entuzjastycznie zaakceptowanego, przez Jahwéh zaofiarowanego przymierza, które jednak tenże Izrael chronicznie łamał, dopuszczając się świadomie i dobrowolnie grzechów ‘cudzołóstwa-z-innymi-bogami’.

Cały ciąg dziejów Izraela – zarówno tego północy: Efraima-Samarii, jak i południa: Judy z Jeruzalem na czele, był jednym pasmem zdrady ‘małżeńskiej’ i ostentacyjnego deptania swoistej zgody małżeńskiej, wyrażonej pod Synajem, a potem co jakiś czas odnawianej.

Zapewne w każdej epoce znajdywała się pewna ilość „prawdziwych Izraelitów” (zob. J 1,47: Jezus o Natanaelu), którzy ubolewali na widok ogólnego odstępstwa od Jahwéh, pokutowali i dokonywali przebłagania za grzechy Ludu. Tak było m.in. również w strasznym ‘wydarzeniu pod górą Peor’, kiedy to ci, którzy pozostali wierni Jahwéh, „lamentowali u wejścia do Namiotu Spotkania” (Lb 25,6).

(4.6 kB)
Objaśnienie

Podobnie było i później – za czasów Eliasza i powszechnej apostazji od Jahwéh, kiedy to sam Jahwéh pocieszał Eliasza w słowach: „Jednak zostawię w Izraelu siedemtysięcy takich, których kolana nie ugięły się przed Baalem oraz których usta nie ucałowały go” (3 Krl 19,18).
– I tak dzieje się po wszystkie czasy. Bo i Ewangelie donoszą chociażby np. o Symeonie: „... Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim” (Łk 2,25), czy też o Annie prorokini: „... Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą” (Łk 2,37).

Z perspektywy wieków można by wysnuć przypuszczenie wiary, że ci właśnie, być może niezbyt liczni – odosobnieni, przez współ-rodaków zwykle wyśmiani i poniżani, którzy jednak za wszelką cenę trwali w wierności przyjętym pod Synajem zobowiązaniom, stawali się przebłaganiem Bożego zagniewania i przyczyniali się do niemal nie kończącego się odwlekania wszystkim dobrze znanych zapowiedzi kar za deptanie zawartego przymierza ślubnego.

Ile zaś znaczy modlitwa wstawiennicza, wiedział Izrael aż nadto dobrze z własnej przeszłości narodowej.
– Przykładem tego jest chociażby Noe, który na co dzień „chodził przed Obliczem Boga” (Rdz 6,9).
– Wstrząsającym przykładem modlitwy błagalnej wstawiecznniczej jest przedziwne targowanie się Abrahama z Bogiem tuż przed karą, jaka miała dotknąć i zniszczyć doszczętnie Sodomę i Gomorę (zob. Rdz 18,16--33).
– Wielokrotnie ‘uśmierzał’ Boże zagniewanie na Hebrajczyków Mojżesz (zob. np. Wj 17,4.10nn; 32,11-14; itd.), a potem wielu innych Mężów Bożych – aż do Jeremiasza włącznie. Do Jeremiasza nawiązywaliśmy na tym odcinku naszych rozważań już parokrotnie. O tym, że Jeremiasz wstawiał się intensywnie za swymi rodakami i Jeruzalem, pomimo iż doznawał od nich bezmiaru upokorzeń i prześladowania, przyznaje sam Jahwéh, gdy mu powiada – niejako w swej Bożej ‘rozpaczy’ z powodu stanu nienawracalności i zatwardziałości serc, w jaką popadli Judejczycy, żeby mianowicie „nie modlił się za tym Ludem ...” (np. Jr 7,16; 11,14; 14,11).

Przy całym trudnym do pojęcia dramatyzmie tych wydarzeń, tj. Izraela, który co prawda wyraził zgodę – swoiście ‘małżeńską’ – przy zawieraniu przymierza miłości i życia z Jahwéh, po czym przymierze to przez wszystkie wieki ostentacyjnie deptał i łamał, doskonale sobie zdając sprawę, iż dopuszcza się ‘cudzołóstwa-z-innymi-bogami’ i prowokuje ‘żar gniewu Jahwéh’ przeciw sobie – nie można nie dostrzegać, że te trudne dzieje przymierza Jahwéh ze swoją „segulláh’: Izraelem jako swym ‘oczkiem’, bo Oblubienicą, są jedną stałą lekcją pokazową na temat powagi raz zawartego małżeństwa.

Izrael dobrze wiedział, że wbrew swej własnej niegodności i chronicznemu nie-dorastaniu do zawartego, wciąż odnawianego przymierza małżeńskiego z Jahwéh, sam ten Jahwéh z owego przymierza nigdy się nie wycofa.

Jahwéh bowiem jest Bogiem Prawdą, tj. Bogiem wiernym. Raz danego swojego słowa: Ludu Mój, Kocham Cię! Ty Moja, za wielką cenę na moją ‘segulláh: osobistą własność nabyta, Ty Moja tak trudna, wciąż wiarołomna, a przecież Oblubienica – On, Jahwéh, poza wszelką wątpliwość nigdy nie unieważni. Wszelkie tragedie dziejowe, łącznie ze zrezygnowaniem z świątyni, którą – jako wielorako sprofanowaną i użytą do najobrzydliwszych celów, chociaż Jahwéh w niej „położył swoje Imię na wieki” (por. 2 Krl 21,7), Jahwéh w końcu odrzucił i dopuścił do jej całkowitego zburzenia-spalenia – stały się jedną wielką lekcją dziejową losów najpierw wyrażonej, a potem systematycznie łamanej i zdradzanej zgody typu ‘komunii małżeńskiej’, jaką było przymierze z Jahwéh.

A przecież i ta tragedia dziejowa, w której w najdosłowniejszym znaczeniu sprawdziły się wielokrotnie powtarzane ostrzeżenia Jahwéh: „Szli za nicością – i stali się niczym-nicością” (2 Krl 17,15), nie zdołała zniweczyć wierności Jahwéh temu przymierzu, którym On czuje się niezłomnie dalej związany i za nie odpowiedzialny.
– W ten sposób postawa nieugiętej wierności-prawdy Jahwéh pozwala Izraelowi, tej Jego, tak okrutnie skalanej i niegodnej Oblubienicy, żywić uzasadnioną nadzieję, że Jahwéh ją ponownie przyjmie, gdy tylko wyrazi skruchę serca za popełniane obrzydliwości i zdrady, nawróci się szczerze i przynajmniej odtąd zacznie realizować niegdyś wyrażoną zgodę ‘małżeńską’ na komunię życia i miłości z Jahwéh.

W ten sposób całokształt trudnych dziejów Jahwéh z Izraelem i na odwrót – nie mógł nie stawać się jedną wielką, dramatyczną lekcją pokazową rzeczywistości, jaką oznacza raz zawarte małżeństwo. Nie ma i nie może być ‘rozwodu’ raz ważnie zawartego małżeństwa.

W małżeństwie nie ma miejsca na ‘cudzołóstwo’. Cała zaś miłość między mężem a żoną musi być jedną wielką gotowością przyjęcia daru szczerej skruchy serca w przypadku, gdyby niestety doszło do niewierności-w-ślubowanej-miłości.
– Zawsze na wzór samego Boga, na którego „Obraz i Podobieństwo” każdy mężczyzna i kobieta został stworzony, a po upadku w grzech – przez tegoż Stworzyciela został odkupiony.

(3,3 kB)

C.   OBLUBIEŃCZOŚĆ BOŻA OBJAWIAJĄCA SIĘ W KSIĘGACH
PROROKÓW ‘WIĘKSZYCH’

(6,5 kB)

1. Boże zwierzenia u proroka Ozeasza

(3,5 kB)

a. Dogłębnie raniona oblubieńczo-małżeńska miłość Jahwéh

Kolej przejść obecnie do Ksiąg Proroków tzw. ‘wielkich’ i przynajmniej niektórych ‘mniejszych’ (z 8-5 wieku przed Chr.). Dochowały się po nich księgi, które Bóg podarował Ludowi swojemu jako Słowo-Boże-Pisane pod tchnieniem Ducha Świętego.

Przez proroków Starego Testamentu objawienie Boże wciąż jeszcze narastało w sensie ‘ilościowym’ i ‘jakościowym’. Poprzez nich Bóg objawiał siebie coraz dokładniej, pozwalając się niejako ‘dotknąć’ w swych coraz innych przymiotach i ‘wymiarach’. Przymioty te jarzyły dla Ludu Bożego Wybrania pod tchnieniem Ducha Prawdy coraz bardziej zachwycającym blaskiem. Lud Boży dochodził dzięki nim do coraz doskonalszego rozumienia zarówno Boga przymierza – przymierza oczywiście oblubieńczego, jak i niezmiennie tego samego Bożego zamysłu względem swego Ludu: mężczyzny i kobiety, których Bóg zamierzał odkupić przez Syna Bożego Jezusa Chrystusa, oczekiwanego Maszíach [Mesjasza: Namaszczonego] z rodu Dawida.

Jeśli tu mówimy o prorokach ze stającego przed nami zaawansowanego okresu dziejów Izraela, nie mamy zamiaru przedstawiać całej ich misji, ani też niezwykle powikłanych wydarzeń ówczesnej historii powszechnej i samego Izraela.

Chodzi nam natomiast – w kontynuacji poprzednich analiz, o uwrażliwienie na występujące w księgach prorockich tego okresu charakterystyczne wyrażenia, które ukazują odniesienia Jahwéh do Izraela (i poszczególnego człowieka: mężczyzny i kobiety) na podobieństwo (jako analogia) odniesień zachodzących pomiędzy małżonkami: oblubieńcami.
– Im dalej bowiem posuwało się Boże objawienie ku „pełni czasu” w tajemnicy wcielenia i odkupienia przez Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa, tym jaśniej sygnalizował Bóg, iż umiłował Lud swego Wybrania – i każdego poszczególnego człowieka – miłością małżeńsko-oblubieńczą. Przekonujemy się, że taka charakterystyka miłości Jahwéh do swego Ludu nie jest wyimaginowaną poezją, lecz wyrazem realizmu, chociaż nie mieści się ona w rozumie Bożego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety.

Z dziejów trudnego życia małżeńskiego Ozeasza

Pierwszym prorokiem, który rozpoczyna tę ‘serię’, jest Ozeasza (działał ok. 750-725 r.). Mieliśmy już możność zapoznać się z nim stosunkowo dokładnie. Jest on piewcą niezwykle intensywnie przez Boga w stosunku do Izraela przeżywanej miłości, która jednak ze strony tegoż Izraela doznawała ciągłego ranienia i odrzucenia.

W poprzednich rozważaniach przyjrzeliśmy się dosyć dokładnie zwłaszcza znamiennemu fragmentowi jego księgi o Bożej ojcowsko-macierzyńsko-oblubieńczej miłości do Izraela, gdy ten „jeszcze był dzieckiem” (por. Oz 11,1; zob. wyż.: Księga Ozeasza).

Z punktu widzenia podejmowanych przez nas w niniejszym rozdziale poszukiwań: miłości Jahwéh do Izraela objawiającej się na kształt miłości oblubieńczej, nie może nie zastanowić fakt, że Bóg poleca Ozeaszowi pokochać wciąż ponownie swą żonę, która go chronicznie zdradza. Kolejno urodzonym dzieciom poleca nadać imiona-symbole, które wprost nawiązują do tego, co się dzieje w pionie: Bóg a bez zażenowania Go zdradzający Jego Lud – i poszczególny człowiek.

Pierwsze dziecko, chłopiec, ma otrzymać imię Jizreel. Będzie to nawiązaniem do wołających o pomstę do nieba krwawych zbrodni podówczas już nie żyjącego króla Jehu (w Izraelu północnym). Los jego dynastii dokona się na żyznej równinie Jizreel. Uzasadnieniem kary ma być uprawianie bałwochwalstwa, określanego jako cudzołóstwo-z-innymi-bogami:

„Idź, a weź za żonę kobietę, co uprawia nierząd [hebr.: zanáh: cudzołożyć],
i bądź ojcem dzieci nierządu [dzieci cudzołóstwa];
kraj bowiem uprawiając nierząd – odwraca się od Jahwéh
[dosł.: bo cudzołożąc (hebr. formy od: zanáh) cudzołoży kraj (od postępowania za) Jahwéh](Oz 1,2).

Pojawiło się drugie dziecko – córka:

„Rzekł do niego [Ozeasza – Jahwéh]: Nadaj jej imię Lo‘-Ruchamáh [dosł.: NIE-Miłosierdzie; nie-ma-już-litości],
bo Domowi Izraela [= państwu Izraela północnego, ze stolicą Samaria]
nie okażę już więcej litości, ani im nie przebaczę.
Domowi jednak Judy okażę swą litość [od: rachám], znajdą ratunek we mnie, w Bogu swoim, Jahwéh.
Nie ocalę ich jednak przy pomocy łuku i miecza, ani też wojny, koni czy jeźdźców” (Oz 1,6n).

Poczęło się trzecie dziecko – Syn:

„Nadaj mu imię Lo‘-’Ammí [dosł.: NIE-Mój-Lud],
bo wy nie jesteście mym Ludem, a Ja nie jestem waszym Bogiem” (Oz 1,9).

(14 kB)
Objaśnienie

Czy w tych zwierzeniach, jakie sam Jahwéh przekazuje poprzez swojego sługę, Ozeasza, nie przemawia ból systematycznie ranionej Jego Bożej miłości do Izraela tak północnego, jak południowego?
– Jednocześnie zaś nie możemy nie zauważyć, że użyty tu sposób wyrażania tej ranionej miłości nawiązuje bez niedomówień do odniesień oblubieńczo-małżeńskich.
Co więcej, Jahwéh nie ‘krępuje się’ przedstawić siebie jako „Męża” swego Ludu. Wystarczy zwrócić uwagę na zwierzenia Jego Bożej miłości, która by chciała kochać, a jest chronicznie odrzucana, a raczej zdradzana.

Mimo to Jahwéh nie wycofuje raz swemu Ludowi – swojej Oblubienicy, Córze Jeruzalem, danego słowa. Jedynie dlatego ukazuje Jahwéh wiernie, jako Prawda-Wierność – perspektywę nawrócenia i konsekwentnie ocalenia.

W poprzedniej części naszej strony, gdy mowa była o zdumiewającej ‘fluktuacji’ przeżyć u Boga w obliczu grzechów człowieka, mogliśmy się przekonać, że w wyłaniającym się u Boga ‘mocowaniu’ Jego sprawiedliwości z miłosierdziem – ostatecznie zwycięży Boże ... miłosierdzie. Pochyla się ono nad człowiekiem w grzechu: nad swą ‘cudzołożną, niegodną małżonką-oblubienicą, by jej zaofiarować przebaczenie i odkupienie.

Cena tego odkupienia będzie nieprawdopodobnie wysoka. Zdobyć się na nią zdolny będzie sam tylko Stworzyciel, który ‘od początku’, mocą swej miłości, jest jednocześnie Odkupicielem.
Oto perspektywa szczęśliwego ‘finału’ dziejów śmiertelnie trudnej miłości Jahwéh w stosunku do swego wciąż wiarołomnego-cudzołożonego Ludu, tj. każdego poszczególnego mężczyzny i kobiety.

Dzieje ‘małżeńskie’ Jahwéh z wiarołomnym Izraelem północnym

Pomimo ciągle Jahwéh zadawanego bólu przez zdradzanie zaofiarowanej Izraelowi swojej miłości, księga Ozeasza jest księgą jednocześnie nadziei. Miłość Jahwéh jako Boga wiernego doprowadzi ostatecznie do nawrócenia tej swojej, wciąż wiarołomnej:

„Liczba Synów Izraela będzie jak piasek nadmorski ...
A zamiast ich nazywać: ‘Lud nie Mój’, będą im mówić: ‘Dzieci Żyjącego Boga’.
Złączą się wówczas synowie Judy z synami Izraela ... [= ekumenia!] ...
Mówcie do braci swoich: ‘Mój Lud’, a do swych sióstr: ‘Umiłowana’
[Jahwéh przyzna się do Ludu jako swojego; Lud ten będzie ‘Umiłowaną’](Oz 2,1-3).

Na razie jednak chronicznie popełniana apostazja i wiarołomstwo zmusza Jahwéh do wykonania wielokrotnie zapowiadanej kary za odtrącaną Jego miłość:

„Spór prowadźcie z waszą matką [Izrael jako cudzołożna ‘Żona’ Jahwéh],
ona bowiem już nie jest Moją żoną
[mówi Jahwéh: wskutek nie-nawracalności Izraela od Jahwéh w kult obcych bogów],
a Ja już nie jestem jej mężem [Jahwéh jako Mąż Dziewicy, Córy Jeruzalem! Niesłychane!].
Winna usunąć znaki nierządu ze swej twarzy – i spośród swych piersi ozdoby cudzołożnicy
[nawiązanie bądź do uprawianej prostytucji sakralnej, bądź noszonych jakichś rozpoznawczych oznak prostytutek; zob. do tego m.in. Rdz 38,4.15].
W przeciwnym razie – obnażę ją zupełnie
[kara stosowana na Wschodzie względem cudzołożnic (Iz 47,2n; Jr 13,22; Ez 16,37n; itd.)] ...
Dzieciom jej nie okażę litości, bo są to dzieci nieprawe.
Matka ich bowiem uprawiała nierząd, okryła się hańbą ta, co je poczęła ...” (Oz 2,4-7).

W dalszym ciągu kreśli Ozeasz, występujący w roli ‘ust’ Jahwéh, za pomocą obrazów realistycznych bieganie Izraela-cudzołożnicy za swymi ‘kochankami’, których w pewnej chwili już nie znajdzie (Oz 2,9). Wtedy się ocknie, mówiąc do siebie:

„Pójdę i wrócę do mego męża pierwszego [= do Jahwéh-Męża, z którym związała się przymierzem],
bo wówczas lepiej mi było niż teraz ...” (Oz 2,9).

Próby Jahwéh odzyskania wiarołomnej oblubienicy przez dotkliwe kary

Tymczasem Jahwéh zacznie jej ujmować pokarmu, płodów ziemi – środków, dzięki którym mogła ona uprawiać dotąd kult bałwochwalczy. Ozeasz mówi w tej chwili bez niedomówień, iż określenia opisujące ‘cudzołóstwo’ Izraela dotyczą uprawiania kultu bożków ‘obcych’, tj. Baalów:

„Ześlę na nią [na Izraela-cudzołożnicę: apostazja od Jahwéh]
karę za dni Baalów [kara za ten czas, przez jaki Izrael cudzołożył z innymi bogami],
gdy im paliła kadzidła, a zdobna w swe kolczyki i naszyjniki, biegała za swymi kochankami
[uprawianie kultu coraz innych bożków],
a o Mnie zapomniała ...” (Oz 2,15).

Dla ułatwienia opamiętania się, skruchy serca i ponownego zwrócenia serca do Jahwéh jako jej Bożego Oblubieńca – Bóg decyduje się urządzić dla swej ‘cudzołożnej’ Oblubienicy – Izraela, coś w rodzaju rekolekcji ‘zamkniętych’. Chodzi o warunki odosobnienia – na podobieństwo trudnych warunków pustynnych – bez bogactwa i szału współczesnej cywilizacji, jakie Hebrajczycy przeżywali w okresie 40-letniej wędrówki po pustyni. Skromne warunki zewnętrzne bardziej sprzyjały dochowaniu wierności Jahwéh jako Bogu oblubieńczego przymierza. Toteż Jahwéh zwierza się zaraz w następnym zdaniu:

„Dlatego chcę ją przynęcić – na pustynię ją wyprowadzić,
i mówić do jej serca [hebr. ’al-libbáh: od: léb = serce](Oz 2,16).

W warunkach odczuwalnego niedostatku, który niejako zmusza do refleksji i wejścia w głąb siebie, zacznie się proces nawrócenia niewiernej: wciąż wiarołomnego Izraela.
– Jahwéh ‘cieszy się’, że odzyskuje jej miłość i wznawiają się odniesienia na zasadzie oblubieńczości, a nawet wzajemnego oddania na kształt tego w komunii małżeńskiej. Wystarczy posłuchać zdumiewających wyznań samego Jahwéh, który na swój Boży sposób, przerastający ludzkie pojmowanie, już teraz cieszy się odzyskaną miłością tej swojej, nad życie umiłowanej, tak bardzo w swej miłości do Boga niewiernej i wiarołomnej:

„Oddam jej znowu winnice ... i będzie mi tam uległa jak za dni swej młodości,
gdy wychodziła z Egipskiego kraju.
I stanie się w owym dniu – wyrocznia Jahwéh – że nazwie mnie:
‘Mąż mój’, a już nie powie: ‘Mój Báal’ [Mąż = Jahwéh; Báal = bogowie obcy: apostazja].
Usunę z jej ust imiona Baálów, i już nie będzie wymawiać ich imion.
W owym dniu zawrę dla niej Przymierze... Łuk, miecz i wojnę wyniszczę z jej kraju,
a dam [jej] mieszkać bezpiecznie
[aluzja do czasów mesjańskich: motyw pokoju i obfitości – przede wszystkim wewnętrznej natury: pokój i obfitość dóbr Odkupienia].
– I p oślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie.
Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Jahwéh
[aspekt nie tylko intelektualny, lecz przylgnięcie uczuciem: odwzajemnioną miłością] ...
W owym dniu – wyrocznia Jahwéh, ... rozsieję go po kraju [zboże, wino, oliwa ...],
Zlituję się [hebr.: we-richámti, od: rachám = wzruszenie wnętrzności = wzruszyć się miłosierdziem]
nad Lo‘-Ruchamáh [nad tą, która była: nie-ma-dla-niej-miłosierdzia],
powiem do Lo‘-’Ammí [poprzednio odrzucona jako Nie-mój-Lud]:
‘Ludem moim jesteś’, a on odpowie: ‘Mój Boże’ ...” (Oz 2,17-25).

(31 kB)
Objaśnienie

Perspektywa ponownego pojednania ‘małżeńskiego’

Jahwéh poleca Ozeaszowi ponownie przyjąć i pokochać tę swoją cudzołożną żonę, która w międzyczasie poszła już na dobre do innego mężczyzny. Ozeasz nabywa ją ponownie za odpowiednią ‘zapłatę’. Odosobnił ją i kazał jej odpokutować dni niewierności. W nawiązaniu do tych trudnych przeżyć małżeńskich, gdy inny mąż pewno by swoją cudzołożną żonę po prostu zabił, podczas gdy Jahwéh poleca Ozeaszowi kobietę tę ponownie przyjąć i ją ponownie pokochać po małżeńsku, mówi obecnie Jahwéh w pierwszej osobie, autobiograficznie, o swojej Bożej miłości do wiarołomnego Izraela. Są to wynurzenia, które człowiekowi nie mieszczą się w głowie:

„Jahwéh rzekł do mnie: ‘Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską’!
Tak miłuje Jahwéh synów Izraela, choć się do bogów obcych zwracają i lubią placki z rodzynkami’
[wielokrotnie wspominane ofiary z pokarmów, składane m.in. dla Asztarte, Królowej Niebios, bardzo ulubionej bogini sztuczek miłosnych i rozpusty i być może prostytucji sakralnej].
– Nabyłem ją za piętnaście syklów srebrnych, za chomer i letek jęczmienia.
I rzekłem do niej: ‘Przez wiele dni masz zostać w spokoju, porzucić nierząd, nie należeć do żadnego mężczyzny, a Ja się również do ciebie nie zbliżę’.
Wiele dni bowiem synowie Izraela będą bez króla i bez zwierzchnika, bez ofiary i bez steli, bez efodu i posążków’.
Lecz potem się nawrócą synowie Izraela – i będą szukać swego Boga, Jahwéh, i króla swego, Dawida;
ze drżeniem pospieszą do Jahwéh, do Jego dóbr u kresu dni” (Oz 3,1-5).

W dalszym ciągu swej księgi przedstawia Ozeasz ogólny upadek obyczajów, łamanie wszystkich po kolei przykazań zawartego przymierza. Grzechy te wiążą się z przerażającym przelewaniem krwi niewinnych:

„Przeklinają, kłamią, mordują i kradną, cudzołożą, popełniają gwałty,
a zbrodnia idzie za zbrodnią [hebr.: we-damím be-damím nagá’u: a krwie dotykają krwie: dám = krew, w plur.](Oz 4,2).

Bezustanne uprawianie bałwochwalstwa u podstaw klęsk

Grzechem podstawowym jest jednak wciąż pogoń za ‘innymi’ bogami, czyli apostazja od Jahwéh. Toteż Ozeasz mówi dalej:

„... Przestali zważać na Jahwéh, by uprawiać nierząd [forma od: zanáh = cudzołożyć] ...
Lud mój zasięgał rady u swojego Drewna [bożków, rzeźby bóstw],
a jego laska daje mu wyrocznię [wróżby z rzutu kija],
bo go duch nierządu omamił – opuścili Boga swojego, aby cudzołożyć
[2x różne formy od: zanáh = cudzołożyć; apostazja od Jahwéh] ...” (Oz 4,10b-12).

Następuje kolejny, szczegółowy opis ‘cudzołożenia’ z obcymi bogami, uprawianego na ‘wzniesieniach’ i pod drzewami: cudzołóstwa zarówno ze strony kobiet, jak mężczyzn, z wyraźnie zaznaczoną prostytucją sakralną, uprawianą przez kobiety zwane ‘poświęcone’ [qedeszáh: forma żeńska] (Oz 4,14).

W konkluzji przekazuje Ozeasz następujące Słowo-Boże – zwracając się o opamiętanie zwłaszcza do państwa Judy, gdzie jest Jeruzalem i obietnice mesjańskie związane z rodem Dawida:

„... i tak Lud nierozumny dąży ku swej zgubie.
Jeśli Ty, Izraelu [państwo Izraela północnego, z Samarią na czele; jego koniec nastąpi wkrótce: w 722 r.],
uprawiasz nierząd, niechaj przynajmniej Juda zostanie bez winy!
Nie chodźcie do Gilgal [w Izraelu północnym: jedna z podówczas słynnych świątyń kultu synkretystycznego],
nie wstępujcie do Bet-Awén
[dosł. Dom-nicości; pogardliwa nazwa zamiast: Bet-El = Dom Boga; również tu uprawiano synkretyzm religijny] ...
Z towarzystwem bożków związał się Efraim [Izrael Północny]...
– Zasiadł w gronie pijaków, a ci uprawiają nierząd ...” (Oz 4,14-18).

Prorok apeluje do odpowiedzialności kapłanów, a z kolei do sprawujących władzę królewską. Uświadamia im, że zamiast „stać na straży Prawa”, stali się sidłem dla tamtejszego Ludu Bożego (Oz 5,1). Powodem jest niezmiennie apostazja od Jahwéh:

„Czyny ich im nie dozwalają powrócić do Boga swojego;
bo duch nierządu mieszka w ich wnętrzu, a nie znają Jahwéh ...
Ze stadem owiec i wołów przychodzą, by szukać Jahwéh, lecz Go nie znajdują,
bo On się od nich odsunął.
Byli nie-wierni dla Jahwéh ... – teraz niszczy i pustoszy ich pola ...” (Oz 5,4.6n).

Wszelkie próby nawrócenia są działaniami jedynie pozorowanymi, nawet gdy deklarują, że w mnożących się trudnościach widzą zasłużoną karę, która ze strony Jahwéh jest wołaniem do odwrotu od zła w oczach Bożych:

„Chodźcie, powróćmy do Jahwéh! On nas poranił, i On też uleczy.
On to nas pobił, On ranę zawiąże ...
Dołóżmy starań, aby poznać [teoretycznie, a tym bardziej sercem: przylgnąć do...]
Jahwéh. Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcze przychodzi On do nas,
i jak deszcz późny, co nasyca ziemię” (Oz 6,1nn).

Niestety nawrócenie Ludu nie jest szczere. Lud nie wyrzeka się czci bogów obcych, nadal uprawiając ‘nierząd’ z bogami cudzymi, których kult jest ... atrakcyjny i schlebia namiętnościom. Jahwéh musi stwierdzić z bólem serca:

„Cóż ci mogę uczynić, Efraimie [Izraelu północny], co pocznę z tobą, Judo [Izraelu południowy]?
Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu, albo do rosy, która prędko znika.
Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło.
Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, – poznania Boga
[teoretycznego, ale tym bardziej przylgnięcia: rzeczywistej wzajemności]
bardziej niż całopaleń” (Oz 6,4nn).

Następuje ponowna relacja o nadal podtrzymywanym „łamaniu przymierza”, gdzie ośrodki kultu – to „miasto przestępców”, a kapłani są podobni do „zgrai zbójeckiej, zaś kult sprawowany w świątyniach synkretystycznych to „nierząd: Izrael tam się plami” (Oz 6,7-10).

Nic dziwnego, że Jahwéh stara się uświadomić Ludowi Izraela północy jego chroniczne odstępstwo od Boga Prawdy. Wszystkie ich poczynania podejmowali jego mieszkańcy zawsze wbrew zaofiarowanemu im Prawu. Grzechami swymi i apostazją, czyli chodzeniem za „nicościami” – „wiatr sieją – [wobec tego] zbierać będą burzę” (Oz 8,6). Wszelkie Boże ostrzeżenia przyjmuje Lud północy z cynizmem i szyderstwem:

„Izrael woła: ‘Głupcem jest prorok, a mąż natchniony szaleje’.
Tak jest z powodu wielkiej winy twojej i ogromu twojej wrogości ...
Biada im samym, kiedy się od nich oddalę” (Oz 9,7.12).

A przecież Jahwéh nie chce opuścić swego Ludu, wybawionego niegdyś z niewoli Egiptu za wielką cenę. Upadek Izraela, a nawet jego zniknięcie z mapy ówczesnej geografii, jest w pełni zasłużone:

„... lecz przez Baála zgrzeszył –
i ... zginął” (Oz 13,1).


(10.1 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 7d
Stadniki, 30.IV.2015.
Tarnów, 25.VI.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Jahwéh w wierności przymierzu – a więź małżeńska

b. Dzieje przymierza z punktu widzenia Izraela

Ostentacyjny ciąg ‘cudzołóstwa-z-bogami’ – a pojmowanie przymierza małżeńskiego

C. OBLUBIEŃCZOŚĆ BOŻA OBJAWIAJĄCA SIĘ W KSIĘGACH PROROKÓW ‘WIĘKSZYCH’

1. Boże zwierzenia u proroka Ozeasza

a. Dogłębnie raniona oblubieńczo-małżeńska miłość Jahwéh

Z dziejów trudnego życia małżeńskiego Ozeasza
Dzieje ‘Małżeńskie’ Jahwéh z wiarołomnym Izraelem Północnym
Próby Jahwéh odzyskania wiarołomnej Oblubienicy przez dotkliwe kary
Perspektywa ponownego pojednania ‘małżeńskiego’
Bezustanne uprawianie bałwochwalstwa u podstaw klęsk


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Köln 2005-4. Przyszliśmy pokłonić się Jemu: pokonaliśmy 3786 mil
Ryc.2. Köln 2005-4. I ja przybywam pokłonić się Jemu w imieniu mojego Lądu
Ryc.3. Na polanie przy odpoczynku rodziny całej
Ryc.4. Panie Boże! Stworzyłeś radość serca i uśmiech
Ryc.5. Ta trójka płynie pod prąd: są aktywni w Krucjacie Trzeźwości
Ryc.6. Mały chłopczyk obawia się trochę Papieża: Jana Pawła II