(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Kwiatek: 4 kB

Pełnomocnictwa w dziedzinie płciowości

Wymienione stwierdzenia wyrastają z samych podstaw bytu. Stąd też są one niepodważalne. Rzeczą świadomości i wolnej woli człowieka jest przyjąć je, ukochać Stworzyciela w podarowanych sobie przedziwnych darach Jego miłości i zarządzać nimi zgodnie z udzielonymi sobie kompetencjami. Te zaś zawarte są syntetycznie w Dziesięciorgu Bożych przykazań. Ich akceptacja jest kwestią godności człowieka: mężczyzny i kobiety, oraz pokoju, radości i ich spełniania z sercem.
– Bóg nigdy nie zmusza do przestrzegania swych przykazań. Prosi natomiast nagląco o ich kochające wcielanie w życiu – ku wielorakiemu dobru. Jednocześnie zaś ukazuje lojalnie tragiczny finał w razie ich odrzucenia.

Zauważamy, że domeną szczególnie chronioną, której zarząd Bóg zwierzył człowiekowi, jest dziedzina płciowości. Jest ona tajemniczo powiązana tak z miłością, jak i możnością wzbudzania życia ludzkiego. Tym samym jednak każde wkroczenie na ten teren dotyka niejako z szczególnie bliska ścisłych kompetencji Boga jako Boga. Z tego względu dziedzina ta niejako bardziej niż inne zakresy zarządu darem człowieczeństwa nigdy nie przejdzie na ‘własność’ człowieka.

Wypada powtórzyć jeszcze raz parokrotnie już rozważaną wypowiedź Jana Pawła II:

„... Stwarzając człowieka na swój Obraz i nieustannie podtrzymując go w istnieniu,
Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie,
a więc zdolność i odpowiedzialność – za miłość i wspólnotę.
Miłość jest zatem podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej” (FC 11).

Jednym ze wspomnianych tu darów jest powołanie i uzdolnienie do tworzenia coraz innych wspólnot. Podstawową komórką społeczną wszelkich dalszych wspólnot jest zgodnie z zamysłem miłości Boga – przymierze miłości i życia, jakim winien stać się związek małżeński. Samo w sobie małżeństwo nie jest oczywiście przypadkowym tworem człowieka, ani owocem ślepych sił ewolucjonizmu. Bóg nie pozwoli sobie, żeby cokolwiek, co dotyczy wprost swego żywego Obrazu wobec świata, miało się niejako ‘wymknąć’ Jego stworzycielskiej miłości, która nieustannie „chce człowieka dla niego samego” (por. GS 24).

Stąd też i małżeństwo jest niejako bardziej niż cokolwiek innego dziełem stworzycielskim samego Boga. Przypomniał o tym z naciskiem Paweł VI:

„Małżeństwo bowiem nie jest wynikiem jakiegoś przypadku lub owocem ewolucji ślepych sił przyrody:
Bóg Stwórca ustanowił je mądrze i opatrznościowo w tym celu,
aby urzeczywistniać w ludziach swój plan miłości ...” (HV 8).

A zresztą sam też Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, wyraża się o stworzeniu instytucji małżeństwa w jednoznacznych słowach jako o jednym z dzieł Boga Stworzyciela:

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie:
‘Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?’
On odpowiedział: ‘Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?
I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem.
A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela’ ...” (Mt 19,3-6; por. Mk 10,2-9).

Nie sami ci dwoje wiążą się w chwili, gdy wyrażają swoją wolę zawarcia przymierza małżeńskiego. W pierwszym rzędzie zostaje to przymierze zawiązane przez Boga, który je tym samym zatwierdza. Jednocześnie zaś Bóg udziela w tej chwili tym dwojgu nieodzownych pełnomocnictw, żeby mogli sprostać zwierzonym sobie zadaniom jako pary małżeńskiej i początku rodziny.

(6.6 kB)

Wśród zróżnicowanych form wyrażania sobie czułości i miłości podarował Bóg małżeństwu jeden całkiem szczególny. Winien to być dar „właściwy i wyłączny” (HV 8; FC 11) dla samych tylko małżonków: możność podejmowania małżeńskiego zjednoczenia płciowego.

(kB)
Objaśnienie

Ten sposób wyrażania sobie miłości w małżeństwie różni się konstytutywnie od wszelkich innych rodzajów jej objawiania sobie, w których nie dochodzi do angażowania narządów płciowych. Wszystkie te inne formy układają się po linii objawienia sobie więzi miłości, ale nie wprost ukierunkowania małżonków na rodzicielstwo.
– Gdy natomiast małżonkowie sięgną po ten jeden sposób obopólnego darowania się sobie „od osoby do osoby” (LR 11), stając się w tej chwili „dwoje-jednym-ciałem”, tak struktura aktu, jak i związany z nim dynamizm otwiera tych dwoje w samym dokonującym się tu zjednoczeniu ich obojga osób na oścież na możność wzbudzenia ludzkiego życia. A to angażuje bezpośrednią interwencję Boga (na temat samego zjednoczenia małżeńskiego mowa jest na naszej stronie na wielu miejscach. Bóg darowuje małżonkom nie ‘seks-dla-seksu’ lecz ponad wątpliwość dar zjednoczenia ich obojga osób. Zob. dokładniej np. cz.VII, rozdz.3: „Dwoje-jednym-ciałem”: seks czy zjednoczenie osób?; oraz art. na PORTALU – kolumna 4, nr 3, fragment tego dłuższego artykułu: Nie seks, a zjednoczenie osób zgodne z wewnętrznym ładem aktu).

Rozumiemy w tym wypadku doskonale Boga. Skoro On sam w sobie jest Miłością-Życiem, związał On konsekwentnie szczytowe wyrażenie sobie miłości w małżeństwie poprzez akt zjednoczenia płciowego w sposób nierozerwalny z jego każdorazowym otwarciem się na oścież na możność przekazania życia nowej człowieczej osobie.

To zarazem wyjaśnia, dlaczego każdorazowe wkraczanie na teren płciowości obwarował Bóg szczególnymi prawami. Tutaj bowiem niejako bardziej niż w czymkolwiek innym, tym kompetentnym jest sam tylko Bóg, Właściciel tak miłości jak i życia. Właściciel oczywiście samego w ogóle człowieka. Nic zatem dziwnego, że przykazania dotyczące tajemnicy z jednej strony życia, a z drugiej miłości – są w dekalogu zestawione zawsze bezpośrednio obok siebie: „Nie będziesz zabijał” (V Przykazanie), „Nie będziesz cudzołożył” (VI Przykazanie).

W swej Bożej trosce zaś zarówno o miłość, żeby była ‘miłością’, tzn. żeby to był „dar osoby dla osoby” (LR 11), jak i w trosce o tajemnicę życia, zabezpieczył Bóg samo w ogóle wkraczanie na teren intymności – wśród pozostałych przykazań dekalogu aż dwoma odrębnymi przykazaniami: VI-tym oraz IX-tym. Tak więc te dwa przykazania: VI-te i IX-te, stały się szczególnym darem dla człowieka-mężczyzny i człowieka-kobiety – ku najlepszemu dobru tak tych obojga jako partnerów-małżonków-rodziców, jak i dla dziecka i rodziny, jaka zacznie pojawiać się w następstwie podjętego pożycia małżonków.

Tym samym zaś oba te przykazania wyznaczają nieprzekraczalne granice ludzkiej kompetencji w dziedzinie płciowości. Przypomniał o tym w zawierzeniu dla otrzymanego mandatu widzialnego zastępcy Chrystusa papież Paweł VI w encyklice Humanae vitae tradendae:

„... Jak bowiem człowiek, ogólnie biorąc, nie posiada nieograniczonej władzy nad swoim ciałem,
tak również – i to w zgoła szczególniejszy sposób – nie ma on jej nad zdolnością rozrodczą,
ponieważ z natury swojej odnosi się ona do przekazywania życia ludzkiego,
którego początkiem jest sam Bóg” (HV 13).

„Jeżeli więc obowiązku przekazywania życia nie chce się pozostawić samowoli ludzkiej,
trzeba koniecznie uznać pewne nieprzekraczalne granice władzy człowieka nad własnym ciałem
i jego naturalnymi funkcjami: granice, których nikt nie ma prawa przekroczyć:
ani osoba prywatna, ani władza publiczna” (HV 17).

Kto zatem udzielił pozwolenia?

Na tle tych stwierdzeń należałoby postawić problem podejmowania intymności płciowej przez partnerów przed-ślubnych (i poza-ślubnych) jeszcze raz. Świadczyłoby o tchórzostwie, gdyby ci dwoje przechodzili nad tym pytaniem do porządku dziennego tak jakby się ‘nic nie stało’. Próba strusiego nie-dopuszczenia do myślenia o obiektywnie istniejącej rzeczywistości nie jest władna wymazać tę rzeczywistość z istnienia. Gorzej, gdyby nie-dopuszczenie wyrzutów sumienia itp. miało świadczyć o postępującej, świadomie podtrzymywanej zatwardziałości serca.

Pytamy więc ponownie – z dystansem w obliczu godności ludzkiej osoby, ale i nieustępliwie poważnie:

(0.13 kB)  Kto Wam, dzieci Boże, udzielił zezwolenia na współżycie przed zawarciem małżeństwa?
(0.13 kB)  Kto Was upoważnił do uprawiania pettingu?
(0.13 kB)  Kto Wam w ogóle pozwolił udostępniać się sobie w swej intymności – chociażby jedynie w formie pieszczot, które by miały nie obejmować narządów płciowych?

Bo Bóg mówi jednoznacznie: „Nie będziesz cudzołożył”. Jest to przykazanie Tego, który „Jeden tylko jest Dobry” (Mt 19,17). Zaś św. Paweł, Apostoł Narodów, dopowiada na swój sposób: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani cudzołożnicy ... nie odziedziczą Królestwa Bożego”  (1 Kor 6,9n).

Oczywiście: Bóg nigdy nie zmusza człowieka, którego „chciał dla niego samego” (GS 24), do posłuchania swego głosu. Samo już w sobie sformułowanie ‘przykazania’ świadczy nieomylnie o tym, że jest ono co prawda przykazaniem, a przecież nie wymuszeniem. Bóg odwołuje się do wolnej woli człowieka, którego traktuje jako nie przymuszonego żadną koniecznością zewnętrzną, ani ślepym przeznaczeniem. Nie dopuści do tego, by w Jego orszaku znalazła się jakakolwiek osoba (osobą jest każdy z Aniołów; osobą jest człowiek – i tylko człowiek), która by była niewolnikiem, pełniącym Jego polecenia jedynie jako zniewolenie – z nienawiścią w sercu.

Znaczy to, że ta właśnie postawa Boga w odniesieniu do godności ludzkiej osoby bierze pod uwagę możliwość, której Bóg w żaden sposób nie chce, niemniej przez fakt obdarzenia darem wolności woli taką możliwość dopuszcza, iż wola owej umiłowanej osoby ... Boże przykazanie mogłaby odrzucić. Bóg wówczas zmuszony jest decyzją tejże wolnej woli osoby natychmiast opuścić świątynię serca tego człowieka. Bóg uczyniłby to w swej Bożej pokorze z nieutulonym bólem swego Serca, pozostawiając ją – na życzenie owego człowieka – na pastwę wroga tak Boga, jak i człowieka: tego który jest ZŁY.
– Dopuszczenie się czynu sprzecznego z Bożym przykazaniem sprawia mianowicie, że Bóg w żaden sposób nie może dalej zajmować mieszkania w tej dotąd pięknej świątyni Ducha Świętego. Bóg usuwa się na rozkaz wolnej woli człowieka, który wyprasza Go krzycząc: ‘Precz stąd! Przykazania Twojego nie posłucham! Nie będę Ci służył !’ (zob. wyż. tabelę:  Precz stąd, Boże!)

W przypadku przekroczenia VI (oraz IX) przykazania, ci dwoje zagarniają na własność domenę, nad którą zostali ustanowieni przez Pana jedynie zarządcami. W takim przypadku spełnia się dosłownie historia o dzierżawcach winnicy, jaką stylem przypowieści przedstawił Mistrz z Nazaretu niedługo przed swą ofiarą na krzyżu (Mt 21,33-46). Gdy mianowicie właściciel posłał do nich coraz innych swoich ludzi, upominając się o swoją własność: przez głos i wyrzuty sumienia, ci pobili lub wręcz zabili ich, zagarniając pole właściciela na swoją własność:

„Posłuchajcie ... przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę ... ... Oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili ...
W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna.
Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: ‘To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo’.
Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili ...” (Mt 21,33-39).
(Zob. też poniż.: Przez OJCA posłany SYN Człowieczy odrzucony przez ‘swoich’ (Mt 21,33-46); oraz:
Wyrzucony z Winnicy Dziedzic, Pan Młody, Syn Króla, Baranek)
.

Partnerzy seksualni nie mogą się uchylić od pełnej odpowiedzi godnej prawdy bytu na pytanie: ‘Kto was upełnomocnił do wkroczenia na ten teren?’
– Nie pomoże wmawiać sobie i innym, że tu chodzi o samą tylko ‘fizjologię’. Że Kościół jest ‘winien’ niepotrzebnego ‘szumu’ wokół seksu. Że przez wymyślone przez siebie zakazy Kościół ponosi odpowiedzialność za problemy psychiczno-fizjologiczne milionów ludzi młodych. Że ‘nam też się coś należy’ od życia. Że ‘inni też to robią’. Że ‘mamy prawo się poznać’. ‘Mamy prawo do tego, bo się kochamy ...’! Oraz że ‘księża też to czynią ...’!

Kościół jest z jednej strony świadom nieprawdopodobnej władzy, jaką go obdarzył jego Pan i Oblubieniec-z-krzyża, Jezus Chrystus:

„I tobie dam klucze królestwa niebieskiego:
cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie,
a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie ...” (Mt 16,19).

Jednocześnie zaś tenże Kościół w swej pokorze, która nie ma nic wspólnego ze ‘słabością’ czy chwiejnością co do otrzymanych kompetencji, wyznaje zgodnie z prawdą bytu, że nie jest władny zmienić-zmodyfikować żadnego z Bożych przykazań. Trzeba by być Bogiem, żeby Boże przykazanie – znieść, rozcieńczyć, zaadaptować do rozseksualizowanego społeczeństwa, a chociażby do wytycznych edukacji seksualnej płynącej szerokim nurtem od najwyższych władz ustawodawczych określonych gremiów międzynarodowych.

Podkreślaliśmy już wielokrotnie na naszej stronie, że nie istnieje żadna ‘rozcieńczona’ wersja VI-go przykazania Bożego. Czyli że niezmiennie w pełni aktualne jest dosłowne brzmienie owego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył”. Ani narzeczony, ani narzeczona – nadal mężem czy żoną (jeszcze) nie są. Nie da się znaleźć w Piśmie świętym najmniejszego sygnału, jakoby Bóg dla ‘narzeczonych’ sformułował nieco szerszą wersję omawianego przykazania. Znaczy to, że w posłuszeństwie Słowu Bożemu winni narzeczeni odnosić się do siebie przez cały czas aż do ślubu włącznie bez jakichkolwiek rozwodnień czy re-interpretacji, w pełni zgodnie z najdosłowniejszym brzmieniem Słowa tego Boga, który i dla nich jest miłością i dobrze się na ‘miłości’ zna.

Jeśli zaś wiele par postępuje w swych odniesieniach narzeczeńskich inaczej, nie stosując się do dosłownego, również dla nich w pełni aktualnego brzmienia owego Słowa Bożego, względnie – co więcej: niektórzy będą powoływali się na powszechnie stosowane i zaakceptowane ‘szersze interpretacje’ owego przykazania w nawiązaniu właśnie do narzeczeństwa, jawi się natychmiast – może ze zdwojoną mocą – wyżej parokrotnie postawione zasadnicze pytanie:
Kto was upełnomocnił do własnowolnego ‘poszerzonego’ rozumienia
owego jasno sformułowanego przykazania,
które w samym swym brzmieniu nie dopuszcza żadnych ‘rozcieńczeń’?

Tym bardziej nie są tu kompetentne jakiekolwiek władze państwowe. Ani żadne instytucje prawne międzynarodowe i ogólno-światowe. Jakąż odpowiedzialność ściągają na siebie poszczególni przedstawiciele władz państwowych czy innych jednostek cywilnych, którzy promują ‘safe-sex’, tworzenie ‘izb intymności’ w szkołach, nakazują świadczenie ‘pomocy osobom niepełnosprawnym w podejmowaniu ‘dotknięcia ciała’, zezwalają na tworzenie ‘agencji towarzyskich’, nie mówiąc o ustawach zezwalających na przerywanie ciąży, produkcję i upowszechnianie środków przeciwciążowych, siłowo narzucających sterylizację mężczyzn i kobiet, popierających przemysł poronny z pieniędzy podatników itd. itd. Są to każdorazowo grzechy w typie buntu szatana jako szatana. Wszyscy też oddający swój głos na tego rodzaju uzurpację władzy, która należy wyłącznie do Boga; wszyscy którzy je reklamują, są zatrudnieni w przemyśle ‘seksu’, zaciągają z tego tytułu ciężką winę osobistą, pozostając zarazem winnymi grzechów ‘cudzych’ (zob. wyż.: Grzechy ‘cudze’. – Zob. do tego tematu też niż.: Dziewczyna-kobieta a jej sposób ubierania się: cały ten §).

Co ci wszyscy, którzy tego rodzaju uprawnienia-ustawy uchwalają, powiedzą – każdy z osobna, gdy im przyjdzie stanąć przed Chrystusem, sędzią żywych i umarłych, chociażby z tytułu ‘grzechów cudzych’, obciążających ich sumienie w tysiące, a może miliony? Chwila ta przyjdzie w nieunikniony sposób. Wciąż aktualne są słowa przypomnienia Jana Pawła II, które jak refren powtarzają się na naszej stronie – m.in. ku otrzeźwieniu tych, którzy dają się zwodzić ... ‘mamoną’, czy też kurczowo się trzymając intratnego stanowiska, zajmowanego jednak za cenę ... łamania własnego sumienia i sumienia tysięcy-milionów osób:

„... Dlatego w każdym człowieku nie ma niczego
bardziej osobistego i nieprzekazywalnego,
jak zasługa cnoty czy odpowiedzialność za winę” (RP 16).

A Ty – i Wy oboje, narzeczeni, osoby zatem prywatne, podobnie jak partnerstwa względnie osoby żyjące w związkach homoseksualnych, lesbijskich, czy ‘mieszanych’: Kim Ty jesteś, że ogłaszasz się samozwańczo bogiem-ponad-Bogiem-Prawdą w zakresie intymności płciowej?
– Bóg Prawdy Objawienia nigdy nie wycofa przykazania: „Nie będziesz cudzołożył!”. Nie może tego uczynić: Bo kocha – każdą z osobna osobę swego żywego Obrazu wobec wszechświata: mężczyznę i kobietę. Przykazanie to zaproponował ludzkiej osobie w imię i w obronie prawdziwej miłości, którą ON – pierwszy – JEST. Nikt działający na przekór temu przykazaniu nie ujdzie odpowiedzialności sprawozdawczej, zgodnie z dopiero co przytoczonym przypomnieniem Jana Pawła II (zob. wyż.: Osobista nieprzekazywalna odpowiedzialność).

Statystyka grzechów a Boże przykazanie

Jeśliby się ograniczyć do partnerstw i narzeczeństw (pomijamy w tej chwili zatem osoby homoseksualne, partnerstwa lesbijskie itd.), należy dodać, iż żadnym usprawiedliwieniem dla postępowania sprzecznego z brzmieniem przykazania VI-go nie jest powoływanie się na fakt, że ‘inni też tak czynią’, ani że ‘ludzie Kościoła, a nawet wysocy dygnitarze Kościoła’ też nie żyją według przykazania VI czy IX. Żadnego kontr-argumentu przeciw Bożemu przykazaniu nie stanowią dane statystyczne chociażby nawet 100% par narzeczeńskich, które by przed ślubem współżyły – „i obecnie uchodzą za wzorowe małżeństwo”. I na ten zarzut daliśmy już w pewnej chwili odpowiedź wiary (zob. wyż.: Statystyka niezachowania Przykazania a Przykazanie – tamże fragment FC 5: dane statystyczne a zmysł wiary).
– Każdy też rozumie, że tu chodzi o treść nauczania Kościoła z Bożego mandatu, a nie o to, że poszczególni wierni, niekiedy zaś nawet jego oficjalni przedstawiciele, w swym życiu nie zawsze stosują to, czego w Bożym imieniu nauczają (zob. do tego słowa Jezusa: Mt 23,3).

(kB)
Objaśnienie

Oczywiście stać Cię na rzucenie z buntem w sercu i zachowaniu – Bogu w twarz wypowiedzianego słowa: „Nie będę Ci służył! Ja tu jestem właścicielem i panem! Nie będziesz mnie i nam obojgu, Boże, dyktował, jak mamy uprawiać naszą miłość!” Bóg natychmiast z serca waszego się wycofa: na życzenie-rozkaz ... swego stworzenia.
– Kto by tak postąpił, otrzymuje w tej samej chwili dokładnie to, co było życzeniem jego postawy: w swym buncie poprzecinał wszystkie ‘nitki’, na jakich ‘na Bogu’ i ‘z Boga’ wisiał. Człowiek ten ... zostałby z tą chwilą ... bez Boga, całkiem sam. A mimo wszystko ‘wisiałby’ nadal z Boga ... na jeszcze jednej nitce, której nikt i nic przeciąć nie zdoła: na nitce ... istnienia: ku wieczności.

Czy miałoby być uczciwe ze strony chociażby tego przedstawiciela Jezusa Chrystusa, któremu dane jest tutaj pisać-przemawiać, gdyby zataił perspektywy, jakie by tym samym ktoś na siebie sprowadzał? Gdyby mianowicie w tej chwili miał nastąpić zgon któregoś z tych dwojga, dane mu będzie dokładnie to, co było życzeniem jego serca tuż przed śmiercią biologiczną: być-na-zawsze-...ale-bez-Boga.
– Jest zrozumiałe: któż ‘lubi’ myśleć w takim momencie o Bogu i wieczności! A przecież każdy musi chcąc nie chcąc przyznać, że moment taki – przekraczania progu wieczności, może nadejść naprawdę „... w chwili, której się nie domyślacie ...” (Mt 24,44), jak ostrzega Właściciel winnicy, której własność m.in. ci dwoje zagarnęli i z jej owoców, kradnąc je, się karmią; oczywiście do ... czasu.

Przy całym zamieszaniu wywołanym pożądliwością ciała, która nie zważa na osobę ani własną, ani tego drugiego podobno ukochanego, usiłując ‘zawłaszczyć’ seksem własnym i jego, dwoje grzeszących wie aż nadto dobrze: Kim jest Ten, kto im dwojgu ‘udziela zezwolenia’ na zagarnięcie własności-nie-swojej. Nie trzeba się bać nazwać otwarcie po imieniu Złego, który hojnie rozdaje ‘pełnomocnictwa’ do wkraczania w zakresy nie swoje. On to ‘pozwala’ owym dwojgu wedrzeć się na teren intymności. To nie Bóg, lecz on: Szatan. On: przeciwnik miłości, przeciwnik także życia!

ZŁY z jednej strony okazuje się prze-hojnym rozdawcą tego, czego nie jest właścicielem. Gdy zaś oszukanego przez siebie człowieka: żywy Boży Obraz – doprowadzi do podeptania Bożego przykazania i wciągnie go do buntu-grzechu, gardzi nim następnie, odwracając się od niego z obrzydzeniem i pogardą: on, Duch upadły. Bo wszystko co jest ‘ciałem’, jest w porównaniu do niego – natury czysto duchowej, obrzydliwością i wstrętem.
– Z jakimż zarazem wstrętem ‘natury’ odwraca się właśnie on – Szatan, szczególniej od tych, którzy z jego namowy dali się skusić szczególnie na homoseksualizm i praktyki lesbijskie ...!

Kto dla nas jest tym Pierwszym?

Czy w tej sytuacji dostrzegasz, tzn. czy chcesz dostrzec, kto dla ciebie, a dokładniej: dla was obojga – jest ‘tym pierwszym’, najważniejszym w hierarchii wartości definitywnych? Chodzi o to, która spośród osób jest dla ciebie – dla was obojga, tą pierwszą?

Nie trzeba się uchylać od zadania sobie trudu dopracowania się tu rzetelnej odpowiedzi. Jeśli ‘oddanie się’ chłopakowi jest dla dziewczyny ważniejsze niż Chrystus w Bożym przykazaniu: „Dziecko, proszę Cię bardzo: Nie będziesz cudzołożył”, powinna ona dostrzec w jaskrawym świetle, z dokładnością ‘do mikrometra’ – replikę tego, co się działo w upadku pra-rodziców w raju. To samo dotyczy oczywiście chłopca: ‘chłopaka’. Ci dwoje w raju przestali w pewnej chwili spoglądać w oblicze Pana, Boga Prawdy. Postawili siebie samych w miejsce Boga. Działo się to w zniewolonym, ślepym ‘podążaniu’ za głosem „Węża Starodawnego, który się zwie Diabeł i Szatan, zwodzącego całą zamieszkałą ziemię ...” (por. Ap 12,9). Jego, Szatana – posłuchali; byle nie ... Boga! Podążyli za nim posłusznie krok w krok. Jak bezwolne ‘owce-barany ... na rzeź’. W złudnym przeświadczeniu – krótkotrwałym, że stali się wolni. Zdobyli wolność ... „od Boga” (por. VSp 64.96) – i od Bożych przykazań!

Dla Adama ważniejsza w tym momencie stała się Ewa. Przesłoniła ona sobą Bożą prośbę: polecenie pełne promocji i Bożej ufności, by z owocu z tego ‘drzewa’ nie spożywać (por. Rdz 2,17).
– Dla Ewy ważniejszym od Pana stał się ... Wąż. Wdała się w dialog z nim – zamiast rozmawiać z Bogiem – i tak dopiero z mężem.

Odkupiciel Człowieka, Jezus Chrystus, ukaże kiedyś miarodajną hierarchię osób, którą należy stosować w sytuacjach krytycznych, a która skądinąd jest jednoznacznie wyrzeźbiona w sercu-sumieniu każdego człowieka:

„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzień.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,37nn).

Słowa te dotyczą bez jakiejkolwiek modyfikacji każdorazowej sytuacji narzeczeńskiej, a oczywiście z kolei także małżeńskiej. Jeśli dla męża, czy chłopca ważniejsza jest jego kochanka czy nawet żona, i posłucha jej nalegania by popełnić grzech, stawia on na pierwszym, zasadniczym miejscu w swoim życiu nie Boga i nie Chrystusa, lecz tę dziewczynę, względnie obecnie już żonę.
– Analogicznie w przypadku dziewczyny, czy też już żony: jeśli dla niej ważniejsze jest zaspokojenie chopca-chłopaka, czy nawet męża – za cenę zgody na grzech w zakresie seksualizmu, stawia ona na pierwszym miejscu Węża Starodawnego: diabła i szatana. Jemu jest potulnie posłuszna: jako niewolnica. Dzieje się to jednak za cenę wyproszenia w tejże chwili Chrystusa z swego serca: z ich ‘komunii’.
– Przegrywa wtedy: ona. Przegrywa mąż, czy chłopiec. Z bólem Serca odchodzi – nie daj Boże definitywnie, Odkupiciel człowieka. Na pobojowisku zostaje z triumfem pogardy dla człowieka, który dał się ‘złapać-na-ciało’ ... Wąż Starodawny: Uwodziciel-Morderca.

W przypadku niezbyt czystego sumienia

Może się zdarzyć, że gdy ktoś będzie przegląda niniejsze rozważania, rzuci je ze zdenerwowaniem. Bo to wszystko takie nie-modne, nie-postępowe, ‘klerykalne’, sprzeczne z psychologią seksu ...
– Co na to ma powiedzieć kapłan? Czy miałby się wycofać i – ... zdradzić Chrystusa? Zdradzić jednocześnie właśnie tych ludzi młodych, którym chciałby podsunąć garść argumentów do twórczego przemyślenia?
A co będzie, gdyby znienacka rzeczywiście nadejdzie chwila ... ostatnia? Który ze sposobów ‘rozumowania’ okaże się wtedy bardziej trafny?

Czy nie najlepiej dać sobie z góry spokój z wmawianiem sobie i innym, że ‘mam prawo ... kochać się, jak mi się, czy jak nam się podoba’, chociażby to ‘kochanie się’ kształtować się miało w najbardziej wyrafinowany, może wręcz zwyrodniały sposób? Kto chce, widzi jasno: Nikt ... nie ma takiego ‘prawa’ wyrażania się w dopiero co przytoczonych, chociażby nierzadko spotykanych słowach: ‘mam prawo ... kochać się, jak mi się podoba’ ! Ci którzy uprawiają ‘seks’, działają jak złodzieje; i dobrze sobie z tego zdają sprawę. Dzieje się to przecież na terenie, który nie jest ich własnością.

Jeśliby ktoś przedstawionych tu stwierdzeń nie chciał przyjąć do wiadomości, świadczyłoby to jedynie bardzo niedobrze o nim samym. Nie miłość, lecz pożądliwość ciała kierowałaby tym człowiekiem. Do tego stopnia, iż wykluczałby on z góry wszelkie myślenie logiczne. To zaś obnażałoby jedynie – wprost, albo i jedynie pośrednio sformułowaną jego postawę: „Precz stąd, Boże! Wiemy, co robimy! Przykazania Twojego i tak ... nie posłuchamy!” (por. wyż.: Boga nie posłuchamy!).

Gdybyś Ty, Drogi Czytelniku, poczuwał się do nie w pełni czystego sumienia w obliczu Odkupiciela i Jego Niepokalanej Matki, zechciej przyjąć gorącą zachętę: Nie bój się poprosić Ducha Świętego o dar skruchy serca. Zwróć się do Bożego Miłosierdzia o przebaczenie win i kar, jakie sam czynem grzesznym na siebie ściągnąłeś. Odpraw naprawdę dobrą, szczerą spowiedź świętą. Ukochaj ciałem i sercem to wymagające przykazanie VI, czy ponadto przykazanie IX. Niechby wytrwanie w dobrem kosztowało ile chce.
– Odetnij się definitywnie od okoliczności, które cię wiodą do upadku. Proś Niepokalaną oraz swego ukochanego Anioła Stróża, Anioła Stróża również tego drugiego, z którym wspólnie grzeszycie, o pomoc w podjęciu zdecydowanych postanowień i ich rzeczywiste wprowadzenie w życie.

Błogosławione niech będzie Boże Miłosierdzie, które najczęściej nie odbiera człowiekowi-w-grzechu daru życia tu na ziemi natychmiast. Bóg z zasady cierpliwie – i długo: czeka, czeka ... i czeka na skruchę serca oraz prośbę o odpuszczenie grzechów ...!

(6 kB)

3. Co zatem z intymnością przed ślubem

Posłuchać czy nie posłuchać przykazania

Narzeczeni, którzy nie chcą stać się igraszką zniewalającego instynktu i nie lękają się nałożenia sobie wewnętrznej dyscypliny dla zachowania godności swojej miłości, nie uchylają się przed konfrontacją swej sytuacji w świetle głębszych racji. Łatwo zrozumieć, że gdy uprawianie intymności stało się już utrwalonym ‘zwyczajem’, pojawią się rozpaczliwe wysiłki, by do takiej konfrontacji nie dopuścić.
– A przecież jest z góry nieprawdopodobne, by podejmowanie działań „bez Boga, jeśli nie wprost wbrew Bogu” (por. RP 14), mogło stać się czynnikiem, który by tych dwoje ‘zbliżył do siebie’, gdybyśmy mieli podjąć słowa użyte w wyżej ukazanej serii wyznań z korespondencji Zofii-Jurka: „Dlaczego odizolować się całkowicie, skoro to bardzo zbliża ...?” (List 2; zob. wyż.: ‘To bardzo zbliża’).

Drodzy Czytelnicy zechcą wybaczyć, że trudno w tej tematyce nie wspominać o Bogu. Jego przecież nie może tu nie być! Z kolei zaś nie może On nie być Miłością – właśnie wtedy, gdy proponuje m.in. to wymagające przykazanie VI-IX – dokładnie takie samo dla ‘wszystkich’ innych, co i dla ... narzeczeństw!

Wbrew złudnym oczekiwaniom, współżycie przedmałżeńskie nie jest w stanie scementować tych dwoje w prawdziwe „jedno w miłości”. Ci dwoje to doskonale wyczuwają, chociażby zmuszali głos sumienia do milczenia. Łączy wspólnota popełnionego grzechu: zawłaszczanie terenu genitalnego do egoistycznego użycia. Jest to zatem z samej definicji akt anty-miłości. Miłość godna tego miana życzy dobra ‘bez granic’, ostatecznie ... nieba. Grzech nie-miłości nie jest w stanie przekształcić się w rzeczywistość ukierunkowaną na zjednoczenie. Ono zaś dotyczy nie tyle nawet samych ciał, co obojga osób: jej i jego. Oboje zdają sobie w tej sytuacji sprawę, że biorą na sumienie, tj. biorą na siebie odpowiedzialność za siebie nawzajem. Ma to być odpowiedzialność za miłość. Ta zaś, jeśli ona ma być prawdziwa, winna zmierzać do życia – wiecznego, a nie w kierunku odwrotnym.

Oboje muszą przyznać, że przy podejmowaniu pieszczot, czy nawet współżycia przed ślubem, chodzi im o przeżycie ... masturbacji, a nie miłości. Tej ‘masturbacji’ usiłują rozpaczliwie nadać nazwę ‘miłości’, dobrze zdając sobie sprawę, że rzeczywistość całkowicie przekreśla godność tego określenia.
– Miłość – w jej darze zawierzonym przez Boga dopiero małżonkom – a nie narzeczeństwom, winna zmierzać do zjednoczenia ich osób – jako już męża i żony. Przy czym ... zjednoczenie ... winno stać się rzeczywistym zjednoczeniem: utrzymującym się długo, pełnym pokoju Bożego i ludzkiego, przeżywanego w stanie łaski sakramentu. Nie może to być ... masturbacja!

Tymczasem ci dwoje w uprawianiu ‘seksu’ przedślubnego do zjednoczenia swych obojga osób bynajmniej nie zdążają. Chociażby ze względu na potencjalność rodzicielską, którą wtedy z zasady z góry wykluczają (stosowanie środków zapobiegania; stosunki przerywane, seks całkiem wynaturzony). Oboje muszą szczerze wyznać, że poszukują ... masturbacji: seksu-dla-seksu.
– Siłą rzeczy musi wtedy definitywnie zniknąć z widnokręgu ... Bóg-Miłość i Boże Przykazanie. Na pobojowisku zostaje ... ZŁY – w rumowisku zniszczonej świątyni Ducha Świętego. On – Wąż starodawny, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, a w tym wypadku ... skutecznie również tych dwoje.

Przeciwnie zaś, jeśli ci dwoje przeżywają czas narzeczeństwa zgodnie z Bożymi oczekiwaniami, czekając cierpliwie, aż sam Pan wprowadzi ich na teren intymności, nagrodą za wierne trwanie przy Chrystusie staje się pokój i radość odniesionego zwycięstwa. Oboje doświadczą zaowocowania swych zmagań w podejmowaniu pracy nad sobą. W miarę jak oboje otwierają się na działanie łaski Chrystusa i prowadzenie Ducha Świętego, otrzymują z chwili na chwilę mocy ku trwaniu w czystości pełnej przekonania i która bezwiednie tryska na zewnątrz wewnętrznym rozradowaniem w Duchu Świętym.

Jej innym imieniem staje się przyspieszony rozwój przeżywanej miłości narzeczeńskiej. Będzie to miłość zakorzeniona w Bogu i wzrastająca z Niego. Bóg obdarza ich wtedy coraz głębszym uczestnictwem w tajemnicy siebie jako Miłości i Życia. Czas narzeczeństwo staje się dla tych dwojga czasem oczekiwania z wielką ufnością na skarby, przyobiecane im przez Trójjedynego na chwile, gdy staną się dla siebie nawzajem pełnym darem-osobą: sakramentem małżeństwa.
– Narzeczeństwo przekształca się w czas i dar ciągłego zdawania egzaminu z miłości, która zapatruje się w „Matkę Pięknej Miłości” (Syr 24,17 – Vg). Jej wzorem stają się odniesienia Maryi i Józefa jako narzeczonych, a potem małżonków w Rodzinie Świętej, gdzie tym pierwszym był i pozostał na stałe ... ich Boski Syn, Jezus Chrystus (zob. LR 20).

Oboje nie szczędzą wysiłku, by nie utracić świadomości, iż „jest z wami Oblubieniec” (Mt 9,15; LR 18.22), jak o sobie powiedział Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus. Tak przeżywana miłość wyraża siebie nie w ‘braniu’, a coraz bardziej w dojrzałym ‘darowaniu siebie-jako-osoby’. Zmierza ono nieomylnie ku dobru – oczywiście temu ziemskiemu, ale tym bardziej temu ostatecznemu: swojemu własnemu oraz tego drugiego, z otwieraniem się coraz bardziej świadomie na przekazywanie dóbr odkupienia oczekiwanemu w przyszłości potomstwu-rodzinie, jeśli im PAN użyczy daru rodzicielstwa.

Ten przemożny pociąg płciowy ...

Ktoś by zapytał: czemu Bóg wzbudza przemożny pociąg płciowy ku sobie nawzajem, który z szczególnym natężeniem daje znać o sobie właśnie w wieku młodzieńczym. Jest to zresztą okres nacechowany wielorakimi innymi zmaganiami, które są trudne tak dla samego człowieka młodego, jak jego otoczenia. Gdy dwoje młodych znajdzie się na etapie ‘chodzenia ze sobą’, wydaje im się sprawą z natury zrozumiałą, że zapragną wyrazić sobie rozwijającą się więź nie tylko jednością swych serc, ale i poprzez spontanicznie nasuwające się wyrazy coraz ściślejszej czułości – aż po zjednoczenie w ciele. Czy nie sam Bóg jest ‘winien’ ludzkiej ‘biedy’ w tym zakresie? Jeśli Bóg chciał, żeby młodzi przygotowali się do małżeństwa i trafili na siebie, mógł osłabić ich namiętności, które zdają się przerastać ich swoją żywiołowością. Nic dziwnego, że mimo szczerych postanowień mogą w końcu nietrudno ... ulec pokusie i upadają pomimo dobrze sobie znanego VI przykazania!

(4.5 kB)
Objaśnienie

Z jakimż poczuciem wewnętrznego rozgoryczenia wyznaje p. Zofia z poprzednio przytoczonych fragmentów jej korespondencji narzeczeńskiej:

„... Proszę Księdza, nam obojgu jest trudno. Nie tylko Jurkowi, ale i mnie. I widzę, że małym jestem człowiekiem, skoro moje słabości są silniejsze ode mnie ...” (List 2. – Zob. wyż.: Dlaczego odizolować się skoro to bardzo zbliża?).

Ci dwoje nie mieliby odwagi sformułować tak jaskrawo tego, co może i im się nasuwało w formie jakiegoś żalu-do-Boga za ‘biedę’, jaką im przyszło przeżywać w tym zakresie.

Myśli takich oczywiście nie można dopuszczać. Czy Bóg miałby obdarzać wzajemnym przyciąganiem płci pod kątem małżeństwa dopiero po już zawartym ślubie? Nikt by wtedy nie myślał o nawiązywaniu jakiejkolwiek więzi uczuciowej! Takie rozwiązanie nie odpowiadałoby Bożej Mądrości! Wzajemne przyciąganie płci w ramach godności osobowej oraz ich zróżnicowanego powołania, „jakie wynikają ze swoistej odmienności i ‘oryginalności’ osobowej mężczyzny i kobiety” (MuD 10) oraz ich wzajemnej komplementarności, przy zachowaniu pełnej równości ich godności osobowej – jest darem Boga i należy do podstawowego wyposażenia ludzkiej osoby.
– Bóg też sprawia, że świadomość własnej odmienności płciowej, wraz z możliwością nawiązania więzi z osobą odmiennej płci, wykształca się dopiero stopniowo – równolegle do psychofizycznego rozwoju człowieka.

W tym właśnie wyraża się Mądrość Boga jako Stworzyciela – i Ojca. Widać też, jak bardzo to wszystko jest niezależne od mechanicznie pojmowanego ewolucjonizmu. Trudno inaczej rozumieć etapy duchowego wzrastania człowieka, szczególnie te początkowe, kiedy świadomość własnej przynależności płciowej wiedzie żywot utajony. Dopiero w miarę dojrzewania biologicznego i psychicznego człowiek odkrywa stopniowo i uświadamia sobie zróżnicowanie płciowe ludzi. Chłopczyk i dziewczynka przypatrują się sobie zrazu z dystansu, układając się w niższych klasach szkolnych raczej w odrębne grupy chłopców i dziewcząt. Bawią się oddzielnie, a zarazem obserwują ze wzrastającym zainteresowaniem. W dalszych klasach szkoły podstawowej, a tym bardziej w klasach licealnych tworzą się stopniowo koleżeństwa i przyjaźnie i pojawiają się głębsze więzi – aż po te narzeczeńskie, a potem małżeńskie. Miłująca Wszechmoc Boga wydawkowała wszystko z przedziwną mądrością: „Aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi” (Mdr 11,20).

Na tym tle widać zarazem, jak destruktywne okazuje się siłowe rozniecanie seksualizmu przez nieodpowiedzialne programy ‘edukacji seksualnej’, przy towarzyszącym jej zmasowanym zalewie mass-mediów na etapach, gdy rozwój duchowy dopiero wzrastającego dziecka wiedzie w tej dziedzinie żywot jeszcze utajony. Jak głębokie i trudne do uleczenia bywają urazy psychiczne, wytworzone przez brutalne łamanie poczucia wstydliwości, jakie Bóg głęboko wszczepił w formie bariery ochronnej dla zakresu płciowości w sumienie każdego człowieka!

Jak łatwo wywołać wewnętrzne niepokoje i poczucie przewinienia, niekiedy doprowadzić wręcz do szoku, gdy dziecko zostaje nieoczekiwanie wystawione na narzucone mu obrazy porno, czy wręcz nagość ‘na żywo’ drugiej płci. Ileż anty-odpowiedzialności, z której odnośni ‘odpowiedzialni’ się nie usprawiedliwią, tkwi w programach, które rzekomo ‘chroniąc’ dzieci od perwersji seksualnych, w praktyce wdrażają w działania homoseksualne i lesbijskie, a z kolei w sposoby chronienia się przed ciążą jedynie w formie działań zmierzających do nie-uwidocznienia jej poprzez udostępnianie dopiero wzrastającym dziewczynkom środków wczesnego zabijania poczętych, a chłopcom przez wdrażanie ich w zakładanie prezerwatywy – zamiast wspomagać w umiłowaniu postawy czystości i szacunku do siebie i osób drugiej płci.

Trudno wtedy oprzeć się cisnącemu się na usta Chrystusowemu „biada” pod adresem tych, którzy zamiast dorastającemu młodemu człowiekowi dopomóc w stopniowym dorastaniu do miłości przeżywanej jako „doprowadzenie osoby do złożenia daru z siebie w miłości” (FC 37), czyli w dostrzeganiu siebie i drugiego człowieka jako osoby, a nie ‘rzeczy-do-użycia’ dla własnej przyjemności, uczą jedynie sztuki ‘bezpiecznego grzeszenia’. Dzieje się to przez rozprowadzanie w coraz większej ilości krajów wśród ledwo z dziecięctwa wyrastających dziewczynek środków ... przeciw-ciążowych. Edukacja w kierunku ‘miłości’, określana niekiedy jako ‘Przysposobienie do życia w rodzinie’, staje się edukacją tego, jak skutecznie dokonywać mordu-z-zimną-krwią na kolejno poczętym i z rozmysłu gładzonym poczętym w przypadku ‘na wesoło’ uprawianego seksu-zabawy ...

Jak mocnych słów używa w nawiązaniu do takich gorszycieli młodego pokolenia Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus! Wykonawcy wspomnianych programów edukacyjnych powołują się na obowiązujące ich normy ustalane na wyższych szczeblach programowanego nauczania. Tymczasem tam, gdzie w grę wchodzi grzech – w tym wypadku w majestacie nieodpowiedzialnie konstruowanych ‘programów edukacji seksualnej’ realizowanego wdrażania do łamania Bożego Prawa w taki sposób, żeby się nie ujawniło poczęte ludzkie życie, obowiązkiem człowieka jest, jak w przypadku zmuszania do aborcji czy eutanazji, wyrażanie „sprzeciwu sumienia” (por. EV 89).

Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus – który jest miłosierdziem samym, używa niezwykle drastycznych słów w odniesieniu do tych, którzy wdrażają niemal bezbronne na negatywne wpływy otoczenia dzieci, w jaki sposób odstępuje się od Boga i jak się Go ignoruje:

„Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych Małych, którzy wierzą we Mnie,
temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.
– Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia,
lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie ...” (zob. Mt 18,6n).

Taki finał: szczególnie surowego sądu Bożego, gotują sobie ci wszyscy, którzy zwykle z niebywałą nadgorliwością, przy użyciu szantażu i wbrew priorytetowym prawom wychowawczym rodziców właśnie w omawianej dziedzinie, wdrażają dzieci i młodzież w jej wczesnych etapach rozwojowych w praktyki seksualne i stosowanie „bezpiecznego seksu” (zob. LR 13). W takiej wizji edukacyjnej płciowość ma służyć jedynie jako tworzywo do maksymalnego eksploatowaniu możliwości seksualnych partnerów – przy całkowitym oderwaniu od duchowego wymiaru człowieka jako osoby i jakiejkolwiek odpowiedzialności za siebie, tego drugiego, a tym bardziej mogącego pojawić się wtedy dziecka.

Potwierdza się podstawowe spostrzeżenie: Boże dary są pełne stworzycielskiej miłości. Im jednak dary te są piękniejsze, tym bardziej są one kruche, a przy tym wymagające. Dopiero za cenę zmagania się ze sobą ku zwycięstwu w ich zdobywaniu cieszą one radością w „Duchu Świętym” (Ga 5,16).

Dwojgu kochających się, zmierzających do ślubu z sercem wrażliwym na Boży głos, nie tak trudno powiedzieć sobie jednoznacznie – zaraz na początku swego uczuciowego zaangażowania: „Intymne pieszczoty i współżycie zastrzegamy na małżeństwo!” Jak wiele dobra stało się już chociażby dzięki ruchowi powstałemu w tym zakresie w USA: „Prawdziwa miłość poczeka” (zob. już wyż.:  Prawdziwa Miłość Poczeka ... – wraz z d.c. tego §). Oby każda para dwojga młodych uwierzyła, że tego rodzaju decyzję da się wcale nie tak trudno wprowadzić w czyn. Boga wypada słuchać zawsze, ale szczególniej w momentach przełomowych, m.in. w przyjaźni, która staje się coraz bardziej miłością narzeczeńską. Od wierności w słuchaniu Słowa Bożego i czynieniu go u samego zarania zaistniałej nowej sytuacji zależą w sposób istotny losy danego człowieka, wspólnoty, a niekiedy całych społeczeństw.

Gdyby już doszło do klęski

Jeśliby ci dwoje Bożego głosu ostatecznie nie posłuchali i przeszli na udostępnianie się sobie w swej intymności płciowej, nie powinni sądzić, że obecnie i tak wszystko już jest przesądzone. Toteż teraz ‘nie wypada’ się wycofać, jeśli nie ma ucierpieć na tym ‘honor własny’.

Istotnie, w poczuciu winy i wzrastającej świadomości, że zabrnęli stanowczo za daleko, młodzi w niejednym wypadku chętnie by przecięli zacieśniającą się nad nimi pętlę grzechu. Czują się wyraźnie osaczeni i zniewoleni. Widzą coraz wyraziściej, że to co czynią jest wszystkim innym, a nie ‘miłością’. W tej sytuacji stają się zwykle coraz bardziej skłonni wycofać się całkowicie z dalszego podejmowania wszelkiej intymności. Po wielu klęskach dojrzewa w ich sumieniu wniosek, że na obecnym etapie rzeczywiście ‘nie tędy droga’.

Od przetworzenia tego przemyślenia w decyzję i wprowadzenie jej w życie wstrzymuje ich jednak fałszywe mniemanie: „Co on – co ona, o mnie teraz pomyśli? Uzna mnie za ‘mięczaka’ ! Powie, że wystraszyłem się księdza, piekła ...!”

Z dystansu widać wtedy jak na dłoni, jak potężnie zaczyna tu działać Zły. Jeśli bowiem młody człowiek dopuszcza do swej świadomości ‘wyrzuty sumienia’, jest to nieomylny znak działania Bożej łaski. Fakt ten świadczy, że Chrystus wychodzi naprzeciw grzesznika i kołacze coraz intensywniej do jego serca, wsłuchując się w jego odpowiedź. Odkupiciel niczego tak nie pragnie, jak stać się właśnie Odkupicielem człowieka ... grzesznego, jeśli ten Mu na to ‘pozwoli’.

Ileż nie złudnej ufności kryje się za słowami Jana Pawła II:

„... Ale wyrok sumienia pozostaje w człowieku także jako rękojmia nadziei i miłosierdzia: podczas gdy stwierdza, że popełnił zło, zarazem przypomina, iż powinien prosić o przebaczenie, czynić dobro i z pomocą łaski Bożej nieustannie ćwiczyć się w cnocie” (VSp 61).

W tej sytuacji przystępuje jednak do tym bardziej wzmożonego kontr-ataku Zły. On naprawdę:

„... od początku wykorzystuje dzieło stworzenia przeciw zbawieniu,
przeciw przymierzu i zjednoczeniu człowieka z Bogiem ...” (DeV 27)

Wyczuwając, że coraz bardziej dojmujące wyrzuty sumienia u tych młodych, których udało mu się skusić do otwartego sprzeciwienia się Bożemu przykazaniu, mogą się skończyć ich decyzją na skorzystanie z Trybunału Miłosierdzia: sakramentu spowiedzi świętej, wzmaga on swoje działania, by do ich pojednania z Bogiem za żadną cenę nie dopuścić.

(0,2 kB)  ‘Owocem’ jego nacisków stają się coraz inne, tym dwojgu podsuwane myśli:
– On to, Szatan, podsuwa myśli o ‘honorze’, który przez wycofanie się z grzechu doznałby niewybaczalnego ‘uszczerbku’.
– On to wmawia młodym, że spowiedź można jeszcze na długo spokojnie odłożyć.
– On to sugeruje, żeby ‘póki czas’, nacieszyć się jeszcze ‘trochę’ uprawianiem seksu, by dopiero potem, gdy się ‘więcej uzbiera’, poprosić Boga o ‘ryczałtowe’ przebaczenie bardziej znaczącej ilości grzechów.
– On to, Szatan, każe nie pokazywać się zbyt często przy konfesjonale, by ludzie nie osądzili go jako ‘skrupulanta’ lub zakochanego w ‘księdzu’.
– On z kolei podsuwa rozpacz i zwątpienie w Boże Miłosierdzie z powodu nagromadzonej ilości i ogromu popełnionych grzechów, dla których – jego zdaniem – już nie ma przebaczenia! Stały się one w międzyczasie zbyt wielkie, szczególnie w przypadku wielokrotnie, z pełną świadomością powtarzanych grzechów ‘krwi’, gdy ci dwoje systematycznie stosowali środki poronne, tak iż spod ich seksu rozlega się „głośny krzyk niewinnej przelanej krwi” (por. Rdz 4,10) Dzieci zabijanych z miesiąca na miesiąc już przez długi czas.
– Grzechy te są już zbyt wielkie i liczne, a przede wszystkim: są one już niemożliwe do naprawienia. Toteż nie ma się co udawać do Boga, bo Bóg i tak ich już ... nie przebaczy ...

Cisnące się do serca tego rodzaju myśli są oczywiście jedynie pokusą ze strony Złego. Szatan nie zmienił i nie zmieni swej taktyki stosowanej zwykle bardzo ‘skutecznie’ począwszy od uwiedzenia pra-rodziców w raju. Najpierw zwodzi mirażami przyjemności i rozkoszy. Gdy zaś człowieka złapie na tak zastawione, zwykle bardzo prymitywne haczyki, odsłania swe prawdziwe oblicze, stając się mordercą – mordercą życia wiecznego: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma” (J 8,44). Św. Piotr, pierwszy Namiestnik Chrystusa, dobrze wiedział, co pisze, gdy ostrzegał przed Szatanem jako „lwem ryczącym, który krąży szukając kogo pożreć ...” (por. 1 P 5,8).

Tymczasem Bóg Prawdy Objawienia jest całkiem inny. Nie ma grzechu, który by był ‘większy’ od możliwości Bożego Miłosierdzia: od Bożej woli przebaczania. Dotarcie Bożego miłosierdzia do duszy bywa blokowane jedynie przez samego człowieka, który nie chce przyjąć Bożego miłosierdzia, względnie nie chce przyjąć warunków wstępnych do uzyskania Bożego przebaczenia, poczynając od decyzji nie-grzeszenia więcej.
– O tym wszystkim mówiliśmy obszernie już w poprzednich częściach naszej strony (zob. wyż.: Grzech przetworzony w nowe obdarowanie Miłością – § E i F; oraz: Błogosławiony Trybunał: Sakrament Miłosierdzia – cały rozdz.; Rozpacz potępienia czy Dar Pojednania? – cały rozdz.; Miłujące Boże Miłosierdzie – cała ta cz.V. w 8 rozdziałach; zob. ponadto: DiM 13).

Powrót do Boga nigdy nie poniża. Sam zaś człowiek-grzesznik jedynie wzrasta, ilekroć ‘dozwala’ odnieść w sobie zwycięstwo Bożemu miłosierdziu, które jest nieskończone, niewyczerpane i niewyczerpalne, i zawsze „potężniejsze niż grzech” (DiM 8.13), podobnie jak Boża miłość jest „potężniejsza niż śmierć” (DiM 8).
– Wyrazem tego staje się radość z odzyskanego życia łaski i radość z na nowo podarowanej wolności. Radość ta udziela się mimo woli zapewne i temu drugiemu, jeśliby chodziło np. o dwoje osób będących parą narzeczeńską. Radość ta i promienne oblicze z odzyskanego pokoju sercu udziela się bezwiednie najbliższemu otoczeniu.

Czy więc intymność łączy

(21 kB)
Objaśnienie

Czy więc współżycie w końcu ... łączy? Kto chce, zrozumie pozornie surowo brzmiącą wymowę zawartych tu słów. Za nimi jednak kryje się cała miłość Bożego Serca, które dobrze wie, co to znaczy: podciągać człowieka: mężczyznę i kobietę – dzieci Boże, do rozwoju i promocji: podciągać wzwyż, nie dopuszczając do ‘równania-w-dół’, jakiego całym sobą człowiekowi zgotować pragnie ZŁY.

Przy stosunku w okresie przed ślubem zbliżenie dotyczy ciała-ciała, a nie ducha; mimo iż zrozumienie tego wymaga głębszego zastanowienia i uczciwości w myśleniu. Brak wtedy całkowicie zjednoczenia w znaczeniu bezinteresownego darowania sobie całych swoich osób – z widzeniem siebie w swej godności i wezwaniu do życia wiecznego, czyli ku dobru – definitywnemu. Takie darowanie się sobie jest w sytuacji narzeczeństwa przy podejmowaniu pieszczot i samego nawet współżycia po prostu niemożliwe do zrealizowania. Jeśli zaś tego czynnika zabraknie, nie można nazwać podjętego działania jako czyn ‘dobry’.

Dla przypomnienia wypada przytoczyć ponownie wypowiedzi nauczycielskie papieża Jana Pawła II odnośnie do warunków, jakie winien spełniać czyn, żeby go można było nazwać mianem czynu dobrego:

„Tylko czyn zgodny z dobrem może być drogą wiodącą do życia (nawiązanie do Jezusowego słowa z: Mt 19,17).
... Działanie jest moralnie dobre, gdy poświadcza i wyraża dobrowolne podporządkowanie osoby jej ostatecznemu celowi oraz zgodność konkretnego działania z dobrem człowieka, rozpoznanym w jego prawdzie przez rozum.
– Jeśli ten przedmiot działania nie współbrzmi z prawdziwym dobrem osoby, to wybór takiego działania sprawia, że nasza wola i my sami stajemy się moralnie źli, to znaczy, że sprzeciwiamy się naszemu ostatecznemu celowi i najwyższemu dobru – czyli samemu Bogu” (VSp 72).

„... Ale to przyporządkowanie czynów ostatecznemu celowi to nie wymiar subiektywny, zależny wyłącznie od intencji. Zakłada ono, że czyny te same w sobie mogą zostać przyporządkowane owemu celowi dzięki swej zgodności z autentycznym dobrem moralnym człowieka, chronionym przez przykazania.
– O tym właśnie przypomina sam Jezus w odpowiedzi udzielonej młodzieńcowi: ‘jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania’ ...” (VSp 73).

Przy wszelkiej intymności uprawianej w warunkach przed-małżeńskich, tych dwoje łączy doznanie seksualne. Każde z nich przeżywa je samolubnie: jako przeżycie ‘seksu’, a nie zjednoczenia w miłości-otwartej-na-życie. Tam nie ma przypieczętowanej, nieodwołalnej decyzji oddania się sobie tych dwojga osób. Jest doraźne korzystanie z wzajemnie sobie udostępnionego ciała. Oddanie to nie dociera do wielkości osoby, a przy tym z zasady wyklucza otwartość na rodzicielstwo. Miłość tych dwojga, która miała i mogła spotykać się w miłości Bożego Serca, ulega systematycznie podcinaniu. Serce obojga i ich wzrok nie są czyste: nie ma tam „promieniowania radością miłowania” (FC 52). Boża obecność i konsekwentnie Boże pobłogosławienie tej miłości zostały z serc obojga skutecznie ... wyproszone.

Nie było jeszcze grzechu, który by ludzi od wewnątrz zespalał! Tylko Duch Święty łączy w jedno-w-miłości! Adam i Ewa stanowili jedno-w-miłości do chwili grzechu. Przez ten czas oglądali siebie w Bogu, widzieli też „czystym sercem” samego Boga – zgodnie ze słowami, jakie kiedyś wypowie Mistrz z Nazaretu w ośmiu błogosławieństwach (Mt 5,8). Jan Paweł II powie:

„... Owej pełni ‘zewnętrznej’ widzialności, o jakiej stanowi nagość ‘fizyczna’ (jeśli tak można powiedzieć),
odpowiada ‘wewnętrzna’ pełnia widzenia człowieka w Bogu, to znaczy wedle miary ‘Obrazu Boga’ (por. Rdz 1,27) ...” (MiN 53).

W następstwie grzechu ci dwoje: Adam i Ewa zaczęli oskarżać siebie nawzajem i wykłócać się, nawet w obecności Boga. Szatan wciąż dzieli, rozrywając komunię osób, by następnie tym łatwiej ... zabijać.

Powodem tego, iż to, co ci dwoje chcieliby nazwać „miłością”, a co w rzeczywistości okazuje się anty-miłością, jest dążenie w tej chwili do zawłaszczenia terenu płciowości i wydarcia go na siłę Bogu. Na dnie sumienia trwa wtedy zawsze, chociażby niemal całkiem zagłuszona świadomość, że oboje pozostają jedynie zarządcami swej płciowości. Odrzucając Boże przykazanie, deklarują się samozwańczo ‘bogiem źródeł życia i miłości’. Samego zaś Bogu Prawdy osądzają ci dwoje jako niekompetentnego w sprawach ‘miłości’ (zob. wyż.:  Działania ‘CONTRA’: Co na to Bóg?” – cały rozdz., zwł. ‘C’. Oraz:  Jeszcze raz: Trójjedyny a Boże ‘cierpienie-pocieszenie’ Boga”).

Tym samym ci dwoje odcinają się od miłości, którą jest sam tylko Bóg, nigdy zaś Szatan. Odejście od miłości oznacza pogrążanie się w anty-miłości: w śmierci. Anty-miłość nigdy nie obdarza sobą, a zagarnia. Nasyca egoizm seksualny manipulowanym słowem ‘miłość’.
– Dotyczy to również przypadku, gdy będzie się to działo za obopólną zgodą. Oboje przestają być wolni wolnością daru. Rządzi przymus ciała i płci jako siła bez-osobowa: jako coś, a nie ktoś.

Od niewoli Złego ku wolności w Chrystusie

W głębszej ocenie oznacza taki stan rzeczy utratę osobistej wolności nie tyle nawet na rzecz ‘czegoś’, tj. pożądliwości ciała, lecz osoby tego który jest Zły, „Władcy tego świata” (J 12, 31). Zły zaś jest bezwzględny : trzyma pod łańcuchem niewoli, jednocześnie wmawiając zniewolonemu, że to właśnie jest szczytem ‘wolności’. To właśnie wyjaśnia w dużej mierze, dlaczego tak trudno wyzwolić się z nałogu grzechu: niewoli Szatana, by wrócić do Chrystusa. Zły mobilizuje całą swą anty-inteligencję i potęgę, by nie dopuścić do zerwania z nałogiem i nawrócenia.

Słyszymy wyznanie p. Zofii z jej długiego ciągu korespondencji, jaki przytoczyliśmy na początku rozdziału:

„... Zdaję sobie sprawą z mojego prostactwa, ale co mam począć,
skoro ‘to’ wszystko staje się silniejsze ode mnie...” (List 1. – Zob.: Początkowy okres chodzenia ze sobą).

Wbrew pozorom, przy współżyciu przedmałżeńskim nie chodzi o zjednoczenie osób. Tych dwoje pociąga nie miłość, ale siła anonimowa: seks. Stąd wyznanie: „To wszystko staje się silniejsze ode mnie!”  Ignorowanie Bożego przykazania przekształca się w zaszczepianie sobie śmierci – wiecznej. Radość przy pieszczocie staje się radością pustki. Tu rządzi nie ‘miłość’, lecz Zły. Drastycznie to wyrażając, można by powiedzieć: Zły ‘nadział’ tych dwoje na rożno i bawi się nimi, obracając ich powoli w takt ruchu uruchomianego rożna ...!

Nie ma się co łudzić. Seks jako seks, który popycha do współżycia i staje się siłą napędową przeciw-miłości, jest trwonieniem wolności. Ci dwoje stają się niewolnikami przymusu ciała i płci, zza którego nietrudno dostrzec Złego. Przymus ten bardzo nie lubi podporządkować się samoświadomości i samostanowieniu, a tym bardziej poczuciu odpowiedzialności (zob. do tego wyż. np.: Podstawowe wyposażenie ludzkiej natury: rozum-wola-odpowiedzialność). Tymczasem te właśnie komponenty stanowią o godności osoby w jej wezwaniu do życia wiecznego – za cenę zdawania egzaminu z miłości jako daru.
– Trafnie wyraził to za św. Augustynem – Jan Paweł II:

„... Historia nie jest po prostu procesem, który z konieczności prowadzi ku lepszemu,
lecz jest wynikiem wolności, a raczej walki pomiędzy przeciwstawnymi wolnościami,
czyli ... konfliktem między dwiema miłościami:
miłością Boga, posuniętą aż do wzgardy sobą – i miłością siebie,
posuniętą aż do pogardy Boga” (FC 6).

(6.6 kB)

Wypada prosić z całą serdecznością każdą parę narzeczonych, by ku własnemu dobru doczesnemu i wiecznemu uwierzyli Chrystusowi. Nie ma innej drogi do zjednoczenia na poziomie serca-osoby, jak poprzez komunię z Trójjedynym. Również w narzeczeństwie.
– Szkoda się łudzić, że miłość jako „dar osoby dla osoby” (LR 11) wzrośnie za cenę wyproszenia Boga z serca. I że grzech „... bardzo zbliży!”

Szatan nie chce – i nie jest zdolny chcieć zbliżyć kogoś do miłości. Przerasta to jego możność, a zwłaszcza jego wolę skamieniałą w złu-dla-zła. On to jest ostatecznym winnym tego, że odcięcie się od Boga, a posłuchanie jego podszeptów, sprowadza skłócenie i wzajemną pogardę, chociażby ci dwoje zrazu się nie spostrzegli, że pogrążają się w śmierć przeciw-miłości. Zwykle po uczynku złym stwierdzają to samo, czego doświadczyli pra-rodzice: że „są nadzy” ! Zbezcześcili godność swych osób przez uprawianie nie-miłości.

Nie trzeba się bać radykalnego cięcia. W imię odzyskanej miłości i obdarzania się przynajmniej odtąd miłością – godną tego miana. Zwrot taki może nastąpić z taką mocą kochającego przekonania, że i ten drugi go zaakceptuje jako rozwiązanie jedynie twórcze, choć początkowo – nieco bolesne.

Wracamy jeszcze raz do wyznania p. Zofii: „Oczywiście, można by już nie współżyć, ale dlaczego odizolować się całkowicie, skoro to bardzo zbliża” (zob. wyż.: Dlaczego odizolować się, skoro to bardzo zbliża?)?
– Nikt nie każe narzeczonym ‘odizolować się całkowicie’! Zachęcamy, by uważnie śledzić treść chociażby niniejszej strony. Czytać wypada z zastanowieniem, nie płytko, a wciąż ‘modlitewnie’. Może się pojawi bezpośrednia czy pośrednia odpowiedź i na ten temat.
– Nikt nie każe narzeczonym rozmawiać z dystansu ‘kilometrów’. Można być blisko siebie i z sobą, a czujnie strzec czystości. Jak matka czy ojciec, którzy biorą dziecko w ramiona, tulą je z pełnią radości, a przez myśl im nie przejdzie jakakolwiek myśl niestosowna, czy tym bardziej niestosowne zachowanie.

Przykład ten nasuwa oczywiście jedynie pewną analogię, a nie zachętę do podejmowania pieszczot fizycznych. Ich odniesienia wzajemne nie są przecież odniesieniami ojca-matki-dziecka: stanowią oni narzeczeństwo, a wytyczną ich działania musi pozostać dosłowne brzmienie VI-go przykazania Bożego.
– Jeśli ci dwoje znaleźli się istotnie na etapie narzeczeństwa, mogą pozostawać z sobą w pokojowo przeżywanej bliskości, a przecież nie posuną się do żadnej bezpośredniej pieszczoty. Ta bowiem bardzo łatwo wiodłaby do wzajemnego podniecenia i gestów, wkraczających wprost w brzmienie Bożego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył”. Tymczasem dziewczyna nadal nie jest małżonką, a chłopiec nadal nie jest w żadnym wypadku małżonkiem. I nikt tych dwoje nie upoważnił do wyrażania sobie czułości w formie pieszczot, które staną się właściwością dopiero stanu małżeńskiego.

Ci dwoje mogą natomiast wypracować sobie sposób czujnego, odpowiedzialnego bycia-z-sobą – niczego poza tym nie czyniąc. Będą pielęgnowali świadomość, że łączy ich Chrystus, który na stałe przebywa jako Żywy w ich sercu. On to za cenę ukrzyżowania-odkupienia, jako również ichOblubieniec-z-krzyża”, staje się Oblubieńcem-wśród-nich-oblubieńców. I posyła do ich serc swojego i Ojca swojego – Ducha Świętego (Rz 5,5; zob. DeV 24).
– Takie pozostawanie przy sobie, gdy oboje podejmują tak wiele tematów, które niebawem staną się dla nich rzeczywistością na co dzień, łącznie ze wspólną dokształcającą lekturą i gorącymi dyskusjami na wiele tematów ich życia w małżeństwie, gospodarstwie i rodzinie, przekształca się nietrudno w cichą, ludzkim i Bożym pokojem nasyconą modlitwę.

Pojawiające się zaś zapytania, rodzące się wątpliwości i zmysłem wiary wyczuwane obopólne ryzyka moralno-etyczne nadają się do szczegółowego przedyskutowania, ewentualnie przedłożenia swych wątpliwości stałemu spowiednikowi. Oboje też powinni się modlić nie tylko za siebie wzajemnie, ale i o należyte światło dla swego stałego spowiednika. Żeby i on ukazywał im drogę w pełni zgodną z Bożymi oczekiwaniami pod ich adresem. Jednocześnie zaś oboje muszą wykazywać pełną gotowość przyjęcia ukazanych im Bożych rozwiązań bez żadnej manipulacji. Jedynie wtedy okres ich narzeczeństwa będzie mógł cieszyć się Bożym błogosławieństwem.

Chcielibyśmy na tym miejscu również jeszcze raz zachęcić do dokładniejszego przeglądnięcia-przemodlenia długiego ostatniego rozdziału niniejszej strony internetowej, omawiającej wszelkie typowe sytuacje okresu narzeczeństwa, mianowicie w cz.VII – jej rozdział 3 (Młodzi w drodze do małżeństwa: Sakramentu Małżeństwa). Jest to rozdział ... bogaty w prezentacje wszelkich sytuacji błogosławionego dobra, ale i zagrażającego zła, jakie zwykły pojawiać się na etapie życia dwojga zakochanych.
– Warto tam przeglądnąć m.in. fragment poświęcony dziewictwu. Ukazanych tam jest przy okazji szereg pozytywnych przykładów, będących zachętą do czystego przeżywania tego okresu życia (zob.: Dziewictwo a czystość) i tamże m.in. następujący żywy przykład (zob.: Bez pocałunku, bez obejmowania się).

Jeśliby się pojawiały pytania dotyczące pocałunków, wypada zaraz dodać, że wbrew niemal powszechnie przyjętym praktykom w niektórych środowiskach – nie ma mowy o Bożej akceptacji pocałunku ‘głębokiego’. Uzasadnienie tego szczegółu podane jest na naszej stronie na szeregu miejscach (zob. m.in.: Pocałunek ...; oraz zob. Pocałunki).
Tamże, w cz.VII, rozdz.3 – przedstawione są zróżnicowane pieszczoty wraz z ich oceną etyczną (zob.: Jeszcze raz: podstawowe rodzaje pieszczoty). Szczegółowo omówiona jest również nierzadko nagminnie uprawiana praktyka ‘seksu oralnego’ (zob.: Jeszcze raz: seks oralny. – Oraz: Kryteria przedmiotu czynu a seks oralny i pocałunek głęboki).
– Tamże, tj. w cz.VII, rozdz.3 – znaleźć można omówienie wielu innych kwestii, związanych z wzajemnymi odniesieniami na etapie narzeczeństwa.

Swoją drogą wypada przestudiować w tym aspekcie uważnie już ‘na zapas’ dłuższy artykuł piszącego tu autora, zamieszczony na PORTALU niniejszej strony – w kolumnie ‘4’, nr 3 (Spowiedź święta małżonków oraz narzeczeństw-partnerstw z grzechów popełnianych przy przeżywaniu intymności płciowej).
– Niezależnie od tego ponownie zachęcamy do wgryzienia się modlitewnego w długi artykuł piszącego tu autora tamże: PORTAL, kolumna 4, pkt 10: „Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem”.

(6.6 kB)

Gdybyśmy w tej chwili wrócili jeszcze raz do tych dwojga narzeczonych, których korespondencja jest przytoczona w dużych fragmentach na początku niniejszego rozdziału, zauważamy, że przeszli oni niemało zmagań ze swą słabością, zanim wreszcie wrócili ciałem i sercem do Boga żywego – i tak dopiero do siebie nawzajem w Bożym pojmowaniu narzeczeńskiej, a potem już małżeńskiej miłości. Z wyznań tych wynika jednak, jak to trudno wycofać się z terenu, na który ktoś wdziera się jako złodziej – bez Bożego upoważnienia.
– W toku zmagań i upadków, wzlotów i zwycięstw, miłość tych dwojga doznawała stopniowo oczyszczenia i dojrzewała. Zwyciężył ostatecznie Chrystus: Bóg-Miłość w ich sercu. Było to jednak zwycięstwo także ich własne. Motywacja działań wznosiła się coraz wyżej i stawała się coraz bardziej przejrzysta w oczach Bożych – i ich własnych oczach. Aż zatęsknili do takiego postępowania, żeby ich odniesienia „podobać się mogły Panu” (List 3; 2 Kor 5,9).

Szansa ponownego odzyskania Bożego życia i miłości wyłania się poprzez walkę i trud. Szanse podobnego rozwoju w prawdziwej miłości przeżyli nie tylko ci dwoje z przytoczonej dramatycznej korespondencji. Dostęp do Bożego i tak dopiero w pełni ludzkiego przeżywania czasu narzeczeństwa otwiera się przed każdą parą bez wyjątku. Każde narzeczeństwo może pozostawać „dziećmi Bożymi” – i to nie tylko w owych „30%”, o jakich wspomina p. Zofia (List 2).

(7,6 kB)

D.   NIEPRZEKRACZALNE BARIERY

(6 kB)

Jasne zakreślenie granic

Jak przeżywać swą bliskość, by stawała się startem do rozwoju w miłości jako daru, a nie tkanką nowotworową miłości zakłamanej? Są pary narzeczonych, które radują się konsekwentnie przeżywaną czystością w tym gorącym okresie przygotowania do małżeństwa jako sakramentu. Inne pary doznały już być może bardzo boleśnie swej niestałości w dochowaniu powziętych uroczystych przyrzeczeń. Trzeba być czujnie ostrożnym, by nie znieważyć czystości serca i ciała. Nie ma się co łudzić samą tylko ‘chęcią’ dochowania czystości, jeśli ci dwoje odnoszą się sami do siebie prowokacyjnie, sygnalizując sobie nawzajem wyraźne dążenie do przekraczania barier, których przekraczać za żadną cenę nie można.

(19 kB)
Objaśnienie

A te powinni oboje jasno sobie ustalić, odkąd pojawia się między nimi sympatia, potem przyjaźń, a tym bardziej gdy zaczynają myśleć poważnie o zawarciu małżeństwa. Źle się zaczyna dziać, gdy ci dwoje nie wnoszą tego zagadnienia na poziom wyraźnego dialogu.

Przy początkowych spotkaniach daje zapewne znać o sobie opór w intymniejszym udostępnianiu się sobie. Jest to Boży dar skromności i wstydliwości. Stanowią one naturalną zaporę i zarazem ochronę zakresu intymności przed nie upoważnioną osobą. Zakres ten jednak stopniowo topnieje. Dzieje się to pod wpływem wzrastającego zaufania do siebie. Sprawia ono, że jedno zwierza się drugiemu z coraz innych swych ściśle wewnętrznych tajemnic i przeżyć, o których dotąd nikt inny nie wiedział. Każde takie zwierzenie wiąże się co prawda z ryzykiem, że dotychczasowa tajemnica może być kiedyś wykorzystana przeciw jej autorowi. Ale o tym strony – albo i jedna z nich, w tej chwili pod wpływem uczucia ... woli nie myśleć.

Do narastającego uczucia i objawiania sobie swych sekretów dołącza się łatwo wzmagające się naleganie do coraz dalej posuniętego otwierania się sobie również w swej intymności. Początkowe jednoczesne ‘tak’ i ‘nie’ może coraz bardziej zanikać w miarę jak próby szczerego lub niezbyt szczerego oporu ulegają magii słowa ‘kocham, daj dowód miłości, widocznie nie kochasz, nie ufasz mi’, itp. Stylem odniesień zaczyna łatwo rządzić postępujące zniewolenie pożądliwością ciała, a ta coraz bardziej oddala się od właściwej treści ‘miłości’.

Z tego względu tym większej wagi nabywa kwestia ustalenia sobie wyraźnych granic dla sposobów wyrażania sobie czułości, których ci dwoje nie przekroczą pod żadnym pretekstem. Tego rodzaju decyzja musi być podjęta z jednej strony w „posłuszeństwie wierze” (Rz 1,5; 16,26), ale tym bardziej w kochającym zawierzeniu Bogu, który nadal dla tych dwojga ani przez moment nie przestaje być ... Miłością.
– Jak już parokrotnie podkreślano, jednoznaczną ‘barierę’, przesądzającą omawianą właśnie kwestię wyrażania sobie czułości między narzeczonymi – wyznacza samo przez się brzmienie przykazania: „Nie będziesz cudzołożył ...”. Znaczy to wykluczenie przez cały czas przed ślubem jakiegokolwiek wkraczania na teren przede wszystkim intymności genitalnej.

Motywem za przyjęciem takiej postawy staje się świadomość, że przykazanie to nie jest wyrazem arbitralnego ‘widzimisię’ jakiejś ślepej, bez-osobowej, a złośliwej siły. Przeciwnie, przykazanie jest wyrazem zatroskanej kochającej osoby: Boga-Miłości. Zwróciliśmy na to już poprzednio naszą uwagę. Zanim Bóg zaproponuje jakieś przykazanie, objawia się zawsze najpierw jako osoba, która kocha. Dopiero w imię właśnie miłości prosi nagląco o przyjęcie również tego, może nieco trudnego polecenia-przykazania: „Nie będziesz cudzołożył” (zob. wyż.: Przykazania: najpierw Osoba-Miłość – potem polecenie – i cały dalszy ciąg tego §). Jako Ojciec, Bóg ponad wątpliwość nie jest zdolny skrzywdzić kogokolwiek, w tym również tych dwoje jako pary narzeczeńskiej.

Innym motywem przemawiającym za przyjęciem tak podjętej postawy staje się świadomość, iż w grę wchodzą same „źródła życia i miłości”. Tak jedno zaś, jak drugie jest ścisłą własnością Boga. Wprowadzenie jakiejkolwiek zmiany w tym zakresie przerasta wszelkie kompetencji człowieka – tak indywidualnego (np. tych dwojga jako pary), jak też jakichkolwiek gremiów ustawodawczych, i oczywiście także Kościoła.

Brzmienie Bożego przykazania

Narzeczeni powinni więc powiedzieć sobie bez niedomówień: w naszym przypadku nie będzie żadnego oglądania, ani dotykania narządów płciowych. Jest to ustalenie negatywne, ujęte w formie nie znającego wyjątków ‘nie’! Taka jest jednak bezdyskusyjna treść Bożego przykazania. Wszelkie zaś normy Prawa Bożego, ujęte w formie negatywnej, obowiązują zawsze i wszędzie wszystkich ludzi bez wyjątku. Nie dlatego, że tak ‘ustalił Kościół’, lecz że rzeczywistość ta wyrasta z samej prawdy wzajemnych odniesień: Stwórca – a człowiek jako stworzenie Bożej miłości.

Oto dla przypomnienia słowa Jana Pawła II w tym względzie:

„Normy negatywne prawa naturalnego mają moc uniwersalną: obowiązują wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności. Chodzi tu bowiem o zakazy, które zabraniają określonego działania ‘semper et pro semper’ (= zawsze i na zawsze), bez wyjątku, ponieważ wyboru takiego postępowania w żadnym przypadku nie da się pogodzić z dobrocią woli osoby działającej, z jej powołaniem do życia z Bogiem i do komunii z bliźnim.
– Nikomu i nigdy nie wolno łamać przykazań, które bezwzględnie obowiązują wszystkich do nieobrażania w drugim człowieku, a przede wszystkim w samym sobie, godności osoby wspólnej wszystkim ludziom” (VSp 52).

Dla przypomnienia można by jeszcze raz dodać, jakie są warunki, które pozwalają zakwalifikować czyn za moralnie dobry (zob. nieco wyż.: Warunki uznania czynu za dobry; oraz zob. wyż.: Kryteria uznania czynu za ‘dobry’ – wraz z następującymi podpunktami: 4.5.6.7.). Oto kolejne słowa z nauczania Jana Pawła II:

„Odpowiedź Jezusa i odwołanie się do przykazań (= Mt 19,17: ‘Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj Przykazania’) oznacza też, że drogą do celu jest przestrzeganie Bożych praw, które chronią dobro człowieka. Tylko czyn zgodny z dobrem może być drogą wiodącą do życia.
– Racjonalne skierowanie ludzkiego czynu ku dobru w jego prawdzie oraz dobrowolne dążenie do tego dobra, poznanego przez rozum – oto na czym polega moralność.
– Nie można zatem uznać ludzkiego działania za moralnie dobre jedynie na tej podstawie, że prowadzi ono do osiągnięcia takiego czy innego celu, albo tylko dlatego, że intencja podmiotu jest dobra.
Działanie jest moralne dobre, gdy poświadcza i wyraża dobrowolne podporządkowanie osoby jej ostatecznemu celowi oraz zgodność konkretnego działania z dobrem człowieka, rozpoznawanym w jego prawdzie przez rozum.
– Jeśli ten przedmiot działania nie współbrzmi z prawdziwym dobrem osoby, to wybór takiego działania sprawia, że nasza wola i my sami stajemy się źli, to znaczy, że sprzeciwiamy się naszemu ostatecznemu celowi i najwyższemu dobru – czyli samemu Bogu” (VSp 72).

Gdyby ktoś nadal niedowierzał nauczaniu Kościoła, powinny przekonać go radykalnie przez św. Pawła Apostoła wyliczone czyny, które „z istoty swej są złe”. Ktokolwiek dopuści się takiego czynu, sam siebie wyklucza z życia wiecznego. Z tego względu Jan Paweł II przypomina:

„Powodem ..., dla którego nie wystarcza dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest Dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości.
– Czyn jest zatem dobry, jeśli jego przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego ...” (VSp 78).

„Pierwszym i decydującym elementem oceny moralnej jest przedmiot ludzkiego czynu,
który decyduje o tym, czy można go przyporządkować ostatecznemu dobru i celowi, którym jest Bóg” (VSp 79).

„Dzięki świadectwu rozumu wiemy jednak, że istnieją przedmioty ludzkich aktów, których nie można przyporządkować Bogu, ponieważ są one radykalnie sprzeczne z dobrem osoby, stworzonej na Jego Obraz. Tradycyjna nauka moralna Kościoła mówi o czynach, które są ‘wewnętrznie złe’ (= intrinsece malum): są złe zawsze i same z siebie, to znaczy ze względu na swój przedmiot, a nie zależnie od ewentualnych intencji osoby działającej i od okoliczności” (VSp 80).

„Nauczając o istnieniu czynów wewnętrznie złych, Kościół opiera się na doktrynie Pisma świętego.
Apostoł Paweł stwierdza stanowczo:
Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą,
ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy – nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6,9n) (VSp 81).

To ostatnie słowo, tj. przytoczony fragment Słowa-Bożego-Pisanego, powinno rozproszyć wszelkie wątpliwości, czy jednoznaczne nauczanie Kościoła jest w omawianym zakresie ‘wymysłem księży’, czy też spełnianiem jeden raz więcej niekiedy niewdzięcznego posłannictwa, jakie Odkupiciel człowieka zwierzył ustanowionemu przez siebie – swojemu Kościołowi.

Mówi Bóg-Człowiek Jezus Chrystus, Odkupiciel człowieka, w ostatnim swoim słowie pożegnalnym przed wniebowstąpieniem:

„Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:
‘Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.
Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.
A oto Ja Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata’ ...” (Mt 28,18nn).

Taką postawę wdrażają w swym nauczaniu Apostołowie i ich następcy w misji Apostolskiej. Taką z kolei postawę zajmuje niezmiennie Kościół święty, pozostający w tym względzie w jedności jurysdykcyjnej z Piotrem aktualnych czasów. Oto słowa Jana Pawła II:

„Jako Biskupi mamy obowiązek dbać o wierne przekazywanie Słowa Bożego ...
Jego autorytet (= nauczania Kościoła), wsparty pomocą Ducha Świętego i osadzony w komunii ‘cum Petro et sub Petro’ (= w jedności z Piotrem i pod Piotrem), ma źródło w naszej wierności wierze katolickiej przejętej od Apostołów.
– Na nas, jako Biskupach ciąży poważny obowiązek osobistego czuwania nad tym,
by w naszych diecezjach nauczano ‘zdrowej nauki’ (1 Tm 1,10) wiary i moralności ...” (VSp 116; zob. tamże, 5,30; oraz: 2 Tm 4,1-5; Tt 1,10.13n).

Dosłowne zastosowanie przykazania

Wyrażenie sobie więzi i miłości poprzez zaangażowanie narządów płciowych jest Bożym darem zastrzeżonym wyłącznie dla małżeństwa. Stąd też nauczanie Kościoła mówi o współżyciu płciowym jako „akcie właściwym i wyłącznym” małżeństwa (FC 11; HV 8. – Zob. wyż.: Akt „właściwy i wyłączny” małżeństwa). Jeśli ci dwoje od początku zaakceptują swą wolą i sercem oczekiwane od nich przez Trójjedynego ‘nie’ odnośnie do pieszczot genitalnych, wiedzą zarazem, jaką zasadą winni kierować się w wyrażaniu sobie więzi narzeczeńskiej. A wtedy zachowanie czystości nawet tak bardzo ‘nie boli’.

(12 kB)
Objaśnienie

Konieczności przyjęcia owego ‘nie’ w odniesieniu do sfery genitalnej nie narzuca zatem bynajmniej ‘Kościół’, ani ‘księża’. Nikomu z ludzi nie przysługuje kompetencja, by ustalać, względnie ‘uchwalać’, co jest – względnie winno być dobrem, albo z kolei złem. Toteż z góry nieważne w tym względzie są wszelkie tego rodzaju uchwały-zezwolenia parlamentów, zezwalające na jakiekolwiek działania sprzeczne z Bożym przykazaniem. Źródła, które pozwalają nam rozróżnić dobra od zła, nie pochodzą z ‘ziemi’. Wyrastają one z mądrości i miłości tego Boga, który człowieka stworzył „dla niego samego” (GS 24) jako swój „Obraz i swoje Podobieństwo” (Rdz 1,27), powołując go, jako równocześnie wyposażonego w wolną wolę, do uczestnictwa w swym własnym Bożym życiu i swej własnej miłości.

Żeby zaś ten Boży żywy Obraz: mężczyzna i kobieta – nie błądził w szukaniu drogi do „Domu Ojca” (J 14,2n), złożył Stworzyciel w sercu każdego człowieka bez wyjątku „wypisane przez Boga Prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony” (por. Rz 2,14nn; GS 16; VSp 54). Prawo to, będące odwiecznym, niezmiennym, powszechnym, niezależnie od ludzkiej wiedzy i woli istniejącym zapisem w sercu człowieka, wyraża się w głosie sumienia. Sumienie zaś człowiecze jest – niezależnie od przyzwolenia i wiedzy poszczególnego człowieka:

„... najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem,
którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa ... nakazem: czyń to, tamtego unikaj” (DeV 43; GS 16).

Jak już wielokrotnie na naszej stronie wspominano, człowiek nie tworzy wspomnianego ‘głosu’, lecz jedynie:

„... w głębi sumienia ... odkrywa Prawo,
którego sam sobie nie nakłada,
lecz któremu winien być posłuszny” (GS 16).

Albowiem:

„Bóg-Stwórca jest ... jedynym i ostatecznym źródłem ładu moralnego w świecie przez siebie stworzonym. Człowiek nie może sam od siebie stanowić o tym, co jest dobre i złe – nie może „znać dobra i zła, tak jak Bóg” (por. Rdz 3,5). W świecie stworzonym Bóg pozostaje pierwszym i suwerennym źródłem stanowienia o dobru i złu – poprzez wewnętrzną prawdę bytu, będącą odbiciem Słowa, które jest współistotnym i odwiecznym Słowem Ojca.
– Stworzony na Obraz Boga człowiek zostaje przez Ducha Prawdy obdarowany sumieniem, ażeby obraz wiernie odzwierciedlał swój pierwowzór, który jest zarazem Mądrością i Prawem odwiecznym, źródłem ładu moralnego w człowieku i w świecie” (DeV 36).

(6.6 kB)

Należałoby jeszcze raz podkreślić, że motywem, który każe wykluczyć sięganie po jakąkolwiek intymność genitalną przed zawarciem ślubu, powinna być czynem potwierdzana miłość tak do Boga, jak do siebie nawzajem. Ci dwoje powinni sobie wzajemnie kochająco powiedzieć: taką postawę zachowujemy ponieważ się kochamy! Nie bunt i nie ‘żal’ do Kościoła czy wręcz Boga, lecz subtelność miłości, która przyjmuje wybór wymagający, ale dlatego właśnie przeżywany radośnie i twórczo, powinna dominować w sercu obojga narzeczonych.

Tak w życie wcielaną postawę zajmują ci dwoje całkiem niezależnie od tego, co w podobnej sytuacji czynią inne pary narzeczeńskie. Takie stanowisko zajmują oni oczywiście również niezależnie od massmediów, które przeżycia genitalne będą natarczywie wpajały jako owoc „dobry do zjedzenia i rozkoszny dla oczu” (Rdz 3,6).

Wciąż aktualne pozostaje podstawowe przypomnienie Jana Pawła II w obliczu niekiedy przepotężnie działających struktur grzechu i systemów ideologicznych, które narzucają rozwiązania sprzeczne z Bożym ładem natury człowieka jako osoby w jej wezwaniu do życia wiecznego:

„Dlatego w każdym człowieku nie ma
niczego bardziej osobistego i nie-przekazywalnego,
jak zasługa cnoty – czy odpowiedzialność za winę” (RP 16).

Nie z tego będziemy sądzeni, co w analogicznych sytuacjach czynią inni, lecz co czynimy my sami. Stąd też żadne dane ‘statystyczne’ na temat zdawać by się mogło powszechnego ignorowania Bożego przykazania nie wnosi do zagadnienia zupełnie nic (por. FC 5).
– Na nic również nie zda się wytykanie faktów, że również ‘księża, a niekiedy nawet wysoko postawieni hierarchowie’ dopuszczają się czynów lubieżnych i sieją zgorszenie.
– Nadal pozostaje aktualny niezmiennie w sercu ludzkim, może już tylko cicho do otrzeźwienia nawołujący, zindywidualizowany głos Boga, który czeka może zdumiewająco cierpliwie na chwilę, gdy Boży żywy Obraz odwróci się od tego co jest złe, by „nie zginąć” na wieki (por. J 3,16-21).

Omawiany wybór jest jedynym rozwiązaniem twórczym: nakazanym – ale i z najgłębszą obawą kochającego serca, na człowieku przez samego Boga wypraszanym stylem postępowania.
– Tak ustalonej barierze towarzyszy zatroskane Boże ostrzeżenie: „Wiedz dobrze, że z chwilą gdy z niego (= drzewa Dobra i Zła) spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2, 17).
– Bogu, który poza wątpliwością również w tym zakresie jest mądrością i miłością, nie można nie ufać, chociażby nie wszystkie przez Niego proponowane rozwiązania były w tym momencie zrozumiałe.

Przedstawione ustalenie: całkowitego wyłączenia jakiejkolwiek intymności genitalnej, nie jest wyrazem pruderyjnego podejścia do ciała, ani ‘norm księżowskich’ schodzących w szczegóły ściśle ‘prywatnego intymnego życia’ kogokolwiek. Bariera ta dotyczy doświadczenia granicznego między narzeczeństwem a małżeństwem. Wyrasta ona zatem wprost z Bożego przykazania. Ani dziewczyna, ani chłopiec – nie są w tej chwili (jeszcze) małżonkami. Tak będzie aż do samego ślubu. Przejście na jakąkolwiek formę intymności genitalnej przed ślubem lub poza ślubem musi być kwalifikowane zawsze jednoznacznie: jako cudzołóstwo.

Narzeczeni (i pary nie narzeczeńskie) mogą oczywiście aktem swej wolnej woli odrzucić Boże przykazanie, nie licząc się zatem ze Stworzycielem ładu miłości. W takim wypadku wystawiliby się z własnego wyboru na wszystkie tego konsekwencje, łącznie ze z górą akceptowaną utratą życia wiecznego. Nie mogą spodziewać się pobłogosławienia swej samowoli poprzez autonomiczne zawłaszczenie darów, jakich Bóg pragnie im udzielić, ale nie teraz.

Wypada wciąż wsłuchiwać się w słowa Ojca świętego Jana Pawła II:

„... Objawienie poucza nas, że władza decydowania o dobru i złu nie należy do człowieka, ale do Boga.
– Człowiek ... cieszy się wolnością niezwykle rozległą, może bowiem jeść ‘z wszelkiego drzewa tego ogrodu’.
Nie jest to jednak wolność nieograniczona: musi się zatrzymać przed ‘drzewem poznania dobra i zła’,
została bowiem powołana, aby przyjąć prawo moralne, które Bóg daje człowiekowi” (VSp 35).

Narzeczeni powinni z całą powagą, ale i miłością służyć sobie wzajemnie pomocą – m.in. w trwaniu w krystalicznej, Chrystusowej czystości. Oboje mają sobie w tym czasie wiele do powiedzenia. Jest zrozumiałe, że powinni rozmawiać wyraźnie i na ten temat, który aktualnie dotyczy ich tak bardzo żywotnie. Powinni prosić siebie wzajemnie o pomoc w dochowaniu wierności w decyzji tak ustalonych barier swej obopólnej czułości. Oboje pragną niewątpliwie służyć sobie wzajemnie ku wzrastaniu w rzeczywistym dobru, a nie w zastawianiu na siebie sideł. Taką samą pomoc będą sobie wzajemnie świadczyli kiedyś z kolei w przyszłym małżeństwie:

„Mężczyzna winien żyć ze swą żoną ‘w szczególnej formie przyjaźni osób’. A chrześcijanin jest powołany do rozwijania nowej postawy miłości, okazując w ten sposób swej własnej oblubienicy miłość subtelną i mocną zarazem, jaką Chrystus żywi do Kościoła" (FC 25).

Tak chłopiec, jak dziewczyna, znają zapewne dobrze swą słabość i ciekawość: ów na oślep działający przymus ciała, choć z drugiej strony również na wskroś dodatnie strony swego charakteru. Nie będzie nic upokarzającego w obopólnej prośbie: „Gdybym się zapomniał i zapędził za daleko, trzymaj mnie i opamiętaj” ! Tak rozumiana pomoc płynie z bycia-dla-siebie-darem ukierunkowanym na dobro rzeczywiste, aż do tego wiecznego włącznie.
– Nic dziwnego, że obopólna ‘pomoc-ku-dobru’ wyrazi się w niemniej zdecydowany sposób obopólną modlitwą i obopólnym przystępowaniem do sakramentów świętych: tak Trybunału Miłosierdzia, jak następnie do często przyjmowanej Komunii świętej.

Chodzi o właściwy start do przyszłego małżeństwa – zgodny z zamysłem tego ładu miłości, jaki obojgu proponuje sam Stworzyciel mężczyzny i kobiety. Skoro „miłująca Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33) tak obmyśliła dar wzajemnych odniesień na etapie narzeczeństwa: jako nieustanne zdawanie egzaminu z miłości przebijającej się do widzenia osoby w jej wezwaniu do życia łaski, wypada zawierzyć Słowu Boga, jedynej drodze do znajdywania szczęścia miłości i pokoju serca.

Boże przykazania ponad wątpliwość odpowiadają najgłębszym potrzebom i serca i osoby. Ich wdrażanie w życie staje się wyzwalaniem przyspieszonego dojrzewania głębi ich obopólnej więzi „z tą samą subtelnością i wiążącą miłością, z jaką sam Bóg pobudza, podtrzymuje i prowadzi do właściwego mu szczęścia każde stworzenie” (FC 34).

(14 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 1c.
Stadniki, 8.II.2014.
Tarnów, 17.I.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Pełnomocnictwa w dziedzinie płciowości
Kto zatem udzielił pozwolenia?
Statystyka grzechów a Boże Przykazanie
Kto dla nas jest tym Pierwszym ?
W przypadku niezbyt czystego sumienia

3. Co zatem z intymnością przed ślubem
Posłuchać czy nie posłuchać Przykazania
Ten przemożny pociąg płciowy ...
Jezus a zgorszenie dzieci
Gdyby doszło do klęski
Czy więc intymność łączy
Warunki uznania czynu za dobry
Od niewoli Złego ku wolności w Chrystusie
Garść linków wewnętrznych

D. NIEPRZEKRACZALNE BARIERY

Jasne zakreślenie granic
Brzmienie Bożego Przykazania
Dosłowne zastosowanie Przykazania


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Plac przed odnowioną Bazyliką św. Piotra pełen pielgrzymów
Ryc.2. Kolejny cuda przyrody: zachwycające widoki
Ryc.3. Małpa-mama ze swoim Malutkim na brzuchu
Ryc.4. Dziewczynka chciałaby się wyrwać od niańczyna braciszka w wózku
Ryc.5. Gniazdo trzech bocianów: może coś dobrą nowinę? Cuda przyrody
Ryc.6. Dziewczynka do Mamy – bo jedzenie nie całkiem doprawione