(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

B.   KTO PODEJMIE INICJATYWĘ

Ozdobnik

1. Ludzki grzech a ekspiacyjne możliwości człowieka

Ozdobnik

Kontemplacja Bożego Oblicza, a bardziej precyzyjnie: Bożego ‘Serca’ w oparciu o dopiero co rozważane ‘wyznania’ samego Boga zapisane w księdze proroka Ozeasza (Oz 11,1-9) pozwala jeden raz więcej wglądnąć w przerastającą nas tajemnicę Bożego ‘zmagania się’ z sobą samym odnośnie do tego, co w tych „głębokościach” przeważy: słuszne ukaranie za popełniany bezmiar grzechów – czy też miłość która nadal nie przestaje być miłością do Bożego Obrazu: mężczyzny i kobiety – nawet w jego grzechu. Mogliśmy się przyjrzeć pełni zdumienia trudnej do zrozumienia swoistej ‘fluktuacji uczuć’ u samego Boga, nieustannie oscylujących pomiędzy „zapalczywością Jego palącego gniewu” – a tkliwością ojca i matki, litujących się nad nędzą moralną i wieloraką inną swego marnotrawnego Dziecka.

Ważna jest konkluzja owej wewnętrznej ‘walki Boga z sobą samym’. Tę zaś zdolni jesteśmy pojąć natychmiast – w świetle całokokształtu już dokonanego dzieła Odkupienia: Bóg jest miłością .... miłosierną! Grzech człowieka, Bożego Obrazu, wyzwala u Trójjedynego przedziwny ‘ciąg przeżyć’, jakie się toczą w „głębokościach Boga samego” (2 Kor 2,10). W ich wyniku rodzi się – nas grzesznych otuchą napawająca tajemnica Bożego zamysłu: zbawienia człowieka w Jezusie Chrystusie. Tej właśnie przedziwnej rzeczywistości chcielibyśmy przyjrzeć się nieco bliżej, na ile nam pozwala nieskończony dystans dzielący stworzenie: stworzenie upadłe – od Nieskończoności Trójjedynego, znieważonego do nieskończoności w ludzkim grzechu.

Rozważania poprzedniego rozdziału (cz.V, rozdz.2) pozwoliły zrozumieć absolutną niemożność, by jakiekolwiek stworzenie mogło przebłagać Boga za grzech, ani też wynagrodzić jakimś gestem czy jakąś ofiarą zniewagę sięgającą nieskończoności, jaką się staje nawet najlżejszy z grzechów powszednich, a co dopiero grzech ciężki-śmiertelny! Przeproszenie czy przebłaganie Boga za ludzki grzech wymaga z samej swej natury płaszczyzny równości pomiędzy znieważonym – a dokonującym ekspiacji. Z tego właśnie względu nie ma żadnych szans – w sensie absolutnym, by którekolwiek ze stworzeń zdolne było przeprosić Boga za ludzki grzech.

Niemożność ta jest ontologiczna: sięga samych podstaw bytu. Żadne też jakieś inne spośród stworzeń – w grę wchodziłoby jedynie któreś ze stworzeń rozumnych, czyli któryś z Aniołów, nie jest zdolne podjąć się czegoś w rodzaju ekspiacji zastępczej w miejsce upadłego człowieka. Nic nie zmieni założenia, że jedynie równy mógłby przebłagać równego.
– Człowiek jest zdolny do jednego: będąc bytem przygodnym (w sensie filozoficzno-teologicznym: bytem przejściowym), jest zdolny wyrządzić Nieskończonemu Bogu – ‘ból’ nieskończony. Człowiek potrafi popsuć skutecznie wszelkie, nawet najpiękniejsze Boże dary. I to swoje ‘anty-uzdolnienie’ w 100% uaktywnił – i niestety nieustannie uaktywnia. Natomiast naprawienie zniewagi grzechu przekracza wszelkie możliwości jego natury jako jedynie stworzenia.

Ozdobnik

2. Grzech a ekspiacyjne możliwości ... Boga

Czyżby Bóg po ludzkim grzechu przestał być Miłością?

Jeden raz więcej pytamy zatem: czy los człowieka – ten wieczny – jest po grzechu człowieka definitywnie przesądzony? Jeśli za punkt wyjścia weźmiemy możliwości ‘stworzenia’, chociażby i rozumnego, musimy odpowiedzieć: TAK, los człowieka po grzechu jest z natury swej definitywnie przesądzony. Grzesznik otrzymuje to, co sam sobie wybrał: życie – na wieki bez Bożego Życia i bez Miłości, jaką jest Bóg.

Pozostaje jednak jeszcze właśnie ... Bóg. Bogu najwyraźniej ... żal człowieka, który sam sobie zgotował wieczne oderwanie od komunii życia i miłości ze swym Stworzycielem! Bóg nadal ‘pamięta’, że stworzył człowieka „dla niego samego” (GS 24). I nadal niczego tak nie pragnie, jak – przekreślając niejako siebie samego i swoją jakąkolwiek ‘korzyść’ płynącą z faktu jego stworzenia, by ten Jego żywy Obraz był w pełni ‘sobą’: szczęśliwy, rozpromieniony „pokojem” – „nie tak jak daje świat” (J 14,27).

Ta właśnie miłość Trójjedynego, nadal nieodstępnie będąca darem-‘dla’ sprawia, że i w nieskończonej zniewadze wyrządzonej Mu przez tegoż człowieka, szuka ona wszelkich możliwości, by nadal realizować dynamizm OD-środkowy wszelkiej prawdziwej miłości. Ten zaś każe Bogu nadal dążyć do dobra tegoż Dziecka przecież Jego miłości, choć ono obecnie stało się Dzieckiem Jego ‘bólu’.

Czyż grzech człowieka miałby być naprawdę czymś większym niż możliwości Jego miłości? Czy Słowo-Boże-Pisane nie wypowie się w pewnym momencie w sposób zaskakujący dla samego przede wszystkim upadłego człowieka:

„A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko ...” (1 J 3,20).

Czy mielibyśmy ‘posądzić’ Boga, że po upadku tej Jego Umiłowanej, Oblubienicy – co prawda wiarołomnej, ale nadal tej Jego, Jedynej – odetnie się On od niej tak bardzo ostatecznie i ‘zamknie się’ w swej nieskończonej ‘obrazie’, że już tylko przypieczętuje wyrok, jaki wydała ona sama na siebie? Będzie ona zatem ponosiła jedynie karę nieodwracalnie wieczną z tytułu swej winy – równie nieodwracalnie wiecznej !?

Inaczej mówiąc: czy Bóg jako Miłość miałby nie ‘odczuć’ nieskończonego ‘bólu’ stworzenia swojej miłości, któremu już nigdy nie będzie dane ‘kochać’ – i ‘być kochanym’, co z kolei było ... sensem stworzenia człowieka jako osoby?

Dramat grzechu Aniołów

Obracamy się bezustannie w problematyce ‘granicznych’ możliwości naszego ludzkiego pojmowania tajemnicy Boga jako Miłości – i niewątpliwie Jego Sprawiedliwości w jej wielorakich aspektach. Stajemy nieustannie w obliczu tajemnicy tego, Kim i Jakim jest Bóg, który ciągle przerasta nasze ludzkie pojmowanie.

(21kB)
Objaśnienie

Wypada wrócić jeszcze raz do próby na jakość miłości, jakiej ponad wątpliwość poddani byli w momencie dla nas nie wiadomym wszyscy bez wyjątku Aniołowie. Dotykaliśmy już tego zagadnienia. Bo i ich miłość nie mogła nie być poddana ‘próbie’. Bóg jest zbyt wielki – i zbyt godny, by miłość do Niego miała być wynikiem musu: zniewolenia wolnej woli do miłowania „z całego serca, ze wszystkich sił ...” !

Cały stworzony świat oczywiście ‘słucha’ Bożych ustaleń: galaktyki krążą po właściwych sobie orbitach. Samym tym swoim istnieniem i krążeniem wielbią Stworzyciela. Ale nie na tym Bogu zależało! Takie ‘uznawanie’ Bożej Dobroci przez wywołanie z nie-istnienia do istnienia – jest bezwolne, nie podejmowane świadomie: nie ma tu mowy o wzajemności w rodzaju czegoś, co by można było nazwać ‘miłością’.

Ta pojawia się dopiero tam, gdzie istnieje wolna wola! Tymczasem kosmos jest stworzony ‘instrumentalnie’. Bóg zmierzał w jego stworzeniu do celu innego, wyższego, posługując się owym ‘kosmosem’ do jego osiągnięcia typowo ‘narzędnie’. Kosmos spełnia zadanie jedynie nieogarnionego ‘gniazda’ i ‘domu mieszkalnego’ dla tego właściwie zamierzonego – tym razem zamierzonego „dla niego samego”. Dopiero on będzie zdolny kochać – i być kochanym.

Słyszymy wciąż słowa Jana Pawła II, który tak jednoznacznie podkreśla (zob. wyż: W oczekiwaniu na wzajemność), że dzieło stworzenia z istoty swej „nosi w sobie znamię daru”. Każde bowiem ze stworzeń zostało wywołane z nie-istnienia do istnienia (MiN 56) jako istnienie ‘podarowane’. Ojciec święty kontynuuje tę myśl:

„ ... Równocześnie jednak pojęcie ‘obdarowania’ nie może być odniesione do nicości. Wskazuje ono na obdarowującego – i obdarowanego oraz na relację, jaka pomiędzy nimi powstaje.
Otóż relacja ta wyłania się w opisie stworzenia wraz z człowiekiem. O tej to relacji mówi przede wszystkim zwrot: ‘Stworzył Bóg człowieka, na Obraz Boży go stworzył’ ...” (MiN 56).

Wiemy z Bożego objawienia, że tymi właściwie zamierzonymi w całkokształcie „wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych” (Credo) były istoty obdarzone wielokrotnie już omawianymi trzema podstawowymi przymiotami: samo-świadomością [rozum], samo-stanowieniem [wolna wola], zdolnością podejmowania odpowiedzialności. Wierzymy na podstawie Słowa-Bożego-Pisanego – chociaż wiemy o tym również dzięki naszemu rozumowi, że Bóg:

„ ... równocześnie od początku czasu stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń: stworzenia duchowe i materialne to znaczy Aniołów i świat ziemski, a na końcu człowieka, który złożony z duszy i ciała łączy w sobie świat duchowy i materialny” (KKK 327; Wyznanie Wiary Soboru Laterańskiego IV, r. 1215).

Z okruchów Bożego Objawienia wiemy o Aniołach, że część ich upadła w chwili, gdy ich miłość do Stworzyciela została poddana próbie. Trudno nam określić w szczegółach, na czym polegał ich upadek. Zresztą wspominaliśmy już o tym – w nawiązaniu do tajemniczej, a wiele mówiącej wypowiedzi Odkupiciela z Łk 10,18: „Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica ...” ! (zob. wyż.: Upadek Szatana).

Ojciec Niebieski ukazał im do umiłowania jako ich Stworzyciela prawdopodobnie swego Jednorodzonego Syna – w postaci „Ecce homo” : upodlonego, oplutego, jako kłębek bólu i strzęp krwi. To wydawało się upadłej części Aniołów nie do przyjęcia. Takiemu ‘Bogu’ ... służyć – nie będą!
– W tejże chwili zostało im dane to, co świadomie i dobrowolnie obrali: potępienie wieczne. Dlatego Jezus mówi tak zdumiewająco – najwyraźniej w widzeniu swojej pre-egzystencji jako Drugiej Osoby Bożej: „Widziałem Szatana, spadającego ...” !

Jedno jest pewne: jako u istot nieporównanie doskonalszych niż ludzie, będących czystymi duchami – akt ich wolnej woli staje się czymś jednorazowym: definitywnie nieodwołalnym. Ci którzy oddali hołd Boży Słowu Bożemu Wcielonemu, zawierzając Mu siebie w akcie najwyższego zdumienia, ale i najwyższej miłości, zdali próbę na jakość swej miłości. Natomiast część Aniołów, pod wodzą najdoskonalszego: Luci-Fer (por. Iz 14,12) – wzgardziła ‘takim’ Bogiem, rzucając Mu w twarz swoje „Nie będę Ci służył” (Jr 2,20). Ich decyzja wzgardy ‘tym – takim’ Bogiem stała się czymś jednorazowym i nieodmiennie utrwalonym na wieki wieków. Ojciec Niebieski jedynie uszanował tę ich decyzję, nie niszcząc podarowanej im wolności woli – do umiłowania, z tym że musiała ona być zdolna również do wyboru nie-miłości.

Upadek części Aniołów, to dla Trójjedynego ‘bólów ból’. Są to przecież ... Dzieci Jego Umiłowania! Odtąd będą one przebywały już na wieki wieków w miejscu nie-miłości i nie-życia, definitywnie bez szansy na jakąkolwiek odmianę.
– Inna rzecz, że Duchy upadłe odmiany żadnej nigdy już nie są w stanie nawet chcieć. W swej nienawiści do Boga Stworzyciela są utrwaleni bez jakiejkolwiek możliwości odmiany w definitywnym wyborze ich wolnej woli. Ich wybór stał się wyborem na wieki wieków.


Z chwilą gdy upadli Aniołowie zostali w tejże chwili strąceni z nieba, zwrócili się oni nie tylko przeciw Bogu, którego Miłością definitywnie wzgardzili, lecz i przeciw człowiekowi, Bożemu Obrazowi wobec kosmosu. Księga Apokalipsy, określając Szatana upadłego w ślad za Chrystusem jako „kłamcę” i „mordercę” (por. J 8,44), ostrzega przed jego morderczym gniewem:

„I został strącony wielki Smok, Wąż Starodawny, który się zwie Diabeł i Szatan,
zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię,
a z nim strąceni zostali jego aniołowie ...
Biada ziemi i biada morzu – bo zstąpił do was Diabeł,
pałając wielkim gniewem, świadom tego, że mało ma czasu” (Ap 12,9.12).

Bóg Aniołów oczywiście nie unicestwi! Również ich stworzył Bóg w swej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33), podobnie jak potem człowieka, „dla nich samych” (GS 24)! Tej swojej woli Bóg nigdy nie wycofa. Jednocześnie Bóg niejako ... cofnął się w obliczu aktu ich wolnej woli: nie-kochania Boga, szanując do ostateczności godność osobową swojego stworzenia, tym razem tego najdoskonalszego: Anioła – Aniołów.

Przerażające z ‘naszego’ punktu widzenia jest to, że upadłym Aniołom Bóg nie dał tego, co Słowo-Boże-Pisane określa zdumiewającym zwrotem: „przestrzeni-miejsca na pokutę” [łac.: spatium-locus poenitentiae] (zob. np. Hbr 12,7 – nawiązanie do Ezawa; Mdr 12,10.19; Hi 24,23). Ten aspekt wyraźnie podkreśla Boże Objawienie przez św. Piotra:

„... Jeżeli bowiem Bóg Aniołom, którzy zgrzeszyli, nie odpuścił, ale wydał [ich]
do ciemnych lochów Tartaru [= określenie piekła], aby byli zachowani na sąd [= ostateczny], ....
to wie Pan, jak pobożnych wyrwać z doświadczenia,
niesprawiedliwych zaś jak zachować na ukaranie w dzień sądu ...” (2 P 2,4.9).

Widzimy, że Aniołom upadłym nie dano ‘czasu’ do opamiętania, wzbudzenia aktu skruchy i przebłagania Stworzyciela. Zresztą gdyby nawet Bóg chciał im użyczyć „przestrzeni-miejsca na pokutę”, oni by, ze względu na swą doskonałość, daru tego i tak nie przyjęli. Decyzja ich wolnej woli stała się w tej samej chwili grzechem nieodmiennie utrwalonym.

Teologia zmuszona jest przyjąć istnienie ‘stanu’ grzechu. Jest to stan zatwardziałości serca, które się tak bardzo zacina w swej decyzji odwrócenia od Boga, że łaski Bożej przyjąć już nie potrafi – i ją z góry odrzuca. Tym są przede wszystkim grzechy przeciw Duchowi Świętemu. Jedynie dlatego nie znajdą one odpuszczenia „ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12,32. – Zob. do tego ponadto: DeV 46-48. Wyliczenie grzechów przeciw Duchowi Świętemu, zob. wyż.:  Grzechy przeciw Duchowi Świętemu.

Wyraźnie o ‘stanie’ grzechu zaczął mówić, w nawiązaniu do współczesnego sobie pokolenia, prorok Jeremiasz. Wyraził tę rzeczywistość teologiczną – językiem bardzo poglądowym:

„Czy Etiopczyk może zmienić swoją skórę, a lampart swoje pręgi?
Tak samo czy możecie czynić dobrze, wy, którzyście się nauczyli postępować przewrotnie?
Rozproszę was więc jak plewy ulatujące na podmuch wiatru pustynnego.
Taki jest twój los, zapłata ode Mnie za twój bunt – wyrocznia Jahwéh – za to,
że o Mnie zapomniałaś, a zaufałaś Kłamstwu” (Jr 13,23nn).

Boża ‘oględność’ wobec grzechu człowieka

Uświadomienie sobie głębi upadku i nienawracalności części Aniołów niesie z sobą dla ludzi zbawienny lęk. Jak bardzo trzeba sobie cenić Bożą miłość!
– Jednocześnie stwierdzamy, że Bóg bez wątpienia inaczej odnosi się do upadku człowieka – a Aniołów.

Czy nie jest rzeczą budzącą zbawienny, ale i pełen wdzięczności i ufności lęk w obliczu Bożym – samo wciąż się sprawdzające stwierdzenie, że człowiek grzeszący najczęściej nie umiera w tymże momencie, lecz jeszcze żyje? Moglibyśmy bowiem zapytać: Czemu Bóg nie ‘karze’ grzesznika w chwili popełniania grzechu przez natychmiastowe odebranie mu daru życia? Czy pozostawienie grzesznikowi jeszcze trochę ‘czasu’, ewentualnie bardziej biblijnie: ‘miejsca-przestrzeni’ na pokutę nie jest ze strony Stworzyciela nieprawdopodobnym darem, ponad wątpliwość całkiem nie zasłużonym?

(5 kB)
Objaśnienie

Bo Bóg naprawdę czeka na odruch nawrócenia u tej swojej, Umiłowanej: wiarołomnej Oblubienicy! Dlaczego zaś Bóg stosuje w odniesieniu do człowieka, swego żywego Obrazu – inną ‘miarę’ aniżeli w stosunku do upadłych Aniołów? Na to pytanie zapewne nigdy nie znajdziemy pełnej odpowiedzi! Możemy jedynie dar ten po prostu przyjąć, dziękować zań po tysiąckroć i prosić Bożą dobroć o miłosierdzie dla siebie i każdego grzesznika.

Bóg ‘widzi’, że człowiek to nie duch czysty, lecz współprzenikające się duch-materia. Czynnik ‘materialny’ wciąż utrudnia człowiekowi kształtowanie działań po linii bezdyskusyjnego priorytetu ducha nad ciałem.
Z kolei zaś sam Człowiek – Boga swym ludzkim wzrokiem ... nie ‘widzi’ : Bóg jest Duchem (J 4,24), z istoty swej „Niewidzialny” (1 Tm 1,17; Kol 1,15). Bóg to uwzględnia:

„Wie On, z czego jesteśmy utworzeni,
pamięta, że jesteśmy prochem” (Ps 103 [102],14).

A chociażby człowiek, wciąż łatwo dający się oszukać temu który jest Zły, chełpił się ostentacyjnie swym samo-stanowieniem na przekór Trójjedynemu, udając że Boga „nie ma” (por. Ps 14 [13],1; 53 [52],2) i niemal wyzywając Boga ‘do pojedynku’ ze sobą, Bóg zwykle naprawdę cierpliwie czeka na ‘lepszą chwilę’ swej ’cudzołożnej Oblubienicy’, kiedy to stanie się ona być może bardziej podatna na dosłyszenie Bożego dobijania się do jej serca:

„Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić,
i będą słuchać głosu Mego – i nastanie Jedna owczarnia, Jeden Pasterz” (J 10,16):

„Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto posłyszy Mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze mną ...” (por. Ap 3,20).

Każde podarowanie człowiekowi w grzechu – jeszcze nieco daru życia jest jednak ze strony Boga darem prawdziwie nieprawdopodobnym i na pewno nie zasłużonym. Niewątpliwie lepiej żyć tak, by nie ‘wymuszać’ takiej „przestrzeni na pokutę” i po prostu nigdy nie popełnić żadnego grzechu, zwłaszcza grzechu ciężkiego. Niemniej użyczenie tego daru: jeszcze dalszych minut i godzin życia – człowiekowi który dopuścił się grzechu, szczególnie tego ciężkiego, jest z istoty swej szczytem Bożego miłosierdzia dla człowieka.

Jakże wciąż aktualne są słowa Chrystusa zapisane w „Dzienniczku Duchownym” św. S. Faustyny Kowalskiej:

„Na ukaranie mam wieczność, a teraz przedłużam im czas miłosierdzia.
Ale biada im, jeżeli nie poznają czasu nawiedzenia Mego ...” (DzF 1160; zob. też 1588).

Słowa te brzmią niemal identycznie jak słowa Chrystusa wypowiedziane pod adresem Jeruzalem, które chronicznie nie rozpoznaje czasu Bożego nawiedzenia pełnego Łaski:

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani.
Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła,
a nie chcieliście! Oto wasz dom zostanie wam pusty ...” (Mt 23,37n; Łk 13,34n).

Innym razem ostrzega Odkupiciel i wzywa do nieustannej czujności, by spóźniającemu się Panu „zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36).

Ozdobnik

3. Ludzki grzech a ‘mobilizacja’ znieważonej Bożej Miłości

Stan beznadziejności człowieka w grzechu

Zdajemy sobie coraz jaśniej sprawę, że z jednej strony człowiek, ani żadne inne rozumne stworzenie, w sensie ontologicznym [= w konsekwencji istnienia jako tylko stworzenia] nie jest w stanie przebłagać Boga z racji popełnionego grzechu.
Z drugiej widzimy, jak Bóg niejako ‘mocuje się’ z sobą: co ze swym żywym Obrazem, swą Mistyczną Oblubienicą – począć? Choć do żywego grzechem człowieka znieważony, prawdziwie nie chce śmierci grzesznika:

„Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka
– ale On jest cierpliwy w stosunku do was.
Nie chce bowiem niektórych zgubić,
ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia ...” (2 P 3,9).


Staramy się nadal patrzeć na sytuację po grzechu – z punktu widzenia człowieka. Musimy mianowicie w dalszym ciągu stwierdzić, że skoro żadne działanie człowieka po grzechu nie będzie proporcjonalne do nieskończonej zniewagi wyrządzonej Bogu, wobec tego również sam w sobie podarowany mu przez Bożą dobroć „czas na pokutę” praktycznie i tak w niczym sytuacji nie zmieni.

Jeśli zatem zaistniała sytuacja beznadziejności w oczekiwaniu już tylko na moment rozpoczęcia potępienia wiecznego po zaciągnięciu winy i kary wiecznej – miałaby mimo wszystko w czymkolwiek się zmienić, każdy dalszy krok będzie zależał wyłącznie od Trójjedynego: od Tego do nieskończoności Znieważonego.

Można by sobie jedynie zadać pytanie: czy tak sformułowana konkluzja ma jakąkolwiek szansę utrzymania? Czy też brzmi ona zbyt śmiało na to, by stać się kiedykolwiek punktem wyjścia do czegoś – na razie jeszcze nie wiadomo: czegoś, co by było w stanie odmienić z góry już przesądzony dalszy los człowieka?

Pojawienie się Zamysłu Odkupienia

W tym momencie dociera do nas wyraźne zaproszenie do zanurzenia się „w głębokościach Boga samego” (1 Kor 2,10). Staje się to jeden raz więcej możliwe dzięki szczególnemu „objawieniu” przez Ducha Świętego (por. 1 Kor 1,10a), i oczywiście Syna Bożego, który wciąż „jest w łonie Ojca” (J 1,18b). Dlatego też mógł On powiedzieć o sobie:

„Wy jesteście z tego świata,
Ja nie jestem z tego świata” (J 8,23).

Oraz:

(12 kB)
Objaśnienie

„... Wy Go [= Ojca] nie znacie. Ja Go jednak znam.
Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą.
Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję ...” (J 8,55).

Na podstawie całokształtu nauczania Syna Bożego Jezusa Chrystusa, którego, gdy Go ktoś widzi, „zobaczył i Ojca” (J 14,9) i w świetle tego, co nam pozwolił zrozumieć obiecany przez Chrystusa i wysłany przez Ojca i Syna Duch Święty, który „gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,8), dostrzegamy ‘rodzący się’ w łonie znieważonej przez grzech Trójcy Przenajświętszej zamysł ‘wyciągnięcia’ człowieka ze skądinąd już przypieczętowanego jego losu.

Wypada przypomnieć słowa Jana Pawła II, jakie przytaczyliśmy już w innym kontekście:

„W Bogu, Duch-Miłość przetwarza sprawę grzechu ludzkiego w nowe obdarowanie zbawczą miłością.
Z Niego [= Ducha Świętego: Bożego Mistrza od łączenia-sklejania, spajania stworzenia z Trójjedynym; ‘sklejania’ Człowieczeństwa Chrystusa z naturą Bożą; sprawienia, że Słowo Boże=Syn Boży staje się Ciałem w łonie Maryi],
w jedności Ojca i Syna, rodzi się owa zbawcza ekonomia, która napełnia dzieje człowieka darami Odkupienia.
– Jeśli grzech, odrzucając Miłość, zrodził ‘cierpienie’ człowieka – cierpienie to w jakiś sposób udzieliło się całemu stworzeniu [Rz 8,20nn] – to Duch Święty wejdzie w cierpienie ludzkie i kosmiczne z nowym obdarowaniem Miłością, która odkupi świat...” (DeV 39).

Widzimy całą Trójcę Przenajświętszą, której Imieniem jest Życie-Miłość. Ale w szczególny sposób niejako na czoło wysuwa się Boży Świadek miłości-daru Ojca do Syna, i natychmiast odwzajemnionej tej miłości przez zwrotny dar Syna do Ojca. Duch Święty to ‘widzi’ ... I niejako „prowadzi” Trójjedynego do zupełnie od nowa zainicjowanego stania się Boga Darem-‘dla’, tym razem dla ... upadłego stworzenia Bożej Miłości: mężczyzny i kobiety.

Ozdobnik

C.   ZAMYSŁ ODKUPIENIA BOŻEGO OBRAZU

Ozdobnik

1. Bóg – chce przebłagać ... Boga!

Z Bożego objawienia dowiadujemy się o czymś całkiem nieprawdopodobnym: sam Bóg zobowiązuje się podjąć się w stosunku do Boga ‘ekspiacji’ za grzech człowieka! Coś zupełnie nieprawdopodobnego! W sytuacji gdy człowiek sam z siebie jest ‘ontologicznie’ niezdolny dokonać przebłagania Boga, dokonania tego dzieła podejmuje się ... sam Bóg!

Kto – albo dokładniej: Co-kto Boga do tego nakłonił? Boża tajemnica! Czy Bóg chciał okazać przez to swą Wszechmoc? Lub może Sprawiedliwość? Czy motywem dla podjęcia się tego dzieła stała się Jego niczym nie zmącona Szczęśliwość?
– Człowiek staje wobec takiej wersji Bożego ‘zamysłu’ względem siebie całkiem bezradny. Zdolny chyba tylko do zdumienia, kontemplacji i ... adoracji!

Stajemy niewątpliwie w obliczu tajemnicy odwiecznego „zakochania się” Boga w tej Swojej, Umiłowanej, tak okrutnie niegodnej Jego Miłości. Znieważa ona przecież nieustannie Bożą miłość. Na oczach Bożych oddaje się grzechom ‘cudzołóstwa-z-Szatanem’. By tylko zadać tym więcej ‘bólu’ Trójjedynemu, którego miłości – słuchając Złego – ciągle nie ufa.

Wobec tej, tak ‘Wiarołomnej’ – Trójjedyny pierwszy stosuje zasadę, którą kiedyś ujmie w zdecydowanych słowach Paweł, Apostoł Narodów:

„Nie daj się zwyciężyć Złu [= temu który jest Zły: Szatanowi],
ale Zło [= tego który jest Zły] – Dobrem zwyciężaj [= tym większą miłością](Rz 12,21).

Trójjedyny ... pozostaje niezłomnie WIERNY [w znacz. biblijnym: Boża Prawda] raz swemu żywemu Obrazowi „ślubowanej” miłości:

Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość”
(Jr 31,3).

Gdyby miłość Boga nie cechowała się dynamizmem OD-środkowym, nie byłaby oczywiście ‘miłością’. Wówczas też Bóg by nigdy nie pomyślał o tym, czego w końcu Trójca Przenajświętsza ‘zdecydowała się’ dokonać względem stworzenia swej miłości, ale tym bardziej swego bólu. Sam Bóg – Bogu zadośćuczyni za grzech ... człowieka-mężczyzny, człowieka-kobiety. Taka zapadła niejako ‘decyzja’ w wewnętrznym życiu samego Trójjedynego. ‘Decyzja’ oczywiście: odwieczna: „... zanim świat powstał” (J 17,5; Ef 1,4; itd.).

Ozdobnik

2. Bóg podejmuje pierwszy warunek dzieła Odkupienia

Raz po raz podkreślamy, że warunkiem wstępnym pomyślenia o przeproszeniu-przebłaganiu kogokolwiek jest równość natur. Każdy grzech człowieka z istoty swej polega na wzgardzie Tym, który „Jeden tylko jest Dobry” (Mt 19,17). Grzech jest zarazem autonomicznym decydowaniem o tym, co winno względnie nie powinno być Dobrem i Złem (por. Rdz 3,5) – na przekór Bożych ustaleń odnośnie do wewnętrznego ładu działań i odniesień.

Jeśliby zatem przebłaganie Boga z tytułu tak dogłębnej zniewagi sięgającej nieskończoności – miało mieć szansę ‘powodzenia’, musiałby się tego dzieła podjąć ... aż Bóg. Inaczej o ‘przebłaganiu’ Boga nie byłoby po prostu mowy.

Bóg jest oczywiście Jeden: nie może być dwóch różnych ‘Bogów’: dwóch Bożych Natur. Z tego jednak, co nam powiedział o sobie sam ten Bóg Jedyny – wiemy pewnością wiary, że ten Bóg Jeden: Jedna i ta sama Jedna Boża Natura – bytuje w Trzech różnych Osobach: Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Stwierdzenie to zaczyna stwarzać Bożemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie – światełko nadziei.

Zaczyna do nas docierać: Jak to dobrze, że Bóg Jeden – bytuje w Trzech Osobach absolutnie jednego i tego samego Bóstwa! Może bowiem któraś z Bożych Trzech Osób podejmie się przeprosić Trójjedynego ... w miejsce człowieka, Bożego Obrazu?

Tak też dzieje się istotnie – na razie na poziomie samego Boga. Jeśli mamy nadal w pełni korzystać z języka antropomorfizmów-antropopatyzmów, musielibyśmy wyznać, że w Bogu działo się w obliczu grzechu człowieka, Bożej Mistycznej Oblubienicy – coś chyba w tym rodzaju.

butt  Ojciec zostaje w grzechu człowieka ‘dotknięty’ do żywego wzgardą Jego miłości oraz zarzutem, że nie jest miłością, skoro z całą powagą poprosił człowieka o kochające, rzeczywiste dostosowanie się do zaproponowanego przykazania. Grzech staje się dla całego Boga, ale przede wszystkim właśnie Ojca – ciosem wymierzonym niejako w samo jego ‘serce’ jako Ojca.

Wywołało to jeden wielki ‘ból’ – w znaczeniu dostępnym tylko Bogu, przerastającym wszelkie ludzkie pojmowanie. Ból ten odbił się przerażonym, głośnym ‘echem’ po całym kosmosie. Musi on w jakiś sposób współistnieć zarówno z Niezmiennością Boga, jak i Jego nieskończoną Szczęśliwością i Pełnią Doskonałości [por. do tego – rozważanie Jana Pawła II o współistnieniu ostatecznych cierpień – a niezmiennej szczęśliwości: u Chrystusa na Krzyżu, ale i u niektórych świętych: NMI 26-27].

Grzech stworzenia: czy to Anioła czy człowieka – jest oczywiście bytowo [ontologicznie] za ‘mały’, by mógł ‘dotknąć’ i ‘uszkodzić’ samo w sobie Bóstwo Boga. A przecież trudno sobie wyobrazić – wyrażamy się o Bogu ‘po ludzku’, by Bóg mógł ‘nie zareagować’ niewyrażalnym bólem, gdy Jego miłość zostaje zakwestionowana i doznaje aroganckiego odrzucenia ze strony Bożego żywego Obrazu – człowieka, który w tymże momencie przenosi swoje dotychczasowe zawierzenie na Szatana, „ojca kłamstwa i mordercy od początku” (J 8,44).

butt  W tej sytuacji zauważamy Drugą Bożą Osobę: Syna-Słowo. On jest wpatrzony nieustannie w Ojca. Mówi wciąż w najwyższym zachwycie i z największą czułością swego całkowitego odwzajemniającego się oddania Ojcu: „Abbá – Ojcze!” Widząc Ojca rozgniewanego, a jeszcze bardziej: zasmuconego wobec z góry na zagładę skazanego chwilowego samozadowolenia Bożego Obrazu: mężczyzny i kobiety, którzy na oślep podążają ku wiecznemu potępieniu, Syn niejako ‘nie wytrzymuje’. Czyni On całym sobą natychmiast wszystko, by Ojca – na sposób wiadomy jedynie Bogu – ‘pocieszyć’ i Ojcu wynagrodzić zniewagę wyrządzoną przez człowieka, Boży Obraz.

butt  W tej samej ‘chwili’ wkracza na widownię w łonie Trójcy Przenajświętszej z kolei Duch Święty. On, który w Trójjedynym jest Miłością-Osobą (por. DeV 39) i Osobą-tchnieniem-Żaru idącego dwustronnym strumieniem: miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca – „przetwarza” ból Ojca i całą „sprawę grzechu ludzkiego w nowe obdarowanie zbawczą miłością” (DeV 39).

Oto ‘cały’ – taki właśnie ... Bóg! Bóg naprawdę MIŁOŚĆ. Bóg w sensie dosłownym „nie da się zwyciężyć Złu” (Rz 12,21), lecz „Zło [= Szatana, Złego] Dobrem zwycięża” (tamże). Szatan Boga jako właśnie Miłości i Miłosierdzia nie potrafi ‘znieść’! „Mistrzem” zaś od przetworzenia Bożego Bólu oraz „sprawy grzechu” – w jeszcze większe niż dotąd, niejako „nowe obdarowanie zbawczą miłością” (DeV 39) – jest Duch Święty.

Tylko On potrafi ‘skleić-skojarzyć’ to, co z natury swej jest w zasadzie niemożliwe do skojarzenia. On właśnie sprawił m.in. cud, jakim się stanie ‘skojarzenie’ natury Bożej z naturą ludzką w tajemnicy Wcielenia Słowa Bożego. Mówi Jan Paweł II:

„Z Niego [= tzn.: Ducha Świętego], w jedności Ojca i Syna,
rodzi się owa zbawcza ekonomia,
która napełnia dzieje człowieka darami Odkupienia” (DeV 39).

Określenie teologiczne: ‘zbawcza ekonomia’ oznacza Boży zamysł zbawienia człowieka w Chrystusie – wraz z wszystkim, co to będzie znaczyło i czego to będzie ‘wymagało’. Duch Święty sprawił, że w Trójjedynym ‘krystalizuje’ się niejako wspomniany Boży Plan, określany również wyrażeniem: Boży zamysł, dotyczący odkupienia człowieka: mężczyzny i kobiety – przez Jezusa Chrystusa.

Szeroko przedstawia ten Boży zamysł św. Paweł w dłuższym wywodzie teologicznym o „tajemnicy planu zbawienia” na początku swego Listu do Efezjan (Ef 1,3-14).

(17 kB)
Objaśnienie

butt  Wykonania owego zamysłu: przebłagania Boga za ludzki grzech, mogła podjąć się jedynie Druga Boża Osoba: Syn-Słowo. Zamysł Odkupienia jest oczywiście dziełem Całej Trójcy Świętej. A mimo to w jakiś tajemniczy sposób szczegóły samego tego zamysłu wypada ‘przypisać’ Trzeciej Osobie Trójcy: Duchowi Świętemu. Właściwego zaś wykonania tegoż zamysłu mógł się podjąć sam tylko Syn Boży. Istotnie też, dzieło Odkupienia przez Ofiarą na krzyżu będzie ściśle osobistym dziełem Bożego Syna, tj. Drugiej Osoby Trójcy Świętej:

„ ... ta Krzyżowa ofiara jest w pełnym tego słowa znaczeniu
własnym czynem Chrystusa ...” (DeV 41).

Syn Boży kocha całym sobą z jednej strony oczywiście Ojca. Z drugiej jednak strony kocha On równie mocno, podobnie jak i Ojciec i Duch Święty, swych ludzkich Braci i Siostry, ukształtowanych na Jego Obraz (zob. Rz 8,29; 2 Kor 3,18).

W tej sytuacji Syn zwraca się do Ojca spontanicznie niejako w takich słowach:

„Ojcze! Ty to wiesz! Oni – doznawszy goryczy grzechu (por. Jr 2,19; 4,18), przebłagać Cię nie są w stanie. Znieważyli Cię do nieskończoności, lecz zniewagi tej z natury swej naprawić już nie są zdolni.
– Ojcze! Ja Boga przebłagam – za ich grzech. Nie chcę, Ojcze, żeby ci stworzeni na Mój Obraz mieli zginąć na wieki! Ale i Ty, Ojcze, tak samo nie chcesz, żeby mieli utracić życie – wieczne! Taka jest przecież Twoja Wola, która cała jest Miłością. Wyrazi ją kiedyś mój uczeń umiłowany, Jan – w słowach:
– ‘To bowiem jest Wolą Ojca Mego,
aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne.
A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym’
[J 6,40].
– A zatem poślij Mnie, Ojcze! Ja ich odkupię z niewoli Szatana! Wpadli w nią z własnej winy, która zasługuje na karę wieczną! Ale nie zdawali sobie w pełni sprawy z tego, czego właściwie dokonują ...!”

Wydaje się, że w łonie Trójcy Przenajświętszej musiał toczyć się taki mniej więcej – odwieczny ‘dialog’.

Istotnie, Ojciec akceptuje zamysł-plan: że za grzech człowieka – Bóg przebłaga Boga! Syn Boży, współistotny Ojcu i Duchowi Świętemu, przeprosi Boga – w miejsce człowieka!

W ten sposób zarysował się pierwszy warunek, bez którego nie było mowy o możliwości przebłagania Trójjedynego za nieskończoną zniewagę, jaką Bogu wyrządził grzech człowieka.

Ozdobnik

3. Bóg wobec drugiego warunku odkupienia człowieka

Okazuje się jednak, że samo podjęcie owego ‘pierwszego’ kroku: że Bóg przebłaga Boga za grzech człowieka, nie wystarczy do rzeczywistego osiągnięcia zamierzonego celu. Przecież nie Bóg zgrzeszył przeciw Bogu! Grzechu dopuścił się przeciw Bożej Świętości i Miłości ... człowiek: mężczyzna i kobieta!

Chociażby zatem nawet Bóg – Boga przeprosił z racji ludzkiego grzechu, przebłaganie to ostatecznie na nic się nie przyda. Ten winny pozostałby nadal poza zasięgiem owego – w tym wypadku: przeproszenia Boga ... przez Boga. Przebłagania musi dokonać mimo wszystko ten kto zgrzeszył: człowiek! Jak jednak wciąż jaskrawo sobie uświadamiamy, do tego człowiek sam z siebie – z racji ‘ontologicznych’ [swego statusu jako tylko stworzenia] – jest całkowicie niezdolny.

Pomijając tę ‘bytową’ niemożność, rozumiemy jako sprawę samą przez się zrozumiałą, że przeproszenia musi dokonać mimo wszystko ten, kto dopuścił się tak wielkiej obrazy! Zrozumie to każde dziecko. Wciąż też brzmią w sercu słowa Jana Pawła II:

„Jest jednak prawdą wiary, którą potwierdza również nasze doświadczenie i rozum, że osoba ludzka jest wolna. Nie można lekceważyć tej prawdy, obarczając grzechem poszczególnego człowieka rzeczywistość zewnętrzną – struktury, systemy itd. Oznaczałoby to poza wszystkim innym przekreślenie godności i wolności osoby, które się przejawiają – nawet w sposób negatywny i katastrofalny – również i w odpowiedzialności za popełniony grzech.
– Dlatego w każdym człowieku
nie ma niczego bardziej osobistego i nieprzekazywalnego,
jak zasługa cnoty czy odpowiedzialność za winę” (RP 16).

Na podstawie tych słów, których wymowie trudno zaprzeczyć, staje się tym bardziej jasne, że Boga przeprosić musi mimo wszystko człowiek, a nie ‘Bóg-zamiast-człowieka’ ! W łonie Boga powstaje w ten sposób kolejny ... Boży ‘dylemat’: czy wobec tego – dopiero co rysujący się Boży zamysł będzie w ogóle mógł być wzięty pod uwagę? Bo dzieło przebłagania Boga za grzech człowieka – zakłada w samym punkcie założenia, że tym przepraszającym musi być człowiek, a nie Bóg!

butt  W tej sytuacji, gdy się zdawało, że zamysł, iż Bóg – Boga przeprosi w miejsce człowieka, ostatecznie nie będzie miał szans na realizację, wkracza na widownię wewnętrznego życia Trójjedynego ponownie Duch Święty. On właśnie, Duch Święty, jest ‘Mistrzem’ od przetwarzania tego co niemożliwe – w realizm Bożych Dzieł:

„Zamiar Pana trwa na wieki;
Zamysł Jego Serca – poprzez pokolenia” (Ps 33 [32],11).

On to, „Pan i Ożywiający” [słowa z Wyznania Wiary we Mszy św.], w Trójcy ‘uwrażliwiony’ na to wszystko, co jest dobrem, obdarowaniem i komunią, ‘mówi’ jednocześnie do Ojca i Syna:

„Ojcze! Przebłaganie Boga za grzech ludzi mimo wszystko będzie możliwe!
Poślij Mnie, jak posyłasz Syna swojego!
– Ja sprawię, że Twój Jednorodzony Syn, w Którym ‘zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne ...’ [Kol 1,16], przyjmie do swej dotychczasowej, Bożej Natury, jednej i tej samej dla Ciebie, Jego i Mnie – Naturę jeszcze drugą : człowieczą.
– Stanie się On Bogiem-Człowiekiem. A wówczas zamysł dzieła Odkupienia będzie mógł być w pełni wdrożony w życie. Za grzech Bożego Obrazu wobec kosmosu: mężczyzny i kobiety – przebłagania Boga dokona Twój Jednorodzony Bóg-Syn. Będzie On jednak nie jedynie nadal ‘Bogiem Prawdziwym z Boga Prawdziwego’ [Credo Mszy świętej], lecz Bogiem-Człowiekiem!”

Ojciec akceptuje ten ‘drugi’ warunek zamysłu odkupienia człowieka w Bożym Synu: Druga Osoba Boża wcieli się w człowieczeństwo! Teraz dopiero Boży zamysł zaczyna nabywać kształtów realizmu. Przebłagania za grzech człowieka – dokona Bóg, ale niejako ‘poszerzony’ o przyjęcie natury drugiej: człowieczej.

Ozdobnik

D.   W OCZEKIWANIU NA „PEŁNIĘ CZASU”

Ozdobnik

1. Odwieczny zamysł – a Boża wizja ‘czasu’

Bóg nie wycofuje się z raz powziętego zamysłu: że sam osobiście dokona przebłagania Boga – zamiast człowieka. Dzieła tego dokona ‘równy wobec równego’. A jednocześnie dokona tego dzieła człowiek, który z natury swej jest nie-równy w stosunku do natury Boga.

Trójjedyny ‘wynalazł’ niejako sposób dokonania tego, co zdawało się z istoty swej niemożliwe do wdrożenia w życie. Żeby dokonać przebłagania Boga, którego inną ‘nazwą’ stanie się odkupienie człowieka, musi ‘znaleźć’ się ktoś, kto w jednej osobie będzie zarówno Bogiem, jak i człowiekiem. Będzie to zatem musiała być osoba, która istnieje równocześnie jako Bóg – i jako prawdziwy człowiek.

Boży zamysł odkupienia człowieka będzie zatem wymagał dwóch odrębnych natur [= dwóch odrębnych ‘źródeł’ podejmowanych działań], sprzężonych jednak jedną tylko osobą. Ta zaś nie będzie mogła być osobą człowieka, lecz musi ona być Osobą Boga.

Sam taki ‘pomysł’ przyprawia człowieka niemal o ‘obłęd’! Żeby prawdziwy Bóg – mógł być jednocześnie w pełni prawdziwym człowiekiem, i na odwrót: by ten prawdziwy człowiek – był jednocześnie w prawdziwym znaczeniu nadal Bogiem ...!
– Tymczasem gdyby takie skojarzenie nie stało się radosną rzeczywistością, los człowieka upadłego byłby definitywnie przesądzony: po linii skądinąd dobrowolnego nieszczęsnego wyboru samego człowieka, a nie Boga ‘zamiast’ człowieka.

Gdy Jan Paweł II otwierał Nadzwyczajny Jubileusz Odkupienia 1983 roku – działo się to w 1950 rocznicę od śmierci odkupieńczej Jezusa Chrystusa na wzniesieniu Kalwarii u wrót do Jeruzalem, uwydatnił on ten właśnie aspekt w słowach:

„Istotnie, wszyscy, którzy odpowiedzieli na wybór Boży do posłuszeństwa Jezusowi Chrystusowi, do obmycia Jego krwią i uczestnictwa w Jego zmartwychwstaniu, wierzą, że odkupienie z niewoli grzechu stanowi wypełnienie całego objawienia Bożego, ponieważ w nim stało się rzeczywistością to, czego żadne stworzenie nie mogłoby nigdy ani pomyśleć, ani uczynić: że mianowicie Bóg nieśmiertelny – w Chrystusie ofiarował się na krzyżu za człowieka i że śmiertelna ludzkość w Nim – zmartwychwstała. Wierzą oni, że Odkupienie jest najwyższym wyniesieniem człowieka ...” (APR 10).

Zamysł ten prawdziwie przerasta pojmowanie nie tylko ludzkie, ale i Anielskie. Sama idea, żeby Bóg – miał przebłagać Boga za ludzki grzech zamiast człowieka, powinna by być uznana właściwie za szczyt bluźnierstwa. Tymczasem w tym niejako ‘kierunku’ potoczył się zamysł Boga w stosunku do człowieka.

Bóg najwidoczniej ukochał człowieka prawdziwie „... dla niego samego” (GS 24). Zamysł ten powstał nie dopiero po upadku człowieka. Bóg to wszystko ‘widzi’ i przeżywa dzieje człowieka na swój Boży sposób, zanim jeszcze człowiek na świecie zaistniał. Syn Boży, Odkupiciel człowieka, będzie kiedyś zwracał się do Ojca w swej „Modlitwie Arcykapłańskiej” tuż przed swą odkupieńczą męką:

„Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja Jestem,
aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś,
bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata ...” (J 17,24).

Jezus mówi tu jeden raz więcej z punktu widzenia swojej pre-egzystencji. Każdy człowiek z osobna, począwszy od tego ledwo poczętego, jest przez Trójjedynego chciany „dla niego samego” (GS 24).
– Jan Paweł II tak często powraca do tego stwierdzenia wiary. Oto jedna z jego charakterystycznych wypowiedzi – nawiązująca w tym wypadku wyraźnie do wieczności Boga i tym samym odwiecznego zamysłu Boga względem człowieka:

„ ... Bóg ‘chce człowieka dla niego samego’. Trzeba, ażeby w to chcenie Boga
włączało się ludzkie chcenie rodziców: aby oni chcieli nowego człowieka, tak jak go chce Stwórca.
– Ludzkie chcenie zawsze poddane jest prawu czasu, prawu przemijania. Boże – jest odwieczne.
Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię – mówi prorok Jeremiasz –
nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię[Jr 1,5].
– Genealogia osoby jest naprzód związana z wiecznością Boga, a potem dopiero z momentem ludzkiego rodzicielstwa. Już w samym poczęciu człowiek jest powołany do wieczności w Bogu” (LR 9).

(12 kB)
Objaśnienie

Nam jednak dane jest żyć ‘w czasie’. Również świat – i człowiek w nim, zaistniał dopiero ‘w czasie’. ‘Czas’ będzie miał kiedyś swój koniec. Pismo święte mówi o tym tak dobitnie. Również Jezus mówi o końcu świata – oraz czasu. Wtedy zacznie się już tylko wieczność.
– Dla tych „którzy Go [= Boga] miłują” (zob. 1 Kor 2,9), będzie to ‘czas’ tego, „czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują(1 Kor 2,9).

Dla tych, których ostateczny wybór byłby za nie-Bogiem, będzie to niestety dokładną odwrotnością!

Grzech Bożego Obrazu na ziemi: mężczyzny i kobiety, stał się tragiczną rzeczywistością. Widzimy, że Trójjedyny nie wycofuje się z zaofiarowanej swej Umiłowanej – człowiekowi – miłości. Jako Ojciec i Oblubieniec swej wiarołomnej Oblubienicy, zdaje z kolei Bóg z tą właśnie chwilą nieustanny, przedłużający się na wszystkie czasy, pokolenia, miejsca ‘egzamin’ z jakości swojej WIERNOŚCI raz swej Oblubienicy zaofiarowanej komunii życia i miłości.

Jak z jednej strony Bóg nie mógł nie pojawić się natychmiast na ‘pobojowisku’ – tam w Raju, gdzie zaistniał pierwszy grzech człowieka – w charakterze Sędziego, tak z kolei w obecnej sytuacji: wzgardzonej swej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” przez mężczyznę i kobietę okaże się niejako naocznie, ‘ile warta jest’ Jego Boża miłość w obliczu tego wszystkiego, czego dokonała ta Jego, tak niegodna Oblubienica.

Sąd będzie musiał być przeprowadzony – i wyrok musi zapaść. Ale ... Trójjedyny nie potępi człowieka! Grzechem „potępionym” jest jedynie grzech upadłych Aniołów! Ten też tylko grzech jest definitywnie „osądzony” (zob. DeV 27). Wszystkie zaś grzechy człowieka, Bożego Obrazu na ziemi, nie zostały „potępione”, lecz doczekają się ... odkupienia. Będą to grzechy „zbawione” (por. DeV 28). Łącznie z „największym grzechem” jakiego człowiek mógł się w ogóle dopuścić: grzechu bogobójstwa przez okrutne ukrzyżowanie Syna Bożego (por. DeV 31).

Bóg pojawia się na miejscu klęski etycznej każdego grzechu człowieka oczywiście jako Sędzia. Tym bardziej jednak zacznie się Bóg ujawniać jako .... Ojciec – i Oblubieniec. Ojca nie może nie ‘boleć’ katastrofa, jaką sobie gotuje oszukany przez Szatana ... człowiek, Jego Mistyczna Oblubienica! Jako Ojciec i jednocześnie Boży Oblubieniec stworzenia swej miłości i swego odtąd ... bólu, Bóg ujawnia miłość swoją odtąd siłą rzeczy ‘inaczej’, niż przed upadkiem człowieka.

Zaczyna się odmierzanie ‘czasu’ – według odwiecznego ‘Bożego zegara’. Jest to czas pełen łaski i miłosierdzia Ojca dla swych wiarołomnych Dzieci. Czas nawoływania do nawrócenia, czas napominania i ukazywania następstw z wydźwiękiem na wieczność, jeśli Boży Obraz nie podejmie od nowa wezwania do „miłości Boga ze wszystkich sił, a bliźniego – jak siebie samego” (por. Mt 22,37nn).
– Przez cały ten „czas” Trójjedyny będzie się ujawniał coraz wyraziściej jako Ojciec, który pierwszy wychodzi na poszukiwanie ‘zagubionej owcy’ (por. Łk 15,4-7). Jakże prawdziwe są słowa Jana Pawła II z jego encykliki o Bożym Miłosierdziu, gdy przechodzi on do analizy Jezusowej przypowieści o ‘synu marnotrawnym’:

„... Miłość do syna, która wynika z samej istoty ojcostwa, niejako skazuje Ojca na troskę o godność syna. Troska ta jest miarą Jego miłości, tej miłości, o której później napisze św. Paweł, że ‘cierpliwa jest, łaskawa jest, ... nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego’ ... ‘wszystko przetrzyma’ i że ‘nigdy nie ustaje’ [1 Kor 13,4-8] ...”
(DiM 6).

Takie są przedziwne, pełne tragizmu dzieje Bożego Oblubieńca Bożego Obrazu – z ową niezwykle niestałą i niewierną Bożą ... Oblubienicą: mężczyzną i kobietą. Jest to jedno pasmo grzechów, ale i ponownych zrywów ku Dobru „w oczach Bożych”, podejmowanych z daru łaski odkupienia, które działaniem swym obejmuje czasy oczywiście zarówno przed-Chrystusowe, jak i po-Chrystusowe.

Słusznie charakteryzuje te dzieje Boga z człowiekiem Sobór Watykański II – w odniesieniu do czasokresu począwszy od grzechu w Raju:

„ ... Zamierzając jednak otworzyć drogę zbawienia z wysoka,
[Bóg] ukazał ponadto jawnie, już od samego początku, siebie samego pierwszym rodzicom.
– Z chwilą zaś gdy upadli, podźwignął ich ku nadziei na zbawienie przez obietnicę Odkupienia [por. Rdz 3,15]
i otaczał Rodzaj Ludzki bezustanną troską. Chciał bowiem dać życie wieczne wszystkim,
którzy przez wytrwanie w dobrych uczynkach szukają zbawienia [por. Rz 2,6n](DV 3ab).

Odtąd będzie Bóg przemawiał do Rodziny Ludzkiej istotnie na różne sposoby: zarówno poprzez ingerencje w dzieje człowieka i narodów, jak i poprzez wysyłane do niej swoje Słowo, które stawało się autentycznym i autorytatywnym wyjaśnieniem sensu doświadczanych Bożych Ingerencji.

Bóg będzie się posługiwał w tym celu szczególnie wybranymi osobami. Wyposażał je w niezbędne charyzmaty Ducha Świętego, nieodzowne do wiernego spełnienia zleconego sobie dzieła. Jedne z nich były charyzmatami związanymi konstytutywnie, inne jedynie funkcjonalnie z przychodzącym, przyjmowanym i przekazywanym Słowem Bożym (zob. o tym wyż.:  W poszukiwaniu Chrystusa – dziś – i cały następujący kontekst. Zob. też tamże, NOTATKA bibliograficzna, zob.: Słowo Twoje jest Prawdą. Charyzmat natchnienia biblijnego, – zwł. str. 32-36).
– W ten sposób Bóg wprowadzał już w czasach jedynie tymczasowego Przymierza z Ludem swego Wybrania w coraz głębsze „rozumienie” Prawdy objawienia (zob. DV 8d): swego zamysłu przyprowadzenia Rodziny Ludzkiej całej do odkupienia w Jezusie Chrystusie:

„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do Ojców przez Proroków,
a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas w Synu ...” (Hbr 1,1; przekł. dokładniejszy – wg gr.).

Apostoł Narodów św. Paweł podsumowuje w tych początkowych słowach Listu do Hebrajczyków wielowiekowe przejawy Bożej zbawczej troski o Ludzką Rodziną i każdego z osobna człowieka. Bóg bowiem mimo całej niegodności człowieka jest w nim na swój Boży sposób najdosłowniej ‘zakochany’. I traktuje wciąż niezmiernie poważnie zaofiarowaną swemu żywemu Obrazowi wobec kosmosu Kokmunię w swym Bożym Życiu i swej Bożej Miłości.

(4 kB)

RE-lektura: część V, rozdz. 3b.
Stadniki, 15.XI.2013.
Tarnów, 7.III.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



B. KTO PODEJMIE INICJATYWĘ
1. Ludzki grzech a ekspiacyjne możliwości człowieka
2. Grzech a ekspiacyjne możliwości ... Boga
Czyżby Bóg po ludzkim grzechu przestał być Miłością?
Dramat grzechu Aniołów
Boża ‘oględność’ wobec grzechu człowieka
3. Ludzki grzech a ‘mobilizacja’ znieważonej Bożej Miłości
Stan beznadziejności człowieka w grzechu
Pojawienie się zamysłu odkupienia

C. ZAMYSŁ ODKUPIENIA BOŻEGO OBRAZU
1. Bóg – chce przebłagać Boga ...!
2. Bóg podejmuje pierwszy warunek dzieła odkupienia
3. Bóg wobec drugiego warunku odkupienia Człowieka

D. W OCZEKIWANIU NA „PEŁNIĘ CZASU”
1. Odwieczny zamysł – a Boża wizja ‘czasu’
Tekst: Bóg nieśmiertelny w Chrystusie ofiarował się na Krzyżu za człowieka (APR 10)

Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Lwica wyleguje się otoczona swymi Małymi
Ryc.2. Mama uczy roradowane dzieciątko jeździć na rowerku
Ryc.3. Roześmiana matka roześmiana z dzieckiem na ręku i synkiem obok
Ryc.4. Dziewczynka radośnie i ufnie obejmuje Jana Pawła II
Ryc.5. Matka Teresa z Kalkuty – po całym świecie rozrywana, a stale rozmodlona