(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


*(7,7 kB)

Jan Paweł II: nawoływanie teologów do jedności z Magisterium

Ileż razy Jan Paweł II nawoływał teologów, m.in. wykładowców-specjalistów od teologii moralnej w obliczu drażliwych, trudnych problemów stwarzanych przez współczesną bioetykę przekazywania życia – do jednomyślności i pełnej zgodności z nauczaniem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła! Wspominaliśmy o tym niejednokrotnie w poprzednich częściach naszej strony (zob. np.:  Chrystus w głosie ‘Piotra’ – cały § D, ale i paragrafy poprzedzające; oraz: Wymóg integralności Spowiedzi – cały ten paragraf, oraz § E i F).

Ileż bólu serca sprawiają kolejnemu Ojcu świętemu niektórzy kapłani, a czasem i biskupi, którzy na przekór autentycznemu nauczaniu wiary i wbrew przysiędze, mocą której zobowiązali się głosić nauczanie Kościoła, a nie swoje poglądy (por. przysięgę i jej przypomnienie przez Jana Pawła II: AdTuF z 1998 r.), głoszą ostatecznie odstępstwo od Nauczania Apostolskiego i autentycznej Prawdy objawienia. W ten sposób z pasterzy owczarni stają się „prorokami fałszu”, których Chrystus każe się strzec, gdyż są to wówczas „wilki w owczej skórze” (Mt 7,15). Będąc drzewem „które nie wydaje dobrego owocu, będzie [ono] wycięte i w ogień wrzucone” (Mt 7,19; por. prorocy fałszu: Jr 14,14n; 23,16; 27,9n.15n; 29,21nn). Taki sobie gotują los prorocy fałszu, jeśli się nie nawrócą i nie odwołają być może niewyobrażalnego zła, jaki wyrządzili Bogu i Ludowi Bożemu.

Jeśli zaś tacy – nierzadko wysoce uczeni teologowie, odstępujący jednak od nauczania Kościoła, sprawiają ‘po ludzku’ mówiąc: ból Namiestnikowi Chrystusa swymi wystąpieniami wymierzonymi wprost przeciw jego charyzmatowi nauczycielskiemu, jakim obdarzył go Chrystus i Duch Święty, o ileż bardziej dojmujący musi to być ‘ból’ Ducha Świętego. O ‘bólu’ przeżywanym przez Ducha Świętego wspomina św. Paweł Apostoł w Liście do Efezjan (zob. Ef 4,39). Do tej tajemniczej, niepokojącej wypowiedzi nawiązywał co jakiś czas Jan Paweł II – i to w kontekście zwykle ... kapłanów (zob. np. DeV 47; LK-1982, 4).

W tej sytuacji rozumiemy niemal błagalną prośbę Jana Pawła II, wielokrotnie w jego dokumentach skierowaną pod adresem teologów, szczególnie moralistów, o zgodność ich wypowiedzi z głosem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (zob. np. FC 31n.73; VSp 4n.28n.34.37.69.109; itd.). Wystarczy przytoczyć tu parę fragmentów z nauczycielskiej wypowiedzi Ojca świętego skierowanej do teologów-moralistów w przypadku, gdyby ich opinie sprzeciwiały się Nauczaniu Apostolskiemu Kościoła:

„W tę misję [= Kościoła: głoszenia norm moralnych] włączone jest też specyficzne zadanie tych, którzy z mandatu prawomocnych pasterzy nauczają teologii moralnej w seminariach i na wydziałach teologicznych. Spoczywa na nich poważny obowiązek pouczania wiernych ... o wszystkich przykazaniach i normach praktycznych, które Kościół autorytatywnie ogłasza.
– Choć czysto ludzka argumentacja przedstawiana przez Magisterium może się okazać ograniczona, zadaniem teologów moralistów jest poszukiwanie coraz głębszych rozumowych uzasadnień dla jego nauczania ...
– Teologowie moraliści mają wykładać doktrynę Kościoła i wypełniać swoją posługę tak, by dawać przykład lojalnej akceptacji – wewnętrznej i zewnętrznej – nauczania Magisterium zarówno w dziedzinie dogmatu, jak i moralności ...” (VSp 110).

„... Z teologicznego punktu widzenia zasady moralne nie są uzależnione od momentu historycznego, w którym zostają odkryte. Fakt, że niektórzy wierzący nie stosują się w swoim postępowaniu do pouczeń Magisterium lub też błędnie uważają, że są moralnie poprawne pewne działania, które ich Pasterze uznali za sprzeczne z prawem Bożym, nie może stanowić uzasadnienia dla odrzucenia prawdziwości norm moralnych nauczanych przez Kościół.
– Formułowanie zasad moralnych nie należy do kompetencji metod właściwych naukom szczegółowym. Nie negując wartości tych metod, ale nie zacieśniając też do nich swojej perspektywy, teologia moralna – wierna nadprzyrodzonemu zmysłowi wiary – rozpatruje przede wszystkim duchowy wymiar ludzkiego serca i jego powołanie do Boskiej miłości.
– Podczas gdy nauki humanistyczne, podobnie jak wszystkie nauki doświadczalne, rozwijają empiryczne i statystyczne pojęcie ‘normalności’, to wiara naucza, że tego rodzaju normalność zawiera w sobie ślady upadku człowieka, jego odejścia od pierwotnego stanu – to znaczy, że jest skażona przez grzech. Tylko wiara chrześcijańska wskazuje człowiekowi drogę powrotu ‘do początku’ [por. Mt 19,8] – drogę, która często bardzo różni się od drogi normalności empirycznej.
– W tym sensie nauki humanistyczne, mimo wielkiej wartości wiedzy, którą zgromadziły, nie mogą zostać uznane za najważniejsze wskaźniki norm moralnych. To Ewangelia odsłania pełną prawdę o człowieku i jego życiu moralnym i w ten sposób oświeca i napomina grzeszników, głosząc im miłosierdzie Boga ...” (VSp 112).

„Podczas gdy zgodność lub różnice opinii mogą stanowić normalny przejaw życia publicznego w systemie demokracji przedstawicielskiej, to nauka moralna z pewnością nie może zależeć od przestrzegania określonej procedury: jej treść bowiem nie jest bynajmniej ustalana według zasad i form właściwych dla rozstrzygnięć typu demokratycznego. Odmienność poglądów, wyrażana przez kontestację i polemiki w środkach masowego przekazu, jest sprzeczna z eklezjalną komunią i z prawidłową wizją hierarchicznej struktury Ludu Bożego. Sprzeciwu wobec nauczania Pasterzy nie można uznać ani za uprawniony wyraz chrześcijańskiej wolności, ani różnorodności darów Ducha Świętego.
– Pasterze mają zatem obowiązek reagować nań w sposób zgodny z ich apostolską misją, to znaczy domagać się, by zawsze szanowane było prawo wiernych do poznania nieskażonej i integralnej doktryny katolickiej ...” (VSp 113).

(6.1 kB)
Objaśnienie

Przytoczone fragmenty encykliki Veritatis Splendor (1993 r.) dotyczą co prawda wprost aspektów nauczania moralnego teologicznego, na ile by wygłaszane opinie niektórych teologów-moralistów różniły się od „zdrowej nauki” (Tt 2,1; 2 Tm 4,3; 1 Tm 1,10) Kościoła pozostającego w jedności ‘z’ Piotrem i ‘pod’ Piotrem. Niemniej wypowiedzi te dotyczą w tym wypadku w bardzo szczególny sposób spraw bezpośrednio związanych z życiem moralnym małżonków. Chodzi zatem o już szczegółową aplikacją Prawdy objawienia do rzeczywistości sakramentu małżeństwa.

Mimo to cały ciąg przedstawionych rozważań pozwala zapewne lepiej zrozumieć zmagania, jakie stają przed Ludem Bożym kolejnych epok dziejów Kościoła. Kościół wchodzi zapewne już od dawna zdecydowanie w okres pełnej „... jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4,13). Kościół nauczający ma wciąż zapewnioną intensywną pomoc ze strony Ducha Świętego, który naświetla swym łagodnym, a mocnym światłem coraz inne aspekty depozytu objawienia Apostolskiego.

Tenże Duch Święty pobudza swym życio-dajnym tchnieniem sam w ogóle Urząd Nauczycielski Kościoła do niestrudzonego ostrzegania Ludu Bożego przed groźbą wszelkich wypaczeń „zdrowej nauki” wiary. Magisterium Kościoła angażuje się też wciąż zdecydowanie w wysiłek zgłębiania Prawdy objawienia w wyłaniających się, coraz nowych, dawniej nie przewidywanych aspektach tegoż depozytu. Dotyczy to zwłaszcza tych spraw wiary i postępowania moralnego, które ukazują się niekiedy nieoczekiwanie – i od razu w ostrej postaci. Niepodjęcie owych nowych, trudnych kwestii mogłoby się rychło skończyć zaprzepaszczeniem, a w każdym razie zdecydowanym odejściem od konstytutywnej dla całego Kościoła tradycji i praktyki Apostolskiej. Groziłoby to zatem odejściem od czystej Ewangelii, którą jest Jezus Chrystus Żywy – Syn Boży, Odkupiciel człowieka. On zaś nieustannie wzywa do „trwania” w Nim jako szczepie winnym. Bo tylko wtedy Kościół, Jego Oblubienica, zyska rękojmię osiągnięcia życia – wiecznego (por. J 15,1-11).

(6,2 kB)

g. Wdzięczność za Piotra

Zdajemy sobie sprawę, jak trudne bywają zmagania o w pełni bezpieczne, Prawdzie objawienia odpowiadające rozumienie jej poszczególnych aspektów. Gdy jako obserwatorzy stojący niejako ‘z boku’ uświadamiamy sobie, jak bardzo ludzie nauki, ludzie również wysoce wyspecjalizowani w dziedzinie teologii czy to dogmatycznej, czy moralnej, czy Pisma św., względnie jeszcze innych działów teologii, odstępują od „zdrowej nauki” i swymi prywatnymi opiniami wprowadzają Lud Boży w zamęt i niepewność, wyraźnie się sprzeciwiając Magisterium Kościoła, możemy wyrazić tylko tym większą wdzięczność za dar Piotra, jaki swemu Kościołowi zostawił Jezus Chrystus. Ta sama wdzięczność należy się wciąż intensywnie w Kościele działającemu Duchowi Świętemu.

Ilekroć bowiem jakaś kwestia czy to dogmatyczna, czy moralna – dotrze w końcu do niego jako Namiestnika Chrystusowego, jest pewne, że zanim wypowie się on w sposób wiążący sumienia – z powołaniem się na otrzymaną misję Następcy Piotra i Zastępcy Chrystusa i w kolegialnej jedności z pozostałymi Biskupami, zagłębia się on w długotrwałą, intensywną modlitwę o światło Ducha Świętego. Jest on wtedy zapatrzony już nie w nie-miarodajne z punktu widzenia wiary przesłanki płynące z nauk szczegółowych, ani we wnioski płynące z badań socjologicznych, lecz wprost w Boga, który objawia siebie i swój zbawczy zamysł względem człowieka. Wtedy dopiero zabiera on w końcu głos.

Nie będzie to głos samej tylko ludzkiej nauki czy wiedzy, lecz głos mający za sobą gwarancję pewności Bożej Prawdy. Od rozstrzygnięcia rozpatrywanej szczegółowej kwestii ma przecież zależeć osiąganie zbawienia w Chrystusie. Bóg nie może dopuścić, żeby Jego Namiestnik na ziemi, dla którego Chrystus prosił Ojca swego, „żeby nie ustała [jego] wiara” (Łk 22,32), miał wprowadzać rodzinę człowieczą całą, a nie tylko chrześcijaństwo, w błąd co do Prawdy objawienia. Do czegoś podobnego ponad wątpliwość nie dopuści nigdy ani Jezus Chrystus, który „zawsze żyje, aby wstawiać się za [nami](Hbr 7,25), ani Duch Święty, z którego szczególnego daru dokonuje się „głoszenie Orędzia przez tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali charyzmat Prawdy dający pewność” (DV 8d).

Dar ten skupia się z woli Chrystusa, jedynego Właściciela Kościoła – tego Jego Kościoła (Mt 16,18), w osobie aktualnego Piotra. Jemu to Chrystus polecił – po skutecznym uproszeniu dla niego „nieustawania jego wiary” (Łk 22,32), żeby mocą udzielonego mu charyzmatu Prawdy przy rozstrzyganiu spraw związanych z wiarą, „ze swej strony utwierdzał [swych] braci” (zob. Łk 22,32).

(10,4 kB)

B.   DOJRZEWAJĄCE ROZUMIENIE SAKRAMENTALNOŚCI
MAŁŻEŃSTWA W KOŚCIELE


(7,2 kB)

1. Od świętości małżeństwa do rozumienia jego
sakramentalności

(6,2 kB)

a. Jeszcze raz: zapowiedź charyzmatu Prawdy objawienia

W poprzednim odcinku niniejszego rozdziału staraliśmy się zastanowić z dystansu nad faktem, dlaczego Kościół dochodzi do coraz głębszego rozumienia treści depozytu Bożego objawienia dopiero stopniowo. Uświadomienie sobie i wyjaśnienie elementów powolnego narastania w rozumieniu Prawdy objawienia działa uspokajająco w obliczu faktu, że trzeba było półtora tysiąca lat, zanim Magisterium Kościoła wyraziło na Soborze Trydenckim w 1547 r. w sposób uroczysty, z gwarancją Prawdy objawienia, jasno sformułowane zdanie, że również małżeństwo jest sakramentem świętym: jednym z siedmiu sakramentów Kościoła świętego.

Być może i wtedy jeszcze by nie doszło do ogłoszenia tego zdania jako jednego z dogmatów wiary, gdyby w tym czasie z dopustu Bożego nie nastąpiło frontalne podważenie tradycji i praktyki Apostolskiej przez reformację. Zaistniałe wątpliwości i polemiki doprowadziły w Kościele Chrystusowym – za sprawą Ducha Świętego, do zwołania i przeprowadzenia długo się ciągnącego Soboru Trydenckiego. A obrady Soboru są zawsze potężnym zgłębianiem – wciąż za sprawą Ducha Świętego – depozytu wiary Apostolskiej, szczególnie właśnie w aspektach problemów, które się w międzyczasie wyzwoliły i być może zaogniły.

Fakt zajęcia się Soboru m.in. problematyką tradycji Apostolskiej w zestawieniu z objawieniem zawartym w Piśmie świętym pozwala niemal ‘na bieżąco’ doświadczyć z perspektywy minionych wieków, że Jezus Chrystus, jedyny Pan i Właściciel Kościoła, nigdy nie opuści swojego Kościoła. Kościół jest przecież Jego mistyczną, niezwykle trudną, choć i radującą – Oblubienicą. Jezus Chrystus poślubił ją za cenę najwyższą: swej krwi złożonej na ołtarzu krzyża. Przedziwne jest stwierdzenie, że właśnie małżeństwo jest i winno być odtąd na zawsze z woli Ojca Niebieskiego „rzeczywistym znakiem’ Oblubieńczej miłości Chrystusa do swojego Kościoła (FC 13). Do tego tematu dopiero stopniowo zmierzamy.

Tenże Odkupiciel-z-krzyża przyobiecał Apostołom, iż po swym „odejściu” (J 16,7), czyli za cenę swojej odkupieńczej męki i śmierci, „pośle” (zob. tamże) do nas Ducha Świętego i że On właśnie, Duch Święty, będzie „wprowadzał”  Kościół w coraz głębsze rozumienie Prawdy objawienia. Kiedy zaś głębsze zrozumienie danego aspektu depozytu wiary ma nastąpić, o tym decyduje niezgłębiony zamysł Trójjedynego, mianowicie rozłożony w czasie Boży ‘plan’ w tym względzie:

„Wiatr [hebr.: rúach; łac.: spiritus = duch; wiatr] wieje tam, gdzie chce,
i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.
Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3,8).

Ten właśnie, wyraźnie przez Odkupiciela zapowiedziany Duch Święty podejmie – zapewne z przeogromną miłością (por. Ef 2,4) zwierzone sobie przez Chrystusa zadanie ukazywania coraz dalszych głębin tajemnicy zbawczego zamysłu Trójjedynego względem człowieka, zrealizowanego przez odkupieńczą śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego:

„Duch Święty, którego OJCIEC pośle w moim imieniu,
On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem ...” (J 14,26).

W tych słowach zapowiada Jezus charyzmat nieomylności Kościoła w kwestiach, wchodzących w profil naszego zbawienia w Chrystusie.

(1,05 kB)  Pozytywnie można tę samą treść wyrazić jako zapowiedź obdarzenia Magisterium Kościoła charyzmatem Prawdy-Wierności Bożego objawienia.

(1,01 kB)  Charyzmat ten będzie dotyczył dokładnie takiego samego zakresu, jakim objęta jest sama w ogóle Prawda-Wierność Boga, który objawia swój zamysł zbawienia człowieka: mężczyzny i kobiety – w Chrystusie.

Będzie tu zatem chodziło o wszelkie możliwe zakresy treściowe i przedmiotowe (w sensie filozoficznym chodzi o przedmiot ‘materialny’ tego objawienia), tzn. zarówno historię, jak antropologię, biologię i inne nauki, o wydźwięku zdawać by się mogło ściśle ‘świeckim’.

Przy czym jednak gwarancja Prawdy Bożego objawienia będzie obejmowała wszystkie te zakresy treściowe zawsze ‘pod jednym kątem widzenia’, określanym w języku filozoficznym jako ‘przedmiot formalny’ orzekanych wypowiedzi. Ową gwarancją Bożej Prawdy będą objęte wypowiedzi objawienia i Pisma świętego tylko o tyle, o ile dana sprawa będzie w jakikolwiek, chociażby minimalny sposób wchodziła w ‘profil’ [= kąt widzenia], związany ze zbawieniem człowieka w Chrystusie.
(Dokładniej zob. np. Ks. Paweł Leks, SŁOWO Twoje jest PRAWDĄ, dz.cyt., 112-129, oraz cała część III: Prawda objawienia wyrażona w Piśmie świętym. – Zob. tamże, zwł. 185-197.206-237. – Podręcznik ten jest dostępny z naszej strony – zob. PORTAL, kolumna 1, nr 12).

Użyte w wyżej przytoczonej zapowiedzi Chrystusa dwa czasowniki, że Duch Święty was wszystkiego „nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26), podobnie jak czasownik z drugiej przytoczonej zapowiedzi Chrystusa, że „Duch Prawdy doprowadzi was do całej Prawdy” (J 16,13) – trzeba rozumieć oczywiście w ich znaczeniu biblijnym. Nie chodzi o zwyczajne „nauczenie się” formuł matematycznych itp. Tym bardziej nie chodzi o świeckie ‘przypomnienie’ jakiegoś szczegółu w sytuacji np. stresu egzaminacyjnego. Cokolwiek Jezus wypowiada, czyni to zawsze w wizji dzieła, jakie Ojciec zlecił mu do spełnienia: odkupienie człowieka.

(0,2 kB)  Jezus nasuwał Apostołom już przy różnych wcześniej się nadarzających sposobnościach przypuszczenie, że kiedyś otrzymają z Bożego Daru ten charyzmat: głębszego poznania Prawdy-Wierności objawienia, wraz z udzielonym im wtedy darem pewności w rozumieniu i wyjaśnianiu Prawdy Bożego objawienia. Będzie to związane z misją, jaką ich obdarzy. Na ich wierze i pewności Prawdy-Wierności Bożego objawienia ma się przecież opierać pewność wiary całego powierzonego im Ludu Bożego. Ten zaś będzie miał prawo, żeby wiedzieć:

„... jak należy postępować w Domu Bożym,
który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą Prawdy ...” (1 Tm 3,15).

Tak było np. w podsumowaniu dyskusji, jaka wywiązała się między Jezusem a Żydami po Jego niesłychanej – w ich oczach – interwencji w świątyni Jerozolimskiej. Któregoś razu, na początku swej działalności publicznej, widząc w świątyni w Jeruzalem pełno handlarzy bydłem i bankierów, skręcił Jezus bicza i „powypędzał” owych handlarzy wraz z ich dobytkiem. Ponadto zaś „porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał” (J 2,14n). Można sobie wyobrazić, jaki z tego powodu musiał wywiązać się krzyk i złorzeczenia ze strony zainteresowanych.

W odpowiedzi na pytanie Żydów, „jakim znakiem wykaże się wobec nich, skoro takie rzeczy czyni” (J 2,18), odpowiedział Jezus charakterystycznie – oglądając w Duchu już też dokonane dzieło odkupienia na krzyżu:

„... ‘Zburzcie Tę Świątynię,
a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo’ ....” (J 2,19).

Jan Apostoł dodaje w nawiązaniu do lekceważącej reakcji Żydów na odpowiedź Jezusa charakterystyczny komentarz:

„On zaś [= Jezus] mówił o świątyni swego Ciała.
Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział,
i uwierzyli Pismu i Słowu, które wyrzekł Jezus” (J 2,21n).

Oto typowe ‘przypomnienie’ : owoc szczególnego daru Ducha Świętego: przymnożenie wiary w „Pismo i Słowo” samego Jezusa. Mianowicie Duch Święty ukazał wtedy Apostołom Boży, zbawczy sens czynu Chrystusa, którego świadkami byli, i któremu zarazem towarzyszyły słowa samego Odkupiciela, z góry wyjaśniające zbawcze znaczenie owej Bożej ingerencji. Z tym tylko, że Apostołowie tego zbawczego znaczenia na razie jeszcze nie uchwycili. Stało się to za sprawą Ducha Świętego dopiero po zmartwychwstaniu Pana.

(0,2 kB)  Do podobnego, dopiero ‘później’ mającego nastąpić ‘rozumienia’, nawiązał Jezus również w czasie Ostatniej Wieczerzy. Jezus przystąpił do obmywania Apostołom nóg, poczynając od Piotra. Piotr zrazu nie chciał do tego dopuścić. W tym właśnie momencie zapowiada Jezus Piotrowi, że głębię tego gestu ‘zrozumie’ dopiero później:

„Jezus mu odpowiedział: ‘Tego, co Ja czynię,
ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział’ ...” (J 13,7).

Jezus zapowiada tu ponownie dopiero później mające nastąpić ‘zrozumienie’ dokonujących się tu tajemnic wiary. Apostołowie na bieżąco ich na razie nie pojmowali, bo dzieło odkupienia nie doszło jeszcze do szczytowego momentu: odkupieńczej śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego. Dopiero za tę cenę ześle Chrystus swym uczniom, tj. Apostołom i całemu Kościołowi, dar Ducha Świętego. On to będzie ich wprowadzał w rozumienie Prawdy-Wierności Bożego objawienia. Dzieje się to od początku do końca za ‘cenę’ ran Chrystusowego ukrzyżowania. Mianowicie:

[Jezus]... podaje ... tego Ducha jakby w ranach swojego ukrzyżowania: ‘pokazał im ręce i bok’ ...
I w mocy tego ukrzyżowania zmartwychwstały mówi do nich: ‘Weźmijcie Ducha Świętego’ ...” (DeV 24).

Wszystko to zmierzało do zrealizowania zapowiedzi przyszłej, zasadniczej funkcji, jaką Duch Święty z wielką miłością, ale i mocą będzie pełnił w Kościele Chrystusa:

„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej Prawdy.
Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe ...
On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi” (J 16,13nn).

(6,2 kB)

b. Ponownie punkt wyjścia

Wypada prześledzić obecnie zarys dziejów refleksji teologicznej nad małżeństwem w aspekcie jego sakramentalności od czasów Apostolskich, aż po dziś dzień. Pozwoli to zdać sobie sprawę, że Kościół święty jedynie bardzo stopniowo przechodził do głębszej refleksji nad rzeczywistością małżeństwa, mianowicie małżeństwa zarówno w chwili jego zawierania, jak i życia na co dzień sakramentem małżeństwa.

(27 kB)
Objaśnienie

Na temat historii refleksji nad małżeństwem jako sakramentem [= historia dogmatu] istnieje obfita literatura i wiele szczegółowych opracowań. Ponieważ na naszej stronie nie analizujemy poruszanych tu zagadnień ‘od zera’, jeśli dostępne są ich szczegółowe opracowania podjęte już przez innych autorów, skorzystamy i w tym wypadku z istniejących, gotowych materiałów w tym względzie.

Za szczególnie dogodne w tym względzie uważamy opracowanie ks. prof. Aleksandra Sobczaka. Jest ono dostępne w internecie na stronie ‘Mateusz’ (zob.:  Ks. Aleksander Sobczak, Sakrament Małżeństwa: Krótki rys historyczny). Autor podaje wiele odnośników do podstawowej literatury naukowej w tym względzie. Opiera się przede wszystkim na wyczerpującym, wielotomowym dziele specjalistycznym na ten temat autorów hiszpańskich, którzy od wieków celują jako znakomici prawnicy i teolodzy.
(Zob.: ‘El matrimonio, misterio y signo: Małżeństwo, Tajemnica i Znak’, Wyd. Pamplona; różni autorowie opracowali poszczególne wieki).

(6.6 kB)

W samych Ewangeliach nie ma wzmianki o jakimś odrębnym zarządzeniu Jezusa Chrystusa odnośnie do małżeństwa. Dowiadujemy się jedynie okazyjnie o podjętych przez Jezusa pewnych aspektach małżeństwa i płciowości, np. w Jego odpowiedzi na zarzuty i pytania, jakie mu postawiono w sprawie ‘Listów rozwodowych’, na które przyzwolił Mojżesz. Jezus dodaje od razu, że było to ustępstwem Mojżesza „przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych” (Mt 19,8). Zaraz też precyzuje aż dwukrotnie, że „od początku tak nie było” (Mt 19,4.8).

Ze słów Jezusa wynikają niezmiernie ważne wnioski dotyczące właśnie tego, co było „od początku”, czyli dotyczące małżeństwa jako instytucji ustanowionej przez samego Boga, wraz z jego nierozerwalnością i wiernością małżeńską. Do tego jeszcze wrócimy.

Ewangelie donoszą z kolei o zaproszeniu Jezusa wraz z Maryją oraz uczniami Jezusa na wesele w Kanie w Galilei (J 2,1-11; szerzej będą wypowiedzi Ewangelii itd. w tym względzie rozpatrywane dopiero w 8 rozdz. niniejszej VI-tej części, zob.: Jezus zaproszony na uroczystość zaślubin do Kany w Galilei).
Poza tym ukazują Ewangelie jeszcze kilka innych Jezusowych nawiązań do małżeństwa, do których wrócimy w dalszym ciągu podjętych obecnie rozważań. Brak natomiast wyraźnej, przez Ewangelistów zapisanej wzmianki odnośnie do czegoś, co by mogło nasunąć zagadnienie sakramentalności małżeństwa, co zatem można by było zestawić z niedwuznacznym poleceniem Chrystusa dotyczącym np. chrztu świętego (Mt 28,19), względnie odpuszczania grzechów (J 20,21n) oraz kapłaństwa i Eucharystii (Łk 22,19).

Inna rzecz, że również o chrzcie świętym, o którym Jezus wyraża się tak jednoznacznie i poleca go udzielać „wszystkim narodom”, nie używa On wcale wyrażenia ... ‘sakrament’. Trzeba przyjąć z całą konsekwencją do wiadomości, że ‘teologia’ zaczęła rozwijać się w Kościele naprawdę dopiero stopniowo, a precyzyjne ujmowanie treści Prawdy-Wierności Bożego objawienia będzie się rozciągało na długie wieki.

Zdążyliśmy jednak już też zrozumieć, że Ewangelie wcale nie muszą zawierać jasnych zapisów na wszystkie możliwe tematy dogmatyczne czy moralne. Jeden raz więcej wypada przyjąć w sensie dosłownym podstawowe fakty dotyczące Bożo-ludzkiej rzeczywistości Kościoła i zwierzonego mu depozytu Prawdy objawienia, mianowicie:

(0,14 kB)  Pismo święte nie jest i nie musi być gotowym ‘podręcznikiem’, ułożonym systematycznie według tematów i pod-tematów, porządkującym coraz inne działy teologii.

(0,14 kB)  Niezależnie od tego, Słowo-Boże-Pisane nigdy nie wiedzie życia ‘samo dla siebie’. Jest ono unoszone żywą, wciąż się rozwijającą tradycją oraz praktyką Apostolską. Jedynie w takiej postaci zostało ono podarowane Ludowi Bożemu zarówno Starego, jak obecnie Nowego Przymierza.

(0,16 kB)  Tradycja zaś dogmatyczno-moralna, która sama też jest Słowem-Bożym, z tym że Słowem-Bożym-Przekazywanym w zorganizowanej społeczności Ludu Bożego, z Woli Bożej przyjmuje to Słowo-Boże-Pisane, zapewnia jemu właściwe, nie zniekształcone rozumienie, doprowadza je do zaowocowania i przekazuje je w sposób nieskażony następnym pokoleniom (zob. dokładniej:  Pismo święte ‘samo’? – oraz cały dalszy ciąg paragrafu).

Wiemy już też, że zarówno Pismo święte, jak i tradycja i praktyka Apostolska zawiera – każde na swój sposób – całość Prawdy-Wierności Bożego objawienia. Zarówno Słowo-Boże-Pisane, jak Słowo-Boże-Przekazywane płyną z Boga jako jego jednego i tego samego źródła. Tak iż ostatecznie nie ma czegoś w rodzaju niezależnych od siebiedwóch źródeł’  objawienia.

Jego jedynym źródłem jest zbawcza miłość tego samego Boga: Ojca i Syna, i Ducha Świętego, który „tak ... umiłował świat [ludzi], że Syna swego Jednorodzonego [= Syn-Słowo] dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Stąd też tak Pismo święte, jak i żywa tradycja i praktyka Apostolska Kościoła splatają się w jedno i są ze sobą nierozdzielnie, tzn. organicznie zrośnięte (zob. DV 9b).
– Przy czym sam Pan zwierzył autentyczną i autorytatywną interpretację Słowa Bożego zarówno Pisanego, jak i Przekazywanego – Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła z Piotrem na czele (DV 10b.; tamże 10c-d).

Niezależnie od tego, czy Jezus wydał Apostołom jakieś szczegółowe polecenia odnośnie do zawierania małżeństwa i jego ‘teologii’ czy nie, ważna i miarodajna dla Kościoła wszystkich wieków jest tradycja i praktyka Apostolska. Apostołowie byli obdarzeni charyzmatem konstytutywnym, tzn. przez nich jako bezpośrednich pośredników objawienia Boga jako Prawdy-Wierności narastał jeszcze i po zmartwychwstaniu Chrystusa i po zesłaniu Ducha Świętego skarbiec objawienia.
– Wzrastanie to w sensie istotowo-konstytutywnym zakończyło się definitywnie wraz ze śmiercią ostatniego z Apostołów. Odtąd istnieje już tylko tradycja dogmatyczno-moralna Kościelna, która jest organicznym przedłużeniem i wyrasta wiernie na fundamencie tradycji-praktyki Apostolskiej.

Skoro zatem nie dochowały się do naszych czasów żadne wyraźne zapisy Apostołów w sprawie sakramentalności małżeństwa, jest Kościół wszystkich czasów zobowiązany do budowania swej wiary również w tej kwestii – na fundamencie praktyki Apostolskiej. Ponieważ stwierdzamy brak świadectw pisanych z tej epoki czy to odnośnie do sposobu zawierania małżeństwa, czy tym bardziej jakiegoś pisanego dokumentu dotyczącego pogłębionej teologicznej wizji małżeństwa, jesteśmy zdani na zachowane w tej sprawie świadectwa z dalszych okresów dziejów Kościoła. To nas jednak bynajmniej nie przeraża.

Zapewne przemawia do nas poprzednio użyte, łatwo zrozumiałe porównanie: dziecko żyje ‘pełną parą’, a przecież nie zastanawia się wcale nad tym, czemu i jak oddycha, ani nawet że w ogóle oddycha (zob. dokładniej:  Wzrastanie Kościoła od dziecięctwa do dojrzałości). Dziecko nie potrzebuje ‘myśleć’ o tym, co się dzieje w jego przewodzie pokarmowym. Podobnie też nie jest ono w stanie powiedzieć cokolwiek rozsądnego na temat swego układu krążeniowego u siebie czy u kogokolwiek innego z ludzi i wszystkich innych spraw, które u niego się dzieją, a ono o tym bądź w ogóle nie wie, bądź nie ma najmniejszej potrzeby, by nad tym się zastanawiać. Jednocześnie zaś mimo iż dziecko, podobnie jak i człowiek dorosły, nie jest w stanie wytłumaczyć tych wszystkich rzeczywistości, żyje ono, wzrasta i rozkwita, nie poświęcając podstawom swego życia najmniejszej uwagi.

Na zasadzie pewnej analogii można to samo odnieść do pełni życia wiarą – bez teoretycznych wiadomości i precyzyjnej wiedzy na temat Bożo-ludzkich mechanizmów tegoż Bożego życia w sercu. Dotyczy to również kwestii teoretycznej wiedzy o sakramentalności małżeństwa.

(6,2 kB)

c. Start ‘czasu’ Kościoła

Wraz z zesłaniem Ducha Świętego w dzień Zielonych Świątek w dziesięć dni po wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa, rozpoczyna się na dobre „czas Kościoła” (DeV 25). Zarówno Apostołowie, jak i Duch Święty: Duch Prawdy, rozpoczynają „składanie świadectwa”  o Jezusie Chrystusie (J 16,26n), tzn. o dokonanym dziele odkupienia. Rozpoczął się definitywnie nowy etap odniesień Boga do swego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety – jako obecnie już odkupionych. Duch Święty przejmuje kontynuację dzieła, jakiego dokonał Syn Boży Jezus Chrystus, rozdzielając w obfitości wysłużone przez Niego łaski uświęcenia wszystkim, którzy na to odkupienie się otworzą (por. APR 4; APR-K 3.5):

„Kiedy zaś dopełniło się dzieło, którego wykonanie Ojciec powierzył Synowi na ziemi [J 17,4], zesłany został w dzień Zielonych Świąt Duch Święty, aby Kościół ustawicznie uświęcał, i aby w ten sposób wierzący mieli przez Chrystusa w jednym Duchu dostęp do Ojca [Ef 2,18]. On to właśnie jest Duchem życia, czyli źródłem wody tryskającej na żywot wieczny [J 4,14; 7,38n]; przez Niego Ojciec ożywia ludzi umarłych na skutek grzechu, zanim śmiertelne ich ciała wskrzesi w Chrystusie [Rz 8,10n](DeV 25).

Odważni „mocą” otrzymaną od zstępującego na nich Ducha Świętego (Dz 1,8; Łk 24,49), zaczęli Apostołowie, pod przewodnictwem Piotra, natychmiast przemawiać o Chrystusie ukrzyżowanym, zabitym – zmartwychwstałym (Dz 2,23.32): „A my wszyscy jesteśmy tego świadkami” (Dz 2,32). Słuchacze – Judejczycy, ale i przedstawiciele z wszystkich wówczas znanych zakątków Imperium Rzymskiego wymienionych w Dziejach Apostolskich (Dz 2,9nn), zwrócili się wtedy do Apostołów z zasadniczym pytaniem:

„Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: ‘Cóż mamy czynić, Bracia?’ – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów.
‘Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan, Bóg nasz’ ...” (Dz 2,37nn).

Łukasz dopowiada w napisanych przez siebie Dziejach Apostolskich w formie konkluzji:

„Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni.
I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (Dz 2,41).

Po następnych wystąpieniach Piotra i innych Apostołów liczba wierzących w Chrystusa i przyjmujących chrzest nawrócenia dynamicznie wzrastała (zob. Dz 4,4). Piotr i pozostali Apostołowie głosili Słowo Boże odważnie i z niezwykłym przekonaniem – wbrew oficjalnemu zakazowi ze strony ówczesnych sfer kapłańskich (zob. Dz 4,17n; 5,28). W obliczu prześladowań i gróźb, a nawet zadawanej śmierci „za Chrystusa” (zob. Dz 7,58nn; 8,3; 12,1nn; itd.), mieli Apostołowie wciąż tylko jedną odpowiedź:

„Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was – niż Boga?
Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,19).

„... ‘Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – odpowiedział Piotr i Apostołowie’.
... Gdy to usłyszeli [Sanhedryn i arcykapłani żydowscy],
wpadli w gniew i chcieli ich zabić ...” (Dz 5,29.33).

Chrzest i konsekwentnie wiarę w Jezusa Chrystusa przyjmowali liczni Żydzi. Niebawem jednak zaczęli przystępować do nich nie-Żydzi, stając się coraz bardziej przeważającą grupą uczniów Chrystusa. Mianowicie rozproszeni wskutek prześladowań w Judei uczniowie wykazywali od początku aktywność misyjną – w posłuszeństwie Chrystusowemu poleceniu: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody ...” (Mt 28,19; Mk 16,15nn; Łk 24,47; J 20,21; Dz 1,8).

Po raz pierwszy zaczęto uczniów Chrystusa nazywać ‘chrześcijanami’ w Antiochii w Syrii Północnej (Dz 11,26). Szczególnie ci nawróceni Żydzi, którzy pochodzili z diaspory Żydowskiej i mieli szersze widzenie sprawy zbawienia aniżeli Żydzi Palestyńscy, a którzy obecnie w obawie przed prześladowaniami wierzących w Chrystusa dotarli do Antiochii w Syrii, zaczęli głosić Go również wśród nie-Żydów. Zapewne oni sami byli zdumieni otwartością serc tych pogan na Dobrą Nowinę. Łukasz pisze:

„Niektórzy z nich [= nawróconych, których rozproszyło prześladowanie za Szczepana]
pochodzili z Cypru i z Cyreny. Oni to po przybyciu do Antiochii przemawiali też do Greków
i opowiadali Dobrą Nowinę o Panu Jezusie.
A ręka Pańska była z nimi, bo wielka liczba uwierzyła i nawróciła się do Pana” (Dz 11,20n).

(6,2 kB)

d. Start praktyki Apostolskiej Kościoła pierwotnego
w zakresie małżeństwa

Apostołowie udzielali chrztu świętego wszystkim, którzy o to szczerze prosili. Nie było dla nich ważne, czy ktoś aktualnie jest osobą ‘samotną’, czy jest związany uprzednio zawartym małżeństwem, czy jest wdowcem lub wdową. W najstarszych zapisach, dotyczących pierwocin dziejów Kościoła, nie ma żadnego śladu o ewentualnej dyskryminacji osób wiodących życie małżeńskie czy rodzinne. Wręcz przeciwnie. Od samego początku widzimy w Ludzie Bożym Nowego i Wiecznego Testamentu (por. 1 Kor 11,25; Hbr 13,20) ludzi wszystkich stanów: wolnych i niewolników, osoby żyjące w małżeństwie i w stanie wolnym, dzieci i młodzież, osoby starsze. Jezus położył życie swoje w sensie dosłownym za wszystkich ludzi.

W ostatnich dniach przed swą odkupieńczą śmiercią powiedział – gdy podeszła w sam raz delegacja pogan, którzy chcieli „ujrzeć Jezusa”:

„Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz Władca tego świata zostanie precz wyrzucony.
A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,31n).

Odkupienie dotyczy bez wyjątku każdego człowieka – epoki zarówno przed-Chrystusowej, jak i po-Chrystusowej. Dotyczy każdego mężczyzny i każdej kobiety. Obejmuje osoby żyjące w małżeństwie i dziewictwie, młodych i ludzi starych.

(13 kB)
Objaśnienie

Św. Paweł podaje w swym Pierwszym Liście do Koryntian szereg wskazań na temat zawierania małżeństwa, a z kolei życia w dziewictwie (1 Kor 7). Rozróżnia przy tym wyraźnie pewne sprawy które sugeruje swym osobistym autorytetem jako ‘ojca duchownego’ swych adresatów i całego Kościoła (np. 1 Kor 7,6) – od innych poleceń i nakazów, które wiąże wyraźnie z ustanowieniem przez samego Boga. Mówi wówczas: „... nakazuję nie ja, lecz Pan ...” (1 Kor 7,10).

Samo zawieranie małżeństwa przedstawia Paweł jako sprawę powołania poszczególnego człowieka ze strony Boga – w nawiązaniu do stanu społecznego, w którym ktoś żyje: człowieka wolnego czy też niewolnika (por. 1 Kor 7,17-22). Stwierdza jedynie, że zawieranie małżeństwa jest kwestią wolnej woli i wolnego wyboru poszczególnego człowieka, ewentualnie ponadto np. rodziców względnie opiekunów swych dzieci:

„Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączyć się od niej!
Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz ...” (1 Kor 7,27n).

Jeśli Paweł mówi:

„Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja [w stanie bezżennym, celibacie],
lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki ...” (1 Kor 7,7),

mówi to kierując się następującym motywem:

„... dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę;
po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu” (1 Kor 7,35).

Słowa te wyznaczają miarodajny kierunek. Toteż na końcu podsumowuje swoje sugestie jeszcze raz:

„Tak więc dobrze czyni [np. ojciec w stosunku do swej córki], kto poślubia swoją dziewicę,
a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia.
Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej mąż.
Jeżeli mąż umrze, może poślubić kogo chce, byleby w Panu ...” (1 Kor 7,38n; por. tamże, w.8n: analogicznie o wdowieństwie).

Wypowiedzi Pawłowe są zarówno charakterystyczne, jak i miarodajne dla Kościoła wszystkich czasów. Nie widać tu najmniejszego śladu czegoś w rodzaju pogardy, albo cienia rzuconego na małżeństwo – wbrew pewnym nurtom późniejszych czasów, według których małżeństwo jest czymś z natury swej nieczystym i godnym potępienia. Jeśli Paweł wyraża swoją zachętę do dobrowolnego wyboru celibatu ze strony mężczyzn, czy też pozostawania w dziewictwie ze strony dziewcząt-kobiet, kieruje się zasadniczym motywem religijnym, żeby być w miarę możliwości w jak najpełniejszym znaczeniu oddanym Bogu ciałem i duszą:

„Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem.
Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi ...” (1 Kor 7,34).

Mimo to Paweł nie widzi żadnej zasadniczej trudności w pogodzeniu ze sobą tych motywów. Podkreśla po prostu – zarówno w odniesieniu do małżeństwa, jak i celibatu względnie dziewictwa, żeby każdemu przyświecał zawsze podstawowy motyw działania-postępowania: „... byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu” (1 Kor 7,35). Podobnie też podkreśla – jako podstawowy warunek zawierania małżeństwa, żeby się to działo „w Panu” (1 Kor 7,39).

Znaczy to, że małżeństwo było uważane przez Apostołów od samego początku za instytucję świętą i uświęcającą. Bo i ono miało służyć temu, żeby być „godnym i z upodobaniem trwać przy Panu”. Przytoczony fragment z Pierwszego Listu do Koryntian pisał św. Paweł być może z Efezu, ok. 56 r. Było to zatem już ponad 20 lat od śmierci odkupieńczej Syna Bożego.

Ten sam Paweł przedstawi jednak w parę lat później w swym Liście do Efezjan (Ef 5; List pisany prawdopodobnie z pierwszego uwięzienia Pawła, ok. 61-63 r.) niezwykle głębokie spojrzenie na małżeństwo. Do analizy tego fragmentu z Ef 5 – przejdziemy później – w 9 rozdziale niniejszej części (zob. niż.: Sakramentalność małżeństwa odczytana z Ef 5). Paweł ukaże tam swoistą paralelę między odniesieniami męża do żony – a odniesieniami Chrystusa do Kościoła. Jezus Chrystus przysposabia sobie Kościół na swoją umiłowaną, chociaż chwilami bardzo trudną Oblubienicę, sam będąc jego Bożym Oblubieńcem: Oblubieńcem-z-Krzyża. Do tego zagadnienia wrócimy obszerniej – jak dopiero co wspomniano – w rozdziale 9 niniejszej szóstej części naszej strony.

Wypada jednak już tutaj postawić sobie pytanie: od kogo ‘dowiedział’ się Paweł o takim zestawieniu ludzkiego małżeństwa z Oblubieńczym odniesieniem Chrystusa do swojego Kościoła-Oblubienicy? Pytanie to zostawiamy w tej chwili bez odpowiedzi. Niemniej zauważamy, że nie można w żaden sposób podtrzymać twierdzenia, jakoby w czasach Apostolskich, ani w Kościele pierwotnym, nie istniała żadna swoista ‘teologia’ małżeństwa. Bo w przypadku tego, co Paweł przedstawi w Liście do Efezjan (Ef 5), stajemy natychmiast przed bezdenną głębiną tajemnicy, w której nas zanurza Apostoł Chrystusa, obdarowany zatem charyzmatem związanym z objawieniem Boga-Prawdy-Wierności w sposób konstytutywny.

Znaczy to, że przez Apostoła dokonał się w tym wypadku istotny, tj. konstytutywny wzrost depozytu Bożego objawienia. Stało się to oczywiście w pełni zgodnie z wolą Chrystusa i Ducha Świętego, który wprowadza Kościół w coraz doskonalsze rozumienie Prawdy objawienia.

W podsumowaniu okresu praktyki Apostolskiej Kościoła pierwotnego można by z perspektywy czasu wyprowadzić następujące wnioski:

(0,13 kB)  Większość osób przyjmujących wiarę było już uprzednio związanych węzłem małżeństwa. Dotyczy to zarówno nawróconych Żydów, jak i pogan. Nawróceni wprost z pogaństwa stali się niebawem liczebnie znaczną większością wyznawców Jezusa Chrystusa, szczególnie poza Palestyną.

(0,12 kB)  Fakt życia w małżeństwie nie stwarzał najmniejszej przeszkody w stawaniu się jednocześnie uczniem Chrystusa.

(0,13 kB)  Nie słyszymy o nakładaniu na nawróconych, związanych uprzednio zawartym małżeństwem, jakiegoś obowiązku ponownego zawierania ślubu małżeńskiego, mocą którego stawałoby się ono obecnie małżeństwem typowo ‘chrześcijańskim’. Chociaż zaś brak jakiejkolwiek wzmianki na ten temat w pismach Nowego Testamentu, samo przypuszczenie, że taka ceremonia mogłaby istnieć, wydaje się z góry nieprawdopodobna. Poprzednio zawarte małżeństwo zachowało po prostu w pełni swą obowiązującą moc i ważność, wkraczając tym samym samoistnie w rzeczywistość już dokonanego odkupienia.

(0,13 kB)  Nawróceni już związani małżeństwem kontynuowali dotychczasowe życie małżeńskie i rodzinne zgodnie z właściwymi mu prawami i zobowiązaniami w odniesieniu zarówno małżonków do siebie, jak i swych dzieci. Przyjęcie wiary w Chrystusa pociągało natomiast ponad wątpliwość ten skutek, że uprzednio – w pogaństwie czy w ramach dotychczasowej religii Mojżeszowej ważnie zawarte małżeństwo doznawało tym samym chrześcijańskiego uważnienia i wkraczało samo przez się na poziom objęty dziełem odkupienia.

(0,13 kB)  Dla osób, które dopiero po przyjęciu chrztu świętego pragnęły zawrzeć związek małżeński, początkowo zapewne nie istniała żadna nowa forma zawierania ślubu typowo chrześcijańskiego. Kierowano się w tym względzie lokalnym prawem zwyczajowym, określającym ważność małżeństwa i wyrażenia zgody małżeńskiej przez nupturientów. Chodziło o formę ślubu zarówno tę wypracowaną i praktykowaną przez prawodawstwo zwyczajowe, jak i tę, która zaczynała pojawiać się stopniowo w środowisku wyznawców Chrystusa.

(0,13 kB)  Trudno powiedzieć coś pewnego na temat ewentualnego powiązania dotychczasowych form wyrażenia zgody małżeńskiej według ceremoniału pogańskiego, bądź z kolei rytuału żydowskiego – z wyznawaną obecnie wiarą w Boga Trójjedynego. Zdaje się jednak nie ulegać wątpliwości, że sama już intensywność przeżywania nowej rzeczywistości związanej z przyjęciem chrztu świętego i wymogami nowego stylu życia jako uczniów Chrystusa, którzy stawali w obliczu radykalizmu Ewangelii i Ośmiu Błogosławieństw, prowadziła zapewne spontanicznie do słownego wyrażenia decyzji przeżywania małżeństwa według zasad Chrystusowej nauki.

(0,13 kB)  Jeśli początkowo nie widziano potrzeby ułożenia odrębnej formy wyrażenia zgody małżeńskiej i oprawy liturgicznej, która by odpowiadała rzeczywistości dokonanego odkupienia, to przecież dary Ducha Świętego działające niezwykle intensywnie w Kościele pierwotnym, a zwłaszcza dar ‘zmysłu wiary’ oraz równolegle z nim przez Ducha Świętego udzielany dar ‘analogii wiary” naprowadzały wspólnotę kościelną na coraz wyraźniej uświadomioną różnicę między wymogami małżeństwa w stylu pogańskim, a także Żydowskim – a obecnie istniejącą rzeczywistością odkupienia dokonanego przez Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Odrębność w pojmowaniu i przeżywaniu tej rzeczywistości w pogaństwie i religii Mojżeszowej – a w młodym chrześcijaństwie mogła nie doczekać się natychmiast gotowego zapisu. Niemniej odrębność ta znajdowała ponad wątpliwość jakiś swój wyraz w nowym sposobie przeżywania małżeństwa, chociażby na razie nie ujętym w konkretne przepisy prawne czy liturgiczne [a przynajmniej zapisy, które nie dochowały się do naszych czasów].
Dotyczy to zarówno chwili zawierania małżeństwa, jak potem życia małżeńskiego i rodzinnego na co dzień.

(0,13 kB)  Świadectwem troski Apostolskiej o godność i etykę życia małżeńsko-rodzinnego jest szereg wskazań i zachęt zawartych w Listach Apostołów (zob. np. Hbr 13,4; Rz 12,1-21; 1 Kor 6,13-20; 13;1-8; Ef 5,2.25-32; Kol 3,12-17; 1 P 3,1-9).

(0,13 kB)  Również do małżeństwa należy zastosować zasadę, o której parokrotnie wspomniano, że człowiek – a i Kościół, dochodzi dopiero stopniowo do refleksyjnego rozumienia Prawdy Bożego objawienia. Bo i w tym zakresie dokonuje się rozwój w rozumieniu tajemnicy małżeństwa jako sakramentu organicznie – w analogii do procesu wzrastania w poznawaniu w przypadku dziecka.
– Dziecko nie jest od razu starcem, lecz przechodzi powoli i stopniowo w wiek młodzieńczy i dorosły, osiągając dojrzałość dopiero wtedy, gdy do tego etapu dorośnie. Zdolność stawiania sobie samemu podstawowych pytań odnośnie do własnego bytu rozwija się wolno. Trzeba dojść do znacznego stopnia dojrzałości, żeby znaleźć czas i umieć postawić sobie samemu pytania odnośnie do najgłębszych podstaw własnego życia i jego sensu.
– Podobnie ma się rzecz z małżeństwem. Jest to rzeczywistość angażująca niezwykle intensywnie całokształt człowieczeństwa męża i żony, szczególnie odkąd małżeństwo przekształca się w rodzinę. Nic dziwnego, że głębsze refleksja nad samym w ogóle małżeństwem i jego głębszą więzią z Bogiem wymaga wysokiego stopnia dojrzałości i zdolności krytycznego spojrzenia na siebie samego. Będzie ona dana Ludowi Bożemu jedynie stopniowo – jako owoc wciąż w Kościele działającego Ducha Świętego, który zgodnie z obietnicą Chrystusa, „doprowadzi was do całej Prawdy” (J 16,13).

(0,13 kB)  Znaczy to, że Kościół nie mógł nie posiadać m.in. małżeństwa jako sakramentu już od pierwszych chwil swego zaistnienia. Jest z góry wykluczone, żeby jakikolwiek sakrament mógł zaistnieć w Kościele dopiero w czasie po-Apostolskim. Narastanie Prawdy-Wierności Bożego objawienia zakończyło się wraz z epoką Apostolską. Pochodzenie małżeństwa jako sakramentu nie może nie być dziełem samego Boskiego Założyciela Kościoła. Kościół od samego początku swego zaistnienia dysponował i tym sakramentem.
– A tylko: refleksja nad tą z kolei Bożo-ludzką rzeczywistością zaczęła dochodzić do głosu dopiero bardzo wolno. Będzie to dziełem stopniowego wprowadzania Kościoła świętego przez Ducha Świętego w coraz doskonalsze rozumienie Prawdy objawienia.

Ponieważ zaś charyzmat Prawdy, jaki otrzymuje Piotr – w organicznej jedności z kolegium biskupów, nie może wprowadzać Ludu Bożego i całej rodziny człowieczej ‘w błąd’  w aspekcie spraw związanych z naszym zbawieniem w Chrystusie, możemy być spokojni, że i w tym zakresie: Prawdy objawienia dotyczącej małżeństwa jako sakramentu, Kościół obdarzony zostaje przez Boga charyzmatem Prawdy, związanym z pewnością tego, co jest i skada się na skarbiec objawienia.

(7,2 kB)

2. Krystalizowanie się wyodrębnionej formy
małżeństwa chrześcijan

(6,2 kB)

a. Małżeństwo chrześcijan w kontraście do małżeństwa pogan

Z faktu, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie określano małżeństwa mianem ‘sakramentu małżeństwa’, nie wynika zatem, że Lud Boży poprzez dar ‘zmysłu wiary’ i ‘analogii wiary’ mimo wszystko nie żył przynajmniej zalążkową świadomością, że jest ono w całości objęte dziełem odkupienia i – co więcej – cieszy się z wielorakich powodów całkiem szczególnym statusem w zamyśle Bożego objawienia powierzonego Kościołowi. Świadomość ta nie musiała być wcale sformułowana w sposób jasny. Na to przyjdzie ‘czas’ zaplanowany przez Ducha Świętego na kolejno następujące wieki.

(28 kB)
Objaśnienie

Że zaś chrześcijanie spoglądali na małżeństwo od początku w sposób zdecydowanie inny, tzn. głębszy, przefiltrowany przez dokonane odkupienie – w zestawieniu z podejściem do małżeństwa w kulturze pogańskiej, z której się zwykle wywodzili, świadczą być może drobne, a przecież charakterystyczne ‘światełka’ zachowanych do naszych czasów zapisów różnych autorów: świeckich, przedstawicieli Kościoła, a w końcu papieży.

Niezaprzeczalna jest wymowa chrześcijańskiej odmienności w podejściu i przeżywaniu małżeństwa w kontraście do małżeństwa w praktyce pogańskiej coraz innych kultur, do jakich docierało chrześcijaństwo w swym dynamicznym rozwoju pierwszych wieków. Styl uczniów Chrystusa w przeżywaniu małżeństwa i rodziny utrzymywał się niezmiennie pomimo wciąż im zagrażającego widma prześladowań, a nawet męczeńskiej śmierci z racji wyznawania ‘Jezusa Chrystusa’ jako Boga i Odkupiciela.

Nietrudno zrozumieć – i to sobie wytłumaczyć, że ani chrześcijaństwo jako Lud Boży, ani ówczesny Urząd Nauczycielski Kościoła, przez długi czas nie widział potrzeby wydawania nowych norm odnośnie do zawierania małżeństwa. Chrześcijaństwo przejęło w sposób nie zakłócony normy zwyczajowe małżeńskie wypracowane przez wielowiekowe tradycje kolejnych narodów i kultur.

Kościół wciąż kierowany tak przez Chrystusa, jak i Ducha Świętego, umiał stosować od początku zasadę ‘inkulturacji’ depozytu wiary do coraz innych warunków geograficznych i kulturowych, chociaż samo określenie ‘inkulturacja’ było wtedy jeszcze nieznane.
– Również tutaj widzimy łagodne, a mocne kierowanie Kościoła przez Ducha Świętego, który i w tym zakresie „was wszystkiego nauczy przypomni wam wszystko, co Ja [= Chrystus] wam powiedziałem” (J 14,26).

1) Innocenty I do Victoricius’a

Trzeba zauważyć, że Kościół pierwotny od początku uznawał ważność i godziwość małżeństwa, zawieranego przez nowo-ochrzczonych przed ich nawróceniem. Z drugiej strony akceptował ryt zawierania małżeństwa według tradycji prawa małżeńskiego lokalnego w odniesieniu do już ochrzczonych nowożeńców. Świadectwem tego jest chociażby wypowiedź papieża Innocentego I (402-417 r.), zawarta w jego Liście do bpa Wiktoryka we Francji:

„...Satis enim absurdum est aliquem credere, uxorem ante baptismum acceptam, post baptismum non computari...
Quod si non putatur uxor esse computanda, quae ante baptismum ducta est, ergo nec filii, qui ante baptismum geniti sunt, pro filiis habebuntur”.
„Absurdalne jest więc twierdzenie tych, którzy sądzą, że żona, którą ktoś pojmuje przed chrztem, nie liczy się już jako żona po chrzcie ...
Jeśliby bowiem należało nie uznawać za żonę tej, z którą ktoś pobiera się przed chrztem, to trzeba by również nie uznawać za dzieci te, które by się urodziły przed przyjęciem Chrztu”.
(zob.:  Ks. Aleksander Sobczak, Sakrament Małżeństwa: Krótki rys historyczny – przyp. 2; przekład z łaciny własny. Zob. tamże, odnośniki do: A.SARMIENTO-J.ESCRIVÁ, Enchiridion Familiae. Textos del Magisterio Pontificio y Conciliar sobre el Matrimonio y la Familia (I-XX w.), Madrid 1992, skrót: EF; przytoczony cytat: EF I,17)

Jeśli chrześcijanie akceptowali zwyczaje prawne i rytuał zawierania małżeństwa kultur lokalnych, stosowali się przecież w życiu małżeńskim i rodzinnym na co dzień od samego początku do wymogów nauczania Jezusa Chrystusa. To zaś było im przekazywane wytrwale przez Magisterium Kościoła pod przewodnictwem jurysdykcyjnym Piotra danego czasu. Wyżej wskazaliśmy na niemały szereg wskazań etycznych pod adresem małżonków i rodzin, jakie nietrudno znaleźć w Listach Apostolskich (zob. wyż.:  Etyka małżeńsko-rodzinna w Listach Apostołów).
– Świadomość zobowiązań moralnych związanych z życiem małżeńskim, rozwijała się u chrześcijan w dużej mierze pod wpływem intensywnie działającego daru „zmysłu wiary” oraz „analogii wiary”. Te zaś dary są owocem działania Ducha Świętego, który wprowadza Kościół Chrystusa w coraz głębsze rozumienie depozytu wiary.

Zdajemy sobie sprawę, że również w pogaństwie – mocą prawa moralnego naturalnego wyrytego w sercu każdego człowieka bez wyjątku w chwili jego stwarzania, wyczuwano świętość i wzniosłość tajemnicy życia i miłości, w jaką zanurzają się małżonkowie (por. Benedykt XVI, DCE 4n). Trudno im było nie dostrzec tu szczególnej bliskości Boga jako miłującego Stworzyciela. Z tym większą jednak świadomością przeżywali tajemnicę życia i miłości w małżeństwie chrześcijanie. Nie mogło to nie być szczególnym owocem daru Ducha Świętego, zesłanego na uczniów Chrystusa wraz z dokonanym odkupieniem.

(22 kB)
Objaśnienie

Stąd też małżeństwa chrześcijańskie od samego początku wyróźniały się zdecydowanie innym, głębszym przeżywaniem tajemnicy życia i miłości, aniżeli się to działo w małżeństwach nie-chrześcijan. Nie na darmo zapadał w świadomość uczniów Chrystusa głęboko sam fakt, że „Słowo Boże stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Tajemnica dziewiczego poczęcia Syna Bożego z Ducha Świętego nie mogła nie wyrazić się bezpośrednio na życiu moralnym chrześcijan. Zdawali sobie oni ponadto dobrze sprawę z konsekwencji słów Jezusa Chrystusa, który w tajemnicy Wcielenia zjednoczył ze sobą ‘jakoś’ (por. GS 22) każdego człowieka bez wyjątku. Jezus zaś nie na darmo dawał do zrozumienia:

„Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu
z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili
...” (Mt 25,40.45).

2) Z Listu do Diogneta

Wymownym świadectwem odmiennego kształtowania życia w małżeństwie i rodzinie przez chrześcijan jest słynne podsumowanie stylu życia chrześcijan wśród otaczających ich nie-chrześcijan, jakie potomności przekazał autor Listu do Diogneta. Jest ono o tyle bardziej wymowne, że pochodzi z końca 2 w., tj. z okresu kończącej się epoki Ojców Apostolskich, którzy mieli jeszcze bezpośredni kontakt z samymi Apostołami jako konstytutywnymi pośrednikami Prawdy objawienia. Poza tym chodzi o trudny okres pierwotnego Kościoła, gdy przyznawanie się Chrystusa równało się zwykle z gotowością na śmierć męczeńską:

„Christiani enim neque regione neque sermone neque vitae institutis distincti a ceteris sunt hominibus ...
Uxores ducunt ut omnes, liberos procreant; sed non abiciunt fetus.
Mensam communem habent, non lectum.
In carne sunt, sed non secundum carnem vivunt.

In terra degunt, sed in caelo civitatem suam habent.
Obsequuntur legibus constitutis, et suo vitae genere superant leges.
Amant omnes, et omnes eos persequuntur.

Ignorantur, et condemnantur; morte afficiuntur, et vivfificantur.
Mendici sunt, et ditant multos;
omnibus rebus indigent, et omnia illis redundant.
Dedecorantur, et inter dedecora afficiuntur gloria; fama eorum laceratur, et iustitiae eorum testimonium perhibetur.

Obiurgantur, et benedicunt; contumeliose tractantur, et honorem deferunt.
Cum bonum faciunt, tamquam improbi puniuntur; dum puniuntur, gaudent, tamquam vivificentur ...
Ut autem simpliciter dicam, quod est in corpore anima, hoc sunt in mundo Christiani”

„Chrześcijanie nie różnią się od reszty ludzi ani odrębnym terytorium, ani językiem, ani warunkami życia. ...
Żenią się jak wszyscy i mają dzieci; lecz nie porzucają nowo narodzonych ...
Mają wspólny stół, ale nie łoże.

Są w ciele, a przecież nie żyją według ciała.

Przebywają na ziemi, lecz miasto swoje mają w niebie.
Słuchają wydanych praw, a sposobem swego życia przewyższają prawa.
Wszystkich kochają, a wszyscy ich prześladują.

Są pomijani i skazywani; przyprawiani o śmierć, a oni wracają do życia.
Są biedakami, a wzbogacają wielu;
wszystkiego im brak, a obfitują we wszystko.
Odbiera się im cześć, a w tej pogardzie chwalą ich; znieważa się ich dobre imię, a oddaje się świadectwo ich sprawiedliwości.

Ubliżają im, a oni błogosławią; traktują ich obelżywie, a oni okazują szacunek.

Gdy czynią dobrze, są karani jako złoczyńcy; gdy są karani, cieszą się, jakby doznawali ożywienia ...
Powiedziałbym po prostu: czym jest dusza w ciele, tym w świecie są chrześcijanie ...”

(Enchiridion Patristicum, M.J.Rouet de Journel, ed.4-5, Friburgi Br. 1922. - EP 97; przekł. własny)

Świadectwo to podkreśla moralną ‘inność’ uczniów Chrystusa w układaniu życia małżeńskiego i rodzinnego. Świadomość podjętych zobowiązań moralnych w następstwie przyjętego chrztu świętego musiała być u ochrzczonych niezwykle jasna i jednoznaczna, skoro aspekt ten nie mógł ujść uwagi pogan.

Trzeba sobie jednak powiedzieć, że byłoby to niemożliwe, gdyby postawa ta nie wiązała się wprost z jakością pojmowania samego małżeństwa: jako rzeczywistości nie tylko podjętych ‘świeckich’ zobowiązań moralnych ze strony dwojga osób zawierających przymierze małżeńskie, ale i jako rzeczywistości uświęcającej mocą samego w sobie zawartego małżeństwa. Mimo iż dopowiedzeniem tak pojmowanego i przeżywanego małżeństwa stanie się dopiero o wiele później wypracowane precyzyjne pojęcie teologiczne, które tę właśnie rzeczywistość ujmie w wyrażenie: sakrament małżeństwa.

Świadectwo Listu do Diogneta staje się w ten sposób wyrazem jednoznacznego działania Ducha Świętego, który i w tym zakresie życia Kościoła Chrystusowego: życia sakramentalnego, niestrudzenie prowadzi do coraz głębszego rozumienia zrazu jedynie ‘zalążkowo’ w depozycie Apostolskim zawartej wiary w małżeństwo jako sakrament.

(8,7 kB)

RE-lektura-ponowna-redakcja: część VI, rozdz. 4c
Stadniki, 20.I.2015.
Tarnów, 27.V.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Jan Paweł II: nawoływanie teologów do jedności z Magisterium
g. Wdzięczność za Piotra

B. DOJRZEWAJĄCE ROZUMIENIE SAKRAMENTALNOŚCI MAŁŻEŃSTWA W KOŚCIELE
1. Od świętości małżeństwa do rozumienia jego sakramentalności
a. Jeszcze raz: zapowiedź charyzmatu Prawdy objawienia
b. Ponownie punkt wyjścia
c. Start ‘czasu’ Kościoła
d. Start praktyki Apostolskiej Kościoła pierwotnego w zakresie małżeństwa
Etyka małżeńsko-rodzinna w Listach Apostołów

2. Krystalizowanie się wyodrębnionej formy małżeństwa chrześcijan
a. Małżeństwo chrześcijan w kontraście do małżeństwa pogan
1) Innocenty I do Wiktoryka
Tabela: Tekst Listu Innocentego I do Wiktoryka
2) Z Listu do Diogneta
Tabela: Z Listu do Diogneta


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. W dniu ślubu Moniki-Zygmunta - 2005
Ryc.2. Jakarta 2006: chór na Boże Narodzenie. Stelly i koledzy-koleżanki
Ryc.3. W posłudze przy ciężko chorych
Ryc.4. Nawet owca chciałaby skorzystać z tryskającej tu wody miejskiej
Ryc.5. Przyjazny pies bawi się doskonale z małym dzieckiem