(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

Rozdział Czwarty

MIĘDZY
SPRAWIEDLIWOŚCIĄ
A MIŁOSIERDZIEM *       *       *
Sprawiedliwość
czy
Miłosierdzie?

Ozdobnik

W nawiązaniu do rozważanego wątku

Wypada ponownie uświadomić sobie sens rozważań ukazywanych w niniejszej, piątej części naszej strony. Przed nami staje w tej części pytanie, jakie próbujemy postawić sobie w naszej pokornej dociekliwości: Jak się to stało, że Trójjedyny, który całą rzeczywistość powołał do istnienia mocą swej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33), zaczął ujawniać się wobec człowieka: mężczyzny i kobiety coraz bardziej jako Bóg Miłosierdzia?

Z sześciu rozważań tej części mamy już trzy tematy za sobą. Oto podsumowanie dotychczasowych rozważań.

butt Trójjedyny: Ojciec i Syn, i Duch Święty, w swej komunii Trzech Bożych Osób darowujących się sobie nawzajem i wymieniających dar-Osobę na natychmiastową miłość odwzajemnioną – niejako nie mógł ‘pomieścić’ się w ramach samego tylko swego Bóstwa. Dynamizm prawdziwej miłości zmierza pełnią swego życia i radości do stawania się darem-‘dla’ drugiej osoby, umiłowanej „dla niej samej” i ku jej dobru – wiecznemu.

Jedynie tak potrafimy sobie wytłumaczyć, że Trójjedyny niejako ‘zatęsknił’ za komunią życia i miłości z kimś jeszcze – niejako spoza swego Bóstwa. Tak Bóg wywołał z nie-istnienia do istnienia swój żywy Obraz: człowieka – mężczyznę i kobietę, których odwieczne chce „dla nich samych” (por. GS 24). Wszystko inne co istnieje, powołuje Trójjedyny do istnienie jedynie ‘instrumentalnie’, żeby ten jedynie „chciany dla niego samego” : człowiek, miał się gdzie obracać i mógł się rozwijać.

Miłość Stworzyciela nie mogła kierować się w ‘próżnię’. Z kolei żeby móc odpowiedzieć na Bożą stworzycielską Miłość wzajemnym darowaniem siebie – tym razem Bogu, trzeba być osobą: samo-świadomą, samo-stanowiącą, zdolną podejmować odpowiedzialność. Jedynie wtedy pojawiają się warunki, by zaistnieć mogła miłość.

Wszelka miłość musi być poddana próbie na jej jakość i wierność. Okazuje się, że już pierwsza ludzka para – ci dwoje w Raju, próby na jakość ich miłości wzajemnej względem „miłującej Wszechmocy Stworzyciela” nie zdali. Tym staje się w tym momencie przerażająca rzeczywistość grzechu: wzgardy Miłością Stworzyciela, a zawierzenie w tymże momencie Szatanowi, odwiecznemu Uwodzicielowi, który okłamuje po to, by odwieść Boży żywy Obraz od Miłości Stworzyciela i tak dopiero – konsekwentnie, pogrążyć go w śmierci potępienia wiecznego.

butt W drugim rozdziale zastanawialiśmy się nad Bożymi ‘reakcjami’ w obliczu grzechu człowieka. Mogliśmy zdumiewać się nad grozą napawającymi wypowiedziami Słowa-Bożego-Pisanego o „zapalczywości Bożego Gniewu” i innych określeniach zrozumiałych 'postaw' Boga wobec arogancji tej Jego – Umiłowanej, którą Bóg chciał obdarzać sobą całym z miłością nie tylko Stworzyciela, ale i Bożego Oblubieńca swego żywego Obrazu.

Jednakże równolegle do tych strasznych wypowiedzi biblijnych Boga w obliczu ludzkiego grzechu zauważamy u Boga przedziwną ‘fluktuację’ Jego swoistych ‘uczuć’. Raz zdaje się przeważać u Boga straszny gniew – i niejako Boża ‘zazdrość’ w obliczu swej ‘cudzołożnej, niewiernej Oblubienicy’, która na Jego oczach oddaje się odwiecznemu Uwodzicielowi: Wężowi Starożytnemu, któremu na imię Diabeł i Szatan. To znów pojawia się w głębinach Bóstwa ‘odruch’ Jego litości i czegoś w rodzaju ‘żalu-bólu’ na widok definitywnej klęski, jaką sobie sama gotuje ta Jego, przecież nadal ... Umiłowana, choć tak niegodna i tak bardzo wiarołomna.

butt  U Boga zapada decyzja na zdumiewający, nieprawdopodobny zamysł Trójjedynego: sam Bóg podejmie się przebłagania Boga – zamiast człowieka, który z racji swego ‘bytu-jako-tylko-stworzenia’ jest całkowicie niezdolny przeprosić Boga, ani podjąć jakiejkolwiek ekspiacji za wzgardę okazaną Jego „miłującej Wszechmocy” ani z kolei za wycofanie swego zawierzenia Bogu, a przeniesienie go na „ojca Kłamstwa i Mordercy od początku”. Wprowadzenia w czyn tego zamysłu podejmuje się z Miłości do dojmująco dotkniętego Ojca, ale i z Miłości do stworzonych na Jego Obraz: mężczyzny i kobiety – Druga Osoba Boża: Syn-Słowo.

Równolegle zapada w „samym niejako Sercu nieogarnionej Trójcy” (DeV 39) decyzja, że dzieło przebłagania-odkupienia człowieka, Bożego Obrazu zostanie dokonane nie w drodze niejako ‘łatwej’, ani też jedynie ‘sekundowo’ przez jakiś jednorazowy akt miłości i przeproszenia Trójjedynego, jakiego by dokonała Druga Osoba Boża poprzez np. jedynie ‘sekundowe’ przybranie do swej natury Bożej na króciutko dodatkowo natury człowieczej. Tego rodzaju „akt miłości”, wyrażony przez Boga-Człowieka, byłby oczywiście ponad-obficie wystarczający dla przebłagania Boga za grzechy nie tylko wszystkich ludzi w ich grzechach na naszym globie, ale i gdziekolwiek indziej w kosmosie.
– Ale to by Boga ... ‘nie zadowoliło’! Boża Miłość jest nastawiona zawsze na maksymalizm. On siebie zawsze daje, tzn. darowuje siebie – „do końca’, a raczej: „poza koniec”. Stanie się żywą „ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata(1 J 2,2).

Na tym stwierdzeniu stanęliśmy w poprzednim rozdziale. Zobaczyliśmy, że w Jezusie Chrystusie, Synu Boga Ojca, ale i Synu Maryi Jego Dziewiczej Matki – daje Bóg cenę najwyższą z możliwych, odpowiednią do swej pozycji jako „Jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć ...” (1 Tm 6,15n).

Ceną tą będzie darowanie własnego, Bożo-Ludzkiego życia i swej Bożo-Ludzkiej miłości, przez decyzję na śmierć na krzyżu, na którym dokona odkupienia człowieka i przebłaga Trójjedynego za ludzki grzech, jednocześnie poślubiając dla siebie jako swą Oblubienicę – Kościół, żeby był nieskalany, bez skazy, jako Oblubienica godnie przystrojona na gody wieczyste w Domu Ojca.

 (3 kB)

A.   KOLEJNY ETAP ROZWAŻAŃ

Ozdobnik

1. Problem Sprawiedliwości a Miłosierdzia u Boga

Trudno w serii naszych rozważań o tym, jak doszło do ujawniania się coraz jaśniej, że Bóg jest Miłością Miłosierną – pominąć zagadnienie niełatwe do rozwiązania i zrozumienia z punktu widzenia teologicznego, a z kolei mającego swoje wydźwięki niemal natychmiastowe na życie każdego z nas: Jak się u samego Boga przedstawia wzajemna korelacja dwóch Jego zasadniczych przymiotów: sprawiedliwości – a miłosierdzia?

Jest rzeczą jasną, że oba te przymioty Trójjedynego są jednocześnie Bożym Imieniem-Osobą. Wszystkie przymioty Boga są pomiędzy sobą w pełni ‘zgodne’ i nie ma mowy o jakimkolwiek przeciwstawieniu ich sobie nawzajem. O pewnych ‘zróżnicowaniach’ pomiędzy Bożymi przymiotami można by mówić natomiast z naszego, ludzkiego punktu widzenia. Mianowicie nie ulega wątpliwości, że my – grzeszni, wolimy ‘widzieć’ w Bogu raczej te Jego Przymioty, które są dla nas ‘korzystniejsze’.
– Zapewne nie jest to zbyt chlubne, że często spoglądamy na Boga dosyć ‘utylitarystycznie’ [= użytkowo]. Czyżby jednak Bóg miał się ‘smucić’ z powodu tego, że stworzenie Jego umiłowania: mężczyzna i kobieta, których by chciał widzieć jako tę Swoją, nad własne życie umiłowaną, odwołuje się raz po raz nie tyle do Jego Sprawiedliwości, co raczej ... Miłości, która się wyraża jako ‘Miłość Miłosierna’ ?

Takie ‘podejście’ do Trójjedynego sugeruje zresztą niedwuznacznie samo już Słowo-Boże-Pisane pod tchnieniem Ducha Świętego:

(7 kB)
Objaśnienie

„Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby Cię otaczano bojaźnią
[= dar Ducha Świętego: połączony z miłością do Boga].
W Panu pokładam nadzieję ...
U Pana bowiem jest łaskawość
i obfite u Niego odkupienie ...” (Ps 130 [130], 3nn.7).

Jest zaś rzeczą znamienną, z jakim niemal ‘uporem’ i niezwykłym naciskiem św. S. Faustyna Kowalska, przez którą Trójjedyny przypomniał się Kościołowi i światu jako Bóg Miłosierdzia – podkreśla, że właśnie Miłosierdzie jest „największym przymiotem Boga”.

Oto jedna czy druga taka wypowiedź samego Jezusa Miłosiernego:

„Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego.
– O, jak bardzo Mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem Święty i Sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem Miłosierdziem, nie dowierza Dobroci Mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość Moją, ale nie wierzą w dobroć Moją.
Raduje się Serce Moje tym tytułem Miłosierdzia.
Powiedz, że Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk Moich są ukoronowane Miłosierdziem” (DzF 300n).

Oraz chociażby jeszcze następujące słowa Jezusa, nawiązujące do ‘Koronki’ do Bożego Miłosierdzia:

„... Ktokolwiek będzie ją odmawiał [= Koronkę do Bożego Miłosierdzia],
dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci.
Kapłani będą podawać grzesznikom, jako ostatnią deskę ratunku.
– Chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę Koronkę,
dostąpi łaski z nieskończonego Miłosierdzia Mojego.
Pragnę, aby poznał świat cały Miłosierdzie Moje;
niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu Miłosierdziu” (DzF 687).

Zapewne chociażby z tytułu tych dwóch, z takim naciskiem wyrażonych wypowiedzi Boga objawiającego siebie jako Miłosierdzie – warto podjąć jeszcze raz, tym razem jako temat wyodrębniony, zasygnalizowaną kwestię: wzajemnego stosunku tych dwóch Bożych przymiotów.
– Temat ten rozpatrywaliśmy już co prawda w poprzedniej części – z okazji omawiania sprawy grzechu oraz trybunału Miłosierdzia, czyli sakramentu spowiedzi świętej (zob. wyż.: Grzech przetwarzany w nowe obdarowanie Miłością – i następującą całość). Niemniej obecnie – w ramach niniejszej serii rozważań o coraz wyraźniejszym ujawnianiu się Boga jako Miłosierdzia, warto poświęcić temu zagadnienie uwagę jeszcze raz i rozpatrzeć je dokładniej.

Ozdobnik

2. Wdzięczność za encyklikę ‘Dives in Misericordia’

Skorzystamy z wielką wdzięcznością szczególnie z dwóch dokumentów Jana Pawła II: jego encykliki o Bożym Miłosierdziu pt. „Dives in Misericordia” [Bogaty w Miłosierdzie Bóg] (1980 r.), oraz jego Listu Apostolskiego o Chrześcijańskim sensie Ludzkiego Cierpienia pt. „Salvifici Doloris” [= Zbawczego Cierpienia ...] (1984 r.).

Wspomniana Encyklika o Bożym Miłosierdziu: „Dives in Misericordia” jest jedną z jego trzech encyklik poświęconych kolejnym Trzem Osobom Trójcy Świętej. Tę Encyklikę wiąże Ojciec święty z Bogiem Ojcem – w Jego najszczególniejszym przymiocie: Miłosierdziu. Rzecz jasna, mowa będzie w tej Encyklice również o Bożym Synu, który stał się Bożym Miłosierdziem, z jakim Bóg Trójjedyny wychodzi do człowieka.

Jest znamienne, że Ojciec święty nie uchylił się od nawiązania do dyskusji teologicznych, czy przymiot Bożego Miłosierdzia można nazwać „największym” z Bożych przymiotów. Dla uważnego czytelnika Encykliki nie ulega wątpliwości, że Jan Paweł II ma na myśli – przynajmniej niejako ‘w tle’ – „Dzienniczek” św. S. Faustyny, chociaż imię jej nie pojawia się w Encyklice ani razu.

Jest to w pełni zrozumiałe: jej beatyfikacja nastąpiła dopiero w 13 lat po ogłoszeniu Encykliki. Z całą zaś pewnością jako biskup i kardynał Archidiecezji Krakowa odwiedzał Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II – z zasady co miesiąc (w każdy 3-ci piątek miesiąca) sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach i znał doskonale treść „Dzienniczka”  tej Polskiej Mistyczki, którą potem dane mu było najpierw beatyfikować (w 1993 r.), a potem kanonizować (w 2000 r.).
– Całkiem otwarcie wspomina Jan Paweł II o św. S. Faustynie w swej ostatniej książce, opublikowanej na parę tygodni przed swą śmiercią: „Jan Paweł II. Pamięć i Tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci” (Wyd. ZNAK, Kraków 2005, zob. nr 2: ‘Ideologie zła’, str. 13-21, zwł. str.13n: wyraźna wzmianka o Encyklice DiM i św. S. Faustynie; oraz nr 10: ‘Tajemnica Miłosierdzia’, str. 58-62, zwł. 60n).

We wspomnianej Encyklice, pierwszym dokumencie o tej tematyce w dwutysięcznych dziejach Kościoła, pisze Jan Paweł II na temat wzajemnego stosunku Bożej Sprawiedliwości a Miłosierdzia wprost w następujących słowach:

„Jeśli niektórzy teologowie twierdzą, że Miłosierdzie jest największym wśród przymiotów i doskonałości samego Boga, to Biblia, Tradycja i całe życie z wiary Ludu Bożego, dostarcza z pewnością swoistego pokrycia dla tego twierdzenia.
– Nie chodzi tutaj o doskonałość samej niezgłębionej Istoty Boga w tajemnicy samego Bóstwa, ale o doskonałość i przymiot, w którym człowiek z całą wewnętrzną prawdą swej egzystencji szczególnie blisko i szczególnie często spotyka się z żywym Bogiem. Stosownie do owych słów, jakie Chrystus wypowiedział do Filipa (por. J 14,9n.), ‘widzenie Ojca’ – ‘widzenie’ Boga przez wiarę – znajduje w spotkaniu właśnie z Jego Miłosierdziem jakiś szczególny moment wewnętrznej prostoty i prawdy. Jest ona podobna do tej prostoty i prawdy, jaką znajdujemy w przypowieści o synu marnotrawnym” (DiM 13).

Wypowiedź Papieska wyraża miarodajny komentarz do dogmatycznej Tradycji zarówno Słowa-Bożego-Pisanego, jak i tego Przekazywanego. Harmonizuje ona również w pełni z darami Ducha Świętego, jakich Bóg udziela wszystkim wierzącym: ze ‘zmysłem wiary’ oraz z ‘analogią wiary’ (zob. dokładniej wyż.: Analogia wiary i zmysł wiary).

Sam w sobie temat: sprawiedliwość a miłosierdzie w wewnętrznym życiu samego Trójjedynego jest tematem trudnym. I – trzeba by dopowiedzieć: nie zanadto ‘przedeptanym’ przez teologów. Każdy chrześcijanin, który poczuwa się do grzechu, korzysta raz po raz z największą wdzięcznością z Bożego Daru: trybunału Miłosierdzia, tj. sakramentu pojednania-przebaczenia. Gorzej natomiast z teoretyczno-teologicznym aspektem, dotyczącym tej jednej z największych tajemnic Boga jako Boga.

W tej sytuacji korzystamy tym hojniej i z tym radośniejszą wdzięcznością z rozważań, jakie poświęca temu właśnie zagadnieniu sam Namiestnik Chrystusa we wspomnianej encyklice.

Ozdobnik

B.   ODKUPIENIE PRZEZ CIERPIENIE?

Ozdobnik

1. Spełnić zamysł Trójjedynego

Grzech – w punkcie wyjścia Bożego zamysłu

W obecnej piątej części naszej strony zastanawiamy się nad tym, jak to się stało, iż Bóg Stworzyciel zaczął wobec swego żywego Obrazu ujawniać się coraz bardziej jako Miłosierdzie. Zdajemy sobie sprawę, że cały ciąg rozważań toczy się wciąż w jednym kierunku. Punktem wyjścia stał się grzech człowieka – Bożego Obrazu, Bożej Oblubienicy. Jako Ojcu – żal Bogu tej Jego, Umiłowanej, która tak łatwowiernie poszła na lep odwiecznego Uwodziciela – Szatana. Przestała wierzyć, że Bóg „jest – Miłością” (1 J 4,8.16), a bez oporu zawierzyła siebie – w założeniu na stałe – „ojcu Kłamstwa i mordercy od początku(J 8,44).
– Pomimo nieskończonej obrazy, jaką Mu ta Oblubienica wyrządziła, Trójjedyny niejako ‘zapomina’ o wyrządzonej sobie zniewadze. Pełen Bożej ‘pokory’, ale tym bardziej miłości zastanawia się, co począć, by ta Jego, przecież Umiłowana – wróciła i „nie zginęła, lecz miała życie – wieczne(por. J 3,16).

(9.5 kB)
Objaśnienie

W łonie Trójcy Przenajświętszej wykształca się odwieczny zamysł. Bóg zaproponuje tej nadal nieodwołalnie „chcianej dla niej samej” : Oblubienicy swego bólu, choć i ‘wstydu’ wobec chociażby Szatana – odnowioną Miłość, którą będzie ona mogła odwzajemnić na całkiem nowych zasadach. Trójjedyny pragnie zaofiarować tę szansę swemu żywemu Obrazowi – w swym własnym Synu-Słowie.

Ponieważ inaczej się nie dało, zapada u Trójjedynego decyzja: Druga Osoba Boża przyjmie do swej Bożej Natury – naturę jeszcze drugą, człowieczą. Bo tylko ‘równy’ może ‘równego’ przebłagać i dokonać ekspiacji. Dla człowieka pozostawionego sobie samemu nigdy by to nie było możliwe. Przebłagania Boga może dokonać jedynie ... BÓG. Rozważaliśmy o tym w poprzednim rozdziale.

Skoro jednak nie Bóg, a człowiek zgrzeszył, przebłagania musi się podjąć mimo wszystko człowiek, a nie Bóg ‘zamiast’ człowieka. W sytuacji niemożliwości spełnienia tego drugiego warunku odkupienia, Trójjedyny decyduje się na omówiony już plan-zamysł: Druga Osoba Boża przyjmie do swej Natury Bożej – naturę ponadto człowieczą. Sprzęgnie je Osobą oczywiście tylko jedną: swoją Osobą Bożą. Odpowiedzialność i poczytalność jest wprost związana nie z naturą, ale z osobą tego, kto działa mocą swojej natury – w tym wypadku natury jednocześnie Bożej i Ludzkiej. Z tego względu u Boga-Człowieka Osoba musi być Boża – i tylko Boża, a nie ... ludzka!

Zamysł zbawienia skąpany we krwi ?

Doszliśmy do jaśniejszego uświadomienia sobie, że Bóg by sobie samemu nie ‘wybaczył’, gdyby poszedł na jakikolwiek ‘łatwy’ sposób wykonania zamysłu odkupienia człowieka. Bóg kocha niezwykle poważnie: powiedzieć by trzeba: „... na życie i na śmierć” ! Można się z góry spodziewać, że jeśli ma się w ogóle podjąć dzieła przebłagania Boga za ludzki grzech i konsekwentnie: odkupienia człowieka, uczyni to z nakładem swych najwyższych, krańcowych możliwości. Zaangażuje w nie całą swoją Wszechmoc: tak jako prawdziwego człowieka, jak tym bardziej prawdziwego Boga.

Coraz wyraziściej rysuje się dosłowność charakterystyki, jaką o Jezusie Chrystusie przedstawia na początku opisu Ostatniej Wieczerze Jego Umiłowany Uczeń – Jan:

„Było to przed świętem Paschy.
Jezus wiedząc, że nadeszła Jego Godzina – przejścia z tego świata do Ojca,
umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował ...” (J 13,1).

Użyte tu wyrażenie: „... do końca” ma wydźwięk wieloraki i niezmiernie dalekosiężny! Wszystko skoncentruje się na ‘szaleństwie krzyża’ (por. 1 Kor 1,18.21.23; Ga 5,11). Mimo iż krzyż stanie się nie krańcem i celem, lecz etapem – niezastąpionym – do zmartwychwstania i wszystkiego co potem nastąpi. Dopiero całokształt męki-śmierci-zmartwychwstania-wniebowstąpienia-zesłania Ducha Świętego stanie się prawdziwą „Paschą” chrześcijańską [hebr. Pascha = przejście: przez Morze Czerwone i ocalenie od Zła-grzechu-potępienia], by tak dopiero stać się przyczyną naszego odkupienia. Tak to wyrazi św. Paweł:

„... Wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego.
On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych
dla [= jako przyczyna] naszego usprawiedliwienia” (Rz 4,24n).

Świadomość przyświecającego celu

Jeśli się tu wciąż obracamy wokół krańcowych, niezwykle trudnych i krwawych okoliczności, w jakich Bóg-Człowiek Jezus Chrystus będzie realizował zamysł Ojca, pamiętamy zarazem o tym, co powiedział On sam o swoim „darowaniu się – do ostateczności” :

„... Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie Moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać.
Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddają.
Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać.
Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca ...” (J 10,17n).

Widzimy jasno przyjętą przez samego Syna Człowieczego postawę determinacji. On dokładnie wie, czego chce i do czego dąży. W pewnym momencie, gdy Jego samego ogarnie lęk przerażenia w obliczu bezmiaru tortur, jakim niebawem będzie poddany, wypowie charakterystyczne słowo.

„Teraz dusza moja doznała lęku – i cóż mam powiedzieć?
Ojcze, wybaw Mnie od tej Godziny?
Nie, właśnie dlatego przyszedłem na Tę Godzinę ...” (J 12,27).

Zauważamy, że ‘po ludzku’ mówiąc, ale tym bardziej ‘po Bożemu’, Jezus potwierdza natychmiast swoje w pełni świadome ‘tak’ wobec zwierzonego sobie trudnego zadania: ma stać się Odkupicielem swych ludzkich Braci i Sióstr. Jezus jest zapatrzony w Miłość Ojca do Niego. Miłość ta jest dla Niego wszystkim. Jest On sobie w pełni świadom tego, że Ojciec Go miłuje. Ale też odwzajemnia nieustannie tę Miłość, jaką Go Ojciec miłuje – w całkowitości swego synowskiego oddania.

Z drugiej strony Jezus kocha również swych ludzkich Braci i Sióstr. Są oni stworzeni na Jego Obraz i w Nim – wezwani odwiecznie do Domu Ojca. Toteż Syn Człowieczy podejmuje wszystko, by nikt z nich „nie zginął, ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Świadomość przyświecającego Mu jasno określonego dwu-aspektowego celu: Ojciec – i żywy Boży Obraz, dodaje mu ‘po ludzku’ wciąż nowej energii. Oto parokrotnie – jak refren – powracające, niezwykle mocno podkreślone stwierdzenia odnośnie do świadomości Jego odkupieńczej misji:

„Było to przed Świętem Paschy.
Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina ...” (J 13,1).

„W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty...,
aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce
oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie ...” (J 13,2n).

„A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść,
wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: ‘Kogo szukacie’ ...?” (J 18,4: pojmanie w Ogrojcu).

„Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało,
aby się wypełniło Pismo, rzekł: ‘Pragnę’ ...”
(J 19,28: Jezus na Krzyżu, tuż przed śmiercią).

Nieustannie powracająca u Jana formuła: „... wiedząc; świadom” – jest zastanawiająca. Jezus naprawdę wie, czego aktualnie dokonuje. Cel ten z całą świadomością akceptuje i zdąża całym sobą do jego realizacji.

Ozdobnik

2. Odkupienie przez Krew

‘Drogowskaz’ jedyny: Jeruzalem!

Postawa determinacji, która sprawia, że Jezus ani przez moment nie traci świadomości odnośnie do celu, dla którego zstąpił z Nieba, nie uszła uwagi Jego Apostołów. Wyrazi to w swej Ewangelii m.in. Marek, tzn. właściwie sam Piotr, którego ‘Ewangelię’ spisał Marek na prośbę Ludu Rzymu:

„A kiedy byli w drodze, zdążając do Jeruzalem,
Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili,
ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni ...” (Mk 10,32).

(5 kB)
Objaśnienie

Jezus wyjaśniał Apostołom, czyli tym swoim najbliższym, których sam sobie obrał, że będzie cierpiał, zostanie ukrzyżowany – ale potem zmartwychwstanie. Dodawał jeszcze, że nie wypada, by Prorok zginął gdzie indziej, jak tylko w Jeruzalem. Apostołowie byli tym wszystkim przerażeni, a jednocześnie nie rozumieli Go do końca (zob. do tego wyż.:  Kim jesteś, Ty wzywający ...?). Świadomość tego, że właśnie w Jeruzalem „odda swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,45), była zasadniczym powodem tego, dlaczego Go tak bardzo ‘paliło’, by Jego życie, słowa, czyny oraz wędrowanie miały wciąż jedno tylko ukierunkowanie – na Jeruzalem:

„... Bo rzecz niemożliwa,
żeby Prorok zginął poza Jeruzalem” (Łk 13,33).

Innymi słowy Jezus wychodzi z całą jasną konsekwencją naprzeciw temu, czego się sam podjął. Chodzi o wypełnienie ‘do końca’ zamysłu Trójjedynego. Jezus wiązał go z ‘Wolą Ojca’. Omawiany „zamysł”, którego realizacja będzie wymagała od Niego „Chrztu [Krwi](zob. Łk 12,50), co Jego samego napawa w pewnych chwilach zrozumiałym przerażeniem (por. Łk 22,44: krwawy pot w Ogrójcu; J 12,27: „Teraz dusza moja doznała lęku ...”), ponad wątpliwość nie oznacza ze strony Trójjedynego szukania ‘cierpienia dla cierpienia, bólu dla bólu, tortur dla tortur”.
– Niemożliwe, żeby samo w sobie ‘cierpienie’ miało moc przebłagania Boga za upadłego człowieka! Gdyby tak miało być, trzeba by Boga określić mianem ‘okrutnika’. To zaś byłoby bluźnierstwem i sprzeczne z samą istotą Boga, który jest ... Miłością.

A przecież zdaje się nie ulegać wątpliwości, że musi istnieć jakiś tajemniczy związek między zamysłem Trójjedynego – a jego wypełnieniem wśród mąk i straszliwych cierpień. Zamysł odkupienia Człowieka ma być wykonany przez Syna Bożego Wcielonego w ludzką naturę w okolicznościach krańcowego poniżenia i podeptania Jego godności już nie tylko Bożej, ale i tej ludzkiej. Ma się to dokonać wśród przerażających tortur – fizycznych, i bólu jeszcze bardziej dojmującego: moralnego i ... Bożego, którego głębi ludzki rozum nie przeniknie. Aż do niepojętego wołania, jakie pada z ust Syna Bożego przybitego do krzyża w ‘Modlitwie’ Jego konania:

„Elí, Elí, lammáh sabakhtáni, to znaczy:
Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46; = Ps 22 [21], 2).

Czy w tej sytuacji można nie zadać sobie pytania: czy tak być musiało? Czy nie było ‘lżejszego’ sposobu przebłagania Boga za ludzki grzech i dokonania dzieła odkupienia Człowieka nie aż za tak przerażającą cenę? Czy w końcu Trójjedyny ... chciał tortur Syna Bożego? Czy – być może – jest to wymóg Bożej Sprawiedliwości, że odwrócenie się Bożego Obrazu w jego grzechu od „miłującej Wszechmocy Stwórcy” musi doczekać się „wyrównania” poprzez okrutne męczarnie, jakie będą musiały dotknąć samego Boga – ‘zamiast’ Człowieka?

Skrucha serca: miłość która umie cierpieć

Musimy wyznać, że na wiele aspektów tego splotu pytań nie doczekamy się zadowalającej odpowiedzi. Stajemy wciąż przed tajemnicą Boga, bezwzględnie WIERNEGO swej odwiecznej Miłości do swego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety, choć ta Boża Miłość została w grzechu tegoż Bożego Obrazu tak okrutnie sponiewierana.
– Nie ulega jednak wątpliwości, że bezmiar cierpień, jakim się świadomie podda Syn Boży, powinien na samego człowieka podziałać jako rzeczywistość wstrząsająca. Iluż ludzi skłonnych jest – pod działaniem Uwodziciela – lekceważyć ciężar grzechów, nawet i tych ‘śmiertelnych-ciężkich’! Usiłują wmawiać Bogu, sobie samym oraz innym jeszcze ludziom, że grzech „to nic wielkiego! Da się żyć z grzechem! A Bóg nie będzie tak ‘drobiazgowy’, by za ‘byle co’ karać aż potępieniem wiecznym” !

Tymczasem każdy grzech, a tym bardziej grzech uświadamiany nam przez Boga i w Bożym Imieniu poprzez autorytet Urzędu Nauczycielskiego Kościoła jako „ciężki-śmiertelny” jest rzeczywistością w samym swym założeniu definitywną.
– Ekspiacja za grzech – jeśli ma wejść w rachubę, musi cechować się czymś w rodzaju bólu wiecznego odłączenia od Boga. Tym będzie również, w jakiejś dalekiej analogii, przeżywanie aktu skruchy (np. przy spowiedzi świętej). Akt taki musi poprzedzać prośbę Boga o ... przebaczenie-podarowanie-zgładzenie grzechu i jego bezpośrednich następstw: winy wiecznej i kary wiecznej. Taka jest logika aktu skruchy w przypadku każdego grzesznika, który prosi Boga o ... przebaczenie.

Oto słowa Jana Pawła II z jego encykliki o Duchu Świętym. Ojciec święty nawiązuje tu m.in. do tego aspektu bólu-w-skrusze:

„Wiadomo, że uznanie zła w sobie samym wiele nieraz kosztuje. Wiadomo, że sumienie nie tylko nakazuje i zakazuje, ale sądzi w świetle swoich nakazów i zakazów. Ono jest także źródłem wyrzutów: człowiek cierpi wewnętrznie z powodu zła popełnionego.
– Czy to cierpienie nie jest jakby dalekim echem tego ‘żalu’ z powodu stworzenia człowieka, który w języku antropomorficznym Księga święta przypisuje Bogu? Tego ‘wyrzutu’, który wpisując się w ‘Serce’ Trójcy Świętej mocą odwiecznej Miłości, wyraża się bólem krzyża, w Chrystusowym posłuszeństwie aż do śmierci?
– Kiedy Ducha Prawdy dozwala ludzkiemu sumieniu uczestniczyć w tamtym bólu, wówczas cierpienie sumień staje się szczególnie głębokie, ale też szczególnie zbawcze. Wówczas też, przez taki akt doskonałego żalu, dokonuje się prawdziwe nawrócenie serca: ewangeliczna ‘metánoia’ ...” (DeV 45).

Zaraz potem podkreśla Jan Paweł II, iż taki właśnie akt skruchy nabywa cech Miłości, chociażby wśród cierpienia:

„Trud ludzkiego serca, trud sumienia, pośród którego dokonuje się owa ‘metánoia’, nawrócenie, jest zarazem odzwierciedleniem tego procesu, w którym wyrzut przemienia się w zbawczą miłość, która umie cierpieć.
– Utajonym szafarzem tej zbawczej siły jest Duch Święty: On, którego Kościół nazywa ‘Światłością sumień’, przenika i zarazem wypełnia ‘głębię serc’ ludzkich.
Przez takie nawrócenie w Duchu Świętym, człowiek otwiera się w stronę przebaczenia, w stronę odpuszczenia grzechów ...” (DeV 45).

Ozdobnik

3. Ojciec wydaje Syna ... światu

„Tak Bóg umiłował ...” (J 3,16)

Jan Paweł II podejmuje wyodrębniony temat: sensu cierpienia w jednym ze swych szczególnie znamiennych, głębią rozważań promieniujących dokumentów: w wyżej wspomnianym Liście Apostolskim „Salvifici Doloris – o Chrześcijańskim sensie Ludzkiego Cierpienia” (1984 r.). Wychodząc z zapisów samego Słowa-Bożego-Pisanego, ale i żywej Tradycji Kościoła Chrystusowego, omawia sens cierpienia w jego wielorakich wymiarach: cierpienia fizycznego, duchowego, doczesnego – a przede wszystkim cierpienia wiecznego. To ostatnie wyraża się utratą życia wiecznego.

Z chwilą gdy wypada mu nawiązać do cierpień Chrystusa w Jego męce, ukrzyżowaniu i śmierci na krzyżu, czuje się przynaglony do wyodrębnienia wśród dotychczasowych ‘rodzajów’ cierpienia – jego całkiem nowego „wymiaru”: cierpienia odkupieńczego. Ten szczególny, trudny do określenia wymiar cierpienia nie jest bynajmniej równoznaczny ze sprawą Bożej Sprawiedliwości, choć niewątpliwie ma jakieś z nią powiązania. Jest to wymiar po prostu nowy, inny od wszelkich innych aspektów ‘cierpienia’. Płynie on natomiast wprost z Bożej Miłości – w tym wypadku Miłości odkupieńczej. Ten właśnie jego aspekt: cierpienia podejmowanego jako szczególnego wyrazu Miłości zmierzającej do zbawienia człowieka, jest istotną cechą odkupieńczego wymiaru cierpienia.

Ważne wątki tego niełatwego zagadnienia rozwija Jan Paweł II w dłuższym wywodzie osnutym wokół dobitnej wypowiedzi samego Odkupiciela o Miłości Jego Ojca do „świata”:

„Tak bowiem Bóg [= Ojciec] umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy,
nie zginął,
ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

W słowach tych kreśli Jezus obraz zarówno swojego Ojca, jak i siebie samego jako tego, którego Ojciec Jego ‘dał’, a nawet wręcz ‘wydał’.
– Słowa te wypowiedział Jezus podczas swego znamiennego nocnego spotkania z jednym z wysokich dostojników ówczesnej klasy faryzeuszów, Nikodemem (J 3,1-21). Jezus sprecyzował wtedy jednoznacznie cel swego przyjścia na świat.
– Cel ten jest zarazem jedynym ‘powodem-motywem’, dla którego Ojciec „wydaje Go” niejako w ręce tego „świata”, który „umiłował”. Chodzi oczywiście o świat ludzi.

(25 kB)
Objaśnienie

Mianowicie Ojciec pragnie wybawić świat ludzi od grożącego im zła ostatecznego. Jezus kreśli przed świadomością Nikodema niejako graficznie dwie ostateczne alternatywy, które się wzajemnie wykluczają. Chodzi o możliwość w sensie: „albo – albo”. Można by też powiedzieć, że są to dwie alternatywy w sensie definitywnego finału człowieka: na ‘minus’ – albo na ‘plus’.

(0,36 kB)  Finał ‘minus’ wyraża Jezus w słowach: „... aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął”.

(0,38 kB)  Finał ‘plus’ to druga alternatywa. Charakteryzują ją słowa: „... ale miał – życie wieczne”.

Jezus kreśli więc dwie przeciwstawne sobie perspektywy. Dotyczą one wiecznego losu poszczególnego człowieka. Wieczność ta zaczyna się od śmierci ‘wzwyż’ – tym razem już ‘na zawsze’.

Ze słów Jezusa wynika, że złem definitywnym byłoby „... zginąć”. To dopiero byłoby złem we właściwym tego słowa znaczeniu: utracić życie – wieczne. To jednocześnie byłoby cierpieniem ostatecznym i absolutnym.
– Od takiego właśnie ‘zła’ człowieka uwolnić przyszedł Jednorodzony Boży Syn. Został On przez Ojca dokładnie na to ‘wydany’ światu, tzn. dany do dyspozycji ludzi.

Użyte przez Jezusa słowa wyrażają równocześnie już też zapowiedź tego, jak ten zamysł Ojca zostanie zrealizowany. Dokona się to nie inaczej, a poprzez cierpienie. Taki sens niesie z sobą użyty tu czasownik, którego wydźwięk jest jednoznaczny: „... Tak ... umiłował ..., że Syna ... dał ...” ! Znaczy to mniej więcej tyle:

Weźcie Go takiego jakim On jest. Macie Go do dyspozycji.
Możecie z Nim zrobić, co się wam żywnie podoba.
Możecie Go nawet w najgorszym wypadku ... zabić.
– Daję Go po to, żeby nikt, kto Jemu zawierzy, nie zginął w życiu potępienia!

Jeśli jednak słowa te stają się zdalną, niedwuznaczną zapowiedzią cierpień Jednorodzonego Syna Bożego, który zostaje światu „dany”, to podkreślają one nie mniej wyraziście, że w tym właśnie ‘wydaniu Syna’ dla ocalenia ludzi od potępienia wiecznego wyraża się Miłość Ojca do świata Ludzi. A ta jest dokładnie również taką samą Miłością Syna: „... tak umiłował ..., że Syna ... dał ...” !

Nic dziwnego, że Jan Paweł II dopowiada:

„W tym zaś wyraża się miłość, Miłość nieskończona – zarówno tego Jednorodzonego Syna,
jak i Ojca, który w tym celu Syna swego ‘daje’.
Jest to miłość do Człowieka, miłość do ‘świata’: miłość zbawcza” (SD 14).

Bóg Wierny – Boża Prawda

Stajemy oko w oko wobec Trójjedynego, który jest WIERNY, tj. nieugięcie stały w swej raz swemu żywemu Obrazowi wobec kosmosu: mężczyźnie i kobiecie – danemu Słowu:

Kocham Cię, Ty Moja, Umiłowana,
której odwiecznie chcę dla Ciebie samej”
.

Takie jest biblijne znaczenie hebrajskiego rzeczownika ‘hémet’. Zostało ono niestety przetłumaczone pochopnie – już w starożytności – jako ‘prawda’ (gr.: alétheia; łac.: veritas = prawda). Znacznie bliższy rzeczywistemu jego znaczeniu jest rzeczownik ‘wierność’, a nie ‘prawda’. Do takiego przekładu wracają współczesne przekłady Pisma świętego, a także wypowiedzi Magisterium.

Rzeczownik: ‘wierność’ wnosi co najmniej jeden jeszcze niezastąpiony komponent znaczeniowy. Odzwierciedla on zarazem dynamiczny aspekt wyrażanej przez niego rzeczywistości: wymiar czasu. Nie można być ‘wiernym’ w sensie migawkowym-statycznym. Dopiero wtedy można będzie powiedzieć o osobie, że ona jest ‘wierna’ raz danemu słowu, gdy zachowuje jedną i taką samą postawę na początku omawianego czasu, w jego połowie, i gdy tak samo będzie się działo i w przyszłości.

W takim znaczeniu wyraża się Pismo święte o Bogu, że jest ‘Prawdą-Wiernością’, posługując się wówczas omawianym właśnie rzeczownikiem hémet. Mianowicie Bóg jest niezłomnie WIERNY w swej miłości do człowieka, którego stworzył „.. dla niego samego” (GS 24), proponując mu od początku przymierze ze sobą. Ma to być przymierze oczywiście ślubne – w znaczeniu jakie właściwe jest samemu tylko Bogu (zob. też: ks. Paweł Leks, SŁOWO Twoje jest PRAWDĄ, Katowice 1997, 27n.185-191.201-206; oraz zob. z niniejszej strony internetowej zwł. cz.VII, rozdz.1; a z cz.VI. - szczególnie rozdziały 4-8).

Z użytym właśnie rzeczownikiem hebrajskim: hémet = Wierność-Prawda, wiąże Pismo święte niejednokrotnie jeszcze drugi rzeczownik: chésed. Ten zaś oznacza: oblicze pełne miłości i łaski. Oba te rzeczowniki występują bardzo często jako łącznie wzięty zwrot (po hebr.): hémet wa-chésed = Wierność-Prawda i Miłość pełna Łaski. Rzeczowniki te uzupełniają się wtedy treściowo, uwydatniając zarazem niezłomną stałość Boga w Jego Miłości pełnej Łaski, której Bóg ponad wątpliwość człowiekowi, swej Mistycznej Oblubienicy, nigdy nie wycofa.


Przykładem tak rozumianego Bożego Oblicza pełnego Wiernej Miłości są słowa zapisane przez św. Łukasza w opisie Aniołów zwiastujących pasterzom Narodzenie Chrystusa:

„Chwała Bogu na wysokościach,
a na ziemi pokój ludziom Jego Upodobania”
[= Jego chésed = łaskawej miłości, bezwzględnie wiernej sobie samemu] (Łk 2,14).

W tym wypadku autor biblijny posługuje się tylko jednym z omawianych wyrażeń: Bóg jako Łaskawa Miłość (chésed).
W innych wypadkach oba omawiane wyrażenia występują łącznie – jako wzajemnie się dopełniające.
– Przykładem tego jest charakterystyka Jezusa Chrystusa, jaką zamieścił na początku swej Ewangelii Jan, choć oczywiście omawiane wyrażenia występują u niego w przekładzie greckim:

„Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza,
Łaska i Prawda [hebr.: chésed wa-hémet = łaskawa miłość oraz wierność-stałość-prawda]
przyszły przez Jezusa Chrystusa ...” (J 1,17).

Rzeczywista Wierność Boga

Nie zamierzamy przeprowadzać tu obszerniejszej analizy wypowiedzi biblijnych na temat Wierności Przymierzu, jakie Bóg zawarł ze swym Ludem. Podamy jedynie dwie wypowiedzi na ten temat: jedną Papieską, a drugą biblijną.

a) Jan Paweł II wyraża się o Bożej niezachwianej Wierności swojej Miłości względem Ludu Bożego m.in. w następujących słowach. Nawiązują one do chronicznej niewierności Ludu Bożego w obliczu pierwszego z przykazań Bożych:

„... Ten sam grzech, który może zranić przymierze małżeńskie,
staje się obrazem niewierności Ludu wobec swego Boga;
bałwochwalstwo jest prostytucją,
niewierność jest cudzołóstwem,
nieposłuszeństwo wobec Prawa jest odrzuceniem Miłości Oblubieńczej Pana.
Jednakże niewierność Izraela – nie niszczy odwiecznej WIERNOŚCI Pana,
a zatem Miłość Boża zawsze wierna staje się wzorem więzów wiernej miłości,
jakie powinny łączyć małżonków ...” (FC 12).


b) Drugą wypowiedź zaczerpniemy ze Starego Testamentu – tym razem z Księgi Jeremiasza. Dopiero co nakreślony obraz Miłości bezwzględnie wiernej, jaka cechuje Boga Przymierza, jest wielokrotnie udokumentowany w Słowie-Bożym-Pisanym tak Starego, jak i Nowego Testamentu. Czy takiej właśnie ‘postawy’ nie głosił – jako już wtedy ‘Dobrej Nowiny’, cały Stary Testament? Chociażby w tym – jednym z wielu fragmentów proroka Jeremiasza:

„Wróć, Izraelu-Odstępco – wyrocznia Jahwe.
Nie okażę wam oblicza surowego,
bo Miłosierny jestem – wyrocznia Jahwe –
nie będę pałał gniewem na wieki.
Tylko uznaj swoją winę,
że zbuntowałaś się przeciw Panu, Bogu swemu,
i włóczyłaś się po wszystkich drogach [ku obcym bóstwom; = apostazja, zdrada I-go przykazania]
pod każdym zielonym dębem,
a głosu Mojego nie słuchałaś – wyrocznia Jahwe.
Wróćcie, synowie wiarołomni – wyrocznia Jahwe – bo jestem Panem waszym
i przyjmę was, ... by zaprowadzić na Syjon.
I dam wam Pasterzy według mego Serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie ...” (Jr 3,12-14).

Ozdobnik

C.   ODKUPIEŃCZY SENS CIERPIENIA

Ozdobnik

1. Dotknąć zła u jego korzeni: grzechu i śmierci

Wracamy do wyżej zasygnalizowanego zagadnienia: cierpienia odkupieńczego. Nadal korzystamy z wdzięcznością z rozważań Jana Pawła II.

(17 kB)
Objaśnienie

Bóg Ojciec, który „umiłował świat” (J 3,16), kierując się swą bezwzględnie WIERNĄ Miłością do człowieka, „daje-wydaje” swego Jednorodzonego Syna – ‘Umiłowanemu’ przez siebie człowiekowi w sytuacji, gdy ten wycofał swoją miłość do Boga, a zawierzył „ojcu Kłamstwa i Mordercy od początku” (J 8,44). Ojciec „daje-wydaje” Syna niemal ‘na pastwę’ swego żywego Obrazu. Jedynie po to, żeby ten, gdy przyjmie postawiony przez Ojca warunek: „... uwierzy-zawierzy Jemu – Jednorodzonemu Synowi Bożemu”, nie musiał „zginąć”, lecz skorzystał z zaofiarowanej sobie, niezasłużonej Bożej propozycji: „miał życie – wieczne” (J 3,16).

Wspomniane przez Jezusa „zginąć” oznacza według samych słów Jezusa utracić „życie wieczne”. To dopiero byłoby „cierpieniem cierpień”: cierpieniem w definitywnym – ostatecznym tego słowa znaczeniu.

Jan Paweł II mówi:

„Przeciwieństwem zbawienia nie jest więc samo tylko doczesne cierpienie – jakiekolwiek,
ale cierpienie ostateczne: utrata życia wiecznego, odrzucenie od Boga, potępienie” (SD 14).

Bóg Ojciec „daje” swego Jednorodzonego Syna po to:

„... aby ochronić człowieka przede wszystkim od tego ostatecznego zła
i ostatecznego cierpienia” (SD 14).


Powstaje natychmiast pytanie: jak Syn tego dokona? Zamysł Trójjedynego skondensowany w Woli Ojca, która cała jest odkupieniem człowieka, Umiłowanej Oblubienicy przygotowanej dla Jego Bożego Syna, jest tu jasny. Trzeba będzie ‘odwrócić’ to wszystko, co się stało złego w grzechu człowieka.
– Bóg ostrzegał na pra-początku poważnie:

„Jednakże z drzewa poznania tego, co Dobre, i tego, co Złe – nie wolno ci spożywać.
Wiedz dobrze, że z chwilą, gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,17).

Człowiek nie posłuchał ostrzegawczego głosu Boga, mimo że przykazanie to pochodziło od Tego, który „jeden tylko jest Dobry” (Mt 19,17): jest samą Miłością również wtedy, gdy proponuje coś trudniejszego – dla wypróbowania jakości odwzajemnionej miłości.
Jednakże – Prarodzice po zerwanu owocu i jego spożyciu ... wcale nie umarli na miejscu !
– A jednak:

„... Zapłatą za grzech jest śmierć
a Łaska przez Boga dana to życie – wieczne” (Rz 6,23).

„A śmierć weszła na świat przez zawiść Diabła
i doświadczają jej ci, którzy do niego należą ...” (Mdr 2,24).

Wraz z grzechem wkroczyło na świat wszechwładnie wszelkie cierpienie – oraz śmierć jako jego uwieńczenie w najbardziej negatywnym znaczeniu. Gdyby grzech nie zaistniał, na świecie nie byłoby cierpienia, ani śmierci.

W swym pierwszym przykazaniu prosi Bóg pra-rodziców nagląco, żeby nie spożywali z „drzewa poznania tego, co jest Dobrem a Złem” (Rdz 2,17). Jednocześnie ostrzega, że sankcją za nie-posłuchanie tego przykazania będzie z niezwykłym naciskiem ukazana [taka jest konstrukcja użytej tu formy gramatycznej hebrajskiej] „śmierć” (Rdz 2,17). Warunkiem takiego przemawiania Boga do pra-rodziców było oczywiście ich uzdolnienie do samo-stanowienia, czyli wyposażenie w wolną wolę.

Całość tej sytuacji znaczy, że Bóg odwołuje się do uzdolnienia pra-rodziców do rozróżniania skrzyżnej rzeczywistości:
niejako w ‘poziomie’: Dobra i Zła,
a w ‘pionie’: Życia i Śmierci (por. MiN 28).

Jest jasne, że to Boże ‘mówienie’ nie dotyczyło rzeczywistości tylko biologiczno-fizycznej ! Boże mówienie toczy się w najgłębszym sanktuarium sumienia, gdzie Bóg nieustannie mówi o tym, co czynić należy dobrego, a czego unikać złego. Chodzi zatem o rzeczywistość natury w pierwszym rzędzie etycznej, która będzie miała bezpośredni wydźwięk na życie – wieczne.

Innymi słowy z góry wykluczyć trzeba płytką interpretację wspomnianego w opisie biblijnym o upadku pra-rodziców odnośnie do ‘poznania zła’ – w przeciwieństwie do ‘poznania dobra’, jakoby tu chodzić miało o ‘dobro czy zło’ rzeczywistości jedynie doczesnej, np. wszelkiego rodzaju bóle i cierpienia, choroby i przykre przeżycia względnie inne cierpienia kończące się co prawda ‘śmiercią’, ale w sensie jedynie ‘biologicznym’.

Czyżby z faktu, że mimo iż ci dwoje w Raju zgrzeszyli – a nie umarli na miejscu, miało wynikać, że Bóg chciał ‘zmusić’ ich do posłuszeństwa swemu przykazaniu jedynie poprzez ‘postraszenie ... śmiercią’, która ostatecznie nie nastąpiła?

Zdajemy sobie sprawę, że taka interpretacja Bożego przykazania oraz rzeczywistości grzechu, jakiego pra-rodzice dopuścili się w tej chwili, jest nie do przyjęcia. Pierwszy człowiek doskonale wiedział, co to znaczy Boży Głos w „wewnętrznym sanktuarium” sumienia, w którym on „rozbrzmiewa” (GS 16; DeV 43) – nawet „wówczas, gdy człowiek uznaje w nim tylko zasadę ładu moralnego, po ludzku niepowątpiewalną, bez bezpośredniego odniesienia do Stwórcy ...” (DeV 43). Człowiek ten dobrze rozumiał dzięki udzielonemu sobie „zmysłowi wiary”, że tu chodzi o rzeczywistość znacznie poważniejszą, aniżeli śmierć w sensie jedynie biologicznym! Że stawka toczy się o zbawienie wieczne, albo też – nie daj Boże – „odrzucenie od Boga, potępienie” (SD 14).

Jeśli zatem zamysł Ojca, pełen Miłości dla stworzenia swego Umiłowania, choć tak niegodnego darmowej Miłości, ma się urzeczywistnić, praktycznie nie będzie innego sposobu ‘odwrócenia’ zaistniałego biegu rzeczy poza tym jednym: Boży Syn będzie musiał dotrzeć sobą całym do samych wręcz korzeni ‘zła’, jakie rozpętało się wraz z zaistniałym grzechem.

Zło pierwszego grzechu zaczęło ogarniać natychmiast coraz dalsze i głębsze zakresy całej stworzonej rzeczywistości, również tej w kosmicznym tego słowa znaczeniu. Donoszą o tym relacje biblijne o nieprawdopodobnych dziejach grzechu już na przestrzeni prorockiej interpretacji wydarzeń z pra-czasów ludzkości – aż do potopu, a potem aż do Abrahama (Rdz 1-11). Widomym tego anty-przykładem stał się grzech pierwszego morderstwa, gdy Kain zabił swego brata Abla (Rdz 4,8).
– Zaczęła się dosłownie sprawdzać zasadnicza cecha wszelkiego grzechu: że daje on natychmiast ‘przerzuty’ na coraz dalsze zakresy zachowań etycznych, które zdawały się nie mieć nic wspólnego z zakresem grzechu ‘poprzedzającego’.

Wspomniane ‘korzenie zła’ wyrażają się w dwóch jego ‘odgałęzieniach’:

(0,38 kB) w samym grzechu, oraz:

(0,38 kB) jego konsekwencji: śmierci.

Jeśli dzieło przebłagania Trójjedynego i tym samym odkupienie człowieka ma dojść do skutku, Syn Boży będzie ‘musiał’ pokonać jeden i drugi przejaw Zła. Dzieło to będzie wymagało zaangażowania zapewne całej Bożej Wszechmocy, ale tym bardziej całej Jego Miłości. Tak dopiero pojawi się szansa przezwyciężenia dwuaspektowych konsekwencji faktu odwrócenia się człowieka od Boga i zawierzenia Szatanowi.

A oto słowa Jana Pawła II:

„W swoim zbawczym posłannictwie ma On [= Syn Boży] przeto
dotknąć Zła u samych jego transcendentnych korzeni,
z których wyrasta ono w dziejach człowieka.
Owe transcendentne korzenie zła tkwią w grzechu i w śmierci,
one bowiem znajdują się u podstaw utraty Życia wiecznego.

Posłannictwo Jednorodzonego Syna polega na przezwyciężeniu grzechu i śmierci.
Przezwycięża grzech swoim posłuszeństwem aż do śmierci.
Przezwycięża zaś śmierćzmartwychwstaniem ...” (SD 14).

Ozdobnik

RE-lektura: część V, rozdz. 4a.
Stadniki, 15.XI.2013.
Tarnów, 7.III.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Rozdz. Czwarty MIĘDZY SPRAWIEDLIWOŚCIĄ A MIŁOSIERDZIEM.
Sprawiedliwość czy Miłosierdzie?

W nawiązaniu do rozważanego wątku

A. KOLEJNY ETAP ROZWAŻAŃ
1. Problem Sprawiedliwości a Miłosierdzia u Boga
2. Wdzięczność za encyklikę ‘Dives in Misericordia’

B. ODKUPIENIE PRZEZ CIERPIENIE ?
1. Spełnić zamysł Trójjedynego
Grzech – w punkcie wyjścia Bożego zamysłu
Zamysł zbawienia skąpany we krwi ?
Świadomość przyświecającego celu
2. Odkupienie przez krew?
‘Drogowskaz’ jedyny: Jeruzalem!
Skrucha serca: miłość która umie cierpieć
3. Ojciec wydaje Syna ... światu
„Tak Bóg umiłował ...” (J 3,16)
Bóg Wierny – Boża Prawda
Rzeczywista Wierność Boga

C. ODKUPIEŃCZY SENS CIERPIENIA
1. Dotknąć Zła u jego korzeni: grzechu i śmierci


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Jan Paweł II pogrążony w modlitwie w Betlejem
Ryc.2. Aneta i Łukasz P. w parku niedługo przed ślubem
Ryc.3. Staś cały zaspany a oni go budzą ...!
Ryc.4. Patronka Europy, św. Edyta Stein, uczona, Karmelitanka: Benedykta od św. Krzyża
Ryc.5. Modlitwa błagalna i dziękczynna rodziny przed i po jedzeniu