(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

2. ZŁO doczesne

Ozdobnik

Misja odkupieńcza a zło doczesne: cierpienie i śmierć

Nadal korzystamy z wdzięcznością z nauczania Jana Pawła II. Ojciec święty precyzuje, że posłannictwo Odkupiciela będzie polegało na ‘dotknięciu’ w pierwszym rzędzie zła i cierpienia w jego znaczeniu ostatecznym. Wyraża się ono w przypieczętowanym odwróceniu od Boga, tzn. w potępieniu wiecznym.

Mimo wszystko jednak, Syn Boży będzie w swym posłannictwie mesjańskim raz po raz ‘dotykał’ również wszelkiego innego rodzaju Zła – w wymiarze doczesnym, przede wszystkim zaś wielorakiego cierpienia, jakim jest naznaczone życie każdego człowieka w jego „wymiarze doczesnym i historycznym” (SD 15). Bo i ono jest, chociażby tylko pośrednio, tajemniczo powiązane z rzeczywistością, którą Jan Ewangelista nazywa „grzechem świata” (J 1,29). Grzech ten przejawia się w „grzesznym podłożu działań osobistych i procesów społecznych w dziejach człowieka” oraz w „wielorakich uwikłaniach w grzech u podłoża ludzkich cierpień” (SD 15).

Prócz tego przyszedł Odkupiciel i po to, by ‘dotknąć’ z kolei drugiego wymiaru wszelkiego Zła, mianowicie śmierci, by i z nią się zmierzyć. ‘Śmierć’ wiąże się co prawda z wielorakim cierpieniem, które może zakończyć się śmiercią biologiczną. Trzeba sobie jednak uświadomić, że sama w sobie:

„... śmierć nie jest cierpieniem w doczesnym znaczeniu tego słowa,
(skoro) znajduje się niejako poza granicą wszystkich cierpień ...” (SD 15).

Zdarzają się też ludzie, którzy wręcz wyczekują śmierci: jako wybawienia od cierpień, których już nie potrafią znieść. W tym sensie śmierć:

„... stanowi ... jakby ostateczną syntezę ich [= cierpień] destruktywnej działalności
zarówno w ludzkim organizmie, jak i w psychice.
Przede wszystkim jednak śmierć przynosi z sobą
rozpad całej psycho-fizycznej osobowości człowieka.
Dusza zostaje oderwana od ciała i żyje poza nim,
ciało zaś zostaje poddane stopniowemu rozkładowi ...” (SD 15).

Misja odkupieńcza Jezusa Chrystusa będzie polegała na tym, iż pokona On panowanie zarówno grzechu, jak i śmierci.

(6.9 kB)
Objaśnienie
(0,18 kB) Pokonanie grzechu będzie polegało na tym, że przez wypełnienie dzieła odkupienia Jezus Chrystus „daje człowiekowi możliwość życia w łasce uświęcającej” (SD 15).

(0,17 kB) Pokonanie zaś śmierci polega na tym, że swoim zmartwychwstaniem Jezus Chrystus daje „początek przyszłego ciał zmartwychwstania” (SD 15).

Jedynie ci ludzie, którzy staną się uczestnikami jednego i drugiego wymiaru zwycięstwa Chrystusa, tj. tak nad grzechem, jak nad śmiercią, dostępują:

„... życia wiecznego, czyli ostatecznej szczęśliwości człowieka w zjednoczeniu z Bogiem,
co oznacza dla zbawionych całkowite usunięcie cierpienia w perspektywie eschatologicznej” (SD 15).

Znaczy to, że samo w sobie dzieło odkupienia dokonane przez Syna Człowieczego, nie eliminuje doczesnych cierpień. A przecież dzięki niemu coś się z cierpieniem zmieniło – nawet w jego znaczeniu doczesnym. Mianowicie odkupienie rzuca na cierpienie w jego wielorakich przejawach „światło zbawienia” (SD 15). Ojciec święty mówi:

„...Przezwyciężenie grzechu i śmierci, jakiego dokonał Chrystus swym krzyżem i zmartwychwstaniem, ... na cały ten wymiar [= ludzkiego bytowania] i na każde cierpienie rzuca nowe światło, które jest światłem zbawienia. Jest to światło Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny ... : ‘Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego ... dał’ ...” (SD 15).

Miłość Boża niezmiennie WIERNA

W tym miejscu Jan Paweł II ponownie mocno podkreśla niezmienną Miłość Boga do człowieka. Bóg nie wycofuje się z Miłości do swego żywego Obrazu, pomimo iż ten wzgardził nią i w grzechu wyraża Bogu, iż nie życzy sobie Jego dalszej obecności w swym sercu:

„ ... Pomimo grzechu, który zakorzenił się w tych dziejach [= człowieka]  i jako dziedzictwo pierworodne, i jako ‘grzech świata’, i jako suma grzechów osobistych, Bóg, Ojciec Jednorodzonego Syna, umiłował, czyli trwale miłuje;
w czasie zaś – z tej właśnie przewyższającej wszystko Miłości ‘daje’ tego Syna, aby dotknął samych korzeni ludzkiego Zła i tak przybliżył się w sposób zbawczy do całego tego świata cierpienia, jakie jest udziałem człowieka” (SD 15).

Stwierdzenie to napawa upadłego człowieka, pogrążonego zwykle w wielorakim cierpieniu, krzepiącą nadzieją. Zresztą nadzieja ta wyrasta z samej już tak mocno uwydatnionej wypowiedzi Odkupiciela w Jego rozmowie z Nikodemem: „Tak Bóg umiłował świat ..., że Syna ... dał” (J 3,16).


Ojciec święty nawiązuje z kolei do faktów z życia Jezusa Chrystusa, z których wynika nieukrywane uwrażliwienie Syna Człowieczego na wielorakie przejawy ludzkiej nędzy – fizycznej i moralnej. Jezus w ten sposób ‘dotykał’ na wiele sposobów problemu cierpienia w samym już nawet jego doczesnym wymiarze. W ten sposób Jan Paweł II zauważa:

„ ...‘Przeszedł ... dobrze czyniąc’ – a czyny te odnosiły się przede wszystkim do cierpiących i oczekujących pomocy. Uzdrawiał chorych, pocieszał strapionych, karmił głodnych, wyzwalał ludzi od głuchoty, ślepoty, trądu, opętania i różnych kalectw, trzykrotnie przywrócił umarłego do życia.
Był wrażliwy na każde ludzkie cierpienie, zarówno cierpienie ciała, jak duszy” (SD 16).

Nie koniec na tym: Jezus Chrystus skieruje szczególne błogosławieństwa do tych, którzy przeżywają wielorakie ograniczenia, prześladowania i nędzę. Toteż Ojciec święty mówi:

„... W centrum swego nauczania postawił Osiem Błogosławieństw, które są skierowane do ludzi doznających różnorodnych cierpień w życiu doczesnym.
Są to ‘ubodzy w duchu’ i ci, ‘którzy się smucą’ i ci, ‘którzy łakną i pragną sprawiedliwości’ i ci, ‘którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości’, gdy ludzie im urągają i prześladują ich i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na nich z powodu Chrystusa ...
... Łukasz wymienia jeszcze osobno tych, ‘którzy teraz głodują’ ...” (SD 16).

Ozdobnik

3. Chrystus bierze cierpienie sam na siebie

Trudy-cierpienia życia Chrystusa

Samo jedynie uwrażliwienie na cierpienie innych ludzi jest co prawda godne najwyższego uznania. Niemniej czym innym jest ‘pouczać’ kogokolwiek o znoszeniu cierpień, pocieszać ich i ewentualnie im pomagać, a czymś zgoła odmiennym jest samemu cierpieć i własną postawą dać świadectwo temu wszystkiemu, co dotąd było przedmiotem jedynie pouczania innych.

Widzimy jednak, że Bóg Ojciec „dał-wydał” Syna swego ludziom, których namiętnościom nauczanie Jego bardzo nie odpowiadało. Będą oni z coraz większą zaciętością czyhali na jakąś sposobność, by Go oskarżyć i zemścić się na Nim za Jego nawoływanie do nawrócenia serc. I teraz dopiero, gdy sam On: Syn Boży i Syn zarazem Człowieczy, będzie prześladowany, uwięziony, katowany i w końcu zakatowany na śmierć, pojawi się z Jego strony istotnie nowa sposobność, by osobiście przybliżyć się do bezmiaru cierpienia i tortur, ponoszonych zarówno jako Bóg, jak i Człowiek.

Gdy zagłębiamy się uważniej w lekturę Ewangelii, dowiadujemy się, że osobiste życie Jezusa, a jeszcze wcześniej: życie Jego Rodziny przez tzw. ‘ukryte lata Jezusa’ aż do początku Jego działalności publicznej, upływało w wielkim ubóstwie, w niedostatkach, niebezpieczeństwie utraty życia, ucieczce do obcego kraju. Jakże wprost nieludzkie były warunki, w których przyszedł na świat: w grocie skalnej, „... gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7). Maryja i Józef byli wystawieni na niełatwą próbę wiary, gdy przyjęli zapowiedź Anioła o wielkości mającego się narodzić „Syna Bożego”, który otrzyma „tron Dawida”:

„Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.
Będzie on wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego,
a Pan Bóg da Mu Tron Jego praojca, Dawida ...
– a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1,31nn).

Realia twardej rzeczywistości były całkowitym zaprzeczeniem tych zapowiedzi. W ten sposób jednak Syn Boży zaczął ‘dotykać’ osobiście, we własnym ciele, samych zastarzałych korzeni Zła w jego dwóch anty-owocach: grzechu oraz śmierci. Sytuacja ta stanie się w pierwszym rzędzie dla Niego samego coraz trudniejszą ‘próbą’, w której będzie poddawana weryfikacji Jego miłość tak do Ojca, jak i Jego ludzkich braci i sióstr.
– Trudno powiedzieć, żeby Jezus mógł nie być wrażliwy i by Go ‘po ludzku’ mogło nie ‘boleć’, iż nie miał nawet własnego domu i jakże często był ścigany ‘listami gończymi’, zmuszany do ‘ukrywania się’. Można by tu przytoczyć chociażby to słowo, jakie Jezus skierował do kogoś, kto chciał się przyłączyć do Niego:

„Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda,
lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca,
gdzie by głowę mógł oprzeć” (Łk 9,58; Mt 8,20).

Sytuacja Jego życia zmieniła się zdecydowanie, odkąd zaczął występować publicznie. Wielu ludzi, do których przyszedł z Nieba z tak wielką miłością (por. Ef 2,4), nie tylko nie przyjmowało Jego nauczania, lecz wręcz przeciwnie, okazywało Mu coraz większą wrogość jedynie za to, że chciał ich doprowadzić do życia – wiecznego.
– Jan Paweł II mówi:

„Nade wszystko jednakże Chrystus przybliżył się do świata ludzkiego cierpienia przez to,
że sam to cierpienie wziął na Siebie.
W czasie swej publicznej działalności doznawał nie tylko trudu, bezdomności, niezrozumienia nawet ze strony najbliższych, ale nade wszystko coraz szczególniej otaczał Go krąg wrogości i coraz wyraźniejsze stawały się przygotowania do usunięcia Go spośród żyjących.
Chrystus jest świadom tego i wielokrotnie mówi swoim uczniom
o cierpieniach i śmierci, które czekają na Niego ...” (SD 16).

Wyżej wskazywaliśmy już parokrotnie na to, jak Jezus systematycznie uświadamiał Apostołom, że „będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie” (SD 16). Uczniom Jego nie mieściło się to w głowie i wydawało się, iż jasnych słów ich Mistrza nie rozumieją. Sam nawet Piotr poczuwał się do obowiązku upomnienia Jezusa, by takich rzeczy nie mówił. Pamiętamy, jak ostra była wtedy replika Jezusa:

„A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty:
Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie’.
Lecz On [= Jezus] odwrócił się i rzekł do Piotra:
Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą,
bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki’
...” (Mt 16,22n).

Zamysł Trójjedynego brał to wszystko pod uwagę: Syn Boży miał przez wzięcie na siebie cierpienia, a nawet krzyża i śmierci – ‘dotykać’ coraz głębiej i przezwyciężyć jako Bóg-Człowiek – Zła u samych jego korzeni, wyrażających się grzechem i śmiercią. Ojciec święty mówi dalej:

„Chrystus idzie na spotkanie swojej męki i śmierci z całą świadomością posłannictwa,
które ma wypełnić właśnie w ten sposób.
Właśnie przez to swoje cierpienie ma sprawić, żeby człowiek ‘nie zginął, ale miał życie – wieczne’.
Właśnie przez swój krzyż ma dotknąć korzeni Zła tkwiących w dziejach człowieka i w duszach ludzkich.
Właśnie przez krzyż ma dokonać dzieła zbawienia.
To dzieło ma w planie odwiecznej Miłości charakter odkupieńczy(SD 16).

W tym wszystkim Jezus, Syn Boży, wciąż kontempluje Oblicze swojego Ojca. Ten zaś „miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni ...” (J 5,20). Przedziwna ta „Miłość” Ojca! Jezus jest wciąż świadom tego, iż Ojciec Go ... miłuje. Miłuje właśnie za to, że On – gotów jest życie własne: Bożo-Ludzkie – „oddać” po to tylko, by „owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). Wyznaje to sam Jezus:

„Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję,
aby je [potem] znów odzyskać. ... Taki nakaz otrzymałem od Mojego Ojca ...” (J 10,17n).

(19 kB)
Objaśnienie

Stajemy wciąż w obliczu tajemnicy, jaką jest Miłość w wewnętrznym życiu samego Trójjedynego. Trudno nam ją pojąć. Jest ona jednak nieustannym darowaniem siebie-‘dla’ tych umiłowanych – w sensie najdosłowniejszym ponad własne życie. Jezus przecież systematycznie potwierdza, że Ojciec miłuje Go za to, iż On, Syn – pozostanie WIERNY raz ‘ślubowanej’ miłości nawet w warunkach, gdy za to właśnie zostanie poddany torturom! Po ludzku mówiąc, wzdrygalibyśmy się na to! A przecież: w tym właśnie wyraża się bezwzględna Wierność Trójjedynego tej Miłości, jaką Bóg niejako „ślubował” Człowiekowi.

Bóg człowieka pokochał nie na żarty i nie dla zabawy traktuje go jako tę Swoją, Umiłowaną – Mistyczną Oblubienicę. Syn Boży stanie się przecież dla Niej pokarmem życia i posagiem ślubnym – poprzez dar własnego życia. Dar ten będzie ceną Jej z kolei życia – w Oblubieńczym zjednoczeniu z Barankiem Bożym w godach wiecznych w Domu Ojca.

Cierpienia-męka jako Wola Ojca który umiłował Człowieka

Jezus, który w swej bezustannej kontemplacji Oblicza Ojca żyje świadomością, iż Ojciec Go miłuje za tę właśnie gotowość złożenia siebie w darze miłości dla tych stworzonych na Jego Obraz, widzi swą misję odkupienia Człowieka jako spełnienie Woli Ojca, która cała jest Miłością. Jezus wyrazi to jeszcze raz w chwili swego pojmania w Ogrojcu, gdy zauważy, że Piotr będzie próbował bronić Go mieczem:

„ ...‘Schowaj miecz swój do pochwy ...
Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca Mojego,
a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?
Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi’ ...” (Mt 26,52nn).

Jan Paweł II zauważa w nawiązaniu do postawy, jaką w tych słowach ujawnia Syn Człowieczy:

„Ta odpowiedź ... świadczy o tym, jak zasadniczo, jak dogłębnie Chrystus przeniknięty był tą myślą,
którą wyraził w rozmowie z Nikodemem:
‘Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne’.
– Chrystus idzie w stronę własnego cierpienia, świadom zbawczej jego Mocy, idzie posłuszny Ojcu, ale przede wszystkim zjednoczony z Ojcem w tej Miłości, którą On umiłował świat i człowieka w świecie.
– I dlatego św. Paweł napisze o Chrystusie: ‘umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie’ ...” (SD 16).


W tym miejscu Jan Paweł II przystępuje do szczegółowszej analizy Izajaszowej tzw. Czwartej Pieśni o Słudze Jahwéh, w której „męka Chrystusa staje się ... jakby jeszcze bardziej wyrazista i mocniej przemawiająca niż w opisach samych Ewangelistów(SD 17). Jeśli już pominąć zdumiewające szczegóły opisu męki Odkupiciela w zapowiedzi tego Proroka, schodzi Ojciec święty do uświadomienia sobie głębszego wymiaru przedstawionych tam cierpień:

„Bardziej jeszcze od tego opisu męki przemawia do nas ze słów Proroka [Iz 53,2-6] głębia ofiary Chrystusa.
– Oto, chociaż sam Niewinny, przyjmuje na siebie poniekąd cierpienia wszystkich ludzi dlatego, że przyjmuje grzechy wszystkich – ‘Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich’ : cały grzech człowieka w jego rozciągłości i głębi staje się właściwym źródłem cierpienia Odkupiciela.
– Jeżeli cierpienie ‘mierzy się’ złem doznawanym, to słowa Proroka pozwalają nam ogarnąć miarę tego zła i tego cierpienia, jakie przyjął na siebie Chrystus.
– Można powiedzieć, że jest to cierpienie ‘zastępcze’, nade wszystko jednak jest ono ‘odkupieńcze’.
Mąż Boleści z tego proroctwa jest prawdziwie owym ‘Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata’ [por. J 1,29] ...” (SD 17).

W tym miejscu Ojciec święty przechodzi już wyraźnie do faktu, iż cierpienie Syna Bożego będzie miało charakter nie tylko cierpienia „zastępczego” – w miejsce Człowieka, który powinien ponieść konsekwencje swego odwrócenia od Boga w grzechu. Przeciwnie, cierpienie Jezusa Chrystusa niesie z sobą wymiar cierpienia odkupieńczego. Zaczyna się realizacja zamysłu Trójjedynego w całej jego ostrości: sam Bóg – Boga przeprasza mocą swej Bożej Natury, zjednoczonej jednak z naturą człowieczą poprzez Bożą Osobę Jednorodzonego Bożego Syna:

„W Jego [= Jezusa] cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On Jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą Miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem(SD 17).

Odkupieńczy wymiar Chrystusowego cierpienia

Dotykamy tajemnicy Odkupiciela, który bytuje jednocześnie w Naturze Bożej – tej samej co Ojciec i Duch Święty, i w naturze ludzkiej, wziętej za sprawą Ducha Świętego z Maryi, Jego Dziewiczej Matki. Obie te Natury są zjednoczone jedyną Osobą: Jednorodzonego Syna Bożego. Tu tkwi nieskończona wartość wszelkich działań Syna Człowieczego, Odkupiciela Człowieka. Jan Paweł II wyjaśnia:

„Ten, który swoją męką i śmiercią na krzyżu dokonuje odkupienia, jest Jednorodzonym Synem, którego Bóg ‘dał’.
– Równocześnie zaś ten Współistotny Ojcu Syn cierpi jako Człowiek. Jego cierpienie ma ludzkie wymiary, ma też jedyną w dziejach ludzkości głębię oraz intensywność, która będąc ludzką, może być taką nieporównalną głębią i intensywnością cierpienia dlatego, że Człowiek, który cierpi, jest podmiotowo Jednorodzonym Synem: ‘Bóg z Boga’.
– On więc tylko – Jednorodzony Syn – sam jeden jest zdolny ogarnąć miarę Zła, jakie zawiera się w grzechu człowieka: w każdym – i w ‘całym’ grzechu wedle rozmiarów historycznego bytowania ludzkości na ziemi” (SD 17).


W dalszym ciągu swych głębokich rozważań o sensie cierpienia nawiązuje Ojciec święty do faktu, iż Jezus cierpi dobrowolnie – a ponadto niewinnie. Na tym tle jawi się z nową ostrością pytanie zasadnicze o sens cierpienia. Jan Paweł II wyjaśnia:

„Odpowiedź na pytanie o cierpienie, o sens cierpienia, daje Chrystus nie samym swoim nauczaniem: Dobrą Nowiną, ale przede wszystkim własnym cierpieniem, które z tym nauczaniem, z Dobrą Nowiną, scalone jest w sposób organiczny i nierozerwalny. Jest to jakby ostatnie, syntetyczne Słowo tego nauczania: ‘Nauka Krzyża’, jak kiedyś powie św. Paweł [1 Kor 1,18] ...” (SD 18).

Wspomniana „Nauka Krzyża” zgadza się w pełni z tym, czego Jezus uczył od początku. Jezus uznawał cierpienia, jakim się podda w swej męce i krzyżu – za wypełnienie Woli Ojca, który w swej Miłości pragnie odkupienia Człowieka. Między Wolą zaś Ojca – a Syna i Ducha Świętego nie ma najmniejszego dysonansu.
– Jeśli Ojciec tak bardzo umiłował świat ludzi, umiłował ludzi z nie mniejszą Miłością także Syn – i Duch Święty. Bezmiar odkupieńczych mąk zejdzie w świadomości Syna Człowieczego do roli swoistego ‘ubocznego tła’, które pozwoli Mu wyrazić Miłość wzajemności do Ojca – i oczywiście do Ludzi, których i On, Syn Boży, umiłował „do końca” – do ostateczności.


Chwilę zwrotną w spełnieniu Woli Ojca wyznaczy niejako ‘ostatnie’ mocowanie się z sobą w Godzinie Modlitwy Jezusa w Ogrójcu – tuż przed samą męką krzyżową:

„Wiele miejsc, wiele wypowiedzi w ciągu publicznego nauczania Chrystusa, świadczy o tym, że przyjmuje On od początku to cierpienie, które jest Wolą Ojca, dla zbawienia świata.
– Jednakże punktem definitywnym staje się tutaj modlitwa w Ogrójcu. Słowa: ‘Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty’ [Mt 26,39]; z kolei: ‘Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie Wola Twoja[Mt 26,42] – mają wieloraką wymowę. Świadczą one o prawdzie tej Miłości, jaką Syn Jednorodzony w swym posłuszeństwie ‘daje’ Ojcu.
– Równocześnie zaś świadczą o prawdzie Jego cierpienia. Słowa modlitwy Chrystusa w Ogrójcu świadczą o prawdzie Miłości poprzez prawdę cierpienia.
– Tę ludzką, na wskroś ludzką prawdę cierpienia, słowa Chrystusa potwierdzają z całą prostotą: Cierpienie jest doznawaniem zła, przed którym człowiek się wzdraga. Mówi: ‘niech odejdzie’, ‘niech ominie’ – właśnie tak, jak w Ogrójcu mówi Chrystus” (SD 18).

Jeśli tu Jezus ujawnia tak bardzo ‘po ludzku’ lęk, a nawet przerażenie w obliczu doznań czekających Go tortur, niejako nie ‘wstydząc się’ tego, że jest przecież jednocześnie Bogiem, rzuca tym samym swe Boskie światło na każde ludzkie cierpienie, podnosząc je jednocześnie na poziom dotąd niedosięgnięty: zanurzając je w wymiarze cierpienia odkupieńczego.

Oto dalsze słowa Papieskie:

„Słowa Jego [= Jezusa] świadczą zarazem o tej jedynej i nieporównywalnej głębi i intensywności cierpienia, której mógł doświadczyć jedynie Człowiek będący Jednorodzonym Synem – o tej głębi i intensywności, którą na swój sposób pomagają zrozumieć przytoczone uprzednio prorockie słowa.
– Nie: zrozumieć do końca, na to trzeba by przeniknąć Bosko-ludzką tajemnicę Podmiotu, aby przynajmniej uchwycić tę różnicę (i podobieństwo zarazem), jaka zachodzi pomiędzy każdym możliwym cierpieniem człowieka a cierpieniem Boga-Człowieka.
– Ogrójec jest tym miejscem, w którym to właśnie cierpienie, w całej wyrażonej przez proroka prawdzie doznawanego w nim zła, odsłoniło się jakby definitywnie przed oczyma duszy Chrystusa” (SD 18).

Tutaj Ojciec święty przechodzi jeszcze do słów, jakie Jezus już ukrzyżowany wypowiedział na krótko przed swą śmiercią. Słowa te są trudne do zrozumienia, gdy uwzględnimy jedność w tej samej Naturze Bożej – konającego tu Syna Bożego – a Ojca Niebieskiego. Są to słowa wstrząsające. Do ich tajemnicy można się zbliżyć jedynie na kolanach i w duchu najgłębszej skruchy serca, wdzięczności i miłości.

Papież Wojtyła pisze w nawiązaniu do tych słów Jezusa z krzyża:

„W ślad za słowami Ogrójca idą słowa wypowiedziane na Golgocie,
które świadczą o tej jedynej w dziejach świata głębi zła doświadczanego cierpienia.
Kiedy Chrystus mówi: ‘Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?’ – to słowa Jego są nie tylko wyrazem owego opuszczenia, jakie nieraz odzywało się w Starym Testamencie, zwłaszcza w psalmach, w szczególności zaś w tym psalmie, z którego pochodzą powyższe słowa [Ps 22 (21),2]. Można powiedzieć, że te słowa o opuszczeniu rodzą się na gruncie nienaruszalnego zjednoczenia Syna z Ojcem – rodzą się zaś dlatego, że Ojciec ‘zwalił na Niego grzechy wszystkich nas’ [Iz 53,6], w ślad za czym św. Paweł powie: ‘Tego, który nie znał grzechu, Bóg uczynił grzechem dla nas’ [2 Kor 5,21] ...” (SD 18).

Któż z ludzi i Aniołów zrozumie, co działo się w tym momencie w Sercu Odkupiciela? Teolodzy i mistycy mogą jedynie snuć domysły na ten temat. Jan Paweł II mówi w przytaczanym tu Liście Apostolskim o sensie Cierpienia jedynie to co następuje:

„Wraz z tym straszliwym brzemieniem, mierząc się z ‘całym’ Złem odwrócenia od Boga, jakie zawiera się w grzechu, Chrystus poprzez Boską głębię synowskiego zjednoczenia z Ojcem doznaje w sposób po ludzku niewyrażalny tego cierpienia, jakim jest odłączenie – odtrącenie od Ojca, zerwanie z Bogiem.
– Ale właśnie przez takie cierpienie dokonuje odkupienia – i może konając powiedzieć: ‘wykonało się’ ! ...” (SD 18).

(12 kB)
Objaśnienie

Trudne słowa, trudna przede wszystkim rzeczywistość. Czy Jezus istotnie doznawał w Godzinie swego konania na krzyżu odczucia „odłączenia – odtrącenia od Ojca, zerwania z Bogiem” ? Pozostanie to tajemnicą wzajemnych odniesień Ojca i Syna – w Duchu Świętym, przenikającym „głębie bóstwa”. Jan Paweł dopowie jeszcze – w nawiązaniu do słowa Chrystusowego z krzyża: ‘Wykonało się’ :

„Można też powiedzieć iż wykonało się Pismo, że zostały wypełnione definitywną rzeczywistością słowa Pieśni cierpiącego Sługi: ‘Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem’.
– Cierpienie ludzkie osiągnęło swój zenit w męce Chrystusa.
– Równocześnie zaś weszło ono w całkowicie nowy wymiar i w nowy porządek: zostało związane z miłością – z tą Miłością, o jakiej mówił Chrystus Nikodemowi, z tą miłością, która tworzy Dobro, wyprowadzając je również ze Zła, wyprowadzając poprzez cierpienie tak, jak najwyższe Dobro Odkupienia świata zostało wyprowadzone z Krzyża Chrystusa, i stale z niego bierze swój początek.
– Krzyż Chrystusa stał się źródłem, z którego biją strumienie Wody Żywej [por. J 7,37n]. W nim też musimy postawić na nowo pytanie o sens cierpienia i odczytać do końca odpowiedź na to pytanie” (SD 18).

Współistnienie szczęścia i bólu

Dopiero co trzeba było nawiązać do tajemnicy przeżyć Syna Bożego, rozpiętego na Krzyżu „w żarliwej modlitwie swojej męki” (DeV 40).

U progu Trzeciego Tysiąclecia od Narodzenia Odkupiciela wydał Jan Paweł II znamienny List Apostolski „Novo Millennio Ineunte” („Na początku Nowego Tysiąclecia”). W Liście tym, w którym podejmuje słowa Jezusa skierowane do Piotra i całego Kościoła: „Duc in altum – Wyjedź na głębie i zapuść sieci ...” (NMI 1.15.38.58), zachęca Ojciec święty z niezwykłym naciskiem do „kontemplacji Oblicza Chrystusa” (NMI 1.15.16.17.20.23.25.28.32n.49. 54.59). Trzeba mianowicie – po uroczystościach Jubileuszu roku 2000, „na nowo rozpoczynać od Chrystusa” (NMI 29). Nie jest potrzebny żaden wyszukany, nowy ‘program’ pracy. Programem tym jest właśnie Jezus Chrystus – jako Żywa Ewangelia. Stąd słowa Papieskie:

„Program już istnieje: ten sam co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rzeczy wokół samego Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem Trynitarnym i z Nim przemieniać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem” (NMI 29).

W tym właśnie Liście Apostolskim przedstawia Jan Paweł II dłuższe rozważania poświęcone kontemplacji Oblicza Chrystusa: jako Oblicza Syna, Oblicza Syna Cierpiącego, Oblicza Jezusa Zmartwychwstałego. Przy tej sposobności nie pomija poruszenia trudnego do zrozumienia zagadnienia przeżyć Jezusa na krzyżu, modlącego się do Ojca słowami „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił”?

W niniejszym rozdziale, w którym pragnęlibyśmy spojrzeć na wzajemny stosunek: Bożej Sprawiedliwości – a Miłosierdzia, pytając zarazem, czy Syn Boży naprawdę ‘musiał’ cierpieć – cierpieć tak przerażająco, warto przytoczyć to, co na ten temat mówi Ojciec święty we wspomnianym Liście Apostolskim u progu nowego Millennium. W chwili gdy wypada mu nawiązać do wydarzeń ostatnich dni życia Jezusa, pisze Ojciec święty m.in.:

„W Getsemani [= Ogrodzie Oliwnym, tuż przed pojmaniem] i na Golgocie ludzka świadomość Jezusa zostanie poddana najtrudniejszej próbie. Ale nawet dramat męki i śmierci nie zdoła podważyć Jego niewzruszonej pewności, że jest Synem Ojca niebieskiego” (NMI 24).

Ojciec święty kontynuuje, ukazując Odkupiciela Człowieka, Syna Bożego i Syna Człowieczego – zarówno w Jego konaniu w Ogrójcu, jak i na Golgocie:

„Kontemplacja Oblicza Jezusa pozwala nam zatem zbliżyć się do najbardziej paradoksalnego aspektu Jego tajemnicy, który ujawnia się w ostatniej Godzinie, w godzinie krzyża. Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach.
– Stoi nam przed oczyma przejmująca scena konania w Ogrójcu. Jezus, przygnębiony wizją oczekującej Go próby, stojąc samotnie przed obliczem Boga, przyzywa Go jak zawsze imieniem wyrażającym czułość i poufałość: ‘Abbá, Ojcze’. Prosi Go, aby oddalił od Niego – jeśli to możliwe – kielich cierpienia [Mk 14,36].
– Jak się jednak wydaje, Ojciec nie chce wysłuchać prośby Syna. Aby na nowo ukazać człowiekowi Oblicze Ojca, Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze, ale obarczyć się nawet ‘obliczem’ grzechu. ‘On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą[2 Kor 5,21](NMI 25).

I teraz właśnie podejmuje Ojciec święty wyznanie-skargę Syna Bożego z wysokości Krzyża:

„Nigdy nie przestaniemy badać nieprzeniknionej głębi tej tajemnicy. Ten paradoks ujawnia się z całą ostrością w okrzyku bólu, na pozór rozpaczliwym, jaki Jezus wydaje na krzyżu: ‘Eloi, Eloi, lemá sabachtháni, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?[Mk 15, 34]. Czyż można sobie wyobrazić większą udrękę i ciemność bardziej mroczną?
– W rzeczywistości owo bolesne ‘Dlaczego?’ skierowane do Ojca i wypowiedziane pierwszymi słowami Psalmu 22, choć oddaje w pełni rzeczywistość nieopisanego bólu, zostaje rozjaśnione przez sens całej tej Modlitwy, w której Psalmista wyraża w przejmującym splocie uczuć jednocześnie boleść i ufność. W dalszej części Psalmu czytamy bowiem: ‘Tobie zaufali nasi przodkowie, zaufali, a Tyś ich uwolnił; (...) Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela[Ps 22 (21),5.12](NMI 25).

W tym momencie pochyla się Jan Paweł II nad przejmującą głębią Jezusa zdawać by się mogło ‘opuszczonego’ przez Ojca, który Go przecież miłuje, jak i On sam – miłuje zwrotnie Ojca. Oto słowa Jana Pawła II:

„Okrzyk Jezusa na krzyżu ... nie wyraża zatem lęku i rozpaczy, ale jest Modlitwą Syna Bożego, który z Miłości oddaje swe życie Ojcu dla zbawienia wszystkich. W chwili, gdy utożsamia się z naszym grzechem, ‘opuszczony’ przez Ojca, Jezus ‘opuszcza’ samego siebie, oddając się w Ręce Ojca.
– Jego oczy pozostają utkwione w Ojcu. Właśnie ze względu na tylko Jemu dostępne poznanie i doświadczenie Boga nawet w tej chwili ciemności – Jezus dostrzega wyraźnie cały ciężar grzechu i cierpi z jego powodu. Tylko On, który widzi Ojca i w pełni się Nim raduje, rozumie do końca, co znaczy sprzeciwiać się Jego Miłości przez grzech. Jego męka jest przede wszystkim straszliwą udręką duchową, dotkliwszą nawet niż cierpienie cielesne” (NMI 26).

Ojciec święty szuka w tradycji mistyki sytuacji, które mogłyby rzucić światło na współistnienie radości oglądania Boga w najczystszej kontemplacji, wyrażającej się głębią Bożego pokoju serca – a krzyku bólu w poczuciu całkowitego opuszczenia przez tegoż Ukochanego Boga.

W przypadku Syna Bożego konającego na krzyżu dochodzi oczywiście zagadnienie zasadnicze: wszystko co On przeżywa, dzieje się w tajemnicy Jego osobowego zjednoczenia dwóch odrębnych Natur: Bożej i Ludzkiej. W tym sensie mówi Papież dalej:

„Tradycja teologiczna nie uchyliła się przed pytaniem, w jaki sposób Jezus mógł przeżywać jednocześnie głębokie zjednoczenie z Ojcem, który ze swej natury jest źródłem radości i szczęścia, oraz mękę konania aż po ostateczny okrzyk opuszczenia. Współobecność tych dwóch wymiarów na pozór niemożliwych do połączenia jest w rzeczywistości zakorzeniona w nieprzeniknionej głębi unii hipostatycznej” [= w zjednoczeniu Osobowym: Boża Osoba łączy Naturę Bożą i naturę człowieczą] (NMI 26).

Tutaj właśnie sięga Ojciec święty do życia mistyków, którym dane było przeżywać pewne podobne stany duchowe, zdawałoby się niemożliwe do połączenia:

„W obliczu tej tajemnicy cenną pomocą może nam służyć ... owo wielkie dziedzictwo, jakim jest ‘teologia życia’ Świętych. Święci udzielają nam wartościowych wskazań, które pozwalają nam łatwiej przyswoić sobie intuicje wiary, a to dzięki szczególnemu światłu, jakie niektórzy z nich otrzymali od Ducha Świętego, czasem nawet poprzez osobiste przeżycie owego straszliwego doświadczenia próby, które tradycja mistyczna opisuje jako ‘noc ciemną’.
– Nierzadko święci doznawali czegoś podobnego do doświadczenia Jezusa na krzyżu, które polega na paradoksalnym połączeniu szczęścia i cierpienia. W Dialogu o Bożej Opatrzności Bóg Ojciec ukazuje Katarzynie ze Sieny, że w świętych duszach może być jednocześnie obecna radość i cierpienie: ‘Dusza zatem pozostaje szczęśliwa i bolejąca: bolejąca z powodu grzechów bliźniego, szczęśliwa dzięki zjednoczeniu i serdecznej miłości, jaką sama otrzymała. Święci naśladują niepokalanego Baranka, mego Jednorodzonego Syna, który wisząc na krzyżu był szczęśliwy – i cierpiący[nr 78].
– W ten sam sposób Teresa z Lisieux przeżywa swoją agonię w zjednoczeniu z konaniem Jezusa, doświadczając w sobie samej tegoż właśnie paradoksu Jezusa jednocześnie szczęśliwego i udręczonego: ‘Pan nasz w Ogrójcu zaznawał wszelkich radości Trójcy, ale Jego konanie nie było przez to mniej okrutne. Jest to tajemnica, ale zapewniam, że rozumiem ją po trochu dzięki temu, czego sama doświadczam[Ostatnie rozmowy, 6.VII.1897].
– To świadectwo wiele wyjaśnia! Sama zresztą relacja ewangelistów stwarza podstawę do takiego rozumienia przez Kościół świadomości Chrystusa, kiedy przypomina, że choć Jezus umierał pogrążony w otchłani cierpienia, modlił się jeszcze o przebaczenie dla swoich oprawców [Łk 23,34] i w ostatniej chwili zwracał się do Ojca ze słowami synowskiego zawierzenia: ‘Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego[Łk 23, 46] ...” (NMI 27).

Ozdobnik

D.   „WIEDZĄC ŻE NADESZŁA JEGO GODZINA ...”

Ozdobnik

1. Pascha – chwila przełomu

„Nadeszła Godzina Moja”

Nawiązujemy do wytyczonego sobie zadania: w niniejszym rozdziale chcielibyśmy przyjrzeć się jeszcze raz wzajemnemu stosunkowi między Bożą Sprawiedliwością a Miłosierdziem. Wzięliśmy już też pod uwagę zagadnienia cierpienia. Cierpienie spełnia zwłaszcza w męce, ukrzyżowaniu i odkupieńczej śmierci szczególną rolę. Jan Paweł wyodrębnia w tym wypadku nowy wymiar cierpienia: określa go jako „odkupieńczy wymiar” cierpienia Chrystusowego. Jego zasadniczą cechą jest znoszenie cierpień i tortur jako wyrazu Miłości do Ojca, ale i do Ludzi.


UWAGA. Jezus Chrystus. Prawdziwy Bóg, Prawdziwy Człowiek.
Omawiana w 4 rozdz. niniejszej piątej części trudna kwestia: Sprawiedliwości-Miłosierdzia, nawiązuje nieustannie do głębi teologii dotyczącej rzeczywistości Boga: Jedynego, bytującego jednak w swych Trzech Osobach.
Tym bardziej chodzi tu wciąż o Jezusa Chrystusa, Odkupiciela Człowieka, który jest Bogiem-Człowiekiem naraz: w swej Jedynej, Bożej Osobie, ale bytującej w dwóch istotnie odrębnych naturach: Bożej – i człowieczej.
Ponownie przytoczymy, dla lepszego zrozumienia tej tajemnicy i zarazem rzeczywistości, grafikę, ukazaną już parokrotnie w poprzednich częściach.


Do rozwikłania zagadnienia wzajemnej relacji między Bożą Sprawiedliwością i Miłosierdziem pomoże nam wydatnie wspominana już Encyklika Jana Pawła II „Dives in Misericordia”, poświęcona Bożemu Miłosierdziu (DiM – 1980 r.).

(16 kB)
Objaśnienie

Wraz z Ojcem świętym pragniemy skoncentrować się w tej chwili przede wszystkim na ostatniej dobie ziemskiego życia Jezusa Chrystusa. Wszystko, czego Jezus nauczał i dokonywał (słowa, ale i czyny) w dotychczasowym życiu, było oczywiście ważne i niezastąpione. Miało to jednak charakter jedynie przygotowawczy do wykonania właściwego zadania, które było zarazem sensem Jego zstąpienia z Nieba.
– Syn Boży przyszedł spełnić Wolę Trójjedynego – ku dobru Człowieka – mężczyzny i kobiety. Bóg ich „tak umiłował, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Gdy zagłębiamy się w lekturę Ewangelii, zauważamy nietrudno, że Jezus dzieli swoją misję na dwie ostro od siebie oddzielone części. Ostro zakreślaną cezurę, która je dzieli, określa znamiennym wyrażeniem „Moja Godzina”. Przykładowo można by przytoczyć parę wydarzeń, w których opisie niemal szokuje to właśnie wyrażenie. Tak było już wtedy, kiedy dokonał pierwszego ‘znaku’ na weselu w Kanie:

„Jezus Jej odpowiedział [= Maryi, swej Matce]:
Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasta?
Czyż jeszcze nie nadeszła Godzina Moja?” (J 2,4).

Możemy w tej chwili pominąć zagadnienie, czy Jezus mówi o nadejściu swojej Godziny w formie pytajnej, czy zdania oznajmującego. Bo różni filolodzy i bibliści – tłumaczą grecki tekst tej Jezusowej wypowiedzi w sposób zróżnicowany: bądź jako pytanie, bądź jako zdanie oznajmujące – nie pytajne. Ważne, że Jezus wypowiada się tu o nadejściu już, względnie jeszcze nie – tej „Swojej Godziny”.

Gdy w czasie Święta Namiotów dyskutowano żywo nad nauczaniem Jezusa, a zwierzchnicy duchowi chcieli Jezusa pojmać i zabić, tym razem nikt z wysłanych sług nie wykonał tego polecenia. Ewangelista dodaje:

„Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na niego ręki,
ponieważ Godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (J 7,30).

Wreszcie jednak nadeszła ta ‘Jego Godzina’. Punktem zwrotnym staje się Ostatnia Wieczerza. Jan Apostoł pisze:

„Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że
nadeszła Jego Godzina – przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy ...” (J 13,1).

Sam Jezus potwierdza nadejście tej ‘Swojej Godziny’ na początku Modlitwy Arcykapłańskiej:

„Ojcze, nadeszła Godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył,
i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem
dał Życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś ...” (J 17,1n).

Tutaj precyzuje Jezus, że ta ‘Jego Godzina’ dotyczy wywyższenia Go w chwale poprzez wypełnienie Woli Ojca do końca, tzn. dokonanie dzieła odkupienia człowieka. Stanie się to warunkiem, żeby ci, którzy „zawierzą” Synowi Bożemu (por. J 3,16; 17,3; 16,33), mogli otrzymać życie wieczne.

Ta ‘Jego’ Godzina zbiegła się z w sam raz rozpoczynającymi się przygotowaniami do kolejnego obchodzenia uroczystości Paschy (J 13,1): zbawczego uobecnienia Wyjścia Hebrajczyków z Egiptu (to działo się w poł. 13 w. przed Chr.). Rzeczownik hebr. pesách, występujący zwykle w zmodyfikowanej wymowie greckiej jako ‘Pascha’, wiąże opis Wyjścia Hebrajczyków z Egiptu z ‘przejściem Jahwéh’ po domach Egipcjan – z pominięciem domów Hebrajczyków naznaczonych krwią ofiary baranka wielkanocnego. ‘Pascha’ oznaczała w tym kontekście śmierć pierworodnych w Egipcie – przy jednoczesnym ocaleniu i wyzwoleniu Hebrajczyków, którzy niebawem staną się Ludem Przymierza (zob. Wj 12,13.23.27; Iz 31,5; itd.).
– Była to zarazem chwila, kiedy to Jahwe przeprowadzi – zgodnie ze swą zapowiedzią – ‘sąd nad bogami Egiptu’:

„Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej ...
i odbędę sąd nad wszystkimi bogami Egiptu – Ja, Jahwe.
Krew będzie wam służyła do oznaczenia domów, w których będziecie przebywać.
Gdy ujrzę krew, przejdę obok i nie będzie pośród was plagi niszczycielskiej ...” (Wj 12,12n).

„Teraz Władca tego świata zostanie precz wyrzucony”

W głębokiej analogii do wydarzeń Wyjścia z Egiptu – słyszymy z ust Jezusa o ‘sądzie’ nad Szatanem. Działo się to w bezpośrednim następstwie chwili, kiedy do Jezusa podeszła grupa pogan – Greków, proszących przez Apostoła Filipa o zamówienie ‘wizyty’ u Chrystusa: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa(J 12,21). Jezus w tym momencie ponownie nawiązuje do ‘Swojej Godziny’ – oraz do właśnie wspomnianego ‘Sądu’:

„A Jezus dał im taką odpowiedź: ‘Nadeszła Godzina,
aby został uwielbiony Syn Człowieczy.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze,
zostanie tylko samo,
ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity’ ...” (J 12, 23n).

Za chwilę zaś, gdy odezwał się Głos z Nieba, który stał się jeden raz więcej proklamacją misji Jezusa, sam Jezus dopowie:

„ ...‘Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was.
Teraz odbywa się Sąd nad tym światem.
Teraz Władca tego świata zostanie precz wyrzucony.
A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do Siebie’.
To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć ...” (J 12,30-33).

Wspomniany tu przez Jezusa „Władca tego świata” to ten sam, który z dopustu Bożego kusił Syna Człowieczego u progu Jego działalności publicznej, po czym „odstąpił od Niego aż do Czasu(Łk 4,13):

„Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata
i rzekł diabeł do Niego:
‘Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo Mnie są poddane
i mogę je odstąpić, Komu chcę.
Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje’ ...” (Łk 4,5nn).

O owym „Władcy tego świata” wspomina Jezus jeszcze parokrotnie:

„Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem Władca tego świata.
Nie ma on jednak nic swego we Mnie ...” (J 14,30).

„On zaś [= Duch Pocieszyciel], gdy przyjdzie,
przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. ...
... wreszcie o Sądzie, bo Władca tego świata został osądzony” (J 16,8.11).

Wcielenie – czy Wcielenie i Odkupienie

Apostołowie wyczuwali, że zaczynają się chwile rozstrzygające dla ich Mistrza. Zdawali sobie sprawę, że Jezus jest coraz bardziej osaczony przez wrogich Mu wielu duchowych przywódców religijnych, których praktyki i wypaczanie Słowa Bożego Jezus nieustraszenie piętnował. Apostołowie zdawali sobie sprawę, że i sami się narażają, trwając przy tym zdumiewającym Rabbí z Nazaretu, który powołał ich imiennie do swej bliskości.
– Zrazu być może nie zdawali sobie w pełni sprawy ze znaczenia tego tak dobitnie uwydatnianego Jezusowego: „... nadeszła Godzina ...”. Mistrz nieustannie daleko wyprzedzał ich ociężałe myślenie.

(21 kB)
Objaśnienie

Tymczasem obecnie zaczyna się dramatyczny, końcowy odcinek dzieła odkupienia. Jego wykonanie jest jedynym celem, dla którego Syn Boży zstąpił z nieba i dla którego wykonania Ojciec, który tak bardzo umiłował świat, Syna swojego Jednorodzonego „dał” (J 3,16), względnie dokładniej: wydał – niemal na pastwę. Ci, którzy „Jemu uwierzą-zawierzą”, będą „mieli życie – wieczne” (J 3,16).

Zadaniem Syna Człowieczego jest: dokonać przebłagania Trójjedynego za ludzkie grzechy, a przez to zarazem dokonać odkupienia żywego Bożego Obrazu – mężczyzny i kobiety, ze zniewolenia grzechu. Tak dopiero Człowiek będzie mógł stać się ponownie uczestnikiem Bożego Życia, Bożej Miłości.


Na podstawie poprzednich rozważań zakodowało nam się już dobrze w świadomości, jakie są absolutne warunki umożliwiające dokonanie tego dwuaspektowego dzieła:

(0,36 kB) Musi się pojawić Osoba Boża.

(0,37 kB) Osoba ta musi objąć sobą dwie zupełnie odmienne natury: Boską i ludzką.

Warunki te spełnia Jezus Chrystus. Jego Osoba jest Drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej. Osoba ta działa przez dwie Natury:
Bożą: jedną i tę samą Ojca i Syna i Ducha Świętego; oraz:
Ludzką: ta za sprawą Ducha Świętego jest wzięta z Maryi, Dziewiczej Matki Syna Bożego Wcielonego.

Zstąpienie Syna-Słowa Bożego na ziemię zainaugurowało tajemnicę wcielenia Drugiej Osoby Trójjedynego w człowieczeństwo Jezusa Chrystusa.

Wiemy już, że teoretycznie biorąc, do przebłagania Trójjedynego za ludzki grzech wystarczyłoby ponad-hojnie, gdyby Syn Boży – już jako Bóg Wcielony – wzbudził jakikolwiek akt miłości do Boga. Jego godność Drugiej Osoby Bożej, obejmującej sobą naturę Bożą oraz naturę Ludzką, sprawiłaby, że akt ten miałby wartość nieskończoną. Konsekwentnie zaś Syn Boży dokonałby Odkupienia Człowieka nie tylko na naszym globie ziemskim, ale i gdziekolwiek indziej w kosmosie.

Toteż Syn Boży Wcielony mógłby spokojnie wrócić natychmiast z powrotem do nieba. Cel Jego zstąpienia z nieba na ziemię zostałby w 100% osiągnięty. Przede wszystkim zaś nie istniała żadna potrzeby, ani tym bardziej konieczność, by Syn Boży ponadto jeszcze cierpiał, był ukrzyżowany, umarł i tak dopiero zmartwychwstał.

Zrozumieliśmy już jednak, że takie rozwiązanie sprawy przebłagania Boga oraz odkupienia człowieka nie mieściłoby się w stylu Bożej Miłości. Jej podstawową cechą jest całkowitość i maksymalizm daru-siebie-samego: ku dobru – wiecznemu – tego Umiłowanego.

„... Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Jemu służono,
lecz aby służyć i dać życie swoje na okup za wielu” (Mt 20,28).

Toteż Syn Boży zdecyduje się w ramach całkowitości daru siebie jako Boga-Człowieka – na krańcowe „ogołocenie” siebie (por. Flp 2,7) [greckie: ‘kénosis’; stąd wyrażenie teologiczne: Jezusowa ‘kenoza’. Zob. gr.: kenóo = ogołacam się, pozbywam się, opróżniam się z czegoś należnego].

Jako Syn Człowieczy, Jezus wyrzeka się w swym życiu doczesnym, a szczególnie w godzinie swej odkupieńczej męki, należnej sobie Chwały Bożej (por. J 17,1.5), jaką miał u Ojca „pierwszej, zanim świat powstał” (J 17,5).
– Co więcej, Jezus niejako ‘odłoży na bok’ poczucie najzwyczajniejszego zawstydzenia w obliczu ludzi, którzy w Jego męce, biczowaniu, cierniem ukoronowaniu, obnażeniu na oczach gapiów – będą się wesoło zabawiali Jego godnością Boską i ludzką.
– Apostoł Narodów wyrazi to w słowach:

„Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala.
On to – zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę
[dosł. po gr.: aischúnes kataphronésas: tzn.: kataphronéo = gardzić, nie bać się ‘o’ coś; niezłomnie poddając się;
aischúne = hańba-wstyd, publiczne napiętnowanie przez skazanie na krzyż]
,
i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników
taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie,
abyście nie ustawali, złamani na duchu ...” (Hbr 12,2n).

Syn Boży zdecyduje się przyjąć wszystkie te trudne przeżycia, ponieważ – tak jak Ojciec – „umiłował” (J 3,16) swych ludzkich Braci i Siostry, którzy sami skazali siebie pochopnie na utratę życia wiecznego. Jezus pragnie przywrócić w ten sposób stan pierwotny – ten sprzed pierwszego upadku w Raju, przyjmując z najwyższą, synowską miłością trudną Wolę odkupieńczą swego Ojca, którego Oblicza ani przez moment nie przestaje kontemplować z najwyższą miłością:

„On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać Sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawia, uznany za Człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
o to śmierci krzyżowej”
(Flp 2,6n).

W swym najgłębszym poniżeniu w oczach ludzkich zawierzy niezłomnie nadal Miłości Ojca nawet wtedy, gdy zawieszony na krzyżu, będzie przeżywał być może coś z poczucia ‘odrzucenia’ od Boga, który jest przecież Jego rzeczywistym Ojcem. Wbrew najtrudniejszym zewnętrznym i wewnętrznym przeżyciom potwierdzi jedynie w tym ostatecznym momencie swego życia „donośnym głosem” swoje synowskie:

Ojcze, w Twoje Ręce
powierzam ducha Mojego”
(Łk 23,46).

Ozdobnik

RE-lektura: część V, rozdz. 4b.
Stadniki, 15.XI.2013.
Tarnów, 7.III.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



2. Zło doczesne
Misja odkupieńcza a zło doczesne: cierpienie i śmierć
Miłość Boża niezmiennie WIERNA
3. Chrystus bierze cierpienie sam na siebie
Trudy-cierpienia życia Chrystusa
Cierpienia-męka jako Wola Ojca który umiłował Człowieka
Odkupieńczy wymiar Chrystusowego cierpienia
Współistnienie szczęścia i bólu

D. „WIEDZĄC ŻE NADESZŁA JEGO GODZINA ...”

1. Pascha – chwila przełomu
„Nadeszła Godzina Moja”
Uwaga. Jezus Chrystus: Prawdziwy Bóg, Prawdziwy Człowiek
„Teraz Władca tego świata zostanie precz wyrzucony”
Wcielenie – czy Wcielenie i Odkupienie


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Babcie debatujące i lamentujące nad ... laptopem
Ryc.2. Matka wie, jak dialogować ze swoim nowonarodzonym i już wzrastającym
Ryc.3. Sarenki - zawsze wsłuchane i zawsze czujnie w każdy szmer
Ryc.4. Jezus Chrystus: Boża Osoba w dwóch naturach
Ryc.5. Rodzeństwo które (przypadkowo) słucha średniej wiekiem siostrzyczki