(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(3 kB)

Rozdział  Szósty

DZIAŁANIA ‘CONTRA’: CO NA TO
BÓG ?
*       *       *
Ocena
teologiczna

Ozdobnik

Wyjaśnienie tematu

Jeśli Kościół tak zdecydowanie odrzuca wszelkie działania przeciw-rodzicielskie przy współżyciu i głosi wytrwale, że stanowisko to nie może ulec jakiejkolwiek zmianie w przyszłości, kieruje się widocznie motywacją znacznie głębszą niż tą, jaką zdolne są dostarczyć same tylko argumenty medyczne, antropologiczne, czy psychologiczne itp. Pełna szacunku i pokory, a przecież pewność sądu Kościoła opiera się na wierze, która mylić nie może. Wiara z kolei korzysta z dociekań teologiczno-filozoficznych.

Teologia to nauka, która w swym dowodzeniu opiera się z jednej strony na przesłankach pochodzących z Bożego objawienia, a z drugiej – na przesłankach rozumowych. Teologia nie jest oczywiście w żaden sposób ponad Bogiem, ani ponad objawieniem. Jej zadaniem jest: służyć wierze – przez ukazywanie ludzkiej wiarygodności i niesprzeczności tego, co człowiek zdoła poznać z Bożego objawienia.

W ramach naszych prób głębszego wniknięcia w ludzkie racje dla zrozumienia jednoznacznego stanowiska Kościoła, a raczej samego Boga w omawianym zakresie etyki małżeńskiej i płciowej, pragniemy zastanowić się nad trzema aspektami stającej przed nami motywacji teologicznej:

– Bóg jako Stworzyciel nierozdzielnej więzi miłości i rodzicielstwa (A);
– Bóg jako źródło życia i miłości (B);
– Swoisty argument wyrasta z kwestionowania samej w ogóle miłości Boga, którego wyrazem stają się wszelkie poczynania przeciw-rodzicielskie (C).

Jeden raz więcej wypada zwrócić się do drogich czytelników z serdecznym przypomnieniem. Pisze tu kapłan, ksiądz. Trudno mu pisać inaczej, niż językiem ... teologicznym, po trochu filozoficznym. Jeśliby drogi czytelnik nie był przyzwyczajony do takiego sposobu mówienia-rozumowania, może przecież po prostu zaciekawi sam fakt zarysowanego tu planu niniejszego 6-go rozdziału części drugiej naszej strony internetowej.

Co to właściwie znaczy: ‘Argumentacja teologiczna’ ? A co się stanie, jeśli się kiedyś okaże, że wszystko co tu żmudnie przedstawiamy, jest wyrazem rzeczywistości prawdziwej, kochanej, trudnej – a przecież porywającej, i oczywiście możliwej do osiągnięcia? Bo wszystko to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek ułudą, ani tym bardziej wprowadzaniem drogich czytelników w błąd co do spraw ostatecznych.

Należy jeszcze zaznaczyć, że niejeden z aspektów poruszonych w niniejszym rozdziale będzie miał swoją poszerzoną i zapewne inaczej ujętą paralelę zarówno w określonych fragmentach-rozdziałach części IV (rzeczywistość grzechu, sakrament pojednania-spowiedzi świętej, Eucharystia, modlitwa ...), jak i w części V (zwłaszcza rozdziały 1-6, a potem szczególnie rozdz. 8), a po trochu i w pozostałych dwu częściach niniejszej strony, aż do jej końcowego długiego rozdziału: cz. VII, rozdz. 3 włącznie.


A.   ‘NIE’ – W OBLICZU UKIERUNKOWANIA AKTU
NA RODZICIELSTWO

(4 kB)

W zawierzeniu prawu moralnemu Chrystusa

Ilekroć Magisterium Kościoła wypowiada się na temat etyki pożycia płciowego, działa w oparciu o misję, jaką mu zwierzył w tym właśnie celu Bóg, Jego Założyciel (zob. do tego już wyż.: Chrystus nadal nauczający – i cały dalszy kontekst). Kościół nie uzurpuje sobie żadnej władzy, ale też nie może uchylić się od ciążącego na nim zobowiązania:

„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.
Idźcie więc i nauczajcie – wszystkie narody ...
Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem ...” (Mt 28,18nn).

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam ...” (J 20,21).

W tych słowach przekazał Chrystus Piotrowi i Apostołom pozostającym pod jego jurysdykcyjnym przewodnictwem m.in. zadanie i władzę czuwania nad całokształtem depozytu prawa moralnego: naturalnego – oraz wypływającego z Ewangelii, a tym samym jego autorytatywnego wyjaśniania (por. DV 10; HV 4; FC 31; VSp 25nn.112-116; EV 57-77; itd.).

Wypowiedzi Kościoła w sprawach etyki małżeńskiej dotyczą wewnętrznego ładu pożycia płciowego. Poprzednio przytaczaliśmy już wiele wypowiedzi Magisterium na ten temat. Modyfikowanie ładu etycznego w tej dziedzinie wykracza poza ludzkie kompetencje. Chodzi o czyny, które z samej swej istoty są złe (zob. do tego wyż.: Czyny seksualne „złe same w sobie”). Panem zaś w tym zakresie – niejako bardziej niż gdzie indziej, jest sam tylko Bóg. Bóg nie może wyprzeć się tego, że jest jedynym źródłem życia i miłości, a jednocześnie Najwyższym Prawodawcą i źródłem ładu moralnego. Tenże Bóg powołuje człowieka w jego męskości i kobiecości do współuczestnictwa w swej Miłości, która cała jest Życiem (por. FC 11). Toteż Jan Paweł II powtarza niezmiennie:

„Tylko Bóg, najwyższe dobro, stanowi niewzruszoną podstawę i niezastąpiony warunek moralności, to znaczy przykazań, zwłaszcza przykazań negatywnych, które zabraniają zawsze i w każdym przypadku, postępowania i czynów sprzecznych z osobową godnością każdego człowieka. Tak więc najwyższe Dobro i dobro moralne spotykają się w prawdzie: w prawdzie Boga Stwórcy i Odkupiciela oraz w prawdzie człowieka przez Niego stworzonego i odkupionego. Tylko na fundamencie tej prawdy można budować odnowione społeczeństwo i rozwiązać najbardziej złożone i poważne problemy ..., aby otworzyć drogę wiodącą ku autentycznej wolności osoby” (VSp 99; por. też: EV 57-66.75; itd.).

(26 kB)
Objaśnienie

Stwierdzenia te są dostępne dla naturalnego poznania każdego człowieka „dobrej woli”. Człowiek jest też zdolny podjąć refleksję antropologiczną nad sobą jako osobą, nad płciowością i małżeństwem jako darem miłości otwartej na rodzicielstwo (por. DonV II/A-1; Wstęp, 1n). Kościół zaś dysponuje ponadto światłem Ewangelii. Ewangelia ukazuje wspomniane wnioski w blasku odkupienia, przez co zyskują one transcendentną pewność (por. DV 1a.9c).

Kościół nie wykazuje żadnego wahania w jednoznacznym odrzuceniu jakiejkolwiek ingerencji czy to w strukturę, czy dynamizm aktu małżeńskiego. W swych wypowiedziach o etycznej ocenie miłości i współżycia wychodzi Kościół stale z dwóch zasad, tkwiących u podstaw encykliki Humanae Vitae. Co prawda Encyklika tych zasad:

„...wyraźnie nie formułuje, mimo to przejawiają się one ustawicznie w osnowie jej nauki o miłości małżeńskiej ...
Pierwsza z tych zasad stwierdza prymat ducha nad ciałem i jego zmysłowością,
druga zaś – wprzągnięcie małżeństwa w służbę stwórczego planu Boga wobec ludzkości” (WprHV 30).

Nauczanie Kościoła opiera się ponadto na „prawach zawartych w samej naturze mężczyzny i kobiety” (HV 12). Zastrzega się, że określenie „prawo natury” małżonków dotyczy nie tyle prawidłowości biologicznych, lecz natury mężczyzny i kobiety jako osób: istot rozumnych, wolnych, wezwanych do odpowiedzialności (por. WprHV 21-24.38-41; MiN 462-465.472.477-480). Same „prawa biologiczne”, związane z przekazywaniem życia, są „częścią osoby ludzkiej” (HV 10). A ta jest powołana do życia „obejmującego nie tylko porządek naturalny i doczesny, ale również nadprzyrodzony i wieczny” (HV 7; FC 32).
(UWAGA. Zachęcamy bardzo do studium poważniejszego dokumentalnego artykułu piszącego tu autora, zob. PORTAL, kol.4, nr 10: „Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem”; lub wprost: Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem).


Jasne sformułowanie tych założeń całkowicie zmienia ocenę podejścia Kościoła do omawianych spraw. Człowiek jest wezwany do posłuszeństwa „obiektywnemu porządkowi moralnemu, ustanowionemu przez Boga” (HV 10; por. MiN 466), a raczej „osobowemu Stwórcy”, twórcy ładu moralnego (por. MiN 477n.462n). Nie człowiek, a Bóg złączył w akcie małżeńskim nierozdzielnie miłość – z potencjalnością rodzicielską (HV 12; KKK 2366; LR 12).

Skoro więc Bóg jest Stworzycielem „nierozerwalnego związku” (HV 12) wzajemnie się warunkujących przeznaczeń – i oznaczeń (destinatio; significatio) małżeńskiego aktu: miłości – zawsze jednak na oścież otwartej na życie, Kościół stwierdza zgodnie z prawdą bytu, że nie jest Bogiem, że zatem jest nie-kompetentny w tym zakresie – w tym znaczeniu, że nie może tu niczego modyfikować, ani tym bardziej obalać (WprHV 25). W grę wchodzi kompetencja ściśle Boża, Boga jako Najwyższego Prawodawcy. Bogu zaś człowiek winien zawierzyć i okazać posłuszeństwo wierze (DV 5a; VSp 66n76.102.110.115). Bóg wie, dlaczego stwarza jakąś prawidłowość. Jest On „samym darem, absolutnym dobrem”, które „w dziele stworzenia objawiło się jako niewypowiedzianie obdarowujące” (DeV 37).

Z kolei zaś niezbywalnym zadaniem Kościoła jest odważne głoszenie również niepopularnych norm moralnych. Kościół zdaje sobie sprawę, że w zamian spotka się nierzadko z gwałtownymi obelgami. Tak było w przeszłości, tak będzie i w przyszłości:

„Kościół... nie dziwi się temu, że podobnie jak Boski jego Założyciel, postawiony jest ‘na znak, któremu sprzeciwiać się będą’. Nie zaniedba z tego powodu bynajmniej nałożonego Mu obowiązku głoszenia z pokorą i stanowczością całego prawa moralnego, tak naturalnego jak ewangelicznego” (HV 18; por. LR 12; EV 82; itd.).

Następują słowa, do których zdążamy i do których wypadnie jeszcze wrócić:

„Ponieważ Kościół nie jest twórcą obydwu tych praw, dlatego też nie może być ich sędzią, lecz jedynie stróżem i tłumaczem. Nie wolno mu więc nigdy ogłaszać za dozwolone tego, co w rzeczywistości jest niedozwolone, gdyż z natury swej stoi zawsze w sprzeczności z prawdziwym dobrem człowieka” (HV 18).

Papież dopowiada znamiennie:

„Nauka Kościoła o należytej regulacji poczęć, będąca promulgacją samego prawa Bożego,
wyda się niewątpliwie dla wielu trudna: co więcej nawet zupełnie niemożliwa do zachowania ...” (HV 20).

Misja nauczania w zakresie spraw budzących tyle sprzeciwu, jest niewdzięczna. Wymaga nieugiętości, ale tym bardziej miłości. A skoro Jezus Chrystus jest „Światłością Narodów” (LG 1), Kościół, przedłużenie Jego zbawczej misji, „pragnie gorąco oświecić wszystkich ludzi blaskiem Jego (Chrystusa), jaśniejącym na obliczu Kościoła” (LG 1). Tym bardziej, że:

„...Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem
wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego...” (LG 1).

Magisterium Kościoła nie może stać się „przekupnym najemnikiem” (J 10,12n) cofającym się pod naporem roznamiętnienia, ewentualnie „fałszującym Słowo Boże” (2 Kor 2,17; 4,2). Byłoby to zdradą ukrzyżowanego Założyciela, ale i Ludu Bożego, dla którego Kościół przestałby być drogowskazem do Domu Ojca. Szczególnie w tej właśnie dziedzinie: płciowości, którą cywilizacja współczesna sprowadza do hedonistycznego zaspokajania pożądliwości, Kościół ukazuje Prawdę objawienia w jej nieskażonym blasku:

„Właśnie dlatego, że miłość małżonków jest szczególnym uczestnikiem w tajemnicy życia i miłości samego Boga, Kościół ma świadomość, że otrzymał specjalne posłannictwo strzeżenia i ochraniania tak wielkiej godności małżeństwa i tak wielkiej odpowiedzialności za przekazywanie życia ludzkiego” (FC 29; por. VSp 50; EV 23.81n.92).

(10 kB)
Objaśnienie

Niezdecydowanie Kościoła w omawianym zakresie odbiłoby się groźnie na wizji człowieka jako powołanego do życia wiecznego. Stąd też Jan Paweł II uprasza teologów i ekspertów o zgodną współpracę z Magisterium Kościoła w teologicznym i antropologicznym uzasadnieniu stanowiska Kościoła (por. FC 32; zob. do tego wyż.: Kompetencja teologów moralistów). Ojciec święty dodaje:

„Z tego względu zgodny wysiłek teologów, czerpiący natchnienie z opartej na pełnej przekonania wierności Magisterium, które jest jedynym autentycznym przewodnikiem Ludu Bożego, jest szczególnie pilny również z racji wewnętrznego powiązania pomiędzy doktryną katolicką na ten temat a wizją człowieka, jaką Kościół ukazuje: wątpliwości lub błędy dotyczące dziedziny małżeństwa lub rodziny powodują poważne zaćmienie całej prawdy o człowieku w sytuacji kulturowej i tak już często niejasnej i pełnej sprzeczności. Wkład w wyjaśnianie i pogłębianie nauki, będący powołaniem i właściwym zadaniem teologów, ma ogromną wartość i stanowi szczególnie cenną posługę wobec rodziny i ludzkości” (FC 31; por. VSp 112nn.116).

Zachęta Papieża pod adresem teologów oraz ludzi nauki, by zajęli się uwydatnieniem „różnicy antropologicznej a zarazem moralnej ... pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi, a odwołaniem się do rytmów okresowych” (FC 32), nie uzależnia mocy obowiązującej normy moralnej małżeńskiej od jakości argumentów, które ten ład uzasadniają. Argumenty mogą być mniej lub więcej przekonywające (por. VSp 110), natomiast Prawo Boże przerasta je wszystkie. Bóg nie tłumaczy się przed swoim stworzeniem z racji, dla których ustala jakąś normę moralną. Człowiek winien jest Bogu posłuszeństwo wierze (Rz 1,5; 15,18; 16,26; DV 5a; VSp 67.76.102; itd.). Ale też Bóg jest godzien zawierzenia, chociażby przykazanie było sformułowane apodyktycznie:

„A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania ...
Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie ...” (Mt 19,17n).

Nawiązuje do tego Paweł VI w słowach skierowanych do kapłanów. Zdarzają się przecież kapłani, którzy wbrew złożonej przysiędze w chwili otrzymania święceń kapłańskich, iż będą głosili nauczanie Kościoła – a nie swoje, nie tylko nie są wierni tej przysiędze, lecz wręcz buntują Lud Boży przeciw nauczaniu Kościoła, a tym samym przeciw samemu Bogu.
– Do nich zwraca się papież Paweł VI w sposób pełen miłości i szacunku:

„Rozumiecie przecież, że takie posłuszeństwo (okazywane Nauczycielskiemu Urzędowi wewnętrznie i zewnętrznie) wiąże was nie tyle ze względu na racje, któreśmy wyżej przytoczyli, ile raczej ze względu na światło Ducha Świętego, którym cieszą się szczególnie Pasterze Kościoła w nauczaniu Prawdy” (HV 28; por. LG 25; VSp 115n; WprHV 11-21, zwł. 15.17n).

Paweł VI kończy swą encyklikę Humanae Vitae zachętą do zawierzenia Bożej miłości:

„Człowiek bowiem nie zdoła osiągnąć prawdziwego szczęścia, do którego tęskni całą swą istotą, inaczej, jak zachowując prawa wszczepione w jego naturę przez Najwyższego Boga. Do praw tych powinien on odnosić się w duchu mądrości i miłości” (HV 31).

Z kolei zaś papież św. Jan Paweł II, świadom wszelkich trudności w przyjęciu nieraz wymagających Bożych Przykazań, kieruje wzrok raz po raz wprost ku Chrystusowi ukrzyżowanemu (zob. już RH 7.10. 18). Toteż mówi, np. w nawiązaniu do nieustannej czujności w ujawnianiu błędów współczesności, które stają się poważnym zagrożeniem dla przyjęcia nauczania moralnego objawienia i Kościoła:

„Zadanie oceny tych teorii etycznych przez Kościół nie polega tylko na ujawnianiu i odrzucaniu ich błędów, ale ma też cel pozytywny. Należy ... z wielką miłością pomagać wiernym w formacji sumienia, tak by wydając sądy i kształtując decyzje kierowało się prawdą ...
– Zwłaszcza w Chrystusie ukrzyżowanym znajduje Kościół odpowiedź na nurtujące dziś tak wielu ludzi pytanie o to, czy posłuszeństwo wobec uniwersalnych i niezmiennych norm moralnych może wyrażać szacunek dla jedyności i niepowtarzalności każdej ludzkiej osoby i nie zagrażać jej wolności i godności.
– Kościół ma taką samą świadomość otrzymanej misji jak apostoł Paweł: ‘Posłał mnie Chrystus, ... abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego Krzyża ... – my głosimy Chrystusa Ukrzyżowanego ... (1 Kor 1,17.23n). Chrystus ukrzyżowany objawia autentyczny sens wolności, w pełni go realizuje poprzez całkowity dar z siebie i powołuje swoich uczniów do udziału w tej samej wolności” (VSp 85).


Kompetencja Stworzyciela

Ustanawianie czy zmienianie normy moralnej życia płciowego małżonków wykracza zatem poza kompetencje Kościoła. Kościół – i cała rodzina ludzka – prawo moralne w tym zakresie po prostu zastaje. Kościół spełnia jedynie zwierzone sobie zadanie strzeżenia i tłumaczenia prawa moralnego (por. WprHV 25), wyznając z rozbrajającą szczerością:

„Ponieważ Kościół nie jest twórcą obydwu tych praw (prawa naturalnego oraz płynącego z Ewangelii),
dlatego też nie może być ich sędzią, lecz jedynie stróżem i tłumaczem” (HV 18).

Określenie: nie może być ich „sędzią” (łac.: árbitra) oznacza, że Kościół nie może tu działać ‘arbitralnie’ : dowolnie, według widzimisię. Kościół nie może stawiać siebie powyżej Boga, „twórcy obydwu tych praw”. Przeciwne postępowanie byłoby grzechem z rzędu grzechów Szatana (por. RP 14; DeV 33). Kościół nie może sobie pozwolić na taki zarzut. A i Chrystus nie może dopuścić, by Jego Kościół miał wystąpić przeciw Bogu. W Kościele przebywa zarówno sam Jezus Chrystus, jak i Duch Święty. Jezus umocnił Kościół obietnicą: „Bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Szymonowi-Piotrowi przyobiecał:

„Oto Szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę;
ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara” (Łk 22,31n).


Uzbrojony w Bożą pieczęć głoszonej Prawdy objawienia, naucza Kościół nieustraszenie – tym razem przez usta Jana Pawła II, w niemal dosłownym powtórzeniu słów swego Poprzednika Pawła VI:

„Kościół nie jest bynajmniej autorem tej normy, ani jej sędzią ...” (FC 33).

W podobnych słowach określił swą postawę wobec Prawdy Objawienia wcześniej Sobór Watykański II (1965 r.):

„Zadanie zaś autentycznego wykładania słowa Bożego czy to pisanego czy też przekazywanego powierzone jest samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła. Władzę tę sprawuje on w Imieniu Jezusa Chrystusa.
– Tenże Urząd nie jest jednak ponad Słowem Bożym, lecz przeciwnie, jemu służy. Uczy mianowicie tylko tego, co zostało przekazane, o ile je – kierując się poleceniem Bożym i ciesząc asystencją Ducha Świętego – pobożnie słucha, święcie strzeże i wiernie wykłada” (DV 10bc).

Tym częściej wyraża papież Jan Paweł II swą niedwuznaczną świadomość, iż działa jako ‘Piotr’, któremu Pan zwierzył zadanie „umacniania swych braci”. Tak kończy on m.in. encyklikę Veritatis Splendor:

„W świetle Objawienia oraz niezmiennego Nauczania Kościoła ... przypomniałem pokrótce istotne cechy wolności, podstawowe wartości związane z godnością osoby oraz z prawdziwym znaczeniem jej czynów, tak aby móc uznać w posłuszeństwie wobec prawa moralnego łaskę i znak naszego przybrania za synów w jedynym Synu Jezusie Chrystusie ...
– Przedstawiam je dzisiaj (oceny współczesnych nurtów teologii moralnej) w duchu posłuszeństwa słowom Pana, który powierzył Piotrowi misję umacniania braci (Łk 22,32), aby stały się one dla nas światłem i pomocą we wspólnym dziele rozeznania ..." (VSp 115).

(25 kB)
Objaśnienie

Poprzednio, w rozdz. 2, przytoczyliśmy już też szereg fragmentów z Evangelium Vitae, gdzie Ojciec święty angażuje wyraźnie swój autorytet jako Piotra, wypowiadając wiążącą ocenę moralną na temat zabójstwa osoby niewinnej (EV 57), przerywania ciąży (EV 58.62) i eutanazji (EV 65) (zob. wyż.: Chrystus w głosie ‘Piotra’ i cały następujący kontekst ).

Zauważamy, że wbrew rozpowszechnianym oskarżeniom – Kościół nie wprowadza żadnych ‘przykazań’ czy ‘norm’ nowych, a jedynie „tłumaczy” zastaną normę moralną małżeńską. Posługę tę pełni nie samozwańczo, lecz niezmiennie w Imieniu swego Boskiego Założyciela.
– Dlatego jednak nauczanie Kościoła jest autentyczne – i autorytatywne. Słyszymy wciąż stwierdzenie Ojca świętego, które nie wyraża roszczenia, lecz jest echem Prawdy objawienia: „Magisterium, które jest jedynym autentycznym przewodnikiem Ludu Bożego ...” (FC 31). Kościół normę tę „przedkłada ... wszystkim ludziom dobrej woli” (FC 33).

Misja Kościoła nie dotyczy jedynie katolików, ani jedynie chrześcijan! Kościół nie może się uchylić od zwierzonego sobie zadania: by głosić całą Prawdę objawienia, chociaż będzie to wymagało nawoływania do nawrócenia:

„Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd,
poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz...” (2 Tm 4,2; por. też VSp 12; EV 82).

Tak pojmowali swój obowiązek Apostołowie, począwszy od św. Piotra (por. Dz 4,19n; 5,29.41n; itd.) i Pawła:

„Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię.
Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku.
Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii...” (1 Kor 9,16) !

„Albowiem Miłość Chrystusa przynagla nas ...
Tak więc w Imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego,
który przez nas udziela napomnień...” (2 Kor 5,14.20) !

„Niech więc uważają nas ludzie za Sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych!
A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny” (1 Kor 4,1n).

Jak Chrystus ukrzyżowany kołacze do każdego serca, nie naruszając jego wolności (por. DiM 8; LR 18), tak i Kościół nie przestaje „tłumaczyć” i „przedkładać” normę moralną „wszystkim ludziom dobrej woli” (FC 33; zob. też RMi 1-11.39.44-47.55- 59; itd.). Nie zmusza do jej zachowania, ale daje do zrozumienia, że dostosowanie się do niej zadecyduje o życiu wiecznym. Uczy nie ‘swojej’ mądrości, lecz „naucza przede wszystkim, jak iść za Chrystusem i naśladować Go: ‘Dla mnie ... żyć – to Chrystus’ (Flp 1,21)(VSp 25).


Odrzucenie Boga jako Stworzyciela i Pana
ładu współżycia

Podejmowanie działań przeciw-rodzicielskich jest zawsze równoznaczne z ignorowaniem, a raczej jawnym odrzuceniem Bożej kompetencji w zakresie płciowości. Nauczanie Kościoła uwydatnia ten aspekt coraz dobitniej. Kościół wyznaje, że działa w imieniu Jezusa Chrystusa. Podkreśla jednak, że tym samym jest nie-kompetentny, gdyby domagano się od Kościoła, żeby wprowadził jakiekolwiek zmiany w normie moralnej dotyczącej ukierunkowania aktu jednocześnie na miłość i otwartość rodzicielską.

Jeśli tak się wyraża Papież, nasuwa się pytanie: kim jest poszczególna para, że sama sobie przypisuje taką kompetencję? Nieliczenie się ze Stworzycielem ludzkiej osoby trzeba zakwalifikować jako otwarte odrzucenie nie jakiegoś bezosobowego ‘prawa’, lecz każdorazowo Boga jako Boga. Działania przeciw-rodzicielskie są wyrazem pogardy dla Boga, któremu mąż i żona usiłują udowodnić ... ignorancję. Swoją postawą stwierdzają, że wiedzą lepiej niż On – Bóg, co jest dobrem, a co złem. Jako bogowie sztuczni, zajmują władczo miejsce Boga prawdziwego, tego ‘... nie-kompetentnego’:

„...Wtedy Wąż rzekł do niewiasty: ‘Wcale nie musicie umrzeć!
A tylko Elohim (= Bóg) jest sobie świadom,
że z chwilą gdy spożyjecie z niego (z drzewa poznania dobrego i złego: Rdz 2,17),
otworzą się wam oczy i staniecie się jak Elohim (= Bóg),
zdolni poznać, co jest dobrem, a co złem’...” (Rdz 3,4n).

Poznawanie tego co jest, tzn. ‘winno’ być dobrem, a co złem, równa się według biblijnego sposobu wyrażania się sprawowaniu władzy nad tym zakresem. Kto nadaje imię-nazwę, jest ‘górą’, a rzecz nazwana chcąc nie chcąc musi ... nazwę przyjąć ...

Po taką władzę sięgają małżonkowie, czy też ‘partnerzy’ – tzn.: wmawiają w siebie, że taką władzę posiedli, ilekroć naruszają ukierunkowanie aktu. Czynią się wtedy ‘bogiem’ – oczywiście ... sztucznym. Ogłaszają siebie samozwańczo właścicielami płciowości i rządzących tu praw.
– Bóg Prawdy nie może oczywiście zrezygnować z tego, że pozostaje Bogiem Prawdy i objawienia. Małżonkowie, którzy burzą płodność aktu, stają się bogiem-karykaturą. Finałem zbuntowanego odcięcia się od Niego jest nieodwołalna tragedia: odcięcie się od ... podobno poszukiwanych: życia i ... miłości!


B.    WYSTĄPIENIE PRZECIW BOGU :
ŹRÓDLE MIŁOŚCI I ŻYCIA

Ozdobnik

Własność Stworzyciela

Nikt nie jest zdolny sam sobie ‘nadać’ zdolność wzbudzania życia. Człowiek otrzymuje to uzdolnienie od Stworzyciela. Stwierdzenie to jest radykalne i niepodważalne. Zdumiewa fakt, dlaczego tak wielu ludzi nie przyjmuje tego do wiadomości i nie wyprowadza stąd żadnych wniosków.
– Z kolei nie może ulegać wątpliwości, że Stworzyciel i jednocześnie Odkupiciel miłuje mężczyznę i kobietę, swój żywy Obraz: miłością mocną, wymagającą (por. LR 14.18). Jako Odkupiciel sam na sobie wykazał, jak bardzo miłość bywa wymagająca (J 13,1):

„Odpowiadając na... pytanie (młodzieńca): ‘Co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?’ Jezus odwołał się do Boga, Pana stworzenia i Przymierza; przypomniał przykazania moralne...; ukazał ich ducha i ich radykalizm, wzywając młodzieńca, by naśladował Jego ubóstwo w pokorze i miłości: ‘Przyjdź i chodź za Mną!’. Prawda tej nauki została przypieczętowana na krzyżu we krwi Chrystusa: w Duchu Świętym stała się Nowym Prawem Kościoła i każdego chrześcijanina” (VSp 114).

(7 kB)
Objaśnienie

Ten właśnie Bóg, żywy i mówiący (J 1,3.14) – wpisał w płciowość zdolność kochania (= oblubieńczy sens ciała) i wzbudzania życia (= rodzicielski sens ciała). Skonstruował akt zjednoczenia w taki sposób, że dynamizmem swym zdąża on wprawdzie do sprzężenia męża i żony w „dwoje jednym ciałem”. Dochodzi ono jednak do pełnego skutku dopiero poprzez złożenie w narządzie rodnym żony żywej cząstki męża: nasienia. Cząstka ta nie jest tylko ‘materią’, lecz darem całkowitości jego osoby – składającej siebie jej osobie. Dar ten zmierza każdorazowo do przedłużenia się na zawsze: w wiecznym spełnieniu godów z Oblubieńcem-z-krzyża.

Żona przyjmuje i odwzajemnia dar osoby męża, ogarniając jego męskość swą z kolei osobą całą: jako kobiety-małżonki. Wyzwalające się w owym sprzężeniu psychofizyczne przeżycie staje się z Bożego ustanowienia w szczytowaniu męża podłożem, na którym może wzejść nowe ludzkie życie.
– Jak w Bogu – stwarzanie-życie jest wyrazem potęgi Jego darowującej siebie miłości, tak u człowieka, Bożego Obrazu, życie powinno pojawiać się jako owoc energii miłości darowujących się sobie osób męża i żony. Miłość kocha w składaniu siebie w darze tak bardzo, że staje się ‘stwórcza’:

„W swej najgłębszej rzeczywistości miłość jest istotowo darem, a miłość małżeńska, prowadząc małżonków do wzajemnego ‘poznania’, które czyni z nich ‘jedno ciało’, nie wyczerpuje się wśród nich dwojga, gdyż uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej.
– W ten sposób małżonkowie, oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość – dziecko, żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej oraz żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa” (FC 14).


Uczestnictwo w mocy stwarzania

Zaistnienie człowieka wymyka się ludzkiemu wglądowi. Ilekroć dwoje ludzi podejmuje akt współżycia, jedynie przygotowują podłoże pod zasiew życia. Zaszczepienie iskry życia przerasta możliwości stworzenia. Zaczyna się domena nie biologii, ale Boga: Ojca Życia. Uświadamia to współczesnemu małżeństwu i rodzinie w klimacie zdumiewającego ciepła Jan Paweł II – w swym Liście do Rodzin, przytaczając słowa św. Pawła:

„Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach...” (Ef 3,14-17; LR 5.6. itd.).

Bóg nie jest zazdrosny. Jak dobry pedagog – cieszy się radością, gdy małżonkowie podejmą Jego zaproszenie do współ-stwarzania z sobą. Dlatego stworzył człowieka jako zróżnicowanego pod względem płciowym, wpisując weń zdolność prokreacyjną.
– Ponieważ jednak stworzył człowieka jako właśnie osobę, związał płciowość z odpowiedzialnością na miarę ludzkiej natury: rozumnej i zdolnej do dokonywania wyboru. Pragnie, by życie pojawiało się jako owoc miłości, rozradowanej potęgą, która w dziecku, niezniszczalnej syntezie miłości męża i żony (FC 14), będzie trwała na zawsze.

Właścicielem jednak tak miłości, jak życia pozostaje nadal niezbywalnie sam Bóg. Mąż i żona zostają w małżeństwie wezwani:

„...do szczególnego uczestnictwa w (Bożej) miłości, a zarazem w (Bożej) mocy Stwórcy i Ojca poprzez ich wolną i odpowiedzialną współpracę w przekazywaniu życia ludzkiego ...
– Tak więc podstawowym zadaniem rodziny jest służba życiu, urzeczywistnianie w ciągu dziejów pierwotnego błogosławieństwa Stwórcy: przekazywania – poprzez rodzenie – Obrazu Bożego z człowieka na człowieka” (FC 28; por. tamże, 17; HV 1; LR 8; itd.).

Jeśli darem Bożym jest sama w sobie już zdolność przekazywania życia, jest nim tym bardziej wezwanie do współ-stwarzania człowieka wraz z Bożą Wszechmocą. Bóg kieruje to wezwanie do małżonków z pełnym poszanowaniem ich godności, wyrażającej się w rozumności, wolności, uzdolnieniu do podejmowania odpowiedzialności. Pyta ich tak, jak to czyni kapłan asystujący przy ślubie: „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy?” (por. LR 8).

Bóg nic tak nie ceni, jak wolną decyzję swego żywego Obrazu. Do tego stopnia, że pozostawia jego wolności samo nawet użycie władzy prokreacyjnej. Każdy dobrze wie, a przynajmniej wyczuwa zmysłem wiary, że z każdorazowego wkraczania na teren intymności trzeba będzie się rozliczyć. Partnerzy niemal dotykają Boga w Jego miłości, która cała jest życiem, ilekroć zanurzają się w przeżycie intymności, która też cała jest życiem. Współżycie jest zstąpieniem do „źródeł życia” (HV 13). Tu wciąż dotykalny jest Pan – Bóg!
– Rzeczywistość tę wyraża w słowach pełnych ciepła Jan Paweł II w swym Liście do Rodzin:

„Gdy z małżeńskiej jedności dwojga rodzi się nowy człowiek, to przynosi on z sobą na świat szczególny Obraz i Podobieństwo Boga samego: w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby.
– Jeśli mówimy, że małżonkowie jako rodzice są współpracownikami Boga-Stwórcy w poczęciu i zrodzeniu nowego człowieka, to sformułowaniem tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, że w ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny – obecny w inny jeszcze sposób niż to ma miejsce w każdym innym rodzeniu w świecie widzialnym ‘na ziemi’.
– Przecież od Niego tylko może pochodzić ‘Obraz i podobieństwo’, które jest właściwe istocie ludzkiej, tak jak przy stworzeniu. Rodzenie jest kontynuacją stworzenia” (LR 9; por. EV 43).

Stąd czerpie godność swoją każdorazowe zjednoczenie małżeńskie. Stworzycielska miłość Ojca i Stwórcy zespala się tu z miłością oddających się sobie małżonków. Nie ma żadnego innego działania człowieka, które by się dało przyrównać do aktu małżeńskiego. Dzięki niemu bowiem może zaistnieć człowiek! Przerasta to biologiczne możliwości mężczyzny i kobiety.
– Jednakże w taki właśnie sposób – cud życia ustanowił jedyny Właściciel miłości i życia. Jeśli partnerzy zastanowią się nad tajemnicą, w którą się zanurzają, dostrzegą bez trudu, że nierozerwalny związek pomiędzy oddaniem się sobie, a uzdolnieniem do wzbudzenia życia przerasta ich swą niepojętością.


Stworzyciel podporządkowujący się
działaniu rodzicielskiemu

Stworzyciel staje się zarazem pokornym Sługą swojego stworzenia. Tak to sformułował sam Syn Boży: „Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Jemu służono, lecz żeby służyć i dać życie swoje na okup za wielu” (Mk 10,45; por. Mt 20, 28). Takim jest cały Trójjedyny:

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam:
Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego.
Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni.
Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni...” (J 5,19n).

W nawiązaniu do rodzicielstwa można by powiedzieć, że Bóg zobowiązał się do posłuszeństwa prawidłowościom biologicznym, jakie sam stworzył i wręczył mężczyźnie i kobiecie. Jeżeli dojdzie do spotkania komórek rozrodczych, Bóg ponad wątpliwość wszczepi w powstałą zygotę iskrę życia.
– Z tą samą chwilą zostaje wezwany do istnienia nowy człowiek. Bóg nadaje mu imię, które określa zainicjowaną historię życia. Raz poczęty człowiek nigdy już istnieć nie przestanie.

(17 kB)
Objaśnienie

Trudno pojąć fakt, choć nie ulega on najmniejszej wątpliwości, że żaden człowiek – w sensie absolutnym, nie powstaje w wyniku ‘przypadku’, który by się niejako wymknął spod Bożej woli, a ta zawsze jest pełna miłości. To przekonanie wiary wyrażone jest w słowach, które Soborowi Watykańskiemu II podsunął zapewne metropolita Wojtyła:

„Człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem,
którego Bóg chciał dla niego samego (= tego określonego człowieka) ...” (GS 24).

Gdyby nawet okoliczności, w jakich dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej, były grzeszne, Bóg z całą pewnością obdarzy ją iskrą życia osobowego, wzywając małego człowieka do istnienia z całą czułością swojej miłującej Wszechmocy.

Bóg podporządkowuje się w tej chwili działaniu swojego żywego Obrazu. Również w przypadku działania grzesznego, a nawet zbrodniczego: gwałtu, obezpłodnienia aktu, eksperymentów na ludzkich gametach, zapłodnianiu – i wkrótce potem wyrzucaniu do śmietnika zygot (= już człowieka) niezbyt ‘udanych’ lub już ‘niepotrzebnych’.
– Używając śmiałego antropopatyzmu można by powiedzieć: dogłębnie oburzony, „wylewając żar swego gniewu” (Lm 4,11) z powodu grzechu tych dwojga lub zwyrodniałych naukowców, którzy usiłują wykazać Bogu, iż lepiej niż On „stworzą” człowieka, Bóg z miłością przygarnia powstający w tej chwili swój „Obraz Boży”. Uzdalnia go do życia, obdarowując „tchnieniem życia” (Rdz 2,7; por. Ps 104(103), 29n). Żeby i ta ludzka osoba mogła dokonywać wyboru: za Miłością i Życiem – wiecznym!


Człowiek chciany przez Boga
„dla niego samego”

Zaistniały człowiek jest przez Boga każdorazowo „chciany dla niego samego”. Przyjmując w swym posłuszeństwie człowiekowi – w najgorszym wypadku grzeszne, niekiedy zbrodniczo, a zarazem ‘nieskutecznie’ obezpłodnione – sobie zaofiarowane współ-stwarzanie ze strony dwojga rodziców, to znów naukowca eksperymentującego na ludzkich gametach, Boże Słowo nigdy nie stwarza człowieka po to, by poprzez jego zaistnienie osiągnąć cel inny, wyższy. Nikt z ludzi nie zostaje przez Boga powołany do istnienia narzędnie (= instrumentalnie)!

Myśl tę podejmuje Jan Paweł II bardzo często. Chociażby w następującym fragmencie:

„Człowiek jest... ‘jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego’. Geneza człowieka – to nie tylko prawa biologii, to równocześnie stwórcza wola Boga. Należy ona do genealogii każdego z synów i córek ludzkich rodzin. Bóg ‘chciał’ człowieka od początku – i Bóg go ‘chce’ w każdym ludzkim poczęciu i narodzeniu. Bóg ‘chce’ człowieka jako istoty do siebie podobnej, jako osoby. Człowiek ten – każdy człowiek – jest stworzony przez Boga ‘dla niego samego’.
– Odnosi się to do każdego człowieka, do wszystkich, również do tych, którzy przychodzą na świat z jakimś głębokim schorzeniem lub niedorozwojem. W osobową konstytucję każdego i wszystkich wpisana jest wola Boga, który chce, aby człowiek posiadał celowość jemu tylko właściwą.
– Bóg daje człowieka jemu samemu, dając go zarazem rodzinie i społeczeństwu. Równocześnie Bóg zadaje tego człowieka rodzinie i społeczeństwu.
– Rodzice, stając wobec nowej ludzkiej istoty, mają lub winni mieć pełną świadomość tego, że Bóg ‘chce’ tego człowieka ‘dla niego samego’...” (LR 9).

Każdy człowiek jest „w świecie objawieniem Boga, znakiem Jego obecności, śladem Jego chwały” (EV 34). Albowiem:

„Spośród stworzeń widzialnych tylko człowiek jest ‘zdolny do poznania i miłowania swego Stwórcy’. Życie, którym Bóg obdarza człowieka, jest czymś więcej niż tylko istnieniem w czasie. Jest dążeniem ku pełni życia, jest zalążkiem istnienia, które przekracza granice czasu: ‘Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności’ (Mdr 2,23)(EV 34).

Stąd płynie „pamięć” Stwórcy o człowieku (Ps 8,5; EV 35). Z jednej strony Bóg z góry „zna” każdego człowieka, zanim się jeszcze pojawi jako zrodzony ze swej matki (por. Jr 1,5; Ef 1,4n; EV 44). Z drugiej strony na ustach każdego człowieka powinien pojawiać się hymn dziękczynienia za dar stworzenia i radość z tego, że Bóg „utkał nas w matczynym łonie, widział nas i umiłował, gdyśmy powstawali w ukryciu” (EV 84; por. Ps 139 (138),13.15n).

Ludzka osoba jest czymś jedynym, gdyż tak jest powołana do istnienia przez Stworzyciela i Odkupiciela. Ma wartość sama w sobie, a nie ze względu na swój stosunek do celu wyższego. Człowiek jest jedynym stworzeniem właściwie chcianym przez Boga: zamierzonym „dla niego (= człowieka) samego”. Bóg staje się dla człowieka cały darem, chcąc żeby był, tzn. żeby był osobą: kimś kochanym – i kochającym! Szczęśliwym!

Taki stosunek do każdej osoby: pełna akceptacja – jest imperatywem ontologicznym (= wymogiem bytu), ale tym samym etycznym.

Skoro Bóg stwarza człowieka „dla niego samego” i miłuje go bez warunków wstępnych, powinni również uczestnicy współżycia pozostawać na oścież otwarci na jego konsekwencje rodzicielskie. Ilekroć jednoczą się po małżeńsku, powinni wykazać zawsze gotowość rodzicielską. Więź bytowa pomiędzy wzajemnym oddaniem i jego dynamizmem prokreacyjnym stwarza imperatyw etyczny: bezwarunkowej akceptacji potencjalnego rodzicielstwa.

Wszelki imperatyw etyczny, choć jest wewnętrznie wiążący, jest jednak kruchy. Zwraca się bowiem do wolności człowieka. Ta zaś może go zignorować, sprzeciwić się mu, zburzyć go. W przypadku zaś współżycia chodzi o dwie wolności: Boga wzywającego tych dwoje do współ-stwarzania wraz z sobą; oraz wolności tych dwojga, czasem ... małżonków.


Burzenie otwartości na rodzicielstwo

Zapobieganie ciąży całym swym ostrzem uderza w kluczową więź: współdziałania partnerów aktu ze stworzycielską Wszechmocą Boga. Praktyki przeciw-rodzicielskie zmierzają jaskrawo do wyłączenia, a jeśli się inaczej nie da, do zniszczenia zdolności prokreacyjnej wpisanej w płciowość. Cel ten osiągają partnerzy na różne sposoby: przez czyny samotne, formy zastępcze we dwoje i pojedynczo, stosunki przerywane, z użyciem środków poronnych.

Do tego celu zmierzają wszystkie techniki obezpłodnienia aktu. Perspektywa ciąży wyzwala uczucie wrogości, a nawet gotowości do ... mordu. Technika ‘zapobiegania’ zdąża do ujarzmienia zdolności prokreacyjnej, która przeszkadza swobodzie seksualnej (por. EV 12n). Ponieważ jednak istnienie jej jest niezależne od ludzkiej woli, technika usiłuje poskromić ją przy użyciu ‘siły’ (por. EV 13). Dziecko wymagałoby trudu miłości, pożądliwość zaś szuka środków do zaspokojenia swego roznamiętnienia: tu – i natychmiast!

Jan Paweł II używa w tym wypadku niezwykle mocnych słów. Przeprowadza paralelę pomiędzy opisem Ewangelii o zwiastowaniu Maryi, Dziewiczej Matki Odkupiciela – a równolegle z nim przebiegającym śmiertelnym zagrożeniem życia tegoż Odkupiciela i czyhaniem na nie z chwilą gdy się pojawi:

„W Ewangelii Dziecięctwa (Chrystusowego) zwiastowanie życia, które w sposób przedziwny spełnia się w narodzeniu Odkupiciela, zostaje wyraźnie przeciwstawione zagrożeniu życia. Zwiastowanie życia odnosi się do tajemnicy wcielenia Słowa ...
– ‘Bóg stał się Człowiekiem, abyśmy zostali przebóstwieni’. Ta prawda wiary jest równocześnie prawdą ludzkiego bytu.
– Mówi ona też o wielkości zagrożenia, jakim jest każdy zamach na życie dziecka nie narodzonego, i to w łonie własnej matki. Jeżeli w jakimś punkcie znajdujemy się na antypodach (= na stopniach) tego, co nazywa się ‘Piękną Miłością’, to właśnie tu.
– Stawiając wyłącznie na użycie, można dojść aż do zabicia miłości, zabijając jej owoc. ‘Błogosławiony ... owoc Twojego łona’ (Łk 1,42) staje się dla cywilizacji użycia poniekąd ‘owocem przeklętym’ ...” (LR 21).

W przeciwieństwie do techniki obezpłodniania, która ofiarowuje rozwiązania siłowe, etyka przemawia nakazami moralnymi. Wiążą one w sumieniu, ale odwołują się do wolności. Etyka nie dąży do zapanowania, a otwiera się na dobro. Wyklucza użycie instrumentalne, odwołując się do odpowiedzialności nawet względem tylko potencjalnej osoby – jako wartości najwyższej. Uznaje, że nikt poza Bogiem nie ma nad nią władzy. Dziecko wymaga szacunku, skoro i Bóg przygarnia człowieka „dla niego samego”.


UWAGA. Niejedną z myśli dopiero co przedstawionej treści zaczerpnęliśmy z dorobku myślowego Carlo Caffara. Zob.: Transmission of Life, w: NFP 11 (1984/11) 2-7; tenże., Anthropological and Theological Foundations of the Magisterium of the Church on the Transmission of Human Life, Roma: VI.1984 – w: NFP 14 (1987/2) 2-5; tenże., Theological Reflections on the Transmission of Life, Roma: VI. 1984 – w: NFP 14 (1987/4) 2-7)


Wystąpienie przeciw Bogu
jako MIŁOŚCI obdarowującej ŻYCIEM

Obojętnie jak osiągane, obezpłodnienie aktu płciowego jest wyzwaniem rzuconym Bogu w Jego kompetencji ściśle Bożej: jako Autorowi ludzkiego życia, które Bóg „chce dla niego samego”. Obezpłodnienie usiłuje za wszelką cenę przeszkodzić, a nawet uniemożliwić Bogu obdarzenie życiem osobowym – w okolicznościach, w których by to uczynił, stosując się posłusznie do współ-stwarzającego z sobą działania dwojga ludzi.
– Inaczej mówiąc partnerzy przywłaszczają sobie prawo najwyższych arbitrów-sędziów odnośnie do okoliczności, w jakich winno względnie nie powinno dojść do zaistnienia dziecka. Odrzucają arogancko uprzednio przyrzeczoną rolę jedynie współpracowników – wespół z wszechmocą Boga. Nie pozwalają Bogu miłować „dla niego samego” człowieka, który może powstać. Przywłaszczają sobie prawo autorstwa we wzbudzaniu życia.

(21 kB)
Objaśnienie

Zamierzony cel da się osiągnąć jedynie przy użyciu rozwiązania siłowego. Stąd też partnerzy niszczą przez Boga stworzoną, nierozerwalną więź pomiędzy ukierunkowaniem aktu na jedność w miłości – i otwieraniem się na rodzicielstwo.
– Działanie partnerów ma tym samym charakter nie tylko nieposłuszeństwa względem Prawodawcy i Stwórcy nierozerwalnej więzi miłości i rodzicielstwa. Staje się ono ponadto wystąpieniem przeciw Bogu w Jego najbardziej właściwych przymiotach przesądzających o Nim jako Bogu: źródle Miłości, której innym Imieniem jest Życie. Obezpłodnienie stosunku staje się roszczeniem do bycia-bogiem: uzurpacją władzy ściśle Bożej.

W tym tkwi ontologiczne i etyczne zło praktyk przeciwrodzicielskich. Człowiek rzuca wyzywająco rękawicę Bogu jako Bogu. Zmusza Go do pojedynku z sobą. Boży Obraz nie pozwala Panu „źródeł Życia i Miłości” stwarzać nowych ludzi „dla nich samych”! Partnerzy zawłaszczają w swoje, często krwawe ręce, przymioty istotowo Boże: miłość i życie. Odtąd oni dyktują, kto i kiedy ma powstać jako „chciany dla niego samego”, a kto winien nie żyć. Degradują Boga Prawdy do rzędu kogoś nie tylko niegodnego uwagi, ale którego – jako przeszkadzającego w eksploatowaniu ciała i płci – należałoby najlepiej zabić !

Rozumiemy nauczanie Kościoła wyrażone ustami Jana Pawła II:

„...Kiedy małżonkowie – poprzez antykoncepcję – odbierają swej małżeńskiej płciowości potencjalną zdolność prokreacji, przypisują sobie władzę, która należy tylko do Boga: władzę ostatecznego decydowania o powołaniu do istnienia osoby ludzkiej. Przypisują sobie rolę nie współpracowników stwórczej mocy Bożej, lecz ostatecznych depozytariuszy źródeł ludzkiego życia.
– Oceniana w takiej perspektywie antykoncepcja musi być uznana obiektywnie jako niegodziwa tak dalece, że nigdy, przy pomocy żadnej racji, nie może być usprawiedliwiona.
– Myślenie lub głoszenie czegoś przeciwnego jest równoznaczne z twierdzeniem, że w ludzkim życiu mogą wystąpić takie sytuacje, które pozwalają na nieuznawanie Boga jako Boga” (Jan Paweł II, Przemówienie do osób pracujących w Poradnictwie Małżeńskim, Rzym 17.IX.1983, p. 1; zob. OR-P 9 (1983/9/45) 23).

Argument teologiczny pozwala zrozumieć, dlaczego zapobieganie ciąży jest zawsze złem (grzechem) z gatunku grzechu Szatana. Szatan chce zniszczyć Boga jako Boga w Jego przymiocie miłości i miłosierdzia. Działania w kierunku obezpłodnienia stosunku płciowego są siłową ingerencją we wpisane w płciowość uzdolnienie do wyrażania rzeczywistości, która jest najbardziej własnościową domeną Boga: życia i miłości.

Bóg, „niewypowiedzianie obdarowujący” (DeV 37), złożył tu źródła miłości, wyposażając je w moc zaowocowania żywą nową osobą. Obezpłodnienie współżycia jest wymierzone niejako w samą istotę Boga. Dlatego też nie ma tu i nigdy nie będzie okoliczności, które obiektywnie mogłyby złagodzić ciężar gatunkowy tego działania jako grzechu z rodzaju grzechu szatana.

Ozdobnik

RE-lektura: część II, rozdz. 6a.
Stadniki, 5.XI.2013.
Tarnów, 12.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Rozdz. 6.  DZIAŁANIA ‘CONTRA’: CO NA TO BÓG ? Ocena teologiczna

Wyjaśnienie tematu

A. NIE’ W OBLICZU UKIERUNKOWANIA AKTU NA RODZICIELSTWO
W zawierzeniu Prawu moralnemu Boga i Założyciela Kościoła
Kompetencja Stworzyciela
Odrzucenie Boga jako Stworzyciela i Pana ładu współżycia

B. WYSTĄPIENIE PRZECIW BOGU: ŹRÓDLE MIŁOŚCI I ŻYCIA
Własność Stworzyciela
Uczestnictwo w mocy stwarzania
Stworzyciel podporządkowujący się rodzicielskiemu działaniu
Człowiek chciany przez Boga tworzony nie instrumentalnie
Człowiek chciany przez Boga „dla niego samego”
Burzenie otwartości na rodzicielstwo
UWAGA. Z artykułów Carlo Caffara
Wystąpienie przeciw Bogu jako Miłości obdarowującej Życiem

Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Pan Jezus Frasobliwy - w ogrodzie Księży Sercanów, Lublin
Ryc.2. Jan Paweł II pogrążony w modlitwie podczas Mszy św.
Ryc.3. W dniu 50-lecia kapłaństwa, Lublin 2011: Bp Józef Wróbel, Stefan L.
Ryc.4. Widok na zatokę między górami
Ryc.5. W obozie zagłady Majdanek-Lublin. Zwiedzanie 2011 r.
Ryc.6. Fragment pieców krematoryjnych obozu Majdanek-Lublin, zwiedzanie 2011 r.