(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

‘Ustalanie’ dobra i zła ...

Można zapewne dorobić filozofię dla buntowniczo sobie wywalczonej autonomii seksualnej, względnie w jakimkolwiek innym zakresie działań. Postawa taka będzie każdorazowo uaktualnieniem grzechu ‘Szatana jako Szatana’. On to chciał być „jak Bóg” – i stał się anty-rzeczywistością Boga: anty-miłością oraz anty-życiem.

Szatan wmawia z kolei człowiekowi – począwszy od tego w raju, żeby ‘wyrwał Bogu’  władzę decydowania o tym, co powinno – a co nie powinno być dobrem czy złem (Rdz 3,5). Tymczasem Bóg tej władzy ani człowiekowi, ani żadnemu stworzeniu nie odstąpił – i odstąpić po prostu nie może. Sam jedynie On, który „Jeden tylko jest Dobry” (Mt 19,17), nagląco proponuje swemu żywemu Obrazowi to, co prawdziwie służy jego dobru, bo płynie wprost z wewnętrznego ładu Jego Bóstwa:

„Prawo moralne pochodzi od Boga i w Nim ma zawsze swe źródło: mocą naturalnego rozumu, który bierze początek z mądrości Bożej, jest ono zarazem własnym prawem człowieka ...
– Niemniej autonomia rozumu nie może oznaczać tworzenia przez sam rozum wartości i norm moralnych. Gdyby ta autonomia prowadziła do negacji uczestnictwa rozumu praktycznego w mądrości Stwórcy i Boskiego Prawodawcy, albo gdyby miała wskazywać na wolność tworzenia norm moralnych, zależnie jedynie od okoliczności historycznych lub od potrzeb różnych społeczeństw i kultur, to taka rzekoma autonomia sprzeciwiałaby się prawdzie o człowieku ...
– Oznaczałaby śmierć prawdziwej wolności: ‘ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz ’ ... ” (VSp 40).


Jeśli zatem usiłujemy dotrzeć do prawdy bytu, odwoływanie się do innych wizji człowieka oraz innego typu argumentacji norm etycznych – będzie kluczeniem po peryferiach, które z góry będą skazane na niepowodzenie. Wszelkie rozumowanie ignorujące Boga będzie zwodnicze, popadając w konkluzje sprzeczne ze sobą. Argumenty za inną opcją będą sprowadzały to, przed czym z zatroskaniem przestrzega Bóg: „...umrzesz!” (Rdz 2,17).

Co gorsza, w ślad za upadkiem ludzkiej woli – będzie szła przerażająca degradacja ludzkiego rozumu. Finalnym owocem tego stanie się uchwalanie przez ‘mądre gremia parlamentarne’ spraw z istoty swej obrzydliwych i hańbiących. Parlamenty będą zaciekle broniły nizin moralnych i wymuszały dostosowanie prawodawstwa krajów członkowskich do wszelkich zwyrodnień jako szczytowego osiągnięcia ludzkiego anty-rozumu (por do tego chociażby Rz 1,21-32).
– Niewyjaśnioną tajemnicą pozostaje wówczas stwierdzenie: na jakiej zasadzie prawodawstwa wszystkich krajów przeprowadzają mimo to dochodzenia i wydają wyroki sądowe np. z racji gwałtu, cudzołóstwa, molestowania seksualnego itd.

Czy tylko ciało ?

Człowiek jest czymś znacznie więcej, niż samym tylko ‘ciałem’. Człowieka nie da się też sprowadzić do tylko biologii-fizjologii.
– Z kolei zaś płciowość człowieka nie jest równoznaczna z samymi tylko narządami płciowymi, ani ich uaktywnianiem. Człowiek stanowi przedziwną duchowo-cielesną jedność. O jego wielkości stanowi jednak nie ciało, lecz duch, którym jest jego nieśmiertelna dusza. Dusza raz powołana do istnienia nigdy już nie będzie miała końca – i mieć go nie może. Nie pochodzi bowiem z tego świata. Jej rodowód sięga Boga, który wzywa człowieka w jego psycho-fizycznej jedności do uczestnictwa w swym Bożym życiu.

(26 kB)
Objaśnienie

Tak wyraził to sam Stworzyciel i Odkupiciel mężczyzny i kobiety. Zbliżył się On do człowieka do ostatecznych granic w Osobie Jezusa Chrystusa. Jezus zaś mówi w szczególnie krytycznym momencie swej działalności Odkupieńczej:

„Duch daje życie, ciało na nic się nie przyda.
Słowa, które Ja wam powiedziałem, są Duchem i są Życiem” (J 6,63).

Do tej wypowiedzi Odkupiciela nawiązywaliśmy już parokrotnie – i zapewne wypadnie przytoczyć ją jeszcze niejednokrotnie. Słowa te wskazują na Ducha Świętego, którego człowiek otrzymuje od Boga. Stąd też człowiek należy – z ciałem i duchem – do Boga (1 Kor 6,19; RH 18).
Ale też dlatego właśnie wartość człowieka mierzy się miarą wewnętrzną: Ducha. Chodzi wciąż nie o to, żeby „więcej mieć, ile bardziej być” (RH 16; GS 35; FC 37; ChL 37). Człowiecze „bardziej być” jest zdolne umacniać się i wzrastać niemal w nieskończoność – dzięki Bożemu wezwaniu do życia – wiecznego. Dlatego też Jezus prosi Ojca swego tuż przed Swą męką:

„Oni nie są ze świata,
jak i Ja nie jestem ze świata...” (J 17,16).

„...świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Nie proszę [Ojcze], abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od Złego” (J 17,14n; = od Szatana).

Godności, powołania i przeznaczenia człowieka, a także miłości – nie da się rozpatrywać w odcięciu się od Chrystusa. Osoby nie da się sprowadzić do rzędu jedynie rzeczy. Jako osoba – człowiek jest niezbywalnie odpowiedzialny – i wezwany. Kluczem do zrozumienia siebie jako osoby pozostaje ostatecznie sam tylko Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus:

„Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca – nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty – musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa ...” (RH 10).

Objawić ‘CZŁOWIEKA’ – ‘człowiekowi’

Wielkość człowieka wyrasta z jego zakorzenienia w Bogu. Nawiązywaliśmy do tego już wielokrotnie. Człowiek to Boży Obraz i Podobieństwo (Rdz 1,26n). Jest to stwierdzenie typu ontologicznego, zatem niezależne od tego, czy dany człowiek o tym wie – czy nie; i czy uwzględnia tę świadomość w swym postępowaniu.

Jeśli człowiek to Boży Obraz, znaczy to, że z Bożego Daru jest on w tajemniczy sposób tym, Kim jest sam Bóg. Bóg zaś JEST Miłością-Darem: komunią-miłością Trzech Bożych Osób.
– Tenże Bóg jest jednak również nieustannym ‘wyrastaniem’ poza siebie samego. Po ‘ludzku’ o Bogu się wyrażając wypadałoby powiedzieć, że Bóg niejako ‘nie wytrzymuje’ sam w sobie jako właśnie Miłość. Miłość jaką On JEST każe Mu obdarowywać – oczywiście istnieniem-życiem. Taka jest ‘geneza’ wszechświata, ale tym bardziej człowieka. Bo sam tylko człowiek jest tym właściwie zamierzonym-chcianym: „... dla niego samego”.

Z tego względu Jan Paweł II mówi, że Bóg „powołując go [człowieka] do istnienia z miłości, powołał go jednocześnie do miłości” (FC 11). Tym samym jednak Bóg wpisał w człowieczeństwo „powołanie, a więc zdolność i odpowiedzialność za miłość i wspólnotę” (FC 11). Konsekwentnie zaś dodaje papież Wojtyła:

„Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa” (RH 10).

Występujące w ostatnim zdaniu dwukrotnie „miłość” jest pisane od dużej litery. Papież mówi o Bogu-Miłości, który w Chrystusie-Miłości stał się dla człowieka Bogiem bliskim – na ‘wyciągnięcie dłoni’:

„I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel ... ‘objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi’. To jest ów... ludzki wymiar tajemnicy odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w tajemnicy odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. stworzony na nowo” (RH 10).

Jan Paweł II nawiązuje tu do stwórczego wymówienia rzeczywistości „człowiek” w momencie jego stworzenia (Rdz 1,26). Bóg dodając sobie niejako otuchy powiedział do siebie: „Uczyńmy człowieka na Obraz nasz...” (Rdz 1,26).

Stwórcze „uczyńmy człowieka” zostaje jednak podjęte całkiem od nowa w odkupieniu dokonanym przez Chrystusa. Po upadku bowiem z powodu roszczeniowego odrzucenia normy moralnej – człowiek stał się w tejże chwili ‘wrakiem’: ruiną. Jednakże w tym momencie w dzieje swego żywego Obrazu wkracza Ojciec Niebieski:

(Ojciec) ... uwolnił nas spod władzy ciemności
i przeniósł do królestwa umiłowanego Syna,
w którym mamy Odkupienie – odpuszczenie grzechów” (Kol 1,13n).

Dlatego jednak również tajemnicy miłości, która jest cała „Bogiem-wśród-nas” (Mt 1,23; J 1,14), nie da się zrozumieć bez stałego zapatrzenia się w Chrystusa. On to, Chrystus, jest „Obrazem Boga niewidzialnego” i „Pierworodnym wobec każdego stworzenia [= każdego z ludzi](Kol 1, 15.18), aż „Chrystus się [w nas] ukształtuje” (Ga 4,19):

„Albowiem tych, których od wieków [Bóg] poznał,
tych też przeznaczył na to,
by się stali na wzór Obrazu Jego Syna,
aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29; Kol 3,10).

Oto meta wyznaczona każdemu człowiekowi. Nie ma innego fundamentu dla zrozumienia godności człowieka – poza Chrystusem. Chrystus to „Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu” (Wyznanie Wiary mszalne). W Nim – w Chrystusie – „mieszka cała pełnia: Bóstwo, na sposób ciała” (Kol 2,9). Człowiek – każdy bez wyjątku – jest wezwany, by stać się „uczestnikiem Boskiej natury” (2 P 1,4).

Taki jest sens istnienia człowieka: przemieniać się w Chrystusa, tzn. stawać się coraz bardziej Tym, Kim Chrystus JEST: Miłością-Życiem. Miara ta jest jedna dla wierzących i niewierzących. Chrystus jest Bogiem-Odkupicielem wszystkich. Czy ktoś o tym wie, czy nie. I daje się poznać bez wyjątku każdemu jako Jego Bóg i Odkupiciel. Jeśli nie wcześniej, to przy przechodzeniu człowieka na ‘drugi brzeg’.

Królewska droga zdobywania ‘rządu dusz ...’

Jeśli człowiek jest wezwany do tego, by się przemieniać w Chrystusa, a sam Chrystus – miłością do człowieka powodowany, przyjął do swego Bóstwa naturę człowieczą, wypada jedynie przyjrzeć się jeszcze raz stylowi miłowania Chrystusa i sposobowi, w jaki Chrystus zdobywa serca swych ludzkich braci i sióstr.
– Klucza tego właściwie nie trzeba długo szukać: sam Chrystus niezmiennie go ukazuje. Co więcej, Chrystus wręcza go każdemu mężczyźnie, każdej niewieście – i każe im „pójść za Sobą”, czyli postępować dokładnie tak, jak ON postępował. Chrystus bowiem nie pozwoli sobie na to, by kogokolwiek do pójścia za Sobą zmusić. On, podobnie jak cały Bóg-Trójca, odwołuje się każdorazowo do wolnej woli stworzenia swojego umiłowania.

Kto ma oczy otwarte, zaczyna rozumieć tajemnicę zdobywania ludzkiego ‘serca’. Jest ona niejako kluczem do zdobycia „rządu dusz”. Jest to tajemnica życia Chrystusa, której z kolei On nie ukrywa.
– Ta sama rzeczywistość będzie bowiem kluczem do zdobywania ‘serca’ m.in. we wzajemnych odniesieniach w małżeństwie, a przedtem jeszcze narzeczeństwie – i serca w ogóle każdego człowieka. Mianowicie ‘serca’ nie zdobędzie się terrorem, ani siłowym zawładnięciem kogokolwiek, lecz przez stawanie się bezinteresownym darem dla właściwie pojętego dobra tego drugiego – aż do tego ostatecznego włącznie, tzn. do złożenia w darze dla niego własnego życia. Postawa taka wyraża zatem jeden raz więcej OD-środkowy dynamizm prawdziwej miłości.

Można zapewne rządzić poprzez sprawowanie rządów przerażenia i terroru. Ludzie wykonają wtedy wydane im rozkazy. Czasem wyrzekną się ze strachu nawet ... i wiary i Boga. Posłuszeństwo względem władzy będzie wtedy wymuszone, niegodne człowieka. Władca będzie dysponował niewolnikami, którzy spełniają rozkazy z nienawiścią w sercu i pogardą dla władcy. Nie będzie ona miała nic wspólnego z Chrystusowym, tj. Bożym stylem sprawowania „rządu dusz”.

Jedyna droga do stania się ‘królem’ duszy i serca to ta, którą kroczy Odkupiciel człowieka. Chrystus staje się z miłości do każdej „owcy” swojej owczarni – „ziarnem pszenicy” (J 12,24), które w zamian za to, że kocha – zostanie zadeptane i „obumrze”. Niebawem jednak okaże się, że to stanie się darem-dla-dobra-umiłowanych: wyda to owoc, stając się ceną, za którą ten ‘zadeptany’ zdobywa „rząd dusz”. Zaczyna bez rozgłosu sprawować władzę nad sercami tych „umiłowanych”, dla których stał się darem – uśmierconym, a przecież tym bardziej ... żyjącym – kochającym. Panuje nie siłą krzyku, lecz ukrytym, a skutecznym promieniowaniem i przyciąganiem swojego Serca, które ma na celu jedno: obdarzyć tych umiłowanych życiem – wiecznym.

Takim jest „Dobry Pasterz, który daje życie – swoje – za owce swoje” (J 10,11). Motywem, który skłania do stania się darem-ofiarowanym, to ich godność jako osób. Sam nawet Bóg cofa się niejako w akcie czci uszanowania – wobec osoby swego żywego Obrazu. Bóg przenigdy nie potraktuje człowieka jako ‘rzeczy’ użytkowej!

Rozumiemy zarazem, dlaczego norma postępowania moralnego nie może mieć źródła innego, poza samym tylko Bogiem. Bóg zbliżył się do mężczyzny i niewiasty – swego Obrazu i Podobieństwa – do ostateczności w Chrystusie, Bożym Synu. W Nim Ojciec Niebieski pozwala człowiekowi „podpatrzyć doświadczalnie”, co to znaczy ‘miłować’ i jaka winna być norma moralna wszelkiego miłowania. Jaki bowiem jest Syn, taki właśnie jest – niejako ‘wpierw’ sam Bóg-Ojciec:

„Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je.
Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne.
Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.
Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich.
I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec Jedno jesteśmy” (J 10,27-30).

Oto „rząd dusz”: zdobycie ‘serca’ człowieczego! Miłość to wszystko inne, a nie żarty! Miłość w warunkach doczesności może oznaczać w najdosłowniejszym znaczeniu krzyż: dar własnego życia dla dobra w sensie ostatecznym – tego umiłowanego. Dar ten staje się zarazem kluczem, którym miłujący otwiera serce tego umiłowanego.

(18 kB)
Objaśnienie

W swojej pierwszej encyklice: Redemptor Hominis (1979 r.) nazywa Jan Paweł II tak sprawowaną władzę nad duszami-sercami lapidarnie: „służyć i królować” (zob. zwł. RH 21). Służenie-ku-dobru przybiera postać stale pieczętowanego daru-siebie-całego. W razie potrzeby służba ta nie uchyla się od daru krwi – dla umiłowanych. Przenigdy nie ucieknie się do gwałtu, ani wytaczania krwi cudzej. Taka jest cena zdobywania wpływu na serca: klucza do stania się „królem serc”.

W swym Liście do Rodzin (1994 r.) określa Jan Paweł II tę samą rzeczywistość być może łatwiej zrozumiałym wyrażeniem: „cywilizacja miłości” (zob. całą Część I-szą Listu: nr 6-17, a zwł. nr 13).
– Natomiast w swojej kolejnej encyklice: Ewangelia Życia (1995 r.) używa dla uwydatnienia podobnej treści określenia jeszcze innego: „kultura życia” (zob. zwł. jej rozdz. 2 i 4).
– Każde z tych wyrażeń nawiązuje niezmiennie do wielkości i godności człowieka jako osoby. A ta zakorzeniona jest w samym Sercu Boga: jako Stworzyciela i Odkupiciela.

Świadomość tak pojmowanej miłości: postawy stałego daru-‘dla’ tego Umiłowanego, zapatrzonej w Bożo-Ludzki pierwowzór Osoby Jezusa Chrystusa, winna towarzyszyć każdemu, kto chce żyć ‘miłością’.

Utwierdzamy się po wielekroć razy w już podkreślanym przekonaniu, że nie sposób zrozumieć i wzrastać w miłości bez Chrystusa.
Nie szkodzi, że miłość rozpatrywana na podstawie przede wszystkim Ewangelii jako Słowa-Bożego-Pisanego zdaje się nie mieć bezpośredniego odniesienia do męskości-kobiecości. A to właśnie: wymiar płciowy człowieka – jest przedmiotem podejmowanych tu rozważań. Ostatecznie bowiem okaże się, że jedynie ten styl miłowania drugiego człowieka: po linii „królewskiej służby” w duchu Chrystusa, jest wyznacznikiem miłości również w małżeństwie i narzeczeństwie.

Zjednoczenie w akcie małżeńskim nadal pozostaje darem Boga dla tych dwojga. Będzie ono przeżyciem, które z Bożego podarunku będzie ogarniało i ciało i ducha. Winno ono jednak stawać się za każdym razem świadectwem więzi łączącej tych dwoje na podstawach znacznie głębszych i wcześniejszych, aniżeli zdolne to jest wyrazić samo tylko zjednoczenie w ciele. Przeżywanie wzajemnej bliskości płciowej winno stawać się za każdym razem wyrazem całkowitości obopólnego darowania siebie ku dobru: z miłością – i z miłości.
– Ten wymiar wspólnoty płciowej nie przychodzi „sam przez się”. Zakłada on stałą pracę nad sobą, czyli wciąż potwierdzane zaangażowanie najwyższych władz ducha związanych z sobą dwojga osób.

Okaże się, że przeżycie małżeńskie winno stawać się coraz bardziej świadomie przeżywanym aktem wdzięczności w pierwszym rzędzie względem Trójjedynego, którego najłatwiej doświadczyć w Osobie Jezusa Chrystusa. W Nim ci dwoje dostrzegą godność osoby – swojej własnej oraz tego drugiego. Chwile bliskości małżeńskiej stają się wtedy coraz pełniej realizacją rzeczywistości, którą Sobór Watykański II ujmuje syntetycznie w swym przesłaniu, iż dopiero Odkupiciel „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi” (GS 22; RH 10). Dzięki temu „objawieniu” również ci dwoje „[odnajdują] swoją właściwą wielkość, godność i wartość swojego człowieczeństwa” (RH 10).

Przeczuwamy głębię Bożej i ludzkiej rzeczywistości, jaka się kryje za zdawać by się mogło prozaicznymi sprawami życia na co dzień w małżeństwie. Do sygnalizowanych treści powrócimy jeszcze, jak Pan pozwoli, w dalszych częściach naszej strony. Obecnie zaś trzeba wrócić do stojącego przed nami zagadnienia źródeł, na jakich opiera się powaga wypowiedzi Kościoła w zakresie spraw związanych z płciowością i miłością.


C.  W POSZUKIWANIU CHRYSTUSA – DZIŚ

Ozdobnik

Chrystus nadal NAUCZAJĄCY

Jeśli coraz lepiej rozumiemy Chrystusa w Jego nauczaniu oraz Jego czynach-działaniach jako normatywnego Bożo-Ludzkiego wzoru dla człowieczego postępowania, budzi się tym bardziej intrygujące pytanie: jaki zachodzi związek między Chrystusem – a Kościołem i Magisterium Kościoła, w którym skupia się tajemniczo nauczanie Kościoła, na które się stale powołujemy?

Zdajemy sobie sprawę, że Kościół nie jest „twórcą” siebie samego. Kościół nie ogłosił siebie samozwańczo „Kościołem”! Został on założony – przez swego jedynego Pana, którym jest Bóg-Człowiek Jezus Chrystus. Tenże Chrystus jest Bożym-Oblubieńcem-z-krzyża swojego Kościoła, umiłowanego przez Niego jako Jego Mistyczna Oblubienica. Wyrażenia te mogą się wydawać dziwne – wprost zdumiewające. A przecież taka jest rzeczywistość. Jak Pan pozwoli, do zagadnienia tego wrócimy jeszcze niejednokrotnie w naszych dalszych rozważaniach (zob. m.in. w: cz.VII, rozdz.1, ale już też w cz.VI, zwł. w rozdziałach 4-9).

Stwierdzenia te znaczą zarazem, że jedynym źródłem życia Kościoła jest On: Jezus Chrystus! Czyli nie jakakolwiek ‘polityka’, ani ‘papiestwo’, ani jedynie ‘ludzka władza’ przedstawicieli Kościoła. Zdaje sobie z tego sprawę każdorazowy zwłaszcza Papież. Oto wypowiedź wiary Jana Pawła II o Kościele:

(Kościół) nie ma ... innego życia poza tym,
jakim obdarza go Jego Pan i Oblubieniec” (RH 18).

Kościół też:

„ ... nie dysponuje żadną bronią,
tylko bronią Ducha, bronią słowa i miłości” (RH 16).

W swym działaniu Kościół stara się jedynie wywiązać ze swego:

„...podstawowego zadania ... we wszystkich epokach, a w szczególności w epoce naszej, aby skierowywać wzrok człowieka, aby skierowywać świadomość i doświadczenie całej ludzkości w stronę tajemnicy Chrystusa, aby (pomóc) wszystkim ludziom obcować z głębią odkupienia, które jest w Jezusie Chrystusie” (RH 10).

Tą drogą Kościół:

[dotyka] równocześnie największej głębi człowieka:
ludzkich serc, ludzkich sumień, ludzkich spraw” (RH 10).

Kościołowi nie pozostaje nic innego, jak w pierwszym rzędzie samemu „słuchać słowa Bożego i wypełniać je” (Łk 8, 21) zgodnie ze wskazaniem Chrystusa:

„Słowa, które Ja wam powiedziałem,
są Duchem i są Życiem” (J 6,63).

To samo wyraża Jezus Chrystus inaczej, mówiąc w tym wypadku wprost o samym sobie w swej Modlitwie Arcykapłańskiej, jaką wzniósł do Ojca tuż przed przystąpieniem w swojej wolności do przypieczętowania dzieła odkupienia człowieka swą męką i śmiercią na krzyżu:

„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga,
oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa...” (J 17,3).

W Piśmie świętym i żywej tradycji ...

Podstawowym źródłem wspomnianego „poznania” Chrystusa jest Pismo święte, czyli Słowo-Boże-Pisane. Zarówno Pismo święte Starego Testamentu – okresu przejściowego przymierza, jakie Bóg zawarł z Izraelem, jak i Nowego Testamentu – okresu definitywnego przymierza, jakie Bóg zawarł z rodziną ludzką całą – w Krwi odkupienia na krzyżu.

Jednakże Pismo święte nie wiedzie żywota „samo dla siebie” (KO 9c). Bóg, który obdarza swój Lud Słowem-Bożym-Pisanym, nie mógł sobie pozwolić, by każdy interpretował je arbitralnie według własnego ‘widzimisię’. Właścicielem tegoż Słowa jest przecież sam On – Bóg, a nie człowiek; w tym również nie – Kościół. Toteż Bóg wielorako zabezpieczył autentyczne i zarazem autorytatywne rozumienie treści Słowa Bożego: zarówno tego Pisanego, jak i tego Przekazywanego.

Mianowicie Słowo Boże jest stale „unoszone” przez ‘żywą’ tradycję Kościoła. Ta zaś Słowo Boże: przyjmuje, zapewnia mu charyzmatyczne – a nie świeckie rozumienie, wciela je w życie i przekazuje następnym pokoleniom w postaci niesfałszowanej, ciesząc się w przy spełnianiu tych funkcji gwarancją Prawdy objawiającego się Boga. Dzieje się to dzięki zapewnionej Kościołowi nieustannej asystencji Ducha Świętego.

W związku z tym również w omawianej dziedzinie: miłości i małżeństwa, trzeba rozumieć wypowiedzi Pisma świętego stale w świetle wiążącej w sumieniu, żywej dogmatyczno-etycznej tradycji Apostolskiej Kościoła.
– Wyrazem tak pojmowanej tradycji są ci jej przedstawiciele, którzy utrzymują więź wiary z nauczaniem Namiestnika Chrystusowego na ziemi, który jest każdorazowym, przez samego Chrystusa wybieranym i potwierdzanym „Piotrem” aktualnych czasów.

Wypada przytoczyć tu słowa Konstytucji Dogmatycznej Soboru Watykańskiego II – o Bożym Objawieniu i Piśmie świętym:

„Święta Tradycja zatem i Pismo święte ściśle się z sobą zazębiają i współudzielają się sobie.
Obydwoje bowiem, z tego samego Boskiego zdroju wypływając, stapiają się niejako w jedno i zdążają do tego samego celu.
Albowiem Pismo święte jest mową Boga, o ile zostaje ona zanotowana w formie pisma pod tchnieniem Bożego Ducha.
Święta zaś Tradycja przekazuje słowo Boże, powierzone przez Chrystusa Pana i Ducha Świętego Apostołom – w całości ich następcom, by dzięki światłu Ducha Prawdy wiernie je w głoszonym przez siebie orędziu przechowywali, wykładali i rozprzestrzeniali.
W ten sposób Kościół czerpie pewność swoją odnośnie do wszystkiego, co jest objawione, nie tylko z Pisma świętego samego dla siebie” (DV 9a-c).

Zagadnienie wzajemnej korelacji między Pismem świętym a Tradycją, a z kolei Magisterium – wymagałoby odrębnego omówienia. To jednak wykraczałoby znacznie poza ramy poruszonych tu zagadnień. Wypada wspomnieć, że Tradycja – oczywiście dogmatyczna, składa się wraz z Pismem świętym „na jeden sakralny depozyt Bożego Słowa powierzony Kościołowi” (KO 10a. – Przekład własny).

W strzeżeniu i doprowadzaniu tegoż Depozytu do owocowania Kościół nie jest pozostawiony samemu sobie. Jezus obiecał, że w Kościele swoim pozostanie aż do końca czasów zarówno sam On, jak i Duch Święty, który będzie na swój sposób kontynuował zbawczą misję Syna Bożego
Uwaga. Temat wzajemnego stosunku Pisma świętego, Tradycji Dogmatycznej, Magisterium itd. znajdzie obszerniejsze omówienie w nawiązaniu do Sakramentalności małżeństwa w cz. VI, rozdz. 4, zob. niż: Drogi poznawania PRAWDY objawienia – oraz c.d. tego wątku, zwłaszcza: Rozumienie PRAWDY objawienia poprzez TRADYCJĘ).

Oto słowa Chrystusowej Obietnicy:

(19 kB)
Objaśnienie

„A oto Ja JESTEM z wami przez wszystkie dni,
aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

„... Jeżeli nie odejdę [= odkupieńcza męka], Pocieszyciel [= Duch Święty] nie przyjdzie do was.
A jeżeli odejdę, poślę Go do was ...
– On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat
o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie...” (J 16,8n).

„Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam,
aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy...” (J 14,16n).

Obiecany przez Chrystusa Duch Święty wyposaża Kościół nieustannie w charyzmatyczne dary wysłużone mocą męki Chrystusa. Dary te zapewniają z jednej strony jedność i świętość Kościoła, a z drugiej coraz głębsze rozumienie depozytu Bożego objawienia. Dzięki nim Kościół wzrastając poprzez wieki, „aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, ... do miary wielkości według pełni Chrystusa” (Ef 4,13), przeżywa zarazem swą wiecznie odmładzającą młodość.

Szczególne znaczenie w zachowaniu jedności w wierze i praktyce apostolskiej, która jest miarodajna dla Kościoła wszystkich epok, spełniają dwa nieco się różniące, a zarazem spójnie działające charyzmatyczne dary Ducha Świętego: dar „zmysłu wiary” oraz „analogii wiary”. W dary te wyposaża Duch Święty Kościół cały.

W tym sensie Sobór Watykański II wypowiada się w poczuciu pewności wiary i zawierzając stałej asystencji Ducha Świętego niezwykle śmiało:

Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy ‘poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich’ ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów” (LG 12).

Wypowiedź ta wymaga pogłębionego wyjaśnienia. Trzeba mianowicie dodać, że chociażzmysłem wiary” obdarzony jest Lud chrześcijański cały, z woli Chrystusa, jedynego Pana i Właściciela Kościoła, autentycznym i autorytatywnym wyrazicielem tegoż „zmysłu wiary” jest sam tylko Urząd Nauczycielski Kościoła, określany w terminologii łacińskiej jako Magisterium Kościoła.
– Chrystus udzielił wiążącego upoważnienia w tym względzie żywemu Magisterium swego Kościoła, nakładając nań zarazem zadanie autentycznego i autorytatywnego wyjaśniania Słowa Bożego – zarówno Pisanego, jak i Przekazywanego. Toteż Sobór Watykański II dopowiada w sposób konkluzji:

„Zadanie zaś autentycznego wykładania Słowa Bożego, czy to Pisanego czy też Przekazywanego, powierzone jest samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła.
– Władzę tę sprawuje on w imieniu Jezusa Chrystusa” (DV 10b).

Dla uspokojenia ewentualnych obaw, czy wobec tego Magisterium przysługuje swoista ‘władza’ nad samym nawet Słowem Bożym – Pisanym czy Przekazywanym, należy jedynie dopowiedzieć, że ‘władza’ ta jest w stosunku do Słowa Bożego ściśle ‘służebna’:

„Tenże Urząd Nauczycielski nie jest jednak ponad Słowem Bożym, lecz przeciwnie, jemu właśnie służy.
– Uczy mianowicie tylko tego, co zostało przekazane, o ile je – kierując się poleceniem Bożym i ciesząc asystencją Ducha Świętego – pobożnie słucha, święcie strzeże i wiernie wykłada.
– Wszystko to czerpie z tego jednego depozytu wiary i podaje do wierzenia jako sprawy objawione przez Boga” (KO 10c).

Innymi słowy Magisterium nie wchodzi ‘w miejsce’ Pisma świętego. Magisterium zajmuje jako pierwsze pozycję ‘sługi’, który pilnie wsłuchuje się w Słowo Boże i przyjmuje je z wiarą, jak niegdyś Maryja chłonęła słowa padające z ust Jej Boskiego Syna. Bo i Magisterium jest związane Słowem Bożym.
– Władza Magisterium rozciąga się jedynie nad wiernymi, którym Magisterium Kościoła – Słowo Boże autentycznie i autorytatywnie wykłada.


UWAGA-Przypis. Zob. do poruszonych tu zagadnień m.in. pracę-podręcznik o charyzmacie natchnienia biblijnego – piszącego tu autora: Ks. Paweł Leks SCJ, SŁOWO Twoje jest PRAWDĄ. Charyzmat natchnienia biblijnego, Katowice, Księgarnia św. Jacka 1997, zwł. str. 39-44.45-63. – Cały ten podręcznik jest dostępny z naszej strony internetowej (czyli można ten podręcznik ściągnąć). do wyboru w formacie *.doc (WORD), lub ‘PDF’, zob. PORTAL niniejszej Strony, Kolumna ‘1’ nr 13.


W nauczaniu ‘MORALNYM’ Kościoła

Do tych podstaw nauczania Kościoła, z szczególnym uwzględnieniem norm moralnych, nawiązuje Jan Paweł II w swej encyklice Veritatis Splendor (1993 r.). Do tej encykliki wrócimy niebawem w dalszym ciągu naszych rozważań. W encyklice tej wychodzi Ojciec Święty z szeroko rozpracowanej relacji Ewangelistów o spotkaniu młodzieńca z Mistrzem z Nazaretu. Młodzieniec ten stawia Jezusowi zasadnicze pytanie natury moralnej: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16). Jak refren przewija się przez całą encyklikę z jednej strony to, na co młodzieńcowi zwrócił wtedy uwagę sam Chrystus: „Jeden tylko jest Dobry...” (Mt 19,17). Z drugiej strony Jezus uświadomił młodzieńcowi, że Ten który jest Miłością, przedkłada człowiekowi przykazania. Tym samym Chrystus skierował myśli i serce młodzieńca właśnie na nie: „A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj Przykazania” (Mt 19,17).

Jezus Chrystus nie nakłada właściwie żadnego nowego przykazania. Wszystkie one są wyryte w ludzkim sercu już jako naturalne wyposażenie każdej ludzkiej osoby w chwili zaistnienia poszczególnego człowieka (por. Rz 2,15; VSp 12; por. EV 4.18.58n.90; itd.). Jan Paweł II podkreśla:

„Celem przykazań, przypominanych przez Jezusa..., jest ochrona dobra osoby, obrazu Bożego, poprzez zabezpieczenie jego dóbr. ‘Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie’ – to zasady moralne sformułowane jako zakazy.
– Normy negatywne szczególnie dobitnie wyrażają bezwarunkową konieczność ochrony życia ludzkiego, więzi osób w małżeństwie, własności prywatnej, uczciwości i dobrego imienia” (VSp 13; por. EV 31; itd.).

Jezus doprowadza jednak Boże przykazania do „pełni” i doskonałości. Uczynił to w swym „Kazaniu na Górze” (Mt 5-7), „stanowiącym Magna Charta ewangelicznej moralności” (VSp 15. ‘Magna Charta’ = wielka karta, coś w rodzaju ‘Konstytucji’). Kazanie to oraz dołączone przez Chrystusa „błogosławieństwa-obietnice”, stają się „swoistym autoportretem Chrystusa i właśnie dlatego stanowią zaproszenie do naśladowania Go i do Komunii Życia z Nim” (VSp 16).

Przy całym jednak nacisku na moc zobowiązującą Bożych przykazań oraz ich dopełnieniu poprzez wskazania płynące z Kazania na Górze, Chrystus będzie się wciąż odwoływał do ludzkiej wolności. Równocześnie zaś będzie podkreślał, że wstępowanie w Jego ślady jest darem łaski (VSp 17):

„Dlatego obietnica życia wiecznego jest związana z darem łaski, zaś dar Ducha Świętego,
którego otrzymaliśmy [Rz 5,5], jest już ‘zadatkiem naszego dziedzictwa’ [Ef 1,14](VSp 23).


Chrystus dokonał dzieła odkupienia przez swoją mękę, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie i zesłanie Ducha Świętego. Po wstąpieniu do nieba, Chrystus-Odkupiciel żyje nadal – w swoim Kościele. Oczywiście w innym wymiarze, niż to było przed dokonanym odkupieniem. Kieruje nim – wraz z Duchem Prawdy – „siedząc po prawicy Ojca” (zob. Mk 16,19).
– Najpierw jednak jeszcze utworzył Kościół – „swój” Kościół (por. Mt 16,18). Obiecał Apostołom: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do Was...” (J 14,18)! Wyposażył go w autorytet ‘Piotra’, funkcjonujący wraz z charyzmatem Apostolskim.

Apostołowie przekazują ‘Dobrą Nowinę’ rozwijającemu się Kościołowi. Czynią to oczywiście charyzmatycznie. Mianowicie Apostołowie nie potrafią już interpretować dotychczasowych Bożych dzieł i Bożych słów – teraz, po Zesłaniu Ducha Świętego – inaczej, jak tylko w świetle pełni dokonanego odkupienia. Charyzmatyczne wyjaśnianie depozytu wiary wraz z towarzyszącą jej pewnością wiary w rozumieniu tegoż depozytu jest szczególnym darem stale im towarzyszącej pomocy Ducha Prawdy, który ukazuje im objawienie Starego Przymierza – w świetle całkiem nowym: pełni objawienia w Jezusie Chrystusie (por. Łk 24,45).

Apostołowie przystępują niebawem, mocą powierzonej sobie misji apostolskiej, do ustanawiania rządców dla rozrastających się kościołów lokalnych: biskupów i kapłanów.
– Konstytutywna dla Kościoła wszystkich wieków tradycja i praktyka apostolska przechodzi w tradycję już tylko kościelną. Ta zaś nie może w najmniejszej mierze odstąpić, czy zboczyć od wiary apostolskiej.
– Na wspomnianą zaś tradycję i praktykę apostolską składa się przekaz całego depozytu wiary Starego i Nowego Testamentu, ale już jako wzbogaconego strukturami hierarchicznymi Kościoła, życiem sakramentalnym i zrębami wykształcającego się prawodawstwa Kościoła, wciąż wsłuchanego w orędzie odkupienia.


Jan Paweł II mocno uwydatnia w encyklice Veritatis Splendor głoszoną przez Apostołów nie tylko katechezę ‘dogmatyczną’, ale „katechezę moralną Apostołów”. Przypomina jednoznacznie treść tejże katechezy: „...Składają się [na nią] napomnienia i wskazania związane z kontekstem historycznym i kulturowym, a także nauczanie etyczne, obejmujące ściśle określone zasady postępowania” (VSp 26). Toteż nie można pominąć faktu, że:

„Apostołowie od początku istnienia Kościoła mocą swej pasterskiej odpowiedzialności czuwali nad poprawnością postępowania chrześcijan, podobnie jak czuwali nad czystością wiary i nad przekazywaniem Bożych darów w sakramentach” (VSp 26).

Misję Apostołów przejął i realizuje przez wszystkie wieki wiernie Kościół. Głosi on niezłomnie, iż istnieje ścisła więź pomiędzy wiarą a życiem. Zdaje on sobie jednak sprawę, że wypełnieniem Prawa jest przede wszystkim sama Osoba Jezusa Chrystusa żywego. On to jest Ewangelią: Dobrą Nowiną o zbawieniu. Z tego względu Ojciec święty mówi – w zawierzeniu Prawdzie objawienia oraz w obliczu coraz nowych problemów i pojawiających się nowych prądów myślowych, które często wprost dotykają zachowań etycznych i grożą całkowitym wypaczeniem orędzia Dobrej Nowiny:

„Zadanie oceny tych teorii etycznych przez Kościół nie polega tylko na ujawnieniu i odrzuceniu ich błędów, ale ma też cel pozytywny: należy mianowicie z wielką miłością pomagać wiernym w formacji sumienia, tak by wydając sądy i kształtując decyzje kierowało się prawdą, do czego wzywa apostoł Paweł: ‘Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest Wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe’ [Rz 12,2].
– Oparciem dla tego dzieła Kościoła... są nie tyle wypowiedzi doktrynalne czy pasterskie wezwania do czujności, ile nieustanne wpatrywanie się w Chrystusa Pana. Kościół każdego dnia wpatruje się z niesłabnącą miłością w Chrystusa, w pełni świadom, że tylko w Nim znaleźć może prawdziwe i ostateczne rozwiązanie problemu moralnego” (VSp 85).

Przykazanie VI ...

Podstawową obiektywną etyczno-moralną normę postępowania w dziedzinie płciowości ukazuje nadal wiążące szóste Przykazanie Boże. Jest ono po wielekroć razy wyrażone w Piśmie świętym Starego Testamentu i wielokrotnie potwierdzone w Nowym Testamencie: „Nie będziesz cudzołożył” (zob. np. Wj 20,14; Pwt 5,18; Mt 5,27; 19,18). Izrael otrzymał to przykazanie wraz z przymierzem zawartym pod Synajem. Przykazanie to nie jest jednak ‘wymysłem’ dopiero tak późnych czasów (poł. 13 w. przed Chr.), kiedy Bóg zawierał uroczyste przymierze ze swym Ludem. Jest ono tylko wyraźnym sformułowaniem tego, co „od początku” (Mt 19,8) było „w sercu wypisaną treścią” (Rz 2,15) Bożego ładu miłości, odpowiadającego godności ludzkiej osoby w jej duchowo-cielesnej naturze.

Dalszym, niezwykle znamiennym dopełnieniem, albo raczej pogłębieniem zbyt powierzchownie w czasach Jezusa pojmowanego Przykazania VI i IX, stały się Jego słowa o pożądliwym spoglądaniu na kobietę z Jego „Kazania na Górze”. Jan Paweł II nawiązuje do tego w słowach Encykliki:

„Jezus prowadzi do wypełnienia Bożych przykazań, zwłaszcza przykazania miłości bliźniego, nadając jego wymaganiom charakter wewnętrzny i bardziej radykalny: miłość bliźniego wypływa z serca, które kocha i które – właśnie dlatego, że kocha – gotowe jest spełniać w życiu najwyższe wymagania.
– Jezus wskazuje, że przykazań nie można traktować tylko jako progu minimalnych wymagań, którego nie należy przekraczać, ale raczej jako otwartą drogę doskonałości moralnej i duchowej, której istotę stanowi miłość [Kol 3,14].
– W ten sposób przykazanie ‘Nie zabijaj’ staje się wezwaniem do czynnej miłości, która ochrania i troszczy się o rozwój życia bliźniego.
Zakaz cudzołóstwa staje się zachętą do czystego spojrzenia na ciało, z szacunkiem dla jego sensu oblubieńczego: ... ‘Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa’ [Mt 5,21n.27n].
– Jezus sam jest żywym ‘wypełnieniem’ Prawa, ponieważ swoim życiem urzeczywistnia autentyczny sens Prawa poprzez całkowity dar z siebie. On sam staje się Prawem żywym i osobowym, które wzywa do naśladowania Go, daje poprzez Ducha Świętego łaskę udziału w Jego własnym życiu i miłości oraz obdarza człowieka mocą, by mógł świadczyć o Nim swoimi decyzjami i czynami” (VSp 15).

Z kolei zaś Jan Paweł II przypomina dzisiejszemu człowiekowi zadania, jakie winien spełniać Kościół w obliczu wszelkich deformacji myślowych i etycznych na tym odcinku:

„Przed całym Kościołem staje zadanie głębokiego przemyślenia i zaangażowania, by nowa kultura, która się rodzi, została na wskroś przeniknięta Ewangelią, by uznane zostały prawdziwe wartości, by bronione były prawa mężczyzny i kobiety i szerzona sprawiedliwość wewnątrz samych struktur społecznych.
– W ten sposób ‘nowy humanizm’ nie będzie odciągał ludzi od Boga, lecz bardziej do Niego zbliżał” (FC 8).

W Bożym „Nie będziesz cudzołożył”, które jako wyraz Bożej miłości i mądrości względem mężczyzny i kobiety nie może ulec przedawnieniu, zawiera się m.in. pełna odpowiedź na pytanie: czy wolno podejmować współżycie płciowe przed ślubem. Jednym z wymownych przykładów przestrzegania tego przykazania w sytuacji przed i poza-małżeńskiej z epoki o kilka wieków poprzedzającej nadanie dziesięciorga przykazań, jest historia Józefa, syna Jakuba, oraz stanowczość w obliczu pokus, jakie na jego czystość zastawiała żona wysokiego dygnitarza na dworze faraona (Rdz 29,7-20; ok.18-17 w. przed Chr.).

Jan Paweł II i dzieci
Objaśnienie

Nowy Testament nie tylko nie odrzucił Bożych przykazań, nie osłabił ich i nie zrewidował, lecz potwierdził ich wiążący charakter i doprowadził do wyrazistszej doskonałości. Księgi Nowego Testamentu zawierają szereg normatywnych wypowiedzi zarówno Jezusa, jak i ustanowionych przez Niego Apostołów na temat czystości, pożądliwości oraz małżeństwa. Będziemy do nich nawiązywali w miarę rozwijanej tematyki.

Trzeba jednak dodać, że niejedno dalsze zagadnienie związane z omawianą przez nas problematyką, wyłaniało się dopiero w dalszym rozwoju historii, a nawet dopiero we współczesności. Do nich należy np. zapobieganie ciąży przez środki hormonalne, problematyka inżynierii genetycznej, badania pre-natalne czy tym bardziej pre-implantacyjne, ukierunkowane zwykle na eliminowanie dzieci z zadatkami schorzeń itd. Nic dziwnego, że niektóre szczegółowe wskazania dotyczące miłości oraz małżeństwa doczekały się sformułowania dopiero w późniejszym uroczystym lub zwyczajnym nauczaniu papieży, czy też najwyższych urzędów Kościoła, poprzez które Zastępca Chrystusa sprawuje swoją misję ‘Piotra’.

Kościół nie może się uchylać od podejmowania wyłaniających się coraz nowych, nierzadko drażliwych zagadnień. Nie może się też uchylać od udzielania rodzinie ludzkiej wiążącej odpowiedzi w tym względzie. Czyni to wciąż w imieniu i z upoważnienia swego Boskiego Założyciela. Chociażby nauka ta była niepopularna, a Kościół stawał się jak jego Mistrz, „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34). Kościół „stara się patrzeć na człowieka niejako oczami samego Chrystusa” (RH 18). Tenże Kościół, najpierw sam nieustannie wpatruje się:

[w] ...Chrystusa, nowego Adama, [który] już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości
objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie” (RH 8).

W tych słowach z pierwszej encykliki Papieża Wojtyły słyszymy niemal prorocze wołanie, z jakim zwrócił się on wkrótce potem do współczesnego człowieka w czasie swej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny:

„Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa” (Jan Paweł II, Pierwsza pielgrzymka do Ojczyzny, Warszawa, 2.VI.1979, p. 3a).

Kościół jest sobie świadom wciąż tej samej swojej misji-służby: prowadzenia człowieka do podstaw jego godności. Wyrasta ona ze związania się Boga z człowiekiem w Chrystusie. To jest też fundamentem pewności, z jaką Kościół wypowiada się o przeznaczeniu człowieka:

„Kościół, który nie przestaje kontemplować całej tajemnicy Chrystusa, wie z całą pewnością wiary, że odkupienie, które przyszło przez krzyż, nadało człowiekowi ostateczną godność i sens istnienia w świecie, sens w znacznej mierze zagubiony przez grzech” (RH 10).

Pewność wiary sprawia też i tłumaczy, że Kościół w kwestii małżeństwa i miłości:

„...uwzględnia całego człowieka i całe jego powołanie, obejmujące nie tylko
porządek naturalny i doczesny, ale również nadprzyrodzony i wieczny” (por. HV 7; FC 32).

Zatem i w dziedzinie płciowości, Kościół rozumie człowieka w świetle jego godności osobowej oraz nadprzyrodzonego powołania – i nie może postąpić tu inaczej. Kościół pamięta o żarliwym życzeniu Chrystusa w odniesieniu do człowieka, którego pragnie mieć wraz ze sobą w Domu Ojca:

„Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.
A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec” (J 12,26).

„A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie,
abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę” (J 14,3n; por. 17,24).


Nauczanie Kościoła w dziedzinie postępowania moralnego, szczególnie zaś w zakresie etyki płciowej, bywa dla wiernych trudne do przyjęcia. Kościół zaś formułuje je nieugięcie i wymagająco.

Czy to znaczy, że Kościół terroryzuje i zmusza do określonego postępowania? Wbrew pozorom – tak nie jest. Kościół jedynie prowadzi „dialog zbawienia”, świadom wezwania, z jakim Bóg zwraca się do każdego człowieka, by „stał się dzieckiem Bożym” (J 1,12).
– Kościół jest też świadom swej zbawczej misji w tym względzie nie tylko w stosunku do wiernych Kościoła rzymsko-katolickiego, lecz do rodziny ludzkiej całej. Kościół broni „człowieka przed samym człowiekiem” – zgodnie ze zwierzonym sobie przez Chrystusa posłaniem, który pierwszy „objawia człowieka samemu człowiekowi” (RH 8.10).

Można by przytoczyć tu chociażby jedno ze zdań z Evangelium Vitae Papieża Wojtyły. Dotyczy ono co prawda w sam raz ochrony życia, ale te same racje dotyczą również całej problematyki pozostałych odniesień płciowych, których finałem bywa zabijanie życia – z chwilą gdy ktoś przestaje liczyć się ze swym ostatecznym przeznaczeniem:

„Ewangelia życia nie jest przeznaczona jedynie dla wierzących: jest dla wszystkich. Sprawa życia oraz jego obrony i promocji nie jest wyłączną prerogatywą chrześcijan. Choć czerpie swe niezwykłe światło i moc z wiary, należy do każdego ludzkiego sumienia, które dąży do prawdy i któremu nie są obojętne losy ludzkości.
– Życie ma w sobie niewątpliwie coś świętego i religijnego, ale ten jego aspekt nie dotyczy tylko wierzących: chodzi bowiem o wartość, którą każda ludzka istota może pojąć także w świetle rozumu i dlatego bez wątpienia odnosi się ona do wszystkich” (EV 101).

Znając ludzką słabość, Kościół nagląco ukazuje właściwą drogę, wiodącą do „Domu Ojca” (J 14,2). Nie przestaje, gdy trzeba, wzywać do stanowczości w podążaniu drogą „ciasną”, która jednak wiedzie do „życia” (Mt 7,13n). Nie waha się powtarzać za Boskim Mistrzem: „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11,12).

Przy całej swej stanowczości Kościół nie stosuje siły, by narzucić swoje wskazania. Używa broni natury jedynie duchowej:

„Kościół, który nie dysponuje żadną bronią, tylko bronią ducha, bronią słowa i miłości,
nie może zrezygnować z tego nakazu:
Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę’ ...” (RH 16; por. 2 Tm 4,2; LR 12; EV 82).

Trudno oprzeć się przytoczeniu w tym kontekście ostatnich zdań zakończeniowej homilii Jana Pawła II z jego Pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny (1979 r.):

„Ów dialog zbawienia nie przestaje być naszym powołaniem poprzez wszystkie ‘znaki czasu’ ...
Trzeba szukać zbliżeń. Trzeba otwierać granice. Gdy jesteśmy mocni Duchem Boga, jesteśmy także mocni wiarą w człowieka – wiarą, nadzieją i miłością: są one nierozerwalne i jesteśmy gotowi świadczyć sprawie człowieka wobec każdego, któremu ta sprawa prawdziwie leży na sercu. Dla którego ta sprawa jest święta. Który pragnie jej służyć wedle najlepszej woli. Więc nie trzeba się lękać! Trzeba otworzyć granice.
– Pamiętajcie, że nie ma imperializmu Kościoła. Jest tylko służba. Jest tylko śmierć Chrystusa na Kalwarii. Jest tylko działanie Ducha Świętego jako owoc tej śmierci, który trwa z nami wszystkimi, trwa z ludzkością całą ‘aż do skończenia świata’ ... ” (Jan Paweł II, Pierwsza Pielgrzymka do Ojczyzny, Kraków, 10.VI.1979, p. 4).

Wezwanie do „uczestnictwa w Boskiej naturze” (2 P 1,4) dotyczy bez wyjątku wszystkich ludzi – niezależnie od tego, czy wyznają czy nie – wiarę w Chrystusa jako Boga-Człowieka.
– Chrystus ma wprawdzie sobie wiadome sposoby docierania do serc, np. do tych, którzy bez swojej winy nie mieli sposobności poznania Go zwyczajnymi kanałami przekazu.
– Zdarza się też, że niektórzy z własnej winy stają się w zasadniczy sposób niewierni niegdyś przyjętym zobowiązaniom, jak w przypadku powtórnego małżeństwa – tym razem nie-sakramentalnego; kapłana który porzuciłby funkcje kapłańskie i wstąpił w związek małżeński; tych którzy zdradzili religię; itd. (RP 31/I; FC 84).

Z woli jednak tegoż Chrystusa, głos Boży powinien docierać do wszystkich przez założony przez siebie Kościół. Kościół zaś to z Woli Chrystusa: „...Światło świata i Miasto położone na górze”, które nie może się „ukryć” (por. Mt 5,14n).

Ozdobnik

Re-lektura. Część II, rozdz.2b:
Stadniki, 4.XI.2013.
Tarnów, 11.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



‘Ustalanie’ dobra i zła ...
Czy tylko ciało ?
Objawić ‘CZŁOWIEKA’ – ‘człowiekowi’
Królewska droga zdobycia ‘rządu dusz ...’
Tylko Bóg ŹRÓDŁEM normy moralnej

C. W POSZUKIWANIU CHRYSTUSA – DZIŚ
Chrystus nadal NAUCZAJĄCY
W Piśmie świętym i Żywej Tradycji ...
Analogia Wiary i Zmysł Wiary
Autentyczne-autorytatywne wyjaśnianie Słowa Bożego
Magisterium nie jest PONAD Słowem Bożym
Uwaga-Przypis: Odnośnik bibliograficzny – o Charyzmacie Natchnienia Biblijnego
W nauczaniu ‘MORALNYM’ Kościoła
Doskonałość Przykazań wg Kazania na Górze
Tradycja-Praktyka Apostolska miarodajna dla Kościoła wszystkich czasów
Katecheza moralna Apostołów
Kościół w głoszeniu zasad moralnych przez wieki
Zadanie formacji sumień zwierzone Kościołowi zapatrzonemu w Chrystusa
Przykazanie VI ...
Pogłębione spojrzenie na Przykazanie VI w Kazaniu na Górze
Kościół w obliczu wyzwań nowej KULTURY etycznej
Nowe, w czasach Apostolskich nieznane problemy etyczne
Pewność Wiary nauczania moralnego w zakresie płciowości


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Cała rodzina na ... motocyklu
Ryc.2. W dniu chrztu świętego kolejnego dziecka
Ryc.3. Rodzina na spacerze nad zatoką
Ryc.4. Jan Paweł II w spotkaniu z dziećmi i rodzicami