(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(7,3 kB)

Rozdział Piąty


MAŁŻEŃSTWO JAKO PRA-SAKRAMENT
SAKRAMENTU STWORZENIA:
UWIDZIALNIENIE NIEWIDZIALNEJ
MIŁOŚCI BOGA

*       *       *
Toś Ty, o Boże,
miłością KOMUNII i sercem małżeństwa:
pra-sakramentu stworzenia

(9.3 kB)

A.   MAŁŻEŃSTWO „POCZĄTKU”

(6,8 kB)

1. Start dla dalszych rozważań

Przybliżamy się do newralgicznego tematu niniejszej części: małżeństwa jako sakramentu. Chociaż księgi Pisma świętego Nowego Testamentu nie zawierają wyraźnej wzmianki o momencie ustanowieniu przez Chrystusa małżeństwa jako sakramentu, to przecież są one nasycone nieformalnie zakładaną sakramentalnością małżeństwa.

Niezależnie od tego, że teologia nie dopracowała się wtedy jeszcze ścisłego określenia ‘sakrament’, istniała od początku rzeczywistość małżeństwa jako sakramentu, przeżywana jako właśnie ‘sakrament’ w prostej konsekwencji ‘zmysłu wiary’ oraz ‘analogii wiary’ Kościoła pierwotnego. Świadczy o tym szczególniej List św. Pawła do Efezjan (zwł. kondensat Chrystologiczno-Eklezjologiczny: Ef 5,21-33; będzie on przedmiotem rozważań w rozdz. 9 niniejszej części) – w łączności z kluczowymi wypowiedziami Jezusa.
– Taka postawa w obliczu małżeństwa była zresztą wyraźną kontynuacją, ale tym bardziej nieoczekiwanym pogłębieniem i przetworzeniem wypowiedzi starotestamentalnych na temat małżeństwa i wzajemnych odniesień w pionie: Bóg a lud Bożego Wybrania. Rozważaniu tych tematów poświęcił wiele katechez, przełomowych w dziejach teologii, św. Jan Paweł II (zebrane w: MiN).

(4 kB)
Objaśnienie

Obracamy się zdecydowanie na płaszczyźnie wiary. Nie oznacza to oczywiście, że nie stoimy ciągle na twardym gruncie nie zawsze ‘różowej’ rzeczywistości konkretnego małżeństwa. Rzeczywistość tę oceniamy jednak w świetle Bożego objawienia – w żywym powiązaniu z wykładnią Kościoła. Zdajemy sobie sprawę, że tak pojmowana wykładnia nie jest dostępna wprost dla rozumu pozostawionego samemu sobie. Jakże trafnie określił to Jan Paweł II w swym ‘Liście do Młodych całego świata (1985 r.):

„Chrześcijaństwo uczy nas rozumienia doczesności
z perspektywy królestwa Bożego, z perspektywy życia – wiecznego ...” (LM 5).

Rozważania związane z sakramentalnością wkraczają bezpośrednio w rzeczywistość nadprzyrodzoną. Dotyczy to również małżeństwa jako sakramentu. Ale też każdy człowiek – czy o tym wie czy nie, zostaje w chwili swego zaistnienia wezwany do życia wiecznego – w „Domu Ojca”. Konsekwentnie, nikt nie uchyli się w swym życiu od perspektywy „życia – wiecznego”, jak to uwydatniają dopiero co przytoczone słowa Jana Pawła II. Stąd też w następnym zdaniu pisze Namiestnik Chrystusa – a zwraca się w sam raz do Młodych całego świata, którzy zwykle namiętnie poszukują od nowa sensu życia (LM 3.5):

„Bez tej perspektywy [życia wiecznego] doczesność, choćby najbogatsza,
choćby najwszechstronniej ukształtowana, nie przynosi człowiekowi na końcu
niczego innego, jak tylko: konieczność śmierci” (LM 5).

Korzystamy z wdzięcznością z dogłębnych analiz kluczowych wypowiedzi biblijnych Jana Pawła II na omawiane tematy. Szczególnie ważne w nawiązaniu do małżeństwa jako sakramentu są wypowiedzi św. Pawła Apostoła z wspomnianego jego Listu do Efezjan (zwł. Ef 5,21-33), jednak w ścisłym powiązaniu z wyraźnym odwołaniem się Jezusa Chrystusa do sytuacji stworzenia człowieka i małżeństwa „na początku” (Mt 19,3-9; Mk 10,2-12). Wspomniane wypowiedzi biblijne rozumiemy oczywiście w świetle całego biblijnego opisu o utworzeniu pierwszego człowieka (Rdz 1-2). Rzecz jasna, że ponadto trzeba będzie sięgnąć do niejednych innych jeszcze wypowiedzi tak Starego, jak Nowego Testamentu. Pismo święte jest przecież ‘sobą’ w pełni dopiero jako organiczna całość – zawsze w jej ścisłym powiązaniu z tradycją dogmatyczną Kościoła.

Niniejszy, piąty rozdział obecnej VI-tej części podzielimy na cztery zasadnicze podpunkty-paragrafy:

(0,2 kB)  Małżeństwo „początku” (§ A)
(0,2 kB)  Komunia małżeńska stanu pierwotnej niewinności (§ B)
(0,2 kB)  Komunia małżeńska po upadku w ogrodzie Eden (§ C)
(0,2 kB)  Uwidzialnienie świętości Boga w świecie po upadku (§ D)

(6,8 kB)

2. Małżeństwo „na początku”

(8,8 kB)

a. „Na początku ...”

Wyjątkową wagę dla teologii małżeństwa mają słowa Jezusa Chrystusa wypowiedziane w chwili, gdy grupa faryzeuszów usiłowała zdyskredytować Go w jakiś sposób – tym razem w nawiązaniu do kwestii ‘Listów rozwodowych’ (Mt 19,7), na które zgodził się Mojżesz (Pwt 24,1-4). Decyzja Mojżesza była typowym ustępstwem – zapewne w obliczu gniewnej postawy wielu, którym trudno było kontynuować złożone ślubowanie małżeńskie: „... i że cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Jezus nie daje się wciągnąć w dyskusje rabinistyczne, a staje natychmiast na nie kwestionowanym, twardym gruncie „początku”. Z tej perspektywy wypowiada jednoznaczną ocenę wszelkich spraw ‘rozwodowych’:

„Wówczas Jezus rzekł do nich: ‘Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam [Mojżesz] to przykazanie.
– Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę [cytat: Rdz 1,27]: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem [cytat: Rdz 2,24].
A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela’ ...” (Mk 10,5-9; por. Mt 19,4-8).

Słowa te są niezwykle nośne. Jezus wskazuje tu dwukrotnie z dużym naciskiem na fakt, iż sam Bóg jest Stwórcą – tak samego w ogóle stworzenia (‘na początku stworzenia ...’), jak i Stworzycielem człowieka w jego męskości i kobiecości (‘stworzył ich jako mężczyznę i kobietę’).

Wypada zwrócić uwagę, że Jezus wyraża się tutaj aż dwukrotnie o ‘początku’ (Mt 19,4.8).
– Tym samym przytacza dosłownie pierwsze słowa samego w ogóle Pisma świętego Starego Testamentu:
„Na początku Bóg stworzył ...” (Rdz 1,1).
– A i Janowa Ewangelia zaczyna się od słów „Na początku było Słowo [Syn-Słowo] ...” (J 1,1).

Niezależnie od tego, słowa Nowego Testamentu niosą objawienie faktu, że Stworzycielem świata – i człowieka, jest sam On, Boży Syn, Boże Słowo-Syn. On to – gdy „nadeszła pełnia czasu” (Ga 4,4), stanie się Synem Człowieczym z Maryi, swej Dziewiczej Matki:

„Na początku było SŁOWO, a Słowo było u Boga, i Bogiem było SŁOWO. ...
Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało ...
Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas.
I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca ...” (J 1,1-3.14; zob. też Kol 1,15n).

Wracamy do sprawy ‘Listów rozwodowych’. Trudno było wyrazić Jezusowi jeszcze jaśniej, że Bóg – a nie ‘co’ innego, ani ‘kto’ inny, jest Stworzycielem również małżeństwa. Bo wyraźnie właśnie dla małżeństwa – choć nie wyłącznie w tym celu – stworzył Bóg człowieka jako mężczyznę i kobietę.
– W następstwie przemyślanego wyboru, jakiego dokonuje dwoje ludzi: mężczyzna i kobieta, również ci dopiero pierwsi, mają oni stać się zdolni „opuścić ojca swego i matkę”, żeby się złączyć z kimś określonym drugiej płci i stanowić „dwoje jednym ciałem”. Tym właśnie jest małżeństwo: dozgonne przymierze miłości i życia.

Żeby wykluczyć jakąkolwiek wątpliwość co do stworzenia małżeństwa przez Boga i jego ustanowienia jako instytucji Bożej, dopowiada Syn Boży przy użyciu swego definitywnego autorytetu:
– „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”.
Syn Boży stwierdza tu, iż samo w sobie małżeństwo jest instytucją Bożego – a nie ludzkiego pochodzenia. Taka jest oczywista wymowa ostatniego z przytoczonych zdań: „Co więc Bóg złączył ...”

Jezus Chrystus uprzytamnia tu słuchaczom niemal jaskrawo, że węzłem przymierza małżeńskiego wiążą się oczywiście ci dwoje. A przecież równolegle tym ‘pierwszym Pierwszym’, który wiąże tych Dwoje, jest Bóg. On to przyjmuje wolę wyrażoną przez tych dwoje – i pieczętuje ich zgodę małżeńską jako rzeczywistość ostateczną i od tej chwili nieodwołalną: „Co więc Bóg złączył ...”

Jeden raz więcej wypada sobie uświadomić wymowę tych prostych, nie kwestionowanych słów. Istotną rolę odgrywa tu okoliczność, iż Słowa te wypowiada Odkupiciel Człowieka, Syn Boży Wcielony: „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”.

W tej sytuacji nasuwa się już tylko refleksja: co w takim układzie mają do powiedzenia jakiekolwiek instytucjonalne sądy ludzkie, gdy na przekór Bogu ośmielają się ogłosić unieważnienie ważnie zawartego małżeństwa? Gdy przeprowadzają rozwody, lub gdy ‘państwowo’ sankcjonują coraz dalsze, kolejne związki, które według słów Chrystusa są z góry jednym ciągiem „cudzołóstwa’? Tymczasem Słowo Boże „trwa – na wieki”. Niezależnie od tego, czy ktoś będzie łaskawy je przyjąć, czy też je zdecydowanie odrzuci; czy ktoś w Boga wierzy, czy nie ... Bóg przecież nie istnieje w drodze ‘ludzkiej łaski’, tzn. gdy Jego istnienie doczeka się łaskawej akceptacji ze strony człowieka ...

(8,8 kB)

b. Konstytutywne przymioty małżeństwa ‘od początku’

Słowa Chrystusa potwierdzają nie tylko fakt, że Bóg jest Stworzycielem również małżeństwa, ale również jego konstytutywnych przymiotów. Pokrywają się one z tym, co określiliśmy wyżej jako przymioty ‘zastane’ małżeństwa (zob. wyż.: Komponenty małżeństwa i rodziny – zastane).

Do elementów konstytutywnych małżeństwa, bez których zatem małżeństwa nie ma, zaliczyć trzeba przede wszystkim następujące jego przymioty, które oczywiście wszystkie wyrastają z Bożego, a nie ludzkiego ustanowienia.

(0,97 kB)  Małżeństwo jest z Bożego ustanowienia z istoty swej nierozerwalne.

(0,96 kB)  Niemniej wyraźnym, z Bożego daru i ustanowienia wymaganym przymiotem małżeństwa jest małżeńska miłość. Chodzi o miłość w jej dynamizmie bycia osobą-darem-‘dla’ tego drugiego: osoby przeciwnej płci, a równolegle byciem-darem tych dwojga jako małżonków względem pojawiających się z biegiem czasu ich dzieci, a tak z kolei w stosunku do każdego innego człowieka, jakiego Boża Opatrzność postawi na drodze życia tych dwojga jako małżonków.

(0,97 kB)  Kolejnym, niezbywalnym przymiotem małżeństwa, tak jak ono pochodzi z ustanowienia samego Stworzyciela, jest wierność raz sobie nawzajem – oraz Bogu ślubowanej miłości.

Do przymiotu samej w sobie wierności w małżeńskiej miłości odnoszą się jednoznaczne słowa, jakie Jezus wypowiedział osobno – w gronie samych już uczniów. Chcieli oni podsumować dyskusję Jezusa z faryzeuszami, jakiej stali się świadkami. Jezus stwierdza w sposób nie dopuszczający wątpliwości, że wierność i nierozwiązalność małżeństwa są konstytutywnymi przymiotami małżeństwa:

„W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to [sprawa listów rozwodowych ‘Mojżesza’: Pwt 24,1-4]. Powiedział im:
‘Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej.
I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo’ ...” (Mk 10,11n).

(5.6 kB)
Objaśnienie

Niemal identycznych słów używa Mateusz, który po swojemu relacjonuje tę samą dyskusję:

„Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu
[jeśliby kobieta okazała się już zamężną; względnie: chodzi być może o separację]
a bierze inną, popełnia cudzołóstwo.
– I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9).

Znowu wypada sobie uprzytomnić, że mówi tu nie jakikolwiek człowiek, nie papież ani ksiądz, ani też ‘Kościół’.
W mówiącym w tej chwili Jezusie Chrystusie – sam Bóg stał się osobiście Odkupicielem człowieka.
Jest to zarazem Boży Oblubieniec-z-Krzyża. Poślubił On Kościół i rodziną człowieczą całą, gdy stał się w ten sposób: na krzyżu – najbardziej radykalnym DAREM z siebie samego. Żeby tę swoją, nad własne życie Umiłowaną – uświęcić i sprawić, by „nie miała skazy czy zmarszczki ..., lecz była święta i nieskalana” (Ef 5,27).

Oto Boża Miłość – Miłość zarazem Syna Bożego. Za cenę oddania własnego życia, powodowany miłością jako daru siebie samego w swej całkowitości, obdarza On jako Bóg-Człowiek Kościół swój i każdego człowieka, życiem – wiecznym.

Przez to, iż „wydał swoje Ciało, i przelał swoją Krew – na odpuszczenie grzechów” (Łk 22,19n; Mt 26,28) – Syn Człowieczy ukazuje zarazem, co to znaczy małżeńska miłość-dar. Oraz jak Bóg pojmuje i przeżywa wierność słowu, które raz powiedział swemu żywemu Obrazowi:

Ty – Oblubienico! Ty Moja!
Nad życie umiłowana:
Kocham cię!
Czy Ty – Mnie: Ukrzyżowanego – przyjmiesz?
I Mnie miłością wzajemną ...
miłujesz
”?

Boży Oblubieniec – swojego Kościoła nie opuści. Co więcej: grzechy popełniane w Kościele przez wszystkie wieki, podobnie jak grzechy i zbrodnie każdego człowieka: mężczyzny i kobiety, nie tylko nie każą Mu wręczyć swej ‘niewiernej Oblubienicy-Małżonce’ czegoś w rodzaju „Listu rozwodowego” (zob. mocne słowo Boże o rzekomym Liście rozwodowym Boga danym Izraelowi: Iz 50,1). Przeciwnie, grzeszność tej Jego Oblubienicy-Kościoła, tej Umiłowanej przecież „przed założeniem świata” (Ef 1,4), każe Mu w imię wierności swemu własnemu słowu: ‘Kocham’ – podjąć wszelkie kroki, nie wyłączając daru własnego życia i własnej krwi, by tę skalaną, z powodu jej grzechów do obrzydliwości doprowadzoną niegodną – nadal przecież Oblubienicę, ocalić i utorować jej ponownie drogę do „Domu Ojca” (por. J 14,1-4.6). Taka jest miłość Boga (por. FC 12). Bóg jest Miłością-Życiem w całej powadze tego słowa. Jest On szukaniem nie własnej przyjemności, lecz stawaniem się z miłości ... okupem-za-grzechy tej Umiłowanej.

Jako Stworzyciel małżeństwa, Bóg nie mógł uczynić małżeństwa innym, jak tylko bezwzględnie wiernym i nie-rozwiązalnym. Wbrew ludzkim grzechom i pokusom, które ludzi niszczą. Bo i sam Bóg dochowuje wierności – którą ‘ślubował’ człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie – wbrew jego chronicznej niewierności:

„Bo góry mogą ustąpić – i pagórki się zachwiać,
ale Miłość moja nie odstąpi od ciebie – i nie zachwieje się moje Przymierze Pokoju,
mówi Jahwe [Pan], który ma litość nad tobą” (Iz 54,10; zob. do tego: MiN 368).

(3.8 kB)

B.   KOMUNIA MAŁŻEŃSKA STANU PIERWOTNEJ
NIEWINNOŚCI

(6,8 kB)

1. Stworzenie człowieka w stanie łaski

(8,8 kB)

a. Małżeństwo jako sakrament stworzenia

Na tym stwierdzeniu nie kończy się teologia małżeństwa z sytuacji „od początku ...” (Mt 19,4.8). Rzetelna ocena ‘początku’, tak jak go znamy z Bożego objawienia Pisma świętego, każe dojść do wniosku, że małżeństwo stało się wraz z samym stworzeniem człowieka: mężczyzny i kobiety, pra-odpowiednikiem czasów Starego Testamentu tej rzeczywistości, jaką małżeństwo stanie się w Nowym Testamencie: jednym z siedmiu sakramentów Kościoła Chrystusowego. Co więcej, ponieważ nie istniały jeszcze żadne inne instytucje, trzeba przyjąć, że małżeństwo było swoistym i jedynym pra-sakramentem samego w ogóle stworzenia. W formie dalekiej analogii można by powiedzieć, że rola jego była swoiście porównalna niemalże z sakramentem chrztu świętego w Kościele Chrystusa. Była to brama, przez którą przechodziła przez długie tysiąclecia znaczna część zwyczajnych i nadzwyczajnych pomocy, jakie Stworzyciel przygotował dla rodziny ludzkiej całej. Ta przecież miała się rozrosnąć z życio-dajnego szczepu małżeństwa, obdarowanego od początku błogosławieństwem płodności (Rdz 1,28).

Tak właśnie, jako „najpierwotniejszy sakrament stworzenia”, określa małżeństwo w swych rozważaniach Jan Paweł II (zob. np. MiN 77n.378). A to zakłada wyniesienie małżeństwa w chwili jego stworzenia do rzędu rzeczywistości nad-przyrodzonej: do poziomu łaski. Nie mogło być inaczej. Powołanie do wyboru życia w małżeństwie, wręczone mężczyźnie i kobiecie w chwili ich wywołania z nie-istnienia, nie mogło nie być rzeczywistością „świętą – i uświęcającą” (por. FC 51). Małżeństwo miało przecież pełnić funkcję zasadniczą: miało być uwidocznieniem, tzn. przeniesieniem w rzeczywistość ludzką – poprzez oblubieńcze odniesienia męża i żony – tego żaru miłości, jakim płonie Bóg w stosunku do stworzenia swego Umiłowania. Jednocześnie zaś miało ono mobilizować tych dwoje – oraz rodzinę człowieczą całą, do wciąż wznawianego, wzajemnego podejmowania przymierza miłości i życia ze Stworzycielem.

Oto słowa Jana Pawła II:

„... W tym wymiarze [człowiek: Obraz Boga będącego Osobą-Darem, uwidocznionym również poprzez męskość-kobiecość-nagość pierwotnej niewinności]
konstytuuje się ów najpierwotniejszy sakrament. ‘sakrament’ rozumiemy jako znak przynoszący skutecznie w widzialność świata odwiecznie ukrytą w Bogu – niewidzialną – tajemnicę. Jest to tajemnica Prawdy, Miłości, tajemnica Życia Bożego, w której człowiek otrzymuje realne uczestnictwo...” (MiN 77).

Ukazana tu swoista konkluzja starotestamentalnej wizji małżeństwa wymaga dokładniejszej analizy. Naprowadza nas na nią samo Słowo-Boże-Pisane. Rzuca ono na niejednym miejscu tak Starego Testamentu, jak tym bardziej Nowego Testamentu zrazu być może nie w pełni dostrzegane, a przecież przy spokojnym przyjrzeniu się zachwycające pogłębienia na temat pra-początku zaistnienia człowieka i jego powołania „od początku” również do małżeństwa – oczywiście jako Bożej instytucji świętej i uświęcającej. Żeby móc lepiej ocenić całokształt subtelnych wypowiedzi biblijnych, ogarniających siłą rzeczy również małżeństwo, wypada cofnąć się jeszcze raz do samego stworzenia człowieka – od razu jako mężczyzny i kobiety.

(8,8 kB)

b. Jahwistyczny opis stworzenia człowieka w łasce

Już ‘jahwistyczny’ opis utworzenia człowieka poza ogrodem Eden [Rdz 2; opis z wczesnych dziejów Izraela, może 11-10 w. przed Chr.] i jego przeniesienia dopiero ‘do’ tegoż ogrodu, miejsca zastrzeżonego dla samego Jahwéh [Pana, Boga] oraz jego najbliższej świty [Aniołów; por. Rdz 3,24], świadczy o jakimś wydarzeniu, które musiało zaistnieć, a dla którego opisu autor biblijny nie potrafi znaleźć odpowiedniego określenia teologicznego.

Mianowicie autor biblijny przedstawia to tajemnicze wydarzenie jedynie merytorycznie [co do treści]. Opisuje ulepienie pierwszego człowieka jakoby dokonujące się w porządku chronologicznym, mimo iż posługuje się takim sposobem relacjonowania jedynie jako chwytem literackim dla bardziej poglądowego przedstawienia rzeczywistości rozgrywającej się na płaszczyźnie ontycznej [dotyczącej samego w sobie bytu człowieka] i duchowej.
– Stwierdza, że ‘pomiędzy’ aktem utworzenia pierwszego człowieka poza ogrodem, a jego „przeniesieniem” przez Jahwéh-Elohim [Pana, Boga] do wnętrza ogrodu Eden (Rdz 2,8.15) zaistniał jakiś wszystko przerastający fakt. On to sprawił, że człowiek znalazł się tym samym tam, gdzie zapragnęła go mieć „miłująca Wszechmoc Stwórcy’ (DeV 33): wewnątrz Ogrodu Eden.

W ten sposób udało się autorowi biblijnemu po mistrzowsku – przedstawić wyniesienie człowieka do stanu życia nadprzyrodzonego.
– Utworzenie pierwszego człowieka w naturze ‘czystej’ lokalizuje on poza ogrodem Eden, tzn. w ‘miejscu’ nie objętym stanem łaski (uświęcającej).
– Tak dopiero ulepiony pierwszy człowiek zostaje przeniesiony [w sensie logicznym, nie chronologicznym], oczywiście przez samego Jahwéh-Elohim [Pana, Boga] – do ogrodu łaski, miejsca bezpośredniej bliskości Jahwéh. Tutaj dopiero będzie mógł rozwijać się pełen radości i pokoju kochający dialog pomiędzy człowiekiem a Stworzycielem. Bóg bowiem „powołując go do istnienia ‘z’ miłości, powołał go jednocześnie ‘do’  miłości” (FC 11).


(7.6 kB)
Objaśnienie

Wyniesienie człowieka w samym już akcie jego stworzenia do stanu łaski uświęcającej [dar nieprawdopodobny, nie będący wymogiem natury człowieczej] było warunkiem, który umożliwił zaistnienie swoistego poziomu ‘równości’ [w porządku łaski] pomiędzy nim – a Stworzycielem. Dzięki tej ‘równości’ będzie mogła kształtować się odtąd komunia życia i miłości z jednej strony pomiędzy mężczyzną i kobietą a Stworzycielem, który ich „przez wielką swą miłość ... umiłował” (Ef 2,4).
– Z drugiej strony poziom łaski umożliwi kształtowanie się godnej, ‘sakramentalnej’ komunii miłości i życia pomiędzy tymi dwojgiem – zarówno jako małżonkami, jak i pozostałymi ludźmi, którzy również będą żywym Obrazem Boga.

Św. Paweł doprecyzuje kiedyś, że obdarzenie człowieka wezwaniem do życia łaski, równoznacznego z wezwaniem do życia wiecznego – dokonało się w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Zakłada to oczywiście objawienie człowiekowi tajemnicy intymnego Bożego życia jako Trójcy Przenajświętszej – w jej nieustannej komunii Trzech Bożych Osób. Tej tajemnicy Stary Testament jeszcze nie znał, chociaż Bóg sygnalizował człowiekowi od samego początku, iż jest Trójcą Osób.
– Św. Paweł stwierdza, że człowiek zostaje „‘od początku’ w ... Synu [Słowie-Synu] wybrany do łaski i chwały” (DiM 7d; por. Ef 1,6). Tym samym zaś zostaje człowiek: mężczyzna i kobieta – „od początku” wezwany w sposób nieodstępny i niezbywalny do życia – wiecznego w „Domu Ojca” (J 14,2). Będzie to pełnym rozwinięciem tego „tchnienia życia”, jakie Jahwéh-Elohim [Pan, Bóg] „tchnął w jego nozdrza” (Rdz 2,7) w chwili stworzenia-ulepienia, jeśliby się posłużyć językiem autora biblijnego tradycji jahwistycznej [tradycji zatem bardzo wczesnych dziejów Izraela: może 11-10 w. przed Chr.]. Autor ten przedstawia utworzenie człowieka w sposób bardzo plastyczny: jako jego ‘ulepienie’ i obdarzenie go „tchnieniem-oddechem życia” (zob. wyż., Antropomorfizm: opis Rdz 2,7).

(8,8 kB)

c. Kapłański opis stworzenia człowieka: Obraz Boży

Na swój sposób wyrazi tę samą rzeczywistość w parę wieków później [być może ok. połowy 6 w. przed Chr.] autor biblijny reprezentujący tzw. tradycję ‘kapłańską’ stworzenia świata i człowieka (Rdz 1). Opis ten jest wyrazem daleko już posuniętej refleksji teologicznej nad Bożym Słowem dotyczącym świata i człowieka.
– Przedstawia on powstanie człowieka stylem bardzo uroczystym, a teologicznie – precyzyjnym. Człowiek – to według jego w Duchu Świętym natchnionej definicji – „Obraz Boga”.
– Jednocześnie podkreśla on niezwykle mocno fakt, iż tenże człowiek zostaje dopiero ‘stworzony’, czyli że nie jest on Stworzycielem, chociaż zostaje stworzony jako Boży Obraz i Podobieństwo Boga (Rdz 1,26):

„Wówczas stworzył Elohim [Bóg] człowieka na swój Obraz;
stworzył go na Obraz Elohim:
stworzył ich jako mężczyznę i kobietę” (Rdz 1,27)

Być wyniesionym do poziomu Obrazu samego Boga, to coś zupełnie nieprawdopodobnego: przerasta to wszelkie wyobrażenia. A trzeba sobie uświadomić, że za tym określeniem-definicją kryje się niezwykle intensywne działanie charyzmatu natchnienia skrypturystycznego. Możemy tu niejako dotknąć bezpośredniego działania Ducha Świętego, który autora biblijnego wiedzie do takiego, a nie innego ujęcia tego, co dane mu było zrozumieć z Bożego objawienia.

Określenie to pociąga za sobą wnioski nie tylko rzędu antropologicznego [człowieka jako człowieka: osoby], ale tym bardziej teologicznego. W grę wchodzi bowiem obdarowanie człowieka w chwili stworzenia, i to człowieka jako mężczyzny i kobiety – nie tylko istnieniem osobowym [inaczej człowiek nie mógłby być ‘Obrazem’ tego Boga, który pierwszy jest – Osobą], ale jednocześnie darem i wezwaniem do „świętości i nieskalaności”, odzwierciedlającej w ramach stworzenia świętość i nieskalaność samego Stworzyciela w Jego niepojętej miłości do swego żywego Obrazu wobec kosmosu.

Wyraźnie o tym powie kiedyś św. Paweł w swym Liście do Efezjan. Rozumie się, że Paweł nie potrafi mówić o wydarzeniach dotyczących „początku”, tj. stworzenia świata i człowieka – inaczej, jak tylko z perspektywy w międzyczasie już dokonanego odkupienia człowieka w Jezusie Chrystusie. Sam Paweł jest jednym z koronnych świadków jego dokonania. Dar takiej, pełnej interpretacji całokształtu dziejów objawienia – zapowiedział i wciąż realizuje sam Odkupiciel człowieka (zob. słowa Chrystusa sprzed wniebowstąpienia – odnośnie do rozumienia ‘Pisma’: Łk 24,45). Toteż w porywie radosnego zdumienia w obliczu niepojętej miłości Ojca i Syna i Ducha Świętego pisze Paweł z celi swego pierwszego uwięzienia w Rzymie (lata 61-63 po Chr.) – na początku swego Listu do Efezjan, gdy zaczyna mówić o wezwaniu człowieka od początku do łaski:

„W Nim bowiem [Synu Bożym, Panu naszym Jezusie Chrystusie] wybrał nas przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego Obliczem ...” (Ef 1,4).

Ważne są dla nas w tej chwili słowa o naszym wybraniu: wybraniu człowieka jako takiego – już „przed założeniem świata” (por. także np. Jr 1,5). Wybór ten dotyczy zatem bez wyjątku każdego człowieka w chwili jego stworzenia. We wspomnianym ‘wybraniu’ chodzi o wezwanie człowieka do postępowania etycznego, tak iżby człowiek mógł stanąć oko w oko wobec świętości i nieskalaności samego Boga.
– Jeśli takie było „postanowienie ... woli” (Ef 1,5.9) Boga Ojca, znaczy to, że takim, tj. wyniesionym do poziomu życia odpowiadającego świętości-nieskalaności, był już też pierwszy człowiek. Tak to relacjonują obydwa opowiadania Księgi Rodzaju we wspomnianych opisach o powstaniu człowieka (Rdz 1,26n; i Rdz 2,7.21n).

(6,8 kB)

2. Boży dar – wezwanie do bycia darem

(8,8 kB)

Jan Paweł II widzi Boga stwarzającego kosmos, a następnie człowieka: mężczyznę i kobietę – charakterystycznie nie jako wyrachowanego super-‘inżyniera’, ani odstręczającego ‘zimnego Stworzyciela’, która sam w sobie jest ‘absolutem’, lecz w Jego zaangażowanym działaniu, płynącym z żarliwej, rozradowanym zakochaniem tryskającej miłości. Przez to swoje działanie Bóg wyrasta niejako poza siebie i stwarza, stając się bezinteresownym Osobą-Darem dla swego stworzenia.

Oto dynamika – a nie martwa statyka papieskiej teologii i w parze z nią idącej antropologii personalistycznej. Tak rozumiane stwarzanie oznacza konkretnie radykalne obdarowanie uczestnictwem w tym, Kim Bóg sam JEST: w pełni Jego żywej Miłości i pełni Jego żywego Życia.
– A że Bóg jest Trój-Jedyny [choć człowiek dowiedział się o tym wyraźnie dopiero w okresie „pełni czasu”: Ga 4,4], w grę będzie wchodziło dopuszczenie stworzenia-daru do uczestnictwa w życiu całej Trójcy Świętej. Ta zaś jest jedną wielką komunią Trzech Bożych Osób ich jedynego Bóstwa. Jan Paweł II mówi:

„Od Niego [Boga, który daje życie] otrzymuje życie, stosownie do swojej miary,
każda istota, która w jakiś sposób ma udział w życiu” (por. EV 84).

Przed człowiekiem rozpościera się zdumiewająca perspektywa i zarazem szansa: otrzymać i mieć w darze ‘udział w życiu’ Trójjedynego!
– Takim ‘uczestnictwem’ zostaje obdarowana już przyroda martwa.
W znacznie wyższym stopniu udział w Bożym życiu i miłości otrzymują rośliny.
Jeszcze wyższy stopień uczestnictwa w intymnym wewnętrznym życiu i miłości Boga otrzymuje świat zwierząt – w całym swym nieogarnionym zróżnicowaniu.
– Ale nawet najbardziej rozwinięte ‘naczelne’ nie zostają wyniesione do godności bycia osobą. Samoświadomość, samostanowienie, odpowiedzialność – to nigdy nie przekroczona bariera, która ostro oddziela całe pozostałe stworzenie od człowieka-stworzenia.

Całkiem szczególnym, z niczym innym nie porównalnym dziełem stwarzania Boga w Jego uniesionej, radosnej miłości obdarzającej życiem – jest powołanie do istnienia człowieka w jego męskości i kobiecości. Sam tylko człowiek jest tym właściwie ‘zamierzonym-chcianym’. Tylko jego Bóg naprawdę chciał i stworzył – jako kogoś: osobę. Przeciwnie, wszystkie pozostałe istnienia zostają stworzone-zamierzone jedynie ‘instrumentalnie’. Ich celem jest: pełnić rolę ‘gniazda-domu’ dla człowieka. ‘Gniazda’ oczywiście zbudowanego na miarę Bożej miłości i hojności (zob. wyż.: Boży cel dzieła stwarzania, i następujące rozważania).

Tylko człowieka chce-zamierza Bóg naprawdę „dla niego samego” [dla niego: człowieka] (GS 24). Bóg chce go mieć: mężczyznę i kobietę – wobec siebie i ze sobą. Dlatego właśnie sam staje się dla niego bezinteresownym Osobą-darem. I posunie to bycie-darem dla człowieka – jak się okaże – aż do ostatecznych granic (por. J 13,1). Bóg będzie względem człowieka: mężczyzny i kobiety tak właśnie postępował dlatego, że sam stając się Bogiem-darem, uczyni go darem „dla niego samego” : darem wywyższonym do godności osoby.
– Pragnie zaś dla niego jednego: żeby mu było dobrze. Nie chwilowo, lecz na wieki: w życiu – wiecznym. Daje człowiekowi szansę wzrastania w podarowanej mu perspektywie występowania jako „podmiotu Przymierza i partnera Absolutu” (MiN 28).

Z umysłu i serca nie schodzi nam – intensywnej uwagi wymagające słowo Soborowe, którego autorem był najprawdopodobniej krakowski arcybiskup Karol Wojtyła, późniejszy Jan Paweł II. W każdym razie przytacza on chętnie i komentuje to słowo w swych licznych dokumentach papieskich:

„... Człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego
[Bóg chce człowieka bezinteresownie: żeby był],
nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (GS 24).

Człowiek zaczyna istnieć w następstwie stworzycielskiego działania Boga [aktu Jego kochającej Woli]. Mianowicie Bóg, który sam jest bezinteresownym Osobą-darem, obdarza człowieka w tejże chwili darem szczególnym: bycia-osobą. W tymże momencie człowiek zaczyna uczestniczyć w życiu i miłości Bożych Osób. A te żyją w niewyobrażalnej, porywającej komunii ich Trzech Osób. One zaś nieustannie składają się sobie wzajemnie w darze – i przyjmują siebie jako Osobę-Dar.

Zaistnienie człowieka jako podarowanego mu daru bycia-osobą staje się z samego tego tytułu równoznaczne z dobrze nam już znanym określeniem biblijnym: wywyższenia człowieka do godności żywego Obrazu Boga w Jego komunii Osób. A te żyją, jak sobie to wciąż uświadamiamy, żarem swego nigdy nie słabnącego bycia miłością-darem względem siebie nawzajem, ale i we wszelkim ‘wyrastaniu-poza-siebie’ poprzez dzieło stwarzania, a tym bardziej odkupienia.

Znaczy to jednak, że człowiek z samego swego bytu [ontologicznie] nie może być Bożym Obrazem inaczej, jak tylko sam z kolei stając się osobą-darem-‘dla’. Będzie się to działo na wzór Bożego pierwo-wzoru dla człowieka: Boga jako Osoby-daru. Być-darem w przypadku człowieka: mężczyzny i kobiety, będzie się wyrażało z jednej strony w składaniu siebie w darze Bogu, a z drugiej w nie słabnącym stawaniu się bezinteresownym osobą-darem dla bliźnich. W całkiem szczególny sposób będzie to dotyczyło oczywiście dwojga osób, które staną się dla siebie komunią małżeńską.

Świadome otwieranie się mężczyzny i kobiety na Boga stającego się dla nich Bogiem-darem, mobilizującego ich – zarówno małżonków, jak i osoby nie związane przymierzem małżeństwa – do stawania się z chwili na chwilę osobą-darem-‘dla’, jest znamieniem, przez które człowiek w sposób istotny przerasta cały pozostały świat materii oraz zwierząt.
– Żadne zwierzę nie jest zdolne stać się ‘darem’ dla kogokolwiek. Przyjęcie i odwzajemnienie osoby-daru jest przywilejem człowieka: mężczyzny i kobiety.

Podobnie też „tylko osoba może miłować i tylko osoba może być miłowana” (MuD 29), jak to niezmiennie podkreśla Jan Paweł II. Miłować zaś – to stawać się właśnie osobą-darem (por. FC 14). Cechę tę: istoty miłości jako daru, uwydatniał i niestrudzenie wykazywał w swej ludzkiej i Bożej wizji rzeczywistości Jan Paweł II. Znamię to dostrzegł w nieustannej „kontemplacji Oblicza swego Oblubieńca i Pana” (NMI 1.5.15.16.17.20.23.25.28.42.49.58.59; kontemplacja Oblicza Ojca, tamże, 32), tj. Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka. Dostrzegał je w głębinach tajemnicy samej Trójcy Przenajświętszej: Boga stającego się dla swego stworzenia miłością-darem.

Toteż mężczyźnie i kobiecie nie pozostaje nic innego, jak odzwierciedlać na co dzień Boga, który pierwszy staje się dla całego stworzenia, a tym bardziej dla człowieka: mężczyzny i kobiety Osobą-darem, ofiarując mu uczestnictwo w tym, Kim On sam jest jako gorejąca Miłość-Życie.
– Być i stawać się osobą-darem pozostaje oczywiście jedynie stałym wezwaniem skierowanym do serca człowieka. Ono zaś znajduje swój tajemniczy wyraz w sumieniu, gdzie stale dokonują się wybory między dobrem a złem w sensie etyczno-moralnym, między opcją za życiem czy śmiercią.

(4.3 kB)
Objaśnienie

Jednocześnie zaś być żywym Obrazem Boga jest nieodstępną i niezniszczalną, konstytutywną cechą człowieka. Człowiek – mężczyzna i kobieta, może w wielkości i godności bycia Bożym Obrazem wzrastać niemal w nieskończoność. Tak działo się to przede wszystkim w przypadku Najświętszej Bogurodzicy Dziewicy Maryi.
– Z kolei zaś na odwrót: wielkość i godność bycia Bożym Obrazem może ulec niewyobrażalnemu skalaniu i zniekształceniu – aż do zatraty Bożego Obrazu w wiecznym potępieniu włącznie. Oczywiście każdy z potępionych ludzi w wiecznym potępieniu nadal pozostaje Bożym Obrazem: niestety obrazem sprowadzonym do hańby nie-obrazu, względnie bardziej precyzyjnie: utrwalonego skalania godności Bożego Obrazu – przez stanie się obrazem nie-boga, tj. Szatana.

A wreszcie wypada podkreślić w dalszej kontynuacji rozważań Jana Pawła II, że człowiek mężczyzna i kobieta, który zaczyna istnieć ponieważ w darze składa mu siebie sam Bóg-dar-Osoba, nigdy nie stanie się ‘sobą’ inaczej, jak tylko gdy sam z kolei, w zaakceptowaniu Boga-daru, ale i udzielonej nań odpowiedzi we wzajemności miłości, stanie się bezinteresownym osobą-darem. Nie ma innej możliwości, żeby Boży żywy Obraz mógł być i pozostawać obrazem Boga-daru, jak tylko poprzez stawanie się samemu bezinteresownym osobą-darem – na kształt Boga, pra-wzoru dla człowieka.

Stwierdzenie to wymaga intensywnego zastanowienia. Każdy jednak widzi, że dla człowieka nie ma i nie może być innej drogi do pozostawania ‘sobą’ i „znajdowania siebie samego” w całej pełni swej wolności. Gdyby się człowiekowi w pewnej chwili miało nie spodobać pozostawanie Obrazem Boga, stałby się w tym samym momencie ‘obrazem’ nie-Boga, czyli obrazem nie-miłości i nie-życia. Człowiek stałby się obrazem już tylko rzeczy, tj. stworzeń. Z wielkości Bożego Obrazu wobec kosmosu spadłby do poziomu poniżej wszystkich pozostałych rzeczy-stworzeń (por. do tego m.in. LR 13.15.19). Oczywiście: na swe własne nieszczęście – nie daj Boże: na zawsze.

Myśl tę podkreślał na różne sposoby sam również Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus, ilekroć mówił o szukaniu, względnie utracie swego własnego ‘życia’. On też z kolei, jako Bóg-Człowiek, zrealizował to swoje słowo w najdosłowniejszym – przerażającym znaczeniu. Działo się to na oczach całego stworzenia, w tym przede wszystkim człowieka mężczyzny i kobiety:

„Kto chce znaleźć swe życie, straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”
(Mt 10,39; por. tamże w. 38; Mk 8,35; Mt 20,27nn; Mk 10,43nn; J 12,24n).

Pogłębione spojrzenie na miłość, której istota polega na stawaniu się osobą-darem, staje się kluczowym ogniwem dla dalszych rozważań na temat małżeństwa jako sakramentu. Zarówno z punktu widzenia Boga, jak i człowieka w dwoistości jego „bycia ciałem’. Sięgamy z wdzięcznością do wciąż aktualnych rozważań Jana Pawła II:

„Człowiek, którego Bóg stworzył ‘mężczyzną i niewiastą’,
jest Obrazem Bożym wyrażonym w ciele ‘od początku’,
przy czym mężczyzna i kobieta stanowią jakby
dwa różne sposoby ludzkiego ‘bycia ciałem’ w jedności tego Obrazu ...” (MiN 55).

Zaczyna wyłaniać się związek zachodzący pomiędzy człowiekiem jako Obrazem Boga – a jego wezwaniem do bycia-darem-‘dla’. Człowiek to nie sam ‘duch’, ani samo ‘ciało’, lecz nierozdzielnie współprzenikające się ciało-duch. Tak jest on „chciany” przez Stworzyciela: jako mężczyzna i kobieta. Dopiero we wzajemnym zdaniu się na siebie mężczyzny i kobiety jest człowiek Obrazem Bożej komunii Osób. Znaczy to, że wizualność mężczyzny i kobiety w ich wielorakich odniesieniach – cywilizacyjnych, socjologicznych, rodzinnych i oblubieńczych – jest przez Boga zamierzoną odskocznią dla zrozumienia porywającej tajemnicy komunii Bożych Osób.

Różnego rodzaju wspólnoty międzyludzkie, szczególniej zaś wzajemne odniesienia komunijne łączące małżonków, mają z woli Boga – oczywiście na zasadzie jedynie jakiejś analogii – uprzystępnić ludzkiemu rozumowi i sercu tajemnicę wewnętrznej komunii Osób Trójjedynego. Ta zaś płonie żarem nieustannego wzajemnego darowania sobie swych Osób, ich przyjmowania, natychmiastowej wymiany Osoby-daru i ponownego składania sobie swych Osób w darze – Życiem tryskającej Miłości. A że miłość nie potrafi ‘pomieścić się’ w sobie, przystępuje ona do promieniowania sobą ‘na zewnątrz’. Już starożytność zwróciła uwagę, że „dobro jest sobą wówczas, gdy tworzy i dzieli się nim z innymi. Do natury dobra [miłości] należy upowszechnianie się, albo dokładnie: obdarzanie uczestnictwem w tym czym ono jest (‘bonum est diffusivum sui’ )” (LR 10; zob. też DeV 37).

Zaczynamy lepiej rozumieć, dlaczego Trójjedyny staje się Stworzycielem: człowieka i świata stworzonego dla niego. Bóg rozsiewa z zachwytem zaangażowanej miłości – iskry życia. Dla człowieka zaś staje się Bóg Osobą-darem, powołując go do godności osoby jako swego żywego Obrazu w duchowo-cielesnej integralności jego męskości i kobiecości.

(6,8 kB)

3. Niezmącona sprawiedliwość i niewinność pierwotna

(8,8 kB)

Podejmujemy na nowo poprzednio zasygnalizowany wątek: człowiek – mężczyzna i niewiasta zostają wyniesieni w akcie stworzenia do stanu łaski uświęcającej. Wiąże się to z jednoczesnym wezwaniem człowieka do życia wiecznego w ‘Domu Ojca’. Tak dopiero otworzyła się możliwość podjęcia i rozwijania nie ustającego odtąd dialogu między Bogiem w Jego byciu Osobą-darem – a Bożym żywym Obrazem w jego męskości i kobiecości.

Z drugiej strony przyprowadzenie do pierwszego człowieka – pierwszej niewiasty, na której widok wyzwala się z jego serca i jego ust okrzyk zachwytu rozpoznanej tożsamości w tej samej ludzkiej naturze, a jednocześnie „tajemniczo atrakcyjnej dwoistości” (MiN 43) ich bycia ciałem i człowiekiem – staje się chwilą, w której zawiązuje się dialog między nimi obojgiem: dialog od razu oblubieńczy. Oblubieńczość wynika z obopólnego świadomego wyboru i obopólnie wyrażonej zgody małżeńskiej. Fakt wyboru wyklucza kierowanie się samym tylko instynktem, czy tym bardziej przymusem ciała. Zaistniała komunia oblubieńcza tych dwojga jest wyraźnie ukierunkowana na małżeńskie „dwoje jednym ciałem” (Rdz 2,24).

Nie ulega wątpliwości, że ci pierwsi dwoje widzieli i ogarniali siebie w swej „tajemniczo atrakcyjnej dwoistości” kochająco, a zarazem w tak czysty sposób, że w ich spojrzeniu nie było śladu skażenia pożądliwością, czyli zaborczością. Działo się to przed upadkiem w „grzechu ludzkiego początku” (por. DeV 35). Wzrok tych dwojga oraz całokształt ich reakcji psychosomatycznych koncentrował się poza wątpliwością na sobie nawzajem jako osobach: oboje widzieli siebie wciąż całościowo.

To zarazem było warunkiem, że między nimi obojgiem wszczął się dialog oblubieńczy. Wytworzyła się komunia wzajemności w byciu bezinteresownym osobą-darem-‘dla’ tego drugiego. Dialog ten i stawanie się osobą-darem-‘dla’ tego drugiego rozwijał się w jakiejś analogii do tajemnicy wewnętrznych odniesień w łonie Trójjedynego, na którego obraz miały kształtować się odniesienia międzyludzkie.

Jan Paweł II zwraca uwagę, że wyznanie pierwszego człowieka na widok pierwszej niewiasty świadczy o tajemnicy niejako podwójnej jedności obojga w samym ich pierwotnym stworzeniu jako ‘jednego człowieka’, czyli ludzkiej natury. Chodzi oczywiście o ‘pierwszego człowieka’ w sensie metafizycznym, względnie ontologicznym [jako bytu], a nie chronologicznym. Chodzi zatem o stworzenie człowieka jako współprzenikającego się ducha-ciała naraz.
– Objawienie Boże bowiem nie poucza o tym, w jaki sposób Bóg stwarzał mężczyznę i kobietę. Gwarantuje ono natomiast poprzez Prawdę objawienia sam w sobie fakt, ‘że’ człowiek został stworzony przez Boga w dwoistości płci – i to jako Boży Obraz i Podobieństwo.

(0,7 kB)  Z tego jednego człowieka wywodzą się, na skutek szczególnej Bożej interwencji, ci dwoje pierwsi w przedziwnej dwoistości ich płci. O tajemnicy tej pierwotnej jedności [w sensie logicznym; przedstawionej poglądowo jako fakt chronologiczny] świadczą według autora biblijnego w sposób swoisty słowa pierwszego człowieka – mężczyzny o „kości z moich kości, ciele z mojego ciała ...”. Jan Paweł II mówi:

„... Mężczyzna i kobieta łącząc się z sobą (w zjednoczeniu małżeńskim) tak ściśle, ‘że stają się jednym ciałem’, niejako za każdym razem na nowo odkrywają w szczególny sposób tajemnicę stworzenia, wracają więc do tej jedności w człowieczeństwie (‘kość z moich kości i ciało z mojego ciała’), która pozwala im wzajemnie się rozpoznać i jak za pierwszym razem, nadać sobie wzajemnie imiona.
– To znaczy przeżyć tę niejako dziewiczą, pierwotną wartość człowieka, która wyłania się z tajemnicy jego samotności przed Bogiem i wśród świata. To, że ‘stają się jednym ciałem’, oznacza potężną więź ustanowioną przez Stwórcę, poprzez którą odkrywają swoje człowieczeństwo zarówno w pierwotnej jedności, jak też w tajemniczo atrakcyjnej dwoistości” (MiN 43).

(0,7 kB)  Drugi aspekt tajemnicy jedności obojga w samym stworzeniu wiąże się jeszcze bardziej z małżeńskim „dwoje jedno ciało”. Mianowicie kobieta-żona staje się matką dopiero poprzez męża, a nie inaczej. Jan Paweł II wyraża to w słowach:

„... W każdym zjednoczeniu małżeńskim mężczyzny i kobiety zostaje na nowo odkryte to samo pierwotnie jednoczące poczucie sensu ciała w jego męskości i kobiecości, wskazuje zarazem, że w każdym takim zjednoczeniu odtwarza się niejako tajemnica stworzenia w całej swojej pierwotnej głębi i życiodajnej mocy.
– ‘Wzięta z mężczyzny’ niewiasta jako ‘ciało z jego ciała’, zostaje z kolei jako ‘żona’ wzięta z mężczyzny poprzez macierzyństwo: jako ‘matka żyjących’ [Rdz 3,20] – jej macierzyństwo bowiem również w nim ma swój początek.
– Rodzenie zakorzenione jest w stworzeniu i za każdym razem poniekąd odtwarza jego tajemnicę ...” (MiN 45).

Jak głęboko zakorzeniona w Bożym dziele stworzenia jest według autora biblijnego męskość i kobiecość, cechująca „dwoistą postać konstytucji somatycznej [cielesnej] człowieka” (MiN 41)! Oboje są sobie przy całym swym zróżnicowaniu w ciele absolutnie równi w ludzkiej tożsamości i godności jako dwoista komunia i wspólnota. Jest ona właśnie jako komunia osób żywym Obrazem Boga, który pierwszy „JEST miłością i w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej komunii miłości” (FC 11). Boże Objawienie nigdy nie sugerowało i nie będzie zawierało żadnego wydźwięku czegoś w rodzaju dyskryminacji kobiety w stosunku do mężczyzny – i na odwrót.


Ważne jest, że przy wzajemnym spotkaniu tych pierwszych dwojga zdecydowanie przeważało widzenie siebie nawzajem jako osób, chociaż ten drugi objawiał swoją osobę poprzez ciało w całej oczywistości jego męskości względnie kobiecości. Jan Paweł II dopomaga nam przez cały czas swymi głębokimi refleksjami:

„Płeć jednakże jest czymś więcej niż tajemniczą siłą ludzkiej somatyki [cielesności], działającą jakby na prawach instynktu. Na poziomie człowieka i we wzajemnej relacji osób oznacza ona wciąż na nowo przekraczanie granicy samotności człowieka, wyrażonej w osobowej konstytucji ciała i stanowiącej o pierwotnym jego sensie. Przekraczanie to ma w sobie zawsze coś z przejmowania za swoją samotności ciała drugiego ‘ja’... ” (MiN 43).


Rozważanie papieskie nawiązuje wprost do wypowiedzi autora biblijnego, przedstawiającego utworzenie pierwszej niewiasty oraz spotkania tych dwojga w raju. Mianowicie nie da się nie zauważyć jego niezwykłego, zdumiewającego dopowiedzenia, którego komentarzem są na swój sposób przytoczone słowa papieskie. Chodzi o szczere wyznanie autora biblijnego dotyczącego nagości tych dwojga pierwszych:

„Oboje, mianowicie człowiek i jego małżonka, byli nadzy.
A jednak nie potrzebowali wstydzić się przed sobą nawzajem” (Rdz 2,25).

(6,8 kB)

4. Źródła wiadomości autora biblijnego

(8,8 kB)

Dopiero co przytoczona wypowiedź autora biblijnego relacjonuje pierwotny stan człowieka w jego męskości i kobiecości. Nasuwa ona spontanicznie pytanie: jak ten autor biblijny – jednostkowy, albo być może całe pokolenia mężów Bożych, których procesem wnikania w prawdę objawienia kierował Duch Święty „wprowadzający w rozumienie prawdy objawienia” (DV 8d; J 16,13), doszedł do właśnie wyrażonego wniosku?

(0,12 kB)  Z góry wykluczyć trzeba zapisy historiograficzne na ten temat. Pismo w chwili stworzenia człowieka jeszcze nie istniało ...

(0,12 kB)  Również przekaz ustny nie może w tym wypadku być brany poważnie pod uwagę. W późniejszych epokach trudnili się przekazywaniem tradycji ustnej historycznej i rodowej w zasadniczy sposób ‘zawodowi’ narratorzy. Tak przekazywaną tradycję ustną można by było wziąć pod uwagę, gdyby przekaz trwał przez kilkadziesiąt lat, w najlepszym wypadku przez paręset lat w przypadku jakiejś zamkniętej grupy etniczno-geograficznej, dysponującej ponadto sztabem osób odpowiedzialnych za kształtującą się tradycję ustną i zatroskanych o jej nie zniekształcony przekaz.
– Jednakże nikt rozsądny nie przyjmie istnienia niezmiennej tradycji ustnej przez tysiąclecia, a może miliony lat istnienia rodzaju ludzkiego.

(0,12 kB)  Trudno również liczyć na szczególny ‘cud’ Bożej Opatrzności w tym względzie. Bóg dokonuje cudów z zasady w ramach tego, co jest po ludzku prawdopodobne. Lud Boży epok poprzedzających odkupienie nie dysponował analogią czegoś w rodzaju ‘Urzędu Nauczycielskiego Kościoła’. Ileż zaś istnieje Bożych ‘zabezpieczeń’ dla wypowiedzi Magisterium Kościoła na przestrzeni istnienia Kościoła przez dopiero 2000 lat !

W tej sytuacji pozostaje przyjąć, iż autor biblijny dochodzi do danych odnośnie do pierwotnego stanu człowieka na ziemi w drodze Bożego objawienia.
– Jednakże uważniejsza obserwacja sposobu, w jaki Bóg objawia swemu Ludowi te czy inne aspekty siebie jako Prawdy oraz swego zbawczego zamysłu w stosunku do człowieka – zawsze przez jakiegoś szczególnie w tym celu wybranego Męża Bożego, każe przyjąć, że objawienie nie polega na Bożym ‘podyktowaniu’ szczegółów z zakresu ciekawostek historycznych, ani nawet teologicznych. W swym objawieniu Bóg nie obejmuje gwarancją Prawdy takich szczegółów, które by mogły zaspokoić ludzką ciekawość – i niewiele ponadto [np. ciekawostki z zakresu astronomii, matematyki, a nawet historii itd. Gdyby zaś to nawet przyjąć, pojawiałoby się pytanie: na jakim by to miało być poziomie? Czy dla ludzi nie wykształconych, czy tylko dla uczonych wg nauk np. XXI-go wieku po Chr.?].

(29 kB)
Objaśnienie

Przeciwnie zaś, Bóg nie może nie gwarantować sobą jako Prawdą objawienia podstawowych faktów, które w jakikolwiek sposób zahaczają o Boży zamysł zbawienia człowieka w Chrystusie. Od tego bowiem, czy odnośne fakty miały miejsce (historyczne) czy nie, będzie zależała wiara Ludu Bożego wszystkich czasów, a konsekwentnie: zbawienie człowieka.

Co więcej, gwarancja Boga jako Prawdy objawienia obejmuje w takim wypadku nie tylko informacje z zakresu dogmatu i postępowania moralno-etycznego, lecz również z jakiegokolwiek innego zakresu rzeczywistości i wiedzy [chodzi o przedmiot ‘materialny’ przekazu – w sensie filozoficznym], na ile dany aspekt [przedmiot ‘materialny’] wiąże się pośrednio lub bezpośrednio z naszym zbawieniem w Chrystusie (na ile znajdzie się w profilu, tj. w przedmiocie ‘formalnym’ danego przekazu. – Zob. do tego dokładniej m.in.: ks. Paweł Leks, SŁOWO Twoje jest PRAWDĄ, dz.cyt. 117-128.133-142.155-168.206-245. Zob. już też wyż. merytorycznie podobne rozważanie: W poszukiwaniu Chrystusa – dziś; oraz: Chrystus w głosie ‘Piotra’).

Z tego względu Bóg nie może nie gwarantować sobą jako Prawdą-Wiernością w swym zbawczym zamyśle faktu, ‘że’ świat został stworzony, że stworzony został człowiek, że człowiek został stworzony jako mężczyzna i kobieta.
– A dalej: ‘że’ miejsce miała próba na jakość miłości człowieka względem Boga; że pierwszy człowiek zgrzeszył chcąc autonomicznie decydować o dobru i złu, życiu i śmierci. Oraz że Bóg pojawił się natychmiast na polu klęski człowieka, podnosząc upadłych i obiecując odkupienie wraz z Odkupicielem.

Gdyby cokolwiek z tych zasadniczych pierwotnych faktów okazało się tylko zmyślonym opowiadaniem, legendą lub mitem, wiara zawisłaby w próżni. Stąd też choć do niejednego aspektu prawdy objawienia może dojść rozum [w drodze badań naukowych, historycznych itp., jak np. sprawa istnienia Jezusa Chrystusa, Jego ukrzyżowania], fakty te – ściśle historyczne, stają się jednocześnie przedmiotem nauki, ale tym bardziej wiary. Z tym że wiara ta cieszy się w takim przypadku z Bożego daru nieomylnością ponad-naukową.

Na swój sposób wyrazi to kiedyś Apostoł Narodów w nawiązaniu do zmartwychwstania Chrystusa-Odkupiciela:

„A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa ...
– A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach ...
Jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania ...” (1 Kor 15,14-19).

Na tej zasadzie, umocnieni ponadto gwarancją poprawnej interpretacji Słowa-Bożego-Pisanego i Przekazywanego, jaką zyskujemy z daru Chrystusa i Ducha Świętego poprzez Urząd Nauczycielski Kościoła, nie możemy nie przyjąć jako pochodzącego z Bożego objawienia faktu – jako historycznego, ale tym bardziej teologicznego: iż pierwszy człowiek, stworzony w zróżnicowaniu na „dwa komplementarne wymiary samoświadomości i samostanowienia, a zarazem dwa komplementarne poczucia sensu ciała” (MiN 42), przeżywał tę dwoistość płci w pierwotnej ‘sprawiedliwości i niewinności’. Tak określa język teologii fakt, iż pierwszy człowiek: mężczyzna i niewiasta, zostali stworzeni w stanie łaski uświęcającej.

Jednocześnie zaś ci dwoje dysponowali w pełni dojrzałą świadomością odnośnie do swego ciała w jego męskości i kobiecości, łącznie z jego możliwościami prokreacyjnymi, jakie pojawiają się w bezpośrednim następstwie ich małżeńskiego „dwoje jednym ciałem”. Czyli: w przypadku tych dwojga pierwszych wykluczony jest jakikolwiek infantylizm oraz wszelkie nie-uświadomienie ‘seksualne’.
– Ci dwoje zdawali sobie doskonale sprawę, iż w wyniku dokonanego wzajemnego wyboru stali się poprzez „nieodwołalną osobistą zgodę ... przymierzem małżeńskim” (por. GS 48). Wiedzą też od zaraz, dlaczego ich ciało jest zróżnicowane. Zdają sobie dobrze sprawę z sensu podarowanego im ciała, tzn. jego sensu zarówno oblubieńczego, jak małżeńsko-rodzicielskiego. Toteż św. Jan Paweł II podkreśla:

„Kiedy oboje łączą się z sobą tak ściśle, że stają się jednym ciałem, wówczas owo małżeńskie zjednoczenie zakłada dojrzałą świadomość ciała. Co więcej: niesie w sobie szczególne poczucie sensu tego ciała we wzajemnym oddaniu osób ...” (MiN 44n).

Wyraźnie zaś zauważamy, że wyniesienie człowieka w samym jego stworzeniu do stanu łaski uświęcającej dotyczy jego cielesno-duchowej integralności. Obejmuje ono zatem osobę jednego i drugiego z nich w całej oczywistości jej męskości i kobiecości, a nie inaczej. Bóg stworzył człowieka od początku do komunii osób: bycia dla siebie wzajemnie bezinteresownym darem-osobą.

Tworzenie zaś coraz innych wspólnot międzyludzkich, a w całkiem szczególny sposób łączenie się dwojga osób odmiennej płci w komunię małżeńską miało od początku stawać się swoistą transpozycją Bożej komunii Osób w świat widzialny. Wzajemne bycie-‘dla’ w przypadku coraz innych wspólnot, a tym bardziej kochające bycie-‘dla’ siebie męża i żony miało być dla tych dwojga, ich rodziny i całego Ludu Bożego widomym znakiem Bożego, rozradowanego miłością bycia-darem dla człowieka i całego świata.

(8,5 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 5a
Stadniki, 25.IV.2015.
Tarnów, 28.V.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Rozdz.5. MAŁŻEŃSTWO JAKO PRA-SAKRAMENT SAKRAMENTU STWORZENIA:
UWIDZIALNIENIE NIEWIDZIALNEJ MIŁOŚCI BOGA.

Toś Ty, o Boże, miłością Komunii i sercem małżeństwa: pra-sakramentu stworzenia


A. MAŁŻEŃSTWO „POCZĄTKU”

1. Start dla dalszych rozważań
2. Małżeństwo „na początku”
a. „Na początku” ...
Sprawa ‘Listów rozwodowych’
b. Konstytutywne przymioty małżeństwa ‘od początku’
Tabela: Ty Oblubienico Moja!

B. KOMUNIA MAŁŻEŃSKA STANU PIERWOTNEJ NIEWINNOŚCI
1. Stworzenie człowieka w stanie łaski
a. Małżeństwo jako sakrament stworzenia
b. Jahwistyczny opis stworzenia człowieka w łasce
c. Kapłański opis stworzenia człowieka: Obraz Boży – Rdz 1,27
Tabela-tekst: Stworzenie człowieka wg Rdz 1
2. Boży Dar – wezwany do bycia darem
3. Niezmącona sprawiedliwość i niewinność pierwotna
Pierwotna nagość (tekst Rdz 2,25)
4. Źródła wiadomości autora biblijnego


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Msza św.: Jan Paweł II podnosi konsekrowaną Hostię świętą
Ryc.2. Jan Paweł II ze swoim kapelanem, arcybiskupem Stanisławem Dziwiszem (a)
Ryc.3. Jan Pawe II z arcybiskupem Stanisławem Dziwiszem (b)
Ryc.4. Przedziwna symbioza kozy i kury, która wygodnie usiadła na kozie
Ryc.5. Chłopiec czołem pochylony do stojącego zwierzątka górskliego