(0,7kB)    (0,7 kB)


UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura
Link specjalny do TABELI: Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu



(13 kB)

Rozdział Piąty


GRZECH BLUŹNIERSTWA
PRZECIWKO
DUCHOWI ŚWIĘTEMU

*       *       *
Czy dla mnie istnieje jeszcze
Boże przebaczenie

(6 kB)



UWAGA dla P.T. Czytelników poszukujących główniekonkluzji’.
– Trudny temat teologiczny zmusił do głębszej analizy: rozdział jest niestety obszerny.
– Jeśli P.T. Czytelnikowi brak ‘czas’, autor zachęca do modlitewnego czytania chociażby tych 5 miejsc rozdziału. Oto bezpośrednie linki:
1) Nieuniknione poddanie osób Aniołów próbie na jakość miłości do Boga’
!empt (0 kB)(= PORTAL: lp33.de , cz.VII, rozdz.5, § B: cały paragraf ).
2) ‘Grzech NIE-odpuszczalny’ (= cz.VII, rozdz.5, § K-7: cały punkt ).
3) ‘Intencja tych z synagogi Szatana’ (= cz.VII, rozdz.5, § K-8: cały punkt ).
4) ‘Łaska Boża OSTATECZNA’ (= cz.VII, rozdz.5, § N-5: cały punkt ).
5) ‘Na zakończenie ponownie Zawierzenie-Przebaczenie’ (= cz.VII, rozdz.5, ‘Na zakończenie’ ).



Niniejszy rozdział w formacie PDF – Kliknij:
Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu (html)
(VII-5: Internet-PDF: 3.715 MB)

(1.9 kB)
f165!a (9 kB)

Wyjaśnienie tematu

Pojawia się kolejny, niełatwy temat do rozważania. Zdarza się, że temat ten urasta do niesłychanie palącego zagadnienia. Chodzi o dziedzinę grzechu, który według brzmienia słów samego Odkupiciela – Syna Bożego i Syna zarazem Maryi: „NIE będzie odpuszczony ani w tym wieku, ani w przyszłym” (zob. Mt 12,31n). Samo tak sformułowane określenie, wypowiedziane przez Jezusa, którego Ojciec Niebieski wysłał na świat, by ludziom ukazał gorąco przez Boga zaproponowaną, jedyną drogę do uwolnienia się od zniewolenia grzechami, napawa zbawienną grozą.

Trzeba jednak pamiętać, że głównym sprawcą niewoli grzechu jest Ten, o którym pierwszy Papież – św. Piotr Apostoł Jezusa Chrystusa, wyraża się ostrzegawczo:

„Trzeźwi bądźcie! Czuwajcie!
Nieprzyjaciel wasz, Diabeł,
jak LEW ryczący krąży szukając, KOGO pożreć.
Jemu przeciwstawiajcie się mocni w Wierze(1 P 5,8).

Jest jasne: Szatan do grzechu jedynie kusi. Upada jednak nie Szatan, lecz człowiek: OSOBA, która w chwili popełniania grzechu zawierzyła przekrętnym obietnicom nie byle kogo, lecz Tego, którego Syn Boży określił jako „OJCA kłamstwa i mordercę od początku” (J 8,44). Szatan też został już definitywnie „osądzony”. Bóg potwierdził jedynie definitywny i nieodwołalny wybór, podjęty NIE przez Boga, lecz samego owego Szatana (J 16,11).

Bóg bowiem jest Bogiem, który wzywa KAŻDĄ przez siebie stworzoną OSOBĘ pełnią swej miłości do „DOMU OJCA”. Jeśli jakaś OSOBA trafia do wiecznego potępienia, dzieje się to każdorazowo na jej własny wybór i jej życzenie. Bóg przenigdy nikogo nie potępia. Bóg jedynie zatwierdza z bólem Serca czyjś wybór, również ten podjęty jako wybór nieodwołalny: nie daj Boże – ku wiecznemu nieszczęściu. Bogu nie pozostaje wtedy nic innego, jak wycofać się w najwyższym uszanowaniu wobec wielkości i godności decyzji wolnej woli. Daru wolnej woli nie użycza Bóg jako rzeczywistości jedynie fikcyjnej ...

children2 (21 kB)
Jak te dwie koleżanki się kochają! Z wieńcem na głowie, a przyroda w sam raz sprzyja splataniu takich ozdób.
– Oby Panienki przez całe życie przeszły w stanie Łaski uświęcającej! Życie wcześniej czy później przyniesie ze sobą sytuacje, w których trzeba dokonywać trudnych wyborów. Boga w Jego oczekiwaniach nie trzeba zasmucać. Życie – swoje własne i innych, należy zawierzyć z góry najlepiej szczególniejszej opiece Niepokalanej. Ona dopomoże w doprowadzeniu do rozkwitu życia wewnętrznego – w promieniach Łask swego Boga-Syna.
.

Niemniej dopiero co przytoczone słowa Jezusa Chrystusa, posłanego przez Boga Ojca na świat ludzi jako Odkupiciela, mogą wprawić w przerażone zdumienie. Czyżby TEN, który jest Miłosiernym Odkupicielem i który stał się „... Ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2) – miał z góry wyłączać grzesznika, który stał się winnym tego określonego tajemniczego rodzaju grzechu: grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu – spod szansy uzyskania przebaczenia Bożego? Byłoby to równoznaczne z bezpowrotnym skazaniem określonej OSOBY na znalezienie się w chwili śmierci biologicznej – w potępieniu nie czasowym, lecz ... na wieki wieków. Określona OSOBA winna owego niemożliwego do odpuszczenia grzechu, znalazłaby się zatem z chwilą śmierci w tym samym miejscu potępienia, co zbuntowani Aniołowie (zob. Ap 12, 9n): w „Jeziorze OGNIA ... i siarki” (Ap 20,14n; 21,8), gdzie „będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13,42) i „gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie” (Mk 9,48).

Czyżby Bóg miał być sprzeczny sam ze sobą, z jednej strony objawiając się zgodnie z PRAWDĄ całego Objawienia od zarania zaistnienia człowieka jako żywego Bożego OBRAZU-Podobieństwa – jako Bóg Miłosierdzia, a z drugiej skazując z góry pewną grupę ludzi na potępienie, bez dania im szansy na zwrócenie się do Bożego Miłosierdzia o przebaczenie popełnionych grzechów, w tym również tych, które w jakiejś mierze mogły zahaczać o bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu? Sam Bóg prowokował np. Abrahama do modlitwy wstawienniczej nawet za mieszkańców Sodomy i Gomory. Bóg okazywał gotowość ocalenia tamtejszych grzeszników, gdyby znalazło się tam iluś sprawiedliwych, którzy wybłagaliby u Boga dar przebaczenia i nawrócenia ich grzechów. Takich Bóg tam niestety ... nie znalazł.

Uświadomienie sobie tego niewątpliwie niełatwego do właściwego zrozumienia i wyjaśnienia dylematu teologicznego skłania do głębszego zastanowienia się nad właściwym znaczeniem dramatycznych słów Syna Bożego. Może się okazać, że wiele osób przerażonych po uświadomieniu sobie, iż dopuściły się np. grzechu swoistej ‘zuchwałości wobec Bożego Miłosierdzia’, mimo wszystko MA szansę uzyskania Bożego przebaczenia. Jezus bowiem miał na myśli jednak inny rodzaj grzechu, gdy wyrażał się o nieodpuszczalnym grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu.

Stąd też poniższe rozważanie będzie mogło przyczynić się do wyciszenia budzących się najstraszniejszych obaw co do własnego pośmiertnego losu, a zarazem stać się poważnym ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy być może lekkim sercem narażają siebie, a nie daj Boże wielu innych – na znalezienie się w grupie osób, których te groźne ostrzegawcze słowa Miłosiernego Odkupiciela mogłyby dotyczyć.

(6.6 kB)

A.
BÓG W STWARZANIU
ŚWIATA OSÓB I NIE-OSÓB

f85a (3 kB)

1. Stworzenie OSÓB
w świecie stwarzanych NIE-osób

kww1c! (3 kB)

Jak zwykle, wypada uprzytomnić sobie po raz kolejny, do czego zmierzał Bóg Trójjedyny, gdy z nicości wywoływał – i nadal to czyni – kolejną ludzką OSOBĘ. Temat ten był przedmiotem rozważań na wielu miejscach naszej obszernej strony (zob. m.in.: cz.V, rozdz.1; cz.II, rozdz. 7; cz.VII, rozdz.3 i 4; itd.).

Jedno jest pewne ponad wszelką wątpliwość: cały nieogarniony kosmos został stworzony przez Boga niejako jedynie mimochodem. Dokładniej się wyrażając: Bóg wywołał bezkresny wszechświat istot nieożywionych i ożywionych z NIE-istnienia do zaistnienia jedynie instrumentalnie, zdążając do czegoś znacznie wyższego, co stało się właściwym ‘motywem’ dzieła stwarzania.

Jeszcze wyraźniej mówiąc, Bóg stworzył ten ogromem potęgi i mechaniczno-artystycznych zróżnicowań porywający wszechświat jako swoisty ‘produkt’ uboczny. To, co stało się wiodącym celem stwarzania, przerastało z góry całokształt w międzyczasie stworzonego kosmosu. Tym jedynym celem, który skłonił Boga do wykroczenia POZA i PONAD siebie jako Trójjedynego – było stworzenie ... OSOBY.

Tak też faktycznie się stało. Jako niewyobrażalna dla umysłu, CIEPŁEM pełni kochającego ŻYCIA tryskająca MIŁOŚĆ – Bóg niejako nie mógł ‘wytrzymać’, by nie zaprosić KOGOŚ żywego do ‘komunii-z-Sobą’ jako Boga-MIŁOŚCI-ŻYCIA. Bóg chciał obdarzać tego ‘Kogoś’ podarowanym mu odwiecznym swoim własnym szczęściem i zaprosić do wejścia z NIM – jako Trójjedynym, w niepodzielne, na wieczność trwające JEDNO w swym Bożym ŻYCIU-MIŁOŚCI.
– Żeby tak wytyczony sobie cel mógł stać się rzeczywistością, musiał Bóg pomyśleć o stworzeniu ... istoty, a raczej ISTOT, które by z natury swej były ... OSOBAMI. Na podobieństwo Siebie samego, bo przecież jest ... Bogiem-OSOBĄ.

Na iluż miejscach naszej strony omawiany jest temat ‘OSOBY’ i jej podstawowego uposażenia. Bez odnośnego uposażenia nie byłoby mowy o byciu aż ‘OSOBĄ’ – w przeciwieństwie do wszelkich innych istnień, które ‘osobami’ nie są.

Na wszelki wypadek wymienimy dla przypomnienia ponownie te przymioty, które stanowią o podstawowym uposażeniu ‘osoby’. Będzie chodziło o uposażenie ‘osoby’ jednocześnie na niejako dwóch, istotnie różnych poziomach: na poziomie przyrodzonym-naturalnym, oraz na poziomie nadprzyrodzonym. Ten drugi poziom: nad-przyrodzony, przerasta istotowo wszelkie wymogi samej w sobie ‘natury’.

a. OSOBA:
dzięki przymiotom
swej natury – i nadnatury

(0,35 kB) Oto przymioty ‘OSOBY’ jej przyrodzonego-naturalnego uposażenia.
– Żeby dane stworzenie dorosło do wielkości i godności ‘OSOBY’, musi być wyposażone w trzy podstawowe niezbywalne i nieodstępne przymioty:

samo-świadomość, czyli rozum, możność myślenia, zdolność rozróżniania prawdy i dobra;
samo-stanowienie, czyli wolną wolę, zdolność podejmowania osobistych decyzji;
– oraz w swoistą wypadkową tych dwóch uzdolnień:
!empt (0 kB)uzdolnienie do bycia poczytalnym,
!empt (0 kB)z czym ściśle związana jest odpowiedzialność sprawozdawcza
!empt (0 kB)za decyzje podejmowane mocą wolnej woli.

(0,38 kB) Każda OSOBA zostaje ponadto wyposażona w niezbywalne przymioty nadprzyrodzone.
– W grę wchodzi dar z istoty swej nadzwyczajny, który z natury swej przerasta samą w sobie stworzoną naturę danego stworzenia. Jest on tym samym z istoty swej czymś nie-należnym do bycia ‘OSOBĄ’ – z tym że Bóg obdarza nim bez wyjątku każdą OSOBĘ:

Darem tym jest:
– uzdolnienie do nawiązywania osobistego, po Bożemu pojmowanego oblubieńczego kontaktu z Trójjedynym;
– oraz nieodwołalne i nieodstępne wezwanie do wejścia w przymierze Bożej miłości i Bożego życia z Trójjedynym.
– Będzie się to jednak działo poprzez dobrowolne zaakceptowanie ze strony danej OSOBY – życia w stanie łaski uświęcającej.

Uposażenie stworzonej OSOBY w wymienione przymioty stanowi istotny warunek, dzięki któremu ‘zasypana’ zostaje przepaść dzieląca Boga jako Stworzyciela od wszelkiego innego bytu, powołanego przez Boga z NIE-istnienia do istnienia przez Jego „miłującą Wszechmoc Stwórcy” (por. DeV 33).
– Żadne inne z nieprzeliczonych stworzeń wszechświata nie jest w stanie stanąć wobec Boga jako bezpośrednie „ ja i Ty” – poza tylko OSOBĄ.

b. OSOBY: duch czysty
OSOBY: duch-materia

Same w sobie ‘OSOBY’ stworzył Bóg w dwóch istotnie różnych odmianach:

(0,36 kB) Osoby doskonałe. Są to osoby, których natura jest czysto duchowa, czyli bez jakiejkolwiek domieszki ‘materii’.
– Tego rodzaju istoty są tym samym z natury swej ... nieśmiertelne. Nimi są stworzeni przez Trójjedynego ... Aniołowie.

(0,35 kB) Oraz osoby mniej doskonałe. Ich natura jest materialno-duchowa. Bóg stworzył je jako przedziwne złożenie z materialnego ciała, które z istoty swej jest śmiertelne, oraz z duszy nieśmiertelnej, która przenika sobą całe śmiertelne ciało. Dusza jest oczywiście z natury swej nieśmiertelna, podobnie jak to jest w przypadku Aniołów. Takim istnieniem jest człowiek: ludzie.

Człowieka-ludzi stworzył Bóg dodatkowo zróżnicowanych poprzez wyposażenie ich w zróżnicowaną płciowość. Jednej i drugiej płci nadał Bóg odmienne funkcje i zadania – przy zachowaniu bezwzględnej równości ich obojga w obliczu Boga i siebie wzajemnie jako OSÓB. Mianowicie Bóg stworzył OSOBĘ człowieka jako:

!empt (0 kB) (0,2 kB) obdarzonego człowieczeństwem MĘŻCZYNY,

!empt (0 kB) (0,2 kB) względnie człowieczeństwem NIEWIASTY.
(zob. do tego tematu m.in. rozważanie Jana Pawła II: Źródła biblijne o dwoistości płciowej człowieka. Oraz: MuD 10.14.24).

Podobnie jak natura OSOBY Anioła, również ludzka ‘OSOBA’ zostaje obdarzona darem nieśmiertelności. Mimo iż – jak się okaże, wskutek upadku pra-rodziców w grzech w Raju, każda ludzka osoba będzie musiała docierać do nieśmiertelności poprzez próg ... biologicznej śmierci ciała. Nieśmiertelność człowieka-OSOBY jest wymogiem i konsekwencją duszy, która jako natury duchowej jest tym samym stworzona ku ... nieśmiertelności (Mdr 2,23).

f85a (3 kB)

2. Instrumentalnie stworzony
świata NIE-OSÓB

kww1c! (3 kB)

Ubocznie wypada dodać, iż jeśli w tej chwili pominąć sprawę Aniołów, należy zaraz doprecyzować: zasadniczym celem całokształtu Bożego dzieła stwarzania był i jest Człowiek-OSOBA.

Jak bardzo lubił podkreślać tę rzeczywistość św. Jan Paweł II. Przytaczał wtedy z wdzięcznością i miłością słowa Soboru Watykańskiego II, których autorem był bardzo prawdopodobnie on właśnie jako jeden z redaktorów Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele w świecie Współczesnym:

„To podobieństwo
(między jednością OSÓB Trójcy Przenajświętszej
a jednością synów Bożych zespolonych w prawdzie i miłości)

ukazuje, że człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem,
którego Bóg chciał dla niego samego,
nie może odnaleźć się w pełni inaczej,
jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego(GS 24).

Słowa te uwydatniają z mocą, że tym jedynym stworzeniem, które Bóg w stwarzaniu naprawdę zamierzał, był CZŁOWIEK – i tylko człowiek (zob. głębokie refleksje Jana Pawła II na ten temat w jego Liście do Rodzin [rok 1994], zwł. nr 9.11.13.15). Stąd wynika, że cały bezkresny kosmos został stworzony przez Boga jedynie ze względu na człowieka, czyli ubocznie: jako stworzenie nie wprost zamierzone. Jedynym celem – celem w pełni niejako instrumentalnym w stwarzaniu trudnego do ogarnięcia kosmosu było utworzenie DLA CZŁOWIEKA przestrzeni-GNIAZDA, w którym by się mógł swobodnie obracać. Bezkresny kosmos został w ten sposób podarowany człowiekowi jako ‘z gestem’  kochającego Stworzyciela utworzony nie kończący się ... ‘wybieg’ dla człowieka.

A że Bóg jest „Królem królujących i Panem panujących” (1 Tm 6,15), nic dziwnego, że stworzył wszechświat z królewskim rozmachem i królewską hojnością. Jedynie po to, żeby to „jedyne na ziemi stworzenie: Człowiek-OSOBA”, miał się gdzie obracać, mógł się w tym gnieździe-świecie zagospodarować, podbijać kosmos i zadziwiająco rozwijać podarowane sobie talenty.

Przez zaangażowane gospodarowanie użyczonymi sobie Bożymi darami winien człowiek jednocześnie zdawać na co dzień egzamin z jakości swojej miłości ku Stwórcy, a z kolei ku bliźnim. Pozytywny wynik systematycznie zdawanych wspomnianych prób będzie warunkował osiągnięcie życia wiecznego w szczęśliwości „DOMU OJCA” (J 14,2).
– Może się zdarzyć, że dana osoba w życiu na co dzień nie zda tego rodzaju ‘prób’. Stałoby się to dramatem definitywnego rozminięcia się z sensem swego zaistnienia na świecie.

(6.6 kB)

B.
NIEUNIKNIONE PODDANIE
OSÓB ANIOŁÓW
PRÓBIE NA JAKOŚĆ MIŁOŚCI

f85a (3 kB)

1. OSOBY Aniołów w obliczu próby

kww1c! (3 kB)

Mimo iż temat niniejszego rozważania poświęcony jest osobom ludzi, trudno pominąć przyjrzenie się próbie, jakiej nie mogła nie być poddana wolność Aniołów jako OSÓB. Bóg nie mógł nie poddać weryfikacji ich osobistego ustosunkowania do Siebie jako Boga, jeśli chodzi o jakość i wierność ich ‘miłości’ (zob. podobne rozważanie m.in.: Szatan: przewrotny GENIUSZ podejrzeń). Może się okazać, że przyjrzenie się z bliższa reakcji zbuntowanych Aniołów w sytuacji dylematu:
!empt (0 kB)(0,12 kB)przylgnąć do Boga i wyrazić Mu wdzięczność za dar zaistnienia
!empt (0 kB)(0,12 kB) – czy też odwrócić się od Niego,
stanie się kluczem do zrozumienia tajemnicy grzechu przeciw Duchowi Świętemu w przypadku ... ludzi. Pozwoli to lepiej zrozumieć i wyjaśnić przerażające, ostrzegawcze słowo Jezusa, Syna Bożego i Syna Maryi odnośnie do niemożliwości odpuszczenia grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu.


frassati3 (59 kB)
Oboje małżonkowie na nartach: ponownie w punkcie, do którego swego czasu dotarł Jan Paweł II. Upamiętnia to góralska kapliczka z odpowiednim napisem. Ci małżonkowie wraz z rodziną żyją duchem błog. Pier Giorgio Frassati. Promieniują swą postawą na innych, gromadząc regularnie inne małżeństwa i rodziny na nabożeństwach, wykładach, adoracjach i różnych imprezach w duchu błog. Frassati. Hasłem na co dzień pozostaje dewiza błog. Pier Giorgio: „Verso l’alto = Zdążamy do góry” !

Wiemy z Bożego objawienia, którego nadobfitym potwierdzeniem staje się codzienne doświadczanie bezmiaru etycznego zła u siebie i w świecie wokoło, że część Aniołów odrzuciła decyzją swej wolnej woli wszelkie możliwe więzi, jakimi byli związani z Bogiem. Tym samym nie zdali egzaminu w próbie na zaakceptowanie czy odrzucenie Boga jako swego Stwórcy oraz oczekiwanej odpowiedzi wdzięczności-miłości za dar stworzenia i obdarzenie godnością OSOBY. Bogu należała się z ich strony „miłość całym sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22,37; Pwt 6,5; Kpł 19,18).

Kto stał się ‘winnym’ tego, że w chwili skądinąd nieodzownej próby na ustosunkowanie się do Boga ich Stworzyciela, oni od Boga zdecydowanie się odwrócili? Bóg w swej „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33) w najmniejszej mierze nie wpłynął na taki wynik podarowanego im uzdolnienia do podejmowania w najprawdziwszym znaczeniu aktu rzeczywiście WOLNEJ woli. Bóg ponad wątpliwość zachęcał ich wewnętrznym głosem sumienia – do trwania w wierności przy Nim. Takim jest Bóg zawsze!

Niestety, wspomniana część Aniołów, pod wodzą Anioła najpiękniejszego, błyszczącego nad wyraz wyróżniającymi go, podarowanymi mu doskonałościami: LUCI-FER’a (= Niosącego-Światłość) – odcięła się totalnie od Boga. Ich odejście od Boga stało się pierwszym GRZECHEM śmiertelnym w dziejach stworzenia: świadomie wybranym potępieniem na wieki. Ich decyzja stała się wyborem za pobytem odtąd na wieczność w miejscu, zwanym ‘piekło’, a dokładniej, według Słowa-Bożego-Pisanego: w „jeziorze gorejącym ogniem i siarką” (Ap 21,8; 20,14n).

Odejście tej grupy Aniołów, OSÓB czysto duchowych, stało się grzechem niemożliwym do odpuszczenia – na wieki wieków. Nie z jakiejkolwiek ‘winy’ Boga, lecz nieodwracalnej decyzji wolnej woli ich samych: owych zbuntowanych Aniołów w ich zdecydowanym, definitywnym odwróceniu się od Boga.

Oto pierwszy grzech niemożliwy do odpuszczenia w tym i przyszłym wieku. Nie Bóg, lecz oni, ci upadli Aniołowie, ustawili definitywną BLOKADĘ, mocą której uniemożliwili Bogu okazanie im Siebie jako nadal ich OSOBY (a nie ich grzech!)miłująca Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33). Gdyby w tejże chwili poprosili o przebaczenie im tego tak bardzo Boga dojmująco bolącego ich grzechu, Bóg by im natychmiast z pełnią swej Stworzycielskiej i zarazem odkupicielskiej miłości ... przebaczył. Zgodnie z tym, co pod Bożym tchnieniem o Bożej miłości napisała św. Faustyna:

„Miłość Boża kwiatem,
a MIŁOSIERDZIE – owocem” (DzF 949).

Niestety – ich decyzja jako Duchów czystych stała się z istoty swej czymś jednorazowym – i NIE-odwracalnym ...! Stali się w tej chwili tak dalece skamieniali-zatwardziali w swym definitywnym „NIE” wobec Boga, że przy całym swym nieszczęśliwym cierpieniu nigdy już nie będą sobie życzyli jakiejkolwiek łaski od tego Boga, który stworzył ich w swej niepojętej, najczulszej miłości „z miłości i do miłości” (zob. FC 11) .

Decyzja upadłych Aniołów została podjęta przez nich w pełni ich świadomości i wolności. Podarowaną im z najwyższą Ojcowską Miłością Boga wolność woli – uaktywnili oni w najgorszy możliwy sposób.

Swą odtąd nieodwołalną decyzją zadali ci Aniołowie niewyobrażalny, wieczny ból Bogu. On ich tak bardzo umiłował. Wybrał ich, podobnie jak potem każdego z osobna Człowieka: mężczyznę-kobietę – jeszcze „przed założeniem świata” (zob.: Jr 1,4; Ef 1,4). Zaprosił ich, uzależniając oczywiście od decyzji ich wolnej woli zaakceptowanie swego kochającego zaproszenia do nie kończącego się szczęścia na zawsze w ... „DOMU OJCA, gdzie mieszkań jest wiele” (J 14,2).
– Ci upadli Aniołowie dopuścili się jednak jednocześnie „aktu samobójczego” (RP 16). Mianowicie zabili w sobie dotąd ich uszczęśliwiające i ożywiające Tchnienie Boga, który jako Stworzyciel jest jedynym źródłem MIŁOŚCI tryskającej ŻYCIEM.

Jan Paweł II ujmie Boży dar wolnej woli, łącznie ze związanymi z nim konsekwencjami, w lapidarnych, wiążących słowach:

„... Dlatego w każdym człowieka nie ma niczego
bardziej osobistego i nieprzekazywalnego,
jak zasługa cnoty, czy odpowiedzialność za winę” (RP 16).

Ojciec święty wyraża się w tych słowach co prawda nie o świecie Aniołów, lecz o człowieku-OSOBIE. Rozumie się jednak samo przez się, że to samo dotyczy tym bardziej świata duchów czystych, czyli właśnie Aniołów.

f85a (3 kB)

2. Definitywne ‘NIE’
wobec Boga-MIŁOŚCI

kww1c! (3 kB)

W obliczu ukazanej Aniołom możliwości wyboru: przylgnięcia do Trójjedynego z najwyższą rozradowaną miłością i wdzięcznością – uznał ich przywódca: Luci-Fer (= Niosący światło) wraz z zastępem tych Aniołów, którzy przyłączyli się do niego – otrzymane od Boga niebotyczne dary oraz niezwykły stopień użyczonej im mądrości i potęgi, wraz z podarowanym im uzdolnieniem do podejmowania osobistej decyzji mocą swej wolnej woli – za swoją własność i osobistą zasługę. W zadufanym egoistycznym zapatrzeniu się w siebie samych (= dynamizm DO-środkowy wszelkiej ANTY-miłości) i podarowane sobie doskonałości, które uznali za należną sobie własność – doszli do wniosku, iż stać ich na całkowite uniezależnienie się od Boga, czyli: że Bóg jest im w ich sytuacji (już) NIE-potrzebny:

corjes2 (44 kB)
Oby każdy z nas był przez całe życie bezwzględnie wierny we czci i w duchu wynagrodzenia za zniewagi i niewdzięczność, jakich począwszy od grzechu pra-rodziców doznaje Bóg Trójjedyny. On zaś wychodzi naprzeciw Rodzinie Człowieczej w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, który stał się Odkupicielem człowieka, stworzonego jako Jego OBRAZ i Podobieństwo.
– Praktyka Pierwszych Piątków kolejnego miesiąca przez całe życie cieszy się szczególnymi obietnicami Serca Jezusowego, przekazanymi Rodzinie Ludzkiej przez św. Małgorzatę Marię Alacoque. Błogosławione małżeństwa i rodziny, gdzie do Trybunału Miłosierdzia przystępują regularnie wszyscy: ojciec, matka i wszystkie ich dzieci. Dzieci bezsłownie podpatrują praktykę Pierwszych Piątków (i Pierwszych Sobót miesiąca) swoich rodziców. Przypieczętowaniem oczyszczonego z grzechów serca staje się następnie z wdzięcznością przyjmowana Komunia święta.

Poradzimy sobie BEZ Ciebie, Boże!
Możesz spokojnie odejść!
Nie jesteś nam już potrzebny.
– Jeśli MASZ, Boże, jakieś tzw. ‘łaski’,
obdarzaj nimi kogoś innego.
Mnie – i nam – nie jest potrzebna
już żadna Twoja ‘ŁASKA’ ...” !

Oto precyzyjna istota grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Aniołowie upadli nie chcieli uznać ontologicznego, niezaprzeczalnego faktu, że całokształtem swego zaistnienia oraz dalszego nieśmiertelnego istnienia, łącznie z wszystkimi podarowanymi sobie darami, wiszą ‘na’ Bogu i ‘z’ Boga. Niemożliwe, by cokolwiek mogło istnieć poza i niezależnie od Boga.

Bóg nie może zaprzeczyć sam wobec siebie, że On właśnie stworzył Aniołów, On też obdarował ich wyszukanymi darami.
– Z kolei zaś Bóg nie może zanegować wobec całego stworzonego przez siebie świata, że On właśnie – i tylko On – jest ontologicznie ich Stworzycielem. Aniołowie nie są stworzycielami siebie samych. Istnienie czegokolwiek (= świata NIE-osób) i kogokolwiek (= świata OSÓB) BEZ osobistej stworzycielskiej ingerencji Boga jest z istoty swej totalnie niemożliwe.
– Jakakolwiek próba zaprzeczenia faktu, że wszystko, cokolwiek istnieje, zawdzięcza swoje za-istnienie i dalsze trwanie w istnieniu wyłącznie Bogu jako „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33), byłoby szczytem absurdu.

3. Być SAM:
niezależnym od Boga

kww1c! (3 kB)

Jesteśmy na tropie szukania głębszego powodu dramatu, jaki rozegrał się w niebie.
– Zdajemy sobie sprawę, że u Aniołów – Duchów z natury swej doskonałych, wyniesionych przez Boga do najwyższych szczytów istnienia i obdarzonych darami sięgającymi niewyobrażalnych szczytów, z góry wykluczone musiało być jakiekolwiek zawahanie się przed podjęciem decyzji w obliczu uaktywnienia zdolności do podjęcia osobistej decyzji swej wolnej woli. Innymi słowy wybór podjęty mocą wolnej woli przez któregokolwiek z Aniołów jako ducha czystego – mógł stać się rzeczywistością tylko jednorazową – i nieodwołalnie ostateczną.

Luci-Fer, wraz z rzeszą tych Aniołów, którzy przyłączyli się do jego buntu, skoncentrował się na sobie samym: na swoim ‘JA’ (= ponownie: dynamizm DO-środkowy, znamienny dla wszelkiej ANTY-miłości). W poczuciu podarowanej sobie od Boga wielkości – poczytał ją jako swoją zasługę oraz samą przez się zrozumiałą swoją należność. Uznał podarowane sobie doskonałości za swą osobistą ‘własność’, z której nikt, nawet Bóg, nie ma ‘prawa’ go w jakikolwiek sposób rozliczać.

W najprostszej konsekwencji podjętego fałszywego kroku zapragnął wykazać się obecnie:
– wobec całego kosmosu
– oraz samego Boga,
że stać go na dalsze istnienie – obecnie już w całkowitym uniezależnieniu się od „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (por. DeV 33). Uznał siebie za tak dalece samodzielnego, iż stać go na bycie odtąd definitywnie ... SAM.

Decyzja LUCI-FER’a spełniła się natychmiast – i co do joty. Zarówno on osobiście, jak i nieprzeliczony zastęp pozostałych Aniołów buntu ... znaleźli się w mgnieniu oka TAM, gdzie znaleźć się ... zapragnęli. Tym miejscem stało się całkowite odcięcie się od Boga. Zaczęło się tym samym ich życie odtąd „BEZ Boga”, a ponad wątpliwość „WBREW Bogu” (RP 14). Ziściło się natychmiast to, czego w swej jednorazowej i nieodwołalnej decyzji – swej przewrotnie tragicznie użytej wolnej woli chcieli.

Odcięli się totalnie od tego Boga, od którego chcąc nie chcąc nadal pozostają w całkowitej zależności podarowanego im, nieodwołalnie wiecznego istnienia: na wieki-wieków. Z tym tylko, że pozostają dokładnie TAM, gdzie odtąd istnieć zadecydowali: w całkowitym odłączeniu się od Boga jako MIŁOŚCI, od Boga jako pełni wieczystej, pełnią ŻYCIA tętniącej szczęśliwości. Tym jest świadomie obrane potępienie wieczne w piekle. Piekło jest miejscem, które na wieki jest miejscem CHCIANEGO, utrwalonego przeciwieństwa szczęśliwości tych, którzy ukochali Boga i tym samym osiągnęli szczęście wiecznie trwające w ... „DOMU OJCA, gdzie mieszkań jest wiele ...” ! (J 14,2)

4. Przesłanka
psychologiczno-teologiczna

kww1c! (3 kB)

Pojawia się pytanie: czy ukazany tu przebieg wydarzeń ma pokrycie w zaistniałych faktach, czy też jest jedynie ... teologicznym wymysłem? W odpowiedzi na to skądinąd spontanicznie wyłaniające się pytanie trzeba by odwołać się częściowo do wnioskowania psychologiczno-teologicznego, a częściowo do tajemniczej, ale tym bardziej intrygującej wypowiedzi Syna Bożego z okresu Jego ziemskiego życia.

Psychologiczne biorąc nietrudno zrozumieć dążenie pewnych OSÓB do strząśnięcia jakiejkolwiek zależności od kogokolwiek. Dążność taka pojawia się nietrudno w sytuacji zapatrzenia się w siebie i swoje ‘JA’. Ono bardzo nie lubi znajdować się w zależności od kogoś.
– Osoba która uświadomiła sobie swoją jakąś doskonałość i cechy, które jej zdaniem wyróżniają ją od innych i przemawiają wyraźnie za swoją jakąś – chociażby tylko wyimaginowaną wyższość w stosunku do innych osób, popada łatwo w tzw. ‘pychę’, którą językiem nieco bardziej oględnym nazwać by trzeba jako ‘zadufaniem w sobie samym’.

Ilekroć tego rodzaju osoba uświadamia sobie, że każde z uzdolnień, jakie w sobie dostrzega, nie są jej własnością, a jedynie darami zawierzonymi sobie do odpowiedzialnego, poczytalnego zarządu, pojawia się w jej wnętrzu odruchowo bunt. Chciałaby ona zrzucić to – jej zdaniem – ubliżające jej ‘wysokości’ poczucie uzależnienia od kogoś ‘wyższego’, który ośmielałby się zażądać w pewnej chwili rozliczenia się ze zwierzonego jej jedynie zarządu otrzymanymi doskonałościami.

Dogłębnie urażona w swej zadufanej w sobie ambicji na samą tego rodzaju myśl o nieuniknionej zależności sprawozdawczej, buntuje się i usiłuje jasno wyrażonym, zdecydowanym ‘NIE’ swojej wolnej woli wymusić na wszystkich wokoło, nie wyłączając samego Boga – uznanie swojej pełnej samodzielności oraz rzeczywistość w życie wprowadzonego samo-stanowienia swej wolnej woli.

Gdyby ktokolwiek ośmielił się sądzić inaczej, osoba ta, uniesiona poczuciem swego zapatrzenia się w siebie i wydumanego poczucia swojej samo-wystarczalności – nie zawaha się wymusić na otoczeniu uznanie siebie za jedynego ‘pana’ siebie samej. Osoba taka nie zawaha się dać nawet Bogu do zrozumienia, iż stała się pełnoletnią, wie co czyni, a w każdym razie nie potrzebuje już ‘kurateli’ ze strony kogokolwiek, nie wyłączając samego Boga.

Takim będzie w swoim czasie grzech m.in. budowniczych wieży Babel (zob. Rdz 11,1-7). Charakterystyczny komentarz do tego – swoistego drugiego ‘rodzaju’  zgrzeszenia przeciw Bogu po pierwszym rodzaju zgrzeszenia PRA-Rodziców w Raju – zostawił św. Jan Paweł II w swojej Adhortacji ‘Reconciliatio et Paenitentia’ (1984):

„... Ludzie postanowili, że zbudują miasto, zjednoczą się w społeczeństwo i staną się SILNI i możni BEZ Boga, jeśli nie wprost WBREW Bogu.
W tym znaczeniu opowieść o pierwszym grzechu w Raju i opowieść o wieży Babel ... spotykają się w jednym punkcie:
– w obu przypadkach stajemy w obliczu wyłączenia Boga poprzez otwarte sprzeciwienie się Jego przykazaniu, poprzez rywalizację z Nim, złudne dążenie do bycia ‘jako On’ ...
– Jednakże w obu przypadkach zachodzi gwałtowne zerwanie stosunku z Bogiem ...
Wyłączenie Boga, zerwanie z Bogiem, nieposłuszeństwo wobec Boga: w ciągu całej ludzkiej historii było zawsze i jest grzechem ...
– Grzech jest nieposłuszeństwem człowieka, który nie uznaje – aktem swej wolności – panowania Boga w swym życiu, przynajmniej w określonym momencie, kiedy przekracza Jego prawo” (RP 14).

Słowa te dotyczą co prawda sytuacji człowieka (zob. z naszej stron np.: Nikt mi nie będzie dyktował !). Niemniej nieprawdopodobne, żeby dokładnie tak samo nie działo się u OSÓB zbuntowanych Aniołów. W poczuciu posiadanego niebotycznego wyposażenia uznali je w pewnej chwili za swoją wyłączną własność, świadomie ignorując ich Boże pochodzenie. Rzucili Bogu zbuntowane słowo:

„Wystarczymy sobie samym !
Więcej Cię, Boże, już nie potrzebujemy.
TOBIE, Boże, służyć dalej ... nie będziemy!”
(por. Jr 2,20)
.

Oto typowa reakcja osób, które odcinają się do wszelkiego autorytetu, a siebie samych ustanawiają samozwańczo jako centrum kosmosu.

Nasuwa się skojarzenie takiej postawy ze słowami poety Narodowego Polski, Adama Mickiewicza – z jego słynnej „Ody do Młodości” :

„... Młodości! ty nad poziomy wylatuj! ...
... Patrz na dół – kędy wieczna mgła zaciemnia
Obszar gnuśności zalany odmętem:
To ziemia!
Patrz. jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem.
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!”
(Adam Mickiewicz: „Oda do młodości”).

Wzmianka o samolubnym zadufaniu w sobie nie jest spostrzeżeniem dopiero ‘naszych’ czasów. Towarzyszy ono od pra-początku w mniejszym lub większym stopniu przeżyciom co najmniej wielu osób – szczególnie na pewnych etapach rozwoju psychologiczno-fizjologicznego.
– Nie dziw, że podobne odruchy pojawiły się już też wcześniej w świecie – u części Aniołów – mimo ich czysto duchowej natury.

Na iluż miejscach naszej strony mowa jest o zrazu nieco trudnym pojęciu, wymagającym zaangażowanego myślenia:
– dynamizmie DO-środkowym wszelkiego grzechu, a:
– dynamizmie OD-środkowym,
jakim musi odznaczać się wszelka miłość prawdziwa. Jej stałym wzorem jest Boże działanie w stwarzaniu i utrzymywaniu wszelkiego istnienia.

Można by tu dla ilustracji przywołać grafikę, która dotyczy tego właśnie zagadnienia. Grafikę tę znajdziemy na szeregu innych jeszcze miejsc naszej strony.

(5 kB)
Dynamizm OD-środkowy prawdziwej miłości Bożego stylu miłowania. Miłość prawdziwa cechuje się jako bycie DAREM-osobą dla osoby względnie osób. DAREM jest dopiero to dobro, które układa się na linii wiodącej do osiągnięcia docelowo ... „DOMU OJCA”.
– Przeciwnie – dynamizmem DO-środkowym cechuje się anty-miłość. Jej nieodłącznym gorzkim owocem jest egoizm, który jest zawsze wyrazem panowania Tego ZŁEGO w sercu. Egoizm pożera wszystko i wszystkich, byle uzyskać złudne samo-zadowolenie w postaci zapewnianego sobie przeżycia – np. seksualnego.

5. Wzgarda Synem Bożym
jako Synem Człowieczym

kww1c! (3 kB)

Niezależnie od dopiero co ukazanego argumentu psychologiczno-teologicznego, dzięki któremu staramy się lepiej zrozumieć, jak się to stało, że część Aniołów odrzuciła Boga jako ich kochającego Stworzyciela, pozostaje jeszcze argument biblijno-teologiczny. Przyjrzenie się jemu pozwoli bardzo prawdopodobnie łatwiej zrozumieć tragedię, jaką zgotowali sobie sami ci zbuntowani Aniołowie w postaci wyboru istnienia wiecznego w utrwalonym na wieki wieków ... „jeziorze gorejącym ogniem i siarką ” (Ap 21,8).


behemot1 (33 kB)
Porywający jest uśmiech tego człowieka, który pilnuje i pasie te stworzenia, jakie Pan Bóg wyposażył w bardzho ostre i groźnie wyglądające rogi. Scena z południowego Sudanu w Afryce. Nie widać, żeby ten pasterz, może pozbawiony podstawowego wykształcenia, miał być nieszczęśliwy. Zapewne po swojemu kontaktuje się on również z Bogiem na co dzien: kierując się w sumienie swoje w chwili poczęcia wpisanym Dekalogiem.

Styl Bożego działania i postępowania zdaje się wskazywać na to, że Bóg Ojciec ukazał w pewnej chwili wszystkim Aniołom swego Jednorodzonego Syna jako już Wcielonego Syna-Bożego i jednocześnie Syna Człowieczego, Odkupiciela Człowieka. Mianowicie Ojciec Niebieski dał Aniołom migawkowy wgląd w Dzieło Odkupienia, jakiego podejmie się Jego Jednorodzony Syn, Druga z Osób Trójcy Przenajświętszej – po przyjęciu Człowieczeństwa w Tajemnicy Wcielenia. Pozwolił im zobaczyć swego Syna w Jego przerażającym „uniżeniu aż do śmierci, i to śmierci Krzyżowej” (por. Flp 2,7n). Dał im do zrozumienia, że ON to właśnie, Ten w swym Człowieczeństwie i Bóstwie pohańbiony i konający na Krzyżu pod murami Jeruzalem w niewyobrażalnych torturach – jest ich Stworzycielem i Panem.

O Nim to napisze kiedyś Apostoł Narodów, św. Paweł:

„... Bo w Nim
(= w Synu Bożym Pierworodnym wobec każdego stworzenia)
zostało wszystko stworzone:
i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi,
byty widzialne i niewidzialne,
czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze.
Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.
On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie ...” (Kol 1,16n).

O Nim to z kolei, o Synu Bożym Jezusie Chrystusie, napisze pod Tchnieniem Ducha Świętego prorok Izajasz co najmniej pięć i pół wieków, zanim stanie się to przerażającą rzeczywistością:

„... Nie miał On wdzięku, ani też blasku,
aby na Niego popatrzeć ...
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
... On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego. ...
Zgładzono Go z krainy żyjących;
za grzechy mego Ludu został zbity na śmierć ...” (Iz 53,2nn.8).

Po dokonaniu niezwykle trudnego, krańcowo bolesnego dzieła ODKUPIENIA – wywyższy Go Ojciec Niebieski za to, że wykonał odwieczny ZAMYSŁ Trójcy Przenajświętszej: odkupienia upadłego człowieka poprzez zwycięstwo odniesione nad grzechem i śmiercią w przyjętym z Odkupieńczą Miłością Krzyżu Zbawienia:

„... Dlatego też Bóg (= Ojciec) Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu Imię ponad wszelkie imię
(= tym najwyższym Imieniem jest: JAHWÉH = KÝRIOS = PAN = BÓG),
aby na Imię Jezusa zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych
(= Aniołów, ludzi i Szatanów),
i aby wszelki język wyznał,
że JEZUS CHRYSTUS jest PANEM
(= że Jezus jest „JAHWÉH = KÝRIOS = PANEM”) ...” (= Flp 2,9nn).

Jak bardzo zgodne z prawdą faktów jest to stwierdzenie św. Pawła: na Imię „JEZUS” ... uklęknie Szatan – i sam Luci-Fer. Chociażby ze zgrzytaniem zębów i zionąc nienawiścią do Syna Bożego, zegnie przecież swoje kolano przed Tym, który go ... stworzył, ale ... nie odkupił ! Odkupienie będzie dotyczyło wyłącznie OSOBY Człowieka: mężczyzny i kobiety. Jedynie dla odkupienia Rodzaju Ludzkiego (zob. J 3,16; 16,28; 17,3; itd.; Credo Mszalne: „... Który dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba ...” ) zstąpił Syn Boży z nieba na ziemię i dokonał przerażająco trudnego dzieła odkupienia w swym Ukrzyżowaniu, ale i Zmartwychwstaniu i Wniebowstąpieniu, przypieczętowanym tajemnicą Zesłania Duch Świętego.

Na tym tle tym bardziej zdumiewający jest fakt, że Szatan przed Bogiem ... uklęknie. Natomiast są ludzie, którzy szczycą się swą niewiarą i przed Bogiem w żaden sposób kolana ugiąć nie są łaskawi. Wmawiają sobie i innym, że są ateistami, obnoszą się nie-wierzeniem w istnienie ‘jakiegoś Boga’.
– Tego tematu tutaj nie poruszamy: został on omówiony na innych miejscach naszej strony
(zob. np.: Szatan: wierzący – nie praktykujący i jego bunt; lub: Komu zawierzyć; albo: Religie ludzkie a religia Bożego Objawienia wobec przebaczenia; itd.).

6. Jezus świadkiem
Szatana spadającego
jak błyskawica

kww1c! (3 kB)

W Ewangelii św. Łukasza znajdujemy tajemniczy, niezwykle intrygujący zapis o Jezusie, w którym ON – Syn Boży i Syn Człowieczy jednocześnie ujawnia jeden raz więcej swoją pre-egzystencę w łonie Trójcy Przenajświętszej. Mianowicie Jezus wprawiał już też wybranych przez siebie uczniów – Apostołów i innych Uczniów, do głoszenia Królestwa Bożego. Pełni entuzjazmu wrócili oni do Jezusa ze swych wypraw misjonarskich i zaczęli się przed Nim przechwalać ze swych zdumiewających osiągnięć apostolskich:

„... ‘Panie, przez wzgląd na Twoje Imię nawet złe duchy nam się poddają’.
Wtedy rzekł do nich:
– ‘Widziałem Szatana, spadającego z nieba jak błyskawica.
Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach,
i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi.
Jednak nie z tego się cieszcie, że Duchy się wam poddają,
lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie’ ...” (Łk 10,17-20).

Jezus nawiązuje tutaj wyraźnie do tajemniczego wydarzenia, kiedy to „widział”, jak „Szatan spadał z nieba jak błyskawica”. Jezus ujawnia w tej wypowiedzi jeden raz więcej swoją pre-egzystencję – w łonie Trójcy Przenajświętszej. Z kolei jednak mówi jako aktualnie będąc Synem Człowieczym, Synem Ojca w Niebie, ale i rzeczywistym Synem swej Niepokalanej Matki Maryi ... Mówi niezwykle znamiennie do uczniów. Każe im cieszyć się nie z udzielonej im charyzmatycznej władzy nawet nad demonami-Szatanem, lecz z tego, że ich imiona zapisane są w Niebie.

Innymi słowy: w powołaniu do pracy w charakterze Apostoła sukcesy wizualne co prawda cieszą, niemniej takie właśnie sukcesy nie mogą stać się miarą skuteczności głoszenia Słowa Bożego. Z kolei zaś fakt skutecznego wypędzania szatana z opętanych nie jest ich zasługą, lecz Bożym darem przejściowo im udzielonego jakiegoś charyzmatu ...

Nas jednak intryguje w tej chwili słowo Jezusa dotyczące grzechu Luci-Fer'a i Współ-Aniołów oraz fakt, że ci Aniołowie „spadli z nieba jak błyskawica”.
– Słowa te pokrywają się w pełni z opisem Księgi Objawienia, pozostawionej jako Słowo-Boże-Pisane przez Umiłowanego Ucznia Chrystusa, św. Jana Apostoła. Przedstawia on dramatyczną walkę, do jakiej doszło w Niebie w chwili, gdy Luci-Fer wraz z zastępem zbuntowanych Współ-Aniołów zostali definitywnie strąceni z nieba.

Dramat ten doczekał się na naszej stronie już parokrotnie obszerniejszego przedstawienia (zob. m.in.: Dramatyczna walka Aniołów w niebie: Ap 12,9n). Mimo to wypada przedstawić ten opis jeszcze raz – w ścisłym nawiązaniu do dopiero co przytoczonych słów Jezusa: „Widziałem Szatana, spadającego z nieba jak błyskawica” (Łk 10,18):

„I nastąpiła walka na niebie:
Michał (hebr.: Mi-ka-‘El = Któż jak Bóg !)
i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem.
I wystąpił do walki Smok i jego Aniołowie,
ale nie przemógł,
i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło.
I został STRĄCONY wielki Smok,
Wąż Starodawny
,
który się zwie Diabeł i Szatan,
zwodzący całą zamieszkałą ziemię,
został strącony na ziemię,
a z nim strąceni zostali jego aniołowie ...
... Biada ziemi i biada morzu
bo zstąpił na was Diabeł,
pałając wielkim gniewem,
świadom, iż mało ma czasu” (Ap 12,7-12).

Uczeń Umiłowany Jezusa odwołuje się do chwili próby, jakiej MUSI być poddana wszelka ‘miłość’, by mogła się sprawdzić sama wobec siebie oraz innych, czy jest ‘miłością autentyczną’, czy jedynie ‘miłością pozorowaną’, lub nie daj Boże miłością jedynie ‘wymuszoną’.
– Bóg nie mógł pozwolić sobie, żeby którakolwiek OSOBA – w tym wypadku Aniołów, w swej wolności MUSIAŁA wybrać dalszy pobyt w „DOMU OJCA, gdzie mieszkań jest wiele” (J 14,2). Miłość wymuszona byłaby narzuconą niewolą. Ubliżałoby to godności zarówno samego Boga, jak i godności odnośnych OSÓB: Aniołów. Bóg obdarzył ich darem wolnej woli nie jako ‘teorią wolnej woli’, lecz rzeczywistej – gotowej do pełnego uaktywnienia ... WOLNEJ woli.

W przedstawionej przez Apostoła próbie Aniołów – część z nich nie zdała egzaminu na zaakceptowanie pełnego oddania się Bogu jako ich miłującemu Stworzycielowi. Odwrócili się całkowicie od Boga. Tym samym nie mogli pozostać ani sekundy dłużej w „DOMU OJCA”.

Moment ten, gdy mianowicie ci zbuntowani Aniołowie podjęli decyzję najbardziej tragiczną dla siebie samych, z tym że decyzja ta stała się NAJPIERW zadaniem najboleśniejszego ciosu wymierzonego w samo Serce Trójcy Przenajświętszej, która powołała ich OSOBY do istnienia z najczulszą „miłującą Wszechmocą Stwórcy” (DeV 33) – „WIDZIAŁ” Jezus. ‘Widzał’ On ten moment zarówno jako Druga Osoba Trójcy, jak i już jako Bóg-Człowiek w swej jednej jedynej – Bożej OSOBIE.
– On sam wspomina o tym wydarzeniu, że Aniołowie ci spadli z nieba „jakby ogień nagłej, przerażającej błyskawicy” (Łk 10,18).

7. Dramat
walki Aniołów
w Niebie

Przedstawione rozważania pozwoliły wniknąć w dwa zasadnicze motywy, jakimi bardzo prawdopodobnie kierowali się zbuntowani Aniołowie w swym całkowitym odrzuceniu Bożej ... ŁASKI. Są to co prawda jedynie rozważania psychologiczno-teologiczno-biblijne, niemniej przebieg wydarzeń zapewne tak się w rzeczywistości układał:

a) Pierwszym motywem odrzucenia Boga stało się absolutne uniezależnienie się od dalszej ‘kurateli’ Boga. W poczuciu otrzymanych – jedynie do sprawozdawczego zarządu – swych najwyższych doskonałości sądzili, że stać ich na urządzenie się w dalszym istnienu jako istoty ‘same dla siebie’ po linii własnego ‘JA’.

– Poczuli się tak dalece pewni siebie samych, że stać ich nawet na wymuszenie na Bogu ‘należnych sobie PRAW’ : niezależnego od nikogo samo-stanowienia o sobie. Stali się w zapatrzeniu się w wielkość własnego ‘JA’ i danej sobie Bożej Mądrości tak dalece Mądrością, że spadła ona do poziomu szczytu BEZ-rozumu. Słowo-Boże-Pisane określa je dosadnie: „Podając się za MĄDRYCH, stali się GŁUPIMI” (Rz 1,22).
– Nie wzięli pod uwagę faktu, że jako OSOBY zostali obdarowani darem nieśmiertelności. Ta zaś wymaga podtrzymywania ich istnienia przez całą wieczność przez Tego Boga, z którym wszelkie wiążące ich więzy miłości poprzecinali. Poza tylko ostatnią ‘nitką’, której nikt i nic przeciąć nie jest w stanie: nitki ... istnienia w nigdy już końca mieć nie mającej ... nieśmiertelności.

b) Drugim motywem, jaki u zbuntowanych Aniołów zadecydował o ich totalnym odcięciu się od Boga jako pełni MIŁOŚCI-ŻYCIA, stała się niewątpliwie wzgarda TAKIM ‘Bogiem’: Synem Człowieczym w Jego nieprawdopodobnym uniżeniu – jako zatorturowanego na drzewie hańby Krzyża – podobno: ODKUPICIELA Człowieka: upadłych mężczyzny i kobiety.

– Bóg Ojciec dał im poznać, że On właśnie, ten tak przerażająco w swej nie tylko Bożej, ale i czysto Ludzkiej godności poniżony Syn Człowieczy – jest ich właśnie ... Stworzycielem i PANEM, któremu należy oddać pokłon jako BOGU.
– W swej wyniosłości-pysze – TAKIEGO ‘Boga’ uznać za BOGA, ich Stworzyciela nie zdołali. Tymczasem ON właśnie jest i będzie nie tylko Stworzycielem, ale i Odkupicielem mających dopiero doczekać się stworzenia LUDZI. On to, ten Syn Boży i zarazem Syn Człowieczy – stworzy każdą ludzką OSOBĘ jako swój żywy „OBRAZ-i-Podobieństwo” (zob. Rz 8,29).

c) Jedyną reakcją upadłych Aniołów na TAKI widok Boga samego – stało się ich zdecydowane:
!empt (0 kB)„NIE: Ciebie za Boga stanowczo NIE uznajemy !
!empt (0 kB)Tobie pokłonu – Bogu należnego ... NIE oddamy”
.

Wiemy, na czym skończyło się to absurdalne roszczenie owych zbuntowanych OSÓB-Aniołów w ich pychą nadętym, od Boga uniezależnionym ‘byciu-samych-dla-siebie’. W walce, jaką postawa ich rozpętała w Niebie, odprysnęli oni z hukiem od Boga, od Którego decyzją swej wolnej woli stanowczo się odcięli.

Tym samym jednak skończyła się dla nich jakakolwiek szansa na dalsze przebywanie w „DOMU OJCA” (J 14.2). Z tego względu w tejże chwili zaistnieli dokładnie w tym miejscu, jakie sobie sami obrali: na przeciwstawnym biegunie wiecznego bycia w Oblubieńczym JEDNO z Bogiem. W swym zdecydowanym odrzuceniu „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33) poprzecinali oni aktem swej wolnej woli wszystkie pełne miłości ‘nici’, jakimi każde stworzenie nieodłącznie związane jest ze Stworzycielem.

Jak już wspomniano, ostatniej z owych ‘nici’ nikt i nic nie jest w stanie zerwać: Jest nią istnienie na zawsze: na wieczność. Utrzymuje je w nieśmiertelności ta sama „miłująca Wszechmoc Stwórcy”, którą oni jednoznacznie i definitywnie wzgardzili. Pełnia wiecznego, porywającego szczęścia w wiecznym, uszczęśliwiającym JEDNO-z-Bogiem-MIŁOŚCIĄ-ŻYCIEM stała się dla nich w tejże chwili palącym, nie-do-zniesienia wiecznym „JEZIOREM-gorejącego-OGNIA-i-SIARKI” (Ap 21,8).

Echem tych skądinąd świadomie-dobrowolnie obranych wiecznych katuszy są m.in. ostatnie rozdziały Księgi Apokalipsy. Donoszą one o ostatecznej walce „Węża Starodawnego, którym jest Diabeł i Szatan” (Ap 20,2). Zostanie on uwolniony z czeluści piekła „na krótki czas” (Ap 20,3) przed końcem czasów:

„A gdy się skończy tysiąc lat,
z więzienia swego Szatan zostanie zwolniony.
I wyjdzie, by omamić narody
z czterech narożników ziemi ...
by ich zgromadzić na bój,
a liczba ich jak piasek morski.
Wyszli oni na szerokość ziemi
i otoczyli obóz świętych i Miasto Umiłowane
(określenie Kościoła w fazie jego walki o wierność PANU),
a zstąpił ogień od Boga z nieba
i pochłonął ich.
A Diabła, który ich zwodzi,
wrzucono do JEZIORA OGNIA i SIARKI,
tam gdzie są Bestia i fałszywy Prorok.
I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy
na wieki wieków” (Ap 20,7-10).


wurst1 (31 kB)
Oj, to się przyda! Widocznie musiało ‘paść’ jakieś bydło, skoro udało się przerobić je nawet na kiełbasę.
– Panie Boże, Ojcze-w-Niebie, ośmielamy się prosić: „Chleba naszego powszedniego ... DAJ nam dzisiaj, ale I na następne dni! Oby jednak nie zabrakło nam również Pokarmu Duchowego: Ciała i Krwi naszego Odkupiciela, Twojego Syna, który zechciał przebywać z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata: jako POKARM i NAPÓJ na życie wieczne” !

Jedno jest wciąż pewne: Bóg żadną miarą NIE chciał i nadal nie chce, żeby ci Aniołowie zbuntowani ... odeszli na wieczność do „jeziora gorejącego ogniem i siarką ...”. Stało się to z ich świadomego i dobrowolnego wyboru.

Z jednej strony Bóg NIE mógł nie poddać każdej OSOBY próbie na wierność w miłości. O ‘miłości’ może być mowa jedynie tam i wtedy, gdy wyrasta ona z decyzji wolnej woli danej osoby. Wymuszenie miłości i wdzięczności stałoby się zniewoleniem osoby w jej wolności. Byłoby to całkowitym przekreśleniem ‘wolności woli’. Na takie rozwiązanie wyposażenia OSOBY – Bóg nie mógłby się zgodzić. Dlatego też jednak nie mógł Bóg nie poddać każdej osoby próbie na jakość jej miłości.

Z kolei zaś podarowany każdej osobie dar wolnej woli nie może i nie mógł być darem jedynie teoretycznym. Skoro Bóg stworzył ‘OSOBĘ’, dla której wymogiem jej natury jest m.in. wolność woli, musiał być konsekwentny ‘do bólu’. Nic dziwnego, że Bóg pierwszy szanuje wielkość i godność aktu wolnej woli osoby.

Stąd też Bóg wycofa się każdorazowo w obliczu aktu wolnej woli OSOBY, która wyraźnie zadecyduje, że nie życzy sobie, żeby Bóg nadal był dla niej ‘miłością-życiem’. Bóg jest w tej sytuacji zmuszony przez własne stworzenie do definitywnego opuszczenia świątyni serca danej osoby. Tego rodzaju decyzja staje się w tejże chwili sztyletem wbitym w samo SERCE Boga Trójjedynego.

W sytuacji takiej decyzji Bóg wydaje niejako jęk, który wstrząsa całym wszechświatem. Analogicznie jak to się działo w czasie męki Syna Bożego i Jego Ukrzyżowania na wzgórzu Kalwarii tuż przy Jeruzalem (Mt 27,45-54).

Nieprawdopodobne, żeby Trójjedyny nie przeżywał na swój Boży, dla nas niewyobrażalny sposób – wiecznego bólu w „głębokościach Bożych, w samym niejako SERCU nieogarnionej Trójcy” (por. DeV 39), ilekroć stwierdzi skamieniałą zatwardziałość serca OSOBY – w tym wypadku Naczelnego wśród Aniołów oraz współ-Aniołów, których Luci-Fer pociągnął za sobą do buntu przeciw Bogu jako MIŁOŚCI.
(Zob. do tego tematu z naszej strony: cz.II, rozdz.6; lub wprost: Kwestionowanie Boga jako Miłości) .

8. Grzech Aniołów:
grzech przeciw DUCHOWI Świętemu

kww1c! (3 kB)

W dramatycznym wydarzeniu walki, jaka rozegrała się pomiędzy Aniołami-OSOBAMI, którzy dochowali wierności w swym bezgranicznym zawierzeniu Bogu Miłości i Życia, a Aniołami-OSOBAMI, którzy tą Miłością-Życiem wzgardzili i ją definitywnie odrzucili, obierając dalsze istnienie „BEZ Boga, jeśli nie wprost WBREW Bogu” (RP 14) – jesteśmy świadkami dokładnie tego, co jest przedmiotem bieżącego rozważania na temat grzechu bluźnierstwa przeciw DUCHOWI Świętemu. Bóg by chętnie wszystkim upadłym Aniołom przebaczył, bo „obfite u Niego odkupienie” (Ps 130[129],7). Niestety u Aniołów, osób czysto duchowej natury, możliwe jest wzbudzenie aktu ich wolnej woli tylko JEDNORAZOWO. Akt ten pozostaje odtąd rzeczywistością niezmienną i utrwaloną na wieczność.

Istotą tego, KIM jest Bóg, jest MIŁOŚĆ. Inaczej po prostu być nie może. Z tym że ‘Miłością’ jest oczywiście Bóg CAŁY, tzn. cała Trójca Przenajświętsza jako jeden jedyny Bóg: jedna jedyna Natura Boża.
– Z kolei jednak OSOBĄ-MIŁOŚCIĄ, która swoiście spaja Ojca i Syna w JEDNO Bóstwo – jest ... Trzecia Osoba tegoż jednego jedynego Boga, czyli Osoba DUCHA Świętego. Wypada przytoczyć rozważanie Jana Paweł II:

„... tajemnica Wcielenia dokonała się ‘za sprawą Ducha Świętego’. ‘Sprawił’ ją Duch Święty, który – jako współistotny Ojcu i Synowi
jest w absolutnej tajemnicy Trójjedynego Boga OSOBĄ-MIŁOŚCIĄ, Darem nie stworzonym, a zarazem
– bezpośrednim źródłem wszelkiego obdarowania, jakie pochodzi od Boga – w porządku stworzenia;
– jest też bezpośrednią zasadą i jakby podmiotem samo-udzielania się Boga w porządku łaski” (DeV 50).

Tym samym jesteśmy na pełnym tropie grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Blokady dla Bożego przebaczenia i Miłosierdzia Bożego NIE ustanawia Bóg, ani Duch Święty, lecz OSOBA grzesznika, który aktem swojej wolnej woli dopuszcza się tego rodzaju grzechu: bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu jako OSOBIE Boga-MIŁOŚCI.

Bóg sam od siebie nigdy nikogo nie potępia. Sama jedynie OSOBA – w tym wypadku Osoba ANIOŁA wraz z zastępem współ-upadłych pozostałych Aniołów – postawiła blokadę dla gotowości przebaczenia ze strony Bożego Miłosierdzia. Konsekwentnie stali się oni winni grzechu przeciw OSOBIE Boga-MIŁOŚCI. Oni sami uniemożliwili Bogu wyrażenie się jako Bogu Miłosierdzia.

Omawiani Aniołowie zacięli się w swym definitywnym, skamieniałym ‘NIE’ względem OSOBY Boga-MIŁOŚCI tak dalece, że nigdy już nie będą w stanie otworzyć się na jakikolwiek dar Łaski Boga-Miłości. Ci upadli są do ostateczności wściekli na swój los, który nigdy się nie skończy. Są oni pełni nienawiści do Boga i wszystkiego, co w jakikolwiek sposób przypomina Boga. Nie zmienią się oni sami w sobie i z góry nigdy nie będą zdolni do tego, by poprosić Boga o jakąkolwiek łaskę dla siebie.

Tutaj tkwi w przypadku upadłych Aniołów tajemnica grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu. Upadły Anioł odszedł od Boga tak dalece, że nigdy już nie będzie CHCIAŁ otrzymać, ani doznawać jakiegokolwiek promyka Bożego Miłosierdzia. Pozostaje on już na wieczność tak bardzo skamieniały w swym zdecydowanym odcięciu się od Boga jako Miłości obdarzającej Życiem, że nigdy nie będzie zdolny do jakiejkolwiek zmiany swej zawziętej woli – bycia absolutnie SAM-dla-siebie.
– Blokada dla Miłości Boga nie istnieje zatem po stronie Boga, lecz wyłącznie po stronie tych nieszczęsnych ..., którzy świadomie-dobrowolnie wybrali ... wieczne potępienie: trwanie „BEZ Boga, jeśli nie WBREW Bogu” (RP 14).

Bogu pozostaje w tej sytuacji tylko jedno: z nieskończonym bólem własnym – uszanować wolny, definitywny wybór OSOBY Anioła Naczelnego oraz Współ-upadłych Aniołów. Tak też się stało. Bóg jedynie zatwierdził i przypieczętował ostateczny charakter ich wyboru – jako ‘ICH’ decyzji. Wybór ten nie był i nadal nie jest wyborem zamierzonym przez Boga, lecz wyborem ich własnym: całkowicie sprzecznym z Wolą Miłości Boga. Ta przecież była i pozostaje wciąż zgodnie z pierwotnym Bożym ZAMYSŁEM pełnym najczulszej miłości – samym jedynie DOBREM zamierzonym przez Boga również dla owych ... potępionych.

Bożą ‘reakcję’ w obliczu totalnego odejścia nieszczęsnych Aniołów od Siebie jako Boga Miłości-Życia można by przedstawić w następnych słowach:

Dziecko mojej najczulszej Miłości jako Stworzyciela, Ty mój nieskończony BÓLU ! Skoro zadecydowałeś się odejść od jedynego ŹRÓDŁA Miłości i Życia po to, żeby być wyłącznie samo-dla-siebie, niech się stanie wola TWOJA. Nie była to i nigdy nie będzie to Wola Moja l
– Wybrałoś, Dziecko Moje, istnienie nadal nieśmiertelne na wieki wieków – ale BEZ Boga, a nawet PRZECIW Bogu. Mimo iż zapraszałem Cię z tak czułą Miłością do DOMU OJCA ... !
– Odejdź zatem na wieki wieków – ku własnemu wiecznemu niewyobrażalnemu cierpieniu w JEZIORZE gorejącym OGNIEM i SIARKĄ, które samo sobie wybrałoś.
– Wiesz dobrze, że i tam – jedynie JA, Twój Stworzyciel – muszę Cię utrzymywać w istnieniu ... na zawsze.
– Odejdź, jak chciałoś – ku bólowi własnemu, ale tym bardziej ... nieskończonemu bólowi Mojemu: Twojego Stworzyciela ...!”

(6.6 kB)

C.
CZY ZAWIERZYĆ BOGU
W JEGO TRUDNYCH DO ZROZUMIENIA
ZRZĄDZENIACH

f85a (3 kB)

1. W punkcie wyjściowym

kww1c! (3 kB)

Głębsze przyjrzenie się grzechowi, jakiego dopuściła się część Aniołów pod wodzą LUCI-FER’a, rzuca zdecydowane światło na zagadnienie, które jest przedmiotem bieżącego rozważania: czym jest w istocie swej grzech popełniony przeciw Duchowi Świętemu, skoro jego konsekwencją staje się niemożliwość uzyskania Bożego przebaczenia.

Doszliśmy do wniosku, że niemożność uzyskania przebaczenia Bożego leży nie po stronie Boga, który by przebaczenia udzielił z serdeczną radością, lecz wyłącznie po stronie owych Aniołów. Ich jednorazowa i zarazem ostateczna decyzja stała się wzniesionym przez nich samych murem, mocą którego wszelkie przez Boga podejmowane próby zaofiarowania im daru pojednania ze Sobą jako Bogiem Miłości i Życia – zostają w tejże chwili z góry odrzucone.

Innymi słowy istota grzechu Aniołów przeciw Duchowi Świętemu polega na tym, że NIE Bóg jest względem nich NIE-miłosierny. Przeciwnie, oni sami nigdy już nie staną się zdolni przyjąć jakiejkolwiek łaski ze strony Boga. W poczuciu swej samozwańczej ‘wielkości’ jako ‘należnego sobie PRAWA’  do ‘uniezależnionego od Boga radzenia sobie samym BEZ Boga i WBREW Bogu’ – z góry uniemożliwiają Bogu-MIŁOŚCI okazanie im kiedykolwiek Miłosierdzia i Łaski, której ... po prostu sobie NIE życzą. Ich urażone, z własnej winy śmiertelnie poranione ‘JA’ doprowadziło do tego, że na wieczność całą nigdy już nie będą chcieli i nie dopuszczą do siebie jakiegokolwiek promyka Miłości ze strony Boga.

Uzbrojeni w jaśniejsze rozumienie grzechu upadłych Aniołów: ich typowego grzechu przeciw Duchowi Świętemu: całkowitego odrzucenia Boga jako MIŁOŚCI (czyli właśnie Ducha Świętego), możemy przejść do świata ludzi. Bo i u ludzi zdarzają się sytuacje, gdy ktoś popadnie nie tyle w pojedynczy grzech, co w STAN tak daleko posuniętego skamienienia serca, iż OSOBA ta z własnej woli i zamierzenia nie dopuszcza do siebie już żadnego promyka Łaski tego Boga, który bezustannie niczego innego nie pragnie tak bardzo niż tego, żeby ... grzesznik „nawrócił się i żył” (Ez 18,23; 33,11).

2. Nieodzowność poddania każdej OSOBY próbie na jakość jej miłości

kww1c! (3 kB)

Na tle przerażającego w skutkach upadku Aniołów wypada tym jaśniej uświadomić sobie fakt, że Stworzyciel poszczególnej OSOBY (czy to Anioła, czy Osoby Człowieka) nie może w żaden sposób nie wstawić jej w pewnej chwili w sytuację próby. Próbie musi być poddana podarowana jej wolna wola. Należy ona do nieodzownego uposażenia każdej OSOBY-jako-Osoby.

Celem zaistnienia daru wolnej woli jest – jak wielokrotnie na naszej stronie podkreślamy (w ślad za św. Janem Pawłem II) możność pojawienia się świadomej i zarazem dobrowolnej ‘miłości’: przyjętej – oraz odwzajemnionej. Osoba jest uzdolniona do uruchomienia w ten sposób podarowanej jej do poczytalnego zarządu zarówno swej samo-świadomości (= swego rozumu), jak i zdolności swego samo-stanowienia (= tym jest jej wolna wola).

Jedynym zaś ‘motywem’ Bożego stwarzania (= motywem u Boga jest ON SAM, nigdy zaś coś ‘większego’ i niezależnego od Niego !) była i pozostaje Jego MIŁOŚĆ. Każda ‘miłość’ stworzonej OSOBY musi przejść przez ogniową próbę dla zweryfikowania jej jakości. Prawo do takiej weryfikacji przysługuje zarówno Bogu, jak i poszczególnej osobie.
(Por. do tematu obustronnego ‘prawa’ do zdania próby m.in. u św. Jana Pawła II - RH 20: prawo do osobistego spotkania człowieka z Odkupicielem oraz prawo Odkupiciela do osobistego spotkania z każdym Odkupionym ...).

W tej chwili chodzi o weryfikację dobrowolnej postawy OSOBY wobec Stworzyciela: odpowiedzi ‘miłości’  na doznaną ze strony Boga ‘MIŁOŚĆ, czy też – nie daj Boże, jej odrzucenie. Będzie to ściśle związane z akceptacją swej bytowej ZALEŹNOŚCI-w-miłości od Stworzyciela, czy też odrzucenie tejże ‘zależności’. Świadome i dobrowolne (= rozum i wolna wola) zaakceptowanie wspomnianej totalnej zależności od Bożej Miłości stanie się kluczem do znalezienia się w samym centrum ‘bycia-SOBĄ’. Będzie ono równoznaczne ze znalezieniem się w klimacie szczęśliwości, czyli spełnienia warunku osiągnięcia kiedyś ... „DOMU OJCA” (J 14,2) .

Poddanie ‘próbie’ weryfikacji jakości wolnej woli OSOBY musi dotyczyć każdej stworzonej OSOBY: zarówno Osoby Anioła, jak i Człowieka: mężczyzny i kobiety. Bóg nie może sobie pozwolić, żeby jakakolwiek OSOBA – musiała zaakceptować Bożą „miłującą Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33). Miłość – musi być wolnym, nie wymuszonym darem (zob. FC 14: „W swej najgłębszej rzeczywistości miłość jest istotowo darem”): odpowiedzią ‘serca’ – na doznany ‘dar serca’.

Jakżeż nie przypomnieć tutaj lapidarnych słów św. Jana Pawła II o stworzeniu ludzkiej osoby, przy czym to samo dotyczy osób Aniołów:

„Bóg stworzył człowieka na swój Obraz i Podobieństwo.
Powołując go do istnienia z miłości, powołał go jednocześnie do miłości.
Bóg jest MIŁOŚCIĄ i w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej komunii miłości.
– Stwarzając człowieka na swój Obraz i nieustannie podtrzymując go w istnieniu,
Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie,
a więc zdolność i odpowiedzialność za miłość i wspólnotę.
Miłość jest zatem podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej” (FC 11).

Słowa te dotyczą na równi osób Aniołów i Ludzi. Jest oczywiste: skoro Bóg stworzył OSOBY (Aniołów oraz Ludzi) jako – w przeciwieństwie do stworzonych NIE-Osób – wyposażonych w wolną wolę oraz świadomość (uzdolnienie do samo-świadomości oraz samo-stanowienia), konsekwentnie nie będzie mógł zmusić tych Osób do miłości i wdzięczności za dar wywołania ich z NIE-istnienia do zaistnienia.

Stąd konieczność poddania każdej OSOBY próbie na jakość jej miłości i wdzięczności. Warunki, stawiane przez wymagającą miłość ku Bogu (i bliźnim) staną się podstawą do znalezienia się OSOBY w promieniach „Łaski i Chwały” (por. Ef 1,6n). Wyrazi to kiedyś sam Syn Boży, używając do uwydatnienia tej treści paradoksalnych słów:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
Weźcie MOJE jarzmo na siebie
i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokorny sercem,
a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.
Albowiem jarzmo MOJE jest słodkie,
a MOJE brzemię lekkie(Mt 11,28nn).
(zob. rozważanie na temat nieodzowności poddania OSÓB próbie wyż., np. cz.V, rozdz.1: „Nieodzowne poddanie próbie na jakość miłości”).

3. Jeszcze raz grzech Aniołów: odrzucony przez nich
Bóg jako MIŁOŚĆ

kww1c! (3 kB)

Zanim przejdziemy do szczegółowszego przyjrzenia się grzechowi popełnianemu przeciw Duchowi Świętemu (wypada zauważyć: Pan Jezus wyraża się NIE o ‘grzechach’, lecz o ‘grzechu’ przeciw Duchowi Świętemu !), należałoby ponownie uświadomić sobie, czy Bóg naprawdę CHCE zbawienia bez wyjątku każdej OSOBY, w tym wypadku: Osoby CZŁOWIEKA.

Ograniczamy się w tej chwili do zbawienia samych tylko LUDZI, a nie Aniołów. Jezus Chrystus, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, zstąpił na świat w jednym celu. Znalazło to lapidarny wyraz w słowach odmawianego ‘Credo’ w czasie Mszy św.:

„... Który dla nas LUDZI
i dla NASZEGO zbawienia zstąpił z nieba,
narodził się z Maryi Dziewicy ...” (fragment ‘Credo’ odmawianego w czasie Mszy św.) .

To samo ujawnił i potwierdził niejednokrotnie sam Odkupiciel Człowieka, Jezus Chrystus:

„... Bo wiem skąd przyszedłem
i dokąd idę ...” (J 8,14).

„... Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat;
znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (J 16,28).

„... Tak bowiem Bóg (= Ojciec) umiłował świat (= świat LUDZI),
że Syna swego Jednorodzonego dał (= wydał: niemal na pastwę ludzi),
aby każdy, kto w Niego wierzy (= Jemu zawierzy w życiu, w umieraniu i po śmierci),
nie zginął (= w potępieniu na wieki wieków),
ale miał życie wieczne” (= dotarł do Nieba: do DOMU OJCA).
(J 3,16; zob. Ef 2,4nn; itd.).

Znaczy to, że dziełem Odkupienia, jakiego dokonał Syn Boży mocą swej odkupieńczej Męki, śmierci Krzyżowej oraz Zmartwychwstania – objęty jest wyłącznie świat LUDZI, a nie Aniołów (stwierdza to wyraźnie Jezus, zob. J 16,11: „ ... Wreszcie o SĄDZIE, bo Władca tego świata został osądzony”). W zacięciu się w swej doskonałej, przez „miłującą Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33) im podarowanej wolnej woli, która w ich przypadku: jako Duchów Czystych, zdolna była podjąć decyzję tylko jedną i nieodwołalnie ostateczną – odwrócili się oni od Boga jako MIŁOŚCI w sensie absolutnym.

Że zaś OSOBĄ-‘MIŁOŚCIĄ’ jest u Boga Trój-Jedynego Trzecia spośród Bożych Osób: Duch Święty, mimo iż ‘Miłością’ jest Bóg cały w swych Trzech OSOBACH (zob. wyż.: Duch Święty = OSOBA-MIŁOŚĆ), zdajemy sobie sprawę, że dumne U-NIEZALEŻNIE-NIE się omawianej części Aniołów jest typowym grzechem przeciw OSOBIE Ducha Świętego.
– Wspomniana definitywna decyzja zbuntowanych Aniołów była i jest odtąd na zawsze tak bardzo ostateczna, iż nie odstąpią oni nigdy od dramatycznej, ku własnemu wiecznemu nieszczęściu podjętej decyzji swej wolnej woli.

Jeden raz więcej trzeba podkreślić: NIE Bóg skazał upadłych Aniołów na potępienie wieczne! Oni sami WYBRALI wieczne trwanie „BEZ Boga”, a zarazem ponad wątpliwość „WBREW Bogu” (RP 14). Nie chcieli uznać, że zaistnieli jedynie dlatego, iż najpierw zostali ... wywołani z NIE-istnienia przez „miłującą Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33). Przewrotnie uznając podarowane sobie doskonałości za swą własność i osobistą zasługę, poczuli się tak dalece pewni siebie, iż mogą sobie pozwolić na całkowite U-NIEZALEŻNIE-NIE od Boga jako im ‘NIE-potrzebnego’, skoro potrafią poradzić sobie w swym istnieniu doskonale ... „BEZ” Niego.

Aniołowie ci osiągnęli dokładnie to, co św. Jan Paweł II wyraził o budowniczych wieży Babel według opisu biblijnego:

„Ludzie postanowili, że zbudują miasto,
zjednoczą się w społeczeństwo
i staną się SILNI i MOŻNI
– BEZ Boga, jeśli nie wprost WBREW Bogu” (zob. Rdz 11,1-9: wieża Babel).
(RP 14).

anim-38 (23 kB)
Ojciec w Niebie zatroszczył się nie tylko o pokarm i napój dla ludzi, stworzonych jako żywy OBRAZ-Podobieństwo swego Umiłowanego Syna, który jako Bóg-Człowiek stał się Odkupicielem „za grzech świata”. Bóg troszczy się z miłością – również w ramach swej Bożej Opatrzności o każde inne stworzenie. Wyposażył je w odpowiednie instynkty i odruchy. Każą one m.in. tym bezbronnym pisklętom otwierać na oścież dzióbek na znak tego: Mamo-jestem-GŁODNY! A Mamie-Ptakowi pozostaje ... fruwać i fruwać i szukać odpowiedniego pokarmu dla potomstwa, które im obojgu się urodziło ... !
– Przy okazji można podziwiać przepiękny koloryt tych stworzonek: Boże artystyczne dzieło stworzycielskie. A z kolei tak przepięknie, misternie zbudowane gniazdo dla oczekiwanego potomstwa !

Bogu pozostało podporządkować się ich tragicznemu wyborowi i wycofać się przed wielkością i godnością swego stworzenia (!) .
– Sam Bóg wyniósł stworzonych przez siebie Aniołów (podobnie jak później ... człowieka: mężczyznę i kobietę) do wysokości OSOBY. Żeby być ‘osobą’ musi istnieć u tego stworzenia nie fikcyjna, ale praktycznie wykonalna zdolność do samo-stanowienia o sobie. Bóg uszanował decyzję wolnej woli Aniołów, że nigdy już nie otworzą się na jakąkolwiek Bożą Łaskę i nieogarnione Boże Miłosierdzie.

W swym ślepym zapatrzeniu się w otrzymaną zdolność samo-stanowienia o sobie uznali upadli Aniołowie widocznie siebie za swych ‘SAMO-stworzycieli’. We wmówionej sobie SAMO-wystarczalności, a także w poczuciu, że podarowana im przez Bożą hojność ‘mądrość’ oraz ‘niezwykła potęga’ stała się tym samym ich własnością – doszli do absurdalnego wniosku, że stać ich odtąd na całkowite ZIGNOROWANIE rzeczywistego Stworzyciela, a tym samym na całkowite NIE-liczenie się z Jego oczekiwaniami, czyli na ich totalne ODRZUCENIE.

Innymi słowy uznali, że stać ich na dalsze istnienie BEZ oglądania się na swego Stworzyciela. Konsekwentnie wyznaczą sobie cel swego dalszego istnienia według własnego upodobania – BEZ oglądania się na Boga. Wmówili sobie, że otrzymany dar wolnej woli nie został im podarowany jedynie do jego odpowiedzialnego zarządu, z którego będą musieli się rozliczyć, lecz jest tytułem do uznania siebie za istoty w pełni SAMO-wystarczalne, których podstawowym ‘PRAWEM’ jest stanowienie o sobie tak jak ustalą to sobie sami. Uznali, że przysługuje im PRAWO do występowanie wobec Boga odtąd jako ‘osób SILNYCH i DOROSŁYCH’, z którymi sam Bóg chcąc nie chcąc będzie MUSIAŁ się liczyć.

W takim podkontekście kryje się zawsze ogrom NIE-ufności względem Boga-jako-MIŁOŚCI. Dopuścili oni do siebie podejrzenie, że Bóg najwidoczniej ich NIE kocha, mimo iż jest (podobno) ... MIŁOŚCIĄ. Stworzyciel wywołał ich przecież z NIE-istnienia do zaistnienia. powodowany „miłującą WSZECHMOCĄ Stwórcy” (DeV 33). Oto źródło określenia, jakim Szatana określił św. Jan Paweł II: jest to „przewrotny GENIUSZ podejrzeń” (DeV 37).

I stało się! W swej przewrotnie – źle użytej wolnej woli wznieśli ci zbuntowani Aniołowie niejako gruby, nieprzebity betonowy mur pomiędzy sobą a Bogiem, by istnieć odtąd SAMI dla siebie, bez oglądania się na Boga. Wspomniany ‘mur-bunkier’ zbudowali aktem swej wolnej woli jedynie po to, by „miłującej Wszechmocy Stwórcy (DeV 33) wykazać, iż nie życzą sobie Jego zaleceń i oczekiwań, skoro poradzą sobie w swym istnieniu ... SAMI – bez Jego ‘Łaski’!

Bogu Trójjedynemu pozostało w tej sytuacji jedno: z niewyobrażalnym bólem Serca jako Boga-MIŁOŚCI, wzgardzonego przez tę grupę Aniołów w najczulszej strunie swego Bożego Serca, pełnego Ojcowskiej Miłości ku nim – przyjąć do wiadomości definitywną decyzję ich woli na totalne odwrócenie się od Niego.
– Ponadto zaś musiał Bóg wyraźnie POTWIERDZIĆ i zatwierdzić tenże ich nieodwołalny wybór: jako rzeczywistość w ich przypadku ... ostateczną. Upadli Aniołowie ... pozostają odtąd SAMI-dla-siebie ... ! BEZ Boga, i ponad wątpliwość: WBREW Bogu.

Bóg nie mógł zadziałać w tej sytuacji inaczej, jak tylko przyjąć do wiadomości skrystalizowaną decyzję wolnej woli upadłych Aniołów: całkowitego odcięcia się od Niego. Oraz spełnić do joty zatwardziałe życzenie swego skądinąd nad życie umiłowanego stworzenia: owych w tej sytuacji ... na własne wieczne nieszczęście ... upadłych Aniołów.

Jak jednak zauważamy, znaczy to jedno: Bóg żadną miarą NIE wydaje czegoś w rodzaju z góry istniejącego złowrogiego ‘dekretu’, mocą którego ON jako Bóg-MIŁOŚĆ skazałby buntowniczych Aniołów na wieczne istnienie w „jeziorze OGNIA” (Ap 20,14n). Wręcz przeciwnie, sami ci buntowniczy Aniołowie ZMUSZAJĄ Boga do ZATWIERDZENIA podjętej przez nich samych – ich nieodwołalnej decyzji U-NIEZALEŻNIE-NIA się od Boga-MIŁOŚCI na stałe: na wieki wieków.

Nie Bóg ich potępił, ani tym bardziej ich nie ... przeklął. Oni sami siebie przeklęli, obierając swoje dalsze istnienie na wieki wieków w biegunie krańcowej przeciwstawności do wszystkiego, czym i kim jest Bóg: ‘MIŁOŚĆ-ŻYCIE’. Osiągnęli do joty to, czego w swej nieodwołalnej decyzji CHCIEĆ zapragnęli: pozostawać SAMI-dla-Siebie – „BEZ Boga”, oraz dokładnie „WBREW” Bogu (RP 14). Potępieni Aniołowie wzgardzili Bogiem jako MIŁOŚCIĄ, czyli Osobą DUCHA Świętego: On przecież jest w bóstwie MIŁOŚCIĄ-OSOBĄ.

Nie uwierzyli Bogu, że jest MIŁOŚCIĄ. Co więcej – decyzją swej wolnej woli nie pozwolili Bogu być dla siebie MIŁOŚCIĄ. Przez wzniesiony przez siebie ‘mur’ całkowitego U-SAMO-DZIELNIENIA się od Boga dopuścili się grzechu przeciw DUCHOWI Świętemu. Wybrali sami ... istnienie potępienia ... WIECZNEGO: miejsce, w którym na ich życzenie ... NIE WOLNO pojawić się Łasce uświęcającej. Oni sami przecież nigdy już NIE POZWOLĄ Bogu – okazać dla siebie ... Łaskawości i Miłosierdzia.

Wspomniano już parokrotnie: ostatniej nitki, jaka ontologicznie (= bytowo; w konsekwencji tego, że ich Stworzycielem jest „miłująca WSZECHMOC Stwórcy” : DeV 33; czyli że nie są oni ‘stworzycielami’ siebie samych) i nierozerwalnie wiąże każde stworzenie z ... „miłującą Wszechmocą Stwórcy” (DeV 33) – nikt i nic nie potrafi przeciąć. Tą nitką podtrzymuje Bóg również ich istnienie, w tym wypadku jako istnienie OSÓB ... na NIE-śmiertelność.

Bóg tym samym musi nadal udzielać im daru życia i możności nawet do tego, iżby na wieki wieków zdolni byli podtrzymać raz przez swą wolną wolę podjętą decyzję: swej nieśmiertelnej ... nienawiści względem Boga, który nie miał i nie ma nic wspólnego z przewrotnie przez nich użytym, podarowanym im tym darem: podejmowania aktu wolnej woli.

Bóg z kolei, któremu podlega i posłusznie, bez-wolnie poddany jest cały stworzony kosmos przedmiotów NIE-Osobowych, nie mógł nie zatęsknić za utworzeniem takiego ‘stworzenia’, które by zdolne było wyzwolić z siebie MIŁOŚĆ odwzajemnioną. Z tym że jeśli ‘miłość’ miałaby być ‘miłością’, musi ona wypływać jako akt-decyzja z wolnej, nieprzymuszonej woli danego stworzenia.
– Tego rodzaju stworzeniem stało się wyłącznie utworzenie bytu zwanego OSOBĄ. Tylko ‘osoba’ wyposażona jest we władzę samo-świadomości, samo-stanowienia, zdolność podejmowania poczytalnej odpowiedzialności. Takimi stworzeniami są właśnie: ANIOŁOWIE – a z kolei CZŁOWIEK: mężczyzna i kobieta.

4. Boża MIŁOŚĆ
wymagająca i twórcza

kww1c! (3 kB)

W tej sytuacji stawiamy sobie – ze zbawiennym drżeniem (por. Flp 2,12) nieuniknione zasadnicze pytanie. Pytanie to wyrasta niejako z samych podstaw ‘bytu’:

Czy Ty, Boże, naprawdę CHCESZ, żeby bez wyjątku KAŻDA ludzka OSOBA: każdy mężczyzna i każda kobieta – znaleźli się kiedyś w „DOMU OJCA” (J 14,2), czyli w szczęśliwości życia w niebie?
– Czy też istnieje coś w rodzaju dramatycznego PRZEZNACZENIA, że jedne osoby pojawią się na świecie jako już z góry przeznaczone do potępienia na wieki wieków,
– podczas gdy drugie – tych ‘szczęśliwców’,  przeznaczone będą nawet niezależnie od swych działań etycznych do zbawienia w wiecznej szczęśliwości?

Trzeba wyznać, że zagadnienie to jest jednym z szczególnie trudnych problemów dla teologii, gdy chodzi o właściwe ROZUMIENIE Boga, ilekroć wywołuje On kolejną OSOBĘ z NIE-istnienia do zaistnienia.

W obliczu tego zagadnienia wypada wyzwolić z siebie jedynie wyznanie z poczucia dziecięcej, ufnej pokory jako tylko stworzenia z istoty swej niezdolnego wyjaśnić sobie bez reszty styl Bożego stwarzania i działania. Przyjmujemy po prostu do wiadomości, że Boży styl stwarzania i działania nie może nie przerastać ludzkiego rozumowania. Boża MIŁOŚĆ i Mądrość pełna Ojcowskiej czułości nie może nie przerastać chociażby tylko o ... mikrometr naszego czysto ludzkiego, a tym samym czysto ziemskiego rozumowania.

Z kolei zaś będąc jedynie ‘stworzeniem’ wypada nam pozostawać w postawie bezwzględnego zawierzenia Bogu jako właśnie MIŁOŚCI. Zasadniczym przymiotem Miłości, jaką JEST Bóg, nie może nie być niezdolność wyrządzenia jakiejkolwiek krzywdy OSOBIE: czy to Anioła, czy Człowieka. Bóg zaś stwarza OSOBĘ każdorazowo jako swój żywy OBRAZ-Podobieństwo. Konsekwentnie wyposaża każdorazową OSOBĘ nieodstępnie m.in. w dar wolnej woli. Ta zaś nie może nie być rzeczywiście ‘WOLNĄ wolą’. Gdyby Bóg zmuszał OSOBĘ kogokolwiek do postępowania np. zgodnego z Bożymi Przykazaniami, przekreśliłby tym samym ‘wolność’ woli stworzonej Osoby. Na to Bóg nie może sobie pozwolić: oznaczałoby to ... zniszczenie własnego dzieła stworzenia.

W tej sytuacji wypada jedynie wyznać w poczuciu najgłębszego przekonania wiary i zawierzenia:

Boże, nie jestem w stanie pojąć bez reszty Twoich zrządzeń. Wiem, że nie możesz nie przerastać mojego jedynie ludzkiego rozumienia Ciebie w tajemnicy Twej Miłości, Twego Miłosierdzia oraz stwarzania.
– Toteż pozwól, Boże, że uklęknę przed Tobą i wyznam w najgłębszym przekonaniu wiary, która mylić nie może, że jesteś ponad wszelką wątpliwość MIŁOŚCIĄ w stwarzaniu każdej z osobna ... OSOBY jako właśnie OSOBY. Wiem, że w swej zatroskanej, pełnią ufności unoszonej MIŁOŚCI – oczekujesz na jej spontaniczny, z WOLNEJ decyzji płynący odruch otwarcia się na Ciebie.

Odwzajemniona miłość OSOBY, której tak ufnie oczekujesz, jest jednak w tym Twoim oczekiwaniu tajemnicą mocną – i wymagającą. Twoje ‘oczekiwanie’ jest zawsze jednocześnie ‘wychowaniem’.
– MIŁOŚĆ bowiem, którą sam TY – JESTEŚ, jest rzeczywistością niezwykle mobilizującą. Ale też dlatego właśnie jest ona rzeczywistością prawdziwie ... kochaną. Jest ona wszystkim innym, a NIE ... skupianiem się na subiektywnym doznawaniu przyjemności. Wymaga ona, by w stosunku do kogoś Umiłowanego stawać się Osobą-DAREM: ku jego istotnemu DOBRU.
– Prawdziwym zaś ‘DOBREM’ staje się coś dopiero wtedy, gdy układa się na drodze wiodącej do osiągnięcia celu definitywnego. Miłość jako Osoba-DAR musi wyrastać z wielkości i godności tej rzeczywistości, jaką jest OSOBA-jako-Osoba. Być ‘osobą’ znaczy żyć i działać w ufnie-radośnie przeżywanym poczuciu sprawozdawczej poczytalności z racji podarowanej sobie odpowiedzialności.

Ta właśnie jej cecha: „twórczość mocy miłości” (por. DiM 7), czyli z wnętrza wyrastający jej dynamizm OD-środkowy: nieustanne wyrastanie POZA i PONAD siebie, by dla osoby tego Umiłowanego TWORZYĆ DOBRO w jego znaczeniu ostatecznym – staje się znakiem rozpoznawczym, po którym rozróżnia się łatwo i z daleka – w ślad za Twoim, Boże, Pierwowzorem: czy podejmowane działanie jest wyrazem ‘miłości’ prawdziwej-mocnej, czy też chodzi o ‘miłość’ jedynie rzekomą-złudną, która podszywa się chętnie pod miano ‘gorącej miłości’, z tym tylko, że nie ma ona z nią nic wspólnego.

W przypadku niemożności osiągnięcia zamierzonego definitywnego DOBRA dla Umiłowanej Osoby w inny sposób, miłość prawdziwa nie może zawahać się, by na szalę położyć własne życie.
– Oto cena sprawdzianu rzeczywistej ‘miłości’. Przekreśla ona poszukiwanie swej własnej przyjemności, by Osobie tego Umiłowanego zapewnić za wszelką cenę DOBRO definitywne
.

5. Podpatrzony u Boga
OD-środkowy dynamizm
stylu ‘miłowania’

kww1c! (3 kB)

Dopiero co wspomniany przymiot ‘miłości’: jej dynamizm OD-środkowy – zaczyna przemawiać nawet do mnie. Uzdalnia do odróżniania miłości prawdziwej od jej form złudnych. Te zaś stają się nieuchronnie „szeroką bramą i przestronną drogą, która prowadzi do zguby” (Mt 7,13). Oto jeden z zasadniczy sposobów, jakimi „OJCIEC kłamstwa” (J 8,44) odwiecznie skutecznie „... zwodzi całą zamieszkałą ziemię” (por. Ap 12,9).

Nieodzowną cechą miłości prawdziwej staje się właściwy jej dynamizm OD-środkowy. Polega to na przekreślaniu własnego ‘JA’ – po to, żeby ten UMIŁOWANY mógł osiągnąć jedyne DOBRO twórcze: dobro definitywne. Jest nim zawsze – i nie może być inaczej – dobro ZBAWCZE, tzn. takie, które układa się na linii zdolnej doprowadzić do „DOMU OJCA” (J 14,2) .

Sam Bóg, Ten Nieskończony, Trój-Jedyny – nie zawaha się jako pierwszy złożyć w tym celu ceny najwyższej z możliwych: swoje własne ŻYCIE (J 15,13; 10,11.15; 1 J 4,19). W ten sposób sam ON, który MIŁOŚCIĄ ... JEST (1 J 4,8.16; zob. VSp 117) – ukaże na sobie samym w sposób wiążący kryterium, które pozwoli odróżnić miłość prawdziwą, od jej form rzekomych.

Dramatycznym urzeczywistnieniem tak przez Boga rozumianego DOBRA zbawczego-odkupieńczego stał się sam ON: ten TRÓJ-JEDYNY. Stało się to w Jednorodzonym Synu Bożym, którego tenże TRÓJJEDYNY „... wydał” w ręce „... świata LUDZI”  niemal na ich pastwę (= dynamizm OD-środkowy Boga jako MIŁOŚCI). Działo się to zaś wciąż tylko w jednym celu:

„... aby każdy, kto w Niego wierzy
(= Jemu zawierzy: w-życiu-w-umieraniu-i-po-śmierci)
NIE zginął (= w potępieniu wiecznym),
ale miał ŻYCIE wieczne” (J 3,16).

On to, sam w sobie jako:

„KRÓL królujących i PAN panujących,
jedyny, mający nieśmiertelność,
który zamieszkuje światłość niedostępną,
którego żaden z ludzi nie widział
ani nie może zobaczyć” (1 Tm 6,16)

zgodził się wobec siebie samego, ale i wobec całego kosmosu – na to, co o Nim napisał św. Paweł, Apostoł Narodów – w Liście do Hebrajczyków :

„... zamiast radości, którą Mu obiecywano,
przecierpiał krzyż,
nie bacząc na jego hańbę” (Hbr 12,2).

Czemu zaś On:

„Bóg Prawdziwy z Boga Prawdziwego,
zrodzony a nie stworzony,
współistotny Ojcu” (Credo z Mszy św. )

to i tak uczynił? Oto Tajemnica tego, jak Trójjedyny ‘rozumie’ i w czyn wprowadza ‘miłość’, o której mówimy.

W odpowiedzi na to pytanie wystarczy przytoczyć ponownie porywające słowa św. Pawła, Apostoła Narodów:

„Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.
... Obecne życie moje jest
życiem wiary (= „zawierzenia” ) w SYNA Bożego,
który UMIŁOWAŁ mnie i samego siebie wydał za mnie.
Nie mogę odrzucić łaski, danej przez Boga ...” (Ga 2,20n).

Dla kontrastu wypada dorzucić: do takiego ofiarowania WŁASNEGO życia dla kogoś UMIŁOWANEGO przenigdy nie posunie się Szatan. Jego anty-miłość nie tylko nie wiedzie do poświęcenia własnego życia dla kogokolwiek ku jego definitywnemu, wiecznemu ‘dobru’, lecz przeciwnie:

„... Przeciwnik wasz Szatan
jak LEW ryczący krąży
szukając, KOGO pożreć ...” (1 P 5,8).

Mimo iż przeważająca większość Rodziny Ludzkiej woli zawierzać bezustannie jemu i jego zwodzeniu, aniżeli Bogu Prawdy Objawienia. Jakże łatwo wielu rzekomych uczniów Chrystusa systematycznie wciela w życie zasadę niestrudzenie podsuwaną przez Tego ZŁEGO:

Wszystko inne – jak najbardziej: TAK !
Byle NIE – Chrystus !

6. Zawierzenie Bogu
za wzorem Maryi
mimo Jego nie-rozumienia

kww1c! (3 kB)

Wypada jeden raz więcej uznać, iż niemożliwe, żeby Bóg mógł nie przerastać ludzkiego rozumu. Mimo iż tenże rozum nie jest w stanie wykazać Bogu w czymkolwiek sprzeczności w Jego Bożych rozwiązaniach (zob. do tego encyklikę św. Jana Pawła II: „Fides et Ratio”). Jednocześnie zaś Bóg ponad wątpliwość nie jest w stanie wyrządzić ludzkiej OSOBIE: swemu żywemu OBRAZOWI-Podobieństwu – jakiejkolwiek krzywdy.

W totalnym, a kochającym zawierzeniu TEMUŻ Bogu „na życie (łatwe czy trudne), na umieranie (nikt inny wtedy nie przyjdzie z pomocą) i na to co rozpocznie się od biologicznej śmierci wzwyż na wieki wieków – mieści się klucz naszej wiary. Dotyczy to również takich sytuacji, kiedy Bożego stylu ‘miłowania nas’  w aktualnie przeżywanych być może nadzwyczaj trudnych okolicznościach mielibyśmy nie rozumieć. Bóg po prostu przerasta nasz ludzki sposób myślenia i rozumowania chociażby tylko – jak wspomniano – o ‘jeden mikrometr’. Pewne jest zawsze jedno: Bóg na pewno nigdy nie zadziała przeciw naszemu DOBRU w jego ostatecznym wymiarze.

Można by powołać się na styl zachowań Maryi, Niepokalanie Poczętej Królowej Nieba i Ziemi. Bo i ona dróg Bożych względem Niej samej, a niebawem wobec Jej Bożego Syna wcale nie zawsze rozumiała.

Tak działo się m.in. w dramatycznej chwili, na którą niejako z zapartym tchem czekał od nieprzeliczonych tysiącleci ... cały kosmos: Niebo i Ziemia. Były to chwile, kiedy Bóg zwrócił się z zapytaniem do WOLNEJ woli Maryi, dziewczynki z Nazaretu mającej najwyżej ok. 12-13 lat (zgodnie z podówczas przyjętym wiekiem zamążpójścia). Sam Bóg zaproponował Jej przyjęcie zdumiewającego daru: Macierzyństwa swego Jednorodzonego BOŻEGO Syna. Tenże Boży Syn, Druga z Trzech Osób Jedynego Boga, jako „Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, nie stworzony, lecz Zrodzony” – istniał i nadal istnieje jako Współ-Istotny Ojcu i Duchowi Świętemu.
– Maryja nie była w stanie zrozumieć, jak się to wszystko może stać, tym bardziej że była już poślubioną żoną Józefa i czekała jedynie na dzień, gdy Józef przeprowadzi Ją uroczyście do siebie: do swojego domu, by odtąd rozpocząć życie jako ważne, pełne małżeństwo.

Maryja zorientowała się z dialogu z Bożym Wysłańcem, Archaniołem Gabrielem, przemawiającym w tej chwili w imieniu Trójjedynego – jedynie tyle, że na to, żeby ona – ledwo z dziecięctwa wyrastająca panienka, wyraziła swoje ‘TAK’, czeka nagląco i bardzo serdecznie cała Trójca Przenajświętsza, ale i ... cały WSZECHŚWIAT !
– Z samej odpowiedzi Archanioła na zasadnicze pytanie Maryi:

„Jakże się to stanie,
skoro nie znam pożycia z mężem” (Łk 1,34),

nie dowiedziała się Maryja właściwie nic konkretnego poza ogólnikowym zapewnieniem, że Bóg sobie z tym jakoś poradzi:

„DUCH Święty zstąpi na Ciebie
i MOC Najwyższego osłoni Cię ... –
Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego(Łk 1,35).

Maryja zawierzyła w tej chwili takiemu znaczeniu wypowiedzianych do Niej Bożych słów, jakie z tymi słowami związał Bóg – a nie Ona. Słów Bożej zapowiedzi bowiem nadal do końca nie rozumiała. Sam zaś Archanioł Gabriel nie udzielił jej dostatecznej odpowiedzi na postawione mu pytanie. Osłonił on jedynie zapowiedzianą Tajemnicę – Tajemnicą dalszą, tym bardziej tajemniczą.

Sama zaś Maryja znalazła się w tej chwili przy całym niebotycznym wyróżnieniu – w śmiertelnie niebezpiecznym potrzasku ... bez ludzkiego ‘wyjścia’ dla siebie. Nie mogła ona nie zdawać sobie natychmiast, błyskiem swej dziewczęco-panieńskiej świadomości sprawy, na jakie narazi się niebezpieczeństwo własnego życia w przypadku, gdy w odpowiedzi na Bożego Delegata wyrazi w tej chwili skądinąd przez Boga OCZEKIWANE słowo ‘TAK’.
– Wystarczyłoby, żeby Józef doniósł odpowiedniej władzy przywódców ówczesnego Izraela o tym macierzyństwie swej żony ‘z kimś obcym’. Fakt ten ujawni się przecież niebawem i nie będzie sposobu, żeby się go dało ukryć. Maryi groziłoby w tej sytuacji ... Jej ukamienowaniena progu domu ojcowskiego” (zob. Pwt 22,20n). Tak brzmiało przewidziane na takie okoliczności prawodawstwo Mojżeszowe.

Fakt owego NIE-rozumienia Woli i Zamysłu Bożego nawet ze strony Najświętszej Maryi Panny znalazł znamienne podkreślenie w encyklice św. Jana Pawła II „Redemptoris Mater” :

„... Chociaż – przez wiarę – poczuła się (= Maryja) w tej chwili Matką ‘Mesjasza Króla’, to przecież odpowiedziała: ‘Oto Ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!’ (Łk 1,38).
– Od pierwszej chwili dała wyraz przede wszystkim ‘posłuszeństwu wiary’, zdając się na TAKIE znaczenie powyższych słów zwiastowania, jakie nada im Ten, od kogo słowa te pochodzą: jakie nada im sam Bóg” (RMa 15).

Również, i tym bardziej nam, zwyczajnym ludziom, wypada nie ‘zmuszać’ Boga, by wytłumaczył się przed swoim stworzeniem z sensu swoich zrządzeń i dopustów. Tego rodzaju postawa byłaby wyrazem pychy w typie Szatana. Byłoby to dawaniem Bogu do zrozumienia, że jest kimś znacznie niższym niż my sami. Dowodem tego byłby fakt, że uzurpujemy sobie władzę ‘Sędziego’, przed którym sam Bóg musiałby złożyć raport i wytłumaczyć się, czemu ośmiela się podjąć takie a nie inne rozwiązanie swego Bożego Zamysłu, które nam – zwyczajnym ludziom – być może absolutnie ... nie odpowiada!

W obliczu tajemnicy Boga, który z samej swej istoty nie może nie przerastać każdego ze swoich stworzeń – również tych OSOBOWYCH, wypada w chwili zamętu w obliczu niezrozumiałych Bożych zrządzeń jedynie upaść na kolana i wyznać w poczuciu dziecięcego zawierzenia Jemu jako Miłości – w przekonaniu wiary, iż jako ten „JEDYNY Dobry” (Mt 19,17) jest On z istoty swej niezdolny do wyrządzenia stworzeniu swojego Umiłowania jakiejkolwiek krzywdy:

Ufam TOBIE, boś Ty WIERNY,
Wszechmogący i Miłosierny.
Dasz mi grzechów odpuszczenie,
łaskę i wieczne zbawienie.

Boże, choć Cię nie pojmuję,
jednak nad wszystko miłuję;
nad wszystko, co jest stworzone,
boś Ty DOBRO Nieskończone”
.

(6.6 kB)

D.
MIŁUJĄCA WSZECHMOC STWÓRCY
A TAJEMNICA
WOLNEJ WOLI OSOBY

f85a (3 kB)

Nie wchodzimy w zawiłości podejmowanych prób wyjaśnienia problematyki związanej z faktem, że chociaż znaczna część OSÓB osiąga szczęśliwość w DOMU OJCA, gdzie „mieszkań jest wiele” (J 14,2), co najmniej niemało pozostałych Ludzi-OSÓB wybiera ku swojemu nieodwracalnemu wiecznemu nieszczęściu ... pobyt w „jeziorze gorejącego ognia i siarki” (Ap 21,8). Stwierdzał to niejednokrotnie, ku wiecznemu BÓLOWI swego Bożo-Ludzkiego SERCA – sam Syn Boży, Odkupiciel Człowieka – w czasie swego ziemskiego życia. Wyrazem tego są chociażby następujące, nieskończonym smutkiem-bólem przepełnione słowa Jezusa:

crux2 (30 kB)
„Wydarzenia wielkopiątkowe, a przedtem już modlitwa w Ogrójcu, wprowadzają taką zasadniczą zmianę w cały tok objawienia się miłości i miłosierdzia w mesjańskim posłannictwie Chrystusa, że Ten, który ‘przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając (...)’ (Dz 10,38), lecząc ‘wszystkie choroby i wszystkie słabości’ (Mt 9,35), sam oto zdaje się najbardziej zasługiwać na miłosierdzie i wzywać do miłosierdzia wówczas, gdy jest pojmany, wyszydzony, skazany, ubiczowany, ukoronowany cierniem, gdy zostaje przybity do krzyża i na nim w straszliwych męczarniach oddaje ducha (por. Mk 15,37; J 19,30). W szczególny sposób wówczas zasługuje na miłosierdzie – i nie doznaje go od ludzi, którym dobrze czynił, a nawet najbliżsi nie potrafią Go osłonić i wyrwać z rąk prześladowców. Na tym końcowym etapie mesjańskiego posłannictwa spełniają się na Chrystusie słowa proroków, a nade wszystko Izajasza, wypowiedziane o Słudze Jahwe, w którego ‘ranach jest nasze zdrowie’ (Iz 53,5)” (Jan Paweł II, encyklika o Miłosierdziu Bożym, nr 7).

„Wchodźcie przez ciasną bramę.
Bo SZEROKA jest brama i przestronna TA droga,
która prowadzi do ZGUBY,
a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.
Jakże CIASNA jest brama i WĄSKA droga,
która prowadzi do ŻYCIA,
a MAŁO jest takich, którzy ją znajdują(Mt 7,13n).

„... Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom,
i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny.
Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?
Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom:
Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności!
Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych(Mt 22,11-14).

A ponadto – w nawiązaniu do klęsk życiowych, doznanych krzywd i niesprawiedliwości, a może nawet groźby pozbawienia życia:

„Lecz mówię wam, przyjaciołom moim:
Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało,
a potem nic więcej uczynić nie mogą.
Pokażę wam, kogo się macie obawiać:
bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła.
Tak, mówię wam: Tego się bójcie” (Łk 12,4n).

1. Odwieczna
WOLA Trójjedynego
zapraszająca do DOMU OJCA

kww1c! (3 kB)

Stajemy po raz kolejny wprost w obliczu zasadniczego zagadnienia teologicznego ściśle związanego z problematyką podjętą w bieżącym rozważaniu: NIE-odpuszczalnego bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu. Chodzi o trudny do zrozumienia i wyjaśnienia problem teologiczny: Boża wszechwiedza – a wolna wola OSOBY.

Ilekroć razy Bóg wywołuje kolejną OSOBĘ człowieczą z NIE-istnienia do zaistnienia, działa On w swej „miłującej WSZECHMOCY Stwórcy” (DeV 33) ponad wątpliwość powodowany najczulszą miłością. Człowiek jest przecież „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego ...” (GS 24; LR 9; itd.).

Gdybyśmy mieli posłużyć się słowami św. Jana Pawła II, wyznalibyśmy w ślad za jego słowami:

„Bóg stworzył człowieka na swój OBRAZ i podobieństwo;
powołując go do istnienia z miłości,
powołał go jednocześnie do miłości ...
Miłość jest zatem podstawowym
i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej” (FC 11).

Co więcej, Bóg wskazał każdej ze stworzonych OSÓB w chwili jej wywołania z NIE-istnienia cel i ostateczny sens jej zaistnienia. Cel ten istniał dla każdej z OSÓB już przed założeniem świata. Cel ten można z pełnym pokryciem w prawdzie ‘bytu’ określić jako jedyny sens i swoiste ‘przeznaczenie’  ludzkiej osoby.

Na potwierdzenie tej i takiej Bożej Woli wypada przytoczyć chociażby tę wypowiedź Słowa-Bożego-Pisanego – z Księgi Jeremiasza (ok. 620 przed Chr.) oraz z Listu św. Pawła do Efezjan:

„Jahwéh skierował do mnie następujące słowo:
ZANIM ukształtowałem cię w łonie matki,
znałem cię (= pokochałem cię),
nim przyszedłeś na świat,
poświęciłem cię,
prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1,4n).

„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec
Pana naszego Jezusa Chrystusa ...
W Nim bowiem (Bóg Ojciec – w Chrystusie, swym Jednorodzonym Synu)
wybrał nas przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Z miłości przeznaczył nas dla siebie
jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,
według postanowienia swej Woli
(= Wolą Ojca w Niebie jest podarowane nam w Synu Bożym przybrane synostwo na mocy Odkupienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa),
ku chwale majestatu swej Łaski,
którą obdarzył nas w Umiłowanym” (Ef 1,4nn).

Czy te słowa, zaczerpnięte zarówno ze Starego, jak Nowego Testamentu, nie przemawiają jednoznacznie za jedynym przeznaczeniem, jakie przyświeca Bogu przy stwarzaniu człowieka – OSOBY? Bogu chodzi wtedy każdorazowo jedynie o to, żeby ta OSOBA po przejściu nieodzownej próby podarowanego jej czasu dla podjęcia przemyślanej decyzji, dokonała wyboru za „DOMEM OJCA” (J 14,2), a nie gdzie indziej.

2. „Wielu powołanych,
mało wybranych”

kww1c! (3 kB)

(0,3 kB) Jeśli wolno użyć takiego określenia, należałoby z góry przyjąć następujące stwierdzenie:

(0,2 kB) Ilekroć Bóg przystępuje do wywołania z NIE-istnienia do zaistnienia kolejnej OSOBY człowieczej (to samo dotyczy oczywiście stwarzania Aniołów), wyznacza jej jednocześnie finalny cel jej zaistnienia. Jest nim każdorazowo osiągnięcie u kresu jej życia „DOMU OJCA” (J 14,2), czyli szczęśliwości wiecznej w zjednoczeniu z Trójjedynym i wszystkimi zbawionymi. Dla rzeczywistego osiągnięcia tego celu dostarcza Bóg zarazem wielorakich środków pomocniczych do jego osiągnięcia.

(0,3 kB) Byłoby bluźnierstwem i bardzo dojmującym zranieniem Boga w Jego MIŁOŚCI-ŻYCIU, gdyby ktoś przyjął, jakoby w ZAMYŚLE Bożym mógł pojawić się pomysł obdarzenie którejkolwiek OSOBY darem zaistnienia po to, żeby z góry nie mogła osiągnąć szczęśliwości wiecznej, a przeznaczona była do znalezienia się finalnie w potępieniu wiecznego „JEZIORA gorejącego ogniem i siarką” (Ap 21,8).

(0,3 kB) Skoro zatem z góry zmuszeni jesteśmy wykluczyć wolę Bożego stwarzania jakiejkolwiek OSOBY po to, żeby znalazła się ostatecznie w potępieniu wiecznym, pozostaje skupić się w poszukiwaniu przyczyny faktu, że wiele osób nie osiągnie życia wiecznego w szczęśliwości wiecznej, lecz w potępieniu piekła-na-wieki-wieków ... – po stronie owych poszczególnych ... OSÓB.

a) Jezus wyraził się kiedyś bardzo charakterystycznie – w podsumowaniu wygłoszonej przypowieści o gościach zaproszonych na ucztę weselną. Słowa te przytoczyliśmy już nieco wyżej (zob. wyż.: Uczta). Ci wprost zaproszeni niestety nie tylko wyraźne zlekceważyli zaproszenie ‘Króla’, lecz znieważyli, a nawet pozabijali Jego sługi (Mt 22,1-14; w.6).

Nie zniechęcając się zadaną przez nich, niesłychanie bolesną zniewagą, wysłał Król inne sługi, polecając im zgromadzić na przygotowaną ucztę „wszystkich, których napotkają: ... złych i dobrych” (Mt 22,10). Gdy sala się zapełniła, przyszedł Król, żeby przyjrzeć się z bliższa tym, którzy zaproszenie przyjęli: owym „złym i dobrym”.
– W pewnej chwili zauważył „człowieka nie ubranego w strój weselny”. Gdy tenże nie znalazł dla siebie wytłumaczenia dla faktu, że nie postarał się o szatę godną uczty weselnej, chociaż wydawało się, że udało mu się zasiąść na niej w swej odrażającej odzieży, Król wydał wyrok:

„Zwiążcie mu ręce i nogi
i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności.
Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych(Mt 22.13n)

Pojawia się pytanie o tajemniczy sens wypowiedzi Jezusa: „ ... wielu powołanych – mało wybranych”. Nie będziemy tu wnikali w niuanse znaczeniowe Jezusowej wypowiedzi. Ale:

(0,2 kB) Nie ulega wątpliwości ostateczny wniosek przedstawionej przypowieści: do zbawienia i szczęśliwości udziału w wiecznej UCZCIE weselnej-ślubnej, jaką „Król” wyprawił swojemu Synowi, mimo iż Jezus nie ukazuje wyraźnie ani ‘Pana Młodego’, ani Jego przyszłej Pani-Młodej – wezwani są bez wyjątku wszyscy ludzie.

(0,2 kB) Co więcej jednak, ci zdawałoby się najznamienitsi i najgodniejsi goście weselni, do których zaproszenie zostało skierowane na pierwszym miejscu, SAMI wykluczyli się z udziału w uczcie.

(0,2 kB) Chodzi zaś bez najmniejszej wątpliwości o Króla, którym jest Bóg Ojciec. On to wyprawia ucztę weselną: tajemnicze zaślubiny dla swojego Bożego Syna – Jezusa Chrystusa.

Tę przypowieść umieszcza Mateusz pod koniec swej Ewangelii. Przemawia tu wciąż sam Syn Boży, który z zasady mówi o SOBIE samym, wyrażając się jednak swym ulubionym językiem: przenośnym i chętnie sięgając do stylu analogii. Nikt ze słuchaczy nie mógł mieć wątpliwości, że Jezus mówi o sobie.

W tym wypadku mówi Jezus o wyprawionej dla niego przez Ojca w Niebie UCZCIE zaślubin – Jego, Syna Bożego, z Oblubienicą, którą nie mógł być ktokolwiek inny, a Lud Boży CAŁY. W mocy Ducha Świętego, Bożego ‘specjalisty’ od tworzenia JEDNO z tego, co skądinąd zdawałoby się jest niemożliwe do zjednoczenia, staje się w tym wypadku LUD Boży Cały ... „KIMŚ JEDNYM”, jak to określi św. Paweł w Liście do Galatów. Duch Święty potrafi tego dokonywać tak subtelnie, że żadna z osób nie doznaje najmniejszego uszczerbku swej jednocześnie wyraźnej osobowo-indywidualnej odrębności:

„Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście SYNAMI BOŻYMI – w Chrystusie Jezusie.
Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa.
Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety
Wszyscy bowiem jesteście KTOŚ JEDEN w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,26nn).

UWAGA filologiczna: Oryginał grecki brzmi tutaj: ‘heis esmen’ = jesteśmy JEDEN, a nie ‘jedno’. Gdyby Paweł chciał wyrazić, że w Chrystusie jesteśmy ‘JEDNO’, użyłby zaimka: ‘hen esmen’ = jesteśmy JEDNO! Tymczasem użył widocznie bardzo świadomie – pod tchnieniem Ducha Świętego, zaimka ‘heis = JEDEN’, a nie ‘hen’. Określenie to jest niezwykle charakterystyczne. Nie można zaś Pawłowi zarzucić, że nie znał się na gramatyce greckiej – w tym wypadku w wersji „koinè diálektos”.

b) Przypowieść o wyprawionej uczcie Syna Bożego z Oblubienicą-Izraelem mieści się w kontekście jeszcze innych przypowieści. Szczególnie wymowna jest przypowieść o przewrotnych rolnikach wynajętej winnicy. Rolnicy ci byli zobowiązani dostarczyć gospodarzowi regularnie plony z wynajętego pola. Tymczasem znieważali oni wysyłanych przez Gospodarza pełnomocników, a nawet pozabijali coraz dalszych wysłanych do nich jego podwładnych. Właściciel wysłał do nich w końcu swojego Syna, sądząc że przynajmniej jego uszanują. Tymczasem gdy ci zorientowali się, że tym razem zbliża się do nich Syn Właściciela, pochwycili go, wyprowadzili poza winnicę i zabili – w przekonaniu, że w ten sposób zagarną winnicę.

Trzej Ewangeliści, którzy przytaczają tę przypowieść Jezusa, zaznaczają na końcu wyraźnie:

„W tej samej godzinie uczeni w Piśmie i arcykapłani
chcieli koniecznie dostać Go w swoje ręce, lecz bali się ludu.
Zrozumieli bowiem, że przeciwko nim skierował tę przypowieść”
(Łk 20,19; zob. też: Mt 21,45n; Mk 12,12).

c) Kolejna przypowieść, gdzie Jezus ponownie używa stylu mowy przenośnej, mówiąc wciąż o Sobie, to przypowieść o orszaku panien czekających na Pana Młodego, który ma przeprowadzić do siebie poślubioną Małżonkę. Jedne z owych panien zaopatrzyły się w oliwę do swych lamp, natomiast pozostałe nie zadbały o to. W konsekwencji swej opieszałości i zaniedbań nie zostały już wpuszczone na ucztę weselną (zob. Mt 25,1-13).

Przypowieści te zostały już obszerniej omówione na innym miejscu naszej strony. Odnośne rozważania znalazły się w kontekście słów, w których Jezus mówił o sobie jako Mesjaszu-Baranku-Oblubieńcu. Stąd też nie będziemy ponownie wnikali w ich głębszy sens.
(zob. omówienie tych przypowieści wyż.: Jezus objawiający siebie domyślnie jako Oblubieńca – i tamże: a) Odrzucony przez swoich – Syn Gospodarza Winnicy; b) Wzgarda zaproszeniem na Ucztę Zaślubin Syna Królewskiego; c) Orszak panien oczekujących na przybycie Pana Młodego).

W każdej z tych przypowieści, umieszczonych przez trzech Ewangelistów charakterystycznie tuż przed krwawym dopełnieniem dzieła ODKUPIENIA na krzyżu, na którym Syn Boży i zarazem Człowieczy zawarł Nowe i Wieczne Przymierze, jakie Bóg Trójjedyny zaofiarował Rodzinie Ludzkiej, uwydatnia Jezus poczytalne zaniedbanie, a nawet zdecydowane odrzucenie Bożych zbawczych propozycji przez „wielu ... powołanych”. Jezus wyjaśnia tym samym, dlaczego dochodzi do odrzucenia – mimo wszystkich bez wyjątku „powołanych”, ale ostatecznie „nie wybranych”  wskutek tego, że sami wykluczyli siebie z owego ‘powołania’.

‘Winnym’ mniej lub więcej zdecydowanego NIE-otwarcia się na wielokrotnie i z niemal niewyczerpaną cierpliwością ponawiane Boże zaproszenie, jest niezmiennie NIE Bóg, lecz Ci omawiani, którzy pogardzili Słowem Jego serdecznych zaproszeń, nierzadko dopuszczając się zbrodni na Bożych wysłańcach.

3. „Moja KREW Przymierza
która za was
i za WIELU
będzie wylana ...”
(Mt 26,28)

Trudno nie zauważyć, że Jezus powraca w swych wypowiedziach systematycznie do podobnego stwierdzania, jak dopiero co wspomniane: „wielu powołanych” – mało wybranych”. Szczególnie znamienne w tym względzie są słowa, jakich Jezus użył w chwili ustanowienia Eucharystii. Wypowiedział wtedy m.in. następujące słowa nad Kielichem z winem:

„Następnie wziął kielich i, odmówiwszy dziękczynienie,
dał im mówiąc: ‘Pijcie z niego wszyscy;
Bo to jest Moja KREW Przymierza,
która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”
(text gr.: toũto gár estin tò haimá mou tŷs diathékes
perì pollõn ekchynnómenon eis áphesin hamartiõn)
(Mt 26,27).

Występujące tu określenie z Ewangelii Mateusza: perì pollõn (= ‘ ... za wielu’ ) jest jednym z typowych semityzmów. Może ono oznaczać ‘jednocześnie wielość w totalności, tzn. wszystkich którzy stanowią wielość’.

W takim znaczeniu wypowiadał się Jezus już też przy innej sposobności, np.:

„ ... Na wzór Syna Człowieczego,
który nie przyszedł, aby JEMU służono,
lecz aby służyć, i dać życie na okup za wielu
(tekst gr.: kaì doūnai tèn psychèn autoũ lútron antì pollõn) (Mt 20,28).

W niektórych krajach zaczęły się te słowa Pisma świętego Nowego Testamentu bardzo nie podobać niektórym ‘teologom’. Jest jasne, że Jezus posługiwał się przy ustanowieniu Eucharystii językiem swoim, rodzimym: aramejskim. Do nas dotarły one jedynie poprzez Ewangelistów, a ci pisali w języku greckim.

Wspomniane trendy do zmiany słów Jezusa z ‘WIELU’ na ‘WSZYSTKICH’ zaczęły się (w pewnej mierze: jak zwykle !) przede wszystkim w Kościele w Niemczech i sąsiadujących krajach niemiecko-języcznych. Trendy te pojawiły się wkróce po zakończeniu Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Zaczęto wprowadzać poprawki do Mszału Rzymskiego. Zamiast Jezusowego sformułowania:

„... KRWI Mojej, która za was i za wielu będzie wylana ...

przeforsowano i wydrukowano Nowy Mszał (w 1970 r. !) ze zmienioną formułą słów konsekracji:

„... KRWI Mojej, która za was i za wszystkich będzie wylana ....

Wspomniane zmiany tekstu Ewangelii świętych („za WSZYSTKICH” ), sprzeczne z Mszałem Rzymskim od Soboru Trydenckiego w 16. wieku, sprzeczne też z ‘Katechizmem’ wydanym przez Sobór Trydencki – polecił wycofać pap. Benedykt XVI. Decyzję tę podjął w następstwie swoich wielu podróży Apostolskich, gdzie chcąc nie chcąc był świadkiem poważnego zamieszania i nieścisłości w przekładach narodowych Liturgii Mszału Rzymskiego m.in. słów konsekracji postaci wina.

W swoim naglącym poleceniu o powrót do sformułowania słów Jezusa zgodnie z ich brzmieniem w Ewangelii Mateusza i Marka zwrócił się znamiennie do Przewodniczącego Episkopatu Niemiec, arcybiskupa Roberta Zolltisch’a (pismo z 11.lV.2012 r., opublikowane 24.III.2012 r.). Ojciec święty nawiązuje w swym Liście do relacji Ostatniej Wieczerzy według św. Mateusza i Marka. Obie Ewangelie przytaczają słowa Jezusowe w formie:

„ To jest Moja KREW Przymierza,
która za WIELU będzie wylana
na odpuszczenie grzechów” (Mk 14,24; Mt 26,28).

Zwrot ten jest swoistym echem słów Izajasza o Słudze Jahwéh:

„A on poniósł grzechy WIELU
i oręduje za przestępcami” (Iz 53,12).

Przeciwnie zaś, w relacji Łukasza i św. Pawła występuje przy słowach Jezusa nad kielichem określenie zaimkowe. Oto słowa św. Łukasza:

„Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi Mojej,
która ZA WAS będzie wylana” (Łk 22,20).

W podobnym duchu wypowiada się św. Paweł:

„To jest Ciało Moje
ZA WAS wydane ...” (1 Kor 11,24).

Papież Benedykt XVI podkreśla w swym Liście do arcybpa Zolltisch’a:

„Sformułowanie ‘za was’ czyni misję Jezusa dla obecnych absolutnie konkretną. Nie są oni jakimiś anonimowymi członkami ogromnej całości, ale każdy wie, że Pan umarł właśnie ‘za mnie’, ‘za nas’.
– ‘ZA WAS’ sięga w przeszłość i w przyszłość, odnosi się do mnie całkowicie osobiście; my, którzyśmy się tutaj zgromadzili, jesteśmy jako tacy znani i umiłowani przez Jezusa.
– Tak więc to ‘ZA WAS’ nie jest jakimś zawężeniem, ale konkretyzacją, odnosi się do każdej wspólnoty sprawującej Eucharystię, która konkretnie łączy się z miłością Jezusa.
– Kanon Rzymski połączył ze sobą w słowach konsekracji, dwa czytania biblijne i zgodnie z tym mówi: ‘ZA WAS i ZA WIELU’.
Ta formuła została następnie przyjęta w reformie liturgicznej we wszystkich modlitwach eucharystycznych” (List Benedykta XVI do arcybpa Roberta Zolltisch: 14.IV.2012).

Papież Benedykt XVI kontynuuje:

„Czyż Pan nie umarł za wszystkich? Fakt, że Jezus Chrystus jako Wcielony Syn Boży jest człowiekiem dla wszystkich ludzi, nowym Adamem, to jeden z podstawowych pewników naszej wiary. Chciałbym w tej sprawie przytoczyć tylko trzy teksty Pisma Świętego:
– Bóg wydał swego Syna ‘za wszystkich’ – stwierdza św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 8,32).
‘Jeden umarł za wszystkich’, mówi on w Drugim Liście do Koryntian o śmierci Jezusa (2 Kor 5, 14).
– Jezus ‘wydał siebie samego na okup za wszystkich’, mówi Apostoł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 2, 6).

Ale w takim razie tym bardziej trzeba raz jeszcze się zapytać: jeśli jest to tak jasne, to dlaczego w Modlitwie eucharystycznej napisano ‘ZA WIELU’?
– Otóż Kościół przejął to sformułowanie z nowotestamentalnych relacji o ustanowieniu Eucharystii. Mówi tak ona z szacunku dla słowa Jezusa, aby być Jemu dosłownie wierną. Głęboki szacunek dla słowa samego Jezusa jest podstawą sformułowania Modlitwy Eucharystycznej.
– Pytamy się jednak wówczas: dlaczego sam Jezus tak właśnie powiedział? Prawdziwym powodem jest to, że Jezus w ten sposób dał siebie do poznania jako Sługa Boży z 53-go rozdziału proroka Izajasza (Iz 53,12), ukazał, że jest tą postacią, której wyczekiwało słowo proroka.
– Głęboki szacunek Kościoła wobec Słowa Jezusa oraz wierność Jezusa wobec Słowa ‘Pisma’ – ta podwójna wierność jest konkretnym powodem sformułowania ‘ZA WIELU’. Poprzez dosłowne tłumaczenie słów Pisma Świętego włączamy się w ten łańcuch wierności naznaczonej szacunkiem”.

Ojciec święty Benedykt XVI. kończy swoje konkluzje następująco:

„ ... Określenie ‘ZA WAS’ tradycji Łukaszowo-Pawłowej nie oznacza zawężenia, lecz staje się konkretyzacją, tak że możemy teraz zobaczyć, że dialektyka ‘ZA WIELU’ – ‘ZA WSZYSTKICH’ ma swoje własne znaczenie.
– ‘Za wszystkich’ porusza się na poziomie ontologicznym, mianowicie istnienie i działanie Jezusa obejmuje całą ludzkość: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ale w sensie faktycznym, tzn. historycznie w konkretnej wspólnocie tych, którzy aktualnie przeżywają Eucharystię, przychodzi On jedynie do ‘WIELU’.

Papież Benedykt XVI wskazuje na trzy argumenty, które przemawiają za takim rozumieniem owego „ZA WIELU”:

„Można więc rozpoznać potrójne znacznie korelacji pomiędzy ‘ZA WIELU’ i ‘ZA WSZYSTKICH’.

a) Przede wszystkim dla nas, którzy możemy zasiąść do Jego stołu, powinna ona oznaczać zaskoczenie, radość i wdzięczność, że On mnie powołał, że mogę z Nim przebywać i Go poznać. ‘Bogu niech będą dzięki, który z łaski powołał mnie do swego Kościoła’ ...

b) Po drugie – pociąga to za sobą z kolei odpowiedzialność. To, jak Pan na swój sposób dociera do innych, do ‘WSZYSTKICH’ – pozostaje ostatecznie tajemnicą. Niewątpliwie jednak powołanie bezpośrednio przez Niego do swego stołu pociąga za sobą swoistą odpowiedzialność, tak iż mogę usłyszeć: cierpiał On ‘ZA WAS’, ponosił mękę ‘ZA MNIE’. Owi ‘wielu’ ponoszą odpowiedzialność za wszystkich. Wspólnota ‘WIELU’ musi być świadoma swojego posłannictwa. Musi ona być światłem na świeczniku, miastem na górze, zaczynem drożdży dla wszystkich. Jest to powołanie, które dotyczy każdego w sposób całkowicie osobisty. Wielu, którymi jesteśmy, musi uświadamiać sobie odpowiedzialność za całość.

c) Wreszcie, dochodzi jeszcze trzeci aspekt. We współczesnym społeczeństwie mamy poczucie faktu, że nie jest nas wcale ‘wielu’, a jest nas bardzo mało, jesteśmy małą gromadką, która staje się wciąż jeszcze mniejsza. A przecież przeciwnie – jesteśmy ‘WIELU’: ‘Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków’  – powiedziane jest w Apokalipsie św. Jana (Ap 7,9). Jest nas wielu i reprezentujemy wszystkich.

W ten sposób obydwa wyrażenia: ‘WIELU’ i ‘WSZYSCY’ wiążą się w jedno i przynależą do siebie w odpowiedzialności i obietnicy” (List Benedykta XVI do arcybiskupa Roberta Zolltisch).

4. Dopowiedzenie
Katechizmu Soboru Trydenckiego
do słów „ZA WIELU... ”

kww1c! (3 kB)

W nawiązaniu do debaty nad brzmieniem tekstu liturgicznego: „Krew Moja, która za was i za wielu będzie wylana ...” wypada przytoczyć słowa „Katechizmu”, wydanego dekretem Soboru Trydenckiego na polecenie św. Piusa V. Katechizm ten podkreśla jednoznacznie właściwe znaczenie słów, jakie Jezus wypowiedzial przy konsekracji postaci Wina:

„... Rozważając moc (ofiary Chrystusowej), trzeba powiedzieć, że Zbawiciel przelał swoją krew dla zbawienia wszystkich.
– Jeśli jednak mamy przed oczami owoc, jaki ludzie stąd wyciągnęli, to łatwo zrozumiemy, że korzyść ta nie jest udziałem wszystkich, lecz tylko wielu.
– Mówiąc ‘dla was’ miał więc Zbawiciel na myśli obecnych, bądź wybranych spośród żydów i pogan.
– Słusznie więc nie powiedziano, ‘dla wszystkich’ , gdyż jest tu mowa tylko o owocach cierpienia (Chrystusowego), które tylko wybranym przyniosło owoc zbawienia.
– Właśnie do tego odnoszą się słowa Apostoła:
Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu’ (Hbr 9,28),
a także słowa Pana Jezusa z Ewangelii św. Jana:
Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś , ponieważ są Twoimi’ (J 17,9) ...” (Cat.Rom.II. 4 ad XXIV).

Nie bez powodu nie zostały więc użyte w sformułowaniu liturgicznym słowa „ ... ZA WSZYSTKICH”, skoro mowa jest przy sprawowaniu Mszy świętej jedynie o owocach męki. Te zaś Msza święta przynosi jedynie tym, którzy na nią się ... otwierają, czyli ... „dla WIELU”.

Należy z kolei uspokoić tych wszystkich, którzy w sytuacji zmiany słów Liturgii Mszy św. w stosunku do słów samego Pana Jezusa z zapisu Ewangelii św. Mateusza i św. Marka – pytają ‘o ważność’ tak sprawowanej Mszy św. Zarówno Sobór Trydencki, jak i papieże wypowiadają się jednoznacznie, że do ważności dokonania konsekracji postaci Chleba i Wina należą same początkowe formuły przeistoczenia. Są nimi następujące słowa:

mounts2 (26 kB)
Czy nie jest rzeczą znamienną, że ludzie wznosili kościoły, świątynie, z zasady na jakiejś górze? Bo i Pan Jezus wychodził na modlitwę wznoszoną do swojego Ojca – z zasady na pustkowie, przede wszystkim na jakieś wzniesienie. I tam rozmawiał w ciszy otaczającej przyrody ... ze swoim Ojcem.

„Hoc est enim Corpus meum”
(= To jest bowiem Ciało Moje).

Oraz:

„Hic est enim calix Sanguinis mei”
(= To jest bowiem Kielich Krwi Mojej).

Pozostałe słowa formuły konsekracji nie są istotne z punktu widzenia jej ważności, mimo iż należy im się szacunek wiary i nie wolno ich zmieniać.


UWAGA: W coraz innych wydaniach ‘Missale Romanum’ (Mszału Rzymskiego) drukowany był przez wieki całe osobny rozdział: „De defectibus – Usterki zdarzające się przy sprawowaniu Mszy świętej”. Rozdział ten widniał również jeszcze w ‘Missale Romanum’ wydanym przez papieża św. Pawła VI.
– W paragrafie dotyczącym słów konsekracji postaci WINA widniały niezmiennie słowa: „.... Sanguinis mei, qui pro vobis et pro MULTIS effundetur ... – Która za was i za WIELU będzie wylana ...”.
– Wszystkie wydania ‘Missale Romanum’ zawierały następującą uwagę odnośnie do ważności słów formy konsekracji:

„Defectus ex parte formae possunt contingere, si aliquid desit ex iis quae ad integritatem verborum in ipsa consecratione requiruntur. Verba autem Consecrationis, qui sunt forma hujus Sacramenti, sunt haec:
Hoc est enim Corpus meum. Et:
Hic est enim Calix Sánguinis mei, novi et aetérni testaménti: mystérium fídei, qui pro vobis et pro multis effundétur in remissiónem peccatórum.
– Si quis autem aliquid diminueret, vel immutaret de forma consecrationis Corporis et Sanguinis, et in ipsa verborum immutatione verba idem non significarent, non conficeret Sacramentum.
– Si vero aliquid adderet, quod significationem non mutaret, conficeret quidem, sed gravissime peccaret”.

Przekład: „Usterka odnośnie do formy zdarza się wówczas, gdy zabraknie czegoś, co wiąże się z integralnością słów wymaganych dla samej konsekracji. Słowa zaś konsekracji, które stanowią formę tegoż Sakrament, są następujące:
To jest bowiem Ciało moje. Oraz:
To jest bowiem kielich Krwi mojej, Nowego i Wiecznego Testamentu: tajemnica wiary, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.
– Gdyby zaś ktoś cokolwiek odjął względnie zmienił cokolwiek z formy konsekracji Ciała i Krwi, tak iż wskutek samej w sobie zmiany słów nie oznaczałyby tego samego, Sakrament NIE zostałby sprawowany.
– Natomiast gdyby ktoś cokolwiek dodał, co nie zmieniłoby jej znaczenia, sprawowałby wprawdzie Sakrament, ale zgrzeszyłby niezwykle ciężko”.
(Missale Romanum ex decreto Concilii Tridentini restitutum s.Pii V Ponitficis Maximi jussu editum aliorumque Pontificum cura recognitum, a s.Pio X. reforamatum et Benedicti XV auctore vulgatum – Reimpressio editionis XXVIII juxta typicam Vaticanam, Bonn ad Rhenum. – V. De defectibus formae).

5. A jednak
„... za WIELU”
oraz: „... MAŁO wybranych”

kww1c! (3 kB)

Ojciec święty Benedykt XVI wykazuje w swym piśmie do Przewodniczącego Episkopatu Niemiec, że z punktu widzenia filologicznego oraz jako typowy semityzm – wprowadzenie zmiany słów z zapisu Ewangelii Mateusza i Marka „ ... wylana za WIELU” – na „... wylana za WSZYSTKICH”  jest co prawda treściowo możliwe do przyjęcia. Na pewno nie naruszyłoby m.in. ważności sprawowanej Eucharystii. Jednakże stanowczo przeważać powinna w tym wypadku bezwzględna wierność i uszanowanie dla słów zapisu w Ewangeliach.

Widzimy najwyraźniej, że papież Benedykt XVI pragnie jako PAPIEŻ przeciąć dalsze dyskusje na temat owego ‘WSZYSTKICH – WIELU’ i domaga się, żeby w tekstach liturgicznych powrócić do sformułowania zaczerpniętego ze słów Jezusa, zapisanych przez Ewangelistę Mateusza i Marka i przekazywanych w Liturgii Mszy świętej przez wiele wieków z pokolenia na pokolenie.

Okazuje się zatem, że zamiana słów Pana Jezusa (tj.: Krew Moja będzie wylana za was i za WIELU ...), tak jak zostały one zapisane przez Mateusza i Marka – na „WSZYSTKICH”, jest już jedynie interpretacją jednoznacznych słów Syna Bożego, Odkupiciela Człowieka.
– Określenie użyte przez Jezusa: „... za WIELU” powtarza się w Słowie-Bożym-Pisanym zbyt często, by miało być czymś jedynie w rodzaju ‘przypadkowej wypowiedzi’. Jezus podkreśla to stanowisko raz po raz, chociażby w owym tak znamiennym samo-określeniu siebie:

„... który nie przyszedł, aby Jemu służono,
lecz aby służyć
i dać SWOJE Życie
na okup za wielu(Mt 20,27n; Mk 10,45),

względnie analogicznie w wyżej wspomnianej przypowieści:

„... Bo wielu jest powołanych,
lecz mało wybranych” (Mt 22,14),

lub w słowach:

„Jakże ciasna jest brama i wąska droga,
która prowadzi do życia, a mało jest takich,
którzy ją znajdują” (Mt 7,13n).

Wypada stwierdzić jeden raz więcej: tekstowi oryginalnemu Ewangelii należy się bezwzględna cześć i szacunek. Wszelkie przekłady mają być przekładem – maksymalnie wiernie oddającym myśl pierwotną autora. Od interpretacji tekstu niekiedy niezbyt jednoznacznego i jasnego – jest wyjaśniający przypis. Przypis powinien ukazywać właściwy sens wypowiedzi. Na to jest m.in. wykład, konferencja, kazanie. Przekład ma być przekładem – a nie ‘interpretacją’. Podkreśla to m.in. pap. Benedykt XVI w wyżej przytoczonym piśmie do arcybiskupa Zolltischa. Papież pisze w nim m.in. o „usilnej prośbie” o odpowiednią katechezę na temat owego ‘wielu-wszystkich’.

Dobrze też będzie przytoczyć tu słowa Konstytucji DOGMATYCZNEJ Soboru Watykańskiego II pt. „Dei Verbum”  o roli Magisterium Kościoła w obliczu Słowa-Bożego-Pisanego:

„Quod quidem Magisterium non supra verbum Dei est, sed eidem ministrat, docens nonnisi quod traditum est, quatenus illud, ex divino mandato et Spiritu Sancto assistente, pie audit, sancte custodit et fideliter exponit, ac ea omnia ex hoc uno fidei deposito haurit quae tamquam divinitus revelata credenda proponit”

W przekładzie:

„Tenże Urząd Nauczycielski nie jest jednak ponad słowem Bożym, lecz przeciwnie, jemu właśnie służy. Uczy mianowicie tylko tego, co zostało przekazane, o ile je – kierując się poleceniem Bożym i ciesząc asystencją Ducha Świętego – pobożnie słucha, święcie strzeże i wiernie wykłada. Wszystko to czerpie z tego jednego depozytu wiary i podaje do wierzenia jako sprawy objawione przez Boga” (Dei Verbum, 10c).

I jakże tu nie przytoczyć z samego zakończenia Księgi Apokalipsy ostrzeżenia św. Jana Apostoła:

„Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej Księgi:
Jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył,
Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej Księdze.
A jeśliby ktoś odjął co ze słów Księgi tego proroctwa,
to Bóg odejmie jego dział w Drzewie Życia i w Mieście Świętym –
które są opisane w tej Księdze” (Ap 22,18n).

Mimo iż również te słowa Księgi Apokalipsy można różnie interpretować, trudno zaprzeczyć, iż treść ich dotyczy całokształtu Słowa-Bożego-Pisanego. Powstawało ono od początku do końca pod TCHNIENIEM Ducha Świętego i jest SŁOWEM BOŻYM, własnością samego tylko Boga. ‘Kościół’ oraz Magisterium Kościoła jest z Bożego Mandatu jedynie jego poczytalnym zarządcą, a nie właścicielem: jest SŁUGĄ, który pierwszy zobowiązany jest do „słuchania Słowa Bożego i jego wypełniania” (Łk 11,27n).

W omawianym zaś przypadku chodzi o słowa ustanowienia sakramentu Kapłaństwa i Eucharystii. Jezus Chrystus staje w tej chwili, według samych Ewangelistów, wprost w samym centrum „SWOJEJ GODZINY” (zob. J 2,4; 12,23; 13,1): ostatniego aktu niezwykle trudnego do wykonania dzieła ODKUPIENIA Człowieka, jakie mu zlecił Ojciec Niebieski. W takiej chwili nawet zwyczajny człowiek dobrze wyważa każde z użytych słów.

Tym bardziej dotyczy to słów Syna Bożego. Staje On tuż-tuż w obliczu wstrząsającego (zob. DiM 7), krwawego dopełnienia zleconego sobie przez OJCA dzieła, jako:

„Ofiara przebłagalna za nasze grzechy.
I nie tylko za nasze,
lecz również za grzechy całego świata” (por. 1 J 2,2).

Jeśli Jezus użył tu określenia: „... WIELU’, znaczy ono po prostu rzeczywiście „WIELU”, a nie ‘wszystkich’. Oczywiście nie w znaczeniu, jakoby Syn Boży nie odkupił wszystkich, lecz w tym znaczeniu, że ci ‘wszyscy odkupieni’ wcale się nie kwapią do tego, żeby to odkupienie przyjąć i życie według niego układać.

Od początku świata jest wielu takich, którzy na usilne propozycje Boże mają w odpowiedzi wciąż tylko jedno swoje osobiste, z wolnej woli wypowiadane:

‘NIE’ !
Bo:
‘NIE’ !

UWAGA teologiczna. – Papież Franciszek wprowadził trzy zmiany w Liturgii Mszy św. Są one obowiązujące od Wielkanocy roku 2021 (4.IV.2021) na razie dla Kościoła we Włoszech.
Na tym tle wypada jeszcze raz nawiązać do wyżej wspomnianego Listu pap. Benedykta XVI do Przewodniczącego Episkopatu Niemiec, arcybiskupa Zolltisch’a. Papież Benedykt XVI podkreśla:
– „Szereg przekładów tekstów liturgicznych (na języki narodowe) wypada nazwać ‘banalizacją, która oznacza w rzeczywistości stratę ...’
– Stolica Apostolska zadecydowała (2012 r.), że ‘w nowych przekładach Mszału słowo ‘pro multis’ (= za ‘wielu’) należy oddać dosłownie i nie ma być ono jednocześnie interpretowane. W miejsce wykładni interpretacyjnej ‘dla wszystkich’ trzeba stawiać prosty przekład ‘za wielu’. Muszę tu podkreślić, że zarówno u Mateusza jak i Marka nie ma rodzajnika, tak więc nie ‘za rzesze’ ale ‘za wielu’.
– Jeśli to rozstrzygnięcie, jak mam nadzieję, jest zrozumiałe w świetle zasadniczej korelacji tłumaczenia i interpretacji, to mam też świadomość, że jest ona ogromnym wyzwaniem dla wszystkich, którym jest powierzona w Kościele interpretacja Słowa Bożego.
– Ponadto dla osób regularnie uczestniczących we Mszy św. jawi się to nieuchronnie jako przełom w samym centrum sacrum. Będą oni pytać: czyżby teraz nie za wszystkich umarł Chrystus? Czy Kościół zmienił swoje nauczanie? Czy może On i wolno Mu to czynić? Czy mamy tu do czynienia z reakcją, która chce zniszczyć dziedzictwo Soboru?
– Wszyscy wiemy z doświadczenia ostatnich 50 lat, jak głęboko przeprowadzenie zmiany tekstów i form liturgicznych dotyka ludzkiej duszy; jak bardzo musi ludzi niepokoić zmiana tekstu w tak bardzo istotnym punkcie. Z tego względu, kiedy na podstawie różnicy między tłumaczeniem a interpretacją wybrano tłumaczenie ‘wielu’, zadecydowano równocześnie, że tłumaczenie to powinno zostać poprzedzone, w poszczególnych obszarach językowych gruntowną katechezą, poprzez którą biskupi powinni swoim kapłanom, a poprzez nich wszystkim wiernym dać konkretnie do zrozumienia, o co chodzi. Poprzedzenie katechezą jest warunkiem podstawowym wejścia w życie nowego tłumaczenia.
– O ile mi wiadomo w krajach niemieckojęzycznych takiej katechezy do tej pory nie było. Intencją mojego listu jest jak najbardziej usilna prośba skierowana do was wszystkich, drodzy bracia, aby obecnie wypracować taką katechezę, aby następnie rozmawiać o niej z kapłanami, a równocześnie udostępnić ją wiernym.
– Uczniowie wiedzą, że misja Jezusa sięga poza nich i ich krąg; przyszedł On zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boże z całego świata (por. J 11,52). Sformułowanie ‘za was’ czyni misję Jezusa dla obecnych absolutnie konkretną. Nie są oni jakimiś anonimowymi członkami ogromnej całości, ale każdy wie, że Pan umarł właśnie ‘za mnie’, ‘za nas’.
– ‘Za was’ sięga w przeszłość i w przyszłość, odnosi się do mnie całkowicie osobiście; my, którzyśmy się tutaj zgromadzili jesteśmy jako tacy znani i umiłowani przez Jezusa. Tak więc to ‘za was’ nie jest jakimś zawężeniem, ale konkretyzacją, odnosi się do każdej wspólnoty sprawującej Eucharystię, która konkretnie łączy się z miłością Jezusa.
– Zapytajmy raz jeszcze dlaczego ‘za wielu’? Czyż Pan, nie umarł za wszystkich? Fakt, że Jezus Chrystus jako Wcielony Syn Boży jest człowiekiem dla wszystkich ludzi, nowym Adamem, to jeden z podstawowych pewników naszej wiary. Chciałbym w tej sprawie przytoczyć tylko trzy teksty Pisma Świętego:
a) Bóg wydał swego Syna ‘za wszystkich’ stwierdza św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 8,32).
b) ‘Jeden umarł za wszystkich’, mówi on w drugim Liście do Koryntian o śmierci Jezusa (2 Kor 5,14).
c) Jezus ‘wydał siebie samego na okup za wszystkich’, mówi Apostoł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 2,6).
– Ale w takim razie tym bardziej trzeba raz jeszcze się zapytać: jeśli jest to tak jasne, to dlaczego w Modlitwie eucharystycznej napisano ‘za wielu’ ? Otóż Kościół przejął to sformułowanie z nowo-testamentalnych relacji o ustanowieniu Eucharystii. Mówi tak ona z szacunku dla słowa Jezusa, aby być Jemu dosłownie wierną. Głęboki szacunek dla słowa samego Jezusa jest postawą sformułowania Modlitwy Eucharystycznej. Pytamy się jednak wówczas: dlaczego sam Jezus tak właśnie powiedział? Prawdziwym powodem jest to, że Jezus w ten sposób chciał być rozpoznany jako sługa Boży z 53 rozdziału proroka Izajasza, ukazał, że jest tą postacią, którą oczekiwało słowo proroka.
– Głęboki szacunek Kościoła wobec Słowa Jezusa oraz wierność Jezusa wobec słowa ‘Pisma’ – ta podwójna wierność jest konkretnym powodem sformułowania ‘za wielu’. Poprzez dosłowne tłumaczenie słów Pisma Świętego włączamy się w ten łańcuch wierności naznaczonej szacunkiem” (Pismo Benedykta XVI do arcybpa Zolltisch).


(8 kB)

ks. Paweł Leks, SCJ
+

Tarnów, 17.VII.2021.
RE-lektura: 13.X.2021..

Adres-kontakt z autorem:
Adres autora


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)

Powrót: SPIS TREŚCI



Rodzdz.5. GRZECH BLUŹNIERSTWA PRZECIWKO DUCHOWI ŚWIĘTEMU – Czy istnieje dla mnie jeszcze Boże przebaczenie

Wyjaśnienie tematu

A. BÓG W STWARZANIU ŚWIATA OSÓB I NIE-OSÓB

1. Stworzenie OSÓB w świecie stworzonych NIE-osób
a. OSOBA dzięki przymiotom swej natury i nadnatury
b. OSOBY duch czysty - OSOBY duch-materia
2. Instrumentalnie stworzony świata NIE-osób

B. NIEUNIKNIONE PODDANIE OSÓB ANIOŁÓW PRÓBIE NA JAKOŚĆ
MIŁOŚCI


1. OSOBY Aniołów w obliczu próby
2. Definitywne ‘NIE’ wobec Boga-MIŁOŚCI
3. Być SAM: niezależnym od Boga
4. Przesłanka psychologiczno-teologiczna
5. Wzgarda Synem Bożym jako Synem Człowieczym
6. Jezus świadkiem Szatana spadającego jak błyskawica
7. Dramat walki Aniołów w Niebie
8. Grzech Aniołów: grzech przeciw DUCHOWI Świętemu

C. CZY ZAWIERZYĆ BOGU W JEGO TRUDNYCH DO ROZUMIENIA ZRZĄDZENIACH

1. W punkcie wyjściowym
2. Nieodzowność poddania każdej OSOBY próbie na jakość jej miłości
3. Jeszcze raz grzech Aniołów: odrzucony przez nich Bóg jako MIŁOŚĆ
4. Boża MIŁOŚĆ wymagająca i twórcza
5. Podpatrzony u Boga OD-środkowy dynamizm stylu ‘miłowania’
6. Zawierzenie Bogu za wzorem Maryi mimo Jego nie-rozumienia

D. MIŁUJĄCA WSZECHMOC STWÓRCY A TAJEMNICA WOLNEJ WOLI

1. Odwieczna WOLA Trójjedynego zapraszająca do DOMU OJCA
2. „Wielu powołanych, mało wybranych”
3. „Moja KREW Przymierza która za was i za WIELU będzie wylana ... ”
4. Dopowiedzenie Katechizmu Soboru Trydenckiego do słów wybranych
5. A jednak „... za WIELU” oraz: „... MAŁO wybranych”


Obrazy-Zdjęcia