(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.:  Literatura


(26 kB)

N.   Z CHRYSTUSEM CZY JEMU NA PRZEKÓR ?

(6.9 kB)

Ku zakończeniu rozdziału – oraz całej strony

Długi rozdział ‘3’ tej siódmej części naszej strony, rozdział zatytułowany „Młodzi w drodze do małżeństwa: sakramentu małżeństwa”, dobiega końca. Pozostaje dokonać właściwego wyboru: według „rozwiązań ludzkich – czy Bożych” [= tak brzmi tytuł niniejszej strony internetowej].
– Chodzi o wybór taki, który będzie mógł liczyć się nie na krótką metę – w formie „jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (1 Kor 15,32; Iz 22,13), lecz w perspektywie spraw definitywnych. Tylko to bowiem człowiek zdoła „przenieść poza próg”  (por. LM-1985, 6) doczesności-wieczności.

Chociażby zaś jakiś młodzieniec, jakaś młoda dziewczyna – w międzyczasie bardzo się oddalili od Trójjedynego, każdy człowiek doskonale co najmniej wyczuwa, że tak właśnie potoczą się losy ostateczne.

Zwięźle przywołuje to na pamięć List do Hebrajczyków:

„... Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem ... sąd”  (Hbr 9,27).

Nie ma mowy, żeby życia wiecznego – mogło nie być! Wyboru w sensie wieczności ‘plus’ czy wieczności ‘minus’ – nie może dokonać Bóg-zamiast-człowieka. Decyzja w tej sprawie musi być podjęta przez samego poszczególnego człowieka, poczynając od tego ledwo poczętego, jednokomórkowego.

Jedno zaś nie ulega wątpliwości. Ponieważ „Bóg [= Ojciec] tak bowiem umiłował świat [= świat ludzi], że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16), jest zarazem pewne pewnością Boga objawiającego siebie i swój zamysł odkupienia grzesznego człowieka, że Bóg wyraźnie chce, „... aby owce życie miały; i miały je w obfitości” (J 10,10).

W niniejszym zakończeniowym odcinku naszego rozdziału chcielibyśmy zwrócić uwagę na wyłaniającą się, naglącą konieczność podjęcia określonej postawy i decyzji, związanej z wyborem za życiem w sensie definitywnym szczęśliwym, w godach weselnych z Odkupicielem – w Domu Ojca, czy też z wyborem narzucanym całą siłą przez tego który jest ‘Zły’, zwodzi całą zamieszkałą ziemię i ... jest „zabójcą od początku”.
– Oto nasuwające się aspekty:

1. Refleksja Jana Pawła II w dniu św. Marii Goretti.
2. Komu zawierzyć.
3. „Ty masz słowa Życia – wiecznego” (J 6,68).
4. „Umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20).
5. Konkluzje podsumowujące

Po tym rozważaniu pozostaje już tylko podsumować całość niniejszej strony internetowej, która wraz z zakończeniem bieżącego, trzeciego rozdziału swej siódmej części – tym samym osiągnęła swój finał.

Stąd zakończeniowe, podsumowujące całość strony słowo pt.:

„NA ZAKONCZENIE I POŻEGNANIE NIENIEJSZEJ STRONY INTERNETOWEJ”

(3.5 kB)

1. Refleksja Jana Pawła II w dniu św. Marii Goretti

(2.8 kB)

Zanim przejdziemy do nasuwających się końcowych konkluzji niniejszego rozdziału, dobrze będzie przekazać jeszcze – ku zachęcie, kilka twórczych refleksji, które dla wielu ludzi, przede wszystkim ludzi młodych, mogą okazać się przydatne. Niezależnie od tego, czy ktoś ukierunkuje się w swym życiu na małżeństwo, czy na życie konsekrowane, czy pójdzie za głosem powołującego go do swej posługi w kapłaństwie samego Boskiego Mistrza, Jezusa Chrystusa.

Pragniemy przytoczyć na tym miejscu refleksję św. Jana Pawła II z jego krótkiego rozważania na „Angelus” (Anioł Pański, godz. 12.00), jakie wygłosił on w południe w niedzielę, 6 lipca 2003 r.
– Dzień 6 lipca jest dniem wspomnienia liturgicznego św. Marii Goretti. Została ona śmiertelnie napadnięta i nożem poprzeszywana w dniu 5 lipca 1902 roku, ale umarła – tzn. poszła do Nieba, dopiero następnego dnia: 6 lipca.

Poprzednio przybliżyliśmy jej życie, zabójczy atak na jej czystość pod wpływem niepohamowanej żądzy, postawę jej zdecydowanego: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”, a potem jej 20-godzinne konanie w promieniach przebaczającej miłości względem sprawcy napadu, któremu Maria sercem pełnym Chrystusa upraszała nawrócenie i pobyt w raju razem z sobą – i tę łaskę u Boga ponad wątpliwość uzyskała (zob. wyż.: „Św. Maria Goretti” (1890-1902).

Zdajemy sobie sprawę, że podarowany człowiekowi czas pobytu na świecie – w ramach jego życia „od poczęcia po wydanie ostatniego tchu życia”, jest czasem podarowanym jako krótszy lub dłuższy okres zdawania próby z liczącego się w sensie dosłownym – ostatecznego zamierzenia danego człowieka i tym samym swego indywidualnego, definitywnego wyboru tego, co się ma zacząć od chwili, gdy przekroczy próg wieczności.

W ciągu swego życia ziemskiego każdy z osobna bądź otwiera się na porywającą łaskę życia i miłości w Sercu Trójjedynego, bądź też, nie daj Boże: w równie definitywnym swoim wyborze decyduje się na wyproszenie Trójjedynego z swego serca. Bóg ponad wątpliwość tę jego decyzję ... uszanuje.

(7.5 kB)
Objaśnienie

Z tym tylko, że jednej nici, wiążącej każdego z Trójjedynym, nikt i nic zerwać-przeciąć nie zdoła: nici istnienia. Istnienie każdego jest całe z Boga – i całe w Bogu.

Bóg jest poważny: akt kochającej Woli Boga, mocą której powołuje On do istnienia ludzką osobę (a także osoby Aniołów), jest tak mocny, że żadna śmierć biologiczna nie zdoła go przekreślić.

Toteż konsekwentnie: Bóg nadal utrzymuje w istnieniu wiernie, na wieki wieków – również każdego z tych, którzy wybrali życie w wieczności potępienia: wyproszenia Trójjedynego ze swego serca. Bez podtrzymującej w istnieniu-na-zawsze Woli Bożej szatani i ludzie potępieni nie byliby w stanie nawet nienawidzieć ... Boga i Jemu złorzeczyć!
– Jakaż to niezgłębiona tajemnica ... Boga, w Którym Jedynym jest ... Życie, ale i Miłość! Bo On – rzeczywistość Życia-Miłości nie tylko ‘ma’, ale On jedną i drugą ... po prostu ... „JEST”!

Znaczy to, że kto życzy sobie w swym istnieniu po przekroczeniu progu wieczności – jaśnieć w promieniach szczęścia i radości miłości-na-zawsze, powinien nie wahać się złożyć w razie potrzeby nawet daru swego ziemskiego życia ‘teraz’, by zyskać i wygrać je na ‘potem’.
– Jak trafnie – i jeden raz więcej zgodnie z Prawdą Objawienia, wyraził to Jezus Chrystus, Syn Boży i Syn Człowieczy w swej jednej, Bożej Osobie, Odkupiciel człowieka:

„Kto chce znaleźć swe życie, straci je.
A kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,39; zob. też: Mk 8,35; Łk 9,24).

Jezus dodaje jeszcze wyjaśniająco:

„Bo cóż za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?
Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?
Kto się bowiem Mnie i słów Moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym,
tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego
razem z Aniołami świętymi” (Mk 8,36nn; zob. też Łk 9,25nn; Mt 10,32n).

Wspomnieliśmy przed chwilą o przemówieniu Jana Pawła II na ‘Angelus’ z niedzieli, 6 lipca 2003 r. Było to zarazem święto wspomnienia św. Marii Goretti. Ojciec święty zwrócił się w swym krótkim rozważaniu w pierwszym rzędzie do ludzi młodych, ukazując im świętą Mariettę Goretti jeden raz więcej jako przykład do naśladowania.

W swym rozważaniu zachęcał do ponownego odkrycia czystości oraz życia tą cnotą – i to właśnie w szczególniejszy sposób w nawiązaniu do aktualnie przeżywanego sezonu wypoczynkowego.

Lipiec i sierpień to typowa pora roku, kiedy zarówno młodzi, jak starsi wybierają się na urlop. We Włoszech panuje wtedy cudowna pogoda. Temperatura jest gorąca, z nieba leje się żar rozpalonego słońca. Ludzie spędzają wakacje, uprawiają turystykę, plażują się – nierzadko zrzucając z siebie co się tylko da. Często wtedy nie zważają na żadne wymogi przyzwoitości w ubieraniu się i swobodnym wzajemnym zachowaniu.
– Męczeńska śmierć św. Marietty Goretti staje się wciąż aktualnym, świetlanym świadectwem wierności Bogu i Jego przykazaniom – aż do złożenia ofiary własnego życia jako przypieczętowania swej wierności Bożemu Słowu.


Słowa Papieskie nawiązujące do ponownego odkrycia i wprowadzenia w czyn cnoty czystości, i to w sezonie nagminnego rozbierania się i prowokującego ubierania się wielu kobiet, a także mężczyzn – w sezonie turystyczno-urlopowym, stały się jakoby nakazem chwili dla O.Antonio Rungi z Neapolu, duszpasterza i Przełożonego Zgromadzenia OO.Pasjonistów.
– Jemu to zlecone zostało zadanie opracowania szczegółowszych wytycznych, które dopomogłyby szczególnie ludziom młodym wprowadzić w czyn papieskie wezwanie, wyraźnie skierowane do młodych na czas urlopu, turystyki i plażowania się.

O. Rungi wywiązał się ze zleconego sobie zadania w ten sposób, że ułożył swoisty ‘Dekalog’, czyli „Dziesięć reguł-sugestii” dla przyzwoitego, czystego ubierania się i zachowania – z szczególnym uwzględnieniem letniego sezonu turystyczno-urlopowego. Ułożony przez O.Antoniego Rungi „Dekalog przyzwoitości” znalazł szerokie echo również poza Włochami.

Poniżej skorzystamy z tekstu owego „Dekalogu”, przedrukowanego w języku włoskim i przekładzie niemieckim na stronie internetowej parafii św. Józefa w Austrii (zob.: http://stjosef.at/dokumente/dekalog_keuschheit_rungi.htm ; zob. również przekład niem. niezbyt dokładny - w: FMG-Information, 2003, nr 80, 21):

Dziesięć Reguł dla Ludzi Młodych
dla zachowania czystości i czystych odniesień
na dni wypoczynku nad morzem i w innych miejscach urlopu
____________
1. Nie ubieraj się tak, by uwaga miała się skupiać bardziej na twym ciele, niż na twej osobie.
2. Nie udawaj się w takie miejsca, które powszechnie uchodzą za moralnie niebezpieczne.
3. Nie przyjmuj zaproszeń od jakich bądź ludzi, zwłaszcza gdy są to ludzie obcy, albo też gdy chodzi o spotkania w miejscach odległych.
4. Nie zabieraj samochodem względnie innym środkiem transportu żadnego pasażera (ani też nie zabieraj się sam w czyimś samochodzie względnie innym środku transportu), chyba że chodzi o osoby znajome i godne zaufania.
5. Nie wystawiaj swego ciała na widok przez wykonywanie coraz innych ruchów, zwłaszcza gdy twój wygląd zewnętrzny jest atrakcyjny.
6. Nie dopuść, by z ciebie zrobili piłkę do odbijania osoby, które dają ci do zrozumienia swoje erotyczne propozycje. Mogłoby się to źle skończyć – z trudną do naprawienia szkodą fizyczną lub moralną.
7. Nie bierz udziału w spotkaniach grup, których główny cel zmierza do faworyzowania zbliżeń seksualnych.
8. Nie podążaj za trendem osób, które swobodę seksualną, zwłaszcza przez miesiące letnie, uznają za rzecz dozwoloną.
9. Nie zaniedbuj swego wnętrza, lecz czytaj interesujące książki promujące uszanowanie dla ludzkiej osoby, zwłaszcza względem kobiety.
10. Niech fakt, że jesteś człowiekiem młodym, nie wpływa na pomniejszenie ważnej wartości należnej miłości, wierności i czystości ciała i ducha”.

________

Zob. ponadto do tematu ‘ubierania się kobiet’ wyż.:
1) zob. wyż.: Dziewczyna-kobieta a jej sposób ubierania się – zob. całość tego § – Ale także:
2) zob. wyż.: Stanowisko św. O.Pio w sprawie nieprzyzwoitego stroju

O.Rungi stwierdza, że są to „proste reguły. Da się je przestrzegać, gdy tylko znajdzie się dobra wola, dużo roztropności i samokontroli nad własną popędowością”.

Niewątpliwie o wiele łatwiej wprowadzić te reguły w życie, gdy młodzi ludzie dbają czujnie o rozwój swego życia duchowego – również w sezonie letnim, kiedy to tradycyjnie wielu zaniża wszelką kontrolę nad własnymi działaniami etycznymi, szczególnie w zakresie seksualizmu.

Reguły te są jedynie uaktualnieniem ogólnych sugestii Kościoła, które wskazują na sięganie najpierw po „naturalne środki” dla zachowania życia w czystości. Należy tu wymienić: „dyscyplinę zmysłów i ducha, czujność i roztropność, które każą unikać sposobności do grzechu, nakazują przestrzeganie poczucia wstydliwości, umiaru w korzystaniu z przyjemności, i zdrowego odwracania się od tego, co jest złe”.

Do tego wszystkiego dołączyć należy środki jakich dostarcza łaska, przede wszystkim zaś „gorliwa modlitwa i częste przystępowanie do Sakramentu Pokuty i Eucharystii” (zob. do tego Deklaracja ‘Persona Humana’ nr 12; z naszej strony – zob.: Persona Humana).
– Założeniem powinna być żywa wrażliwość na wartość czystości, której nie można burzyć przez opowiadanie się za mentalnością hedonistyczną. Tę zaś chciałyby wpajać i upowszechniać nie tylko massmedia, lecz ponadto ‘wychowanie seksualne’ podejmowane w szkołach. Jednakże edukacja seksualna w szkole zwykle jedynie stymuluje w kierunku zapobiegania ciąży, a nie wychowania ku miłości, małżeństwu i rodzinie.

Do wyżej ukazanego ‘Dekalogu’ czystego kształtowania wzajemnych odniesień w życiu publicznym należałoby dodać i przypomnieć wyżej już wspominany Dokument Papieskiej Rady do Rodziny: „Ludzka płciowość: prawda i znaczenie” (1995 r.). Jest on dostępnego również z naszej strony internetowej (zob. „Ludzka płciowość”: „Ludzka płciowość...”).
– Dokument ten przedkłada w pewnej chwili cztery zasady, które pozostają wciąż drogowskazem dla wychowania seksualnego dzieci. Oto one:

Nr 65 – 1. Każde dziecko jest osobą jedyną i niepowtarzalną i powinno otrzymać indywidualną formację.
Nr 68 – 2. Wszystkie przekazywane młodym wyjaśnienia powinny posiadać zawsze wymiar moralny.
– Jedynie człowiek, który potrafi być czysty, będzie zdolny do miłości: czy to w małżeństwie, czy w dziewictwie.
Nr 70 – 3. Wychowanie do czystości i stosowne informacje na temat ludzkiej płciowości powinny być udzielane w szerszym kontekście wychowania do miłości.
Nr 75 – 4. Rodzice powinni przekazywać tę informację z najwyższą delikatnością, ale w sposób jasny i we właściwym czasie. Rodzice dobrze wiedzą, że dzieci powinny być traktowane osobowo-indywidualnie, z uwzględnieniem indywidualnych warunków ich rozwoju fizjologicznego i psychicznego oraz z uwzględnieniem środowiska kulturalnego życia i tego doświadczenia, jakie młody człowiek zdobywa w życiu codziennym.
– Przekazywanie dzieciom zbyt wielu szczegółów wywołuje skutek odwrotny, z kolei zaś zbytnie opóźnianie pierwszych informacji jest nieroztropne

(3.5 kB)

2. Komu zawierzyć

(2.8 kB)

Bóg w darze Prawa Natury

Po tej swoistej dygresji – w nawiązaniu do powagi zagadnienia, by zdecydowanie opowiedzieć się po stronie Chrystusa w oparciu o przykład św. Marietty Goretti, wypada podjąć jeszcze raz pytanie o głębsze korzenie postawy aroganckiego odrzucania wszelkich autorytetów, wraz z wymuszaniem akceptacji własnego punktu widzenia za jedynie słuszny.

(9.9 kB)
Objaśnienie

Człowiek nie jest samotną wyspą. Chcąc nie chcąc musi się pogodzić z faktem, że w jego otoczeniu prócz niego żyją jeszcze inni ludzie. Im zaś przysługują dokładnie takie same ‘prawa’, jak i jemu. Z niektórymi spośród innych ludzi jest każdy związany wieloma więzami – czy to pokrewieństwa, czy przyjaźni, czy np. środowiska pracy, studiów itd.
– Dla młodego, niekiedy wewnętrznie zbuntowanego człowieka, oznacza to konieczność zaakceptowania szeregu ograniczeń. Chociażby dlatego, że tym innym ludziom przysługują identyczne uprawnienia, co i jemu. Gdyby w odniesieniach społecznych decydować miało ‘prawo pięści’, życie zamieniłoby się w nieustanną walkę wszystkich z wszystkimi – aż do wzajemnego pozabijania się.

Wiele innych ograniczeń wiąże się z samym życiem w określonych warunkach klimatycznych, geograficznych, narodowościowych. Człowiek podlega następstwu czasu i godzin dnia, pór roku itd. Wszystko to nakłada samo przez się wielorakie ograniczenia. W zimie nikt nie będzie chodził nago. Po iluś zaś godzinach pracy trzeba się chcąc nie chcąc przespać – i nic na to nie poradzi. Żeby żyć, trzeba się co ileś godzin ... posilić. Wszystko to sprawia, że trzeba się pogodzić z wieloma ograniczeniami swojej wolności, czyli zaakceptować coraz inne ... ograniczenia swej osobistej ‘wolności’ i swoich osobistych upodobań.

Ograniczenia te stają się jednak podłożem, na którym wyrasta możliwość życia i rozwijania się. Innymi słowy ograniczenia własnej ‘wolności’ niosą jednocześnie perspektywy życia i rozwoju. Warunkują one racjonalne, a z kolei etyczne ramy kanalizujące ‘wolność’ każdego człowieka.

Znaczy to, że same w sobie warunki istnienia niosą z sobą niemało ograniczeń: czy to fizycznych, czy biologicznych i wielorakich innych. Ich akceptacja wiąże się wprawdzie z uszczupleniem własnej wolności. Jednakże stwarzają one podłoże, bez którego rozwój bogactwa własnej potencjalności człowieczej byłyby niemożliwe do rozwinięcia.

Okazuje się więc, że można przyjąć te czy inne ograniczenia wprawdzie jako zewnętrzny ‘przymus’ i z buntem w swym wnętrzu. Niemniej równie dobrze można je zaakceptować z zadowoleniem, a nawet – patrząc perspektywicznie, z wdzięcznością. Człowiek wtedy doznaje wprawdzie wiele ograniczeń swojej wolności, a przecież równolegle musi uznać, że wszystkie one służą jemu – i nie tylko jemu, ku dobru. A to uzasadnia postawę pełni wdzięczności oraz akceptacji w obliczu znacznej co najmniej większości tzw. ‘ograniczeń własnej swobody-wolności’.

Dotyczy to przykładowo ustaleń dotyczących np. ruchu drogowego, ale z kolei norm etycznych, które regulują życie indywidualne, rodzinne, społeczne, a na pewno i życie osobiste.
– Normy te są ujęte m.in. w formę „Dekalogu”, zwanego inaczej „Dziesięciorgiem Bożych Przykazań”. Ukazują one człowiekowi drogę życia w jego odniesieniach tak do Boga, jak do siebie i swoich bliskich.

Inne normy tworzy sam człowiek. Jest zrozumiałe, że prawodawcy nie mogą działać arbitralnie, lecz winni się kierować Prawem Bożym wypisanym w sercu-sumieniu każdego człowieka. Przepisy i normy prawne stają się konieczne jako wymóg życia wielu osób w tym samym życiu społecznym, politycznym, rodzinnym i wielorakim innym.

W przypadku gdy ktoś przyjmie napotykane coraz inne rzekome ‘ograniczenia’ swej wolności z zadowoleniem i wdzięcznością, pojawia się w jego świadomości natychmiast nieuniknione pytanie: Komu by się należała wdzięczność za słuszne, a ostatecznie bardzo korzystnie sformułowane ustalenia i regulacje jego życia osobistego i społecznego? Czy by się ta wdzięczność miała zwracać do ‘nikąd’, ewentualnie do jakiejś anonimowości, tzn. jedynie do jakiegoś ‘czegoś – bezosobowego’? Byłoby to oczywiście nonsensem i absurdem.

Jeden raz więcej pojawia się poza wszelką wątpliwością stwierdzenie, że autorem, który człowiekowi przedkłada podstawowe normy, mające regulować jego odniesienia etyczne: do siebie, bliźnich, do Boga, nie może być jakieś ‘coś’: musi to być jakaś osoba.
– Ponieważ zaś chodzi tu zarazem o uniwersalizm tych samych ‘norm’ etycznych, nie może wchodzić w rachubę osoba kogokolwiek z ludzi, lecz sam jedynie Bóg Trójjedyny.

Znamy Go jako Ojca i Syna, i Ducha Świętego: jednego jedynego – ale istniejącego-bytującego w Trójcy swych Bożych Osób. Bóg ten musi być oczywiście Stworzycielem, przy czym jednak wiemy, że stał się On zarazem Odkupicielem człowieka.

(2.2 kB)

„Nie ma Boga ...”

Nieprzyjmowanie Boga – jako nie tylko tego, który by gdzieś sobie i tylko dla siebie ‘istniał’ w zaświatach, ale i jako ostatecznego sensu i celu ludzkiego zaistnienia, trzeba by nazwać niedorzecznością. Z kolei zaś Stworzyciel nie mógł nie wiedzieć, co stwarza, i w jakim celu każde kolejne stworzenie powołuje do bytu: z nie-istnienia do istnienia.

Bóg również dobrze wiedział, dlaczego stwarza człowieka, mężczyznę i kobietę – jako swój żywy Obraz i Podobieństwo wobec całego kosmosu. Pamiętamy, że człowiek jest tym „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego” (GS 24; oraz np. LR 9; itd.; oraz zob. dokładniej: Część V, Rozdz. 1, zwł. § D, E, F, G, H, I, J).

Znaczy to, że Bóg stworzył całe pozostałe stworzenie jedynie ze względu na człowieka. Żeby człowiek, to jedyne rzeczywiście zamierzone stworzenie, miał piękne, obszerne, bezkresne gniazdo i swoisty ‘wybieg’, i tak mógł sprawdzić się wobec siebie, współ-ludzi, a tym bardziej wobec Trójjedynego: sprawdzić się jako ... ‘osoba’.

Mianowicie człowiek musi wykazać w czynie: czy zechce odwzajemnić Bożą miłość stworzycielską – miłością do Boga świadomie przyjętą i uaktywnianą, jako dojrzały owoc podarowanej mu przez Boga władzy samo-stanowienia. Władza ta, czyli wolna wola, ma tylko to jedno za cel: stawać się z chwili na chwilę podłożem, na którym będzie mogła wyrastać miłość (zob. wyż.: Wolność: Boży dar funkcyjno-narzędny).

Sama zaś ‘miłość’  jest w swej najgłębszej rzeczywistości „darem osoby dla osoby”  (LR 11). Na wzór tej miłości, jak ją nieustannie działaniem swoim człowiekowi ukazuje sam Trójjedyny.
– Niemniej mocą tej samej zdolności ‘samo-stanowienia’ człowiek może powiedzieć Bogu również swoje „Nie będę Ci, Boże, służył” (por. Jr 2,20).

Jedynie dlatego wyrzeźbił Trójjedyny w sercu, tj. w sumieniu każdego człowieka Prawo Boże etyczne, zwane też prawem ‘naturalnym’. ‘Naturalne’ oznacza tu (w języku Magisterium Kościoła) takie ‘prawo’ i takie ‘normy etyczne’, które odpowiadają jego naturze jako osoby wezwanej do życia wiecznego. Tej rzeczywistości człowieka odpowiada Boże Prawo ‘natury’.

Naturą człowieka jest współprzenikające się jego ciało i duch-dusza. Dzięki temu człowiek może przyjąć wywyższenie swej natury do godności „osoby”. ‘Osoba’ zaś nie mogłaby zaistnieć bez wielokrotnie przez nas omawianych jej trzech przymiotów, należących do jej istotowego wyposażenia:
samo-świadomości, samo-stanowienia oraz zdolności podejmowania odpowiedzialności-poczytalności.

Dopiero w ten sposób ‘osoba’ zdolna też jest przyjąć wezwanie-powołanie do życia wiecznego: w „Domu Ojca” (J 14,2n). Tym staje się to wezwanie i uzdolnienie do życia w stanie łaski uświęcającej.

Wszystko to było na wielu miejscach naszej strony przedmiotem rozważań. Korzystaliśmy przy wnikaniu w te zagadnienia w obfitości szczególnie z głębokich analiz podejmowanych przez papieża Jana Pawła II (zob. m.in.: część II, rozdz. 2: 'Z Piotrem i Pod Piotrem'; tamże m.in. Cechy właściwe normom etycznym; W poszukiwaniu Chrystusa - dziś; Nowe, w czasach Apostolskich nieznane problemy etyczne; Doprowadzenie Przykazań do doskonałości w Kazaniu na Górze; itd.).

Gdyby ktoś wzbraniał się przyjąć istnienie Boga i – co konsekwentnie: zawierzenia siebie Bogu, wraz z pełnym wdzięczności i radości dziecka-w-ramionach kochającego Ojca pełnieniem Jego oczekiwań, trzeba by go określić mianem, jakie takiemu człowiekowi nadaje Słowo-Boże-Pisane: iż mianowicie tylko „głupi” może powiedzieć w swym małym rozumie: „Nie ma Boga”.

To biblijne określenie to winno być rozumiane w tym znaczeniu, jakie mu nadaje samo w sobie Słowo-Boże-Pisane, tzn. Pismo święte. Wyrażenie to przytaczano w naszych rozważaniach już parokrotnie:

„Mówi głupi [ktoś kto nie liczy się z Bogiem, ani też z bliźnimi]
w swoim sercu [biblijno-semickie ‘serce’ = synonim ‘rozumu; zdolności myślenia’]:
Nie ma Boga’.
– Oni są zepsuci, ohydne rzeczy popełniają, nikt nie czyni dobrze. ...
Czyż się nie opamiętają wszyscy, którzy czynią nieprawość,
którzy Lud Mój pożerają, jak gdyby chleb jedli,
którzy nie wzywają Jahwéh?” (Ps 14 (13),1.4; niemal identyczny jest Ps 53 (52),2.5).

(9.5 kB)
Objaśnienie

Z kolei zaś słowa te kojarzą się spontanicznie z charakterystycznym fragmentem z Listu św. Jakuba Apostoła. Apostoł ten zestawia w pewnej chwili nie-wiarę a-teistów – z ‘wiarą’ Szatana. Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że ‘wiara’ Szatana, która cała jest nie-żywa, bo niezdolna do miłości do Boga i bliźniego, Szatanowi na nic zupełnie się nie przydaje.

A przecież Szatan, którego rozum jest perfekcyjny, nigdy nie powie, iż „Boga nie ma”. Sam tylko człowiek, właśnie jako „głupi”, zdobywa się w swym mądrym ‘anty-rozumie’ na ... ateizm. I twierdzi wtedy: „Boga nie ma” !
– Jednocześnie sądzi, że tym samym stał się ‘wielkim’ w swym rozumowaniu i wnioskowaniu. Wolna wola każe mu postawić absurdalną tezę, wymyśloną jako sposób odsunięcia niewygodnej odpowiedzialności i sprawozdawczości, iż Boga ... nie ma!

Tymczasem nikt a nikt ani od odpowiedzialności, ani od sprawozdawczości się nie uchyli. Apostoł Jakub wyraża to w słowach – cytujemy nadal ten sam wspomniany fragment z Listu Apostoła Jakuba:

„Wierzysz. że jest jeden Bóg?
Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą – i drżą ...” (Jk 2,19).

Zdajemy sobie sprawę, że sama w sobie ‘wiara’ jest kwestią nie tylko rozumu, ale tym bardziej wolnej woli człowieka (jego władzy samo-stanowienia). Ponadto zaś ‘wiara’ jest darem Bożej łaski. Jest ona jedną z cnót teologicznych, względnie dokładniej: teologalnych.
– Ale też Bóg ponad wątpliwość udziela daru wiary bez wyjątku każdemu człowiekowi, gdy ten Boga szczerze poszukuje i za Nim tęsknić pragnie.

Sama w sobie ‘wiara’ nie wymaga bynajmniej, by człowiek obecność Boga odczuwał. Wystarczy wolitywny akt wiary – wraz z zawsze zalecaną prośbą do Boga o jej przymnożenie (zob. Łk 19,5), podobnie jak wypada prosić Boga o przymnożenie tęsknoty za Nim (zob. np. Pwt 4,29; Lm 3,25;: Ps 24 [23]; Iz 55,6; Jr 29,13; Rz 10,20; itd.).

Z kolei zaś wiadomo, że głos Boga, który w ludzkim sercu i sumieniu wciąż przemawia, może być przez samego człowieka skutecznie zagłuszany. Tak dzieje się w przypadku systematycznego mówienia Bogu ‘nie’, ilekroć ten głos zostaje świadomie ignorowany, gdy człowiek dobrowolnie poddaje się pokusom ze strony Złego, oraz gdy życie jego staje się jednym pasmem grzechów – a może i zbrodni, z którymi dany człowiek nie ma zamiaru zerwać.

Szczególnie skutecznie zabijają głos Boży i zdolność oglądania Boga grzechy związane z systematycznym ignorowaniem przykazania VI. Do tego zaś przykazania dołączają się nietrudno grzechy ... przeciwko życiu, tzn. przeciw przykazaniu V.
– Nie na darmo włączył Syn Człowieczy Jezus Chrystus w serię Ośmiu Błogosławieństw i to jedno:

„Błogosławieni czystego serca,
albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

(2.2 kB)

Chrystus – Syn Boży „Posłany”

Zagadnienie wiary oraz zawierzenia Bogu rozbija się zwykle o podstawowe pytanie, jakie swego czasu Apostołom postawił sam Jezus Chrystus, Syn Boży i Syn Człowieczy jednocześnie. Mianowicie Jezus zwrócił się w pewnej chwili do Apostołów z następującym pytaniem:
„Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego” (Mt 16,13).
W odpowiedzi przytaczali Apostołowie coraz to inne opinie, jakie o Nim krążyły wśród ludzi.

Na koniec poprosił Jezus wprost samych Apostołów o jednoznaczną odpowiedź na swoje pytanie:
„A wy – za kogo Mnie uważacie” (Mt 16,15)?
– Pamiętamy, że w imieniu wszystkich wypowiedział się wtedy Szymon, któremu Jezus w nagrodę zmienił w tym momencie imię na ‘Piotr’ (hebrajsko-aramejskie ‘kephá’, greckie: kephás: tzn.: skała-petra; Piotr). Piotr wyznał w swej odpowiedzi Bóstwo Jezusa Chrystusa:

„Ty jesteś Mesjasz [= Mashíach = Namaszczony; akt wiary w Namaszczenie przez Ducha Świętego],
Syn Boga Żywego” (Mt 16,16).

Tenże Jezus Chrystus, Syn Ojca Niebieskiego, ale i rzeczywisty Syn Maryi, swej Niepokalanej Matki – jest jedynym Odkupicielem człowieka: mężczyzny i kobiety. On to, ten pogardzony i pohańbiony, ale w tajemnicy swej odkupieńczej śmierci na krzyżu wywyższony, staje bez wyjątku przed każdym człowiekiem – niezależnie od tego, czy ten żyje w epoce przed-Chrystusowej, czy po ponad 2000 lat temu już dokonanym Odkupieniu.

Jezus Chrystus to przecież „Bóg Prawdziwy z Boga Prawdziwego, Zrodzony – a nie stworzony, Współistotny Ojcu”  (Wyznanie Wiary, Msza św.), współistotny też Duchowi Świętemu w tej samej jednej jedynej Bożej Naturze. Z tym że jako Syn Boży – w sensie najdosłowniejszym „zstąpił z nieba, przyjął Ciało z Maryi Panny, i stał się Człowiekiem”  (Apostolskie Wyznanie Wiary).

Jedynym celem zstąpienia na ziemię Syna Bożego, Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, było stać się Odkupicielem człowieka. Tego dzieła też w pełni dokonał (zob. J 17,4; 19,30). Nie ma i nie będzie już innego Odkupiciela człowieka.
– Nie będzie też już żadnego innego, nowego publicznego objawienia Bożego – przed powtórnym przyjściem Jezusa Chrystusa na końcu czasów (DV 4d). W Jezusie Chrystusie objawił Bóg już ‘do końca’ zarówno siebie samego, jak i swój zamysł miłości: odkupienia człowieka w swym Synu, Jezusie Chrystusie. Jedynym Odkupicielem człowieka pozostaje sam tylko On, Bóg-Człowiek Jezus Chrystus.

Ujmuje to zwięźle św. Paweł pod koniec Listu do Hebrajczyków:

„Jezus Chrystus – wczoraj i dziś,
ten sam także na wieki”
(Hbr 13,8)

Jako jedyny Bóg i Odkupiciel człowieka dociera Chrystus do każdego z Odkupionych bądź w sposób zwyczajny – szczególnie poprzez założony przez siebie Kościół: Kościół „swój” (zob. Mt 16,18).
– Bądź też Chrystus dociera do poszczególnego człowieka w sposób nadzwyczajny, który pozostaje tajemnicą Jego działania jako jednocześnie Boga i Człowieka.

A że jako Odkupiciel, Chrystus „... nas miłuje, i ... przez swą Krew uwolnił nas od naszych grzechów” (Ap 1,5), nie może Mu nie zależeć (zob. 1 P 5,7) w sensie obiektywnym na tym, żeby „... wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy” (1 Tm 2,4; chodzi oczywiście o ‘Prawdę’ w znaczeniu biblijnym: Bożą Wierność-Prawdę = Jezusa-PRAWDĘ-Osobę = realizację niezłomnej Woli Boga, by człowieka ... odkupić w Krwi Syna Bożego Jezusa Chrystusa).

Znaczy to zatem, że dzieło odkupienia musi zostać przyjęte przez każdego z osobna z odkupionych. Tak dopiero może ono być zaasymilowane przez poszczególnego odkupionego i przynieść mu owoc.

Nie inaczej, lecz jako Ukrzyżowany (!) – a zarazem Zmartwychwstały, Jezus Chrystus „... jest Tym, który jako Ukrzyżowany stoi i kołacze do drzwi serca każdego człowieka, nie naruszając jego wolności, ale starając się z tej ludzkiej wolności wyzwolić miłość ...” (zob. DiM 8,c-h; oraz: Ap 3,20). O tym wszystkim mówiliśmy już obszernie w poprzednich częściach naszej strony (zob. wyż.: Odkupiciel u drzwi ludzkiego serca).

Innymi słowy niezależnie od tego, czy dany człowiek słyszał o Chrystusie czy nie, czy jest muzułmaninem, czy najbardziej zagorzałym ateistą względnie anty-teistą, wyznawcą którejkolwiek z religii czy wyznań – Odkupiciel nie potrafi nie dać każdemu człowiekowi bez wyjątku szansy do osobistego spotkania z sobą jako właśnie jedynym Bogiem i jedynym Odkupicielem. Jeśli nie w innych okolicznościach, to bez wątpienia w chwili ostatecznej-decydującej, od której zależeć będzie jego życie wieczne: w chwili jego umierania (zob. do tego wyż.: Umierające Małe Dzieci – Niepełnosprawni – każdy). Wtedy to Chrystus zapyta każdego z osobna tak samo, jak owego uzdrowionego niewidomego od urodzenia (J 9):

„... ‘Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?’ – On odpowiedział:
A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?’
Rzekł do niego Jezus: ‘Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie’.
On zaś odpowiedział: ‘Wierzę, Panie’ !
i upadł przed nim na ziemię w hołdzie uwielbienia”
(J 9,35-38).

Jest oczywiście rzeczą jasną, że Trójjedyny, a tym samym Jezus Chrystus, nigdy nie naruszy wolności stworzenia swego umiłowania: człowieka.
– Ale też: nigdy też nie ulegnie zachwianiu podstawowy sens Bożego daru wolności woli, tzn. człowieczej zdolności samo-stanowienia. Poprzednio podkreślaliśmy już wielokrotnie, że jedynym celem i sensem daru ‘wolnej woli’ jest stworzenie człowiekowi możliwości wyzwolenia z tejże ‘wolności’ aktu miłości: do Boga i do ludzi.

Tak dopiero człowiek może stać się „darem osoby-dla-osoby” (LR 11). Wiadomo jednak, że ta sama władza samo-stanowienia, czyli wolna wola, może też stworzyć człowiekowi tragiczną w swych skutkach możliwość odrzucenia Bożej Miłości, czyli odwrócenia się do Trójjedynego „plecami”, zamiast wpatrywać się w Niego obliczem-w-Oblicze (zob. np. Jr 2,27; 7,24; 15,6; 32,33).

(5.1 kB)
Objaśnienie

‘Pierwszy’ doświadczył dramatycznego ryzyka owego daru na sobie jako Bogu, sam ... Trójjedyny. Stało się to na samym pra-początku: w grzechu popełnionym przez pra-rodziców w raju (Rdz 3,6n).
– A jednak, Bóg przenigdy daru samo-stanowienia, tzn. wolnej woli – człowiekowi nie odbierze. Tak bardzo Bogu zależy na tym, by u człowieka zaistniała możność w pełni dobrowolnie wzbudzonego do Boga aktu miłości.

Świadectwem zaś tak pojmowanej, mocą samo-stanowienia podejmowanej ‘miłości’ do Boga i do bliźniego staje się każdorazowo spełnianie Bożych oczekiwań, wyrażonych w pełnych Bożej miłości przykazaniach:

„Kto ma przykazania Moje i zachowuje je,
ten Mnie miłuje ...” (J 14,21).

Niemniej nie zawsze tak się dzieje. Zdajemy sobie sprawę z trwającego w świecie nieustannego napięcia między przylgnięciem do Boga, a odchodzeniem od tegoż Boga i Jego zwalczania.
– Jan Paweł II przytaczał w tym kontekście wypowiedź św. Augustyna:

„... Historia nie jest po prostu procesem, który z konieczności prowadzi ku lepszemu, lecz jest wynikiem wolności, a raczej walki pomiędzy przeciwstawnymi wolnościami, czyli – według znanego określenia św. Augustyna – konfliktem między dwiema miłościami:
– miłością Boga, posuniętą aż do wzgardy sobą,
– i miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga” (FC 6).

W ten sposób dochodzi wcale nie rzadko do sytuacji, gdy człowiek może zwrócić się do Chrystusa i całej Trójcy Przenajświętszej – mocą w zarząd mu przez Boga podarowanego uzdolnienia do samo-stanowienia, w klimacie buntu i arogancji w stylu upadłych Aniołów:

„Nie chcę Cię, Chryste, znać!
Nie Tobie siebie zawierzam!”
„Ty mnie, Szatanie, rozumiesz!
Ciebie obieram za ojca!
Tobie się zawierzam:
w życiu, w umieraniu,
i po śmierci! ...”

Słowo to jest równoznaczne z wyproszeniem Boga z swego serca – w założeniu: w sensie definitywnym. Tym jest każdorazowy grzech ciężki:

„Grzech jest nieposłuszeństwem człowieka,
który nie uznaje – aktem swej wolności – panowania Boga w swym życiu,
przynajmniej w określonym momencie, kiedy przekracza Jego Prawo” (RP 14; zob. tamże, nr 17: ostatnie zdanie tego fragmentu – o uwarunkowaniach psychologicznych, które nie mogą jednak naruszyć kategorii teologicznej: obiektywizmu grzechu).

Czy człowiek, który z swego serca (w przypadku grzechu ciężkiego: definitywnie) wyprasza Jezusa Chrystusa, a tym samym odcina się od swego życia wiecznego w Bogu – na tym ... wygrywa ...? ...? ...? (zob. do tego wyż.: Bluźniercza modlitwa do Szatana-ojca).

Samego w sobie bowiem istnienia w życiu wiecznym – człowiek unicestwić nie jest w stanie.
Unicestwienia ludzkiego istnienia ... nie ma! Raz z nie-istnienia do istnienia wywołana-stworzona osoba nigdy już istnieć nie przestaje. Śmierć biologiczna jest tylko progiem, a nie kresem. Kresem istnienia człowieka-osoby jest życie – wieczne.
– Życie to będzie się jednak toczyło po tej stronie, jaką mocą jemu – jedynie w zarząd podarowana jego zdolność samo-stanowienia – aktem swej wolnej woli wybierze.

(48 kB)
Objaśnienie

Będzie to zatem:

(0,36 kB)  bądź życie wieczne w „Domu Ojca” (J 14,2n);

(0,37 kB)  bądź będzie to życie w świadomie wybranym wiecznym potępieniu.

O życiu potępionych na wieczność, wieczność potępienia dokonanego z własnego wyboru – wspomina ostatnia Księga Nowego Testamentu, Apokalipsa Janowa:

„... I osądzono zmarłych z tego, co w Księgach zapisano,
według ich czynów. ...
I morze wydało zmarłych, co w nim byli,
i Śmierć, i Otchłań wydały zmarłych, co w nich byli,
i każdy został osądzony według swoich czynów.
A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia.
To jest śmierć Druga – jeziora ognia.
Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w Księdze Życia,
został wrzucony do jeziora ognia” (Ap 20,12-15).

Ktoś może nie przyjąć do wiadomości tych słów Słowa-Bożego-Zapisanego. Każdy ma ‘wolną wolę’: daną mu w zarząd władzę samo-stanowienia. Uzdolnienie to podarowane zostało człowiekowi jako dar ‘instrumentalny’ po to, żeby mogła zaistnieć ... miłość do Boga i do bliźniego.

Ale jest też to dopowiedzenie Jezusowe, niezwykle poważne, ale tym samym radosne dla tych, którzy otwierają się na Oblubieńca-z-krzyża:

„Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie.
Niebo i ziemia przeminą, ale Moje Słowa – nie przeminą” (Mt 24,34n).


(3.5 kB)

3. „Ty masz słowa Życia – wiecznego” (J 6,68)

(2.8 kB)

Życie przegrać czy wygrać

Jeśli wybór, jakiego dokonuje ludzka osoba mocą jedynie w zarząd jej danej władzy samo-stanowienia, może skutkiem swego nie-rozsądku i własnej słabości – okazać się dla niej samej tragiczny w skutkach na wieczność, budzi się w sercu chcąc nie chcąc ‘zbawienny lęk’ w obliczu tegoż Bożego ryzykownego daru: władzy samo-stanowienia. Człowiek bowiem może posłużyć się nią nie tylko do dobra, ale i do zła, nie wyłączając przeciw dobru własnemu – definitywnemu.

Dar samo-stanowienia był i pozostaje z Bożego ustanowienia jedynie darem funkcyjno-narzędnym. Jedynie w następstwie zdolności której na imię: ‘wolna wola’ – może pojawić się na świecie: miłość i dobro.

Co prawda każdy człowiek jest bezustannie kuszony przez tego, który jest ‘Zły’. Człowiek jest przez niego bezustannie oszukiwany. On zaś, ten ‘Zły’, posługuje się swymi podstępnie zastawionymi sztuczkami (por. 2 Kor 11,3: w wersji greckiej; zob. wyż.: „Chytrze zastawione sztuczki uwodzicielskie”), by umilić człowiekowi to, co jest złe w oczach Bożych, ale tym samym złe dla samego kuszonego żywego Obrazu Boga.

Jednakże tym ostatecznie odpowiedzialnym i poczytalnym jest w przypadku zadziałania po linii podszeptów ‘Złego’ nie Szatan, lecz sam tylko określony człowiek. On w tej chwili dopuszcza się grzechu! On jest tym, który wyprasza Boga ze swego serca. Szatan do tego jedynie kusi – i nakłania. Niemniej nie Szatan grzeszy zamiast grzesznika, lecz sam ów grzesznik jest winien swojego grzechu.

Jak tu nie przejąć się drżeniem i zbawienną obawą w obliczu władzy samo-stanowienia, której ludzka słabość, a i skłonność do popełniania zła, może jakże łatwo użyć przeciw swemu własnemu wielorakiemu dobru, a nawet ku własnej ostatecznej klęsce?

W tym kontekście można by znów przytoczyć – tym razem zatroskane słowa Jana Pawła II z jego „Reconciliatio et Paenitentia – Pojednanie i Pokuta” (1984 r.):

„... W obliczu problemu spotkania zbuntowanej woli z Bogiem nieskończenie sprawiedliwym trudno nie doznawać zbawiennych uczuć ‘bojaźni i drżenia’, jak sugeruje św. Paweł [Flp 2,12], podczas gdy napomnienie Jezusa odnoszące się do grzechu, ‘który nie może być odpuszczony’ [zob. dokładniej: DeV 46-48: ‘Grzech przeciw Duchowi Świętemu’], potwierdza istnienie win, mogących ściągnąć na grzesznika jako karę – ‘śmierć wieczną’ ...” (RP 17).



(12.2 kB)
Objaśnienie

Skoro zatem zły wybór wolnej woli człowieka (jego władzy samo-stanowienia) może stać się w sensie dosłownym przegraną na zawsze: na życie w tej sytuacji świadomie wybranego potępienia – wiecznego, pojawia się pytanie:
co wobec tego czynić, żeby do takiego finału, który nie jest jedynie teoretyczną możliwością, nie doszło?
– Chodzi zaś nie tylko o siebie samego, lecz i każdego innego człowieka, a już szczególnie tych, z którymi jesteśmy związani głęboką więzią czy to pokrewieństwa krwi, czy nie obłudnej przyjaźni. Rozważania nasze są przecież stale osnute m.in. wokół wyboru kogoś bliskiego pod kątem małżeństwa, a w dalszej perspektywie: rodziny.

Trudno w tej chwili nie wznieść – za radą św. Pawła, Apostoła Narodów, wzroku ku ‘górze’ i nie posłuchać jego słów:

„Szukajcie tego, co w górze,
gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga” (Kol 3,1).

Któż inny bowiem może nas wesprzeć w sytuacji stale doświadczanej własnej słabości i chwiejności w podejmowaniu i wprowadzaniu w czyn postanowień, jak nie Jezus Chrystus, który dobrze wie, co to znaczy człowieczy upadek, a nawet zaparcie się Go, które musiało Go tak bardzo zaboleć.

Czy nie jest faktem zdumiewającym, że w takiej sytuacji, gdy któraś z ‘owiec’, może i bardzo krnąbrnych, się zagubi i z owczarni ucieknie, Jezus pozostawia „... dziewięćdziesiąt dziewięć owiec na pustyni”, a:

„... idzie za zgubioną, aż ją znajdzie.
A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu.
Sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im:
Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła’ ...” (Łk 15,4nn).


Z ust samego tego właśnie Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Syna Człowieczego jednocześnie dowiadujemy się, jaki jest cel Jego przyjścia na świat, bardziej dosłownie: „zstąpienia z nieba” (zob. np.: J 6,38.41n.51; Jego Ojcem – to Pierwsza Osoba Boża: Ojciec). Jezus wypowiada przytoczone tu słowa w odpowiedzi na postawione Mu pytanie Piłata, który Go przesłuchiwał podczas sądu tuż przed wydaniem wyroku śmierci krzyżowej.
– Było to zatem ze strony Jezusa Chrystusa wyznanie szczególnie uroczyste, jedno z Jego samo-objawień:

„... Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo Prawdzie
[= Prawda w znaczeniu biblijnym: Boża Wierność-Prawda raz człowiekowi danemu słowu: Kocham Cię, Ty mój żywy Obrazie! Życie Moje kładę na szalę, żebyś mógł się znaleźć w Domu Ojca!].
Każdy, kto jest z Prawdy, słucha Mojego głosu” (J 18,37).

(2.2 kB)

Czy mogę zawierzyć ... Jezusowi?

Czy można się jeszcze wahać w zawierzeniu siebie z pełnią ufności temu Chrystusowi, który:

„... wydał siebie samego za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości
i oczyścić sobie lud wybrany na własność,
gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków” (Tt 2,14)?

Przyjęta przez Jezusa Chrystusa, Syna Człowieczego, okrutna śmierć i poprzedzające ją tortury, jakie wziął na siebie dla swej odkupieńczej miłości do swych ludzkich braci i sióstr, których chciał za tę cenę: swojej krwi przelanej za nich „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28), wyrwać i wybawić od grożącej im śmierci wiecznej, to wszystko inne, a nie żarty ! Sam Bóg – w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, tzn.: nie jakikolwiek ‘człowiek’, ani żaden spośród ‘Aniołów’, lecz aż BÓG – staje się:

„... Ofiarą przebłagalną za nasze grzechy,
i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2)!

Spełnia się w sensie najdosłowniejszym, tzn. radykalnie – słowo tegoż Jezusa, jakie na łamach naszej strony przytaczaliśmy już tak wiele razy:

„... Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Jemu służono,
lecz żeby służyć – i dać swoje życie – na okup za wielu” (Mk 10,45).

Szatan ... na coś podobnego nigdy się nie zdobędzie. ‘ZŁY’ jest z natury swej niezdolny do jakiegokolwiek aktu miłości: ani względem Boga ani względem kogokolwiek z bliźnich. Zły potrafi tylko jedno: tych którzy jemu siebie zawierzają, sprowadzać natychmiast do statusu ludzi-niewolników, by ich w następnej kolejności ... pożerać.

Miłość – jako „dar osoby dla osoby” (LR 11) jest u Szatana z istoty swej niemożliwa. On jedynie – jak to stwierdza już wiele razy przytoczone Słowo Boże, swych wyznawców-niewolników niszczy i nimi się bezlitośnie ‘żywi’ : on ich stale ‘żre’. Wyciska ich ‘krew’ do ostatka – już tu na ziemi, a cóż dopiero potem, w istnieniu wiecznego potępienia! Wystarczy posłuchać jeszcze raz słów pierwszego Papieża, Piotra Apostoła:

„Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!
Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący –
krąży, szukając kogo pożreć.
Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu ...” (1 P 5,8).


Czy znajdziesz w dziejach ludzkości jakąś religię, według której bóstwo samo – zeszłoby na ziemię, by Boga przebłagać za grzechy ludzi grzeszących przeciw Bogu i tym samym przeciw sobie samym?
– Historia religii przytacza w obfitości relacje o wierzeniach, według których ‘bóstwo’ było wciąż ‘głodne’ ofiar-z-ludzi. Ludzi trzeba było ‘chwytać’, wyrywać im żywcem serce itd., żeby wciąż nie nasyconego, krwio-żerczego ‘boga’ nasycić, bądź np. żywcem spalać dzieci-w-ofierze, itd.
(zob. do tego z naszej strony np. tekst Objaśnienia pod obrazkiem MB z Guadalupe o rytualnych ofiarach ludzkich u Azteków w Meksyku: Matka Boska z Guadalupe. Niestety, żeby tekst z ‘Objaśnieniem’ pod obrazkiem stał się widoczny, trzeba otworzyć to miejsce w jego oryginale, a nie jako link wewnętrzny, czyli otworzyć odrębnie. Mianowicie wpisz po uruchomieniu przeglądarki internetowej – dla POLSKIEJ wersji naszej strony: http://lp33.de/strona-lp33/p6_1d.htm#f6r1n12; a dla wersji NIEMIECKIEJ: http://lp33.de/seite-lp33/p6_1d.htm#p6-1d3).

W religii Bożego Objawienia byłoby coś podobnego niemożliwe do pomyślenia! Tutaj sam Bóg – jak to dobrze, że jest on Jeden Jedyny, ale w Trzech Osobach – w Jezusie Chrystusie, Drugiej z Bożych Osób, staje się „Ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2).

Jedynie ‘równy’ zdolny jest przebłagać ‘równego’! Jakiekolwiek ofiary dla przebłagania Boga, złożone znieważonemu przez grzechy i zbrodnie ludzkości Bogu przez kogokolwiek z ludzi, a nawet Aniołów, z góry by nie miały w sensie absolutnym: najmniejszej wartości w oczach Bożych, czyli nie byłyby w stanie przebłagać Boga – za grzech ludzi. Brak by tu było jakiejkolwiek ‘proporcji’ i ‘równości’ pomiędzy znieważonym bóstwem, a dokonującym ‘przebłagania’ jedynie ... stworzeniem.
– Przypominamy sobie pogłębione rozważania na ten temat w poprzednich częściach naszej strony internetowej (zob. zwłaszcza z części IV: Grzech przetwarzany w nowe obdarowanie Miłością – w kontekście poprzedzającym; oraz: część V, rozdziały 3-4-5-6).

Tymczasem Jezus Chrystus, który w Naturze Bożej jest Drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, został wyraźnie posłany przez Ojca Niebieskiego, ażeby świat, tj. świat ludzi-grzeszników, zbawić-odkupić. Oto prawdziwa, nie-egoistyczna „miłość” – w Bożym stylu jej pojmowania – i realizowania! Jezus Chrystus, jako już Syn Człowieczy poprzez tajemnicę swego Wcielenia, do której doszło „za sprawą Ducha Świętego”, kiedy to Duch Święty dokonał cudu połączenia dwóch niesprowadzalnych do siebie natur: Bożej i człowieczej w jednej jedynej Osobie: Bożej – w łonie Maryi, Matki-Dziewicy, wielokrotnie dał wyraz swej świadomości, iż jest „posłany” przez swojego Ojca dla dokonania tego właśnie dzieła: odkupienia człowieka (zob. wyż.: Chrystus – Syn Boży „Posłany”; oraz np.: Chrystus – dar Miłości Ojca).

Ojciec nie na darmo posłał swego Jednorodzonego Syna na świat! Miłość Boga, skupiona w ‘Sercu’ Ojca Niebieskiego, pragnie całą gorącością swego Bóstwa – tego jednego: by każdemu człowiekowi stworzyć szansę ‘wygranej-na-zawsze’.

Ujawniał to wielokrotnie Jezus Chrystus – m.in. w ramach swej nocnej rozmowy z członkiem najwyższej Rady ówczesnego Izraela w Jeruzalem, Nikodemem:

„Tak bowiem Bóg [= Ojciec] umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy [= Jemu zawierzy: Jezu Ufam Tobie!],
nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg [= Ojciec] nie posłał swego Syna [zob.: J 4,34; 5,30; 7,28; 8,42; 17,3]
po to, aby świat potępił,
ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.
Kto wierzy w Niego [= Jemu zawierzy], nie podlega potępieniu;
a kto nie wierzy, już został potępiony,
bo nie uwierzył w Imię Jednorodzonego Syna Bożego.
A sąd polega na tym, że Światło przyszło na świat,
lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli Światło:
bo złe były ich uczynki ...” (J 3,16-19).

(23 kB)
Objaśnienie

Nie-wiara i odrzucenie, względnie ignorowanie Boga – jest zawsze kwestią nie-odstępnej i nie-zbywalnej wolności woli poszczególnego człowieka: jego władzy samo-stanowienia. Władza ta jednocześnie ... nie chce dopuścić do tego, żeby inne jeszcze uzdolnienie ludzkiej osoby: samo-świadomość człowieka, mogła się należycie uruchomić: zdolność człowieka do myślenia. Dzieje się to oczywiście pod przemożną presją tego którym jest ‘Zły’: szatana. Ten zaś wmawia łatwowiernemu człowiekowi, że takie zachowanie w obliczu Bożych oczekiwań, wyrażonych m.in. w Dziesięciorgu Przykazaniach, jest wymarzonym szczytem wyzwolenia się spod ‘nieznośnej’ kurateli ... Boga!

Ceną odrzucenia Boga w przypadku każdorazowego dopuszczenia się grzechu (ciężkiego), jest wybór nie-Boga, czyli tego który jest Zły: Szatana. Wybór najgorszy z możliwych – z wszystkimi tego konsekwencjami. Powodem-przyczyną tego ‘odrzucenia’ Boga, sprzeciwienia się Bogu oraz Jego Słowu (Jego Przykazaniom) jest zawsze to jedno: „... bo złe były ich uczynki ...” (J 3,16-19).

Wybór ZŁEGO w przypadku decyzji i przyzwolenia na grzech jest wobec tego wyborem za tym, który jest ZŁY: Szatanem. Chociażby zaś ktoś, po odrzuceniu (w swej świadomości i woli) Boga, usiłował nie wierzyć z kolei w istnienie ... Złego: Szatana, on i tak istnieje – i działa z wielką potęgą. Najłatwiej zaś udaje mu się działać, gdy sam pozostaje nie rozpoznany.

Jak zaś istnienie i działanie Złego jest rzeczywistością bezsporną, tak tym bardziej istnienie – tym razem Boga Żywego, jako Tego „Który Jest” i który każdego z osobna zaprasza do zdumiewającego jedno-z-sobą-na-zawsze – za cenę jednak „postępowania ‘jak należy’ w Domu Bożym, który jest Kościołem Boga Żywego, filarem i podporą Prawdy” (1 Tm 3,15), jest radosną Rzeczywistością, nieustannie zapraszającą do całkowitego zawierzenia, jakie ponad wątpliwość „zawieść nie może” (Rz 5,5).

Nadal też w pełni aktualne jest słowo tegoż Odkupiciela, Jezusa Chrystusa, z Jego „Modlitwy Arcykapłańskiej”:

„A to jest życie wieczne:
aby znali [= równoznaczne z przylgnięciem] Ciebie, jedynego prawdziwego Boga,
oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa ...” (J 17,3).

Słowo Jezusa: „... aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga ...” zawiera oczywiście treść taką, jaką pod użytym tu czasownikiem wyraża mentalność semicko-izraelska. Nią właśnie posłużył się Duch Święty przy stawaniu się Słowa-Bożego-Pisanego pod Jego Tchnieniem.

Chodzi mianowicie nie tylko o teoretyczne, rozumowe ‘poznanie’ Boga [= wiem, iż Bóg istnieje], lecz o przylgnięcie do Niego wraz z pełnieniem wobec tego wszystkiego, co Mu jest miłe, a co Bóg zaproponował człowiekowi w formie przykazań, które są pełne Jego stworzycielskiej i odkupicielskiej miłości.

Chodzi zatem o treść swoiście równoważną z określeniem, którym posługujemy się my, używając czasownika: ‘zawierzam’, względnie rzeczownika: ‘zawierzenie’, a jeszcze inaczej: „Boże, Jezu – ufam(-y) Tobie”.

(3.5 kB)

4. „Umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20)

(2.8 kB)

Chrystus zawierzeniem moim: naszym

Wszystko co przed chwilą przedstawiono, w pełni dotyczy niejednego młodego człowieka, chociaż oczywiście człowieka nie tylko ‘młodego’... Jakże często dorastające dziecko, a tym bardziej młodzieniec i panna, są podszczuwani przez tego który jest Zły – do buntu przeciw Bogu i Odkupicielowi. Im się może wydawać (jest to z zasady dziełem Złego, który nie przestaje ich uwodzić i ukazywać ‘zło’ jako ‘dobro’; por. Iz 5,20), że muszą wykazywać się agresywnością i siłowo forsować swoje zdanie, obalając wszystko, co było dotąd – jako niemodne-przestarzałe, czyli w krótkowzrocznej ocenie: ‘złe’.

Dla dodania sobie złudnego ‘animuszu’ sięgają nierzadko po używki, alkohol, tytoń, pieczętując wszystko jeszcze innymi przyjemnościami ...
– Do podtrzymywania takiej postawy posługuje się Zły swą odwieczną metodą, sprawdzoną po raz pierwszy w raju: okłamywaniem-uwiedzeniem, by w następnym etapie tym skuteczniej, a w miarę tu na ziemi bezboleśnie – zabić życie łaski i możliwie najskuteczniej blokować ponowne nawiązanie kontaktu z Odkupicielem (zob. wyż.: Zawłaszczenie wolnej woli człowieka).

Głębi człowieczeństwa nie da się jednak oszukać na dłuższą metę. Czy ktoś jest wierzący czy nie; czy jest wyznawcą tej czy innej religii lub wyznania, wychowany w środowisku religijnym czy całkiem ateistycznym lub nawet anty-teistycznym, każda ludzka osoba – świadoma tego czy wyczuwająca tę rzeczywistość jedynie w pod-świadomości, jest nadal żywym „Obrazem i Podobieństwem” tego Boga, który JEST – miłością, i który nie może nie życzyć dziecku swojego umiłowania spełnienia jego człowieczeństwa w tym jednym ‘miejscu’, jakim jest „Dom Ojca” (J 14,2n): w życiu szczęśliwości-na-zawsze.
– Niemożliwe, żeby Bóg – mógł być inny. Chociażby środowisko, w którym człowiek się obraca, również ten młody, zupełnie zdeformowało jego właściwe pojmowania Boga Prawdy.

A że człowiek – czy o tym wie, czy nie – jest żywym Obrazem Boga, nigdy nie będzie w pełni ‘sobą’: człowiekiem, ani tym bardziej szczęśliwym-spełnionym, jak tylko wtedy, gdy będzie się rozwijał w kierunku stałego upodobniania się do swego pierwowzoru: Boga Trójjedynego.
– Bóg jest dla każdego człowieka busolą, która będzie ukierunkowywała jego życie w sposób nieutulony na Boga, a nie na samą tylko ‘materię’.
– Największym cierpieniem potępionych jest to właśnie: również oni są ukierunkowani całą swoją istotą na Boga, a przecież tego Boga jednocześnie w swym źle użytym samo-stanowieniu (wolnej woli) ... nienawidzą.

W tym sensie nigdy nie ulegną przedawnieniu słowa św. Augustyna (+430 r.) z jego „Wyznań”:

„Stworzyłeś nas, Boże, dla siebie i niespokojne jest serce nasze,
dopóki nie spocznie w Tobie” (Confessiones, I, 1: CCL 27,1).

Tę samą treść, chociaż innymi słowami, wyraził w swej pierwszej encyklice św. Jan Paweł II, gdy z wielką mocą podkreślał, iż człowiek nie może żyć bez objawienia się mu Miłości:

„Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się miłość, jeśli nie spotka się z miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa.
I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, ‘objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi’.
– To jest ów – jeśli tak wolno się wyrazić – ludzki wymiar  tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo!
‘Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie’ (Ga 3,28).
– Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca – nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty – musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie ‘przyswoić’, zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć.
– Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg ‘Syna swego Jednorodzonego dał’, ażeby on, człowiek ‘nie zginął, ale miał życie wieczne’ ...[por. J 3,16](RH 10).

Tenże Jan Paweł II uprzedza zarzut, jakoby Kościół naruszał tzw. ‘neutralność państwa’, ilekroć odwołuje się do Boga i Bożych Przykazań oraz domaga się poszanowania dla norm etycznych w życiu indywidualnym, społecznym i państwowym.
– W czasie swej Czwartej Pielgrzymki do Ojczyzny podkreślił w swej homilii wygłoszonej w Lubaczowie:

„... Nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem ...– ...
–... Postulat ‘neutralności światopoglądowej’ jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli ...
Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego, i niewiele ma wspólnego z światopoglądową neutralnością” (IV Pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, Lubaczów, Homilia „Katolicy czuliby się nieswojo w państwie, z którego struktur wyrzucono by Boga, 3.VI.1991, pkt 6).


Fakt naszego pochodzenia od Boga-Stworzyciela, a ponadto ... Odkupiciela – jest faktem ontologicznym, tzn. jest prawdą samego bytu. Nie ma człowieka, który by z nie-istnienia do istnienia nie został wywołany przez samego Boga-Stworzyciela – i zarazem Odkupiciela człowieka. Człowiek bowiem, każdy bez wyjątku – łącznie z tym niepełnosprawnym, jest tym „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego” (GS 24).
– Jeśli zatem jestem przez Boga „chciany” ze względu na „mnie samego”, nie może to nie znaczyć, że tenże Bóg-Stworzyciel – mnie o tym konkretnym imieniu „dla mnie samego umiłował”. Czyli Bóg za mną tęskni. Tęskni na swój Boży sposób, dla mnie niepojęty, a przecież tym bardziej rzeczywisty.

Skoro zaś Bóg za mną tęskni znaczy to, że mnie zaprasza do oblubieńczości-ze-sobą: oblubieńczości na Jego, Boży sposób jej pojmowania. Konsekwentnie zaś: jeśli Bóg stworzył mnie „dla mnie samego” i proponuje mi stale swoje tęskno oczekiwane ‘jedno-ze-mną’, znaczy to tym samym, że stworzył mnie dla życia – wiecznego. Oraz że śmierć biologiczna, której i ja ponad wątpliwość prędzej czy później doświadczę, nie stanowi dla Boga żadnego problemu w wezwaniu mnie do oblubieńczości-ze-sobą: na zawsze – w „Domu Ojca”.

Z kolei zaś bez wyjątku każdy człowiek – ponad wątpliwość ... zmartwychwstanie (zob. J 5,25.28n)! A tylko nie od Boga, lecz od mojej wolnej woli, czyli również mnie przez Boga zaofiarowanej dramatycznej władzy: samo-stanowienia – uzależniony jest mój własny los, który tak czy owak będzie wieczny.

Mianowicie jedynie od mojego wyboru będzie zależało, czy do oblubieńczości, wytęsknionej przez mego Stworzyciela i Odkupiciela – stawię się po Bożej stronie, czy też – nie daj Boże, po stronie jej definitywnego odrzucenia. Stałoby się to tym samym dobrowolnie obraną niewolą-w-służbie nie kochanego, a przecież dobrowolnie obranego, ze „zgrzytaniem zębów” (por. Mt 13,32.50) znienawidzonego Złego.

(2.2 kB)

Samo-stanowienie dla miłości-daru

Wszystko to jest dla każdego na razie nie obsianym polem-do-zagospodarowania. Spełnienie tego zadania jest szansą do wygrania, podarowaną każdej ludzkiej osobie. Bóg mianowicie każdego człowieka wyposażył w nie-zbywalną i nie-odstępną zdolność: władzę samo-stanowienia, czyli wolną wolę. Jest ona podłożem, warunkującym wzrost i rozwój owoców miłości – zarówno do Boga, jak i do bliźniego.

Ileż razy o wolnej woli, jej szansach i utrudnieniach, mówił św. Jan Paweł II w swych wielorakich dokumentach, wyznaczających Nauczanie Kościoła! Często też wracał w czasie swych coraz dalszych Pielgrzymek do Ojczyzny do tematu ‘wolności’ jako zadania i obowiązku jej odpowiedzialnego zagospodarowania. I tak np. w czasie swej IV Pielgrzymki do Ojczyzny mówił w Olsztynie (5-6.VI.1991) m.in.:

„... ‘Prawda was wyzwoli’ – powiedział Chrystus [J 8,32]. ... To jest dopowiedzenie ósmego przykazania.
... Prawda, która wyzwala [= daje wolność]wolność przez prawdę. ... Poza prawdą, wolność nie jest wolnością. Jest pozorem. Jest nawet zniewoleniem.
– ... To jest perspektywa naszych czasów. Pomiędzy wolnością, do której Chrystus nas wyzwolił i stale wyzwala, a odejściem od Chrystusa w imię tak często bardzo głośno propagowanej wolności.

– Wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, to jedna droga.
Druga droga to wolność ‘od’ Chrystusa.
Bo często się tutaj stosuje takie słowa pozorne, mówi się ‘klerykalizm’, ‘antyklerykalizm’, a na dnie chodzi o to jedno: wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, czy też wolność od Chrystusa?
– To są te dwie drogi, którymi idzie i pójdzie na pewno Europa.
Europa ma szczególne związki z Chrystusem, tu się zaczęła ewangelizacja, ale tu także zrodziły się, stale się rodzą różne postaci odchodzenia od Chrystusa, programy odchodzenia od Chrystusa.
– I przed nami również otwiera się ta dwoistość, ten rozstaj. Wolność, do której Chrystus nas wyzwala, wolność przez prawdę. Prawda nas wyzwala. Albo też: wolność od Chrystusa.
– Droga Ewangelii, i Eucharystii. Niech nigdy nie zabraknie jednej i drugiej w życiu Ludu Bożego... ” (IV Pielgrzymka do Ojczyzny, Olsztyn, Msza św. dla wiernych z diecezji Warmińskiej, 6.VI.1991, pkt. 5-6).

(24 kB)
Objaśnienie

A że On: Chrystus, Syn Boga Żywego, jest Osobą, jak Osobami są Trzy Osoby Jednego i tego samego Boga Miłości-Życia, nie mogę nie być i ja z kolei ... osobą: Bożym żywym Obrazem-Podobieństwem (Rdz 1,26n) tegoż Boga w Jego Trzech Osobach.

Tym samym jednak nie ma człowieka nie wyposażonego w te trzy nie-zbywalne i nie-odstępne przymioty-dary osoby, o których tylekroć była mowa na naszej stronie: samo-świadomość, samo-stanowienie, zdolność podejmowania odpowiedzialności-poczytalności. Jako istota co prawda cielesna wraz z funkcjami biologiczno-fizjologicznymi na podobieństwo ciała zwierząt, jest człowiek ponadto niezbywalnie wyposażony w nieśmiertelnego ducha, w nieśmiertelną duszę. Ona to dopiero: dusza ludzka – stanowi o człowieczej niepowtarzalności i godności wobec całego ożywionego i nie-ożywionego kosmosu (por. FC 11).


Z tej samej IV Pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny (1-9.VI.1991 r.) przytoczymy jeszcze parę zdań z homilii Ojca świętego z Warszawy (9.VI.) – z beatyfikacji O.Rafała Chylińskiego. Ojciec święty podjął w niej ponownie wielki temat egzaminu z wolności, jaki staje przed nami.

Oto fragmenty Papieskiej homilii w nawiązaniu do wolności, tej władzy samo-stanowienia – w jej ukierunkowaniu na wydanie kwiatu miłości, która jest celem daru ‘wolności’:

„Przykazanie miłości ma w Ewangelii także swój wymiar społeczny.
Mówi Chrystus: To jest Moje Przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali ... [J 15,12].
– W każdym swoim wymiarze przykazanie miłości jest odniesione do ludzkiej woli, która jest wolna. Człowiek, kierując się światłem rozumu, czyli sądem sumienia – wybiera, a w ten sposób rozstrzyga i stanowi o sobie [= wola: władza samo-stanowienia]. Nadaje kształt swym uczynkom.
Przykazanie miłości jest skierowane do wolnej woli, od niej bowiem zależy, czy człowiek nada swym uczynkom, swemu postępowaniu, kształt miłości, lub też inny kształt, miłości przeciwny. Może to być kształt egoizmu, kształt obojętności na potrzeby drugiego, obojętności na dobro wspólne. Może to być wreszcie kształt nienawiści czy zdrady – wbrew temu, czego uczy Chrystus: miłujcie waszych nieprzyjaciół ” [Mt 5,44] (Homilia, pkt 2).

– „Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie ginie ...
‘Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje’ [J 15,13] – powiedział Chrystus.
Chrystus sam jest pierwszym wśród tych, którzy dawali życie ...” (Homilia, pkt 3).

„... I oto wszyscy czujemy, że ... suwerenna podmiotowość jest nie tylko osiągnięciem, ale jest także nowym wyzwaniem. Wyzwaniem do określenia siebie, do urzeczywistniania siebie, do bycia sobą. Jako człowiek – osoba i jako Naród – wspólnota. To wyzwanie na różne sposoby jest zaadresowane do ludzkiej woli: do woli każdego i wszystkich. Zdajemy egzamin z naszego człowieczeństwa i z naszego chrześcijaństwa, z naszej polskości i z naszej europejskości ...
– ... Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale, stale, stale zdobywać. Zdobywa się ją, czyniąc z niej dobry użytek – czyniąc użytek w prawdzie, bo tylko prawda czyni wolnymi [por. J 8,32] ludzi i ludzkie wspólnoty, społeczeństwa i narody. Tak uczy Chrystus...
– ... Modlę się razem z Wami o ten egzamin z wolności, który jest przed Wami ...” (Homilia pkt 4).

„Co jest odpowiedzią? Odpowiedzi musi być wiele, każda dostosowana do osoby, środowiska, sytuacji. Równocześnie odpowiedź jest jedna: jest nią przykazanie miłości. Ewangeliczne wielkie przykazanie, poprzez które człowiek odnajduje siebie jako osoba i jako uczestnik wspólnoty, jako syn czy córka Narodu. Jeden i wszyscy.
– Uczy Sobór: Człowiek jest jedynym na świecie stworzeniem, którego Bóg (stwarzając) chciał dla niego samego. A równocześnie ten człowiek – Obraz Boga i Jego Podobieństwo – nie urzeczywistni siebie inaczej jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego.
– A więc – nie egoizm, nie szybki sukces ekonomiczny (za każdą cenę), nie praktyczny materializm, (można by tę listę pomnożyć)..., ale gotowość dawania siebie, postęp moralny, odpowiedzialność. Jednym słowem: Przykazanie miłości ...” (Jan Paweł II, IV Pielgrzymka do Ojczyzny, Warszawa, 9.VI.1991, ‘Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Beatyfikacja O.Rafała Chylińskiego; pkt 5).


A jakże nie nawiązać jeszcze raz do żarliwych słów Jana Pawła II z jego dialogu z młodzieżą zebraną pod siedzibą biskupią w Krakowie w 1987 r. (10.VI.1987 r.) w Roku Eucharystycznym w czasie Jego III Pielgrzymki do Ojczyzny, gdy określił Eucharystię jako ‘sakrament przebicia’. Pod koniec swego dialogu powiedział m.in.:

„Bardzo wielkim niebezpieczeństwem, o którym słyszę .... jest to, że ludzie się jak gdyby mniej miłują w Polsce, że coraz bardziej dochodzą do głosu egoizmy, przeciwieństwa. Ludzie się nie znoszą, ludzie się zwalczają. To jest zły posiew. To nie jest Eucharystia, to nie jest od Chrystusa. I to trzeba przeobrazić ...
Musi w świadomości wszystkich nas stanąć na pierwszym miejscu to, że jest Ktoś, kto miłuje, bez względu. Nigdy się z tej miłości nie wycofuje. Choćbym ja był najgorszy, choćbym ja Go zawodził, choćbym ja Go zdradzał, tak jak Go zdradził nawet i ten Piotr, którego jestem następcą, On nie zawodzi. Można na Jego miłość zawsze liczyć.

Napisałem ... takie zdanie, że wolności nigdy nie można posiadać. Jest bardzo niebezpiecznie ją posiadać. Wolność trzeba stale zdobywać. Wolność jest właściwością człowieka, Bóg go stworzył wolnym. Stworzył go wolnym, dał mu wolną wolę bez względu na konsekwencje.
Człowiek źle użył wolności, którą Bóg mu dał, ale Bóg stworzył go wolnym i absolutnie nie wycofa się z tego. Zapłacił za swój dar, zapłacił sam za swój dar. To czym my teraz żyjemy przez Kongres Eucharystyczny, Eucharystia wciąż nam przecież o tym przypomina, jak Bóg zapłacił za swój dar, dar wolności dany człowiekowi. Ale daru nie cofnął i nie cofnie.
... Bóg człowieka uczynił wolnym nie dla swawoli, to też prawda.
– Myśmy kiedyś w przeszłości, my Polacy, nasi praojcowie, zawinili, zawinili wobec wolności. Nazywaliśmy to ‘złotą wolnością’, a okazała się zmurszałą! ...
– Wolność jest darem Bożym. To się nawet nie redukuje do jakichś ludzkich ustaleń. Człowiek może ustalać tylko w obrębie tego, co już jest jakoś zadane w porządku przez człowieka zastanym, porządku stworzonym przez Boga.
– Więc Kościół jest ekspertem od wolności, tak jak jest ekspertem od grzechu. Bo te rzeczy idą razem z sobą: wolność i grzech. Bóg zaryzykował – ośmielę się powiedzieć – zaryzykował wolność w stosunku do swoich stworzeń, w stosunku do ludzi tu na ziemi, zapłacił za to i to potwierdziło wymiar wolności człowieka w niesamowity sposób, właśnie to, że Bóg za wolność nadużytą przez człowieka zapłacił. To właśnie znaczy: ‘do końca umiłował’...
Nie może być zdrowego społeczeństwa, jeżeli w nim sprawa wolności, wolności osobowej, wolności wspólnotowej, wolności narodowej nie jest rozwiązana do końca, uczciwie, z pełnym poczuciem odpowiedzialności ...” (III Pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny: 8-14.VI.1987 4., Kraków, ‘Eucharystia jest Sakramentem siły przebicia’, 10.VI., Spotkanie z młodzieżą przed siedzibą Arcybiskupów Krakowskich, druga połowa).


Szczególnie żarliwie uświadamiał Jan Paweł II sprawę wolności i jej użycia młodzieży w czasie swojej Drugiej Pielgrzymki do Ojczyzny (16-23.VI.1983 r.) podczas Apelu Milenijnego. Było to 18 czerwca 1983 r. Papież rozwinął treść ‘Apelu Jasnogórskiego’: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. O słowach tego „Apelu” powiedział:

„... Te słowa świadczą o tym, że wierzymy w Miłość, która nas stale ogarnia. Ta miłość zrodziła się u stóp krzyża, kiedy Chrystus... zawierzył Maryi swojego ucznia Jana: ‘Oto syn Twój’ [J 19,26]... (Apel, pkt 3).
Słowa te są zarazem wewnętrznym programem miłości. Określają one miłość nie wedle skali samego uczucia, ale wedle wewnętrznej postawy, jaką ona stanowi.
– Miłować – to znaczy: być przy osobie, którą się miłuje (‘jestem przy Tobie’), to znaczy zarazem: być przy Miłości, jaką jestem miłowany.... Chodzić niejako z obrazem umiłowanej osoby w oczach i w sercu. To znaczy zarazem: rozważać tę Miłość, jaką jestem miłowany, i coraz bardziej zgłębiać jej Boską i ludzką wielkość ...
– Jest rzeczą niesłychanie doniosłą, aby w młodości ... chodzić z takim dojrzałym wewnętrznym programem miłości, właśnie o takim, o jakim mówi Apel Jasnogórski.
... Pani Jasnogórska jest Nauczycielką Pięknej Miłości dla wszystkich... (Apel, pkt 4).

Odpowiedzią na tę Miłość musi być właśnie to, że czuwam ! Co to znaczy: ‘czuwam’?
To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie.
– To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszyć, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inni.
... Do Was należy położyć zdecydowaną zaporę demoralizacji – zaporę tym wadom społecznym, których ja tu nie będę nazywał po imieniu, ale o których Wy sami doskonale wiecie. Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali. Doświadczenia historyczne mówią nam o tym, ile kosztowała cały naród okresowa demoralizacja... (Apel, pkt 5).

Czuwam – to znaczy... : dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie ... (Apel, pkt 6).
Czuwam – to znaczy także: czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska ... To imię nas wszystkich zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje ...
... To, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości.
– Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo.
– Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem. Bogaty młodzieżą! Bogaty każdym, który czuwa w imię prawdy, ona bowiem nadaje kształt miłości ... (Apel, pkt 7).” (Druga Pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, Częstochowa, Apel Milejnijny do Młodzieży, 18.VI.1983 r.).

(3.5 kB)

5. Konkluzje podsumowujące

(2.8 kB)

Z przytoczonych tu szeregu homilii i słów św. Jana Pawła II wynika wciąż się narzucający, zasadniczy wniosek.
– Chodzi o zgłębienie samej rzeczywistości ‘miłości’. Jeśli ktoś ma odrobinę dobrej woli, nie może nie uznać pełnej słuszności wytrwale przez św. Jana Pawła II ukazywanego ścisłego związku pomiędzy władzą samo-stanowienia, czyli wolną wolą – a pojawieniem się miłości. Jej cechą rozpoznawczą jest nie-egoizm, a natomiast stawanie się bezinteresowną osobą-darem: ku najgłębiej pojmowanemu dobru kogoś ukochanego.

Tak pojmowana ‘miłość’, która nie waha się w razie potrzeby oddać nawet własnego życia dla zasadniczego, definitywnego dobra ukochanej osoby, pojawia się jedynie na podłożu decyzji wolnej woli. Wolna wola jako Boży dar samo-stanowienia, jest darem zawierzonym przez Boga ludzkiej osobie jako dar narzędno-funkcyjny.

(27 kB)
Objaśnienie

Miłość bezinteresowna, która nie poszukuje własnej korzyści i przyjemności, nie jest w stanie pojawić się w sytuacji przymusu. Działanie pod wpływem przymusu i ze ‘zgrzytaniem zębami’ istnieje jedynie tam, gdzie panuje ‘Zły’: szatan – w potępieniu wiecznym. A tu na ziemi w sytuacji, gdy sam człowiek dobrowolnie się poddaje ‘wyższej sile’ ogarniających go pożądań i namiętności. Serwują one złudną przyjemność – za cenę uprzednio zniewolonemu człowiekowi, chwilowo obałamucając go przyjemnością złą, by go tym skuteczniej wielorako zniszczyć i upokorzyć.
– W perspektywie definitywnej doprowadza zły użytek wolnej woli do utrwalonego odcięcia się od Boga Życia-Miłości – nie daj Boże: w potępieniu wiecznym.

Wypada zakończyć końcowym fragmentem Modlitwy Arcykapłańskiej Jezusa. Jezus Chrystus modlił się wtedy, tuż przed swą Męką, do Ojca o to jedno właśnie: aby ta – a nie inna – Miłość, jaką Ojciec Jego umiłował, była w sercach Jego uczniów. Oto jedno tylko prawdziwe życie: to życie wieczne. I jedna tylko miłość: Bóg-miłość.

Czynienie zła nie jest nigdy ślepą koniecznością. Na to przyszedł Odkupiciel człowieka, by swój żywy Obraz: mężczyznę i kobietę obdarzyć nową wolnością, którą odkupił i dał nam ją do dyspozycji jako wyraz swojej Bożo-Ludzkiej Miłości. A ta niczego tak nie pragnie, jak tego, żeby każdy z odkupionych znalazł się wespół z Nim, Odkupicielem i Matką Jego Maryją, w zachwycającym jedno-w-miłości z Ojcem i Synem, i Duchem Świętym. – Oto wspomniane słowa Jezusa:

„Ja w nich, a ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał,
żeś Ty Mnie posłał, i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.
– Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja Jestem.
Aby widzieli chwałę Moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata!
– Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem,
i oni poznali, żeś Ty mnie posłał.
Objawiłem im Twoje Imię, i nadal będę objawił:
aby Miłość – którą Ty Mnie umiłowałeś,
w nich była – i Ja w nich” (J 17,23-26).

(13.4 kB)

(6.6 kB) (6.6 kB) (6.6 kB)

NA ZAKONCZENIE
I POŻEGNANIE
NIENIEJSZEJ STRONY INTERNETOWEJ

(27 kB)

Z dziejów strony – ku wdzięczności Bożej Dobroci

Znaleźliśmy się u kresu tej ... dosyć obszernej strony internetowej. Już pobieżny rzut oka na PORTAL strony pozwala się zorientować, że nie jest to strona pięknych prezentacji obrazków, animacji i sztuczek grafiki komputerowej. Jest to strona tekstu, który swą z zasady nie płytką treścią staje się stałą propozycją i zarazem zachętą, by opowiedzieć się za tym, co jest dobrem-w-oczach Bożych, a tym samym dla samego człowieka. Człowiek zaś staje się ‘sobą’ w miarę jak staje się coraz bardziej podobny do swego Bożego Pierwowzoru: jako żywy Boży Obraz i Podobieństwo.

Zakończona strona porusza w dużej mierze problematykę etyki, czyli wzajemnych odniesień w aspekcie moralnym. Poruszona tematyka dotyczy często wzajemnych odniesień w aspekcie etyczno-moralnym pomiędzy małżonkami, tzn. osobami związanymi z sobą zawartym przymierzem małżeństwa: sakramentu małżeństwa. Innego zaś ‘małżeństwa’ nie ma w oczach Bożych – i konsekwentnie: nie ma innego małżeństwa w prawdziwym słowa tego znaczeniu.

Tym samym zaś poruszona tematyka dotyka wzajemnych odniesień na etapie przede wszystkim przed-małżeńskim, ale tym samym i poza-małżeńskim.
– Ponieważ zaś na niniejszej stronie chodzi wciąż o sprawy wymogów etyczno-moralnych, nic dziwnego, że nie posiada ona zbyt wielu czytelników. Etyka bowiem wiedzie wprost do konieczności zmiany stylu życia i rozwoju swego wnętrza ...

Skoro jednak nie wszyscy są powołani do życia w małżeństwie: sakramencie małżeństwa, nie można było nie nawiązać do stającej przed wielu zwłaszcza Młodymi Ludźmi możliwości dosłyszenia głosu Chrystusa, który osobiście powołuje kogoś do bliższego naśladowania swego życia w posłuszeństwie, ubóstwie i czystości: nie ku zubożeniu swego człowieczeństwa, ale jego promocji – w Duchu Świętym.

Stąd w części III odrębny rozdział (rozdz. 2) o powołaniu do kapłaństwa, a niezależnie od tego do życia konsekrowanego czy to w zgromadzeniach męskich, czy żeńskich; zgromadzeniach czynnych, czy kontemplacyjnych. Dopiero całokształt wszystkich tych możliwości, stających przed zwykle dopiero Młodym Człowiekiem, pozwala na ogarnięcie pełni możliwości rozwoju życia – zgodnie z propozycją pracy zawodowej i statusu życiowego, z jakimi przed każdym z osobna człowiekiem staje Ojciec Niebieski ku dobru jego własnemu, oraz tych wszystkich, z którymi Bóg pragnie związać jego życie i jego oddziaływanie.

Na szeregu miejscach zakończonej strony starał się autor uświadamiać Drogiemu Czytelnikowi, że całokształt etyki, skondensowany zwięźle w Dziesięciorgu Bożych Przykazań, nigdy nie miał i nie będzie miał charakteru sztywnych, policyjno-administracyjnych, bezdusznych przepisów, wymuszających na biednym człowieku podporządkowanie pod groźbą takiej czy innej sankcji. Poprzez niniejszą stronę internetową starał się autor wciąż ukazywać Boga Żywego: Boga-Osobę; Boga który umiłował – i nadal bezustannie miłuje.

Jeśli zaś ten Bóg cokolwiek poleca, albo nawet nakazuje – również pod sankcją utraty życia wiecznego, czyni to dlatego, że jest zatroskany o dobro człowieka: mężczyzny i kobiety w sensie spraw definitywnych: osiągnięcia życia wiecznego – czy też, nie daj Boże, jego utraty.

Na tym jednak Boży styl odniesień do człowieka się nie kończy: Bóg nieustannie SAM pierwszy czyni to, co potem dopiero człowiekowi nakazuje. Sam pierwszy nie daje się ‘zwyciężyć złu’, ale zło – tym większym dobrem zwycięża (por. Rz 12,21)!
– Sam też pierwszy się kładzie na drzewie Krzyża, a potem dopiero mówi: „Jeśli ktoś CHCE pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje ...” (Mk 8,34). Jezus wciąż jakżeż mocno uwydatnia odwołanie się do ludzkiej wolnej woli: „Jeśli kto CHCE pójść za Mną ...”

Dowodem tego, jak bardzo Bogu Życia i Miłości zależy na ‘wygranej’ człowieka, Obrazu swego szczególnego Umiłowania, stała się tajemnica Wcielenia Syna Bożego. Tajemnica ta jest wyrazem tego, jak wysoko sam Stworzyciel ceni człowieka jako osobę – wraz z podarowanymi mu niezbywalnymi człowieczymi, bo osobowymi – przymiotami: wyposażeniem go w samo-świadomość, samo-stanowienie, zdolność podejmowania odpowiedzialności-poczytalności. A wszystko to dzieje się bezustannie w łączności z wezwaniem i tym samym uzdolnieniem człowieka do przyjęcia i odpowiedzi miłości – na docierającą do niego, wciąż go promującą Miłość ze strony samego Boga Stworzyciela i Odkupiciela.

Jest zrozumiałe, że trudno mówić o jakichkolwiek zobowiązaniach natury etycznej bez ciągłego odwoływania się do pogłębionego rozumienia – ale i ukochania, tego, który gorąco proponuje człowiekowi te czy inne rozwiązania etyczne, jednocześnie nigdy człowieka nie zmuszając do działań zgodnych z wewnętrznym ładem miłości Bożej i ludzkiej.

Stąd tak wiele na niniejszej stronie internetowej nieustannego drążenia w głąb coraz innych tajemnic Boga jako Trójjedynego, szczególnie zaś tajemnicy Odkupienia. W niej to Trójjedyny objawia niejako ‘do końca’ zarówno siebie samego, jak i swój zdumiewający, zachwycający zamysł: zbawienia człowieka, a ponadto zaproponowania mu oblubieńczości ze sobą – w godach uczty weselnej z Barankiem co prawda zabitym, ale oto zmartwychwstałym, który dla swego Ludu stał się Oblubieńcem-z-Krzyża.

We wspomnianym drążeniu tajemnicy Odkupienia i wszystkiego, co się z nią wiąże, wychodziliśmy nieustannie z obficie wykorzystywanego Słowa-Bożego-Pisanego, czyli Pisma świętego – Bożego Słowa powstałego z Tchnienia Ducha Świętego.

Innym potężnym źródłem coraz innych przemyśleń i potężniejącego rozumienia tych tajemnic stało się obficie wykorzystane nauczanie zwłaszcza św. Jana Pawła II. Piszący tu autor miał szczęście być słuchaczem jego wykładów w czasie studiów po kapłaństwie, łącznie z uzyskaniem jego podpisu w indeksie studenckim. Ówczesny Arcybiskup Krakowa, Karol Wojtyła, prowadził na KUL-u w owym czasie wykłady, których owocem stało się jego studium etyczne „Miłość i Odpowiedzialność”.

Jak bardzo autor jest wdzięczny Bożej Opatrzności za to wszystko, co dane mu było z Bożej Dobroci poznać i lepiej zrozumieć czy to na studiach, a z kolei w własnych przemyśleniach, ubogaconych kontaktami z pracą w jakimś sensie międzynarodową w zakresie poradnictwa małżeńskiego, mającego na celu wciąż to jedno: dopomóc potrzebującym i pytającym w przyjęciu Bożych rozwiązań w każdym zakresie życia.

(2.2 kB)

Krótka charakterystyka siedmiu części strony

(0,38 kB)  Część pierwsza. Niniejsza strona internetowa, która zaczęła powstawać jako strona internetowana ok. 1999 r., początkowo w jedynie bardzo skromnej próbie pisania, miała już swoją bardzo długą prehistorię. Jako strona internetowa zaczęło się od pisania jej ... najpierw w języku niemieckim: na użytek przede wszystkim małżeństw i osób na etapie przedmałżeńskim, z wskazaniem Bożego rozwiązania w zakresie etycznie poprawnych odniesień małżeńskich.
– Dopiero wtórnie zaczął autor tłumaczyć już napisaną treść z kolei na język polski. W ten sposób zaczęła powstawać część pierwszy strony. Jest ona głównie poświęcona ‘Metodzie Owulacji [wg prof. John] Billingsa’. Rzecz ta przyszła z Australii – od samego jej autora prof. John J. Billings’a – do Polski i szeregu innych krajów Europy za pośrednictwem piszącego tu autora.

Siłą rzeczy zaczęła pojawiać się nagląco potrzeba pogłębionego spojrzenia na człowieka jako powołanego do życia wiecznego – również poprzez życie w małżeństwie. Taka jest geneza powstawania stopniowo coraz dalszych części niniejszej strony internetowej.

(0,38 kB)  Część druga jest spojrzeniem na problematykę etyki małżeńsko-narzeczeńskiej od strony nauczania Kościoła i jego powagi, oraz coraz dalszych jej uzasadnień: medycznej, antropologicznej, psychologicznej, teologicznej.

(0,37 kB)  Część trzecia jest próbą ukazania miłości według jej Bożych rozwiązań: powołania do małżeństwa, do kapłaństwa i życia zakonnego, po czym w dwóch kolejnych rozdziałach ukazane są refleksje na temat miłości przedmałżeńskiej i współżycia, z ostatnim rozdziałem poświęconym zagadnieniu alkoholu, papierosów, narkotyków.

(0,35 kB)  Część czwarta: przedstawia w sposób pogłębiony dzieło odkupienia oraz szanse pojednania człowieka z Bogiem poprzez sakrament pokuty-pojednania i Eucharystię. Końcowy rozdział części czwartej ukazuje bogaty zestaw modlitewny oraz podstawowe artykuły wiary.

(0,36 kB)  Część piąta, chyba szczególnie porywająca, to w 8 rozdziałach przedstawione zasadnicze aspekty Bożego Miłosierdzia. Pierwsze 6 rozdziałów to nieco rozbudowane główne tematy misji Miłosierdzia Bożego, jakie dane było piszącemu tu autorowi prowadzić w szeregu parafiach. Rozdział 8 tej części (V-tej) przedstawia tematycznie zebrane fragmenty z Dzienniczka św. S. Faustyny.
– Szczególniej zachęca autor do przyswojenia sobie (a zapewne i wielu innym, znajomym) i wplatania w modlitwę codzienną słów zawartych w grafice na samym koniuszku owego 8-go rozdziału piątej części: Codzienne zawierzenie Bożemu Miłosierdziu (3 zdania), oraz zaraz potem następującą Modlitwę Przebaczenia (w 2 zdaniach).
– Na samym końcu 8-go rozdziału tej piątej części (cz.V, rozdz. 8, plick ‘c’ u samego dołu) znajduje się odsyłacz-link do odrębnego miejsca na PORTALU naszej strony, gdzie owe „Dwie Modlitwy Miłosierdzia” ukazane zostały w blisko 30 różnych językach krajów Europy i innych kontynentów (zob. to: „Dwie Modlitwy Miłosierdzia w wielu językach”).
Rzeczą godną zalecenia byłoby upowszechniać te dwie ‘modlitewki’. Na pewno nikomu one krzywdy nie wyrządzą, a mogą stać się swoistym kluczem-biletem ułatwiającym osiągnięcie życia wiecznego. Można je odmawiać czy to w liczbie pojedynczej, czy mnogiej.

(0,36 kB)  Część szósta: to szeroko zakrojona próba ukazania małżeństwa jako sakramentu: od zarania zaistnienia człowieka aż po dokonane Odkupienie i wyniesienie małżeństwa do godności jednego z siedmiu sakramentów Kościoła Chrystusowego. Autor zachęca osoby zainteresowane Bożym przeżywaniem intymności małżeńskiej szczególniej do pogłębionego przemyślenia sugestii zawartych w końcowej części 9-go rozdziału tejże VI-tej części. Ponadto zaś zachęca autor do uzupełnienia tych rozważań lekturą pierwszego rozdziału z części siódmej.
– Wypada też zwrócić uwagę, że szczególnie aktualna jest przedstawiona w owej VI-tej części, w jej rozdziale 2 i 3 – paląca problematyka homoseksualizmu oraz ideologii ‘gender’ w jej coraz dalszych aspektach rozwojowych.

(0,35 kB)  Część siódma niniejszej strony. Składa się jedynie z 3 rozdziałów. Autor poczuł się zmuszony do kapitulacji z podjęcia się tworzenia dalszych jeszcze pierwotnie planowanych rozdziałów niniejszej strony: podarowane mu życie ... dobiega do końca (ur. w 1933 r.; aktualny rok: 2018 dobiega końca).
– Szczególnie porywający jest zapewne pierwszy rozdział tej części siódmej: o Chrystusie jako Oblubieńcu-z-krzyża.
Drugi rozdział części siódmej przedstawia tematykę rozszerzającego się pierwotnego Kościoła oraz jego zasadniczych właściwości – aż do Kościoła Domowego.
– Bardzo szczególny w swej wymowie jest zapewne trzeci rozdział tej VII części: o Młodzieńczości w obliczu małżeństwa jako sakramentu małżeństwa. Rozdział ten jest długi: jest on właściwie intrygującą książką-dla-siebie, omawiającą całokształt problematyki etyczno-teologicznej wzajemnych odniesień poprzedzających ślub małżeński.
Jest to zarazem ostatni, czyli zakończeniowy rozdział części VII, na którym zatem kończy się niniejsza strona internetowa.

(6.6 kB)

Autor chciałby jeszcze chociażby tylko mimochodem wspomnieć o artykułach i innych materiałach, zamieszczonych zwłaszcza w 4-tej kolumnie strony PORTALU niniejszej strony. Niektóre z nich są wciąż niezwykle aktualne – pouczające, wyjaśniające coraz inne aktualne problemy z zakresu etyki małżeńskiej, narzeczeńskiej, ojczyźnianej, kościelnej.

(27 kB)

Małe wyznanie na koniec ...

Jeśli wolno, dodałby autor jeszcze swoiste wyznanie.

Zakończona w tej chwili strona internetowej, której zwłaszcza niektóre fragmenty, nawołujące w Imię Boże do zajęcia zdecydowanych postaw etycznych, natrafiała i natrafia chwilami na gwałtowny sprzeciw, oskarżenia i trudne do przedstawienia reakcje ze strony pewnych P.T. Czytelników.

Autor chciałby wyznać, że – na ile to było możliwe – starał się pisać te rozważania przez cały czas ich powstawania ... modlitewnie. Usiłował wsłuchiwać się nieustannie w autentyczne nauczanie Kościoła Chrystusowego. Przez myśl by mu nie przeszło, by w jakimkolwiek szczególe przedstawianych zagadnień, częstokroć bardzo drażliwych, zboczyć w najmniejszej mierze ze ścieżki autentycznego Magisterium Kościoła.

Gdyby z ludzkiego niedopatrzenia, czy też być może nie należytego rozumienia tegoż autentycznego nauczania Kościoła – miał znaleźć się na niniejszej stronie internetowej jakikolwiek fragment wyrażenia czy zdania, który by nie był w pełni zgodny z autentycznym Magisterium, autor by natychmiast skorygował to co trzeba. Sto razy lepiej cierpieć ataki ze strony osób buntujących się przeciw nauczaniu ‘Kościoła’, a raczej samego Boga, niż komukolwiek dać powód do zboczenia z autentycznej drogi Bożej Prawdy, czyli „Bożych rozwiązań”, stając się przez to w najgorszym wypadku przyczyną potępienia wiecznego niejednego z P.T. Czytelników.

Za wszystkie niedociągnięcia jakiejkolwiek natury związane z tekstem tej strony internetowej, chwilami zapewne niełatwej do należytego zrozumienia argumentacji rozumowej, za samą ilość i długość przedstawionych treści – autorowi pozostaje jedynie prosić P.T. Drogich ewentualnych Czytelników o wybaczenie tych niedoskonałości.

Autor jest z kolei wciąż niezmiernie wdzięczny tym wszystkim osobom, które modliły się w jego intencjach, posyłały mu swoje kapłańskie – a z kolei małżeńskie – błogosławieństwo, i nadal to czynią. Wdzięczny za nie-wykluczenie go ze swej serdecznej braterskiej i siostrzanej modlitwy.

W bardzo szczególny sposób jest autor wdzięczny licznym małżeństwom za wspieranie go swym błogosławieństwem jako sakramentu małżeństwa, udzielanego jemu jako obdarzonego sakramentem kapłaństwa – i na odwrót. Jak to dobrze, że sakramenty i w tym zakresie się wciąż uzupełniają!

Na koniec zaś, jakżeż autor miałby nie wyrazić całkiem szczególnej swojej wdzięczności Zgromadzeniu Zakonnemu Księży Najśw. Serca Jezusowego (SCJ = Sacerdotum Cordis Jesu), którego jest członkiem – wraz ze zmieniającymi się przez lata powstawania niniejszej strony internetowej coraz innymi P.T. Przełożonymi, którzy piszącemu tutaj autorowi udzielili zezwolenia na jej powstanie i jej dalsze tworzenie. Tak więc strona niniejsza cieszy się ostatecznie znamieniem posłuszeństwa zakonnego, pozwalając autorowi spoglądać na tę pracę z ufnością, że cieszyła się od początku Bożym błogosławieństwem i rozwijała pod okiem Niepokalanej.

Sam zaś autor szczerze wyznaje, że wszystkim, których PAN i Niepokalana postawili mu w jakikolwiek sposób i kiedykolwiek na drodze jego życia zakonnego i kapłańskiego, dopóki żyje – codziennie wielokrotnie błogosławi i zawierza ich Bożemu Miłosierdziu oraz macierzyńskiej miłości Niepokalanej.

W Sercu Jezusa i Maryi
ks. Paweł Leks, SCJ  
+

Stadniki – pod Wieliczką-Krakowem
Pisanie strony rozpoczęte ok. 1991-92 (początki w jęz. niem.), zakończone zostało w wersji polskiej 20 marca 2012 r.
RE-lektura podejmowana była wielokrotnie w obydwu wersjach językowych.

Oraz: Stadniki, 25.XI.2015 r.
Tarnów, 27.IX.2016.
Tarnów, 3.VI.2018.
(14.5 kB)

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)

(31 kB)



N. Z CHRYSTUSEM CZY JEMU NA PRZEKÓR ?

Ku zakończeniu strony

1. Refleksja Jana Pawła II w dniu św. Marietty Goretti
Tabela. 10 Reguł dla zachowania czystości na dni wypoczynku-urlopu (O.Antonio Rungi)

2. Komu zawierzyć
Bóg w darze Prawa Natury
„Nie ma Boga ...”
Chrystus – Syn Boży „Posłany”
Tabela. „Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8)
Tabela. Ty mnie, Szatanie, rozumiesz ...

3. „Ty masz słowa Życia – wiecznego” (J 6,68)
Życie przegrać czy wygrać
Czy mogę zawierzyć ... Jezusowi?

4. „Umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20)
Chrystus zawierzeniem moim: naszym
Samo-stanowienie dla miłości-daru

5. Konkluzje podsumowujące

NA ZAKONCZENIE I POŻEGNANIE NIENIEJSZEJ STRONY INTERNETOWEJ
Z dziejów strony ku wdzięczności Bożej Dobroci
Krótka charakterystyka siedmiu części strony
Małe wyznanie

Data, podpis

Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Roześmiana dziewczyna
Ryc.2. Meteor nad Texasem: kwiecień 2012 r.
Ryc.3. Dom Światła - na wysokiej skale: drogowskaz i punkt orientacyjny
Ryc.4. Matka Boska z Medjugorie: GOSPA - Gospodyni
Ryc.4a. Rodzina Bogiem silna
Ryc.5. Kaplica w Krakowie-Mogile, Bazylika św. Krzyża
Ryc.6. Krucyfiks w Cudownej Kaplicy w Krakowie-Mogile
Ryc.7. Droga przez las: droga oznaczo
Ryc.8. Bóg bogaty w Miłosierdzie: Jezus-Jan Paweł II-S.Faustyna
Ryc.9. Niepokalana Maryja, Matka Boża i nasza Matka
Ryc.10. Uśmiech dziecka – na przywitanie i pożegnanie