(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(26 kB)

4. Światła wierności w czystości

(2.8 kB)

Wyrastające kwiaty czystości

Zaczęliśmy od szeregu przykładów par zakochanych – albo i narzeczonych, których zachowania ‘miłosne’ trudno ocenić pozytywnie. Takie pary mimo wszystko nie stanowią reguły, chociażby ich była nawet olbrzymia większość. Bywają pary narzeczeńskie bezwzględnie wierne miłości godnej tego miana. Poczytują sobie za zaszczyt, iż właśnie w tej sytuacji: swego życia narzeczeńskiego, stają z uśmiechem swego młodzieńczego, rozradowanego serca z całą świadomością i w swym przemyślanym samo-stanowieniu zdecydowanie po stronie Chrystusa i Jego Niepokalanej Matki Maryi.

Takich par narzeczeńskich jest zapewne niemało. A tylko – jak zwykle: to co jest dobrem, pozostaje z zasady w ukryciu. Dobro nie narzuca się krzykliwie: pozostaje jednocześnie skromne. Tak przecież powinna wyglądać ‘norma’. To, co dobre, nie potrzebuje reklamy. Głośne krzyki rozlegają się tam, gdzie ktoś ‘na siłę’ usiłuje okrzyknąć zło jako dobro, natomiast temu, co jest dobrem – nadać piętno ‘zła’.

O takich manipulacjach ‘dobrem’ a ‘złem’ mówi już Słowo-Boże-Pisane m.in. w Księdze proroka Izajasza, tzn. z czasów ok. 740 r. przed Chrystusem:

„... Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem;
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności,
którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!
Biada tym, którzy się uważają za mądrych
i są sprytni we własnym mniemaniu! ...” (Iz 5,20n).

(2.2 kB)

Piotrek i Aga z Krucjaty Trzeźwości

Na ogół dopiero szczególniejsze okoliczności, indywidualne wyznania i rozmowy w zaufanym gronie, niekiedy rozmowa z kierownikiem duchownym albo i Spowiedź święta ujawnia, że mamy przed sobą kolejną parę, która autentycznie promieniuje świadomym rozwojem życia wewnętrznego w przemyślanym zjednoczeniu z Bogiem na co dzień – w pełnej czystości również we wzajemnych odniesieniach narzeczeńskich.

Nadarza się np. taki oto młodzieniec – przedstawia się jako ‘Piotrek’. Aktualny status życiowy: wybiera się właśnie do małżeństwa. Ma narzeczoną – Agatę. Kochają się bardzo. Przemyśleli już dawno swoją decyzję i nadal ją podtrzymują. Piotrek stwierdza w rozmowie: „Należę od 5 lat do ‘Krucjaty Trzeźwości’. Bogu dzięki, od tego czasu nie użyłem ani kropli alkoholu. Nie sięgnę też po papierosa. Aga zaakceptowała to w pełni i ucieszyła się tym, co jej o ‘Krucjacie’ opowiedziałem. Przyjęła to z wielką radością, może nawet z wdzięcznością.
– Poza tym umówiliśmy się od początku naszej znajomości, że wszystko co dotyczy zakresu intymności, zostawiamy zapieczętowane, a ofiarujemy sobie siebie wzajemnie jako żywe dary nie naruszone dopiero wtedy, gdy sam Bóg zechce wprowadzić nas na teren intymności jako już małżonków, tzn. gdy staniemy się prawdziwym sakramentem małżeństwa”.

Na pytanie, czy im to przychodzi łatwo, czy też bywają chwile trudniejsze, gdy trzeba się zmagać ze swoją słabością w zakresie ‘czystości’, odpowiada ten chłopak z rozbrajającą szczerością:
„Oczywiście, że bywają chwile, gdy trzeba się bardzo pilnować, by nie ulec spontanicznie nasuwającym się okolicznościom w wyrażaniu sobie wzajemnej więzi, chęci przytulenia się, itd. Pomagamy sobie wtedy wzajemnie. Umówiliśmy się co do tego od początku – w sposób wyraźnie sformułowany.
– Przy całowaniu staramy się naprawdę tylko złożyć pocałunek – i nic więcej. Z całą serdecznością i subtelnością i na pewno nie dla ‘seksu’.
– Umówiliśmy się też, że nie będę jej dotykał na piersi. Również to zostawiamy na czas dopiero małżeństwa, chociaż chwilami tak bardzo by się prosiło, by w ten sposób wyrazić czułość i obopólne związanie. Wolimy pozostawać ostrożni: nie prowokować siebie i nie stwarzać sobie niepotrzebnych wątpliwości i sytuacji, które mogłyby stać się w jakimś sensie dwuznaczne.
– Dzięki temu czujemy się wewnętrznie wolni, a na pewno nie smutni. Wręcz przeciwnie, pomaga nam to bardzo w umacnianiu wzajemnego szacunku i ... rozwoju tym subtelniejszej miłości na poziomie serca. Na pewno przyda się to bardzo na przyszłość.
– A poza tym: może kiedyś, gdy trzeba będzie, łatwiej będzie uprosić u Boga nieco błogosławieństwa i prosić Go o dodanie nam sił, kiedy nadejdą nieuniknione chwile trudności, bo przecież niemożliwe, żeby życie mogło upływać bez kłopotów i prób”
.

Ci dwoje wyznali również z całą otwartością, że starają się regularnie, raz w miesiącu – w zasadzie wokół pierwszego piątku miesiąca, przystąpić do sakramentu spowiedzi świętej, a potem do Komunii świętej i przyjmować ją jak tylko okoliczności na to pozwalają, aż do następnej spowiedzi. Jeśli się tak składa, że znajdą się w tej samej miejscowości, przystępują do Eucharystii razem – obok siebie. Pomaga im to bardzo w umacnianiu wzajemnej więzi.
– Takie dni wykorzystują również dla wspólnej, narzeczeńskiej modlitwy. Postanowili sobie bowiem jako jedno z zasadniczych ustaleń na przyszłe małżeństwo, jeśli im Pan Bóg pozwoli szczęśliwie się pobrać, że będą zazdrośnie pilnowali wspólnej modlitwy małżeńskiej – oboje razem, a potem, jak to tylko będzie możliwe, wraz z dziećmi, jeśli ich Pan Bóg zechce obdarzyć potomstwem.

(2.2 kB)

Ania i Bartek: nowenna 90 dni Komunii świętej

A oto dla zachęty inny tego rodzaju przykład. Zgłosiła się w sam raz para pewnych dwojga: Ania i Bartek. Chodzą ze sobą już od czterech lat. Doszli do wniosku, że u nich obojga dojrzała już też decyzja, by się pobrać i stać się małżeństwem. Sądzą, że Bóg ich oboje powołuje do małżeństwa: uznają to za swoje powołanie życiowe i spełnienie Woli Ojca Niebieskiego.

Ona kończy pisanie pracy magisterskiej, on już po studiach, i – Bogu dzięki: znalazł też pracę po linii swego wykształcenia. Przez całe te lata modlą się za siebie wzajemnie o wytrwanie w nieskażonej czystości, by jak najdojrzalej przygotować się do małżeństwa jako sakramentu.
– Mieli dobrego księdza katechetę, który im w gimnazjum wbijał w świadomość – i im to rzeczywiście utkwiło w świadomości, że małżeństwo nie jest czymś w rodzaju ‘miłości od pierwszego wejrzenia’ i przechodzenia jak najszybciej na ‘seks’, lecz jest to poważny sakrament. W małżeństwo angażuje się w pierwszym rzędzie sam Bóg, który przez małżonków kontynuuje dzieło stworzenia i obdarowywania dzieci takich dwojga z pokolenia na pokolenie swoim ‘Bożym Obrazem i Podobieństwem’.

(11 kB)
Objaśnienie

Jak się potem okazało, zarówno Bartkowi, jak i Ani marzyło się od tych lekcji katechezy w gimnazjum, żeby stać się takim właśnie małżeństwem. Oboje zapragnęli z góry oddać całą swoją przyszłą miłość małżeńską, a potem rodzicielską – jak najpełniej do dyspozycji Boga Stworzyciela, a zarazem Kochającego Odkupiciela-z-Krzyża – i Eucharystii. Od lat też modlili się o to, nie wiedząc o sobie, przez przyczynę Maryi, którą oboje na swój sposób ukochali i sobie obrali na Przewodniczkę swego życia wewnętrznego. Aż w końcu ... spotkali się ze sobą w przedziwnych okolicznościach, nie przypuszczając, że to spotkanie zaważy na ich życiu nie tylko koleżeńskim, ale ... jak się wydaje: przyszłym małżeństwie.

Odkąd zaczęli spotykać się coraz częściej, gdy stopniowo zaczęła pojawiać się u nich wzajemna miłość, a potem zaczęły pojawiać się między nimi rozmowy na temat ewentualnego małżeństwa, stawało się i dla niego i dla niej od samego początku rzeczą jasną, że kto jak kto, ale małżonkowie – mocą przyjętego i z dnia na dzień uaktywnianego sakramentu, nie mogą nie czuwać nad tym, by pozostawać przez cały czas małżeństwa w stanie łaski uświęcającej. Zdawali sobie doskonale sprawę, że nie ma co zapatrywać się na tych kolegów i koleżanki, którzy nagminnie nie liczą się z Bożym przykazaniem i uprawiają ‘seks’ niemal bez żadnych zahamowań. Gdy takim kolegom, koleżankom zwrócić w rozmowie jakąkolwiek uwagę, stają się niewyobrażalnie agresywni, obrzucając tych, którzy obstają przy wierności Bogu, najgorszymi i poniżającymi epitetami.

Ci dwoje: Bartek z Anią – zrozumieli dobrze, m.in. dzięki lekcjom religii owego wspomnianego kapłana, ich kochanego katechety, że od Szatana nikt nigdy ‘miłości’ się nie doczeka: Szatan potrafi tylko burzyć, skłócać i niszczyć zarówno życie, jak i samą miłość. A ‘wypłaca’ swoim ... niewolnikom hojnie zawsze taką samą monetą: zadeptaniem ‘miłości’ na śmierć, oraz doprowadzaniem do wielorako się przejawiającej śmierci.

W tej sytuacji starali się od początku swego ‘chodzenia-ze-sobą’ dbać czujnie o to, by w niczym nie zasmucić przebywającego w ich sercu Jezusa. Modlili się też za siebie wzajemnie o umocnienie swej decyzji dochowania czystości zgodnie z oczekiwaniem samego Boga. Modlitwę tę zanosili do Boga zawsze przez orędownictwo Matki Najświętszej. Ona przecież doskonale wie, co to znaczy okres narzeczeństwa, bo i sama to przeszła w oczekiwaniu na Józefa.
Wkrótce oboje stwierdzili, że zachowanie postanowionej sobie czystości nie jest niczym trudnym. Wszystko zależy od umówienia się w tej sprawie na samym początku swej znajomości, a tym bardziej na etapie rzeczywistego ‘chodzenia-ze-sobą’.

Gdy oboje doszli do wniosku, że miłość ich dojrzała już chyba do zdecydowania się na ślub, postanowili uprosić sobie szczególne Boże błogosławieństwo – zarówno na kończący się stopniowo okres narzeczeństwa, jak i na potem – na czasy jakie nastaną niebawem po zawarciu ślubu kościelnego: sakramentu małżeństwa.
– W tej sytuacji postanowili wprowadzić w czyn to, o czym gdzieś słyszeli, iż niektóre narzeczeństwa podejmują w fazie bezpośredniego przygotowania do dnia ślubu sakramentalnego praktykę swoistej ‘nowenny’ Komunii świętych w tej intencji. Ma to polegać na przystępowaniu każdego dnia bez przerwy do Komunii świętej przez 3 ostatnie miesiące przed ślubem, czyli przez 90 dni z rzędu przed tą datą.

Jest jasne, że wykonanie takiej nowenny 90 Komunii świętych pod rząd bez żadnego opuszczenia, wymaga niemało dodatkowego trudu. Jakże często trudno wygospodarować czas, by w warunkach z jednej strony jeszcze regularnych studiów i zajęć na uczelni, których nie można opuścić, a z drugiej strony on: narzeczony, jako już pracujący i wciągnięty w tryb godzin pracy w swoim zakładzie na 3 zmiany – nie pominąć ani jednego dnia bez przystąpienia do Komunii świętej. Ponadto zaś trzeba się rzeczywiście dobrze pilnować, by nie dopuścić się żadnego grzechu ciężkiego.

Ostatecznie jednak obojgu się to udało, mimo iż bywały dni, w których zrealizowanie tego postanowienia bywało niezmiernie trudne. Oboje wytrwali w powziętej decyzji. W takich warunkach poszli w końcu na ‘zapowiedzi’, uzgadniając zarazem z rodziną itd. termin ślubu.

Z jakąż wewnętrzną satysfakcją – i pokornym, pełnym ufności zawierzeniem swego młodego małżeństwa przygotowali się do uroczystości ślubu w kościele, po zapewnieniu sobie błogosławieństwa ze strony swoich rodziców, których tak wiele razy prosili o wsparcie ich w modlitwie, żeby to ich małżeństwo mieściło się całe w promieniach łaski i błogosławieństwa!

Po staniu się małżeństwem, tzn. dokładniej: sakramentem małżeństwa, pragnęliby z wielką mocą i radością zachęcać każdą parę narzeczeńską do podobnego jak w ich przypadku przygotowania się do małżeństwa: sakramentu małżeństwa. Byłoby to wkroczeniem w małżeństwo sercem czystym, po radosnym okresie trwania w nietrudnej do zachowania, ukochanej cnoty czystości.

Tego przecież oczekuje od każdej pary narzeczeńskiej sam Chrystus, o tę również łaskę wytrwania w takim postanowieniu ponad wątpliwość modli się dla każdej pary narzeczeńskiej Niepokalana Dziewica-Matka Maryja.
– Najlepszym zaś sposobem uzyskania błogosławieństwa na swe przyszłe małżeństwo jako sakrament staje się – podobnie jak im się to z wielką radością udało – bezpośrednie przygotowaniu do dnia ślubu małżeńskiego poprzez ‘nowennę’ przyjmowania Komunii świętej przez 90 dni z rzędu, czyli przez 3 miesiące.

(2.2 kB)

Jeszcze inne świadectwo pielęgnowania narzeczeńskiej czystości

Ileż radości przeżywa każdorazowo kapłan-spowiednik, gdy mu dane jest pełnić – nierzadko przez wiele godzin non-stop, posługę w konfesjonale, np. z okazji spowiedzi Wielkopostnych, Adwentowych, rekolekcyjnych, w pierwsze piątki itd., a z wyznania penitenta wynika jego głębokie związanie z Chrystusem.

A oto do konfesjonału podchodzi np. czy to dziewczyna-narzeczona, czy młodzieniec-narzeczony. Jedno i drugie wyznają z pełnią szczerości, że pozostają w Obliczu Bożym z czystym sumieniem, jeśli chodzi o VI przykazanie. Swoją bliskość narzeczeńską przeżywają kochająco, a przecież wprowadzają z całą świadomością w czyn prośbę Bożą – po linii Bożego przykazania VI-go: „Nie będziesz cudzołożył”. Przykazania tego w żaden sposób nie uważają za wymuszone pozostawanie w negatywnie pojmowanej czystości, a po prostu zawierzają Bogu, który jest – miłością przecież również w tym zakresie. Owocem pozostawania w dziecięcej wierności Bożemu przykazaniu jest nie opuszczająca ich radość serca i czystość spojrzenia. Patrzą na siebie – jako na osoby. Wpatrują się głęboko w swoje oczy – i znajdują w nich odzwierciedlenie swych promiennie siebie wzajemnie poszukujących osób.

Kapłan prosi w tej sytuacji – dajmy na to tę dziewczynę-narzeczoną, czy wolno mu co coś zapytać. Gdy usłyszy: „Proszę bardzo”, zapytuje: „A kto cię tak wychował, że pozostajesz w czystości i nie pozwalasz sobie na jej skalanie w jakikolwiek sposób, chociaż przecież na pewno budzą się i w tobie i u twego narzeczonego, odruchy ciekawości oraz pragnienie zaznania przyjemności w ściślejszym przytuleniu czy pieszczocie?”
– A dziewczyna odpowiada na to bez wahania: „Mama mnie tego nauczyła”. O tak: Mama! Ale ta ‘Mama’ przejęła taką postawę z kolei ze swego osobistego, głębokiego zjednoczenia z samym Chrystusem – oraz ze swego świadomego pozostawania w promieniach miłości Niepokalanego Serca Maryi, gdzie oboje wraz ze swym małżonkiem, upraszają dla siebie i swoich dzieci dar stałego, przejrzystego serca, zawsze otwartego na życie łaski.

Jakież piękne świadectwo wystawia ta dziewczyna w tej sytuacji: intensywnego przeżywania okresu własnego narzeczeństwa i bliskiego już małżeństwa – swojej matce! I jakie piękne świadectwo z kolei o sobie samej wydaje ta dziewczyna – wraz ze swoim chłopcem, iż nie idą na łatwiznę ‘seksu’ w miejsce wypracowywania w sobie postawy miłości-daru. Oboje przyjęli za poleceniem Chrystusa postawę czujności. Równocześnie zaś nie dają się złamać presji środowiska swych wielu rówieśników, dla których stają się przez swoją wierność Bożemu przykazaniu przedmiotem kpiny i poniżenia. Jeden raz więcej sprawdza się wtedy: „Ten się śmieje, kto się ostatni ... śmieje” !

Każdy kapłan mógłby wymienić na podstawie swojej praktyki kapłańskiej liczne tego rodzaju przykłady.
– Jeśli zaś kapłan nawiązuje tutaj do sprawowanej posługi spowiedziowej, z którą związana jest ‘Tajemnica Spowiedzi’, każdy rozumie, że nie zdradza on tutaj żadnej bliższej okoliczności owych – raz po raz zdarzających się tego rodzaju ‘spowiedzi’ : ani miejscowości, ani nazwiska kogokolwiek.
– Kapłan przecież nigdy nie pyta o nazwisko, ani o imię penitenta! Kapłanowi zaś wolno podzielić się z innymi tym, co ze sprawowania sakramentu płynie pozytywnego: zachęta dla wielu ku trwaniu w postawie wierności Bogu i czynieniu Dobra. Kapłan nie zdradza wtedy żadnego wyznanego grzechu – a tego przecież dotyczy ‘Tajemnica Spowiedzi’. Natomiast uwydatnia zachęcające aspekty pozytywne, z jakimi ku radości swojej, Nieba i niejednych Młodych – może się podzielić, podkreślając radość jaka płynie z pozostawania w wierności Bożym Oczekiwaniom.
– Kapłan zresztą i wtedy nie zdradza żadnych bliższych okoliczności: gdzie i kiedy tak się działo. Ogranicza się zawsze do ogólnych stwierdzeń, które mogą stać się zachętą dla wielu innych, by i oni odważnie stawali po stronie Chrystusa, i tak dopiero konsekwentnie i po stronie człowieka.

(3.5 kB)

5. A jeśli ‘miłość’ staje się miłością dopiero poprzez ‘seks’?

(2.8 kB)

‘Miłość’ czy ‘seks’?

Zdajemy sobie sprawę, że rzeczywistość wielu par narzeczeńskich rozwija się nierzadko daleko od ‘ideału’: od kształtowania wzajemnych odniesień narzeczeńskich zgodnie z wymogiem cnoty czystości. A domaga się jej – wielokrotnie w życiu przyrzeczona wierność VI-mu przykazaniu tego Boga, który JEST – Miłością: „Nie będziesz cudzołożył”. Zagadnieniu temu poświęciliśmy już niemało miejsca na różnych miejscach naszej strony (zob. wyż.: (Linki do miejsc naszej strony na temat odniesień etycznych narzeczeńskich). Szczególniej w cz.III omawialiśmy fakt współżycia już przed ślubem – w jednym rozdziale z uwzględnieniem możliwości poczęcia w następstwie podjętego stosunku (cz.III, rozdz.3), a w drugim rozdziale – niezależnie od tego, czy poczęcie nastąpi czy nie nastąpi (cz. III, rozdz. 4).

Nie-dochowanie wierności „słowu”, które zostało dane Bogu, później wielokrotnie ponownie przyrzekane, jest każdorazowo świadectwem dogłębnej NIE-ufności względem Boga i Jego zdradą. Jest to za każdym razem coś w rodzaju bezpośredniego oddania się do dyspozycji temu który jest Zły:


 „TOBIE, Boże, dłużej 
 ufać ... nie mogę! 
 Ty mnie NIE kochasz”! 

 Diabeł – ten dopiero mnie kocha! 
 On mnie prawdziwie rozumie! 
 On mi ‘seksu’ nie żałuje! 
 Zachęca, by go bez oporu uprawiać
i nie bać się Bożego zastraszania: 

Zaznaj sobie czegoś od życia,
ty mój wstrętny niewolniku!’
Zarabiaj sobie, zarabiaj wesoło (= gay !) :
na ‘tym lepsze’ miejsce w piekle!’

 Zaczynam rozumieć ...:

Bogu naprawdę
dłużej ufać nie mogę!
Przeto wyznaję: 


Bóg jest zbyt poważny, by miał odebrać dar, jakim wyposażył człowieka, którego stworzył jako osobę. Na tym właśnie darze tak bardzo Mu zależało: uzdolnieniu człowieka do samo-stanowienia, czyli obdarzeniu człowieka-osoby – wolnością woli.

Pamiętamy, że przeznaczeniem tego daru jest od samego początku to jedno: żeby na świecie mogła zaistnieć ‘miłość’. Tej bowiem nie ma tam, gdzie jest niewola: zniewolenie (zob. wyż.: Wolność – Boży dar: funkcyjno-narzędny).

Również to konkretne dziecko Bożego ukochania: mężczyzna i kobieta, a jeszcze bardziej konkretnie: ci dwoje oboje, narzeczeni – Boga co prawda kochać mogą, ale będą mogli również ... odwrócić się od miłości Boga. Oczywiście tym samym odwróciliby się od miłości względem siebie samego oraz tego bliźniego. Ukochają zaś Boga pod warunkiem, gdy tego mocą swego samo-stanowienia, tzn. swej wolnej woli – zechcą.

Z kolei zaś Bóg nie pozwoli sobie na to, by kogokolwiek zmusić do wyrażenia wdzięczności za dar wywołania-z-nie-istnienia. Ani tego, by ktoś Jemu – Bogu, który jest Miłością, powiedział szczerym sercem: „Boże, kocham Cię” !
– Widzimy to chociażby z Ewangelii, gdy Jezus uzdrowił dziesięciu trędowatych. Gdy jeden z uzdrowionych wrócił, by Jezusowi wyrazić wdzięczność za odzyskane zdrowie – a nie był to potomek Ludu Bożego Abrahama, lecz Samarytanin, tj. ‘cudzoziemiec’ w stosunku do mieszkańców pogranicza Galilei-Samarii, gdzie się to działo, Jezus niejako nie wytrzymał i wyraził zapewne głębię bólu ‘Serca’ całego Trójjedynego w obliczu nieczułości i niewdzięczności Izraela, mówiąc:

„Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?
Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec? ...” (Łk 17,17n).

Ponieważ przypatrujemy się w ramach bieżącej tematyki zachowaniom etycznym osób zakochanych w aspekcie VI-go przykazania Bożego, wypada jedynie uświadomić sobie jeszcze raz zdarzające się postawy sprzeczne z cnotą czystości. W zasadzie wszyscy dobrze wiedzą o stylu życia i zachowań etycznych u narzeczonych i zakochanych, a wielu mogłoby na ten temat przedstawić niejeden dobrze udokumentowany komentarz. Również my nawiązywaliśmy do takich sytuacji na łamach niniejszej strony już na niejednym miejscu, przede wszystkim zaś we wspomnianych już odcinkach części III (cz.III, rozdz. 3 i 4).

Mimo to spróbujemy uprzytomnić sobie w tej chwili wyraźniej sam niejako mechanizm działania okoliczności, które składają się na to, że ci dwoje – często nie od razu, ale stopniowo, zaczynają oddalać się od Boga i Bożych przykazań.
– Konsekwentnie zaś pokazują się coraz rzadziej w kościele, a tym bardziej u sakramentów świętych. Wszelkie przypominanie o Bogu i Jego przykazaniach staje się dla takich ‘zakochanych’ czynnikiem drażliwym, bo przypominającym o Bogu, o podjętych zobowiązaniach i odpowiedzialności za działania, z których prędzej czy później trzeba się będzie rozliczyć. W tej sytuacji wygodniej im udawać, że „... jesteśmy ateistami, o Bogu nigdy nie słyszeliśmy i z Bogiem nie mamy nic wspólnego; do ‘religii’ nas jedynie zmuszono – wbrew naszej woli”.

Rzecz jasna: tego rodzaju wyznanie byłoby niemal równoważne z oficjalnym ... wyparciem się wiary i Boga!

(2.2 kB)

Pocałunek ...

Zwykle ‘on’ i ‘ona’ nie od razu przechodzą na teren ściśle intymny. Przez jakiś czas oboje po prostu chodzą-ze-sobą i zaznajamiają się. Mimo iż już pierwsze spotkania – na etapie jedynie lub dopiero ‘lubienia się’ też już najczęściej kończą się czy to przytuleniem, czy tym bardziej wymianą pocałunków.

Wcale nie tak rzadko zaczynają wtedy pojawiać się m.in. w zetknięciu z kapłanem pytania w rodzaju: ‘Czy pocałunek jest grzechem’ ? Kapłan oczywiście zdaje sobie od razu sprawę, o co chodzi. Samo w sobie tak sformułowane pytanie jest zbyt ogólnikowe i jest w zasadzie niewystarczające w przypadku przystępowania do spowiedzi świętej. Wymaga szeregu uściśleń, gdyby wątpliwości miały dotyczyć np. grzechu ciężkiego (zob. dokładniej cz.IV, rozdz. 3-4: omówienie warunków dobrej spowiedzi świętej).

Niezależnie od tego, czy w tym wypadku chodzi o dziewczynę, czy o chłopca, w przypadku wniesienia tej sprawy jako przedmiotu sakramentu pojednania, ci dwoje zdali sobie widocznie doskonale sprawę, że pocałunek ten zdecydowanie odbiegał od pocałunku, jakim dotąd obdarzali się np. w chwilach serdeczności w łonie własnej rodziny: pocałunek z mamą, z tatą, z rodzeństwem przy przywitaniach czy pożegnaniach.

Jeśli chłopiec czy dziewczyna zapyta w tej sytuacji, czy to był ‘grzech’, musiał to być widocznie pocałunek z istoty swej odmienny. Skoro on wyzwolił niepokój sumienia, którego głos protestu stał się wyraźnie słyszalny, musiały tam dołączyć się okoliczności, które sprawiły, że ten, tak podjęty ‘pocałunek’ nie był tylko samym zwyczajnym pocałunkiem. Wywołał on odczuwalne echo w ciele, które zareagowało podnieceniem zmysłów. Tak zaś nigdy się nie dzieje przy zwyczajnym całowaniu się w gronie rodziny. Co zatem stało się tu dodatkowego, że sumienie zareagowało protestem?

Młodzież widzi niemal na co dzień, jak niektórzy się ‘całują’ : niekiedy bardzo namiętnie – i długo, obejmując wargami ... niemal całą twarz naraz. Trudno nie zauważyć, chociażby ktoś nie miał żadnego zamiaru ‘podpatrywania’  takiej pary, że ich sposób całowania wzbudza u obserwatorów niesmak, jeśli nie wręcz odczucie obrzydzenia. Wielu takich całuje się przede wszystkim ‘głęboko’ (zob. wyż.: Pocałunki - tamże cały artykuł: „Spowiedź św. małżonków z grzechów popełnianych przy współżyciu”).

Takiego sposobu ‘całowania’ nie da się już w żaden sposób zakwalifikować jako ‘pocałunku’. Chociaż natychmiast znajdzie się cała plejada żarliwych zwolenników pocałunku ‘głębokiego’, którzy je będą gorliwie zalecali i zaciekle bronili jego pełnej etycznej ‘poprawności’.

Całowanie oznacza z samej definicji złożenie pocałunku ustami na twarzy, oczach, ustach kogoś bliskiego – w świadectwie najgłębszej wewnętrznej więzi i wyrazu uszanowania dla godności owej osoby. Pocałunek domaga się z samej swej istoty pełni subtelności i szczerej radości. Sposób całowania nie może być obliczony na wywołanie podniecenia seksualnego. Wsuwanie języka do buzi całowanej osoby wraz z wykonywaniem w jej ustach przedziwnych ruchów językiem jest wszystkim innym, ale już nie ... całowaniem.

(6.1 kB)
Objaśnienie

Ponadto zaś: jakżeż łatwo dołącza się do owego całowania w takiej sytuacji dotykanie wrażliwych miejsc ciała, obliczone wyraźnie na to, żeby je doprowadzić do stadium podniecenia. Czy w tej sytuacji można się spodziewać cudu, by organizm nie zareagował proporcjonalnie do wyzwalanych na nim podniet?

U podłoża tych reakcji stanęło rzekomo jedynie ... ‘niewinne całowanie’ dziewczyny, względnie na odwrót: ‘ukochanego’, tzn. ‘mojego chłopaka’. Jeśli sumienie odezwało się wtedy głosem protestu, za którym stoi ostatecznie Bóg, chociażby nawet ktoś istnienia Boga nie uznawał (zob. DeV 43), świadczy to o tym, że granica wyrażania sobie ‘miłości’ i jedynie więzi została stanowczo przekroczona. Nie tędy droga!

Zdarza się oczywiście, że u obojga zakochanych, albo przynajmniej u jednej ze stron, nie pojawi się przy całowaniu ‘głębokim’ żadna niepokojąca reakcja organizmu. Tym samym nie pojawi się też żaden niepokój sumienia w związku z takim sposobem całowania. W chwili jednak szczerości osoby całujące się w taki sposób przyznają, że ten rodzaj całowania wyzwala jednak podniecenie.

Ostatecznie może się okazać, że całowanie ‘głębokie’ wyradza się, chociażby się to działo przy nie do końca przemyślanym udziale świadomości, w swoisty – perfidnie skonstruowany ‘petting’. A petting – zawsze jest grzechem ciężkim.

Można by tu dla podbudowania bieżącego rozważania przytoczyć jakąś żywą wypowiedź na temat „całowania głębokiego” i jego ocenę. Nasuwa się w sam raz wypowiedź pewnej mężatki na ten temat, nazwijmy tę panią imieniem Alina. Nie jest to zatem głos kogoś z młodzieży, ale już mężatki z paroletnim stażem małżeńskim. Oto parę fragmentów jej korespondencji:

[Alina-1] „... Może od razu odpowiem na pytanie Księdza: czy taki pocałunek ‘głęboki’ jest wyrazem miłości?
Niektórym się to podoba: to ich sprawa. Ale dla mnie na pewno nie jest wyrazem miłości, tylko pożądania i seksu. A poza tym jest to ohydne.
Tłumaczyłam nieraz mężowi, że tego bardzo nie lubię, ale on o tym zapominał. W końcu po przeczytaniu Księdza artykułu „Spowiedź małżonków ...” powiedziałam stanowczo: ‘NIE’ – i poskutkowało. Nie był bardzo zadowolony, ale w końcu przystał na to, bo nie miał wyjścia ...” (15.VI.2006).

Za parę dni dotarło od tej mężatki jeszcze dopełnienie do jej oceny ‘pocałunku głębokiego’. Warto te słowa wziąć pod uwagę. Zawiera się w nich m.in. głęboka refleksja i uwaga, która może dotyczyć niejednych Młodych – na dzień ich ślubu małżeńskiego. Posłuchajmy:

[Alina-2] „... Zadał mi Ksiądz takie pytanie, czy pocałunek głęboki może być podniecający i czy da się tak całować bez wywołania podniecenia?
– Ja myślę, że dla tego, który do takiego całowania dąży, jest takie całowanie chyba podniecające. Dla mnie na pewno nie. Nieraz się zastanawiałam, czy ze mną jest wszystko w porządku, że mnie to nie ‘kręci’, ale ja to chyba jestem a-seksualna [= bardzo zimna]. A poza tym to ja jestem zbyt skrupulatna i najmniejszy grzech, to według mnie jest bardzo duży. Wiem, ze tak nie powinno być, ale nie umiem się takiego podejścia do grzechu wyzbyć.
– Kilka miesięcy temu byliśmy z mężem na weselu. Państwo Młodzi byli bardzo młodzi: mieli 19 i 20 lat. Oczywiście jak to na weselu: śpiewają „Sto lat” – i trzeba się wtedy pocałować. A oni zaczęli się całować tak, jak gdyby byli sami: strasznie namiętnie, wręcz wulgarnie. Przy stoliku siedziało nas jakieś 10 osób. Wszyscy byliśmy zniesmacznieni, a raczej wręcz większość była oburzona: jak można się tak całować w miejscu publicznym. A Młoda Para nic a nic się nie krępowała.
– Wniosek z tego taki, że to chyba nie jest normalne całowanie. Jeszcze gdy taki pocałunek odbywa się przed samym współżyciem, to można by to było jakoś zaakceptować: ja tak myślę. Ale nie na oczach całej publiki! ...” (19.VI.2006).

Jak wielu spośród Młodych zupełnie zatraciło poczucie wstydu i przyzwoitości ! Łudzą się, że ponieważ doszli do tzw. ‘pełnoletności’, mogą zrzucić z siebie wszelkie ‘hamulce’. Gdyby im ktoś dał odpowiedni sygnał, nie krępowaliby się zapewne, by rozebrać się na oczach publiczności i podjąć współżycie małżeńskie, może nawet w najbardziej wyszukany, cyrkowy sposób.
– Tak dzieje się w sytuacji, gdy ktoś podarowany sobie w zarząd m.in. cały zakres płciowości (zob. wyż.: Właściciel a zarządca – oraz cały ciąg dalszy; file ‘1c’ oraz cz.VI, rozdz. 9h; cz. VII, rozdz. 3a ), uznaje siłowo jako uzyskaną obecnie „wolność ‘od’ Prawdy” i „od Boga” (zob. VSp 34.64: Wolność ‘od’ Boga).


Zdajemy sobie sprawę, że ‘sumienie’ wspomnianych tu tych dwojga uległo widocznie już tak dalece świadomym manipulacjom oraz ich wzajemnemu wmawianiu sobie, że ‘to co przyjemne, w żaden sposób nie może być grzechem’ (zob. wyż.: Ciało-płeć: okazja dla zaznania przyjemności – w kontekście poprzedzającym i następującym), iż głos sumienia zostaje u nich niemal całkowicie zmuszony do milczenia i nie-reagowania, nawet na ... popełniane w międzyczasie autentyczne zbrodnie (tzn. już nie tylko grzechy ciężkie). Tak dzieje się np. w przypadku systematycznego stosowania środków przeciw-rodzicielskich. A te są ... zawsze poronne. W produkcji nie istnieją środki jedynie anty-koncepcyjne [zob. do tego dokładniej z naszej strony – cz. II, rozdz.3, m.in. w nawiązaniu do środków plemnikobójczych oraz prezerwatywy].

Zgodnie zaś ze wskazaniami podanymi chociażby przez św. Jana Pawła II jako Następcy Piotra na Stolicy Apostolskiej, trzeba uwzględnić trzy kryteria, ażeby jakiś czyn (zewnętrzny albo jedynie wewnętrzny: w świadomej wyobraźni, woli) ocenić jako etycznie dobry względnie zły (por. już też wyż.: Przedmiot czynu - w kontekście poprzedzającym i następującym). Mianowicie w grę wchodzi każdorazowo:

(0,2 kB)  intencja spełnianego czynu;
(0,2 kB)  przedmiot czynu;
(0,2 kB)  okoliczności.

Ojciec święty przypomina:

„... Powodem zaś, dla którego nie wystarczy dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości.
– Czyn jest dobry, jeśli jego przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego ...
– Ludzki czyn, dobry ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowany ostatecznemu celowi. Ten sam czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość ...” (VSp 78).

Wymienione przez Ojca świętego trzy aspekty-kryteria wszelkiego czynu dobrego wypada zastosować do praktyki pocałunku ‘głębokiego’ :

a) Intencja takich dwojga, którzy praktykują pocałunek ‘głęboki’, może być – ich zdaniem – szlachetna: ja ciebie kocham – ty mnie kochasz.
b) Okoliczności – same z siebie mogą być bez zarzutu: oboje są wolni, nastawiają się na małżeństwo.
c) Budzi się pytanie o jakość samego tego czynu: całowania ‘głębokiego’. Jak go zakwalifikować?

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie jest to już całowanie. Nie ma się co łudzić. Wielu by sobie życzyło, żeby takie całowanie zakwalifikować jako swoisty ‘pod’-gatunek pocałunku. To jednak jest niemożliwe. Wsuwania języka do buzi, a tym bardziej manewrowania tamże językiem nie można określić jako pod-gatunku ‘całowania’. A i celem takiego zachowania jest wszystko inne, a nie – subtelność i pełnia uszanowania, wymagana przy serdecznym całowaniu.

Budzi się nieuchronne pytanie: w jaki sposób takie ‘całowanie’: ‘głębokie’ – podciągnąć pod kryterium, które wyraźnie wymienia Jan Paweł II w swej encyklice „Veritatis Splendor”:

„... Powodem zaś, dla którego nie wystarczy dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości.
– Czyn jest dobry, jeśli jego przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego ...
– Ludzki czyn, dobry ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowany ostatecznemu celowi. Ten sam czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość ...” (VSp 78).

Pytamy zatem – w zastosowaniu do tego określonego czynu, tzn. pocałunku ‘głębokiego’: w jaki sposób takie całowanie miałoby być skierowane „ku Bogu ...” oraz czy w ten sposób „... prowadzi on osobę do doskonałości”?
Gdzie jest dobro osoby, które winno uwzględniać jej dobra istotne z punktu widzenia moralnego?
I wreszcie: czy takie całowanie jest zarazem „przyporządkowane ostatecznemu celowi ... osiągając ostateczną doskonałość, gdy wola zwraca go ku Bogu poprzez miłość”?
– Takie zaś są słowa Jana Pawła II, które każą kwalifikować sam w sobie czyn jako dobry czy zły.

Wydaje się nasuwać jednoznaczna konkluzja: stanowczego ‘NIE’, jeśli chodzi o ocenę etyczną pocałunku ‘głębokiego’. Wbrew ‘opiniom’ liberalnym niektórych teologów moralistów, którzy nie zdołali wniknąć głębiej w Boże kryteria takiego kształtowania odniesień narzeczeńskich – a potem ... małżeńskich.
Trudno podważyć rzeczywistość, w jaką – podświadomie czy w sposób na razie nie całkiem uświadomiony – przekształca się pocałunek ‘głęboki’, chociażby niekiedy tylko jednostronnie: jest to swoisty, perfidnie skonstruowany, zastępczy lub do tego wiodący ... „petting”, podejmowany na poziomie ust. A ocena etyczna ‘pettingu’ jest w sensie obiektywnym jednoznaczna.

(2.2 kB)

Pieszczota podejmowana na piersi

Zastanawiamy się w tej części naszych rozważań nad tym, co dla chłopca-narzeczonego stanowi ze strony dziewczyny szczególne źródło pokuszenia i ewentualnie niewierności w zakresie cnoty czystości. Trudno nie poświęcić chwili zastanowienia pieszczocie podejmowanej na piersi dziewczyny, narzeczonej. Ktoś powiedział, że dla mężczyzny szczególną ‘atrakcję’ stanowią u kobiety jej piersi. Dopiero na drugim planie jego uwagi ustawiają się jej genitalia. U kobiety dzieje się z zasady odwrotnie: atrakcją dla niej stają się genitalia mężczyzny. Spostrzeżenia te nie muszą być regułą, ale tak bywa co najmniej często.

Bóg wyposażył człowieka-kobietę m.in. w ten przedziwny dar: kobiecych piersi. Piersi nigdy nie są czymś istniejącym samo dla siebie. Wchodzą one wraz z całym kobiecym ciałem w przedziwną jedność jej cielesno-duchowej osoby. Niezależnie od zróżnicowania ciała kobiety a mężczyzny, związanego z różnymi funkcjami ich obojga, kobieta jest obdarzona przez Bożą Opatrzność jednakową równością i taką samą godnością co mężczyzna. Jednakowe też jest wezwanie i zaproszenie obojga do życia w wiecznym przymierzu miłości, zaofiarowanym człowiekowi przez Trójjedynego z chwilą, gdy dobrze zda egzamin z jakości swojej miłości w czasie okresu ziemskiej próby.

(8 kB)
Objaśnienie

Piersi kobiece stworzył Bóg tak a nie inaczej w pierwszym rzędzie z myślą o jej potencjalnym macierzyństwie, potrzebie pielęgnowania i karmienia niemowlęcia. Niemowlę jest co prawda dzieckiem zarówno męża jak żony, ale sam tylko ON – Bóg, wszczepia w nie w chwili poczęcia swój Obraz i Podobieństwo.

Kobieta-matka karmi niemowlę pokarmem spływającym z jej piersi w odpowiedzi na ruchy ssania. Pierś jest ciepła, miękka, przytulna. Gdy dziecko pije pokarm matki, czuje zarazem swoją niemowlęcą świadomością, że tutaj mieści się najbezpieczniejsze na świecie miejsce dla niego, tym bardziej że tego ‘świata’ zewnętrznego na razie jeszcze nie zna.
– Ilekroć dziecko przyklei się do piersi matki, słyszy doskonale z życia płodowego zapamiętane rytmiczne uderzenia serca swojej matki. Stwarza to dla niego dodatkowe poczucie ciepła, bliskości i bezpieczeństwa: dziecko wyczuwa na swój sposób miłość kochającej je matki.
Tutaj zarazem uczy się ono rozpoznawać głos swego ojca, doświadczając w ramach swej szybko rozrastającej się wiedzy i dochodzących do niego coraz innych wrażeń, iż istnieje co prawda ono – dziecko-niemowlę, ale jest i mama, jest i tato, a być może są też jeszcze inni w rodzinie: bracia, siostry, którzy cieszą się wraz z nim miłością zarówno mamy, jak i taty, a tym bardziej samego Boga.

Te same piersi ‘służą’ dziecku, gdy jest już nakarmione do syta, do spokojnego zaśnięcia, a kiedy indziej ... do cudownego zabawiania się ‘mamą’ : wszystko tu miękkie, ciepłe, delikatne, pulchne, czułe, kochające. Tutaj czuje się dziecię ‘u siebie’ : w domu.
– Ponadto tutaj doznaje niemowlę poczucia przyjemności w bliskości z ciałem swej matki. Na razie nie myśli jeszcze o tym, że niedługo nastanie proces kolejnego oddzielania się od matki: po opuszczeniu łona matki we wstrząsającym przeżyciu wydostawania się na Boży świat, tzn. gdy zostanie definitywnie odstawione od piersi mamy. Odtąd przytulenie się do piersi matki zacznie być wydarzeniem stopniowo coraz rzadszym, a w późniejszych latach – czymś raczej już tylko niezwykłym, szczególnie w chwilach bardzo dramatycznych dalszego życia. Dziecko staje się coraz bardziej samodzielne. Jego dotychczasowe nastawienie na ‘branie-otrzymywanie’ musi ulec coraz bardziej zdecydowanie postawie miłowania, czyli stawania się samemu – darem-‘dla’ innych.

Te same piersi kobiece pełnią jednak jeszcze wielorakie inne zadania w ramach życia małżeńskiego i rodzinnego. Stają się one m.in. szczególnie przytulnym miejscem ‘miłości’ z kolei dla męża owej kobiety, która być może jest już nie tylko żoną, ale i matką. Oboje małżonkowie o tym dobrze wiedzą – i czynią z tego użytek. Podarunek ten wręcza małżonkom sam Bóg – w chwili gdy wyrażają sobie wzajemnie dozgonną zgodę małżeńską, udzielając sobie nawzajem i przyjmując małżeństwo jako sakrament.

Przytulanie się męża do serca małżonki powinno być w ramach małżeństwa praktyką stałą i hojną, podejmowaną przede wszystkim z motywu „dla miłości Chrystusa”: modlitewnie, sakramentalnie. By Jezus mógł swobodnie przechodzić z serca męża do serca żony – i na odwrót. Żeby ON sam, Odkupiciel, Bóg żywy przebywający w ich sercu jako małżonków-sakramentu – umacniał nieustannie ich „dwoje-jednym-ciałem”.

Gdy żona skąpi mężowi hojnego przytulania do serca, albo z kolei gdy mąż odtrąca jej gest wychodzenia mu naprzeciw i upokarza ją wtedy w jej najgłębszym jestestwie kobiecym, stają się oboje dla siebie w coraz większym stopniu dwoma ‘kołkami’, których już nic nie łączy. Zadomowiła się między nimi temperatura niemal absolutnego ‘zera’. Na co dzień przeskakują pomiędzy nimi – jakoby między obcymi sobie ‘kołkami’, jedynie iskry, pioruny i błyskawice, którym towarzyszą przerażające grzmoty. Życie małżeńskie tych dwojga staje się wtedy coraz bardziej koszmarem. Przekształca się w dokładne przeciwieństwo tego, co tym obojgu w dniu ślubu małżeńskiego zaofiarował z najczulszą miłością stworzycielską Bóg.

(2.2 kB)

Wyzwolić progowe ... pożądanie

To co Bóg stworzył ku wielorakiemu dobru, Szatan – jak zwykle – usiłuje prze-interpretować za wszelką cenę i skierować przeciw dobru człowieka: doczesnemu i wiecznemu. Oto typowe dzieło tego, który – jak to określił św. Jan Paweł II, jest „geniuszem podejrzeń” (DeV 37):

„... ‘Sąd’ [J 16,11: Szatan już jest osądzony] odnosi się tylko do ‘władcy tego świata’, czyli do szatana
– do tego, który od początku wykorzystuje dzieło stworzenia
przeciw
zbawieniu, przeciw przymierzu i zjednoczeniu człowieka z Bogiem ...” (DeV 27).

Mianowicie te same piersi kobiece, szczególny Boży podarunek dla kobiety, jej chluba i ozdoba, mogą stać się – i tak dzieje się niemal nagminnie – swoistą ‘kartą przetargową’, gdy kobieta dla takich czy innych motywów zaczyna używać swych piersi: swego biustu – dla mniej lub więcej świadomie przez siebie zaprogramowanego ‘zabawiania się’ wytrzymałością psychiczną i moralną mężczyzn, mianowicie dla wyzwalania w nich zmysłowej pożądliwości.

Samo w sobie takie określenie funkcji kobiecych piersi: jako ‘karty przetargowej’, jest okrutnie niegodne piękna i godności kobiety i tego daru, którym Bóg obdarzył kobietę jako jej szczególnie cennym klejnotem. Niestety wiele kobiet bardzo chętnie sprowadza swoje ciało, w tym przede wszystkim właśnie swoje piersi – do statusu jedynie ‘rzeczy’, którą jako kobieta ... ‘ma’ i z której czyni coraz bardziej wyrafinowany użytek. ‘Rzecz’ tę kobieta doskonale opanowała. Nauczyła się manipulować nią dowolnie – zależnie od aktualnie zamierzonego celu, poprzez granie na męskiej pobudliwości seksualnej, mimo iż widok kobiety ‘topless’ (= bez górnej części ubrania) działa podniecająco nie tylko na mężczyzn, ale też na same ... kobiety.

Nam w tej chwili chodzi o odniesienia pomiędzy dwojgiem zakochanych, dajmy na to: już narzeczonych. Dziewczyna zdaje sobie doskonale sprawę z tego, jak bardzo jej piersi ‘działają’ na wyobraźnię chłopca, również tego ... ukochanego: narzeczonego. Wystarczy, że zmieni swój strój chociażby tylko nieznacznie, założy nieznacznie odmienną bieliznę – i może z góry liczyć na osiągnięcie zamierzonego efektu: że mianowicie narzeczony będzie spoglądał na nią zupełnie inaczej. Jeśli w swej kobiecej, jakże łatwo ujawnić się mogącej ‘niewinnej’ przewrotności, będzie zmierzała do ‘złapania’ chłopaka na ‘seks’, ustawi się względem niego w takiej pozycji, że może to oznaczać tylko jedno: „Dotknij tutaj – i spróbuj! Zaznaj trochę przyjemności, a może nawet trochę ‘ognia’. Tu wszystko czeka na ciebie!”

Czy znajdzie się wielu takich ‘chłopaków’, którzy by z tak preparowanej oferty mieli ... nie skorzystać? Sama taka oferta nie musiałaby nawet być ujęta w słowa. Wystarczy odpowiednio się ubrać, a potem do siebie wzajemnie charakterystycznie się ustawić, a reszta potoczy się ... sama.
– Iluż narzeczonych wyznaje z całą szczerością, że pieszczota na piersi staje się z zasady dobrze reżyserowanym wstępem do całego dalszego ciągu przekraczania jednego progu intymności za drugim. Obojgu coraz trudniej proces ten zatrzymać: podniecenie narasta samo przez się i domaga się ‘coraz więcej’ – oraz: ... coraz ‘dalej’.

Wszystko dzieje się oczywiście z gorącej ‘miłości’. Bo: „skoro jesteśmy już narzeczeństwem, musimy się przecież bliżej poznać!” Stąd też przysługuje nam niezbywalne ‘prawo’ do przytulenia się i odpowiedniej pieszczoty. Nikt nam nie będzie dyktował, jak daleko wolno nam posuwać się w wyrażaniu sobie – przecież ‘miłości’, chociażbyśmy – prawdę mówiąc – małżeństwem faktycznie jeszcze nie byli. Ale: niebawem (najprawdopodobniej ...) nim przecież będziemy”!

(2.2 kB)

Narzeczeńskie przechodzenie na coraz dalszą intymność

Początkowo być może niezbyt jeszcze rozbudzona pieszczota może szybko przybierać na intensywności. Z łatwością dołącza się słabość etyczna zarówno u niej, jak u niego. Do głosu dochodzi wrodzona ciekawość. Tym bardziej zaś zaznacza się coraz mocniej zmysłowość i odczucie przyjemności rozbudzonego seksualizmu, podyktowanego pożądliwością ciała. Ta zaś zdąża niekiedy z niebywałą siłą do zaspokojenia raz rozpętanego roznamiętnienia aż do stadium „spalenia”, jak to trafnie określił autor biblijny w Księdze Syracha Starego Testamentu:

„... Namiętność gorąca, jak ogień płonący,
nie zgaśnie, aż będzie zaspokojona;
człowiek nieczysty wobec swego ciała,
nie zazna spokoju, aż go ogień spali ...” (Syr 23,17).

Faktycznie też, szczególnie właśnie w dziedzinie intymności płciowej oraz łamania bardzo wyraziście tu brzmiącego Bożego przykazania, które w zamierzeniu Bożym winno chronić ‘miłość’ prawdziwą od jej form złudnych nie mających nic wspólnego z ‘miłością’ godną tego miana, sprawdza się typowy mechanizm tajemniczego związku jednego grzechu z drugim. Wszelki grzech ma to do siebie, że łatwo pociąga drugi i trzeci i jeszcze dalszy grzech za sobą, przeskakując ponadto z jednej dziedziny grzeszenia w drugą, jakby ‘koń’ przy grze w szachy: skacze nie prosto przed siebie, lecz ‘w bok’ (zob. do tego wyż., np.:  Przerzuty grzechów VI-go Przykazania na Przykazanie V-te).

Często bywa tak, że zaczyna się być może od zdawałoby się całkiem niewinnego dotykania dziewczyny-narzeczonej na jej sercu. To jednak okazuje się dla nigdy nie nasyconej zmysłowości i pożądliwości ciała – za mało. Dalszym etapem staje się intymność samych już narządów płciowych. A i tutaj przed tymi dwojgiem stają coraz dalsze progi ochronne. Stają się one za każdym razem pytaniem skierowanym do władzy samo-stanowienia, w jaką człowieka nieodwołalnie wyposażył Stworzyciel.

Jeśli ci dwoje nie posłuchają Bożego przykazania na szczeblu tym pierwszym, ‘progowym’, tzn. pieszczoty podejmowanej na razie ‘tylko’ na sercu, szachowy ‘koń’ przeskoczy dalej, być może na zakres już ściśle narządów płciowych. Ich zaś uruchamianie wiąże się każdorazowo już wprost z potencjalnością rodzicielską. Nie ma zaś wątpliwości, że pieszczota na narządach płciowych jest gatunkowo istotnie różna od np. samego tylko pogłaskania po głowie czy pocałowania, wyrażającego jedynie więź, a nie – uruchomienie swego ukierunkowania na potencjalność rodzicielską.

Szachowy ‘koń’ dokonał jednak już ‘skoku’ w bok. Zahamowanie rozbudzonej zmysłowości i zdążanie pożądliwości do zaspokojenia w możliwie maksymalny sposób staje się coraz bardziej niemal niemożliwe. Jakże wtedy łatwo ów ‘koń’ szachowy przeskakuje na dalsze, kolejno się pojawiające progi-za-progami. Pożądliwość zdąża z niebywałą siłą do zaspokojenia rozpalonej namiętności. ‘Miłość’ – zdawać by się mogło początkowo tak bardzo ‘niewinna’, może obecnie już nietrudno wymusić na tych obojgu finał ostateczny: podjęcie stosunku płciowego.

Jeśli ktoś uważnie śledzi użytą przez piszącego tu autora terminologię, zwróci być może uwagę, że używa on każdorazowo bardzo świadomie raz określenia ‘stosunek-kopulacja’, a w innym wypadku rzeczownika ‘akt zjednoczenia płciowego-małżeńskiego’. Między jednym a drugim istnieje przepaść nie do przebycia. ‘Stosunek’ – to akt kopulacji niemal jak u zwierzęcia, które kieruje się wyłącznie ślepym instynktem. Z tym jednak zastrzeżeniem, że człowiek nie jest zdolny stać się ‘zwierzęciem’ i reagować jak zwierzę: człowiek pozostaje niezbywalnie ... osobą: samo-świadomy, samo-stanowiący, odpowiedzialny. Tych przymiotów u zwierzęcia nie znajdziesz. Jak zwierzę – nigdy nie stanie się ‘człowiekiem-osobą’, tak człowiek – nigdy nie będzie ‘zwierzęciem’: nie-osobą.

Jeśli się cofnąć do pierwszego etapu, kiedy to ci dwoje ulegają łatwo przez siebie spreparowanej ‘pokusie’: owej zdawałoby się tak bardzo ‘niewinnej pieszczocie’ podjętej na piersi, a może jeszcze jeden ‘próg’ wcześniej: w postaci wymienianych między sobą pocałunków – być może wcale nie najniewinniejszych, winni oni oboje postawić sobie samym, ale i sobie nawzajem – zasadnicze pytanie:

Kto nam ‘pozwolił’ i kto nas upoważnił do podejmowania owych ‘niewinnych’ pieszczot?
Stwierdziliśmy jak na dłoni, że za przekroczeniem owego ‘pierwszego’ progu sypie się już niemal samoistnie lawina trudnych do powstrzymania dalszych etapów. Zaczyna się od przekroczenia pierwszego progu. Niebawem namiętność (czy tylko ‘namiętność’? czy też ten Ktoś: ZŁY?) wymusza posuwanie się coraz dalej. Ci dwoje przechodzą na ‘racjonalizowanie’ już przekroczonych ‘progów’, tzn. próbują sobie rozumowo wytłumaczyć, że to wszystko staje się ‘samo’, że mamy ‘prawo’ tak miłość sobie wyrażać, a w końcu że „sami nie wiemy jak i dlaczego tak się stało”, bośmy przecież tego początkowo wcale nie zamierzali. Tymczasem lawina przekraczania coraz dalszych ‘progów’ intymności potoczyła się aż do ostatecznego finału: ci dwoje przeszli na petting, a ten zakończył się ... ‘stosunkiem’.

Czy nierzadko w takich wypadkach używane przez takich dwoje określenie wymijające: „... doszło (między nami do stosunku)...”, względnie: „zdarzyło się (nam uprawiać seks)” itp.
– miałoby odzwierciedlać prawdę faktów? Czy owo „doszło” [= ono doszło; NIE ja!], ewentualnie: „zdarzyło się nam” itp. – miałoby oznaczać w tym wypadku jakieś bez-osobowe: ‘ono’ ... doszło? lub na odmianę: ‘ono’ się zdarzyło?
– Czy też ... właśnie ‘JA’ osobiście jestem w pełni odpowiedzialny za to, do czego JA doszedłem, a nie jakieś bezosobowe ‘ono’?

O tym swoistym zwalaniu winy za popełniony grzech osobisty i osobistą odpowiedzialność za własny czyn była już wcześniej mowa w niniejszym rozdziale (zob. dokładniej: Czy tu działa ‘coś’ – czy ‘ktoś’? – wraz z dalszym ciągiem rozważania). Nikt i nic nie usprawiedliwi mnie od ściśle osobistej odpowiedzialności i poczytalności za moje czyny, ewentualnie ponadto za czyny kogoś drugiego, do których ja doprowadziłem, stając się winnym ‘grzechu cudzego’.

Toteż ilekroć ktoś przystępuje do sakramentu pojednania-spowiedzi, niechby przenigdy nie użył w swym oskarżeniu formuły tego właśnie typu: „zdarzyło mi się (pić, palić, cudzołożyć, opuszczać Mszę św.; itp.)”, ewentualnie np.: „pić się piło, opuszczać Mszę św. się opuszczało; przeklinać się przeklinało ...”. Tego typu oskarżenie może łatwo pociągnąć za sobą nieważność spowiedzi świętej – i nietrudno to zrozumieć.
– Grzech jest zawsze sprawą ściśle osobistej odpowiedzialności. Stąd też wyznanie grzechu musi być ujęte w pierwszej osobie: „Ja zgrzeszyłem ...; Ja przeklinałem; Ja – tyle a tyle razy piłem do utraty przytomności, ja wydałem na alkohol tyle a tyle pieniędzy – z majątku małżeństwa; ...”; itd.

W świadomości brzmią nam wciąż wielokrotnie już przytaczane słowa Jana Pawła II z jego Adhortacji o „Pojednaniu i Pokucie” :

Dlatego w każdym człowieku nie ma
niczego bardziej osobistego i nieprzekazywalnego, jak:
zasługa cnoty
czy odpowiedzialność za winę”
(RP 16) (zob. też wyż.: „Odpowiedzialność osobista”).

(2.2 kB)

Analiza ‘miłości’ w konfrontacji z przekraczanymi progami ‘miłości’

Czy mielibyśmy jeszcze raz przytoczyć niektóre z charakterystycznych wypowiedzi byłego arcybiskupa Krakowa Karola Wojtyły, późniejszego św. Jana Pawła II, by sobie zdać jaśniej sprawę – tym razem w nawiązaniu chociażby do przytoczonej lawiny, jaka się przetoczyła przez sumienia tych dwojga w następstwie pozwoleniu sobie na tylko jedną, drobną, ‘niewinną’ pieszczotę na sercu-piersi? Pociągnęło to za sobą podjęcie kolejnych dalszych pieszczot, jednej po drugiej – aż do ostatecznego finału w postaci podjętej ... kopulacji.
– Czy tu nie widać, że wszystkie te działania po linii ‘gorącej miłości’ nie miały nic wspólnego z ‘miłością’ w jej prawdziwie ludzkim: osobowym znaczeniu, a tym bardziej w jej pojmowaniu zgodnie z Bożą pieczęcią: wyrazów ‘miłości’ jako daru siebie całego ‘ku dobru’, którego kresem winno stać się życie wieczne w „Domu Ojca”?

Późniejszy papież, św. Jan Paweł II, wskazuje w swym studium o ‘miłości osobowej’, zatem po linii personalizmu etycznego:

„... Odrębność ... płci jest momentem, który rodzi szczególny problem moralny.
Osoba bowiem, dlatego że jest osobą, winna być przedmiotem miłości.
Płeć natomiast, która przede wszystkim zaznacza się w ciele i jako właściwość ciała –
podpada pod zmysły, stwarza możliwość pożądliwości.
Pożądliwość ciała jest najściślej związana ze zmysłowością. ...
Zmysłowość reaguje na wartości seksualne związane właśnie ‘z ciałem’ ...”(MiO 121). (Zob. też wyż.: „Pożądliwość wymusza chcenie” ).

Słowa te rozumiemy obecnie być może lepiej niż poprzednio. Spotkanie zakochanych w bezpośredniej bliskości ciała z ciałem wyzwala łatwo wrażenia zmysłowe i pożądliwość. Ta zaś koncentruje się nie na osobie, ale na samym ciele i płci. Słuchamy dalej słów Arcybiskupa Wojtyły:

„... Pożądliwość ciała nie zatrzymuje się w obrębie zmysłowej władzy pożądawczej..., ale udziela się woli i usiłuje jej narzucić właściwe sobie odniesienie do przedmiotu ...na ‘ciało i płeć’. ...
Reakcja zmysłowości ma wyraźny charakter kierunkowy: kierunek reakcji wskazuje po pierwsze na ‘ciało i płeć’, a po drugie – na ‘użycie’.
Ku temu też zmierza pożądanie zmysłowe, a wraz z nim ‘miłość cielesna’.
Szuka ona zaspokojenia w ‘ciele i płci’ przez używanie ...
Zmysłowość ‘wyżywa się’ w pożądaniu, ... po którym cały stosunek do przedmiotu pożądania urywa się ...” (MiO 122n. – Zob. też wyż.: „Zmysłowość ukierunkowana na wyżycie: u osoby problem moralny” ).

(11.2 kB)
Objaśnienie

Z chwilą osiągnięcia szczytowego przeżycia – wypala się pożądliwość, która do tego doprowadziła.
– Na tym urywa się działanie instynktu rozrodczego u zwierząt: cel został osiągnięty. samiec z samicą podjęli skutecznie akt kopulacji w celu podtrzymania gatunku.
– Natomiast reakcje fizjologiczne u człowieka nie mogą przesłonić jego niezbywalnej wielkości i godności jego osoby. Uaktywnienie zmysłów nie może uchylić się od faktu, iż podlegają one u niego niezbywalnie i nieodstępnie jego życiu wewnętrznemu: jego świadomości, jego wolnej woli, oraz ciążącej na nim wielorakiej odpowiedzialności. Arcybiskup mówi dalej:

„... Pożądliwość ciała zmienia ... przedmiot miłości, którym jest osoba, na inny – mianowicie na ‘ciało i płeć’ .... Reakcja zmysłowości nie odnosi się ... do osoby, ale tylko do ‘ciała i płci’ ... ‘jako do możliwego przedmiotu użycia’.
– ... W polu widzenia pożądania ..., osoba drugiej płci staje nie jako osoba, ale jako ‘ciało i płeć’.
Na miejsce istotnej dla miłości wartości osobowej wysuwa się sama wartość seksualna – ona też staje się ośrodkiem krystalizacji całego przeżycia.
– Ponieważ zaś przeżyciu temu towarzyszy zmysłowe uczucie miłości, przeto pożądanie nabiera charakteru przeżycia miłosnego, i to mocnego, intensywnego, bo opartego mocno na reakcjach seksualnych ciała i na zmysłach. ...
‘Uczucie’ oznacza w tym wypadku stan zmysłowy wywołany najpierw pożądaniem ‘ciała i płci’ ..., a następnie zaspokojeniem tego pożądania przez ‘miłość cielesną’ ...” (MiO 123). – Zob. też wyż.: „Miłość zmysłowa jako zaspokajanie pożądania: zamiana osoby w płeć” ).

Można by się zadumać nad głębią ukazanych przez Arcybiskupa analiz wiodących do precyzyjnego odróżnienia miłości zmysłowej, wyrastającej z ‘użytkowego’ wykorzystania ciała i płci, a miłością godną osoby z jej niezbywalnymi przymiotami, wezwanej do życia wiecznego.

Słuchamy dalej acybiskupa Karola Wojtyły, starając się zastosować jego rozważania do wyżej przedstawionego ‘lawinowego’ przekraczania progu za progiem zakresu intymności:

„... [Pożądliwość ciała] prowadzi ... do ‘miłości’, która nie jest miłością, wyzwala bowiem przeżycia miłosne na kanwie samego pożądania zmysłowego oraz jego zaspokojenia – przeżycia te ... nie dorastają do osoby, zatrzymują się bowiem tylko na ‘ciele i płci’ jako na swojej właściwej i jedynej treści.
– Stąd płynie dezintegracja [= rozkład] miłości. Pożądliwość ciała pcha, i to z wielką siłą, do zbliżenia cielesnego, do współżycia seksualnego, ale zbliżenie to i współżycie wyrosłe na samej pożądliwości ciała nie jednoczy ... nie ma wartości zjednoczenia osobowego, nie jest miłością w jej właściwym (tj. etycznym) znaczeniu.
– Przeciwnie, ... współżycie seksualne wyrosłe z samej pożądliwości ciała jest zaprzeczeniem miłości osób, u podstaw jego stoi bowiem ta znamienna dla czystej zmysłowości reakcja kierunkowa – na ‘użycie’ ...” (MiO 123). – Zob. też wyż.: „Miłość zmysłowa – zaprzeczenie miłości osoby” ).

W przytoczonym seriale posuwania się coraz bardziej w głąb intymności płciowej przez tych dwoje widać jak na dłoni, że sprężyną działania nie jest tu definitywne dobro tego drugiego, lecz szukanie – chociażby obopólnie – przyjemności zmysłowej dla niej samej. A że przeżycia te znajdują bardzo silny oddźwięk w ciele i płci, uaktywnianej w kierunku maksymalnego przeżycia seksualnego, ci dwoje chętnie określają swoje działania jako ‘uprawianie miłości’.

Przy czym jednak rozważania nasze świadczą o tym, iż ci dwoje zdają sobie wtedy dobrze sprawę, że podejmowane przez nich działania nie są ‘miłością’. Głównym komponentem takiej ‘miłości’ jest doznawana wtedy przyjemność seksualna, która jedynie ‘każe’ woli i umysłowi uznawać ją za ... wyraz świadczonej i doznawanej ‘miłości’, dobrze zdając sobie sprawę, iż jest to tylko nierealnym życzeniem popełnianego grzechu, a nie rzeczywistością zgodną z prawdą czynu.

Jeszcze inne formy seksu narzeczeńskiego

Są jednak pary – narzeczeńskie i nie narzeczeńskie, które wspomniane ‘praktyki miłosne’ określają bardziej precyzyjnie. Oskarżają się np. przy użyciu formuły: „uprawialiśmy seks, uprawiałem-uprawiałam seks”.

W trakcie uprawiania takiego ‘seansu’ wyzwala się zwykle wielka satysfakcja seksualna, która idzie w parze z przeżyciem seksualnym. Z chwilą gdy moment tej satysfakcji przejdzie, pojawia się z zasady coraz donośniej odzywające się sumienie: poczucie osobistej przewiny moralnej, a ponadto grzechu ‘cudzego’, wraz z towarzyszącym mu poczuciem obrzydzenia do siebie samego.
– Takie przeżycia nigdy nie towarzyszą człowiekowi w przypadku odniesionego nad sobą zwycięstwa – w postaci jednoznacznego trwania po stronie Łaski Chrystusa!

Arcybiskup Wojtyła wyjaśnił dobitnie, w jaki sposób odczuwana w przeżyciu seksualnym przyjemność jest doznaniem czysto subiektywnym, które uwzględnia tylko swoje egoistyczne ‘ja’.

A że ci dwoje sięgają wtedy równolegle najczęściej po środki techniczne przeciw-ciążowe, wolą wtedy zupełnie wyłączyć działanie rozumu, by nie musieć wziąć pod uwagę śmiercionośnej treści dobrze sobie znanego określenia medycznego, iż tu chodzi o użycie ‘środka poronnego’.
– Dziewczyny sięgają łatwo po tabletki hormonalne, które zawsze są środkami typowo poronnymi, chociażby występowały pod coraz innymi nazwami i formami: np. jako plastry, zastrzyki preparatu o długofalowym działaniu itp. (inne dziewczyny i kobiety stosują wkładkę, tzn. spiralę śródmaciczną). Stosowanie tych środków technicznych traktują dziewczyny-kobiety jakby chodziło o zastosowanie np. ‘Witaminy C’ w przypadku pojawiającej się temperatury.

Wielu zaś chłopców nagminnie używa w takiej sytuacji prezerwatywy. Jednocześnie zaś oni z kolei nie dopuszczają do umysłu i serca myśli na temat poronnego działania prezerwatywy. Wydaje im się, że gdy nie dopuszczą do zastanowienia się nad mechanizmem działania prezerwatywy (względnie tabletki, którą stosuje ich dziewczyna), mogą być w sumieniu całkowicie uspokojeni.

Taki ‘spokój sumienia’ jest jednak jednym wielkim złudzeniem: poczytalność w obliczu Bożym – w następstwie ignorancji zamierzonej (= ‘wolę nie znać mechanizmu działania prezerwatywy, czy tabletki’) jedynie się podwaja (zob. dokumentację odnośnie do działania tabletki-wkładki-prezerwatywy wyż.: „Działania ‘contra’: co na to medycyna” – cały ten rozdział, zwł. § B, E).

Sytuacja taka budzi tym bardziej niepokojące pytanie: czyżby sumienie tych dwojga nie reagowało już nawet w obliczu świadomie wyrażanej zgody na śmierć Poczętego-Poczętych, gdyby w następstwie podjętej kopulacji doszło do poczęcia? Ci dwoje dochodziliby do ‘seksu’, określanego przez nich jako ‘miłość’, za cenę krwi swych w chwili uprawianego seksu-‘miłości’ poczętych dzieci ...! Ze swymi tak poczętymi i zgładzonymi dziećmi przecież się spotkają: najpóźniej w chwili przekraczania progu wieczności. Nie są to ‘bajki’, a ... matematyczna, Boża rzeczywistość.

Są wreszcie pary, które w obliczu możliwości poczęcia przechodzą na jeszcze inne formy uprawiania ‘seksu’. Polega to zwykle na mniej lub więcej regularnym obopólnym ‘samo-zaspokajaniu się’ poprzez uprawianie ‘pettingu’, urozmaicanego coraz bardziej wyrafinowanymi formami zwyrodnień seksualnych, jakich się nie spotka w świecie ... zwierząt. Z tą oczywiście różnicą, że trzeba być człowiekiem-osobą, żeby móc ... zgrzeszyć. Zwierzę – nie jest w stanie ‘zgrzeszyć’.
– Zgrzeszyć – a z kolei zostać świętym, może tylko ludzka osoba: wyposażona w władzę samo-świadomości, samo-stanowienia, zdolność podejmowania odpowiedzialności.

Jeszcze raz: prezerwatywa: poronna, ale i jaskrawo przekreślająca miłość

Jakież to wszystko jest poniżające dla godności ludzkiej osoby – w tym wypadku dla tych dwojga, którzy podobno się ... kochają! Jeśli nawet pominąć aspekt poronny użytych środków, trzeba sobie jasno powiedzieć, że wszelkie ‘zapobieganie’ ma jedno na celu: żeby się nie kochać, a natomiast zaznawać seksu-bez-zahamowania.

Mówiliśmy o tym na niejednym miejscu naszej homepage (zwięźle – zob. ponownie artykuł tutaj piszącego autora: „Spowiedź święta małżonków z grzechów popełnianych przy współżyciu małżeńskim”. – Zob. jednak ponadto także duże opracowanie: „Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem” = PORTAL, kol.4, nr 10; tamże zwł. § C: Blokowanie potencjalności rodzicielskiej aktu).

Gdyby nawiązać jeszcze raz do stosunku płciowego (tzn.: NIE aktu zjednoczenia!) z użyciem prezerwatywy, to jeśli już pominąć jej potencjalne działanie poronne (co jest w końcu przerażające: zabić własne dziecko, poczęte podobno ... jako owoc kochania się !), chłopiec oświadcza wtedy dziewczynie – oficjalnie i uroczyście, a okrutnie bezhonorowo i bezwstydnie, iż absolutnie nie ma najmniejszego zamiaru stanowić z nią jakiegokolwiek ‘jedno-w-miłości’. Ściana prezerwatywy (chociaż bardzo porowota, jedynie złudnie nie przepuszczająca plemników, a tym bardziej wirusów) jest murem nie do obalenia, który ich oboje w 100% rozdziela i nie dopuszcza do ich stanowienia jakiegokolwiek ‘jedno’ : tego też oboje wyraźnie nie chcą, chociażby sobie wmawiali, że się wtedy ... ‘kochają’!

Stosowanie prezerwatywy, podobnie jak wszelkiego innego zapobiegania czy to poczęciu czy ciąży, świadczy przeraźliwie jaskrawo o tym jednym:




Na co mi oddać się Tobie?
Ty mi dajesz darmo – swój ‘seks’
Trafiłaś w dziesiątkę:
tego właśnie poszukuję.
Miłości się po mnie ... nie spodziewaj!


Na to tylko na świecie się pałętają:
taka ona – taki on.




Czy ty tego jeszcze ... nie widzisz?
Czekasz na ‘miłość’!?
Jej nie ma!
Miłości nie trzeba!
Wystarczy ta ściana:
prezerwatywa!
Tudzież: ... szałowy seks!


Ot – moja ‘miłość’:
masturbować się na tobie!
Trochę bardziej to intrygujące,
niż samogwałt samotny.


Na co mi ślub?
Na co ... Przykazania?


Mam twoje ciało!
Mam się na czym ‘wyżyć’!
Czy zaś satysfakcji doznajesz Ty,
mało mnie obchodzi!
Zadowolony muszę być ...
JA!






Czy to brzmi zbyt ... brutalnie ...?

A kto udowodni, że rzeczywistość takich dwojga jest wtedy nie-brutalna?
Oraz: że nie kąpie się ona cała w krwi wtedy Poczętych,
chociażby poczętych tylko potencjalnie?

Krew zgładzonych ... krzyczy o Boży Sąd!
I sąd ten ... nastąpi!

Ale Bóg ... proponuje:
„Poproś, mój w grzechu sponiewierany żywy Obrazie,
o Miłosierdzie i przebaczenie!


Ale też:
Odtąd już nie grzesz więcej!”


(zob.: Umierające Małe Dzieci – Niepełnosprawni – Każdy)

Taka sama ocena jak w odniesieniu do prezerwatywy, dotyczy uprawiania stosunku przerywanego – z wyjątkiem tego, że w tym wypadku nie wchodzi w grę działanie poronne.

Na swój sposób dokładnie taka sama nie-miłość jest realizowana w przypadku uprawianego pettingu; czy to w małżeństwie, czy w warunkach poza-małżeńskich.

(3.5 kB)

6. Jeszcze raz: seks oralny

(2.8 kB)

Istotne rozróżnienie

W jeszcze innych wypadkach ci dwoje, a przede wszystkim być może ‘chłopak’ (czy to ... narzeczony, czy też sytuacja jest być może bardzo daleka od dialogu o małżeństwie?), przechodzą na eksperymentowanie poprzez sięganie po formy seksu zwyrodniałego, poczynając od ‘seksu oralnego’.

Drogi Czytelnik może nietrudno natrafić na podręczniki, według których ‘seks oralny’ jest – zdawać by się mogło – przez ‘Kościół’ w pełni zaakceptowaną, a nawet zalecaną formą wyrażania sobie miłości – oczywiście z zastrzeżeniem: ‘w małżeństwie’. Podręczniki takie uchodzą za wyraz autentycznego Nauczania Kościoła, gdyż są – dajmy na to – zaopatrzone sygnaturą biskupiego ‘Imprimatur’. Znaczy to, że Rządca Diecezji, Biskup Ordynariusz, zezwala tę rzecz opublikować i bierze na siebie „osobistą odpowiedzialność” (zob. VSp 116: „... Na nas, jako Biskupach ciąży poważny obowiązek osobistego czuwania nad tym, by w naszych diecezjach nauczano ‘zdrowej nauki’ [1 Tm 1,10] wiary i moralności”) za przedstawione w książce opinie autora.

Praktyka jednak wykazuje, iż zdarza się, że mocno zapracowany Biskup udziela zezwolenia na druk jakiejś książki niejednokrotnie w jakimś sensie ‘na wyrost’, opierając się na pozytywnej recenzji teologa, którego opinie teologiczne nie są zgodne z autentycznym Nauczaniem Kościoła. Wcale też nie jest wykluczone, że zarówno określony recenzent, jak tym bardziej Biskup Diecezji, nie mieli manuskryptu danej książki w ręku, a udzielają swego „Nihil obstat” (= Nic nie stoi na przeszkodzie), względnie potem „Imprimatur(= Niech to zostanie wydrukowane) niestety bez gruntownego zapoznania się z treścią samej książki.
– Tą drogą może dojść do bardzo niezręcznej sytuacji, z której później niezmiernie trudno się wycofać, tzn. wycofać pochopnie udzielone zezwolenie na druk pod egidą Kościoła Nauczającego.

Piszący tu autor nie ma zamiaru podważać czyjegokolwiek autorytetu, a jedynie stwierdza fakty. Prosi zarazem Drogiego Czytelnika, by w takiej sytuacji nie ulegał złudzeniu, iż gorąco przez tego czy innego autora, chociażby i dyplomowanego teologa, zalecany ‘seks oralny’ odpowiada myśli Bożej i rzeczywistemu Nauczaniu Kościoła.

Trzeba wyznać, że są kapłani, którzy niezbyt dokładnie orientują się w sprawach dotyczących etyki małżeńskiej i narzeczeńskiej, a ogólniej: wszystkiego co dotyczy ludzkiej płciowości w aspekcie etycznym; podobnie jak z kolei spraw dotyczących dokładniejszej wiedzy na temat planowania poczęć w posłuszeństwie względem Bożego ładu odniesień małżeńskich.

Jest faktem, że gdy któryś z księży pragnie poświęcić się dokładniej studium tej właśnie dziedziny, może łatwo doczekać się najgorszych posądzeń i oskarżeń w nawiązaniu do podjętej specjalizacji. Z kolei zaś trzeba niestety wyznać, że wcale nie wszyscy kapłani są naprawdę dogłębnie zorientowani – nawet w kwestii dajmy na to środków poronnych zapobiegających ciąży, czy w problematyce sztucznego zapłodnienia w przypadku niepłodności małżeńskiej, a z kolei w kwestii bardzo dla małżonków i młodzieży dorastającej nieodzownej wiedzy o ‘Naturalnym Planowaniu Rodziny”.
– Jest to najczęściej konsekwencją dokładnie tych samych powodów, o których dopiero co wspomniano, że mianowicie duchowny, kapłan, który zamierza studiować tę dziedzinę, jest ‘z góry potępiony za zagłębianie się w nie-swoją dziedzinę, bo widocznie sam pogrążony jest w seksie ...’.

Zdarza się, że niestety daleko nie każdy kapłan dysponuje głębszym rozumieniem samego z kolei małżeństwa jako sakramentu. Znaczy to, że dany kapłan sam nie bardzo wie, na czym by miała polegać godność małżeństwa w oczach Bożych jako sakramentu małżeństwa.

(13 kB)
Objaśnienie

Powyższe uwagi są pomyślane jako wstępne wprowadzenie do zagadnienia drażliwego, do którego w tej chwili nawiązujemy: praktyki ‘seksu oralnego’ i jego czy to akceptacji, czy stanowczego odrzucenia w autentycznym nauczaniu Kościoła.

Jeśli pominąć inne dokumenty nauczania Kościoła, to szczególnie św. Jan Paweł II podaje aż nadto jasne kryterium oceny etycznej wyrazów świadczonej sobie miłości w ramach małżeństwa (pomijamy tu zatem fakt, że w niniejszym rozdziale przedmiotem naszych rozważań nie jest małżeństwo, ale pary narzeczeńskie, ewentualnie ogólnie: młodzież).

Cezurę (= granicę-przedział) przy ocenie moralnej wyrazów miłości w małżeństwie wyznacza fakt, czy dana pieszczota angażuje same w sobie narządy płciowe, czy nie. Rozróżnienie to przedstawił on jeszcze jako kardynał arcybiskup Krakowa m.in. w swym wiodącym referacie na Sympozjum o Etyce Małżeńskiej na dwa lata przed swym wyniesieniem na Pontyfikat. Wspomniany referat ówczesnego kardynała Karola Wojtyły jest łatwo osiągalny z naszej strony (zob. referat: Personalistyczna koncepcja człowieka – do druku lub do czytania, w formacie WORD).

Mianowicie kard. Wojtyła sprowadza wszelkie przejawy wzajemnych odniesień czy to małżeńskich, czy narzeczeńskich do dopiero co wspomnianych dwóch kategorii. Rozróżnienie to zostało zresztą przedstawione już także w soborowej Konstytucji Duszpasterskiej, a tym bardziej w encyklice Pawła VI „Humanae vitae” (zob. polski tekst Encykliki: „Humanae vitae” - w formacie WORD):

(0,36 kB)  Istnieją coraz inne formy wyrażania sobie więzi wzajemnej duchowej, np. poprzez dobre słowo, pełne czułości spojrzenie, przebaczenie.
– Te formy nie nawiązują wprost do odmienności płciowej małżonków.
– Inne formy wyrażania wzajemnej miłości nawiązują już też do zróżnicowania płciowego męża i żony. Można tu zaliczyć przytulenie, pogłaskanie złożenie pocałunku pełnego uszanowania i serdeczności. Formy tej miłości nie wkraczają jednak na teren intymności płciowej.

(0,36 kB)  Natomiast jeszcze inne formy miłości małżeńskiej angażują wprost również narządy płciowe. Będą to zatem pieszczoty i wzajemne małżeńskie przytulanie się, a także podejmowanie zjednoczenia płciowego małżeńskiego.
– W każdym razie pieszczoty te polegają również na bezpośrednim uaktywnieniu dynamizmu właściwego sferze genitalnej. Tego rodzaju pieszczoty angażują zatem wprost zdolność wzbudzenia życia ludzkiego (poprzez strukturę i dynamizm aktu płciowego). Oznacza to zatem bezpośrednie wkroczenie w sferę, która jest ściśle zastrzeżona samemu Bogu (zob. cytowany referat, tamże, pt. 3).

Znaczy to, że między wymienionymi, zróżnicowanymi formami świadczenia sobie miłości w małżeństwie istnieje istotna różnica, która nie pozwala sprowadzać jednych form miłości do drugich (zob. wyż., w recenzji piszącego tu autora – książki O.Knotz’a: Uw.20: Skąd naraz zastrzeżenia?).


UWAGA. – Między piszącym tu autorem, a coraz innymi osobistościami Hierarchii Kościoła w Polsce zaznaczała się na ten temat od końca kwietnia 2009 r. (daty opublikowania książki O.Knotza: „Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga”) niemała wymiana pism z prośbą o wycofanie pochopnie udzielonego ‘Imprimatur’ i jasną wypowiedź dla Ludu Bożego w tej sprawie. Korespondencja ta pozostaje jednak dotąd nadal ... bez echa [XI.2015 r.].
– W nawiązaniu do wymienionej książki O.Ksawerego Knotz'a o seksie małżeńskim – można tu przytoczyć jedynie ocenę „Teologa-Moralisty”. Dołączył ją w odpowiedzi na pismo piszącego tu autora (ks. PL) – ówczesny Przewodniczący Konferencji Episkopatu, J.E. Ks. Arcybp Józef Michalik – dnia 11.X.2010 r. Z tym że wspomniany ‘teolog-moralista’ utajnił swoje nazwisko. Oto jego słowa, przytoczone w liście J.E. Ks.Arcybpa Józefa Michalika do ks. PL:

„ ... Odnosząc się natomiast do książki o.Knotza „Seks jakiego nie znacie”, sprawa wydaje się być całkowicie prosta i oczywista. O.Knotz prezentuje własny, niezgodny z nauczaniem Kościoła pogląd na sprawę seksu tzw. oralnego. Wprawdzie tłumaczy się, że chodzi mu jedynie o tzw. grę wstępną, która ma prowadzić później do pełnego zjednoczenia małżonków, ale i tak błądzi, gdyż po pierwsze z technicznego punktu widzenia jest to praktycznie niewykonalne, dochodzi bowiem często u mężczyzny do orgazmu wcześniej, niż planowane odbycie stosunku, a po drugie, jak Ksiądz Profesor słusznie zauważa, seks oralny, niezależnie od intencji osób korzystających z niego, jest sprzeczny z nauczaniem Magisterium Kościoła i prawem Bożym! Jest to wynaturzenie!
Imprimatur uzyskane dla tej pozycji książkowej wydaje się być fatalną pomyłką, za którą należy przeprosić czytelników, a o.Knotza możemy tylko poprosić, aby podjął się innego, bardziej pożytecznego zajęcia, na którym się naprawdę dobrze zna! Jest to sprawa jego władz zakonnych, które mogą i powinny podjąć stosowne kroki, także dla dobra duchowego o.Knotza. Myślę, że nie powinien mieć problemów z posłuszeństwem, które P.Bogu i przełożonym ślubował! ...”.


(2.2 kB)

Seks oralny: bezpośrednie uaktywnianie narządów płciowych

Seks oralny jest podejmowaniem działań wprost na narządach płciowych. Polega na wyzwalaniu przeżycia seksualnego – poprzez usta i w ustach. Ponieważ chodzi tu – zgodnie ze sformułowaniem późniejszego św. Jana Pawła II (a także już HV nr 13: człowiek nie jest panem ŹRÓDEŁ ŻYCIA) – o uaktywnianie samych narządów płciowych, trzeba przyjąć do wiadomości, że zgodnie z używaną przez późniejszego Jana Pawła II terminologią odnośnie do ‘struktury’ i ‘dynamizmu’ aktu płciowego, jedynym miejscem jakie Bóg stworzył i przeznaczył dla podjęcia i przeżycia aktu zjednoczenia małżeńskiego jest pochwa, a nie jakiekolwiek inne miejsce ciała ludzkiego.

Niezależnie od tego, Paweł VI podkreśla w encyklice „Humanae vitae’ – w kontynuacji wiary i nauczania apostolskiego, że każdorazowy akt małżeńskiego zjednoczenia winien pozostawać z Bożego ustanowienia w pełni otwarty na potencjalność rodzicielską – niezależnie od etapu życiowego kobiety-żony. Przy uprawianiu seksu oralnego jest to oczywiście z góry wykluczone.

Oto słowa Pawła VI o konieczności otwierania się każdego aktu na potencjalność rodzicielską:

„Jednakże Kościół, wzywając ludzi do przestrzegania nakazów naturalnego prawa,
które objaśnia swoją stałą doktryną, naucza, że konieczną jest rzeczą,
aby każdy akt małżeński zachował swoje wewnętrzne przeznaczenie
do przekazywania życia ludzkiego” (HV 11).
(Zob. do tego również fragment obszernego art. piszącego tu autora: Otwartość każdorazowego aktu na potencjalność rodzicielską)
.

Słowa Pawła VI są jasną, jednoznaczną wypowiedzią w omawianym temacie. Wypowiedź ta cieszy się charyzmatem Prawdy, jakim obdarzony jest Piotr z ustanowienia Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa, ilekroć wypowiada się z powołaniem na swoją powagę jako Piotra w sprawach związanych z naszym zbawieniem w Chrystusie (Na temat charyzmatu Prawdy Objawienia każdorazowego Papieża zob. dokładniej wyż. cyt. artykuł piszącego tu autora: PORTAL, kol. 4, nr 10, § A: Kapłan a Magisterium Kościoła).

Każdy rozumie, że realizowanie otwartości aktu na możność rodzicielską w ustach – jest sprzeczne nie tylko z rozumem, ale tym bardziej z Bożym ładem przeżywania intymności małżeńskiej. W grę wchodzić może wyłącznie zjednoczenie płciowe podejmowane w pochwie.

Znaczy to zatem, że akt płciowy nie może być podejmowany ani w ustach, ani w odbycie, ani w jakiekolwiek innej części ciała. Każdorazowe wyzwolenie przeżycia płciowego poza pochwą nie może nie być kwalifikowane obiektywnie jako ciężkie przewinienie przeciw „mowie ciała”, do której dwoje ludzi doprowadza swoje narządy płciowe, gdy jednocześnie wymuszają na ciele zakłamanie tejże „mowy ciała”. Ta bowiem woła głośno o spełnienie w tej chwili swej potencjalności rodzicielskiej, co jednak możliwe jest wyłącznie przez zjednoczenie płciowe podjęte w pochwie.

W przypadku uprawiania seksu oralnego, ci dwoje zmuszają zatem swoje ‘ciało’ do mówienia fałszu-w-prawdzie ‘mowy ciała’. Fałsz ten nie jest wynikiem jakiegoś spontanicznego działania funkcji fizjologicznych, ale zależy wyłącznie od wolnej woli tych dwojga. Jest on jako taki przez nich oboje zamierzony, a tym samym są oni za jego zwyrodniałą realizację w pełni odpowiedzialni i poczytalni.

Tutaj tkwi powód tego, że działanie to jest totalnie sprzeczne ze ślubowaną w małżeństwie miłością – oraz ślubowaną uczciwością małżeńską.

Niezależnie zaś od tego, działanie osób uprawiających seks oralny jest każdorazowo grzechem wyjątkowej pogardy w stosunku do Boga – Stworzyciela i Odkupiciela. Działanie takie zwraca się w pierwszym rzędzie przeciw Pierwszemu Przykazaniu Bożemu. Jest ono aroganckim rzuceniem rękawicy Bogu i wyzwaniem Go do pojedynku ze sobą – w domaganiu się zmiany stylu uprawiania ‘miłości’, a raczej ... ‘seksu-dla-seksu’.

Ponadto zaś stosunek podejmowany w ustach jest całkowicie zwyrodniałym, przewrotnym i wyrafinowanym sposobem uprawiania ‘seksu’. Nie ma on nic wspólnego z podejmowaniem aktu zjednoczenie małżeńskiego płciowego, jakim Bóg obdarza małżonków ślubujących sobie wzajemnie miłość, wierność, uczciwość małżeńską.


Pojawia się pytanie: kto podsuwa młodzieży, która w niektórych środowiskach nagminnie uprawia ‘seks oralny’, a z kolei narzeczeństwom oraz małżeństwom, które również nierzadko sięgają po wyrafinowany ‘seks oralny’ – tę myśl, by oprócz ‘seksu’ utrzymywanego w jakiejś mierze w ramach ‘naturalnych’ – sięgać w swym nienasyceniu pożądliwości jeszcze i po tę formę ... na wskroś wynaturzoną? Praktykowanie ‘seksu oralnego’ jest niewątpliwie kolejnym aspektem „tajemnicy bezbożności-nieprawości” (2 Tes 2,7), jeśliby się posłużyć określeniem św. Pawła Apostoła.

Jeden raz więcej sprawdza się wypowiedź Słowa-Bożego-Pisanego, które wyżej przytaczaliśmy (zob. wyż.: Narzeczeńskie przechodzenie na coraz dalszą intymność):

„... Namiętność gorąca, jak ogień płonący, nie zgaśnie, aż będzie zaspokojona;
człowiek nieczysty wobec swego ciała, nie zazna spokoju, aż go ogień spali ...” (Syr 23,17).

Dla rozpalonej pożądliwości nieważna jest osoba: ani własna, ani tym bardziej tego drugiego. Chociażby w danym wypadku chodziło o określanie kogoś w sposób uroczysty nawet już jako narzeczonego czy narzeczonej. Cała uwaga koncentruje się wtedy na wyżyciu się na ciele płciowym. Tak to przedstawione jest chociażby w dopiero co przytoczonym Słowie-Bożym-Pisanym:
„...ogień płonący nie zgaśnie, aż [namiętność] będzie zaspokojona ..., aż go [człowieka nieczystego] ... ogień spali” (Syr 23,17)!

Sprężyną działającą staje się poszukiwana – i do maksimum wyzwalana przyjemność zmysłowa: za cenę podeptania godności – własnej, a tym bardziej ... w pierwszym rzędzie dziewczyny: kobiety. Byle egoistycznie – zaznać przyjemności zmysłowej, jednocześnie poniżając do ostateczności dziewczynę-kobietę przez zmuszanie jej do ... łykania wydzieliny wytrysku.

O tym zaś, co poprzez zjednoczenie płciowe małżonków zamyślał Bóg, upoważniając dwoje ludzi do wkraczania na teren intymności płciowej, pod warunkiem pełnego uszanowania tak struktury, jak i dynamizmu aktu – ci dwoje nawet z daleka nie tylko nie myślą, ale i myśleć zdecydowanie nie chcą.

Seks oralny na pewno w najmniejszym stopniu nie służy zjednoczeniu tych dwojga ... na poziomie osoby: serca. Godność – własna i tego drugiego, przede wszystkim kobiety, zostaje tu poniżona i podeptana do ostateczności. Byle on – chłopiec-chłopak, mógł w swym seksualnym nie-nasyceniu jeden raz więcej zaliczyć przeżycie masturbacji, wywołane w tak wyrafinowany sposób: przez usta i w ustach ... dziewczyny: czy to narzeczonej, czy pierwszej lepszej ‘chętnej’, gotowej ‘smakować’ i łykać jego wydzielinę seksualną w takich okolicznościach.

A może z kolei on sam, równolegle, doprowadza swoją partnerkę do analogicznego przeżycia na jej narządach płciowych. Byłoby to typowym praktykowaniem tzw. ‘miłości-po-francusku’ – z przyjętym jej symbolem: ‘miłości’ w formie ‘69’.
– Oba warianty są w Bożej wizji wewnętrznego ładu zjednoczenia płciowego niemożliwe do akceptacji i stanowią każdorazowo w sensie obiektywnym grzech ciężki, nacechowany ponadto dogłębnym wynaturzeniem w kształtowaniu odniesień płciowych ... małżeńskich, a tym bardziej poza-małżeńskich.


Można by dodać – w odpowiedzi na to: skąd tym dwojgu wpadło do głowy, by sięgnąć po aż takie wyrafinowanie i wynaturzenie ‘seksu’? Widocznie ci dwoje dobrze się ‘nakarmili’ przeglądaniem filmów, video itd. typu ‘porno’. Tam właśnie ‘seks oralny’, w parze z niewyobrażalnymi innymi zwyrodniałymi formami uprawiania seksu-dla-seksu, jest przedstawiany w oprawie pięknie głębią kolorów nasyconej grafiki cyfrowej jako najnormalniejsza forma uprawiania ‘miłości’ ...

Pytanie o coś w rodzaju ‘małżeństwa’, narzeczeństwa itd. – nie wchodzi na stronach ‘porno’ w najmniejszym stopniu w rachubę. Ważne jest tylko to jedno: ‘seks’ – i chyba non-stop urządzane konkursy w dzikim wynajdowaniu jeszcze innych form naturalnego czy totalnie wynaturzonego uprawiania ‘seksu-dla-seksu’!

Dochodzi ewentualnie jeszcze ten jeden aspekt sprawy: jak uniknąć, a w najgorszym wypadku pozbyć się – ‘niepożądanego’ owocu uprawianego ‘seksu’: zaistniałego wtedy żywego dziecka tych dwojga. Bo pożądliwość zmierza do wszystkiego innego, ale nie do kochającego przyjęcia nowego ludzkie ‘życia’. Mimo iż ono – tak czy owak, niezmiernie łatwo się pojawia.

Na stronach internetowych ‘porno’ nie ma miejsca na wzmiankę o etyce, o Bogu, o godności osobowej kobiety i mężczyzny. Tam człowiek jako osoba się nie liczy. Jedyną wartością (a raczej: anty-wartością) – to bożek ‘seksu’. Hołdy zostają mu składane w formie dzikiego, rozwydrzonego wyżywanie się seksualnego – w coraz inaczej uprawianych – wyszukanych, wyrafinowanych odmianach i pozycjach, jakich żadnych analogii nie spotka się u bezrozumnych zwierząt.

U zwierząt uaktywnia się sfera genitalna w następstwie zadziałania instynktu rozrodczego. Jego celem jest zatem wyraźnie samo w sobie utrzymanie gatunku. Stąd też zwierzęta podejmują kopulację z reguły tylko w okresie rui.

Przeciwnie zaś, u człowieka, który obdarzony jest życiem wewnętrznym ducha, stanowiącego o jego godności jako osoby z jej niezbywalnymi i nieodstępnymi przymiotami (samo-świadomość; samo-stanowienie; odpowiedzialność), współżycie płciowe spełnia rolę istotnie różną w porównaniu z światem zwierząt. U człowieka współżycie płciowe małżeńskie winno (powinność etyczna, nie mus: zaczyna się niezbywalny poziom jego życia duchowego oraz odpowiedzialność w sumieniu) być aktem miłości godnej ludzkiej osoby: aktem całkowitego wzajemnego przyjęcia siebie oraz obopólnego oddania sobie swych osób – jako „dar osoby dla osoby” (LR 11).

Tym samym zaś celem współżycia płciowego w przypadku człowieka nie jest rozród, ani coś w rodzaju ‘unasienienia’ samicy. Współżycie powinno być aktem zjednoczenia obojga osób męża i żony – ku ich obopólnemu dobru, sięgającemu ich wezwania do życia wiecznego. Czegoś podobnego nigdy nie będzie w świecie zwierząt.

Wspomniane rzeczywiste zjednoczenie płciowe dwojga osób w małżeństwie staje się jednak możliwe dopiero wtedy, gdy ci dwoje zostawiają stopniowo przebiegającemu jednoczeniu się ich obojga ciał – na oścież otwartą możliwość na pełny rozwój ich potencjalności rodzicielskiej – całkiem niezależnie od tego, czy akt zjednoczenia przypada na dzień możności, czy niemożności poczęcia od strony fizjologicznej.

Gdy wrócimy jeszcze raz do seksu ‘oralnego’, trzeba stwierdzić, że ci dwoje w żaden sposób nie zamierzają zjednoczyć się na poziomie swych osób. Ponad wątpliwość zaś chodzi im o świadomie zamierzone wyzwolenie przeżycia – za cenę istotnego zafałszowania do głosu w tej chwili dochodzącej „mowy” swych ciał.

(6.2 kB)
Objaśnienie

Można by tu przytoczyć jeden raz więcej słowa św. Jana Pawła II. Dotyczą one co prawda stosowania środków zapobiegania ciąży, ale istota tych stwierdzeń dotyczy w jednakowej mierze uprawiania również ‘seksu oralnego’:

„Kiedy małżonkowie, uciekając się do środków antykoncepcyjnych
[= w tym wypadku, tj. przy seksie oralnym, przy pettingu, ci dwoje czynią to bez użycia środków zapobiegania ciąży],
oddzielają od siebie dwa znaczenia, które Bóg Stwórca wpisał w naturę mężczyzny i kobiety i w dynamizm ich zjednoczenia płciowego, zajmują postawę ‘sędziów’ zamysłu Bożego i ‘manipulują’ oraz poniżają płciowość ludzką, a wraz z nią osobę własną i współmałżonka, fałszując wartość ‘całkowitego’ daru z siebie.
– W ten sposób naturalnej ‘mowie’, która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja [zob. wyż.: tutaj ci dwoje nie sięgają po środki techniczne zapobiegania ciąży; jednakże seks oralny polega na totalnym, a zarazem totalnie wynaturzonym rozdzieleniu miłości zjednoczenia dwojga osób – od potencjalności rodzicielskiej] narzuca ‘mowę’ obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu;
– stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru” (FC 32).

(2.2 kB)

Odpowiedzialność dziewczyny za wiarę chłopca

W tej części rozdziału staramy się spojrzeć na zagadnienie czystości narzeczeńskiej głównie od strony chłopca. Niebawem przejdziemy do analogicznego spojrzenia na zachowania dziewcząt w okresie narzeczeństwa.

Nie jest wielką tajemnicą, że chłopiec bywa często o wiele bardziej pobudliwy seksualnie niż dziewczyna; chociaż oczywiście bywa i na odwrót (zob. niż. w tym długim rozdziale, § J: Czystość wystawiona na próbę w działaniach u dziewcząt). W związku z tym łatwiej zrozumieć, dlaczego tym ‘atakującym’ jest często właśnie on – chłopiec. On to chciałby wszystko u swojej dziewczyny jak najszybciej zobaczyć, dotknąć, wypróbować.

On też potrafi opowiadać swej ukochanej tak bardzo żałośliwie, ile go kosztuje trud woli, by się do niej nie przytulić, z nią nie popieścić, oraz ile przeżywa autentycznego ‘bólu’, a nawet ‘mąk’ w swych narządach płciowych jedynie dlatego, że ona nie jest skłonna udostępnić mu swej intymności. W końcu potrafi wmawiać, że przez swoją niedostępność jest ona ‘winna’ temu, iż nie potrafi sobie poradzić z odczuwanym bólem w swym podbrzuszu z powodu nie-rozładowania seksualnego, tak iż zmuszony jest ulżyć swemu bólowi poprzez doprowadzanie się do samogwałtu. Jedynie dlatego, że ona jest dla niego taka ‘bez serca’ i nie pozwala mu nawet dotknąć siebie, szczególnie zaś nie dopuszcza go do intymności swoich narządów płciowych.

Niejedna dziewczyna ulega w końcu swemu wciąż przy niej ‘jęczącemu’ chłopcu. Nie myśli wtedy ani o Bogu, ani o sumieniu własnym, ani o sumieniu tego ukochanego, któremu miała ułatwić kontakt z Bogiem, a nie go utrudniać. Zadaniem jej winno było być – nie przesłaniać chłopcu widoczności Boga właśnie w tych momentach, gdy przeżywają chwile, w których mogą być sami ze sobą.

Jeśli jej chłopiec jest niezbyt wierzący, wychowywany być może w klimacie praktycznego ateizmu, podczas gdy ona – jak sama stwierdza i mu to daje do zrozumienia – jest ‘głęboko wierząca’ i dobrze wie, co to znaczy ‘głos Boży’ w sumieniu, a zacznie obecnie ustępować w obliczu jego nalegań i udostępniać się jemu centymetr po centymetrze, wydaje ona tym samym przepiękne anty-świadectwo o swojej wierze. Jej postawa podcina w jego obliczu jako (rzeczywistego czy rzekomego)ateisty’ wszelką wiarygodność ‘katolicyzmu’. Widzi on i doświadcza tego, że ta dziewczyna, podobno ‘głęboko wierząca’, zaczyna na jego naleganie odstawiać Boga bezproblemowo na dalekie peryferie. Zaczyna ona łamać bez zmrużenia oka Boże przykazania, żeby tylko jemu – swemu chłopcu – się przypodobać.

Tymczasem chociażby chłopiec ‘skomlał’ przed nią, zarzucając jej, że jest ‘bez serca’ dla niego, to przecież co najmniej podświadomie oczekiwał on bardzo z jej strony postawy zdecydowanej, ukształtowanej wedle jej własnych słów zgodnie z wyznawaną wiarą. Jeśli zaś ona ulega pod wpływem jego namowy, to on co prawda skorzysta z jej ustępstwa: ‘Czemuż by nie?’. Ale jej rzekoma ‘wiara’ staje się dla niego jedną wielką kpiną, skoro ona – rzekomo ‘wierząc’, wiarę tę czynami ... zadeptuje.

Jak wielka jest w tej sytuacji odpowiedzialność dziewczyny-narzeczonej za ukazywanie swym życiem – żywej Osoby Jezusa Chrystusa: Stworzyciela i Odkupiciela! Jest to odpowiedzialność być może na wiele dalszych pokoleń, jeśli wyjdzie za mąż za tego właśnie chłopca: narzeczonego, przyszłego ojca w ich rodzinie.

W grę wchodzi „próba wiary i charakteru” z racji przyjętego sakramentu Bierzmowania oraz wieloletniego – podobno – ‘praktykowania’ wyznawanej wiary. Ilekroć ona ulegnie i pozwoli na zabawianie się sobą w ramach ‘miłości narzeczeńskiej’, sama oczywiście bynajmniej nie pozostając wtedy bierną wobec jego zapędów seksualnych, tylekroć burzy u niego resztki jego wiary i poważnego traktowaniu Boga.

Jej aktualna postawa w obliczu Bożych przykazań teraz – będzie rzutowała na całe życie ich małżeństwa i rodziny. Jej styl wprowadzania w życie przykazań Bożych oraz ich bezproblemowego łamania, gdy tylko zaświta perspektywa zaznania smaku przyjemności zmysłowej, staje się jednym ciągiem – grzechów oczywiście osobistych, ale ponadto ... „grzechów cudzych” wobec Ukochanego, wobec społeczeństwa, a tym bardziej samego Boga!

Dziewczyna wpaja wtedy w sumienie swojego ‘ukochanego’  bezsłownie następujące przekonanie:

„Patrz – i zapamiętaj:
TAK się bezstresowo depcze Boże przykazania.

One zresztą w naszym przypadku
nie mogą obowiązywać:
my się przecież ‘prawdziwie kochamy’ !


Bóg jest nie-realny!
On nie może wiedzieć,
co to znaczy:

MIŁOŚĆ ZAKOCHANYCH ! ”

Chłopiec niemal ze 100% pewnością skorzysta ze stopniowego odsłaniania się dziewczyny w swej intymności ... z pobudki ‘miłości dla swego chłopca’. Bóg ... w tej chwili definitywnie przestaje się liczyć.
– Jej w końcu też stopniowo się spodoba coraz intensywniej doznawane przeżycie seksualne. Jeśli dojdzie do stosunku płciowego, ich zjednoczenie będzie dotyczyło wspólnoty w ... grzechu, a nie zjednoczenia na poziomie ich obojga osób jako związanych nieodwołalnym ślubem komunii życia i miłości.

Samo w sobie zjednoczenie osób w małżeńskim „dwoje-jedno-ciało” zakłada przejrzystość serca, pełnego świadomie przeżywanej obecności łączącego tych dwoje w małżeństwie jako sakramencie – Chrystusa, Maryi i Józefa. Małżeństwo jest naprawdę świętym sakramentem, a nie instytucją zalegalizowanego ‘seksowania-się’  jako wyrazu zaspokajania pożądliwości zmysłowej.
– Uwaga skupiona na osobie – własnej i tego drugiego w małżeństwie – przy podejmowaniu zjednoczenia płciowego małżeńskiego jest możliwa dopiero w sytuacji czystego serca, przejrzystej intencji i miłości naprawdę osobowej – świadomej, że wtedy dokonuje się darowanie się sobie „osoby dla osoby” (LR 11).

Nie dziw wtedy, że najpierw on, a niedługo potem oboje razem – będą koncentrowali cały rozwój swojej ‘miłości’ wciąż tylko wokół ‘seksu’. Miłość osobowa – w swej najgłębszej istocie: jako życzenie i świadczenie dobra nie ograniczonego, pozostaje w takiej sytuacji zupełnie nie tknięta. Oboje dojdą może do ustalonego dnia ślubu małżeńskiego, a oni siebie ... nie znają, siebie w swych osobach ... nie kochają. Uprawiali być może hojnie – seks, nie szczędząc środków ... poronnych i prezerwatywy, wraz z wszelkimi formami seksu już wynaturzonego. Na razie trzyma ich razem ... wspólnota w popełnianym złu-w-oczach Bożych.

Na jak długo? Bo: jakie to wszystko jest dalekie od małżeństwa – sakramentu! A jak bliskie ... definitywnemu roztrzaskaniu się, nie daj Boże: na zawsze.

(2.2 kB)

Z wieloletniej korespondencji Radka-Detki

Ilustracją’ omawianej sytuacji mogłaby stać się jedna z wieloletnich korespondencji pewnej dziewczyny, dajmy jej na imię: Bernadeta, prawdziwego Dziecka Bożego – z kapłanem. Poznała wysportowanego chłopca – nazwijmy go: Radek. Bernadka go pokochała.
– Rychło zdążyła się zorientować, jakie wielkie on wykazuje braki w poznaniu Boga. Pochodził on z rodziny, gdzie życie zaczynało się i kończyło na alkoholu, spijanego przede wszystkim przez ojca. Radek po prostu od dzieciństwa nie miał wzoru odpowiedzialnego mężczyzny i godnego ojca rodziny.
– Bernadeta spostrzegła również, że Radek zdążył już też nabyć pewnych złych doświadczeń w obcowaniu z dziewczynami. Pierwszy raz jednak natrafił w Bernadecie na dziewczynę, która wiedziała czego chce i była świadoma swej kobiecej godności. Dla niej nie było mowy o tym, żeby Radek miał mieć szansę dotarcia do jej intymności przed ślubem. Intymność swą pragnęła zachować świadomie „ze względu na Chrystusa i Maryję”: jako dar swych pierwocin dla małżonka – na czas, gdy będzie już po związaniu się sakramentem małżeństwa.

Nietrudno się domyśleć, jaką dla Radka próbą jego wiary i świadomego pozostawania uczniem Chrystusa stała się Detka, którą on z kolei autentycznie polubił, a może i pokochał. Zależało mu bardzo na tym, żeby właśnie z nią się ożenić.
– Ilekroć jednak rozmowa zaczęła schodzić na temat wyrazów wzajemnej miłości – na etapie obecnym: nastawiania się na narzeczeństwo, a może dopiero kiedyś nawet i na małżeństwo, a tym bardziej na temat wzajemnych odniesień intymnych w samym już przyszłym małżeństwie, Radek każdorazowo bardzo się denerwował i rozmowę jak najszybciej ucinał.

Może się Drogi Czytelnik nie zgorszy treścią przedrukowanych tu paru wypowiedzi i odpowiedzi ze strony kapłana, który próbował odpowiadać na stawiane mu pytania – tak jak umiał. Dotyczyły one chwilami daleko posuniętych szczegółów intymności małżeńskiej. Ale też ... kapłan ten już od kilkudziesięciu lat pracuje w skali międzynarodowej w zakresie poradnictwa małżeńskiego. Z kolei zaś z wielką wdzięcznością względem Odkupiciela służy często długimi godzinami w ... konfesjonale.

Skopiujemy tu zatem parę fragmentów jego korespondencji z panią Bernadetą. Wybierzemy zwłaszcza fragmenty nawiązujące m.in. do seksu ... oralnego, do którego Radek całym sobą ... zdążał:

[1 – XII.2009] „... Proszę Księdza, Radek potrafił mi powiedzieć, gdy w rozmowie zeszedł na temat ‘seksu oralnego’, że jeśli ja czegoś nie spróbowałam, to nie mogę wiedzieć, czy mi się to będzie podobało. Tymczasem to właśnie może mi się bardzo spodobać. Tak będzie z całowaniem go i ujmowaniem jego narządu płciowego do buzi. Na razie nie nalega na to, ale sama będę się mogła o tym przekonać.
– Odpowiedziałam mu, że tego u nas w żaden sposób nie będzie. Ale wydaje mi się, że on myśli całkiem inaczej ...”

W odpowiedzi kapłan skreślił następujące słowa:

[R-1 – XII.2009] „... Uprawianie w takiej sytuacji stosunku oralnego – z wytryskiem w ustach, jest obrzydliwością w oczach Bożych. Jest zwyrodnieniem przeciwnym naturze i godności osobowej – męża i żony; przeciw ślubowi małżeńskiej miłości i miłości do Boga.
Jest ponadto jednym wielkim kłamstwem. Zakłamana zostaje zarówno struktura aktu (ład małżeńskiego zjednoczenia wymaga jego spełnienia w pochwie, a nie gdzie indziej), jak i dynamizm aktu (ciało zmuszone przez tych dwoje do aktywności, raduje się w swym przeżyciu szczytowym otwartością rodzicielską, tymczasem nie dzieje się to w pochwie, ale poza nią, gdzie nie jest ona w stanie spełnić się). Ciało – nie kłamie; kłamie natomiast człowiek: ci dwoje. Każą uaktywnić ciału ‘mowę ciała’ – w sposób jednak całkowicie sprzeczny z Bożym ładem współżycia, podarowanym im obojgu jako małżonkom.

Tu nie może być ‘widzimisię’  tych dwojga. Nie są oni władni ustanowić sobie sami normy moralnej – w uniezależnieniu od nauczania Kościoła i Bożych Przykazań. Normy etyczne muszą być zawsze w pełni obiektywne, powszechne, niezależne od jakiejkolwiek religii, obowiązujące na mocy zapisu w sumieniu każdego człowieka.
– Dlatego z góry nie do przyjęcia jest wypowiedź w rodzaju: ‘może Ci się to kiedyś spodoba ...’! Tutaj wymagana jest postawa zdecydowana.
Niemniej: samo takie nastawienie jednego z partnerów świadczy o tym, że nie chce on przymierza miłości i życia, a spodziewa się po małżeństwie wyseksowania się (dowoli), czyli: uprawiania samogwałtu (= szukanie samolubnie – własnej przyjemności; przy czym będzie ona bardziej atrakcyjna poprzez ciało kobiece). A to już jest totalnie sprzeczne z samą rzeczywistością małżeństwa – oraz małżeństwa jako sakramentu: drogi do Boga we dwoje”.

Ponadto zaś nawiązał kapłan do konieczności omówienia wielu nieodzownych aspektów wzajemnej intymności pod kątem przyszłego małżeństwa. Jeśli te sprawy nie będą ustalone już przed ślubem w sposób jasny i nie podlegający dyskusji, na który będzie się można potem powołać po ślubie, można z góry przewidzieć klęskę przyszłego życia:

[R-1, c.d. – XII.2009] „... Nalegam ponownie na jasne postawienie tej sprawy: samego celu zdążania do małżeństwa. Oraz bardzo jasnego ustalenia stylu swych odniesień płciowych: ich jakości, ilości, uzależnienie od fazy cyklu, samopoczucia, nie-szantażowania w przypadku złego samopoczucia-zmęczenia itd. I oczywiście: nigdy przy użyciu jakichkolwiek kombinacji przeciw-rodzicielskich, nigdy też poprzez stosunek przerywany, a ponadto z góry trzeba wyeliminować uprawianie pettingu.
– Dopóki ta sprawa nie będzie domówiona w sposób jednoznaczny, nie ma co myśleć o małżeństwie. Stanowczo lepiej w takim przypadku wycofać się pomimo wieloletniego zaangażowania uczuciowego. Bo po ślubie – wszystko przepadło. Nie będzie wtedy żadnego usprawiedliwienia. Biedną będzie przede wszystkim kobieta! Ale też: nie będzie ona miała wtedy na obronę zupełnie nic, jeśli te sprawy nie zostały dogadane jaskrawo i jednoznacznie – przed ślubem.

Do tego dochodzi, jak zwykle: sprawa alkoholu i papierosów.
... Jeśliby p.Radek denerwował się, gdy rozmowa będzie miała wrócić do uszczegółowienia właśnie tych zagadnień, znaczy to, że nie ma on czystych intencji. Jest niedojrzały psychicznie do jakiejkolwiek autentycznej miłości. Szuka w małżeństwie samolubnego zaspokajania swych ‘potrzeb’ seksualnych. Nie ma zamiaru stać się miłością-‘dla’, ku dobru – odkupieńczemu swojej małżonki, i wraz z nią – swoich dzieci. Miłość musi się odznaczać dynamizmem: ode mnie – ‘do’, czyli dynamiką od-środkową, a nie do-środkową [= egoizm: samolubstwo, a nie miłość-dar]”.

Korespondencja w tej sprawie i w kwestiach związanych z intymnością w małżeństwie toczyła się przez dłuższy czas dalej. Niebawem po tym dopiero co przytoczonym emailu – nadszedł kolejny:

[2 – I.2010] „... Ja to wiem: małżeństwo nie jest przykrywką do uprawiania seksu bez umiaru. To ma być raz na jakiś czas, a nie codzienność.
Myślę, ze Radek też to wie, ale chyba nie przyjmuje tego zanadto do wiadomości, bo przecież tyle razy współżył już z niejedną kobietą. Pewnie przeżywał to na różne sposoby i było mu z tym ‘dobrze’. Teraz nagle pojawia się brak przyzwolenia na pewne pozycje: jemu to trudno przyjąć.
Tym bardziej, że pewien ksiądz, który ... prowadził ‘Seminaria Życia Duchowego’ mówił, że w małżeństwie wszystko jest dozwolone, jeśli dwie strony dają na to przyzwolenie i istnieje między nimi akceptacja danego zachowania. ...
Radek tłumaczy mi na to, że jeśli się czegoś nie spróbuje, nie można aż tak radykalnie zarzekać się, że się tego nie polubi ...” (dopiero co przytoczone powiedzenie tego kapłana ... jest z gruntu nie do przyjęcia. Zob. do tego rozważanie piszącego to autora z PORTALU naszej strony, kolumna 4, nr 3, tamże podpunkt: Małżonkom wolno wszystko, byle się skończyło stosunkiem).

Nastąpiła kolejna odpowiedź kapłana:

[R-2 – I.2010] „... Sprawa ‘pozycji’: niektóre mogą oczywiście okazać się pomocne, np. by oszczędzić matkę-żonę w okresie ciąży: ją – i rozwijające się dzieciątko.
– Jeśli jednak pozycje są podejmowane-wyszukiwane jedynie po to, by wyżyłować maksimum seksu z ciała, to całym działaniem rządzi pożądliwość, a nie miłość. A przy pożądliwości celem działania jest ‘zagarnięcie-na-własność’, ‘aż do zużycia’. ... Tymczasem miłość – jako zjednoczenie dwojga osób-małżonków – zmierza do zjednoczenia serc: osób obojga, a nie osób-jako-zakontraktowanej-rzeczy do wygniecenia z niej maksimum ‘seksu’.
– W miarę jako osoba schodzi z horyzontu, a na czoło wkracza niepodzielnie seks, ci dwoje odchodzą od Boga, ale i od siebie. Zaczynają używać siebie instrumentalnie: dla seksu, a nie z miłości-daru. Tu mieści się każdorazowo grzech – często ciężki przeciw ślubowanej miłości”.

Po kolejnej wymianie emailów, kolejnych szczegółowych zapytaniach, kapłan poczuł się zobowiązany skreślić jeszcze następujący, dłuższy email-odpowiedź. Oby Drogi Czytelnik przyjął tę treść po Bożemu, jak i autor stara się wszystko przekazywać w sposób godny, chociaż w nawiązaniu do szczegółów intymności:

(24 kB)
Objaśnienie

[R-3 – II.2010] „... Z jednej strony ja prowokuję (siłą rzeczy) do emailów o tak intymnych sprawach, a z drugiej strony Pani w swym emailu sprowokowała moją kolejną odpowiedź. Nie wypada mi wchodzić w ‘techniki’... Chciałbym ograniczyć się do przypomnienia zasad.

(0,12 kB)  1) Radek musi sobie uświadomić, że myślenie wciąż tylko o dostępie od razu do genitaliów świadczy o głębokiej niedojrzałości w pojmowaniu i praktykowaniu miłości. Jest to świadectwo szukania natychmiast przeżyć seksu. Sama w sobie miłość leży wtedy kompletnie odłogiem.

(0,12 kB)  2) Dostęp do genitaliów to naprawdę ‘święto’, a nie codzienność. Mąż musi umieć trwać przy małżonce z wielką miłością, subtelnością i czułością – bez jakichkolwiek pieszczot na genitaliach. Pieszczota na narządach płciowych działa siłą rzeczy pobudzająco i wyzwala niezmiernie łatwo przeżycie. Jeśli ci dwoje nie mają aktualnie zamiaru przekazywać życia, skończy się wtedy na pettingu – i nieuniknionych potem wyrzutach sumienia: grzechu ciężkiego. Bo oboje doprowadzili się do przeżycia bez stosunku.

(0,12 kB)  3) Moim zdaniem: gdybyście nawet chcieli prędko doczekać się własnego dzieciątka, byłoby ze wszech miar wskazane z początku nie nastawiać się na poczęcie od razu. Chodzi o to, żeby Pani jako już Mężatka nauczyła się ‘Billingsa’ tak dalece – już z uwzględnieniem współżycia małżeńskiego (wydzieliny – przesięk u kobiety), żeby móc z poczuciem pewności rozeznawać wydzielinę związaną z sytuacją po współżyciu (lub intensywniejszych pieszczotach) – od wydzieliny własnej dni możności-niemożności poczęcia. Chociaż przez dobrych parę miesięcy. I oczywiście pilnie prowadzić notatki – mężowi dyktując, co ma każdego dnia zapisać.

(0,12 kB)  4) Mąż musi się nauczyć pozostawać długo-długo po prostu przytulony, bez sięgania po pieszczoty genitalne. Ta – dopiero w takim dniu, gdy oboje dojdą do wniosku, że dziś można z błogosławieństwem Bożym podjąć zjednoczenie małżeńskie pełne.

(0,12 kB)  5) Sprawa ‘lizania’. Wiąże się to od razu z pozycją ‘miłości francuskiej’: on jej narządy – ona jego. A to bardzo łatwo przeradza się w seks oralny: grzech ciężki. Przeżycie może być dopełnione wyłącznie w pochwie.

(0,12 kB)  6) Lizanie łechtaczki (chyba o to chodzi) działa zapewne silnie pobudzająco. Jeszcze silniej i gwałtowniej – ujęcie jej wprost do ust: wiem to ze zwierzeń. A to już jest seks oralny: grzech ciężki. Jest to zwyrodnienie – a nie pieszczota. Bo gdy on zacznie ‘ssać’ łechtaczkę, następuje chyba niemal natychmiastowo silna reakcja, zapewne obustronna. Będzie wyrzut sumienia: że nie jest to zgodne z ładem miłości tak jak go stworzył i tym dwojgu podarował Bóg. Przeżycie szczytowe może być dopełnione wyłącznie w pochwie. Gdy dojdzie do jego wywołania gdziekolwiek indziej, będzie to każdorazowo równoznaczne z podeptaniem ‘mowy ciała’: dynamizmu przeżycia dążącego potencjalnie do wzbudzenia życia. To zaś ma swoje miejsce i jest uzasadnione jedynie w pochwie.

(0,13 kB)  7) Czym innym jest subtelne pocałowanie – bez ‘wygwałcania’ i usiłowania, by doprowadzić do maksimum przeżycia seksu-jako-seksu. To ewentualnie można by przyjąć: ale z wielkim wyczuciem.

(0,13 kB)  8) Niemniej: koncentrowanie się na łechtaczce – to typowy ‘samogwałt we dwoje’. Tymczasem Bóg darowuje zjednoczenie obojga osób. O drażnieniu łechtaczki i wyzwoleniu przez to silnego przeżycia mówi m.in. pani Dr Ingrid Trobisch (chyba o to chodzi; zob. z mojej strony: cz.II, koniec rozdziału pierwszego; wypada to dobrze przeczytać i może sobie dla małżeństwa przyswoić). – Zob. ten fragment wyż.: Z sugestii autorów – ku pokojowi chwil intymności). Dr Trobisch mówi, że jest to typowe przeżycie zewnętrzne ‘seksu’, a nie – miłości.

(0,13 kB)   9) Dojrzała płciowość małżeńska dąży do przeniesienia szczytowania z łechtaczki – do pochwy. Można tu skorzystać z sugestii zapisanych przez Dr Trobisch, wieloletnią doradczynię małżeńską, działającą wraz ze swoim małżonkiem w wielu krajach, zwłaszcza Trzeciego Świata.
Mianowicie gdy się uda doprowadzić do zjednoczenia, niech on się całkiem wyciszy, aż małżonka sama dojrzeje do pełnego przeżycia. A potem dopiero – on sobą-w-niej lekko uciska raz jeden bok, raz drugi, przy czym ona go sobą wtedy aktywnie tuli.

(0,13 kB)  Jest rzeczą bardzo nie-wskazaną wykonywanie gwałtownych ruchów wsuwania-wysuwania. Takie zachowanie świadczy o typowo ‘seksualnym’ przeżywaniu aktu przez mężczyznę, który szuka swojej własnej przyjemności i maksimum przeżycia, a nie ... zjednoczenia z małżonką. To bowiem powinno być pełne pokoju i łaski – łaski Sakramentu: łaski uświęcającej.
– Po zjednoczeniu wypada długo-długo-długo trwać w sobie i cieszyć się osiągniętą jednością, a także Bożym oraz ludzkim pokojem serca. Trzeba też wtedy wyraźnie podziękować Bogu za to, że ‘możemy być tak bardzo kochającym jedno-w-miłości.

(0,13 kB)  10) Miłość bowiem nie szuka swojej przyjemności, i nie ona (ta przyjemność) jest tu najważniejsza. Ważne jest jedno-w-miłości, pełnej Bożej obecności w swych sercach – czystych, bo działających nie z pożądliwości, lecz prawdziwej miłości, która chciałaby tego drugiego (a wtórnie dopiero siebie też) obdarzyć niebem: życiem wiecznym w Domu Ojca.

(0,12 kB)  11) Ponieważ w małżeństwie wcale nie każdego dnia będzie można podjąć aż zjednoczenie, dlatego podejmowanie pieszczot na samych genitaliach będzie musiało bardzo często po prostu zupełnie odpaść. Pieszczenie genitaliów siłą rzeczy zmierza do wyzwolenia przeżycia. A ono ma sens (‘mowa ciała’) jedynie w formie pełnego zjednoczenia – z otwartością na potencjalność rodzicielską każdorazowo na oścież.

(0,12 kB)  12) Przepraszam że piszę tak bardzo jaskrawo. Chciałbym ponownie zaapelować: małżeństwo to ‘komunia osób’! Radek zdaje się o ‘komunii osób’ kompletnie nie myśleć i nie przyjmować jej do swej świadomości. On cały żyje dostępem do ... łechtaczki, czy czegoś w tym rodzaju. Myśli o swojej przyjemności.

(0,12 kB)  13) Miłość odznacza się dynamizmem totalnie odwrotnym: zmierza ode mnie do tego drugiego. On wciąż żyje dynamizmem anty-miłości: ‘kobieta dla mojego seksu, tzn.: dla mojej przyjemności’. I to nazywa, albo i nie nazywa – ‘miłością’. Tymczasem to jest wówczas zadeptywaniem miłości; zadeptywaniem i Boga”.

Kapłan zakończył list ogólnym podsumowaniem i przypomnieniem, iż małżeństwo jest w pierwszym rzędzie ... sakramentem świętym: świętym i uświęcającym. Wymaga przeżywania go na co dzień w stanie łaski uświęcającej:

[R-3, c.d: – II.2010] „Małżeństwo jest naprawdę – w pierwszym rzędzie świętym sakramentem: rzeczywistością ku uświęceniu, a nie seksowaniu się ile tylko sił i ile da się z ciała wycisnąć. Małżeństwo na co dzień to nieustannie tworzenie-budowanie ‘komunii dwojga osób’ : jedności w życiu i jedności w miłości wciąż otwartej na Boga, wsłuchanej w Wolę Bożą, i nieustannie się dostosującą do wewnętrznego ładu miłości, tak jak go małżonkom podarował sam Stworzyciel.

(0,13 kB)  Innymi słowy wciąż aktualne jest stwierdzenie początkowe: dostęp w małżeństwie do samych narządów płciowych musi pozostawać ‘świętem’, a nie prymitywną codziennością, która musi być spełniona, bo tak chce seksualizm ... jego!

(0,2 kB)  Wypada natomiast nie szczędzić sobie wzajemnie tulenia się do siebie – nie obliczanego na podniecenie genitaliów. Jeśliby w takiej sytuacji doszło niechcąco do podniecenia, a na było ono zamierzone, nie liczy się to za grzech (ciężki), chociażby przy okazji doszło do szczytowania. Na pewno jednak będzie wtedy towarzyszyło takiemu przeżyciu poczucie niesmaku ...

(0,2 kB)  Dla małżonków – dokładnie tak samo, jak dla każdego innego, aktualne pozostaje słowo Chrystusa: ‘Kto pożądliwie patrzy na niewiastę ... już się dopuścił cudzołóstwa z nią w swym sercu’ (Mt 5,28). Czyli: poszukiwanie własnej przyjemności nie może stać się celem podejmowanych pieszczot. Przyjemność przyjdzie sama. Ale za cenę  pełnego, radosnego podporządkowania się ładowi miłości w jego Bożym stylu. Ważne ma być nie moje ‘ja’, ale ten drugi – na ile to moje odniesienie do niego może stać się drogą do ‘Domu Ojca’, a nie odwrotem z tej drogi ...”


Na tym ciągu emailów zakończymy rozważania nawiązujące przede wszystkim do dążeń, wewnętrznych trudności i pokus, jakie mogą towarzyszyć w okresie poszukiwania małżonki pod kątem małżeństwa – młodzieńcom, mężczyznom.
– Wypada przejść obecnie odrębnie do świata dziewcząt na tym samym etapie życia przed małżeństwem. Niejedna dopiero co przedstawiona i omówiona myśl nawiązująca do przeżyć ich obojga, ich trudności i szans – będzie w pełni aktualna zapewne i dla świata dziewcząt – i na odwrót.

(8.5 kB)

RE-Lektura: cz.VII, rozdz. 3-h.
Stadniki, 2.VI.2015.
Tarnów, 26.V.2018.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



4. Światła wierności w czystości
Wyrastające kwiaty czystości
Piotrek i Aga z Krucjaty Trzeźwości
Ania i Bartek: nowenna 90 dni Komunii świętej
Jeszcze inne świadectwo pielęgnowania narzeczeńskiej czystości

5. A jeśli ‘miłość’ staje się miłością dopiero poprzez ‘seks’?
‘Miłość’ czy ‘seks’?
Tabela. Zarabiaj na ‘lepsze’ piekło”!
Pocałunek ...
List. Wyznanie Aliny: pocałunek głęboki
Tekst: Przedmiot czynu (VSp 78)
Pieszczota podejmowana na piersi
Wyzwolić progowe ... pożądanie
Narzeczeńskie przechodzenie na coraz dalszą intymność
Analiza ‘miłości’ w konfrontacji z przekraczanymi progami ‘miłości’
Jeszcze inne formy seksu narzeczeńskiego
Jeszcze raz: prezerwatywa: poronna, ale i jaskrawe przekreślenie miłości
Tabela. Jest seks, na co mi ślub ...?
Tabela: Rzeczywistość brutalna, ale rzeczywistość

6. Jeszcze raz: seks oralny
Istotne rozróżnienie
Uwaga: Z korespondencji Arcybpa Michalika z ks.PL w sprawie książki O.Knotz’a
Seks oralny: bezpośrednie uaktywnianie narządów płciowych
Odpowiedzialność dziewczyny za wiarę chłopca
Tabela. Bóg jest nie-realny ...
Z wieloletniej korespondencji Radka-Detki


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Haiti, trzęsienie ziemi: luty 2010 r. W ruinach kościoła
Ryc.2. Filipiny: matka w nieutulonym płaczu po utracie wszystkiego i wszystkich
Ryc.3. Matka karmiąca modlitewnie: uaktywnienie sakramentu małżeństwa
Ryc.4. Filipiny. Kilometry zalane wodą: duże osiedla pod wodą
Ryc.5. Dziewczyna w chwili załamania psychicznego
Ryc.6. Samolot odrzutowy przechodzi w szybkość ponad-dźwiękową
Ryc.7. Pięć par dłoni w kształcie serca, z napisem: MATKA