(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(26 kB)

G.   CZYSTOŚĆ WYSTAWIONA NA PRÓBĘ W DZIAŁANIACH
U CHŁOPCÓW

(6.9 kB)

Stojące przed nami zagadnienia

W dopiero co zakończonym paragrafie niniejszego rozdziału: o młodzieńczości w obliczu wyboru drugiej osoby w perspektywie małżeństwa – sakramentu małżeństwa, staraliśmy się przedstawić jeszcze raz w głąb rzeczywistości ‘miłości oblubieńczej’ sięgające rozważania Arcybiskupa Karola Wojtyły, Metropolity Krakowa, późniejszego papieża, św. Jana Pawła II. Rozważania te wymagają uważnego, wielokrotnego odczytywania. Niemniej pozwalają odróżnić odpowiedzialną, głęboko uzasadnioną rzeczywistość miłości ‘erotycznej’, która jest jedynie fikcją ‘miłości’ (czy w narzeczeństwach, czy także w małżeństwach) – od miłości zjednoczenia godnej ludzkiej osoby, a tym bardziej miłości oblubieńczej.

Pozwoliło to dojść do wniosku, że bez właściwie pojętej, świadomie wypracowanej cnoty czystości – nie zaistnieje u pary narzeczeńskiej, a także już w małżeństwie – „... miłość, ta twórcza moc w człowieku” (DiM 7), dzięki której wzajemne odniesienia tych dwojga, wyrastające z obopólnego spotkania w swej męskości i kobiecości, będą mogły cechować się charakterystyczną dla miłości osobowej „przejrzystością” uczuć, zamierzeń i działań.

Stajemy przed kolejnym odcinkiem naszych rozważań bieżącego rozdziału: „Młodzi w drodze do małżeństwa: sakramentu małżeństwa”. Pozostaje poruszyć kilka bardziej praktycznych zastosowań obficie już omówionego materiału, który zresztą pełni sam przez się rolę również swoistego drogowskazu.

Nie będziemy tu już mówili o powołaniu do czystości w życiu konsekrowanym – w odniesieniu czy to do dziewcząt, czy do mężczyzn (życie zakonne w przeróżnych odmianach charyzmatu poszczególnych zakonów i zgromadzeń zakonnych), ani do celibatu kapłańskiego. Do tego zagadnienia nawiązaliśmy już obszerniej w jednej z poprzednich części naszej strony (zob. cz.III, rozdz.2: Może kapłaństwo? Życie zakonne?). Zdajemy sobie oczywiście wciąż dobrze sprawę, iż tak młodzieniec, jak i dziewczyna powinni wciąż wsłuchiwać się w głos Boga, który może komuś wyraźnie proponuje całkowite oddanie się Jemu do dyspozycji. Głosu Bożego nie można zagłuszać, ani się od niego uchylać. Bóg dobrze wie, co komuś proponuje, chociaż zawsze czeka na zgodę wolnej woli odnośnego powoływanego.

Gdyby młodzieniec, a z kolei panna, podjęli głos powołującego Chrystusa, otrzymają ponad wątpliwość w zamian dar przedziwny: rodzicielstwa w Duchu Świętym. W taki sposób w pierwszym rzędzie Maryja, Dziewicza Matka Słowa Bożego Wcielonego, stała się ... Matką wszystkich ludzi w porządku łaski.
– Tutaj ograniczamy się zatem już tylko do osób młodych powołanych do małżeństwa: sakramentu małżeństwa.

W bieżącym fragmencie niniejszego rozdziału chcielibyśmy zatrzymać się na etapie poważnego poszukiwania siebie wzajemnie pod kątem przyszłego małżeństwa, a nawet już rzeczywistego ‘chodzenia ze sobą’ i konkretnego dialogu na temat niedługo już planowanego związania się ślubem.

Ten odcinek życia wyzwala niewątpliwie szereg zagadnień osobowościowych i etycznych. Są one odmienne od problematyki samego tylko zróżnicowania płciowego w fazie dziecięcej i wczesno-młodzieżowej. Ze względów praktycznych dobrze będzie przyjrzeć się temu etapowi życia przed-małżeńskiego osobno w odniesieniu do młodzieńców (§ G-H), a osobno dziewcząt (§ I oraz następne), pomimo iż niemal wszystkie poruszone aspekty będą dotyczyły łącznie, a przecież swoiście – jednych i drugich.

Po paru wstępnych uwagach: prośbie skierowanej do Pana żniwa o odważnych, oddanych pasterzy Jego owczarni, chcielibyśmy zastanowić się nad kolejnymi szczegółowymi zastosowaniami dotychczasowych przemyśleń – najpierw w odniesieniu do młodzieży męskiej (§ G-H).
– Wyodrębnimy kilka charakterystycznych podpunktów:

(0,13 kB)  1. U progu zagadnienia
(0,2 kB)  2. Z Nauczania Kościoła o wychowaniu do miłości
(0,2 kB)  3. Męskie kuszenie erotyczne w roli gorącej miłości
(0,13 kB)  4. Światła wierności w czystości
(0,2 kB)  5. A jeśli ‘miłość’ dopiero poprzez ‘seks’?
(0,13 kB)  6. Jeszcze raz: seks oralny

(3.5 kB)

1. U progu zagadnienia

(2.8 kB)

Włączyć się w modlitwę o nieustraszonych, wiernych pasterzy

Jak bardzo zrozumiała i naturalna jest u ludzi młodych dążność do zawiązania głębszej przyjaźni! Młody człowiek chciałby związać się z kimś taką przyjaźnią, która by się nie ograniczała do samego tylko koleżeństwa ani sympatii, ale rozwijała się perspektywicznie: w kierunku przymierza małżeńskiego: podstawy pod przyszłą rodzinę.

Przy całym jednak zauroczeniu wytęsknionym małżeństwem, w sercu i w uszach młodego człowieka powinny odbijać się wyjątkowo wyraziście i nagląco – głębokim echem sformułowane słowa Jezusa Chrystusa, których ponad wątpliwość nie wypowiedział On na darmo:

„... Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało.
Proście więc Pan żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10,2; zob; Mt 9,37n).

Dopiero co wspomnieliśmy, iż nie mamy zamiaru podejmować w tej chwili rozważań na temat wezwania kogoś do stanu życia konsekrowanego, względnie do kapłaństwa. Tak też się stanie. Jednocześnie jednak trudno nie uświadomić sobie wciąż palącą konieczność wyraźnego upraszania „Pana żniwa”, by zechciał obdarzyć swoją wciąż wielorako zwodzoną ‘owczarnię’ Pasterzami „według Serca swego” (Jr 3,15. – Zob. Adhortację Jana Pawła II: „Pastores dabo vobis” – 25.III.1992 r.).

(8.3 kB)
Objaśnienie

Pozwalamy sobie w tej chwili na dygresję i przechodzimy na moment od powołania konkretnego chłopca czy dziewczyny do małżeństwa – na powołanych czy to kapłanów, czy zakonników i zakonnice w ich wykonywanej posłudze tam, gdzie ich „pośle” Pan Żniwa.

Jest jasne, że ci już powołani i posłani, pracujący być może z najwyższym poświęceniem na niekiedy niezwykle trudnym i śmiertelnie niebezpiecznym, przydzielonym im odcinku winnicy Bożej, mogli głosu swego czasu ich powołującego Boga ... nie przyjąć. Każdy z nich mógł ułożyć sobie życie według własnego upodobania. Skutek byłby tylko taki:

Ołtarz na którym by się miała odprawiać sprawowana przez nich Msza św., pozostałby ... pusty.
Konfesjonał, przy którym miały ustawiać się kolejki osób, bardzo potrzebujących Bożego przebaczenia – pozostawałby nie obsadzony.
Słowo Boże ... by przez nich nie rozbrzmiewało.
Sam zaś Chrystus, który obdarzył konkretnego młodzieńca darem wezwania do swojej bliskości, ufał wtedy, że ten ktoś zaszczycony powołaniem ze strony Syna Człowieczego – tym wezwaniem się uraduje i je odważnie podejmie, nie zważając na czekające go trudy, niekiedy do złudzenia podobne do tych, jakie przeżywać przyszło np. Pawłowi, Apostołowi Narodów, i tylu innym.
– Tymczasem jednak Chrystus by się na tym powołanym ... zawiódł: ku nieutulonemu bólowi swego Serca
.

Z kolei zaś nie tak trudno doświadczyć sytuacji, gdy autentycznie wezwany i powołany na stanowiska ‘pasterza’ Ludu Bożego – przemienia się z czasem w kogoś takiego, o którym sam Jezus Chrystus wyraził się w smutnych słowach jako o „... najemniku, który ... widząc nadchodzącego wilka, opuszczają owce i ucieka – a wilk je porywa i rozprasza ...” (por. J 10,12; por. też Ez 34: Słowo Boże o ‘pasterzach Izraela’).
– Mogą się zdarzyć pasterze, którzy „kupczą” Słowem Bożym, jeśliby użyć słów św. Pawła Apostoła (zob. 2 Kor 2,16: w oryg. greckim: kapeleúontes = nie cofając się przed ‘cudzołożeniem’ na Słowie Bożym ... za pieniądze).
– Albo z kolei ... „fałszują Słowo Boże” (2 Kor 4,2: greckie: doloúntes ton logon tou Theoú = chytrze zniekształcając Słowo Boże), gdy ‘Pasterz’ zaczyna rozmywać Słowo-Boże-Pisane i wymogi Bożych przykazań, wprowadzając Lud Boży w błąd: co do wiary i postępowania moralnego.
– Tak dzieje się zwykle wtedy, gdy u samego owego ‘Pasterza’ ... wiara słabnie. A jeszcze częściej, gdy stopniowo przestaje być „mężem modlitwy” (zob. LK-1979,7. – Zob. do takiego aspektu rzeczywistości – dłuższe, intrygujące opracowanie dostępne na PORTALU naszej strony, kol. 4, nr 10: Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: ‘pod’ Piotrem i ‘z’ Piotrem).

Takich ‘nauczycieli wiary’ spotkać można po wszystkie czasy i po całym świecie, nie pomijając własnej Ojczyzny. Zdarza się, że Słowo Boże i „zdrowe” nauczanie moralne (2 Tm 4,3; zob. VSp 5.28nn.116) zostaje w takich warunkach przemilczane i pomijane, względnie gdy przekraczanie jego wymogów zostaje swoiście ‘usprawiedliwiane’, ewentualnie minimalizowane.
– Zdarza się to zwłaszcza wtedy, gdy jasne głoszenie Prawdy Objawienia pociągnęłoby za sobą narażenie się wpływowym głosom przeciwników, opinii publicznej, a innym razem ... władzy publicznej, która Pasterzowi Chrystusowemu grozi środkami przemocy, łącznie z pozbawieniem go życia (chociażby w tzw. ‘nie wyjaśnionych okolicznościach ...’), jeśli nie przestanie przemawiać w imieniu Jezusa Chrystusa i wypunktowywać jednoznacznych wymogów życia zgodnego z Ewangelią.

Czy w tej sytuacji również w dzisiejszej dobie nie jest wskazane, by właśnie młodzież męska i żeńska, również ta na etapie rozglądania się za towarzyszem życia, włączyła się sercem i duszą w prośbę-modlitwę, o którą w naglących słowach prosił sam Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus?

Trzeba mianowicie prosić Boga, by Pan Żniwa posłał na dojrzewające łany pasterzy odważnych, którzy nie będą szukali własnej korzyści, ale będą gotowi podążać bez wahania za wzorem Chrystusa, który „daje życie swoje za owce” (J 10,11) i który pierwszy kładzie się na ‘narzędziu przebłagania’ : Krzyżu Odkupienia (por. Rz 3,25; 1 J 2,2)?

Czyż właśnie ludzie młodzi – chłopcy i dziewczęta, nie będą wdzięczni Bogu, gdy w sytuacji trudnych wyborów i rodzących się w ich sercu wątpliwości – w ścisłym nawiązaniu m.in. do etapu życia młodzieńczego, narzeczeńskiego, a potem małżeńskiego, znajdą przewodnika duchowego, który zdolny będzie ukazać im drogowskazy jasne, chociażby podążanie we wskazanym kierunku wymagało trudu wzrastania ... w miłości?

Jakżeż cenną formą przygotowania do przyszłych zadań i odpowiedzialności małżeńsko-rodzinnej może się okazać sugestia wyrażona w liście pewnej dziewczyny przeżywającej ten właśnie okres życia. Zrozumiała ona, pełna wdzięczności za dar na tym etapie życia po raz pierwszy niezwykle głęboko przeżytego jasnego kierownictwa duchowego i doznawanego dzięki kapłaństwu darowania win i kar wiecznych, że ciąży na niej – nigdy dotąd nie uświadomiona szczególna powinność, by modlić się do Bożej Dobroci i Niepokalanej Matki Odkupiciela o łaskę powołań kapłańskich na dalsze potrzeby Kościoła i Ojczyzny, a bardziej precyzyjnie: żeby Bóg w jej przyszłym małżeństwie zechciał wzbudzić u jej, tzn. u ich obojga przyszłych dzieci chociażby jedno powołanie do życia czy to w kapłaństwie, czy w życiu zakonnym.

Gdy tym swoim wewnętrznym zrozumieniem i oświeceniem podzieliła się ze swoim ukochanym chłopcem, ten natychmiast podzielił to jej przemyślenie i włączył się odtąd do wspólnej ze swoją narzeczoną modlitwy o ten dodatkowy dar, żeby Bóg zechciał wyróżnić któreś dziecko w ich przyszłym małżeństwie darem wezwania do swej bezpośredniej bliskości w charakterze kapłana, zakonnika czy zakonnicy.

Jak bardzo światu, Ojczyźnie i poszczególnemu człowiekowi potrzeba świętych, bezwzględnie Bogu i Kościołowi wiernych, odważnych zakonników i zakonnic, oraz świętych, nieustraszonych kapłanów!

Jeśliby się zaś zdarzyło, że niektóry Sługa Ołtarza autentycznie zawiedzie, albo nawet dopuści się wielorakiego zła, Chrystus tak zabezpieczył ważność sprawowanych przez niego funkcji świętych, że ilekroć niedostający do swego powołania kapłan sprawuje czynności swego powołania, nadal posługuje się nim sam Jezus Chrystus, uobecniając swoją Bożą Osobę przez sprawowane przez niego sakramenty.

Toteż gdy np. kapłan, który sam pozostaje w grzechu ciężkim, a sprawuje czynności któregoś z świętych sakramentów, czynności te pozostają ważne, a Jezus Chrystus nadal hojnie rozdaje przez owego niegodnego swego sługę skarby przez siebie dokonanego odkupienia. Nadal też uobecnia w tym czasie przez jego posługę swoją własną Bożą Osobę.
– A tylko sprawujący święte sakramenty i obrzędy grzeszny kapłan dopuszcza się wtedy bardzo ciężkiego grzechu oraz świętokradztwa. Niemniej sprawowane przez niego sakramenty święte są w pełni ważne.
– Ileż natomiast za takiego kapłana trzeba się modlić!


Wracamy jednak do kapłaństwa wiernie Chrystusowi oddanych sług Ołtarza. Cóż by to było, gdyby Chrystus nie ustanowił sakramentu pokuty, sakramentu Eucharystii i samego kapłaństwa, które u każdego z wyświęconych wymaga pewności, iż jego kapłaństwo pochodzi w drodze sukcesji od samych Apostołów (= sukcesja apostolska: następstwo święceń biskupich i tym samym kapłaństwa od Apostołów)! Nigdzie poza Kościołem Katolickim nie ma sakramentu kapłaństwa. Zostało ono zarazem przez samego Jezusa Chrystusa, Stworzyciela i Odkupiciela, zastrzeżone do samych tylko mężczyzn.
– Konsekwentnie zaś nigdzie indziej poza Kościołem katolickim nie ma Eucharystii, ani też nie ma pewności uzyskanego Bożego przebaczenia ...!

Stąd też np. penitent przystępujący do sakramentu przebaczenia, tego trudnego, a tak kochanego trybunału Miłosierdzia, przez który do grzesznika dociera Krew i Woda odkupienia z przebitego boku Chrystusa-Odkupiciela na krzyżu, by następnie zjednoczyć się z nim poprzez Eucharystię – nie musi nigdy zbierać wywiadu, czy sam dany kapłan jest w stanie łaski uświęcającej czy nie.
– Jezus Chrystus dobrze o tym wszystkim wie i już z góry zabezpieczył ważność każdego z ustanowionych przez siebie i założonemu przez siebie Kościołowi zawierzonych sakramentów świętych – niezależnie od godności czy niegodności samego ich szafarza.

Może i dlatego Bóg dopuścił do tak trudnego do zrozumienia zaparcia się Chrystusa przez Piotra w krytycznym momencie sądu nad Nim przed Sanhedrynem (zob. Mk 14,66-72; Łk 22,54-62).
– A przecież tenże Jezus Chrystus, pomimo strasznego grzechu Piotra, nie tylko wybranego przez siebie swego zastępcy-na-ziemi nie odrzucił, lecz po swym Zmartwychwstaniu potwierdził z mocą poprzednio przez siebie zapowiedziany jego wybór (Mt 16,18n; oraz po Zmartwychwstaniu: J 21,15nn).

I analogicznie, Jezus dobrze wiedział, że Judasz Go zdradzi i Go wyda. A przecież nie odebrał mu przywileju powołania na swego Apostoła. Ponadto zaś do samego końca sugerował mu z największą możliwą subtelnością dar opamiętania i przebaczenia (Łk 22,48; J 13,18-30). Judasz jednak daru tej wielokrotnie i na różne sposoby mu ofiarowanej szansy ... nie podjął.

(6.6 kB)

Ukazywanie normy etycznej w zakresie płciowości

Przystępujemy do stającego przed nami właściwego wątku: młodych którzy poszukują siebie wzajemnie i siebie też znajdują. Podjąć tę tematykę usiłuje tu ktoś, kto jest ... kapłanem – i zakonnikiem.
– Czy ma on prawo wypowiadania się na temat zagadnień dotyczących młodości na etapie chodzenia ze sobą przed małżeństwem, a potem w małżeństwie? Skąd on ma mieć pojęcie o tym, co się dzieje w duszy i ciele dwojga osób, które się ‘kochają’? On przecież o tym nie może mieć ... pojęcia!

Ileż razy podnoszą się głosy hałaśliwego krzyku – już nie tylko przeciw konkretnemu kapłanowi, który zdobywa się na odwagę wypowiadania się na temat czystości narzeczeńskiej a potem małżeńskiej, czy ogólniej: na temat Bożych przykazań, tego daru Bożej miłości i nieprawdopodobnego zawierzenia Boga ... swemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie. Jak łatwo usłyszeć w takich warunkach groźne pomruki, albo i okrzyki skierowane przeciw całemu Kościołowi, a nawet samemu w ogóle Bogu.
– Niewątpliwie zaś szczególne oburzenie wywołują wypowiedzi Kościoła oraz konkretnego kapłana, gdy jego słowa zaczynają dotyczyć zachowań związanych z dziedziną płciowości.

Czy jednak krzyki te nie są swoistym wyrazem i odreagowaniem rozpaczliwej walki z głosem sumienia, które dąży do uwolnienia się za wszelką cenę od poczucia własnej winy, przy czym jednak ‘winnych’ swego trudnego do zniesienia stanu wciąż gwałconego i tłumionego sumienia szuka to sumienie wszędzie indziej, byle nie w sobie samym?

Chyba szkoda energii i czasu, by na tego rodzaju protesty ... odpowiadać. Są one z zasady wyrazem nieprzejrzystego sumienia. Kościół – i jego przedstawiciel w osobie kapłana itd., staje się chcąc nie chcąc przypomnieniem, iż Bóg ... JEST; że Bóg jest Miłością, miłością również łatwo i natychmiast przebaczającą, ale ... nigdy za wszelką cenę.

Ten aspekt ‘Kościoła’, i konsekwentnie sam widok ‘kapłana’, zakonnicy i zakonnika – działa chwilami bardzo irytująco: jako nie ustający, samym pojawieniem się prowokujący wyrzut sumienia. Jakże łatwo wtedy – zgodnie z dawno już w formułę ujętym ‘prawem’ psychologicznym – o podjęciu rozpaczliwych wysiłków strząśnięcia z siebie systematycznie zagłuszanych wyrzutów sumienia i poczucia swych wielorakich win wobec bliźnich i Boga – a przerzutowania ich na wszystkich innych poza sobą, poczynając od tych, którzy samym swoim istnieniem przypominają ‘Boga’!

Tymczasem nikt i nic nie jest w stanie podważyć stwierdzenia typu ‘ontologicznego’, tzn. wyrastającego z samych podstaw ‘bytu’, iż Bóg (a z Jego upoważnienia Kościół ... i kapłan) nie jest w stanie życzyć człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie, jakiegokolwiek ‘zła’. Również wtedy, gdy tenże Bóg człowiekowi nagląco proponuje – a nigdy nie wymusza – kochające przyjęcie i stosowanie zaofiarowanego mu swego daru: swoich Dziesięciorga Przykazań.

Nie były one nigdy i nigdy nie będą wyrazem ‘wyżywania się’ Boga na człowieku i siłowego wymuszenia na nim służalczości. Wydźwięk Bożych przykazań jest na wskroś pozytywny i promujący. W darze przykazań zaświadcza Bóg uroczyście, iż traktuje człowieka: mężczyznę i kobietę jako „podmiot przymierza”, tzn. proponuje mu zawarcie poważnego i obie strony zobowiązującego przymierza – zgodnie ze swym zamysłem: odwiecznej oblubieńczej miłości ze sobą (zob. dokładniej wyż.: I ja i ty: Partner Absolutu – podmiot Przymierza – i cały dalszy ciąg tego rozdz.: cz.IV, rozdz.1). Bóg tym samym stawia człowieka ponad cały kosmos i pozostałe stworzenie, pozwalając mu być – jemu i tylko jemu – „partnerem Absolutu”.

Przypominamy sobie odnośne słowa Jana Pawła II:

„Ten człowiek, o którym tekst kapłański [Rdz 1,26] mówi, że został stworzony ‘na Obraz Boży’ [Rdz 1,27] ukazuje się w drugim opisie [Rdz 2,7nn] jako podmiot przymierza – to znaczy podmiot ukonstytuowany osobowo, ukonstytuowany na miarę ‘partnera Absolutu’, skoro ma świadomie rozróżniać i wybierać pomiędzy dobrem a złem, oraz pomiędzy życiem a śmiercią.
– Słowa pierwszego przykazania Boga Jahwe [Rdz 2,16n], które bezpośrednio i wprost mówią o poddaństwie i zależności człowieka-stworzenia od Stwórcy, pośrednio ukazują taką właśnie miarę człowieczeństwa: podmiot przymierza i ‘partner Absolutu’. Człowiek jest sam – to znaczy: poprzez swoje człowieczeństwo, przez to, kim jest, jest zarazem ukonstytuowany w jedynej, wyłącznej i niepowtarzalnej relacji do samego Boga” (MiN 28; zob. do tego wyż.: Wzajemność w wierności Przykazaniu).

Istniejące na świecie ‘zło’ moralne i nierzadko z nim związane zło fizyczne w najmniejszej mierze nie jest wyrazem Bożego Stworzycielskiego działania. Pochodzi ono od którejś z trzech pożądliwości człowieka grzechu, jakim stał się człowiek po upadku pra-rodziców w raju.

Tak to ujął w swym Liście Jan Apostoł, Umiłowany Uczeń Chrystusa, który zatem dobrze wniknął w „myśli serca” swojego Boskiego Mistrza:

„Jeśli kto miłuje świat [= wszystkie siły duchowe: aniołowie upadli, oraz człowiecze, usiłujące zniweczyć Boży zamysł odkupieńczej miłości],
nie ma w nim miłości Ojca [Bóg Ojciec: Bóg Trójjedyny].
Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc:
pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, i pycha tego życia [= w tych 3 pożądliwościach skupia się całe zło w świecie i w człowieku; por. Dn 13,56; Rz 6,12; Ga 5,24; Kol 3,5; Jk 1,14n; 4,1nn; 2 P 2,10],
nie pochodzi od Ojca, lecz od świata.
Świat zaś przemija a z nim jego pożądliwość;
kto zaś wypełnia Wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,15nn).

(6 kB)
Objaśnienie

Inwazja ‘zła’, zwłaszcza tego etycznego z jego finałem w postaci śmierci – naturalnej, i tej zadawanej, wraz z jej pochodnymi: nienawiścią, wojnami, dziecio- i ludobójstwami itd., to działania szatana:

„Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka –
uczynił go Obrazem swej własnej wieczności [= swojej natury jako Osoby].
A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła
[= chodzi o śmierć zarówno biologiczną, jak tym bardziej duchową: łaski uświęcającej; zob. Ap 20,6.14]
i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 2,23n).

Wypada jedynie dopowiedzieć jednoznacznie:
Szatan – człowieka jedynie kusi. – Natomiast nie Szatan dopuszcza się grzechu zamiast człowieka, lecz grzeszy za każdym razem osobiście i nie-odstępnie ten określony człowiek, który zamiast Bogu ... daje posłuch Szatanowi.

(3.5 kB)

2. Z Nauczania Kościoła o wychowaniu do miłości

(2.8 kB)

Tło historyczne

Wskazane jest rzucić okiem chociażby tylko pobieżnie na stanowisko oraz wskazania Magisterium Kościoła odnośnie do delikatnego zagadnienia: wychowania dzieci na coraz dalszym etapie ich rozwoju fizycznego i duchowego – do rozumienia sensu zróżnicowania płciowego człowieka, ich ‘uświadamiania seksualnego’ i wychowania do miłości narzeczeńskiej i małżeńskiej. Wypowiedzi Kościoła na te tematy jest wiele. Przybywa ich zwłaszcza w ostatnich dziesiątkach lat.

W minionych wiekach wypowiedzi takie w zasadzie nie były potrzebne. Rodziny były najczęściej wielodzietne i wielopokoleniowe, rozwody i separacje małżeńskie zdarzały się niezwykle rzadko. Utrzymywał się autorytet rodzicielski, a dzieci uznawały ustalony porządek rzeczy za sam przez się zrozumiały. Nikt też nie kwestionował słuszności i obowiązującego charakteru Bożych przykazań – w tym również przykazania VI i IX. Zdarzające się wykroczenia w tym względzie były zdecydowanie negatywnie oceniane i piętnowane przez opinię publiczną.

Ponieważ rodziny były wielodzietne, nie istniała też potrzeba szczególniejszych ‘regulacji’ dotyczących wychowania seksualnego dzieci i młodzieży. Wzrastanie fizyczne i psychiczne dojrzewanie do zagadnień związanych z płciowością, miłością i odpowiedzialnością przebiegało zwykle bez zakłóceń w ramach harmonijnego wzrastania dzieci od dzieciństwa do wieku decydowania się na małżeństwo i rodzinę.

Nikt nie obnosił się prowokująco ze swoją płciowością, a sposób ubierania się odpowiadał powszechnie akceptowanym zasadom skromności i nie-prowokowania ku wyzwalaniu pożądliwości ciała. Małżonkowie i rodzice umieli przeżywać swoje wzajemne odniesienia pomimo ciasnoty pomieszczeń w sposób odpowiadający postawie uszanowania dla zakresu intymności. Wiadomo zaś, że gdzie dzieci doświadczają na co dzień pełnych wzajemnego szacunku odniesień pomiędzy ojcem i matką, tam i dzieci rozwijają się pokojowo fizycznie i psychicznie i umacniają swój pion moralny w poczuciu wewnętrznego bezpieczeństwa i szacunku do drugich.
– Sposób odnoszenia się rodziców do siebie stawał się bezsłowną lekcją pokazową, jak należy traktować ‘tego drugiego’ w małżeństwie, i tym samym rozwijać swe odniesienia w obliczu człowieka drugiej płci. Były to z zasady lekcje pokazowe stosowania nie uświadamianej sobie, a przecież stosowanej normy personalistycznej we wzajemnych odniesieniach mężczyzny i kobiety.

Zasadnicze zaburzenia w stylu wychowania seksualnego pociągnęły za sobą w pierwszym rzędzie wojny światowe minionego 20-go wieku. Ich dalszym ciągiem staje się coraz bardziej zaawansowany wiek 21-szy. Jednym ze skutków wojen, szczególnie na miarę okrucieństw i eksterminacji całych narodów, których widownią był miniony wiek, jest nieopisane zdziczenie obyczajów i ogólne zaniżenie wartości ludzkiego życia. Z tym zaś łatwo wiąże się zdziczenie obyczajowości seksualnej. Okrucieństwa wojny stają się na oścież otwartą drogą do uprawiania zwyrodniałego seksualizmu, ten zaś łatwo pociąga za sobą zabijanie uprzednio seksualnie wykorzystanych ofiar – przede wszystkim dziewcząt i kobiet.

Czasy międzywojenne, czyli względnego pokoju 20-go wieku, przyniosły ze sobą z kolei bujny rozwój przemysłu – najpierw antykoncepcyjnego, przerywania ciąży na coraz większą skalę, sterylizacji kobiet i mężczyzn, a wreszcie gigantyczny rozwój technologii wczesnoporonnej. Szerzący się ateizm teoretyczny i praktyczny, coraz bardziej agresywne odrzucanie autorytetu Kościoła i upowszechniająca się laicyzacja życia indywidualnego, rodzinnego i publicznego, niepokojąco mnożące się dane statystyczne rozwodów małżeńskich, a z kolei związków partnerskich nie małżeńskich – w parze z układaniem życia „tak jakby Boga nie było” doprowadziły do wybuchu gwałtownej ‘rewolucji seksualnej’  pod koniec lat 60-tych ubiegłego wieku. Lawina tej rewolucji, której iskra wybuchła w krajach Europy środkowej, zaczęła ogarniać we wzrastającym tempie kraj za krajem, pociągając za sobą coraz dalsze kraje i kontynenty. Proces ten trwa nadal.

Z coraz większą śmiałością, a raczej bezczelnością – zaczęły torować sobie prawo obywatelstwa znane już co prawda w głębokiej starożytności zwyrodniałe formy uprawiania seksualizmu: homoseksualizm, miłość lesbijska, aż do siłowego wymuszania na społeczeństwie uznawania grup ‘gender’ (zob. wyż. na naszej stronie: Homoseksualizm i wolne partnerstwa heteroseksualne: żałosna imitacja małżeństwa – oraz następny rozdział: cz. VI, rozdz.3: ideologia Gender i jej anty-owoców aż do LGBTiQ, zob.: W ideologii Geneder: wszechogarniającego Gender-Queer-Mainstreaming).

Zwolennicy tych ideologii stają zdecydowanie do walki ‘wręcz’ z Bogiem Stworzycielem, usiłując od siebie – a nie od Boga – uzależnić uznawanie siebie np. za mężczyznę, czy kobietę.
– Uwieńczeniem wymuszania na społeczeństwie i władzach coraz innych państw pełnej akceptacji zwyrodnień ‘seksualizmu’ są systematycznie w coraz innym kraju i miastach danego kraju urządzane międzynarodowe i narodowe wielkie ‘Parady Równości’. Towarzyszy im z zasady głośny krzyk medialny oraz przewrotne oskarżanie i wszystkich pozostałych obywateli o ‘nie-normalność’ – w przeciwieństwie do ich ‘normalności’: żałosnej imitacji wielkości i świętości ‘małżeństwa’.

Do zenitu i absurdu przeciwstawiania się porządkowi natury i wpisanemu w serce-sumienie każdego człowieka naturalnemu prawu moralnemu dochodzi w coraz innych krajach zjawisko, że ku zdumieniu ludzi będących przy zdrowych zmysłach nie wolno posługiwać się określeniami takimi jak: ojciec – matka, mężczyzna – kobieta, dziewczynka – chłopiec, itd.

Co jakiś czas słychać o faktach, gdy w jakimś kraju Sąd Najwyższy odbiera prawo do wychowania dzieci takim małżeństwom, które wychowały już wiele dzieci – z uzasadnieniem, że „małżonkowie ci zdecydowanie odrzucają akceptację homoseksualizmu”. Taki wyrok spotkał m.in. w Anglii małżonków Owen i Eunice Johns, w miejscowości Derby. Wychowali oni dzielnie 15 przybranych dzieci. Sąd odrzucił ich apelację po odebraniu im prawa do wychowania – z uzasadnieniem, że ustawie dotyczącej dyskryminowania osób homoseksualnych przysługuje priorytet przed troską o dyskryminację religijną (zob.: ‘Kurier der Christlichen Mitte’, Oktober 2011, nr 10, str. 4).

Podobnych ‘historii’ jest coraz więcej (np. w Anglii, ale nie tylko). I tak np. coraz więcej dzieci szkolnych w Anglii trafia na czarną listę (jaką prowadzić muszą nauczyciele na polecenie Ministerstwa Edukacji) m.in. za ‘mowę nienawiści’. Dotyczy to m.in nieopatrznego wymówienia samego jakiegoś słowa, które brzmi jako ‘politycznie niepoprawne’ w aspekcie seksualizmu. Konkretny przykład: już 3-letnie dziecko, które ledwo dopiero uczy się wymawiać i rozróżniać znaczenie słów, trafia łatwo na taką listę, gdy nauczyciel usłyszy u któregoś dziecka słowo zdające się świadczyć o homo-fobii danej rodziny. Niedługo potem zablokowane zostaną przed takim uczniem szanse kontynuowania studiów – z racji niefortunnego użycia w okresie przedszkola itp. słowa politycznie ‘niepoprawnego’, np. wyrażenia się o kimś, że jest ‘homo’, ‘lesbą’, ‘gejem’, ‘śmierdzielem’, ‘czarnuchem’ itp. (zob. np. ‘Nasz Dziennik’, wtorek 20.IX.2011, nr 219 [4150], art.: Marta Zientek, „Trzyletni rasista i homofob” – http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110920&typ=sw&id=sw03.txt  ). Podobnych przykładów można by przytoczyć wiele.

(2.2 kB)

Encyklika Piusa XI „Divini illius Magistri” o wychowaniu młodzieży

Nie zamierzamy wnikać w historię wypowiedzi Stolicy Apostolskiej dotyczących tematyki wychowania dzieci i młodzieży – przede wszystkim w kwestii ich stopniowego wprowadzania w odpowiedzialne rozumienie ludzkiej płciowości oraz wychowania do miłości małżeńskiej. Przytoczymy tylko tytuły niektórych ważniejszych dokumentów, zachęcając do zapoznania się z ich treścią. Wiele z nich jest dostępnych z naszej strony, gdzie znajdują się w ‘kieszonkach’ dokumentów kolejnych papieży (w formacie ‘WORD’: do czytania lub wydruku; zob. PORTAL niniejszej strony [= lp33.de ], ‘SPIS TREŚCI’, kolumna 4, dokumenty z pontyfikatu odnośnych papieży = nr 4 a-b-c-d ).

Wypada przypomnieć wciąż aktualną encyklikę o wychowaniu młodzieży papieża Piusa XI pt. „Divini Illius Magistri – Zastępując na ziemi Boskiego Mistrza” (31.XII.1929). Papież porusza w encyklice takie zagadnienia jak:

Do kogo należy wychowanie, Prawo Kościoła do wychowania, Prawo Rodziny, Prawo Państwa;
Przedmiot wychowania, tzn.: człowiek upadły ale odkupiony,
fałszywe metody pedagogiczne, wychowanie seksualne.
Środowisko wychowania: rodzina, Kościół, Szkoła, Akcja Katolicka.
Cel i forma chrześcijańskiego wychowania
.

Tekst encykliki „Divini Illius Magistri” Piusa XI w polskiej wersji z naszej strony: „Divini Illius Magistri” (1929 r.).
– Zob. też z naszej strony drugą encyklikę Piusa XI: „Casti Connubii – Nieskalanego małżeństwa godność” (1930 r.).

(2.2 kB)

Ważniejsze nowsze dokumenty Stolicy Apostolskiej o wychowaniu do czystości

Temat sposobu uświadamiania seksualnego dzieci i młodzieży, a ogólniej: tematyka zróżnicowania płciowego człowieka oraz związane z tym wyzwania etyczne – był przedmiotem wielu dalszych interwencji Stolicy Apostolskiej na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Niektóre z tych dokumentów zostały wypracowane przez pomocnicze dykasterie papieskie na polecenie kolejnych papieży i z ich wyraźnym papieskim potwierdzeniem. Jedne z tych dokumentów zostały wypracowane przez Kongregację Wiary, inne przez Papieską Radę do spraw Rodziny, jeszcze inne przez Kongregację do spraw Wychowania Katolickiego.

Nie będziemy tu omawiali owych dokumentów, a jedynie wymienimy ważniejsze z nich. Staramy się też ukazać sposób dotarcia do ich polskiego przekładu.

W szczególniejszy sposób wymienić wypada następujące dokumenty doktrynalne i wskazania Stolicy Apostolskiej w kwestii wychowania dzieci i młodzieży w kwestiach dotyczących płciowości:

1) Adhortacja Apostolska „Familiaris Consortio” Jana Pawła II (22.XI.1981): „O zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym” (Zob. polską wersję ze strony Watykańskiej: http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio_pl.html – Link z naszej strony – zob.: http://lp33.de/strona-lp33/ind8.htm#famc )

2) Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego – Pontyfikat Jana Pawła II (1.XI.1983): „Wytyczne wychowawcze w odniesieniu do ludzkiej miłości. Zasadnicze cechy wychowania seksualnego” Polska wersja zob. m.in.: http://www.nonpossumus.pl/encykliki/KWK/wytyczne/index.php

3) Kongregacji Nauki Wiary – Pontyfikat Pawła VI (29.XII.1975): „Deklaracja ‘Persona Humana’ : o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej” Zob. polską wersję m.in.: http://www.ignatianum.edu.pl/studium/dok_rodz.htm#dk – Link z naszej strony zob.: http://lp33.de/downl-pl/pershum.zip – albo: http://lp33.de/strona-lp33/ind9.htm#ph

4) Papieska Rada ds. Rodziny – Pontyfikat Jana Pawła II (8.XII.1995): „Ludzka Płciowość: Prawda i Znaczenie. Wskazania dla wychowania w Rodzinie” Polska wersja zob. m.in.: http://www.isnr.uksw.edu.pl/wydaw/lp-ind.htm

5) Papieska Rada ds. Rodziny – Pontyfikat Jana Pawła II (13.V.1996): „Przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa” Polska wersja zob. m.in.: http://www.isnr.uksw.edu.pl/wydaw/lp-ind.htm

6) Kongregacji Nauki Wiary – Pontyfikat Jana Pawła II (31.V.2004): „List do Biskupów Kościoła Katolickiego o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie”
Polska wersja zob.: http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_20040731_collaboration_pl.html

(2.2 kB)

‘Familiaris Consortio’ o wychowaniu do miłości i czystości

Szczególne miejsce wśród dokumentów współczesnego Magisterium Kościoła dotyczących wychowania do miłości i rodziny, zajmuje prócz licznych innych dokumentów Jana Pawła II, wielu jego rozważań środowych i przemówień – Adhortacja Apostolska „Familiaris Consortio” (1981 r.). Jest to swoisty owoc i twórcze papieskie podsumowanie VI-go Synodu Biskupów (przełom września-października 1980 r.). Ojciec święty wydał tę Adhortację z opóźnieniem: były to miesiące następujące po zamachu na jego życie (zamach w środę, 13.V.1981 r.).

Tematyce wychowania do miłości, małżeństwa, dalszego i bliższego przygotowania do małżeństwa jest poświęconych w tej Adhortacji wiele miejsc. Przedrukujemy tutaj – bez dodatkowego komentarza – kilka fragmentów Adhortacji, które bezpośrednio nawiązują do wychowania do czystości i miłości.

Gdy przeglądamy wspomnianą Adhortację „Familiaris Consortio” pod omawianym kątem widzenia, zauważamy łatwo charakterystyczne uwagi Ojca świętego w bezpośrednim nawiązaniu do stylu wychowywania dzieci w rodzinie do ich przyszłych zadań życiowych i powołania człowieka czy to do małżeństwa, czy do życia konsekrowanego.

Jak bardzo na czasie brzmią Papieskie uwagi, a może swoiście prorocze błagania dotyczące m.in. procesu ‘uświadamiania płciowego’ dzieci. W skali światowej wzmaga się w coraz innych krajach niedopuszczalne niszczenie rozwijającej się dopiero, delikatnej psychiki dziecięcej przez narzucane przez władze państwowe programy tzw. ‘wychowania seksualnego’ dzieci i młodzieży.

Programy te polegają z zasady na wtłaczaniu nawet najmłodszym dzieciom (programy te dotyczą już dzieci przedszkolnych), dla których problematyka intymnych odniesień płciowych nie pojawia się w ogóle jeszcze w świadomości – wiedzy o sposobach uprawiania tzw. ‘bezpiecznego’ seksu, który nie ma nic wspólnego z miłością godną ludzkiej osoby, a winien polegać na osiąganiu maksimum przeżycia seksualnego – przy jednoczesnym maksymalnym zabezpieczeniu się przed ewentualną ciążą.
– Ukazywane dzieciom obrazy i praktyki seksualne ponad wątpliwość poważnie zakłócają wewnętrzny pokój ich sumienia. Wtłaczane im treści będą odtąd drążyły ich niewinną duszę, stając się źródłem ich niejednego grzechu i wielorakiej klęski moralnej, zanim staną się w ogóle dojrzali do pojmowania głębszego sensu siłowo im przekazanych treści.

Sam w sobie przekaz obrazów i treści uprawiania seksualizmu i jego kształtowania po linii ‘seksu bezpiecznego’ polega na przekazywaniu dzieciom detali na temat możliwie ‘skutecznego’ uchronienia się od rozwoju tzw. ‘niepożądanej’ ciąży. Każda ciąża jest z góry kwalifikowana jako szczególne ‘zło’, jeśli nie za ‘chorobę’, której za wszelką cenę należy się pozbyć czy to przez technikę zapobiegania, czy też – gdyby się nie dało inaczej, przez ‘niewinny’ zabieg przerywania ciąży.

Zgodnie z niejednymi tego rodzaju programami wykładowcy przechodzą po wstępnych objaśnieniach do części praktycznej, przeprowadzając z dziećmi ‘ćwiczenia praktyczne’. Dotyczą one m.in. sposobu zakładania prezerwatywy oraz poznawania całego arsenału dostępnych środków zapobiegania – nie poczęciu, lecz ciąży – np. we wzajemnych odniesieniach koleżeńskich i młodzieńczych.

Dzieciom i młodzieży nie mówi się oczywiście, iż praktycznie biorąc nie ma sposobów ‘uchronienia się’ przed poczęciem poza całkowitą wstrzemięźliwością płciową i życiem w czystości. Przemilcza się fakt, że wszystkie techniki przeciw-rodzicielskie są typowymi środkami obliczonymi na uśmiercenie ewentualnie Poczętego Dziecka.
– Wykładowca dodaje niekiedy, że wykłady jego dotyczą ‘przygotowania dzieci do życia w ... małżeństwie i rodzinie’! Na temat jednak samej w sobie miłości i czystości, jej istoty, godności osobowej człowieka, jego poczytalności i odpowiedzialności, a w końcu samego w ogóle małżeństwa i rodziny – brak w tego rodzaju wykładach jakiegokolwiek miejsca.

(2.2 kB)

‘Familiars Consortio’: miłość-czystość-kultura życia płciowego

W tym kontekście warto przytoczyć ostrzegawcze słowa Jana Pawła II skierowane do rodziców oraz wychowawców całego świata. Chodzi o dłuższy fragment owej Papieskiej „Adhortacji”. Odnośny fragment składa się z kilku segmentów. Papież podejmuje w nim wyraźnie również zagadnienie wychowania młodzieży do czystości. Słowa jego są zarazem na wskroś twórcze.

a) Ojciec święty wskazuje małżonkom na ścisły związek pomiędzy ich miłością jako małżonków – a Miłością samego Boga. Podkreśla szczególną odpowiedzialność powierzoną małżonkom przez Stworzyciela z racji powołania do rodzicielstwa.

(8.1 kB)
Objaśnienie

„Właśnie dlatego, że miłość małżonków jest szczególnym uczestnictwem w tajemnicy życia i miłości samego Boga, Kościół ma świadomość, że otrzymał specjalne posłannictwo strzeżenia i ochraniania tak wielkiej godności małżeństwa i tak wielkiej odpowiedzialności za przekazywanie życia ludzkiego” (FC 29).

b) Słowa dotyczące wychowania do miłości pojętej jako bezinteresowny dar z siebie. Przy okazji nawiązuje Jan Paweł II do problematyki wychowania seksualnego:

„Wychowanie do miłości pojętej jako dar z siebie stanowi nieodzowną przesłankę dla rodziców wezwanych do przekazania dzieciom jasnego i subtelnego wychowania seksualnego.
W obliczu kultury, która na ogół ‘banalizuje’ płciowość ludzką, interpretując ją i przeżywając w sposób ograniczony i zubożony, odnosząc ją jedynie do ciała i egoistycznej przyjemności,
posługa wychowawcza rodziców musi skupić się zdecydowanie na kulturze życia płciowego, aby była ona prawdziwie i w pełni osobowa:
– płciowość jest w istocie bogactwem całej osoby – ciała, uczuć i duszy – ujawniającym swe głębokie znaczenie w doprowadzeniu osoby do złożenia daru z siebie w miłości” (FC 37).

c) W nawiązaniu do tego aspektu pracy wychowawczej można by przytoczyć fragment tejże „Adhortacji Apostolskiej” z innego jej miejsca. Papież nawiązuje w nim z jednej strony do konieczności zaznajomienia się ze swoją cielesnością, a jednocześnie do świadomego pielęgnowania cnoty czystości. Oto słowa Papieskie:

„Do warunków koniecznych należy jednak także znajomość cielesności i jej rytmów płodności.
– Trzeba zatem uczynić wszystko, aby udostępnić tę wiedzę ogółowi małżonków, a wcześniej jeszcze osobom młodym, poprzez informację i wychowanie jasne, stosowne i poważne, przy współudziale par małżeńskich, lekarzy i ekspertów.
– Znajomość taka winna następnie wejść w wychowanie do samokontroli:
stąd płynie absolutna konieczność cnoty czystości i stałego wychowywania do niej.
– W chrześcijańskiej wizji czystość nie oznacza bynajmniej odrzucenia czy też pogardy dla płciowości ludzkiej: oznacza raczej energię duchową, która potrafi bronić miłości przed niebezpieczeństwami ze strony egoizmu i agresywności oraz potrafi kierować ją ku pełnemu urzeczywistnieniu” (FC 33).

d) Papież przechodzi z kolei do problematyki wychowania do uświadomienia seksualnego dzieci. Podkreśla mocno priorytetowe prawo rodziców do przekazywania tej wiedzy:

„Wychowanie seksualne, stanowiące prawo i podstawowy obowiązek rodziców, winno dokonywać się zawsze pod ich troskliwym kierunkiem zarówno w domu, jak i w wybranych i kontrolowanych przez nich ośrodkach wychowawczych.
W tym sensie Kościół potwierdza prawo pomocniczości, które szkoła obowiązana jest przestrzegać, współpracując w wychowaniu seksualnym, w takim samym duchu, jaki ożywia rodziców” (FC 37).

e) Ten aspekt wychowania dzieci wiąże się bezpośrednio ze służbą dzieciom w wypracowaniu cnoty czystości:

„W tym kontekście bezwzględnie nieodzowne jest wychowanie do czystości – jako cnoty, która doprowadza osobę do prawdziwej dojrzałości i uzdalnia ją do szanowania i rozwijania ‘oblubieńczego sensu’ ciała.
– Co więcej, jeśli rodzice chrześcijańscy rozpoznają u dzieci oznaki Bożego powołania, dołożą wszelkiej troski i starania, aby wychowywać do dziewictwa, jako najwyższej formy owego daru z siebie, który jest istotnym sensem płciowości ludzkiej” (FC 37).

f) Wypracowanie w sobie cnoty czystości wiąże się wprost z oceną moralną działań w zakresie płciowości. Toteż Jan Paweł II kontynuuje:

„Ze względu na powiązania zachodzące pomiędzy wymiarem płciowym osoby a jej wartościami etycznymi, wychowanie ma doprowadzić do znajomości zasad moralnych i uznania ich za konieczną i cenną gwarancję odpowiedzialnego wzrostu osobowego w dziedzinie płciowości ludzkiej.
– Dlatego Kościół stanowczo sprzeciwia się pewnej, często rozpowszechnianej formie informowania o życiu seksualnym w oderwaniu od zasad moralnych, która nie jest niczym innym, jak wprowadzeniem do doświadczenia przyjemności i bodźcem, skłaniającym – już w latach niewinności – do utraty pogody ducha, otwierając drogę do zepsucia” (FC 37).

(2.2 kB)

Priorytetowe prawo rodziców do wychowania dzieci

Nie ulega oczywiście wątpliwości, jakie jest stanowisko Stolicy Apostolskiej odnośnie do podmiotu priorytetowo uprawnionego w podejmowaniu pracy wychowawczej. Kościół nie miał co do tego nigdy wątpliwości. Kościół też nadal broni z całą mocą prawa pierwszeństwa rodziców do wychowania swego potomstwa w tym duchu, jakim oni sami żyją. Szkoła i państwo spełniają tu rolę jedynie podrzędną i służebną – na zasadzie reguły pomocniczości. Oto słowa „Adhortacji”:

„Zadanie wychowania wypływa z najbardziej pierwotnego powołania małżonków do uczestnictwa w stwórczym dziele Boga: rodząc w miłości i dla miłości nową osobę, która sama w sobie jest powołana do wzrostu i rozwoju, rodzice tym samym podejmują zadanie umożliwienia jej życia w pełni ludzkiego.
– Przypomniał o tym Sobór Watykański II:
‘Rodzice, ponieważ dali życie dzieciom, w najwyższym stopniu są obowiązani do wychowania potomstwa i dlatego muszą być uznani za pierwszych i głównych jego wychowawców. To zadanie wychowawcze jest tak wielkiej wagi, że jego ewentualny brak z trudnością dałby się zastąpić. Do rodziców bowiem należy stworzyć taką atmosferę rodzinną, przepojoną miłością i szacunkiem dla Boga i ludzi, aby sprzyjała całemu osobistemu i społecznemu wychowaniu dzieci. Dlatego rodzina jest pierwszą szkołą cnót społecznych, potrzebnych wszelkim społecznościom’ ...” [Deklaracja Gravissimum educationis, 3] (FC 36).

Jan Paweł II przytacza najgłębsze uzasadnienia dla poparcia prawa rodziców w ich pracy wychowawczej:

„Prawo-obowiązek rodziców do wychowywania jest czymś istotnym i jako taki związany jest z samym przekazywaniem życia ludzkiego; jest on pierwotny i mający pierwszeństwo w stosunku do zadań wychowawczych innych osób, z racji wyjątkowości stosunku miłości łączącej rodziców i dzieci; wyklucza zastępstwo i jest niezbywalny, dlatego nie może być całkowicie przekazany innym, ani przez innych zawłaszczony.
– Nie można zapominać, że poza tymi cechami, charakteryzującymi zadanie wychowawcze rodziców, najgłębszym i określającym je elementem jest miłość ojcowska i macierzyńska, która znajduje w dziele wychowawczym wypełnienie doskonałej służby życiu: miłość rodzicielska od początku staje się duszą, a przez to i normą, która inspiruje i nadaje kierunek całej konkretnej działalności wychowawczej, ubogacając ją tak cennymi owocami miłości, jak czułość, stałość, dobroć, usłużność, bezinteresowność i duch ofiary” (FC 36).

(2.2 kB)

Rodzice a inne podmioty wychowawcze według „Familiaris Consortio”

Jan Paweł II powraca w „Familiaris Consortio” jeszcze na szeregu innych miejscach do bezwzględnego prawa małżonków-rodziców do wychowania swych dzieci zgodnie z wyznawanymi przez siebie zasadami. Temu zagadnieniu poświęcony jest m.in. fragment FC 40 pt.: „Współpraca z innymi czynnikami wychowania”. Oto kilka znamiennych wypowiedzi tego fragmentu:

„Rodzina jest pierwszą, lecz nie jedyną ani wyłączną wspólnotą wychowującą ...
... Prawo rodziców do wyboru wychowania zgodnego z wyznawaną przez nich wiarą winno być bezwzględnie zabezpieczone.
Państwo i Kościół mają obowiązek służenia rodzinom wszelkimi możliwymi formami pomocy, aby rodziny mogły prawidłowo wypełnić swe zadania wychowawcze.
W tym celu, zarówno Kościół, jak i państwo winny tworzyć i popierać te instytucje i taką działalność, których słusznie domagają się rodziny: pomoc winna być proporcjonalna do niewystarczalności rodziny.
– A zatem ci wszyscy, którzy w społeczeństwie stoją na czele szkolnictwa, nie powinni nigdy zapominać, że rodzice zostali ustanowieni przez samego Boga pierwszymi i głównymi wychowawcami dzieci, i że ich prawo jest niezbywalne.
– Jednakże dopełnieniem praw rodziców jest spoczywająca na nich poważna powinność głębokiego zaangażowania się w nawiązanie serdecznego i czynnego kontaktu z nauczycielami i kierownictwem szkoły” (FC 40).

W tym kontekście Jan Paweł przypomina rodzicom ich obowiązek uchronienia dzieci przed wtłaczaną im niekiedy niewiarą:

„Jeżeli w szkołach naucza się ideologii przeciwnych wierze chrześcijańskiej, rodziny, o ile to możliwe, przy pomocy różnych form zrzeszeń rodzinnych, muszą ze wszystkich sił i z całą umiejętnością pomóc młodym, ażeby ci nie oddalili się od wiary. W tym przypadku rodzina potrzebuje szczególnej pomocy duszpasterzy, którym nie wolno zapomnieć, że rodzice mają nienaruszalne prawo do powierzenia dzieci wspólnocie kościelnej” (FC 40).

(2.2 kB)

Z „Karty Praw Rodziny” – Art. 5 Stolicy Apostolskiej

Wymienione prawa i obowiązki rodziców do wychowania swych dzieci znalazły należne sobie miejsce w „Karcie Praw Rodziny”, wydanej przez Stolicę Apostolską w roku 1983 – w nawiązaniu do sugestii Papieskiej Adhortacji „Familiaris Consortio” (zob. FC 46: ‘Karta Praw Rodziny’).
– Przytoczymy tutaj Artykuł 5 „Karty Praw Rodziny”. Dotyczy on praw rodziny do wychowania (polska wersja KPR – zob.: http://www.kns.gower.pl/stolica/stolica.htm ). Oto jego brzmienie:

Karta Praw Rodziny” – Artykuł 5:

„Rodzice, ponieważ dali życie dzieciom, mają pierwotne, niezbywalne prawo i pierwszeństwo do wychowania potomstwa i dlatego muszą być uznani za pierwszych i głównych jego wychowawców” (przyp.32: Divini magistri, 27-34; Gravissimum educationis, 3; FC 36; CIC, c. 793, 1136).

a. „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi i religijnymi, z uwzględnieniem tradycji kulturalnych rodziny, które sprzyjają dobru i godności dziecka; winni także otrzymywać od społeczeństwa odpowiednią pomoc i wsparcie konieczne do wypełnienia roli wychowawców” (przyp.33: FC 46).

b. „Rodzice mają prawo do swobodnego wyboru szkół lub innych środków niezbędnych do kształcenia dzieci, zgodnie z własnymi przekonaniami. Władze publiczne winny sprawić, że rozdział dotacji publicznych będzie rzeczywiście umożliwiał rodzicom korzystanie z tego prawa, bez nakładania na nich niesprawiedliwych ciężarów. Rodzice nie powinni, w sposób bezpośredni czy pośredni, być zmuszani do dodatkowych wydatków, co stanowiłoby niesprawiedliwą przeszkodę lub ograniczenie możliwości korzystania z tego uprawnienia” (przyp.34: Gravissimum educationis, 7; Dignitatis humanae, 5; Jan Paweł II: Wolność religijna i Akt Końcowy z Helsinek (List do szefów państw sygnatariuszy Aktu Końcowego z Helsinek), 4 b; FC 40; CIC, c. 797) .

c. „Rodzice mają prawo do tego, że ich dzieci nie będą musiały uczęszczać do szkół, które nie zgadzają się z ich własnymi przekonaniami moralnymi i religijnymi. W szczególności wychowanie seksualne, stanowiące podstawowe prawo rodziców, winno dokonywać się zawsze pod ich troskliwym kierunkiem, zarówno w domu, jak i w wybranych i kontrolowanych przez nich ośrodkach wychowawczych” (przyp.35: Dignitatis humanae, 5; FC 37.40).

d. „Naruszane są prawa rodziców, gdy państwo narzuca obowiązkowy system wychowania, z którego zostaje usunięta całkowicie formacja religijna” (przyp.36: Dignitatis humanae, 5; FC 40).

e. „Podstawowe prawo rodziców do wychowywania dzieci powinno być wspierane przez rozmaite formy współpracy rodziców z nauczycielami i kierownictwem szkoły, a w szczególności przez dopuszczenie obywateli do uczestnictwa w działalności szkoły oraz w określaniu i wprowadzaniu w życie polityki wychowawczej” (przyp.37: FC 40; CIC, c. 796).

f. „Rodzina ma prawo wymagać, by środki społecznego przekazu stanowiły pozytywne narzędzie budowania społeczeństwa i by wspierały podstawowe wartości rodziny. Jednocześnie rodzina ma prawo do odpowiedniej ochrony, a w szczególności do ochrony swych najmłodszych członków, przed ujemnymi wpływami i nadużyciami ze strony środków przekazu” (przyp.38: Paweł VI, Orędzie na 3 Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu, 1969; FC 76).

Przytoczone wypowiedzi Nauczycielskie Kościoła wyznaczają zdrowy kierunek, w jakim powinien być podejmowany i wcielany w życie proces wychowania dziecka w domu, w szkole i innych instytucjach wychowawczych. Wypowiedzi Kościoła w tym względzie nie mają w sobie nic z jakiejkolwiek agresji, ani ingerencji w nie swoje kompetencje.

Kościołowi została przekazana przez Boga niezbywalna misja kształtowania sumień (por. FC 29nn.86). Wszelkie inicjatywy ze strony Kościoła są zdrowymi sugestiami, które zarazem bronią podstawowych praw do wychowania dzieci ze strony małżonków-rodziców w klimacie właściwej im miłości małżeńskiej i rodzinnej. Wszelkie inne podmioty wychowawcze spełniają w tym względzie jedynie rolę pomocniczą – na zasadzie pomocniczości i z podstawowym uszanowaniem życzeń rodziców, jeśli chodzi o ich przekonania religijne i zobowiązania moralne.

(2.2 kB)

Duszpasterska troska o przygotowanie do małżeństwa

Wypada jeszcze wspomnieć, iż istnieje niemało wypowiedzi, w których przejawia się troska Magisterium Kościoła o przygotowanie młodych ludzi do sakramentu małżeństwa.

(12 kB)
Objaśnienie

Pomijając dokumenty wcześniejsze, trzeba wspomnieć w tym kontekście przede wszystkim o wielokrotnie już przytaczanej Adhortacji Apostolskiej „Familiaris Consortio” (1981 r.). Jan Paweł II poświęca w tej Adhortacji całą jedną część zagadnieniu troski Kościoła o duszpasterstwo małżeństwa wraz z wszystkim, co się z nim wiąże.
– Temu tematowi poświęcona jest część IV Adhortacji, zatytułowana: „Duszpasterstwo rodzin: etapy, organizacja, pracownicy i okoliczności trudne” (FC nr 65-85).

Na początku tej części podaje Jan Paweł II szereg wskazań dotyczących zagadnienia przygotowania do małżeństwa. Najpierw podkreśla klimat życia w rodzinie, gdzie dokonuje się harmonijny fizyczny, psychiczny i religijny wzrost dzieci i młodzieży. Klimat ten staje się najlepszym środowiskiem dla harmonijnego dalszego przygotowania do życia w małżeństwie i rodzinie (FC 65).
Po czym przechodzi Ojciec święty do wskazań odnośnie do szczegółowego przygotowania młodzieży do małżeństwa. Dzieli je na przygotowanie:

(0,13 kB)  Przygotowanie dalsze. Jest nim etap dzieciństwa i mądrej pedagogii rodzinnej.
(0,13 kB)  Przygotowanie bliższe. Winno się on cechować pogłębionym katechumenatem i pogłębioną formacją religijną.
(0,13 kB)  Przygotowanie bezpośrednie. Tutaj podaje Jan Paweł II szereg twórczych wskazań odnoszących się do tego etapu przygotowania do sprawowania sakramentu małżeństwa (FC 66).

Zagadnienia tego tu nie rozwijamy, a jedynie je sygnalizujemy.

Wypada zaznaczyć, że na polecenie Jana Pawła II wydała Papieska Rada do spraw Rodziny odrębny dokument pt. „Przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa” (13.V.1996 r.; tekst polski z naszej strony zob.: „Przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa” ).
– Zaś Konferencje Episkopatu poszczególnych krajów pozakładały własne instytuty i ośrodki poświęcone zagadnieniu małżeństwa i związanej z nim problematyki. Ponadto zaś poszczególne Episkopaty wypracowały cenne dokumenty poświęcone duszpasterskiemu przygotowaniu do małżeństwa, dostosowanemu do warunków lokalnych.

(3.5 kB)

3. Męskie kuszenie erotyczne w roli gorącej miłości

(2.8 kB)

Nawiązanie i przypomnienie wniosków

Czas przejść do praktycznych wniosków, do jakich doprowadziły dotychczasowe rozważania w nawiązaniu do etapu młodzieńczości, która staje w obliczu wyboru towarzysza życia w zamiarze związania się z jego osobą w dozgonnym małżeństwie: sakramencie małżeństwa.

Na początku wskazane jest uświadomić sobie jeszcze raz zasadnicze wnioski z dogłębnych, zapewne nie łatwych rozważań „Studium etycznego” arcybiskupa Karola Wojtyły o ‘miłości oblubieńczej’, jakie były przedmiotem poprzedniego odcinka niniejszego rozdziału (cz.VII, r.3, § F). Już jako Namiestnik Chrystusa – Jan Paweł II poświęcił tej tematyce wiele miejsca w swej katechezie środowej, na której przez kilka lat omawiał zagadnienie „Odkupienia i teologii ciała” (zob. polską edycję: „Mężczyzną i kobietą stworzył ich ...”, Rzym, Libreria Editrice Vaticana, 1986).

Na etapie młodzieńczości, gdy dwoje ludzi zaczyna już na dobre ‘chodzić ze sobą’, jedną z istotnych dla nich kwestii jest moralna ocena ich wzajemnych odniesień w aspekcie VI przykazania. Chodzi oczywiście o takich dwoje, którzy przyznają się do Chrystusa i czynią wszystko, by i na tym etapie życia „... nie zasmucać Bożego Ducha Świętego, którym zostali opieczętowani na dzień Odkupienia” (Ef 4,30).

Apostoł Narodów nawiązuje w tych słowach do Daru Ducha Świętego, jaki wierzący otrzymują wraz z sakramentem Bierzmowania. Ten zaś – jak to lubił określać Jan Paweł II, jest sakramentem „próby charakteru”, czyli rzeczywistej wierności i jakości owej wierności względem „słowa”, jakie chłopiec i dziewczyna dali Bogu w dniu przyjmowania sakramentu Bierzmowania – w przeciwieństwie do sakramentu Chrztu świętego, który jest sakramentem dopiero początku wiary i jej wyznawania (tak określał Jan Paweł II Rok Stanisławowski: 1979: 900-lecia od śmierci męczeńskiej św. Stanisława ze Szczepanowa, biskupa Krakowa: 1079-1979, w czasie swej Pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny, VI.1979 r.).

Trudno zaprzeczyć, że okres ‘chodzenie-ze-sobą’ coraz bardziej w charakterze już narzeczonych, może już też zaręczonych, jest czasem szczególnego zdawania egzaminu ze swego związania wspomnianym „słowem”.
– Słowo to zostało dane Trójjedynemu najpierw w chwili przyjmowania sakramentu Chrztu świętego. Słowo to każdy i każda powtarzali następnie i potwierdzali wielokrotnie, szczególnie w takich uroczystych momentach, jak przystąpienie do Pierwszej spowiedzi świętej, następnie do Pierwszej Komunii świętej.
– Słowo to zostało dodatkowo uroczyście przypieczętowane przy przyjęciu sakramentu Bierzmowania. Sakrament ten wycisnął kolejną pieczęć na duszy osoby, która tym samym deklarowała się jako zdecydowany uczeń i uczennica Chrystusa – z wszystkimi tego konsekwencjami.

Obecny etap życia: narzeczeństwa, stał się „błogosławionym darem gorącej próby”  w zdawaniu egzaminu z jakości tegoż „słowa” (zob. tytuł pierwszego rozdziału VI-tej części niniejszej strony: Dni narzeczeństwa: Błogosławiony dar gorącej próby. - Jezu, Odkupicielu! Czy w tym czasie trwasz w nas i z nami ?).

Dobrze będzie przyjrzeć się obecnie – m.in. w oparciu o parę wybranych przykładów – pozytywnych, a na swój sposób negatywnych, jak ta ‘gorąca próba charakteru’ winna i może wyglądać w praktyce.
– Aspektom etyczno-moralnym wzajemnych odniesień dojrzewającej młodzieży męskiej i żeńskiej poświęconych było na naszej stronie internetowej już wiele miejsc. Dla przypomnienia oto kilka takich linków wewnętrznych:

a) Część I, rozdz. 3 ( Rola MOB w sytuacji przed-ślubnej - ‘a’ ),
b) W części III, rozdz.3 (Kochamy się, tylko że ... Dziecko),
W tejże cz.III, rozdz.4 (Współżycie przedmałżeńskie: Czy naprawdę miłość?),
a swoiście tamże – rozdz.5 (Kochamy się! Ale palę-piję-stosuję).
c) Następnie zaś w części VI, rozdz. 1 (Dni narzeczeństwa: Błogosławiony dar gorącej próby),
oraz na swój sposób tamże – rozdz. 2 (Homoseksualizm i wolne partnerstwa heteroseksualne: żałosna imitacja małżeństwa oraz tamże, rozdz. 3: W ideologii Geneder: wszechogarniającego Gender-Queer-Mainstreaming).

Tym samym nie ma wielkiej potrzeby powracania do tych zagadnień, które były już obszernie i pod coraz innym kątem widzenia przedmiotem naszych rozważań. Pozwoli to zawęzić obecnie uwagę do bardziej skonkretyzowanych zastosowań związanych z etapem poważnego nastawiania się na małżeństwo.

Ograniczamy się zatem do dwojga osób, których łączy już zaawansowana przyjaźń, a nawet miłość coraz wyraźniej zmierzająca do związania się węzłem małżeństwa: sakramentu małżeństwa.
– Jednocześnie zaś wyłączamy z rozważań wiele spraw, które dla tych dwojga staną się niebawem angażującym przedmiotem ich troski małżeńskiej, a niebawem rodzicielskiej, jak: kwestia mieszkania, utrzymania małżeństwa i rodziny, zdrowia, dzietności, odniesień do rodziców, teściów i sąsiedztwa, i wiele innych problemów związanych z małżeństwem i rodziną na co dzień. Zgodnie z ogólnym profilem naszej strony koncentrujemy się na wyrazach obopólnej miłości w aspekcie etycznym.

Jak wspomniano, w poprzednim paragrafie niniejszego rozdziału (cz. VII, rozdz. 3, § F) wróciliśmy w oparciu o „Studium etyczne” arcybiskupa Krakowa Karola Wojtyły, późniejszego papieża, św. Jana Pawła II pt. „Miłość i Odpowiedzialność” – jeszcze raz do podstawowych aspektów rozwijającej się miłości ukierunkowanej na małżeństwo. Chodzi tu o miłość godną miana miłości oblubieńczej.

Miłość taka jest z natury swej wymagająca, a tym samym nie może sobie pozwolić na ‘wszystko co by tylko fantazja podsunęła’. Jeśli wyrażana sobie miłość ma dorastać do poziomu normy personalistycznej, będą musieli ci dwoje wcielać jej wymogi w życie na co dzień. Miłość ta odpowiada w swym mobilizującym wezwaniu w pełni treści Bożego przykazania miłości Boga i bliźniego. Na epokę Dobrej Nowiny Ewangelii proklamował to przykazanie uroczyście jako „Nowe Przykazanie” – Syn Boży Jezus Chrystus (zob. J 13,34n; 15,12; 1 Kor 13,13).


Podstawowym założeniem przykazania miłości bliźniego, które pokrywa się z normą etyczną personalistyczną dogłębnie przeanalizowaną przez arcybiskupa Wojtyłę (zob.: Jeszcze raz z rozważań Papieża Wojtyły na temat miłości), jest uznanie faktu – wraz z wyprowadzeniem stąd rzeczywistych wniosków, iż człowiek nie jest ‘rzeczą’, lecz osobą. Osoba zaś nie może być nigdy potraktowana jako środek użytkowy do osiągnięcia jakiegokolwiek celu – w naszym wypadku do uzyskania dzięki użyciu ciała kogokolwiek do egoistycznie poszukiwanej satysfakcji seksualnej.

Punktem wyjścia zaś dla dopiero co sformułowanej normy etycznej personalistycznej jest niezmienne Słowo Bożego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył” (Wj 20,14; Mt 5,27;19,18; itd.).
– Nikt i nic nie zmieni faktu, że dopóki ci dwoje nie stają się małżeństwem przez uroczyste zawarcie przymierza małżeńskiego jako sakramentu, ani on – ani ona nie są jeszcze mężem i żoną; z wszystkimi tego konsekwencjami.

Wspomniane założenie personalistyczne (= człowiek jest osobą: nie jest rzeczą dla użytkowego potraktowania) staje się podstawą do oceny etycznej jakości odniesień m.in. pomiędzy dwojgiem narzeczonych. To samo będzie dotyczyło następnie małżonków.
– Pojawienie się miłości oblubieńczej staje się podłożem, na którym dokonuje się rozwój szczególnych odniesień tych dwojga do siebie, ale i ocena etyczna tychże wzajemnych odniesień. Miłość oblubieńcza musi być wyrazem obopólnego wolnego wyboru, dokonanego w następstwie przemyślanej, wzajemnej afirmacji wartości swych dwojga osób odmiennej płci. Taki dopiero wybór może stanąć u podłoża ich decyzji, by stać się małżeńskim ‘jedną-osobę-w-dwóch-osobach’.

Dla podsumowania wniosków płynących z uprzednio przypomnianych analiz arcybiskupa Wojtyła wypada zwrócić uwagę, że ani samo w sobie rodzące się pożądanie seksualne w odniesieniu do tego drugiego, ani z kolei rozwijająca się uczuciowość – daleko jeszcze nie stanowią wymaganej w personalizmie afirmacji samych w sobie ich obojga osób.
– Taka afirmacja musi się stać potwierdzeniem tej konkretnej osoby jako jedynej w swoim rodzaju wartości, która wyzwoliła jej umiłowanie „dla niej samej” – w jakimś sensie nawet niezależnie od atrakcyjności związanej z jej męskością czy kobiecością. Ta bowiem z biegiem czasu ponad wątpliwość zblednieje i osłabnie. Wtedy zaś okaże się w praktyce na co dzień, czy dokonany wybór dotyczył osoby, czy tylko pewnych cech np. jej ciała jako mężczyzny czy kobiety (zob. MiO 108n).

Nie znaczy to, że miłość oblubieńcza wymaga sztucznego tłumienia w sobie świadomości związanej z męskością czy kobiecością swych osób. Czym innym jest spontanicznie się budząca reakcja ciała w obliczu ciała męskiego czy żeńskiego tej drugiej osoby, a czym innym świadome zdążanie do zaspokojenia budzącej się w takiej sytuacji pożądliwości – za cenę przesłonięcia godności osoby własnej i tego drugiego, łącznie z zamierzonym ignorowaniem wielorakiej odpowiedzialności za podjęte wtedy działania – wewnętrzne czy zewnętrzne.
– Ciało i płeć odgrywają w obopólnym oblubieńczym spotkaniu swoją niezastąpioną rolę. Zmysły obojga wtedy odpowiednio reagują w obliczu męskości czy kobiecości (te spontaniczne reakcje nie podlegają ocenie etycznej: pojawiają się przed włączeniem się woli).

Jednakże nie owe spontaniczne reakcje ciała i zmysłów stają się ośrodkiem krystalizacji wykształcającej się obopólnej miłości. Miłość jest zawsze sprawą przede wszystkim wnętrza tych dwojga oraz ich życia wewnętrznego. Tutaj zaś decydującą rolę odgrywa zawsze wolność woli wraz z prawdą ich obojga, łącznie z nieodstępnie im obojgu towarzyszącą odpowiedzialnością za godność i uszanowanie osoby własnej oraz tego drugiego. Pamiętamy zwięzłe sformułowanie arcybiskupa Wojtyły:

„Miłość jest zawsze jakąś sprawą wnętrza i sprawą ducha;
w miarę jak przestaje być sprawą wnętrza i sprawą ducha, przestaje też być miłością ...” (MiO 94; zob. wyż.: Miłość sprawa wnętrza: wolności-prawdy).

Miłość godna: oblubieńcza, musi dopiero wywalczyć sobie niejako miejsce na poziomie wartości samej osoby – własnej i tego drugiego. Ma to być ‘miłość’ nie przede wszystkim ze względu na związane z męskością i kobiecością aspekty zmysłowe, ani nawet budzące się między tymi dwojgiem uczucia, ale zapatrzenie się w siebie jako osoby, które decydują się w swej wolności i w swym samo-posiadaniu siebie na trwałe „jedno-w-miłości”.
– Pragną one oddać się w swej wolności sobie nawzajem, by obdarzać się dobrem możliwie najwyższym: dobrem-bez-granic. Dobrem tym stanie się dla nich obojga ostatecznie osiągnięcie – „na drodze powołania małżeńsko-rodzinnego”, życia wiecznego w szczęśliwości wiecznej w „Domu Ojca”.

Stąd jeszcze raz powtórzone tutaj słowa arcybiskupa Wojtyły:

„... Nie chodzi ... bynajmniej o to, aby zatrzeć lub pominąć wartość ‘seksualną’, na którą reagują zmysły i uczucie. Chodzi tylko o to, ażeby wartość tę mocno związać z wartością osoby, skoro miłość zwraca się nie do samego ‘ciała’, ani też nawet nie do samego ‘człowieka drugiej płci’, ale właśnie do osoby” (MiO 100; zob. wyż.: Miłość-cnota: związanie budzących się odczuć - z osobą).

Arcybiskup Wojtyła nie przeczy, że wspomniane zintegrowanie odruchów pożądania, zmysłowości, uczuć – z osobą własną i tego drugiego, oraz ich stałe wynoszenie na poziom afirmacji osoby „dla niej samej”, co równa się miłowaniu jej osoby nie głównie ze względu na przeżywaną w jej bliskości przyjemność, lecz „dla niej samej” – staje się pojawiającym się odtąd przed tymi dwojgiem zadaniem do wypracowania. Bywa ono niekiedy trudne. Wymaga czujnego zmagania się ze spontanicznie budzącym się poszukiwaniem przyjemnych doznań, które łatwo stają się utylitarystycznym odniesieniem do ciała płciowego tej drugiej osoby.

To zaś daleko jeszcze nie jest miłością samej osoby, a może nietrudno przekształcić się w jedynie pozorowaną tzw. ‘gorącą miłość’. Sama w sobie miłość erotyczna łatwo maskuje poszukiwanie zaspokajania swego egoizmu seksualnego, który zmierza do stawiania znaku równości między egoistycznym doznaniem przyjemności zmysłowej – a samą miłością. W takiej sytuacji wszystkie dostępne ‘zalety’ i atrakcje tego drugiego stają się w kształtowaniu wzajemnych odniesień zaprzeczeniem właściwie pojętej miłości.

W tej sytuacji arcybiskup Wojtyła ostrzega:

„... Wszystkie te wartości obiektywne:
zarówno osoba, jak ‘ciało i płeć’ czy też ‘kobiecość – męskość’,
zostają potraktowane tylko i wyłącznie jako okazja
do wywołania przyjemności czy też różnych odcieni rozkoszy.
Przyjemność jest jedyną wartością i całkowitą podstawą wartościowania ...” (MiO 127; zob. wyż.: Ciało-płeć: okazja dla zaznania przyjemności).

(7.5 kB)
Objaśnienie

Znaczy to, że jak z jednej strony miłość między narzeczonymi, czy też już małżonkami, stopniowo się pogłębia i oboje dopracowują się w swym wnętrzu ‘przejrzystości’ swych intencji i działań, tak z drugiej strony oboje muszę nieustannie czuwać nad tym, by budzące się odruchy ciała i uczucia włączać coraz dojrzalej w poszanowanie i godność właściwą swoim osobom. Są one wezwane w ich cielesno-duchowym współprzenikaniu się do obopólnej miłości jako drogi ich powołania życiowego, której kresem ostatecznym ma być „Dom Ojca”.

Przypomniał to arcybiskup Wojtyła, późniejszy Jan Paweł II:

„... Wszyscy ludzie ... muszą dopiero wewnętrznie i zewnętrznie dorastać do takiego czystego ‘miłowania’, dojrzewać do jego ‘smaku’, każdy człowiek bowiem z natury jest obciążony pożądliwością ciała i skłonny do upatrywania ‘smaku’ miłości przede wszystkim w jej zaspokajaniu.
– Z tego względu czystość jest sprawą trudną i długofalową: trzeba czekać na jej owoce, na radość miłowania, którą winna przynieść.
Równocześnie jednak czystość jest niezawodną drogą do tego” (MiO 141n; zob. wyż.: Dojrzewanie do czystości ku radości miłowania).

(2.2 kB)

Migawki z zachowań ‘zakochanych’ w miejscach publicznych

Próbujemy przyjrzeć się sytuacji dwojga zakochanych. Pary takie nietrudno dostrzec – i jest to zjawisko w pełni normalne. Widok dwojga zakochanych świadczy o tym, że sam Bóg wszczepił w człowieka, w tym wypadku w osobę chłopca i dziewczyny, dążność do związania się z wybraną osobą płci przeciwnej. Chodzenie ze sobą w okresie wzajemnego poznawania się, przypatrywanie się stylowi życia tego drugiego, jego poglądom na coraz inne – istotne i mniej istotne sprawy, łącznie ze spontanicznie narzucającym się doświadczaniem stylu jego odniesień do innych ludzi poczynając od jego zachowań w stosunku do własnych rodziców, przyszłych teściów, do rodzeństwa, koleżeństwa, ubogich itd., a z kolei nieuniknione, uważne śledzenie jego odniesień do spraw Bożych, Kościoła, Bożych przykazań, życia w Kościele, jakości jego modlitwy i życia sakramentalnego – wszystko to składa się jako kolejny element składowy na decyzję o wyborze tej osoby jako ewentualnego kandydata czy kandydatki do związania się w dozgonnym przymierzu miłości i życia w małżeństwie: sakramencie małżeństwa.

Czas ‘chodzenia ze sobą’ jest zarazem czasem ewentualnego wycofania się z dalszego zacieśniania już zaistniałej jakiejś więzi, jeśli te czy inne zaobserwowane cechy u wybranej osoby odstręczają od dalszego podtrzymywania tej znajomości. Zdarza się przecież, że ‘chodzenie ze sobą’ ujawnia stopniowo dotąd nie zauważone kwestie, które stają się zdecydowanym motywem do całkowitego zerwania dalszej ściślejszej znajomości.

Może się okazać, że coraz to inne zachowania dotąd ukochanej osoby stają się na dłuższą metę nie do przyjęcia. Tak bywa w przypadku ujawniającej się skłonności do picia, palenia papierosów, ewentualnie z biegiem tygodni i miesięcy ujawniających się drastycznych cech charakteru, które zdają się z góry przekreślać prognozy na szczęśliwie kontynuowanie komunii w przyszłym małżeństwie.
– W innym wypadku może się tak stać z powodu zdecydowanego wykreślenie Boga z życia, jakie osoba kochająca z coraz większą oczywistością obserwuje u osoby ukochanego; itd.

Mówiliśmy już niemało na temat wielu istotnych aspektów życia w małżeństwie. Na naszej stronie znaleźć można w obfitości wskazania odnośnie do zachowań etycznych dotyczących życia w małżeństwie i narzeczeństwie. Etap dwojga osób przygotowujących się do małżeństwa jest okresem, kiedy to ci dwoje powinni wszystkie te sprawy, łącznie z małżeństwem jako sakramentem (zob. z naszej strony: całą część VI)ponownie głęboko przemyśleć, wiele spraw być może całkiem od nowa teraz dopiero się nauczyć, a przede wszystkim przygotować się duchowo do pogłębionego rozumienia małżeństwa jako odrębnego, wyraźnego powołania życiowego, do którego wezwie sam Ojciec Niebieski. On też wyciśnie na tych dwojgu swoją pieczęć i udzieli im w chwili wzajemnego udzielania sobie nawzajem sakramentu małżeństwa nieodzownych pełnomocnictw do jego odpowiedzialnego sprawowania.

Bóg staje się zarazem w chwili zawierania sakramentu małżeństwa świadkiem zawartego ślubu oraz uroczystego „słowa”, jakie ci dwoje dają w tej chwili sobie wzajemnie i Bogu. Widzialnym świadkiem zawartego małżeństwa z ramienia Boga jest upoważniony kapłan, natomiast na świadków zawartej zgody małżeńskiej ze strony Ludu Bożego wybierają sobie dwie znane sobie osoby sami nupturienci.

Małżeństwo jest i pozostanie przez całe życie tych dwojga sprawą w pierwszym rzędzie samego Boga. Będzie ono nieustannie krążyło wokół tajemnicy miłości i życia. Zarówno zaś jedna, jak druga tajemnica jest domeną własnościową ściśle Bożą, tzn. na pewno nie Szatana, ani z kolei samych tych dwojga. Oni oboje zostają jedynie powołani do uaktywniania raz przyjętego sakramentu – jako odtąd upoważnieni zarządcy daru miłości i życia w swych obopólnych odniesieniach. Ich jedynym Właścicielem pozostaje natomiast wciąż sam tylko Bóg.


Pary zakochanych nietrudno spotkać w życiu na co dzień. Widać ich wiele – zwłaszcza w godzinach wieczornych, po pracy, a z kolei w ulubionych miejscach, niekiedy trochę uszczypliwie określanych jako ‘cielętnik’, ‘małpi gaj’, itp. Najczęściej da się rozpoznać z daleka, że ci dwoje – to para zakochanych. Widać to po ich gestach, ruchach, ich wzajemnych odniesieniach.

Budzi się pytanie: jak właśnie tacy dwoje zachowują się jako para narzeczeńska na widoku publicznym? Trudno zaprzeczyć, że sposób ich występowania w miejscach publicznych staje się odzwierciedleniem i uzewnętrznieniem ich wnętrza: ich poglądów, ale tym bardziej ich sumienia.

a) Są pary koleżeńskie, a z kolei narzeczeńskie, które potrafią nie obnosić się nachalnie swoim statusem ‘zakochania’. Chodzą przy sobie, obok siebie, trudno się domyśleć, czy to tylko koleżeństwo, czy aż ... narzeczeństwo.
– Dopiero dłuższa obserwacja pozwala dochodzić do wniosku, że ci dwoje najprawdopodobniej są jednak parą zakochanych. Stać ich jednak na skromność w odniesieniach do siebie wzajemnie i do innych, zachowują się w sposób godny, a zarazem nie sztuczny. Zachowaniu ich nie można zarzucić niczego niestosowanego.

Kto ich w jakiejś mierze zna jako właśnie parę zakochanych, utwierdzi się w przekonaniu, że ci dwoje zdają sobie sprawę, do czego dążą. Pojmują oni małżeństwo, do którego się przygotowują, z całą powagą jako dozgonne przymierze, które w miarę upływających dni przygotowania do niego wyzwala coraz głębiej poczucie odpowiedzialności za siebie nawzajem jako komunii dwojga osób w dozgonnej realizacji treści ślubu małżeńskiego: miłości-wierności-uczciwości małżeńskiej. Widok ich wzbudza szacunek i nieodparty wniosek: ci dwoje zdają się posiadać wszystkie zadatki na to, by stać się dobrym i szczęśliwym małżeństwem, które przetrwa wszystkie próby w przyszłym małżeństwie i rodzinie.

b) Nietrudno z kolei natrafić na pary, które obnoszą się swoim zakochaniem publicznie i bardzo nachalnie. Pary takie łatwo natrafić np. w parkach, w miejscach skądinąd ruchliwych ulic, na peronach dworców kolejowych i w tylu innych sytuacjach, gdzie nieustannie pełno jest ludzi wszystkich przedziałów wieku i gdzie nie brak pospolitych gapiów, żądnych co ciekawszych wydarzeń.

A ci dwoje bez zażenowania podejmują na oczach wszystkich ludzi coraz inne pieszczoty, nie pomijając takich, które wręcz obrażają ‘ABC’ przyzwoitości w miejscu publicznym. Gdy przystępują do demonstrowania żaru swej obopólnej ‘miłości’, ludzie zaczynają się odwracać od nich z poczuciem niesmaku, jeśli nie wręcz ... obrzydzenia.

Pocałunki ich są wszystkim innym, a nie ‘pocałunkiem’. Pocałunek powinien wyrażać miłość kochającego uszanowania względem siebie nawzajem. Tymczasem ci dwoje demonstrują sesję wzajemnego wygwałcania się całowaniem, a nie miłości godnej ludzkiej osoby, a tym bardziej miłości wiodącej do związania się sakramentem. Natomiast wzajemne odniesienia tych dwojga wzbudzają poczucie obrzydzenia i niesmaku.

Seans uprawianej obrzydliwości kończy się niekiedy wreszcie tak, jak to się stało np. w przypadku, gdy w reakcji na dziecko-chłopaka, który dorwał się rowerka i trenuje na nim, podjeżdżając raz po raz pod tych dwoje, i swoim rowerkiem niemal ich najeżdżając po mistrzowsku wykonywanymi ‘ósemkami’ to w jedną, to w drugą stronę, a ponadto strzelając do tych dwojga z głośnego rewolwerku-zabawki, ilekroć przy nich akrobatycznie wykręca, głośno w ich kierunku wykrzykując: ‘trach trach, ciach-ciach-ciach’.
– Nikt z dorosłych nie miałby śmiałości zwrócić tym dwojgu uwagę na ich obrzydzenie budzące zachowanie – w obawie, że usłyszeliby ze 100% pewnością serię niecenzuralnych słów. Trzeba było dopiero takiego dziecka z rowerkiem i tym ‘pistolecikiem’, z którego raz po raz do nich dla zabawy strzelał, żeby oni w swym małym mózgu doszli do wniosku, iż „co za dużo, to niezdrowo”, wobec czego wreszcie podnieśli się z tego miejsca publicznego ... i powoli się ulotnili.

c) Inny autentyczny fakt – ze szkoły licealnej w pewnym mieście. Jest przerwa między lekcjami. Dwoje młodych – on i ona – rozpoczyna na oczach wszystkich podejmować – nie współżycie małżeńskie, lecz stosunek seksualny: jako wyraz swej anty-miłości, z uwagą skoncentrowaną jedynie na seksie-jako-seksie. Przechodząca przypadkowo nauczycielka dopiero z największym trudem zdołała ich wreszcie rozdzielić. Ileż przy tym nasłuchała się od nich uwłaczających słów i złorzeczeń! Ci dwoje o mało jej z powodu tej jej interwencji i uniemożliwienie im wykonania ‘ich prawa’ do wyseksowania się ... nie rozszarpali i nie zabili, grożąc jej, że się z nią jeszcze ‘policzą’!

d) W innym wypadku seans wielkiej czułości i ‘miłości’ zaczynają uprawiać jacyś dwoje w pociągu. Gdybyż to trwało parę minut – i na tym się zakończyło, można by to jeszcze zrozumieć. Tymczasem ci dwoje demonstrują na oczach wszystkich pasażerów otwartego na przestrzał wagonu coraz inne sposoby wyrażania sobie swej ‘żarliwej miłości’, nie przejmując się żadnymi uwagami i prośbami o spokojne zachowanie i danie pozostałym pasażerom możności spokojnego kontynuowania podróży.

Aż wreszcie ktoś zdobędzie się na odwagę i poszuka kierownika pociągu, który też z nimi nie potrafi sobie poradzić i zmuszony jest po zatrzymaniu pociągu na najbliższej stacji wezwać telefonicznie strażników porządku publicznego, którzy wyprowadzają tych dwoje przy użyciu siły, po czym pociąg rusza dalej, zostawiając ich samych na owej stacji.
– Im zaś zostaje jedynie wręczony łaskawy ‘mandacik’ za zmuszenie pociągu pośpiesznego do zatrzymania na nie przewidzianej stacji oraz z racji nieprzyzwoitego zachowania się w miejscu publicznym.

e) Trudno w tym kontekście nie wspomnieć o nagminnym umawianiu się w miejscach publicznych i środkach komunikacji – bez zażenowania i na cały głos – za pomocą komórki – na ‘randki’ i inne gorące spotkania, z wymienieniem intymnych szczególików planowanej ‘randki’, gdy cały autobus lub otwarty wagon kolejowy musi wysłuchiwać o komunikowanych sobie detalach uprawianych miłostek i seksie, które nie mieszczą się w ludzkiej wyobraźni.

f) Nie jest niczym odosobnionym, gdy również pary narzeczeńskie wybierają się na organizowane wielodniowe pielgrzymki piesze do miejsc cudownych. Kierownik grupy z zasady prosi wtedy uczestników na początku pielgrzymowania, żeby pary narzeczeńskie przez te dni nie zdradzały się swoim statusem zakochania i szły – czy to obok siebie, czy w oddzielnych grupkach, poświęcając czas na modlitwę i przemyśleniach związanych czy to z dobrym przygotowaniem do sakramentu pojednania i Eucharystii, czy też modlitewnego upraszania sobie wzajemnie tych wszystkich nieodzownych Bożych darów, jakie im obojgu będą potrzebne w niedalekim już życiu małżeńskim i rodzinnym.

Z doświadczenia jednak wiadomo, że nie wszystkie pary wykazują w takich okolicznościach ochotę na podporządkowanie się ogólnym, dobrze uzasadnionym wskazaniom kierownika pielgrzymki. Nie jest to wtedy dla nikogo budujące, gdy w drodze pielgrzymkowej ona wciąż ‘wisi’ na nim, względnie on na niej. A cóż dopiero, gdy tacy dwoje ostentacyjnie trzymają się za rękę lub obejmują, względnie gdy nieprzyzwoicie do siebie się tulą – nie zaprzestając tych demonstracji nawet w chwilach wygłaszanych konferencji czy modlitwy Różańcowej.

Jakże łatwo może się wtedy nasunąć myśl: „Daj Boże, żeby ci dwoje w swym niedługo już planowanym małżeństwie tak przy sobie trwali, jak obecnie demonstracyjnie wykazują ‘wszem wobec’, jak gorąco się kochają”. Jakże łatwo bowiem tak publicznie ujawniane ‘trzymanie się siebie’ może być wyrazem swoistego zniewolenia i szantażu, gdy jedno uważa drugie za swego odtąd niewolnika, któremu nie wolno się z miejsca ruszyć; któremu nie wolno z nikim ze znajomych porozmawiać; gdy do ich obopólnej więzi wkrada się coraz jawniej chorobliwa podejrzliwość i zazdrość.

Takie cechy charakteru zdolne są w niedługim czasie zniweczyć doszczętnie wzajemne zaufanie, stając się łatwo trucizną, która przyszłe małżeństwo przekształci w koszmar zniewolenia i ciągłego trzymania tego drugiego w kleszczach podejrzliwości.

Jeśli niestety jedno z tych dwojga nie da sobie tego powiedzieć przed ślubem i samo tego na czas nie zrozumie, trzeba będzie ponosić owoce uznawania za miłość – wyrazów jedynie rzekomej miłości przez całe późniejsze życie. Przed ślubem zabrakło podjęcia wysiłku nad rozróżnianiem gorącej miłości erotycznej – od miłości i pełnej akceptacji samej w sobie osoby.

Kto w tym wypadku będzie winien za fałszywie postawiony krok życiowy? Bo na nic się wtedy nie zda decyzja na ... ‘rozwód’. Raz zawarte małżeństwo-sakrament – a innego małżeństwa poza tym sakramentem Bożym nie ma – jest rzeczywistością nieodwołalną na niebie i na ziemi.

(2.2 kB)

Czy ignorować głos sumienia

Publiczne demonstrowanie swego zakochania, nierzadko zaprawione głęboką niestosownością budzącą odruchy oburzenia u przypadkowych świadków, wyzwala zawsze niemało pytań. Jeśli tym dwojgu brak wyczucia, co publicznie wypada, a co nie wypada, jeśli niektóre pary posuwają się tak daleko, że publicznie i na oczach wszystkich się rozbierają i przystępują bez zahamowań do uprawiania ‘seksu’ – co rzeczywiście się zdarza, jako prowokacja nawet w miejscach świętych, świadczy to każdorazowo bardzo negatywnie o tych dwojgu.

Wiedząc, nie wiedzą co czynią (por. słowa Jezusa z wysokości Krzyża: Łk 23,34). Oddali się – w swej samo-świadomości i swym samo-stanowieniu – w służbę Złego. Czy w szatana ... wierzą? Czy też ich zachowanie jest wyrazem jedynie ich życzenia, żeby rzeczywistość widzialna i niewidzialna odpowiadała ich pragnieniu, tzn. ich pragnieniu by szatana oraz potępienia wiecznego ... nie było? Niestety, takie ‘życzenia’ są sprzeczne z rzeczywistością, tj. z prawdą bytu! Szatan ... jest! Ale i Bóg – jest! Bóg, który podejmuje wszelkie wysiłki, żeby człowiek w swej wolności i rozumności zwrócił się do Niego.
– Niemniej Bóg człowiekowi nigdy nie odbierze jego wolnej woli!

Tak czy owak, tacy dwoje nie mogą nie zdawać sobie sprawy, iż Złemu samemu całymi sobą skwapliwie ... służą. On zaś, po złowieniu człowieka szczególnie łatwo na wędkę ... ‘seksu’, najpierw odbiera mu ‘rozum’, po czym każe kroczyć drogą którą zachęcająco naświetla, wiodąc swoją już ogłupioną, od tego momentu zwykle niemal bezwolną ‘ofiarę’ od klęski do klęski – aż do całkowitego zniszczenia człowieka i pogrążeniu go w zgniliźnie moralnej.

Stan ten przedstawia trafnie jako Słowo-Boże-Pisane Apostoł Narodów św. Paweł w swej dygresji o zwyrodnieniach seksualnych typu homo i lesby. Słowa te cytowaliśmy już parokrotnie:

„... znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce.
Podając się za mądrych stali się głupimi ...
Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości,
tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał ...
Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności:
mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze.
Podobnie też mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.
– A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi ...” (Rz 1,21.24.26nn).

Przytoczony fragment Słowa-Bożego-Pisanego sprzed 2000 lat jest przez wszystkie wieki wciąż aktualny. Jest on napisany jakby pod nasze czasy: stanowczego przebrania miary niewyobrażalnych zwyrodnień przede wszystkim w dziedzinie seksualności. Z tymi zaś zwyrodnieniami łączą się niemal jako prawem nieuniknionego szatańskiego młyna śmierci – coraz bardziej wyrafinowane zbrodnie przeciw życiu.

Moglibyśmy się tylko jeden raz więcej zadumać nad słusznością ścisłej bliskości na tablicy Dekalogu – przykazania V i VI: „Nie będziesz zabijał” ! – „Nie będziesz cudzołożył” ! Są to bezpośrednie, nierozłącznie ze sobą związane konsekwencje ostentacyjnego ignorowania, a nawet wyraźnego odrzucenia i zbuntowanego sprzeciwu wobec Prawa Bożego, które jest darem Bożej miłości i Bożego życia (zob. już też wyż., np.:  Przerzuty grzechów VI-go Przykazania na Przykazanie V-te).

Przykładowo można by przytoczyć chociażby tylko jedną z wstrząsających statystyk w nawiązaniu do Bożego przykazania V i VI. Statystyka ta dotyczy w tym wypadku Chin Ludowych. A chociaż chrześcijaństwo jest tam maleńkim odsetkiem wśród buddyzmu i innych typowych religii Wschodu, sumienie każdego człowieka ma jednakowo wyryte w sobie Prawo Boże moralne naturalne.

Otóż rzecznik rządu Chińskiej Republiki Ludowej stwierdził pod koniec września 2011 r. (wiadomość z 28.IX.2011: rv/zenit-gs), że na przestrzeni minionych 30 lat (1980-2010) zostało zgładzonych przez przerywanie ciąży [= ścisły związek Przykazania VI i V] ok. 400 milionów dzieci! Równa się to ok. 4/5 mieszkańców całej Unii Europejskiej.

Mianowicie od 1980 r. zmusza Pekin małżeństwa do posiadania najwyżej tylko jednego dziecka (pewne złagodzenie tego państwowego nakazu dotyczącego małżeństw-rodzin nastąpiło w r. 2015: odtąd ‘wolno’ małżeństwom posiadać aż dwoje dzieci, ale nie więcej). Ofiarami seksu-aborcji padają zwłaszcza poczęte dziewczynki. Polityka ta doprowadziła już do niewyobrażalnego zachwiania równowagi demograficznej, a zarazem zaniżenia wartości i szacunku dla kobiety (zob. też: www.jugend-fuer-das-leben.at, Pro-Life-Information am 5.X.2011).

A oto inna wiadomość z tychże Chin: W grudniu 2011 okazało się, że pewna bogata rodzina ma wbrew państwowemu zakazowi – ośmioro dzieci: 4 chłopców, 4 dziewczynki. Dotąd ukrywana tajemnica wyszła na jaw, gdy rodzice zamówili fotografa, by im zrobił zdjęcie rodzinne. Ten o fakcie doniósł do władz. Rodzina została zmuszona do opuszczenia swego mieszkania dla uniknięcia ‘gniewu sąsiadów’. Władze powołały komisję: od jej wyników będzie zależała co najmniej bardzo duża grzywna dla tej pary małżeńskiej (zob.: http://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/chiny-maja-osmioro-dzieci-w-kraju-gdzie-wolno-miec,1,4982010,wiadomosc.html – 25.XII.2011, godz. 19.53).


Można by zapytać: jak dwoje ludzi w swych wzajemnych odniesieniach na etapie zaawansowanego koleżeństwa, a potem narzeczeństwa – wprowadza w czyn dobrze sobie znane przykazanie VI: „Nie będziesz cudzołożył” (Wj 20,14; Pwt 5,18; Mt 5,27; 19,18 itd.; ewentualnie ponadto przykazanie IX)?

(9 kB)
Objaśnienie

Nie ma się co łudzić. Jest wielu takich, którzy wpadają w szał na samą wzmiankę o jakimkolwiek ‘przykazaniu’ Bożym, szczególnie tym przykazaniu VI i IX. Oczywiście: sam w sobie bunt przeciw Bogu (i Kościołowi) zupełnie nic nie da.

Można by z kolei postawić następne pytanie: kim są ci, którzy tak zdecydowanie odrzucają Boga, który nie jest zdolny wyrządzić komukolwiek krzywdy, szczególnie zaś człowiekowi jako stworzeniu swojej szczególniejszej miłości Stworzycielskiej?
– Oraz jeszcze dalsze pytanie ściśle związane z poprzednim: jakim motywem ku dobru kierują się ci, których w reakcji na wzmiankę o Bogu i przykazaniach stać jedynie na gwałtowny sprzeciw, graniczący z rzuceniem Bogu ‘rękawicy’ na znak wyzwania Go do pojedynku z sobą, zbuntowanym człowiekiem – o jakość i kształt miłości? (zob. do tego wyż.: Kwestionowanie Boga jako Miłości - i tamże, zob. na końcu: ‘Bluźniercza modlitwa do Szatana-ojca’).

Jeśli Szatan, ten „Zły” (Mt 6,13; 13,19; J 17,15), buntuje człowieka przeciw Bogu, zdradza się przez sam ten fakt, iż zgodnie ze swą istotą jako „ten Zły” – człowieka nie tylko nie kocha, ale zdąża docelowo do jedynego celu: zniszczyć człowieka i odciąć go na wieki od tej miłości i tego życia, jakim jest Trójjedyny.

Człowiek u Szatana, tzn. u Złego – miłości ponad wątpliwość nie znajdzie. Niestety jednak, człowiek wciąż niezwykle łatwo wycofuje swoje zawierzenie, jakie dotąd pokładał w Bogu – a przenosi je, nierzadko bez najmniejszego oporu, na „ojca kłamstwa i mordercę od początku” (por. J 8,44; oraz: DeV 37).
– Wspomniane przeniesienie swego zawierzenia, które ktoś dotąd pokładał w Bogu – na zawierzenie odtąd Szatanowi – jest dokładnym przeciwieństwem treści aktu zawierzenia Bożemu Miłosierdziu (zob. wyż.: Dokument Zawierzenia Miłosierdziu).

A że Bóg związał uaktywnienie płciowości, które przewidział jako dar dla samego tylko małżeństwa, z doznaniem przyjemności, z tym że Bóg podporządkował jej poszukiwanie kolejnym, niezbywalnym uzdolnieniom człowieka-osoby: jego samo-świadomości, samo-stanowieniu, poczytalności-odpowiedzialności w obliczu powołania do życia wiecznego, Zły znajduje w owej przyjemności zmysłowej łatwego sprzymierzeńca dla zarzucenia ‘wędki’ swych przewrotnych sztuczek uwodzicielskich (1 Tm 3,7; 2 Tm 2,26).

Wiadomo, że sama w sobie zmysłowość i pożądliwość ciała jest siłą ‘ślepą’. Bóg każe człowiekowi, by nad nią panował swymi władzami ducha, które zarazem wyznaczają nieprzebytą przepaść pomiędzy siłą popędu u zwierzęcia – a u człowieka (zob. wyż. słowa arcybiskupa Wojtyły: Integracji zmysłowości w dojrzałe odniesienie do osoby).

Mimo to wielu ludzi młodych: chłopców i dziewczyn (nie mówiąc o pozostałych ludziach: dzieciach i już dorosłych aż do późnej starości) nagminnie ignoruje Boże przykazanie VI, łudząc siebie nawzajem, iż doznanie przyjemności seksualnej i pieszczoty erotycznej jest niezbitym wyrazem ich obopólnej ‘gorącej miłości’ (zob. wyż.: Integracji zmysłowości w dojrzałe odniesienie do osoby).

Tymczasem – jak dobitnie wykazuje późniejszy papież Jan Paweł II:

„... Pożądliwość ciała pcha, i to z wielką siłą, do zbliżenia cielesnego, do współżycia seksualnego, ale zbliżenie to i współżycie wyrosłe na samej pożądliwości ciała nie jednoczy mężczyzny i kobiety jako osób, nie ma wartości zjednoczenia osobowego, nie jest miłością w jej właściwym (tj. etycznym) znaczeniu.
– Przeciwnie, zbliżenie i współżycie seksualne wyrosłe z samej pożądliwości ciała jest zaprzeczeniem miłości osób, u podstaw jego stoi bowiem ta znamienna dla czystej zmysłowości reakcja kierunkowa: na ‘użycie’ ...” (MiO 123; zob. dokładniej wyż.: Miłość zmysłowa - zaprzeczenie miłości osoby).

(2.2 kB)

Czy przykazanie Boże skreślić

Ukazany wstępny obraz realiów w omawianym zakresie, spotykanych niemal na co dzień – może działać deprymująco. Nietrudno można spotkać się z osobami, zdaniem których wzgląd na powszechne nie-przestrzeganie przykazania VI-go powinien doprowadzić ‘Kościół’ do przemyślenia istniejącego ‘zakazu’ i wyprowadzenia wniosku:
– iż skoro jakieś ‘prawo’ jest powszechnie nie przestrzegane, należy je bądź całkowicie znieść czy też anulować, albo je co najmniej mocno ‘rozcieńczyć’.

Zdajemy sobie jednak aż nadto dobrze sprawę, że takiego poglądu nie da się w żaden sposób przyjąć. Autorem przykazań nie jest Kościół, ani papież, ani tym bardziej poszczególny biskup czy kapłan, lecz sam tylko Bóg. Jakakolwiek ‘modyfikacja’ Bożego przykazania wymagałaby jako warunku wstępnego, żeby stać się, tzn.: ‘być’ – BOGIEM.

Znaczy to zatem, że wprowadzenie jakiejkolwiek modyfikacji, a tym bardziej całkowita abolicja (= zniesienie) jednoznacznie brzmiącego Bożego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył” – wykracza całkowicie poza wszelkie kompetencje Kościoła, nie mówiąc o kompetencjach jakiegokolwiek ciała ustawodawczego po całym świecie, a tym bardziej kogoś pojedynczego, np. określonej pary narzeczeńskiej, a potem: małżeńskiej.

Człowiek jest wezwany do tego, by Bogu ... zawierzyć, iż jest Miłością – i z tej racji Bogu ... ufać. Jako Miłość jest Bóg całkowicie niezdolny wyrządzić człowiekowi jakąkolwiek krzywdę. Dotyczy to również sytuacji, w których Bóg wyraźnie mobilizuje człowieka, swój żywy Obraz wobec kosmosu, do uruchomienia charakterystycznego osobowego wyposażenia swej człowieczej natury, mocą którego człowiek winien [= wymóg skierowany do wolnej woli, a nie ‘wymuszanie’ działania!] podjąć trud podciągnięcia spontanicznie pojawiających się reakcji ciała zmysłowego – pod przymioty, które stanowią o jego godności jako osoby: jego wyposażenie w samo-świadomość, samo-stanowienie, odpowiedzialność. To dopiero świadczy o Bożej miłości do człowieka: stałe podciąganie stworzenia swojego umiłowania ‘w górę’, żeby Dziecko Bożego umiłowania stało się godne zachwytu szczęścia i życia na zawsze – w „Domu Ojca”.

Innymi słowy ponieważ Bóg mnie właśnie kocha, prowokuje mnie nieustannie do tego, bym Mu zawierzył i zaufał Jego miłości również w tej sytuacji: działania po linii osobowej godności i odpowiedzialności.
– Będzie to stałe odwoływanie się Boga do podarowanego mi uzdolnienia do samo-stanowienia (wolna wola), które nie jest darem-dla-daru, lecz darem Bożym ‘funkcyjnym’, umożliwiającym zaistnienie na świecie autentycznej miłości: Boga i bliźniego (zob. dokładniej:  Wolność – Boży dar: funkcyjno-narzędny). Dzięki tak pojętej miłości ma człowiek – mężczyzna i kobieta, możność – jeśli tylko zechce, wznieść się ponad ślepe dążenia samego w sobie popędu, by kształtować swoje odniesienia, również te w zakresie intymności płciowej, po linii swej godności osobowej i tak dopiero: rzeczywistej miłości, godnej tego miana.

Wszystko to wiąże się zarazem wprost z kompetencją kwalifikowania jakiegoś działania jako „dobrego” względnie „złego” w aspekcie etycznym. Ustalanie ‘dobra’ moralnego czy ‘zła’ etycznego wykracza poza wszelkie kompetencje kogokolwiek ze stworzeń. Pamiętamy wciąż o podstawowym fakcie, który na łamach naszej strony już na niejednym miejscu przypominano (zob. dokładniej:  Ustalanie dobra i zła - oraz: Być „jako Bóg”).

Przytoczymy jeszcze raz słowa św. Jana Pawła II z jego encykliki „Veritatis Splendor – Blask Prawdy”, w nawiązaniu do tego właśnie aspektu:

„... Objawienie poucza nas, że władza decydowania o dobru i złu nie należy do człowieka,
ale wyłącznie do Boga.
– Człowiek oczywiście jest wolny... Cieszy się wolnością niezwykle rozległą,
może bowiem jeść ‘z wszelkiego drzewa tego ogrodu’  [Rdz 2,16].
Nie jest to jednak wolność nieograniczona: musi się zatrzymać przed ‘drzewem poznania dobra i zła’, została bowiem powołana [= wolność ludzka], aby przyjąć prawo moralne, które Bóg daje człowiekowi.
– W rzeczywistości właśnie przez to przyjęcie prawa moralnego, ludzka wolność naprawdę i w pełni się urzeczywistnia. ‘Jeden tylko Dobry’ wie bowiem doskonale, co jest dobre dla człowieka i dlatego z miłości doń dobro to mu nakazuje w Przykazaniach” (VSp 35).

(13 kB)
Objaśnienie

Kto z ludzi chce, ukocha to Boże ustalenie. Będzie on zarazem kochał Boga tym bardziej, im wyższe ten Bóg postawi przed nim zadania. Ich celem jest przecież promowanie właściwej człowiekowi godności jako osoby. To bowiem, a nie uleganie ciążeniu namiętności i popędu, wyjdzie człowiekowi najlepiej na jego własne dobro. Będzie to spełnieniem naglącej propozycji, z jaką Bóg zwraca się – z pełnią uszanowania dla jego człowieczej godności – do jego wolnej woli, tzn. podarowanej mu władzy samo-stanowienia, wraz z jego uzdolnieniem do podejmowania odpowiedzialności.

Można by też jeszcze raz przypomnieć słowo Jana Pawła II, do którego również już odwoływaliśmy się na naszej stronie. Chodzi o dane statystyczne – m.in. na temat częstotliwości łamania przykazania VI-go, jakimi niektórzy usiłują niemal zasypywać ‘Kościół’, by w ten sposób wykazać kompletną nieużyteczność Bożego przykazania VI-go, które ludzie nagminnie ignorują.
– Jak św. Jan Paweł II przypomina, dane ilościowe pochodzące z badań socjologicznych, są zupełnie nie-adekwatne z jednej strony w odniesieniu do kompetencji Kościoła, a z drugiej strony w Obliczu samego Boga, który człowieka wciąż podciąga do poziomu siebie samego jako „podmiotu Przymierza i partnera Absolutu” (MiN 28). Mianowicie św. Jan Paweł II pisze w encyklice „Veritatis Splendor” (1993 r.) m.in.:

„...Teologia moralna – choć musi oczywiście wykorzystywać nauki humanistyczne i przyrodnicze – to jednak nie może być podporządkowana bez reszty wynikom obserwacji naukowej lub analizy fenomenologicznej.
– W rzeczywistości przydatność nauk humanistycznych dla teologii moralnej należy zawsze oceniać w świetle podstawowego pytania: co jest dobrem, a co złem? Co czynić, aby osiągnąć życie – wieczne?” (VSpl 111).

Tę samą treść wyraził Jan Paweł II wcześniej i w innych okolicznościach w następujących słowach, które są wciąż w pełni aktualne:

[Kościół] słucha głosu sumienia, a nie ‘siły’, i w ten sposób broni ubogich i pogardzanych.
– Docenia badania socjologiczne i statystyczne, o ile okazują się pożyteczne dla uchwycenia kontekstu historycznego, w którym ma on rozwijać działalność pasterską, dla lepszego poznania prawdy;
– badania te nie mogą jednak być uważane za wyraz zmysłu wiary” (FC 5).

W konkluzji wypada to wprowadzające rozważanie podsumować jak najcieplejszą zachętą:

Drogi Chłopcze – narzeczony, Droga Dziewczyno – Wy oboje, być może już narzeczeni! Nie bójcie się zawierzyć Bogu jako Miłości! Bóg człowieka oszukać nie potrafi! Gdy zdobędziecie się na rzeczywistą czystość serca – zgodnie z brzmieniem Bożej naglącej propozycji: „Nie będziesz cudzołożył” – właśnie na etapie ‘chodzenia-ze-sobą’ i intensywnie się rozwijającej waszej miłości narzeczeńsko-oblubieńczej, na tym jedynie ... wygracie!

Miłość zacznie się koncentrować coraz bardziej świadomie wokół waszych osób, a nie atrakcji ciała, które z biegiem czasu mogą się bardzo zmienić i stać ... nie-atrakcyjne. Wtedy miłość do osoby – szczęśliwie przetrwa.
– Będzie to miłość obopólna, wzmacniana wciąż rozwijaną, zacieśniającą się więzią z Trójjedynym – w sercu jego, w sercu jej
.

Taka miłość męża do żony, żony do męża, obojga jako rodziców do siebie, stanie się najpiękniejszym żywym skarbem i dziedzictwem, jaki będziecie mogli zostawić w spuściźnie swoim dzieciom. Wasza miłość będzie owocowała i radość przynosiła Chrystusowi, który was wezwał do wielkości małżeństwa – jako sakramentu małżeństwa.
– Stanie się to zarazem najpiękniejszym waszym darem dla Maryi, którą Jezus Chrystus, Jej Boski Syn, ustanowił jako „Matkę Pięknej Miłości”.

(8.5 kB)

RE-Lektura: cz.VII, rozdz. 3-g.
Stadniki, 31.V.2015.
Tarnów, 26.V.2018.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



G. CZYSTOŚĆ WYSTAWIONA NA PRÓBĘ W DZIAŁANIACH U CHŁOPCÓW
Stojące przed nami zagadnienia

1. U progu zagadnienia
Włączyć się w modlitwę o nieustraszonych, wiernych Pasterzy
Ukazywanie normy etycznej w zakresie płciowości

2. Z Nauczania Kościoła o wychowaniu do miłości
Tło historyczne
Encyklika Piusa XI „Divini Illius Magistri” o wychowaniu młodzieży
Ważniejsze nowsze dokumenty Stolicy Apostolskiej o wychowaniu do czystości
‘Familiaris Consortio’ o wychowaniu do miłości i czystości
‘Familiars Consortio’: miłość-czystość-kultura życia płciowego
Tekst. Kościół w strzeżeniu miłości małżeńskiej - Miłości Boga
Tekst. Rodzice w przekazywaniu jasnego-subtelnego wychowania seksualnego
Tekst. Znajomość cielesności - czystość jako energia duchowa
Priorytetowe prawo rodziców do wychowania dzieci
Tekst. Wychowanie do czystości-cnoty
Tekst. Związek czystości i etyki
Priorytetowe prawo rodziców do wychowania dzieci
Tekst. Bezwzględnie priorytetowe prawo rodziców do wychowania
Rodzice a inne podmioty wychowawcze w „Familiaris Consortio”
Tekst. Rodzina to pierwsza, ale nie jedyna wspólnota wychowująca
Z „Karty Praw Rodziny” – Art. 5 Stolicy Apostolskiej
Duszpasterska troska o przygotowanie do małżeństwa

3. Męskie kuszenie erotyczne w roli gorącej miłości
Nawiązanie i przypomnienie wniosków
Linki do miejsc naszej strony na temat odniesień etycznych narzeczeńskich
Migawki z zachowań ‘zakochanych’ w miejscach publicznych
Czy ignorować głos sumienia
Czy przykazanie Boże skreślić


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Zamach bombowy na samolot pasażerski nad Lockerbie 1988 r.
Ryc.2. Dziewczynka spoglądająca pełna zdumienia
Ryc.3. Indie - powódź z 2008 r.: chłopiec śpiący na gołej ziemi
Ryc.4. Haiti, straszne trzęsienie ziemi w lutym 2010 r.
Ryc.5. Niemal Miss Piękności: uśmiechnięta panienka otwarta na to co jest Dobrem
Ryc.6. I ślubuję ci: miłość-wierność-uczciwość, i że cię nie opuszczę ...
Ryc.7. Pole kwiatów w zachodzącym słońcu