(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(13 kB)

3. Zaangażowane przeżywanie wiary

Zdajemy sobie sprawę, że małżonkowie, którzy udostępniają swój dom i jego pomieszczenia dla rozwijającego się w danej okolicy Kościoła, nigdy by się na to nie zdobyli, gdyby sami nie utrzymywali żywotnej więzi z Chrystusem Żywym i nie prowadzili głębokiego życia wewnętrznego – łącznie z duchowością typową dla małżeństwa jako Sakramentu. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy – jak to było przez trzy pierwsze wieki chrześcijaństwa prześladowanego przez władze cesarstwa Rzymskiego, dom taki i jego właściciele: małżonkowie-rodzice, byli pod ciągłą obserwacją. W związku z tym można było w każdej chwili spodziewać się kontroli władzy państwowej – łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami: utratą całego mienia, uwięzieniem, a bardzo prawdopodobnie skazaniem na śmierć w torturach.

Sytuacje bardzo podobne jak te przedstawione w Dziejach Apostolskich i Pismach Apostolskich Nowego Testamentu, obejmujące następnie całe 300 dalszych lat rozwijającego się chrześcijaństwa, powtarzać się będą przez wszystkie dalsze wieki dziejów Kościoła. Będą one dotyczyły również wszystkich kontynentów. Tak zapewne będzie aż do ‘skończenia świata’ – zgodnie ze słowem samego Odkupiciela Jezusa Chrystusa, który zapewnił o swoim przebywaniu z uczniami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

A jednak w każdym wieku, w każdym czasie pojawiają się szczególnie zaangażowane małżeństwa i rodziny, które odważnie i w najgłębszym zawierzeniu ukrzyżowanemu – zmartwychwstałemu Chrystusowi, oddają siebie całych do Jego dyspozycji, uważając sobie za zaszczyt, gdy na swój małżeńsko-rodzinny sposób mogą przyczynić się do rozwoju Jego Kościoła: Mistycznej Oblubienicy – Oblubieńca-z-Krzyża.

W Dziejach Apostolskich oraz Listach św. Pawła wybijają się wśród takich małżeństw-rodzin, które położyły wszystko na jedną szalę: swego oddania bez reszty Chrystusowi jako Synowi Bożemu, szczególnie niektóre nazwiska, które wymienialiśmy już parokrotnie (zob. wyż.: Wzmianki o Kościołach Domowych w Pismach Apostolskich).

Wielokrotnie wspomniani są szczególnie małżonkowie Akwila i Pryscylla. Uprawiali oni domowe rzemiosło: produkcji namiotów i okryć. Sam fakt, że byli to rzemieślnicy świadczy o tym, że nie byli to rodowici Rzymianie: ci bowiem w zasadzie gardzili pracą rzemieślniczą, zostawiając ją niewolnikom.
– Natomiast wspomniana para małżonków, podobnie jak wielu innych uczniów Chrystusa nie wymienionych wyraźnie w Listach Apostolskich, traktowali pracę zarobkową jako źródło utrzymania siebie i swojej rodziny, jednocześnie zatrudniając najprawdopodobniej i szereg innych ludzi. W ten sposób znalazł u nich pracę zarobkową dla utrzymania siebie i swoich towarzyszy Paweł, gdy po swym trudnym przeżyciu w Atenach (Dz 17,16-33), gdzie żądni nowinek mędrcy go wykpili z chwilą gdy zaczął mówić o zmartwychwstaniu, znalazł się w Koryncie (Dz 18,1nn), a potem ponownie w Efezie (Dz 18,18.26).

Po jakimś czasie Akwila i Pryscylla musieli powrócić do Rzymu i najwidoczniej ponownie angażowali się z całym oddaniem na rzecz miejscowego Kościoła. Wiązało się to być może z okresem po śmierci cesarza Klaudiusza (41-54 r.), kiedy to jego dekretu nakazującego opuszczenie Rzymu przez Żydów nie przestrzegano już tak rygorystycznie. Być może małżonkowie Akwila i Pryscylla przybyli wtedy z powrotem do Rzymu, do swego poprzednio opuszczonego domu, który ponownie udostępnili rozwijającemu się lokalnemu Kościołowi. W końcowym rozdziale Listu do Rzymian, pisanego z Koryntu pod koniec trzeciej podróży misyjnej (lata 58-60) przesyła dla nich szczególne pozdrowienia, które przytoczymy tu jeszcze raz (zob. dokładniej:  Przynaglenie wewnętrzne właścicieli Kościoła Domowego do Ewangelizacji - końcowe zdania tego fragmentu):

„Pozdrówcie współpracowników moich w Chrystusie Jezusie, Pryskę i Akwilę, którzy za moje życie nadstawiali swe głowy i którym winienem wdzięczność – nie tylko ja sam, ale i wszystkie Kościoły nawróconych pogan ...” (Rz 16,3n).

Nie mogły to być puste słowa, lecz musiały mieć pełne pokrycie w rzeczywistym ‘nadstawianiu głowy’ w obronie Pawła – i wszyscy o tym doskonale wiedzieli. Wyrazy wdzięczności Pawła względem tych dwojga są bardzo znamienne. Paweł nie rzucał słów na wiatr. Dodaje jednak ponadto, że wdzięczność względem nich winny „... i wszystkie Kościoły nawróconych pogan” (Rz 16,4).

Ci dwoje widocznie otaczali wszystkich nawróconych szczególną serdecznością w duchu Chrystusa. Na pewno nie ograniczali się do udostępnienia swego domu dla celów liturgicznych zebrań modlitewnych oraz sprawowania obrzędu „Łamania Chleba”, czyli Mszy św. Mieli oni z całą pewnością oczy otwarte na potrzeby materialne swych braci i sióstr w Chrystusie – i zapewne względem każdego napotkanego w potrzebie, niezależnie od wyznawanej wiary.

Ponadto jednak wspierali oni ponad wątpliwość szczególnie nowonawróconych przy zgłębianiu Objawienia Prawdy Bożej i wszystkiego, co się wiąże z Ewangelią Jezusa Chrystusa. Widomym tego przykładem była odwaga, jaką wykazali względem „Apollosa, ... człowieka uczonego i znającego świetnie Pisma” (por. Dz 18,24). Wspomniani małżonkowie „zabrali go ze sobą i wyłożyli mu dokładniej Drogę Bożą” (Dz 18,26). Zadania tego podjęli się z całą subtelnością i stosując się do ustroju hierarchicznego Kościoła Chrystusowego.

Nie wystąpili oni w tym wypadku ‘zamiast’ Sakramentu Kapłaństwa, lecz wspomagając nauczanie – w tym wypadku przede wszystkim Pawła. Ten jednak przenosił się z miejsca na miejsce i nie był w stanie poświęcić wszystkim gminom chrześcijańskim tyle czasu dla wyłożenia Ewangelii Chrystusowej, ile by serce chciało.
– W takich to okolicznościach ci – w tym wypadku niejako ‘świeccy katecheci’ sprawdzali się doskonale jako bezcenna pomoc dla wyjaśniania rodzących się pytań i wątpliwości, względnie pogłębienia pierwszego zasiewu wiary, który siłą rzeczy musiał się ograniczyć do rzeczywiście najbardziej podstawowych artykułów wiary.

(13.2 kB)
Objaśnienie

Warunkiem jednak tak zaangażowanego służenia pomocą w podtrzymywaniu i rozwijaniu daru wiary była w każdym przypadku intensywnie podtrzymywana więź z Chrystusem. Ci dwoje musieli rzeczywiście odznaczać się tak wielką bezpośredniością w przeżywaniu wiary, a miłość ich do Chrystusa na co dzień, równoznaczna z wiernością wobec każdego z Bożych Przykazań, ubogaconych o Prawo Ewangelii i Kazanie na Górze, musiała działać na całe otoczenie tak bardzo przekonująco i pociągająco, że pełnili oni przez cały czas rolę podtrzymującą zasiew Słowa Bożego i umacniającą wiarę zarówno utwierdzonych uczniów Chrystusa, jak tym bardziej tych, którzy na drodze naśladowania Chrystusa stawiali dopiero pierwsze kroki.

Tutaj właśnie ukazuje się żywotność sprawowanych i przyjmowanych Sakramentów świętych oraz rzeczywistego przeżywania Słowa Bożego – tak Pisanego, tzn. Pisma św. Starego i powstającego wtedy dopiero Pisma świętego Nowego Testamentu, jak i Słowa Bożego Eucharystycznego.

W omawianym przypadku małżonków Pryscylli i Akwila – oboje byli wychowani na Słowie-Bożym-Pisanym Starego Testamentu. Z tego względu ich start do życia wiary był znacznie łatwiejszy, aniżeli nawracających się dopiero z pogaństwa. Ponieważ zaś oboje pochodzili z żydowskiej diaspory – w tym wypadku z Rzymu, byli tym samym od dzieciństwa wolni od bardzo ciasnego pojmowania zbawienia, jakim cechowali się Żydzi Palestyńscy.

Świadectwem tych trudności były nie kończące się wśród Żydów dyskusje na temat mozaistycznego rozróżniania pokarmów na rytualnie ‘czyste’ i ‘nieczyste’ (zob. Dz 10,10-16), a tym bardziej obrzędu obrzezania. Pomimo uchwały Soboru w Jeruzalem pod przewodnictwem Piotra i obecnych Apostołów (Dz 15,7-29), raz po raz pojawiali się samozwańczy, przez Apostołów nie powołani i nie posłani ‘nauczyciele’, którzy siali zamęt głosząc, że warunkiem przyjęcia zbawienia w Chrystusie Jezusie jest podjęcie najpierw jeszcze Prawa Mojżeszowego z rytem obrzezania na czele.

Ileż energii musiał włączyć chociażby św. Paweł, Apostoł w pierwszym rzędzie właśnie wobec pogan, żeby decyzję Soboru Jerozolimskiego w tej sprawie wszędzie przyjęto i ją wprowadzono w czyn. W swym Liście do Galatów w Azji Mniejszej, gdzie Paweł działał w czasie swojej drugiej (r. 50-53) i trzeciej (r. 53-58) wyprawy misyjnej (zob. Dz 16,6; 18,32) – nie znajduje on słów, by tym nawróconym z pogaństwa uświadomić, że nawrót do obrzędu obrzezania równałby się przekreśleniu własnej przynależności do Chrystusa. W swym najgłębszym oburzeniu i bólu w świadomości, że cały jego zasiew wiary zostaje przez owych niepowołanych pseudo-apostołów zburzony, używa niezwykle mocnych słów:

„Nadziwić się nie mogę, że tak szybko chcecie od tego,
który was łaską Chrystusa powołał, przejść do innej Ewangelii.
Innej jednak Ewangelii nie ma! Są tylko jacyś ludzie,
którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusa.
Ale gdybyśmy nawet – my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej,
którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty !
Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię:
Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście – niech będzie przeklęty” (Ga 1,6-9).

Po dalszych zaś wywodach na temat ‘obrzezania’ dodaje Paweł sarkastycznie:

„Co do mnie zaś, bracia, jeśli (rzekomo) nadal głoszę obrzezanie,
to dlaczego w dalszym ciągu jestem prześladowany?
Przecież wtedy ustałoby zgorszenie Krzyża !
Bodajby się do końca okaleczyli ci, którzy was podburzają” (Ga 5,11n; gr.: óphelon kai apokópsontai hoi anastatoúntes hymás = oby poucinali się, kazali się okastrować ci, którzy sieją wśród was zamęt; od: apokópto: uczynić siebie kaleką).

Nie ulega wątpliwości, że m.in. w takich właśnie okolicznościach nieocenioną rzeczą okazywało się współdziałanie duszpasterskie i katechetyczne ze strony owych zaangażowanych małżeństw i rodzin, które pozwalały gromadzić się Kościołowi lokalnemu w swoim ‘Kościele Domowym’.
– Tacy małżonkowie musieli oczywiście doskonale znać całokształt wiary i zobowiązań moralnych wypływających z wyznawanej wiary. Musieli też w posłuszeństwie wiary kierować się nauczaniem wiary, idącym od charyzmatu Apostolskiego i nadal jeszcze tworzącej się praktyki i tradycji Apostolskiej. Tacy małżonkowie zdawali sobie dobrze sprawę z tego, że siła płynącej od nich katechezy zależy wprost od utrzymywania najściślejszej więzi wiary i nauczania moralnego z Apostołami, których sam Jezus Chrystus ustanowił jako miarodajnych nauczycieli Królestwa Bożego, wyposażając ich w odpowiednie pełnomocnictwa i obdarzając charyzmatem Prawdy Objawienia, skoncentrowanym na Piotrze.

(6.2 kB)

4. Rola kobiety w ‘Kościele Domowym’

Na tle migawek z zaangażowanego życia małżonków coraz to innych ‘Kościołów Domowych’, o jakich wspominają Pisma Apostolskie Nowego Testamentu, a tak dopiero również dzieje Kościoła wszystkich dalszych wieków, wypada zwrócić uwagę na szczególną rolę kobiety względnie ogólniej: kobiet – w owych ‘Kościołach’. Trudno nie zauważyć, że Apostołowie, w tym wypadku szczególnie św. Paweł, którego życie i działalność jest nam najbardziej znana na podstawie pism Nowego Testamentu – w ślad za Panem Jezusem nie tylko nie odsuwają kobiet od życia publicznego Kościoła, lecz przeciwnie: doceniają ich niezastąpiony wkład w budowanie i umacnianie Kościoła Chrystusowego.

Kościół jedynie kontynuuje postawę Chrystusa wobec kobiety. Bóg nie wręczył kobiecie władzy kapłaństwa. Do kapłaństwa powołuje Jezus wyłącznie mężczyzn. Kobiecie natomiast zwierzył Bóg w szczególniejszy sposób ludzką osobę. W tym celu zaszczepił w jej jestestwo niejako bardziej niż w psychikę mężczyzny skarbiec miłości, która jako „Boża miłość rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).
– Jan Paweł II powie w Liście Apostolskim Mulieris Dignitatem (1988 r.) m.in.:

„... Chodzi tu o zrozumienie przyczyn i skutków postanowienia Stwórcy, aby istota ludzka bytowała zawsze i jedynie jako kobieta i jako mężczyzna. Tylko wychodząc z tych założeń, które pozwalają przyjąć głębię godności i powołania kobiety, można mówić o jej roli w Kościele i społeczeństwie” (MuD 1).

Jest rzeczą zdumiewającą, że Trójjedyny objawia człowiekowi siebie samego ... przez kobietę. Jeśli Sobór Watykański powiedział z naciskiem: „Chrystus ... objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i ukazuje mu największe jego powołanie” (GS 22), to tegoż Chrystusa, Syna Bożego, objawia konsekwentnie najpierw kobieta, niewiasta – Maryja. Stwierdzenie to weszło w formie uroczystej w codziennie odmawiany w chrześcijaństwie Skład Apostolski: „... Wierzę... – I w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Dziewicy...” (Wyznanie Wiary: krótsze). Św. Paweł, Apostoł Narodów, ujmie ten fakt w zwięzłe słowa, których treść jest niezgłębiona:

„Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg [= Ojciec] Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.
Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg [= Ojciec] wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abbá – Ojcze!
A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,4-7).

Zagadnieniu godności i powołaniu kobiety poświęcił wiele uwagi i niemało miejsca w swoich dokumentach Papież Jan Paweł II. Wyróżnia się wśród nich wielokrotnie wspominany List Apostolski Mulieris Dignitatem.
– Jan Paweł II podkreśla Chrystusowe:

„... odniesienie do kobiet, ogromnie proste i przez to właśnie niezwykłe na tle Jego czasów:
odniesienie nacechowane wielką przejrzystością i głębią.
... Chrystus stał się wobec swoich współczesnych rzecznikiem prawdziwej godności kobiety oraz odpowiadającego tej godności powołania. Wywoływało to nieraz zdziwienie, zaskoczenie, czasem graniczące ze zgorszeniem” (MuD 12).

„Niekiedy te kobiety, które Jezus spotykał i które doznały od Niego różnych łask, towarzyszyły Mu, gdy wędrował z Apostołami przez miasta i wsie, głosząc Ewangelię o Królestwie Bożym i ‘usługiwały im ze swego mienia’.
Ewangelia wymienia wśród nich Joannę, żonę zarządcy u Heroda, Zuzannę i ‘wiele innych’ [por. Łk 8,1nn] ...” (MuD 13).

„Chrystus czynił wszystko, ażeby ... kobiety odnalazły w Jego nauczaniu i w Jego postępowaniu właściwą sobie podmiotowość i godność. Na gruncie tej odwiecznej ‘jedności dwojga’ godność ta zależy wprost od samej kobiety jako odpowiedzialnego za siebie podmiotu i jest równocześnie ‘zadana’ mężczyźnie. Konsekwentnie Chrystus odwołuje się do odpowiedzialności mężczyzny ...” (MuD 14).

Znamienne, że:

„... te kobiety, które znajdują się w pobliżu Chrystusa, odnajdują siebie w prawdzie, jakiej On ‘naucza’ i jaką ‘czyni’, nawet jeśli jest to prawda o ich własnej ‘grzeszności’. Czują się przez tę prawdę ‘wyzwolone’, przywrócone sobie, czują się umiłowane tą ‘miłością odwieczną’, miłością, która znajduje swój bezpośredni wyraz w samym Chrystusie.
– W zasięgi działania Chrystusa zmienia się ich pozycja społeczna. Słyszą, że Jezus rozmawia z nimi o takich sprawach, o jakich ówcześnie nie rozmawiało się z kobietą. Przykładem najbardziej poniekąd szczególnym jest Samarytanka przy studni w Sychem ...
– Jest to wydarzenie bez precedensu: owa kobieta, i to ‘kobieta-grzesznica’ staje się ‘uczniem’ Chrystusa; co więcej, raz pouczona głosi Chrystusa mieszkańcom Samarii, tak że również oni przyjmują Go z wiarą [J 4,39-42] ...” (MuD 15).

„... Ewangelie ... także podkreślają, że w momencie ostatecznej próby, rozstrzygającej o całym mesjańskim posłannictwie Jezusa z Nazaretu, u stóp krzyża znalazły się przede wszystkim kobiety. Z Apostołów dochował wierności tylko Jan. Kobiet zaś było wiele [J 19,25; Mt 27,55].
Jak widać, w tej najcięższej próbie wiary i wierności kobiety okazały się mocniejsze od Apostołów; w tych momentach niebezpieczeństwa te, które ‘wiele umiłowały’, potrafiły przezwyciężyć lęk ...” (MuD 15).

Czy się dziwić, że nierzadko właśnie kobiety zdawały się odgrywać rolę wiodącą – w Chrystusowym tego słowa znaczeniu – również w tworzących się i rozwijających ‘Kościołach Domowych’ ?

Gdy przyjrzymy się dokładniej relacjom Łukasza i Pawła, nie możemy nie zauważyć, że na cztery wzmianki o małżonkach Akwila-Pryscylla [lub skrótowo: Pryska] tylko w jednym wypadku wymieniony jest na pierwszym miejscu Akwila (Dz 18,2), podczas gdy trzykrotnie wymieniona jest na pierwszym miejscu Pryscylla (Dz 18,18.26; Rz 16,3).

Musiała to być kobieta bardzo przedsiębiorcza, a jednocześnie dogłębnie wierząca. Imiona jednak tych dwojga występują za każdorazową wzmianką razem. Byli to zatem prawdziwi małżonkowie, którzy zdawali sobie sprawę ze swej odpowiedzialności małżeńskiej i rodzinnej.
– Oboje spełniali w Kościele lokalnym – gdziekolwiek się w swych wędrówkach znaleźli, rolę katechetów. Mimo to właśnie Pryscylla odznaczała się w tym względzie większym talentem i łaską, skoro zarówno Łukasz, jak i Paweł – ją z zasady wymienia na pierwszym miejscu.

(15.8 kB)
Objaśnienie

Podobnymi cechami, tzn. głębią wiary i przeżywaniem własnego małżeństwa w całym jego Bożo-ludzkim znaczeniu jako sakramentu Kościoła, chociażby definicja ‘sakramentu’ nie była wtedy jeszcze znana, odznaczały się inne, przykładowo w pismach Nowego Testamentu wspomniane małżeństwa, które udostępniały swój dom i jego obejścia dla potrzeb gromadzącego się u nich ‘Kościoła Domowego’.

W Listach do swego umiłowanego ucznia Tymoteusza wspomina Paweł po imieniu jego matkę Eunice oraz babcię Lois. One to przekazały małemu Tymoteuszowi wiarę w Jahwéh i karmiły go Słowem-Bożym-Pisanym ksiąg Starego Testamentu (1 Tm 1,1n; 2 Tm 1,1-4; 3,14). Nie ulega wątpliwości, że dom rodziców Tymoteusza, być może już z pokolenia na pokolenia, był w najprawdziwszym słowa znaczeniu ‘Kościołem Domowym’ już też na etapie jeszcze Starego Testamentu.

Podobna atmosfera cechowała dom kolejnej kobiety w Filippi imieniem Lidia z Tiatyry, która prowadziła sklep z purpurą. Łukasz kreśli jej postawę w niezwykłych słowach:

„W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie ... było miejsce modlitwy. I usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły.
Przysłuchiwała się nam też pewna ‘bojąca się Boga’ kobieta z miasta Tiatyry, imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła.
– Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas:
Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu ... to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim’. I wymogła to na nas” (Dz 16,13nn).

Zauważamy, że Łukasz pisze o przyjęciu Sakramentu Chrztu świętego nie tylko przez nią samą, ale „... razem ze swym domem”. Bezpośrednim następstwem staje się natychmiastowa gościnność w stosunku do Pawła i towarzyszących mu osób, jak i otwarcie swego domu dla potrzeb rodzącej się w tej chwili kolejnej cząstki Kościoła Chrystusowego.

Podobnie zachowało się małżeństwo strażnika więzienia w Filippach, gdzie Paweł bez uprzedniego sądu został ubiczowany. Jednakże po trzęsieniu ziemi o północy został on przez tegoż strażnika więzienia opatrzony i ugoszczony, doprowadzając zarazem całą jego rodzinę i dom do wiary w Chrystusa (Dz 16,25-34).

Podobne wzmianki dotyczą wielu innych jeszcze małżeństw i rodzin: Dionizego Areopagitę i kobietę Damaris i innych z nimi (Dz 17,34), Gajusa (Rz 16,23), dom Stefanasa (1 Kor 16,15), Nimfy i gromadzącego się u niej Kościóła (Kol 4,15), Tryfena i Tryfozę (Rz 16,12), rodaków Pawła Andronika i Junię, którzy wcześniej od Pawła otrzymali łaskę wiary w Chrystusa jako Boga (Rz 16, 7), czy wreszcie dom Filemona umiłowanego, Pawłowego współpracownika, Apfii siostry-chrześcijanki, Pawłowego towarzysza broni Archipa i Kościoła, który gromadzi w jego domu (zob. Flm 1n).

Wszystko to były ‘Kościoły Domowe’ dobrze wszystkim znane. Na ich gospodarzy-małżonków oraz ich rodziny zawsze można było liczyć.

(8 kB)

E.   WSPÓŁISTNIENIE
SAKRAMENTU KAPŁAŃSTWA I MAŁŻEŃSTWA

(6.2 kB)

1. Wzajemne oddziaływanie Sakramentu kapłaństwa i małżeństwa

Wypada zwrócić uwagę na nie narzucający się, a ponad wątpliwość od początków Kościoła istniejący wzajemny wpływ charyzmatu Apostołów-kapłanów, a charyzmatu małżonków, osób zatem świeckich. Sam fakt, że zarówno jedna grupa uczniów Chrystusa, jak i druga obcują ze sobą na co dzień sprawia, że pomiędzy nimi zaznacza się wzajemne być może niezbyt uświadomione oddziaływanie. Stwierdzenie to, zrozumiałe z punktu widzenia psychologicznego, może pociągać za sobą skutki tak pozytywne – błogosławione z punktu widzenia wiary i życia nią na co dzień, jak niewątpliwie również negatywne.

W sensie pozytywnym wzajemne oddziaływanie w obydwu kierunkach wyraża się przede wszystkim przez wzajemne duchowe budowanie się na widok nie kłamanego oddania w służbie Chrystusowi, które nie ogląda się na własne korzyści, ale wciela w życie na co dzień treść deklarowanych słów.

Jak z jednej strony małżeństwa i rodziny budują się postawą kapłana, którego zgodnie z prawdą mogą ocenić jako „męża Bożego” i „męża modlitwy” i ukochania dla Chrystusa Eucharystycznego, tak na odwrót – iluż kapłanów czerpie moc do trwania w swym powołaniu, gdy widzą na co dzień przykład bezwzględnie Chrystusowi wiernych małżonków, którzy wiedzą z własnego doświadczenia, ile niekiedy heroizmu wymaga ich decyzja pozostawania w stanie łaski uświęcającej na co dzień.

Pan zaś, Jezus Chrystus, Założyciel i Głowa Kościoła, który sobie wybrał i go umiłował swą Bożo-Ludzką miłością, czyniąc go swą Mistyczną Oblubienicą i sam stając się jej Oblubieńcem-z-Krzyża, jest zarazem jedynym Panem całej swojej Winnicy. Jezus uprawia na niej i pielęgnuje coraz inne, zróżnicowane ‘grządki’.
– On to powołuje jednych na grządkę, której na imię powołanie do kapłaństwa, względnie do życia konsekrowanego.
– Innych zaś powołuje na grządkę, której na imię Sakrament małżeństwa i zakładanie rodziny. Wstępujących w małżeństwo zobowiązuje, by dobra dokonanego dzieła Odkupienia przekazywane były przez nich „z pokolenia na pokolenie”.

Trzeba z góry przyjąć, że nigdy nie było i nie będzie sprzeczności pomiędzy powołaniem z jednej strony do celibatu kapłańskiego i życia konsekrowanego, a z drugiej do życia w niemniej świętym powołaniu małżeńsko-rodzinnym (zob. na ten temat obszerniej wyż., cz.III, r.1: Wybór życia w Małżeństwie; r.2: Może Kapłaństwo? Życie zakonne? – i tamże paragr.: Podatność oblubieńczo-rodzicielska w życiu konsekrowanym). Jeden i ten sam Pan „swojej Winnicy” sprawia, że poszczególne rodzaje powołań wzajemnie się wspierają i uzupełniają – każde na swój sposób i zgodnie z właściwym sobie charyzmatem. Dawcą coraz innych charyzmatów związanych z pełnieniem zróżnicowanych zadań w Ludzie Bożym pozostaje wciąż jeden i ten sam Duch Święty, który zostaje dany tym którzy się na Niego otwierają – zarówno od Ojca Niebieskiego, jak i Syna Bożego:

„... I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa...
– Z Niego całe Ciało – zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary – przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości” (Ef 4,11nn.16).

(7.7 kB)

a. Powołanie na Apostoła-kapłana

Na przewodnika Ludu Bożego zostaje powołany i ustanowiony w pierwszym rzędzie Apostoł. Jego to wybiera sobie Chrystus i powołuje go imiennie na pasterza swojej Owczarni. Sam też Jezus Chrystus jest dla poszczególnego Apostoła – i tym samym kapłana, jedynym miarodajnym wzorcem. Wezwanie do pełnienia posługi Pasterza staje się powołaniem określonego Sługi do sakramentalnego uobecniania jedynego Pana i Właściciela Bożej Winnicy i Bożego Pastwiska. On zaś, Jezus Chrystus, pierwszy jako „Dobry Pasterz”  oddał życie – swoje – za owce swoje:

(15 kB)
Objaśnienie

„Dobry pasterze daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka ... a to dlatego, że jest najemnikiem i nie troszczy się o owce” (J 10,12n).

Jan Paweł II napisze w swym Liście do Kapłanów na Wielki Czwartek w 1979 r. o słusznych oczekiwaniach Ludu Bożego od swych Przewodników, którzy z istoty swej powinni być przezroczyści na samego Chrystusa, tj. powinni nie przywiązywać Ludu Bożego do siebie, lecz pozwolić wciąż Chrystusowi kontaktować się przez swoją posługę z Jego owcami:

„Osobowość kapłańska musi być dla drugich wyraźnym i przejrzystym znakiem i drogowskazem. ... Ludzie ... chcą nade wszystko znajdować w nas taki znak i taki drogowskaz. I mają do tego prawo.
– Może nam się czasem wydawać, że tego nie chcą. Że chcą, abyśmy byli we wszystkim ‘tacy sami’. Czasem wręcz zdaje się, że tego od nas się domagają. Tutaj wszakże potrzebny jest głęboki ‘zmysł wiary’ oraz ‘dar rozeznania’. Bardzo łatwo bowiem ulec pozorom i paść ofiarą zasadniczego złudzenia. Ci, którzy domagają się zeświecczenia życia kapłańskiego, którzy dają poklask różnym jego przejawom, opuszczą nas z całą pewnością wówczas, gdy już ulegniemy pokusie ...
– Ostatecznie zawsze potrzebny ludziom okaże się tylko kapłan świadomy pełnego sensu swego kapłaństwa: kapłan, który głęboko wierzy, który odważnie wyznaje, który żarliwie się modli, który z całym przekonaniem naucza, który służy, który wdraża w swe życie program Ośmiu Błogosławieństw, który umie bezinteresownie miłować ...
– I ludzie ... oczekują od nas, że ... będziemy mężami modlitwy” (LK-1979,7).

(7.7 kB)

b. Powołanie do małżeństwa-rodziny

Jeśli tak uwydatniona wewnętrzna sylwetka Apostoła-pasterza-kapłana i jego wpływ na ludzi wiodących życie w małżeństwie i rodzinie, czy też w samotności w świecie – jest w pełni uzasadniony, i Lud Boży buduje się postawą kapłana, swego przewodnika na „Drodze Bożej” (Dz 18,26), podciągając swoje postępowanie do obserwowanego ‘świadectwa życia’ owego ‘dobrego pasterza’, jest nie mniej prawdą, że z kolei apostoł: pasterz i kapłan – jakże często buduje się wewnętrznie, ilekroć dane mu jest doświadczyć szczerego, nie mniej totalnego oddania sprawie Bożej ze strony małżonków i rodzin.
– Takie właśnie małżeństwa i rodziny stanowią i tworzą coraz to inne ‘Kościoły Domowe’.  Ich domownicy realizują na co dzień wydane przez Chrystusa polecenie: „Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane(Mt 6,33).

Czyż nie takie właśnie małżeństwa miał na myśl Jan Paweł II, gdy pisał w Liście do Rodzin (1994 r.) w oparciu o osobiste doświadczenie jako kapłana:

„Kończąc [= fragment dotyczący etyki małżonków realizujących odpowiedzialne rodzicielstwo] ... chciałbym skierować słowa szczególnej zachęty przede wszystkim do Was, drodzy małżonkowie, i do wszystkich, którzy starają się wam pomóc zrozumieć i wprowadzić w życie naukę Kościoła o małżeństwie i ‘odpowiedzialnym rodzicielstwie’.
– Mam na myśli szczególnie duszpasterzy, a także licznych uczonych, teologów, filozofów, pisarzy i publicystów, którzy w tej problematyce nie ulegają panującemu cywilizacyjnemu konformizmowi i gotowi są ‘płynąć pod prąd’. Ta zachęta dotyczy równocześnie coraz szerszego grona ekspertów – lekarzy i wychowawców, prawdziwych świeckich apostołów, dla których popieranie godności małżeństwa i rodziny stało się celem ich życia.
Dziękuję wszystkim w imieniu Kościoła! Cóż mogliby bez nich uczynić duszpasterze, kapłani, biskup czy nawet Następca św. Piotra?
– O tym przekonuję się stale, a początek tego przekonania sięga pierwszych lat mojego kapłaństwa, odkąd zacząłem zasiadać w konfesjonale, aby dzielić troski i obawy tylu małżonków.
Spotykałem trudne przypadki buntu i odrzucenia, ale jednocześnie tak liczne osoby wspaniale odpowiedzialne i ofiarne ...” (LR 12).

Oto szczere wyznanie na temat bezgranicznie Chrystusowi oddanych małżonków oraz rodzin, wyrażone ustami najwyższego autorytetu: Piotra określonego czasu. Jan Paweł II wiedział z własnego doświadczenia, ile ma do zawdzięczenia swoim drogim rodzicom: matce Emilii i ojcu Karolowi jako nie tylko jego rodzicom, ale jako małżeństwu. Oboje jego rodzice żyli autentyczną duchowością ‘Kościoła Domowego’, chociaż tego określenia teologiczno-duszpasterskiego nie znali.

Życie swoje zawdzięczał Karol po Bogu w pierwszym rzędzie swej bezwzględnie Chrystusowi wiernej matce Emilii. W miesiącach, gdy go nosiła pod swym sercem, była w swej dramatycznej sytuacji zdrowotnej, mieszkaniowej i finansowej kuszona do pozbycia się owocu swej małżeńskiej miłości. Owocem tym będzie kiedyś ... przyszły Papież, Jan Paweł II.

Po wczesnej zaś śmierci matki (+ 13 kwietnia 1929: niedługo przed Pierwszą Komunią świętą Karola) spoglądał młody Karol na co dzień – aż po zaawansowane lata młodzieńcze, na styl życia swojego ojca: oficera, urzędnika. Gdy młody Karol obrał studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, wyprowadzili się obydwaj z Wadowic i zamieszkali w Krakowie.
– Tutaj właśnie życie ojca młodzieńczego wtedy studenta Karola dobiegło kresu (+ 18 lutego 1941). Ojciec Karola był człowiekiem pogrążonym w stałej, głębokiej modlitwie. Ileż razy budząc się w nocy, zastawał Karol swego ojca modlącego się na klęczkach (zob. tekst pod kursorem na zdjęciach: Mały Karol Józef Wojtyła z matką Emilią oraz niżej na tej samej stronie - kolejne zdjęcie: Karol Wojtyła z matką swoją Emilią i ojcem Karolem; żeby jednak zobaczyć TEKST pod tymi obrazkami, trzeba otworzyć całość linku z ZEWNĄTRZ, czyli zob.: Mały Karol oraz nieco dalej - drugie zdjęcie + tekst). Czy mogło to nie zostawić głębokiego śladu na przyszłym kapłanie-biskupie-papieżu, któremu jego ... ojciec i matka wyprosili tyle łask i błogosławieństw?

Samo zresztą przyjście Karola na świat, czyli jego urodzenie, a chodziło o poród ‘domowy’, wypadło na właśnie w kościele parafialnym, o parę metrów od okna mieszkania Wojtyłów w Wadowicach, odprawiane nabożeństwo majowe do Matki Boskiej. Rozległy się dzwony zwołujące wierzących do kościoła. Było to 18 maja 1920 r. Gdy pani Emilia, matka Karola, usłyszała bicie dzwonów i śpiew Litanii Loretańskiej do Matki Boskiej, poprosiła położną, żeby otworzyła na oścież okna pokoju, w którym rodziła.
– W takim klimacie przyszedł na świat mały Karol. Nic dziwnego, że całe jego życie było oplecione dziecięcą miłością i całkowitym oddaniem Maryi, Matce Odkupiciela, która stała się całkiem szczególną jego osobistą Matką. Jakżeż miałby nie wyrazić swego wzajemnego, totalnego oddania Niepokalanej Dziewicy-Matki m.in. w słowach swego papieskiego herbu: „Totus TUUS ego sum, Maria – Jestem cały Twój, Maryjo”.

Wszystko to było jednak jedynie oczywistym wyrazem klimatu małżeństwa i zarazem rodziny, w której Karol przyszedł na świat i w której się wychował [dokumentacja ta sama co wyż., ryc. f6r6n150: http://sosw-tczew.neostrada.pl/jp201.htm]. Rodzina ta była przy całym swym ubogim stylu życia autentycznym ‘Kościołem Domowym’, chociaż określenie to było im nieznane. Tutaj tym pierwszym umiłowanym był zawsze Bóg. Jemu każdy z członków rodziny z najwyższą miłością się podporządkowywał – i Go kochał.

(6.2 kB)

2. Małżeństwo a Apostoł-kapłan w pierwotnym Kościele

(7.7 kB)

a. Dynamika i cena rozprzestrzeniania się Dobrej Nowiny

Umocnieni głosem Piotra naszych czasów, sięgamy ponownie do relacji nowotestamentalnych – zaczerpniętych czy to z Dziejów Apostolskich Łukasza, czy z aluzji rozproszonych po innych Listach Apostolskich. Poszukujemy w nich wzmianek o kształtujących się wzajemnych relacjach pomiędzy kapłaństwem a małżeństwem z czasu przede wszystkim pierwszych początków Kościoła Chrystusowego.

Dotyczy to zatem Kościoła Chrystusowego szybko wzrastającego w Jeruzalem i zataczającego coraz dalsze promieniowanie na kolejne okręgi Palestyny. Jednakże niemal równolegle przeskoczyła iskra Dobrej Nowiny na świat poza-Palestyński, poczynając od dnia Zesłania Ducha Świętego (Dz 2,4-13). Ufnie i z miłością zarzucana ‘sieć Piotrowa’ zaczęła napełniać się w najlepszym tego słowa znaczeniu obfitym połowem w coraz innej części ówczesnego świata. Tak dzieje się po dziś dzień – z przeogromnej miłości Ojca Niebieskiego (por. Ef 2,4), daru Odkupiciela i działania Ducha Świętego.

Cena rozszerzenia się Dobrej Nowiny o Bogu miłującym była jednak i ze strony uczniów Chrystusa wysoka. Wyraził to w lapidarnych słowach Tertulian z przełomu 2-3 wieku (ok. 160-220 r.):
Semen est sanguis christianorum – Zasiewem staje się krew chrześcijan(Apologetyk, c.50, n.176).

Jezus nie na darmo mówił do powoływanych prostych rybaków znad Jeziora Genezaret, m.in. do samego Szymona-Piotra: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (Łk 5,10; zob. Mt 4,19n; itd.). Wiara w Chrystusa, który jako Bóg-Człowiek stał się Odkupicielem człowieka, roztaczała w zadziwiającym tempie przyciągające, nadzieję budzące promieniowanie na coraz dalsze kręgi ówczesnego świata, pełnego rozpaczy wskutek przygnębiającej świadomości przewinien w oczach Boga Prawdy.

Świadomości grzechu i konieczności ekspiacji nie zdołały rozwikłać religie politeistyczne. Ukazywały one bóstwa jako stworzenia wymyślone i określane niestety tylko przez człowieka. Cechowały się one ludzkimi przywarami i niegodnymi namiętnościami – jako wierna kopia bezeceństw, jakich dopuszczał się człowiek.

Twórcze rozwiązanie podstawowych pytań o sens istnienia przyniósł dopiero Jezus Chrystus, Syn Boga Żywego. On jeden „wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2,25). Wiedział też doskonale, skąd zstąpił, dokąd zmierza – oraz jakiego się podjął zadania do wypełnienia. Wyraził to w jasnych słowach tuż jeszcze przed swoim pojmaniem w Ogrojcu oraz swą odkupieńczą męką:

„Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat.
Znowu opuszczam świat i idę do Ojca” (J 16,28).

„Ojcze! ... Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył
i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem –
dał Życie wieczne wszystkim, których Mu dałeś.
A to jest Życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga,
oraz tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
– Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania.
A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał” (J 17,1-5).

Zdajemy sobie sprawę, że „chwała”, o której tu mówi Syn Ojca Przedwiecznego i jednocześnie Syn Maryi, to Jego krzyż odkupienia i Jego wywyższenie na krzyżu. Z tego to tronu – męki, ale tym bardziej chwały, łaski i oblubieńczości-z-Krzyża, do którego winniśmy „przybliżać się z ufnością”, by „otrzymać miłosierdzie i znaleźć łaskę” (por. Hbr 4,16), będzie się spełniało to, co Jezus zapowiedział o sobie jeszcze na parę dni przed swą męką:

„A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony,
przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32; por. J 8,28; 3,14).

Jezus Chrystus przyszedł na świat, bo został przez swego Ojca w niebie „dany-wydany” niejako ‘do dyspozycji’ człowieka, żywego Obrazu Boga: mężczyzny i kobiety – jako dar-miłości Ojca dla Jego – do najwyższych granic możliwości umiłowanych ludzi (zob. J 3,16).

Syn Boży miał się stać „ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2), by wyrwać swych ludzkich braci i siostry z grożącego im potępienia wiecznego. Trójjedyny widział, że praktycznie nie było innego sposobu przyjścia upadłemu człowiekowi ze zbawczą pomocą ...!

(7.7 kB)

b. Płodność miłości małżeństwa a płodność miłości w Duchu Świętym

Mamy zatem przed sobą Apostołów, posłanych „aż po krańce ziemi” (Dz 1,8) przez tegoż właśnie Syna Bożego, tak jak On sam został „wysłany-posłany”  przez swojego Ojca w Niebie:

„Jak Ty – Mnie posłałeś na świat,
tak i Ja – ich na świat posłałem.
A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie,
aby i oni byli uświęceni w Prawdzie” (J 17,18n).

Poszukujemy na tym etapie rozważań śladów i zapisów na temat wzajemnych oddziaływań pomiędzy Apostołami-kapłanami, a osobami wcielającymi nauczanie Mistrza z Nazaretu w życie w wymiarach swego powołania do małżeństwa i rodziny, które również jest świętym sakramentem.

(16 kB)
Objaśnienie

Najwięcej szczegółowych informacji w aspekcie m.in. odniesień kapłaństwo-małżeństwo przechowało się z działalności apostolsko-misyjnej św. Pawła, dawnego Szawła.
– Osobiście Paweł żył w celibacie. Nie krępuje się wyznać to szczerze, zwłaszcza gdy zostaje sprowokowany do wypowiedzi na temat wstępowania w małżeństwo – czy też pozostawania w dziewictwie Bogu poświęconym (1 Kor 7,25-40).
Wyznaje otwarcie: „... Nie mam zaś nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który – wskutek doznanego od Pana Miłosierdzia – godzien jest, aby mu wierzono(1 Kor 7,25). Stanowisko swoje potwierdza jeszcze raz na końcu swego wywodu, gdy mówi: „Szczęśliwszą jednak będzie [kobieta nie wychodząca za mąż], jeżeli pozostanie tak, jak jest, zgodnie z moją radą. A wydaje mi się, że ja też mam Ducha Bożego(1 Kor 7,40).

Niewiele możemy powiedzieć o życiu małżeńsko-rodzinnym pozostałych Apostołów Chrystusa. Jezus powoływał do pójścia za sobą „tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy ...” (Mk 3,13nn).
– Być może większość z nich była w chwili powołania ze strony Chrystusa związana węzłem małżeństwa. Dziewictwo jako instytucja dobrowolna było w Starym Testamencie zupełnie nieznane, a ponadto po prostu ... niezrozumiała. Nie mieściło się ono w mentalności tego ludu, nastawionego na posiadanie licznego potomstwa.

Mimo wszystko jednak wydaje się nie ulegać wątpliwości, że co najmniej niektórzy z powoływanych przez Chrystusa do bezpośredniego pójścia za Jezusem byli nie-żonaci. Dziewiczym był i pozostał na pewno Jan, późniejszy Ewangelista, którego Jezus „szczególniej miłował” (J 13,23; 19,26; 21,7.20), jak on to sam o sobie stwierdza. Został on uczniem Chrystusa – być może powołany przez Mistrza z Nazaretu, gdy był jeszcze młodym chłopakiem: ok. 12 lat.
– Z całą pewnością żonaty był Szymon-Piotr. Aż trzech Ewangelistów wspomina o tym, że Jezus uzdrowił jego teściową (Mk 1,30n; Mt 8,14n; Łk 4,38n). Z tego wynika jednoznacznie, że Szymon-Piotr był w chwili powołania żonaty.

Na tym tle brzmią bardzo charakterystycznie słowa Apostołów w nawiązaniu do wypowiedzi Jezusa na temat bezżenności „dla Królestwa Niebieskiego” – tematu w Starym Testamencie nie znanego. Działo się to w ramach dyskusji, jaką wszczęli faryzeusze (Mt 19,3), pytając Jezusa o Jego stanowisko w sprawie „listów rozwodowych”, które Prawo Mojżeszowe tolerowało. Mateusz referuje w związku z tym postawę Apostołów w podsumowaniu wspomnianej dyskusji:

„Rzekli Mu uczniowie: ‘Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić’.
Lecz On im odpowiedział: ‘Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. ...
– ... A są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa Niebieskiego sami zostali bezżenni.
Kto może pojąć, niech pojmuje’ ...” (Mt 19,10-13).

Jezus odwołuje się najwyraźniej do głębszego znaczenia wypowiedzianych przez siebie słów o bezżenności „dla Królestwa Bożego”.
– W jednej z poprzednich części zastanawialiśmy się nad tą wypowiedzią w oparciu o głębokie, jak zwykle, rozważania Jana Pawła II (zob. wyż.: Celibat – nowość Nowego Testamentu – i cały ciąg dalszy tego rozdz.). To głębsze zrozumienie będzie Kościołowi stopniowo użyczane z daru Ducha Świętego. On to, zgodnie z zapowiedzią Jezusa, „... was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem(J 14,26).

Z biegiem czasu okaże się coraz jaśniej, że słowa Chrystusa odnośnie do bezżenności „dla Królestwa Niebieskiego” są synonimem zwrotu: „... z oblubieńczej miłości do Chrystusa jako Oblubieńca-z-Krzyża”. Sam ON bowiem, Jezus Chrystus, jest owym ... „Królestwem Bożym”. „Królestwo Boże”  to nie ‘coś’, lecz jest to Ktoś: Osoba Syna Człowieczego:

„Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie. I nie powiedzą: ‘Oto tu jest’ albo: ‘Tam’.
Oto bowiem Królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,20n).

Celibat kapłański oraz życie w konsekracji stanie się odmienną, a przecież nie mniej prawdziwą realizacją tej płodności i tego rodzicielstwa, do jakiego powołani zostają małżonkowie-rodzice, a ściślej mówiąc: każdy człowiek. Płodność miłości dziewictwa Bogu poświęconego będzie się rozwijała paralelnie, a tylko odmiennie w stosunku do tej płodności, jaką przeżywają mąż i żona w swej Sakramentalnej miłości małżeńsko-rodzinnej.
– Jedno i drugie wzajemnie się zakładają. Oboje też będą się wzajemnie uzupełniały w ramach sobie właściwego powołania. Jedno i drugie powołanie pochodzi od tego samego Trójjedynego, który powołuje każdy z osobna swój żywy Obraz.

Pod wpływem potężnie, a łagodnie działającego Ducha Świętego będzie się stopniowo budziła coraz żywsza świadomość odnośnie do istnienia oblubieńczo-rodzicielskiej miłości w Duchu Świętym. Jej niedościgłym pierwowzorem stanie się Maryja, Matka – a jednocześnie Dziewica.
– Maryja poczęła i wydała na świat Syna Bożego „za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1,18.20; Łk 1,35), w najmniejszej mierze nie tracąc swego wiecznego przywileju zarówno dziewictwa, jak i macierzyństwa.

W ten sposób w Nazaret zaistniała Rodzina Święta: Maryja-Józef oraz ich Dziecię Jezus Chrystus. Jest to Syn Boży, ale i rzeczywisty Syn Maryi, swej Dziewiczej Matki.
– Również oblubieńczość w Duchu Świętym będzie owocowała rodzicielstwem. Z tym tylko, że będzie to rodzicielstwo rzędu duchowego: właśnie z Ducha Świętego.

Wyrazi to na swój sposób zwięźle umiłowany uczeń Chrystusa – Jan, w prologu swojej Ewangelii:

„Przyszło [Słowo Boże: Druga Osoba Trójcy] do swojej własności, a ‘swoi’ Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w Imię Jego –
którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili ...” (J 1,11nn).


Nieznacznie dalej w tym samym, dopiero co omawianym fragmencie Ewangelii Mateusza o dyskusji na temat ‘Listów Rozwodowych’ (Mt 19) wyraża się następująco Piotr, gdy mowa zeszła na szanse wejścia do Królestwa Niebieskiego ludzi bogatych:

„Wtedy Piotr rzekł do Niego: ‘Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Cóż więc otrzymamy?’
– Jezus zaś rzekł do nich: ...
– ... I każdy, kto dla Mego Imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę,
dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy’ ...” (Mt 19,27nn).

Apostołowie zdawali sobie dobrze sprawę z tego, czego dokonali, gdy w sensie dosłownym „opuścili wszystko”, żeby odpowiedzieć całkowitością daru siebie samych na głos wzywającego ich Mistrza z Nazaret. Decyzji tej nie podejmowali pod przymusem, lecz w pełni dobrowolnie. Byli przecież inni, którzy nie podejmowali zaproszenia Jezusa do pójścia za Sobą (np. Mt 19,22; por. Łk 9,57-61).
– Natomiast ci którzy odważnie podjęli powołanie Jezusa, zdawali sobie sprawę z ceny, jaką tym samym położyli, jeśli chodzi o dotychczasowe więzi małżeńskie, rodzinne i wielorakie inne. Opuszczenie tego wszystkiego – nie z pogardy dla małżeństwa czy rodziny, lecz dla przemożnie ich pociągającego promieniowania, jakie wychodziło od Jezusa, tego bezkompromisowego Nauczyciela, który ponadto uzdrawiał samym tylko słowem i raz po raz wykazywał, iż panuje nad przyrodą, a z kolei nad śmiertelnie silnymi duchami złymi – stawało się dla nich samych zasadniczym warunkiem dla uzyskania wewnętrznej wolności w podążaniu za głosem Jezusa. Tak dopiero stawali się zdolni, by w każdej chwili stanąć do dyspozycji Mistrza z Nazaret i wykonania zleconej sobie misji:

[Jezus] ... przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego.
I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie Nauki,
i by mieli władzę wypędzać złe duchy ...” (Mk 3,13nn),
„... i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10,1).

Jeśli Szymon-Piotr niejako przypomina Chrystusowi w tak dobitnych słowach, iż wszyscy oni, tj. zarówno on sam, jak i jego towarzysze współ-Apostołowie, „opuścili wszystko i poszli” za Jezusem, musiało to być równoznaczne z radykalnym zaniechaniem dotychczasowego życia w małżeństwie i rodzinie. Ewangelie i Pisma Apostolskie co prawda nie przekazują w tej kwestii żadnej szczegółowej informacji, lecz wniosek taki zdaje się nie ulegać wątpliwości.

Z braku dokumentacji trudno powiedzieć cokolwiek dokładniejszego na temat, jak wobec tego dotychczas żonaci Apostołowie uregulowali zawarte przymierze ze swymi oblubienicami i pozostającymi dziećmi. Wszystko to musiało jednak ułożyć się bardzo pokojowo – i przy obopólnej zgodzie obojga małżonków – oraz ich dzieci. Obie strony musiały się w tym wypadku zdobyć na cięcia bolesne, a przecież twórcze i pokojowo uzgodnione – w świetle Miłosierdzia, płynącego wprost z Ewangelii Jezusa Chrystusa: radykalnej, a jednocześnie pełnej ludzkiego i Bożego ciepła.

Nie podejmujemy tu tego zagadnienia w jego szczegółowszych aspektach, ponieważ jesteśmy skazani na same tylko domysły, chociaż ponad wątpliwość rozwiązywane zgodnie ze „zmysłem wiary” i „analogią wiary”.

Brak przede wszystkim jakichkolwiek zapisów na temat ewentualnej kontynuacji życia w małżeństwie i rodzinie tych spośród Apostołów, którzy w chwili ich powołania przez Chrystusa na pewno byli związani przymierzem małżeństwa.
– Piotr wyznaje wprost: „... Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą ...” (Mt 19,27).
Marek Ewangelista, którego Ewangelia jest właściwie Ewangelią Szymona-Piotra, potwierdza w ten sposób rzeczywiste opuszczenie zarówno ze strony Piotra, jak i pozostałych Apostołów – wszystkiego co było dotąd, by oddać się całkowicie do dyspozycji powołującemu ich Jezusowi.

Podobnie kreśli Marek postawę Jakuba i Jana, synów Zebedeusza:

„Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał [Jezus] Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro ...
Jezus rzekł do nich: ‘Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi’.
I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
– Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za nim” (Mk 1,16nn.19n).

Nie można powiedzieć, że takie bezkompromisowe pozostawienie i opuszczenie „wszystkiego ... i ojca swego” było decyzją łatwą: zarówno dla owych młodych Ludzi, jak i ich rodziców i rodzin. Trudno, żeby się przy tym wszystkim nie obyło bez żalu, zatroskania i łez bólu i wzajemnej tęsknoty ...

W nieco innych okolicznościach umieszcza powołanie tychże uczniów w swojej Ewangelii Jan, którego w tym wypadku całe to zdarzenie bezpośrednio dotyczy. Pisze on o tych wydarzeniach z perspektywy wielu lat, gdy pod tchnieniem Ducha Świętego przystępował do skreślenia swej Ewangelii. Przedstawia mianowicie chwilę powołania przez Jezusa zarówno rodzonych braci Andrzeja i Szymona-Piotra, jak i siebie samego. Wymienia przy okazji precyzyjnie nawet godzinę, o której się to działo (pisze być może ok. r. 70 lub później; powołanie zaś miało miejsce ok. r. 25 ‘naszej ery’ lub nieznacznie później; sam Jan był wtedy bardzo prawdopodobnie naprawdę młodym, może zaledwie ok. 12-letnim chłopakiem):

„... Dwaj uczniowie [Jana Chrzciciela: Jan Ewangelista oraz Andrzej, brat Szymona] usłyszeli, jak mówił [Jan Chrzciciel o Jezusie: ‘Oto Baranek Boży ...’], i poszli za Jezusem.
Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: ‘Czego szukacie’?
Oni powiedzieli do Niego: ‘Rabbí! ... Gdzie mieszkasz’?
Odpowiedział im: ‘Chodźcie, a zobaczycie’.
Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.
Było to około godziny dziesiątej [= wg naszego czasu ok. 16.00 godz.] ...” (J 1,37nn).

Nie będziemy wnikać w poważne rozbieżności w przedstawieniu tych samych faktów w różnych Ewangeliach. Zdajemy sobie sprawę, że rozbieżności te na swój sposób potwierdzają sam podstawowy fakt, którego szczegóły były widocznie znacznie bardziej złożone niżby się wydawać mogło na podstawie lektury zwięzłego, uproszczonego opowiadania Marka.
– Nam chodzi w tej chwili o to ‘opuszczenie wszystkiego’, zatem łącznie z opuszczeniem dotąd najdroższych osób: rodziców, a nawet małżonki i dzieci, rodzeństwa – by oddać się totalnie do dyspozycji tego Mistrza z Nazaretu, który swą postawą i radykalizmem urzekł ich w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Nadal jednak trudno cokolwiek powiedzieć, jak układało się dotychczasowe życie małżeńskie i rodzinne poprzednio żonatych Apostołów – po Wniebowstąpieniu Jezusa i Zesłaniu Ducha Świętego. Wtedy to rozpoczął się na dobre „czas Kościoła”  i rzeczywistego głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie jako Bogu-Człowieku ukrzyżowanym, zmartwychwstałym.

(9.3 kB)
Objaśnienie

Przyznajemy tylko, że w praktyce niemożliwe byłoby pogodzenie normalnego życia małżeńsko-rodzinnego z wyraźnym poleceniem misyjnym, jakie Jezus Chrystus niezwykle jasno sformułował w chwili swego Wniebowstąpienia:

„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.
Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im Chrztu w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.
A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,18nn; por. Dz 1,8).

Niemożliwe było przemieszczanie się w coraz inne regiony ówczesnego Imperium Rzymskiego wraz z małżonkami, a ponadto rozszerzającą się rodziną – dziećmi, by głosić Słowo Boże „... w porę, nie w porę(2 Tm 4,2) coraz to gdzie indziej.
– Tym bardziej, że działo się to z zasady ze stałym narażaniem swojego życia „dla Imienia Bożego”. W takich to chwilach zarówno Apostoł i Kapłan, jak i każdy inny Uczeń Chrystusa, będzie musiał zawierzyć całym sobą w sensie dosłownym nie tyle swojemu rozumowi, co Synowi Człowieczemu i wiodącemu go Duchowi Świętemu

Musiało się to dziać nierzadko za cenę postawienia wyżej radykalnego wezwania ze strony Jezusa Chrystusa, niż względów płynących z nadal istniejących więzi czy to małżeństwa, czy rodziny. Chodzić będzie wciąż o hierarchię wartości i miłości. Tak to wyraził za swego życia sam Syn Człowieczy:

„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie, straci je.
A kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,37nn).

Zakładamy, że w omawianym przypadku sprawę dotychczasowych więzów małżeńskich i rodzinnych odnośny powołany przez Chrystusa twórczo rozwiązał – z uwzględnieniem każdej z trzech stron oraz za wyrażoną przez każdego z nich zgodą na praktyczne rozstanie się.

Pomijając zatem w tej chwili zagadnienie dalszego losu dotychczasowej rodziny ziemskiej, na miejsce czołowe wysuwa się u powołanego radykalizm zawierzenia w oddaniu się do całkowitej dyspozycji powołującemu Mistrzowi. Zawierzenie to będzie się musiało wyrażać zarówno w ufności w Boże prowadzenie, jak i w odwadze w obliczu przewidywanych prześladowań „dla Imienia Jezus”.
– Z tym zaś łączy się nierozdzielnie nie-martwienie się o to, co i jak w krytycznym momencie trzeba będzie powiedzieć, gdy chodzić będzie o świadectwo składane swemu związaniu z Synem Bożym, Jezusem Chrystusem:

„Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz,
nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić,
bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy” (Łk 12,11n).

Bezkompromisowe pójście za Chrystusem stanie się każdorazowo sprawdzianem stopnia i jakości zawierzenia Słowu samego Syna Człowieczego, który jeszcze tuż przed swym pojmaniem w Ogrodzie Oliwnym dodawał swym uczniom odwagi i ukazywał ostateczny zwycięski cel, ujmując go w słowa merytorycznie identyczne, jak te, które w 19 wieków później przekaże przez św. Faustynę Kowalską: „Jezu, ufam – Tobie !” :

„To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli.
Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę:
Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

(6.2 kB)

3. Wędrowanie Apostolskie wraz z ‘kobietą’

Podejmowane rozważania doprowadzają nas w tej chwili do jednego z przedziwnych zapisów św. Pawła. Słowa, które mamy w tej chwili na myśli, zahaczają wprost o rozważane właśnie zagadnienie: wzajemnych odniesień sakramentu kapłaństwa do sakramentu małżeństwa w najbardziej pierwotnych czasach Kościoła Chrystusowego.

W swym Pierwszym Liście do Koryntian zamieścił św. Paweł w kontekście parokrotnie podejmowanej apologii swego posłannictwa jako Apostoła, powołanego na to stanowisko przez samego Jezusa Chrystusa [widzenie pod Damaszkiem: Dz 9,1-6; oraz: Ga 1,12], przedziwną wypowiedź. W jednej z owych apologii, do jakiej raz po raz zmuszali go „fałszywi apostołowie”, „podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa” (2 Kor 11,13), wyraża się Paweł z bólem następująco w obronie własnej.

Pisze zaś do Koryntian, których on właśnie doprowadził do wiary w Jezusa Chrystusa. W międzyczasie zjawili się jednak na przedeptanym przez niego polu pracy – tym razem w Koryncie, owi „fałszywi apostołowie”, którzy systematycznie buntowali świeżo nawróconych przeciw Pawłowi. W tej sytuacji pisze Paweł do owych niełatwych Koryntian, wśród których wielu miało wysokie mniemanie o sobie:

„Czyż nie jesteście moim dziełem w Chrystusie? Jeżeli nawet nie jestem ‘apostołem’ dla innych, dla was na pewno nim jestem. Albowiem wy jesteście pieczęcią mego apostołowania w Panu. Oto moja obrona wobec tych, którzy mnie potępiają.
– Czyż nie mamy prawa skorzystać z jedzenia i picia? Czyż nie wolno nam brać ze sobą niewiasty-siostry
[gr. adelphén gynaíka ...: gyné = kobieta, żona; adelphé = siostra, krewna; lub: chrześcijanka; periágein = oprowadzać; zabierać ze sobą jako krzątającą się],
podobnie jak to czynią pozostali Apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?
Czy tylko mnie i Barnabie ma nie przysługiwać prawo, by nie podejmować pracy zarobkowej?
[taki przekład z gr. jaśniej wyraża myśl Pawła niż przekład BT: ‘czy tylko mnie samemu i Barnabie nie wolno nie zarobkować’]?
Czyż ktoś pełni kiedykolwiek służbę żołnierską na własnym żołdzie ...? ...” (1 Kor 9,1b-7).

(7.7 kB)

a. Oskarżanie Pawła o ‘dorabianie się’ na głoszonej Ewangelii

Zauważamy, że Paweł miał naprawdę niełatwe życie we wspólnocie niejednych uczniów Chrystusa. Wielu wypominało mu jego przeszłość jako prześladowcy Jezusa Chrystusa. Oskarżano go, że lekceważy nakaz Prawa Mojżeszowego odnośnie do obrzezania i spożywania pokarmów rytualnie ‘czystych’ czy ‘nieczystych’.
– Najboleśniej musiało go dotykać podważanie samego jego powołania i misji jako Apostoła Jezusa Chrystusa.

W dopiero co przytoczonym fragmencie z jego Pierwszego Listu do Koryntian wykazuje Paweł w swym dłuższym wywodzie na podstawie zarówno Starego Testamentu (por. Pwt 25,4: ‘Nie zawiążesz wołowi ...’; 1 Tm 5,18), jak i słów Jezusa Chrystusa (‘Godzien jest robotnik zapłaty swojej’: Łk 10,7; 1 Tm 5,18; 1 Kor 9,9.13), że będąc Apostołem w służbie Jezusa Chrystusa, przysługuje mu tym samym prawo, żeby wierni go utrzymywali: „... Tak też i Pan postanowił, żeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię(1 Kor 9,14).

Mimo jednak tego, bezdyskusyjnie mu przysługującego prawa, Paweł świadomie z niego nie korzystał. Miał silnie rozwinięte poczucie własnej godności jako Apostoła Jezusa Chrystusa oraz własnego honoru, którego nie chciał kalać ewentualnym zarzutem, z jakim widocznie niejednokrotnie wprost czy pośrednio się spotykał: iż dorabia się majątku na pełnieniu posługi głoszenia Słowa Bożego.
– Jednocześnie wyczuwał doskonale klimat nieufności względem siebie ze strony przynajmniej pewnych, chyba wpływowych osób spośród miejscowych ‘przemądrzałych’ przedstawicieli Ludu Bożego. Czyhali oni na jego jakiekolwiek najmniejsze potknięcie, by mieć go o co oskarżyć.

Paweł chcąc z góry wytrącić przeciwnikom argument na temat domniemanych ‘korzyści majątkowych’, jakie rzekomo odnosił z głoszenia Ewangelii, obrał postawę nie-przyjmowania żadnego wsparcia materialnego od Ludu Bożego Koryntu. Pomimo iż ze względu na swą geograficzną lokalizację trudno przypuścić, żeby tym ludziom źle się powodziło. Przeciwnie, żyli oni przeciętnie prawdopodobnie na wysokim standardzie życiowym.

Z doświadczenia jednak wiadomo, że bogaci zwykle nie domyślają się, iż należałoby przyjść z pomocą chociażby pracownikowi Winnicy Bożej, który być może nie ma co zjeść i pić, a w swej skromności nie ma odwagi o tych osobistych potrzebach wspominać. Jeśli zaś składają jakąś ofiarę np. pieniężną, obliczają ją na poziomie minimum.
– Jak zwykle, dopiero ci którzy sami są ubodzy i im się naprawdę nie przelewa, dzielą się z innymi potrzebującymi według miary ‘serca’. Potrafią też dostrzec autentyczne potrzeby swojego duszpasterza.

Paweł dopowiada w tym kontekście znamiennie, ujawniając i pod tym względem swoje czyste sumienie:

„... Lecz ja z żadnego z tych praw nie skorzystałem ...
Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii ! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę,
lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza.
– Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie: że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw,
jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich,
aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam” (1 Kor 9,15.16-19).

W swym Drugim Liście do Koryntian podejmuje Paweł w pewnej chwili jeszcze raz ten sam temat, wyrażając się tym razem jeszcze dobitniej:

(15 kB)
Objaśnienie

„Zresztą ujawniliśmy się wobec was we wszystkim, pod każdym względem.
Czyż popełniłem jakiś grzech przez to, że poniżałem siebie, by was wywyższyć?
Że za darmo głosiłem wam Ewangelię Bożą?
Ogołacałem inne Kościoły, biorąc co potrzebne do życia, aby wam przyjść z pomocą.
A kiedy byłem u was i znajdowałem się w potrzebie, nikomu nie okazałem się ciężarem.
Czego mi nie dostawało, to dopełnili bracia przybyli z Macedonii.
W niczym nie obciążałem was i nadal nie będę was obciążał.
– Zapewniam was przez będącą we mnie prawdę Chrystusa,
że nikt nie pozbawi mnie tej podstawy do chlubienia się w granicach Achai [= Grecji]. ...
Czy dlatego, że was nie miłuję? Bóg to wie.
Co zaś czynię, będę i nadal czynił, aby nie mieli sposobności do chlubienia się ci, którzy jej szukają;
aby byli jak i my w tym, z czego się chlubią ...” (2 Kor 11,6-12).

Wyznanie to, płynące z głębi nieskazitelnego serca Pawła, było w rzeczywistości drastycznym policzkiem, wymierzonym Ludowi Bożemu Koryntu. Ludzie ci byli widocznie dobrze znani ze swojego skąpstwa, podejrzliwości, a przy tym wysokiego mniemania o sobie. Uważali siebie za mądrych potomków i ziomków wielkich Greckich filozofów minionych wieków oraz współczesności. Nic dziwnego, że do tej ich ‘mądrości’ w własnym mniemaniu Paweł w swym Liście do Koryntian raz po raz nawiązuje (zob. np. 1 Kor 1,17-31; 2,1-16; 4,4-21; itd).

Najlepszym zaś świadectwem pracowitości Pawła oraz faktu, że starał się za wszelką cenę osobiście zapracować na utrzymanie swoje oraz towarzyszących mu osób – niezależnie od sił i czasu, jakich wymagało intensywne, i nierzadko bardzo niewdzięczne głoszenie Ewangelii (zob. np. Dz 17,16-34: Pawłowe wystąpienie na Areopagu, gdzie został upokarzająco ‘wygwizdany’), jest relacja Łukaszowa o jego pracy zarobkowej przy wyrobie namiotów. Działo się to w sam raz właśnie w Koryncie. Widocznie jednak byli tu tacy, którzy bacznie go podpatrywali i rzucali nieuzasadnione oszczerstwa na temat ‘majątku’, jaki rzekomo zbija na głoszeniu Ewangelii (zob. do tego wyż.: Akwila z Pryscyllą a Apollos: – dalszy ciąg tego fragmentu).

(7.7 kB)

b. Ofiarna posługa towarzyszących kobiet-sióstr-chrześcijanek

W takim kontekście: apologii swej misji jako Apostoła i tym samym należącego mu się prawa, by powstające gminy uczniów Chrystusa poczuwały się do obowiązku jego utrzymania, wracamy do poprzednio zasygnalizowanych przedziwnych słów, iż na tej samej zasadzie przysługiwało mu z kolei prawo zabierania ze sobą posługującej mu jakiejś kobiety-siostry – gr.: adelphén gynaíka (1 Kor 9,4nn. – Tekst zob. wyż.: Zabieranie ze sobą kobiety-siostry-chrześcijanki). Oto jeszcze raz brzmienie słów św. Pawła:

„Czyż nie jesteście moim dziełem w Chrystusie? Jeżeli nawet nie jestem ‘apostołem’ dla innych, dla was na pewno nim jestem. Albowiem wy jesteście pieczęcią mego apostołowania w Panu. Oto moja obrona wobec tych, którzy mnie potępiają.
– Czyż nie mamy prawa skorzystać z jedzenia i picia?

Czyż nie wolno nam brać ze sobą niewiasty-siostry
[gr. adelphén gynaíka ...: gyné = kobieta, żona; adelphé = siostra, krewna; lub: chrześcijanka;
periágein = oprowadzać; zabierać ze sobą jako krzątającą się]
,
podobnie jak to czynią pozostali Apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?

Czy tylko mnie i Barnabie ma nie przysługiwać prawo, by nie podejmować pracy zarobkowej?
[taki przekład z gr. jaśniej wyraża myśl Pawła niż przekład BT: ‘czy tylko mnie samemu i Barnabie nie wolno nie zarobkować’]?
Czyż ktoś pełni kiedykolwiek służbę żołnierską na własnym żołdzie ...? ...” (1 Kor 9,1b-7).

Z perspektywy wieków trudno o w pełni jednoznaczny, poprawny przekład użytego tu zwrotu zgodnie z prawdą ówczesnej rzeczywistości.
– Samo w sobie greckie ‘gyné’ [w naszym tekście w formie accusativus: gynaíka] oznacza zarówno rodzajowe określenie ‘kobieta’ (w przeciwieństwie do mężczyzny), jak i ‘żona, małżonka’.
– Z tego względu Paweł stwierdza tu być może, iż przynajmniej niektórzy z Apostołów, np. ci którzy byli już poprzednio żonaci, podróżowali wraz ze swoją małżonką. Co więcej, Paweł wskazuje jednoznacznie na taki właśnie styl podejmowania pracy apostolskiej „pozostałych Apostołów oraz braci Pańskich i Kefasa” (1 Kor 9,5).
– Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, iż takie znaczenie użytego tu: gyné w sensie: ‘żona’ nie jest wcale rzeczą pewną. Przesądzałoby ono o rzeczywistości, której nam nie wolno uznać za jedyną możliwą, ani za jednoznaczną.

Podobna ocena dotyczy występującego tu innego zwrotu: „bracia Pańscy”. Określenie to oznacza zgodnie z ówczesnym sposobem myślenia i wyrażania się w tym wypadku krewnych Pana Jezusa. Słownictwo języka hebrajskiego (zatem również jego odmiany aramejskiej, której używał Jezus) było ubogie. Brak w nim m.in. odrębnego ścisłego określenia na oznaczenie stopni pokrewieństwa, bez których nam trudno się obejść: „krewny, kuzyn, wuj, ciocia” itd.

Tymczasem taki właśnie stan ówczesnych rzeczy trzeba nam przyjąć do wiadomości – nie jako narzucanie tekstowi obcego sensu, lecz jako wyraz ówczesnej mentalności i przeżywanej rzeczywistości w świecie semicko-izraelskim. Nie wolno oceniać określeń biblijnych w uniezależnieniu od ich kontekstu filologicznego, kulturowego, socjologicznego i wielorakiego innego. Ludzie tamtych czasów wiedli życie w klimacie głęboko w ich mentalności zakorzenionej świadomości odnośnie do więzi rodzinnych oraz rodowych. Wzrastali i rozwijali się w spontanicznie dającym znać o sobie poczuciu, iż stanowią solidarnie ze sobą powiązaną jedną wielką rodzinę, w której każdy jest odpowiedzialny i współ-poczytalny za każdego.

Z tego względu ludzie tamtych czasów nie mieli najmniejszych trudności w poprawnym rozumieniu treści takich wyrażeń jak: ‘bracia, siostry’. Wyrażenia te oznaczały po prostu istniejące rzeczywiste więzi wspólnego pochodzenia rodowego i pokrewieństwa jako jednej wielkiej rodziny. Dopiero my, nacechowani mentalnością statyczną i abstrakcyjną, mamy trudności w należytym rozumieniu użytych w Piśmie świętym wyrażeń, dotyczących stopnia pokrewieństwa. Jest to jednak problem nie ludzi owych czasów, lecz nasz.

W formie ogólnej konkluzji wypada wysunąć wniosek, że wspomniani w omawianym tekście 1 Kor 9,5pozostali Apostołowie”  wędrowali po prostu wraz z jedną, lub kilkoma kobietami. Mogły to być co prawda ich żony, ale równie dobrze mogły to właśnie nie być ich żony.

Za takim właśnie znaczeniem użytego tu: gyné-adelphé zdaje się zdecydowanie przemawiać uwzględnienie szerszego kontekstu rozwijającego się wtedy Kościoła. Jak już wspomniano, dla poszczególnego ‘Apostoła-kapłana’ – praca ewangelizacji oznaczała trudne do ścisłego zaplanowania, systematyczne przemieszczanie się z miejsca na miejsce w celu wywiązania się z polecenia Chrystusa, by „głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (por. Mk 16,15). Równało się to w praktyce stałemu narażaniu się na wrogie reakcje czy to władz lokalnych, czy rozjątrzonych Żydów, czy wreszcie wyznawców religii politeistycznych.
– Każdy jednak rozumie, że prowadzenie tego rodzaju trybu życia stawałoby się w praktyce czymś nierealnym, gdyby dany Sługa Ewangelii był obarczony ponadto troską o małżonkę i swoją rodzinę.

Jest natomiast zrozumiałe, że dany Apostoł, czy też którykolwiek inny z kapłanów, zabierał ze sobą jakąś kobietę – jedną lub nawet kilka. Przyjęło się rychło, że taką kobietę określano w środowisku uczniów Chrystusa mianem ‘siostry’. Kobieta ta z potrzeby kobiecego serca, wrażliwego na naturalne potrzeby człowieka, ofiarowała się spontanicznie do pełnienia podstawowych ludzkich posług związanych z życiem i utrzymaniem odnośnego sługi słowa.

Taki styl życia Apostolskiego prowadził sam też Jezus Chrystus. Zarówno Jezusowi, jak i sporemu gronu Jego Apostołów, a być może wielu jeszcze innych Jego uczniów, którzy chłonęli słowa tego Mistrza z Nazaretu, który „uczył ich ... jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mk 1,22), towarzyszyło i posługiwało całe grono niewiast. Były to ofiarne kobiety – z całą pewnością nie żony któregokolwiek z Apostołów. Oddawały się one spontanicznie, a z całym poświęceniem swego kobiecego serca pracy przy zaspokajaniu elementarnych potrzeb życia przede wszystkim Jezusa, a wraz z Nim grona Jego Apostołów i pozostałych Uczniów.

Podobny styl życia pełniły po Zesłaniu Ducha Świętego inne z kolei niewiasty, które z równą gorliwością dbały o sprawy związane z podstawowymi potrzebami sług Słowa Bożego. Obserwując ich żarliwe zaangażowanie – w klimacie nieustannego narażania swego życia nawet na śmierć męczeńską, zdawały one sobie sprawę, że zarówno Apostołom, jak ich następcom, głoszącym Słowo Boże po coraz innych krajach, nie starcza ani czasu ani sił, by zadbać o siebie samych.

Możemy z góry przyjąć w pełni zgodną z prawdą życia na co dzień – brutalną wymowę chociażby tego oto wyznania autobiograficznego św. Pawła, który ponad wątpliwość nie rzucał słów ‘na wiatr’:

„... Są Sługami Chrystusa
[Paweł zestawia swoje życie Apostolskie z pozostałymi Apostołami i innymi Głosicielami Ewangelii]?
Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci ...
– W pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie kościoły ...” (2 Kor 11,23.27n).

Początkowo spełniali Apostołowie wszystkie prace, związane z własnym utrzymaniem, niewątpliwie sami. Wkrótce jednak doszła czasochłonna dodatkowa posługa – chociażby przy sprawiedliwym rozdziale dóbr, jakie składali u ich stóp zamożniejsi nowo-nawróceni uczniowie.
Rychło okazało się, że w praktyce coraz trudniej było pogodzić ze sobą nawał prac związanych z własnym utrzymaniem, posługiwaniem „przy stołach”, z ich własnym zasadniczym celem: pełnego zaangażowania w głoszenie Dobrej Nowiny.

W ten sposób doszło do pierwszego „podziału pracy” – poprzez wyodrębnienie diakonatu jako współuczestnictwa w jednym jedynym Sakramencie kapłaństwa. Ustanowienie ‘diakonatu’ pozwoliło Apostołom oddać się „wyłącznie modlitwie i posłudze Słowa(Dz 6,4), jak to autorytatywnie stwierdził przy wyborze diakonów Piotr.
– Posługą „przy stołach” z ubogimi zajmowali się odtąd z zasady diakoni. Działo się to jednak zapewne przy czynnej współpracy z innymi jeszcze osobami, w dużej mierze ‘wolontariuszy’, a tym bardziej kobiet, które z natury są predysponowane do takiej posługi przy potrzebujących.

Z kolei jednak niezależnie od zaistniałych ‘diakonów” nadal zgłaszały się z całą pewnością ofiarne ‘kobiety’, względnie jakaś pojedyncza ‘kobieta’, gotowe krzątać się wokół zwyczajnych, ludzkich posług niezbędnych do życia na co dzień sług Słowa Bożego. Chodzi przede wszystkim o takie codzienne posługi, jak podejmowanie zakupów żywnościowych, gotowanie, sprzątanie, pranie, dbanie o odzież, itp.

Takie znaczenie użytych tu dwóch greckich wyrażeń: gyné, adelphé (kobieta-siostra) – jest w kontekście wydarzeń przedstawianych czy to w Dziejach Apostolskich czy w Listach Apostolskich w pełni uzasadnione i zrozumiałe.
Również dzisiaj przyjęte jest w określonych środowiskach odzywanie się np. do pań pielęgniarek przez ‘siostra’. Z podobnego motywu przyjęte jest w pewnych grupach ludzkich wzajemne odnoszenie się, przynajmniej przez określony czas np. wspólnego pielgrzymowania, za pomocą zwrotu: ‘brat’, względnie ‘siostra’. O ileż bardziej miało to zastosowanie w Kościele pierwotnym, gdzie wszyscy rzeczywiście przeżywali swoją niemal ‘rodzinną’ więź we wzajemnym zjednoczeniu w Chrystusie.

(29 kB)
Objaśnienie

W takim właśnie znaczeniu przyjmował ofiarną posługę ze strony niewiast za swego życia ziemskiego – z wdzięcznością i bez zastrzeżeń sam przede wszystkim Syn Człowieczy, Jezus Chrystus. Świadczą o tym bez ukrywania czegokolwiek zapisy Ewangelistów. Wystarczy wskazać chociażby na następującą notatkę Łukasza, który wykazywał wciąż daleko posuniętą wrażliwość na godność kobiety i jej promocję ze strony Jezusa Chrystusa:

„A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia” (Łk 8,1nn; zob. też: MuD 13; itd.).

W omawianym tekście 1 Kor 9,5 (zob. wyż.: Zabieranie ze sobą kobiety-siostry-chrześcijanki) użył Paweł ponadto jeszcze drugiego rzeczownika, który pełni w tym zdaniu rolę przydawki do owego podstawowego: ‘gyné’ (kobieta), mianowicie gr.: ‘adelphén gynaíka’.

a. Greckie ‘adelphé’ znaczy: ‘siostra rodzona’.
b. Jednakże w języku greckim Nowego Testamentu (tzw. koiné diálektos) oznacza ono nierzadko zgodnie z semickim sposobem wyrażania się: ‘siostra-jako-krewna’, czy to kuzynka, czy kobieta z dalszej rodziny, względnie tylko danego rodu.
c. Niezależnie od tego, wyrażenie ‘adelphé’ : bywa używane w nowotestamentalnym języku greckim w znaczeniu: siostra-jako-chrześcijanka, tj. uczennica Chrystusa, kobieta która przyjęła wiarę w Chrystusa-Boga; kobieta która stała się osobą wierzącą.
d. Znamienny jest w tym wypadku przekład Nowego Testamentu z języka greckiego na język hebrajski, dokonany przez prof. Franz Delitzscha (Berlin 1923, str. 308). Brzmi on w tym miejscu:

„... leholík [dla chodzenia]
‘immánu [z-nami]
’achot [sióstr-krewnych]
le-’iszszáh [jako kobiety; w charakterze kobiety]:
= do chodzenia z nami sióstr-kobiet (ewentualnie: żon) ...” (1 Kor 9,5).

Użyty tu hebrajski rzeczownik ’achot jest pluralis od żeńskiego: ’acháh = siostra; krewna; kuzynka. Jest to zatem żeński odpowiednik męskiego rzeczownika: ’ách, który znaczy: brat, kuzyn, krewny.
Rzeczownik ten odzwierciedla jednak treściowo mentalność owych czasów, a jednocześnie niezbyt rozwinięty stopień języka czy to hebrajskiego, czy innych odgałęzień języków semickich. Wobec braku innego rzeczownika na oznaczenie precyzyjnych stopni pokrewieństwa i powinowactwa, bez których nasza współczesna kultura i mentalność nie potrafiłaby się obejść, posługiwano się w owych czasach czy to formą męską, czy żeńską owego ’ach – ’acháh [brat; siostra = krewny; członek rodziny, rodu] na oznaczenie jednocześnie wszelkich odmian odpowiadających naszym zróżnicowanym wyrażeniom: ‘krewny, krewna; kuzyn-kuzynka; wuj, ciocia’ itd.

Innymi słowy hebrajsko-aramejskie ’ach [= brat] dotyczy zarówno rodzeństwa, jak i bliższych, a nawet bardzo dalekich krewnych, czyli po prostu ‘rodziny-rodu’ w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu. Odpowiadało to głęboko zakorzenionej mentalności ówczesnego ustroju rodowego, który w zasadzie nie rządził się prawem państwowym, jakiego często jeszcze nie było, względnie które tworzyło się dopiero bardzo powoli i z niemałymi oporami stawianymi przez poszczególne pokolenia, rody i klany.
– W takim właśnie znaczeniu trzeba rozumieć występujące tutaj, przez Apostoła Narodów użyte dalsze jeszcze dopełnienie: „... jak to czynią pozostali Apostołowie – oraz bracia Pańscy i Kefas(1 Kor 9,5).

Nie mamy zamiaru wnikać tu w rzeczywistość owych czasów, bo i tak pewności w tym wypadku nie osiągniemy. Ponadto zaś ścisła odpowiedź na to zagadnienie nie jest nam nawet zanadto potrzebna. Trzeba zostawić możność przełożenia, względnie rozumienia tego tekstu w każdej z owych paru możliwościach znaczeniowych.
– Przekład winien być przekładem, a nie komentarzem. Nam zaś w najmniejszym stopniu nie przeszkadza przyjęcie w tym miejscu nawet znaczenia: kobieta-żona. Duch Święty wprowadzał Kościół Chrystusa w coraz głębsze poznawanie sensu dziewictwa i celibatu dla Królestwa Bożego dopiero stopniowo – zgodnie z wypowiedzią samego Chrystusa: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane(Mt 19,11).

Jeśli jednak uwzględnimy już nie tylko abstrakcyjne, czysto filologiczne rozważania odnośnie do omawianych tu wyrażeń św. Pawła, wypada stwierdzić, że cały kontekst Ewangelii oraz dynamicznie rozwijającego się Kościoła zdaje się przemawiać zdecydowanie za tym, iż sens owego zwrotu Pawłowego: ‘gyné-adelphé’ [kobieta-siostra] dotyczył kobiety (jednej lub wielu) jako nie związanej węzłem małżeństwa z danym Apostołem-kapłanem. Kobieta ta – względnie kobiety te, otaczały Apostołów-kapłanów po prostu swoją kobiecą zapobiegliwością od strony materialnej, posługując im jak umiały w ich wyżywieniu i utrzymaniu na co dzień.

(11.8 kB)

RE-Lektura: cz.VII, rozdz. 2-d.
Stadniki, 23.V.2015.
Tarnów, 14.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)


3. Zaangażowane przeżywanie wiary
4. Rola kobiety w Kościele Domowym

E. WSPÓŁISTNIENIE SAKRAMENTU KAPŁAŃSTWA I MAŁŻEŃSTWA
1. Wzajemne oddziaływanie Sakramentu Kapłaństwa i Małżeństwa
a. Powołanie na Apostoła-Kapłana
b. Powołanie do małżeństwa-rodziny
2. Małżeństwo a Apostoł-Kapłan w pierwotnym Kościele
a. Dynamika i cena rozprzestrzeniania się Dobrej Nowiny
b. Płodność miłości małżeństwa a płodność miłości w Duchu Świętym
„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37nn). Tekst
3. Wędrowanie Apostolskie wraz z ‘kobietą’
Zabieranie z sobą kobiety-siostry-chrześcijanki (1 Kor 9,4). Tekst
a. Oskarżanie Pawła o ‘dorabianie się’ na głoszonej Ewangelii
b. Ofiarna posługa towarzyszących kobiet-sióstr-chrześcijanek
Wyrażenie ‘gyné’
Wyrażenie „bracia’
Wyrażenie ‘gyné-adelphé’


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Jan Paweł II całuje obejmującą go małą dziewczynkę
Ryc.2. Wielka katastrofa kolejowa w Polsce, 2012 r.
Ryc.3. Wesele góralskie: strój góralski. Weselisko w USA.
Ryc.4. Ojciec ukochany przez swe dorastające dzieci
Ryc.5. Wiewiórka w zgrabnym skoju w dal
Ryc.6. I takie przygody się zdarzają: samochód sam już nie chodzi
Ryc.7. Zdumiewający akrobaci nad przepaściami górskimi piechotą po linie