(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Kwiaty: 12 kB

F.   TRÓJCA ŚWIĘTA W MĘCE SYNA BOŻEGO

(6,1 kB)

1. Bóg Ojciec w męce swego Jednorodzonego Syna

(3.5 kB)

Śmierć Syna Bożego przez Jego przerażającą mękę i ukrzyżowanie musiała stać się dla samego Trójjedynego swoistym bólów-bólem. Stworzenie nie przeniknie tajemnicy tego, co na swój Boży, dla stworzenia niedostępny sposób, ‘przeżywa’ sama Trójca Przenajświętsza.

Jak to się stało możliwe, żeby stworzenie mogło w pewnym momencie sądzić swojego ... Stworzyciela? I ... zasądzić Go na śmierć – śmierć wśród wyrafinowanych tortur?!
– Próba zastanowienia się nad tym faktem sprawia, że człowiek zapadłby się w nicość na samą myśl, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce w dziejach kosmosu – i człowieka. Jednakże: unicestwienia raz poczętego człowieka ... po prostu nie ma; i go nie będzie". Nikt nie może siebie samego ... unicestwić !

Co zatem w czasie męki Syna Bożego przeżywała cała Trójca Przenajświętsza?
– Możemy jedynie podjąć ludzką próbę zastanowienia się nad głębinami natury tego Boga, który JEST – Miłością. Tę to Miłość przyszedł ukazać kosmosowi – z człowiekiem, jego królem na czele, Syn Boży. Zdolny do zgłębienia życia samego Trójjedynego był i jest sam tylko Syn Boży:

„... Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec,
ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn,
i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27; zob. J 1,18; 5,20; 7,29; itd.).

Otrzymaliśmy jednak ponadto jeszcze jeden dar Chrystusa, Oblubieńca-z-Krzyża, dar zupełnie wyjątkowy, osadzony „... jakby w ranach ... [Jego: Jezusa] ukrzyżowania” (DeV 24).
– Jest nim Duch Święty. On zaś jest Jednością Ojca i Syna i na odwrót.
I dobrze ‘widzi’ ból Serca i Ojca – i Syna, spowodowany ludzkim grzechem:

„Nam zaś objawił to [= Odkupienie: dla tych którzy Boga ‘miłują’] Bóg przez Ducha.
Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego ...
... Tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży.
Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga,
dla poznania darów Bożych ...” (1 Kor 2,10nn).

Trzeba nam zdać sobie jasno sprawę, że cierpień męki, ukrzyżowania i śmierci doznaje osobiście co prawda sam tylko Syn Boży Wcielony: Jezus Chrystus – w swej ludzkiej naturze.
Niemniej: ‘natura’ wyraża swoje działanie poprzez osobę, która chwila po chwili bierze odpowiedzialność za działania podjęte z głębin natury.

Jezusowa Osoba jest tylko i wyłącznie Boża, a nie człowiecza. Dzięki temu – działaniom Jezusa przysługuje wartość nieskończona: jako działaniom Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, chociaż spełnionym w Jego ludzkiej naturze. Tak dopiero stało się możliwe dokonanie dzieła odkupienia.

(15 kB)
Objaśnienie

Ale: samo w sobie dzieło odkupienia, czyli dzieło oblubieńczego ... przymierza Boga z człowiekiem, jest ostatecznie dziełem całej Trójcy Przenajświętszej, tzn. i Ojca i Syna-Odkupiciela-Oblubieńca, i Ducha Świętego.

Nie chcielibyśmy odbiegać od aktualnie rozważanego aspektu, przedmiotu obecnej siódmej części naszej strony. O Trójcy Przenajświętszej i niezwykle ‘skomplikowanych’ sprawach związanych z faktem, że Jezus Chrystus istnieje w dwóch całkiem odrębnych naturach: Bożej i człowieczej, mając tylko jedną jedyną osobę: Osobę Bożą jako Druga Osoba Trójcy, mówiliśmy już dostatecznie niejednokrotnie wcześniej (szczególnie np. w cz.V, rozdz.5: Bóg Cierpiący-Zasmucony-Uradowany; tamże. cz.V, r. 4: Między sprawiedliwością a miłosierdziem; tamże, cz. V, rozdz.1, całe pkt ‘A’: Poznać głębię tajemnicy Boga; itd.).

O swym Ojcu wyrazi się zwięźle, a jakżeż porywająco, sam Jezus Chrystus:

„Tak bowiem Bóg [tj: Ojciec] umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął,
ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Czy Ojciec chciał cierpień i tortur Syna? Oczywiście: NIE. Chciał natomiast, zgodnie z zamysłem Trójjedynego, obdarzyć człowieka: mężczyznę i kobietę – swą oblubieńczą miłością. By ten Człowiek, ta Ukochana, „... nie zginął, ale miał – życie wieczne” (J 3,16).

Ofiar krwawych ludzkich jako zadośćuczynienia za grzechy i zniewagi Bogu wyrządzone – Bóg nigdy nie chciał. Dał to do zrozumienia raz na zawsze przez powstrzymanie w ostatniej chwili Abrahama, który zapewne w najlepszej intencji, chciał złożyć dla Jahwéh swojego jedynego syna Izaaka (Rdz 22,11-18). Sądził, że „Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo [śmierci i zmartwychwstania Chrystusa](Hbr 11,19).

Jednakże ten sam Jahwéh, który w żaden sposób nie godzi się na ofiary przebłagalne ludzkie, składa niejako bez zmrużenia oka samego siebie w ofierze przebłagalnej za grzechy swojego wiarołomnego Obrazu: mężczyzny i kobiety.
– Zapowiedzi tej ofiary – w tamtych czasach jeszcze niezbyt jednoznaczne, znalazły swój charyzmatyczny zapis przede wszystkim u Deutero-Izajasza – w „Czwartej Pieśni o Słudze Jahwéh”. W poprzednich rozważaniach przytaczaliśmy już parokrotnie fragmenty tej części Proroka Izajasza.

Oto jeszcze raz kilka wymownych wyrażeń tego Słowa-Bożego-Pisanego:

„... Lecz On się obarczył naszym cierpieniem ...
a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy ...
a Jahwéh zwalił na Niego winy nas wszystkich ...
Spodobało się Jahwéh zmiażdżyć Go cierpieniem ...
– Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo ...
a Wola Jahwéh spełni się przez Niego ...
Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, ...
za to, że siebie na śmierć ofiarował ...
A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami” (Iz 53,4-12).

Z wypowiedzi Ewangelii wypada wspomnieć w tym kontekście pełne czułości słowa Ojca do Syna i o Nim, wypowiedziane w chwili, gdy Jezus przyjmował Chrzest od Jana Chrzciciela w Jordanie (np. Mk 1,11), a z kolei na Górze Tabor w chwili Przemienienia (np. Łk 9,35). Po czym ponownie wtedy, gdy delegacja pogan chciała spotkać się z Jezusem niemal w przeddzień Jego Męki (J 12,28).

Niezmiernie charakterystyczne są w tym względzie słowa Jezusa o swoim Ojcu w nawiązaniu do zbliżającego się oddania własnego życia za swych ludzkich braci i siostry:

„Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję,
aby je potem znów odzyskać.
Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję.
Mam moc je oddać, i mam moc je znów odzyskać.
Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca” (J 10,17n).

Na tym przykładzie, a raczej w całym dramatyzmie ukazanej tu rzeczywistości można zaobserwować zdecydowane, nie dające się porównać z sobą przeciwstawienie stylu ‘miłowania’ reprezentowanego przez Boga – a Złego: Szatana.
– Szatan nie jest zdolny do miłości. Jest on nie-zdolny oddać-siebie-‘dla’ kogokolwiek. Szatan jedynie ... pożera innych ... !.
– Bóg, przeciwnie, oddaje siebie samego na ... ‘rozszarpanie i pożarcie’! Bóg nigdy nie przeleje krwi cudzej ! Daje natomiast – w darze miłości oblubieńczej, krew swoją – oraz ciało swoje własne: jako pokarm, jako napój dla swojej umiłowanej, Oblubienicy!

(0,2 kB)  Skąd więc znalazły się w pismach Nowego Testamentu te dwie straszne, parokrotnie już przez nas przytoczone wypowiedzi o Ojcu:

„On [= Ojciec], który nawet własnego Syna nie oszczędził,
ale Go za nas wszystkich wydał,
jakże miałby nam wraz z Nim i wszystkiego nie darować?” (Rz 8,32).

Oraz:

„On to dla nas grzechem uczynił tego, który nie znał grzechu,
abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).

Wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie człowiek zapewne nigdy się nie doczeka. Jest to tajemnica tak przyjętej, konsekwentnej miłości, miłości oblubieńczej – Trójjedynego względem człowieka: mężczyzny i kobiety.

Oto Boża „hémet” : Prawda-Wierność. Wierność raz człowiekowi, jeszcze daleko „przed założeniem świata” (Ef 1,4), powiedzianemu i przyrzeczonemu słowu:



Ty Moja! Kocham Cię!

(6.1 kB)

Zrobię wszystko, żebyś
Życie
miała!
Miała je ... w obfitości

(por. J 10,10)

Oto ‘milość’, która pragnie być „miłością” prawdziwą!

Oto i tytuł naszej strony internetowej:


   „Miłości – rozwiązania ludzkie a Boże”   


Bóg – raz ‘ślubowanego’ słowa przy zawieraniu przymierze małżeńskiego z Ludem swego Wybrania ponad wątpliwość nie wycofa. Niezależnie od godności czy nie-godności tej swojej. Bóg przenigdy nie powie o zawartym swoim przymierzu z człowiekiem, że to była „przygoda miłosna, przeżycie przejściowe, jednorazowe”. Bóg, a w Nowym Testamencie syn ‘Króla’, który jest Jego Ojcem, nie powie, że zjednoczenie ze swym Ludem było eksperymentem „czasowym, czy ‘na próbę’ ! Bóg jest w swym Słowie „wierny na całą wieczność” (por. FC 80).

W tej sytuacji zaczynamy jeden raz więcej lepiej rozumieć styl ‘miłowania’ ze strony Boga. Bóg raz danego Słowa – już nie wycofa. Jeśli podobne słowo zostaje wycofane ze strony człowieka, Bóg staje się – w imię swej stałości-niezłomności-wierności [hebr.: hémet] natychmiast jego Odkupicielem. Jako Odkupiciel kładzie Bóg na szalę zawsze cenę najwyższą z możliwych. Skoro miłość – to osoba-miłość, w tym wypadku sam Bóg-Miłość, daje On na okup dla wyrwania człowieka z grożącej mu utraty życia wiecznego – po prostu siebie całego: swoją Osobę-Miłość. Bóg nigdy nie da w zamian za ‘człowieka’ – jakiejkolwiek ‘rzeczy’. Ani tym bardziej nie poświęci w tym celu kogoś: czyjąś osobę. Stąd Jezusowe słowa:

„Przykazanie nowe daję wam: abyście się wzajemnie miłowali
tak, jak ja was umiłowałem;
żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie ...” (J 13,34).

„Nikt nie ma większej miłości od tej,
gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Z tą jednak zasadniczą różnicą odnośnie do miłości ze strony Boga w stosunku do swej umiłowanej – człowieka:

„Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to,
że Chrystus umarł za nas,
gdyśmy byli jeszcze grzesznikami ...” (Rz 5,8).

Rozumiemy znowu lepiej słowa Jana Pawła II z jego Dives in Misericordia (1980 r.) – o Bożym Miłosierdziu:

„Jeśli bowiem rzeczywistość odkupienia poprzez swój ludzki wymiar
odsłania niesłychaną godność człowieka,
qui talem ac tantum meruit habere Redemptorem
[= ‘który zasłużył sobie mieć takiego i tak wielkiego Odkupiciela’],
to równocześnie Boski wymiar odkupienia pozwala nam w sposób najbardziej poniekąd
doświadczalny i ‘historyczny’ odsłonić głębię tej miłości,
która nie cofa się przed wstrząsającą ofiarą Syna,
aby uczynić zadość wierności [= Boża ‘hémet’: wierność-stałość-Prawda]
Stwórcy i Ojca wobec ludzi stworzonych na Jego [= Syna; por. Rz 8,29]
Obraz i ‘od początku’ w tym Synu wybranych do łaski i chwały” (DiM 7d).

(3.5 kB)

2. Udział Ducha Świętego w męce Syna Bożego


(6.6 kB)
Objaśnienie

Wypada poświęcić parę chwil udziałowi Ducha Świętego w Oblubieńczej Ofierze Syna Bożego na krzyżu.

W Ewangeliach spotykamy raz po raz wzmianki o Duchu Świętym, który podąża niejako ‘ręka w rękę’ z Jezusem Chrystusem, Drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej Wcieloną, i prowadzi Go pewną dłonią do pełnego zrealizowania dzieła, jakie Mu zlecił do spełnienia Ojciec Niebieski.

Udział Ducha Świętego w całym Dziele Odkupienia przedstawia niezwykle głęboko – a modlitewnie – przede wszystkim encyklika Jana Pawła II Dominum et Vivificantem (1986 r.).

Jeśli pominąć dokładniejszą analizę udziału Ducha Świętego przy Zwiastowaniu (Łk 1,35; Mt 1,18) i pozostałych wydarzeniach Ewangelii Dzieciństwa Jezusa, wystarczy że wspomnimy o czynnej obecności Ducha Świętego u samego progu działalności publicznej Jezusa:

„Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię,
aby był kuszony przez diabła ...” (Mt 4,1).

Duch Święty jest dla Jezusa Chrystusa radością i podtrzymaniem. Trudno nie wspomnieć o charakterystycznej wypowiedzi dwóch Ewangelistów:

„W tej właśnie chwili Jezus [= rozradowani Apostołowie wracają z zaprawiania się w działalność apostolską: Łk 10,17-20]
rozradował się w Duchu Świętym i rzekł:
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie ...” (Łk 10,21; zob. Mt 11,25).


Całkiem otwarcie objawiał Jezus Ducha Świętego jako Osobę przede wszystkim w ostatniej fazie swojego ziemskiego życia. Wymienia On przy okazji coraz inne przymioty i niejako ‘zadania’, jakie będzie spełniał Duch Święty. Mianowicie po śmierci krzyżowej Jezusa, tj. po Jego „odejściu” do Ojca, przekaże Jezus dzieło zbawienia i rozdawnictwo łask, jakie wysłużył swoją śmiercią krzyżową, właśnie Duchowi Świętemu:

„Odkupienie spełnione przez Syna w wymiarach ziemskiej historii człowieka – spełnione w Jego ‘odejściu’ przez krzyż i zmartwychwstanie – zostaje równocześnie w całej swojej zbawczej mocy przekazane Duchowi Świętemu: ‘z Mojego weźmie’ [J 16,14].
Słowa, które wedle Janowego zapisu wskazują, że zgodnie z zamysłem Bożym – ‘odejście’ Chrystusa jest nieodzownym warunkiem ‘posłania’ i przyjścia Ducha Świętego, wskazują zarazem na nowy początek zbawczego udzielania się Boga w Duchu Świętym” (DeV 11).

Parokrotnie przytoczyliśmy już też słowa Jana Pawła II o Duchu Świętym w łonie samej Trójcy Przenajświętszej, że mianowicie On to, jako Duch-Miłość-Osoba:

„... przetwarza sprawę grzechu ludzkiego w nowe obdarowanie zbawczą miłością.
Z Niego [= Ducha Świętego], w jedności Ojca i Syna, rodzi się owa Zbawcza ekonomia [= Zamysł zbawienia],
która napełnia dzieje człowieka darami odkupienia ...” (DeV 39).


Jezus wkroczył w pewnej chwili zdecydowanie w „swoją Godzinę” (zob. J 2,4; J 12,23; 13,1). Nieustannie zapatrzony w Ojca i Jego Wolę, tj. w zamysł odkupienia człowieka chociażby za cenę najwyższą, daje się w ramach ‘geografii Woli Ojca’  prowadzić Duchowi Świętemu, który zresztą „pochodzi” z wzajemnego tchnienia Syna – i Ojca.

Notuje to wyraźnie List do Hebrajczyków :

„Chrystus ... nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew
wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne Odkupienie.
Jeśli bowiem krew kozłów i cielców ... którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawia oczyszczenie ciała,
to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha Wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną Ofiarę,
oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu Żywemu ...” (Hebr 9,11-14).

Jan Paweł II zwraca uwagę na uwydatnione przez Jezusa zadanie Ducha Świętego o „przekonywaniu ludzi o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,8; DeV 39n). Jest to ten Duch Święty, który z ran Chrystusowego ukrzyżowania będzie dany „na odpuszczenie grzechów” (Dz 10,38).

Obecnie Duch Święty, którego prowadzeniu Jezus z pełnią świadomości się poddaje, przekształca Człowieczeństwo Jezusa „... w doskonałą ofiarę poprzez akt Jego śmierci jako żertwy miłości na krzyżu” (DeV 40). Jezus składa ją sam, a równocześnie „przez Ducha Wiecznego – co znaczy, że Duch Święty w szczególny sposób działał w tym absolutnym samo-oddaniu Syna Człowieczego, aby przemienić cierpienie w odkupieńczą miłość” (DeV 40).

W dalszym ciągu nawiązuje Jan Paweł II do „ognia z nieba”, który spalił ofiarę złożoną niegdyś przez Eliasza Proroka na górze Karmel.
– Ojciec święty widzi daleko idącą analogię między ofiarami Starego Testamentu – a obecną ofiarą Syna Bożego:

„... Przez analogię można powiedzieć, że Duch Święty jest ‘ogniem z nieba’ działającym w głębi tajemnicy Krzyża. Oto, pochodząc od Ojca, skierowuje On ofiarę własną Syna do Ojca, wprowadzając ją w Boski wymiar Trynitarnej Komunii.
– Jeśli grzech zrodził cierpienie, to teraz ból Boga – owo cierpienie – zyskuje poprzez Ducha Świętego swój ostateczny ludzki wyraz w Chrystusie ukrzyżowanym.
Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi Bóg odrzucony przez swe stworzenie:
Nie wierzą we Mnie’ !
I równocześnie z głębi tego cierpienia – a pośrednio: z głębi grzechu, że ‘nie uwierzyli’ –
Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku.

W głębi tajemnicy Krzyża działa miłość, która przywodzi człowieka na nowo do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym.
Duch Święty jako miłość i dar zstępuje niejako w samo serce ofiary, która jest składana na krzyżu. Nawiązując do tradycji biblijnej, można powiedzieć: spala tę ofiarę ogniem miłości, która jednoczy Syna z Ojcem w Trynitarnej Komunii.
– Ponieważ równocześnie ta krzyżowa ofiara jest w pełnym tego słowa znaczeniu własnym czynem Chrystusa, dlatego też w tej ofierze ‘otrzymuje’ On Ducha Świętego. Otrzymuje Go w taki sposób, że może On – i tylko On razem z Bogiem Ojcem – ‘dać’ Go Apostołom, Kościołowi, ludzkości. On sam Go ‘posyła’ od Ojca [J 15,26] ...” (DeV 41).

(3.5 kB)

3. Syn Boży w przeżywaniu daru-siebie-samego
na Krzyżu Przymierza

Jak z kolei przeżywa swoją mękę sam Syn Boży i Syn Człowieczy w swej jednej – Bożej Osobie?

Jest jasne, że fizyczne doznanie zadawanych ran, biczowania, cierniem koronowania, musiało być niewyobrażalnie bolesne. Czy Jezus krzyczał? Czy jęczał? Ewangelie okrywają Jego mękę zasłoną niemal całkowitego milczenia. Sygnalizują tylko niektóre, główne etapy zadawanych Mu tortur – bez wchodzenia w szczegóły.
– Zapewne bezpośrednio od Piotra pochodzi wspomnienie o charakterystycznym szczególe, jaki nastąpił już po ubiczowaniu Jezusa, mianowicie bicia Jezusa po głowie kijami, żeby korona cierniowa weszła głębiej w głowę:

„Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę.
Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z cierni, włożyli Mu na głowę.
I zaczęli Go pozdrawiać: ‘Witaj, Królu Żydowski!’.
Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i, przyklękając oddawali Mu hołd ...” (Mk 15,16-20).

Sama ta tortura musiała być przerażająca. Niektórym świętym mistykom pozwolił Jezus wziąć udział w bólu jakiegoś jednego ciernia. Św. Faustyna Kowalska w takiej katuszy z bólu niemal natychmiast traciła przytomność (DzF 348n.759.1399).

Czy Jezus ... krzyczał? Proroctwa mówiły:

Jak Baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich”
(Iz 53,7; Jer 11,19).

Św. Piotr przekazuje w swym Pierwszym Liście słowo zachęty do wytrwania w miłości z powołaniem się na cierpiącego Chrystusa:

„On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził,
ale oddawał się temu, który sądzi sprawiedliwie.
On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo,
abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości –
krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni ...” (1 P 2,23n).

Całun Turyński jest głośno przez wieki mówiącym świadectwem bezmiaru tortur zadawanych Synowi Bożemu (zob. wyż.: Wzrok utkwiony w Chrystusa ukrzyżowanego - tamże nieco poniż. o ‘całunie’; przytoczono za: EWIG [3-4, 1994] 6n, ze zdjęciami). Drobiazgowe analizy pozwoliły naliczyć 363 ran szarpanych przez bicze zakończone trzema ołowianymi kulkami z zadziorami.
– Żydzi zwykle dopuszczali zadawanie razów do 40 razy (Pwt 25,3; por. 2 Kor 11,24). Tutaj siepaczami byli rzymscy żołnierze, którzy stosowali sobie właściwe ‘techniki’, a zamiast „40x mniej jeden[tak liczyli Żydzi, by nie przekroczyć liczby ‘40’] razów, było w przypadku Jezusa 121 uderzeń trzema zakończeniami biczów z podwójnymi kulami-henklami na końcu. Uderzenia wykonywane były przez jednego kata mniejszego wzrostu, a drugiego – wyższego wzrostem.

(5.7 kB)
Objaśnienie

Że Jezus przeżył tę katorgę, jest to tajemnica! I że po tym przerażającym biczowaniu, dodatkowo już też z cierniową koroną na głowie, był On w stanie stanąć jeszcze raz przed Piłatem (J 19,5), a potem „sam dźwigać krzyż” (J 19,17), to już ponad wątpliwość moc Boża, która przymnażała siły człowieczeństwu Jezusa, żeby mógł wychylić kielich zadawanych Mu męczarni do dna.

Trudno przypuszczać, żeby Jezus wśród tych męczarni nie wydał żadnego jęku. Z całą pewnością natomiast nie złorzeczył, nie wzywał pomsty nieba na złoczyńców, nie rzucał na nikogo złorzeczeń ani przekleństw. Chociaż takie właśnie reakcje skazańców były co najmniej ‘normą’. I były w takich okolicznościach zrozumiałe!

Sposób zachowania Jezusa przez cały czas zadawanych Mu mąk i deptania Jego ludzkiej, a cóż dopiero Boskiej godności – nie mógł nie dać do myślenia katom. Nie ulega przecież wątpliwości, że w sumieniu również Jego oprawców, w owym „najtajniejszym ośrodku i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa ...” (DeV 43), przez cały czas niezmiennie przemawiał Bóg. Nieprawdopodobne, żeby Bóg nie udzielił oprawcom wystarczającego dla nich rozeznania, o co tu właściwie chodzi.

Echem tego jest wyznanie wiary dowódcy plutonu egzekucyjnego. Jest to ten z żołnierzy, który już zmarłemu Jezusowi zadał pchnięcie włócznią, w następstwie czego natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,34):

„Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał Ducha, rzekł:
Prawdziwie, ten człowiek był SYNEM Bożym’ ...” (Mk 15,39; Mt 27,54: ‘Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie ...’; Łk 23,47nn: setnik ... i tłumy ... wracały bijąc się w piersi ...).

(3.5 kB)

4. Oblubieniec-z-Krzyża w pełnej miłości modlitwie męki

Jedno jest pewne, jeśli chodzi o ‘postawę’ Jezusa, Syna Bożego i Syna Człowieczego przez cały ciąg zadawanych mu przerażających mąk. Mianowicie Jezus bezustannie ... się modlił. Było to – i jest nadal – zupełnie zdumiewające.

Modlitwę w przypadku lekkich dolegliwości można stosunkowo łatwiej zrozumieć. Ale przy bólach silnych, strasznych, ogrom bólu praktycznie uniemożliwia jakiekolwiek ‘myślenie’. Nie liczy się już nic innego, tylko ... doznawanie straszliwego bólu i podejmowane mniej lub więcej chaotyczne, rozpaczliwe wysiłki, by się od bólu uwolnić. Ból staje się silniejszy od człowieka.

Tymczasem uświadamiamy sobie jeszcze raz słowa Jana Pawła II:

„Jezus Chrystus, Syn Boży – jako Człowiek – w żarliwej modlitwie swojej męki, pozwolił Duchowi Świętemu ... przekształcić [swoje własne człowieczeństwo] w doskonałą ofiarę poprzez akt swej śmierci jako żertwy miłości na krzyżu ...” (DeV 40).

Modlitwa Jezusa jest jedną wielką komunią miłości z Trójjedynym, który JEST ... Miłością. Ta zaś Boża miłość jest wobec człowieka, który w swym oszukaniu przez Złego odrzuca Bożą miłość i podąża na oślep ku zgubie – wiecznej, jednym wielkim miłosierdziem oraz oblubieńczą, bezwzględnie wierną miłością.
– Daje ona bez zawahania tak przerażająco wysoką cenę za opamiętanie Oblubienicy i jej ocalenie od niechybnie jej grożącego potępienia wiecznego.

Jeśli zatem Jezus się modlił – a co do tego nie ma żadnych wątpliwości, to tym samym ... kochał ! Nie ma modlitwy, bez szczerego przebaczenia nawet i wrogom. Ewangelie wyraźnie przytaczają wzruszające słowa przebaczenia i miłości Jezusa z wysokości Krzyża (Łk 23,34. - Zob. wyż.:  Ojcze przebacz im ...).


Zdajemy sobie sprawę, że Serce Jezusa było nasycone do ostateczności bólem duchowym, moralnym – niezależnie od straszliwych doznawanych bólów fizycznych.

Bólem Jego ‘Serca’ było poczucie odrzucenia przez tych, których ukochał tak bardzo bezinteresownie. Ta Jego, umiłowana, oblubienica – całkowicie wzgardziła Jego miłością. W skazaniu Jezusa na śmierć krzyżową potwierdziła ona ten wybór przeciw Niemu – teraz, tak samo jak to bywało już od zarania istnienia człowieka na ziemi, i jak nadal będzie poprzez wszystkie tysiące, może miliony lat istnienia żywego Obrazu Bożego wobec kosmosu.

Poczucie to musiało być dla Syna Bożego i Syna Człowieczego niewyobrażalnie dojmujące. Jezus niejako ‘nie wytrzymał’  tego ‘bólu serca’.
– Ujawnił go w ostatnich dniach swego ziemskiego życia, gdy wykazywał, dlaczego musi „odejść”. Jednocześnie uwydatnia mocno, że za cenę swojego „odejścia” będzie mógł „posłać Ducha Świętego” :

„A jeżeli odejdę [= męka-śmierć-krzyż], poślę Go [Ducha Świętego] do was.
On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie.
O grzechu – bo nie wierzą we Mnie ...” (J 16, 8n).

Poprzednio przytaczaliśmy już kilkakrotnie głębokie słowa Jana Pawła II w związku z tą wypowiedzią Jezusa oraz rolą, jaką Duch Święty spełnia w ‘przekonywaniu’ człowieka o grzechu. Wypada nawiązać do tych słów jeszcze raz – z wznowioną uwagą:

„Jeśli grzech zrodził cierpienie, to teraz ból Boga ... zyskuje poprzez Ducha Świętego swój ostateczny ludzki wyraz w Chrystusie ukrzyżowanym.
Oto paradoksalna tajemnica miłości: w Chrystusie cierpi
Bóg odrzucony przez swe stworzenie: ‘Nie wierzą we Mnie’ !
– I równocześnie z głębi tego cierpienia – a pośrednio: z głębi grzechu, że ‘nie uwierzyli’
Duch wyprowadza nową miarę obdarowania człowieka i stworzenia od początku.
– W głębi tajemnicy krzyża działa miłość, która przywodzi człowieka na nowo
do uczestnictwa w życiu, jakie jest w Bogu samym ...” (DeV 41)

Czy zauważamy, że cała nasza kontemplacja Jezusa-w-męce, zwłaszcza zaś Jezusa już rozpiętego-na-krzyżu, odsłania krok w krok przeżycia Jego Bożo-Ludzkiego Serca, które jest „gorejącym ogniskiem MIŁOŚCI” (jedno z wezwań Litanii do Serca Jezusowego)?

(3.5 kB)

5. Wierność Jezusa zleconej sobie trudnej misji aż do Krzyża

Pełni podziwu, ale tym bardziej wiary – stwierdzamy, że przez cały czas przeżywanych przerażających mąk, ‘panem’ sytuacji nie są ani oprawcy, ani owe męki i bóle, ale On w swym Bożo-Ludzkim Sercu. Nawiązywaliśmy już poprzednio do tego zdumiewającego faktu (zob. wyż.:  Pełnia przytomności panującego nad sytuacją Oblubieńca-z-krzyża). Żadne znieważenie Jego Bożo-Ludzkiej godności i żaden ból fizyczny nie stają się ‘większe’ niż On sam. Tutaj właśnie, wśród przerażających cierpień, ukazuje się właściwe ‘Oblicze’ Jezusa, Boga-Człowieka. Jest On Odkupicielem, ponieważ jest Oblubieńcem swej krzyżującej Go Oblubienicy.

Jezus przyjął tak krańcowo trudną Wolę Ojca, tj. odkupieńczy zamysł Trójjedynego wobec człowieka, żywego Obrazu Bożego. Z jakimż poddaniem tej właśnie Woli Ojca, pełnej miłości, wyrażał On to w czasie swej działalności publicznej:

„Moim pokarmem jest wypełnić Wolę tego,
który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło ...” (J 4,34).

Właśnie w tych krańcowych okolicznościach, zamysł ten zaczyna jarzyć jako Boże Miłosierdzie względem zagrożonego człowieka. Przy czym to ‘miłosierdzie’ jest tylko ‘owocem’ (por. DzF 949) już uprzednio u Boga istniejącej miłości do tegoż człowieka; miłości nie innej, a oblubieńczej.

Jakikolwiek inny rodzaj ‘miłości’ nie wchodzi w ogóle w rachubę. Miłość ta jest u Syna Bożego tak silna, tzn. jest tak bardzo cała Bogiem-Miłością, chociaż oczywiście i Człowiekiem-Miłością: Jezusem Chrystusem, że z sekundy na sekundę przerażających mąk potwierdza On niezmiennie wiernie [= Boża hémet !], iż ze słowa – raz danego oblubieńczo umiłowanemu człowiekowi, którego zaprasza do uczestnictwa w własnym, Bożym życiu i własnej, Bożej miłości, nigdy się nie wycofa.

Taka ‘miłość’ może zaistnieć jedynie w przypadku oblubieńców, którzy kochają do heroizmu rzeczywistego oddania własnego życia za tego drugiego, umiłowanego włącznie.

To właśnie dopiero znaczy ‘miłość’: „dar osoby – dla osoby” (LR 11). Teraz dopiero, w chwili rzeczywistego „zadeptywania ziarna pszenicy w ziemi, które pozornie całkiem obumrze(por. J 12,24), wyjaśnia się w całej zdumiewającej wymowie słowo, jakie Jezus wypowiedział o swej postawie w obliczu obecnie już prędko zbliżającego się „zgładzenia Go z krainy żyjących, ... zbicia Go na śmierć(por. Iz 53,8).

Jezus stwierdził mianowicie ze zdumiewającym naciskiem:

„... Ja życie Moje oddaję, aby je potem znów odzyskać.
Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję
Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać.
Taki rozkaz otrzymałem od Mojego Ojca” (J 10,17n).

Jezus doskonale wiedział – i co jakiś czas otwarcie to stwierdzał, że Jego misja „Posłanego przez Ojca” skończy się Jego wywyższeniem na krzyżu (J 3,14; 8,28; 12,32; Mk 8,31nn; 9,30nn; 10,32nn).

(21.6 kB)
Objaśnienie

Można by zapytać: Czy Jezus mógł się wycofać ze swej śmiertelnie trudnej misji? Oczywiście – Tak! Jeszcze w czasie pojmania w Ogrodzie Oliwnym odezwał się do Piotra, który chciał Go obronić mieczem:
Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca Mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów Aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?” (Mt 26,52nn).

Z kolei nie może tu wchodzić w rachubę bezwolne podleganie ślepemu ‘fatum’, na które Jezus by nie miał żadnego wpływu. Jezus chce po prostu pozostać wiernym zleconemu sobie dziełu Ojca Niebieskiego: Objawienia Boga jako Prawdy-wierności w Jego miłości, która cała jest przymierzem, przymierzem jednak wymagającym, zwracającym się do wolnej woli stworzenia swojego umiłowania – człowieka.

Jezus nie wycofa się z głoszenia Prawdy Objawienia, chociaż zdaje sobie doskonale sprawę, iż zarówno Jego słowa, jak i czyny wyzwalają gwałtowny sprzeciw, który rychło doprowadzi do „zgładzenia Go z krainy żyjących(Iz 53,8). Motywem pozostawania ‘sobą’ i trwania w spełnianiu zleconej sobie niewdzięcznej misji jest wierność-w-miłości: zarówno względem Ojca, jak i swojej oblubieńczo umiłowanej, której pragnie utorować drogę do „Domu Ojca” (por. J 14,2n).

Innymi słowy Jezus nie będzie ‘szukał’  tortur. One Mu zostaną zadane! Nie zadał On śmierci sobie sam. Został natomiast zasądzony, zamęczony, zabity.

Pozostaje natomiast faktem, że Jezus znalazł się ze swoją misją Syna Bożego w takich okolicznościach i był z zasady prowokowany do wyrażania Prawdy Objawienia w sposób, który szokował słuchaczy Słowa Bożego. Z kolei zaś Jezus nie mógł przemawiać inaczej, jak tylko jako Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej. Szokowało to słuchaczy, a u przywódców religijnych: faryzeuszów i saduceuszów, u uczonych w Piśmie, wyzwalało gwałtowne reakcje i oskarżanie Jezusa o bluźnierstwo.

Trzeba jednak dopowiedzieć z całą szczerością w obliczu prawdy, że wiodącej sferze duchowej ówczesnego Izraela w najmniejszej mierze nie chodziło o dociekanie Prawdy Objawienia. Bronili oni natomiast zawzięcie własnego ‘statusu’ społeczno-politycznego, chociaż w otoczce z zasady mocno zmanipulowanego Słowa Bożego dotychczasowego Pisma świętego.

U źródeł faktu, że Jezus nie uchylił się od cierpień i śmierci, chociaż było to oczywiście w Jego mocy, tkwiła i nadal tkwi jego Trynitarna, a zarazem Bożo-Ludzka miłość do swej Oblubienicy. Tej, która Go aktualnie tak okrutnie katowała. Poprzez czynem – nawet w tak przerażających okolicznościach wykazywaną miłość-dar, skupia Jezus swą uwagę wciąż tylko na tej ukochanej, która Mu „nie uwierzyła” (por. J 16,9) – i przez Szatana zwiedziona, Go zamordowała.

A On – ją nadal kocha ! Wykazuje to poprzez fakt, iż nikt Mu życia nie ‘odbiera’. Nawet ci, którzy Go w tej chwili zabijają. Jezus i w tym zakresie pozostaje ‘panem’ sytuacji: On składa życie swoje dobrowolnie – jako dar: swoje Ciało i swoją Krew aż do jej całkowitego przelania w chwili, gdy Jego bok został przebity włócznią – tuż po jego śmierci (J 19,34).

Żywiołowe, z najgłębszej istoty Jego Bóstwa i Człowieczeństwo tryskające ‘pragnienie’: „Pragnę” (J 19,28) koncentrowało się ponad wątpliwość na Jego woli, która ‘pragnęła’ tego jednego: żeby ta Jego, ta Umiłowana, Oblubienica, tak obałamucona – nie zginęła, lecz miała życie – wieczne !
– I by przez to Ojcu sprawić radość, gdy i tę „owcę” do Niego przyprowadzi. Żeby i ona mogła znaleźć się „tam, gdzie Ja jestem” (J 14,3; 17,24).

Odczytujemy więc te słowa Jezusa jeszcze raz. Widzimy w nich Jezusa już uwielbionego – w Jego „wywyższeniu-na-krzyżu”. Tutaj, w takiej pozycji, wisząc między niebem a ziemią, Jezus-Oblubieniec „... wszystkich przyciągnie do siebie” (por. J 12,32):

„... Nikt Mi go [Życia] nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję.
Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać ...” (J 10,17n).

(6,1 kB)

G.   UCZTA WESELNA JEZUSA, BOŻEGO
OBLUBIEŃCA-Z-KRZYŻA

(3.5 kB)

1. Wytrwale potwierdzany status ‘Oblubieńca’

Wypada obecnie, pod koniec rozważań o Jezusie: Mesjaszu, Baranku Bożym, Oblubieńcu-z-Krzyża, gdy On „jest ... ubiczowany, ukoronowany cierniem, gdy zostaje przybity do krzyża i na nim w straszliwych męczarniach oddaje ducha(DiM 7f), podjąć wciąż odsuwany, a w Bożym zamyśle niejako priorytetowo obecny aspekt tajemnicy krzyża jako Uczty Weselnej z racji aktualnie zawieranego oblubieńczego przymierza Syna Bożego z Oblubienicą: Kościołem, a w nim każdym z Odkupionych.

Niewątpliwie sama taka myśl: radować się, gdy ktoś kona „w straszliwych męczarniach” – może brzmieć jako wyraz wypaczonej psychiki. W odniesieniu zaś do Syna Bożego w Jego konaniu na krzyżu wydaje się sama taka myśl czymś w najwyższym stopniu niestosownym, jeśli nie bluźnierczym.
Chcielibyśmy jednak i w tym względzie podjąć sugestie rozważaniowe podsuwane niezmiennie przez samego ... Jezusa.

Jeden raz więcej uświadamiamy sobie, że Jezus, Syn Boży i Syn Człowieczy zarazem, dobrze wiedział, co mówi i czego naucza. Jego wielokrotnie ponawiane aluzje i przypowieści-alegorie o ucztach, zwłaszcza zaś o uczcie weselnej którą król wyprawił swojemu synowi (Mt 22,1-11), z kolei zaś Jego obecność na weselu małżeńskim w Kanie w Galilei u progu działalności publicznej (J 2,1-11), Jego niedwuznaczne wypowiedzi o orszaku panien czekających na przybycie pana młodego (Mt 25,1-12), pełna akceptacja wypowiedzi prorockich Jana Chrzciciela o Nim jako Mesjaszu-Baranku i Oblubieńcu, a wreszcie przedstawienie siebie samego jako Pana Młodego Weselnego (Mk 2,18-20; w relacji Marka w tych 2 zdaniach Jezus mówi aż 3x o sobie jako ‘Panu Młodym’) – nie może być uznane za rzucanie słów ‘na wiatr’.

Tym bardziej zaś zebranie swych Najbliższych Uczniów jeszcze raz przed samą swoją męką – zapewne wraz z szeregiem niewiast i swoją matką Maryją – na „Ostatniej Wieczerzy”, zorganizowanej niezwykle uroczyście, w nastroju Paschy Żydowskiej, a jednocześnie Paschy Nowego i Wiecznego Przymierza, którego inaugurację wyprzedził na tej Uczcie o jedną dobę poprzez ustanowienie Eucharystii, miało charakter wybitnie religijno-weselny – przy całym uroczystym charakterze dokonujących się tu tajemnic.

Apostołowie zapewne nie nadążali za głębią tajemnic, których byli nieustannie świadkami. Zrozumieją je głębiej dopiero po dokonanym odkupieniu: po śmierci Mistrza, Jego Zmartwychwstaniu, Wniebowstąpieniu, a zwłaszcza Zesłaniu Ducha Świętego, którego im Jezus zmartwychwstały przyniesie „w ranach ukrzyżowania i da im Go ‘dla odpuszczania grzechów’ ...” (DeV 40; tamże, 24). On zaś, Duch Święty, „... przypomni” uczniom Chrystusa „wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26; 16) i „doprowadzi was do całej Prawdy ...” (J 16,13).

Jeśli Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy tak uroczyście i dobitnie stwierdził: „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał ...” (Łk 22,15), musiał On przy tych słowach być cały rozpromieniony, iż tego, tak wytęsknionego momentu – obecnie wreszcie się doczekał. Chodzi tu zaś o co prawda oczekiwany, ale straszny, chociaż jednocześnie porywający moment: zwieńczenia misji, jaką Mu do spełnienia zlecił Ojciec Niebieski: Król – swemu Synowi Królewskiemu.


W relacjach Mateusza-Marka-Łukasza o Ostatniej Wieczerzy powtarzają się niezmiennie m.in. słowa o „dziękczynieniu” [greckie: eucharisteín = dziękować], jakie się wtedy wznosiło ku Bogu (Łk 22,19; Mk 14,23; Mt 16,27). Na tej podstawie urobione zostało określenie teologiczne: Eucharystia, tzn. sakrament dziękczynienia.

Jeśli Jezus mówi o ‘dziękczynieniu’, znaczy to, że przy całej świadomości, iż za niewiele godzin rozpocznie się Jego straszna kaźń, w Sercu Jego panuje pokój i radość.
Jest to radość spełnionego celu przyjścia na świat.
Jest to jednocześnie radość tym większa, iż Jezus ustanawia w tej chwili Nowe i Wieczne Przymierze „na odpuszczenie grzechów” (ŁK 22,20; por. Mt 26,28; Mk 14,24; Hebr 13,20).

Przymierze to jest jednak mocą samego swego brzmienia aktem zgody małżeńskiej Syna Bożego jako Oblubieńca-z-Krzyża – z Oblubienicą, którą On w tej chwili, jako Jej Odkupiciel, poślubia. Jakiekolwiek innego rodzaju ‘przymierze’ między Bogiem a człowiekiem: mężczyzną i kobietą, nie może wchodzić w rachubę.

Jeden raz więcej wypada ponownie przypomnieć: korzystamy wciąż z języka ‘analogii’ : podobieństwa-w-nie-podobieństwie. Staramy się wyrażać ludzkim językiem to, co i jak w tym określeniu rozumie sam Bóg. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek seksualizmie. Jest natomiast całkowitość oddania Boga człowiekowi: oddanie tak całościowe i mocne, że najbliższym prawdy jego odzwierciedleniem w ludzkim sposobie mówienia staje się rzeczywistość „dwoje-jednym-ciałem”, jaka wiąże męża i żonę w oddaniu małżeńskim.

Sam też Jezus wnosi w to przymierze ‘małżeńskie’ posag, ubiegając tym samym swoją umiłowaną, ‘Panią Młodą’. Mianowicie ON sam staje się dla Niej posagiem: najdroższym z możliwych. Daje bowiem za nią swoje Ciało na pożywienie, swoją Krew na napój życia – wiecznego. Ona nie wnosi do tego ‘przymierza małżeńskiego’ dosłownie nic – poza swoją totalną niegodnością, ale i wolą przyjęcia propozycji Oblubieńczego Przymierza ze strony Bożego Oblubieńca-z-Krzyża.

(3.5 kB)

2. Radość weselna o godzinie uwielbienia
Oblubieńca-z-Krzyża

Ten właśnie aspekt ustanowionej w czasie Ostatniej Wieczerzy Eucharystii Ofiary bezkrwawej tego, co następnego dnia spełni się w sposób krwawy przez mękę i ukrzyżowanie Syna Bożego: Oblubieńca-z-Krzyża, jest – w Bożym wymiarze dokonującej się tu tajemnicy wiary – jednym wielkim powodem do wesela: w niebie i na ziemi.

Myśląc po linii zamysłu Trójcy Przenajświętszej, z zawartego w śmierci krzyżowej Syna Bożego Przymierza weseli się całe niebo. Co prawda sam fakt tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, a potem jej dopełnienia w tajemnicy Odkupienia dokonanego w Jego Krwi na krzyżu – jest czymś tak bardzo przerastającym najśmielsze myślenie o Bogu, że Jan Paweł II napisze w swej Bulli Apostolskiej Aperite Portas Redemptori (1982):

„Istotnie, wszyscy, którzy odpowiedzieli na wybór Boży do posłuszeństwa Jezusowi Chrystusowi, do obmycia Jego krwią i uczestnictwa w Jego zmartwychwstaniu, wierzą, że odkupienie z niewoli grzechu stanowi wypełnienie całego Objawienia Bożego, ponieważ w nim stało się rzeczywistością to, czego żadne stworzenie nie mogłoby nigdy ani pomyśleć, ani uczynić:
– że mianowicie Bóg nieśmiertelny w Chrystusie ofiarował się na krzyżu za człowieka – i że śmiertelna ludzkość w Nim zmartwychwstała.
Wierzą oni, że Odkupienie jest najwyższym wyniesieniem człowieka, ponieważ sprawia, że umiera on dla grzechu po to, by stać się uczestnikiem życia samego Boga ...” (APR 10).

Z chwilą jednak, gdy to co było tak bardzo nieprawdopodobne – stało się rzeczywistością, pozostaje radość nieba i ziemi. Stąd radość, jaką zwiastowali Aniołowie pasterzom w Betlejem (Łk 2,10) oraz radość, o której wspomina sam Jezus Chrystus:

„... Powiadam wam: tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika,
który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych,
którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

W poprzedniej części przytoczyliśmy skrótowo obraz Słowa-Bożego-Pisanego o godach Baranka z Jego małżonką, która przystroiła się jak do ślubu (zob. wyż.:  Obraz Małżonki Bożego Oblubieńca w Apokalipsie).

Całe niebo i ziemia mają świadomość, jaka była i jest cena owych ‘godów’. Oblubieńcem który zawiera to przymierze małżeńskie, jest Syn Boży Jezus Chrystus: „Odrośl i Potomstwo Dawida ...” (Ap 22,16; 5,5), „Świadek wierny..., który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów” (Ap 1,5) i pozwolił nam „... opłukać ... szaty i w krwi Baranka je wybielić” (por. Ap 7,14).



(7.5 kB)
Objaśnienie

Radość obecnie przeżywanych godów ‘Baranka’ przemieni się kiedyś w radość wieczną. Tuż przed Modlitwą Arcykapłańską przywołuje Jezus na pamięć sytuację kobiety-matki, która przeżywa chwile poprzedzające wydanie na świat dziecka. Jezus mówi o jej bólach, ale i radości, jaką kobieta będzie przeżywała po urodzeniu dziecka.

Obraz zaczerpnięty niby z samego centrum ‘życia’ małżeństwa-rodziny. A przecież Jezus i tym razem mówi ... o sobie! Oto Jego słowa:

„Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła ‘jej godzina’.
Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości,
że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku.
Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze,
a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,21n).

Wydawać by się mogło, że Jezus, jak zwykle, mówi o sobie niejako mimochodem. A przecież ta krótka Jego wypowiedź jest pełna bezpośrednich aluzji do etapów Jego własnego życia i odkupieńczej misji!

Dramatyczną treścią nabrzmiała jest niby spontanicznie nasuwająca się w kontekście rodzącej kobiety wzmianka o nadejściu „jej godziny”. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że Jezus mówi tu pod obrazem rodzącej ‘kobiety’ i ‘jej godzinie’ – o sobie. Oraz że użyte w tym kontekście określenie o „jej godzinie”  jest precyzyjnym potwierdzeniem ostrej cezury, która według Jego własnych, coraz częściej powtarzanych wypowiedzi, dzieli Jego życie na dwie nierówne części:

„Jeszcze nie nadeszła godzina Moja” (J 2,4)

W pewnej chwili Jezus zmienia zdecydowanie ton swoich dotychczasowych wypowiedzi i precyzuje:

„Nadeszła godzina,
aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (J 12,24; por. 13,1).

Jezus nazywa „godziną uwielbienia” chwilę zaślubin Syna Człowieczego, dla którego król przygotował ucztę weselną. O tej godzinie Ojciec-Król uwielbi swojego Jednorodzonego Syna, którego „dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne(J 3,16). Godzina ta stanie się Jego uwielbieniem wobec kosmosu – oraz całej rodziny człowieczej: mężczyzny i kobiety.

Chwilą tą stanie się godzina męki, konania i śmierci Jezusa na krzyżu. Będzie to godzina, w której Trójjedyny – w Synu Bożym jako Oblubieńcu-z-Krzyża – zawrze Nowe i Wieczne Przymierze z rodziną człowieczą, reprezentowaną przez Kościół, Jego Oblubienicę.

Tutaj też, na krzyżu, spełni się kolejne słowo Jezusa, wypowiedziane na krótko przed Ostatnią Wieczerzą:

„A ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony,
przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32).

Widzimy, że wszystko, cokolwiek Jezus mówi i czyni, splata się w zdumiewającą całość, w której nie ma ani jednego słowa rzuconego ‘na wiatr’.

(3.5 kB)

3. Smutek który przemieni się w radość

Nie koniec na tym. W dopiero co przytoczonej krótkiej wypowiedzi Jezusa, zamieszczonej przez Jana Ewangelistę charakterystycznie pomiędzy Ostatnią Wieczerzą a Modlitwą Arcykapłańską Jezusa, tj. Ogrojcem i rzeczywistą męką Syna Bożego, wspomina Jezus dwukrotnie o ‘smutku’ :
– Jest to smutek kobiety, „... bo przyszła jej godzina” (J 16,21).
– Jezus dodaje jednak, że po urodzeniu dziecka kobieta-matka zapomina o tym ‘smutku i bólu’ – „z powodu radości, że się człowiek narodził na świat” (J 16,21).

W następnym zdaniu sam Jezus stosuje przytoczoną analogię zarówno ‘smutku’, jak i ‘radości’ do siebie i swoich uczniów:

„Także i wy teraz doznajecie smutku ...” (J 16,22).

Nie możemy nie skojarzyć sobie tej Jezusowej wypowiedzi z godziny tuż przed początkiem Jego męki – z tym co sam o sobie powiedział, gdy bronił swych uczniów przed zgorszonymi uczniami Jana Chrzciciela z powodu niezachowania ‘postów’.
– Znamienne, że Jezus mówi w tym kontekście o sobie bardzo jednoznacznie jako o Panu Młodym – Weselnym:

„Czy goście weselni mogą się smucić [u Marka i Łukasza występuje w tym miejscu: ‘pościć’: Łk 5,34; Mk 2,19],
dopóki Pan Młody jest z nimi?
Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego. A wtedy będą pościć” (Mt 9,15).

Słowa te są najlepszym, w pełni trafnym komentarzem do aspektu, który aktualnie rozważamy.

Do tegoż aspektu nawiązuje też wyraźnie Jan Paweł II w swym Liście do Rodzin (LR 11).

Z jednej strony stajemy wobec męczarni Jezusa w Jego męce i ukrzyżowaniu, co oczywiście stwarza nie tylko ‘smutek’, ale i rzeczywisty, niewyobrażalny ‘ból’.
Z drugiej strony owocem tejże męki ukrzyżowania, znoszonej i przeżywanej w najwyższej miłości daru siebie dla grzesznej – umiłowanej, staje się Odkupienie. Owocem tym jest Nowe i Wieczne przymierze Boga z rodziną człowieczą, Mistyczną Oblubienicą Baranka.

Fakt Odkupienia za tak nieprawdopodobną cenę, wyrywa z serca pełen wdzięczności, skruchy serca i pokory, ale i radości żywiołowy śpiew weselnego „Alleluja” (Ap 19,3-9). Bo: Młoda Pani, czyli Kościół, a w nim każdy odkupiony bez wyjątku, jesteśmy zaproszeni do Mistycznych zaślubin zjednoczenia Oblubieńca-z-Krzyża z nami.

W tych zaślubinach – Syn Króla, Jezus Chrystus, Baranek i zarazem Oblubieniec-z-Krzyża, jednoczy się z nami tak ściśle, że stanowimy z Bożego daru swoiste, po Bożemu rozumiane dwoje-jednym-ciałem. Jezus-Oblubieniec w tym oddaniu siebie bez reszty karmi nas, swoją nad życie własne umiłowaną Oblubienicę – swoim Ciałem, i poi nas swoją Krwią: ceną życia – wiecznego.

Oto gody Baranka-na-Krzyżu, Odkupiciela-z-krzyża! Tutaj zatem – z tego tytułu, nie ma miejsca na ‘smutek’, na ‘ból’ i łzy. Pozostaje radość wdzięczności z dokonanego Odkupienia, które zostaje nam podarowane zupełnie ‘... za darmo’:

„I was, umarłych na skutek występków i ‘nieobrzezania’ waszego ciała,
razem z Nim przywrócił [Bóg] do życia.
Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami.
To właśnie, co było naszym przeciwnikiem [chodzi prawdopodobnie o grzech, przybity razem z Chrystusem do krzyża],
usunął z drogi, przygwoździwszy do Krzyża ...” (Kol 2,13n).

„I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni.
A Bóg, będąc bogaty w Miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował,
i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia.
Łaską bowiem jesteście zbawieni” (Ef 2,3nn).

„Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są Chwały Bożej,
a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego Łaski, przez Odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie.
Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi ...” (Rz 3,23nn).

(3.5 kB)

4. Radość z pewności uzyskanego odkupienia

Zdajemy sobie zatem sprawę, jak niewyobrażalnie wiele Boga samego w Synu Bożym Jezusie Chrystusie ‘kosztowało’ nasze Odkupienie. Stało się ono równoznaczne z poślubieniem w Nowym i Wiecznym Przymierzu – Boga z Rodziną Człowieczą.

(35 kB)
Objaśnienie

Ale właśnie dlatego świadomość tego, iż odkupienie przyszło nam „za darmo” (Ef 2,8), a za cenę nie dającą się pojąć przez jakiekolwiek stworzenie, budzi w sercu Mistycznej Oblubienicy Baranka Bożego – przy całym poczuciu własnej niegodności i skalania wciąż na nowo popełnianymi grzechami, uczucie zachwytu i radosnej wdzięczności. W Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, sam Trójjedyny proponuje każdemu człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie, niejako wciąż na nowo ‘obrączkę ślubną’. Jednocześnie umacnia go do pozostawania odtąd w rzeczywistej wierności Oblubieńcowi-z-Krzyża, jak i On niezłomnie trwa w Prawdzie-wierności.

Jako „Świadek Wierny, ... który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów” (Ap 1,5), dopełnił Syn Boży Jezus Chrystus na krzyżu całkowitości darowania siebie całego „aż do końca” (J 13,1) swojej Mistycznej Oblubienicy. Jest nią założony przez Niego Kościół, a w nim każdy z osobna z Jego ludzkich braci i sióstr – od zaistnienia pierwszego człowieka na ziemi aż po tego ostatniego przed zakończeniem ‘czasu’.

Dar siebie na krzyżu stał się ze strony Bożej równoznaczny z zawarciem i przypieczętowaniem krwią własną Syna Bożego – Nowego i Wiecznego Przymierza między Bogiem a człowiekiem.
– Innym ‘imieniem’ tegoż Przymierza jest określenie: wyrażona w tej chwili zgoda małżeńska na te zaślubiny – w sensie religijno-prawnym.

Bóg odnosi się do stworzenia swojego Umiłowania: mężczyzny i kobiety, swojego żywego Obrazu wobec kosmosu, od początku oblubieńczo – w Bożym tego słowa znaczeniu. Syn Boży tam – na Krzyżu wyrażonej swojej zgody na to przymierze nigdy nie wycofa. Również wtedy, gdy ta Jego, umiłowana, będzie Go nadal zdradzała, oddając siebie ... Złemu.

Oblubieniec-z-Krzyża będzie zawsze czekał cierpliwie i z całą swoją Bożą pokorą gotów w każdej chwili przebaczać Jej zdrady. Będzie zawsze gotów przyjąć swoją Umiłowaną z powrotem do uczestnictwa w swym Bożym życiu i swej Bożej Miłości, gdy ta tylko wyrazi skruchę serca z racji swych popełnionych grzechów i zdrady wzajemnie ‘ślubowanej’ Miłości.

Jan Paweł II zwróci uwagę w końcowej części swej encykliki o Bożym Miłosierdziu, iż jak każdy inny przymiot Boży jest nieskończony, tak i Miłosierdzie jest u Boga nieskończone.
– Znajduje ono z kolei pokrycie w nieskończonej wartości ofiary Syna Bożego na krzyżu. Toteż nie ma grzechu, który by był niejako ‘większy’, aniżeli ‘możliwości’ Bożego Miłosierdzia. Oto słowa Papieskie:

„Miłosierdzie samo w sobie, jako doskonałość Nieskończonego Boga,
jest również nieskończone.
(0,2 kB)  Nieskończona więc i niewyczerpana jest też gotowość Ojca
w przyjmowaniu synów marnotrawnych wracających do Jego Domu.
(0,2 kB)  Nieskończona jest gotowość i moc przebaczania,
mająca swe stałe pokrycie w niewysłowionej wartości ofiary Syna.
(0,3 kB)  Żaden grzech ludzki nie przewyższa tej mocy
ani jej nie ogranicza.
– Ograniczyć ją może tylko od strony człowieka brak dobrej woli, brak gotowości nawrócenia,
brak pokuty, trwanie w oporze i sprzeciwie wobec łaski i Prawdy,
a zwłaszcza wobec świadectwa krzyża i zmartwychwstania Chrystusowego” (DiM 13).

Czy przeświadczenie, które staje się dla każdego człowieka nie wysychającym zdrojem pewności, iż dla samego Oblubieńca-z-Krzyża nie ma większej radości, jak gdy będzie mógł dla kolejnego grzesznika: swej być może całkiem skalanej, najwyższą odrazę budzącej Oblubienicy – okazać się jeden raz więcej Zbawicielem i właśnie Oblubieńcem-z-Krzyża (por. DzF 378) – miałoby nie stwarzać podstaw do radości z kolei z uzyskanego owocu Krwi tegoż Syna Bożego, Oblubieńca-z-Krzyża? Jest to Ten Baranek-Boży, ten Oblubieniec-z-Krzyża, który o sobie powiedział przez Jana Apostoła w Apokalipsie:

„... Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni – i żyjący.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków
I mam klucze śmierci i otchłani ...” (Ap 1,17n).

Oraz:

„Napisz: ‘Błogosławieni, którzy są wezwani
na ucztę godów Baranka’ ...” (Ap 19,9).

W tym sensie wstrząsająca i przerażająca tajemnica męki i ukrzyżowania Syna Bożego na Kalwarii, która stała się możliwa jedynie jako dar Ojca Niebieskiego dla rodziny człowieczej całej: mężczyzny i kobiety, których Bóg „od początku” umiłował miłością oblubieńczą i z którymi w swym Jednorodzonym Synu zawiera Nowe i Wieczne oblubieńcze przymierze, stała się z punktu widzenia człowieczego tytułem do niczym nie zmąconej, nadprzyrodzonej radości.

Sam Bóg poślubił utworzony przez siebie Kościół ! Jezus Chrystus w Kościele swoim – i na mnie spogląda wzrokiem Oblubieńca-z-Krzyża.

Jako Jego brat czy siostra, z którym – jak z każdym człowiekiem – Jezus Chrystus „przez Wcielenie swoje jakoś się zjednoczył” (GS 22), mogę zawsze liczyć na Niego i Jemu zawierzyć siebie „w życiu, w umieraniu, i na to wszystko co nastąpi po śmierci(zob. wyż.:  Codzienne odnowienie zawierzenia Bożemu Miłosierdziu).

Tym bardziej porywającą rzeczywistością stanie się fakt oblubieńczego przymierza, jakie Jezus Chrystus zawarł ze swoją Oblubienicą-Kościołem oraz tym samym z każdym-z-odkupionych, gdy będzie to dotyczyło dwojga małżonków, którzy mocą przyjętego Sakramentu stali się ‘Kościołem-w-miniaturze’.

(3.5 kB)

5. Oblubieniec-z-Krzyża w nieprzerwanej modlitwie
przebaczenia i łaski

Pozostaje jeszcze raz utkwić wzrok w Jezusie ukrzyżowanym. Nie może ulegać wątpliwości, że Jezus miał pełną świadomość tego, że przez swoją mękę i ukrzyżowanie pieczętuje Nowe i Wieczne Przymierze z rodziną człowieczą – i każdym z osobna człowiekiem.
– Zdawał sobie z całą Bożą i ludzką świadomością sprawę, że na krzyżu zawiera Przymierze typu oblubieńczo-małżeńskiego – w Bożym tego słowa znaczeniu. Jezus konający na Krzyżu, zdawać by się mogło opuszczony przez swojego Ojca, którego miłował tak czułą, synowską miłością całkowitego oddania, tym bardziej zaś opuszczony w tej chwili przez tę swoją, umiłowaną, za której życie i uświęcenie „poświęca w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w Prawdzie”  (J 17,19), kona w straszliwych torturach.

A przecież On nieprzerwanie się ... modli ! Jezus i na Krzyżu: kocha – i przebacza. Modlitwa Jezusa w Jego męce i na krzyżu jest tak krystalicznie czysta-przejrzysta właśnie dlatego, że w tym niewyobrażalnym pohańbieniu swojej ludzkiej i Bożej godności, wśród nieopisanych tortur zadawanych Mu przez ... Jego ukochaną, oblubienicę, która „nie wierzy w Niego” (por. J 16,9), Jezus nadal całym sobą kocha, przebacza, usprawiedliwia.

Pomijając już inne z siedmiu ‘Słów’ z Krzyża (zob. wyż.: Słowa Jezusa z krzyża: On Panem z krzyża), jakie zanotowali Ewangeliści, szczególnie wstrząsające, ale tym bardziej wzruszające, jest to Jego słowo przebaczenia i usprawiedliwienia w stosunku do oprawców swej kaźni w Obliczu Ojca.
– Szczegół ten zapisał – jak zwykle w takich okolicznościach – Łukasz, lekarz-Grek, tak bardzo wrażliwy na akcenty miłosierdzia i ‘serca’, jakie cechowały Jezusa:

(24 kB)
Objaśnienie

„Gdy przyszli na miejsce, zwane ‘Czaszką’,
ukrzyżowali tam Jego [= Jezusa] i złoczyńców,
jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie.
Lecz Jezus mówił: ‘Ojcze, Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią’ ...” (Łk 23,34).

Jeśli Jezus rozpięty na krzyżu, skrwawiony, zeszpecony, opluty, w cierniowej koronie, bardzo prawdopodobnie z jednym okiem przebitym cierniem [informacja: drobiazgowe badania całunu Turyńskiego podjęte przez 3 profesorów okulistyki z Niemiec] był w stanie jeszcze z całym pokojem serca przemawiać z wysokości krzyża, zapewne dusząc się z powodu ramion napiętych do ostateczności i łapiąc powietrze ostatkiem sił, prawdopodobnie w zrywach-konwulsjach swych przybitych rąk i nóg – sam ten szczegół świadczy o Bożych mocach podtrzymujących szybko się wyczerpujące siły Jego ludzkiej natury.

Jesteśmy jeden raz więcej zdumieni, że Jezus nie wygłasza słów potępienia, nie pomści, nie rzuca złorzeczeń. Nawet w tym momencie, tak krańcowym, realizuje Jezus, Baranek Boży który gładzi grzech świata (J 1,29) swą misję nie sędziego, lecz Odkupiciela:

„Albowiem Bóg [= Ojciec]nie posłał swego Syna na świat po to,
aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony ...” (J 3,17).

Zdumiewa u Jezusa całkowite nie-myślenie o sobie! A byłoby ono tak bardzo zrozumiałe. Jezus wciąż precyzyjnie weryfikuje sobą – definicję ‘miłości’:
W swej najgłębszej rzeczywistości miłość jest istotowo darem ...(FC 14).
Istotnie, Jezus jest w swej męce i na krzyżu jednym odwróceniem uwagi od swoich bólów i tortur. Uwaga Jego skupia się natomiast przez cały czas na tych Jego, na tej Jego – umiłowanej, dla której stał się „ofiarą przebłagalną” (1 J 2,2), ale tym bardziej przymierzem oblubieńczym.

Przypominają się słowa, jakie Jezus powiedział o sobie przez św. Faustynę Kowalską:

„Kiedy konałem na krzyżu, nie myślałem o sobie,
ale o biednych grzesznikach – i modliłem się do Ojca za nimi ...” (DzF 324; por. Łk 23,34).

W takich dopiero okolicznościach – w tym wypadku: krzyczącej niesprawiedliwości, mocą której Syn Boży został sądzony, skazany i wykonany został na Nim wyrok śmierci przez ukrzyżowanie, okazuje się, ile warta jest zdolność przebaczenia i miłowania nawet nieprzyjaciół.
– Ale i w tym wymiarze Jezus nie nakazuje swoim Uczniom niczego, czego by najpierw sam na sobie nie zweryfikował.

Zdajemy sobie sprawę, że dopiero wewnętrzne usposobienie szczerego przebaczenia również nieprzyjaciołom otwiera drogę do uzyskiwania jakichkolwiek łask od Boga dla siebie. Nie na darmo włączył Jezus w drugą część modlitwy „Ojcze Nasz” słowa:

„... I przebacz nam [Ojcze] nasze winy,
jak i my przebaczyliśmy tym, którzy przeciw nam zawinili ...” (Mt 6,12).

Wypada zdecydowanie podkreślić, że w greckim tekście Ewangelii Mateusza tego fragmentu użyty jest czasownik w czasie przeszłym dokonanym. Myśl zatem zawarta w tej prośbie Modlitwy Pańskiej, jest następująca – i konsekwentnie należałoby przekład samej modlitwy „Ojcze Nasz” odpowiednio skorygować:

„... jako i my w tej chwili, kiedy się modlimy
odpuściliśmy już
tym, którzy przeciw nam zawinili ...”
[gr.: hos kai hymeís aphékamen (od: aphéimen) tois opheilétais hymón].

Innymi słowy człowiek, który by się chciał modlić, a już uprzednio, przed rozpoczęciem tej modlitwy, nie przebaczył swojemu nieprzyjacielowi, sam by dla siebie blokował wysłuchanie swych próśb u Boga (zob. również już wyż.: Modlitwa Przebaczenia).

(6,1 kB)

PODSUMOWANIE
Jezus Oblubieniec-z-Krzyża

(21 kB)

W podsumowaniu rozważań o Jezusie, Oblubieńcu-z-Krzyża swej Mistycznej Oblubienicy, zdumieni jesteśmy krystaliczną czystością postawy i intencji Syna Bożego na krzyżu.

(0,36 kB)  W męczarniach swojego ukrzyżowania jest On cały nie-myśleniem o sobie.
Jest modlitwą i Bożym pokojem, jakiego „świat dać nie może” (por. J 14,27).

(0,37 kB)  Jezus na krzyżu jest miłością, przebaczeniem
i usprawiedliwieniem oprawców w Obliczu Ojca.

(0,35 kB)  Jest On Oblubieńcem, który oddaje siebie w całkowitości daru dla swej umiłowanej,
w najmniejszej mierze nie bacząc na jakąkolwiek swoją korzyść, czy tym bardziej przyjemność.

Jego Boża i Ludzka uwaga koncentruje się cały czas:

(0,18 kB)  Z jednej strony oczywiście na Ojcu i Jego zamyśle:
zawarcia Nowego i Wiecznego przymierza z Rodziną Człowieczą całą.

(0,2 kB)  Z drugiej jednak strony uwaga Jego skupia się tak bardzo na dobru swojej umiłowanej,
wciąż niewiernej oblubienicy, że nie pozwala Mu to myśleć o czymkolwiek innym.

(0,18 kB)  Jezus jest dla niej cały darem swojego Ciała, darem swojej Krwi odkupienia i przymierza.
Byle Ona ... nie tylko „nie zginęła, ale miała życie – wieczne” (por. J 3,16),
a ponadto stała się – właśnie jako Jego Oblubienica: „święta i nieskalana” (por. Ef 5,27).

Oto przez Ojca Niebieskiego – Ludowi Bożemu zaofiarowana uroczystość nieodwołalnych, definitywnych zaślubin Syna Bożego ze swoją Oblubienicą: Ludem Nowego i Wiecznego Przymierza. Bóg daje na to „wesele” nie byle kogo, ale swojego własnego, Jednorodzonego Syna: swoje Słowo.

Jednocześnie zaś nie żąda żadnego ‘posagu’ ślubnego ze strony Młodej Pani. Posag ten postawi sam Syn Boży – wbrew przyjętemu zwyczajowi weselnemu.
– Jezus, Syn Boży i Syn Człowieczy, złoży na szalę nie jakąkolwiek ’rzecz-majątek’. Przeciwnie, na ‘posag ślubny’ Panny Młodej złoży On samego siebie.

Będzie to ‘Posag Ślubny’ na miarę wielkości i godności Syna Bożego:
„Króla królujących i Pana panujących,
jedynego, mającego nieśmiertelność ...” (por. 1 Tym 6,15n).

Darem tym okaże się „... Ciało Moje za życie świata” (J 6,51).
Oraz Krew Jego Odkupienia.

Spożywanie tegoż Bożego Ciała i picie Jego Krwi stanie się warunkiem życia wiecznego:

„Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew, ma życie – wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54).

(8,5 kB)

RE-Lektura: cz.VI, rozdz. 1-c (kolejna RE-lektura)
Stadniki, 28.VIII.2015.
Tarnów, 13.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)




F. TRÓJCA ŚWIĘTA W MĘCE SYNA BOŻEGO
1. Bóg Ojciec w Męce swego Jednorodzonego Syna
Tabela. Ty Moja! Zrobię wszystko, żebyś życie miała ...!
2. Udział Ducha Świętego w męce Syna Bożego
3. Syn Boży w przeżywaniu daru-siebie-samego na krzyżu przymierza
4. Oblubieniec-z-Krzyża w pełnej miłości modlitwie męki
5. Wierność Jezusa zleconej sobie trudnej misji aż do krzyża

G. UCZTA WESELNA JEZUSA, BOŻEGO OBLUBIEŃCA-Z-KRZYŻA
1. Wytrwałe potwierdzany status ‘Oblubieńca’
2. Radość weselna o godzinie uwielbienia Oblubieńca-z-Krzyża
3. Smutek który przemieni się w radość
4. Radość z pewności uzyskanego odkupienia
5. Oblubieniec-z-Krzyża w nieprzerwanej modlitwie przebaczenia i łaski

PODSUMOWANIE: Jezus Oblubieniec-z-Krzyża


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Dziewczynka obejmuje kochająco Jana Pawła II
Ryc.2. Etna w wybuchu żaru lawy
Ryc.3. Etiopia: głód i umierające z głodu dzieci
Ryc.4. Po przyjęciu Pierwszej Komunii świętej – Rodzina Góralska
Ryc.5. Dwie koleżanki uśmiechnięte, bo odznaczone znakiem na czole
Ryc.6. Matka Teresa pomaga małemu chłopczykowi: Kalkuta
Ryc.7. Tęcza pokoju na brzegu morskim z ostrymi górami