(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(12 kB)

3. Sakrament małżeństwa:
ZNAK tajemnicy wcielenia i odkupienia

(4,4 kB)

a. W zarząd małżonkom powierzony zakres intymności płciowej

Przedstawione nauczanie Kościoła na temat małżeństwa jako sakramentu, tj. świętego i uświęcającego znaku Chrystusowej oblubieńczej więzi z odkupionym przez siebie Ludem, pozwala przejść do jeszcze innej nauczycielskiej wypowiedzi Jana Pawła II o małżeństwie. Tym razem Ojciec święty nawiązuje niedwuznacznie do przeżywania intymnej cielesno-duchowej komunii małżeńskiej. Tekst ten przytoczymy niebawem.

Przymierze małżeńskie jest samo przez się stanem, w którym uroczyste ślubowanie obopólnego oddania się sobie wyrasta na podłożu dwojakiego sensu, jaki Stworzyciel wpisał w płciowość mężczyzny i kobiety: sensu oblubieńczego – oraz rodzicielsko-odkupieńczego. Ów dwojaki sens ciała przenika w przypadku małżonków całokształt ich życia na co dzień. Niemniej w szczególnie intensywny i jednoznaczny sposób dzieje się to w chwilach, gdy ci dwoje wieńczą swą więź poprzez intymne zjednoczenie w miłości.

W takich jednak momentach ci dwoje wkraczają tym samym w orbitę, która z istoty swej ich przerasta. W grę wchodzi wówczas tajemnica miłości udostępniona im obojgu w taki sposób, że otwiera się ona każdorazowo na oścież na tajemnicę życia.
– Ani jedna, ani druga z tych tajemnic nie jest własnością tych dwojga. Nigdy też nikomu z małżonków, ani jakiejkolwiek władzy ludzkiej, nie będzie dane sprawowanie władzy zwierzchniej nad rzeczywistością tak miłości jak i życia.

Mąż i żona zostają natomiast uprawomocnieni do sprawowania odpowiedzialnego, pełnego zdumienia i subtelności zarządu nad tymi tajemnicami. Wzywa ich do tego jedyny Pan i Właściciel tej szczególnej ‘grządki’ w Bożym ‘ogrodzie’, której na imię ‘małżeństwo’.
– Pierwszy człowiek na ziemi został stworzony ‘poza ogrodem Eden’ (por. Rdz 2,8.15.17). Stamtąd został dopiero „przeniesiony” przez Bożą dobroć do tegoż Ogrodu (zob. tamże, Rdz 2,8.15). I tam dopiero według opowiadania biblijnego stworzona została z kolei Ewa.

Ci dwoje zostali zarazem powołani i upoważnieni do zawarcia małżeństwa. Małżeństwo zostaje zawarte w chwili, gdy ci dwoje wyrażą wobec siebie oraz w obliczu Boga uroczystą zgodę małżeńską. Bóg przyjmuje ją jako rzeczywistość tym samym nierozwiązalną i nieodwołalną. Mianowicie Bóg przyjmuje zewnętrznie przez tych dwoje wyrażoną zgodę małżeńską i pieczętuje przymierze małżeństwa, przy czym wprowadza tych dwoje w tejże chwili we wszystkie pełnomocnictwa i zadania związane z powołaniem do małżeństwa.

Znaczy to, że ci dwoje zostają w tejże chwili wyposażeni przez Boga „Ojca, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (por. Ef 3,14n) – w pełnomocnictwa nieodzowne do odpowiedzialnego w oczach Bożych zarządzania m.in. skarbem podarowanego sobie zakresu swej płciowości.
– Bóg zastrzega sobie jednak bardzo wyraźnie, żeby ci dwoje kierowali się w swych małżeńskich odniesieniach wbudowanym przez Stworzyciela wewnętrznym ładem stawania się „dwoje-jednym-ciałem” (Rdz 2,24; por. Rz 2,14n).

Jemu też, Trójjedynemu – trzeba będzie prędzej czy później zdać sprawę z jakości sprawowanego owego zarządu. Zarówno w odniesieniu do delikatnej roślinki miłości, jak i jej kwiatu, z którego wyłania się owoc życia nowej ludzkiej osoby.

(8.2 kB)
Objaśnienie

Tak miłość, jak życie – zostały przez „miłującą Wszechmoc Stwórcy” (DeV 33) zaszczepione w świat osób naszego globu. Każda ludzka osoba zostaje uzdolniona zarówno do jednej, jak i drugiej z tych rzeczywistości: zostaje wyposażona w „zdolność i odpowiedzialność za miłość i wspólnotę” (por. FC 11). Trzeba bowiem być osobą, żeby mogła zaistnieć ‘miłość’.
Tylko osoba może miłować i tylko osoba może być miłowana” (MuD 27),
podkreśla niestrudzenie Jan Paweł II.

Miłość może wyrosnąć jedynie na glebie wolnej woli i jej wolnego wyboru. Ta zaś domena jest właściwością samego tylko człowieka: mężczyzny i kobiety. Żadne zwierzę, chociażby najbardziej ‘inteligentne’, nie jest uzdolnione do podejmowania aktu samo-stanowienia [wolna wola]. Tym samym zaś wykluczone jest u zwierząt zaistnienie ‘miłości’.

Jest zaś rzeczą oczywistą, że ani miłość, ani jej wykwit: życie – nie pochodzą „z tego świata” (por. J 17,14nn). Nikt nie wykrzesze ani miłości, ani życia z ‘materii’, nawet i tej ‘wysoce zorganizowanej’.
– Natomiast u Bożego żywego Obrazu, czyli w przypadku ludzkiej osoby stają się obie te tajemnice równocześnie aktywacją zaistniałego zaproszenia do uczestnictwa w tym, czym – a raczej kim jest sam ich Właściciel: jedyny Pan Miłości, której innym ‘imieniem’ jest Życie.

Nic dziwnego, że ilekroć mąż i żona w przystępie uczucia zapragną wyrazić sobie obopólną więź poprzez intymne oddanie się sobie, działanie ich ‘przeskakuje’ w tejże chwili na orbitę wyższą, gdzie bardziej niż w innych zakresach działania roztacza się bezpośrednie władztwo – ich oboje przerastającej, „miłującej Wszechmocy Stwórcy”  (por. DeV 33).

Ta właśnie „miłująca Wszechmoc Stwórcy”, która „od początku” (por. Mt 19,4.8) objawiła siebie jako miłość oblubieńczo-małżeńska względem swego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety, wyszła w momencie dziejów określonym przez Słowo-Boże-Pisane jako „pełnia czasu” (Ga 4,4) naprzeciw śmiertelnie przez grzech zagrożonego, upadłego człowieka – w Drugiej Osobie Bożej: Synu-Słowie Boga. Boży Syn staje się za sprawą Ducha Świętego – Synem Człowieczym. Dokona się to w łonie Maryi, Jego dziewiczej matki.

(4,4 kB)

b. Boży Oblubieniec w walce o życie śmiertelnie zagrożonej
Oblubienicy

Trójjedyny niejako nie potrafił dłużej znieść zawinionego przez człowieka, jego zdawać by się mogło nieodwracalnego zniewolenia w służbie Szatana. Szatan zaś zdołał zakłamać w świadomości mężczyzny i kobiety tajemnicę zarówno miłości, jak i życia, przedstawiając mu je obie dokładnie odwrotnie. Mianowicie już tym pierwszym dwojgu udało mu się wmówić, że Bóg ich nie tylko nie kocha, lecz jest największym zagrożeniem dla ich ‘prawa’ zarówno do miłości, jak i do życia (por. DeV 38).
– Człowiek przestał wierzyć Bogu, a przeniósł swoje zawierzenie (por. DeV 37) na ... „Zabójcę od początku ... i ojca kłamstwa” (por. J 8,44).
– Skutki zerwania z Bogiem – a przylgnięcia do Złego, okazały się natychmiast.

W tej jednak sytuacji Trójjedyny, który raz związał się z człowiekiem stworzonym „dla niego samego” (GS 24), ofiarując mu swoje oblubieńcze Słowo oraz swój zamysł: „Kocham Cię, Ty mój żywy Obrazie” – tego Słowa ponad wątpliwość już nie wycofa. Jest On przecież nieustępliwie wierny [hebr.: Boża hémet = prawda: nieporuszenie stała wierność] – raz swemu żywemu Obrazowi zaproponowanemu przymierzu: oblubieńczej stworzycielsko-odkupieńczej miłości. Bóg Ojciec bowiem:

„Tak ... umiłował ... świat [ludzi], że Syna swego Jednorodzonego dał [= wydał],
aby każdy, kto w Niego wierzy [= Jemu, Synowi Bożemu swe życie całkowicie zawierzy],
nie zginął [= śmierć wieczna: potępienie],
ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Ostateczne spełnienie tego zbawczego zamierzenia, „ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy Wszechrzeczy” (Ef 3,9), nastąpi w chwili, gdy zbawieni zostaną zaproszeni na „gody Baranka”, jakie dla swojego Syna zgotuje Król: Bóg Ojciec (zob. Mt 22,1-14). Gody te przedstawia w swej wizji Jan, uczeń umiłowany Jezusa Chrystusa:

„Weselmy się i radujmy ...
Bo nadeszły Gody Baranka,
a Jego Małżonka [= Kościół triumfujący, i każdy z osobna Boży Obraz, który wytrwał aż do śmierci: zob. Mt 10,22; 24,13]
się przystroiła ...
I mówi mi [= objawiający to Janowi w widzeniu Boży Głos: Ap 19,1]:
Napisz: Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka !’ ...” (Ap 19,7.9)

Tenże Boży zamysł zostaje jednak już też w miarę upływu czasu stopniowo realizowany. Wprowadzanie go w urzeczywistnianie zaczęło się w chwili stworzenia człowieka. Człowiek bowiem od zarania został obdarzony łaską pierwotnej niewinności – ze względu na przyszłego Odkupiciela Jezusa Chrystusa (Ef 1,4).

W intensywny sposób uruchomił Bóg swój odkupieńczy zamysł względem człowieka z chwilą, gdy pierwsza para człowiecza dopuściła się grzechu w ogrodzie Eden.
– W samym tym grzechu zorientowali się ci dwoje, że zawierzenie Złemu stało się równoznaczne z odejściem od Boga – jedynego Źródła tak Życia jak i Miłości.

W zalegającej ich serce rozpaczy po uświadomieniu sobie swej osobistej winy wobec Bożej dobroci, wychodzi im naprzeciw i dźwiga ich ku nowej nadziei (por DV 3b).

Tak postępuje Trójjedyny, mimo iż jako Stworzyciel został dojmująco znieważony przez tych dwoje. Apostoł Narodów napisze: „bogaty w Miłosierdzie – przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków ...” (Ef 2,4n).

Bóg przyobiecał tym dwojgu zwycięstwo nad tym, który jest Zły. Zwycięstwo to odniesione zostanie przez Syna Bożego, który narodzi się kiedyś jako Potomek ich obojga (Rdz 3,15). Ten ich Potomek będzie mianowicie jednocześnie Synem Bożym i Synem Człowieczym. Będzie nim Jezus Chrystus, Jednorodzony Syn Boga-Ojca, a jednocześnie Syn Maryi, jego Niepokalanej, dziewiczej Matki. On to będzie Odkupicielem swego żywego Obrazu Bożego: mężczyzny i kobiety.

W Nim zawrze Bóg Trójjedyny Nowe i Wieczne Przymierze z rodziną człowieczą: z Kościołem. Tego rodzaju Przymierze jest zawsze przymierzem oblubieńczym. Jezus zawrze je w Krwi swego ukrzyżowania. Swą ofiarę całopalnej Miłości uobecni On już w przeddzień swej śmierci jako Odkupiciela. Stanie się to w chwili ustanowienia Ofiary Eucharystycznej.
– Eucharystia stanie się „sakramentem Oblubieńca i Oblubienicy” (MuD 26). Tutaj bowiem Syn Boży i Jego Oblubienica: Kościół i każdy z osobna człowiek – stają się w sposób, którego tajemnicę zna sam tylko Bóg – „Dwoje-jednym-Ciałem”:

„... Pijcie z niego wszyscy.
Bo to jest Moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana –
na odpuszczenie grzechów ...” (Mt 26,27n).

Dar swego życia na krzyżu staje się ze strony Syna Bożego wyrazem Jego miłości-daru „aż do końca” (por. J 13,1) i po ostateczność. Więcej Syn Boży dać już nie mógł: dał wszystko, czym sam jest.

W tajemnicy swego Wcielenia zjednoczył się On z rodzinę człowieczą – mężczyzną i kobietą, i ich na swój Boży sposób poślubił:
„Albowiem On, Syn Boży, przez Wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem ...” (GS 22).
Przyjął do swego Bóstwa całą naturę człowieczą – wraz ze związaną z nią swoją osobistą jej dolą i niedolą, której w swym życiu zaznał ponad obficie (zob. Mt 8,20; Łk 9,58). Nie przyjął samego tylko grzechu (zob. Hbr 4,15).

Od tej chwili poczynając, tj. od momentu Wcielenia, przygotowywał się wyraźnie do dzieła dopełnienia tajemnicy Wcielenia – tego zdawać by się mogło ‘sielankowo-pokojowego’ poślubienia rodziny człowieczej – tajemnicą drugą: Odkupienia przez Krzyż.

W ten sposób Jezus Chrystus, który siebie chętnie określał jako Syn Człowieczy, całą „gorącością” (por. Łk 22,15) swojej oblubieńczej miłości przygotowywał się, a raczej niejako ‘wyrywał się’ (zob. Mk 10,32: wspomnienie niewątpliwie Piotra) do spełnienia swego finalnego zadania, dla którego w ogóle zstąpił z nieba (zob. J 12,27). Stanie się „Ofiarą przebłagalną za grzechy nasze, ... i całego świata” (1 J 2,2; zob. Rz 3,25).

Ofiara ta, w której Syn Boży i jednocześnie Syn Człowieczy – złoży siebie w Ofierze, stworzy Jego umiłowanej, w tej chwili całkiem niegodnej, grzechami „cudzołóstwa” ze Złym [= Szatanem] skalanej Oblubienicy – możliwość „opłukania swych szat i [ich] wybielenia w krwi Baranka” (por. Ap 7,14).
– Chrystusowe wydanie siebie na krzyżu stanie się „okupem” (Mt 21,28 ), który niejako „przeważy” (por. SD 31; PT 30 [§ 5, pocz.; § 26: Chrystusowe ‘cierpienie, które pali i pochłania zło ogniem miłości i wyprowadza nawet z grzechu wielorakie owoce dobra’ – ib. 172]) ciężar Jej grzechów.

Jednocześnie zaś ofiara krzyżowa stanie się zaofiarowanym swej Oblubienicy „posagiem” na gody z „Barankiem Niepokalanym i bez zmazy” (1 P 1,19). Zapłaci go nie Ona, lecz sam On: Boży Oblubieniec, który tak nieugięcie wiernie realizuje raz swej Oblubienicy dane słowo: ‘Kocham Cię, Ty Moja ...’ !

Warunkiem odnowionego „oblubieńczo-małżeńskiego” przymierza Syna Bożego z Jego Oblubienicą-Kościołem, i każdym z osobna jego bratem i siostrą w tej samej ludzkiej naturze – będzie jedynie ponowne zwrócenie się ‘twarzą’ (zob. do tego: Jr 2,27; 7,24) do Bożego Oblubieńca-z-krzyża. Oblubienica będzie jedynie musiała przyjąć ponownie postawione przez Niego warunki, które umożliwią powrót do statusu Bożej Mistycznej Oblubienicy. Będzie musiała ukochać ponownie Boże przykazania i wcielać je od nowa w życie (por. J 14,15.21.23n).

(4,4 kB)

c. Chwile zjednoczenia małżeńskiego we wpatrywaniu się
w Bożego Oblubieńca

Jeden raz więcej dane jest nam ‘nasiąknąć’ Bożym stylem tej rzeczywistości, której jest na imię: miłość – i zdumieć się nad jej wstrząsającym realizmem: wiernością-w-miłości. Gdybyśmy w tej chwili pominęli kontemplację całkowitości we wzajemnym darowania się sobie Bożych Osób w łonie wewnętrznego życia Trójcy Świętej, staramy się przecież wpatrywać z wiarą w Boży styl ‘wprowadzenia-w-czyn’ miłości względem człowieka: Bożego żywego Obrazu. Bóg proponuje mu swą oblubieńczą Miłość. Ofiaruje mu też dla jej przypieczętowania obrączkę ‘ślubną’.

Zauważamy, że gdy Bóg raz powie: „Kocham”, będzie chodziło o miłość nie na żarty. Boża miłość stanie się nieustannym nie-myśleniem o sobie. Nie będzie tam cienia samolubstwa-egoizmu. Boży wzrok jest ciągle zapatrzony w dobro tej umiłowanej, Oblubienicy. Nie tylko wtedy, gdy doczeka się wzajemności z jej strony, ale niejako tym bardziej, gdy ona Bożą oblubieńczą propozycją gardzi i uprzednio zaakceptowane przymierze z Bożym Oblubieńcem ... podepcze i zdradzi.

Innymi słowy, w przeciwieństwie do Szatana, który „jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć”  (1 P 5,8), Boży Oblubieniec nigdy nie kocha ‘cudzym’ kosztem. On nieustannie ‘płaci’ sobą całym za miłość, jaką ofiaruje swej wciąż Go zdradzającej, skalanej, a przecież – jako zagrożonej – tym bardziej prawdziwie umiłowanej Oblubienicy.
– Ukochał bowiem po to, żeby Oblubienicy zapewnić dobro. Bożemu Oblubieńcowi chodzi wciąż o dobro definitywne swej umiłowanej: o jej życie – wieczne. Żeby je dla niej zapewnić, Syn Boży w najdosłowniejszym znaczeniu da każdą cenę. Jeśliby się tak złożyło, że nie będzie żadnego innego sposobu, by swą wciąż wiarołomną Mistyczną Oblubienicę wyrwać z grożącego jej nieodwracalnego Zła – wiecznego, nie zawaha się położyć na szale swoje własne życie.

Taki styl ‘miłowania’ swą Bożą, chociaż i w pełni ludzką miłością w stosunku do swej Mistycznej Oblubienicy: Kościoła oraz każdego z poszczególnych ludzi – wprowadza w czyn Jezus Chrystus, „Syn Boga Żywego” (Mt 16,16).
– Dokładnie taki sam jest jednak zarówno Ojciec, jak i Duch Święty:Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca ...” (J 14,9).

Zaczynamy coraz lepiej rozumieć, w jakim sensie styl miłowania Oblubieńca-z-krzyża staje się dla męża i żony, zwłaszcza w chwilach ich intymnego zjednoczenia, jednym wielkim wołaniem, żeby swoją obopólną miłość wzorowali na miłości „... Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie ...” (Ga 2,20).
– Tak o tej miłości wyrażał się wielokrotnie Paweł Apostoł, mówiąc wtedy z całą żarliwością swego serca. Tutaj bowiem: w kontemplacji Chrystusowego stylu miłowania swej Oblubienicy, zaczyna ujawniać się dla tych, którzy małżeństwo przeżywają z wiarą jako sakrament, jak przepastne głębie kryją się za słowami św. Pawła Apostoła, które były przedmiotem naszych poprzednich rozważań:

(8.3 kB)
Objaśnienie

„Tajemnica to Wielka, a ja mówię:
w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła ...” (Ef 5,32).

Mianowicie samo w sobie dokonujące się cielesno-duchowe małżeńskie oddanie jest z woli Boga – a nie człowieka, ani nawet z ustanowienia, czy jedynie interpretacji Kościoła – jednym wielkim, niezniszczalnym „realnym symbolem zjednoczenia Chrystusa z Kościołem” (FC 80). Jest ono z Bożego ustanowienia stałym niejako ‘pasem transmisyjnym’, który winien uświadamiać tym dwojgu, jak Chrystus oddaje się swej Oblubienicy: Kościołowi, a w nim każdemu swemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie.

Ukazana tu „Wielka tajemnica – w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”, w którą mąż i żona w chwilach obopólnej intymności się zanurzają, nie jest ‘poezją’, ani wyidealizowanym opowiadaniem, które by nie miało nic wspólnego z jakżeż często spotykaną może i brutalną rzeczywistością przeżywania stosunków w małżeństwach: płytko i z ograniczeniem uwagi do aspektu niemal wyłącznie utylitarystyczno-doznaniowego.

Wobec tego trzeba sobie jednak uświadomić, że bez wyjątku cała rzeczywistość małżeństwa, nie wyłączając chwil zjednoczenia płciowego, spełnia z woli Boga, Pana i Właściciela tak miłości jak życia, funkcję stałej swoistej konfrontacji rzeczywistości ludzkiej tych dwojga – z rzeczywistością Bożą: ‘poziomu’  wzajemnych odniesień tych dwojga – w skrzyżowaniu z ‘pionem’  Bożych odniesień do swojej Mistycznej Oblubienicy.

Obopólne wyrażanie sobie miłości i czułości oraz i oddawanie się sobie męża i żony [rzeczywistość ‘poziomu’] staje się dla tych dwojga, a poprzez nich dla całego świata, nieustannym przypomnieniem, a nawet uobecnieniem o wiele bardziej pierwotnego, dramatycznego oddawania się: miłującego Boga– swemu oblubieńczo umiłowanemu ludzkiemu Obrazowi [rzeczywistość ‘pionu’].

(4,4 kB)

d. Głębia sensu zróżnicowania człowieczeństwa na
męskie i kobiece

Dochodzimy do niezwykle intrygującego momentu naszych rozważań, tym razem sięgających samych podstaw zróżnicowania płciowego człowieczeństwa. Rozważania te zawdzięczamy w dużej mierze Ojcu świętemu Janowi Pawłowi II.

W swoim coraz głębszym drążeniu tajemnicy wcielenia Syna Bożego i dokonanego przez Niego odkupienia – widzi on coraz bardziej kompetentnie z kolei tajemnicę człowieka. Tak to zresztą wyraził Sobór Watykański II w Konstytucji Pastoralnej Gaudium et Spes, w której redakcji były kard. Krakowski Karol Wojtyła miał poważny udział. Jako Jan Paweł II nierzadko przytaczał m.in. następującą, jedną z wiodących wypowiedzi tejże Konstytucji:

„... Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego Miłości,
objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi
i okazuje mu najwyższe jego powołanie ...” (GS 22).


W swej Adhortacji Apostolskiej Familiaris Consortio wskazuje Jan Paweł II parokrotnie z emfazą, że „w ofierze, którą Jezus Chrystus składa z siebie samego na Krzyżu dla swej Oblubienicy, Kościoła” (FC 13), jednocześnie:

„... odsłania się całkowicie ów zamysł, który Bóg wpisał
w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety od momentu stworzenia:
małżeństwo ochrzczonych staje się w ten sposób znakiem Nowego i Wiecznego Przymierza,
zawartego we Krwi Chrystusa” (FC 13).

W tych słowach Papież odwołuje się do poprzednio obszernie omówionej wypowiedzi św. Pawła o małżeństwie jako „Wielkiej Tajemnicy – odnośnie do Chrystusa i Kościoła” (Ef 5,32). Św. Paweł zwraca się tam jednocześnie się do mężczyzn z poleceniem, że powinni „miłować żony, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie” (por. Ef 5,25).

W nawiązaniu do tego właśnie stwierdzenia wypowiada się obecnie Jan Paweł II niezwykle śmiało na temat tego, dlaczego Bóg stworzył człowieka jako zróżnicowanego pod względem płciowym: mężczyznę i kobietę.

Okazuje się, że samo już wezwanie do stawania się „jednością dwojga”, jak to wynika „ze swoistej odmienności i oryginalności osobowej mężczyzny i kobiety” (MD 10), pozwala dostrzec podstawową Bożą myśl. Bóg wzywa swój żywy Obraz: mężczyznę i kobietę, i powołuje człowieka w jego zróżnicowaniu płciowym do miłości – jako obopólnego daru.
– Jednocześnie zaś Bóg nakłada człowiekowi ‘miłość’ jako zadanie i przykazanie, w imię którego powinien tworzyć komunie osób – na podobieństwo Boskiej komunii Osób:

„To podobieństwo [do komunii w łonie Trójjedynego]
zostało wpisane jako właściwość osobowego bytu obojga, mężczyzny i kobiety
równocześnie jako wezwanie i zadanie” (MD 7; oraz zob. LR 8; FC 11.13; itd.).

Zwieńczeniem tego zadania, które jednocześnie jest powołaniem do miłości, jest Boże przykazanie miłości Boga i bliźniego (por. tamże, nr 7).


Wracamy ponownie do małżeństwa. Tutaj właśnie dokonuje się w bardzo specyficzny sposób stawanie się bezinteresownym darem jednego dla tego drugiego: poślubionego. Szczególnie doświadczalnie doznają tego mąż i żona, gdy obejmują się oblubieńczo, chociaż chwile takie są nawet dla nich samych swoistym ‘świętem’.
– Na co dzień miłość małżeńska będzie się wyrażała jako dar czy to w ofiarnym oddawaniu się dla dobra tego drugiego, czy też w pracy zarobkowej, czy ich obojga jako dar dla pojawiających się kolejno dzieci – i w wielu innych wielorakich formach obopólnego poświęcenia dla siebie wzajemnie oraz rodziny.

Jednakże przeżywanie chwil szczytowej oblubieńczej ‘dyspozycji’ swego ciała winno nasuwać tym dwojgu jako małżonkom niejako samo przez się myśl o tej innej miłości: Boga. On przecież jest tym pierwszym, który cały jest oblubieńczością dla swego umiłowanego Obrazu – w tym również dla nich obojga i to jako właśnie małżonków.

To bowiem, co się dzieje w rzeczywistości ‘poziomu’ ich obojga jako męża-żony, dokonuje się tym bardziej i nieustannie na osi ‘pionu’ : Boga-Miłości w stosunku do Bożego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety. Trójjedyny przysposabia bowiem człowieka na tę ‘swoją’, umiłowaną: Oblubienicę. Dla jej dobra i jej szczęścia – wiecznego, jej Boży Oblubieniec-Małżonek odda wszystko: siebie całego.

Tym samym zaś bardziej niż inne rzeczywistości międzyludzkie, małżeństwo wskazuje samym swym istnieniem na oblubieńcze zabiegi samego Boga w odniesieniu do swego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety. Małżeństwo naprawdę jest z ustanowienia Bożego jednym wielkim ‘uwidzialnieniem’  tego, co się dokonuje w rzeczywistości realnie istniejącego ‘pionu’ : Bóg a człowiek: mężczyzna i kobieta.

Stwierdzenie to staje się swoistym ‘zapalnikiem’, który niesie odpowiedź na parokrotnie na łamach niniejszej strony postawione, wciąż intrygujące pytanie. Człowiek zostaje stworzony przez Boga-Miłość w zróżnicowaniu płciowym: jako człowiek-mężczyzna względnie człowiek-kobieta. Gdybyśmy podjęli próbę wniknięcia w Bożą intencję stworzycielską, zdobylibyśmy się być może na nieśmiałe pytanie postawione Bogu:

Czemu, Ty Boże, stworzyłeś człowieka nie jako istotę nie-płciową, ale ustanowiłeś go w człowieczeństwie w przedziwnej „odmienności i oryginalności osobowej” (MD 10) jako człowieka-mężczyznę, człowieka-kobietę?
– Zróżnicowanie płciowe ludzkiego człowieczeństwa staje się niewątpliwie źródłem nieogarnionego bogactwa dobra.
Ale sami doświadczamy niemniej często, a raczej niemal na co dzień: problem płciowości i jej zróżnicowania męskiego i kobiecego bywa jakże często podłożem nieprawdopodobnego, jeśli nie wprost bezdennego upadku i zła ...!

Tymczasem wejście z pomocą Bożego Ducha Prawdy (por.: Duch Święty „... doprowadzi was do całej Prawdy” Bożego Objawienia – J 16,13 ) w głębie zamysłu Trójjedynego zdaje się dostarczyć odpowiedzi również w tym wymiarze – nietrudnej do zrozumienia – A przede wszystkim odpowiedź ta pozostaje w zasięgu ręki. Bóg odpowiada na postawione pytanie niejako następująco:

Dziecko mojej Miłości ! Ty Moja, Ukochana! Chciałbym Cię kochać jako tę Moją ... Oblubienicę. I mieć Cię kiedyś z sobą razem, na zawsze – w ‘Domu Ojca’ : w komunii Mojego życia i Mojej miłości, którą Ci ślubnie – proponuję.

Czy widzisz to, Ty Moja, Ukochana, jak ci dwoje: On i Ona – nieustannie tęsknią za sobą? Myślą oni stale o sobie nawzajem. Chwilę zdarzającej się krótszej czy dłuższej rozłąki przeżywają jako nad wyraz trudną udrękę i próbę na jakość ich miłości. Oni naprawdę nie potrafią żyć bez siebie.
– Czy nie łatwiej im dwojgu być obopólnym darem „od osoby dla osoby” (LR 11) właśnie dlatego, że wzajemnie siebie dopełniają jako mąż i żona, pracując nad bezinteresownością siebie jako daru ‘dla’ tego drugiego?
Ich wiąże miłość – i przyrzeczona sobie dozgonna wierność. Rozumiesz, Dziecko Mej miłości, że ‘miłość’ by u nich nie powstała, gdyby byli istotami nie-płciowymi? Gdyby byli pozbawieni owej „odmienności i oryginalności osobowej” (MD 10), która idzie w parze z podarowanym im człowieczeństwem męskim i żeńskim?

Ważniejsze jednak: Czy wyczuwasz, Ty Moja, Oblubienico, że dzięki ich tak mocno, zwłaszcza w przypadku męża i żony, niekiedy boleśnie i dojmująco przeżywanej miłości-tęsknoty-oddania, jest im – i powinno być – bardzo nietrudno przejść ze swej ‘orbity’, czyli rzeczywistości ‘poziomu’ – na ‘orbitę’ która z tamtą się krzyżuje: rzeczywistości ‘pionu’ ? Żaden małżonek, żadna małżonka – nie byliby zdolni przeżywać w jakikolwiek sposób owej miłości-tęsknoty-oddania, gdyby ta zdolność nie została im zaszczepiona przeze Mnie, ich Stworzyciela, a ponadto ... Odkupiciela.

Czy zaczynasz dostrzegać, Oblubienico nad życie ukochana, którą chciałbym – jeśli Ty tego także zechcesz, „mieć ze sobą na zawsze” (por. J 14,3; 17,24), jak bardzo dopiero Ja, Twój Stworzyciel, ale i Oblubieniec-z-Krzyża, przeżywam nieutuloną tęsknotę za Tobą, moim żywym Obrazem, który sobie przysposabiam na mą Oblubienicę, jeśli tylko ona przyjmie zaofiarowaną jej oblubieńczość ze swym Stworzycielem i Odkupicielem?
– Ukochanie Ty Moje, czy nie widzisz, że jedynie dlatego zstąpiłem z Nieba, by stać się Synem Człowieczym i tak umożliwić Tobie, tj. każdemu z mężczyzn, każdej z kobiet, by „opłukali swe szaty i w Krwi Baranka je wybielili” (Ap 7,14) i tak mogli stanąć przed „Barankiem” (Ap 21,9) jako „czysta Dziewica” (2 Kor 11,2), „przystrojona jako Oblubienica zdobna w klejnoty dla swego Męża” (Ap 21,2), który „był umarły, a oto jest żyjący na wieki wieków i ma klucze śmierci i otchłani ...” (por. Ap 1,18)?

Czy Ty Moja, Umiłowana, „nabyta Bogu Krwią [Moją] z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu” (por. Ap 5,9) – rozumiesz teraz, że właśnie małżonkowie w chwili obopólnego, całkowitego oddania się sobie, mogą i powinni wznieść swoją myśl i serce ku tej Innej, przerastającej ich miłości, która jednak dosięga również ich samych – od tego, który posunął swoje bycie-darem dla tej swojej, umiłowanej, tak daleko, żeby „Krew Chrystusa, który przez Ducha Wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyściła wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu Żywemu” (por. Hbr 9,14)?

Czy więc dostrzegasz, jak bardzo każde małżeństwo już samo przez się jest „realnym symbolem” (FC 80) tej innej miłości: idącej w pionie od Boga do ciebie i każdego Bożego żywego Obrazu? I że każdemu mężowi i każdej żonie powinno być bardzo nietrudno – oddając się sobie w całkowitości daru-osoby, dopełnić znaku krzyża i przeżywać właśnie wtedy, tj. w momentach swego szczytowego zjednoczenia – jednocześnie żar miłości Stworzycielsko-Odkupieńczo-Oblubieńczej, jaka do każdego dociera od ich Bożego Oblubieńca-z-Krzyża, Odkupiciela człowieka? On przecież chciałby móc zaprezentować Ojcu swojemu każdego z Odkupionych za tak wielką cenę – jako tę swoją Oblubienicę: czystą, świętą i nieskalaną (Ef 5,27).

W tej sytuacji staje się czymś samo przez się zrozumiałym, dlaczego Stworzyciel i Odkupiciel utworzył człowieka jako zróżnicowanego pod względem płciowym – w ich wzajemnym zdaniu się na siebie, które winno wyzwalać bycie-osobą-darem wzajemnie dla siebie.

Z kolei zaś zrozumiałe staje się, że właśnie małżeństwo zostało podniesione przez Odkupiciela do rangi Sakramentu małżeństwa. Winno ono poprzez samo swoje istnienie przypominać – najpierw im samym: mężowi i żonie, ale i całemu Ludowi Odkupienia – tę miłość, jaką Stworzyciel i Odkupiciel umiłował każdego człowieka, tzn. każdy swój żywy Obraz:

„Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość ...” (Jr 31,3).

Bóg ukochał człowieka: mężczyznę i kobietę – na sposób oblubieńczy. Miłość tę, nieustępliwie i niezłomnie wierną i jedyną, doprowadził do ostatecznych możliwości, gdy stał się „Ofiarą przebłagalną za grzechy nasze ... i całego świata” (1 J 2,2). W Jezusie Chrystusie Bóg oddał swoje życie na krzyżu – po to, żeby Boża niegodna Oblubienica, tzn. wszystkie owce przez Ojca – Odkupicielowi zwierzonej owczarni, „miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10).

Zaczynamy więc lepiej rozumieć, dlaczego człowiek został „jemu samemu” podarowany jako człowiek-mężczyzna i jako człowiek-kobieta. Bóg zamierzał przez to niejako naprowadzać swój żywy Obraz nieustannie na łatwiejszą realizację największego Przykazania: miłości do Boga– i miłości do bliźniego.

Jednocześnie Bóg spodziewał się po człowieku, że przy wyrażaniu swej miłości, przede wszystkim zaś miłości małżeństwa, będzie on niejako spontaniczne dostrzegał tę inną miłość, która do niego – stworzenia, bezustannie dociera na miarę Bożej hojności i Bożego miłosierdzia od samego Stworzyciela, który ponadto stał się człowieczym Odkupicielem.

Tym samym zaś wypada stwierdzić, że właśnie małżeństwo jest z samej swej natury stałą, żywą ‘przekładnią’, która sama przez się przybliża człowiekowi, począwszy od samych dwojga małżonków, tajemnicę Bożej miłości do człowieka. Miłość ta – w ‘pionie’ Bóg-miłość a człowiek: mężczyzna i kobieta – rozgrywa się stale w analogii na Boży sposób pojmowanej miłości oblubieńczej.

(4,4 kB)

e. Małżeńskie uobecnienie Chrystusowej tajemnicy
Wcielenia i Krzyża

W dalszym ciągu wyżej przytoczonego zdania z Adhortacji Familiaris Consortio (FC 13. – Zob. wyż.: tekst z FC 13: sens zróżnicowania płciowego) powraca Jan Paweł II jeszcze parokrotnie do małżeńskiego przeżywania Chrystusowej miłości. Szczytowym wyrazem miłości Chrystusa stał się odkupieńczy dar własnego życia na Krzyżu – „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28) tej ‘swojej’, całej zdradami splamionej Oblubienicy. Ojciec święty stwierdza:

„Małżonkowie są zatem stałym przypomnieniem dla Kościoła
tego, co dokonało się na Krzyżu;
wzajemnie dla siebie i dla dzieci są świadkami zbawienia,
którego uczestnikami stali się poprzez Sakrament” (FC 13).

(5.3 kB)
Objaśnienie

Szczytowy wyraz Oblubieńczej miłości Chrystusa oddającego się swej Oblubienicy w całkowitości daru swego życia zmierza wyraźnie do jej definitywnego dobra: jej odkupienia-zbawienia.
– Tymczasem małżeństwo jest w zamierzeniu Bożym, a konsekwentnie w stałym nauczaniu Kościoła, bezustannym przypomnieniem tej właśnie tajemnicy: odkupienia-zbawienia człowieka.
Rzecz jasna, małżeństwo uobecnia odkupienie-zbawienie w właściwy sobie sposób: jako przymierze miłości-życia dwojga osób.

Stąd też Ojciec święty pisze:

„Podobnie jak każdy z siedmiu sakramentów,
również małżeństwo we właściwy sobie sposób jest
rzeczywistym znakiem dzieła zbawienia” (FC 13).

Znakiem zbawienia jest małżeństwo jako sakrament przez fakt, że całkowitość obopólnego darowania się sobie małżonków – uobecnia i odsyła nieustannie do Bożej całkowitości daru własnego życia „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28; Łk 1,77; 4,19; 24,47; Dz 2,38; 5,31; 10,43; 26,18; Kol 1,14).

Małżonkowie jako małżeństwo [‘poziom’] wskazują na całkowitość Chrystusowej miłości [‘pion’] oczywiście nie jako pojedynczy ludzie, ale zawsze jako para małżeńska. Dopiero dwie osoby mogą oddawać się sobie nawzajem w bezinteresownym całkowitym darze i stanowić przymierze: komunię osób.

Wzajemne małżeńskie oddanie się sobie byłoby w warunkach ludzkiej doczesności niemożliwe bez:

(0,2 kB)  Oblubieńczego znaczenia wpisanego w ciało mężczyzny i kobiety. Ciało ‘nadaje się’, tj. jest uzdolnione do przytulenia, objęcia, ukochania. Gesty te są wyrazem oddania się sobie nie ciała-ciała, lecz dwojga osób – poprzez ciało i w nim.

(0,2 kB)  Z kolei jednak ciało zostało uzdolnione również do rodzicielstwa: ma ono wpisany w siebie sens rodzicielski – równolegle do swego sensu oblubieńczego.

(0,2 kB)  Rodzicielstwo często idzie z bliska w parze z bólem: z boleśnie dokonującym się rodzeniem fizycznym; i tym boleśniej przebiegającym rodzeniem ducha u otrzymanego od Boga potomstwa (por. EV 87n.92; itd).

Z tego względu oba te sensy ciała: oblubieńczy i rodzicielsko-odkupieńczy, są zwykle ściśle sprzężone ze sobą. Bo z kolei odkupienie człowieka kosztowało nieprawdopodobnie drogo. Zrodzenie Kościoła-Oblubienicy do Życia wiecznego kosztowało Syna Człowieczego Jego życia: daru krwi własnej.

I znowu trzeba stwierdzić: z woli Bożej tak jeden, jak drugi sens ciała wskazuje w małżeństwie sam przez się na Chrystusowe poślubienie Jego ludzkiej Oblubienicy: Kościoła.
– Dzieje się to stale poprzez raz po raz tu przypominane dwie podstawowe tajemnice życia Odkupiciela:
a) tajemnicę Wcielenia [oblubieńczy sens ciała],
b) dopełnioną jednak w tajemnicy Odkupienia, tj. całkowitości wydania siebie „aż do końca” [rodzicielsko-odkupieńczy sens ciała].

Toteż Jan Paweł II dodaje:

„Zaślubieni, jako małżonkowie, uczestniczą w nim [zbawieniu-Odkupieniu] we dwoje, jako para, do tego stopnia, że
pierwszym i bezpośrednim skutkiem małżeństwa ... nie jest sama łaska nadprzyrodzona,
ale chrześcijańska więź małżeńska, komunia dwojga typowo chrześcijańska,
ponieważ przedstawia tajemnicę Wcielenia Chrystusa
i tajemnicę Jego Przymierza [krzyża-odkupienia-Paschy](FC 13).

Wypowiedź papieska nie jest jedynie wzruszającym rozważaniem teologicznym o małżeństwie. Ojciec święty przedstawia tu wiarę Apostolską – taką jak ona została dana do zrozumienia w Bożym Objawieniu. Taka jest nasza wiara!

Słowa Ojca świętego stają się naglącą zachętą pod adresem małżonków, żeby tak właśnie przeżywali swoje „dwoje jednym ciałem”:
– z całą swobodą i radością obopólnego oddawania się sobie i przeżywania również swego szczytowania,
– ale stale też modlitewnie: z świadomością, a przynajmniej otwartą podświadomością, że tu bliski jest Pan i Odkupiciel (por. LR 9).

Jezus Chrystus jest bliski małżonków w tajemnicy swych oblubieńczych zabiegów o miłość człowieka [oblubieńczy sens tajemnicy Wcielenia], ale i w konsekwencji darowania się swej Mistycznej Oblubienicy „aż do ostateczności – i do końca” [rodzicielsko-odkupieńczy sens tajemnicy odkupienia-Krzyża].
Wyrazem tego jest Chrystusowe swoiste ‘szczytowanie’ Jego Bożo-ludzkiej miłości w stosunku do swej Oblubienicy: Kościoła – w konwulsjach składania daru życia za nią na Krzyżu.

W naszym wyrażaniu się o głębi rozważanych tajemnic wiary korzystamy przez cały czas z zasady ‘analogii bytu’. Mówiliśmy o tym już wielokrotnie (zob. wyż. np.:  Ponownie: wyrażania się o Bogu poprzez analogię bytu).
Analogia to ‘niepodobieństwo-w-podobieństwie’, a nie tożsamość. Konwulsje Chrystusowego konania w żadnym wypadku nie były żartem. Nie miały one z kolei nic wspólnego z seksualizmem.

Jesteśmy natomiast przerażeni jako uczestnicy widoku straszliwych mąk, jakie poniósł – sam Bóg-Człowiek Jezus Chrystus: „na odpuszczenie grzechów” każdego z nas – Jego niegodnej Oblubienicy. Kona tu wśród niewyrażalnych mąk Boża Osoba – w ludzkim ciele Syna Człowieczego Jezusa Chrystusa.

W tym momencie – a zresztą nie tylko na tym etapie swego życia, kiedy „nadeszła Jego Godzina” (J 13,1), ‘odłożył’ Jezus Chrystus świadomie całą hańbę-wstyd chociażby z powodu wielu widzów-gapiów, którym spontanicznie mógł się nasuwać wniosek: „Co to za ‘Syn Boży’, który nie potrafi się obronić przed zadawanymi sobie torturami ...” !

Ten właśnie aspekt podejmie św. Paweł w Liście do Hebrajczyków.

Jezus zaś nie myśli w tej chwili – w konwulsjach swego duszenia się i konania na krzyżu – o sobie, lecz o staniu się Pokarmem-Napojem dla umiłowanej wśród tych tortur Oblubienicy – Kościoła, i każdego poszczególnego swego żywego Obrazu:

„Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala.
On to – zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę [gr.: aischúnes kataphronésas: tzn.: kataphronéo = gardzić, nie bać się 'o' coś; niezłomnie poddając się; aischúne = hańba-wstyd, publiczne napiętnowanie przez skazanie na krzyż],
i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie się więc nad tym, który ze strony grzeszników
taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie,
abyście nie ustawali, złamani na duchu ...” (Hbr 12,2n).

A przecież konający Odkupiciel, który w tym właśnie momencie definitywnie zaślubia swoją mistyczną Oblubienicę: rodzinę ludzką całą, przez cały czas znoszonych przerażających tortur ... kocha w najwyższym, jedynie Bogu-Człowiekowi możliwym stopniu, i ... jej ... przebacza !

Nie przerywa On też ani na moment swojego modlitewnego zjednoczenia z Ojcem, a z kolei z katującą Go Jego Oblubienicą, którą w tej chwili „żywi” swoim Ciałem i swoją Krwią (por. Ef 5,29), stając się z nią Mistycznym „dwoje-jednym-ciałem”.

Wyrazi to z niedoścignioną prostotą i zarazem głębią Jan Paweł II w encyklice o Duchu Świętym:

„Jezus Chrystus, Syn Boży – jako Człowiek – w żarliwej modlitwie swojej męki,
pozwolił Duchowi Świętemu, który już przeniknął do samej głębi Jego własne człowieczeństwo,
przekształcić je w doskonałą Ofiarę poprzez akt swej śmierci jako żertwy miłości na Krzyżu.
Tę ofiarę złożył sam – sam był jej jedynym Kapłanem ...” (DeV 40).

(4,4 kB)

f. ‘Myśli serca’ męża i żony w chwilach ich
‘dwoje-jednym-ciałem’

Wszystko to znaczy, że małżonkowie nie powinni dać się zdominować wyłącznie fizyczno-doznaniowemu, ani czysto świeckiemu charakterowi przeżywania swego aktu zjednoczenia.

Małżeństwo jest nieodwołalnie Bożą własnością i domeną: nic nie zdoła zmodyfikować jego sakramentalnego charakteru. Oczywiście: można go ... znieważyć; nawet bardzo ciężko! Będzie to jednak tylko wyrazem sprzeciwu przeciw zamysłowi miłości ze strony Stworzyciela i zarazem Odkupiciela, Stworzyciela również małżeństwa oraz jego wewnętrznego ładu, jak i samego w ogóle człowieka wraz z jego powołaniem do życia wiecznego.

Odbycie stosunku czy zjednoczenie osób

Małżonkowie powinni nie dopuścić do tego, by w ich pożyciu kiedykolwiek zaistnieć miało ‘odbycie stosunku seksualnego’  jako ‘spółkowania’.

Odbycie ‘stosunku’ jako podjętej kopulacji seksualnej pod wpływem rozbudzonej pożądliwości jest z zasady zawsze grzechem, zwykle grzechem ciężkim – przeciw pierwszemu przykazaniu: miłości Boga i bliźniego – pomijając już naruszenie szeregu innych Bożych przykazań, które wtedy również mogą być znieważone.

U człowieka – u małżonków powinno natomiast chodzić o podjęcie z pełnią wdzięczności od Boga podarowanej możności przeżywania małżeńskiego zjednoczenia płciowego swych obojga osób. To – owszem! Natomiast nigdy: ‘stosunek-kopulacja-seks’.

(5.9 kB)
Objaśnienie

Oboje zdają sobie sprawę, że nikt nie jest właścicielem siebie samego. Ani tym bardziej swojej płciowości (zob. do tego z naszej strony np.: Ponownie pytanie: właściciel a zarządca. – A także np.: Zarząd nad podarowaną sobie płciowością).
– Jej uaktywnienie wiąże się każdorazowo z uruchomieniem tajemnicy zarówno miłości, jak życia.

Obie te rzeczywistości: miłość i życie istnieją co prawda na ziemi, żyje nimi również każdy człowiek. Jednakże korzeniami swymi wyrastają one wprost od jedynego Pana i Właściciela tak miłości, jak życia: od Boga. Pochodzą one zatem spoza tego świata. A na pewno nie od ... Szatana.

Podobnie jak każdy inny człowiek, tak i małżonkowie: mąż i żona, zostają ustanowieni przez Boga jedynie na odpowiedzialnych zarządców – m.in. powierzonej im ich małżeńskiej intymności. Każdy zaś zarządca musi rozliczyć się prędzej czy później ze zwierzonego sobie – jedynie zarządu, a nie swojej własności.

Tych podstawowych stwierdzeń nie zdoła obalić żaden odmienny światopogląd czy religia, nie zdoła ich też anulować żadne ludzkie ustawodawstwo.
– Wszelkie ludzkie ustawodawstwo jest w tym wymiarze z góry pozbawione jakichkolwiek kompetencji. Zasady prawa naturalnego moralnego są wyryte jednakowo w sumieniu bez wyjątku każdego człowieka. Są one tym samym niezależnie od przyjmowania względnie nie-przyjmowania wiary w Boga, ani czekającej każdego przed Bogiem sprawozdawczości za swe „uczynki dokonane w ciele: złe lub dobre” (2 Kor 5,10).

Bóg wręcza małżonkom w chwili, gdy ci dwoje wyrażają publicznie swą zgodę małżeńską, podarunek jedyny w swoim rodzaju: możność podejmowania aktu zjednoczenia płciowego małżeńskiego.
– Natomiast Bóg w żaden sposób nie wręcza małżonkom możności ‘odbywania kopulacji jako seksu’.
Między jednym a drugim zachodzi różnica równa przepaści. Jest ona równoznaczna z wyborem wieczności życia w „Domu Ojca”, względnie – uchowaj Boże – życia w wiecznym potępieniu.

Seks a środki zapobiegania

W przypadku odbycia ‘seksu-stosunku’ uwaga skupia się na ‘seksie-dla-seksu’, a nie na osobie. Stąd też partnerzy sięgają wtedy niezwykle łatwe po środki przeciw-rodzicielskie oraz wszelkiego rodzaju zwyrodniałe formy uprawiania seksu. W takiej sytuacji chodzi bowiem głównie o maksymalne zaspokojenie roznamiętnienia. Kontakt płciowy wyradza się wówczas w zasadzie w przeżycie samogwałtu-masturbacji: nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek miłością.
– Sama w sobie masturbacja staje się niewątpliwie bardziej ‘atrakcyjna’, gdy dzieje się to z pomocą, względnie poprzez ciało kogoś drugiego, zwłaszcza przeciwnej płci.

Szermowanie zapewnianiem, iż tego rodzaju uprawiany ‘seks’ jest wyrazem wzajemnie sobie świadczonej ‘miłości’, staje się bezhonorowym zakłamywaniem w żywe oczy. Osoba tego drugiego, zresztą dokładnie jak i osoba własna – rozpływa się wtedy w dalekim tle.
– Czołowe miejsce zajmuje zniewolenie pożądliwością, która wymusza konieczność zaznania ‘seksu-dla-seksu’.
Ponieważ zaś nie ukrywanym celem staje się wyzwolenie maksimum przeżycia – zatem nie jakiejkolwiek miłości, sesja ‘seksu’ wyradza się łatwo w uprawianie coraz bardziej wyrafinowanych i zwyrodniach form.

Jednocześnie zaś partnerzy czują się wtedy ‘zmuszeni’ do sięgania po coraz bardziej ‘skuteczne’ środki przeciw pojawiającemu się ‘widmu i zagrożeniu’ zajścia w ciążę.

Uzyskane samozaspokojenie w następstwie obopólnej masturbacji ocieka coraz bardziej krwią ‘okazyjnie’ zgładzonych ... własnych dzieci. Ich niewinnie przelana krew – cena uprawianego przez ich rodziców ‘seksu’ – krzyczy głośno o ... Bożą sprawiedliwość. Wbrew nieudolnym zapewnieniom ze strony producetów stosowanych technik, że przecież ‘ciąży’ w takiej sytuacji ... nie widać. Poczęte Małe Dzieci zostają skutecznie zgładzone w następstwie zewnętrznie nie zauważanej – wczesnej aborcji ...

Nic nie pomogą usilnie stosowane starania, aby zmusić głośny krzyk sumienia do zamilczenia. Bóg woła nadal – głośno, tak samo jak w przypadku pierwszego morderstwa, jakiego dopuścił się Kain: „Gdzie jest twój brat – Abel ...?” (Rdz 4,9).

Tymczasem Bóg darowuje małżonkom nie akt ‘seksu-dla-seksu’, lecz wręcza im możność (tzn. nigdy mus !) przeżywania chwil ich intymnej bliskości jako rzeczywistego małżeńskiego zjednoczenia ich obojga osób jako pary małżeńskiej. Uwaga tych dwojga winna skupiać się wtedy w pierwszym rzędzie na rzeczywistym, możliwie długo się utrzymującym zjednoczeniu ich obojga: ich serc, dusz, umysłów.

W tak przeżywanym małżeńskim zjednoczeniu osobowym, które siłą rzeczy musi być każdorazowo na oścież otwarte na zaszczepioną w nie przez Boga potencjalność rodzicielską, są oboje wezwani do wiernego podążania – wraz ze zwierzoną im, stopniowo się poszerzającą rodziną, do osiągnięcia życia wiecznego w „Domu Ojca’.

Świętość i wewnętrzny ład aktu

Punktem wyjścia przy przeżywaniu chwil wzajemnej bliskości powinna pozostawać wciąż żywotna świadomość, że małżeństwo jest sakramentem świętym i uświęcającym, a tym samym instytucją publiczną Bożo-ludzką, nigdy jedynie prywatnym umówieniem się ze strony dwojga partnerów.

Nie do pogodzenia z świętością małżeństwa byłoby sięganie po jakiekolwiek działania, które by obrażały zamieszkiwanie w sercu tych dwojga błogosławionej obecności Trójcy Przenajświętszej. Tu musi panować od początku do końca czyste sumienie. Tak kształtowanemu sumieniu towarzyszy pokój serca i Boże błogosławieństwo.

Ci dwoje starają się wówczas kształtować odniesienia obopólnej intymnej bliskości w taki sposób, by bezkompromisowo podporządkować się stworzonemu przez Boga i im dwojgu w chwili zawierania małżeństwa wręczonemu wewnętrznemu ładowi aktu zjednoczenia. Ład ten jest zresztą głęboko wpisany w serce i sumienie każdego człowieka – zarówno ludzi sprzed epoki Chrystusa, jak i tych którzy przychodzą na świat po już dokonanym przez Jezusa Chrystusa dziele Odkupienia.

Bóg pozostaje na zawsze wyłącznym Właścicielem zarówno małżeństwa, jak i obojga poszczególnych małżonków. Jest on też nadal wyłącznym, jedynym Właścicielem zakresu płciowości, która w przypadku człowieka, czyli osoby, wiąże się ściśle z Bożą tajemnicą miłości i życia. Tym samym zaś zakłada ona podstawowe właściwości, w jakie wyposażony jest człowiek-osoba: samo-świadomość, samo-stanowienie, odowiedzialność-poczytalność.

Chwile intymności małżeńskiej stają się w tej sytuacji spontanicznym obopólnym przylgnięciem do siebie tych dwojga. Jeśli okoliczności na to pozwalają, zostaje ono przy pełni Bożego i ludzkiego pokoju i umiaru – uwieńczone aktem zjednoczenia tych dwojga w ich pełnowartościowej męskości i kobiecości.

Tak kształtowane najintymniejsze zjednoczenie następuje w pewnej całkiem spontanicznie – niemal tak bardzo samorzutnie, jak to bywa w przypadku wyrazów miłości ze strony ojca czy matki, gdy w przypływie miłości przytulają do siebie swe dziecko. Rodzice tulą i pieszczą wtedy swe dziecko w najwyższym rozradowaniu serdeczności. A gdy dziecko odpowiada na te wyrazy miłości – miłością odwzajemnioną do nich, rodzice dają mu do poznania, jakoby je z miłości niemal ‘zjedli’, a ono – ich. Jednocześnie zaś ani matce, ani ojcu nie przychodzi wtedy do głowy czy serca jakakolwiek myśl o wymiarze płciowym wyświadczanych sobie wyrazów miłości. Uwaga skupia się cały czas na samym ‘centrum’ dziecka: na jego ... osobie.

Tak podjęty i przeżywany akt małżeński cieszy się od początku do końca darem najprawdziwszego, pobłogosławionego zjednoczenia męża z małżonką – i na odwrót. Małżonków doświadczają swoje zjednoczenie jako łaskę i uaktywnienie wzajemnie sobie szafowanego sakramentu małżeństwa.

Ich pełnemu, możliwie pokojowo przedłużonemu, pełnego subtelności i wzajemnego uszanowania przeżytemu intymnemu zjednoczeniu towarzyszy świadomość, że w sercach ich wciąż przebywa błogosławiąca im oraz ich rodzinie cała Trójca Przenajświętsza.
– Jedność ich serc i dusz staje się owocem jednoczącego ich Ducha Świętego, którego ci dwoje wzywali z dziecięcą ufnością u zarania zawieranego przymierza małżeńskiego i którego delikatnemu prowadzeniu pragnęli podporządkować się z pełnią zawierzenia.

Tym pierwszym ma być zawsze Bóg

Pierwsze miejsce w układaniu życia małżeńsko-rodzinnego na co dzień, a tym bardziej w chwilach intymnej bliskości małżeńskiej, zajmuje wtedy niepodzielnie Bóg – wyraźnie ponad wszelkimi żądaniami, jakie by mogły pojawiać się w następstwie sugerowanych ludzkich rozwiązań, obliczonych na oczekiwania doraźne – przeciwstawne w stosunku do oczekiwań Bożych.

Taki styl postępowania staje się wprowadzeniem w życie wskazań samego Boga-Człowieka, Odkupiciela również małżeństwa – Jezusa Chrystusa:

„Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o jego sprawiedliwość,
a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33).

A także:

„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie, straci je,
a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,37nn).

Będzie to dotyczyło m.in. działań w zakresie intymności, gdyby one miały być sprzeczne z ustanowionym przez Boga wewnętrznym ładem przeżywania wzajemnej bliskości. W razie budzącej się jakiejkolwiek wątpliwości w tym zakresie kierują się małżonkowie wyraźnym autentycznym nauczaniem Magisterium Kościoła Chrystusowego. Jego głos w sprawach związanych z naszym zbawieniem w Chrystusie i życiem wiecznym cieszy się pewnością i gwarancją Prawdy Bożego objawienia.

Każdorazowa pełna otwartość na potencjalność rodzicielską

W tym kontekście wypada przypomnieć ponownie, że każdy akt zjednoczenia małżeńskiego musi pozostawać w pełni otwarty na potencjalność rodzicielską. Tak akt małżeński został stworzony i jest wręczany małżonkom w chwili zawierania małżeństwa przez samego Boga.

Ustalenie to nie jest wyrazem wynalazku, względnie rozporządzenia itp. ze strony ‘Kościoła’ (np.: katolickiego), ani któregokolwiek ‘papieża’, lecz stworzycielskiego aktu samego Boga, jedynego Stworzyciela i Właściciela małżeństwa, płciowości oraz wewnętrznego ładu intymnego małżeńskiego zjednoczenia. Bóg wpisał ten ład głęboko w sumienie bez wyjątku każdego człowieka.

Rzeczywistość tę przypomniał wiążąco papież, błog. Paweł VI, w swej encyklice „Humanae vitae” (1968. Tekst zob. z naszej strony: PORTAL, Kol.4, ad ‘4a’). Oto nieduży fragment, dotyczący tej właśnie rzeczywistości. Ojciec święty podkreśla zarazem w dalszym ciągu swej encykliki z całą powagą swej misji jako Piotr aktualnych czasów, że ukazane przez niego stanowisko Magisterium Kościoła jest „promulgacją samego prawa Bożego” (HV 20) – Zob. sformułowanie łacińskie: „Ecclesiae doctrina de liberorum incremento recte ordinando, quae legem divinam ipsam promulgat, sine dubio multis talis videbitur ...”).

Oto odnośny tekst z „Humanae vitae” :

„Jednakże Kościół, wzywając ludzi do przestrzegania nakazów naturalnego prawa,
które objaśnia swoją stałą doktryną,
naucza, że konieczną jest rzeczą, aby
każdy akt małżeński zachował swoje wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego”.
(HV 11. – Po łac.: „... necessarium esse, ut quilibet matrimoni usus ad vitam humanam procreandam per se destinatus permaneat” – z przyp.‘12’: odnośnik do odnośnych wypowiedzi wielu poprzedników Stolicy Apostolskiej).

Ponieważ tej właśnie problematyce poświęciliśmy niemało szczegółowego miejsca w poprzednich częściach naszej strony, nie podejmujemy tutaj tego zagadnienia jeszcze raz.

W razie zaistniałej potrzeby, by poczęcie na razie odłożyć, albo też jeśliby małżonkowie z ważnych powodów w ogóle już nie powinni byli nastawiać się na przekazywanie Życia, staje przed nimi do dyspozycji zawsze Boży dar biologicznego rytmu płodności. Małżonkowie winni zadać sobie trud by go poprawnie zrozumieć, nauczyć się go bardzo dobrze i z autentycznych, nie zafałszowanych źródeł, by móc dostosować się do niego w sposób odpowiedzialny przy układaniu swych intymnych odniesień.

Sam w sobie rytm płodności nie jest wymysłem medycyny, lecz Bożym dziełem stworzenia. Medycyna służy jedynie pomocą, by można było zrozumieć go poprawnie i skorzystać z niego należycie.

Rozumie się samo przez się, że wiedzy o biologicznym rytmie płodności nie wolno używać w sensie egoistycznym, np. tak żeby nigdy nie mogło dojść do poczęcia. Czyli wiedzy tej nie wolno w żaden sposób użyć jako swoistej jednej z metod zapobiegania ciąży.
– Miarodajnym drogowskazem pozostaje dla małżonków wsłuchiwanie się ich obojga w Boże oczekiwania względem nich jako małżonków (zob. do tego: GS 50), a równolegle przyjęcie postawy „posłuszeństwa wierze” (FC 51), która dociera do nich poprzez głos autentycznego i autorytatywnego Magisterium Kościoła.

(32 kB)
Objaśnienie

I jeszcze dla przypomnienia: gdyby pomimo zdawać by się mogło uważnie stosowanej wiedzy odnośnie do rytmu płodności w przypadku istniejącej potrzeby nienastawiania się aktualnie na poczęcie, poczęcie jednak nastąpiło, małżonkowie muszą sobie zdawać sprawę, że sytuacja taka wyznacza całkowity kres dla podejmowania jakiejkolwiek decyzji przeciw zaistniałemu poczęciu.

Małżonkom pozostaje wówczas przyjąć w Bożym Obliczu jedyną miarodajną postawę, która jest jednocześnie bezpośrednim następstwem słowa, jakie dali Bogu oraz człowiekowi w chwili zawierania przymierza małżeńskiego. Wbrew wszelkim głosom skierowanym przeciw dalszemu życiu poczętego, jedynym miarodajnym drogowskazem pozostaje dla nich rozwiązanie Boże, wyrażające się w Bożym przykazaniu: „Nie będziesz zabijał”.

Żaden lekarz, ani żadne międzynarodowe ustawodawstwo nie jest władne ani kompetentne do podjęcia walki z Bożym Słowem. Również w przypadku, gdyby następstwa obranej wewnętrznej postawy u tych dwojga, przede wszystkim u samej matki, wymagały heroizmu, równoznacznego z zagrożeniem własnego życia.


Uwaga:
Obszerniej w nawiązaniu do omawianego zagadnienia – zob. chociażby z naszej strony m.in. duży artykuł:
„Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem”. – Tamże przede wszystkim: § D. Wybrane uwagi o wewnętrznym ładzie małżeńskiego aktu. – A także tamże: § G. Dopowiedzenia, i tamże pt.: ‘4’: ‘Wskazania pozytywne’.

W blasku sakramentu małżeństwa

Zjednoczenie płciowe męża z żoną powinno być przeżyciem pełnym pokoju i blasku łaski sakramentu małżeństwa. Powinno ono być przeżywane każdorazowo jako prawdziwe zjednoczenie: jako pełnia subtelności względem tego drugiego, z uwagą wciąż skoncentrowaną na jego dobru – zarówno doczesnym, jak tym bardziej tym wiecznym, poczynając od czujności nad czystością serca i sumienia.

Winno to być prawdziwym ‘zjednoczeniem’, jeśli ci dwoje pragną przypieczętować swą miłość w taki właśnie sposób: zjednoczeniem małżeńskim. Samo w sobie zjednoczenie winno być przeżywane z pełnią pogody serca i wczuwaniem się w być może nie uzewnętrznione życzenia tego drugiego. Zjednoczenie dopełnione rzeczywistym stanie się ‘jedno’ w narządach płciowych – w taki sposób, jak ci dwoje otrzymali ten dar od Stworzyciela i Odkupiciela.

Przeżywaniu ich pokojowo przeżywanego, radosnego zjednoczenie powinna towarzyszyć świadomość Bożego błogosławieństwa – ku pokrzepieniu ich obojga i podejmowaniu przyjętych zadań i zobowiązań małżeńskich względem siebie oraz zawierzonego im przez Boga ich potomstwa.
– Małżonkowie są sobie wtedy świadomi z pełnią wdzięczności przeżywanej, stałej obecności błogosławiącego ich Trójjedynego, przebywającego w sercu tak u męża, jak i jego małżonki i napełniającego ich serca nową otuchą jako łaską sakramentu.

Mąż i żona nie powinni dać sobie wmówić, że nie wypada mieszać ‘w te sprawy’  Boga. Nie szatan stworzył akt zjednoczenia, ani on go nie wymyślił. Został on stworzony i małżonkom podarowany – wraz z całą jego strukturą i dynamizmem, wyrażającym się w harmonijnym, obopólnym przeżyciu szczytowania – przez samego Stworzyciela i Odkupiciela człowieka.
– Z tym tylko, że przy jego kształtowaniu winni małżonkowie dostosować się w pełni do wewnętrznego Bożego i ludzkiego ładu chwil małżeńskiej intymności – tak, jak on został stworzony i małżonkom wręczony przez samego Boga.

Czy takiego przeżywania aktu zjednoczenia nie ma na myśli św. Jan Paweł II, gdy w swym Liście do Rodzin (1994: Rok Rodziny) pisze, chociaż w tym wypadku ma na myśli akt zjednoczenia małżeńskiego, który w tym wypadku stanie u źródeł zaistnienia nowego Ludzkiego Życia:

„Jeśli mówimy, że małżonkowie jako rodzice są współpracownikami Boga-Stwórcy w poczęciu i zrodzeniu nowego człowieka, to sformułowaniem tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, że w ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny – obecny w inny jeszcze sposób, niż to ma miejsce w każdym innym rodzeniu w świecie widzialnym, ‘na ziemi’.
– Przecież od Niego tylko może pochodzić ‘Obraz i Podobieństwo’, które jest właściwe istocie ludzkiej, tak jak przy stworzeniu ...” (LR 9).

Jan Paweł II mówi tu wyraźnie, iż w ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny. Ma on na myśli w tym wypadku co prawda moment połączenia komórek-cząstek tak matki jak ojca, kiedy to sam tylko Bóg-Stworzyciel zaszczepia w powstającą zygotę swój Obraz i Podobieństwo (Rdz 1,26n).

Tym samym jednak jest Bóg obecny w przeżywaniu również każdorazowego innego zjednoczenia małżeńskiego. Z Bożego ustanowienia winno ono przecież uczynić dla tych dwojga ‘widzialną’ tę inną miłość, jaką ich oboje odwiecznie w swym Synu umiłował sam Ojciec Niebieski: cała Trójca Przenajświętsza.

Stąd wymóg przeżywania chwil zjednoczenia małżeńskiego jako prawdziwego zjednoczenia ich ‘dwojga-w-jedno-ciało’ z świadomie wtedy przeżywaną obecnością w tej właśnie chwili całej Trójcy Świętej w ich sercu. To dopiero znaczy przeżywanie małżeństwa jako sakramentu.

Stąd też właśnie w tych chwilach: wzajemnego całkowitego bycia-dla-siebie po małżeńsku, mąż i żona powinni pozostawać w pełni sobą: osobą. Nie można dopuszczać do spłycenia tych chwil przez ich sprowadzenie do przeżyć rozgrywających się mniej lub więcej prymitywnie w samym tylko ciele jako doznanie ‘seksu’, nierzadko właściwie jako jednostronnej, ewentualnie obustronnej masturbacji, kiedy to uwaga skupia się przede wszystkim na maksymalnie przeżytym orgazmie.

Chwil intymnego bycia-z-sobą i w-sobie nie można odcinać od świętości tajemnicy miłości i całkowitości daru, które wyrastają z jednego źródła: pochodzą w całości od Boga. Bóg zaś sam w sobie jest miłością i darowaniem siebie swemu żywemu Obrazowi. I czyni to zawsze „aż do końca” : aż do darowania siebie w swej własnej Krwi, przelanej ... „na odpuszczenie grzechów naszych ...”.

Taki styl miłowania przybliża Bóg człowiekowi – w swym Jednorodzonym Synu, Jezusie Chrystusie: w tajemnicy Jego Wcielenia – oraz krzyża-odkupienia.
– Małżeństwo, podniesione przez Chrystusa do godności sakramentu, winno z Chrystusowego ustanowienia nieustannie uobecniać i przypominać te dwie podstawowe tajemnice: wielką tajemnicę Wcielenia – oraz jej wstrząsające dopełnienie w tajemnicy Odkupienia.

(4,4 kB)

g. Całkowitość osoby-daru męża i żony
– a Odkupiciela

Jan Paweł II nie poprzestaje na przytoczonych przypomnieniach. Drąży dalej i coraz głębiej sprawę sakramentalnego przesycania rzeczywistości ściśle małżeńskiej – tajemnicą całkowitości oddawania się Chrystusa Kościołowi. Pełni zdumienia czytamy dalszy ciąg jego rozważań nad małżeństwem, które jest „rzeczywistym znakiem Nowego i Wiecznego Przymierza, zawartego w krwi Chrystusa”  (FC 13). Oto kolejne słowa, zaczerpnięte z jego Adhortacji „Familiaris Consortio”:

„Szczególna jest także treść uczestnictwa [małżonków] w życiu Chrystusa;
miłość małżonków zawiera jakąś całkowitość, w którą wchodzą wszystkie elementy osoby –
impulsy ciała i instynktu, siła uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli.
Miłość zmierza do jedności głęboko osobowej, która nie tylko łączy w jedno Ciało,
ale prowadzi do tego, by było tylko jedno serce i jedna dusza.
– Wymaga ona nierozerwalności i wierności
w całkowitym wzajemnym obdarowaniu
i otwiera się ku płodności ...
Jednym słowem chodzi o normalne cechy charakterystyczne każdej naturalnej miłości małżeńskiej,
ale w nowym znaczeniu, gdyż Sakrament nie tylko je oczyszcza i wzmacnia, ale wynosi tak,
że stają się wyrazem wartości prawdziwie chrześcijańskich” (FC 13).

Jak chyba nikt z dotychczasowych papieży, Jan Paweł II przeprowadza bardzo daleko idącą analogię pomiędzy całkowitością daru siebie-Osoby ze strony Jezusa Chrystusa, a całkowitością wzajemnego oddawania sobie swych osób w przypadku małżonków.

W życiu Jezusa Chrystusa całkowitość darowania siebie w sposób szczytowy wyraża się w Jego konaniu wśród konwulsji ukrzyżowania. Syn Boży nie przeżywa swego umiłowania Oblubienicy-Kościoła ‘po świecku’ : jako zakończenia swego biologicznego istnienia. Przeciwnie, składa On aktywnie dar własnego życia na krzyżu jako szczytowy wyraz swej oblubieńczej Bożo-ludzkiej miłości.

Odkupiciel pozostaje do końca niezłomnie wierny swemu raz człowiekowi zaproponowanemu przymierzu: komunii życia i miłości.
– Co więcej, nie wycofuje miłości względem swej trudnej Oblubienicy nawet wtedy, gdy ona Go właśnie za to: Jego niezłomnie wierną miłość dla niej – zabija w szczególnie wyrafinowany i sadystyczny sposób.

Realizm tej właśnie Bożej całkowitości miłości-daru, łącznie z oddaniem własnego życia – w sensie realistycznie dosłownym – na pokarm i napój na życie wieczne (J 6,50-58) swej Mistycznej Oblubienicy, przypomina i uobecnia z Bożego ustanowienia samym przede wszystkim małżonkom szczytowe przeżywanie ich własnego zjednoczenia. Chwile stania się małżeńskim „dwoje-jednym-ciałem” odbijają się najgłębszym echem na wszystkich poziomach osoby męża i żony, wciągając w nie dramatycznie zarówno ciało, jak i psychikę.

Ojciec święty zdaje się w słowach przytoczonego fragmentu z ‘Familiaris Consortio’ występować wobec małżonków z naglącą prośbą, by nie zaprzepaszczali sakramentalnego wymiaru chwil swej szczytowej małżeńskiej miłości. By zatem nie zawężali ich przeżywania do samych tylko – jak to wyraźnie pisze: „impulsów ciała i instynktu, siły uczuć i przywiązania, dążenia ducha i woli” (FC 13).

Przeżywanie najintymniejszego „dwoje-jednym-ciałem” może być prześwietlone równolegle przebiegającą, spontaniczną myślą o skrzyżnie, w pionie przebiegającej tej innej rzeczywistości: trudnych dziejów miłości Boga z człowiekiem. Syn Boży, który wychodzi naprzeciw człowieka i spokrewnił się ze swym żywym Obrazem: mężczyzną i kobietą aż do ostatecznych granic w tajemnicy Wcielenia, oddaje mu obecnie na krzyżu – odkupieńczo: siebie całego – bez reszty.

Dokona się to o godzinie, gdy odda się On im obojga w swej całkowitości daru: w pewnej mierze podobnie, a raczej nieskończenie bardziej, niż oni oddają się sobie wzajemnie. Całkowitość w wydaniu się Syna Człowieczego człowiekowi: jego Mistycznej Oblubienicy – było wyrazem Jego w czyn wdrożonej miłości-daru. Jest to Jego miłość oblubieńcza. Jest ona cała zapatrzona w dobro definitywne człowieka. Chodzi o Jego naglącą propozycję i zaproszenie do oblubieńczej komunii miłości i życia – wiecznego, w Domu Ojca.

Małżeństwo jest takim sakramentem, który z Bożego ustanowienia sam przez się: mocą dynamiki sakramentu – wynosi przeżycia tych dwojga z poziomu obopólnej, ziemskiej wspólnoty miłości – na ‘orbitę’ wyższą: oblubieńczych odniesień Boga do nich – i każdego człowieka, zaproszonych do przyjęcia godności Bożej Oblubienicy.

Oczywiście nietrudno zrozumieć, że jednoczesne najgłębiej religijne przeżywanie – Jezusa jako Oblubieńca-Odkupiciela-z-Krzyża, a nie tylko skupianie się na doznaniowo-psychofizycznym przeżywaniu swego własnego „dwoje-jednym-ciałem” – nie przychodzi ‘samo’. Wymaga ono odrobiny wiary, ale i stałej, świadomie podtrzymywanej woli, by w całej prawdzie podtrzymywać stały modlitewny kontakt z Bogiem Żywym.

Źródła tajemnicy zarówno życia jak i miłości, w które raz po raz zanurzają się mąż i żona, są od początku do końca domeną własnościową Bożą. Domena ta jest oddana małżonkom nie na własność, lecz w odpowiedzialny zarząd. Z tego względu podejmowanie jakiejkolwiek intymności małżeńskiej, a tym bardziej wzajemnie ‘stopienie się’ w akcie podjętego zjednoczenia płciowego – nigdy nie zejdzie do rzędu działania na poziomie samej tylko fizjologii czy biologii.

Z kolei zaś podejmowanie jakiejkolwiek intymności płciowej nigdy nie stanie się kwestią ‘prywatnych działań’  dwojga ludzi, którzy zdecydowali się na wzajemne udostępnianie się sobie w swej intymności i deklarują głośno – w poczuciu swej samozwańczej ‘autonomii’, że nikt nie ma prawa dyktować im, jak się wtedy winni zachowywać.

Nigdy też aktywność seksualna nie stanie się domeną jakiejkolwiek władzy cywilnej, w której – zdaniem tych dwojga, albo i sprawujących władzę administracyjną, Bóg i religia nie mieliby nic do powiedzenia.


Zarówno życie, jak i miłość – są rozsiane po całym naszym globie i w niezmierzonym kosmosie. Na każdym kroku spotyka człowiek ślady ich obecności w nieprawdopodobnej hojności i różnorodności.

A przecież – nie człowiek jest ich panem i właścicielem! Człowiek – i kosmos, dar miłości i życia jedynie otrzymuje. Sam też tylko człowiek jest zdolny, by sobie ten fakt uświadomić – i nieznacznie podnosząc wzrok „ku górze”, dostrzec w nich i za nimi ich Stwórcę i Ojca.

(30 kB)
Objaśnienie

A On jest niezmiennie ten sam: nie tylko Stworzyciel, ale tym bardziej ... Odkupiciel. Odkupiciel dlatego, że jako miłość, proponuje człowiekowi, dziecku swego umiłowania, oblubieńczość ze sobą – Bogiem:

„Tak bowiem Bóg [= Ojciec] umiłował świat [świat ludzi],
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego [= Syna] wierzy [Jemu siebie zawierzy],
nie zginął, ale miał życie – wieczne” (J 3,16).


Jeden raz więcej wypada przytoczyć tu zachwyt miłości nad tajemnicą życia, które Trójjedyny rozsiał po kosmosie i naszym globie – z iście królewską hojnością. Tajemnicę tak życia, jak miłości oddał Ojciec Niebieski w swym nieprawdopodobnym zaufaniu i zawierzeniu człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie – nie na własność i dla dowolnej manipulacji, lecz w odpowiedzialny zarząd.

Z najwyższą wdzięcznością przytoczymy ponownie słowa św. Jana Pawła II – tym razem z jego encykliki Evangelium Vitae (1995 r. Zob. już wyż.: Wysławiać Ewangelię Życia):

„Wysławiać Ewangelię Życia znaczy oddawać cześć Bogu Życia – Bogu, który daje życie ...
Od Niego otrzymuje życie, stosownie do swojej miary, każda istota,
która w jakiś sposób ma udział w życiu.
To Boskie Życie, które jest ponad wszelkim innym życiem, ożywia i zachowuje życie...
To jemu zawdzięczają dusze swą niezniszczalność ...
Ludziom ... Życie udziela Życia.
Gdy potem nadchodzi czas, aby je porzucić,
wtedy Życie, mocą swojej przeobfitej Miłości do człowieka,
przemienia nas i przywołuje do siebie.
Nie tylko: obiecuje doprowadzić nas z duszą i ciałem do Życia doskonałego, do nieśmiertelności.
Nie dość powiedzieć, że to Życie żyje: ono jest Początkiem życia... Z tego Życia tryska Życie.
Doprawdy, ‘to śmiertelne życie – mimo jego trudów, jego niezbadanych tajemnic, cierpień i nieuniknionej przemijalności – jest czymś niezwykle pięknym, cudem zawsze nowym i zachwycającym, wydarzeniem godnym tego, by opiewać je z radością i uwielbieniem’.
Co więcej, człowiek i jego życie jawią się nam
nie tylko jako jeden z najwspanialszych cudów stworzenia:
Bóg obdarzył bowiem człowieka niemal Boską Godnością [Ps 8,6n] ...
Jesteśmy powołani, aby wyrażać zachwyt i wdzięczność za Życie otrzymane w darze
oraz by przyjmować z radością i przekazywać Ewangelię Życia
nie tylko w modlitwie osobistej i wspólnotowej,
ale przede wszystkim przez celebracje roku liturgicznego ...” (EV 84).

(4,4 kB)

h. Nie smutek przy zjednoczeniu – a kochająca
„bojaźń Chrystusowa”

Czy ukazane głębie sakramentalnie przeżywanej tajemnicy ‘dwoje-jednym-ciałem’, jaką małżonkowie mogą i powinni przeżywać jednocześnie w swoim ‘poziomie’, ani przez chwilę nie gubiąc z ‘myśli serca’ tajemnicy ‘pionu’ : Chrystusa jako Oblubieńca-z-Krzyża karmiącego ich oboje swym Ciałem i swą Krwią, żeby byli „święci i nieskalani przed Obliczem Ojca” (Ef 1,4; 5,27) jako Oblubienica Syna Bożego
– miałyby oznaczać, że podejmowanie zjednoczenia małżeńskiego winno by być czymś na wskroś smutnym, z góry wykluczającym wszelką spontaniczność w wyrażaniu sobie czułości i miłości, blokującym w końcu pokojowe przeżycie chwil szczytowej radości z podjęcia pełnego zjednoczenia ich obojga?

Takie rozumienie przedstawionych tu rozważań minęłoby się całkowicie z intencją, jaka im przyświeca. Wypada podkreślić jasno, że Jezus Chrystus, Boży Oblubieniec swego żywego Obrazu na ziemi: mężczyzny i kobiety, żadną miarą nie chce pomniejszyć wytęsknionego, radosnego przeżywania chwil małżeńskiego „dwoje-jednym-ciałem”.

Ani Ojciec święty Jan Paweł II, ani sam Jezus Chrystus, nie domagają się od małżonków, by chwile swej intymności przeżywali w formie ‘siłowego tłumienia’ wyzwalającej się w chwilach zjednoczenia małżonków ich dziecięcej, spontanicznej radości bycia-z-sobą tak blisko i odczuwania bliskości swych ciał w całej oczywistości ich męskości i kobiecości.
– Nie ulega wątpliwości, że Bóg pragnie, by przeżywanie chwil małżeńskiego zjednoczenia było wydarzeniem każdorazowo radosnym, podnoszącym i rozwijającym żywotne siły tych obojga.

Pamiętamy dobrze słowa, w jakich Jezus zwrócił się niegdyś do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy byli zgorszeni tym, że Jego uczniowie zdawali się nie pościć i nie odprawiać długich modłów (zob. wyż.: Pytanie uczniów Jana Chrzciciela odnośnie do postów). W swej odpowiedzi nawiązał Jezus wyraźnie do siebie jako Bożego Oblubieńca swego Ludu:
Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki Pan Młody jest z nimi” (Łk 5,34)?
W dalszym ciągu tej dyskusji dodał jednak:
Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli ...” (Łk 5,35).

Rozumiemy więc podstawowy wydźwięk, jaki płynie z wypowiedzi czy to samego Odkupiciela, czy też w Jego imieniu z ust Magisterium Kościoła.
– Małżonkowie zostają gorąco wezwani do takiego przeżywania swej intymnej bliskości, które by nie stawało się czymś „większym” od nich samych. Człowiek jest godny swego człowieczeństwa wówczas, gdy realizuje prymat ducha nad samym tylko ciałem.

Toteż ciesząc się sobą nawzajem w swej odczuwalnej bliskości dzięki oblubieńczemu sensowi ciała, jaki Stworzyciel wszczepił w ich osoby, głębia duchowa tych chwil powinna wtedy równolegle otwierać się na radowanie się nimi przez wdzięczność względem Stworzyciela i Odkupiciela. Ostatecznie bowiem On właśnie wskazuje małżonkom drogę miłości, która wiedzie do całkowitości daru-osoby. Miłość ta nie cofnie się przed oddaniem siebie nawet na śmierć – dla dobra, przede wszystkim tego definitywnego – umiłowanej osoby.

Świadome przeżywanie chwil obopólnej bliskości małżeńskiej na tle równolegle w najgłębszych tajnikach serca podtrzymywanego uświadamiania sobie tajemnicy Bożej miłości we Wcieleniu, a potem przybitej do Krzyża, z którego Syn Boży, Oblubieniec Kościoła, staje się Pokarmem i Napojem swej Oblubienicy ku jej życiu wiecznemu, nie uszczupli małżonkom swobodnego otwierania się na doznanie pełnej radości obopólnego zjednoczenia.

Przeciwnie, wyciśnie na tym przeżyciu znamię Bożo-ludzkiej głębi: przeżycia sakramentu. Chwile małżeńskiego „dwoje jednym ciałem” staną się stopniowo nowym punktem wyjścia do rozwijania w sobie subtelności i czułości, a jednocześnie eliminowania działań podejmowanych pod wpływem przymusu ciała, który by zdążał w pierwszym rzędzie do zawłaszczenia ciała-płci.

Miłość będzie nadal obejmowała ciało, a ciało nadal będzie uczestniczyło w miłości duchowej (por. FC 11). A jednak mąż i żona, powołani w Chrystusie do wolności ożywionej miłością (Ga 5,13), będą się starali realizować coraz pełniej pouczenie św. Pawła: „Postępujcie według Ducha, a nie spełnicie pożądania ciała” (Ga 5, 16).
Albowiem „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5,24).

Małżonkowie będą żyli z coraz dojrzalszą świadomością, że ich małżeńskie ‘dwoje-jednym-ciałem’  jest im podarowane jako wciąż aktualny ‘pas transmisyjny’, kierujący ich wzrok i serce ku temu innemu ‘jedno-w-miłości-zjednoczenia’ : Bożego Oblubieńca, który całym sobą, aż do przelania krwi odkupienia, proponuje im nieustannie komunię życia i miłości z Sobą – jako warunku znalezienia się kiedyś na zawsze w „Domu Ojca”.

Wspomniane w przytoczonym Słowie-Bożym-Pisanym świętego Pawła swoiste ‘ukrzyżowanie’ siebie samego (Ga 5,24), czego wyrazem będzie m.in. podporządkowanie swych odniesień małżeńskich podarowanemu im biologicznemu rytmowi ich płodności – wraz z nieustannie sobie uświadamianą oblubieńczą miłością Odkupiciela w całkowitości Jego darowania się na krzyżu – za życie swej trudnej Oblubienicy, starają się mąż i żona przeżywać stale razem – jako para małżeńska. Oboje dążą w ten sposób do tego, by móc zawołać za św. Pawłem:

„Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.
Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.
Choć nadal prowadzę życie w ciele,
jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego,
który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,19n).

Małżonkowie, w pełni wolni również wobec nacisków samego tylko ciała, dochodzą stopniowo do tego, że przyjmują z niemal dziecięcą radością możność przeżywania wspólnoty płciowej – i korzystają z tego Bożego daru, ilekroć nadarza się po temu sposobność. Jednocześnie zaś umieją z pełnią wewnętrznej wolności odłożyć podejmowanie zjednoczenia na kiedy indziej, gdy uznają, że będzie to wskazane ‘na teraz’ z niejednego wyższego względu.

Również to będzie wyrazem wolności, do jakiej wyzwala Chrystus – Odkupiciel:

„Mówię, bracia, czas jest krótki.
Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci,
a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali,
ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ...
ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali.
Przemija bowiem postać tego świata” (1 Kor 7,29nn).

Działania małżonków będą zawsze podyktowane wewnętrzną wolnością od jakiegokolwiek przymusu.
– Jednocześnie będą czujnie pielęgnowali świadomość, iż są małżeństwem nie jako prymitywnie pojmowanego związku seksualnego, lecz małżeństwa jako Sakramentu – świętego i uświęcającego, który z natury swej jest nieodstępnie:

„Rzeczywistym znakiem Nowego i Wiecznego Przymierza, zawartego we Krwi Chrystusa.
Duch [Święty, Trzecia Osoba Boża, wzywana m.in. przy zawieraniu małżeństwa],
którego Pan użycza, daje nowe serce i uzdalnia mężczyznę i kobietę
do miłowania się tak, jak Chrystus nas umiłował.
Miłość małżeńska osiąga tę pełnię,
której jest wewnętrznie podporządkowana, ową ‘caritas’ małżeńską
[miłość jako Osoba-dar w duchu Chrystusa],
będącą właściwym i szczególnym sposobem, w jaki małżonkowie uczestniczą
i są powołani do przeżywania samej miłości Chrystusa, ofiarującego się na Krzyżu” (FC 13).

(8,3 kB)

W PODSUMOWANIU ROZWAŻAŃ
CZĘŚCI VI

(7,9 kB)

Jesteśmy u kresu obszernych rozważań, jakie złożyły się na część VI naszej strony. Autor przyznaje, że sam początkowo nie przypuszczał, iż rozrośnie się ona tak bardzo, i że ‘po drodze’  tematu niniejszej części: sakramentalność małżeństwa, pojawi się tyle zagadnień, których nie można było nie poruszyć.

(11 kB)
Objaśnienie

Wydaje się, że dobrze się stało, iż na początku pojawił się jeszcze raz problem:

(0,37 kB)  Okres narzeczeństwa. Tym razem został on przedstawiony od strony wewnętrznych zmagań o dostosowanie swych odniesień do wymagań, jakie przed dwojgiem osób kochających się stawia Chrystus. A Chrystus nie walczy z ‘miłością’, lecz prowadzi osoby kochające się do tego, żeby miłość – była miłością (rozdz. 1).
– Tak też brzmi tytuł główny naszej strony :
By miłość – Miłością była.
Rozwiązania miłości ludzkie a Boże”

(0,37 kB)  Dobrze się stało, że ‘po drodze’ rozważań o małżeństwie jako sakramencie pojawiło się pytanie o związki homoseksualne: gejów i lesbijek, a z kolei problematyka zatrważającej, destruktywnej, siłowo wprowadzanej ‘ideologii gender’, narzucanej przez instytucje międzynarodowe wyraźnie buntowniczo walczące z Bogiem i Bożym ładem stworzenia, ale tym samym wyrażające się niszcząco względem samego człowieka.

Przy całym uszanowaniu dla niezbywalnej godności człowieczej każdego człowieka, nawet tego bardzo upadłego, ani Bóg, ani Kościół, ani też samo społeczeństwo nie będzie mogło kiedykolwiek zmienić jednoznacznego określenia takich form działań seksualnych, które są sprzeczne z Bożym stworzeniem natury człowieka jako osoby, wezwanej do życia wiecznego, jednocześnie całkowicie niszcząc człowieka jako człowieka.

Narzucane, zwyrodniałe formy uprawiania seksu przekreślają same w ogóle źródła jakiejkolwiek miłości. Jako całkowicie sprzeczne z zamysłem Bożej miłości w stosunku do człowieka, działania typu homoseksualnego i gender, aż po queer mainstreaming włącznie – obiektywnie biorąc nie tylko uniemożliwiają osiągnięcie życia wiecznego, ale niszczą ofiary obłędu gejowsko-lesbijsko-genderystowskiego, jednocześnie podcinając same podstawy dobra wspólnego społeczeństwa oraz dalszego istnienia rodzaju ludzkiego (rozdz. 2, § A-B; rozdz. 3).

(0,38 kB)  Dobrze z kolei, że pojawiło się zagadnienie szeroko rozpowszechnionych praktyk tzw. ‘wolnych związków partnerskich’ – nie homoseksualnych, ale w naśladownictwie małżeństwa: między mężczyzną a kobietą, którzy żyją ze sobą na sposób małżeński, nie wiążąc się jednak żadnym formalnym ślubem, ani kontraktem cywilnym.
– Mogliśmy sobie zdać sprawę z zagrożenia, jakie tego rodzaju związki stwarzają dla prawdziwego przymierza małżeńskiego, które z natury swej służy dobru wspólnemu – w przeciwieństwie do wymienionych ‘wolnych związków partnerskich’, jeśli już pominąć związki gejowsko-lesbijskie.

Ponieważ zaś domena tak życia, jak miłości – jest własnością samego tylko Boga, Bóg – a Kościół w ślad za Nim, nigdy takich związków nie zaakceptuje. Życie w takich związkach oraz ich propagowanie równa się wyborowi za przekreśleniem sobie drogi do życia – wiecznego (rozdz. 2, § C).

Dalsze rozdziały części VI (tzn. rozdziały 4-9) były poświęcone z coraz bliższa tematyce właściwej niniejszej części VI: małżeństwu jako sakramentowi.

(0,35 kB)  Trzeba było rzucić okiem na okres przygotowawczy do pełni Objawienia małżeństwa jako sakramentu (rozdz. 4).

(0,37 kB)  Kolejnym etapem było spojrzenie na małżeństwo jako wyraz pra-sakramentu stworzenia (rozdz. 5).

(0,37 kB)  Następowały rozdziały, w których wypadało zastanowić się nad małżeństwem w wizji Pentateuchu Mojżeszowego (rozdz. 6).

(0,35 kB)  Ze zdumieniem obserwowaliśmy narastające ‘zwierzenia’ samego Boga ze swojej oblubieńczej miłości do Ludu swego Wybrania: u Proroków (rozdz. 7).

(0,36 kB)  Kolejny rozdział był poświęcony wypowiedziom na temat małżeństwa z Ewangelii (rozdz. 8).

(0,36 kB)  W końcowym rozdziale zastanawialiśmy się nad wypowiedziami samego Jezusa, który siebie objawił jako Oblubieńca ... z krzyża. By zakończyć głębszą analizą szczególnie rozważań Apostoła Narodów nad małżeństwem, pisanych w ciszy więzienia do adresatów w Efezie (Ef 5,21-33; rozdz. 9 niniejszej strony).

Przyjrzenie się ‘z sercem’ Bożej myśli związanej z podarowanym rodzinie człowieczej małżeństwem pozwala zrozumieć nieco lepiej Boga jako miłość w Jego nasilających się z biegiem wieków – prawdziwie oblubieńczych zabiegów o to, żeby człowiek: mężczyzna i kobieta, których Bóg stworzy jako swój żywy Obraz i Podobieństwo, zechciał w swojej wolności przyjąć Jego propozycję swoiście ... ślubną.

Zagłębianie się w ten, coraz wyraziściej przez Trójjedynego objawiany Boży zamysł nie przestaje wprawiać w zdumienie. Bóg naprawdę – od pra-początku, proponuje rodzinie człowieczej swoje – na Jemu tylko wiadomy sposób w czyn wprowadzane z nią ‘dwoje-jednym-ciałem’.

Trójjedynemu spodobało się, żeby w chwili, gdy „nadeszła pełnia czasu” (Ga 4,4), Syn Boży poślubił Kościół. Stanie się to realizacją Bożego zamysłu: Odkupienia człowieka w Krwi Jezusa Chrystusa na krzyżu. Sam Bóg zawiera w tej chwili z człowiekiem, skondensowanym w Bożej wizji w Kościele Chrystusa, „Nowe i Wieczne Przymierze”.

Przymierza tego nie zdoła zniweczyć żaden ludzki grzech, żadna apostazja od Boga, ani nawet grzech zamordowania Syna Bożego, „Dawcy Życia” (Dz 3,15). Wciąż aktualne będzie rzeczywistość, jaka w tej dobrowolnie przyjętej śmierci „na odpuszczenie grzechów” człowieka, bije w Sercu samego Boga, wychodzącego do człowieczej rodziny w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie:

„... Temu bowiem, co ze strony ludzi było największym grzechem,
w Sercu Odkupiciela odpowiada Ofiara największej Miłości,
która przewyższa zło wszystkich grzechów człowieka ...” (DeV 31).

W tym właśnie momencie, który zdawał się w ludzkich rachubach definitywnym końcem Syna Człowieczego, Bóg w Nim poślubił w sposób nieodwołalny rodzinę człowieczą: Kościół, i każdego z osobna ze swych Ludzkich braci i sióstr, Bóg stał się w Jezusie Chrystusie dla człowieka Oblubieńcem-z-Krzyża.

Możemy wyrazić jedynie najgłębszą wdzięczność Chrystusowi, Synowi Bożemu i Synowi Człowieczemu, za ścisłe powiązanie swojej, Bożej miłości – z jej ludzkim wyrazem, przeżywanym na co dzień w łonie małżeństwa. Odkupiciel Człowieka sprawił mianowicie, że to co jest zrozumiałe i rzeczywistością na co dzień w komunii przeżywanej między mężem a żoną jako małżonków, wyniósł On do poziomu ‘nowości Ewangelii’.

Z Jego Woli i ustanowienia zostaje małżeństwo zawierane „w Panu” (1 Kor 7,39) wyniesione do godności jednego z Sakramentów założonego przez Niego Kościoła. Sakramentem jest małżeństwo odtąd dlatego, że jest jednym wielkim, łatwo czytelnym – znakiem i realnym symbolem tej miłości, jaką oblubieńczo otacza swój Kościół (i każdego człowieka) sam Stworzyciel – i jednocześnie Odkupiciel.

(7,7 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 9h.
Stadniki, 21.V.2015.
Tarnów, 8.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



3. Sakrament małżeństwa: znak tajemnicy Wcielenia i Odkupienia

a. W tarząd małżonkom powierzony zakres intymności płciowej
b. Boży Oblubieniec w walce o życie śmiertelnie zagrożonej Oblubienicy
c. Chwile zjednoczenia małżeńskiego we wpatrywaniu się w Bożego Oblubieńca
d. Głębia sensu zróżnicowania człowieczeństwa na męskie i kobiece
Tekst z Familiaris Consortio 13: sens zróżnicowania płciowego
e. Małżeńskie uobecnienie Chrystusowej tajemnicy Wcielenia i Krzyża
Tekst: Małżeństwo stałym przypomnieniem odkupienia przez Krzyż (FC 13)
Tekst: małżeństwo a Wcielenie i przymierze Krzyża
Tekst: Wstyd Jezusa wobec gapiów Jego męki (Hbr 12,2n)
f. ‘Myśli serca’ męża i żony w chwilach swego ‘dwoje-jednym-ciałem’
Stosunek seksualny czy zjednoczenie osób
g. Całkowitość osoby-daru męża i żony – a Odkupiciela
Tekst: małżonkowie a Chrystus w całkowitości daru (FC 13: impulsy ciała...)
h. Nie smutek przy zjednoczeniu – a kochająca „bojaźń Chrystusowa”

W PODSUMOWANIU ROZWAŻAŃ CZĘŚCI VI


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Mały Karol Józef Wojtyła z matką Emilią
Ryc.2. Karol Wojtyła z matką swoją Emilią i ojcem Karolem
Ryc.3. Ile radości u tych biednych, szczęśliwych rodzeństwem!
Ryc.4. Dr Antun L. wraca z pracy!
Ryc.5. Indie: dwie kobiety niosące ciężary towaru na swej głowie
Ryc.6. Indonesia. Rodzina obchodzi jubileuszowe święto swych rodziców-dziadków
Ryc.7. Matka pochylona nad swym niemowlęciem