(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(12 kB)

c. Jezus o sobie jako Oblubieńcu weselnym

Wypada jeszcze raz przytoczyć słowa odpowiedzi, jakiej Jezus udzielił uczniom Jana Chrzciciela na zapytanie dotyczące praktyki postu. Oto Jego słowa:

„... Jezus im odpowiedział:
‘Czy goście weselni mogą pościć, dopóki Pan Młody jest z nimi?
Nie mogą pościć, jak długo Pana Młodego mają u siebie.
Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego,
a wtedy w ów dzień, będą pościć’ ...” (Mk 2,18-20; zob. Mt 9,14-17; Łk 5,33-39).

Słowa tej odpowiedzi wprowadzają natychmiast w klimat uroczystości weselnych, o których mówiliśmy już niemało poprzednio. Przypomina się nam szczególniej chętne nawiązywanie Jezusa do ‘uczt’, które samoistnie stwarzają atmosferę sprzyjającą umacnianiu komunii miłości i życia, jaka powinna panować w małżeństwie i rodzinie (zob. wyż.: Komunia małżeńsko-rodzinna przy wspólnym stole według ST; oraz: Uczty przy wspólnym stole w Nowym Testamencie).
Mamy w pamięci opis Jana Ewangelisty o zaproszeniu Jezusa wraz z uczniami i Maryją na wesele w Kanie w Galilei (zob. wyż.: Jezus zaproszony na uroczystość zaślubin do Kany w Galilei).
Pamiętamy przede wszystkim o przypowieści-alegorii Jezusa o królu, który wyprawił ucztę weselną dla swojego syna (zob. wyż.: Wzgarda zaproszeniem na ucztę zaślubin syna królewskiego).
Z tą przypowieścią łączy się ściśle przypowieść-alegoria o pannach oczekujących na nadejście pana młodego, któremu mają towarzyszyć w jego drodze do pani młodej (zob. wyż.: Orszak panien oczekujących na przybycie pana młodego).
A w końcu nie możemy zapomnieć zdumiewających słów, jakie Jan Chrzciciel wypowiedział o Jezusie jako Mesjaszu-Oblubieńcu-Baranku Bożym (zob. wyż.: Jan Chrzciciel o swym dostojnym krewnym Jezusie).

Zauważamy mimo woli, że w obecnie omawianym wydarzeniu: gdy delegacja uczniów Jana postawiła Mistrzowi z Nazaretu pytanie o praktykę postu, nie wypowiada On w zasadzie nic nowego. Z wyjątkiem oczywiście tego, że w tym wypadku – niby jednym tchem mówiąc i jakoby nie nadając temu faktowi szczególniejszego znaczenia, po raz pierwszy przedstawia swoją tożsamość sam osobiście jako Oblubieniec – oczywiście Oblubieniec weselny.

A przecież Jezus używa i w tym wypadku stylu mówienia o sobie samym w trzeciej osobie:
Czy goście weselni mogą pościć, dopóki Pan Młody jest z nimi?
Nie mogą pościć, jak długo Pana Młodego mają u siebie
...” (Mk 2,19).

Nikt nie ma wątpliwości, że to mówienie w trzeciej osobie nie dotyczy kogoś innego, tj. kogoś kto jest ‘kimś obcym’, lecz że Jezus mówi w tej chwili o sobie samym. Wskazuje na to bezpośredni kontekst. Jest to bezpośrednia odpowiedź na zarzut, a raczej swoiste oskarżenie Mistrza z Nazaretu, że ani sam nie pości, ani nie wdraża swych uczniów w praktykę postu. Uczniowie Jana są tym wyraźnie zgorszeni. Jednocześnie zaś czują się z tego właśnie powodu dumni, iż swą własną gorliwością w podejmowaniu praktyki postu przewyższają Jezusa i Jego uczniów.

Jezus zaś jest wierny przyjętemu przez siebie sposobowi samo-objawienia. Stara się mianowicie wyzwolić u słuchaczy proces myślenia – i odważnego wyprowadzania narzucających się wniosków. Mówi do człowieka jako wyposażonego w dniu stworzenia w owe wciąż przez nas podkreślane trzy podstawowe przymioty człowieczeństwa: samo-świadomość (rozum), samo-stanowienie (wolna wola), zdolność podejmowania odpowiedzialności.
– Władze te, typowe dla człowieka jako człowieka [w przeciwieństwie do świata zwierząt], są nieodstępne i niezbywalne. Jako Druga Osoba Boża – jest On zarazem Stworzycielem człowieka – mężczyzny i kobiety, i Jego Odkupicielem: „Wszystko przez Nie [SŁOWO: Bogiem było SŁOWO] się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,3). Co więcej, każdy człowiek jest wezwany do tego, by stawać się podobnym do Niego – Syna Bożego. Jezus sprawia, że stajemy się ‘synami w Nim – jako Synu’:

„Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór Obrazu Jego Syna,
aby On był pierworodnym między wielu braćmi ...” (Rz 8,29; por. do tego: Kol 3,10; Ef 1,4.nn; 4,24; 2 Kor 3,18).

Innymi słowy Jezus zdaje się formułować swą odpowiedź na pytanie uczniów Jana Chrzciciela następująco:

Czy nie widzicie, że uczniowie Moi obecnie współweselą się ze Mną.
Cieszą się, bo zgromadzili się przy stole weselnym:
wokół Pana Młodego.
Zawiera On właśnie ślub: jest ze swoją Oblubienicą.
Jest wesele!


Jak wesele, trzeba ‘się cieszyć ... również jedzeniem’ (1 Kor 5,8).
Nie można być na weselu
i jednocześnie uprawiać post.


Nie gorszcie się jednak zanadto! I Moi uczniowie rozpoczną post.
Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego.
A wtedy – w ów dzień, będą pościć.

Można by zapytać: co ta delegacja uczniów Jana Chrzciciela zrozumiała z wyjaśnienia Jezusa? I co z tych słów swego Mistrza zrozumieli sami Jego uczniowie? Jezus odwołuje się tu jeden raz więcej do zdolności ‘myślenia’ i wyprowadzania wniosków.

Czynił tak zresztą niejednokrotnie i w innych okolicznościach. Chociażby po uzdrowieniu niewidomego, którego rabini ekskomunikowali, a Jezus go ponownie spotkał i zapytał:
Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego” (J 9,35).
– Również wtedy mówił Jezus o sobie w trzeciej-osobie.

Lub gdy po Ostatniej Wieczerzy powiedział do Apostołów:
Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie.
W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele
...” (J 14,1n).

Jezus prowokuje Apostołów, by w Niego uwierzyli jako w Boga. Przecież jedynie w Boga można ‘wierzyć’. Tutaj dodaje Jezus zachęcająco: „I we Mnie wierzcie”. Skoro każe ‘wierzyć’ w siebie, znaczy to, że wiara ma swą podstawę w tym, że On właśnie JEST Bogiem, a nie tylko człowiekiem.
– Mimo wszystko jednak Jezus nie wypowiada wprost w tej chwili zdania: „Jestem Bogiem”. Nie korzysta zatem z samo-objawieniowej funkcji ludzkiej mowy, bo nie przechodzi na mówienie o sobie w pierwszej-osobie.

(7.6 kB)
Objaśnienie

Oczywiście zdarzy się również, że Jezus będzie mówił o sobie w pierwszej-osobie, np.:
„Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem ...” (J 11,25);
„Ja jestem Dobrym Pasterzem ...” (J 10,11);
„Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem ...” (J 14,6).
Są to wtedy wyznania zupełnie wyjątkowe – i wyjątkowej wagi.

Stwierdzamy raz po raz, że Jezus wcale nie był ‘łatwym’ w swych wymagających wystąpieniach. Wcale też nie było łatwo zrozumieć w pełni Jego nauczanie. Wyzwalał On u słuchaczy zaangażowane myślenie, ale bardzo chętnie przekazywał treści o Królestwie Bożym uciekając się do sposobu mówienia za pomocą alegorii i analogii.

Słuchacze powinni byli się domyślać, o czym On mówi. Ludzie tamtych czasów zapewne byli ‘od urodzenia’ nastawieni na domyślność w rozumieniu języka przenośni i alegorii. Nie było multimediów, które sprzyjają powstawaniu postawy bierności w odbiorze rzeczywistości. Ludzie byli po prostu skazani na stałe ćwiczenie pamięci. A ponieważ dużo obcowali z przyrodą, ewentualnie ze zwierzętami hodowlanymi, byli oszczędni w mowie, ale za to bystrymi obserwatorami otaczających zjawisk. Jeśli Jezus raz po raz odwoływał się do przykładów zaczerpniętych czy to z życia przyrody, czy z wydarzeń które służyły Mu za tworzywo do układania przenośni i alegorii, liczył się z pojętnością ówczesnego społeczeństwa.

Tym bardziej jednak budzi się pytanie: po czym słuchacze Jezusa mieli poznać, że On jest Oblubieńcem? Albo bardziej precyzyjnie: co Jego słuchacze mieli mieć na myśli, gdy im mówił, że jest ... Oblubieńcem? Zewnętrzna obserwacja Jego życia niczym nie podsuwała jakichkolwiek skojarzeń, które by mogły sugerować, iż w Jego życiu zanosi się na małżeństwo.

W dotychczasowych rozważaniach mieliśmy już niemało sposobności, by zastanowić się nad reakcjami otoczenia na wystąpienia Jezusa. Jego wystąpienia były raz po raz niekonwencjonalne, nierzadko bardzo kontrowersyjne, a nawet wręcz bulwersujące i wobec podówczas przyjmowanej ‘teologii’ w najwyższym stopniu oburzające.
– A przecież promieniował On niezwykłą siłą przekonywania i prawością charakteru. Zaskakiwał wypowiedziami i dokonywanymi czynami, których niepodobna było przypisywać zwyczajnemu człowiekowi (zob. wyż.: Jezus powołujący – i cały dalszy ciąg paragrafu).

Tłumy podziwiały Jego odwagę i radykalizm, ale nierzadko były przerażone treścią tego, co wychodziło z Jego ust pełnych potęgi i niepodważalnego autorytetu.
– Tak bywało szczególnie w przypadkach, gdy wyraźnie przeciwstawiał się nauczaniu dotychczasowych przywódców duchowych Ludu: ‘uczonych w Prawie’ i faryzeuszów, którzy Jego zdaniem nierzadko wypaczali myśl zawartą w Bożych Przykazaniach.
– Tak było chociażby w Jego autorytatywnych wystąpieniach typu:
Słyszeliście, że powiedziano przodkom: ... – A Ja wam powiadam ...” (Mt 5,21-48) itd.

Na tym tle tym bardziej jawi się pytanie: jak mieli reagować ci, którzy obecnie słuchali Jego wypowiedzi:
Czy goście weselni mogą pościć, dopóki Pan Młody jest z nimi?
Nie mogą pościć, jak długo Pana Młodego mają u siebie
...” (Mk 2,19).
– Było jasne, że Jezus mówi o sobie jako ‘Panu Młodym’, a o Apostołach wraz z pozostałymi swymi uczniami jako o ‘gościach weselnych’.

Nietrudno zrozumieć tych słuchaczy Jezusa, którzy wyrażali o Jezusie opinie tak krańcowe, jak te zanotowane przez św. Jana Ewangelistę, a które musiały Jezusa bardzo ‘boleć’:

„I znowu nastąpiło rozdwojenie między Żydami z powodu tych słów [Jezus o Ojcu, i oddaniu swego Życia].
Wielu spośród nich mówiło: ‘On jest opętany przez złego ducha i odchodzi od zmysłów.
Czemu Go słuchacie?’
.
Inni mówili:
To nie są słowa opętanego. Czyż zły duch może otworzyć oczy niewidomych?’ [aluzja do cudu uzdrowienia niewidomego od urodzenia: J 9] ...” (J 10,20n).

Tłumy, które Jezusa słuchały, zdawały sobie sprawę, że Jezus mówi wciąż nie tyle o sprawach ziemskich, ile o królestwie niebieskim, względnie Bożym. Zdawano sobie sprawę, że treści jakie wypowiadał ustami, potwierdzał następnie czynami, które Jan Ewangelista zwykł określać jako „znaki” [gr.: seméion – znak oznaczający rzeczywistość duchową, np.: J 2,11.23; 3,2; 4,54; itd.].

Ileż razy Jezus powtarzał z naciskiem, mając na uwadze wielu wciąż wątpiących, lub nie mających odwagi wyprowadzić spontanicznie narzucającego się wniosku odnośnie do Jego Bóstwa. Tak było m.in. pod koniec Jego przemawiania o sobie jako Dobrym Pasterzu – oraz swojej jedności z Ojcem:
„Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30), kiedy to Żydzi chcieli go na miejscu ukamienować.
Jezus zakończył wtedy swoją apologię słowami:

„... ‘Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie.
Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom,
abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu’.
I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk” (J 10,37nn).

Istotnie, Jezus raz po raz wykazywał cudami dokonywanymi nie na pokaz, ale dla wyzwolenia u słuchaczy aktu wiary-zawierzenia, że jest Synem Bożym tak dalece, że stanowi Jedno ze swym Ojcem.

Co prawda rozważane przez nas wydarzenie: delegacji uczniów Jana w sprawie postu – miało miejsce w początkowej fazie nauczania Jezusowego. Niemniej Jezus od początku swej działalności publicznej potwierdzał swą wiarygodność dokonywanymi cudami, poczynając od ‘znaku’ przemienienia ogromnej ilości wody w wino w Kanie Galilejskiej (J 2,2nn; chodziło o łączną ilość wody od ok. 400-600 litrów).
– Wieść o każdym dalszym przez Niego zdziałanym cudzie rozchodziła się lotem błyskawicy po całym kraju, np. o tym jak chodził po wzburzonym morzu jak po lądzie (J 6,19; por. Mt 14,22; Mk 6,45), rozmnożył chleb (J 6,5-15; Mt 14,14-21; Mk 6,34-44; Łk 9,11-17), jeśli już pominąć dokonywane przez Niego cudowne, nagłe całkowite uzdrowienia, ewentualnie odpuszczanie grzechów, czyli sprawa należąca do kompetencji samego tylko Boga, potwierdzone dokonanym na miejscu cudownym uzdrowieniem (np. Łk 5,17-25.23n).

(4,4 kB)

d. Wesele Oblubieńca i zaślubiny Pani Młodej

Jeśli zatem Jezus wyznał wobec uczniów Jana Chrzciciela, że jest ‘Panem Młodym’, który właśnie przeżywa swoje zaślubiny, w grę mogło wchodzić tylko jedno znaczenie:

(0,2 kB)  Jezus jest kontynuacją licznych starotestamentalnych zwierzeń Boga ze swej Oblubieńczej Miłości do swego Ludu, określanego z predylekcją jako „Córa Syjon, Dziewica Córa Jeruzalem”. Trudno było przyjąć jakąkolwiek inną interpretację Jego jednoznacznego wyrażania się o sobie.

(0,2 kB)  Jedynie też takie właśnie rozumienie Jego słów mogło wyjaśnić fakt, dlaczego Jego uczniowie aktualnie nie podejmują żadnego postu.

(0,13 kB) Jezus rozumie swój status jako aktualnego Oblubieńca bardzo serio. Nie pozostawia wątpliwości co do tego, że podjęta przez Niego działalność publiczna jest w sensie co prawda przenośnie-alegoryczno-analogicznym, a przecież – jak się z każdym dniem coraz jaśniej okaże – śmiertelnie realnym czasem wesela.

(0,13 kB)  Jako Pan Młody poślubia w tym czasie Panią Młodą. Tą zaś jest Izrael Nowy. Oblubienica to nie ten Izrael, związany więzami biologicznymi z Patriarchami Narodu. Jan Chrzciciel mówił z naciskiem: „... Z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” (Łk 3,8).

(0,13 kB)  Panią Młodą to Izrael związany z Abrahamem przez tę samą wiarę. Ci bowiem wszyscy, którzy przyjmują Słowo Boże, tj. Jezusa, który jest Słowem Bożym które stało się Ciałem, otrzymują od Słowa-Syna:

„... Moc, aby się stali Dziećmi Bożymi, ci, którzy wierzą w Imię Jego [Syna-Słowa],
którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12n).

Pozostaje zagadką, czy i ilu słuchaczy tych słów – w taki sposób pojęło jasno wyrażone słowa Syna Bożego, Jezusa Chrystusa?

(0,2 kB)  Również nam byłoby niezmiernie trudno wyprowadzić jakikolwiek realny wniosek z przemawiania Jezusa. Bo i dziś, pomimo zdumiewających pogłębień depozytu objawienia i ciągle działającego Ducha Świętego, który Lud Boży systematycznie „wprowadza w rozumienie Prawdy-Wierności objawienia” (por. J 16,13; DV 8d), niezbyt wielu Głosicieli Słowa Bożego ma odwagę rozwijać rozważania o Jezusie Chrystusie jako Oblubieńcu, który poślubia Oblubienicę: Kościół – i każdą poszczególną osobę. Jezus ich wszystkich nabył za „wielką cenę” (1 Kor 6,20): swej Ofiary na Krzyżu.

(0,2 kB)  Jest oczywiście jasne, że nasza – oraz ludzi epoki Chrystusa – ludzka trudność w nadążaniu za zrozumieniem ujawnionej przez Jezusa swej Oblubieńczej Miłości do Kościoła i każdego z osobna Człowieka wcale nie oznacza, że tej Oblubieńczości ze strony Boga nie ma.

(0,2 kB)  Bliższe prawdy jest – jak się wydaje – wciąż człowiekowi towarzyszące poczucie całkowitego onieśmielenia wobec tego rodzaju Bożych ‘wynurzeń’.
– Tymczasem jeśliby nawet Izrael czasów Jezusa – podobnie jak i nasze pokolenie – czuł się w najwyższej mierze zażenowany Oblubieńczymi wyznaniami idącymi od Boga w Synu Bożym Jezusie czy to do Kościoła czy do każdego z osobna człowieka, miłości tej nie ‘wstydzi się’ ujawnić sam Syn Boży.

(0,2 kB)  Jak się okaże, pozostanie On tej miłości niezłomnie wierny – aż do ostatniej kropli swej Bożo-Ludzkiej Krwi na Krzyżu. Tam dopiero dokona się akt definitywnego i odtąd nieodstępnego poślubienia Kościoła i każdego człowieka: mężczyzny i kobiety.

Jezus zaś nie pozostawia wątpliwości co do tego, w jaki sposób dokonają się Jego rzeczywiste zaślubiny z ‘Panią Młodą’, której On jest – Oblubieńcem.
Również tutaj kontynuuje Jezus jedynie starotestamentalną ‘nitkę’ dotyczącą Sługi Jahwéh, który stanie się żertwą ofiarną za ludzkie grzechy:

„Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem?
Tak! Zgładzono go z krainy żyjących; za grzechy Mego Ludu został zbity na śmierć ...
Spodobało się Jahwéh zmiażdżyć Go cierpieniem.
Jeśli wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo,
dni swe przedłuży, a Wola Jahwéh spełni się przez Niego ...” (Iz 53,8nn).


Jeden raz więcej widzimy, że Jezus nie wyraża się w swej odpowiedzi udzielonej delegacji Jana Chrzciciela wprost o czekającej Go męce odkupieńczej.
– Inna rzecz, że ich pytanie dotyczyło nie tyle dalszej przyszłości Jezusa i Jego uczniów, ile sprawy ‘postu’. Toteż Jezus nawiązuje w swej odpowiedzi jedynie do owego ‘postu’. Mimo to odpowiedź ta powinna była już wtedy dać dużo do myślenia.

Jezus stwierdza wobec pytających, że uczniowie Jego przeżywają obecnie w bliskości z Nim jako Oblubieńcem – czas uczty weselnej.Nie da się pogodzić ucztowania i radości właściwej dla uczty weselnej – z równocześnie podejmowanym postem. Stwierdzenie to ujmuje Jezus najpierw w formę zdania pytającego, po czym sam ujmuje tę samą odpowiedź w formę negatywną:

„... Czy goście weselni mogą pościć, dopóki Pan Młody jest z nimi?
– Nie mogą pościć, jak długo Pana Młodego mają u siebie” (Mk 2,19).

Teraz dopiero dopełnia Jezus sprawę ‘postu’ całkiem nowym stwierdzeniem, dotyczącym dalszej przyszłości swoich uczniów, a oczywiście tym bardziej Jego samego. Jezus mówi:

„... Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego,
a wtedy w ów dzień, będą pościć ...” (Mk 2,20).

(3 kB)
Objaśnienie

Są to słowa prorocze. Znajdą one wkrótce dosłowne spełnienie w postaci wzrastającego śledzenia wystąpień Jezusa. Zakończą się one Jego skazaniem i zamordowaniem – w majestacie świadomie wypaczonego ‘Prawa’.
– Słowa te są jednak przede wszystkim nacechowane głębią treści teologicznej – odkupieńczej.

Jezus zwraca się w tej chwili do delegacji uczniów Jana Chrzciciela zgorszonych radością, jaką przeżywają w bliskości z Nim jako ‘Oblubieńcem’ gromadzący się przy Nim Jego uczniowie i tłumy ludzi.
– Uczniowie ci musieli pamiętać aż nadto dobrze, co ich Mistrz – Jan Chrzciciel, mówił właśnie o Jezusie. Ludzie zaś tamtych czasów mieli doskonałą pamięć i nie można ich było posądzać o luki-w-pamięci odnośnie do wydarzeń i wypowiedzi, które miały miejsce bardzo niedawno.

Znaczy to, że ci uczniowie Jana Chrzciciela nie mogli nie pamiętać słów, jakie ich Mistrza wydał o Jezusie. Słowa Jego świadectwa omawialiśmy już obszernie (zob. wyż.: Jan Chrzciciel o swym dostojnym krewnym Jezusie). Zawierały one trzy istotne stwierdzenia o Jezusie:

(0,3 kB)  Jezus to „Mesjasz” (J 3,28; 1,26n);
(0,3 kB)  Jezus to „Baranek Boży który gładzi grzech świata” (J 1,29);
(0,3 kB)  Jezus to „Oblubieniec” (J 3,29).

Jan Chrzciciel określa swoją rolę wobec Jezusa jako „Przyjaciela Pana Młodego”. Jana wiążą zatem z Jezusem więzy najbliższej przyjaźni i wyróżnionego zaufania, skoro On – Jezus, wybrał go sobie do pełnienia delikatnej funkcji ‘przyjaciela oblubieńca’.

Znaczy to jednak zarazem, że Jezus jedynie potwierdził dokładnie to samo, co o Nim zaświadczył już Jan Chrzciciel.

(0,3 kB)  Konsekwentnie: owa delegacja uczniów Jana Chrzciciela nie musiała już analizować ‘od nowa’ słów, wypowiedzianych przez Jezusa w odpowiedzi na postawione przez nich pytanie odnośnie do ‘postu’.

(0,3 kB)  Jezus stwierdza jedynie wyraźnie – wobec nich, ale i własnych uczniów i innych otaczających słuchaczy, że istotnie jest „Panem Młodym”. Jezus świadectwa Janowego nie tylko nie podważa, lecz je potwierdza i w pełni akceptuje.

(0,3 kB)  Wyznaje otwarcie – chociaż czyni to wyrażając się o sobie w trzeciej-osobie, że istotnie jest ‘Oblubieńcem’ czyli Panem Młodym. Przyznaje i potwierdza sytuację przeżywanego właśnie ‘wesela’, a raczej nawet ‘uczty weselnej’.

(0,3 kB)  Stwierdza wreszcie, że przeżywany właśnie okres swoisty ‘tydzień weselnej uczty’ jest wiążącym wyjaśnieniem postawy radości gromadzących się wokół Niego uczniów, którzy w weselu przeżywają ten ‘tydzień weselny’.

Na końcu dodaje jednak Jezus znamienne słowa odnośnie do tego, że ów okres ‘weselnego nastroju’ w bliskości z Nim jako ‘Panem Młodym’ czyli Oblubieńcem dobiega stopniowo końca:

„Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego,
a wtedy – w ów dzień, będą pościć ...” (Mk 2,20).

Słowa te w swym bezpośrednim brzmieniu winny były uspokoić przybyłych uczniów Jana Chrzciciela. Oni sami byli zapewne pewni siebie i sądzili, że pod względem ‘postu’ – a taki przeżywali właśnie w tych dniach:
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali ...” (Mk 2,18)
zdecydowanie przewyższają uczniów Jezusa – i Jego samego.

Jednakże Jezus sięgał swą wypowiedzią niewątpliwie znacznie dalej. Wiedział On pewnością wiedzy i Bożej i tej ludzkiej, że milowymi krokami zbliża się „Jego Godzina”: Godzina Chwały-z-krzyża. Będzie to Godzina Odkupienia: spełnienia do ‘joty’ misji, jaką mi zlecił do spełnienia Ojciec Niebieski: Jego osobisty Ojciec.
– W swej nocnej rozmowie z Nikodemem, której treść musiała się rozejść szeroko (zob. J 3,1-21) niewątpliwie i w środowisku Janowym, wskazał Jezus na to dzieło w słowach, pełnych nawiązań do aż nadto znanych zapowiedzi starotestamentalnych o ‘wywyższeniu węża’. Spojrzenie na niego sprawiało, że mimo śmiertelnego ukąszenia każdy odzyskiwał zdrowie i ocalenie:

„... A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni [zob. Lb 21,4-9; oraz: J 12,32],
tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego,
aby każdy, kto w Niego wierzy [Jemu zawierzy: w Nim położy ufność-wiarę],
miał życie – wieczne.
Tak bowiem Bóg [= Ojciec] umiłował świat [świat ludzi], że Syna swego Jednorodzonego DAŁ,
aby każdy, kto w Niego wierzy [w Nim położy ufność], nie zginął, ale miał życie – wieczne” (J 3,14nn).


W tym kontekście nabywają właściwego znaczenia słowa odpowiedzi Jezusa dotyczące ‘postu’, podejmowanego z kolei przez Jego uczniów. Czas podarowany im na świętowanie ‘tygodnia weselnego’ ich Mistrza z Nazaretu, będącego oczekiwanym zarówno Mesjaszem, jak Barankiem Bożym który gładzi grzech świata, jak wreszcie Oblubieńcem-z-Krzyża, który był tak jasno zapowiedziany zarówno przez Jana Chrzciciela, jak i samego Jezusa, dobiega w przyspieszonym tempie końca. Zwierzona Mu trudna do spełnienia misja odkupienia człowieka: mężczyzny i kobiety, dokona się już niedługo – poprzez Jego mękę, krzyż i śmierć odkupieńczą na nim, po czym nastąpi zmartwychwstanie, wniebowstąpienie i zesłanie Ducha Prawdy Bożej.
– Wtedy dopiero „... przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego, a wtedy w ów dzień, będą pościć ...” (Mk 2,20).

W tym wypadku używa Jezus słów: „... kiedy zabiorą im Pana Młodego ...”. Jezus sygnalizuje tu oczekiwaną przez siebie ‘swoją Godzinę’. Czy narastające oczekiwanie tej ‘Godziny” ma Jego samego napełniać radością, czy smutkiem?

Kiedyś powie – w chwilach swego pożegnania z Apostołami – po Ostatniej Wieczerzy:

„Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina.
Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku.
Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać ...” (J 16,21n).

Słowa te są jakby repliką rzeczywistości, o której Jezus mówi w tej chwili – jako swej odpowiedzi udzielonej delegacji uczniów Jana Chrzciciela. Dzień owego ‘smutku’ związanego z czekającą Oblubieńca męką i Jego ‘wywyższeniem’ na krzyżu, będzie zarazem w Bożo-ludzkim znaczeniu weselem Oblubieńca-z-Krzyża ze swoją Małżonką: Kościołem.

Będzie to radość z oblubieńczego daru Boga-Człowieka dla swej Umiłowanej: daru dokonanego odkupienia. Na tę chwilę – przerażającą, ale pełną Bożej i Ludzkiej Miłości Syna Człowieczego, który jest zarazem Synem Bożym, ozdabia go Bóg Ojciec koroną – męczeństwa i chwały w Bożym tego słowa znaczeniu. Chwilę tę można by ująć w słowa zaczerpnięte z ‘Pieśni-nad-Pieśniami’:

„Wyjdźcie, córki Jerozolimskie, spójrzcie, córki Syjonu, na króla Salomona w koronie,
którą ukoronowała go Jego matka w dniu Jego zaślubin, w dniu radości Jego serca ...” (PnP 3,11).

Przerażające to wszystko. A przecież, Jezus, mistyczny Oblubieniec swego Kościoła: człowieka jako mężczyzny i kobiety, ofiaruje w tej chwili wśród znoszonych tortur i swego krańcowego upokorzenia w oczach świata i kosmosu – swojej nad życie własne umiłowanej, która zadaje Mu śmierć haniebną, śmierć wśród wyszukanych tortur – swą obrączkę ślubną.
– Jest to Nowe i Wieczne Przymierze, które nigdy nie przeminie. Ze strony Boga-Miłości jest ono odwieczną otwartością na każdego odkupionego za tę straszliwą cenę. Oblubieniec-z-Krzyża ofiaruje ją ze swą najwyższą Ludzką i Bożą Miłością – ku dobru – wiecznemu, swej umiłowanej.

Zrozumiałe, że w dniach dokonującego się właśnie odkupienia za tak wysoką cenę, uczniowie Jezusa będą mieli w obfitości motywy i sposobności, by włączyć się swymi wyrzeczeniami i dobrowolnie podejmowanymi ofiarami w post, przesycony duchem najgłębszej, pokornej wdzięczności za dokonane odkupienie i możność nieprawdopodobnie łatwej możliwości uzyskiwania Bożego przebaczenia popełnionych grzechów i nie podjętych Bożych łask.

Post nabierze wtedy cech modlitwy uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i prośby zanoszonej do Boga Ojca przez Oblubieńca Kościoła i każdej duszy, Jezusa Chrystusa – w Duchu Świętym. Jezus dopowie wtedy – w nawiązaniu do ‘smutku’ z powodu teraźniejszych, znoszonych przeciwności i ponownej radości, gdy Oblubieniec znowu się ze swymi Umiłowanymi zobaczy:

„Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze,
a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.
W owym zaś dnu o nic Mnie nie będziecie pytać.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam:
O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w Imię Moje.
Do tej pory o nic nie prosiliście w Imię Moje
Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,22nn).

(4,4 kB)

e. Jezus-Oblubieniec weselny a małżeństwo jako sakrament

Na zakończenie rozważania nad odpowiedzią Jezusa daną uczniom Jana Chrzciciela wypada dokonać podsumowania wniosków, jakie stąd mogą płynąć na rozumienie małżeństwa jako sakramentu Kościoła Chrystusowego.

Widzimy jeden raz więcej, że i w naszym wypadku: Jezusowej odpowiedzi na pytanie wniesione przez środowisko Jana Chrzciciela, Nowy Testament nie przekształca się w wykład na temat małżeństwa jako sakramentu. Rozważana perykopa dotyczyła zarzutu postawionego przez uczniów Jana Jezusowi i Jego uczniom, że Jezus nie podejmuje praktyki postu.

(0,3 kB)  Mimo to również wyjaśnienie dane przez Jezusa na temat owego postu zawiera elementy, które nie mogą nie wnieść twórczych rozwiązań dla podjętych poszukiwań nad małżeństwem jako jednym z sakramentów Kościoła.

(0,3 kB)  Niemożliwe, żeby potwierdzenie ze strony Jezusa, iż JEST rzeczywiście ‘Oblubieńcem’, tj. ‘Panem Młodym’, który właśnie zawiera przymierze małżeńskie, mogło nie rzucić mocnego światła łaski Bożej na małżeństwo w pojmowaniu i przeżywaniu go w Kościele założonym przez Jezusa.

Omówione słowa Jezusa, w których wyznaje On sam o sobie, iż Jest ‘Oblubieńcem’, są równoznaczne z wyznaniem, iż JEST – Bogiem. Jezus, który nieustannie wykazuje słowami i czynami, przede wszystkim zaś dokonywanymi ‘znakami-cudami’ swą godność jako Boga, jest tym samym ‘Panem Młodym’ w jednym tylko znaczeniu: jako kontynuacja licznych wynurzeń Jahwéh o swojej miłości typu oblubieńczego względem Ludu swego szczególnego ‘wybrania’.

(0,37 kB)  Skoro sam Bóg – w Osobie Syna Bożego Wcielonego, nie waha się potwierdzić językiem analogii swojej Bożej Miłości do człowieka: mężczyzny i kobiety przy użycia obrazu odniesień zachodzących między mężem a żoną w ich przymierzu małżeńskim, nie może małżeństwo nie cieszyć się w oczach Bożych szczególnym uprzywilejowaniem.

(6.1 kB)
Objaśnienie

Niemożliwe, żeby małżeństwo miało samo przez się – mocą swego zaistnienia już jako sakrament stworzenia, nie służyć przekazywaniu nie tylko miłości i życia w sensie ziemskim, ale i nadprzyrodzonym. Małżeństwo miało od pra-początku służyć uwidzialnieniu wobec kosmosu tej Miłości, jaką Bóg Niewidzialny umiłował stworzenie swego umiłowania: człowieka, stworzonego w swej męskości i kobiecości jako żywy Obraz i Podobieństwo Boga samego.

(0,37 kB)  Jest z góry nieprawdopodobne, żeby ten Jezus-Oblubieniec, który również w dopiero co omówionym tekście nawiązuje bardzo wyraźnie do czekającej Go ‘Jego Godziny’, tj. Godziny odkupienia człowieka: mężczyzny i kobiety, które stanie się dla uczniów sposobnością do podjęcia postu, zatem przez sam fakt stania się (zgodnie z określeniem Jana Chrzciciela) Barankiem zabitym który gładzi grzech świata, miał nie wywyższyć tym samym małżeństwa do poziomu jednego z zasadniczych sakramentów w rzeczywistości Nowego i Wiecznego Przymierza.

(0,36 kB)  Tutaj przecież, w małżeństwie, winno dokonywać się wszystko co się wiąże z tajemnicą miłości.
– MIŁOŚĆ ta źródło swe czerpie w Bogu-Miłości. ‘Kosztowała’ ona tegoż Boga niepojęcie drogo: daru-z-siebie-całego: ku dobru zbawczemu człowieka, stworzenia swego umiłowania. Stanie się to w chwili, gdy Syn Boży Jezus Chrystus stanie się przymierzem oblubieńczo-małżeńskim ze swym Kościołem – na krzyżu.
– Tak dopiero Bóg-Miłość – w Synu Bożym, zaproponuje człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie – komunię ze swą własną Miłością i ze swym własnym Życiem. Jako Odkupiciel i Oblubieniec-z-Krzyża zaproponuje Chrystus człowiekowi swoiste dwoje-jednym-ciałem, czyli zjednoczenie w analogii do tego dwoje-jednym-ciałem, jakie ma miejsce w małżeńskiej komunii miłości i życia.

(0,37 kB)   Nasuwa się konkluzja: małżeństwo jest rzeczywistością zbyt świętą i uświęcającą, by mogło nie być w oczach Bożych szczególnym ‘klejnotem’, ubogaconym odkupieńczą męką, ale tym bardziej Miłością Stworzyciela. Stanie się on dla mężczyzny i kobiety – czy to żyjących w stanie małżeństwa, czy z kolei tych nie wstępujących w związek małżeński, wzorem więzi miłości niezłomnie wiernej, ukierunkowanej nieodwołalnie na dobro – doczesne, ale tym bardziej wieczne tego drugiego, jaka powinna istnieć w przymierzu małżeńskim, względnie równolegle i niezależnie od małżeństwa w życiu konsekrowanego oddania Bogu w celibacie kapłańskim, albo z kolei w życiu dziewiczym zakonnym.

(7,9 kB)

3. Pisma Apostolskie o Jezusie-Oblubieńcu

(4,4 kB)

Po prześledzeniu wybranych miejsc Ewangelii, które mogą rzucić światło na małżeństwo jako sakrament Kościoła założonego przez Chrystusa, trzeba jeszcze rzucić okiem na pozostałe Pisma Nowego Testamentu pod tym samym kątem widzenia. Nie będziemy jednak już wnikali w głębszą analizę owych miejsc, a ograniczymy się jedynie do ich przytoczenia. Pozwoli to zdać sobie sprawę, że małżeństwo nie mogło nie być uznane za sakrament Kościoła Chrystusowego od samego początku Jego pojawienia się.

Zupełnie innym zagadnieniem jest fakt, że początkowo oczywiście nikt nie zastanawiał się nad nadaniem rzeczywistości małżeństwa nazwy ‘sakramentu’. Trzeba będzie długich lat, a może i wieków, zanim teologia zdoła uporządkować nieogarniony depozyt objawienia i odkupienia.
– Wtedy dopiero wyłoni się również racjonalnie z tegoż depozytu wyodrębnione zagadnienie małżeństwa jako jednego z sakramentów ustanowionych przez Chrystusa i danych Kościołowi w zarząd. Pozwoli to wyodrębnić te przymioty małżeństwa, które każą dostrzec w nim znamiona właściwe samym tylko sakramentom – w odróżnieniu od wszelkich innych dóbr, jakie Kościołowi swemu zostawił w dziedzictwie Jego Boży Oblubieniec-z-krzyża.

(4,4 kB)

Z Listów Apostolskich Pawła – Apostoła Narodów

Korynt-Dziewica poślubiona Chrystusowi (2 Kor 11,2)

Poprzednio przytoczyliśmy już w pewnym momencie krótką, ale bardzo charakterystyczną wypowiedź św. Pawła z jego Drugiego Listu do Koryntian (zob. wyż.: Paweł o Jezusie-Oblubieńcu). Wypada przytoczyć to zdanie jeszcze raz:

„... Jestem bowiem o was zazdrosny Boską zazdrością.
Poślubiłem was [pisze tu Paweł do Koryntian]
przecież jednemu Mężowi [= Chrystusowi],
by was przedstawić Chrystusowi jako czystą Dziewicę ...” (2 Kor 11,2).

Zgodnie z przyjętą w tej chwili metodologią nie będziemy analizowali tej wypowiedzi, a zostawimy ją jako tylko ‘przytoczoną’ w jej czystej wymowie. Wypada najwyżej dodać, że wypowiedź ta mieści się w kontekście apologii Pawła wobec Koryntian.
– Apostoł stwierdza, że i oni – po tylu innych gminach, dają się obałamucić Ewangelizacji wypaczonej, podejmowanej z zasady przez tzw. ‘żydujących’. Ci zaś wmawiali tym, którzy stali się uczniami Chrystusa, że najpierw powinni poddać się obrzezaniu i przyjąć Prawo Mojżeszowe, i tak dopiero przyjąć wiarę w Chrystusa
(zob. do tego mocne słowa Pawła do Galatów: Ga 1,6nn).
– Albo też Apostoł ma na myśli tych wszystkich, których nazywa „wielkimi apostołami” (2 Kor 12,11), którzy usiłowali podważyć Jego autorytet jako Apostoła Narodów.

Ważne z naszego punktu widzenia jest kolejne, z poczuciem Prawdy objawienia przekazane orędzie ‘Dobrej Nowiny’, że Jezus jest „Mężem-Oblubieńcem” swego Kościoła, w tym wypadku w Jego cząstce: Kościoła założonego w Koryncie. Paweł odegrał w tym wypadku rolę niejako ‘Przyjaciela Pana Młodego’. Jego zadaniem było m.in. przyprowadzić Oblubieńca do Oblubienicy.

Analogicznie, Paweł uczynił wszystko, żeby „... was przedstawić Chrystusowi jako czystą Dziewicę”. Poprzednio doprowadził już do pomyślnego ‘poślubienia’ Chrystusa z tą cząstką Kościoła: Koryntem:
„Poślubiłem was przecież jednemu Mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę ...” (2 Kor 11,2).

Paweł nawiązuje do tego stwierdzenia wiary jako do czegoś znanego w sposób oczywisty, nie czując potrzeby wyjaśnienia tego aspektu depozytu Objawienia. Pisze zaś prawdopodobnie pod koniec roku 57, gdy przebywał w którymś z miast Macedonii. Działo się to zatem w czasie Jego trzeciej, najdłuższej podróży misyjnej (53-58 r.), gdy już opuścił Efez. Przekonanie wiary w Jezusa jako Oblubieńca-z-Krzyża musiało być w tym czasie dobrze ugruntowane. Od śmierci odkupieńczej Chrystusa minęło wtedy niecałe 30 lat.

Poślubienie ‘w Panu’ (1 Kor 7,39)

Innym niezwykle ważnym tekstem Pawłowym dotyczącym wprost zawierania małżeństwa, jest jego uwaga pod sam koniec 7-go rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. Rozdział ten jest w całości poświęcony problematyce małżeństwa i dziewictwa, a także ponownego zawierania małżeństwa w przypadku śmierci któregoś z małżonków.
– W takim właśnie kontekście czytamy słowa:

„... Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej mąż.
Jeżeli mąż umrze, może poślubić kogo chce, byleby w Panu ...[mónon en Kyrío](1 Kor 7,39).

Paweł daje tu wskazówki odnośnie zarówno do dziewictwa-bezżenności, jak i małżeństwa, dostosowane do coraz innych okoliczności. W ten sposób dochodzi do przypadku, gdy jedno z małżonków umrze.

Śmierć staje się zakończeniem dotychczasowego przymierza małżeńskiego. Już wtedy zgoda małżeńska, tj. sam akt zawierania ślubu małżeńskiego, ponad wątpliwość wyrażał słowa usankcjonowane wielowiekową tradycją:
– „Ślubuję ci miłość wierność, uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci ...”.
Śmierć rozwiązuje zawarte małżeństwo.

Gdyby wówczas czy to wdowa czy wdowiec pragnęli zawrzeć ponowne małżeństwo, wolno to uczynić – wszakże pod warunkiem, że nowe małżeństwo będzie zawarte „w Panu”.
– Uwaga ta dotyczy niewątpliwie strony etycznej małżeństwa, ale tym bardziej Jego pojmowania od strony dogmatycznej. Gdyby zawieranie czy niezawieranie małżeństwa było sprawą czysto świecką, uwaga św. Pawła nie miałaby żadnego sensu. Jeśli jednak podkreśla on z dużym naciskiem podstawowy warunek małżeństwa, iż należy je zawierać „w Panu”, jest rzeczą jasną, że małżeństwo jako instytucja społeczna jest jednocześnie podstawową instytucją Kościoła Chrystusowego, a raczej instytucją samego Chrystusa. Nie da się inaczej rozumieć użytych tu słów greckich: „... byleby w Panu – gr.: mónon en Kyrío” (1 Kor 7,39).

Innymi słowy małżeństwo chrześcijańskie wiąże się wprost z Chrystusem jako Bogiem. Takie bowiem znaczenie przybrało odnoszenie do Jezusa tytułu: ‘Kýrios’. Znaczyło ono od początku jednoznacznie: Pan jako Bóg, przekład starotestamentalnego ‘Jahwéh’ [= On Jest], ewentualnie ‘Adonaj’ [Pan].

Wyjaśnieniem takiego podejścia do małżeństwie – już u samych początków istnienia Kościoła, może być tylko jedno: małżeństwo było uznawane od samego początku Kościoła za to, co późniejsza teologia określiła dokładniej jako jeden z sakramentów Kościoła Chrystusowego. Chodzi w tym wypadku o lata 51-52. Wtedy to Paweł założył gminę Chrześcijańską w Koryncie. Wtedy też musiał tamtejszym wierzącym w Chrystusa wyłożyć warunki zawierania małżeństwa w wizji Nowotestamentalnej.
– Sam zaś fragment przytoczonego tu Jego Pierwszego Listu do Koryntian pisał Paweł w Efezie, w którym przebywał dłuższy czas w ramach swej trzeciej podróży misyjnej (lata 53-58).

Cześć w obliczu małżeństwa (Hbr 13,4)

Trudno nie wspomnieć o zwięzłej wskazówce ostatniego rozdziału Listu do Hebrajczyków. Autor Listu – św. Paweł, zamyka tu w parenetycznej części tego dogmatycznego Listu szereg wskazań, które winny służyć kształtowaniu życia na co dzień według zasad Nowego Przymierza, usankcjonowanego „pokropieniem Krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla” (Hbr 12,24).

W takim kontekście podaje Paweł garść twórczych rad, które ułatwią wdrażanie w życie ducha Ewangelii Chrystusowej. Zachęca do „trwania w braterskiej miłości” (Hbr 13,1), zaleca pamiętanie o uwięzionych i cierpiących – po linii Chrystusowego obrazu Sądu Ostatecznego, który będzie sądem w pierwszym rzędzie z okazywanej na co dzień miłości bliźniego ‘dla Chrystusa’ (zob. Mt 25,31-46).
– W tym momencie przechodzi na zalecenie dotyczące życia w małżeństwie:

„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane,
gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).

Nieprawdopodobne, by Paweł miał tu na względzie małżeństwo jako instytucję jedynie świecką.

Użyte przez Autora Listu określenie „małżeństwo: [gr.:] gámos” oznacza ‘wesele, święto zawarcia małżeństwa pomiędzy mężczyzną a kobietą’.
– Tego samego określenia używa św. Jan Apostoł w Apokalipsie o „weselu Baranka” (Ap 19,7.9).
– Tego samego określenia użyły Ewangelie w przypowieściach Jezusa o małżeństwie i weselu (Mt 22,2nn; 25,1nn) – w kontynuacji oblubieńczych odniesień Jahwéh do Izraela (Iz 54,4nn; Ez 16,7n; Oz 2,19), przeniesionych w rzeczywistości obecnie już Nowego i Wiecznego Przymierza na Jezusa, Mesjasza-Oblubieńca-Baranka – zgodnie z świadectwem Jana Chrzciciela (J 3,29).

Określenie, które w konstrukcji greckiej jest orzecznikiem: „we czci niech będzie ... – [gr.:] tímios ho gámos” oznacza: ‘cenny, kosztowny’. Dotyczy to w słownictwie Nowego Testamentu rzeczywistości odkupieńczej.

Tego właśnie określenia używa np. św. Piotr. Powiada że otrzymaliśmy przez Chrystusa wgląd w dzieło odkupienia:
– „Przez nie [poznanie Chrystusa] zostały nam udzielone drogocenne [gr.: ta tímia ...] i największe obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4);
– oraz: „Wiecie bowiem, że ... zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną Krwią [gr.: timío hájmati] Chrystusa jako Baranka Niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1,18n).

W końcu jeszcze dopowiada Paweł:
– „We czci niech będzie małżeństwo ... i łoże nieskalane [gr.: kai he koíte amíantos] ...” (Hbr 13,4).
Występujące tu gr.: ‘koíte’ oznacza: łoże, współżycie małżeńskie, pożycie (zob. np. Łk 11,7; Rz 9,10; 13,13).
Chodzi zatem o przeżywanie wzajemnej bliskości małżeńskiej męża z żoną. Powinno ono być „nieskalane”[gr.:] amíantos, tj.: niezmazany, bez zanieczyszczeń; niewiędnący.

(14 kB)
Objaśnienie

Jeśli Paweł mówi tu o „czci”, jaka się należy małżeństwu, oraz by z tego właśnie względu samo również pożycie małżonków było nieskalane, odwołuje się do ceny, jaką i w odniesieniu do małżeństwa położył Jezus, Odkupiciel Człowieka: mężczyzny i kobiety. Ceną tą stała się krew Jego jako Baranka Niepokalanego i bez zmazy.

Niemożliwe, żeby autor Listu do Hebrajczyków miał tu na myśli małżeństwo jako jedynie świecką instytucję mężczyzny z kobietą, którzy zawarli ‘kontrakt’ prawny, iż będą – zapewne tylko czasowo – żyli razem, tworząc ewentualnie rodzinę.

Paweł wskazuje tu niedwuznacznie, chociaż jedynie merytorycznie, na motywację odkupieńczą małżeństwa. Znaczy to, że małżeństwo zostało w rzeczywistości Nowego i Wiecznego Przymierza, jakie Bóg zawarł z rodziną człowieczą w Synu Bożym Jezusie Chrystusie, wywyższone na poziom jednego z zasadniczych Bożych ‘narzędzi’, przez jakie przepływają na odnośne osoby – oraz ich rodziny – skarby za wielką, nieskończoną cenę dokonanego odkupienia. Takimi zaś ‘narzędziami Łaski’, działającymi przez sam fakt ich użycia, są sakramenty święte.

(7,9 kB)

4. Uwagi parenetyczne dotyczące małżeństwa w Listach
Apostolskich

(4,4 kB)

Wypada z kolei zwrócić uwagę na wiele jeszcze miejsc w Listów Apostolskich, w których mowa jest – bezpośrednio lub pośrednio – o małżeństwie, albo też ogólniej: o rodzinie i wzajemnych odniesieniach małżonków oraz małżonków-rodziców a dzieci. Również tutaj pragniemy jedynie zasygnalizować ważniejsze takie miejsca, nie wnikając już w analizowanie ich treści ani dogmatycznej, ani etycznej.

Wzmianki o małżeństwie i rodzinie w Dziejach Apostolskich Łukasza

W swym pierwszym Apostolskim wystąpieniu w dniu Zesłania Ducha Świętego wymienia św. Piotr, pierwszy Zastępca Chrystusa na Ziemi, m.in. małżeństwo i rodzinę. Dzieło Odkupienia, jakiego dokonał Jezus przez swą śmierć na krzyżu i Zmartwychwstanie, jest wyraźnie skierowane do nich jako spadkobierców dotychczasowego Przymierza między Bogiem a nabytym przez Niego Ludem:

„... Cóż mamy czynić, bracia? – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów.
Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w Imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego.
Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz” (Dz 2,37nn).

Dzieje Apostolskie wspominają o jednej parze małżeńskiej, mianowicie o małżonkach Ananiaszu i Safirze. Złożyli oni ofiarę pieniężną u stóp Apostołów, wprowadzając ich w błąd, że to całość uzyskanego zysku ze sprzedanego majątku (zob. Dz 5,1-11). Nikt ich nie zobowiązywał do złożenia takiej ofiary. Kłamstwo ich zakończyło się bardzo dramatycznie.

O innym małżeństwie, jednocześnie intensywnie zaangażowanym w misyjny wymiar małżeństwa, donosi w relacji o Koryncie Łukasz już w mocno zaawansowanych Dziejach Apostolskich. Chodzi o małżonków Akwilę i Jego żonę Pryscyllę. Zajmowali się oni wyrobem namiotów (Dz 18,2n.26; 2 Tm 4,19).

Wzmianki o małżonkach i rodzinie u św. Pawła

Szereg wzmianek o małżeństwie i etyce odniesień płciowych znaleźć można w Liście św. Pawła do Rzymian. Zaraz w pierwszym rozdziale nawiązuje Paweł do przerażającego upadku obyczajów. Przejawiał się on w postaci zwyrodnień uprawianego homoseksualizmu, który wprost niszczy małżeństwo i rodzinę. Paweł wykazuje, że bez Chrystusa zarówno Żydzi, jak i poganie skazani są na zagładę. Bo Bóg wyrył prawo moralne naturalne w sercu-sumieniu każdego człowieka (Rz 1,18-32; 15n).

Nieco dalej nawiązuje Paweł do zobowiązania małżonków do wzajemnej miłości i wierności małżeńskiej. Zobowiązanie to traci moc z chwilą śmierci jednego z małżonków (Rz 7,2n). Również w dalszym ciągu tego Listu nawiązuje Paweł do etyki małżeńskiej (Rz 13,9.13).

Wielokrotnie o małżeństwie i różnych Jego aspektach wspomina Paweł w swych Listach do Koryntian. Małżeństwu i etyce małżeńskiej, a z kolei zagadnieniu życia w celibacie ze względu na Bogu poświęca Paweł uwagę przede wszystkim w 1 Kor 7.
– Charakterystyczne jest Jego określenie wzajemnych odniesień między mężem a żoną w przypadku, gdy jedna ze stron jest osobą wierzącą w Chrystusa, druga żyje w pogaństwie. Wypada przytoczyć Jego słowa:

„... Mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala. Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje. Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez ‘brata’. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte ...” (1 Kor 7,12n).

Pozostajemy konsekwentni i nie wnikamy w głębszą analizę przytaczanych obecnie tekstów. Wypada jedynie zasygnalizować, że Paweł podkreśla mocno nierozerwalność małżeństwa i wiąże je wyraźnie z „nakazem Pana” (zob. Mt 19,6; 1 Kor 7,12).

Jedynym wyjątkiem jest omawiany właśnie fragment, określany powszechnie jako „Przywilej Pawłowy” (łac.: privilegium Paulinum). Dotyczy przypadku, gdy jedno z małżonków przyjmuje wiarę w Chrystusa, a współmałżonek z tego powodu nie chce kontynuować życia w małżeństwie, lecz wszczyna dlatego stałe spory.
– Natomiast w przypadku gdy strona pogańska wyraża zgodę na dalszą, pokojowo układającą się komunię życia i miłości, wpływ wywierany przez stronę wierzącą okazuje się czynnikiem „uświęcającym” ten związek.
– Co Prawda użyte przez Pawła określenie dotyczące ‘świętości’ odnosi się w pewnej mierze do stanu wybrania przez Boga do Ludu Bożego, a nie koniecznie do świętości w sensie etycznym, niemniej równolegle do tak pojmowanej ‘świętości’ kształtuje się uświęcające oddziaływanie strony wierzącej na niewierzącą poprzez małżeństwo jako uwidzialnienie Oblubieńczej Miłości Jezusa Chrystusa do Kościoła i poszczególnego wierzącego (jest to tematem szczególniej Ef 5,21-33).

Rodzina, która początek swój zawdzięcza tak pojmowanemu małżeństwu, wchodzi tym samym w skład Ludu Bożego Nowego i Wiecznego Przymierza. Omawiany tekst staje się tym samym swoistym świadectwem małżeństwa w Kościele Chrystusa – jako instytucjonalnego narzędzia łaski odkupienia, czyli rzeczywistości, która z biegiem czasu doczekała się nazwy ‘sakramentu małżeństwa’.


W szeregu miejscach obydwu Listów do Koryntian jest mowa o moralnych aspektach małżeństwa, łącznie z wypunktowaniem po imieniu grzechów rozpusty, o jakich nie słychać nawet wśród pogan (1 Kor 5,1).

Szczególna wymowa przysługuje z tego tytułu wymieniona przez Pawła seria grzechów, które same przez się wykluczają od wejścia do królestwa Bożego, czyli zbawienia. W tym kontekście mówi Apostoł Narodów:

„Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego?
Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje ... – nie odziedziczą królestwa Bożego.
A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego” (1 Kor 6,9nn).

Większość wymienionych przez Pawła grzechów dotyczy zwyrodnień i grzechów w zakresie płciowości człowieka. Święty Paweł uwydatnia jednak w drugim zdaniu uświęcające działanie dzieła odkupienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa.

W tym sensie znamienna jest wzajemna hierarchia powagi i zależności w pionie żona-mąż-Chrystus:

„Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus,
mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa – Bóg ...” (1 Kor 11,3).

Paweł wyprowadza stąd wniosek odnośnie do przyjętego zwyczaju, że kobieta powinna chodzić z nakryciem na głowie. Niemniej Paweł zaznacza, że nie jest to w tym wypadku nakaz Chrystusa, lecz chodzi o Jego zarządzenie, czyli chodzi o kwestię dyscyplinarną, a nie dogmatyczną (1 Kor 11,16).

Natomiast kwestia poważniejsza: pozornej nierówności między kobietą a mężczyzną, powszechnie stosowaną w tamtych czasach (a w wielu środowiskach kultywowana po dziś dzień) jest kwestią „wzajemnego poddania w bojaźni Chrystusa” (Ef 5,21).
– Paweł mówi o tym wyraźnie m.in. w Liście do Kolosan. Podkreśla, że chodzi ostatecznie o poddanie „w Panu”. Stąd też dotyczy to nie tylko wzajemnych odniesień między małżonkami, ale i w rodzinie (Kol 3,18n-25).
– Kwestia ta była już omawiana przez nas w poprzednich rozważaniach naszej strony. Jej wyjaśnienie teologiczne i kulturowe przedstawił szczególnie Jan Paweł II (zob. MuD 24; zob. też: Cel aktu współżycia. Oraz zob. poniż: Nowość Ewangeliczna o wzajemnym poddanie małżonków [Ef 5,21] – wraz z następującymi rozważaniami).

Do wzajemnych odniesień męża i żony i zadań – zwłaszcza żony w wydawaniu na świat potomstwa, nawiązuje św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 2,8-15; zob. też 1 Tm 4,3; 5,9.11.14).
– Tu i ówdzie znajdziemy u św. Pawła wzmianka o szczególnej roli, jaką w przekazie wiary spełniają kobiety: czy to jako żony i matki, czy też starsze kobiety w stosunku do swych wnuków (np. 2 Tm 1,5).
– Wiele rad odnośnie do wzajemnych odniesień w ramach rodziny podaje św. Paweł w swym Liście do Tymoteusza (1 Tm 2,15; 3,4.12; 5,4.10.14).
– Cenne wskazania dotyczące kształtowania miłości małżeńskiej i rodzinnej na co dzień zawiera List św. Pawła do Tytusa (Tt 2,2-5) i do Efezjan (Ef 6,1-4).

Wskazówki do kształtowania odniesień małżeńsko-rodzinnych w Listach Piotra

Do tematyki małżeństwa i rodziny nawiązuje w swych Listach kilkakrotnie św. Piotr Apostoł. W dłuższym wywodzie poświęca uwagę szczególniej roli żony w przekazie wiary, zachęcając zarazem kobiety do skromności w zewnętrznym prezentowaniu się, by tym piękniej i odważnie kształtować swoje wnętrze w Obliczu Boga, jednocześnie odcinając się od zachowań ubliżających jej i Bożej godności (1 P 3,1-7; 2 P 2,14).

Obraz Małżonki Bożego Oblubieńca w Apokalipsie

Stajemy wreszcie przed panoramą zaślubin, jaką pod tchnieniem Ducha Świętego kreśli uczeń umiłowany Jezusa, św. Jan Apostoł – w Apokalipsie.

Również tych tekstów nie będziemy tutaj analizowali, a jedynie je sygnalizujemy. Na opisie owych godów Jezusa ze swą Małżonką – Kościołem, kończy się Apokalipsa i tym samym Słowo-Boże-Pisane Nowego Testamentu.
– Opis ten stanowi zatem swoistą klamrę opisu małżeństwa jako sakramentu stworzenia na pra-początku w Księdze Rodzaju (Rdz 2,22nn) – a ‘poślubieniem’ ostatecznym, jakie nastąpi jako dopełnienie Bożej Oblubieńczej Miłości w chwili, gdy czas dobiegnie końca.

Oto migawka opisu godów Baranka – zabitego, ofiarowanego, a przecież żywego-Zmartwychwstałego (zob. Ap 1,18). Następują one po osądzeniu „Wielkiej Nierządnicy, co znieprawiała nierządem swym ziemię” (Ap 19,2).
– Opis ten dotyczy zapewne systematycznie dokonującego się przeciwstawiania się Bożemu dzieła odkupienia. Zły, który na początku powiedział Bogu: „Nie będę Ci służył”  (zob. Jr 2,20), podejmuje nie słabnące wysiłki, by doprowadzić poszczególnych ludzi i całe ludy do apostazji od Boga i nie-przestrzegania pierwszego Przykazania. Ukaranie ‘Nierządnicy’ wyraża się tym: „A dym jej [tej kary] wznosi się na wieki wieków” (Ap 19,3).

Teraz dopiero nastaje głos triumfu i ostatecznego zwycięstwa tych, którzy dostąpili zbawienia:

„... I usłyszałem jakby głos wielkiego tłumu ... i jakby głos potężnych grzmotów, które mówiły:
Alleluja, bo zakrólował Pan, Bóg nasz, Wszechmogący.
Weselmy się i radujmy i dajmy Mu chwałę, bo nadeszły Gody Baranka,
a Jego Małżonka się przystroiła, i dano jej oblec bisior lśniący i czysty’ ...
I mówi mi: ‘Napisz: Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę godów Baranka!’ ...” (Ap 19,6-9).

(23 kB)
Objaśnienie

Apokalipsa kończy się wizją Nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba jako lśniąco przystrojona Oblubienica na gody weselne z Barankiem. Oto słowa Jana z Apokalipsy:

„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową,
bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły i morza już nie ma.
I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z Nieba od Boga,
przystrojone jak Oblubienica zdobna w klejnoty dla swego Męża.
I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu:
Oto przybytek Boga z ludźmi:
i zamieszka wraz z nimi i będą oni Jego Ludem, a On będzie ‘Bogiem-z-Nim’.
I otrze z ich oczu wszelką łzę ... ...
I przyszedł jeden z siedmiu Aniołów ... i tak się do mnie odezwał:
‘Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka’.
I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte – Jeruzalem,
zstępujące z nieba od Boga, mające Chwałę Boga...” (Ap 21,1-4.9n).

Następuje opis szczegółów nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba jak Oblubienica przystrojona na gody z Barankiem.
– Ceną owych zaślubin jest krew Baranka. Dzięki niej ‘bracia nasi’ „zwyciężyli ... i nie umiłowali dusz swych – aż do śmierci” (Ap 12,10n).
Są to ci wszyscy, „którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7,14; por. 22,14).

Ostatnie słowa Apokalipsy wyrażają już tylko – w Duchu Świętym – wzajemną tęsknotę miłości Oblubienicy: Kościoła – za ostatecznym zjednoczeniem z Jezusem – Oblubieńcem-Barankiem:

„... ‘Ja, Jezus, posłałem mojego Anioła, by wam zaświadczyć o tym, co dotyczy Kościołów.
Jam jest Odrośl i Potomstwo Dawida, Gwiazda świecąca, poranna’ [zob. Iz 11,1.10; Rz 1,3; Lb 24,17].
A Duch [Duch Święty: Trzecia Osoba Trójcy] i Oblubienica mówią: ‘Przyjdź’!
A kto słyszy, niech powie: ‘Przyjdź’ ! ... ...
Mówi ten, który o tym świadczy: ‘Zaiste, przyjdę niebawem’
Amen. Przyjdź, Panie Jezu [aramajskie: Marana tha]!
Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!” (Ap 22,16-21).

Trzykrotnemu zapewnieniu Jezusa, że przyjdzie z całą pewnością, chociaż dokładny moment owego przyjścia nie jest wiadomy (Ap 22,7.12.20) – odpowiada równie trzykrotnie odwzajemniona pełna ufności modlitwa Kościoła i każdego Odkupionego z osobna: ‘Przyjdź’ (Ap 22,17[2x].20).
Występujące tu ostatnie słowa Apokalipsy: „Przyjdź, Panie Jezu” (Ap 22,20), weszły w skład modlitwy liturgicznej Kościoła pierwotnego. Brzmią one w aramejsku: „Marana-thá” [Przyjdź, Panie!]. W brzmieniu aramejskim przytacza je św. Paweł w zakończeniu swego Pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 16,22).

Nie poddaliśmy analizie dopiero co przytoczonych wypowiedzi Słowa-Bożego-Pisanego. Jednakże nikt nie może mieć wątpliwości, że samo Słowo Boże, tj. Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, opisuje tu swoje zaślubiny z Oblubienicą: Kościołem odkupionych za cenę najwyższą: Bożo-Ludzkiej Krwi Jezusa Chrystusa. Za tę cenę Jezus, Syn Boży i Syn Maryi zarazem, który stał się „Barankiem Bożym na odpuszczenie za grzech świat”, nabył sobie każdego z osobna człowieka: mężczyznę i kobietę. Obecnie, po nabyciu stworzonego przez siebie człowieka – już nie tyle nawet z tytułu Jego stworzenia, co tym bardziej: Jego odkupienia, Syn Boży łączy się z każdym z odkupionych jak mąż z małżonką w najściślejszym jedno-w-miłości i jedno-w-tym-samym-życiu.

Czyżby w tej sytuacji ‘małżeństwo’ miało nie być ‘od początku’ – przed odkupieniem: sakramentem stworzenia w swym wyrazie małżeńskim, a obecnie, po dokonanym odkupieniu – sakramentem Kościoła Chrystusowego?

Zbyt święte sprawy i zbyt świętą rzeczywistość ma uwidaczniać małżeństwo we wszystkich swoich wymiarach, by mogło być instytucją jedynie świecką, nie mającą nic wspólnego ze sprawami Bożymi. Jeśli Bóg stworzył człowieka – jako swój Obraz i Podobieństwo, które odzwierciedla się w człowieczej męskości i kobiecości, zamierzał „od początku” przenieść swoją Bożą Niewidzialność – w świat widzialności.
– Nic tak bardzo nie ‘nadawało się’ do tego rodzaju uwidocznienia Bożych, pełnych Bożej tęsknoty odniesień do stworzenia swojego umiłowania: mężczyzny i kobiety, jak właśnie małżeństwo – łącznie z podejmowanym w małżeństwie zjednoczeniem obojga w chwilach przeżywanej intymności.

Tym samym zaś jest z góry pewne, że cała rzeczywistość małżeńska musiała doznać wyniesienia na poziom odkupienia, stając się mocą ofiary krzyżowej Chrystusa zwyczajnym narzędziem przyrodzonych i nadprzyrodzonych łask dla tych dwojga oraz pojawiających się w ich przymierzu małżeńskim dzieci.
– Takie zaś ‘narzędzie łask’, pochodzące z ustanowienia Jezusa, będące widocznym znakiem: w tym wypadku więzią mężczyzny i kobiety jako małżonków, nosi jedno imię: jest jednym z siedmiu sakramentów Kościoła Chrystusowego.

(7,7 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 9c.
Stadniki, 10.V.2015.
Tarnów, 7.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



c. Jezus o Sobie jako Oblubieńcu weselnym
‘Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im Pana Młodego’: tabela
d. Wesele Oblubieńca i zaślubiny Pani Młodej
e. Jezus-Oblubieniec weselny a małżeństwo jako sakrament

3. Pisma Apostolskie o Jezusie-Oblubieńcu
Z listów Apostolskich Pawła – Apostoła Narodów
Korynt-Dziewica poślubiona Chrystusowi (2 Kor 11,2)
Poślubienie w ‘Panu’ (1 Kor 7,39)
Cześć w obliczu małżeństwa (Hbr 13,4)

4. Uwagi parenetyczne dotyczące małżeństwa w Listach Apostolskich
Wzmmianki o małeństwie i rodzinie w Dziejach Apostolskich Łukasza
Wzmianki o małżonkach i rodzinie u św. Pawła
Wskazówki do kształtowania odniesień małżeńsko-rodzinnych w Listach Piotra
Obraz Małżonki Bożego Oblubieńca w Apokalipsie


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Kardynał Josef Ratzinger okadza trumnę. Księga Pisma świętego otwarta
Ryc.2. Kartki Pisma świętego przewracają się przy silnym wiatrze
Ryc.3. Jakie mi, Panie, przydzielisz w życiu zadanie?
Ryc.4. Rodzina gęsia na stawie: gąski trenują żaglowanie przy swej mamie
Ryc.5. Coś się tej małpie nie spodobało na spódniczce dziewczynki