(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(14 kB)

E.   BEZPOŚREDNIE NAWIĄZANIA EWANGELII
DO MAŁŻEŃSTWA

(7 kB)

1. Jezus zaproszony na uroczystość zaślubin do
Kany w Galilei

(6,9 kB)

a. Zaproszenie na wesele Maryi – zaproszenie Jezusa

Umiłowany uczeń Chrystusa, św. Jan, sam bezżenny, opisuje niemal samym początku swej Ewangelii kolejną ucztę, tym razem ściśle weselną. Niepodobna pominąć przy omawianiu małżeństwa jako sakramentu Kościoła obecności Jezusa na przyjęciu ślubnym, o którym donosi św. Jan Apostoł.

Znamienne, że wydarzenie to przedstawia w swej Ewangelii sam tylko Jan. Zgodnie z tradycją utrzymującą się od początków dziejów Kościoła, jego Ewangelia powstała najpóźniej: już po śmierci – męczeńskiej – wszystkich pozostałych Apostołów i Ewangelistów. Znaczy to, że nierzadko uzupełnia on w napisanej przez siebie Ewangelii to, czego zabrakło w już istniejących pozostałych trzech Ewangeliach: Mateusza-Marka-Łukasza.
– Oto okoliczności, jakie się złożyły na omawiane wydarzenie:

„Trzeciego dnia [trudno powiedzieć, co Jan ma na myśli: powołanie Natanaela, czy decyzję Jezusa, by udać się do Galilei (J 1,43), czy jeszcze co innego] odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam matka Jezusa.
Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów.
– A kiedy zabrakło wina, matka Jezusa mówi do Niego: ‘Nie mają już wina’ ...” (J 2,1nn).

Widzimy, że Jezus nie prowadzi życia wyobcowanego z rzeczywistości ‘ziemskiej’. Dotyczy to również Jego Niepokalanej matki, Maryi.

Można by postawić sobie pytanie: jaką funkcję spełniała na tym weselu Maryja? Nie jest wykluczone, że była ona m.in. znakomitą kucharką i znała się doskonale na przyrządzaniu potraw świątecznych. Ówczesne rody umiały zadbać o odpowiednie wykształcenie zarówno chłopców, jak i dziewcząt, mimo iż kobiety były wyraźnie odsunięte od udziału w życiu publicznym.
– Zarówno zaś Maryja, jak i Józef, a swoją drogą rodzice ich obojga, pielęgnowali jasną świadomość swego Dawidowego pochodzenia. Wiedzieli bez wahania, dokąd mają się udać w czasie owego pamiętnego „pierwszego spisu ludności w całym państwie” (Łk 2,1-6).

W tej chwili, u progu publicznej działalności Jezusa, nie zauważamy już w Ewangeliach żadnej aluzji do Józefa. On już w tym czasie widocznie przeszedł do „Domu Ojca” (J 14,2).

Maryja z całą pewnością nie była biernym biesiadnikiem uczty weselnej, ani jedynie widzem zainteresowanym np. strojem, w jakim prezentowała się młoda para. Jan zaświadcza wyraźnie, iż Maryja miała oczy wciąż otwarte i myślała nie o sobie, lecz o bliźnich. Spełniała najwyraźniej posługę „służebnicy Pańskiej” (Łk 1,38), jednocześnie wyraźnie służąc „dziełu swojego Syna” (LG 56; RMa 13).
– Ona właśnie pierwsza dostrzegła żenujący dla młodych brak napoju. Co więcej zaś, nie ograniczyła się do stwierdzenia owego braku, ale podjęła bezprecedensowe kroki, by temu brakowi zaradzić.
Pośrednio wynika z tego, że Maryja była wprost zaangażowana w przygotowywanie potraw dla zaproszonych. Innymi słowy pracowała ona z całym oddaniem w kuchni, a nie siedziała przy stole.

Jan dodaje znamiennie: „... I była tam matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów” (J 2,1n). Tą pierwszą zaproszoną, względnie może dokładniej: poproszoną – zapewne w charakterze ‘kucharki’, była Maryja.
– Nie jest wykluczone, że przede wszystkim ze względu na Maryję „zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów”. W tym wypadku zaproszenie Jezusa wraz z Jego uczniami byłoby przede wszystkim gestem grzecznościowym ze strony młodej pary.
Ze względów ‘gospodarczo-finansowych’ rzecz oceniając, dodatkowe zaproszenie Jezusa wraz z Jego uczniami oznaczało kilkunastu kolejnych gości więcej przy stole ...

(5.5 kB)
Objaśnienie

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że gdyby Młodzi Jezusa i towarzyszącej Mu grupy uczniów nie zaprosili, nie byłoby to z ich strony szczególnym nietaktem. Każdy by zrozumiał: przygotowanie dań dla dodatkowyh kilkunastu gości, to nie to samo co zaproszenie do stołu tylko jednej osoby więcej.
– Mimo to, ci dwoje młodzie wyraźnie zaprosili „na to wesele także Jezusa i Jego uczniów”. Czy tak się stało jedynie dlatego, że nie wypadało nie zaprosić Jezusa, skoro młodzi zaprosili Jego matkę – najwyraźniej przede wszystkim do pomocy w kuchni?

Wydaje się, że wyraźne zaproszenie ze strony nowożeńców Jezusa wraz z gronem Jego uczniów miało znacznie głębsze uzasadnienie. Z jednej strony ci młodzi musieli się dobrze znać z rodziną Jezusa. Z Nazaretu do Kany było tylko ok. 8 km (jest to dzisiejsze Kafr Kanna, ok. 5 tys. mieszkańców).

Zgodnie z relacjami Ewangelii, Jezus dokona kiedyś w Kanie jeszcze jednego cudu, gdy tam ponownie przebywał (J 4,46). Odszukał Go tam mieszkający w Kafarnaum urzędnik królewski, prosząc Jezusa, żeby przyszedł do jego umierającego dziecka i je uzdrowił. Jezus jednak nie poszedł z nim, a natomiast wyzwolił u niego akt wiary-zawierzenia. Urzędnik zawierzył słowu Jezusa, który mu powiedział: „Idź, syn twój żyje” (J 4,50). W drodze powrotnej dowiedział się urzędnik od wychodzących naprzeciw niego sług, iż syn jego wyzdrowiał o tej godzinie, o której Jezus wyrzekł to słowo (J 4,51).

Z drugiej strony w tym czasie rozchodziła się już widocznie lotem błyskawicy wieść o zdumiewających właściwościach Mistrza z niedalekiego Nazaretu. Dotychczasowy „cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona ...” (Mk 6,3) zaczął występować publicznie. Wędrował z miejsca na miejsce, głosząc dziwną naukę, która zdawała się być równoznaczna z przewrotem w dotychczasowym pojmowaniu Boga.

Jezus zdążył być w międzyczasie w Judei, powoływał do swego grona uczniów, niektórych – tych Dwunastu, wzywał do swej bliskości w sposób bardzo niezwykły – każdorazowo po imieniu. Jedni gorszyli się dokonywanymi przez Niego ‘znakami’. Dokładniej mówiąc wzbudzały one u nich odruchy zazdrości i gniewu z samego tytułu, że ten Jezus, który nigdzie się nie kształcił, naraz zaczął ich przerastać. Wypowiadał się On naraz z niezwykłą mocą i zaczął występować z takim autorytetem, jakoby był wysłanym przez Boga sędzią, a raczej samym Bogiem, przed którym niczym był nawet Mojżesz (zob. Jezusowe Kazanie na Górze: Mt 5n – i Jego mocne słowa przesądzające właściwy sens Bożych Przykazań).

Nic dziwnego, że gdy w ramach swych wędrówek apostolskich pojawił się ponownie w Nazaret i rozpoczął swój komentarz do przeczytanego fragmentu z Izajasza od słów: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4,21), właśni rodacy:

„... unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta
i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić.
On jednak przeszedłszy pośród nich, oddalił się” (Łk 4,28).

Tym razem Jezus ‘ocalał’. Sami ci jego rodacy nie potrafili sobie wytłumaczyć, jak się to właściwie stało, że Jezus przeszedł pośrodku nich jakoby wiedziony niewidzialną siłą, której nikt nie był w stanie się oprzeć. Niemniej w sercach ich aż wrzało od nagle zrodzonej nienawiści ku Niemu. Jedni „przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęło z ust Jego” (Łk 4,22). Inni zgrzytali zębami z zazdrości, która nie tolerowała, by ktokolwiek z ich miejscowości mógł mieć odwagę wychylać się ponad ich głowy. Zadawali sobie pytania: „Czy nie jest to syn Józefa ...” (Lk 4,22).

Trudno dziś powiedzieć, czy zaproszenie na wesele w Kanie miało miejsce przed owym dramatycznym zajściem w synagodze w Nazarecie, czy już po nim. W każdym razie Jezus działał w międzyczasie już w Judei, gdzie poddał się ceremonii chrztu Janowego (por. Łk 3,21n), po czym wrócił ponownie do Galilei, udając się m.in. do swej miejscowej synagogi (Łk 4,14.16).

Jan Ewangelista potwierdza, że Jezus najpierw przyjął chrzest Janowy w Judei po drugiej stronie Jordanu – naprzeciw Jerycha (J 1,29-34). Tamże powołał Jezus swych pierwszych uczniów (J 1,35-51), jednocześnie udając się z powrotem w swoje strony rodzinne – do Galilei (J 1,43). Stwierdzamy tylko jeden raz więcej, że opisy Ewangelii nie są opisem historii w znaczeniu faktograficznego następstwa wydarzeń, a natomiast przedstawiają prorocką interpretacją dokonujących się wydarzeń, która zatem zmierzała do ukazywania zbawczego sensu słów i znaków dokonywanych przez Syna Bożego Jezusa Chrystusa.

Trudno zatem powiedzieć, czy Jezus zaproszony wraz ze swymi uczniami zebrał wtedy już pełne grono dwunastu Apostołów, czy też liczba ta nie była wtedy jeszcze pełna. Mimo wszystko wydaje się, że sama wzmianka Jana Ewangelisty, iż „zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów” (J 2,2) świadczy o tym, iż musiała to być już pokaźna gromadka osób. Nie mogło to nie stwarzać dla nowożeńców jako gospodarzy wesela samo przez się problemu. Musieli oni z góry dobrze obliczać, czy im starczy dań dla każdego z zaproszonych gości.

Niezależnie od kwestii ilości osób zaproszonych na przyjęcie weselne, co było problemem z którym musieli uporać się nowożeńcy, pojawia się zagadnienie chronologii wydarzeń, które nie mogło nie odegrać tu poważnego roli. Bardziej prawdopodobne wydaje się, iż wesele w Kanie miało miejsce mimo wszystko wcześniej, aniżeli dramatyczne wystąpienie Jezusa w Synagodze w jego pobliskim rodzinnym Nazaret, o którym relacjonuje Łukasza w swojej Ewangelii (Łk 4,16-30).
– Gdyby mianowicie wesele w Kanie przypadało w terminie PO owym groźnym incydencie w Nazaret, który o mało nie zakończył się zamordowaniem Jezusa, weselnicy bardzo prawdopodobnie obawialiby się zaprosić ryzykownego Mistrza – chociażby ze względu na możliwe w takiej sytuacji ‘listy gończe’, jakimi zaczęto ścigać Jezusa, oraz konsekwencje związane z goszczeniem Go u siebie, skoro On został jednoznacznie wytypowany do zagłady.
– Poza tym Jan zaznacza na samym końcu swego opisu o cudzie przemiany wody w wino na owym przyjęciu weselnym przy użyciu dużego nacisku:

„Taki to początek znaków [ton semeíon = znaków; również ST oznacza ‘cuda’ zwykle mianem ‘znaków’: miały one bowiem służyć uwierzytelnieniu posłannictwa danego wysłańca Bożego; nigdy nie były one dokonywane dla celów świeckiej reklamy]
uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją Chwałę [ten dóxan autoú = hebr. kebód Jahwéh = Chwała Jahwéh = zwykle wizualnie sprawdzalny znak obecności samego Jahwéh]
– i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,11).

Wszelkie argumenty zdają się zatem przemawiać za tym, iż goszczenie Jezusa i uczniów na weselu w Kanie działo się rzeczywiście w całkiem początkowej fazie nauczania publicznego Jezusa. Jezus nie zdążył wtedy jeszcze dokonać zbyt wielu cudów-znaków, albo też w ogóle ich jeszcze dotąd nie było.
– Również nauczanie Jezusa nie rozwinęło się wtedy jeszcze w całej pełni, chociaż każde Jego kolejne wystąpienie wzbudzało natychmiast gwałtowne dyskusje. Jedni uwielbiali Jezusa za odwagę Jego wystąpień, wyczuwając w Jego sposobie bycia promieniowanie przezierającego przez Niego bóstwa, czego jednak nie odważyli się jasno formułować (zob. do tego wyż.: Promieniowanie Bóstwem: z kontekstem poprzedzającym i następującym). Inni dopatrywali się w tych samych Jego słowach i czynach bluźnierstw i podważania wiary w jedyność Boga, która domagała się ich zdaniem Jego natychmiastowego, bezapelacyjnego ukamienowania.

Ci dwoje – nowożeńcy w Kanie, mimo wszystko zdecydowali się na wyraźne zaproszenie Jezusa, syna Maryi. Nie tylko Jego samego, ale i całe, chyba niemałe grono towarzyszących Mu wtedy już na stałe Jego uczniów. Trudno przyjąć, żeby do nich nie dotarły wiadomości o Jego dotychczasowych, ryzykownych wystąpieniach w Judei oraz o przedziwnym świadectwie, jakie o Nim wydał słynny wtedy prorok pustyni – Jan Chrzciciel. Lotem błyskawicy musiało się rozejść po całym ówczesnym Izraelu słowo Jana Chrzciciela, które potem w swej Ewangelii utrwali Jan Apostoł:

„Nazajutrz zobaczył [Jan Chrzciciel] Jezusa nadchodzącego ku niemu, i rzekł:
‘Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.
To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż,
który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie...
– Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie:
‘Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim,
jest tym, który chrzci Duchem Świętym’.
Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,29-34).

Ówcześni ludzie mieli doskonale wyćwiczoną pamięć. Nie było radia, telewizji, gazet. Było znacznie mniej ludzi, aniżeli jest ich na świecie dziś. Większość z nich trudniła się wypasaniem owiec czy krów. Obcowanie na co dzień z przyrodą wydoskonalało ich zmysł obserwacyjny, a brak mediów przyczyniał się do natychmiastowego utrwalenia usłyszanych słów.

Nieprawdopodobne, by ludzie z Nazaretu, a z kolei z niedalekiej Kany, mieli zapomnieć o spisie ludności sprzed ok. 30 laty. By nie opowiadali sobie o bezprecedensowym przybyciu w tym czasie grupy uczonych magów ze Wschodu, którzy mieli bardzo jasno sprecyzowany cel swojej wielotygodniowej wędrówki, pytając żydowskich dostojników:

„Gdzie jest nowo narodzony Krół Żydowski?
Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę we Wschodach i przybyliśmy oddać Mu pokłon”
(Mt 2,2. – Zob. do tego wyż.: Gwiazda z Betlejem. – Oraz: Uwaga do wydarzeń z Bileamem [Lb 22-25.31]: chodzi o wydarzenia związane z samymi wyroczniami Bileama).

Nieprawdopodobne też, żeby ludzie również Galilei nie opowiadali sobie o dziwnym widzeniu Aniołów, jakiego doznali pasterze pilnujący wtedy owiec w okolicy Betlejem (Łk 2,8-18), i by nie dotarły do nich słowa starca Symeona (Łk 2,25-32) o Jezusie, którego Maryja z Józefem przynieśli do Świątyni. Nieprawdopodobne, by nie znali bardzo prawdopodobnie z ust własnych Maryi czy Józefa trudnych przejść, jakich rodzina Maryi-Józefa-Jezusa doznała w ucieczce do Egiptu przed gniewem Heroda, który zarządził rzeź chłopców w Betlejem i okolicy (Mt 2,16nn). Boża Opatrzność uchroniła wtedy cudownie zagrożone życie małego Jezusa.

Nieprawdopodobne z kolei, żeby krewni Maryi i Józefa nie pamiętali faktu, jaki przeżyli rodzice Jezusa, gdy im się zgubił w Jeruzalem ich Jezus, który miał wtedy dwanaście lat. Jak Go z bólem serca szukali wśród pielgrzymów z ich właśnie stron Galilejskich. Pamiętali doskonale, jak Go w końcu znaleźli. Zajmował tam w świątyni Jahwéh miejsce pośrodku rabinów, wprawiając ich swymi przedziwnymi słowami w zdumienie, a zarazem najwyższe oburzenie.
– Już wtedy słowa tego małego śmiałego o mało nie skończyły się jego ukamienowaniem: puszczono mu je płazem ze względu na jego młody wiek. Młody Jezus bowiem wypowiadał się już wtedy tak, jakby sam był ... Bogiem.
– Jednocześnie wyrażał się o Bogu jako o swoim osobistym Ojcu. Tym samym dawał jasno do zrozumienia, że nie Józef jest jego ojcem ...!

Wszystkie te wydarzenia zapadały ponad wątpliwość w chłonną pamięć ówczesnych ludzi. Wyzwalały one mieszane uczucia względem tego dziecka, potem młodzieńca, a obecnie już dorosłego człowieka. Jezus już wtedy z jednej strony przemożnie przyciągał do siebie swymi słowami i swą postawą, a równolegle przerażał otoczenie swymi wypowiedziami.
– Większość osób, które Go słuchały, bała się najwyraźniej wyprowadzać z Jego bezprecedensowych wypowiedzi nieodparcie narzucające się, śmiertelnie niebezpieczne wnioski co do Jego ewentualnej Boskiej Natury.

(6,9 kB)

b. Osoba Jezusa na weselu w Kanie

Trudno zaprzeczyć, że nowożeńcy z Kany, którzy wraz z Maryją zaprosili również Jej syna Jezusa – wraz z grupą Jego być może już skompletowanej grupy dwunastu Apostołów, wykazali samym tym faktem dużo odwagi cywilnej, jeśli wziąć pod uwagę ówczesną społeczność religijną żydowską.
– Zaproszenie to było jednak tym bardziej wyrazem głęboko religijnego nastawienia tych dwojga do samego sensu życia w małżeństwie i rodzinie.
– Samo w sobie to zaproszenie nie mogło nie być uzgodnione nie tylko z rodzicami ich obojga, lecz z kolei ze strony ich rodziców z nimi samymi jako młodą parą. Musieli oni dobrze wiedzieć, kogo na wesele zapraszają, a kogo nie.

Nie mogli oni nie zdawać sobie sprawy, że Syn zaproszonej Maryi – to Rabbí, który zdecydowanie odbiega od wszystkich pozostałych, porównywalnych ‘rabbí’. Musiało być już w tym czasie głośno o Nim w całej Galilei, a oczywiście też już w Judei. Ci dwoje, a najwyraźniej również rodziny ich obojga, znaleźli się widocznie już pod urokiem Jego osoby.

Gdziekolwiek zjawiał się Jezus – ten zdumiewający syn Maryi, można było niemal odczuwalnie doświadczyć promieniującego od Niego Bożego pokoju, czystości Jego serca i przejrzystości Jego zamierzeń. Jeśli Jezus potrafił wyrazić się o zbliżającym się do Niego Natanaelu, zaciekawionym zachęcającym słowem nieco wcześnie już powołanego Filipa – a działo się to zapewne nad Jeziorem Genezaret, czyli w Galilei: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu” (J 1,48), to tym bardziej przejrzystością zamierzeń jaśniał sam Jezus. Jego pojawienie się stawało się w sposób wyraźnie wyczuwalny przesycaniem zarówno podejmowanych przez Niego działań, jak i wypowiadanych przez Niego słów – Bożą łaską i błogosławieństwem. W Jego obecności topniał smutek, przeżywanie biedy materialnej, ból znoszonych chorób i doznawanych krzywd.

A przecież gospodarze weselni nie mogli nie zdawać sobie sprawy, że zaproszenie tegoż właśnie Jezusa na uroczystość zaślubin młodej pary stawało się rówoznaczne ze zdecydowanym opowiedzeniem się za Jego niezwykle ryzykowną osobą, łącznie z akceptacją głoszonego przez Niego nauczania.

Wszystko zdaje się przemawiać za tym, że sami nowożeńcy byli młodą parą ludzi szlachetnych. W swym sercu byli widocznie otwarci bez zastrzeżeń na Boże przykazania. Przykazania te najwidoczniej nie tylko znali, ale wcielali je też w życie.
– Musiało to dotyczyć również już ich obopólnych odniesień na etapie dopiero co zakończonego okresu narzeczeństwa. Musieli oni też być w pełni otwarci na głos Boży odnośnie do wszystkiego, co będzie się wiązało z rozpoczynającym się dla nich etapem życia w zawiązanym przymierzu małżeńskim. Najwyraźniej chcieli oni świadomie zaprosić Boga na stałe do swego małżeństwa i swej rodziny, decydując się na Boże przeżywanie swego związku.

Samą w sobie Bożą wizję życia w małżeństwie otrzymali w dziedzictwie wiary od swoich rodziców. Ci zaś widocznie sami kierowali się świadomie w życie wcielanym Dekalogiem. W ten sposób w rodzinach z obydwu stron młodej pary dokonywało się przyjmowanie Słowa Bożego, które kolejni małżonkowie-rodzice przekazywali z pokolenia na pokolenie w swej charyzmatycznej funkcji przekazywania tradycji dogmatycznej Ludu Bożego Przymierza, jakie Bóg zawarł z Izraelem pod Synajem.

(9 kB)
Objaśnienie

Czy ci dwoje – nowożeńcy, przeczuwali, albo może już tego doświadczyli, że Jezus wniesie w dotychczasowe rozumienie m.in. VI i IX Bożego przykazania, które w tak zasadniczy sposób stanie się treścią na co dzień ich życia w małżeństwie – nową, niesłychanie pogłębioną interpretację? Jezus wyłoży niebawem odnowioną wizję całokształtu życia, w tym również życia w małżeństwie i rodzinie, na Górze Błogosławieństw. Było to wzniesienie (wysokości 150 m) położone z północno-zachodniej strony Jeziora Galilejskiego [Jezioro Genezaret], ok. 3 km na północ od Kafarnaum.
– Ludność zarówno Nazaretu, jak i Kany, utrzymywała ożywione kontakty z rodzinami rybaków znad Genezaret, m.in. z Kafarnaum i innych miejscowości rybackich rozsianych nad jeziorem. Stąd łatwość, z jaką treść tamże dokonujących się wystąpień Jezusa docierała m.in. do Kany.

Ważne, że przez sam fakt zdecydowanego zaproszenia na uroczystość weselną Jezusa, Maryi i Jego uczniów, wykazali zarazem gotowość swych serc na przyjęcie Bożej wizji zawieranego przymierza małżeńskiego, jakie pogłębi Jezus, Syn Maryi – łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami. Poprzednio przytaczaliśmy już słowa Jana Pawła II o Jezusowej interpretacji Dekalogu:

„Jezus prowadzi do wypełnienia Bożych przykazań, zwłaszcza przykazania miłości bliźniego, nadając jego wymaganiom charakter wewnętrzny i bardziej radykalny: miłość bliźniego wypływa z serca, które kocha i które – właśnie dlatego, że kocha – gotowe jest spełniać w życiu najwyższe wymagania. Jezus wskazuje, że przykazań nie można traktować tylko jako progu minimalnych wymagań ...
– W ten sposób przykazanie ‘nie zabijaj’ staje się wezwaniem do czynnej miłości, która ochrania i troszczy się o rozwój życia bliźniego;
– zakaz cudzołóstwa staje się zachętą do czystego spojrzenia na ciało, z szacunkiem dla jego sensu oblubieńczego...
– ‘Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa’ [Mt 5,21n.27n].
– Jezus sam jest żywym ‘wypełnieniem’ Prawa, ponieważ swoim życiem urzeczywistnia autentyczny sens Prawa poprzez całkowity dar z siebie: On sam staje się Prawem żywym i osobowym, które wzywa do naśladowania Go, daje poprzez Ducha Świętego łaskę udziału w Jego własnym życiu i miłości oraz obdarza człowieka mocą, by mógł świadczyć o nim swoimi decyzjami i czynami [J 13,34n](VSp 15).

Jezus z całą pewnością podszedł w odpowiednim momencie do młodej pary. Ewangelia nie odnotowuje tego szczegółu, ale jest rzeczą jasną, że nie mogło zabraknąć tego bezpośredniego spotkania młodych z Synem Człowieczym.
– Jezus zapewne podziękował im za to wyraźne zaproszenie na uroczystość ślubną. Nie wiemy, jak brzmiały słowa życzeń, jakie im przy tej sposobności wypowiedział: zarówno On – jak i towarzyszący Mu uczniowie.

Bezpośrednich rozmów między Jezusem a młodą parą było zresztą z całą pewnością więcej. Uroczystości weselne były w tamtych czasach przeżyciem, w którym brała udział praktycznie cała ludność danego osiedla i obchodzono je przez cały tydzień weselny. Jezus zaś z całą pewnością nie zmrażał swą obecnością nastroju radości, a natomiast umiał ukazywać, co w praktyce znaczy słowo, jakie kiedyś napisze Paweł Apostoł do szczególniej przez siebie umiłowanych Filipian:

Radujcie się zawsze w Panu! Jeszcze raz powtarzam: radujcie się!
Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! ...
W każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem.
A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,4-7).

Jezus z całą pewnością musiał dodać młodym otuchy i umocnić ich całkowite zawierzenie Bożemu Słowu, gdyż „Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki ...” (2 Kor 9,8). Ponieważ Jezus wiedział z własnego doświadczenia i doświadczenia całej swej rodziny, co to znaczy życie w wielkim ubóstwie, bezdomności i bezrobociu, na ucieczce i wygnaniu, zdolny był i pod tym względem umocnić młodych w decyzji całkowitego zawierzenia Bożej Dobroci. Świadectwo Jego potwierdzała zresztą i Maryja, Matka Jezusa. Jezus zachęcał zapewne, żeby każdy moment życia w komunii małżeńskiej przeżywać tak, by Bóg zajmował zawsze pierwsze miejsce. Wyrazi to kiedyś Jego Apostoł Paweł:

„Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie,
wszystko na chwałę Bożą czyńcie ...” (1 Kor 10,31).

Zapewne też Jezus naprowadzał tych dwoje – oraz przysłuchujących się Jego „pełnym wdzięku słowom” (Łk 4,22), żeby się „nie lękali” (zob. Mt 10,31; 14,27; Mk 6,50; Łk 12,7; J 6,20) przeciwności, a nawet „prześladowań dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,10). Co więcej, Jezus musiał im przedstawić w końcu również siebie samego jako tego, którego posłał Ojciec Niebieski dla zbawienia świata, chociażby ci dwoje słów Jego na razie nie zrozumieli w pełni. Musiał im dać do zrozumienia, że w nikim innym nie znajdą zbawienia, jak w Nim samym. Tak jak to powie niemal ‘na odchodne’ tuż przed swą Modlitwą Arcykapłańską po Ostatniej Wieczerzy:

„To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli.
Na świecie doznacie ucisku. Ale: miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

Słowa te, to nieco inaczej sformułowane wezwanie, jakie Jezus gorąco zaleci światu przez św. S. Faustynę Kowalską, którą ustanowi „sekretarką” swojego Miłosierdzia (zob. DzF 965.1160.1275.1605.1693). Zachęci ją do przyjęcia postawy: „Jezu, ufam Tobie!” (DzF 47.24.84.162; itd.). Jakże bardzo trzeba takim dwojgu młodym, wypływającym na szerokie fale życia samodzielnego, takich słów wewnętrznego pokrzepienia!

(6,9 kB)

c. Interwencja Maryi na weselu w Kanie

Na weselu tych dwojga w Kanie zaznaczyła się w pewnej chwili niezwykle czujna, spostrzegawcza matka Jezusa, Maryja. Widocznie miała ona przez cały czas dobry wgląd we wszystko, co młodzi i ich rodziny zdołali nagromadzić na przyjęcie weselne, które zgodnie z przyjętym zwyczajem, obchodzono przez cały tydzień. Dni weselne były już widocznie dobrze zaawansowane. Maryja pierwsza zauważyła w pewnej chwili bardzo ‘ludzki’ brak, który mógł rzucić poważny cień na młodą parę i ich rodziny: definitywnie kończył się zapas nagromadzonego wina.

Fakt ten wyzwolił wielorakie przyspieszenie na dobre – publicznie się rozpoczynającego dzieła odkupienia Jej Boskiego Syna. Mianowicie Maryja przyczyniła się w tym momencie swoim wstawiennictwem jako matki Jezusa do objawienia się Jego mesjańskiej mocy.
– Wypada przytoczyć tu słowa Jana Pawła II z jego encykliki Maryjnej (1987 r.):

„Maryja obecna jest w Kanie Galilejskiej jako matka Jezusa –
i w sposób znamienny przyczynia się do owego ‘początku znaków’,
objawiających mesjańską moc Jej Syna” (RMa 21).

Wywiązuje się dialog między Maryją a Jezusem. Na Jej słowa: „Nie mają już wina”, Jezus zdaje się odrzucać Jej niemą prośbę o interwencję: „Czyż to moja lub twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina Moja?” (J 2,4). Maryja jednak nie zraża się zdawać by się mogło dosyć szorstkim tonem Syna:

„... tym niemniej Maryja zwraca się do sług ze słowami: ‘Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie’ [J 2,5].
Wtedy Jezus nakazuje sługom napełnić wodą stągwie tam stojące –
a woda staje się winem, lepszym niż to, jakie uprzednio zostało podane gościom weselnym” (RMa 21).

Jan Paweł II wskazuje na istniejące „głębokie zrozumienie ... między Jezusem a Jego Matką” (RMa 21). Jednocześnie wskazuje na nowy wymiar, w jaki wkracza Jej macierzyństwo. Staje się ono coraz wyraźniej macierzyństwem „wedle Ducha” Świętego:

„... Przejawia się [ono] ... w trosce Maryi o ludzi, w wychodzeniu im naprzeciw w szerokiej skali ich potrzeb i niedostatków.
– W Kanie Galilejskiej została ukazana jedna tylko konkretna odmiana ludzkiego niedostatku, pozornie drobna i nie największej wagi (‘wina już nie mają’).
– Posiada ona jednak znaczenie symboliczne: owo wychodzenie naprzeciw potrzebom człowieka oznacza równocześnie wprowadzenie ich w zasięg mesjańskiej misji i zbawczej mocy Chrystusa.
– Jest to więc pośrednictwo: Maryja staje pomiędzy swym Synem a ludźmi w sytuacji ich braków, niedostatków i cierpień. Staje ‘pomiędzy’, czyli pośredniczy, nie jako obca, lecz ze stanowiska matki, świadoma, że jako matka może – lub nawet więcej: ‘ma prawo’ – powiedzieć Synowi o potrzebach ludzi. Jej pośrednictwo ma więc charakter wstawienniczy: Maryja ‘wstawia się’ za ludźmi” (RMa 21).

Co więcej jednak, Maryi chodzi tutaj nie tyle o podtrzymanie swego matczynego autorytetu wobec Syna, lecz o Niego samego, tj. o objawienie się w całej pełni Jego Boskiej Natury jako Odkupiciela świata:

„Ale nie tylko to: jako matka równocześnie chce, aby objawiła się mesjańska moc Jej Syna. Jest to zaś moc zbawcza, skierowana do zaradzenia ludzkiej niedoli, do uwalniania od zła, jakie w różnej postaci i w różnej mierze ciąży nad życiem ludzkim.
Tak właśnie mówił o Mesjaszu prorok Izajasz w znanym tekście, na który Jezus powołał się wobec swoich rodaków z Nazaretu: ‘(...) abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom wolność, a niewidomym przejrzenie (...)’ [Łk 4,18] ...” (RMa 21).

Na tym tle dopiero ujawnia się w pełni wymowa kolejnej roli, jaka się w tej chwili wyzwoliła u Maryi. Mianowicie staje się ona jednocześnie rzeczniczką woli swojego Boskiego Syna. Dopiero spełnienie Jego Woli stwarza warunki, w jakich będzie się mogła ujawnić jego mesjańska misja:

„Inny istotny element tego macierzyńskiego zadania Maryi wyrażają słowa skierowane do sług:
Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie’.
– Matka Chrystusa staje się wobec ludzi rzecznikiem woli Syna, ukazując te wymagania, jakie winny być spełnione, aby mogła się objawić zbawcza moc Mesjasza” (RMa 21).

Ostatecznie zauważamy, że zdecydowane przyspieszenie w objawieniu się mesjańskiej mocy głównego zaproszonego na wesele w Kanie: Jezusa, Syna Maryi, stało się niejako ‘wypadkową’ harmonizujących ze sobą co najmniej dwóch czynników:

(0,3 kB)  Z jednej strony uaktywniła się w sposób zdumiewająco widoczny wstawiennicza misja Maryi.

(0,3 kB)  Z drugiej strony słudzy, obsługujący kuchnię i gości, okazali „posłuszeństwo wierze” (por. Rz 1,5; 16,26) w obliczu słów Jezusa, który im polecił:

„... ‘Napełnijcie stągwie wodą’. I napełnili je aż po brzegi.
Potem do nich powiedział: ‘Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu’.
Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego:
Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze.
Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory’
...” (J 2,7-10).

(2.6 kB)
Objaśnienie

Janowi Ewangeliście nie pozostało nic innego, jak stwierdzić w formie wniosku, który uczestnicy wesela musieli chcąc nie chcąc przyjąć do wiadomości:

„Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej.
Objawił swoją Chwałę, i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,11).

Sam zaś Ojciec święty dodaje w nawiązaniu do wiary Maryi, która dla Niej samej wcale nie była łatwa na co dzień:

„W Kanie dzięki wstawiennictwu Maryi i posłuszeństwu sług – Jezus zapoczątkował ‘swoją Godzinę’.
W Kanie Maryja jawi się jako wierząca w Jezusa:
Jej wiara sprowadza pierwszy ‘znak’ i przyczynia się do wzbudzenia wiary w uczniach” (RMa 21).

Nie ulega wątpliwości, że bez początkowego rozgłosu, w cichości zaplecza dokonany cud Jezusa – za wstawienniczą interwencją ufnej wiary Maryi, ale i ludzkiej współpracy ze strony sług, stał się iskrą, która wyzwoliła nie tylko entuzjazm młodych małżonków, ich zakłopotanych rodzin oraz licznie zgromadzonych gości weselnych, ale tym bardziej zasadnicze pytanie: Kim w końcu jest ten Jezus, Syn Maryi?

Podobnie jak sami Apostołowie nie mogli nie stawiać sobie raz po raz od nowa pojawiającego się pytania: „Kimże On Jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne” (Mt 8,26n). Przemienił On wodę w wino (J 2,7-11), chodził po wzburzonych fala Jeziora Genezaret (J 6,19), uciszał wzburzone morze (Mt 8,26; Mk 4,39), rozmnażał cudownie chleb (Mt 14,19; 15,36; Mk 6,41n; J 6,10n), przywracał wzrok niewidomym (Mt 9,29; 20,34; Mk 10,51n; J 9), słuch głuchym (Mt 9,32ff; 12,22; 15,30n; Mk 7,32-37), władzę chodzenia sparaliżowanym (Łk 5,18-25), uzdrawiał z trądu (Łk 17,13-19), odpuszczał grzechy (Łk 5,20; J 8,6-11; Łk 7,47), uwalniał od władzy szatana (Mk 7,25-30), wskrzeszał umarłych (Łk 7,12-15; J 11,1-53) ...

(6,9 kB)

d. Obecność Jezusa na godach w Kanie a małżeństwo
jako sakrament

Pozostaje jeszcze zasadniczy aspekt, jak stawiamy sobie w niniejszym paragrafie: czy i co wnosi relacja Janowa o zaproszeniu i obecności Jezusa z uczniami na weselu w Kanie do zagadnienia małżeństwa jako sakramentu? Musimy przyznać, że Jan nie przytacza żadnej wypowiedzi Jezusa o małżeństwie w związku ze swoim stosunkowo obszernym opowiadaniem o weselu w Kanie. Ukazuje co prawda słowa Jezusowe, a także Maryi. Jednakże słowa te dotyczą szczegółu wina, którego zabrakło. Jednocześnie zaś zdumiewamy się przedziwnym dialogiem, jaki ta sytuacja wywiązała pomiędzy Maryją a Jezusem. Nie wiązało się to jednak wprost z małżeństwem jako sakramentem.

Jesteśmy tym samym zdani na sam tylko fakt, że Jezus – wraz z gronem swych uczniów, został przez młodych na ich uroczystość ślubną wyraźnie zaproszony. Trudno przesądzić w jedną czy drugą stronę, czy zaproszenie Jezusa z uczniami było jedynie gestem grzecznościowym ze względu na Jego matkę Maryję, jakby to zdawało się wynikać z brzmienia tekstu Janowego, czy też młodzi i rodzina tych dwojga zaprosiliby Jezusa z uczniami niezależnie od tego, że poprosili Maryję o Jej posługę być może jako kucharki-specjalistki.

Znaczy to, że wszystkie wnioski, jakie próbuje wysnuć teologia małżeństwa jako sakramentu z Janowej relacji o weselu w Kanie, są wnioskowaniem jedynie pośrednim. Płyną one z faktu, że Jezus istotnie został wyraźnie zaproszony na uroczystość weselną i że zaproszenie to przyjął.

Nie ulega wątpliwości, że przez sam ten fakt Jezus podniósł rangę małżeństwa na wyżyny instytucji mającej istotne znaczenie w Nowym Testamencie. Jezus przyszedł go założyć, wypełniając zlecone sobie przez Ojca dzieło odkupienia. Obecnie znalazł się już na etapie rozpoczynającej się swojej działalności publicznej.

On to jest Słowem Bożym, które przemawiało do swego żywego Obrazu wobec kosmosu: mężczyzny i kobiety – już na pra-początku stworzenia. On to ustanowił już wtedy małżeństwo jako uprzywilejowany wyraz sakramentu stworzenia. On je wtedy stworzył, powołując jednocześnie mężczyznę i kobietę do wiązania się w nierozwiązalnym przymierzu małżeńskim, mocą którego małżonkowie zobowiązują się do wzajemnej miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej, zdecydowanie ukierunkowanej na przekształcenie się we wspólnotę rodziny.

Już wtedy też, u zarania istnienia ludzkości, nadał tenże Bóg jako Osoba Słowa Bożego właściwą małżeństwu celowość i właściwy mu wewnętrzny ład miłości.
– W ten sposób instytucja małżeństwa miała od pra-początku transponować w widzialność tego świata – Niewidzialną, a dramatycznie rzeczywistą Miłość, jaką sam Trójjedyny żywi w stosunku do człowieka, stworzenia swego umiłowania w kosmosie.

Stąd też czytamy w odnośnym sformułowaniu ‘Katechizmu Kościoła Katolickiego’ (Watykańskie wyd.: 1992 r.) o obecności Jezusa w Kanie Galilejskiej:

„Kościół nadaje wielkie znaczenie obecności Jezusa na godach w Kanie.
Widzi w tym potwierdzenie, że małżeństwo jest czymś dobrym,
oraz zapowiedź, że od tej pory będzie ono skutecznym znakiem obecności Chrystusa” (KKK 1613).

Dokładniejsze odczytanie całego kontekstu Janowego opisu o zaproszeniu Jezusa na uroczystość weselną do Kany każe jednak dopatrzeć się w tym fakcie mimo wszystko jeszcze więcej światełek, względnie zalążków, które mogą posłużyć do zbudowania teologii małżeństwa jako sakramentu.
– Mianowicie samo w sobie pojawienie się na weselu w Kanie Syna Człowieczego, który wpierw jest „Zrodzonym, a nie stworzonym” Synem swojego Ojca Przedwiecznego, wnosi w problematykę małżeństwa jako sakramentu decydującą zmianę. Wreszcie bowiem nastała od pra-początku oczekiwana, wielokrotnie przez proroków zapowiadana „pełnia czasu” (Ga 4,4).

Syn Boży i zarazem Syn Człowieczy przystąpił w chwili swego wcielenia do zakładania swego Kościoła. Zmierza On obecnie w przyspieszonym tempie do dopełnienia dzieła odkupienia człowieka: mężczyzny i kobiety – przez swą ofiarę na Krzyżu. Na tymże Krzyżu, gdy będzie konał w konwulsjach swego przybitego Ciała, zaślubi On w Bogu wiadomy, mistyczny sposób, utworzony przez siebie Kościół, który przez cały czas przysposabia sobie na „świętą i nieskalaną” Oblubienicę (por. Ef 5,27).

Na tymże Krzyżu, wśród siedmiu sakramentów świętych, jakie ustanowi dla dostosowanego szafarstwa skarbcem dokonanego przez siebie Odkupienia, znajdzie się również małżeństwo. Tak to jest ujęte w prefacji mszalnej na Mszę św. o Najświętszym Sercu Pana Jezusa:

„On [= Jezus, Odkupiciel] wywyższony na Krzyżu, w swojej nieskończonej Miłości ofiarował za nas samego siebie.
Z Jego przebitego boku wypłynęła Krew i Woda – i tam wzięły początek sakramenty Kościoła, aby wszyscy ludzie, pociągnięci do otwartego Serca Zbawiciela, z radością czerpali ze źródeł zbawienia ...” (Prefacja o Sercu Jezusa).

Jeśli już od zarania stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety Bóg wprost i wyraźnie zaingerował w ich istnienie, nadając zasadniczy sens ciału osoby mężczyzny i kobiety, uzdalniając je do wyrażania sobie wzajemnie zarówno oblubieńczego, jak i rodzicielskiego znaczenia, to Syn Boży w „pełni czasu” nie tylko sensu tego nie zdezaktualizował, ale nadał mu nieprzewidzianie głębsze znaczenie.

Czy Jezus wspomniał na owych godach w Kanie o takim rozwoju objawienia się Boga jako Prawdy przez dni cały tydzień trwających uroczystości, nie wiemy. Wydaje się, że na razie nie podjął jeszcze wtedy tego aspektu Bożego objawienia. Były to dopiero pierwsze początki Jego działalności publicznej, a i uwaga gości weselnych koncentrowała się chcąc nie chcąc nie tyle na głębszych rozważaniach Prawdy objawienia, ile na młodej parze i radosnym spędzeniu owych szczęśliwych dni.

Wiemy już też (zob. wyż.: Duch Święty wprowadzający w rozumienie Prawdy objawienia: zob. cały paragr. ‘A’), że nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdybyśmy nawet mieli pewność, że o małżeństwie jako sakramencie swojego Kościoła Jezus za swego życia w ogóle nigdy się nie wypowiadał. Czym innym jest terminologia teologiczna, która określa ustanowione przez Chrystusa pewne podstawowe ‘znaki’ jako ‘sakramenty’, gdyż mocą samego ich spełnienia stają się zwyczajną drogą, na jakiej dana osoba uzyskuje związane z tym ‘znakiem’ dary Odkupienia. Terminologia ta wykształcała się dopiero z biegiem wieków.
– Od jej wyraźnego uściślenia i niemniej wyraźnego uświadomienia sobie ze strony samego Kościoła nigdy nie zależała łaska i skuteczność sakramentów. Kościół sakramentami od początku żył, chociaż ich wyraźne uświadomienie sobie zakładało wielowiekowe wprowadzanie Kościoła w coraz głębsze rozumienie Prawdy Objawienia.

Wystarczy, że w Piśmie świętym oraz tradycji Apostolskiej, która z daru Chrystusa nadała określone ukierunkowanie wytwarzającej się stopniowo praktyce Apostolskiej, znajdowały się niezbyt jeszcze wykształcone zalążki Prawdy objawienia dotyczące tej rzeczywistości. Doczekały się one rozkwitu stopniowo – z biegiem upływu wieków dziejów Kościoła.
– Kościół nigdy nie był i nie stanie się instytucją jedynie ludzką. Jest on od początku dziełem Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa. Chodzi wyraźnie o ‘Jego’ Kościół, który zatem nigdy nie będzie podlegał regułom ‘demokracji społeczno-politycznej’.

Wprowadzanie zaś Kościoła widzialnego w coraz głębsze rozumienie Prawdy objawiającego się Boga jest szczególnym zadaniem Ducha Świętego. Dzieje się to zgodnie z obietnicą, jaką Chrystus sformułował pod koniec swego ziemskiego życia (J 14,26; DV 8d.h). Stąd też w Kościele nieustannie wyraża się zamierzony przez Boga, wzajemnie zazębiający i splatający się organiczny rozwój trzech rzeczywistości, właściwych samemu tylko Kościołowi, a nie jakiejkolwiek instytucji czysto ludzkiej:
– Pisma świętego – tradycji dogmatycznej Apostolskiej wraz z praktyką Apostolską – autentycznego i autorytatywnego nauczanie Magisterium Kościoła.
– Wszystko zaś jest między sobą zharmonizowane dzięki szczególnym darom Ducha Świętego, autora analogii wiary oraz zmysłu wiary Ludu Bożego (zob. szczegółowiej wyż.: W poszukiwaniu Chrystusa – Dziś: paragrafy ‘C-D’).

Również w odniesieniu do małżeństwa jako jednego z sakramentów założonego przez siebie Kościoła, Jezus cierpliwie czekał, aż dzieło Odkupienia w tajemnicy nie tylko Wcielenia, ale z kolei dopełniającej je tajemnicy odkupienia poprzez ofiarę jego Ciała i Krwi na Krzyżu – dojdzie do swego ostatecznego wyrazu. Wyrazi to zwięźle Jan Ewangelista we wstępnych słowach opisu Ostatniej Wieczerzy:

„Jezus wiedząc, że nadeszła Jego Godzina przejścia z tego świata do Ojca,
umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13,1).

Tutaj dopiero, na krzyżu, ukaże Chrystus na przykładzie do ostateczności doprowadzonego daru ze swojego Ciała i swojej Krwi, jak wielką tajemnicą jest komunia Miłości i Życia, którą Trójjedyny żarliwie proponuje w swym Synu – swojemu żywemu Obrazowi, mężczyźnie i kobiecie.

Według niezmiennej, pełnej łaski i miłosierdzia Woli Trójjedynego, miłość i wzajemna tęsknota za sobą, jaka winna rozkwitać i umacniać się pomiędzy mężem a żoną, powinna stawać się dla samych tych dwojga jako małżonków, ale i całego Ludu Bożego – jednym wielkim uwidzialnieniem w warunkach ziemskich tej nieskończonej Miłości i tego Życia, jaką mężczyznę i kobietę, to „jedyne na ziemi stworzenia, którego Bóg chciał dla niego samego” (GS 24), odwiecznie i w sposób niejako nieutulony ogarnia sam Bóg.

(17 kB)
Objaśnienie

Jednocześnie zaś Ojciec Niebieski ustanowił odwiecznie swego Jednorodzonego Syna, który w tajemnicy Wcielenia stanie się Synem Człowieczym jako syn Maryi, Jego dziewiczej matki – na Bożego Oblubieńca-Małżonka Kościoła, swego Mistycznego Ciała. Jezus Chrystus przysposabia sobie Kościół – tę swoją Oblubienicę, oczyszczając go, karmiąc i uświęcając go przez dar swego życia na Krzyżu.

Celem jaki przyświeca Chrystusowi, jest przysposobienie Kościoła na „świętą i nieskalaną” Oblubienicę (por. Ef 5,27). Jezus poślubi Ją – a w Niej każdego bez wyjątku odkupionego, w jedyny sposób: przez zaofiarowanie Jej – Kościołowi-Oblubienicy daru swojego Bożego Ciała i swojej Bożej Krwi: „... na odpuszczenie grzechów”.

Jezus będzie wyraźnie pragnął, żeby dwoje-jednym-ciałem łączące męża i żonę w komunii ich miłości i życia, odzwierciedlało w swej najgłębszej treści tę Miłość, jaką On – Odkupiciel człowieka: mężczyzny i kobiety, „umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić ...” (Ef 5,25n).

Wszystko to ujawni jednak Odkupiciel w pełni dopiero po swoim Zmartwychwstaniu, a niejedno nawet dopiero po swoim Wniebowstąpieniu – poprzez Zesłanie Ducha Świętego. Przez dni pomiędzy swym Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem zostawił swym Apostołom szczegółowe pouczenia odnośnie do swojego Kościoła:

„Po swojej męce, dał [im: Apostołom] wiele dowodów, że żyje:
ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym” (Dz 1,3).

Apostołowie bardzo skąpo relacjonują treść owych rozmów Jezusa z Apostołami odnośnie do struktur prawnych, liturgicznych, etyki i dogmatu „Królestwa Bożego”, tzn. założonego przez siebie Kościoła (zob. Mt 16,18; J 21,15-17; Mt 28,18nn). Chrystus ustanowił go jako „Dom Boga”. Nim właśnie winien być „Kościół Boga żywego, filar i podpora Prawdy” (1 Tm 3,15).

Ważne, że Apostołowie przez Ducha Świętego doskonale uchwycili zamysł Chrystusa m.in. odnośnie do małżeństwa. Uczyli od początku, że można zawierać małżeństwo – zawsze jednak pod warunkiem: „... byleby w Panu” (1 Kor 7,39). W Listach Apostolskich wielokrotnie będą nawiązywać do małżeństwa w jego Bożej wizji.
– Dobrze też zapamiętają wielokrotnie przez samego Syna Człowieczego powtarzane i utrwalane Jego wypowiedzi, iż On sam jest „Oblubieńcem” swej Oblubienicy – Kościoła. Będą zawsze jednoznacznie podkreślali, że Chrystus jest Oblubieńcem Kościoła zawsze tylko w jeden sposób: jako Odkupiciel-z-Krzyża.

Wszystko to aż nadto wystarczyło, żeby się mogła rozwinąć teologia małżeństwa jako sakramentu. Jednym z jej mocnych punktów wyjściowych będzie zawsze błogosławiona obecność Jezusa na uroczystości ślubnej w Kanie w Galilei.
– Ze strony zaś osób zawierających małżeństwo „w Panu” pozostanie zawsze otwarte wezwanie, by podobnie jak młoda para w Kanie – i oni wyraźnie „zaprosili Jezusa” do zawiązującej się swojej komunii miłości i życia w małżeństwie i rodzinie – na stałe.

(7 kB)

2. Bożo-Oblubieńczy wydźwięk Kany i Ostatniej Wieczerzy

(6,9 kB)

a. Jeszcze raz Kana a Boża Oblubieńczość względem człowieka

W nawiązaniu do dopiero co omawianego wydarzenia: obecności Jezusa wraz z uczniami na uroczystości zaślubin w Kanie w Galilei wypada jeszcze uświadomić sobie, że wszystko działo się tam w ramach wyprawionego wielkiego przyjęcia. Trzeba się liczyć z podówczas panującym zwyczajem, który trudno było w czymkolwiek zmienić, że na takim przyjęciu weselnym udział brała praktycznie cała ludność miejscowa, jeśli już pominąć gości specjalnych. Więzi rodowe i klanowe przeżywano w Izraelu zawsze z jasną świadomością głęboko zakorzenionej ‘odpowiedzialności zbiorowej’. Co dotykało pojedynczego członka rodu, przeżywali intensywnie wszyscy pozostali członkowie rodu i rodziny. I na odwrót.

Uprzywilejowanym zaś miejscem, w którym szczególnie łatwo umacniały się chwilami słabnące więzi, były od zawsze wspólnotowo przeżywane uczty, przede wszystkim zaś uczty weselne. Łączył wspólny stół, wspólnie przyjmowane potrawy, wspólny nastrój – radosny czy smutny.
– W tym wypadku czynnikiem jednoczącym było dwoje młodych, którzy stanęli u progu zawiązanej komunii małżeńskiej i rodzinnej. Modlono się wtedy wspólnie i śpiewano wspólnie, wyznawano żywą wiarę w tego samego Jahwéh jako Stworzyciela i Odkupiciela Izraela, który od zawsze otaczał bardzo szczególną opieką i błogosławieństwem małżeństwo, tworzone przez ‘pana domu’ [hebr.: bá‘al-bet] wraz z jego małżonką, wychwalaną jako:

„Małżonka twoja jak płodny szczep winny – we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak sadzonki oliwki – dokoła twojego stołu.
Oto takie błogosławieństwo dla męża, który boi się Jahwéh ...” (Ps 128 [127],3n).

Sam zaś Jahwéh nie wahał się określać w słowie prorockim siebie samego jako „Oblubieńca” córy Syjon-Jeruzalem, a nawet „Małżonka-Pana” swej ‘małżonki-Izraela’ (dokładniej zob. wyż.: Oblubieńczość Boża objawiająca się w Księgach Proroków ‘Większych’).

Takie brzmienie Słowa Bożego umacniało jedynie powszechne przekonanie wiary, że małżeństwo nie jest instytucją świecką, ani tym bardziej kwestią tylko prywatnego zamieszkania dwojga ludzi, którzy by odtąd żyli ze sobą po małżeńsku, nie przejmując się wymogami integracji ze społecznością religijną i cywilną. Ludzie starożytności, a tym bardziej Lud Boży Izraela od zawsze wyczuwał bliskość Jahwéh we wszystkim, co dotyczy małżeństwa i rodziny jako nieustannego krążenia wokół tajemnic będących ścisłą i wyłączną własnością Boga Zastępów: tajemnicy życia i tajemnicy miłości.

Rozumie się, że wszystko to rzutowało na pojmowanie małżeństwa w Izraelu i jego modlitewne, pełne wiary przeżywanie. Każdy Izraelita i każdy Żyd [Żydzi: od ok. połowy 6 w. przed Chr.] doskonale zdawał sobie sprawę z pełnych bólu wynurzeń Jahwéh, który musiał się systematycznie skarżyć, iż tak wielu spośród Ludu będącego przecież Jego własnością i Jego osobistą ‘cząstką’ [hebr.: segulláh] systematycznie Go zdradzało przez grzechy ‘cudzołóstwa z obcymi Bogami’. Wynurzenia Boże były w tym wypadku czerpane wprost z życia w małżeństwie i rodzinie. Rzutowało to zwrotnie na samo religijne pojmowanie istoty małżeństwa – jako w widzialność ziemską przerzutowanych odniesień Boga-Miłości względem swego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety.

(6,9 kB)

b. Boże Oblubieńcze akcenty na uczcie Ostatniej Wieczerzy

Pomijając jeszcze inne w Ewangeliach wspominane Uczty (np. Łk 16,19-31: Bogacz i Łazarz; Łk 15,22-32: powrót Syna marnotrawnego; Łk 14,1-6: zaproszenie Jezusa na posiłek przez faryzeusza; itd.), należałoby zwrócić uwagę na Ostatnią Wieczerzę Jezusa ze swymi uczniami. Poprzedzała ona wprost ostatni odcinek Jego dzieła odkupienia świata.

Była to tym razem Wieczerza typowo paschalna, przeżywana powszechnie w stylu w pewnej mierze podobnym jak chrześcijanie wielu krajów urządzają i przeżywają wieczerzę w wigilię Bożego Narodzenia. Jezus rozpoczął ją od modlitwy i innych przyjętych obrzędów zgodnie z dotychczasową tradycją paschalną. W pewnej chwili jednak odstąpił od rytuału tradycyjnego i przeszedł na ustanowienie tajemnicy Eucharystii i Kapłaństwa, wyprzedzając w sposób bezkrwawy Ofiarę, jaką złoży ze swojego Ciała i swojej Krwi „na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28) następnego dnia – na krzyżu.

Ani Jezus, ani Ewangeliści zdają się nie nasuwać wprost żadnych skojarzeń słów wypowiadanych w tej chwili przez Chrystusa – z małżeństwem jako sakramentem Nowego Przymierza. A jednak Ofiara Mszy świętej, którą w tej chwili ustanowił Chrystus jako „Nowe Przymierze we Krwi Mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,20), staje się odtąd w sposób niepodważalny – na podstawie słów samego Chrystusa, wyrazem Przymierza oblubieńczego, przypieczętowanego Krwią własną Syna Bożego i Syna Człowieczego w jednej Osobie. Nie ma przecież innego ‘przymierza’ między Bogiem a człowiekiem: mężczyzną i kobietą, jak tylko przymierze małżeńskie – w Bożym pojmowaniu tej rzeczywistości.

Szerzej rozwinie występującą tu analogię między dwoje-jednym-ciałem w przypadku męża z żoną – a Chrystusa, Syna Bożego i Syna Człowieczego zarazem – z Jego Mistyczną Oblubienicą: Kościołem, a w nim z każdym z osobna z odkupionych – jako Słowo-Boże-Pisane w swym Liście do Efezjan w ok. 30 lat później Paweł, Apostoł Narodów [prawdopodobnie z Rzymskiego więzienia w 61-63 r.]. Głębia Bożej wizji małżeństwa, ukazana przez św. Pawła w tym Liście (zwł. Ef 5,21-33), będzie wprost rzutowała zarówno na rozumienie i przeżywanie małżeństwa jako sakramentu Nowego Testamentu, jak i na oblubieńcze odniesienia między Odkupicielem a Kościołem, który Syn Człowieczy przygotowuje sobie cierpliwie i z nie słabnącą miłością na „świętą i nieskalaną” Oblubienicę (por. Ef 5,27).

Nikt nie zdoła zaprzeczyć, że słowa Jezusa Chrystusa ustanawiającego ofiarę Eucharystii w czasie Ostatniej Wieczerzy:

„Ten kielich – to Nowe Przymierze we Krwi Mojej,
która za was będzie wylana” (Łk 22,20),

względnie w wersji Mateusza:

„Bo to jest Krew Przymierza,
która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów ...” (Mt 26,28),

są z Jego strony zaofiarowaniem, a raczej nałożeniem obrączki ślubnej Kościołowi – i każdemu, kto dobrowolnie przyjmie propozycję Jego Bożej oblubieńczości. Słów o „Krwi Przymierza” nie da się rozumieć inaczej, jak właśnie o zawarciu przymierza ślubnego, małżeńskiego, jakie Bóg Trójjedyny ofiaruje w swym Synu Jednorodzonym, którego posłał na świat dla odkupienia człowieka – każdemu, kto się na Boga otworzy i pozwoli Mu wejść do swego serca i życia na stałe.

Stąd każdorazowe sprawowanie Mszy świętej staje się uobecnieniem zaślubin Syna Bożego, Odkupiciela-z-krzyża: z Kościołem i każdym z osobna odkupionym.
– A to ma swoje bezpośrednie wydźwięki na pojmowanie i przeżywanie z kolei przymierza małżeńskiego, jakim się wiążą mąż i żona, stanowiąc odtąd komunię miłości i życia, ukierunkowaną na przekształcenie się w rodzinę.

I refleksja nasuwającej się konkluzji: Czy nie jest to znamienne, że wszystko to dokonuje się w czasie ... uczty? Tutaj właśnie, na uczcie, umacnia się i wciąż się odnawia komunia tego samego życia i tej samej miłości.
– Czyż się dziwić, że nawet Odkupiciel człowieka, który przecież miał serce wybitnie ludzkie, chociaż Osoba Jego jest wyłącznie Boża, nie przystępuje do ostatniego, szczytowego aktu swej śmiertelnie trudnej misji: odkupienia człowieka przez ofiarę na Krzyżu, zanim nie zbierze jeszcze raz – na tej Ostatniej Wieczerzy, tych wszystkich, którym za niewiele godzin w sposób krwawy, a obecnie, na tej Ostatniej Wieczerzy w sposób bezkrwawy, da siebie do spożycia, siebie do wypicia.

Trudno byłoby o ściślejsze dwoje-jednym-ciałem w tych mistycznych, a przecież jakżeż realnych zaślubinach Boga ze swym żywym Obrazem: mężczyzną i kobietą, jak właśnie poprzez nieustanne karmienie i pojenie tej swojej, nad życie umiłowanej Oblubienicy: Kościoła i każdego z odkupionych – swoim żywym Ciałem, swoją żywą Krwią:

„Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego, i nie będziecie pili Krwi Jego,
nie będziecie mieli życia w sobie.
Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym ...” (J 6,53n).

(15 kB)
Objaśnienie

Czy Jan Paweł II w czymkolwiek przesadza, gdy tak mocno podkreśla Oblubieńczy charakter tajemnicy Eucharystii w parokrotnie już przytoczonych słowach swego Listu Apostolskiego o Godności i Powołaniu Kobiety (1988 r.):

„Znajdujemy się w samym centrum tajemnicy Paschalnej, która do końca objawia oblubieńczą miłość Boga.
Chrystus jest Oblubieńcem, bo ‘wydał samego siebie’. Jego Ciało zostało ‘wydane’, Jego Krew została ‘wylana’ [Łk 22,19n]. W ten sposób ‘do końca ... umiłował’ [J 13,1].
Zawarty w ofierze krzyża ‘bezinteresowny dar’ w sposób definitywny uwydatnia znaczenie oblubieńczej miłości Boga. Chrystus jest Oblubieńcem Kościoła jako Odkupiciel świata.
Eucharystia jest sakramentem naszego Odkupienia.
Jest sakramentem Oblubieńca i Oblubienicy ...” (MuD 26).

(7 kB)

3. Jezus w swych odniesieniach do godności i powołania
kobiety

W Ewangeliach można natknąć się parokrotnie na bezpośrednie wypowiedzi Jezusa związane czy to z małżeństwem, czy etyką małżeństwa i ogólniej: płciowości. Chodzi wówczas zwykle o sytuacje, gdy coraz inna delegacja duchowych przywódców narodów prowokowała Go do wypowiedzi na temat wybranego zagadnienia etyki życia małżeńsko-rodzinnego.

Ewangelie wspominają jednak niezależnie od tego o szeregu faktach czy wypowiedziach, które również wiążą się z zagadnieniem małżeństwa i etyki odniesień płciowych. Oto niektóre z takich zdarzeń.

(6,9 kB)

a. Przyprowadzona kobieta schwytana na cudzołóstwie (J 8,1-11)

Jan opisuje szczegółowo dramatyczne zajście, jakie miało miejsce w świątyni w Jerozolimie, gdzie Jezus „usiadłszy, nauczał ich” (J 8,2). W pewnej chwili wytworzył się tumult i „uczeni w Piśmie i faryzeusze” przywlekli do Niego kobietę pochwyconą na cudzołóstwie (J 8,3).
– Osobom oskarżającym nie chodziło w tym wypadku zanadto o ową kobietę, a natomiast czyhali jeden raz więcej na jakieś słowo ze strony Mistrza z Nazaretu, żeby znaleźć powód do Jego oskarżenia, a nawet skazania na śmierć. Znamy dobrze finał tego incydentu, gdy Jezus „nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi”, a po raz kolejny sprowokowany wyrzekł jedynie: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7).

Komentarzowi tego wydarzenia poświęcił sercem nasycone rozważanie Jan Paweł II w swym Liście Apostolskim Mulieris Dignitatem (zob. MuD 14). Nawiązuje co prawda do odpowiedzialności samej kobiety za popełniony grzech:
„... Może nawet i ona winna jest niekiedy grzechu mężczyzny jako ‘grzechu cudzego’ ...” (MuD 14).
Cudzołóstwo pozostaje każdorazowo cudzołóstwem: czynem pozostającym w jawnej sprzeczności z godnością osobową i kobiety i mężczyzny, i małżeństwa i rodziny, a tym bardziej w stosunku do Woli Bożej, wyrażającej się w przykazaniu VI i IX, nie mówiąc już o przykazaniu największym i pierwszym w Prawie: miłości do Boga z całego serca i do bliźniego jak siebie samego.

Cudzołóstwo sprzeciwia się w sposób zasadniczy zawartemu przymierzu małżeńskiemu i jego niezbywalnym przymiotom: miłości-wierności-uczciwości małżeńskiej. Niestety świat mężczyzn nadal niezwykle łatwo potępia w takich sytuacjach samą kobietę, która w tych okolicznościach zostaje najczęściej zupełnie sama z zaistniałym macierzyństwem.

Nawiązuje do tego Jan Paweł II:

„... Jezus mówi w końcu do niej samej: ‘więcej nie grzesz’, ale przedtem wywołuje świadomość grzechu u mężczyzn, którzy ją oskarżają ...
Jezus zdaje się mówić oskarżycielom: czyż ta kobieta wraz ze swoim grzechem nie jest równocześnie i przede wszystkim potwierdzeniem waszych przestępstw, waszej ‘męskiej’ niesprawiedliwości, waszych nadużyć? ...
– Kobieta jest pozostawiona samotnie pod pręgierzem opinii ze ‘swoim grzechem’, podczas gdy za tym ‘jej’ grzechem kryje się mężczyzna jako grzesznik, winny ‘grzechu cudzego’, co więcej, jako zań odpowiedzialny. Jednakże jego grzech uchodzi uwagi, zostaje zamilczany: zdaje się nie ponosić odpowiedzialności za ‘grzech cudzy’! Czasem staje się on wręcz oskarżycielem ..., niepomny swego własnego grzechu.
– Ileż razy w sposób podobny kobieta płaci za swój grzech ... – płaci jednak ona sama i płaci samotnie! Ileż razy zostaje samotna ze swoim macierzyństwem, gdy mężczyzna, ojciec dziecka, nie chce przyjąć odpowiedzialności? ...” (MuD 14).

Rozważanie to nie dotyczy co prawda wprost aspektu dogmatycznego małżeństwa jako sakramentu. Niemniej zawarcie przymierza małżeńskiego staje się równoznaczne z podjęciem wielorakiej odpowiedzialności za czystość serca tak własnego, jak i tego drugiego w małżeństwie.

Jezus nie wnosi tu żadnego ‘nowego’ prawa ani przykazania, a natomiast nawiązuje do etycznego prawa naturalnego, jak i tego znanego z Dziesięciorga Przykazań Bożych, przekazanych Ludowi Bożemu za pośrednictwem Mojżesza pod Synajem (połowa 13 w. przed Chr.). Ukazuje jego niezmienną aktualność, a zarazem głębię jego zobowiązań. Dzieje się to jednak w harmonijnym nawiązaniu do „treści Prawa wypisanej ... w ... sercach” (por. Rz 2,15n; zob. też DeV 43), które jest od chwili stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety niezmiennie takie samo – w przeszłości, teraźniejszości i nigdy nie ulegnie jakiejkolwiek zmianie względnie ‘rozcieńczeniu’.
– Prawo etyczne naturalne istnieje przecież zupełnie niezależnie od ludzkich osądów i społeczno-państwowych nacisków, które chciałyby Boga i Boże Prawo zepchnąć na margines obecnie już nie aktualnej rzeczywistości.

Jan Paweł II nawiązuje w dalszym ciągu przytoczonego Listu o godności i powołaniu kobiety do Bożej wizji człowieka stworzonego jako mężczyzna i kobieta wraz z odwiecznym wezwaniem do obopólnej odpowiedzialności za swoją godność:

„... Może w niewielu wypadkach tak bardzo jak tu okazuje się Jego [= Jezusa] moc – moc Prawdy – wobec ludzkich sumień. ...
– Czy i tutaj ... świadomość Jego nie obcuje z tajemnicą ‘początku’, kiedy to człowiek został stworzony mężczyzną i kobietą, a kobieta została zawierzona mężczyźnie w swojej kobiecej odmienności także ze swym potencjalnym macierzyństwem?
Również i mężczyzna został zawierzony przez Stwórcę kobiecie. Zostali zawierzeni wzajemnie jedno drugiemu jako osoby stworzone na Obraz i podobieństwo Boga samego.
– Takie zawierzenie jest miarą miłości, miłości oblubieńczej: aby stawać się ‘bezinteresownym darem’ jedno dla drugiego, trzeba, aby oboje mieli poczucie odpowiedzialności za dar. Ta miara jest przeznaczona dla obojga – mężczyzny i kobiety – od ‘początku’.
– Po grzechu pierworodnym działają w mężczyźnie i kobiecie siły przeciwne z powodu troistej pożądliwości, ‘zarzewie grzechu’. Siły te działają w człowieku od wewnątrz. Dlatego Jezus powie w Kazaniu na Górze: ‘Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa’ [Mt 5,28] ...” (MuD 14).

W tej chwili Jan Paweł II odwołuje się do obopólnej odpowiedzialności mężczyzny i kobiety za swą godność i swoje powołanie, uwydatniając zarazem Chrystusowy styl wyzwań związanych z wzajemnymi odniesieniami mężczyzny i kobiety:

„Słowa te [= pożądliwe spoglądanie na kobietę], skierowane wprost do mężczyzny, ukazują podstawową prawdę o jego odpowiedzialności wobec kobiety: za jej godność, za jej macierzyństwo, za jej powołanie.
Odnoszą się pośrednio również do kobiety. Chrystus czynił wszystko, ażeby ... kobiety odnalazły w Jego nauczaniu i w Jego postępowaniu właściwą sobie podmiotowość i godność.
Na gruncie tej odwiecznej ‘jedności dwojga’, godność ta zależy wprost od samej kobiety jako odpowiedzialnego za siebie podmiotu – i jest równocześnie ‘zadana’ mężczyźnie. ...
– Godność kobiety i jej powołanie – podobnie zresztą jak mężczyzny – znajdują swoje odwieczne źródło w Sercu Boga, a w doczesnych warunkach ludzkiego bytowania są ściśle związane z ‘jednością dwojga’.
– Dlatego każdy mężczyzna musi patrzeć w swoje wnętrze, czy ta, która zadana mu jest jako siostra w tym samym człowieczeństwie, jako oblubienica, nie staje się w jego sercu przedmiotem cudzołóstwa; czy ta, która jest na różne sposoby współpodmiotem jego bytowania w świecie, nie staje się dla niego ‘przedmiotem’: przedmiotem użycia, przedmiotem wyzysku” (MuD 14).

Widzimy, że we fragmencie Ewangelii Janowej o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie można wyczytać cały szereg elementów, które wprost rzutują m.in. na małżeństwo w jego odwiecznym powołaniu do ‘jedności dwojga’. Dotyczy to zarówno powołania kogoś indywidualnego do stanu życiowego w przymierzu małżeńskim, jak z kolei w innym wymiarze do ‘jedności dwojga’ w oblubieńczości i rodzicielskości w Duchu Świętym, które stanie się swoistą „nowością Ewangelii”  (zob. MuD 11.20.24).

Kwiat (6 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 7d
Stadniki, 5.V.2015.
Tarnów, 7.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



E. BEZPOŚREDNIE NAWIĄZANIA EWANGELII DO MAŁŻEŃSTWA

1. Jezus zaproszony na uroczystość zaślubin do Kany w Galilei
a. Zaproszenie na wesele Maryi – zaproszenie Jezusa
b. Osoba Jezusa na weselu w Kanie
c. Interwencja Maryi na weselu w Kanie
d. Obecność Jezusa na Godach w Kanie a małżeństwo jako sakrament

2. Bożo-Oblubieńczy wydźwięk Ostatniej Wieczerzy
a. Jeszcze raz Kana a Boża oblubieńczość względem człowieka
b. Boże oblubieńcze akcenty na uczcie Ostatniej Wieczerzy

3. Jezus w swych odniesieniach do godności i powołania kobiety
a. Przyprowadzona kobieta schwytana na cudzołóstwie (J 8,1-11)


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Benedykt XVI: Dziewczynka rozradowana chorągiewką na powitanie Ojca świętego
Ryc.2. Benedykt XVI: Pielgrzymka do Polski 2006, Oświęcim-1
Ryc.3. Ważne, że czekoladki smakowały
Ryc.4. Aleja drzew z czerwonymi owocami zasypana śniegiem
Ryc.5. Starsi małżonkowie dzielą trud małżeństwa i rodziny w dniach dobrych i trudnych