(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(14 kB)

Gdzie jest Jezus?

Wracamy do druzgocącego przeżycia dla małżonków Maryi i Józefa, gdy po wędrówce już całego jednego dnia powrotu w kierunku Galilei zauważyli nieobecność Jezusa wśród wracających pątników (Łk 2,44).
– Z samego tego faktu wynika co prawda równolegle, że oboje darzyli swego dorastającego syna Jezusa dużym zaufaniem i mobilizującą swobodą. Umieli uszanować osobowość usamodzielniającego się stopniowo swego dziecka. Wychowywanie Jezusa było z ich strony wszystkim innym, a nie sztywną tresurą.

Niemniej gdy się w pewnej chwili zorientowali, że Jezusa nie widać „w towarzystwie pątników” (Łk 2,44) i że nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie ich Jezus się obraca, możemy sobie wyobrazić ogrom rozterki ich serc jako małżonków-rodziców.

Przed nimi stanął nieubłagany wyrzut sumienia: ‘Zgubiliśmy ... Boga’ ! Co wtedy przeżywać musiała jako matka – Maryja! A przecież ona ponad wątpliwość i w tej sytuacji nie pozwoliła opanować się uczuciom rozpaczy i nie popadła w histerię. Również w tej krańcowo rozpaczliwej sytuacji musiała ona pozostać sobą – z całym zawierzeniem „wbrew nadziei” prowadzącemu ją Duchowi Świętemu. Także w tej sytuacji miała ona w sercu i zachowaniu jedno słowo: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa” (Łk 1,38).

Nietrudno z kolei wczuć się w cisnące się do serca myśli i wyrzuty, jakie musiał przeżywać w tym momencie Józef, mąż Maryi. Jemu Bóg zawierzył skarb Maryi oraz samego Syna Bożego, który im się w tej chwili ... zgubił!

Nie ulega wątpliwości, że wydarzenie to, znaczące kolejnym, niewyrażalnym bólem życie tych dwojga jako małżonków, było głęboko zapisane w Bożym zamyśle odkupienia człowieka, którego realizacji podjął się Syn Boży. Niemożliwe, żeby dla Maryi i Józefa nie uruchomiła się całkiem szczególna, na ten i taki moment ich krwią serca ociekającego doświadczenia jako małżonków, łaska małżeństwa jako sakramentu – chociażby na razie nadal jeszcze jedynie sakramentu stworzenia.

Nie byli oni przecież ‘winni’ tego, co się tu wydarzyło. Trudno ich było obwinić o zaniedbanie, ani o ‘niedopilnowanie’ dwunastoletniego syna. Dotychczasowe wzajemne kontakty w rodzinie świętej układały się na zasadzie wzajemnego, po Bożemu pojmowanego i realizowanego zaufania. Stąd też jako małżonkowie-rodzice nie zmuszali Jezusa, żeby i na tej pielgrzymce, gdzie zapewne wielu było jego znajomych – kolegów i koleżanek, przebywał cały czas w ich bezpośrednim zasięgu.
– W tej chwili pozostało tak Maryi, jak Józefowi – modlić się żarliwie do Bożej Dobroci, żeby ich Jezusowi nie stało się nic złego, żeby się odnalazł, i żeby mogli bezpiecznie wrócić do siebie, do Nazaretu.

Chwile krańcowo bolesnej udręki przedłużały się. Maryja z Józefem bezskutecznie przeszukiwali grupę pielgrzymów za grupą i miejsca, gdzie by ewentualnie mogła pojawić się nadzieja, iż Jezus mógłby się tam znaleźć. Najgorsze, że nie wiedzieli, czy Jezus jest żywy, czy nie uległ groźnemu wypadkowi, czy jest zdrowy, czy Go ktoś nie napadł lub nie porwał, czy ma coś do jedzenia. W swych pełnych niepokoju poszukiwaniach dotarli w końcu z powrotem aż do Jeruzalem. Upłynęły już trzy dni daremnych poszukiwań. Serce ich rozrywało się z bólu i rodzącego się wyrzutu, na ile stali się winni zguby powierzonego im ... Boga:

„Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając Go.
Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go ... w świątyni,
gdzie siedział między nauczycielami [ton didáskalon = nauczyciel; rabin],
przysłuchiwał się im i zadawał pytania.
Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni [dosł.: exístanto, od: exístemi = wychodzić z siebie ze zdumienia, z wrażenia tracić rozum] bystrością Jego umysłu i odpowiedziami” (Łk 2,45).

(6,9 kB)

c. Dialog przy znalezieniu Jezusa

Maryja a Jezus

Dialog ze znalezionym tutaj Jezusem – w samym centrum Jeruzalem, „Domu Boga i Bramie do Nieba” (Rdz 28,16), podejmuje zbolałe serce matki Jego, Maryi. Ewangelie nie przekazują ani jednego słowa Józefa. Pozostawał on wciąż w głębokim cieniu, pełniąc jednak z najwyższym zaangażowaniem i odpowiedzialnością, posłuszny woli Boga Ojca, swą trudną misję opiekuna życia Bożego i powierzonego mu skarbu – swej dziewiczej małżonki Maryi:

„Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego matka rzekła do Niego:
‘Synu [greckie: téknon, od: tíkto = zrodzić. Przekład powinien brzmieć: Dziecko: Ty (mój) Zrodzony!],
czemuś Nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja z bólem serca
[odynómenoi, od: odynáo = odczuwać-przeżywać ból, męki; tu brak wzmianki o ‘sercu’]
szukaliśmy Ciebie’.
Lecz On Im odpowiedział: ‘Czemuście mnie szukali?
Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca
[gr.: en tóis tou Patrós mou déi éinai me]’?
Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział [gr.: autói ou synékan to réma ho elálesan autois].
Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.
A matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu [gr.: en te kardía autés].
Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,48-52).

(8.3 kB)
Objaśnienie

Trudna ta próba na jakość miłości Maryi i Józefa względem siebie wzajemnie jako małżonków, a tym bardziej ich obojga względem zawierzonego im Bożego życia w Osobie ich, i zarazem nie całkiem ich dziecka Jezus, jest cała skąpana tajemnicą za tajemnicą. Do tego stopnia, że nawet Maryja z Józefem nie mogli jej natychmiast przeniknąć (zob. Łk 2,50). Ewangelia jest w tym wypadku niezwykle szczera. Mianowicie nawet niepokalana matka Jezusa, która jako jedyna mogła sobie pozwolić na odezwanie się do Jezusa mianem „Ty (mój) Zrodzony [gr.: téknon; po aramajsku być może: bení = mój Synu, dziecko moje!](Łk 2,48), była wewnętrznie widocznie tak bardzo zdruzgotana zgubieniem Jezusa i jego niedopilnowaniem, że zrazu nie pojęła jeszcze dokonującej się tu tajemnicy:

„Oni jednak nie zrozumieli [gr.: ou synékan] tego,
co im powiedział ” (Łk 2,50).

To co się stało, przerosło granice wytrzymałości duchowej, psychicznej i fizycznej ich obojga. Mimo wszystko Maryja ... nie krzyczy i nie wyzywa Jezusa. W swym najgłębszym zjednoczeniu ze swym Boskim Synem, od którego sama przez cały ten czas wciąż się uczy jako jej Boskiego Mistrza, wycofała się natychmiast w milczącą, pełną zawierzenia, modlitewną kontemplację Bożego zamysłu, którego rozmiarów na razie nie była w stanie ogarnąć. Łukasz dopowiada jedynie to, czego się dowiedział od samej Maryi:

„A Matka Jego chowała wiernie
wszystkie te wspomnienia w swym sercu” (Łk 2,51).

Nam, z perspektywy czasu, nietrudno dostrzec, że Jezus zapowiada tu jasno swój przyszły powrót do Ojca, od którego wyszedł. Jest On sobie wciąż w pełni świadom swego pochodzenia – oraz jedynego celu, dla którego zstąpił z nieba na ziemię:

„Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat;
znowu opuszczam świat – i idę do Ojca” (J 16,28; por. też 17,11; 16,7; 14,28; itd.).

Jezus wyprzedza tu wydarzenia i zapowiada tajemnicę Paschy: swej odkupieńczej śmierci i trzydniowego pobytu w ziemi. Potem dopiero, gdy będzie mógł powiedzieć o sobie:
Ja Ciebie [Ojcze] otoczyłem chwałą na ziemi przez to,
że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania”
(J 17,4),
będzie mógł wrócić z powrotem do Ojca, który Go posłał dla dokonania dzieła odkupienia człowieka.

Nie była to zresztą pierwsza tego rodzaju zapowiedź prorocza. Mamy w pamięci prorocze słowa, jakie dwanaście lat wcześniej wypowiedział starzec Symeon do Maryi i Józefa, gdy ci przynieśli dziecię Jezus do świątyni, by zgodnie z Prawem Mojżesza ofiarować go Bogu jako ich pierworodnego. Łukasz notuje w Ewangelii z naciskiem:

„Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, matki jego [Jezusa]:
‘Oto ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu
i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.
A twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu’ ...” (zob. Łk 2,34n).

Niezależnie od tego, nawet Maryja nie była w stanie przeniknąć wyczerpująco tajemnicy jej Boskiego Syna. Ileż razy Jezus podkreśli w ciągu swej publicznej działalności:

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój.
Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec,
ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27; zob. też np. J 5,18,19.25).

Nic dziwnego, że Jan Paweł II dopowie w nawiązaniu do wydarzenia ze znalezieniem dwunastoletniego Jezusa w świątyni:

„... Ewangelista dodaje: ‘Oni jednak [Józef i Maryja] nie zrozumieli tego, co im powiedział’ [Łk 2,48nn].
Tak więc Jezus miał świadomość, że ‘tylko Ojciec zna Syna’ [por. Mt 11,27], a nawet ta, której najpełniej została objawiona tajemnica Jego Boskiego Synostwa, Maryja, z tajemnicą tą obcowała tylko przez wiarę. Znajdując się przy boku Syna, pod dachem jednego domu, ‘utrzymując wiernie swe zjednoczenie z Synem ... szła naprzód w pielgrzymce wiary’ ...
– I tak było również w ciągu publicznego życia Chrystusa [por. Mk 3,21-35], stąd, z dnia na dzień, wypełniało się na Maryi błogosławieństwo wypowiedziane przez Elżbietę przy nawiedzeniu: ‘Błogosławiona, któraś uwierzyła’ ...” (RMa 17).

Innymi słowy, również Maryja żyła tu na ziemi wciąż podtrzymywaną wiarą. I dla niej, nie mówiąc już o Józefie, wiara wcale nie była sprawą łatwą. Trwała jednak nieustannie w podtrzymywaniu swego ukierunkowania na zawierzenie temu słowu, jakie do niej dotarło z Nieba na samym początku, i którego ani na moment nie wycofała. Wręcz przeciwnie:

„... przyjmując Wolę Bożą całym sercem, ... całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, Osobie i dziełu Syna swego, pod Jego zwierzchnictwem i wespół z Nim z łaski Boga wszechmogącego służąc tajemnicy Odkupienia” (LG 56).

Małżonkowie w obliczu Dziecka – Boga

W nawiązaniu do naszych poszukiwań odnośnie do światełek Ewangelii, które mogłyby posłużyć do utworzenia punktów wyjściowych dla wypracowania teologii sakramentu małżeństwa, wypada podkreślić jeszcze aspekt, o którym wspominaliśmy już parokrotnie.
– Mianowicie to przerażające wydarzenie w dotychczasowym życiu małżeństwa Maryi-Józefa: zagubienie Jezusa, pozwala dostrzec w zdecydowanym świetle nieustanne krzyżowanie się priorytetów i hierarchii miłości. Z jednej strony chodzi o wzajemną miłość ich dwojga jako małżonków, a z drugiej o miłość niemniej oblubieńczą, a raczej nieskończenie bardziej oblubieńczą, z jaką sam Bóg odnosi się do takich dwojga jako małżonków i zarazem ich obojga jako Bożej oblubienicy. Duch Święty sprawia bowiem, że wielość osób staje się w Nim kimś jednym (por. Ga 3,28).

Ci dwoje – Maryja i Józef, stanowią wciąż najściślejszą komunię w obopólnej miłości i najściślej ich łączącym komunijnym życiu. Jak bardzo oni oboje i w tej dramatycznej sytuacji stanowią komunię w swej małżeńskiej więzi, wyczytujemy chociażby ze sposobu, w jaki Maryja odzywa się do swego Boskiego Syna, którego odnaleźli w świątyni w Jeruzalem.

Jezus wprowadzał otaczających Go tam, szanowanych rabinów – swymi przedziwnymi pytaniami i jeszcze bardziej zdumiewającymi odpowiedziami w krańcowe zakłopotanie, jeśli nie we wzrastający gniew. Za niejedną Jego odpowiedź, nawiązującą siłą rzeczy do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej, której ci nauczyciele wiary w żaden sposób nie chcieli przyjąć do wiadomości, byliby Go co prawda natychmiast ukamienowali. Udawali jednak, że Jezusowe zarówno bardzo dla nich niewygodne, jak i nierozwiązalne i kłopotliwe pytania i odpowiedzi trzeba mu wybaczyć – ze względu na jego jeszcze młody wiek ...

Na ten właśnie moment trafili Maryja z Józefem w swym dotąd bezskutecznym poszukiwaniu śladów Jezusa. W jednej chwili skrzyżowały się oczy Jezusa – z ich wzrokiem pełnym bólu, a chyba i swoistego rodzicielskiego wyrzutu.
– Wypada zauważyć, że choć głos zabrała Maryja a nie Józef, przemawia ona w imieniu ich obojga jako małżonków:

„Synu, czemuś nam to uczynił [gr.: téknon, ti epóiesas hemín hoútos. – Przekład powinien brzmieć: Cóżeś ty to nam uczynił]?
Oto ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2,48).

Chociaż prawdziwym rodzicem Jezusa jest tylko Maryja, odzywa się ona w liczbie mnogiej: „... czemuś nam to uczynił?” Maryja mówi spontanicznie i potwierdza jednoznacznie, że wraz z Józefem stanowi jedność małżeńską. Stąd też odzywa się w imieniu ich obojga jako małżonków-rodziców: zarówno w stosunku do samego Jezusa, jak i wobec świadków całego zajścia.

Co więcej jednak, Maryja podkreśla bardzo dobitnie, że tym pierwszym, właściwie odpowiedzialnym za małżeństwo i rodzinę jest nie ona, lecz Józef. Stąd też wymienia stanowisko i funkcję Józefa na pierwszym miejscu: „Oto ojciec twój i ja z bólem serca ...” (Łk 2,48).
– Maryja nie zawłaszcza Jezusa, chociaż miałaby pełne prawo do przemawiania w imieniu tylko własnym jako matka Jezusa. W swej pokorze, jako prawdziwa służebnica Pańska, a także szanując prawo zwyczajowe, mocą którego za tego pierwszego w małżeństwie uważano męża-ojca: „Báal-Bet – pana domu”. On jest właściwą głową domu-małżeństwa-rodziny. Maryja wyznaje to i oddaje pełną cześć należną Józefowi jako panu-głowie domu: „Oto Ja i Ojciec Twój ...” !

(4.7 kB)
Objaśnienie

Nie koniec na tym. Maryja wymienia tu Józefa jako ‘ojca’. To zaś nie zgadzało się z prawdą! Właściwym i jednym prawdziwym ojcem Jezusa jest Ojciec Niebieski, Bóg-Ojciec! Jezus jest odwieczny: „Zrodzony – a nie stworzony, współistotny Ojcu”  i Duchowi Świętemu – jako Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej.
– Z tego względu ojcem Jezusa nie może być w żadnym wypadku Józef. Jedna i ta sama osoba nie może mieć dwóch ‘ojców’. Jezus nie począł się w łonie Maryi w następstwie zjednoczenia małżeńskiego Józefa z Maryją. Ci dwoje od początku umówili się – niewątpliwie pod szczególnym działaniem Ducha Świętego, że będą przeżywali swój związek małżeński w całkowitej czystości płciowej: jak brat z siostrą.

Wyżej zwróciliśmy uwagę na kłopotliwą sytuację, jaka się wytworzyła bardzo krótko po ‘zstąpieniu Syna Bożego z nieba do łona Maryi, swej dziewiczej matki’ (zob. wyż.: Dziewicze poczęcie Jezusa). Dopiero Boża interwencja rozwiązała trudny dylemat dla nich obojga. Była to, zdawać by się mogło sprawa nierozwiązalna: tak dla Maryi, jak i Józefa, jej prawowitego męża.

Jeśli jednak Maryja wskazuje w tym wypadku na swego męża Józefa jako na ‘ojca’, mimo wszystko wyraża się precyzyjnie. Józef otrzymał od Boga wyraźne polecenie: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki. Albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz [Ty, Józefie] imię Jezus ...” (Mt 1,20). Bardziej niż w sensie zrodzenia kogoś biologicznie staje się ktoś ojcem czy matką poprzez przyjęcie dziecka i jego wieloletnie wychowanie.

Innymi słowy w tym trudnym dialogu ze znalezionym Jezusem „w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania” (Łk 2,46) – zachowuje Maryja spontanicznie, a zarazem w pełni lojalnie postawę niepowątpiewalnej małżeńskiej lojalności. Zachowuje się wobec Józefa jako prawdziwa jego żona. Taką samą postawę zajmują oboje w obliczu owych wykształconych świadków, którzy dopiero w tej chwili zdali sobie sprawę, co się tu trudnego zdarzyło.

Bóg-Syn a małżonkowie-rodzice

Zauważamy jednak, że na tym sprawa się bynajmniej nie skończyła. Jeśli Maryja potwierdza w tej sytuacji swoje małżeństwo z Józefem jako swym mężem, a nawet „ojcem” Jezusa – choć jedynie w bardzo szczególnym znaczeniu: jako jego przybranego ojca, na widownię wysuwa się w tej chwili sam Boży ... ‘winowajca’ całego zajścia: Jezus. On to zgotował im obojgu tak wiele bólu.

Wypadałoby powiedzieć, że Jezus swoiście ‘popsuł’ to wszystko, co Maryja w swej małżeńsko-rodzinnej intuicji chciała okryć tajemnicą. Nie dosyć, że Jezus wystawił miłość swych przecież ukochanych Rodziców na krańcowo trudną próbę, wymierza on obecnie cios niejako w samo serce ich małżeńskiej jedności.

Jezus zadaje mianowicie swoistą, nieuleczalną ranę sercu swojego przybranego ojca Józefa. Oto słowa Jezusa do nich obojga – Maryi i Józefa, wypowiedziane jednak wobec całego grona uczonych świadków zajścia, którzy zajmowali zapewne najwyższe stanowiska w duchowej i religijnej strukturze ówczesnego Ludu Bożego. Praktycznie przede wszystkim od nich zależało życie czy śmierć każdego poszczególnego ówczesnego obywatela-Żyda:

„Lecz On im odpowiedział:
‘Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym,
co należy do Mego Ojca?’ ...” (Łk 2,49).

Jakaż brutalna, bez jakiegokolwiek upiększenia czy złagodzenia sformułowana, jest odpowiedź tego Jezusa, tego – w oczach otaczających Go świadków-prominentów ledwo odrosłego chłopaka! Co On to właściwie powiedział? Słuchacze musieli zawrzeć na Jego słowa najwyższym oburzeniem i zatkać sobie uszy, jak to kiedyś uczynią, gdy Szczepan stanie przed Sanhedrynem i powie: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7,56).
– Reakcja słuchaczy była wtedy natychmiastowa i jednoznaczna: „A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem ...” (Dz 7,57).
– Podobnie stanie się zresztą parokrotnie w krytycznych dyskusjach Jezusa z duchowymi przywódcami narodu, szczególnie pod koniec Jego działalności publicznej. Jezus będzie wtedy jawnie i zdecydowanie mówił, iż Jego Ojcem jest sam Bóg:

„Lecz Jezus im odpowiedział: ‘Ojciec Mój działa aż do tej chwili – i Ja działam’.
Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu” (J 5,17n; zob. też J 8,59; 10,31).

Mały, dwunastoletni Jezus prostuje w świątyni Jerozolimskiej swą kłopotliwą wypowiedzią jednoznacznie, że matka jego Maryja nie wyraziła się ściśle o Józefie jako Jego ‘ojcu’. I że wobec tego czuje się On zmuszony, by Jej słowo skorygować. Stwierdza jednoznacznie, że Józef nie jest Jego ojcem ! Jego Ojcem jest nie człowiek, lecz sam Bóg.

Można sobie wyobrazić, jak przerażające było to wyznanie i świadectwo zarazem młodego Jezusa! Dla Józefa stało się ono jakby pchnięciem sztyletu prosto w jego serce: męża Maryi, Głowy Rodziny Nazaretańskiej, Przybranego Ojca Jezusa.

Józefowi nie pozostało nic innego, jak przyjąć z rąk umiłowanego przybranego przez niego Syna Bożego Jezusa – to straszne, rzeczywistość brutalnie odsłaniające słowo, i podjąć się całkiem od nowa zwierzonej sobie przez Bożą Opatrzność misji: bycia ojcem – jedynie przybranym, dla tego Jezusa, który przystąpił do coraz wyraźniej zaznaczającego się dystansowania się od swych ziemskich – tak matki, jak i przybranego ojca.
– Jego dotychczasowi rodzice stopniowo kończą swą misję przyjęcia Syna Bożego do swego małżeńsko-rodzinnego środowiska, wykarmienia Go, przyodziania, i przygotowania do czekającego Go – wszystko przerastającego dzieła: odkupienia świata.

Jezus a rabini-nauczyciele

Na swoistym ‘pobojowisku’ pozostają w tej chwili w świątyni z kolei ci „nauczyciele”, którym Jezus się „przysłuchiwał i zadał im pytania” (Łk 2,46). Słowa, jakie Jezus skierował do Maryi i Józefa, musiały podziałać jak ładunek wybuchowy o nieskończonej sile rażenia. Otaczający młodego Jezusa uczeni rabini natychmiast się zorientowali, co Jezus powiedział w swej nie znającej sprzeciwu śmiałości: „... Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca?” (Łk 2,49). Było rzeczą jasną, że Jezus nie mógł tu mieć na myśli jakichkolwiek spraw, które by należały do jego – jak się wyraziła Maryja „ojca”: owego Józefa z Nazaret!

Kim wobec tego jest ten zdumiewający chłopiec o zdecydowanym charakterze i jednoznacznej postawie, gdy się tak dziwnie wyraża: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca” ?
– Kontekst miejsca pobytu i treść wypowiedzi tego młodzieńca wskazywały w sposób nie dopuszczający wątpliwości: On mówi o sprawach tutejszej świątyni, która jest świątynią Jahwéh – i dopiero wtórnie Chwałą Izraela!
– Co więcej zaś, sposób wyrażania się tego młodego człowieka, który ledwo wyrasta z dzieciństwa, jest naładowany tak jednoznaczną powagą i władzą, jakoby się On właśnie uważał za prawowitego, rzeczywistego syna samego Jahwéh, którego ośmiela się określać mianem swojego osobistego ojca. Chłopiec ten przemawiał z taką mocą, że nie pozostawiał cienia wątpliwości: iż sprawy samego Boga – według Niego: jego osobistego ojca, są na równi i Jego osobistymi sprawami.

Dla elity owych ‘rabinów-nauczycieli’ otaczających chłopca Jezusa – wybawieniem z drażliwej z Nim dyskusji stało się pojawienie się jego ‘rodziców’: Maryi i Józefa. Odetchnęli oni z ulgą, gdy małżonkowie-rodzice zabrali Jezusa i ruszyli w drogę powrotną po pielgrzymce, do... Galilei.

Gdy poprzednio, w części 3-ciej niniejszej strony, wspomnieliśmy krótko o obecnie obszerniej omawianym trudnym przeżyciu dla Maryi i Józefa: zgubieniu dwunastoletniego Jezusa (zob. wyż.: Jezus dwunastoletni), zwróciliśmy uwagę, że nieprawdopodobne, iżby wśród owych rabinów-nauczycieli nie odżyły wtedy, w ramach dla nich niezwykle bulwersujących pytań-odpowiedzi owego młodzieńca Jezus, wspomnienia z wydarzeń z tak niedalekiego Betlejem sprzed 12 laty.

(0,2 kB)  Ileż rozgłosu wywołali jacyś pasterze, którzy opowiadali, że mieli widzenie Aniołów twierdzących, iż zwiastują im radość wielką: „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2,10n).

(0,2 kB)  W jakiś czas potem przybyła wtedy delegacja magów, kierujących się tajemniczą „gwiazdą” (Mt 2,2), która mogłaby ewentualnie być ową „Gwiazdą Jakuba” z proroctwa Bileama z czasów Mojżesza (zob. Lb 24,17).

(0,2 kB)  Rabini dobrze pamiętali, co wtedy na pytanie Heroda odnośnie do tej gwiazdy odpowiedzieli „wszyscy arcykapłani i uczeni Ludu ... Gdzie ma się narodzić Mesjasz” (por. Mt 2,4).

(0,2 kB)  Słuchacze Jezusa dwunastoletniego przypomnieli sobie przerażający finał tych wspomnień – w postaci rzezi „niemowląt-chłopców w Betlejem i całej okolicy do dwóch lat” (Mt 2,16).

(0,2 kB)  Niemożliwe, żeby się im nie nasuwał jakiś ewentualny związek owych strasznych wydarzeń sprzed 12 laty – z tym dziwnym młodzieńcem, z którym dopiero co dyskutowali, nie mogąc sobie wytłumaczyć jego z niezwykłą mocą i bez zawahania wypowiadanych słów.

(6,9 kB)

d. Małżonkowie w skrzyżowaniu z miłością Boga-Oblubieńca

Matka i ojciec Jezusa: Syna Bożego

Wracamy jeszcze raz do Łukaszowej relacji o dwunastoletnim Jezusie, który nie zauważony – pozostał w świątyni. Wszystko co tu przedstawiamy, jest osnute wokół poszukiwanych w Ewangeliach światełek, które by mogły stanąć u podłoża teologii małżeństwa jako sakramentu Nowego Testamentu.

Spoglądamy ponownie na małżeństwo Maryi z Józefem. Realizacja najgłębszego sensu ich przymierza małżeńskiego, w którym ci dwoje stają się osobą-darem-‘dla’ siebie nawzajem, rozpoczęła się dla nich uroczyście w chwili, gdy oboje wyrazili publicznie wzajemną zgodę na stanowienie odtąd przymierza małżeńskiego. Zawarte przez nich przymierze małżeńskie nabyło wraz z zaistnieniem tajemnicy Wcielenia Syna Bożego w łonie Maryi zdecydowanego prze-kierowania ich więzi małżeńskiej na Kwiat, jaki ‘po drodze’ ich małżeńskiej miłości zawierzył im w całkiem nieoczekiwany sposób Bóg Ojciec. Spełniło się dosłownie proroctwo Izajasza:

„Niebiosa, wysączcie z góry Sprawiedliwość, i niech obłoki z deszczem ją wyleją!
Niechajże ziemia się otworzy, niechaj Zbawienie wyda owoc
i razem wzejdzie Sprawiedliwość.
Ja, Jahwéh, jestem tego Stwórcą!” (Iz 45,8).

Wspomniany przez proroka ‘owoc’ nosi na innych miejscach księgi Izajasza oraz u innych proroków taką samą, lub podobną nazwę: będzie chodziło o „Odrośl z pnia Dawida” (Iz 4,2; 11,1; Jr 23,5; 33,15; Za 3,8; 6,12; Ap 5,5; 22,16).

(6.1 kB)
Objaśnienie

Jeśli już poprzednio: „... nim zamieszkali razem” (Mt 1,18), obopólna komunia małżeńska Maryi i Józefa była z pełną świadomością otwarta na priorytet miłości Boga przymierza w ich ludzkiej miłości, to z chwilą gdy pod sercem Maryi począł się Syn Boży, oboje pozwolili się tym bardziej ogarnąć na oścież tej Miłości, jaka zapukała do ich serc od Trójjedynego. Ich dwu-aspektowa miłość: do siebie nawzajem, ale tym bardziej do Boga – tworzy odtąd nieporównanie bardziej intensywnie nieustanne, w pełni harmonijnie układające się wzajemne zachodzenie na siebie tajemnicy miłości: tej ich ludzkiej – a miłości samego Trójjedynego. Bóg zaś Trójjedyny:

„Tak bowiem [Bóg, tj. Ojciec] umiłował świat [= ludzi], że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy [= w Nim położy całe swe zawierzenie],
nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg [= Ojciec] nie posłał swego Syna [tego rozwijającego się w łonie Matki-Dziewicy Maryi]
na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony ...” (J 3,16n).

Tajemnica Wcielenia nie sprawiła bynajmniej, żeby więź uczuciowa małżeńska Maryi i Józefa uległa z tą chwilą ostudzeniu czy zawieszeniu. Przeciwnie, weszła ona harmonijnie i spontanicznie – mocą samego już małżeństwa jako sakramentu stworzenia, na poziom tym wyższy. Kształtowała się ona obecnie tym bardziej zgodnie z pierwotnym Bożym zamysłem związanym z ustanowioną „od początku” instytucją małżeństwa. Miała się ona stać dla tych dwojga – i każdej innej pary małżeńskiej, ich zwyczajną drogą-do-nieba. Miało się to dokonywać poprzez święte i nieskalane przeżywanie całej rzeczywistości małżeńskiej i rodzinnej:

„W Nim [= Chrystusie; już też przed Jego przyjściem na świat]
wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego Obliczem.
Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,
według postanowienia swej Woli, ku chwale majestatu swej Łaski,
którą obdarzył nas w Umiłowanym [= w Jezusie, Odkupicielu] ...” (Ef 1,4nn).

Kontemplujemy małżeństwo, jakie z Józefem zawarła Maryja, dziewczyna z Nazaretu – z rodu Dawida. Od chwili poczęcia w łonie swojej własnej matki (małżeństwo Anny i Joachima, rodziców Maryi) świeciła ona blaskiem świętości i nieskalaności w obliczu całego stworzenia. Tym dziełem mistrzowskim zachwycał się Trójjedyny, radowały się chóry Aniołów. Jednocześnie zadrżało na jej widok piekło – na czele z tym, który jest „Zły” (Mt 6,13), którego Jezus określi kiedyś jako „władcę tego świata” (J 14,30).

Została Ona bowiem już w chwili swego wywołania z nie-istnienia do istnienia obdarzona pełnią łask Bożych, jako poczęta bez skazy grzechu pierworodnego. Stało się to mocą zasług odkupieńczej Męki Jej Boskiego Syna Jezusa Chrystusa, którego miała dopiero wydać na świat.
– Podkreślił to Sobór Watykański II, wyrażając niezachwianą wiarę Kościoła tak odnośnie do Niepokalanego Poczęcia u zaranie jej zaistnienia, jak i Wniebowzięcia po wygaśnięciu jej ziemskiego życia:

„Na koniec Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego – z ciałem i duszą wzięta została do Chwały Niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panujących [Ap 19,16] oraz zwycięzcy grzechu i śmierci” (LG 59; zob. też RMa 10).

Przywileju podarowanego Jej Niepokalanego Poczęcia doznała Maryja ze względu na przewidziane przez Trójjedynego Jej przyszłe macierzyństwo Syna Bożego. Z tego właśnie względu Maryja nie podlegała ani przez chwilę w jakikolwiek sposób władzy tego, który u pra-początku stworzenia powiedział Trójjedynemu swoje zbuntowane: „Nie będę służył” (zob. Jr 2,21). W ten sposób upadły Anioł sam przypieczętował swój wieczny los, odcinając się od swego Stworzyciela. Odrzucony przez niego Bóg jedynie zatwierdził jego nieodwołalną decyzję wiecznego odejścia.

W swej wizji Apokalipsy napisze św. Jan:

„I został strącony wielki Smok, Wąż Starodawny,
który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię,
został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,9).

Nad Maryją więc nie miał Zły: „Diabeł i Szatan” – nigdy jakiejkolwiek władzy. Z tego jednak względu będzie on przed Nią nie tylko drżał, ale znienawidzi Ją całym sobą i „ze wszystkich swych sił” od pierwszej chwili Jej Niepokalanego Poczęcia. Wiedział bowiem doskonale, że to Ona – przez swego Boskiego Syna, „zetrze-zmiażdży mu głowę” (Rdz 3,15). Stąd też skoncentruje cały swój gniew na Niej:

„A kiedy ujrzał Smok, że został strącony na ziemię,
począł ścigać Niewiastę, która porodziła Mężczyznę [= Jezusa] ...” (Ap 12,13).

Macierzyństwo Maryi względem wszystkich odkupionych

Zauważamy, że pełne otwarcie się na docierającą do Maryi i Józefa Miłość prosto od Trójjedynego sprawia, że ich komunia małżeńska nabywa cech rodzicielstwa samego Boga, „Stworzyciela nieba i ziemi”. Im bardziej szczególnie Maryja jest matką Jezusa, a Józef Jego przybranym ojcem, tym bardziej stają się oni oboje ... rodzicami w sensie duchowym: wszystkich tych, których ich Boski Syn – odkupi. Nadejdzie moment w życiu ich Boskiego Syna, kiedy to On sam wyrazi to w sposób jednoznaczny. sam ukrzyżowany, niezdolny poruszyć ręką, królując z wysokości krzyża jako ten, który w sensie dosłownym „... nie przyszedł, aby Jemu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28), ustanawia swoją Niepokalaną matkę – na matkę wszystkich przez siebie odkupionych:

„Kiedy więc Jezus ujrzał matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do matki:
Niewiasto, oto syn twój’. Następnie rzekł do ucznia: ‘Oto matka twoja’ ...” (J 19,26n).

Boży Syn Maryi, Jezus Chrystus, powierza macierzyńskiej trosce i miłości swojej matki Maryi – wszystkich ludzi. Przez Jego Odkupieńczą śmierć otrzymują wszyscy, którzy się na Boga otwierają, „ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: ‘Abbá – Ojcze’ ...” (Rz 8,15).

Oto pełny i w ich ‘poziomo’ kształtującej się, obopólnej tęsknocie za sobą i wiernej komunii życia i miłości – na stale do nich docierające sygnały w ‘pionie’, tj. od Trójjedynego. Bóg bowiem jest tym bardziej cały Miłością-Tęsknotą za jedno-w-miłości ze stworzeniem swojego umiłowania, mężczyzną i kobietą.

Im bardziej ktoś pozostawia miejsca w swoim życiu na działanie Boga, tym bardziej przemienia się w samego Boga i jego przymioty: wszechobecności, wszechmiłości, wszechpotęgi.
– Maryja staje się w swym charakterze „służebnicy Pańskiej’ – coraz bardziej matką-wszystkich-ludzi. A Józef, Jej sprawiedliwy mąż – „opiekunem Kościoła Świętego”, skutecznym „obrońcą Życia Bożego” i „postrachem Duchów Piekła” (Litania do św. Józefa).

Obserwacja życia Maryi i Józefa nie może być oczywiście płytka. Zauważamy, że w obliczu Maryi – oraz Józefa, ZŁY: Szatan – mobilizuje wszystkie siły, by jej Boskiego Syna zniszczyć: zgładzić.

(0,3 kB)  Stąd trudność za trudnością, na jaką ci dwoje w swym życiu małżeńskim i rodzinnym napotykają. Życie tych małżonków oraz ich rodziny było jednym pasmem niepewności, trudności, prześladowania, bezrobocia, braku środków do życia, a w końcu zagrożenia śmiercią.

(0,3 kB)  Bóg dobrze wiedział, co czyni i co dopuszcza, gdy życie tej świętej rodziny umieścił w tak dramatycznych okolicznościach. Ojciec Niebieski ufał, że Maryja – łaski-pełna, wszystko to pełnym gotowości sercem przyjmie i dopomoże z kolei Józefowi w błogosławieniu Boga również wśród przerażających okoliczności.
– Ojciec Niebieski uczynił swoją umiłowaną córę murem niezdobytym dla Złego. Ona zawsze pierwsza odpiera impet szalejącego rozgniewania Szatana. Maryja zwycięża go nieustannie – nie jakąkolwiek bronią fizyczną, a swoją pokorą służebnicy i niezłomnym zawierzeniem Miłości samego Trójjedynego.

Wyrazi to na swój sposób umiłowany uczeń Jezusa w księdze Apokalipsy. Każdy człowiek zostaje przez Chrystusa, przybitego do krzyża Odkupienia, zawierzony Maryi jako matce. Jezus ustanowił wtedy swoją matkę – matką wszystkich ludzi w porządku łaski. Konsekwentnie więc,
– Każdy uczeń Chrystusa może być pewny, że Zły zaatakuje najpierw zawsze Ją, tę Niepokalaną. Ona to wciąż depcze przez samą swoją miłość i posłuszeństwo wierze jego głowę. Ona też wytrzymuje zawsze pierwszy impet jego niepohamowanego gniewu.

Dopiero wtórnie doznają ataków ze strony Złego z kolei powierzone jej miłości dzieci: każdy z odkupionych. Jan notuje to w Apokalipsie w jednym z kolejnych zdań po tekście, który przytoczyliśmy dopiero co wyżej, iż „został strącony wielki Smok, Wąż starodawny ...” (Ap 12,9. Zob. wyż.: Tekst Ap 12,9: „Został strącony wielki Smok ...”).
– Mianowicie ów „Smok-Wąż” zwraca się obecnie z całą nienawiścią przeciw „Niewieście obleczonej w słońce ...” (Ap 12,1), która w międzyczasie porodziła Mężczyznę” (Ap 12,5.13). Jest Nim jej Boski Syn Jezus Chrystus, Odkupiciel. Smok chce Go zaraz po jego porodzie „pożreć” (Ap 12,4).
– Nie dopuszcza do tego jednak Boża Opatrzność: „I zostało porwane Jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynie ...” (Ap 12,5n).

Wysiłki Węża, żeby dosięgnąć Niewiasty i ją zgładzić, okazują się daremne. Wtedy to pełen nienawiści, zmienia on swą taktykę walki:

„A Wąż za Niewiastą wypuścił z gardzieli wodę jak rzekę, żeby ją rzeka uniosła.
Lecz ziemia przyszła z pomocą Niewieście i otworzyła ziemia swą gardziel,
i pochłonęła rzekę, którą Smok ze swej gardzieli wypuścił.
I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą Przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa ...” (Ap 12,15nn).

Świadomość tego, że pierwszy atak ze strony „Węża Starodawnego, który się zwie Diabeł i Szatan” (Ap 12,9) jest wymierzony zawsze w Maryję, powinien działać na każdego z odkupionych uspokojająco i krzepiąco. Maryja pierwsza wytrzymuje atak Szatana. I broni skutecznie swoje dzieci, powierzone jej macierzyńskiej pieczy, jeśli tylko one pozwolą jej na to, by je przed Szatanem wybraniała.

Współudział Maryi i Józefa w odkupieniu – a małżeństwo jako sakrament

(8 kB)
Objaśnienie

Nasuwa się jeszcze jeden aspekt więzi małżeńskiej Maryi z Józefem, ściśle związany z samym faktem, że chodzi tu o małżeństwo jako sakrament – czy to stworzenia, czy już sakrament Kościoła. Każdy z sakramentów staje się przystosowanym do zmiennych okoliczności życia i stanu ‘kanałem’, którym łaski odkupienia Chrystusowego spływają na odkupionych.

Maryja jako Matka Odkupiciela, oraz jej mąż Józef zajmują w dziele odkupieńczym Jezusa, którego Bóg Ojciec zawierzył im jako małżonkom, całkiem szczególne i niepowtarzalne miejsce. Komunia życia i miłości, jaką dotąd przeżywali, nabrała z chwilą pojawienia się w ich małżeństwie-rodzinie Syna Bożego Jezusa – natychmiast nowego ukierunkowania, chociażby oni sami zrazu nie zdali sobie z tego w pełni sprawy. Maryja włączyła się już od momentu zwiastowania całą sobą w świadomie podtrzymywaną realizację dzieła odkupienia, dla którego zstąpił z nieba jej Boski Syn. Odkąd zaś sam Bóg zaingerował w wahania Józefa, tak iż on „wziął swoją małżonkę do siebie” (Mt 1,24), włączył się również on na swój sposób w odkupieńcze dzieło powierzonego również jego pieczy Syna Bożego.

Przeżywane przez Maryję i Józefa małżeństwo, chociażby w tej chwili głównie jako pra-sakramentu stworzenia, stało się odtąd wyrazem zdecydowanego współ-działania ich obojga w dziele, jakiego miał dokonać ich Boski Syn: Odkupiciel – mężczyzny i kobiety. Komunia ich życia i miłości stała się odtąd komunią życia i miłości tym bardziej z Jezusem, Synem Bożym, ale i ‘ich’ synem. Taka zaś ‘komunia’: stawanie się osobą-darem-‘dla’ tego drugiego w zaistniałym przymierzu, jest zasadniczym celem decyzji na zgodę małżeńską.

Ona to sprawia, że więź tych dwojga staje się przymierzem małżeńskim: sakramentem małżeństwa. Z tą tylko zasadniczą różnicą w odniesieniu do małżeństwa Maryi z Józefem, że oboje w „posłuszeństwie wierze”  pozwolili się użyć przez Bożą Opatrzność do roli współ-odkupicieli świata z bardzo bliska, włączając się duszą i ciałem w dzieło ich Boskiego Syna. Misję tę spełniali w najściślejszym zjednoczeniu i pod kierunkiem zwierzonego im przez Ojca Niebieskiego Syna Bożego, który zechciał stać się człowiekiem w ich małżeństwie, przekształcając je w ich rodzinę.

Misję swoistych współ-odkupicieli świata wypełniała Maryja z Józefem z kolei w najgłębszej współ-solidarności z wszystkimi swymi braćmi i siostrami w Adamie, z którymi zechciał się zjednoczyć ‘jakoś’ ich Boski Syn, Jezus Chrystus (por. GS 22).

Jedynym Odkupicielem człowieka jest oczywiście Jezus Chrystus: Bóg-Człowiek. Jedynie On zdolny jest ontologicznie do podjęcia – i spełnienia dzieła: odkupienia człowieka (zagadnienie to było obszernie rozważane wyż. w cz.V, zwł. w rozdz. 3: W kierunku ujawnienia Miłosierdzia. Cena Bożego Miłosierdzia – oraz w rozdz. 4: Między Sprawiedliwością a Miłosierdziem. Sprawiedliwość czy Miłosierdzie?). Niemniej do wykonania, a raczej uaktywnienia tego dzieła nieodzowna jest współpraca i otwarcie się na odkupienie ze strony człowieka (zob. do tego Bullę Jana Pawła II na inaugurację Nadzwyczajnego Roku Jubileuszu 1950 lat od śmierci Krzyżowej: 1983-1984: APR – całość).

(0,2 kB)  Maryję dopuścił Jezus do tego dzieła jako Współ-Odkupicielkę i Pośredniczkę wszystkich Łask w sposób zupełnie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju sam Trójjedyny – począwszy od momentu zwiastowania. Wybór ten i misję jej zwierzoną potwierdził i zainaugurował od nowa z wysokości krzyża jej Boski Syn, gdy uczynił ją matką wszystkich ludzi w porządku łaski (LG 61).
– Sama zaś rodzina człowiecza była wtedy skondensowana w Bogu wiadomy sposób w Janie, umiłowanym uczniu Jezusa. Stał on wtedy niezłomnie cały czas „obok krzyża Jezusowego” – u boku Maryi (por. J 19,25nn).

(0,2 kB)  Józef spełniał misję współ-odkupiciela na zasadzie tego, że był mężem Maryi oraz przybranym ojcem Jezusa. Misję tę zaakceptował on w „posłuszeństwie wierze” i wypełniał wiernie i w cichości swego stałego wsłuchiwania się w głos Boży do końca swego życia.

(0,2 kB)  Wszystko to działo się w swoistej analogii do roli ‘kropelki wody’, bez której niemożliwe jest sprawowanie Mszy świętej. Woda ta symbolizuje nasz – ludzki udział i otwarcie się na dzieło, jakiego się podjął Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus. W czasie sprawowania Mszy świętej kapłan dołącza w pewnej chwili ‘kroplę wody’ do wina, które znajduje się już w kielichu. Dopiero ta kropelka wody zmieszana z winem stanie się w chwili konsekracji Ciałem i Krwią Syna Bożego Jezusa Chrystusa, Odkupiciela Człowieka: mężczyzny i kobiety: jako pokarm dla człowieka „na życie wieczne” (por. J 6,55).
– Bóg daje w ten sposób człowiekowi do zrozumienia, że nie zbawi go bez niego. Człowiek musi się na przychodzące do niego odkupienie – otworzyć. Stąd wspomniana wyżej bulla Jana Pawła II na rozpoczęcie Jubileuszu 1950-rocznicy śmierci Krzyżowej: rok 33 – rok 1983. Papież rozpoczyna ją od słów „Aperite Portas Redemptori – Otwórzcie bramy dla Odkupiciela”.

(0,2 kB)  Maryja i Józef streszczają w sobie w całkiem szczególny sposób całą rodzinę człowieczą. Oboje stoją u progu nowego człowieka: odkupionego przez ich Boskiego Syna. W imieniu całej rodziny człowieczej i solidarnie z każdym człowiekiem zjednoczeni – przyjmują misję ich Boskiego Syna. Tym samym stają się w oczach Bożych tą nieodzowną ‘kroplą wody’, która ukazuje w ich życiu pełne otwarcie się na dzieło odkupienia, a jednocześnie prośbę zanoszoną do Trójcy Przenajświętszej, żeby zechciała doprowadzić do całkowitego wypełnienia rozpoczęte dzieło odkupienia człowieka.
– W „posłuszeństwie wierze” – w przeciwieństwie do pierwszej pary małżeńskiej: Adama i Ewy, chcą tego dzieła tak, jak je chce i przez ich małżeństwo sakramentalne ofiaruje rodzinie ludzkiej całej – Trójca Przenajświętsza.
– Oboje też, jako małżeństwo, z góry akceptują wszystkie konsekwencje gotowości ich Boskiego Syna na spełnienie swej trudnej misji: stania się żertwą całopalną na przebłaganie Boga za „grzech świata” (por. J 1,29; Rz 3,25; 1 J 2,2; itd.). Sami też bez wahania ofiarują Trójcy Przenajświętszej swą pełną gotowość współ-uczestnictwa w tej zbawczej misji ich Syna Jezusa – zgodnie z Bożym prowadzeniem.

W ten sposób Maryja wraz z Józefem swym mężem spełniają z kolei ostateczny sens małżeństwa jako sakramentu. Każdy z sakramentów staje się dostosowanym do odnośnych okoliczności życia i stanu zasadniczym kanałem, przez który na człowieka, względnie w tym wypadku: na daną parę małżeńską oraz ich rodzinę, spływają łaski odkupienia. Małżeństwo jako sakrament otwiera się na nie jako komunia dwojga – z wyraźnie sobie zwierzonym zadaniem: by dobra wysłużone przez Odkupiciela mogły docierać do rodziny człowieczej „z pokolenia na pokolenie”. Żeby dar odkupienia mógł być w ten sposób przekazywany ‘z pokolenia na pokolenie’, musi on oczywiście być chroniony w pierwszym rzędzie na terenie własnego małżeństwa i własnej rodziny.

Maryja w ciągłej obronie życia Bożego

Tym akcentem kończymy rozważania o zgubieniu dwunastoletniego Jezusa w świątyni w Jeruzalem przez Maryję i Józefa jako małżonków. Przytoczymy jeszcze słowa Jana Pawła II z jego Evangelium Vitae (1995). Papież uwydatnia w tym wypadku tę właśnie misję, jaką niestrudzenie wypełniała przede wszystkim Maryja, matka Syna Bożego:

„W Księdze Apokalipsy obok ‘wielkiego znaku’ niewiasty [Ap 12,1], pojawia się ‘inny znak’ (...) na niebie: ‘wielki Smok barwy ognia’ [Ap 12,3], symbolizujący Szatana, uosobioną potęgę zła, a zarazem wszystkie moce zła, które działają w historii i przeciwstawiają się misji Kościoła.
– Maryja i tu oświeca wspólnotę wierzących: wrogość potęgi zła objawia się bowiem jako uporczywy sprzeciw, który zanim dotknie uczniów Chrystusa, zwraca się przeciw Jego matce. Aby uchronić życie Syna przed tymi, którzy się Go boją, gdyż widzą w Nim niebezpieczeństwo i zagrożenie dla siebie, Maryja musi uciekać z Józefem i Dziecięciem do Egiptu [Mt 2,13nn].

W ten sposób Maryja pomaga Kościołowi uświadomić sobie, że życie znajduje się zawsze w centrum wielkiego zmagania między dobrem a złem, między światłem a ciemnością.
– ‘Nowo narodzone Dziecię’ [Ap 12,4], które Smok chce pożreć, jest figurą Chrystusa zrodzonego przez Maryję, ‘gdy nadeszła pełnia czasu’ [Ga 4,4], którego Kościół musi nieustannie nieść ludziom w różnych epokach dziejów. Ale w pewien sposób jest także figurą każdego człowieka, każdego dziecka, zwłaszcza zaś każdej istoty słabej i zagrożonej, ponieważ ... ‘Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem’.
– Właśnie w ‘ciele’ każdego człowieka Chrystus nieustannie objawia się i ustanawia komunię z nami, tak że odrzucenie życia człowieka, dokonywane w różnych formach, jest w istocie odrzuceniem Chrystusa. Taka jest właśnie ta fascynująca, a zarazem wymagająca prawda, którą objawia nam Chrystus i którą Jego Kościół niestrudzenie głosi:
Kto by przyjął Jedno takie dziecko w imię Moje, Mnie przyjmuje’ [Mt 18,5].
‘Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednym z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili’ [Mt 25,40] ...” (EV 104).

(8 kB)

C.   POŚREDNIE NAWIĄZANIA EWANGELII DO
MAŁŻEŃSTWA

(7 kB)

1. Pośrednie wzmianki o małżeństwie i rodzinie

(6,9 kB)

Po szczegółowym przyjrzeniu się relacji o wydarzeniach związanych z małżeństwem Maryi i Józefa w ich rodzinie świętej, skoncentrowanej wokół ich Bożego Syna Jezusa należałoby obecnie postawić pytanie, czy w zapisach Ewangelii istnieją bezpośrednie odniesienia do małżeństwa. Poszukiwania nasze zmierzają wciąż do wykrycia chociażby drobnych szczegółów, które by mogły posłużyć do wypracowania teologii małżeństwa jako sakramentu Kościoła Chrystusowego.

Okazuje się, że takich aluzji, a także wyraźnych wskazań ze strony Jezusa odnośnie do małżeństwa zarówno jako instytucji, jak i zachowań etycznych w małżeństwie i rodzinie nie brak.
– Podobnie jak dotąd, nie zamierzamy analizować wszystkich możliwych tego rodzaju relacji, a zatrzymamy się na bardziej znamiennych.

Na wzmianki o małżeństwie i rodzinie napotykamy w Ewangeliach raz po raz. Każdy człowiek jest związany z rodziną i z niej się wywodzi: ma jakąś matkę i jakiegoś ojca. Każdy przychodzi na świat z zasady w małżeństwie swych rodziców, którzy wcześniej związali się wobec Boga i społeczeństwa przymierzem małżeństwa.

Do takich aluzji zaliczają się relacje Ewangelii o Jezusie, który powoływał uczniów do swego grona. Przy okazji widzimy, jak Jezus powołuje do swej bliskości kilka par braci coraz to innej rodziny. Jest ewentualnie wzmianka o ojcu owych powołanych. Czasem na scenie pojawia się matka takich dwóch braci, np. matka synów Zebedeusza (zob. Mt 20,20).

Charakterystyczna bywa intrygująca uwaga Ewangelisty, gdy podkreśla natychmiastowe porzucenie dotychczasowego stylu życia, by zawierzyć głosowi Mistrza z Nazaretu. Tak jest np. u Mateusza:

„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci,
Szymona zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.
– I rzekł do nich: ‘Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi’.
Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mt 4,18nn).

Dziwne to, że wezwani po imieniu zdolni są zwykle bezdyskusyjnie i ‘natychmiast’ pozrywać więzy rodzinne, by pójść za ryzykownym Mistrzem. Opuszczają ojca i matkę: swoich małżonków-rodziców, dotychczasowe środowisko rodzinne.

Jezus co prawda fascynował. Ale jakżeż jednocześnie radykalne głosił On zasady – m.in. odnośnie do życia małżeńskiego i rodzinnego! A przecież gromadziły się wokół Niego całe „tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania” (Mt 4,25). Szczególnie gdy się zorientowały, że „obchodził ... [kolejne regiony kraju] ... głosząc Ewangelię o Królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludzi” (Mt 4,23).
– Któraż rodzina i któreż małżeństwo nie miało swoich „cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał” (Mt 4,24).

Zdarzało się jednak, że ktoś głosu wzywającego Mistrza z Nazaretu nie podejmował. Tak było np. w przypadku owego bogatego, skądinąd zapewne szlachetnego młodzieńca. Postawił on Jezusowi bardzo celne pytanie: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne” (Mt 19,16). Jezus wskazał mu na przykazania Boże jako warunek osiągnięcia tego celu (Mt 19,17). Przynaglony przez młodzieńca, wymienia Jezus wybiórczo parę z nich, w tym wyraźnie przykazanie czwarte, dotyczące czci „ojca i matki” oraz miłości bliźniego (Mt 19,19).
– Młodzieńca załamała perspektywa rozdania swego majątku ubogim, jeśliby „chciał być doskonały” (Mt 19,21). Tak dopiero otworzyłyby się warunki o które pytał: „Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19,22).
– Wszystkie te wzmianki nawiązują pośrednio do życia w małżeństwie i rodzinie.

(13 kB)
Objaśnienie

Z kolei każde z Ośmiu Błogosławieństw, jakie Jezus wygłosił na Górze Błogosławieństw, jest osnute wokół życia w małżeństwie i rodzinie, mimo iż środowisko rodzinne pozostaje tu jedynie tłem życia poszczególnych grup, wymienionych przez Jezusa.
– Wyraźnie do życia rodzinnego nawiązuje wypowiedź Jezusa dotycząca pojednania z „bratem”, gdyby ktoś miał zamiar złożyć jakiś dar dla Boga (Mt 5,23). Chodziło w tym wypadku o przykazanie piąte. To jednak dzieje się już w ramach życia w rodzinie: chodzi o rodzeństwo, względnie najbliższych krewnych.

Wspomniane błogosławieństwa, wygłoszone przez Jezusa, dotyczą w pierwszym rzędzie tych, którym żyć wypadało w małżeństwie, ewentualnie ponadto w rodzinie. Oni to, zwłaszcza zaś lud najprostszy, nie wykształcony – ci często pogardzani przez faryzeuszów i saduceuszów jako „lud ziemi = hebr.: ‘am ha-árec”, są owymi „ubogimi w duchu”.

– Najczęściej oni muszą się „smucić”, gdy życie – ich bardzo ciężko doświadcza.
– Oni to najczęściej są „cisi”.
– Oni to nierzadko daremnie „łakną i pragną sprawiedliwości”.
– Oni najczęściej z racji swej wierności Bogu „cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości”.
– A wreszcie im nierzadko nie skąpią ludzie, niekiedy najbliżsi, „urągania i prześladowania z Mego powodu, mówiąc kłamliwie wszystko złe na nich” (por. Mt 5,3-11).
– Takie bywa życie w małżeństwie i rodzinie ogromnych rzesz ludu prostego. Jakże często taka właśnie jest cena pozostawania w wierności w obliczu Bożych Przykazań.

(7 kB)

2. „Kto pożądliwie patrzy na kobietę ...”

(6,9 kB)

a. Kontekst Kazania na Górze

Wprost z etyką życia w małżeństwie i rodzinie, a zarazem niezależnie od zawartego małżeństwa, jest związane zdecydowane słowo Jezusa o pożądliwym spoglądaniu na kobietę (zob. Mt 5,28):

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż..
A Ja wam powiadam:
... Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę,
już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27n)

Jezus kwalifikuje wymienioną tu postawę jednoznacznie jako „cudzołóstwo w swoim sercu”.
– Obszerne rozważania poruszonemu przez Jezusa zagadnieniu poświęcił w swych katechezach środowych Jan Paweł II w pierwszych latach swego pontyfikatu (zob. MIN, 99-251). W poprzednich częściach naszej strony korzystaliśmy hojnie z przedstawionych przez niego analiz.
– W swym mocnym słowie z Kazania na Górze m.in. w nawiązaniu do VI. i IX.przykazania dotyka Jezus bezpośrednio zarówno instytucji małżeństwa i rodziny, jak i etyki życia małżeńsko-rodzinnej, chociaż merytorycznie będzie tu chodziło o ogólną zasadę etyczną, dotyczącą wszystkich ludzi, niezależnie od związania życiem w związku małżeńskim.

Nie chcielibyśmy tu powtarzać tego, co omawialiśmy już w poprzednich częściach naszej strony, szczególniej w nawiązaniu do etapu narzeczeńskiego, czy już małżeńskiego. Dla przypomnienia zwrócimy uwagę jedynie na główne aspekty tych spraw, na ile może to rzucić jakieś światło na kwestię małżeństwa jako sakramentu Kościoła.

Jan Paweł II zauważa, że Jezus odwołuje się w dopiero co przytoczonym słowie do zmagań etycznych toczących się na płaszczyźnie sumienia-serca. Chodzi o wnętrze człowieka-osoby, na które wyraźnie wskazuje Jezus: „... już się w swoim sercu dopuścił ... cudzołóstwa” (Mt 5,28).

Rozstrzygające decyzje podejmuje człowiek w swoim ‘sercu’. Należą tu wszelkie decyzje ‘za’ lub ‘przeciw’ Bogu. Decyzje te są zatem podejmowane jednocześnie ‘za’ czy ‘przeciw’ samemu człowiekowi. On bowiem jest Bożym żywym Obrazem – niezależnie od przyjmowanej, względnie nie przyjmowanej wiary w Boga i jej konsekwencji.

Nic dziwnego, że w ludzkim sercu również męża i żony, a z kolei osób nie związanych z małżeństwem, może toczyć się walka o dochowanie wierności ślubowanej miłości małżeńskiej, a ogólniej: wierności samemu Bogu w zakresie czystości serca. Zachowanie Bożego przykazania nie może ograniczać się do zewnętrznego formalizmu, ani zewnętrznego pozorowania. Przykazanie sięga z istoty swej głębi ludzkiego sumienia, czyli właśnie serca.
– A że widocznie w środowisku Jezusa tamtych czasów wypaczano duchowy wymiar Bożego przykazania, prostuje Jezus wyraźnie ówczesne samozwańcze interpretacje Bożej myśli dotyczącej zarówno indywidualnego człowieka, jak i Bożego zamysłu odnośnie do małżeństwa i rodziny.

W omawianym przypadku w grę wchodzi szczególniej szóste i dziewiąte Boże przykazanie. Jest to tym samym szczególniejsza domena życia w małżeństwie i rodzinie: zarówno tego już jako wyrazu sakramentu stworzenia, jak tym bardziej małżeństwa jako sakramentu Kościoła, który Jezus dopiero ustanowi.

Jan Paweł II podkreśli w encyklice Veritatis Splendor (1993) zdecydowaną interioryzację Dekalogu, jakiej dokonał Jezus w Kazaniu na Górze:

„Jezus prowadzi do wypełnienia Bożych Przykazań, zwłaszcza przykazania miłości bliźniego, nadając jego wymaganiom charakter wewnętrzny i bardziej radykalny: miłość bliźniego wypływa z serca, które kocha i które – właśnie dlatego, że kocha – gotowe jest spełniać w życiu najwyższe wymagania.
– Jezus wskazuje, że Przykazań nie można traktować tylko jako progu minimalnych wymagań, którego nie należy przekraczać, ale raczej jako otwartą drogę doskonałości moralnej i duchowej, której istotę stanowi miłość [Kol 3,14].
– W ten sposób ... zakaz cudzołóstwa staje się zachętą do czystego spojrzenia na ciało, z szacunkiem dla jego sensu oblubieńczego [Mt 5,27n] ...” (VSp 15).

Kto chce być uczniem Chrystusa i osiągnąć życie wieczne, musi postępować na co dzień zgodnie ze swoją wiarą. A ta wyraża się zachowaniem Bożych przykazań. Z samej swej istoty zobowiązuje wiara do jej konsekwentnego praktykowania. Znajdzie to swoje bezpośrednie wydźwięki m.in. w życiu małżeńsko-rodzinnym, a w szerszym znaczeniu: w postaci wielorakiego potwierdzania swej przynależności do „synów Bożych”, którzy zostali odkupieni przez Syna Bożego za wielką cenę (1 Kor 6,20).
– Jan Paweł II napisze:

„Pójście za Chrystusem nie jest zewnętrznym naśladownictwem, gdyż dotyka samej głębi wnętrza człowieka. Być uczniem Jezusa znaczy upodobnić się do Niego, który stał się sługą aż do ofiarowania siebie na krzyżu [Flp 2,5-8]. Przez wiarę Chrystus zamieszkuje w sercu wierzącego [Ef 3,17], dzięki czemu uczeń upodabnia się do swego Pana i przyjmuje Jego postać. Jest to owocem łaski, czynnej obecności Ducha Świętego w nas” (VSp 21).

Życie ucznia Chrystusowego musi się kształtować w pełnej zgodności z wymogami etycznymi, jakie mu dyktuje wiara. W tym kierunku pójdzie od początku Kościoła zasadniczy nacisk katechezy, podejmowanej przez Apostołów i ich uczniów za Chrystusem:

„Żadne rozdarcie nie powinno zagrażać harmonii między wiarą a życiem: Jedność Kościoła zostaje naruszona nie tylko przez chrześcijan, którzy odrzucają lub zniekształcają prawdy wiary, ale i przez tych, którzy nie doceniają wagi powinności moralnych, jakie nakłada na nich Ewangelia [1 Kor 5,9-13]. Apostołowie zdecydowanie przeciwstawiali się wszelkim próbom rozrywania więzi między wyborem serca a czynami, które wybór ten wyrażają i potwierdzają [1 J 2,3-6](VSp 26).

(6,9 kB)

b. Pożądliwość przekreślająca dar osoby

Wypada jeszcze raz uprzytomnić sobie zasadniczy powód, dla którego pożądliwe spoglądanie na kogoś, tak surowo napiętnowane przez Jezusa, jest sprzeczna z samymi podstawami instytucji małżeństwa. Narusza ono samą istotę tego, co winno być treścią życia w małżeństwie i rodzinie: komunię miłości i życia.

Jan Paweł II przypomina, że grzeszność pożądania polega na przekreśleniu istoty miłości. Ta powinna być z natury swej darem swojej osoby – osobie tego drugiego: „Dar osoby – dla osoby” (LR 11). Jezus potwierdza w Błogosławieństwach na Górze nadal pełną aktualność Bożego Przykazanie „Nie cudzołóż”. Ukazuje jednak równie zdecydowanie, że domaga się ono formowania wnętrza człowieka wedle kryterium doskonałości wewnętrznej.

Toteż w podsumowaniu Kazania na Górze dopowiada Jezus – zapewne w kontraście do wykładni faryzeuszów Bożego Przykazania:

„Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów,
nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5,20).

Zadawniona ludzka interpretacja Bożego przykazania, która pod naciskiem ludzi grzechu dotychczasowych dziejów Izraela usiłowała narzucić przykazaniu arbitralną interpretację – wyraźnie sprzeczną z wolą Bożą, akceptowała milcząco kontakty seksualne żonatego mężczyzny z kobietą niezamężną, a tym bardziej z niewolnicą (por. Rdz 16,1-5; 30,1-5; Kpł 19,20nn; Pwt 22,28; MIN 102).

(17 kB)
Objaśnienie

Jak już też poprzednio wspomniano, Mojżesz tolerował zwyczaj prawny wypisywania tzw. „Listu rozwodowego”, mocą którego żonaty człowiek mógł z jakiegoś niekiedy niezbyt poważnego powodu „oddalić żonę” swoją (Mt 19,7. – do tego wyż.: „Na początku ...”). Były to typowe, niewybaczalne ustępstwa, które Mojżesz usankcjonował „przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych” (Mt 19,8), jak to Jezus określił. Mojżesz działał w tym wypadku w obawie przed nieobliczalnymi reakcjami rozdrażnionych Izraelitów, którzy się tego natarczywie domagali.
– Niemniej trzeba by być Bogiem, żeby Boże Przykazanie – w czymkolwiek zmienić, rozcieńczyć, zmodyfikować ...!

Słuchacze Jezusa zdawali sobie sprawę, że ten ‘Rabbí’: Jezus z Nazaretu – przemawia całkiem inaczej niż ktokolwiek z dotychczasowych uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Wszyscy musieli chcąc nie chcąc wyznawać w podsumowaniu wysłuchanego Kazania na Górze:

„Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką.
Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę,
a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7,29).

Tłumy wyczuwały przezierającą przez Jezusa Jego Boskość. Nikt jednak nie był w stanie dokładniej ją określić. Byłoby to w owych warunkach ... śmiertelnie ryzykowne. Zdawano sobie sprawę, że autorytet Jezusa jest niepodważalny i że ukazuje On definitywne rozumienie przykazań, nie zmodyfikowane ludzkimi zniekształceniami. Jezus zwraca uwagę, że przykazanie służy pomocą w dostrzeżeniu moralnej wartości ludzkiej osoby. A ta wyraża się w jego wnętrzu: przejrzystości jego serca. Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. Jednocześnie zaś wpisał w ciało człowieka jego sens tak oblubieńczy, jak i rodzicielski. Wzajemne oddanie dwojga ludzi zwieńczył Bóg wewnętrznym ładem miłości.

Całkowitym darem ‘osoby dla osoby’ może człowiek stać się jedynie w ramach małżeństwa – i jedynie względem osoby współmałżonka. Pożądliwe spoglądanie na osobę spoza małżeństwa staje się cudzołóstwem dokonanym w sercu, gdyż jest występkiem przeciw jedności własnego małżeństwa.
Pożądliwość odwraca porządek rzeczy. Człowiek pożądliwości nie ma zamiaru stać się darem „osoby dla osoby”. Traktuje osobę drugiego człowieka jako użytkowy ‘przedmiot’, który chce zawłaszczyć i nad nim zapanować. Osobę drugiego człowieka sprowadza do rzędu przedmiotu w celu osiągnięcia egoistycznie pojmowanej przyjemności własnej: wzrokiem, myślą, czy uczynkiem.

Ponieważ zaś człowiek pożądliwości przestaje panować sobie samemu, przestaje jednocześnie posiadać siebie samego: stał się niewolnikiem pożądliwości i przymusu ciała. W ten sposób nie jest już zdolny stać się darem-‘dla’ ukochanej osoby.
– W miejsce bycia-darem – wkracza dominacja nad drugą osobą. Pożądliwość każe mu ‘zapanować’ nad tym drugim, zwykle nad kobietą; chociaż bywa i odwrotnie.
– Rzeczywistość tę ujawnił Jahwéh po upadku pra-rodziców w raju:

„Będziesz lgnęła całym swym pożądaniem do męża,
a on będzie panował nad tobą” (Rdz 3,16).

Znika równa godność tych dwojga. W jej miejsce wkracza grzesznie wytworzona nierówność i podporządkowanie sobie tego drugiego: czy to w małżeństwie, czy w kontaktach pozamałżeńskich. Oznacza to całkowite przekreślenie Bożego zamysłu miłości.
– Mówienie w tej sytuacji o miłości lub złożeniu się jej w darze staje się zadawaniem kłamu w żywe oczy. Człowiek odcina się wtedy od Boga, który pierwszy stał się dla mężczyzny i kobiety darem – przez samo wywołanie go z nie-istnienia.

Wszystko to dzieje się w ludzkim sercu-sumieniu, które zrywa swą więź z Bogiem. Jan Paweł II pisze w swych rozważaniach:

„Biblijna pożądliwość ... wskazuje na stan ducha ludzkiego
odsuniętego od tej pierwotnej prostoty i pełni wartości,
jaką człowiek i świat mają w ‘wymiarach Boga’ ...” (MiN 119).

Człowiek pożądliwości dąży do zaspokojenia własnego ciała kosztem ciała drugiego człowieka. Jego działania, chociażby dokonywane nie czynem, a jedynie na poziomie ‘serca’ (pożądliwe spoglądanie), nie mają nic wspólnego z budowaniem komunii miłości i życia z drugą osobą. Taki sposób kształtowania odniesień mężczyzny do kobiety sprzeciwia się zatem Bożemu zamysłowi miłości oraz oblubieńczemu sensowi ciała, podarowanego mu przez Boga jako dar.
– Stąd też pożądliwość jest zawsze owocem odrzucenia Boga jako Ojca, a czerpaniem wzorca ze świata skażonego przez Szatana, „Władcę tego świata” (J 12,31).
– Wyraził to zwięźle św. Jan Apostoł:

„Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia,
nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość;
kto zaś wypełnia Wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2,16n).

Kwiat (6 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 7b
Stadniki, 3.V.2015.
Tarnów, 7.VII.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Gdzie jest Jezus?
c. Dialog przy znalezieniu Jezusa
Maryja a Jezus
Małżonkowie w obliczu dziecka – Boga
Bóg-Syn a małżonkowie-rodzice
Jezus a rabini-nauczyciele
d. Małżonkowie w skrzyżowaniu z miłością Boga-Oblubieńca
Matka i ojciec Jezusa: Syna Bożego
Tekst Ap 12,9: „Został strącony wielki Smok ...”
Macierzyństwo Maryi względem wszystkich odkupionych
Współudział Maryi i Józefa w Odkupieniu – a małżeństwo jako sakrament
Maryja w ciągłej obronie życia Bożego

C. POŚREDNIE NAWIĄZANIA EWANGELII DO MAŁŻEŃSTWA

1. Pośrednie wzmianki o małżeństwie i rodzinie

2. „Kto pożądliwie patrzy na kobietę ...”
a. Kontekst Kazania na Górze
b. Pożądliwość przekreślająca dar osoby


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Benedykt XVI ląduje przy Jasnej Górze: Pielgrzymka do Polski
Ryc.2. Benedykt XVI: z podwiniętą przez wiatr peleryną
Ryc.3. Cuda przyrody: góry lodowe wyrastające z wód oceanu
Ryc.4. Niemowlę w czułych dłoniach rodzicicielskich
Ryc.5. Przeżycia w spotkaniu z Namiestnikiem Chrystusa, Janem Pawłem II
Ryc.6. Przepiękny widok kombinacji wody, cudownej roślinności i techniki