(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(7,7 kB)

e. Owoce rozważań w.14-16 i dalsze perspektywy

W podsumowaniu wielowiekowych dyskusji na temat istoty i sakramentalności małżeństwa widzimy, że teologia wychodząc od serii poglądów na temat skutków przyjętego sakramentu małżeństwa: zachowania małżonków w łasce, poprzez łaski otrzymywane przez małżonków dzięki sprawowanej liturgii sakramentu, doszła do lepiej uzasadnionego przekonania wiary, że małżeństwo jest źródłem łask – ponieważ jest jednym z siedmiu sakramentów. Tym samym zaś łaska sakramentu jako takiego nie może być uzależniona od błogosławieństwa kapłańskiego, lecz działa skutecznie mocą samego jego przyjęcia względnie udzielenia go sobie (zob. art.cyt. ks. prof. A.Sobczaka, przyp. 34nn).

Uwieńczeniem stopniowego zgłębiania depozytu wiary apostolskiej w tym zakresie są rozważania przedstawione przez św. Alberta Wielkiego (1193 - 1280) oraz św. Tomasza z Akwinu (1225-1274). Tak jeden, jak drugi nawiązują do trzech podówczas panujących opinii na temat łask związanych z sakramentem małżeństwa. Wspominają, że według jednych małżeństwo nie jest źródłem żadnych łask. Według innych małżeństwo jedynie zachowuje Bożą łaskę u małżonków. A wreszcie według trzeciej grupy ówczesnych autorów małżeństwo niesie samo przez się Bożą łaskę, stając się dla przyjmujących je nieustannym źródłem łask nieodzownych do Bożego i ludzkiego kształtowania życia małżeńskiego i rodzinnego na co dzień (zob. art.cyt. ks. prof. A.Sobczaka, przyp. 37n).

(6,2 kB)

f. Perspektywy dalszego zgłębienia Bożego zamysłu miłości

Trudno zaprzeczyć, że teologia małżeństwa jako sakramentu, po dwu tysiącach lat chrześcijaństwa nadal znajduje się dopiero na etapie jej coraz dalej postępującego zgłębiania, pomimo jej nieprawdopodobnych pogłębień dokonanych szczególnie za pontyfikatu św. Jana Pawła II. Wydaje się, że wizja Pisma świętego na temat przymierza, jakie Bóg nieustannie ofiaruje rodzinie człowieczej, skondensowanej w szczególny sposób w Izraelu, nie krępując się mówić o nim w swym Słowie-Bożym-Pisanym jakoby to były swoisty związek małżeński pomiędzy Bogiem a Ludem Bożym traktowanym jako Oblubienica – wciąż tak dalece przerasta możliwości wyobrażeniowe tegoż Ludu, że teologia po prostu nie ma odwagi przyjmować Bożych wynurzeń miłosnych do człowieka: mężczyzny i kobiety w sensie naprawdę dosłownym. To co Bóg mówi o sobie w swych odniesieniach do człowieka jest tak bardzo nieprawdopodobne, że nie mieści się w ludzkich kategoriach myślenia. Chodzi o stałe wzajemne przenikanie się tego co Bożego – z tym co jest bardzo człowiecze, nie wyłączając całego wymiaru płciowego człowieka.

(5.4 kB)
Objaśnienie

Tymczasem sam Bóg niejako nie ma oporów, by ukazywać miłość jaką umiłował człowieka: mężczyznę i kobietę – jakoby swoistej ‘belki pionowej’, wyrażającej miłość Jego, Boga – do człowieka jakoby swej Oblubienicy [pion: On-Bóg – a człowiek jako Boża Oblubienica]. Przy czym owa ‘belka pionowa’ nieustannie krzyżuje się z ‘belką poziomą’, wyrażającą wzajemną miłość, jaka winna łączyć męża z żoną (zob. do tego niż, grafikę: Oblubieńcza Miłość Boga - a oblubieńcza miłość małżonków). Miłość małżeńska winna według Bożego zamysłu stale uwidoczniać małżonkom, a przez nich całemu Ludowi Bożemu – niewyobrażalnie bardziej intensywną miłość, jaką ich i każdego człowieka odwiecznie umiłował Bóg Trójjedyny. Oto właściwe ukierunkowanie dla Bożego przeżywania małżeństwa. Nic dziwnego, że Chrystus podniósł je do poziomu zasadniczego sakramentu założonego przez siebie Kościoła.

Taki też, a nie inny, sposób spoglądania na małżeństwo i przeżywania wszystkiego, co się w nim dzieje – we wszystkich, właściwych mu wymiarach, jest głęboko wyryty w ludzkim sercu. Serce to jest zdolne ten Boży zapis odczytać, jeśli tylko wsłuchuje się uważnie w Boży głos mówiący do siebie w owym „najtajniejszym ośrodku i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa ...” (DeV 43).
– Istnieje też bowiem wciąż realna możliwość zagłuszenia tegoż Bożego głosu i tym samym utraty widoczności Boga przy przeżywaniu ‘miłości’, mianowicie gdy to serce daje się uwieść w kierunku pożądliwości. W takiej sytuacji nie da się już dostrzec Boga. Serce człowiecze jest wtedy ‘nie-czyste’. Wyrazi to Chrystus w swych Błogosławieństwach: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).

Mimo jednak człowieczej grzeszności i nędzy – szczególnie tej w wymiarze płciowości, Bóg nie waha się w sposób niezwykle konsekwentny i zdecydowany wyrażać w taki właśnie sposób o swojej miłości do człowieka, swego żywego Obrazu wobec kosmosu. Bóg naprawdę kocha człowieka jako tę swoją, Oblubienicę. Skądinąd jednak: u Boga niemożliwa jest miłość inna, jak tylko ... Oblubieńcza! Bóg jest naprawdę miłością ... żywą, ‘ciepłą’, a zarazem nie mającą nic wspólnego z ‘seksem’. Bóg jest przecież natury duchowej.

A jednak ... w Chrystusie Jezusie, Synu Bożym, ale i Synu Człowieczym – stał się Bóg dotykalny-namacalny. Co więcej, w Chrystusie stał się Bóg Trójjedyny Oblubieńcem człowieka – mężczyzny i kobiety; i nie krępuje się tego określenia. Oblubieńczość ta jest jednak ‘oblubieńczością’ tylko na jeden jedyny sposób. Ten zaś stanowi istotę aktu małżeńskiego zjednoczenia według Bożego zamysłu miłości. Chodzi o osobowe przymierze komunii życia i miłości – ku życiu wiecznemu. Jezus, Bóg-Człowiek, stał się dla swego Kościoła, a konsekwentnie dla każdego z Odkupionych – Oblubieńcem-z-Krzyża. Niczego nikomu nie zabierając, a natomiast obdarzając swoją Mistyczną Oblubienicę i każdego z odkupionych swym Bożo-Ludzkim Ciałem i swoją Bożo-Ludzką Krwią. By „owce Jego życie miały – i miały je w obfitości” (J 10,10) (zob. dokładniej zwł. cz.VII, rozdz.1: Boży Oblubieniec w oddaniu na Krzyżu ‘siebie-do-końca’ ku dobru Oblubienicy)

W tej sytuacji postawa Boga w Jego zamyśle miłości oblubieńczej do człowieka – powinna stanowić zarówno dla teologii, jak i samych konkretnych małżonków nieustanną zachętę i dodawać człowiekowi nie złudnej, pokornej – a ufnej odwagi, by nie obawiał się wyprowadzać wszelkich konsekwencji z Bożych ‘wynurzeń miłości’ podarowanych mu w Słowie-Bożym-Pisanym, a potem Wcielonym, a w końcu Eucharystycznym. Wspomniane Boże ‘wynurzenia’ przedstawione będą w następnych rozdziałach niniejszej części.

Małżeństwo jest w oczach tego Boga, który je stworzył, widocznie czymś wciąż niezwykle wzniosłym – przy całej swej zdawać by się mogło prozaiczności na co dzień, i zarazem tak wielkiej nędzy człowieczej, jaka się wiąże w bardzo szczególny sposób z wymiarem człowieka jako mężczyzny i kobiety. Bóg nie waha się nawiązywać do rzeczywistości dziejącej się między małżonkami, by dać do zrozumienia: im samym oraz całemu Ludowi Bożemu, o ile bardziej miłością, tęsknotą i żarem w całkowitości oddania siebie – jest dla człowieka: mężczyzny i kobiety, sam przede wszystkim On: Trójjedyny! Z tego właśnie względu wychodzi On nieustannie do człowieka ze swą oblubieńczą propozycją. Zaprasza mianowicie każdego mężczyznę, każdą kobietę – do przyjęcia swej Bożej, wszystko przerastającej oferty: oblubieńczego uczestnictwa w tym, Kim On sam JEST w swojej Bożej miłości i w swoim Bożym życiu.

Jeśli płciowość można przeżywać w sposób, który doprowadzi człowieka do dna wielorakiego upadku, to istnieje tym bardziej realnie sposób jej przeżywania w duchu „świętości i nieskalaności”, do jakiej Bóg „od początku”  stworzył i wezwał człowieka, kształtując go na swój Obraz i Podobieństwo (por. Rdz 1,26n; Ef 1,4; 5,27; itd.).

Rozważaniu tajemnicy tak Bożej, jak ludzkiej miłości związanej z tym właśnie wymiarem człowieczeństwa: jako męskiego i żeńskiego, będą poświęcone kolejne, dalsze rozdziały niniejszej części VI naszej strony.

(10,4 kB)

C.   ELEMENTY SKŁADOWE MAŁŻEŃSTWO JAKO SAKRAMENTU

(7,2 kB)

1. Tu wszystko jest ... podarowane

(6,2 kB)

a. Prozaika życia czy ciągła tajemnica

Przebyliśmy już długą drogę wstępnych rozważań nad małżeństwem. Pragniemy przybliżyć się do zasadniczego wątku niniejszej części i niniejszego rozdziału: małżeństwa jako sakramentu. Wypadało zadać sobie niełatwe pytanie, dlaczego powszechna świadomość Ludu Bożego Kościoła dochodziła niezmiernie wolno do wniosku, że również małżeństwo zalicza się do grupy siedmiu sakramentów, jakie Odkupiciel zostawił w dziedzictwie i do zarządzania założonemu przez siebie Kościołowi.
– Jest jasne, że od świadomej wiedzy na ten temat nie zależy sam w sobie sakrament małżeństwa, ani też łaski, jakich Bóg udziela z chwili na chwilę osobom, które związały się z sobą przymierzem małżeństwa.

Przykład ‘małżeństwa’ stwarza natomiast lekcję poglądową, dzięki której możemy przyjrzeć się dokładniej Bożo-Ludzkiemu charakterowi Kościoła. Stajemy tu nieustannie w obliczu przerastających nas tajemnic, których nie rozszyfruje bez reszty ludzki rozum zostawiony samemu sobie. Chociaż jednak tajemnica nadal pozostanie tajemnicą, wolno nam podejmować próby wnikania w jej głębię. Bóg się tylko uraduje, gdy z ufnością poprosimy Go w tym celu o oświecenie umysłu i serc. W odpowiedzi roztoczy On przed nami coraz szersze, radosne perspektywy tego, co nadal pozostaje tajemnicą, choć zaczniemy kosztować z wielką wdzięcznością jej wielkości i zachwycającego uroku.

Kościół nigdy nie przestanie być instytucją jednocześnie widzialną – i niewidzialną: ludzką, ale tym bardziej Bożą w analogii do Osoby samego Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa. Jezusa można było zobaczyć i Go dotknąć (por. 1 J 1,1.3), można było przeprowadzać na Jego Ciele ... eksperymenty! Jadał On tak samo jak każdy inny najnormalniejszy człowiek – również po swoim Zmartwychwstaniu (por. Łk 24,39-43; J 21,5.9-13). Były chwile, że był wyraźnie rozradowany „w Duchu Świętym” (zob. Łk 10,21; Mt 11,25). Nadeszły z kolei chwile Jego przerażonego strachu i śmiertelnego smutku (np. J 12,27; Mt 26,37n; Łk 22,44).
– Jego właśni bracia i siostry w tej samej ludzkiej naturze zakatowali Go ostatecznie za to, że ukochał Ojca i każdemu z ze swych braci i sióstr pragnął udostępnić życie – wieczne (por. J 6,48-51; 17,19). Z Jego – bez opamiętania biczowanego Ciała tryskały fontanną strugi Bożo-ludzkiej Krwi, a haki biczów rozrywały Jego Bożo-ludzkie Ciało, wyrywając je żywcem z miażdżonych mięśni (zob. do tego z badań nad Całunem Turyńskim, np.: Syn Boży w przeżywaniu daru-Siebie na Krzyżu Przymierza).

Tak wyglądała ‘wizualna’ strona Odkupiciela. Można było zadawać sobie pytanie: Czyżby to miał być ... Bóg? Pytanie takie nasuwało się nieodparcie szczególnie wówczas, gdy nadeszła z dawna przez Syna Bożego, który zechciał stać się ‘Synem Człowieczym’, wytęskniona, w przerażeniu oczekiwana, a jednocześnie z uniesioną i żarliwą miłością z góry zaakceptowana ‘Jego Godzina’: godzina odkupienia człowieka. W uszach i w sercu brzmią nam słowa Jana Pawła II o Sercu Syna Człowieczego w tej trudnej próbie na jakość Jego Bożo-ludzkiej miłości tak do Ojca, jak do nas, Jego niegodnych sióstr i braci:

„Jezus Chrystus, Syn Boży – jako człowiek – w żarliwej modlitwie swojej męki,
pozwolił Duchowi Świętemu, który już przeniknął do samej głębi Jego własne człowieczeństwo,
przekształcić je w doskonałą ofiarę poprzez akt swej śmierci jako żertwy miłości na krzyżu ...” (DeV 40).

Czy się dziwić, że – jak tajemnicą jest Osoba Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa, i jak tajemnicą jest Bożo-ludzka instytucja Kościoła, tak i tajemnicą pozostaje rzeczywistość każdego kolejnego małżeństwa?
– Można je przeżywać płytko i ignorując zamysł, jaki sam Trójjedyny nieodwracalnie związał z podarowaną rodzinie człowieczej instytucją małżeństwa.
– Zawsze jednak aktualne pozostaje żarliwe wezwanie, z jakim Trójjedyny zwraca się do każdych nowych dwojga, którzy przystępują do związania się przymierzem małżeńskim, by w jego przeżywaniu wprowadzali w czyn Boży zamysł miłości, który poprzez małżonków-rodziców ma przechodzić „z pokolenia na pokolenie”:

„Zamiar Pana trwa na wieki;
Zamysły Jego Serca – z pokolenia na pokolenie ...
– Oto oko Pana nad tymi, którzy się Go boją,
nad tymi, co ufają Jego łasce,
aby ocalić ich życie od śmierci
i żywić ich w czasie głodu ...” (Ps 33[34],11.18n).

Czy rozpoznajemy w tych słowach stworzycielską – i odkupicielską miłość Ojca Niebieskiego, który nagląco proponuje swym dzieciom „bojaźń Bożą”, tzn. kierowanie się w życiu czcią miłości względem Stwórcy i Odkupiciela? A Ten z radością obdarzy w zamian – w Jezusie Chrystusie, uczestnictwem w życiu – swoim: wiecznym. Nagradza po swojemu zawierzenie Bogu (por. „Jezu, ufam Tobie”) Eucharystią: oblubieńczym Pokarmem, którym staje się sam On jako „(swoje) Ciało za życie świata” (J 6,51).

Zapewne, nietrudno usłyszeć wypowiedzi niejednych małżonków ze stażem, którzy w chwili szczerości próbują podsumować przeżyte już lata swej wspólnoty życia i miłości, iż życie w małżeństwie jest naprawdę trudne. A i przeżywanie bliskości płciowej bywa określane przez niejednych jako chwil właściwie ‘brutalnych’, które w każdym razie mają niewiele wspólnego z idealizmem wyrażanym na ten temat m.in. przez autorów kościelnych ..., a chociażby i na niniejszej stronie internetowej.

A przecież te same pary małżeńskie dobrze wyczuwają (niewątpliwie dzięki działaniu i w ich sercach Ducha Świętego), iż owo płytkie przeżywanie komunii małżeńskiej i rodzinnej nie jest tym, za czym w sposób nieutulony tęskni świadectwo ich ludzkiego serca, które nie może mylić. Jednocześnie zaś wyczuwają z mniej lub więcej uświadomioną pewnością (wiary), iż dostępowanie „pełni” pokoju-radości w życiu małżeńskim i rodzinnym jest możliwe – i ostatecznie nietrudne do osiągnięcia. Oczywiście za cenę niezbyt trudnego przetworzenia swych preferencji życiowych – po linii postawionego przez Chrystusa warunku:

„Jeśli będziecie zachowywać moje Przykazania,
będziecie trwać w miłości mojej,
tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego Miłości.
To wam powiedziałem, aby radość moja w was była,
i aby radość wasza – była pełna” (J 15,10n).

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam.
Nie tak jak daje świat, Ja wam daję ...” (J 14,27).

Czy Syn Człowieczy nie uprzytomnia tu nieodwracalnie istniejącej, realistycznej więzi pomiędzy tajemnicą – a zdawać by się mogło: prozaiką życia na co dzień? Tak ‘radość’, jak ‘pokój’, o których Jezus mówi, istnieją co prawda na tym świecie. Ale ich korzenie tkwią daleko poza tym światem: przerastają one wszelkie zdolności ‘materii’. Wyrastają jako podarowana człowiekowi miłość prosto z Serca Trójjedynego.

Rzeczywistość ta nie może nie dotyczyć wprost również małżeństwa. Małżeństwo jest ponad wątpliwość darem całkiem szczególnym Ojca wszelkiego życia i wszelkiej miłości. Dar ten w Bożym zamierzeniu ma nieustannie uwidoczniać Bożemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie, tajemnicę miłości, jaką Trójjedyny proponuje Rodzinie Człowieczej, czekając na odruch wzajemności ze strony człowieka – w głębokiej analogii do odniesień miłości między dwojgiem zakochanych.

(6,2 kB)

b. Miłość i życie: znak nieustannie mówiący

Wypada zastanowić się z dystansu nad szeregiem podstawowych faktów, jakie składają się na życie w małżeństwie i powstającej z niego rodzinie. Pozwoli to, być może – na zasadzie ‘po nitce do kłębka” – dojść do źródła, z którego fakty te się wywodzą. Można się spodziewać, że takie spojrzenie: metodą od zaistniałych faktów do ich pra-początku, przyczyni się do ubogacenia ludzkiej osoby. Uchyli to coś z rąbka tajemnicy, jaką stanowi małżeństwo i rodzina, które od początku do końca zakorzenione są i wzrastają na rzeczywistości, której na imię: miłość i życie. A choć jedno i drugie istnieje na świecie, to przecież wciąż stwierdzamy: sama z siebie materia nie jest w stanie ich wykrzesać. Tak miłość, jak życie są pochodzenia spoza tego świata!

Lojalne zastanowienie się nad związkiem małżeńskim dwojga osób – i konsekwentnie: rodziną, prowadzi do zdumiewająco prostego stwierdzenia. Mianowicie wszystkie podstawowe komponenty małżeństwa i rodziny są rzeczywistością zastaną. Wszystko co dotyczy konstytutywnych aspektów małżeństwa i rodziny, zostaje tym dwojgu jako małżonkom dane: podarowane.
– Ci dwoje zdają sobie dobrze sprawę, że nie mają tu nic do ‘odkrywania’ czy wymyślenia od nowa. Wszystkie podstawowe elementy życia w zawiązanej komunii małżeńskiej otrzymują w chwili zawierania swego przymierza w postaci gotowej: zastanej.

Rzecz jasna, rzeczywistość w którą wkraczają, stanowi jedynie ‘surowiec’ : żyzne, uprawne pole, swoisty budulec. Z niego i na nim trzeba będzie dopiero wznosić budowlę komunii małżeńskiej i rodzinnej na co dzień, tak iżby otrzymany ‘talent’ przyniósł dochód i wydawał wciąż obfity owoc. Bo w sytuacji człowieka upadłego zawsze też istnieje bardzo realna anty-możność: zaprzepaszczenia nawet najpiękniejszych darów i szans. Któż by temu zaprzeczył?

Niemniej samej w sobie istoty małżeństwa i rodziny ci dwoje nie muszą ‘wymyślać’. Osoby wiążące się przymierzem małżeńskim otrzymują je każdorazowo jako rzeczywistość gotową-zastaną: im konkretnie podarowaną.
– Co więcej, ci dwoje zdają sobie sprawę – świadomie czy podświadomie, że ani oni sami, ani żadna władza cywilna czy religijna nie jest upoważniona do wprowadzania modyfikacji któregokolwiek z konstytutywnych komponentów małżeństwa i rodziny. Świadomość ta wiąże się z wyrytym w głębinie ludzkiego serca: sumieniu – imperatywem moralno-etycznym w tym względzie. Choć oczywiście każda ludzka osoba jest zarazem władna sprzeciwić się głosowi sumienia, który w owym „najtajniejszym ośrodku i sanktuarium człowieka” (DeV 43) każe czynić dobro, a unikać zła.

Czyżby tym darowującym rzeczywistość małżeństwa-rodziny był ślepy ‘los’ ? Ewentualnie samo jedynie nieprzezwyciężone wzajemne przyciągania płci, graniczące z ślepym determinizmem niepohamowanego seksu, który by nie miał nic wspólnego z godnością osoby i wzajemną odpowiedzialnością mężczyzny za godność kobiety i na odwrót: kobiety za godność mężczyzny (por. MiN 391; MuD 14)?

Czy wobec tego małżeństwo i rodzina to ‘podarunek’, albo i nakaz-przymus swoistej ‘umowy społecznej’ jako końcowej fazy ewolucjonizmu, w ramach którego wykształcał się stopniowo, przez dziesiątki i setki tysięcy lat istnienia gatunku ‘homo sapiens’ (człowiek jako istota rozumna) na globie ziemskim – ‘wariant’ (lub: mutant ?) łączenia się ludzkiego samca z ludzką samicą w końcu we względnie stabilne ‘stado’ dwojga, któremu ostatecznie nadano nazwę: małżeństwa i rodziny?

Innymi słowy: czy za małżeństwo i rodzinę odpowiedzialne jest ślepe, bezosobowe ‘coś’ – czy też określony osobowy ‘Ktoś’ ? Jeśli zaś z góry odrzucić trzeba sam w sobie absurdalny wariant w sensie ‘coś’, pozostaje tylko jedna rozsądna odpowiedź: małżeństwo w całej rozległości składających się na nie komponentów zostaje mężczyźnie i kobiecie podarowane przez tego „Który JEST” (Wj 3,14; por. J 8,28.58). On to „tak ... umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego (= Syna) uwierzy, nie zginął, ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Uczciwość w myśleniu każe uznać małżeństwo za instytucję trwałej, dozgonnie wiernej, nierozerwalnej wspólnoty życia i miłości, która z natury swej ukierunkowana jest na przekazywanie życia oraz wychowanie potomstwa (zob. KPK, k. 1055nn; KKK 1601nn; KKKK 337n.343n.346). Wszelkie inne warianty dotyczące małżeństwa i rodziny muszą być ocenione z góry jako nie przez Boga narzucone – zniekształcenia Bożego niezmiennego zamysłu dotyczącego tego z szczególnym ‘uczuciem’ mężczyźnie i kobiecie przez Stworzyciela podarowanego daru.

A chociaż niektórzy odrzucają wymagania tak pojmowanego małżeństwa, opowiadając się za małżeństwem ‘czasowym’ lub jedynie ‘na próbę’ – ze swobodą rozejścia się i wiązania z kimś coraz innym, to przecież nieuprzedzona intuicja, swoiste echo ‘zmysłu wiary’ (zob. do tego wyż.: Analogia wiary i zmysł wiary – wraz z kontekstem), nie może uznać takiego stanowiska za słuszne. Pomijając zwyrodnienia seksualne, jak sam w ogóle pomysł 'małżeństw' homoseksualnych – z prawem adopcji itp., może się niebawem ujawnić, że miłość ‘łatwa’ między mężczyzną a kobietą nie będzie miała nic wspólnego z ‘miłością’, za jaką tęskni głębia ludzkiego serca. Ono bowiem jest transcendentnie większe od samej tylko materii i ciała. Miłość nastawiona na ‘zaliczanie’ okaże się rychło jednym dążeniem do zapewnienia sobie samemu maksimum przyjemności, ewentualnie do zapewnienia przyjemności (w formie obopólnej masturbacji) dwom zespolonym samolubstwom – w na razie zgodnym eksloatowaniu swych cielesnych możliwości.

Miłość taka nie będzie darem-siebie-całego dla dobra tego drugiego, rzekomo umiłowanego, ani też darem ‘dla niego samego’. Nie będzie u niej dynamiki typowej dla miłości: od-środkowej. Jej charakter jako anty-miłości można będzie rozpoznać z daleko po jej dynamizmie do-środkowym, który dąży do jednego: zaspokojone musi być moje ‘ja’ – obojętne, za jaką cenę. Oraz: co mnie obchodzi przeżycie tego drugiego?

(6.5 kB)
Objaśnienie

Rzetelne myślenie potwierdza ogólnoludzką intuicję, która nie może mylić: że kształtowanie życia i miłości, treści małżeńskiej komunii na co dzień, a tym bardziej ilekroć ci dwoje oddają się sobie w obopólnym darze małżeńskiego zjednoczenia [= Miłość], które w pewnych sytuacjach owocuje rodzicielstwem [= życie], jest nieustannym zanurzaniem się w tajemnicy, której korzenie nie mogą pochodzić z tego świata. Miłość, a z kolei życie, są nieproporcjonalne do możliwości samej tylko ‘materii’. Zakładają one Ducha, który wprowadza w ... wieczność. Duch ten nie może nie być ... Osobą. Wyraźniej mówiąc: nie może On nie być ... Bogiem, tj. Kimś, Osobą.

Tego to Boga poznaliśmy już wielorako. Bo On sam dał siebie poznać. Ujawniał On człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie „od początku” – swój zdumiewający zamysł względem niego. Zamysł oczywiście warunkowy, bo zwracający się do wolnej woli swego żywego Obrazu wobec kosmosu. Chodzi o zaproszenie mężczyzny i kobiety do uczestnictwa w Bożym własnym życiu i w Bożej własnej miłości.

Innymi słowy całokształt życia, szczególniej zaś życia przeżywanego w małżeństwie i rodzinie, nie może nie uwidoczniać z szczególnie bliska Trójjedynego – pierwsze źródło Miłości, której innym imieniem jest Życie. Takim jest Bóg „od początku”. Wyraził to zwięźle Jan Paweł II:

„Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia
stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię” (EV 2).

Wcześniej zaś Apostoł Narodów, św. Paweł, wyraził to na swój sposób w słowach najgłębszego hołdu zdumienia i wdzięczności w obliczu Bożego Ojcostwa:

„Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi,
aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego
wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka” (Ef 3, 14nn; zob. LR 5.7.10.15).

W zdaniu tym, zapisanym w Liście św. Pawła do Efezjan (do którego sięgniemy jeszcze niejednokrotnie), nawiązuje Paweł do całej Trójcy Świętej. A ta – jest Miłością: „Bóg JEST – Miłością” (1 J 4,8.16). Jest tu mowa o Ojcu. A jeśli o Ojcu – znaczy to, że jest i Boży Syn. Jest wreszcie mowa o Duchu Świętym, który sprawia wzmocnienie sił ‘wewnętrznego człowieka’. Św. Paweł uwydatnia zresztą z szczególnym naciskiem sprawę „życia według Ducha” (np. Rz 8,4n; Ga 5,25; zob. też MiN 394). Duch Święty sugeruje z właściwą sobie miłością postępowanie godne wezwania człowieka przez Trójjedynego: „... Postępujcie według Ducha, a nie spełnicie pożądania ciała” (Ga 5,16; por. 1 P 4,6).

(7,2 kB)

2. Komponenty małżeństwa i rodziny – zastane

(6,2 kB)

a. Zastany związek dwojga: mężczyzny i kobiety

Jeśliby się skupić na specyficznych odniesieniach dwojga osób zawierających małżeństwo, trzeba przede wszystkim stwierdzić, że jeśli małżeństwo ma być małżeństwem, nie może się to stać inaczej, jak tylko poprzez zawarcie przymierza między dwojgiem osób różnej płci: mężczyzną i kobietą. Mówienie o ‘małżeństwie’ między dwoma mężczyznami (geje), względnie dwiema kobietami (związek lesbijski) zakłada wzajemnie się wykluczającą sprzeczność. ‘Małżeństwo’ dwóch gejów czy lesbijek, a tym bardziej agitacja za ‘małżeństwami’ homoseksualnymi świadczy o nienormalności władz umysłowych danego człowieka i całych grup ludzkich. Chodzi wówczas o poczytalne pobłądzenie już nie tylko w wymiarze etyki, lecz zawinione zaćmienie rozumu (obszerniej zob. wyż.: Homoseksualizm i Wolne Partnerstwa heteroseksualne).

W uszach brzmią nam surowe słowa Apostoła Narodów do Rzymian o ówczesnym homoseksualizmie. Słowa te „ Słowem Bożym”, choć „wyrażonym ludzką mową” (por. DV 13b). Tym samym zaś „niebo i ziemia przeminą, ale Moje Słowa – nie przeminą” (Mt 24,35; por. Mt 5,18; Iz 40,8; 1 P 1,25):

„... Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali,
lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce.
Podając się za mądrych stali się głupimi ...
Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości,
tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał ...
... Kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze.
Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą,
zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd
i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.
A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga,
wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi ...” (Rz 1,21n.24.26nn)
(Zob. cały ten tekst wyż.: Paweł Apostoł o homoseksualizmie. Tekst Rz 1,21nn).

Zdumiewające są gniewne naciski najwyższych gremiów ustawodawczych zdawać by się mogło ‘myślących’ polityków, zasiadających na najwyższych podiach państwowych i międzynarodowych, którzy wydają ustawy zakazujące wyrażanie własnej opinii na temat dewiacji ruchów gejowsko-lesbijskich, a nawet ustanawiają surowe kary za głoszenie prawdy w tym względzie.
– Postawa ta świadczy o zastraszeniu owych gremiów i ich zniewoleniu przez wiodące grupy ruchów homoseksualnych. Albo też politycy ci ulegają ... przekupstwu? Górę wtedy bierze nie rozum, lecz strach, który woli „nie słyszeć i nie widzieć” (por. Mt 13,14n; J 3,19; 8,12) oczywistego zła i umywa ręce (por. Mt 27,24) w obliczu najoczywistszej niesprawiedliwości i klęski: etycznej, społecznej, politycznej, narodowej i międzynarodowej.

Trudne to do zrozumienia, żeby ten który jest ZŁY: szatan, zdołał aż tak dalece ogłupićtych którzy do niego należą” (Mdr 2,24) i wymusić na nich uznawanie oczywistego zła – za dobro, i na odwrót. Postawa taka ma oczywiście swoją – w historii ludzkich zbrodni głęboko zakorzenioną anty-tradycję, z jej niewyobrażalnym anty-uwieńczeniem w postaci skazania na śmierć Jezusa Chrystusa, Syna Boga Żywego (por. Dz 2,23; DeV 31).

O zaprzedaniu się Złemu wspomina otwarcie już Izajasz (druga połowa 8 w. przed Chr.):

„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro – złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności ...
Biada tym, którzy się uważają za mądrych
i są sprytnymi we własnym mniemaniu ... ! (Iz 5,20n; por. też EV 24.58).

Uchwalanie statusu uprzywilejowanego dla związków partnerskich homoseksualnych oraz ich zrównanie z autentycznym małżeństwem i rodziną powinna uruchomić w trybie pilnym wniesienie sprawy odpowiedzialnych za to osób przed Trybunał zbrodni przeciw ludzkości.
– Osoby takie należy odizolować od społeczeństwa i doprowadzić do natychmiastowego anulowania wydanych przez nich zarządzeń i ustaw. To bowiem, co uchwalili, wiedzie wprost do fizycznej eksterminacji ludzkości.

Niezależnie od tego uchwały te są wprost sprzeczne z niezbywalnymi prawami dziecka do posiadania prawdziwych rodziców. Wyrządzają one jednocześnie niepowetowaną krzywdę samym zainteresowanym, a tym bardziej prawdziwym, heroicznym małżeństwom i rodzinom.
– Z punktu widzenia zaś ściśle ekologicznego i zdrowotnego uchwały pro-gejowskie i pro-lesbijskie stwarzają świadome poparcie dla masowego rozprzestrzeniania się często śmiertelnych chorób zakaźnych przekazywanych drogą wyrafinowania seksualnego.

Można sobie oczywiście wyobrazić upadek moralny osoby indywidualnej, która nie umie już myśleć o niczym innym poza zaspokajaniem seksu: sama z sobą, względnie kimkolwiek innym: osobą tej samej płci lub płci odmiennej.
– Każdy poszczególny człowiek, szczególnie zaś ten uwiedziony w homoseksualizm, lub doprowadzony do takiego stanu przez środowisko w jakim się obraca, jest godny szczerego pożałowania. W ramach elementarnego humanizmu i miłości bliźniego należy mu dopomóc w uwolnieniu się z zaciągniętego uzależnienia. Należy ofiarnie popierać stowarzyszenia utworzone dla wyzwoleniu takich osób z poczucia braku doznanej miłości, które wskutek tego poszukują jej tam, gdzie jej na pewno nie ma.

Czym innym jest natomiast aktywny udział w ruchach gejowsko-lesbijskich oraz genderystowskich oraz ich jakiekolwiek popieranie. Zorganizowane ruchy homoseksualistów i genderu bronią swego statusu przy użyciu niebywałego nacisku. Są mistrzami w szafowaniu zakłamanymi argumentami dla wywalczenia sobie coraz dalszych uprawnień, właściwych małżeństwom i rodzinom. W takim przypadku nie może być oczywiście mowy o jakichkolwiek ustępstwach i faworyzowaniu wysuwanych przez nich roszczeń.

Określanie mianem ‘małżeństwa’ z zasady krótkotrwałej więzi pomiędzy osobami tej samej płci jest aberracją rozumu. Konstytutywną cechą małżeństwa jest od początku jego zaistnienia rzeczywistość diametralnie inna. Małżeństwo jest nastawione od zawsze na dobro wspólne. Chodzi o rzeczywiste dobro tych dwojga, którzy decydują się na dozgonną, wierną komunię życia i miłości. A tę – cechuje z istoty swej dynamika od-środkowa: służba życiu i miłości – zarówno ściśle małżeńskiej, jak i rodzicielsko-rodzinnej, i konsekwentnie życiu i miłości społecznej.
– Przeciwnie zaś, mniej lub więcej hałaśliwie się reklamujące związki partnerskie gejowsko-lesbijskie oraz genderystowskie z istoty swej niszczą tak życie, jak i miłość, poczynając od siebie samych oraz partnera seksualnego. Jedyną ich ‘służbą’ w stosunku do społeczeństwa jest sianie wielorakiej destrukcji: etycznej, rodzinnej i społecznej. Docelowym uwieńczeniem partnerstw gejowsko-lesbijskich jest przecież śmierć rodu ludzkiego (zob. do tego dokładniej końcowe paragrafy rozdziału o ‘Gender’: cz.VI, rozdz. 3).

Nie tak to było „na początku” ! Mimo wszelkich nizin moralnych ludzkości nigdy nie doszło do zatracenia wizji małżeństwa i rodziny, jak ona została podarowana rodzinie ludzkiej „od początku”, i w obliczu jakiej każde pokolenie stawało od nowa jako wobec rzeczywistości zastanej. Do owego ‘początku’ będzie się odwoływał przy użyciu Bożego niekwestionowanego autorytetu Jezus Chrystus (por. Mt 19,4.8). Zstąpił On na ziemię m.in. po to, żeby również instytucji małżeństwa i rodziny przywrócić jej pierwotną godność i zwierzone jej twórcze zadania.

(6,2 kB)

b. Zastany związek miłości ukierunkowanej

Kolejną rzeczywistością zastaną, gdy dwoje osób decyduje się na związanie się przymierzem małżeństwa, jest zaistniała pomiędzy nimi dwojgiem miłość. „Od początku” w grę wchodziła obopólna miłość czynna, przeżywana z zasady z silnym zabarwieniem uczuciowym. Uczucie to może z biegiem czasu nie wyrażać się tak płomiennie jak w pierwszym okresie wzajemnego poznawania się. Tym bardziej jednak przekształca się w wolę wiernego, dozgonnego trwania przy tym drugim, ukochanym „w doli i niedoli”.

Miłość taka wiąże się niewątpliwie wielorako z atrakcyjnością tego drugiego w wymiarze jego męskości czy kobiecości. Cechą tej miłości jest jednak twórcze przetwarzanie budzącej się, samej w sobie ślepo reagującej pożądliwości i przymusu ciała – w kierunku czujnego oczyszczania niekontrolowanych odruchów i budowania więzi głęboko duchowego zjednoczenia na poziomie osoby. Dla tak wypracowywanej miłości nie będzie rzeczą trudną niestrudzone przekreślanie rodzących się dążności egoistycznych, w parze z czujną troską o prawdziwe dobro tego drugiego w małżeństwie.

Tak pojmowana Miłość – jako ‘agape”, choć oczywiście podbarwiona zrównoważonym ‘erosem’ (por. DCE 3-8), jest na swój sposób komponentem zastanym i samym przez się zrozumiałym „od początku”, odkąd zaistniało małżeństwo na świecie. Takie zostało ono podarowane mężczyźnie i kobiecie przez samego Stworzyciela. Wszelkie odchylenia od takiego pojmowania miłości narzeczeńsko-małżeńskiej były też od zawsze prawidłowo oceniane jako sprzeczne z tym, czym małżeństwo i rodzina być winny „od początku”.

Świadectwem takiego rozumienia i przeżywania małżeństwa jest wypowiedź autora biblijnego, przedstawiającego spotkanie pierwszych dwojga, gdy Bóg Stwórca przyprowadził ze swoją stworzycielską radością do stęsknionego za odpowiadającą mu i dopełniającą go osobą – pierwszą niewiastę. Pierwszy człowiek, którym okazał się w tej chwili pierwszy mężczyzna, rozpoznający swoją tożsamość jako mężczyzny dzięki temu, że stanęła przy nim kobieta (por. MiN 40nn), wydaje w zachwycie i wzruszeniu na widok „geniuszu kobiety” (por. MuD 30 i 31) okrzyk, wyraz uczuciowego przylgnięcia do niej jako małżonki i dozgonnego związania się z nią w obopólnym całkowitym darowaniu się sobie:

(8.3 kB)
Objaśnienie

„Ta jest wreszcie – tym razem – kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Toteż należy jej nadać imię ‘mę-żatka’, bo ‘z-męża’ jest wzięta!” (Rdz 2,23).

Pierwszy mężczyzna nie poprzestaje na samym tylko wzruszeniu w obliczu anonimowo pojmowanej kobiecości. Autor biblijny przedstawia jego słowa, wyrażające decyzję związania się z tą określoną niewiastą węzłem małżeństwa. Małżeństwo to jest też „od początku” ukierunkowane na utworzenie rodziny – w prostej konsekwencji stawania się tych dwojga ‘jednym ciałem” :

„Z tego właśnie powodu mężczyzna opuszcza swego ojca i swą matkę,
a lgnie do swej małżonki. I stają się [ponownie] jednym [żywym] ciałem” (Rdz 2,24).

Słusznie się zauważa, że nikt nie wybiera swego ojca, ani swojej matki. Jan Paweł II podkreśla w swej paroletniej katechezie o ’odkupieniu ciała’:

„O ile do ojca i matki przynależy człowiek ‘z natury’, na podstawie faktu zrodzenia, to natomiast z żoną (lub mężem) ‘łączy się’ z wyboru. Tekst Rdz 2,24 [dopiero co wyżej przytoczony] określa taki charakter więzi małżeńskiej w stosunku do pierwszego mężczyzny i pierwszej kobiety, ale zarazem w perspektywie całej ziemskiej przyszłości człowieka ...” (MiN 44).

Potomstwo stanie się owocem małżeńskiego ‘poznania’ i stania „dwoje jednym ciałem”,  które w danym wypadku może zaowocować nowym życiem:

„W ten sposób małżonkowie, oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość – dziecko,
żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej
oraz żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa” (FC 14).

Tak było zawierane małżeństwo od pra-początku. Takie też jest ogólnoludzkie pojmowanie małżeństwa w aspekcie wzajemnego, wolnego wyboru oraz związania się obopólną uczuciową, czynną miłością. Uwieńczeniem dokonanego wyboru jest decyzja dozgonnego trwania w obopólnej komunii życia i miłości: „Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość i że cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Jakżeż żałośnie inna jest więź, jaką się wiążą partnerstwa jednopłciowe: gejów, względnie lesbijek – w całkowitym przeciwieństwie do konstytutywnych cech małżeństwa „od początku” ! Niewątpliwie i w ich przypadku następuje wzajemne poszukiwanie i znalezienie się. Nie będzie tu jednak mowy o pojmowaniu i przeżywaniu miłości w niezbywalnym wymiarze jej autentyzmu: dozgonnego wzajemnego daru swej osoby ku rzeczywistemu dobru tego drugiego oraz swojemu własnemu, otwartemu w rozrachunku ostatecznym na dobro definitywne – w Domu Ojca.

Partnerstwa gejowsko-lesbijskie odnoszą się do siebie typowo ‘użytkowo’ : służą sobie wzajemnie swym seksem, a nie osobą. Ewentualne deklaracje o ‘miłości’ stają się obopólnym zakłamaniem. Najlepszym tego świadectwem jest typowa dla takich partnerstw ich krótkotrwałość i równoległe korzystanie z ‘usług seksualnych’ z wieloma innymi jeszcze partnerami – tej samej płci, lub płci przeciwnej.
– Taka postawa nie ma oczywiście nic wspólnego z jakąkolwiek ‘miłością’. Mówienie o ‘miłości’ jako więzi u homoseksualistów, a z kolei w przypadku partnerstw heteroseksualnych, które rozmyślnie nie zamierzają wiązać się formalną więzią małżeńską, jest jednym wielkim oszukiwaniem – siebie nawzajem, najbliższego otoczenia oraz społeczeństwa.

W tym sensie trzeba słusznie powiedzieć, że miłość jako rzeczywistość ukierunkowana osobowo, jest konstytutywną cechą małżeństwa „od początku”. Jest to zatem jedna z cech zastanych małżeństwa. Znaczy to, że z jednej strony zaistnienie miłości ku osobie jest warunkiem ważnego zawierania przymierza małżeńskiego. Z drugiej zaś strony z tego właśnie względu jest ta cecha wyjęta spod jakiejkolwiek władzy ludzkiej, która by usiłowała cechę tę modyfikować.

(6,2 kB)

c. Zastany komunijno-personalistyczny wymiar
męskości i kobiecości

Kolejnym elementem konstytutywnym zastanym małżeństwa jest przystępowanie od zaraz do kształtowanie obopólnej komunii miłości i życia, która sama przez się musi być otwarta na możność przekazywania życia. Również tutaj ci dwoje nie potrzebują niczego ‘wymyślać od początku’. Jest im to dane do rąk własnych: nie przez ‘ślepy los’, ani w drodze przypadkowych sił niezrozumiałego ewolucjonizmu, który by doprowadził do ... przypadkowego powstania zróżnicowanych cech płciowych i konsekwentnie – po dalszych wielotysięcznych próbach i niepowodzeniach – możliwości przekazywania życia.

Nikt rozumny nie powie, że narządy płciowe i gamety wykształtowały się ‘same’: w drodze przypadkowych kombinacji procesów biochemicznych, które w wyniku szczęśliwego zbiegu doprowadziłyby do powstania np. plemnika, czy komórki jajowej, ściśle związanej z określonym gatunkiem. Tu widać na każdym kroku zdumiewającą, niezwykle wynalazczą miłość Stworzyciela. Nie rezerwuje On swej mocy stworzycielskiej zazdrośnie dla siebie. Przeciwnie, znajduje radość w zapraszaniu coraz innych stworzeń, w tym w bardzo szczególny sposób swego żywego Obrazu wobec kosmosu: mężczyzny i kobiety, do uczestnictwa w swojej mocy wzbudzania – i przekazywania życia. Ileż w tym Bożym stylu działania mieści się zaufania okazywanego przede wszystkim każdorazowym mężczyźnie i kobiecie, gdy jako małżonkowie mogą się stać rodzicami!

A że Bóg jest Miłością i dopiero jako Miłość z istoty swej niejako nie potrafi pomieścić jej w sobie, z radością rozsiewając wokoło coraz inne przejawy Życia, nic dziwnego, że stwarzając małżeństwo i wręczając je coraz dalszym kolejnym dwojgu, związał On z przeżywaną przez nich miłością promień tej radości i szczęśliwości, jaką jest sam On, Trójjedyny. Stąd też przeżywanie wzajemnej bliskości małżeńskiej, szczególnie zaś gdy mąż i żona stają się ‘dwoje jednym ciałem”, będzie się wiązało z Bożego daru z szczytowaniem u obojga. Może i powinno ono być przyjęte przez oboje jako Boży dar przeżyty nie płytko, lecz z dziecięcą wdzięcznością za obopólną bliskość małżeńską, która zarazem potrafi być pełna wdzięczności wobec Stworzyciela.

W poprzednich rozważaniach przytaczaliśmy już porywające słowa Jana Pawła II z jego „Evangelium Vitae” o tym, jak to Bóg jako „Życie udziela życia” :

„Wysławiać Ewangelię Życia znaczy oddawać cześć Bogu życia – Bogu, który daje życie: ‘Musimy wysławiać życie wieczne, od którego pochodzi wszelkie inne życie.
Od Niego otrzymuje życie, stosownie do swojej miary, każda istota, która w jakiś sposób ma udział w życiu. To Boskie Życie, które jest ponad wszelkim innym życiem, ożywia i zachowuje życie. Każde życie i każdy proces życiowy pochodzi od tego Życia, które przerasta wszelkie życie i wszelką zasadę życia.
– To Jemu zawdzięczają dusze swoją niezniszczalność, podobnie jak dzięki niemu żyją wszystkie zwierzęta i rośliny, w których echo życia jest słabsze.
– Ludziom, jako istotom złożonym z ducha i materii, Życie udziela życia. Gdy potem nadchodzi czas, aby je porzucić, wtedy Życie, mocą swojej przeobfitej Miłości do człowieka, przemienia nas i przywołuje do siebie’ ...” (EV 84).

Intymne jednoczenie się męża i żony w ich miłości najściślejszego wzajemnego przynależenia do siebie jest dla tych dwojga czymś tak naturalnym, jak gdy rozradowana matka i ojciec tulą swe dziecko do siebie. Bóg tak stworzył zróżnicowane ciało człowiecze w jego męskości i kobiecości, że ci dwoje odczytują małżeńskie stawanie się jedno w akcie swej szczytowej miłości spontanicznie z wyzwalającej się wtedy ich „mowy ciała”. Ich ciała w tej chwili w doskonały sposób jednoczą się i wzajemnie dopełniają.

Z jakąż Bożą prostotą i czcią mówi o tym Jan Paweł II w swych katechezach o ‘odkupieniu ciała’. Sięgając do biblijnego opisu z Księgi Rodzaju o utworzeniu pierwszej ludzkiej pary, Ojciec święty przytacza słowa pierwszego człowieka na widok przyprowadzonej do niego pierwszej niewiasty, w której odkrywa osobę i dopełnienie dotkliwie przeżywanej samotności. Samotności tej nie były w stanie rozładować defilujące przed nim zwierzęta. Oto fragment papieskiej wypowiedzi:

„... ‘Ciało z mojego ciała’ ... Ciało objawiające człowieka!
... Jest w pierwszej wypowiedzi człowieka-mężczyzny: ‘ciało z mojego ciała’ zarazem zawarty zwrot do tego, przez co owo ciało jest prawdziwie ludzkie, przez co stanowi o człowieku jako osobie – jako istocie w całej swojej cielesności zarazem Bogu-podobnej ...
... Ludzkie ciało. Jest to jednak ... rdzeń nie tylko antropologiczny, ale zarazem istotowo teologiczny. Teologia ciała, która od początku związana jest ze stworzeniem człowieka na Obraz Boży, staje się w ten sposób poniekąd także teologią płci – albo raczej teologią męskości i kobiecości, która tutaj ma swój punkt wyjścia: w Księdze Rodzaju.
– Pierwotne znaczenie jedności, o jakiej świadczą słowa Rdz 2,24 [... opuści ojca i matkę; stają się dwoje jednym ciałem], znajdzie w objawieniu Bożym długą i daleką perspektywę. Owa jedność poprzez ciało: ‘łączą się z sobą tak ściśle, że stają się Jednym ciałem’ posiada wieloraki wymiar – zarówno etyczny [zob. Mt 19; Mk 10], jak też ściśle teologiczny i sakramentalny [por. Ef 5,29-32; oraz Ozeasz, Izajasz, Ezechiel].
– Wszystko to zaś dlatego, że owa jedność poprzez ciało wskazuje od początku nie tylko na ‘ciało’, ale na ‘wcieloną’ komunię osób – i tę komunię: ‘communio personarum [komunię osób] od początku postuluje. Męskość i kobiecość oznacza dwoistą postać konstytucji somatycznej człowieka [zróżnicowania w ciele], ... oznacza również ... nowe poczucie sensu własnego ciała: poczucie ... wzajemnie wzbogacające. I właśnie to poczucie sensu, poprzez które konstytuuje się na nowo człowieczeństwo jako komunia osób, wydaje się stanowić bardziej istotną warstwę opisu stworzenia człowieka ..., niżeli sama somatyczna struktura [cielesne zróżnicowanie] tegoż człowieka jako mężczyzny i niewiasty ...” (MiN 40-42).

Ojciec święty nawiązuje tu do Bożego daru kobiecości i męskości jako drogi odkrywania w pierwszym rzędzie komunii osób, zadanej tym dwojgu. Zróżnicowanie w ciele świadczy o stałym wzajemnym zdaniu się ludzi na siebie. To zaś wiąże się z byciem i życiem ‘dla’  innych, czyli z zadanym każdemu zobowiązaniem do wyrastania poza zasklepianie się w samym sobie, by angażować się na rzecz drugiego człowieka.
– Być dla innych osobą-‘darem’ wcale nie oznacza uaktywniania swego wymiaru płciowego: uprawiania ‘seksu’. Oznacza natomiast ponad wątpliwość – według słów Jana Pawła II, by stawać się i „być ... bezinteresownym darem, co oznacza żyć ‘dla’  drugiego” (MuD 10).

Z chwilą gdy ci dwoje stają się komunią przymierza małżeńskiego, w samą istotę tejże komunii wchodzi również stawanie się małżeńskim „dwoje jednym ciałem”. Zastanawiamy się nad tą rzeczywistością jako darem, który kolejni nowi małżonkowie zastają w formie gotowej, złożonej im do rąk własnych przez samego Stworzyciela małżeństwa. Wypada ponownie przytoczyć odpowiedni fragment z rozważań Jana Pawła II:

„Jedność, o której mówi Rdz 2,24 [lgnie do małżonki i stają się jednym ciałem], to niewątpliwie ta jedność, która wyraża się i urzeczywistnia w zjednoczeniu małżeńskim. Sformułowanie biblijne, nadzwyczaj zwięzłe i proste, wskazuje na płeć, na kobiecość i męskość, jako na tę właściwość człowieka – mężczyzny i kobiety, która pozwala im ‘stając się jednym ciałem’, poddać zarazem całe swoje człowieczeństwo błogosławieństwu płodności ...
– Mężczyzna i kobieta łącząc się z sobą (w zjednoczeniu małżeńskim) tak ściśle, ‘że stają się jednym ciałem’, niejako za każdym razem na nowo odkrywają w szczególny sposób tajemnicę Stworzenia, wracają więc do tej jedności w człowieczeństwie (‘kość z moich kości i ciało z mojego ciała’), która pozwala im wzajemnie się rozpoznać i jak za pierwszym razem, nadać sobie wzajemnie imiona.
– To znaczy przeżyć tę niejako dziewiczą, pierwotną wartość człowieka, która wyłania się z tajemnicy jego samotności przed Bogiem i wśród świata. To, że ‘stają się jednym ciałem’, oznacza potężną więź ustanowioną przez Stwórcę, poprzez którą odkrywają swoje człowieczeństwo zarówno w pierwotnej jedności, jak też w tajemniczo atrakcyjnej dwoistości.
– Płeć jednakże jest czymś więcej niż tajemniczą siłą ludzkiej somatyki [ludzkiego ciała płciowego], działającą jakby na prawach instynktu. Na poziomie człowieka i we wzajemnej relacji osób oznacza ona wciąż na nowo przekraczanie granicy samotności człowieka, wyrażonej w osobowej konstytucji ciała i stanowiącej o pierwotnym jego sensie. Przekraczanie to ma w sobie zawsze coś z przejmowania za swoją samotności ciała drugiego ‘ja’.
– I dlatego łączy się ona z wyborem ...” (MiN 42n).

Rozważania papieskie wciąż uwydatniają osobową jakość wzajemnych odniesień międzyludzkich, nie wyłączając tych, które dotyczą męża i żony. Tak pojmowana dynamika związana z podarowaną człowiekowi czy to męskością, czy kobiecością, jest głęboko wyryta w ludzkim sercu: w tym „najtajniejszym ośrodku i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego Głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa ... nakazem: czyń to, tamtego unikaj” (DeV 43). Stąd można powiedzieć, że przesycone Duchem odniesienia również w wymiarze płciowym – w chwilach małżeńskiego stawania się „dwoje jednym ciałem”, a tym bardziej w szarej komunii miłości i życia na co dzień, są rzeczywistością przez każdą kolejną parę małżeńską zastaną. Każda też para – narzeczeńska i małżeńska, dobrze sobie zdaje sprawę, jak kształtować wzajemne odniesienia w wymiarze swej męskości i kobiecości, żeby one odpowiadały Bożemu darowi w jego czystej postaci.

(6,2 kB)

d. Zastana struktura i dynamizm małżeńskiego
„dwoje jednym ciałem”

Kolejnym wymiarem zastanym małżeńskiego przymierza jest sposób i przebieg stawania się męża i żony „dwoje jednym ciałem”. Bo i tutaj, może bardziej niż w pozostałych aspektach układania komunii miłości i życia, nie mają ci dwoje niczego do wymyślenia od nowa. Wystarczy, że przyjmują z góry im przygotowany akt obopólnego zjednoczenia ich męskości i kobiecości. Oboje od początku dobrze sobie zdają sprawę, jak chwile współżycia płciowego winny przebiegać. Z góry też dobrze wyczuwają, co jest zgodne z ładem małżeńskiego aktu, a co się jemu stanowczo sprzeciwia. Cała ta rzeczywistość jest głęboko wyryta w „sanktuarium”  sumienia każdego człowieka.

O wewnętrznym ładzie chwil przeżywania wzajemnej bliskości mówiliśmy już obszernie w poprzednich, pierwszych częściach niniejszej strony. Stąd też nie ma tu potrzeby ponownego szczegółowego wnikania w to zagadnienie. W tej chwili pragniemy jedynie uprzytomnić sobie jeszcze raz, że zarówno struktura aktu zjednoczenia, tzn. rzeczywiste zjednoczenie obojga w narządach płciowych, jak i dynamizm małżeńskiego zespolenia płciowego – są rzeczywistością z góry zastaną, nie wymagającą podejmowania żadnych dodatkowych odkrywczych studiów czy badań.

(3.8 kB)
Objaśnienie

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nikt z ludzi nie wymyślił ani struktury, ani dynamizmu małżeńskiego aktu. Małżonkowie otrzymują je jako rzeczywistość, na której powstanie i jej dalsze istnienie nie mają wpływu.

Z samej zaś struktury oraz dynamizmu związanego z przebiegiem małżeńskiego aktu wynika wniosek zarówno ontologiczny [zakorzeniony w samej prawdzie bytu], jak i antropologiczny [człowiek jako osoba], ale tym samym i wymóg etyczny [byt i dobro są zamienne]: że akt ten zawsze coś wyraża-oznacza [znaczenie aktu].
– Oraz że, ujmując to zagadnienie od strony negatywnej: wobec tego nie wolno swym działaniem w małżeństwie, a tym bardziej poza małżeństwem, podejmować jakichkolwiek działań, które by były sprzeczne z wbudowaną w akt „mową ciała”.
– Każdy z tych aspektów małżeńskiego aktu otrzymują ci dwoje w chwili zawierania małżeństwa jako rzeczywistość zastaną. Domaga się ona jej przyjęcia sercem i układania pożycia zgodnie z tak właśnie otrzymanym jej ładem.

W niniejszych rozważaniach odwołujemy się wciąż do człowieka jako osoby. Osoba jest niezbywalnie uzdolniona do myślenia i szukania, ale i znajdywania prawdy bytu. Zarówno umysł, jak i serce zdolne są uznać, że akt zjednoczenia płciowego w swej strukturze wyraża [= ukierunkowanie i sens] przez głośno wtedy się wyrażającą mowę ciała całkowitość darowania się sobie – „... aż do końca” – dwojga osób, związanych ze sobą przymierzem miłości.

Tym bardziej zaś swoistym ambasadorem wzajemnego całkowitego oddania – staje się towarzysząca strukturze aktu, głośno o sobie znać dająca ‘mowa ciała’. Dzieje się to poprzez dynamizm aktu zjednoczenia płciowego, wyzwalający się w parze z dokonującym się zjednoczeniem obojga osób. Jego wyrazem jest przeżycie zjednoczenia, które ogarnia swoistym ‘duchowym zrywem materii’ zarówno ciało, jak i ducha męża i żony. Dynamizm ten otwiera się zarazem każdorazowo na oścież na możność wzbudzenia nowego życia.

Małżonkowie o tym wszystkim dobrze wiedzą – bez szczególnej potrzeby pouczeń w tym względzie, mimo iż dobrze, jeśli te ważne aspekty życia małżeńsko-rodzinnego również rzetelnie przestudiują. Zdają sobie też aż nadto dobrze sprawę, że ani na strukturę aktu, ani jego dynamizm wyrażający się złożeniem żywej cząstki męża w łonie przyjmującej go małżonki, nie mają wpływu. Obracają się tu w rzeczywistości z góry tak a nie inaczej zastanej. Istnieje ona po prostu niezależnie od ludzkiej wiedzy i woli i jakiegokolwiek światopoglądu.
– Żadna też ludzka władza: ani cywilna, ani religijna, nie jest władna znieść lub zmodyfikować tak a nie inaczej przez Boga stworzone stawanie się mężczyzny i kobiety „dwoje jednym ciałem”.

Każdorazowi małżonkowie zdają sobie też aż nadto dobrze sprawę, że mowa ich „dwoje jednym ciałem” może być podejmowana wyłącznie poprzez zjednoczenie narządów płciowych ich obojga, czyli zjednoczenie w pochwie. Tylko tutaj zdolne jest znaleźć pełne pokrycie w prawdzie bytu wzajemne stawanie się „dwojga jednym ciałem”. Tylko tutaj struktura aktu i towarzyszący mu dynamizm, którego wyrazem jest radosne złożenie cząstki siebie całego jako męża w przyjmującej go pochwie małżonki, znajdują pokrycie w prawdzie ich mowy ciała.

Innymi słowy sama w sobie struktura małżeńskiego aktu oraz jego dynamizm, które każdorazowi małżonkowie otrzymują jako dar zastany, decyduje zarazem o etycznej ocenie jakości przeżywania wzajemnej bliskości płciowej małżonków. Konsekwentnie, zastana rzeczywistość dokonującego się „dwoje jednym ciałem” przesądza o akcie jako wyrazie małżeńskiej miłości, czy też jej zakłamaniu.

Sięganie po jakiekolwiek sposoby w celu obezpłodnienia aktu zjednoczenia staje się za każdym razem burzeniem samego w ogóle „dwoje jednym ciałem”, czyli rzekomo zamierzanej miłości. Wszelka bowiem blokada, postawiona czy to strukturze aktu, czy też z góry zastanego jego dynamizmu, staje się tym samym zablokowaniem rzekomo zamierzonego czy deklarowanego ... zjednoczenia-w-miłości.

Pomijamy tu już rozróżnienie na sposoby czy środki zapobiegania poczęciu, których użycie jest, obiektywnie biorąc, każdorazowo grzechem ciężkim, a środkami, których działanie jest poronne. Użycie jakiegokolwiek środka poronnego staje się każdorazowo prócz grzechu ciężkiego – ponadto zbrodnią aktualnego, względnie potencjalnego zabójstwa Poczętego. Mówiliśmy o tym, z uzasadnieniami, dostatecznie jasno w poprzedzających częściach niniejszej strony (zob. wyż.: Działania ‘CONTRA’: co na to medycyna? – Oraz: Kochamy się – tylko że ... Dziecko! A także: Współżycie przedmałżeńskie: czy naprawdę miłość? – Ponadto rozdziały dotyczące Sakramentu spowiedzi świętej: Dziecko bólu! Gdzie jesteś ...? i rozdziały następne części IV. – A z kolei: Spowiedź święta małżonków z grzechów popełnionych przy współżyciu małżeńskim).

(6.6 kB)

Przypomniane tu oceny etyczne w nawiązaniu do podejmowanego współżycia płciowego – w małżeństwie, czy niezależnie od małżeństwa, podobnie jak wszelkie formy uprawianego homoseksualizmu – nie wymagają odrębnego orzeczenia ze strony np. Kościoła. Kościół jest w całej swej Bożo-ludzkiej władzy zbyt mały i nie upoważniony do ‘ustanawiania” czy ‘ustalania” nowych norm moralnych.
– Kościół jedynie oświadcza – w imieniu i z upoważnienia swego Boskiego Założyciela, co jest zgodne z ładem małżeńskiej miłości, a co z nią jest sprzeczne. Cała ta bowiem rzeczywistość jest rodzinie człowieczej z góry podarowana w określonej formie przez samego Stworzyciela, czyli jest rzeczywistością przez każdego człowieka już zastaną. Toteż każdy kolejny człowiek, i każde kolejne małżeństwo – rzeczywistość tę muszą jako gotową jedynie przyjąć.

Od jej ofiarnej akceptacji i dostosowania się w swych obopólnych odniesieniach do ładu miłości tak jak ją małżonkom darowuje sam Bóg, zależy pokój miłości i promieniowanie głębią radości przy przeżywaniu „dwoje jednym ciałem”.

(8,7 kB)

RE-lektura-ponowna-redakcja: część VI, rozdz. 4e
Stadniki, 21.I.2015.
Tarnów, 28.V.2017.


(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



e. Owoce rozważań w.14-16 i dalsze perspektywy
f. Perspektywy dalszego zgłębienia Bożego zamysłu miłości

C. ELEMENTY SKŁADOWE MAŁŻEŃSTWO JAKO SAKRAMENTU

1. Tu wszystko podarowane ...
a. Prozaika życia czy ciągła tajemnica
b. Miłość i życie: znak nieustannie mówiący

2. Komponenty małżeństwa i rodziny – zastane
a. Zastany związek dwojga: mężczyzny i kobiety
b. Zastany związek miłości ukierunkowanej
c. Zastany komunijno-personalistyczny wymiar męskości i kobiecości
d. Zastana struktura i dynamizm małżeńskiego „dwoje jednym ciałem”


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Panna na etapie wielorakich poszukiwań
Ryc.2. Rydułtowy – Kościół poświęcony w 1896 r.
Ryc.3. Dwie panny W. radosne życiem
Ryc.4. Pokazały się ząbki