By miłość - MIŁOŚCIĄ była. Miłości - rozwiązania ludzkie a Boże
(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Kwiatek: 4 kB

2. W sytuacji pokus i prób czystości-miłości

Granica oddzielająca narzeczeństwo od małżeństwa

Wracamy ponownie do przeżywania wzajemnej bliskości w dniach narzeczeństwa. Zasadą kształtowania odniesień powinna być wyżej wspomniana sugestia: kochającego, ale zdecydowanego ‘NIE’ w odniesieniu do całego zakresu genitalnego: dotykania i oglądania narządów płciowych (zob. wyż.: Nieprzekraczalne bariery – i cały ciąg dalszy tego §). Nie ma wątpliwości, że taka jest wola Boża. Jej wyrazem jest kochające, ze strony Boga ku dobru ujęte przykazanie dekalogu: „Nie będziesz cudzołożył”. Sferę genitalną, jako ściśle związaną z tajemnicą życia i miłości, zastrzegł Pan w swej mądrości i miłości dla małżeństwa – i tylko małżeństwa. Sam też On wprowadza tam dwoje ludzi – nie wcześniej, a dopiero w chwili, gdy wobec upoważnionych świadków tak ze strony Boga, jak i Ludu Bożego – zawierają oni nieodwołalne przymierze komunii miłości i życia w sakramencie małżeństwa.

Bóg nie odbiera oczywiście nikomu podarowanej mu w chwili stworzenia wolnej woli i świadomości. Toteż mocą samo-stanowienia i samo-świadomości może ktoś ignorować Boże przykazanie, a nawet wręcz dekalogiem wzgardzić i postępować „bez Boga, jeśli nie wprost wbrew Bogu” (RP 14). Bóg się wtedy z ludzkiego serca posłusznie i natychmiast wycofuje: człowiek – ci dwoje – pozostają z tą chwilą sami. Ściślej mówiąc, pozostają od tego momentu ze Złym, którego tym samym obierają za swego ‘ojca i pana’ w miejsce dotychczasowego Boga-Miłości. Wraz z grzechem bowiem, miejsce po Boga zajmuje władczo Szatan – jak w przypadku Judasza w Wieczerniku: „A po spożyciu kawałka (Chleba) wszedł w niego Szatan ...” (por. J 13,27).

Narzeczeni muszą nauczyć się doznawać pełni szczęścia z samej możności bycia-z-sobą i przy-sobie bez podejmowania współżycia, ani jakichkolwiek pieszczot. Uwaga powinna skupiać się wciąż na osobie tego drugiego, jak również na wspólnym celu ostatecznym życia i małżeństwa – z świadomym przełożeniem wszelkich wyrazów intymności na czas dopiero oczekiwanego małżeństwa.
– Szczęściem napawa sama możność patrzenia w siebie, chodzenia ze sobą i trzymania się za rękę.
– Dalsze szczęście płynie ze wspólnej lektury, wspólnego dokształcania się w rozumieniu religijnych aspektów małżeństwa i poszukiwaniu rozwiązań co do pożycia, budowania gniazda rodzinnego, kształtowania odniesień do rodziców, rodzeństwa, dotychczasowych przyjaźni.
– Oboje mogą przeżywać piękno przyrody, a innym razem modlić się wspólnie – m.in. o dar ‘pięknej miłości’  i wierności.

Wszystko to jest możliwe i nietrudne. Narzeczeństwo staje się wtedy okresem wewnętrznego pogłębienia i czystego szczęścia. Współżycie w narzeczeństwie względnie inne formy wkraczania na teren intymności, chociażby nie-genitalnej, przyniosłoby tylko pseudo-radość. Byłaby ona nieodwracalnie zamącona wyrzutami sumienia, chociażby oboje je świadomie tłumili. Cała dziedzina właściwych odniesień między-osobowych pozostałaby nie tknięta. Oboje wybieraliby się do ślubu nie wiedząc i chyba nie chcąc wiedzieć, czym jest miłość prawdziwa. Podkreśla to w mocnych słowach Jan Paweł II:

„... Również i małżonkowie, tylko miłując ‘do końca’,
mogą być uczestnikami tej miłości, tej ‘Wielkiej Tajemnicy’ (= zob. Ef 5,31n).
Albo stają się jej uczestnikami, albo też w ogóle nie wiedzą, co to znaczy miłość.
Nie wiedzą, co sobie wzajemnie ślubowali, do czego się wzajemnie zobowiązali,
nie wiedzą, za co są wspólnie odpowiedzialni.
A to zawsze jest dla nich wielkim zagrożeniem ...” (por. LR 19).

Sytuacja pokusy

Jak się zachować, gdy umysł i wyobraźnia stają się poligonem natarczywie cisnących się myśli, a nawet pragnienia działań przeciwnych czystości?
– Bywa, że samo tylko trzymanie się za rękę wyzwala silne podniecenie, które może się rozwinąć samoistnie aż do szczytowego przeżycia włącznie.

Wiadomo, że to, co się dzieje bez dobrowolnego udziału woli, i gdy ci dwoje nie podejmują żadnych zamierzonych działań w tym kierunku, nie poczytuje się za grzech, ani niegodne człowieka. Grzechem staje się coś dopiero wtedy, gdy działanie jest świadomie zamierzone.
– Zdając sobie jednak sprawę, że zbyt poufałe i swobodne obcowanie może prowadzić do podobnych stanów, powinni oboje czujnie zważać na swoje reakcje, by nie przysparzać sobie wątpliwości sumienia. Szczególnie ostrożna powinna być dziewczyna. Jej reakcje mogą być żadne lub zaznaczać się słabo, podczas gdy pobudliwość u chłopca może być nieobliczalnie wysoka. Bywa oczywiście też odwrotnie.

(7.5 kB)
Objaśnienie

Głębszym motywem do zachowywania postawy czujności powinna być miłość mająca na względzie prawdziwe dobro – własne oraz tego drugiego. Ani on, ani ona nie chcieliby stać się przeszkodą dla tego drugiego w cieszeniu się Bożą obecnością w sercu. Tak przeżywana bliskość narzeczeńska staje się drogą dojrzewania ku Bożemu i ludzkiemu przeżywaniu miłości w przyszłym małżeństwie.

Pokusa w dziedzinie czystości czy przeciw wierze, miłości bliźniego itp., jest sygnałem że „... przeciwnik wasz diabeł, jak lew ryczący, krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8). Tym bliżej człowieka staje wtedy jednak Odkupiciel człowieka. A gdzie jest Chrystus, jest ponad wątpliwość i Maryja, „która od początku oddała się bez reszty Osobie i dziełu Syna” (RMa 40). Zarówno Chrystus, jak i Maryja pragną zwyciężyć w narzeczonych i wręczyć im dar radości: „Teraz Władca tego świata zostanie precz wyrzucony ...” (J 12,31). Warunkiem zwycięstwa jest żywa wiara: „Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu (diabłu)" (1 P 5,9).

Właśnie w pokusie powinien młodzieniec i dziewczyna – podobnie jak kapłan, który dokładnie tak samo może przeżywać trudności w zachowaniu czystości, podtrzymywać wolę „dotrzymania słowa danego Chrystusowi i Kościołowi” (LK-1979, 9). Każdy chrześcijanin daje Chrystusowi słowo, że będzie zachowywał Boże przykazania; że będzie miłował Boga i bliźnich. Najpierw na Chrzcie świętym. Potem potwierdza tę decyzję wielokrotnie – np. ilekroć przystępuje do sakramentu pokuty, Eucharystii, gdy przyjmuje sakrament bierzmowania.
– Słowa danego Chrystusowi nie można wycofać! Nie można powiedzieć w chwili pokusy, że słowo niegdyś dane obowiązuje tylko dopóki pokusy przypadkowo ‘... nie ma’!

Nasuwa się inny jeszcze fragment z pierwszego listu Jana Pawła II do kapłanów. Słowa Ojca świętego dotyczą w tym wypadku wierności w celibacie kapłańskim. Niemniej treść ta dotyczy każdego w ogóle słowa danego Bogu:

„To wszystko nabiera specjalnej wyrazistości wówczas, gdy dotrzymanie słowa danego Chrystusowi w świadomym i dobrowolnym zobowiązaniu się do celibatu na całe życie (NB.: w narzeczeństwie: do czystości przedślubnej) natrafia na trudności, gdy jest poddane próbie, gdy zostaje narażone na pokusę, co wszystko przecież nie omija kapłana, podobnie jak nie omija każdego innego człowieka i chrześcijanina.
– Wówczas każdy musi szukać oparcia w tym żarliwszej modlitwie. Musi z jej pomocą znajdować w sobie taką postawą pokory i szczerości wobec Boga i własnego sumienia, która właśnie jest źródłem siły do podtrzymania tego, co się chwieje. Wtedy też rodzi się ufność podobna do tej, jaką św. Paweł wyraził w słowach: ‘Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia’ (Flp 4,13) ...
– Przyjmowanie ich (tych zasad, prawd znanych) stanowi podstawę owej wierności słowu danemu Chrystusowi i Kościołowi, która jest także sprawdzianem autentycznej wierności sobie, swojemu sumieniu, swojemu człowieczeństwu, swojej godności ...
– ...(Chodzi tu) przede wszystkim o głęboką sprawę sumienia oraz o próbę człowieczeństwa. Bóg ma prawo do takiej próby w stosunku do każdego z nas, życie ziemskie bowiem jest dla każdego człowieka czasem próby. Równocześnie jednak Bóg chce, abyśmy z tych prób wychodzili zwycięsko. I dopomaga nam w tym” (LK-1979, 9; por. RH 21).
UWAGA. Zob. rozważanie poświęcone niegdyś Bogu danemu słowu w nawiązaniu chociażby do złożonego – zwykle z okazji Pierwszej Komunii świętej – przyrzeczenia-słowa, że „nie będę palił i pił do 18 roku życia”. Problematyka wierności raz Bogu danemu SŁOWU dotyczy oczywiście nie tylko w sam raz kwestii często nagminnie łamanego tego – Bogu danego SŁOWA przez dzieci-młodzież. Rozważanie to jest wkomponowane w sam raz w odniesieniu do dziewcząt, niemniej tym bardziej dotyczy ono na równi również młodzież męską i młodzieńców. Zob.: Godność osobista w próbie na wierność „słowu”: alkohol-palenie – zob. całość tego rozważania w kontekście poprzedzającym i następującym.

Sam Bóg dopuszcza sytuacje kryzysów-prób. Bóg ma prawo sprawdzić szczerość w zdążaniu do życia – wiecznego. Również człowiek ma prawo znaleźć się w sytuacjach trudniejszych, by wykazać się przed sobą i Bogiem, że istotnie pragnie dojść do zbawienia. Bóg oczekuje od człowieka, by z każdej próby wychodził zwycięsko – i daje mu każdorazowo siły do odnoszenia zwycięstwa. Byle człowiek istotnie chciał walczyć – i chciał wytrwać w łasce (Zob. do tematu konieczności wystawienia miłości na próbę jej jakości np.: Nieodzowne poddanie jakości miłości próbie – w kontekście poprzedzającym i następującym).

Z sugestii wiary do walki z pokusą

Jak postąpić, gdy próba dotyczy jakości narzeczeńskiej czystości i właśnie miłości?

(0,2 kB)  Należy oczywiście modlić się żarliwie – wyraźnie o dar czystości. Narzeczeni powinni prosić siebie nawzajem o pomoc modlitewną w tej intencji: by przeżywany właśnie czas narzeczeństwa przeżyć w czystości, jakiej od nich oczekuje Pan. Taką posługę mogą sobie wyświadczać począwszy od chwili zawiązującej się dopiero przyjaźni.

Dla zabezpieczenia się na chwile przewidywanych pokus trzeba w sobie wypracować odpowiedni ‘odruch bezwarunkowy’, z góry zachowując czujność. Mianowicie budząca się pokusa powinna wyzwolić odruch natychmiastowego zwrócenia się do Niepokalanej chociażby tylko błyskiem świadomości. Prośba o Jej pomoc i interwencję mogłaby być sformułowana np. następująco – nie wymaga to żadnego ‘czasu’, a tylko czegoś w rodzaju błysku świadomości:

„Maryjo! Matko!
Jestem – pamiętam – czuwam ...!”

„Czuj-czuj! Czuwaj!”
(zob. Jan Paweł II, Druga Pielgrzymka do Ojczyzny, Jasna Góra, Apel dla Młodzieży: 18.VI.1983, p.5; Czwarta Pielgrzymka do Ojczyzny, cz. II, 14-15.VIII.1991, Jasna Góra.).

Nie daj się chłopcze, dziewczyno, zaskoczyć pokusie! Ćwicz się w byciu na tyle samoświadomym, by w chwili pokusy nie przechodzić do działania ‘pod przymusem ciała’ ! Zorientuj się natychmiast, że to atak pokusy – i nic więcej, chociaż i nic mniej. Szatan posługuje się taktyką niepoważnego traktowania siebie – jako szatana. Wtedy ma ręce rozwiązane i może działać swobodnie, nie afiszując się jako ZŁY.

(0,2 kB) Innymi słowy pojawienie się pokusy powinno stać się sygnałem, że w tej chwili Chrystus czegoś ode mnie – od nas, oczekuje. Trzeba w tym momencie wyrwać się do Chrystusa i Maryi błyskiem świadomości i odruchem serca, które niejako woła:

„Jezu! Mario!
Jak bardzo Ci, Boże, dziękuję, że mnie stworzyłeś mężczyzną – kobietą!
Jestem zdolny stać się ojcem! Czuję to wyraźnie w swym ciele.
Będę mogła stać się matką! Zauważam to po tylu podarowanych mi oznakach!
Spraw Boże, żebym się stał godny wielkich spraw,
do jakich mnie – i nas, powołujesz: ojcostwa, macierzyństwa; do oblubieńczości!

Ale też: Jezu Chryste, i Ty Matko Jezusa, Matko moja – Matko nasza!
Dopóki nas, Boże, nie upełnomocnisz,
nie przejdziemy do wyzwalania sił, w jakie z góry nas wyposażyłeś!
Prosimy z ufnością:
Pomóż nam, Jezu, dochować Ci słowa!
Dopomóż wytrwać w czystości!
Przygotuj nas Maryjo, do zadań, jakie Bóg nam zwierzy!”

Tak przeżyta pokusa nie tylko nie przyniesie uszczerbku na zdrowiu fizycznym i psychicznym, lecz wyzwoli wewnętrzne wzrastanie:

„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,14).

Bo:

„Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity,
ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

(0,2 kB)  Gdyby pokusa pojawiła się całkiem znienacka, tak iż człowiek nie zdąży się nawet rozejrzeć w sytuacji, najlepiej postąpić według rady św. S. Faustyny Kowalskiej, ‘Sekretarki’ Bożego Miłosierdzia, jak ją sam Jezus nazywał. Pisze ona:

„Bywają zaatakowania, gdzie dusza nie ma czasu ani na zastanowienie, ani zasięgnięcie rady, ani na nic.
Wtenczas trzeba walczyć na śmierć i życie.
Czasami jest dobrze uciec do rany Serca Jezusowego, nie odpowiadając ani jednego słowa.
Tym samym nieprzyjaciel już jest zwyciężony” (DzF 145).

(kB)
Objaśnienie

(0,2 kB) Sam również Chrystus podaje przez tę świętą Siostrę szereg wskazówek:

„... Pierwsze: Nie walcz sama z pokusą, ale natychmiast odsłoń ją spowiednikowi,
a wtenczas pokusa straci całą swą siłę;
Drugie: w tych doświadczeniach nie trać pokoju, przeżywaj Moją obecność,
proś o pomoc Matkę Moją i Świętych;
Trzecie: miej tę pewność, że Ja na ciebie patrzę i wspieram cię;
Czwarte: nie lękaj się ani walk duchowych, ani żadnych pokus, bo Ja cię wspieram,
byleś ty chciała walczyć, wiedz że zawsze zwycięstwo jest po twojej stronie;
Piąte: wiedz, że przez mężną walkę oddajesz Mi wielką chwalę, a sobie skarbisz zasługi.
Pokusa daje sposobność do okazania Mi wierności” (DzF 1560).

Gdybyż to ktokolwiek kuszony posłuchał sugestii Chrystusa i ujawnił swemu spowiednikowi, że jest wystawiony na tę czy inną pokusę! Samo ujawnienie pokusy komuś, kto w tym momencie staje się pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, staje się zdecydowanym lekarstwem na pokusę, która tym samym traci całą swoją ostrość.
– Są osoby, które z wielką ufnością i zawierzając tej właśnie sugestii samego Chrystusa, mają odwagę wyznać spowiednikowi z całą prostotą ducha, że są wystawione na określoną pokusę. Jak bardzo podoba się Panu tego rodzaju dziecięca ufność i znamię posłuszeństwa, którym umocnione, mogą się cieszyć wielkim pokojem ducha.


(0,3 kB) Jeszcze inna sugestia na chwile trudności i pokusy polega na tym, by w tej chwili wyrwać się natychmiast – w sensie dosłownym, bez namysłu i żalu – z grożącego niebezpieczeństwa i wezwać Pana. Powinien to być odruch krzyku do Odkupiciela, jak w niebezpieczeństwie utonięcia na Jeziorze Genezaret krzyknął Piotr:

„... Piotr wyszedł z łodzi i, krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa.
Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i, gdy zaczął tonąć, krzyknął: ‘Panie, ratuj mnie’.
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: ‘Czemu zwątpiłeś, małej wiary’ ...” (Mt 14,29-31).

Do tego fragmentu z Ewangelii nawiązywaliśmy na naszej stronie już parokrotnie. Można by jedynie przypomnieć jeszcze raz słowa, w jakich tę próbę wiary Piotra skomentował Jan Paweł II w czasie V Pielgrzymki do Ojczyzny:

„... ‘Przyjdź’ (Mt 14,28n). I Piotr wyszedł z łodzi i zaczął kroczyć po wodzie. Dochodził już do Chrystusa, gdy – wobec silnego uderzenia wiatru – uląkł się. Kiedy zaczął tonąć, krzyknął: ‘Panie, ratuj mnie!’ (Mt 14,30). Wówczas Jezus wyciągnął rękę, uchwycił go, ocalił przed utonięciem mówiąc: ‘Czemu zwątpiłeś, małej wiary?’ (Mt 14,31).
To wydarzenie ewangeliczne jest pełne głębokiej treści. Dotyczy najważniejszego problemu życia ludzkiego – wiary w Jezusa Chrystusa. Piotr miał z pewnością wiarę, którą wyznał później wspaniale pod Cezareą Filipową, ale w tym momencie nie była ona jeszcze ugruntowana. Gdy zawiał silny wiatr, Piotr zaczął tonąć, ponieważ zwątpił.
To nie wicher zanurzył Piotra w głębinach jeziora, lecz niedostatek wiary. Jego wierze zabrakło istotnego elementu – całkowitego oparcia się na Chrystusie, całkowitego zaufania Chrystusowi w chwili wielkiej próby, zabrakło całkowitego pokładania w Nim nadziei. Wiara i nadzieja razem z miłością stanowią fundament życia chrześcijańskiego, którego kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus” (Jan Paweł II, Piąta Pielgrzymka do Polski, Poznań 3.VI.1997,2).


(0,2 kB)  A oto jeszcze inna sugestia na chwile pokusy, zaczerpnięta ponownie z Dzienniczka św. S. Faustyny:

„O Jezu, w Twym Najmiłosierniejszym Sercu zamykam się jako w Twierdzy niezdobytej
przeciwko pociskom nieprzyjaciół” (DzF 1535).

Takie rozwiązanie sugeruje przez św. Faustynę zresztą również sam Pan Jezus w słowach:

„... Nie wchodź w targ z żadną pokusą,
zaraz zamykaj się w Sercu Moim, a przy pierwszej sposobności odkryj ją przed spowiednikiem” (DzF 1760).

W podobnych słowach można się zwrócić oczywiście również do Maryi, Matki Bożej i Matki naszej. Jest Ona ponad wątpliwość obecna zawsze tam, gdzie chodzi o los jej Syna w sercu któregokolwiek z Jej Dzieci:

„Maryjo! Schowaj prędko mnie, nas oboje – w swym Niepokalanym Sercu.
Inaczej upadnę! Upadniemy ... !”

I oczywiście: rzeczywiście wyłączyć wszelką manipulację rękami. Trzymać ręce na czymś stabilnym, jak to już poprzednio sugerowano.
I jeszcze jedno: po prostu prze-czekać, a nie przechodzić do żadnego działania ...

To wszystko znaczy: panować sobie samemu! Nie bój się, chłopcze – dziewczyno, powiedzieć Złemu swoje zdecydowane: Nie! Niech Wam nie będzie (trochę) żal przyjemności, jaką wam sugeruje Zły – za cenę wyproszenia Boga z swego serca. Jeśli zechcesz, nie staniesz się bezwolną igraszką ‘przymusu ciała’.

Zdrowa intuicja podpowiada, jak wielka i natychmiastowa będzie radość z odniesionego w tej chwili zwycięstwa. Gdy nie Szatan zwycięży, lecz wy dwoje – a raczej: Chrystus i Maryja w sercu was obojga.
– Ulec pokusie nie przynosi ani chluby, ani przede wszystkim radości. Poniża natomiast wielorako godność osoby i samą miłość. Kto jest otwarty na miłość w Bożym stylu, czuje, że TO dopiero znaczy: rozwój w miłości. Za taką miłością przecież oboje w głębi serca tęsknią. Miłość tę usiłował im dotąd przewrotnie całkowicie zniekształcić ... Zły.
UWAGA. Tematyce zajęcia postawy i walki z pokusami poświęcony jest też dłuższe rozważanie w ostatnim rozdziale strony, zob.:
W walce o dochowanie czystości – zob. cały ten §
.

(6 kB)

3. W radości zwycięstwa

O taką miłość modlił się – m.in. dla par narzeczeńskich, Jezus Chrystus, Boży Oblubieniec-z-Krzyża, w swej Wielkiej Modlitwie Arcykapłańskiej tuż przed pojmaniem w Ogrójcu:

„Ojcze, ... aby
Miłość, którą TY – Mnie umiłowałeś,
w nich była
i JA w nich”
(J 17, 26)


(7.6 kB)
Objaśnienie

Nie inna miłość powinna zakorzeniać się w sercu, lecz ta, którą jest – Bóg Ojciec. Ta miłość, tj. sam Bóg Ojciec, poprzez kochającego nas Odkupiciela, w Duchu Świętym – pragnie być w sercu również każdego z narzeczonych: „... i JA w nich” (J 17,26).

To o czym tu mowa, nie jest miłą ‘utopią’, lecz realną propozycją, z jaką przed każdą parą narzeczeńską staje Odkupiciel człowieka. Jest On jednocześnie Bożym Oblubieńcem założonego przez siebie Kościoła – i każdego ze swych ludzkich braci i sióstr. Jest On ich Oblubieńcem – oczywiście w jedyny sposób: jako Oblubieniec-z-Krzyża.

Tak realizowana miłość narzeczeńska jest zarazem wprowadzeniem w życie rzeczywistości, którą Jan Paweł II chętnie określał jako ‘cywilizację miłości’.
– Pisze on o niej w swym Liście do Rodzin na Rok 1994 (Międzynarodowy Rok Rodziny):

„Tak, cywilizacja miłości jest możliwa i nie jest utopią.
Ale możliwa jest tylko poprzez stałe i żywe odniesienie do ‘Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa,
od którego pochodzi wszelkie na świecie rodzicielstwo’ (por. Ef 3,14n),
od którego pochodzi każda ludzka rodzina” (LR 15 – końcowe zdanie).

Tak realizowana miłość narzeczeńska stanie się rzeczywistością całkiem nową z chwilą, gdy ci dwoje staną się „dwoje-jednym-ciałem” – już po przyjęciu sakramentu małżeństwa. Bo już narzeczeńska miłość powinna się otwierać na szansę, jaką tym dwojgu stwarza Odkupiciel poprzez zasadniczy rozwój łaski chrztu. Doświadczą tego, gdy staną się sakramentem miłości – za cenę współpracy z łaską sakramentu oczekiwanego już na etapie swego narzeczeństwa:

„... Jako kontynuacja chrztu z wody i Ducha – małżeństwo stawia na nowo przed małżonkami chrześcijańskimi
Prawo ewangelicznej miłości, i wraz z darem Ducha wpisuje ją głęboko w ich serca:
miłość ich oczyszczona i zbawiona, jest owocem Ducha, który działa w sercach wierzących,
będąc dla nich równocześnie podstawowym przykazaniem życia moralnego,
domagającym się odpowiedzialnej wolności ...” (FC 63).

Odniesionemu zwycięstwu zawsze towarzyszy radość. Radość taka pojawi się m.in. w bezpośrednim następstwie konsekwentnie dochowywanej czystości narzeczeńskiej. Taka radość – to nieodłączny ślad faktu, że tu bliski jest Pan. Radość ta jest jednym z owoców Ducha Świętego przebywającego w sercu obojga, którzy ubiegają się o błogosławieństwo Bożego Oblubieńca-wśród-nich-oblubieńców – dla swej miłości narzeczeńskiej (por. Ga 5,22). Jest to zatem sam Duch Święty: Miłość-Osoba. On to przebywa w ich sercu jak w swej świątyni:

„Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga,
i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci.
Chwalcie więc Boga w waszym ciele” (1 Kor 6,19n).

Na kartach Słowa-Bożego-Pisanego często pojawia się wzmianka o radości. Oto jeden z przykładów:

„A Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze,
abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15,13).

O radości mówi Jezus Chrystus – m.in. w okolicznościach nieprawdopodobnych, bo tuż przed swym konaniem w Ogrójcu i niewyrażalnych, czekających go tortur:

„To wam powiedziałem, aby radość Moja w was była
i aby radość wasza była pełna ...” (J 15,11).

Na tę samą rzeczywistość wskazuje na swój sposób Jan Paweł II:

„... przyszłość Ewangelizacji w dużej mierze zależy od Kościoła Domowego.
To apostolskie posłannictwo rodziny jest zakorzenione w chrzcie świętym,
a przez łaskę sakramentu małżeństwa otrzymuje nową moc dla przekazywania wiary,
dla uświęcenia i przemiany współczesnego społeczeństwa wedle zamysłu Bożego.
– Rodzina chrześcijańska, zwłaszcza dzisiaj, jest szczególnie powołana
do świadczenia o przymierzu paschalnym Chrystusa,
poprzez ustawiczne promieniowanie radością miłowania
i pewnością nadziei, z których ma zdać sprawę” (FC 52; zob. tamże: 15.21; LG 11; oraz EV 37n.76.80n.83-86).

Również do narzeczeństw wypada odnieść słowa dotyczące misjonarzy, posłanych do Ludu Bożego, który o Bogu prawdziwym może jeszcze nie słyszał:

„Żyjąc Błogosławieństwami – misjonarz doświadcza i ukazuje w sposób konkretny,
że królestwo Boże już nadeszło i zostało przez niego przyjęte.
– Znamiennym rysem autentycznego życia misjonarza jest radość wewnętrzna płynąca z wiary.
W świecie udręczonym i przytłoczonym tylu problemami, skłaniającym się ku pesymizmowi,
głosiciel Dobrej Nowiny winien być człowiekiem, który w Chrystusie odnalazł prawdziwą nadzieję” (RMi 91; tamże, nr 36).

(7,6 kB)

I.   DROGA DO KOMUNII POMIĘDZY SOBĄ
I Z TRÓJJEDYNYM

(6 kB)

Miłość: ukierunkowanie na bycie-darem

Miłość jest Bożym darem, który wyzwala nieprzeczuwane energie osoby. Darem tym radują się ci, których widzenie jest przejrzyste dla Boga i ludzi: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Słowa te można powiązać z inną wypowiedzią tego samego Boga-Człowieka, Jezusa-Chrystusa:

„To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy,
kto widzi Syna, i wierzy w Niego,
miał życie wieczne ...” (J 6,40).

Jezus podkreśla, że warunkiem życia wiecznego, którego podłożem jest życie w łasce już na ziemi, jest widzenie Syna Człowieczego – czystym sercem.

Żeby kiedyś rozmawiać z własnymi dziećmi w sposób godny o miłości narzeczeńskiej, wypada samemu przebijać się, chociażby poprzez trud, ku czystemu przeżywaniu wzajemnych odniesień w narzeczeństwie. A nie jest to zbyt trudne. Chłopiec i dziewczyna muszą chcieć – być wielorako przy sobie i z sobą – a w sposób czysty.

Narzeczeństwo jest jedną z odmian miłości bliźniego – tym razem jednak z istoty swej nawiązującej do kobiecości i męskości, skoro ci dwoje nastawiają się na małżeństwo i rodzinę. Ale też właśnie dlatego trzeba, by przestawali z sobą z pobłogosławioną subtelnością, żeby żadnym gestem nie kalać spraw, do których w tej chwili dopiero się przygotowują.

Czas narzeczeństwa stwarza znakomitą sposobność do ćwiczenia się w tym, czym kiedyś miłość ma być na co dzień. Sytuacja narzeczonych naprowadza już obecnie na życie, jakie ci dwoje będą wiedli w małżeństwie i rodzinie:

„... Wszyscy członkowie rodziny, każdy wedle własnego daru, mają łaskę i odpowiedzialny obowiązek budowania dzień po dniu komunii osób, tworząc z rodziny ‘Szkołę bogatszego człowieczeństwa’. Dokonuje się to poprzez łaskę i miłość wobec dzieci, wobec chorych i starszych; poprzez wzajemną codzienną służbę wszystkich; poprzez dzielenie się dobrami, radościami i cierpieniami” (FC 21).

Współżycie płciowe będzie odgrywało w małżeństwie rolę jedyną w swoim rodzaju – jako uprzywilejowany wyraz więzi łączącej męża i żonę. Całokształt pozostałych odniesień między małżonkami i dziećmi nie będzie się kształtował już tak bezpośrednio na bazie zróżnicowania płciowego. Miłość małżeńska stanie się wtedy szarą drogą miłości bliźniego na co dzień. A jednak będzie to ta miłość, po której Chrystus rozpoznaje tych dwoje już teraz, a potem w Dzień Ostateczny, jako ‘swoich’: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35).

Tak pojmowana ‘miłość’ zakłada wiarę żywą. Ale też małżeństwo nigdy nie jest instytucją świecką. W przypadku osób ochrzczonych, małżeństwo jest sakramentem. Okoliczności życia mogą sprawić, że miłość małżonków będzie bardziej podobna do miłości z krzyża, niż samą tylko radością: „Przykazanie Nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak-jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). Dobitnie przez Chrystusa uwydatnione: ‘tak – jak’, wskazuje jednoznacznie na kierunek i miarę miłości, po której Chrystus rozpozna małżonków jako tych swoich. On zaś umiłował aż do krzyża – a raczej poza krzyż:

„Mężowie, miłujcie żony,
bo i Chrystus umiłował Kościół
i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić ...” (Ef 5,25n).
(Zob. też niż.: Mąż-Żona – Chrystus-Kościół (grafika). I nieco dalej następna grafika)
.

Jan Paweł II mówi o oblubieńczym sensie ciała oraz o jego sensie rodzicielskim. Ten drugi sens ciała: rodzicielski, można określić po zastosowaniu pewnej analogii i zgodnie z prawdą Bożego zamysłu jako sens rodzicielsko-odkupieńczy. Mianowicie ciało jest podatne do wyrażania radości, przyjemności przytulenia, ale jest też i niesłychanie podatne na zranienie, niekiedy śmiertelne. Oblubieńczość ... cieszy. Rodzicielstwo – także cieszy, ale idzie jakże często w parze z bólem i trudami, a nawet ‘oddaniem życia’.
– Podobnie cieszy-raduje tajemnica Wcielenia, tzn. tajemnica Oblubieńczości Boga z człowiekiem. Natomiast dzieło odkupienia stało się dla samego Boga-Człowieka drogą, która zaprowadziła Go na krzyż. Tym się stała tajemnica odkupienia, czyli rodzicielstwa życia Bożego, jakie Bóg podarował odkupionym.

(10 kB)
Objaśnienie

Innymi słowy Chrystus wystawił się w swej oblubieńczej miłości do Kościoła na ukrzyżowanie. I nadal wiernie kocha tę ‘swoją’: Lud Boży. Przez cały czas przygotowuje go sobie na swą Oblubienicę – „chwalebną, nie mającą skazy czy zmarszczki ..., aby była święta i nieskalana” (Ef 5, 27) (Por. też tamże: 1,4. Wszystko to będzie przedmiotem zwł. 9-go rozdz. w niniejszej VI części).

Miłość jest zadaniem i powołaniem. Powołanie to jest przez Boga w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety wpisaną „... odpowiedzialnością za miłość i wspólnotę” (FC 11). Miłość jest ciągle obieranym ukierunkowaniem na „dar osoby dla osoby” (LR 11) tego drugiego, tych drugich. Jest to zadanie wymagające, a jednocześnie mobilizujące do kształtowania dynamizmu od-środkowego, właściwego prawdziwej miłości. W miłości nie liczy się ‘moje zdanie’ – w sensie egoistycznym; ani ‘moja’ przyjemność. Miłość zobowiązuje do służby: składania siebie w darze – dla dobra tego drugiego, tych drugich: tak doczesnego, jak i wiecznego. Jest to ciągła czujność w wyrastaniu poza siebie – ze względu na prawdziwe dobro tych bliźnich, których miłość usiłuje widzieć wciąż w Bogu.

W przypadku małżonków, „najgłębszym i określającym” ich zadanie wychowawcze „elementem jest miłość ojcowska i macierzyńska”. Znajduje ona „w dziele wychowawczym wypełnienie doskonałej służby życiu” – o ile:

„...miłość rodzicielska od początku staje się duszą, a przez to normą,
która inspiruje i nadaje kierunek całej konkretnej działalności wychowawczej,
ubogacając ją tak cennymi owocami miłości, jak
czułość, stałość, dobroć, usłużność, bezinteresowność i duch ofiary” (FC 36).

Życie utracić by je znaleźć

Prawdziwa miłość, która w przyszłym małżeństwie będzie inspirowała pracę wychowawczą i która wcale nie będzie równoznaczna z samą tylko płciowością, winna stać się ‘duszą’ i ‘normą’ w takim kształtowaniu wzajemnych odniesień między mężem a żoną, żeby oni oboje stawali się zdolni do składania siebie w darze miłości dla najbliższych. Miłość bliźniego w warunkach rodzinnych musi upodobniać się nierzadko, niekiedy boleśnie, do obumierania – na kształt obumierania Chrystusowego.
– Jednakże ta pozorna śmierć, tj. wycofywanie swoich zamierzeń, przekreślanie swej kariery życiowej i planowanych marzeń, odpoczynku, przyjemności itd., staje się paradoksalnym wyzwalaniem ‘życia’.
– Tak to sformułował o sobie sam Odkupiciel człowieka – On, który siebie określił także w słowach „Oblubieniec jest z ‘wami’ ...” (Mt 9,15):

„Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo,
ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Ten, kto kocha swe życie, traci je ...” (J 12,24n; por. Mt 16,25).

Miłość staje się coraz bardziej służbą dla wartości zarówno zwyczajnych, jak i najwyższych. Zostaje ona podejmowana względem każdego bliźniego, którego Opatrzność postawi w jej zasięgu. Słowa papieskie:

„W społeczeństwie wstrząsanym i rozbitym przez napięcia i konflikty, wynikające z gwałtownego ścierania się różnych indywidualizmów i egoizmów, dzieci powinny nabyć nie tylko poczucia prawdziwej sprawiedliwości, która jedyna prowadzi do poszanowania godności osobistej każdego człowieka, ale także i tym bardziej poczucia prawdziwej miłości, jako postawy szczerej troski i bezinteresownej służby wobec drugich, a zwłaszcza najbiedniejszych i potrzebujących.
– Rodzina jest pierwszą i podstawową szkołą uspołecznienia: w niej, jako we wspólnocie miłości, uczynienie z siebie daru jest prawem, nadającym kierunek i warunkującym wzrost.
Dar z siebie, który ożywia wzajemną miłość małżonków, staje się wzorem i zasadą składania daru z siebie, co powinno dokonywać się we wzajemnych stosunkach braci i sióstr oraz różnych, współżyjących w rodzinie pokoleń. Tak komunia, jak uczestnictwo codziennie przeżywane w domu, w chwilach radości i w trudnościach, jest najbardziej konkretną i skuteczną pedagogią dla czynnego, odpowiedzialnego i owocnego włączenia się dzieci w życie społeczne o szerszym zasięgu” (FC 37).

We wszystkich tych wymiarach przyszłych odniesień rodzinnych i społecznych, każdy młodzieniec i każda dziewczyna powinni ćwiczyć się systematycznie, zwłaszcza z chwilą gdy zaczynają stawać się parą narzeczeńską. Narzeczeni powinni pod tym względem uważnie się sobie przypatrywać. Bo jakim jest przyszły mąż i przyszła żona obecnie dla domowników i innych ludzi, takim będzie niedługo potem w stosunku do tego drugiego w małżeństwie.

To zaczyna znaczyć ‘miłość bliźniego’ na co dzień. Nie seks, lecz delikatność względem bliźniego, to znów umiarem sterowana stanowczość, która nigdy nie ucieknie się do słów obraźliwych ani przekleństwa. Raz będzie to wypracowywana grzeczność, to pracowitość, dokształcanie się we wszystkim, co okaże się przydatne i użyteczne pod kątem życia w małżeństwie. A z drugiej strony wrażliwość na biedę, z kolei zaś gościnność (FC 44) i pomoc świadczona sobie nawzajem w kształtowaniu własnego charakteru.
– Wszystko to jest miłością bliźniego, a jednocześnie zaprawianiem się w wychowywanie dzieci przez świadome, modlitewne kształtowanie w pierwszym rzędzie własnego wnętrza.

Miłość w narzeczeństwie to wcale nie przede wszystkim intymność płciowa. Jest to zwyczajna, ale tym cenniejsze praca nad własnym charakterem. Z zapałem, ale i wolą sukcesu, w zawierzeniu Słowu Bożemu. Praca ta nie może się zakończyć wraz z zawarciem ślubu. Nie daj Boże, by ktoś sobie wmówił, że dzień ślubu to wymarzony, wreszcie ‘ostatni dzień pracy nad kształtem własnego charakteru’ (= słowa autentyczne pewnego młodego męża)! Dzień ten stałby się początkiem klęski zawiązującej się wspólnoty małżeńskiej! (= NB.: Ci dwoje, gdzie właśnie młody małżonek wypowiedział dopiero co przytoczone słowa, iż dzień ślubu stał się wreszcie ostatnim dniem jego pracy nad własnym charakterem, niedługo potem ... rozwiedli się ...).

Z zachęt Jana Pawła II do młodzieży

Wypada przytoczyć tu jeszcze słowo zachęty Jana Pawła II. W swym ciepłym Liście do młodych całego świata, z jakim zwrócił się w 1985 do Młodzieży całego świata: chrześcijan i nie-chrześcijan z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży, nawiązał on jeden raz więcej do Jezusa Chrystusa, Stworzyciela i Odkupiciela Człowieka. Chrystus jest Bożym i Człowieczym „Świadkiem tych ostatecznych przeznaczeń, jakie człowiek ma w Bogu samym” (LM-1985,5; por. Ap 1,5). Z jednej bowiem strony przebywa On jako Syn-Słowo stale w „łonie Ojca” (J 1,18b) w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Z chwilą zaś gdy zstąpił z nieba i narodził się ze swej Niepokalanej Matki Maryi, stał się „Świadkiem tych ostatecznych przeznaczeń, jakie człowiek ma w Bogu samym” (LM-1985, 5).

Chrystus zna mianowicie z własnego, Bożo-Ludzkiego doświadczenia, co to znaczy: wezwanie do życia – wiecznego, i czym jest samo życie – wieczne. Po to właśnie zstąpił z nieba i opowiedział o tym swym ludzkim braciom i siostrom. Po wykonaniu zaś zleconego sobie przez Ojca dzieła odkupienia – wrócił do Niego w dniu wniebowstąpienia, jednocześnie zapewniając i dotrzymując danego Słowa, że: „A oto Ja Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Jeśli ten właśnie Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, przypomina człowiekowi: mężczyźnie i kobiecie – m.in. treść VI przykazania Bożego: „Nie będziesz cudzołożył”, młodzi ludzie mogą być pewni, że Chrystus ich nie zwodzi i przykazania Bożego nie przypomina ku ich ‘złu’. Zwraca się do nich natomiast z zachętą ku dobru ich „ostatecznych przeznaczeń”, gdy ich zaprasza do pójścia w ślad za sobą:

„Moje owce słuchają Mego głosu, a Ja je znam.
Idą one za Mną i Ja daję im życie – wieczne.
Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z Mojej ręki” (J 10,27n).

Tenże Chrystus proponuje narzeczeństwom dar twórczy, zdolny zainicjować rozwój miłości godnej tego miana. Ta zaś zaczyna stawać się ‘sobą’ wtedy, gdy cechuje się ukierunkowaniem od-środkowym. Zmierza mianowicie do wyrastania poza i ponad siebie samego. To dopiero staje się właściwie pojętą miłością.

Dotyczy to w szczególniejszy sposób osób przeżywających etap narzeczeństwa. Chrystus wzywa ich, by się nie dali uwieść ‘miłości’ pojmowanej jako zagarnianie ‘wykradzionych’ doraźnych przeżyć seksualnych. Miłość bowiem to kształtowanie w sobie postawy „wymagania od siebie samego”.

Taki właśnie program ukazywał Młodym niestrudzenie Jan Paweł II. Tak było m.in. w jego znamiennym przemówieniu w Godzinie Apelu Jasnogórskiego w Częstochowie w 1983 r., podczas jego drugiej pielgrzymki do Ojczyzny. Pełen ufności w młodych, nakreślił im wtedy następujący ideał i zarazem program twórczej pracy nad sobą:

„Moi Drodzy Przyjaciele! Do was należy, położyć zdecydowaną zaporę demoralizacji
– zaporę tym wadom społecznym, których ja tu nie będę nazywał po imieniu, ale o których wy sami doskonale wiecie.
– Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali.
– Doświadczenia historyczne mówią nam o tym, ile kosztowała cały naród okresowa demoralizacja ...
– Pamiętajcie, że ten kształt (= naszego życia społecznego) zależy od tego, jaki będzie człowiek.
A więc: czuwajcie!
– Chrystus powiedział podczas modlitwy w Ogrojcu Apostołom:
‘Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie’ ...”
(Jan Paweł II, Druga Pielgrzymka do Ojczyzny, Jasna Góra 18.VI.1983, p.5).

Tak pojmowana miłość uzdalnia do tego, co stanowi jej istotę: składania w darze siebie samego – dla uświęcenia osoby tego umiłowanego, oraz siebie samego. Tak pojmowana miłość narzeczeńska nie stanie się przeszkodą w widzeniu Chrystusa niezmąconym okiem, a przeciwnie: stanie się dla tych dwojga – zakochanych, drogą umacniającą ich obopólną więź poprzez serce i komunię z samym Trójjedynym (zob. Ef 5,25nn).

(7,6 kB)

J.   ŻARLIWA MODLITWA

(6 kB)

Narzeczeni w modlitwie

Jeśli kiedy, to w narzeczeństwie modlitwa tych dwojga powinna się nasilać swą intensywnością i częstotliwością. Zapewne, nie zawsze chłopiec i dziewczyna wynieśli z domu dobry przykład w tym względzie. Iluż młodych musi stwierdzić, że dom rodzinny kojarzy im się z koszmarem ciągłych awantur, kłótni, być może pijatyki – czy to ze strony ojca, czy nawet i matki. Błogosławieństwem staje się wtedy niekiedy ... babcia, czy dziadek. Oni to, być może w ukryciu przed własną córką zamężną, przed synem żonatym, czy zięciami itd., wdrażali wnuczki w życie modlitwy. Podejmowali wszelkie trudy, żeby je przygotować do pierwszej spowiedzi i Komunii świętej, po czym przypominali i pilnowali, żeby regularnie korzystali z życia sakramentalnego. Mimo iż te właśnie wnuki z biegiem miesięcy i lat dążą potem usilnie do wymknięcia się spod ‘kurateli’ babci czy dziadzia i naśladowania niedobrego przykładu czy to własnych rodziców, czy tym bardziej kolegów i koleżanek, którzy mniej lub więcej ostentacyjnie nie chodzą do kościoła i coraz bardziej praktycznie stronią od Chrystusa – przebaczającego i karmiącego Lud swoim Ciałem i swoją Bożą Krwią.

A przecież: błogosławione te dzieci, które pomimo zachwiania się w religijności na pewnym etapie dorastającego życia, wyniosły ze swego domu rodzinnego kościec zasad moralnych, chociażby wpajanych nie przez własnych rodziców. Dzieci te, być może po mniej lub więcej burzliwych przejściach wieku młodzieńczego, mają do czego ‘wrócić’. Przypomną sobie, że nie ma mowy o Bożym ładzie, ani ludzkim pokoju i szczęściu w małżeństwie i rodzinie, gdy w domu zabraknie Chrystusa Żywego na co dzień, a wraz z nim Jego błogosławionej, Niepokalanej Matki Maryi.

Bywają pary narzeczeńskie, z których przynajmniej jedno z nich jest głębiej związane z Kościołem i praktycznym życiem sakramentalnym. Oby wtedy ta właśnie ‘strona’ bardziej religijna stała się dla tego drugiego w narzeczeństwie czynnikiem podciągającym wzwyż – ku Bogu, modlitwie, częstemu przystępowaniu do Trybunału Miłosierdzia Bożego i Eucharystii: najlepiej razem, we dwoje.

Oby też ta właśnie bardziej religijna strona – czy to dziewczyna, czy chłopiec, była na co dzień świadkiem naprawdę Chrystusowego stylu pojmowania i wdrażania w życie miłości na tym etapie życia: narzeczeńskiego. Jeśli bowiem w parze z deklarowaną religijnością nie pójdzie świadectwo praktycznego kierowania się Bożymi przykazaniami – m.in. w postaci nieugiętej postawy czystości w myślach i czynach w odniesieniach narzeczeńskiej miłości, wszelkie mówienie o Bogu, modlitwie, sakramentach itd. stanie się pustym słowem, zaprzeczanym przez anty-świadectwo postępowania na co dzień. Strona mniej religijna może wtedy słusznie zapytać, jak to jest z Chrystusowym: „Błogosławieni ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je ...” (por. Łk 11,28). Jednoczesne łamanie czystości w jej Bożym oczekiwaniu – i twierdzenie, że jestem ‘ochrzczony, bierzmowany, przystępuję do sakramentów świętych’ stawałoby się przekreśleniem prawdy rzekomo wyznawanej wiary.

(11 kB)
Objaśnienie

Zakładamy, że oboje razem, chociażby pod wpływem przynajmniej tej jednej ze stron głębiej związanej z Chrystusem, podejmują ze wzrastającym poczuciem odpowiedzialności wysiłki zmierzające do uintensywnienia swego życia modlitwy. A jest się o co modlić – właśnie na tym etapie życia ich obojga. Przed nimi rysują się perspektywy diametralnie różne od tego wszystkiego, czego doznawali dotąd. Przechodzą obecnie od ‘korzystania’ i ‘brania’ tego, czego rodzice i najbliższa rodzina im na co dzień dostarczali – w etap zdecydowanej zmiany ról: czynnego obdarowywania sobą. Nowy etap życia, którego inauguracją stanie się w niedługim czasie ślub małżeński, będzie miał polegać na życiu już nie dla siebie, lecz dla tego drugiego, a obojga razem – dla innych, począwszy od prędzej czy później oczekiwanych ich własnych dzieci.

Uświadamiały to sobie coraz wyraziściej zwłaszcza niektóre z par narzeczeńskich, których wyznania zdążyliśmy przytoczyć. Tak bywało zwłaszcza odkąd ci dwoje dopracowali się decyzji wierności względem Chrystusa – chociażby dopiero na tym ostatnim odcinku: niemal już bezpośrednich przygotowań do ślubu.
– Mówimy w tej chwili o rozwoju życia modlitwy u narzeczonych. Jej potrzebę, a raczej wzrastającą konieczność, uświadamiają sobie ci dwoje zapewne coraz bardziej zwłaszcza odkąd się zaczyna odliczanie miesięcy, tygodni i dni przed ślubem małżeńskim.

Zapewne i do tej sytuacji wolno odnieść żarliwe słowa, w jakich Jan Paweł II kończy swoją pierwszą, programową encyklikę, poświęconą Odkupicielowi Człowieka. Pisał on w jej zakończeniu:

„... Uświadamiając sobie ... trudności, jakie się ... spiętrzają, tym bardziej odczuwamy potrzebę głębokiej więzi z Chrystusem. Odzywają się w nas mocnym echem te słowa, które On powiedział: ‘Beze Mnie nic nie możecie uczynić’.
– Odczuwamy także nie tylko potrzebę, lecz wręcz potężny imperatyw jakiejś wielkiej, wzmożonej i spotęgowanej modlitwy ... Tylko modlitwa może sprawić, żeby te wielkie zadania i spiętrzające się trudności nie stawały się źródłem kryzysów, ale okazją i niejako podłożem coraz dojrzalszych osiągnięć ...
– ... Abyśmy na tej modlitwie trwali złączeni z Maryją, Matką Jezusa...” (RH 22).

Uczestnictwo w kapłaństwie powszechnym małżonków-rodziców

Z chwilą gdy narzeczeni wkroczyli już na etap przemyślanej decyzji na małżeństwo, modlitwa ich powinna się coraz bardziej upodabniać do modlitwy już małżonków. Ci zaś są w szczególnym znaczeniu uczestnikami kapłaństwa powszechnego Jezusa Chrystusa – w przeciwieństwie do kapłaństwa hierarchicznego w następstwie otrzymanych ważnych święceń kapłańskich:

„Kapłaństwo powszechne wiernych przeżywane w małżeństwie-sakramencie, rzeczywiście stanowi dla małżonków i dla rodziny podstawę powołania i misji kapłańskiej, która przemienia ich codzienne życie w ‘duchową ofiarę przyjemną Bogu przez Jezusa Chrystusa’, co dokonuje się nie tylko przez sprawowanie Eucharystii oraz innych Sakramentów, i własną ofiarę złożoną na chwałę Bożą, ale również przez życie modlitwy, poprzez modlitewny dialog z Ojcem, przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym.
Modlitwa rodzinna ma swoje cechy charakterystyczne. Jest modlitwą wspólną męża i żony, rodziców i dzieci. Komunia w modlitwie jest jednocześnie owocem i wymogiem owej komunii, otrzymanej w sakramentach chrztu i małżeństwa. Do członków rodziny chrześcijańskiej można w sposób szczególny odnieść słowa, w których Chrystus obiecał swą obecność: ‘...zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystko użyczy im Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam Jestem pośród nich’ ...” (FC 59; zob. Mt 18,19n).


Młodzi ludzie bliscy przyjęcia sakramentu małżeństwo, zapytaliby być może, o co szczególniej winni by się modlić jako właśnie narzeczeni? Wypada znowu posłuchać sugestii Jana Pawła II:

„Taka modlitwa rodzinna czerpie swą pierwotną treść z samego życia rodzinnego, które we wszystkich i rozmaitych okolicznościach jest pojmowane jako powołanie Boże i aktualizowane jako synowska odpowiedź na Jego wezwanie: radości i bóle, nadzieje i smutki, narodziny i rocznice urodzin, rocznice ślubu rodziców, wyjazdy, rozłąka i powroty, dokonywanie ważnych i trudnych wyborów, śmierć drogich osób itd. oznaczają wkroczenie miłości Bożej w dzieje rodziny, tak jak winny oznaczać moment stosowny do dziękczynienia, błagania i do ufnego powierzenia rodziny wspólnemu Ojcu, który jest w niebie.
– Ponadto godność i odpowiedzialność rodziny chrześcijańskiej jako ‘Kościoła domowego’ mogą być przeżywane jedynie przy nieustannej pomocy Bożej, która zawsze zostanie udzielona, jeżeli wyprosi się ją w pokornej i ufnej modlitwie” (FC 59).

Na etapie narzeczeńskim, modlitwa powinna dotyczyć w szczególny sposób daru Boga-Miłości jako stałego przebywania w ich sercu. Miłość do której oboje zmierzają, to Bóg-Miłość, który pragnie udzielić się jako właśnie miłość – sercu ich obojga. Oboje mogą być dogłębnie przekonani, że Jezus Chrystus im naprawdę niczego ‘nie zabierze’, a natomiast obdarzy ich w obfitości tymi łaskami i darami, jakich im na tym etapie życia bardzo potrzeba:

„Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę,
a Ojciec Mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego,
i będziemy u niego przebywać” (J 14,23).

„Ja w nich, a Ty (Ojcze) we Mnie” (J 17,23).

„... aby i oni stanowili w nas – jedno” (J 17,21).

Wypada, by każdorazowe bycie-ze-sobą zaczynało się i kończyło wzniesieniem serc do Chrystusa i Maryi. Ażeby sam On, wraz ze swoją Dziewiczą Matką, Matką „Pięknej Miłości” (Syr 24,18; zob. LR 20), towarzyszyli ich spotkaniom narzeczeńskim.

Miłość jest jedynie u Boga – i tylko z Boga! Oboje doświadczyli na podstawie obserwacji życia, a może i własnych przeżyć, jak bardzo „Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzi całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9). I że raz po raz sprawdza się ta sama metoda, jaką Szatan stosuje do człowieka jako Bożego Obrazu począwszy od raju:

Rozmiar: 58 bajtówokłamuje on, tzn. „zwodzi” – sam pozostając nie rozpoznany,
by następnie tym skuteczniej ...
Rozmiar: 58 bajtówzabijać.

Tak Szatana określił Syn Człowieczy, który sam o sobie stwierdza:
Rozmiar: 58 bajtów„Nie ma on (Władca tego świata) jednak nic swego we Mnie” (J 14,30).
Oraz:
Rozmiar: 58 bajtów„Władca tego świata został osądzony” (J 16,11; por. 12,31).

Demaskując szatana, Jezus Chrystus wskazuje na dwa przymioty Szatana: jest on kłamcą – i zabójcą od początku (J 8,44).

(14 kB)
Objaśnienie

Szatan jeszcze nigdy nie wykrzesał jakiegokolwiek chociażby tylko ‘śladu’ miłości! Nie jest on zdolny obdarzać słuchających go tym, czym obdarza sam tylko Bóg: pokojem, radością, błogosławieństwem.
– Jest pewne, że nikt nigdy nie znajdzie ‘miłości’ w odcięciu się od Chrystusa i Bożych przykazań.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że Szatan nieustannie i „od początku wykorzystuje dzieło stworzenia przeciw zbawieniu ... i zjednoczeniu człowieka z Bogiem” (DeV 27).
– Szatan wykorzystuje nader łatwo tak oblubieńczy, jak rodzicielski sens ciała człowieka – przeciw Bogu, i przeciw tym dwojgu, m.in. jako narzeczonych.
– Oby oni byli zdolni przejrzeć natychmiast właściwe intencje Złego i odnieść się do jego pokus w sposób, jakiego od nich oczekuje Odkupiciel i Jego Niepokalana Matka Maryja.

Przeciwnie zaś, Chrystus za cenę ukrzyżowania – równie nieustannie:

„... odcina niejako człowieka od ‘sądu’,
czyli od potępienia, jakim porażony został grzech szatana, ‘Władcy tego świata’,
który przez swój grzech stał się ‘Rządcą świata tych ciemności’ ...” (DeV 28).

Chodzi o mobilizującą świadomość, że Chrystus przebywa żywy w sercu ich obojga.

Apostoł Narodów, św. Paweł, pyta poprzez wieki, urzeczony świadomością, że Chrystus jest żywy – w nim i każdym z nas:

„Czy nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest – w was?
Chyba żeście odrzuceni.
Mam zaś nadzieję, iż uznacie, że my nie jesteśmy odrzuceni!” (2 Kor 13,5n).

On też, Jezus Chrystus, spaja tych dwoje posłanym przez siebie i Ojca Duchem Świętym. Jako Miłość-Osoba w łonie Trójcy, staje się Duch Święty źródłem obdarowania odkupionych łaskami wysłużonymi przez Syna Bożego.

Niechby w sercach narzeczeństw wciąż żywym echem rozbrzmiewały słowa Jana Pawła II z jego Listu do Rodzin, pisanego w nawiązaniu do ogłoszonego przez ONZ ‘Roku Rodziny’ – 1994:

„Można zapytać: dlaczego Chrystus w Kazaniu na Górze wypowiedział się w sposób tak wymagający („... A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" – Mt 5,27n)?
Odpowiedź jest zupełnie jednoznaczna: Chrystus chciał zabezpieczyć świętość małżeństwa i rodziny,
chciał zabezpieczyć pełną prawdę o osobie ludzkiej i jej godności ...
– Wszystko to, co ślubują sobie małżonkowie: ‘wierność, miłość i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci’,
możliwe jest tylko w wymiarach ‘Pięknej Miłości’.
– Tego człowiek współczesny nauczyć się nie jest w stanie od dzisiejszej masowej kultury.
Pięknej miłości’ można nauczyć się tylko przez modlitwę.
Jest ona bowiem zawsze ... jakimś wewnętrznym ukryciem z Chrystusem w Bogu (Kol 3,3) ...
Tylko w takim ukryciu może działać Duch Święty, źródło pięknej miłości.
On też rozlewa tę miłość.
Jak rozlał ją w sercu Maryi i Józefa, tak rozlewa ją w sercach wszystkich oblubieńców,
którzy ‘prawdziwie słuchają słowa Bożego i strzegą go ...’ (Łk 8,15)(LR 20).

Wypada, by oboje narzeczeni często dziękowali Trójjedynemu za użyczone im dary, m.in. za sam przedziwny i porywający podarunek: okres narzeczeństwa. Szczególną sposobnością do tego staje się każde spotkanie, gdy obojgu jest dobrze i żyją świadomością, że mogą wzrastać w poszanowaniu względem siebie i umacniać swą więź poprzez Serce Odkupiciela i Jego Błogosławionej Matki Maryi.

Narzeczony i narzeczona starają się nie zaprzepaszczać sposobności swego kolejnego spotkania, by podziękować Bogu i Matce Pięknej Miłości, że mogą cieszyć się sobą i swą w czysty sposób przeżywaną wzajemną bliskością. Bóg pomnoży hojność darów, gdy za to wszystko, co było dotąd, świadomie podziękują:

„Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu
– w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ef 5,20).

„A sercami waszymi niech rządzi Pokój Chrystusowy ...
I bądźcie wdzięczni” (Kol 3,15).

(14 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 1e.
Stadniki, 8.II.2014.
Tarnów, 17.I.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)




2. W sytuacji pokus i prób czystości-miłości
Granica oddzielająca narzeczeństwo od małżeństwa
Sytuacja pokusy
Z sugestii wiary do walki z pokusą

3. W radości zwycięstwa
Aby Miłość który Ty umiłowałeś, w nich była (Tabela – modlitwa)

I. DROGA DO KOMUNII POMIĘDZY SOBĄ I Z TRÓJJEDYNYM
Miłość: ukierunkowanie na bycie-darem
Życie utracić by je znaleźć
Z zachęt Jana Pawła II do Młodzieży

J. ŻARLIWA MODLITWA
Narzeczeni w modlitwie
Uczestnictwo w Kapłaństwie Powszechnym małżonków-rodziców


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. W czasie nabożeństwa pomniku dla Nie Urodzonych.Tarnobrzeg (a)
Ryc.2. Warta honorowa harcerzy przy Pomniku Nie Urodzonych (b)
Ryc.3. Matka z córeczką – Indie
Ryc.4. Posługa przy chorym ... częściowo sparaliżowanym
Ryc.5. Ptak drażieżny nocny
Ryc.6. Olbrzymi wąż rozłożony przez całą szerokość szosy