(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


(4 kB)

Rozmiar: 6891 bajtów

Część Szósta

„WZAJEMNIE SOBIE PODDANI
W BOJAŹNI CHRYSTUSOWEJ ... ”
(Ef 5,21)

*       *       *
W łasce sakramentu
na co dzień

(8,5 kB)

Wprowadzenia do części szóstej

Po dwóch poprzednich częściach, w których mogliśmy zakosztować m.in. trudnej do pojęcia, a na wskroś rzeczywistej Bożej oblubieńczej propozycji, z jaką Trójjedyny wychodzi naprzeciw bez wyjątku każdego człowieka, nie wyłączając tego w upadku, wypada wrócić w obecnej części szczegółowiej do przedziwnego Bożego daru: samego już życia w małżeństwie. Wiemy i wierzymy, że Chrystus podniósł małżeństwo do rangi jednego z sakramentów założonego przez siebie Kościoła.
– Wstępnie chcielibyśmy jeszcze raz podjąć zagadnienie bezpośredniego przygotowania do małżeństwa, mianowicie czas narzeczeństwa. Temu okresowi poświęconych było już niemało rozważań w częściach poprzedzających. Tym razem chcielibyśmy przyjrzeć się okresowi narzeczeństwa od strony głównie pozytywnej.

Zasadnicza uwaga tej części będzie się zatem skupiała wokół zagadnienia małżeństwa jako sakramentu. Okazuje się, że jest ono wielorako złożone. Kierujemy się oczywiście pewnością Prawdy objawienia przyjmując bez wahania sakramentalność małżeństwa. Zdajemy sobie jednak sprawę, że teologia małżeństwa jako sakramentu wciąż jest otwarta na dalsze pogłębienia. Sądzimy, że będzie rzeczą pożyteczną przyjrzeć się historycznie coraz jaśniej kształtującej się świadomości Kościoła, że małżeństwo prawdziwie jest sakramentem, oraz co to znaczy, że jest ono  sakramentem.
– Trudno też nie dotknąć w tej sytuacji chociażby pobieżnie form życia wypaczających rzeczywistość małżeństwa i rodziny. Dzięki uzyskanemu kontrastowi łatwiej będzie pojąć wzniosłość misji właściwej małżeństwu i rodzinie według Bożego zamysłu.

UWAGA 1. Problematyce etycznej związanej z okresem narzeczeństwa będzie jeszcze poświęcony długi rozdział (niemal odrębna książka): cz.VII, rozdz. 3. Zob.: Młodzi w drodze do małżeństwa: Sakramentu małżeństwa. Sygnalizujemy to już obecnie.
– Wiele innych zagadnień etycznych związanych z małżeństwem i okresem ‘chodzenia-ze-sobą’ poruszonych jest również w artykule o „Spowiedzi świętej małżonków i partnerstw z grzechów popełnianych przy przeżywaniu intymności”, zob. PORTAL, kolumna 4, nr 3. Zob.: Spowiedź święta małżonków oraz partnerstw z grzechów popełnianych przy przeżywaniu intymności płciowej).
– Ponadto zaś wracała ta tematyka już też na szeregu innych miejscach poprzednich części, zwłaszcza w cz.III, rozdz. 2-3; itd.
Oraz w długim ważkim artykule, zamieszczonym na PORTALU, kolumna 4, pkt 10: „Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: pod Piotrem i z Piotrem”.

Części VI nadajemy tytuł ogólny:

„Wzajemnie sobie poddani – w bojaźni Chrystusowej ...”
(Ef 5,21)

W łasce Sakramentu na co dzień

W treść tych słów, będących Słowem-Bożym-Pisanym, pragnęlibyśmy wniknąć głębiej w trakcie rozpoczynającej się niniejszej części.
Dla przejrzystości podajemy tematy rozdziałów, na jakie wypada podzielić przewidywaną treść rozważań tej części:

Rozmiar: 258 bajtów DNI NARZECZEŃSTWA: BŁOGOSŁAWIONY DAR GORĄCEJ PRÓBY (r. 1)
Rozmiar: 263 bajtów HOMOSEKSUALIZM I WOLNE PARTNERSTWA HETEROSEKSUALNE: ŻAŁOSNA IMITACJA MAŁŻEŃSTWA (r. 2)
Rozmiar: 263 bajtów WYMUSZANA IDEOLOGIA GENDER JAKO WSZECHOGARNIAJĄCY GENDER-MAINSTREAMING (r. 3)
Rozmiar: 258 bajtów W PRZYGOTOWANIU DO PEŁNI OBJAWIENIA SAKRAMENTALNOŚCI MAŁŻEŃSTWA (r. 4)
Rozmiar: 258 bajtów MAŁŻEŃSTWO JAKO PRA-SAKRAMENT SAKRAMENTU STWORZENIA: UWIDZIALNIENIE NIEWIDZIALNEJ MIŁOŚCI BOGA (r. 5)
Rozmiar: 263 bajtów PRZYMIERZE MAŁŻEŃSKIE DWOJGA A PRZYMIERZE BOGA Z CZŁOWIEKIEM ODCZYTANE Z PENTATEUCHU MOJŻESZA (r. 6)
Rozmiar: 258 bajtów BOŻE ‘OBLUBIEŃCZE’ ZWIERZENIA MIŁOŚCI W KSIĘGACH PROROCKICH (r. 7)
Rozmiar: 258 bajtów ELEMENTY EWANGELII RZUTUJĄCE NA TEOLOGIĘ MAŁŻEŃSTWA JAKO SAKRAMENTU (r. 8)
Rozmiar: 258 bajtów SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA WSZCZEPIONY W DRZEWO ŻYCIA OBLUBIEŃCA-Z-KRZYŻA (r.9)


UWAGA 2: Wykorzystane ilustracje-zdjęcia do tej części. Zaczynająca się część jest w dużej mierze szczególnym echem nauczania Karola Wojtyły (* 18.V.1920 – + 2.IV.2005), późniejszego kapłana-biskupa-kardynała, po czym papieża Jana Pawła II, beatyfikowanego 1.V.2011, ogłoszonego jako święty 27.IV.2014 r. Wdzięczni jesteśmy Bogu za jego pontyfikat, beatyfikację i kanonizację. Zgodny ‘głos Ludu’ zgromadzonego na placu św. Piotra w dniu jego pogrzebu, 8.IV.2005 r. był swoistym wyrazem powszechnego ‘odczucia wiary’, że była to śmierć człowieka świętego.
– Z tego względu Drodzy Czytelnicy zechcą przyjąć ze zrozumieniem, iż autor niniejszej strony zilustruje szczególniej tę właśnie część w pierwszym rzędzie zdjęciami z życia Jana Pawła II, szczególnie z zamachu na jego życie i ostatniej fazy jego choroby i śmierci. Sposób jego chorowania i przyjmowania cierpień, zwłaszcza gdy nie był już w stanie wydobyć z siebie żadnego słyszalnego głosu – i mógł się o tym przekonywać każdy, kto miał dostęp do telewizji, stawał się dla wielu chorych po świecie lekcją zachęcającą do łączenia swych cierpień z cierpieniami Chrystusa Odkupiciela.
– W drugiej kolejności zamieścimy nieco zdjęć z pontyfikatu Benedykta XVI.
– Inne zdjęcia ukażą kilka wybranych sanktuariów. Resztę pozostałego miejsca wypełnią zdjęcia zaczerpnięte z życia rodzinnego. W końcu znajdzie się jeszcze nieco wybranych zdjęć ukazujących cuda przyrody.
– Podobnie jak w częściach poprzedzających, wszelkie ilustracje spełniają na niniejszej stronie internetowej rolę swoistych ‘przerywników’: by ulżyć w trudzie podejmowanej lektury. Stąd też ilość ‘kolorów’ na poszczególnych zdjęciach jest zredukowana z wielorakich względów internetowych do minimum.



(7.7 kB)

Rozdział Pierwszy

DNI NARZECZEŃSTWA:
BŁOGOSŁAWIONY DAR GORĄCEJ PRÓBY

*       *       *
Jezu, Odkupicielu!
Czy na tym etapie naszego życia
trwasz w Duchu Świętym
w nas i z nami ?!

(9.3 kB)

Chodzimy ze sobą ...

W przystępie szczerości zadają młodzi niekiedy w sposób zdumiewająco otwarty pytanie: jak właściwie należy twórczo układać wzajemne odniesienia na etapie narzeczeństwa, zwłaszcza gdy ci dwoje napatrzyli się już dobrze na siebie nawzajem i z całą powagą zaczynają odliczać dni dzielące ich od ślubu? Prócz wielu spraw ściśle związanych z przygotowaniami materialnymi i wielorakimi innymi do ślubu, na czoło wysuwa się zagadnienie ich obopólnych odniesień w chwilach, gdy pozostają sami ze sobą – i dla siebie. Czyżby nie wolno im było objawiać sobie wzajemnie miłości poprzez spontanicznie nasuwającą się pieszczotę i przytulenie? Czy istnieją jakieś granice, których przekraczać za żadną cenę nie można?

A co począć, gdy słabość moralna stała się niemal stałym obciążeniem sumienia tych dwojga tak w obliczu Boga, jak i siebie nawzajem? Gdy pomimo dobrze znanego i uznawanego Bożego przykazania – zaawansowana intymność, albo i współżycie stało się dla nich od dłuższego czasu chlebem powszednim, i ci dwoje nie mają siły dźwignąć się z tej dobrze sobie uświadomionej klęski moralnej ich ... miłości? Czy i w tej sytuacji muszą oni mimo wszystko dokonać radykalnego cięcia, by móc spojrzeć sobie w oczy wejrzeniem czystym i radosnym, bo promieniującym obecnością Chrystusa żywego w sercu?

Bo sam Odkupiciel nigdy nie pogodzi się z klęską moralną swego żywego obrazu: mężczyzny i kobiety. Jezus Chrystus czeka na tych dwoje wciąż od nowa. I pragnie umocnić ich w walce o zachowanie ich godności jako osób – i tak zarazem jako dzieci Bożych. Również wtedy, kiedy wycofanie się z nie-Bożego wyrażania sobie miłości wydaje się wręcz niemożliwe, a w każdym razie nad wyraz trudne.

(7,6 kB)

A.   Z DŁUŻSZEJ HISTORII PEWNEJ PARY
NARZECZEŃSKIEJ

(6 kB)

1. Zofia-Jurek: zmagania dni narzeczeństwa

Godne przeżywanie wzajemnej bliskości w okresie niekiedy przedłużającego się narzeczeństwa niesie z sobą wiele problemów. Są pary, które dochodzą do ślubu bez konfliktów sumienia. W innych wypadkach narzeczeni staczają trudne boje wewnętrzne, by nie dopuścić do umniejszenia się w oczach własnych – i Boga.

Dla wprowadzenia w klimat bieżących rozważań skorzystamy z obszernych fragmentów pewnego ciągu korespondencyjnego. Imiona zmienimy na Zofię i Jurka oraz wzmiankowanych w ich listach ich dwoje bliskich znajomych: Ireny i Krzysztofa. Listy zaczęły się od pewnego spotkania z Chrystusem, w którym piszący tu autor pośredniczył.
– W 2 lata potem nadszedł list:

Początkowy okres chodzenia z sobą

(19 kB)
Objaśnienie

[List 1: XI.1981] „... W toku dyskusji [na spotkaniu po-Oazowym II-go stopnia] nasz Ksiądz zwrócił się do mnie i do koleżanki tymi słowami: ‘Żebyście nie odpowiadały przed Bogiem za te wasze oazy!’
– Wówczas, tj. 4 lata temu, słowa te mną wstrząsnęły, choć... nie zdawałam sobie tak bardzo sprawy z ich sensu. Teraz, po tylu latach, słowa naszego Księdza prześladują mnie na każdym kroku. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że mam coś do wykonania, wypełnienia ... Bo to nie tylko oazy, ale też różnego rodzaju rekolekcje, uczestnictwo w duszpasterstwie akademickim, trzy pielgrzymki warszawskie ...
– I cóż z tego, skoro moje życie duchowe jest coraz uboższe? Co z tego, skoro widzę, że na nic mi się to wszystko nie zdało? Sama niczego nie zyskałam i drugim niczego nie przekazałam. A jeśli przekazałam, to mi teraz nieswojo, bo sama postępuję przyziemnie. Chodzę coraz rzadziej do spowiedzi, bo wiem, że i tak grzeszyć będę dalej, choć przez krótki okres wydaje mi się, że poprawię się choć trochę.
– Dwa lata temu... w czasie tej spowiedzi, poruszyłam problem współżycia przedmałżeńskiego. Sprawą tą byłam zainteresowana, choć nie stanowiła ona dla mnie wówczas problemu. Pamiętam, zadał mi Ksiądz [= piszący tu autor: PL] takie pytanie: ‘Czy możliwe będzie dla ciebie przeżycie narzeczeństwa w sposób czysty?’ Odpowiedziałam, że owszem, będzie to możliwe. Wówczas tak sądziłam.
– Obecnie, gdy mam chłopaka na poważne, tamta odpowiedź wydaje mi się śmieszna. Współżyjemy ze sobą. I teraz wiem, że niemożliwe jest zerwanie z tym. Tylko naprawdę nie wiem do tej pory, dlaczego to jest grzechem? Przecież ma to w sobie tyle piękna!... Zdaję sobie sprawę z mojego prostactwa, ale cóż mam począć, skoro to wszystko staje się silniejsze ode mnie? I na cóż mi się zdały oazy, rekolekcje, dyskusje, trud pielgrzymkowy? ... Proszę, bardzo proszę mi powiedzieć, czy ja już jestem stracona? I czy Bóg nigdy nie wybaczy mi moich ‘oaz’...?”

W jakiś czas potem nadszedł następny list:

[List 2: I.1982] „W czasie, gdy współżyłam z Jurkiem, bardzo prześladowało mnie moje sumienie. I dzięki temu napisałam do Księdza. Wiedziałam, że dzieje się coś złego i że muszę coś z tym zrobić. Odpowiedź nadeszła w chwili koniecznej. I to co Ksiądz napisał, spowodowało, że zapragnęłam pojednać się z Bogiem. Przeczytałam uważnie list oraz tę ... pracę [= wcześniejszą redakcję części składowej niniejszej strony]. Doszłam do wniosku, że rzeczywiście możliwe jest, byśmy rozpoczęli nowe życie.
– W czasie ferii spotykaliśmy się codziennie. Jednego wieczora postanowiłam, że porozmawiam z Jurkiem i pokażę mu tę Księdza pracę. Jurek był bardzo zdziwiony i zaskoczony moją nagłą zmianą. Zapytałam, czy dla niego byłoby możliwe zerwanie z dotychczasowym życiem. – ‘Byłaby możliwa wstrzemięźliwość – powiedział – gdybyśmy niczego wcześniej nie podjęli’. W tej chwili wydaje mu się być dziwne, by zerwać z tym, co było. Oczywiście można by już nie współżyć, ale dlaczego odizolować się całkowicie, skoro to bardzo zbliża?
– Proszę mi wierzyć, że dla mnie wszystko to, co Ksiądz napisał, było bardzo piękne i oczywiste do momentu spotkania z Jurkiem. Nie znaczy to jednak, że obecnie słowa te straciły dla mnie wartość. Nie! Słowa te mają olbrzymią wartość. Lecz jakże trudno wcielić je w życie! W życiu jest trudniej niźli w założeniach teoretycznych.
– Proszę Księdza, nam obojgu jest trudno. Nie tylko Jurkowi, ale i mnie. I widzę, że małym jestem człowiekiem, skoro moje słabości są silniejsze ode mnie.
– Za 10 dni ... spotkam się z Jurkiem. Przyjedzie do mnie. I wiem już teraz, że mimo wszystko będziemy spać razem. Oczywiście nie dojdzie do stosunku, to już postanowiliśmy.
– Proszę mi nie poczytać moich wywodów za całkowite ignorowanie sobie wszelkich rad czy zasad. Jest mi naprawdę trudno i wiem też, że moje pojednanie z Bogiem w czasie świąt Narodzenia Pana nie miało sensu. Jeśli będzie Ksiądz tak łaskaw i napisze jeszcze raz do mnie, to będę bardzo wdzięczna i szczęśliwa. Może jest możliwa jakaś zmiana. Może za przyczyną Księdza będę mogła choć w 30% być dzieckiem Bożym ...”.

Ileż tu szczerości w przyznaniu się do wewnętrznej słabości! Zresztą List 2 zaczyna się od wyznania:

„... Czy to cecha każdego człowieka, że raz potrafi swoją wiarą i swymi postanowieniami góry przenosić, innym zaś razem gnie się pod bardzo nawet maleńkimi swoimi słabostkami? Dlaczego raz podjętego postanowienia nie można w pełni urzeczywistnić?”

Byłoby niezgodne z prawdą sądzić, że doświadczanie wewnętrznej walki dobra ze złem (Rz 7,14-25) jest ‘niepożądanym’ wyrazem wychowania chrześcijańskiego. Nie ma religii, która by zalecała współżycie przed ślubem. Niewątpliwie, wrażliwość sumienia wzrasta pod wpływem wychowania chrześcijańskiego w porównaniu do tych, którzy nie mają głębszego wglądu w kryteria pozwalające odróżniać dobro od zła moralnego. Jednym ze świadectw ogólnoludzkiego zjawiska ‘głosu sumienia’ jest świątynia pogańska wzniesiona w Japonii z okazji „Jubileuszu 25-lecia” liberalizacji ustawodawstwa o przerywaniu ciąży. Świątynię ciągle odwiedzają zastępy kobiet i mężczyzn NIE-chrześcijan. Trudno ich posądzać o wpływy chrześcijaństwa, które w Japonii stanowi znikomą mniejszość religijną.

Również w odniesieniu do kontaktów płciowych daje Bóg znać o sobie i ładzie miłości godnej osoby – w sercu każdego człowieka niezależnie od wyznawanej religii. Dziesięcioro Bożych przykazań otrzymali Hebrajczycy pod Synajem w połowie 13 w. przed Chr. Ale od początku zaistnienia człowieka, aż po dziś dzień, w sercu każdego jest wyryty Dekalog jako głos sumienia (Rz 2,15n; Lm 6; DeV 43; VSp 54. – Zob. także wyż. zob. dokładniej:  Intymność: czyżby mogła być wyjęta spod etyki? i cały ciąg dalszy; oraz: W poszukiwaniu Chrystusa – dziś, i cały ciąg dalszy aż do końca rozdziału: cz.2, r.2).

Bolesne upadki ale i zwycięstwa

W dwa miesiące po poprzednich listach pisze p. Zofia:

[List 3: III.1982] „Napisanie [dzisiejszego] listu do Księdza bardzo mi na sercu leżało. Nie pisałam jednak tak długo, bo nie mogłam; nie to, że nie potrafiłam, nie mogłam. Wiedziałam, że muszę napisać. Chciałam napisać, lecz nie mogłam. Wstydziłam się ..., ale przemogłam się. Dobrze, że ‘pismo nie rumieni się ze wstydu ...’
– W ostatnim liście bardzo podziałało na mnie jedno Księdza zdanie: ‘Jezus nie mógłby tego pobłogosławić. Nie mógłby. Maryja także’. Wówczas zaniechaliśmy współżycia, jednak nie na długo. Chciałam i chcę bardzo, żeby to co robię, podobało się Panu [por. identyczne słowa u św.Pawła: „Dlatego też staramy się Jemu podobać, czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy ...”: 2 Kor 5,9; 1 Tes 4,1]. Niestety wiem, że nigdy tak nie będzie. Jestem taka słaba!
– Jednak w takim rozumieniu... mało które małżeństwo uzyskało błogosławieństwo Jezusa i Maryi. Np. w czasie ślubu mojego brata. Moja bratowa była już w ciąży, pierwszy miesiąc co prawda, ale była. I ksiądz im błogosławił w imieniu Boga. Po co więc była cała ta gra przed Ołtarzem, skoro Bóg im przecież nie błogosławił?
– Obecnie co drugie narzeczeństwo wchodzi w związek małżeński nie będąc czystym. Co druga dziewczyna jest już w ciąży. Czy tych małżeństw Bóg nigdy nie pobłogosławi? Co znaczy wówczas spowiedź?
– A my współżyjemy. Ja już naprawdę nie chciałam. Nie jest dla mnie problemem, by skończyć, jednak robię to dla Jurka. Jurek bardzo żałuje, że tak się stało, że w ogóle zaczęliśmy. Ale stało się i teraz jest mu bardzo ciężko ... Spotykamy się rzadko: raz na 2 tygodnie. Może gdybym nie mieszkała tutaj... i gdybym była w domu, nie byłoby tych problemów. Na pewno by nie było! A tymczasem tutaj są takie warunki!
– Mieszkam tu na wsi wraz z koleżanką – Irką. Jesteśmy nauczycielkami. Często, bardzo często mam wyrzuty sumienia przed dziećmi. Dzieci myślą, są pewne, że ‘Pani’ wie wszystko, wszystko robi dobrze. A przecież w gruncie rzeczy tak nie jest.
– Tak bardzo bym chciała, żeby nadeszła chwila, kiedy mogłabym napisać Księdzu: ‘Jest pięknie’. Pięknie – tak jak uczy i chce Chrystus. Czy taka chwila się spełni ...!?”

Tym razem odpowiedź księdza była mocna. Uprzytomnił obojgu, że doszli do stadium, w którym nie przyjmują już żadnych racji rozumowych. Wciągnięcie we współżycie stało się tak dalece ‘drugą naturą’, że trzeba sobie powiedzieć w imię Chrystusa: ‘Koniec z rozumowaniem, które już nie przemawia, a po prostu: Stop! Współżycie: nie!’ – bez dyskusji!
– Na ten list nadeszła kolejna korespondencja od p. Zofii:

[List 4: V.1982] „Pierwszy raz zwrócił się do mnie ktoś w taki sposób. Napisał Ksiądz tak serdecznie, łagodnie, a przy tym jednoznacznie, konkretnie: NIE! W szkole zwracano się do nas również konkretnie, ale jakże często złośliwie, w formie rozkazu. Teraz też są polecenia. Trzeba je wykonywać ...
– Podjęliśmy już decyzję: Nie! I oczywiście nie robimy tego z tego tylko względu, że to Ksiądz nam tak każe, czy też po to, by zrodziła się w nas miłość.
– Może nasze rozumowanie jest dziwne, ale trochę inne niźli Księdza. My się kochamy. Nie dopiero teraz, kiedy podjęliśmy ową decyzję; kochamy się już bardzo długo – trzy lata. Wszystko zaczęło się od przyjaźni, kiedy nie było mowy o współżyciu, nawet nam to do głowy nie przyszło. Czy ludzie, którzy się przyjaźnią, nie kochają się? I wszystko jest jak dawniej. Gdyby nie było w nas miłości, to pewno teraz byśmy się rozeszli, albo nie podjęlibyśmy tej decyzji. Pewnie nie byłoby wyrzutów sumienia, wszystko byłoby normalne. Ale jest miłość. Musi być, skoro zdolni jesteśmy ją udoskonalać, zdolni jesteśmy zrezygnować ze współżycia, z tej sprawy, która tak wiele nas kosztuje, z którą jest nam ciężko zerwać.
– I dzięki właśnie Panu, dzięki miłości, i Księdzu – zrozumieliśmy, że można żyć inaczej: lepiej, piękniej. Zrozumieliśmy. Zrozumieliśmy; ale czy wytrwamy?
– Chcemy wziąć ślub w Częstochowie, w ostatnim dniu pielgrzymki. Też mam wyrzuty sumienia, że nie z czystym sercem pójdziemy do Pani Jasnogórskiej, ale chcemy tą pielgrzymką prosić o przebaczenie, i chcemy właśnie przed Jej Obliczem ...
– Już za 3 miesiące mamy być małżeństwem. A ja się boję i martwię. Boję się wszystkiego: nowych warunków, jakichś nieoczekiwanych problemów. A najbardziej boję się, że może wyniknąć coś między nami, choć teraz nic na to nie wskazuje. Przecież prawie wszystkie narzeczeństwa są radosne i szczęśliwe. A skąd potem tyle nieporozumień, konfliktów, rozwodów?
– Tak dużo rozmawiamy teraz razem o naszej przyszłości i zdajemy sobie sprawę z tego, co może nastąpić, wyniknąć. Oczywiście cieszymy się, że wreszcie będziemy razem, ale jest jakaś obawa: w Jurku mniejsza – we mnie duża ... W czasie rozmów ze starszymi dowiadujemy się tylko o konfliktach małżeńskich lub wręcz tragediach rodzinnych. Kobiety, które mają już za sobą kilka lub kilkanaście lat pożycia w małżeństwie, mówią nam: ‘Po co się tak spieszyć? Nie ma do czego! Po cóż tak wcześnie mieć już kłopoty?’ – Inne to nawet mówią: ‘Ja, gdybym była jeszcze raz młoda, to nie podjęłabym takiej decyzji. W narzeczeństwie zawsze jest różowo; a potem ...?’
– Oczywiście nie chcę się sugerować tymi wypowiedziami, ale jest w nich przecież tyle przykrej prawdy, że nie sposób przymknąć na to oczy. Mam zresztą przykład własnej rodziny. Rodziny?! Ja wcale nie mam rodziny. Tak się jakoś złożyło, że żadne z nas: ani Irka, ani Krzysiek (narzeczony Irki), ani też Jurek, ja również – nie miało nigdy prawdziwego domu. Wszyscy marzymy o prawdziwym, przytulnym kątku, gdzie panowałaby radość i miłość i gdzie do wspólnego ogniska każdy dorzucałby drew.
– Czy dam radę? Czy będziemy potrafili, skoro żadne z nas nie wyniosło przykładu z domu ...!”

Ostatni okres przed ślubem i dni po nim

Po dalszych 2 miesiącach nadchodzi kolejny list od p. Zofii:

[List 5: 6.VII.1982] „To nie z lenistwa, ani zapomnienia. To po prostu tyle spraw, zajęć, kłopotów małych i większych. To wszystko sprawiło, że nie pisałam. A tak dużo chciałabym teraz Księdzu napisać, powiedzieć ...
– Nasza decyzja będzie wkrótce urzeczywistniona. Jesteśmy szczęśliwi, aczkolwiek pełni obaw, strachu, który pewnie nigdy nie minie. Przecież całe życie pełne jest nieoczekiwanych zajść i sytuacji.
– Ślub nasz będzie niestety nie na Jasnej Górze, jak planowaliśmy, będzie w mieście moim rodzinnym. I to ze względów czysto organizacyjnych.
– Jeśli chodzi o pielgrzymkę, to oczywiście planujemy iść znowu w warszawskiej, w grupie ‘13’.
– To wszystko, o czym chciałam, chcę napisać i napiszę. Jednak dopiero po naszym ślubie. Teraz ten gorączkowy okres nie pozwala na wiele innych zajęć. Napiszemy.
– Pozdrawiamy serdecznie. Dziękujemy za pamięć. Swą wdzięczność wyrażamy w modlitwie. Zofia i Jurek”.

Na dwa dni przed ślubem posyła p. Zofia kolejny list:

[List 6: 22.VII.1982] „Wszystko między nami układa się dobrze. Teraz, po ostatniej spowiedzi – tej pierwszej [= przedślubnej] – nawet bardzo dobrze. Muszę szczerze stwierdzić, że mogło być zawsze tak dobrze między nami, gdybyśmy częściej, a nawet bardzo często spowiadali się.
– Pracy mam moc. Teraz jesteśmy tu w... Przyjechaliśmy po kaczki na wesele! Ludzie ofiarowali je nam szczerym sercem, bez pieniędzy. Oni są cudowni!! Wszyscy!!
– O wszystkim napiszemy, powiadomimy po weselu. Zofia i Jurek.
PS. Listy może Ksiądz wykorzystać do swoich publikacji”.

List w dwa miesiące po ślubie:

[List 7: IX.1982] „Niespełna rok temu pisałam pierwszy raz do Księdza. I od tamtego czasu wiele się zmieniło. Wówczas nie myślałam nawet, że za rok będę już mężatką, że będę spodziewała się dziecka. Wszystko obecnie przybrało inny obrót i jakby inny wymiar.
– Jestem już teraz naprawdę z Jurkiem i jestem naprawdę szczęśliwa. Nie mam jeszcze doświadczenia małżeńskiego, ale podzielę się z Księdzem moimi obecnymi odczuciami. Otóż mimo wszystko piękniejsze jest życie w małżeństwie, niźli w narzeczeństwie. Jeszcze wtedy gdy mieszkałam w X, a Jurek w Y, było mi ciężko, kiedy odjeżdżał. Żyłam ciągłym niepokojem o niego. Martwiłam się, czy nie bywa głodny, czy nie ma jakichś innych problemów, z którymi nie od razu mógł się ze mną podzielić, gdyż byłam daleko.
– Teraz sama mogę o wiele rzeczy i spraw zadbać. Mam więc pewność, że jest dobrze. Możemy prawie w każdej chwili powiedzieć sobie wszystko. Razem się śmiać, razem smucić. Razem też znajdować wyjście z trudniejszych sytuacji.
– Te nasze pierwsze miesiące poświęcamy na to, by zgrać się. Zgrać się pod każdym względem. Nauczyliśmy się szczerości. Mówimy sobie o wszystkim, choćby to było przykre czy bolesne. Nauczyliśmy się też wybaczać sobie każde nawet głupstwo. Chcemy, żeby w przyszłości było to już tylko odruchem bezwarunkowym. Żeby po każdym drobnym nieporozumieniu (a nawet po tym najgorszym i wielkim) zdobyć się na uśmiech, miłe słowo i bezwzględne zapomnienie.
– Było już kilka naprawdę głupich i bzdurnych nieporozumień, ale udało się nam zwyciężyć je. Chcemy dobrze opanować sztukę przebaczania.
– Mieszkamy na wsi ... W naszym skromnym mieszkanku czujemy się dobrze. Doszły nowe obowiązki, ale nie stanowią one dla nas ciężaru. Wszystko nas cieszy.
– Jednak największą naszą radością jest to, że jestem w ciąży. Jestem już w piątym miesiącu. Zatem stało się to już przed ślubem. A jednak stało się ... Nie chcę tak bardzo i dogłębnie wracać do tamtych spraw, ale jedno chcę Księdzu napisać. Otóż zaszłam w ciążę wówczas, gdy stosunek NIE odbył się do końca, ale były to dni płodne. Słuszna zatem rzecz, że w taki właśnie sposób można zajść w ciążę...
– Czujemy się winni wobec Bozi, ale teraz chcemy robić wszystko, żeby już Go tyle nie obrażać. Chcieliśmy choć w części zadośćuczynić, idąc w pielgrzymce warszawskiej. Byliśmy. Doszliśmy. Nie był to najlepszy okres dla mnie, by iść w taką długą i ciężką podróż, ale doszłam. Czułam się znakomicie. Może Pani Jasnogórska wstawiła się za nami u Syna, by On chociaż po części nam wybaczył? Jurek przez całą drogę grał w zespole. My z Irką (ona szła również, z Krzychem) śpiewałyśmy trochę przy mikrofonie. Pielgrzymka w tym roku miała bardzo swoisty charakter, była wielką sprawą [NB.: rok 1982: wojna polsko-polska!!]. Żałujemy, że nasze spotkanie nie doszło do skutku ...”

(6 kB)

2. Teraz już jako małżeństwo sakramentalne

Retrospekcja na ostatni okres przed ślubem

Oto następny list po dalszych 2 miesiącach:

[List 8: XI.1982] „Jesień pomimo swych kolorów, robi się już coraz bardziej szaro. Za to w mojej sali, gdzie prowadzę zajęcia, jest ciepło, wesoło i przytulnie. Dzieciaczki bawią się. Obecnie prowadzę Ognisko Przedszkolne. Dzieci są bardzo kochane. Nie będę jednak z nimi do końca, gdyż ... w końcu stycznia urodzi się nam Dzidziulka. A jest ona już teraz bardzo kochana. Dokazuje sobie: kopie, skacze. Cudowne są te chwile, kiedy możemy być tak razem w trójkę i cieszyć się ...
– Do ostatnich naszych zajęć należy robienie zakupów z myślą o tej małej osóbce. Cieszymy się każdym małym drobiazgiem i już sobie wyobrażamy, jak to będzie, gdy ona już będzie z nami. Miewam niekiedy takie chwile, kiedy wydaje mi się, że jestem pokrzywdzona przez los, gdyż jest mi niedobrze, bądź ciężko. Te stany jednak nawiedzają mnie rzadko i za chwilę już jestem dumna, że będę matką. Jurek pomaga mi przetrwać ten okres. Może on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale pomaga mi. W jego towarzystwie nie dostaję szarych myśli, nie jestem smutna. W trudnych chwilach pociesza mnie, i wówczas czuję się bardzo bezpieczna. Muszę się Księdzu przyznać, że jeszcze w narzeczeństwie nie pomyślałam nawet, że Jurek będzie taki dobry. Najbardziej szczęśliwa jestem wówczas, gdy widzę, jak Jurek się cieszy, że będziemy rodzicami. To mnie bardzo podbudowuje.

– Kiedyś obiecałam Księdzu napisać, jak było między nami w ostatnich dniach narzeczeństwa. Otóż te ostatnie dni były dosyć nerwowe (ze zrozumiałych względów), związane z tymi wszelkimi przygotowaniami do wesela. Ową uroczystość weselną urządzała nam moja matka chrzestna. Mamy jej tak wiele do zawdzięczenia, gdyż prócz pomocy materialnej dała nam tak dużo serca. W tym czasie byliśmy dość zagubieni, mieliśmy masę problemów różnej natury, a ciocia otwarła się dla nas i poświęcała nam swój czas na rozmowy, niekiedy bardzo długie. Nastawiała nas na trudności, doradzała, pocieszała. I tak jest do tej pory. Lecz w tamtym czasie nie mieliśmy nikogo bliższego.

– A jak było między nami? Po przystąpieniu do pierwszej spowiedzi zmieniło się wiele rzeczy. Już nie współżyliśmy, odnosiliśmy się do siebie z wielką serdecznością. Oczekiwaliśmy z biciem serca tego momentu, kiedy naprawdę będziemy razem. A największe przeżycie było wówczas, kiedy wysiedliśmy z bryczki ... i weszliśmy do kościoła. Czekali tam już na nas znajomi, krewni, przyjaciele. Błogosławił nasz związek nasz bliski przyjaciel - ks. Janusz. Do tej uroczystości przygotowaliśmy się już wcześniej z naszym Księdzem. Omówiliśmy liturgię, rozdzieliliśmy między siebie czytania, przygotowaliśmy się do duchowego przeżycia tej Mszy świętej. Słowa, które skierował do nas w czasie krótkiej homilii ks. Janusz, były bardzo swoiste. Mówił do nas ktoś, kto nas dobrze zna, kto nas rozumie i pragnie naszego szczęścia.
– I pomimo tej całej oprawy: gry organowej, blasku kandelabrów, czuliśmy się mali, cisi. Czuliśmy Go i chcieliśmy, by został zawsze z nami.
– W czasie tej uroczystości nie mieliśmy wielkiej tremy, gdyż byliśmy przygotowani, nastawieni, wiedzieliśmy, co i jak. To były cudowne chwile!
– Myśleliśmy też o Księdzu, jako że mamy względem Księdza wielki dług wdzięczności. Przede wszystkim ja. Gdyby nie te słowa, które Ksiądz do mnie (do nas) pisał, ciężka by była walka ze sumieniem. I teraz, chociaż wiem, że tyle zła wyrządziłam Panu, odnajduję Go wszędzie, na każdym kroku, w przydrożnym kamieniu, a nawet w uśmiechu dziecka.
– Zasyłam Księdzu szczere pozdrowienia i zapewniamy o naszej pamięci i modlitwie. Zofia i Jurek”.

Czas po pierwszym dziecku

Korespondencja z obecnie już małżeństwem Zofia-Jurek ciągnie się nadal. Oto jeszcze parę dalszych fragmentów z wielu listów p. Zofii. Niejedno jej spostrzeżenie może przydać się przyszłym małżonkom-rodzicom. M.in. wiadomość o przyjściu na świat oczekiwanej ‘dzidziulki’:

[List 10: I.1983] „...7 stycznia... urodził się nam syn. Urodził się wcześniej. Być może z powodu tej przeprowadzki ... Dzięki znajomościom mojej najukochańszej cioci, interesowali się mną wszyscy lekarze ... W tym czasie, kiedy ja leżałam, rodziły dwie kobiety – było to dla mnie niesamowitym przeżyciem, gdyż pierwsza miała poród kleszczowy i rodziła pod narkozą; druga zaś miała poród wywoływany. Rodziła 15 minut przede mną. To co wyprawiała było straszne. Wykrzykiwała, jęczała ... To jest nie do opisania. Lekarz i położna denerwowali się niesamowicie. Padały z ich ust słowa: ‘Babo, nie drzyj się, to jest poród, a nie cyrk!’
– Ja już od dawna wszczepiłam sobie do świadomości myśl, że muszę urodzić z pełną świadomością (o ile wszystko będzie dobrze). Tak też się stało. Wszystko odbywało się prawidłowo (z tym tylko że byłam cięta). Lekarz w nagrodę za dobre sprawowanie dał mi takie znieczulenie, że szycia w ogóle nie czułam. Był zdziwiony, że jestem nauczycielką. W szpitalu na położnictwie panuje takie przekonanie, że najgorzej jest z nauczycielkami – te najbardziej wrzeszczą ...
... Dzisiaj już jest 12 dzień po porodzie. Rafałek śpi sobie ślicznie i od czasu do czasu mruczy sobie przez sen ... Karmię go piersią. Na razie pokarmu mam dosyć.
– Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej ... Jeszcze nie mogę sobie zakodować w świadomości, że to moje, naprawdę moje dziecko. Taka jestem szczęśliwa! Jurek też bardzo się cieszy ... Wszystko przy nim robi. Przewija go, daje mu herbatkę ..., pierze pieluszki. Trochę nie może przyzwyczaić się do nocnego wstawania. Jest zdenerwowany, ale jak weźmie go na ręce, to od razu złość mu minie. Zaraz słodko do niego mówi i całuje go w czółeczko...!”

(13 kB)
Objaśnienie

[List 11: III.1983] „... Rafałek rośnie w oczach... Gdy się do niego mówi, to śmieje się ślicznie i robi różne śmieszne minki ... Jest taki kochany. Czasem mogłabym go ‘zjeść’ ... Jest z niego mały żarłoczek. Karmię go nadal piersią ... 20 lutego Rafałek był ochrzczony. Była bardzo piękna Msza św. Chrzestnymi byli świadkowie na naszym ślubie. Od tego czasu co niedzielę chodzimy z nim na Mszę św. ...
– ... Nie wiem, czy pisałam Księdzu, że Irka zaszła w ciążę. Z wielkim trudem zaszła w ciążę, gdyż ma tyłozgięcie szyjki macicy. W 12 tygodniu tej ciąży zaczęła krwawić ... Poroniła ... Zatem 5 tygodni płód był już martwy. Teraz Irka jest w domu i bardzo to przeżywa. Gdy byłam u niej z Rafałkiem, to cały czas miała go obok siebie ...
– ... Muszę się pakować i jechać z Rafałkiem do Jurka. Nie ma innej rady ... Chyba do końca będziemy takimi koczownikami: ciągle zmieniamy miejsce pobytu – w związku z pracą męża ...”.

[List 12: V.1983] „... Zawsze pragnęłam, by w moim domu panowała zgoda ... Mimo wszystko dochodziło do konfliktów i to z byle jakiego powodu. Nie często, ale było już tak. Zawsze jednak udało nam się szybko nawiązać kontakt i o sprzeczce zapominaliśmy ... Dochodzi do konfliktów na tle naszego Brzdąca! Wynika to przeważnie z przesadnej troskliwości Jurka i mojej. Czasem są też inne przyczyny. Jednak jest inaczej niż na początku. Oczywiście nie jesteśmy ze sobą skłóceni, ale zauważyłam, że nasza rozmowa po takiej ‘wymianie zdań’ jest bardzo służbowa. Brak wówczas serdeczności. To mija, ale obawiam się, że kiedyś – tam w przyszłości, może dojść do tzw. cichych dni. Czy już tak być musi, że w miarę upływu lat coś się knoci i psuje? ...
– Otrzymałam list od Irki i Krzysia ... Irki list jest pełen goryczy. Pisze: ‘Pamiętasz ... o moim strasznym przeczuciu, a mianowicie obawiałam się, przeczuwałam, że nie będę mogła mieć dzieci ... Zrobię wszystko, żeby mieć dziecko. Swoje własne dziecko. Ale gdyby się nie udało? Co wtedy? Boję się myśleć o przyszłości. Mam słabą wiarę. Nie mogę zrozumieć tych dziewczyn, które usuwają ciąże, zabijają swoje dzieci ...”

Życie małżeńsko-rodzinne toczy się dalej. Z powodów służbowych, pracy męża – oboje wciąż są ‘w drodze’, wiodąc życie cygańskie:

[List 14: III.1984] „...Teraz mam urlop wychowawczy... A potem? ... Poważnie teraz myślimy o drugim dziecku. Bo chcemy mieć dwoje. Jednak nie wszystko jest takie proste. Problemem największym jest to nasze mieszkanie ... Jest za małe, by wstawić jeszcze jedno łóżeczko, czy nawet wózek ...
– W ostatnim numerze ‘Zorzy’ w artykule o przerywaniu ciąży wyczytałam: ‘Podobnie rzecz ma się ze znakomitą większością środków antykoncepcyjnych, które w istocie są środkami wczesno-poronnymi ... Istota zjawiska przy przerywaniu ciąży – i stosowaniu środków antykoncepcyjnych, jest ta sama, a różnica polega jedynie na stopniu brutalności dokonywanego zabójstwa’. – Podumałam nad tym i mam pewne wątpliwości, jako że w wielu innych czasopismach mówi się, iż środki owe zabezpieczają przed zapłodnieniem. Sama nie wiem, co o tym sądzić.
– My nie stosujemy żadnych środków, choć w czasie ostatniej mojej wizyty u lekarza, pani ginekolog sama zaproponowała mi, czy nie chciałabym jakiegoś środka. Powiedziałam, że nie. Jakoś radzimy sobie bez niczego. Proszę nam wyjaśnić (pytam z ciekawości), jak to jest naprawdę ...
– Rafałek nam rośnie i broi coraz więcej ... Śmiejemy się z tych jego dziwolągów językowych ...
– W ostatnich dniach stycznia Irka urodziła córeczkę: miała cięcie cesarskie. Jest bardzo szczęśliwa! ...”

Pani Zofii i Jurkowi nadarza się sposobność budowy domu:

[List 16: XII.1985] „... Podjęliśmy decyzję, by budować domeczek ... – Rafałek chodzi do przedszkola. 7 stycznia skończy 3 latka. Jest bardzo samodzielny. Rano często chodzimy na Mszę św. ...
– Bardzo mnie martwi (już od dawna) postawa Jurka, który nie czuje konieczności bycia na niedzielnej Mszy św. Jeżeli nic w daną niedzielę nie zaplanował, nie ma np. jakiegoś meczu, czy też innej imprezy sportowej czy programu w telewizji, wówczas idziemy i Jurek uważa, że jest to normalny nasz obowiązek. Jeśli natomiast coś z tych rzeczy przypada na niedzielę, Jurek zawsze kościół odrzuca – idę więc tylko z Rafałkiem. Nie potrafię na niego wpłynąć. Ma on swoje zdanie w tej sprawie ...”

Problemy z wdrażaniem czystości małżeńskiej

Zaczynają się problemy ze współżyciem małżeńskim: trudności z okresowym wyłączaniem zbliżeń ze względu na planowanie poczęć. Niedobrze, gdy małżonkowie nie wypracowali przed ślubem niezbędnych postaw, które by w małżeństwie owocowały wewnętrzną wolnością!

[List 17: I.1987] „... Cały czas jestem pod wrażeniem ‘Miłości otwartej na życie’ [= jednej z nie wydanych książek piszącego tu autora: ks. PL]. Nie skończyłam wprawdzie jeszcze ... Jednak to co przeczytałam, dało mi wiele do zastanowienia się nad dotychczasowym życiem i postępowaniem ... Muszę się przyznać, że moja dotychczasowa wiedza na temat współżycia była bardzo nikła. I teraz po przeczytaniu tych ... stronic okazało się, iż nasze dotychczasowe współżycie było grzeszne. Nie stosowaliśmy i nie stosujemy środków antykoncepcyjnych, ale często stosunki przerywane. Zaskoczeniem jest dla nas to, że grzeszne są też pieszczoty ‘zastępcze’.
– Na lekcjach religii nie dostarczono nam tego typu wiedzy. Nauki przedmałżeńskie: też tego problemu nie naświetlano tak dokładnie jak teraz zrozumiałam po przeczytaniu tej pracy.
– I teraz kiedy chciałabym zerwać z grzechem (bo do tej pory dość często było to grzeszne), zaczęły się problemy. Nie mogę znaleźć wspólnego języka z Jurkiem. Trudno mi o tym pisać, wolałabym, aby on swoje spostrzeżenia napisał Księdzu ... Widujemy się (z mężem) mało. Nawet noce spędza poza domem – w trasie. Gdy przyjedzie późnym wieczorem, ... dla nas niekiedy nie starcza już czasu na rozmowę. Ciężko mi teraz żyć z tą świadomością, że problem ten ‘dźwigam’ sama. Rozmowa nasza na ten temat kończy się zwykle takim stwierdzeniem Jurka: ‘Nie interesuje mnie to. Nie mam na to czasu’.
– Martwi mnie ten fakt, bo Jurek jest dobrym mężem. Dlaczego jednak nie chce mi w tym pomóc – nie wiem. Po rozmowie z innymi osobami na temat tej lektury stwierdziłam, że i ich wiedza najlepsza nie jest. Kilka osób chce to przeczytać. Czy jednak zmieni się ich życie? A ja? Nie wiem jak wyjść z tego. Chcę, ale nie wiem jak. Proszę o pomoc ... Codziennie dziękuję Bogu za to, że na mojej drodze postawił Księdza. Jestem szczęśliwa, że jest ktoś, kto rozjaśnia mój mroczny umysł. Jednakże ciężej mi teraz żyć ...”.

W międzyczasie urodziło się drugie dziecko – Sabinka. Problemy pożycia małżeńskiego wyłaniają się całkiem od nowa:

[List 18: IV.1987] „... Od tamtego listu Księdza ... chodzę z tymi moimi problemami i jest mi bardzo ciężko. Kiedy rozmawiam z koleżankami lub innymi bliskimi osobami, okazuje się, że nie jestem odosobniona. Kilku bliskim osobom pokazałam nawet list Księdza ...
– Listu tego nie czytał jednak Jurek. Jeszcze przed jego otrzymaniem próbowałam z nim rozmawiać. Nie wiem, czy nie mam daru tłumaczenia, czy też nie mam tyle siły? A może wina tkwi w moim zachowaniu?
– Muszę Księdzu napisać, że nasza bliskość seksualna nie wygląda tak jak kiedyś. Ja po całym dniu ... jestem tak zmęczona, że nie mam ochoty na zbliżenie z Jurkiem. Lubię być koło niego, ale nie odczuwam potrzeby stosunków seksualnych. To moje nastawienie do współżycia zmieniło się już po urodzeniu Rafałka. Nie wiem, czy jest to objaw chorobowy, ale od tamtego czasu do tej pory współżycie jest dla mnie tylko spełnieniem obowiązku wobec Jurka.
– Po przeczytaniu ‘Miłości otwartej na życie’ dowiedziałam się, że powinno to wyglądać inaczej. Chciałabym uporządkować to nasze pogmatwane życie, ale jest mi trudno. A teraz kiedy karmię Sabineczkę (ur. 17.X.1986) piersią, nie mam okresu i nie wiem, jak jest z tą płodnością. W dostępnych publikacjach nic na ten temat nie mogę znaleźć, tzn. można wyczytać to, że okres karmienia piersią nie gwarantuje bezpłodności i należy stosować środki antykoncepcyjne. – My żadnych środków nie stosujemy i dlatego odbywamy stosunki przerywane. Tak więc znowu zrzucam z siebie te wszystkie problemy i obarczam nimi Księdza ...”

Dochodzi do decydującej rozmowy na temat pożycia małżeńskiego:

[List 19: IV.1987] „... Zacznę chyba od wielkanocnej spowiedzi. Postanowiłam, że już odtąd nie będzie grzechu. Wieczorem, gdy byliśmy już z Jurkiem razem, zaczęłam z nim rozmawiać. Okazało się, że on (był też u spowiedzi) nie spowiadał się ze współżycia przerywanego. Wywiązała się burzliwa dyskusja między nami, którą Jurek zakończył: ‘Jestem zmuszony poszukać sobie kogoś’. Odwróciłam się od niego nic nie mówiąc. W duchu modliłam się do Boga: ‘Jeśli nie chcesz, żebym grzeszyła, to oświeć go Ty, Boże, jeśli tego nie zrozumie, to niech odejdzie, a ja i tak postawiłam na swoim’.
– Z lekką duszą zasypiałam, gdy w pewnej chwili Jurek przytula mnie do siebie i mówi: ‘Przepraszam’! Zapytałam się, czy zgadza się, by więcej już nie grzeszyć? – Zgodził się i powiedział, że pójdzie jeszcze raz do spowiedzi. Byłam bardzo szczęśliwa.
– Postanowiłam, że będę jeszcze codziennie rano mierzyć temperaturę. Cały czas jednak jestem w błędnym kole, bo naprawdę nie wiem kiedy mam dni płodne ...
– Wszystko było dobrze do wczoraj. Wieczorem Jurek mówi do mnie niecierpliwym i gniewnym tonem: ‘To jak długo ja mam jeszcze czekać? Moi koledzy to by mnie wyśmiali, gdyby wiedzieli, co tu u nas jest za sytuacja’. – Próbowałam mu spokojnie tłumaczyć, ale nie pomogło. Na koniec naszej dyskusji Jurek stwierdził: ‘Gdyby nie dzieci, to nie miałbym po co wracać do domu’. I dzisiaj rano wyszedł z domu bez pożegnania.
– Widzę, że w tym wszystkim jest moja wina. Zabrakło mi kiedyś stanowczości. Teraz jednak wiem, że nie ulegnę. Tymczasem naprawdę nie wiem i nie mam żadnej pewności co do współżycia. 17 kwietnia minęło 6 miesięcy od porodu i okresu nie mam ... Czy teraz, kiedy cały czas karmię piersią i nie mam okresu, jest możliwe, byśmy znaleźli na podstawie tych zapisków dni niepłodne i zaczęli współżyć ...?
– ... Tak oto wyglądają moje zapiski [NB.: posyła zapisy wg metody termicznej – i jednocześnie metody Billingsa]. Są skąpe. Cały czas sądziłam, że skoro nie mam okresu, to na nic one się zdadzą. Dopiero po spowiedzi 16 kwietnia zaczęłam notować ... Temperaturę mierzę w jamie ustnej. Czy w taki sposób mam te notatki prowadzić? W jaki sposób mam rozpoznać dni niepłodne? Teraz liczę tylko na pomoc Księdza. W literaturze, którą posiadam, nie ma w ogóle mowy o okresie, w którym karmi się dziecko piersią ... Z niecierpliwością czekam na list i wskazówki od Księdza ... I pamiętam w modlitwie”.

Trwa walka o czystość małżeńską:

[List 20: 14.VIII.1987] „... Dziękuję za list. Listy Księdza dodają mi sił i bardzo utwierdzają w wierze. Od kwietnia skrzętnie notuję obserwacje objawu śluzu (wg metody owulacji Billingsa). Od wielkanocnej spowiedzi, kiedy to podjęłam decyzję: ‘Grzechu już nie będzie’ – współżyjemy tylko w dni niepłodne. Najtrudniej jest w dalszym ciągu dogadać się z Jurkiem. Są dni, kiedy opowiada się za ‘TAK’ – innym zaś razem, w dni płodności, na nowo przedstawia swoje racje. Ja wówczas mam jednak w sobie tyle sił (nie wiem nawet, skąd się to bierze), że trwam uparcie przy swoim ‘nie grzeszyć’! Przedwczorajszej nocy rozmawialiśmy bardzo długo z Jurkiem, gdyż znowu był oburzony. Powiedział, że nie potrafię go zrozumieć. On zaś twierdzi, że takiego współżycia nie jest w stanie przyjąć. Powoływał się na wszystkie znajome małżeństwa, które ‘nie robią sobie problemów’. W trakcie rozmowy obiecał mi, że pójdzie do naszego księdza proboszcza i na ten temat z nim porozmawia. Sądzi on, że ksiądz... zrozumie go i jego poglądy nie będą aż tak rygorystyczne... – Każdego dnia pamiętam o Księdzu w modlitwie różańcowej ...”

Zwycięstwo w Chrystusie

Wytrwałość w walce o Chrystusa Żywego w sercu wydaje owoce:

[List 21: 19.XII.1988] „... Ponad rok już chyba milczałam. Lecz przecież pamiętam codziennie o Księdzu w modlitwie różańcowej. Wiele prawd, zasad, które zostały nam przekazane przez Księdza, udaje mi się wcielić w życie. Niektórymi podzieliłam się z innymi. Tyle u nas wydarzyło się! Podczas wakacji mieliśmy to szczęście być uczestnikami oazy rodzin ... Przeżyliśmy tam 15 wspaniałych dni wśród wspaniałych ludzi: było nas 12 rodzin. Tam odkryliśmy na nowo Bożą obecność. Obecność w każdej chwili. Jurek mógł być z nami tylko 7 dni ...
... Od września należymy do Kręgu Rodzin w naszej parafii ...
– Po powrocie z oazy, ks. proboszcz zaproponował mi udział w kursie poradnictwa przedmałżeńskiego. Drugi miesiąc już uczestniczę w tym kursie...
– Na koniec najważniejsza wiadomość: jestem w 5 miesiącu ciąży. Rafałek i Sabinka nie mogą doczekać się Dzidziusia. Już teraz często pytają: ‘Czy dzidzia śpi, czy skacze u mamusi w brzuszku?’ ... Wiem, że będzie nam ciężko i ciasno w tym jednym pokoiku, ale wierzę, że radość którą wniesie w nasz dom to dziecko, przysłoni wszystkie trudności ...”

Dalszy list, po porodzie 3 dziecka. Można dowiedzieć się i o tym, jak nie powinno być na położnictwie. Matka i dziecko mają niezbywalne prawo do bycia-przy-sobie od samego porodu. Dziecko powinno znaleźć się przy piersi matki zaraz po porodzie: ze względów medycznych, a tym bardziej psycho-fizjologicznych. Matki powinny upominać się o prawo swoje i dziecka do pokarmu, który Bóg dobrze obmyślił, wbrew temu, co matkom próbują wmówić niektórzy lekarze, czy pewne położne:

[List 22: 2.IV.1989] „... Trzeci dzień jesteśmy obie w domu. Nasz upragniony syneczek Wojtuś przyszedł na świat 28 marca ... Poród trwał bardzo krótko ... i o 15.20 mogłam już zobaczyć i przytulić naszego syneczka. Oczywiście trwało to tylko kilka sekund. Przełożono mnie na inne łóżko i odstawiono w kąt na 2 godziny ... Te 2 godziny i po nich kolejne następne ciągnęły się dla mnie w nieskończoność. Tak źle czułam się psychicznie... Rozdzielono nas aż do godz. 24.00 ... Kiedy po 17.00 byłam już na sali poporodowej, to prosiłam pielęgniarkę, aby przyniosła mi dziecko. Odmówiła. Słyszałam wówczas płacz dzieci i nie mogłam być spokojna. Musiałam ‘przepisowo’ odczekać do 24.00. Potem byłyśmy już ciągle razem ... Kiedy przystawiłam go do piersi, to nie chciał się oderwać przez blisko 2 godziny ... Teraz jesteśmy w domu. Rafałek i Sabinka sami chcieliby go przebierać, nosić ...”.

Posługa w Poradnictwie Małżeńskim

„ ...Muszę teraz napisać Księdzu o mojej pracy w poradnictwie rodzinnym ... Kurs zakończył się dwuetapowym egzaminem ... – Zgodnie z sumieniem i tymi wiadomościami, które otrzymałam od Księdza – mówię o Billingsie jako metodzie najbardziej specyficznej. Sama na początku kursu byłam zniechęcona, bo zadaniem naszym było prowadzić zapis 3 metod równocześnie. Ja byłam w ciąży ...
– Mówię o Billingsie, a o pozostałych metodach odsyłam do broszur i literatury (jeśli mają ochotę coś więcej wiedzieć) ...
– Pomimo mojej opieszałości pamiętam codziennie o Księdzu w modlitwie różańcowej ... Zofia, Jurek i dzieci: Rafał, Sabinka, Wojtuś”.

Jeszcze list, obecnie zaangażowanej w prace Poradnictwa Rodzinnego:

[List 23: 28.VII.1989] „... Dziękuję za wszystkie listy i materiały ... Nie wiem dlaczego tak trudno zawsze jest mi się zmobilizować do pisania. A przecież tyle myśli zawsze kieruję do Księdza. Jest tyle momentów, kiedy wydaje mi się..., że ktoś mi pomaga, ktoś się za mną wstawia ... Dziękuję ... A teraz coraz częściej potrzeba mi takiej modlitewnej pomocy, duchowego wsparcia. Wydaje mi się często, iż wszystkie problemy zbiegły się razem teraz, że wszystko runęło na nas: ciasne mieszkanie [jeden pokoik dla 5 osób], budowa domu w takich trudnych czasach, trudniejsza sytuacja finansowa (nie mogę teraz podjąć pracy) i moja praca w poradnictwie rodzinnym ... Wiem, że ciężar tych wszystkich obowiązków daje nam dużo szczęścia, radości, choć może zmartwienia mocno je przysłaniają. Wojtuś zajął łóżeczko po Sabince. Jest więcej prania, i trzeba być ciągle z nim. Ale ile radości wniósł w ten ciasny pokój! Jest bardzo, bardzo ładny (śliczny!) i bardzo, bardzo grzeczny. Niekiedy aż jest mi go żal, że tak ciągle tylko leży i leży. Nie wymaga od nas wiele. Tak jakby rozumiał sytuację, bo przecież potrzebuję czasu, aby zrobić zakupy, pranie, przygotować jedzenie nie tylko dla nas, ale również i dla murarzy na budowę ... A te wszystkie prace na budowie bardzo się ciągną. Za murarzem trzeba chodzić, prosić go ... O materiały jeszcze trudniej ...
– Moja praca w poradnictwie rodzinnym też jest pewnym obciążeniem. Ksiądz proboszcz zwolnił mnie co prawda z obowiązku prowadzenia spotkań z narzeczonymi, ale przychodzą do mnie. – Pary jakoś najchętniej przychodzą do mnie. Nie mogłabym odmówić. Młodzi przychodzą do nas do domu, bo przecież ja nie mogę wziąć dzieci i dyżurować w biurze parafialnym. Najczęściej umawiam się po godz. 20.00. Dzieci już wówczas śpią. Czas ten byłby mi bardzo potrzebny: pranie, prasowanie itp., ale wiem też, że czas ten dał mi Bóg. Proszę Go, by przyjął ten mój trud. Mam za co przepraszać. Przed każdym spotkaniem modlę się do Ducha Świętego. Każda para jest inna. Mamy konspekty trzech spotkań z narzeczonymi. Dotyczą one jednak idealnych warunków (narzeczeni powinni przyjść na 3 miesiące przed ślubem, z czystym sercem...). A życie jest inne. Dziewczyny są już w ciąży. Miałam też przypadek młodych z 2-miesięcznym dzieckiem, którzy przyszli tydzień przed ślubem. Nie jestem fałszywie zgorszona, bo przecież sama byłam jedną z takich.
– Mój problem (i koleżanek, które w tej poradni pracują) polega na tym, że nie przygotowuje się nas do takich sytuacji. Pamiętam jedno zdanie naszej instruktorki: ‘Gdy narzeczona będzie w ciąży, to już trzeba pominąć ten temat miłości, a mówić z nią o płodności po porodzie’. Przypominam sobie moje narzeczeństwo i moje problemy. Dobrze, że wówczas był ze mną Ksiądz. Dobrze, że mieliśmy się do kogo zwrócić. Ja też chciałabym teraz pomóc, ale nie tylko w sensie tłumaczenia metody regulacji poczęć. Chciałabym przybliżyć tym młodym Boga. A przychodzą najczęściej z takim zdaniem-prośbą: ‘Czy nie dałoby się załatwić tej pieczątki?’
– Widzę, jak wielkie zadanie Bóg postawił przede mną i jak małym jestem człowiekiem, bym mogła mu sprostać. Nie chcę obciążać swojego sumienia tym ‘załatwianiem pieczątki’. Chciałabym to swoje zadanie wykonać jak najlepiej. Mnie jednak (może bardziej niż kiedykolwiek) potrzeba umocnienia w wierze, wsparcia duchowego ...
– Pozdrawiamy. Dziękujemy za wszystko. Pamiętam w modlitwie...”.

(11 kB)
Objaśnienie

Tyle z tej serii listów byłych narzeczonych – obecnie rodziny. Kontakty listowne co prawda osłabły z biegiem dalszych lat. Samo jednak to małżeństwo nabywa tężyzny duchowej. Coraz bardziej rozwija się tam duchowy wymiar małżeństwa przeżywanego jako SAKRAMENT – równolegle do zagadnień wychowywania dzieci oraz zaangażowanej posługi na rzecz zawierzonych przez Bożą Opatrzność.

Listy ukazują od czasu do czasu napięte zmagania ze słabością i wadliwym pojmowaniem miłości z okresu narzeczeństwa. Początkowo, w narzeczeństwie, za miłość uchodzi nierzadko zapewnianie sobie samozadowolenia przy pomocy tego drugiego. Potem pojawiają się częściowo podobne problemy w małżeństwie. Jednakże równolegle do chwil słabości zaznacza się stopniowe pokonywanie boleśnie przeżywanych momentów upadku w oczach Bożych – i w obliczu obopólnej godności ślubowanej sobie miłości. Widzimy coraz czystsze pojmowanie i przeżywanie miłości dzięki zwycięstwu, jakie w sercu obojga odnosi Chrystus i Maryja, którym oboje pragną ‘podobać się w swych czynach’. Oboje dojrzewają w przyspieszonym tempie do roli nie tylko małżonków, lecz i coraz bardziej ... rodziców. Podejmują twórczo podstawowy wymiar życia w komunii osób: wypracowanie odruchu przebaczania. Rozwija się radość w gościnnym otwieraniu się na kolejne dzieci. A przy tym tyle pokornego upraszania sobie Bożego przebaczenia i opieki Chrystusa i Maryi!

Z listów p. Zofii wyłania się też dalszy krzepiący rys: otwartość otoczenia na takich dwoje, którzy w pewnej chwili mogą czuć się bardzo zagubieni. Widzimy pomoc świadczoną tym dwojgu przed ich ślubem przez 'przypadkowych' bliźnich, a przede wszystkim przez ową kochaną matkę chrzestną. Czynna, życzliwa miłość, która umie odłożyć zgorszone zdziwienie, staje się cudownym lekiem i posługą świadczoną ostatecznie samemu Chrystusowi (Mt 25,40). Z kolei zaś stała wrażliwość na obecność Bożą w sercu prowadzi do wyrażenia wdzięczności za doznane miłosierdzie poprzez zaangażowaną posługę bliźnim w sprawach, związanych z przeżywaniem miłości i przyszłego rodzicielstwa.

(7,6 kB)

B.   BOŻE PRZYKAZANIA: CZY TO ‘COŚ’ – CZY TO ‘KTOŚ’ ?

(6 kB)

1. Boży styl wydawania Przykazań

Założenie wstępne: czy w obliczu słabości moralnej – kapitulować

Po tym ciągu bogatych wyznań wypada wrócić do niektórych bardziej charakterystycznych sformułowań, jakie w nich występują. Najpierw jednak wypada dopowiedzieć jeszcze ważne wyjaśnienie.

Czyżby dopiero co przytoczony, pięknym językiem pisany, długi ciąg korespondencyjny miał oznaczać, jakoby piszący tu autor wychodził z założenia, że podejmowanie współżycia już przed ślubem jest w końcu dobrze ustabilizowaną ‘normą-zwyczajem’? Normy tej nikt i nic już nie zmieni. Trzeba się z nią w końcu pogodzić i nie robić tragedii z faktu, że ... ‘wszystkie pary współżyją’. Nie ma co podtrzymywać ideału, którego i tak nikt nie zachowuje. W obliczu faktów trzeba po prostu zgodzić się na kapitulację i nie mnożyć młodym konfliktów sumienia. Kolejnym zaś młodym dwojgu trzeba tylko doradzić rozwiązanie mniej więcej takiego rodzaju:

Jeśli Wam trudno dochować czystości przed-małżeńskiej, przejdźcie na współżycie. Rozwiązanie to nie jest wprawdzie cudowne, ale ... ponieważ i tak wszyscy w ten sposób postępują, wolno i Wam skorzystać z takiego praktykowania wzajemnej bliskości. Wystarczy, że po jakimś czasie, gdy osiągniecie już nieco wprawy, sami dojdziecie do rozeznania, że najlepiej jednak było kierować się od samego początku Bożym Słowem: ‘Nie będziesz cudzołożył’ – i nie rozpoczynać współżycia przed ślubem. Ale teraz, gdy podejmowanie stosunków stało się faktem dokonanym, mówi się już: ‘Trudno! Stało się! To się już nie odmieni! Trzeba się z tym pogodzić ...’.
– W każdym razie chyba dopiero z biegiem czasu sami zaczniecie dochodzić do właściwszego zrozumienia waszej sytuacji. A może zdobędziecie z biegiem dalszych miesięcy, po dotąd regularnie podejmowanym współżyciu, zdolność zapanowania nad sobą. Sami zobaczycie, że bez wypracowania w sobie niezawodnych hamulców trudno będzie liczyć na zgodne życie z sobą w przyszłości małżeńskiej. W tej sytuacji nie będzie już rzeczą trudną wypracować w sobie wymaganej czystości zgodnie z Bożym przykazaniem, chociaż stanie się to po być może długotrwałej serii grzeszenia ze sobą.
– Poniesione zaś klęski-upadki, a z kolei odniesione zwycięstwa – doprowadzą praktycznie do ‘wyzerowania’ dotychczasowego negatywnego bilansu waszych sumień przed Bogiem. Z tego względu nie ma się co za bardzo przejmować, bo Bóg i tak grzesznikowi przebacza. Jak Go tylko szczerze przeprosicie i poprosicie o przebaczenie, na pewno wam przebaczenia udzieli. I wyrozumie z całą pewnością upadki, które były wynikiem wewnętrznej słabości, jakiej przy najlepszej dobrej woli nie zdołaliście się przeciwstawić. A jak wam Bóg przebaczy, przyjmie was także i udzieli w obfitości dalszych bogactw swego Odkupienia ...

A przecież nie skażony ‘zmysł wiary’ podpowiada coś innego. Chociaż Bóg istotnie przyjmuje każdego grzesznika i „obfite u Niego odkupienie” (Ps 130 [129],7), opisana postawa w Obliczu Bożego miłosierdzia może łatwo stać się grzechem przeciw Duchowi Świętemu (zob. wyż.: Grzechy przeciw Duchowi Świętemu). Jednym z takich grzechów jest: „Grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego”. W nawiązaniu zaś do grzeszenia głównie ze ‘słabości ludzkiej” dobrze będzie przypomnieć jedną z miarodajnych wypowiedzi Jana Pawła II z jego encykliki Veritatis Splendor [‘Blask Prawdy’: 1993]:

„... Podczas gdy bardzo ludzka jest postawa człowieka, który zgrzeszywszy uznaje swą słabość i prosi o przebaczenie winy, to nie sposób zgodzić się z rozumowaniem kogoś, kto z własnej słabości czyni kryterium prawdy o dobru, tak że może czuć się usprawiedliwiony przez samego siebie bez uciekania się do Boga i Jego miłosierdzia. Tego rodzaju postawa prowadzi do rozkładu moralności całego społeczeństwa, ponieważ podaje w wątpliwość obiektywność prawa moralnego w ogóle i neguje absolutny charakter moralnych zakazów, dotyczących określonych czynów ludzkich, a ostatecznie wprowadza zamęt w dziedzinę wszelkich sądów o wartościach” (VSp 104).

Innymi słowy nie wolno czynić ze swojej ‘słabości moralnej’ miarodajnej wytycznej dla własnego postępowania moralnego, z góry kapitulując w obliczu pokusy, poddając się jej i usprawiedliwiając wymówką: ‘Słaby jestem, wiem z góry, że i tak upadnę. Wobec tego rezygnuję z wszelkiej walki’.
– Jak się na froncie wojennym nie postawi żadnej zapory przeciw wojskom nieprzyjacielskim, nie rozmieści się drutów kolczastych, nie wykopie rowów obronnych itd., nieprzyjaciel zagarnie całe połacie kraju bez walki. Tym byłaby postawa z góry przyjętej kapitulacji wobec naporu pokus.

Gorzej by było, gdyby ci dwoje nie tylko nie stawiali sobie żadnych dobrze przemyślanych zapór, które by chroniły przed zagrożeniem pokusy i upadkiem, ale przeciwnie, świadomie wytwarzali między sobą sytuacje bliskie upadku. Zakochani doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wiedzą też aż nadto dobrze, jaki sposób ubierania się stwarza pokusę której potem trudno się oprzeć. Zdają sobie bardzo dobrze sprawę, jakiego typu wyrazy czułości niemal w 100% doprowadzą do ‘dalej-i-dalej’. Wiedzą też dobrze, który rodzaj przytulenia i jaka sytuacja pozostawania ze sobą sam-na-sam prawie z całą pewnością stanie się początkiem kolejno powtarzającej się klęski moralnej ich obojga w Obliczu Boga – i siebie nawzajem. Jeśli tych sytuacji sobie nie przemyślą, albo co gorsza: nie chcą dopuścić do wzniesienia wobec nich jakiejkolwiek ‘zapory’, tj. decyzji rzeczywistego NIE-grzeszenia, nic nie usprawiedliwi ich słabości w Obliczu Boga – i siebie nawzajem.

W związku zaś z ‘żalem za grzechy’ przy przystępowaniu do sakramentu pojednania, oraz ‘decyzją nie-grzeszenia’, m.in. w poczuciu rzeczywistej własnej słabości moralnej, odsyłamy do tego, co zostało napisane na niniejszej stronie już wcześniej – przy omawianiu warunków dobrej, ważnej spowiedzi świętej (zob. wyż.: Decyzja nie-grzeszenia więcej – i cały dalszy ciąg tego §). Znaczy to, że ci dwoje muszą podjąć przemyślane decyzje – i nie zadowalać się samymi jedynie chęciami-dla-chęci, które by ostatecznie nie zobowiązywały. Chociażby skądinąd mieli niemal 100% pewność, że w postawie podjętej rzeczywistej decyzji długo nie wytrwają. Trzeba podjąć rzeczywistą walkę, która w każdym razie nie pogodzi się – mimo boleśnie doświadczanej słabości – z własną słabością. Nie do przyjęcia jest postawa biernej kapitulacji i nie-czynienie zupełnie nic, żeby grzech skutecznie wyeliminować.

W tej sytuacji należy jeszcze raz podjąć wyżej postawiony problem: czy rzeczywiście wszystkie pary narzeczeńskie współżyją i czy wobec tego należy ‘nie robić z tego tragedii, a przyjąć ten fakt z całym spokojem, z góry godząc się na ludzką słabość’?
– Odpowiedzią na tak postawione zagadnienie będzie jeszcze dalszy ciąg niniejszego rozdziału. Wypada tu jednak z góry powiedzieć, że chociażby w jakiejś grupie ‘przypadków’ narzeczeństw, czy koleżeństw, bez wyjątku wszystkie pary podejmowały współżycie przed zawarciem małżeństwa, nie wyniknie z tego faktu zupełnie nic, jeśli chodzi o nadal w pełni aktualne przykazanie Boże. Nie jest to zatem przykazanie utworzone przez Kościół, ani księży, ani nawet samego papieża.

Pozostaje też tylko jeszcze jedno przypomnienie: Bóg naprawdę jest Miłością. Do tego wątku zaraz jeszcze przejdziemy. Dotyczy to bowiem w bardzo szczególny sposób właśnie aktualnie poruszanej problematyki. Bogu trzeba zawierzyć – również w tych, trudniejszych sprawach. On dobrze wie, co i dlaczego proponuje – również tym dwojgu.
– Przykazania Boże są zawsze jedynie naglącą propozycją i gorącą prośbą, jaką Bóg kieruje do swego umiłowanego żywego Obrazu: mężczyzny i kobiety, by przyjęli i opowiedzieli się za Bożym rozwiązaniem również w tej dziedzinie. Bóg ponad wątpliwość nigdy swojego stworzenia nie zmusi do przestrzegania swych Przykazań. On jedynie nakazuje – i prosi. Ukazuje też uczciwie konsekwencje – wieczne – przyjęcia względnie odrzucenia Jego miłością podyktowanych rozwiązań.
– Reszta to już sprawa nie Boga, ale człowieka: tych dwojga. Łącznie z wszystkimi konsekwencjami ich świadomego i dobrowolnego wyboru.


W formie dopełnienia może jeszcze kapłan – w tym wypadku autor który pisze niniejsze słowa, wyznać właśnie w obliczu par narzeczeńskich z całą szczerością serca kapłańskiego, któremu raz po raz dana jest z Bożej dobroci możliwość pełnienia posługi w sakramencie pojednania. Oczywiście: istnieje tajemnica spowiedzi świętej – i ta w pełni zostaje dochowana. Niemniej to co jest radosnego, może kapłan wyznać – jako fakty anonimowe. Ku pokrzepieniu serc wielu, a i ku własnej radości i wdzięczności w obliczu Odkupiciela, a także Maryi, Matki Odkupiciela.

Z kolei zaś ten tutaj piszący chciałby zapewnić: jeśli penitent wyzna przy spowiedzi świętej m.in. taki właśnie grzech: współżycia płciowego, kapłan ponad wątpliwość nigdy tym faktem się nie zgorszy, nie zdziwi – ani nie oburzy. Kapłan jest w konfesjonale nie od ‘gorszenia się’ ludzkim grzechem, lecz zostaje wtedy w sposób sakramentalny – bardziej niż w innych okolicznościach swego występowania jako ‘kapłana’ dopuszczony do utożsamienia się z samym Odkupicielem, Jezusem Chrystusem. Jego radością jako kapłana jest każdorazowo chwila, gdy w konfesjonale może stać się pośrednikiem hojności Syna Bożego Jezusa Chrystusa oraz dokonanego przez Niego odkupienia. Kapłan też podejmuje wszelkie kroki, żeby spowiedź święta była ważna – i skuteczna. Uczyni wszystko, żeby Trybunał Miłosierdzia wiódł do ‘pocałunku pokoju’, który Jezus jako Dobry Pasterz ofiaruje zabłąkanej, poranionej owieczce, względnie kolejnemu synowi marnotrawnemu.

W tej sytuacji kapłan wyznaje również wobec Ciebie, Drogi Czytelniku. Uwierz, że raz po raz przystępują do konfesjonału m.in. tego tutaj kapłana pary narzeczeńskie – dajmy na to do spowiedzi świętej bezpośrednio poprzedzającej ich ślub małżeński. I stwierdzają z rozpierającą ich szczerą radością i wdzięcznością, że od samego początku umówili się oboje, że cały zakres intymności płciowej – tzn. nie tylko samo w sobie współżycie, zostawiają nie tknięty, zastrzegając go na dni następujące dopiero po zawartym ślubie sakramentalnym.
– A nie są to pary odosobnione. Piszący tu kapłan żyje podarowanym sobie sakramentem kapłaństwa już 60 lat (święcenia kapłańskie: 1956 r.: obecny rok: 2016). Ileż radosnego zdumienia i szczerej radości przeżywa on w takich momentach wraz z owymi parami narzeczeńskimi, uwielbiając Bożą łaskę i współpracę z nią ze strony tych dwojga.

Takie chwile stają się każdorazowo zarazem startem do tym gorętszej modlitwy w intencji tych, którzy ulegli słabości, a obecnie nie mają siły powstać. Wspominaliśmy już o tym, co powtórzyć tu wypada jeszcze raz: pary narzeczeńskie, które ulegają pokusie przed ślubem, gotują sobie niemal ze 100% pewnością klęskę swego pożycia płciowego na czas, jaki się zacznie po zawartym ślubie. Odbije się to złowrogo niestety przede wszystkim na kobiecie, która potem będzie już żoną, matką. Mąż będzie raz po raz domagał się – w imię jej uległości sprzed ślubu, by mu pozwoliła ... na praktykę samogwałtu, bardziej atrakcyjnego poprzez ciało kobiece – w tym wypadku jego ‘tzw.’ żony. Małżonka zejdzie w jego życiu małżeńskim do roli jedynie ‘tak zwanej’ żony, której on już poprzednio nie kochał, ani jej tym bardziej teraz nie kocha jako człowieka-osobę. Mąż sprowadził ją sobie do roli łatwo dostępnego żywego ciała kobiecego, które istnieje po to, by jemu jako mężczyźnie świadczyło ‘seks-usługi’ dla uzyskiwania maximum własnej, tzn. czysto samolubnej i tym samym grzesznej przyjemności seksualnej. Jego odniesienia intymne nie będą miały nic wspólnego z jakąkolwiek miłością ...

Oby tak jednoznaczny osąd aktów, które mąż usiłuje przedstawiać żonie jako wyrazy jego ‘miłości’, nie uraziły godności jego jako człowieka, ani jej – żony, która bardzo często tak czy owak jest współwinna takiego pożycia ich obojga (zob. do tego jeszcze raz m.in.: Spowiedź święta małżonków oraz partnerstw z grzechów popełnianych przy przeżywaniu intymności płciowej). Jedno i drugie traktuje wtedy siebie wzajemnie typowo ‘instrumentalnie’. Nikt nie zdoła zaprzeczyć, że wszelkie stosunki przerywane, stosunki podejmowane z użyciem jakichkolwiek środków przeciw-rodzicielskich, wszelkie pettingi, czy tym bardziej działania wynaturzone – nie mają z miłością zupełnie nic wspólnego. Stają się one każdorazowo jedynie uprawianiem samogwałtu. Z tym tylko, że masturbacja staje się dodatkowo bardziej ‘atrakcyjna’, gdy się to dzieje poprzez ciało tego drugiego. Osoba ‘żony’ jest w tej sytuacji o tyle ‘wygodniejsza’, że mąż traktuje ją jako narzędzie ... ‘zakontraktowane’: łatwo i stale dostępne, które w razie nie-subordynacji potrafi skutecznie szantażować i groźbą wymusić uległość.

Bywają oczywiście sytuacje również odwrotne: gdy osobą szantażującą jest ... żądna seksu kobieta-żona. Przy czym zabezpiecza się ona systematycznie w ‘skuteczne’ środki przeciw-rodzicielskie (tzn. z góry akceptując ich działanie poronne). Jeśli mąż nie chce plamić swego sumienia grzechem i zbrodnią-za-zbrodnię, zmuszony jest ... całkowicie zaniechać przeżywania intymności. Małżonka bowiem za żadną cenę nie zamierza rezygnować ze stosowania środków poronnych, a z kolei za żadną cenę nie chce zadać sobie trudu nauczenia się Bożego daru biologicznego rytmu płodności.

Wymóg wyrastający z natury człowieka: Bożego Obrazu

Czas wyłuskać z poprzednio przytoczonego ciągu wyznań narzeczeńskich (zob. wyż.: Zofia-Jurek: początkowy okres chodzenia ze sobą) pewne bardziej charakterystyczne określenia, które proszą się o zajęcie postawy, ewentualnie słówko komentarza. Jednym z szczególnie znamiennych jest zapewne nie odosobnione stwierdzenie-pytanie:
– „Dlaczego odizolować się całkowicie, skoro to bardzo zbliża?” (List 2. – Zob. wyż.: Dlaczego odizolować się skoro to bardzo zbliża?).

Chodzi o odwieczny problem młodych: czy współżycie oraz inne sposoby wyrażania intymności płciowej – tych dwoje na etapie przed-ślubnym do siebie prawdziwie ‘... zbliża?’ Z dotychczasowych rozważań naszej strony wynika, że stosunki przedmałżeńskie mimo wszystko nie są wyrazem miłości-daru. Chociażby ci dwoje z naciskiem twierdzili, iż jest odwrotnie. Zagadnieniem tym zajmowaliśmy się stosunkowo obszernie już na wielu miejscach poprzednich części, szczególnie zaś – w sposób skonkretyzowany – w dwóch rozdziałach części III:
(zob. wyż. cz.III, cały rozdz.3: Kochamy się – tylko że ... Dziecko. – Tamże, cz.III, cały rozdz.4: „Współżycie przedmałżeńskie: czy naprawdę miłość?”.
– Zob. ponadto cz.VII, rozdz. 3, zwł. § G: Czystość wystawiona na próbę w działaniach u chłopców; tamże, cz.VII, rozdz. 3 § J: Czystość wystawiona na próbę w działaniach u dziewcząt; oraz tamże, cz.VII, rozdz. 3 § L: Na etapie poprzedzającym małżeństwo: Sakrament Małżeństwa)
.

Wbrew pozorom, współżycie przedmałżeńskie nie jest w stanie jednoczyć w tym, co stanowi istotę prawdziwej miłości: być „darem osoby – dla osoby” (LR 11; dokładniej zob. z cz.VII, rozdz.3: Jeszcze raz z rozważań Papieża Wojtyły na temat miłości). Przy uprawianiu intymności przed ślubem ci dwoje udostępniają sobie wzajemnie swój ‘seks’, zdając sobie sprawę, że dokonują w tej chwili kradzieży owocu, który nie jest ich własnością; oraz że będą musieli rozliczyć się z tej kradzieży do grosza. Intencją ich eksperymentów jest samolubne, chociażby za obopólną zgodą dokonywane zagarnięcie przyjemnych doznań seksualnych, do których jednak nie mają żadnego prawa.

Działania ich ponad wątpliwość nie mają nic wspólnego z oddaniem swojej osoby – całej, osobie całej tego drugiego: ku jej dobru definitywnemu. Osiągnięcie prawdziwego zjednoczenia ich osób musiałoby iść w parze z otwarciem się na oścież na potencjalność rodzicielską. Tymczasem tę z zasady oboje stanowczo wykluczają. Tym samym nie wdrażają oni rzeczywistość, której wielkim imieniem winna być całkowitości osoby-daru dla siebie nawzajem.
– Takie jest podstawowe wyjaśnienie nie-miłości przy obopólnym udostępnianiu sobie swego ciała w przypadku dwojga partnerów nie-małżeńskich. Chodzi m.in. wyraźnie o pary narzeczeńskie na etapie zdecydowanego zdążania do ślubu.
– Do zrozumienia tego ciągu argumentacji nie jest wymagana ani ‘wiara’, ani chrześcijaństwo. Wystarczy w pełni najzwyczajniejsza uczciwość w myśleniu.

Miłość prawdziwa staje się ‘sobą’ w miarę jak odzwierciedla styl miłowania, jaki życiem swym ukazał Syn Boży Jezus Chrystus, będący jednocześnie Synem swej dziewiczej Matki Maryi. Wypada jeden raz więcej zaznaczyć, że nie chodzi tu o siłowe narzucanie komuś religii chrześcijańskiej. Stajemy natomiast wobec obiektywnego stwierdzenia, które wyrasta wprost z osobowej natury człowieka: z prawdy bytu, tzn. że człowiek nigdy nie jest ‘rzeczą’, lecz osobą – wielorako wezwaną. Mimo iż nie ulega wątpliwości, że dzięki wierze staje się to wszystko łatwiejsze do zrozumienia.

Człowiek jest stworzony nie inaczej, lecz jako Obraz Boga: Boga-Miłości – Boga-Życia. Znaczy to przez zaprzeczenie, że nie ma człowieka, który by w swym istnieniu nie był Bożym Obrazem. Konsekwentnie zaś: jest rzeczą z góry niemożliwą, żeby człowiek mógł stać się ‘sobą’ w sytuacji, gdy przez grzech odcina się od tegoż Boga, którego Obrazem jest, wolno mu nim być, i na którym całym sobą ... ‘wisi’. Chodzi z jednej strony o niezbywalny Boży akt stworzycielski, a z drugiej o naglącą oblubieńczą propozycję tego Boga, który człowieka prosi o jej przyjęcie i podjęcie świadomego wysiłku wzrastania w byciu-Bożym-Obrazem: Bożą Oblubienicą.

Fakt ten jest całkowicie niezależny od tego, czy ktoś konkretny o tym wie czy nie, czy w to wierzy czy nie. Innymi słowy wiązanie ‘miłości’ z Chrystusowym ‘stylem’ miłowania jako całkowitości daru swojej osoby (a nie samego ciała) – osobie kogoś drugiego i ku jego dobru w sensie spraw definitywnych, dotyczy wszystkich ludzi. Chodzi zatem również o tych, którzy o Chrystusie nigdy nie słyszeli, względnie wmówiono im całkowicie wypaczony obraz Boga Wcielonego, Jezusa Chrystusa. Bo i w ich sercu-sumieniu przemawia jednoznacznie właśnie On: Boży Syn, Boże Słowo. Chociażby ktoś usiłował głos Jego ignorować, a nawet otwarcie go w sobie zagłuszał.

Do tej sytuacji nawiązuje w znanej wypowiedzi św. Paweł, Apostoł Narodów:

„Wykazują oni (= poganie, nie znający Bożego objawienia), że treść Prawa (= etyczne prawo moralne naturalne = Dekalog) wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. Okaże się to w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie ...” (Rz 2,15n; por. DeV 43).

Przykazania: najpierw Osoba-Miłość – potem polecenie

Pytamy zatem: w jaki sposób sam Jezus Chrystus jako Boży Syn Wcielony – miłował, w swej miłości wcielając w życie zlecone sobie polecenie od Ojca?
– W miarę jak wpatrujemy się w Jezusa Chrystusa, możemy się jedynie zdumiewać, jak bardzo On cały żyje Ojcem. Dopiero niejako wtórnie, poprzez kochające Go ‘Serce’ Ojca, żyje On z kolei Jego wolą (J 4,34). Jezus żyje świadomością, że Ojciec Go miłuje (J 5,20). Miłuje Go wobec tego również w przerażająco straszliwych chwilach, jakie stają na Jego drodze wypełnienia zleconego sobie zadania: dzieła odkupienia.

W odpowiedzi na Miłość, jaką Go darzy Ojciec, On z kolei: Syn – Ojca nawzajem nad życie własne miłuje. Jezus jest wciąż wpatrzony w Oblicze Ojca. Jedynie w tym świetle widzi Jego życzenia-polecenia:

„Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał,
i wykonać Jego Dzieło ...” (J 4,34).

(12 kB)
Objaśnienie

W świadectwie swej odwzajemnionej miłości przyjmuje niezwykle trudną wolę Ojca: odkupienia człowieka. Dla ceny, za jaką to się ma stać, nie zakreśli żadnej górnej granicy (por. J 10,17n).

Tym samym ukazuje Jezus swemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie – miarodajny sprawdzian wszelkiej miłości. Jest nim bezgraniczne zawierzenie Bożej miłości we wszelkich okolicznościach: zarówno łatwych, jak i może nad wyraz trudnych. Niepodważalnym wyrazem rzeczywistego zawierzenia miłości Ojca staje się kochające wypełnianie Jego przykazania.
– Taką właśnie postawę: niezłomnego wprowadzania w czyn każdego z przykazań Ojca, ukazuje Jezus bez niedomówień – jako warunek wyjściowy dla osiągnięcia życia – wiecznego. Nawiązywaliśmy do tego wielokrotnie. Wola zaś Ojca jest stale ta sama: u Ojca i u Syna, i u Ducha Świętego: Boga Trójjedynego. Boża Natura jest przecież jedna jedyna.

Rozumiemy więc, że zanim Jezus przypomni słuchaczom treść któregokolwiek z dziesięciorga Bożych przykazań, przywoła dobitnie Boga jako Osobę. Jako Miłość jest Bóg tym „Jedynym Dobrym” (Mt 19,17). Wszelkie ludzkie ‘dobro’ jest tylko uczestnictwem w Dobru-Miłości, jakim jest Trójjedyny. Znaczy to, że gdy ten „Jeden Dobry” cokolwiek poleci, nakaże lub zakaże, jest rzeczą z góry niemożliwą, żeby chciał i był w stanie skrzywdzić człowieka w jakikolwiek sposób.

Przykładowe cztery ‘przykazania’ Chrystusa

Niechby dla przypomnienia tego podstawowego stwierdzenia posłużyło parę wypowiedzi samego Chrystusa, Odkupiciela mężczyzny i niewiasty. Widzimy w nich niedwuznacznie najpierw tego Boga, który nie jest ‘rzeczą-czymś’, lecz Osobą-Kimś, a dokładniej Osobą-Miłością. Znaczy to, że Bóg zawsze najpierw ukazuje się jako Osoba, która ponad wątpliwość miłuje. Dopiero wtórnie, w formie niejako wniosku płynącego z faktu, że jako Miłość – Bóg ponad wątpliwość nie jest w stanie wyrządzić jakiejkolwiek krzywdy, przedkłada On jakieś polecenie do wypełnienia. Oto parę takich sytuacji:

1) „A oto zbliżył się do Niego (= Jezusa] pewien człowiek i zapytał:
Nauczycielu, co Dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne’ ?
Odpowiedział mu: ‘Dlaczego Mnie pytasz o Dobro? Jeden tylko jest Dobry.
A jeśli chcesz osiągnąć Życie, zachowaj przykazania.

Zapytał go (bogaty Młodzieniec): ‘Które’?
Jezus odpowiedział: ‘Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż ...’ ...” (Mt 19,17n).

Jezus kieruje tu niemal jaskrawo uwagę młodzieńca najpierw na Boga jako Osobę tego, który sam Jeden jest ‘Dobry’. Dokładniej mówiąc, ponieważ pytanie młodzieńca było skierowane właśnie do Niego – Jezusa, i Jezus wyraźnie podejmuje sposób rozumowania młodzieńca, przedstawia mu Osobę siebie samego jako Boga, tj. jako tego który „Jeden tylko jest Dobry”. W takiej dopiero sytuacji, po ‘złapaniu gruntu pod nogami’, ukazuje konsekwencję tak uzyskanego stopnia świadomości: „... zachowaj przykazania”.

A oto dalsze jeszcze trzy tego rodzaju przykłady:

2) „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę (= przykazanie),
a Ojciec Mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać.
Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów Moich.
A nauka, którą słyszycie, nie jest Moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,23n).

3) „Słyszeliście, że powiedziano: ‘Nie cudzołóż’.
A Ja wam powiadam:
Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27n).

4) „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.
I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien ...” (Mt 10,37).

Spostrzeżenie, na które staramy się zwrócić uwagę, jest znamienne. Boże przykazania, w tym również ‘Dziesięcioro Bożych Przykazań’, nie są ‘rozkazywaniem-dla-rozkazywania’. Nie są one wyżywaniem się Wszechmogącego Boga na bezbronnym ‘pyłku’ w kosmosie, jakim jest człowiek. W religii Objawienia nie ma miejsca na rozkazy-zakazy jako bezdusznych przepisów. Nie ma też bezwolnego podlegania człowieka ‘rozkazom’ przerastających go, bezosobowych sił ‘natury’, tzn. nie-osób.

Bo ilekroć Bóg-Miłość wydaje jakiekolwiek przykazanie, nigdy nie wymusza jego przestrzegania. Bóg pierwszy honoruje do ostateczności – rozumność i wolność woli swego żywego Obrazu: człowieka. Natomiast Bóg nagląco prosi o przyjęcie proponowanego przykazania i wprowadzenie go w życie. Uświadamia zarazem definitywne konsekwencje w razie jego nie-posłuchania. Ale i wtedy ustawia się zawsze w pozycji tego „kołaczącego do drzwi serca każdego człowieka” (DiM 8e), który czeka cierpliwie na decyzję jego wolnej woli.

(14 kB)

RE-lektura: część VI, rozdz. 1a.
Stadniki, 8.II.2014.
Tarnów, 17.I.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)


Część 6. „WZAJEMNIE SOBIE PODDANI W BOJAŹNI CHRYSTUSOWEJ ... ” (Ef 5,21).
W łasce sakramentu na co dzień


Wprowadzenia do części szóstej
Przegląd tytułów rozdziałów w cz.VI

Rozdz. 1. DNI NARZECZEŃSTWA: BŁOGOSŁAWIONY DAR GORĄCEJ PRÓBY.
Jezu, Odkupicielu! Czy na tym etapie naszego życia trwasz
w Duchu Świętym w nas i z nami?


Chodzimy ze sobą ...

A. Z DŁUŻSZEJ HISTORII PEWNEJ PARY NARZECZEŃSKIEJ
Uwaga. Wykorzystane w tej części zdjęcia ...

1. Zofia-Jurek: zmagania dni narzeczeństwa
Początkowy okres chodzenia z sobą
Dlaczego odizolować się skoro to bardzo zbliża?
Bolesne upadki ale i zwycięstwa
Ostatni okres przed ślubem i dni po nim

2. Teraz już jako małżeństwo sakramentalne
Retrospekcja na ostatni okres przed ślubem
Czas po pierwszym Dziecku
Problemy z wdrażaniem czystości małżeńskiej
Zwycięstwo w Chrystusie
Posługa w poradnictwie małżeńskim

B. BOŻE PRZYKAZANIA: CZY TO ‘COŚ’ – CZY TO ‘KTOŚ’ ?

1. Boży styl wydawania przykazań
Założenie wstępne: czy w obliczu słabości moralnej – kapitulować
‘... To bardzo zbliża ...’
Wymóg wyrastający z natury człowieka: Bożego Obrazu
‘... Dlaczego się odizolować, skoro to bardzo zbliża ...’
Przykazania: najpierw Osoba-Miłość – potem polecenie
Przykładowe cztery ‘przykazania’ Chrystusa


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Pierwsze wystąpienie kard. Karola Wojtyły jako Jana Pawła II
Ryc.2. Jodlerzy w Tyrolu: wzbudzają podziw u bydła
Ryc.3. Pierwsze błogosławieństwo Jana Pawła II z Loży po konklawe
Ryc.4. W pięknym krajobrazie zanosi się na burzę