(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

3. Umierające Małe Dzieci – Niepełnosprawni – każdy

Ozdobnik

Wracamy do sytuacji umierających Małych Ludzi nie urodzonych. To samo zaś dotyczy każdego innego umierania, m.in. osób niepełnosprawnych, upośledzonych, zdaniem lekarzy i psychologów niezdolnych do podjęcia człowieczych poczytalnych działań i decyzji, oraz wszystkich ludzi, którzy np. o Chrystusie, ani nawet w ogóle o Bogu nie słyszeli, względnie wmówiono im obraz Boga totalnie sprzeczny z tym, Kim jest Trójjedyny w rzeczywistości: Stworzyciel i Odkupiciel.

Chyba nie ulega wątpliwości, że szczególnie instensywnie działa Odkupiciel właśnie w chwili przechodzenia poszczególnego człowieka ‘na drugi brzeg’, tj. gdy ktoś umiera. Cena odkupienia człowieka jest zbyt wysoka: chodzi o Boże życie, by owoc odkupieńczej kaźni Syna Człowieczego nie poszedł na marne. Innymi słowy: Odkupiciel ponad wątpliwość realizuje w sensie najdosłowniejszym słowa zapisane przez św. Jana o umieraniu każdego z osobna z Odkupionych:

„Idę przecież przygotować wam miejsce.
A gdy ... przygotuję wam miejsce,
przyjdę powtórnie i zabiorę was
do siebie,
abyście i wy byli tam, gdzie JA JESTEM” (J 14,2n).

Słowa te nie mogą nie dotyczyć każdego bez wyjątku człowieka. A tym samym również Małych Ludzi jeszcze nie urodzonych, a umierających. A poza tym wszystkich niepełnosprawnych; nieprzytomnych; ludzi epoki przed-Chrystusowej i po-Chrystusowej, niezależnie od tego, czy Boga znają, czy nie. Chrystus jest Odkupicielem bez wyjątku każdego człowieka.

W jaki sposób „staje i puka” Odkupiciel „do drzwi serca” (DiM 8e-f) tych Małych Ludzi, skoro ich rozwój dotyczy aktualnie ledwo dopiero etapu zygoty, albo chociażby już embrionu?

Tymczasem sam On, Odkupiciel, obiecał, że gdy „odejdzie i przygotuje” miejsce w Domu Ojca, przyjdzie powtórnie i zabierze nas do siebie.

(4 kB)
Objaśnienie

Nie możemy zaprzeczyć, że Odkupicielowi ‘wystarcza’ z naddatkiem, gdy tego umierającego, w tym także tego w stadium dopiero zygoty itd., obdarzy w tej chwili migawkowym olśnieniem idącym od Niego jako „Światłości Świata”. Wystarczy, że będzie to uaktywnienie świadomości tego Małego Człowieka błyskiem rzędu miliardowego ułamka sekundy. Jako Bóg-Człowiek jest Chrystus Panem dziejów, Panem oczywiście także aktualnego ‘czasu’! Powiedział On o Sobie – a jest On zbyt poważny, by treści swych wypowiedzi miał nie realizować:

„Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za mną,
nie będzie chodził w ciemności,
lecz będzie miał Światło Życia ...” (J 8,12).

W takim założeniu ten Mały Człowiek umierający – a to samo dotyczy wszelkiego innego umierania, m.in. również osób niepełnosprawnych, upośledzonych na umyśle i władzach duchowych – poznaje Odkupiciela w chwili owego ‘błysku’ tak, jak ON to zapowiedział w rozpatrywanych właśnie słowach swej Mowy Pożegnalnej:

„A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce,
przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie,
abyście byli tam
, gdzie Ja JESTEM” (J 14,3).

(0,2 kB)  jako ukrzyżowany, czyli już umarły, skoro promienie wychodzące z przebitego boku wytrysnęły dopiero po Jego śmierci;

(0,2 kB) a jednocześnie jest to Chrystus żywy. Błogosławi On przecież, zachęca, prowokuje do zawierzenie Mu jako Odkupicielowi. Wychodzi naprzeciw. Czyli: jest to już Chrystus zmartwychwstały.

Taki właśnie przychodzi Jezus do człowieka umierającego. Przychodzi spoza czasu – w tym momencie styku doczesności i wieczności. I prowokuje – jako Odkupiciel, czyli: ukrzyżowany ale i zmartwychwstały – do zajęcia wyraźnego stanowiska, od którego będzie zależała jego wieczność:

„Ty Ukochane Dziecko Moje !
Kochasz Ty
swego Stworzyciela?
On jest zarazem
Twoim Odkupicielem ... !”

W tym krótkim, przyspieszonym dialogu, Odkupiciel ponad wątpliwość wyjaśnia umierającemu, Kim jest. Tak jak to uczynił owemu uzdrowionemu Niewidomemu – według szczegółowego opisu Umiłowanego Ucznia:

„... ‘Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?’
On odpowiedział:
‘A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?’
Rzekł do niego Jezus:
Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie’.
On zaś odpowiedział:
Wierzę, Panie’ ! i upadł przed nim na ziemię w hołdzie uwielbienia”
[= dokładniejszy przekład z greck.: prosekúnesen = oddał hołd uwielbienia padając jak długi na ziemię] (J 9,35-38).

Boża Wierność względem Przymierza, jakie Bóg zaproponował człowiekowi: komunii w Bożym Życiu i Bożej Miłości – nie pozwoliłaby Odkupicielowi nie dać umierającemu, m.in. każdemu grzesznikowi, ale i temu dopiero Jednokomórkowemu, szansy osobistego zadecydowania, chociażby dopiero teraz, o swym wyborze – tym razem już definitywnym na wieczność: za, czy przeciw Trójjedynemu. A ten – wychodzi naprzeciw każdego w Synu Człowieczym, który jest Bogiem Wcielonym i zarazem Odkupicielem człowieka: mężczyzny i kobiety.

Ozdobnik

4. A co z ‘Otchłanią’?

Otchłań [hebr. szeol; łac.: infernum = ‘podziemie’; niekiedy: piekło: zależnie od kontekstu] oznacza w terminologii Objawienia Bożego Starego Testamentu miejsce, do którego trafiali ludzie w chwili swej śmierci. Problem ‘szeolu’ (hebr.: otchłań) stwarzał wierzącym w czasach Starego Testamentu ogromny problem. Bóg nie uznał za konieczne odpowiedzieć w czasach Starego Testamentu dokładniej, jak będzie wyglądało życie poza-grobowe.

Wierzący byli najgłębiej przekonani o Bożej Sprawiedliwości: co do tego nie było nigdy wątpliwości. Wierzono też zawsze w istnienie życia pozagrobowego. Nawiąże do tego i Jezus, chociażby w swej dyskusji z odłamem zwierzchników Żydowskich swoich czasów – Saduceuszów. Mianowicie Saduceusze nie wierzyli w życie poza-grobowe, ani w zmartwychwstanie (zob. np. Mt 22,23; Dz 23,6). Jezus uświadomił im wtedy w bardzo prosty sposób, że swą postawą odrzucania życia nieśmiertelnego wykazywali niezrozumiałą nie-konsekwencję wyznawanej przecież przez siebie wiary:

„A co do zmartwychwstania umarłych, nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:
Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba.
Bóg NIE jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych’. ...” (Mt 22,31n).

Szczególnie trudnym do rozwiązania problemem dla ludzi Starego Testamentu było utrzymujące się uporczywie, błędne pojmowanie sposobu, w jaki Bóg objawi i wprowadzi w czyn swą sprawiedliwość w obliczu umierających ludzi sprawiedliwych – a niesprawiedliwych. Przez całe wieki utrzymywał się w Izraelu błędny pogląd, że tak jedni, jak drudzy dostają się w chwili śmierci do ‘Szeolu’, tzn. do ‘Otchłani’. Sama tak myśl była dla wiernych czcicieli Jahwe oczywiście czymś nieznośnym.

Aż w końcu Pan się ulitował i zechciał ujawnić i ten aspekt Prawdy Objawienia nieco jaśniej. Działo się to stopniowo dopiero w ostatnich wiekach Starego Testamentu. Punktem ‘wyzwalającym’ dalszy rozwój Objawienia stał się wtedy m.in. okres prześladowań religijnych Judejczyków w czasach Machabejskich za Antiocha IV Epifanesa (zwł. lata 167-164 przed Chr.). Do świadomości Ludu Bożego datarł wtedy kolejny etap nadal dopiero rozwijającego się jeszcze Bożego Objawienia. Mianowicie Bóg ujawnił wtedy swemu Ludowi, iż los ludzi po ich śmierci będzie zróżnicowany – zależnie od tego czy byli sprawiedliwi czy niesprawiedliwi; oraz że nastąpi zmartwychwstanie ciał (zob. zwł. Dn 12,2n; Mdr 2,23n; 3,1-11; oraz zob. m.in. ks. PL, Słowo Twoje ..., 223n).

Trzeba też zaznaczyć, że już w epoce chrześcijaństwa utrzymywała się przez całe wieki – a tu i ówdzie po części jeszcze do dziś dnia – opinia, że do ‘Szeolu’, tzn. do Otchłani dostają się ludzie sprawiedliwi nie ochrzczeni. Oraz m.in. Dzieci nie urodzone, które zmarły w jaki bądź sposób bez chrztu świętego. Sądzono tak wychodząc z założenia, że Dzieci takie są obciążone grzechem pierworodnym, tzn. pozbawione łaski uświęcającej, ale nie dopuściły się w swym życiu żadnego grzechu osobistego, poczytalnego. Wydawało się, że takie Dzieci – i inni ludzie w podobnej sytuacji, nie są potępione, ani też w pełni zbawione.

Tym poglądem, teologicznie nie uzasadnionym, tłumaczy się utrzymująca się uporczywa opinia teologiczna, że takie dzieci znajdują się w „Otchłani” [łac.: limbus puerorum = otchłań: miejsce dla dzieci ... nieochrzczonych]. Miejsce ich byłoby zatem gdzieś między niebem a ziemią. Dzieci te byłyby zatem pozbawione uszczęśliwiającej wizji Boga, jaka staje się udziałem ochrzczonych, którzy zeszli z tego świata w stanie łaski uświęcającej.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że z chwilą dokonanego dzieła Odkupienia definitywnie skończył się sens i czas istnienia ‘Otchłani’. Istnienie ‘Otchłani’ miało sens w czasach przed dokonanym Odkupieniem. Tam dostawali się ci wszyscy ludzie, którzy zeszli z tego świata w stanie łaski uświęcającej, z tym że działo się to w okresie przed dokonanym Odkupieniem.

W chwili, gdy Jezus oddał swego Ducha Ojcu i umarł, zstąpił tam właśnie: do Otchłani. Wyrażamy to odmawiając tzw. krótsze „Wyznanie Wiary”:

(Wierzę ...) ... I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do Piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego ...”.

Oby nikt nie rozumiał tych słów: „... zstąpił do Piekieł” o ‘piekle”, tzn. o miejscu pobytu i stanie Szatana i ludzi potępionych! Tam Jezus nie zstąpił! Zstąpił natomiast do miejsca ‘Otchłani’. Łaciński odpowiednik hebrajskiego ‘szeol’ brzmi: ‘infernum’. W języku staropolskim przetłumaczono je niefortunnie przez ‘podziemie-piekło’. Tymczasem za ‘piekłem potępionych’ kryje się treść i rzeczywistość istotnie odmienna aniżeli za rzeczywistością wyrażoną przez ‘otchłań-podziemie’, określaną również jako „... zstąpił do Piekieł”.

O zstąpieniu Jezusa do ‘Otchłani’ wspomina Nowy Testament w Liście św. Piotra:

„Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem.
– W nim poszedł nawet ogłosić [zbawienie] Duchom zamkniętym w Więzieniu [= obrazowo przedstawiona Otchłań = hebr. Szeol], niegdyś nieposłusznym, gdy za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka ...” (1 P 3,18nn).

Od początku chrześcijaństwa utrzymuje się Wiara Apostolska, że Jezus Chrystus zstąpił w chwili swojej śmierci najpierw właśnie do ‘Otchłani’. Pozdrowił wszystkich tam przebywających, począwszy od Pra-Rodziców Adama i Ewy, wszystkich „sprawiedliwych”, którzy zeszli z tego świata w stanie łaski uświęcającej. Pozdrowił ich tak jak i Apostołów słowami „Pokój wam” (por. J 20,20n). W tymże momencie przebudził ich niejako ze snu letargu śmierci i tak długiego oczekiwania na „pełnię czasów” oraz dokonane Dzieło Odkupienia. Dusze tych sprawiedliwych poprowadził potem Jezus Chrystus, wraz ze sobą, w dniu Wniebowstąpienia do „Domu Ojca”.
(zob. do tematu zstąpienia Chrystusa do „piekieł”: KKK 632nn; tamże fragment starożytnej homilii Wielkosobotniej o zstąpieniu Chrystusa do Otchłani).

Z tą chwilą zatem ‘Otchłań’ przestała istnieć. Pozostaje już tylko bądź Niebo – ewentualnie czyściec, gdzie są ludzie już zbawieni, którym jednak trzeba jeszcze przejść przez dodatkowe oczyszczenie uzdalniające do oglądania Bożej Świętości i Miłości „twarzą w twarz”; bądź piekło wiecznego potępienia.

Nie ma oczywiście i nie będzie ani unicestwienia kogokolwiek w chwili śmierci, ani jakiegokolwiek innego ‘miejsca’ czy stanu ‘zawieszenia’ między niebem a ziemią, np. w stanie tzw. ‘czystej natury’.
– W przypadku bowiem ludzi – nie ma stanu tzw. „czystej natury”. Każdy człowiek, jako niezbywalnie i nieodstępnie Boży Obraz, zostaje z chwilą swego poczęcia jednocześnie powołany do Życia – wiecznego: niezależnie od swojej wiedzy i woli na ten temat.


Można mieć nadzieję, że decyzja Małych Ludzi w chwili ich umierania, gdy w tym momencie Odkupiciel obdarza ich momentem błysku świadomości, kształtuje się na rzecz ich natychmiastowego przylgnięcia i zawierzenia Odkupicielowi człowieka, Jezusowi Chrystusowi.
– Jemu zaś ponad wątpliwość towarzyszy przede wszystkim Niepokalana Jego Matka. Każdy Uczeń Chrystusa modli się przecież przy odmawianiu „Zdrowaś Maryjo ...” słowami:

„... Święta Maryjo, Matko Boga, módl się za nami grzesznymi
teraz – i w godzinę śmierci naszej !
Amen”

Rzecz jasna, każdy z tych umierających Małych Ludzi, podobnie jak każdy inny człowiek, musi mieć na tyle wolności swojej woli, żeby mógł również odrzucić ukazującego mu się w tej chwili Odkupiciela, Jezusa Chrystusa, i rzucić Mu w twarz straszne: „Nie! Nie chcę Ci służyć! Nie chcę Cię znać! Wybieram za mego ‘ojca’ – Szatana!”

Jezus z nieskończonym bólem Serca w tymże momencie by się usunął ... na wieki. Odkupiciel jedynie by jeszcze nieodwołalnie zatwierdził – podjętą świadomą i dobrowolną decyzję tego Kogoś. Zapewne krzyknąłby bólem Trójjedynego, którego echo rozlegałoby się od krańca wszechświata do krańca nieutulonym jękiem:

„Dziecko Mej KRWI ODKUPIENIA!
Dziecko nieskończonego Mego bólu!
Niech ci się stanie według słowa twojego,
bo nie jest to Słowo Moje:

Odejdź zatem ode Mnie ...
w mocy decyzji
swego wolnego wyboru:

... na zawsze!

Tu ma swe najgłębsze, wciąż niezwykle naglące uzasadnienie obowiązek wdzięczności i potrzeba świadczenia Miłosierdzia ... bliźnim: modlić się żarliwie i za umierające Małe Dzieci – oraz innych ludzi w stadium umierania, by ich ostateczna decyzja kształtowała się w kierunku przyjęcia daru Odkupienia: ku własnemu dobru i szczęściu na wieki, oraz ku pocieszeniu Syna Człowieczego, że Jego Bożo-Ludzki trud odkupienia nie poszedł na marne ...

Tu także tkwi uzasadnienie, dlaczego nadal w pełni aktualne jest chociażby dzieło ‘Adopcji Dzieci Nie-Urodzonych’.

Ozdobnik

5. Słowo Papieskie: „... ono teraz żyje w Bogu”

Należy jeszcze wspomnieć, że Jan Paweł II wyraża się w sposób bardzo charakterystyczny o losie wiecznym dzieci Nie ochrzczonych – Poronionych czy też Zabitych. Wypowiada się na ich temat krótko w swej encyklice „Evangelium Vitae” (1995 r.).
– Chodzi o fragment, w którym Papież zwraca się wprost do kobiet poczuwających się do zbrodni przerywania ciąży: zabójstwa Małego Człowieka. Oto Jego słowo na ten temat:

„Ojciec wszelkiego Miłosierdzia czeka na was [= matki, i nie tylko, z poczuciem takiej winy],
by ofiarować wam swoje przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania.
Odkryjcie, że nic jeszcze nie jest stracone,
i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje Dziecko:
ono teraz żyje w Bogu” (EV 99).

Wypada zwrócić uwagę, że Ojciec święty wspomina tu m.in. wyraźnie o potrzebie poproszenia zabitego Dziecka o przebaczenie. Ten aspekt uwydatniliśmy zdecydowanie przy omawianiu Trybunału Miłosierdzia (zob. wyż.:  Sugestie pod kątem Sakramentu Spowiedzi; – oraz: W przypadku komuś zadanej śmierci ...).
– Niezależnie jednak od kwestii penitenta, tzn. osoby spowiadającej się, Papież określa tu niezmiernie charakterystycznie aktualny status owych zabitych Dzieci – oczywiście nie ochrzczonych. Posługuje się zresztą liczbą pojedynczą: „... ono teraz żyje w Bogu” (EV 99).

(3.9 kB)
Objaśnienie

Można powiedzieć, że Ojciec święty wyraził się tu jedynie ogólnikowo – i świadomie niezbyt precyzyjnie. Nie chce rozstrzygać w tej chwili problemu teologicznego: czy takie Dzieci są w Niebie, czy też w Czyśćcu. Trudno jednak zaprzeczyć, iż użyte przez niego wyrażenie: „... ono teraz żyje w Bogu” jest określeniem zupełnie nie zwyczajnym, a jednocześnie bardzo wymownym.
– Jednakże jeden wniosek zdaje się wynikać z jego wypowiedzi z poczuciem pewności Prawdy Objawienia:

butt  Skoro takie Dzieci są „w Bogu”, wykluczone jest ich potępienie wieczne.

butt  Jeśli te Dzieci nie znajdują się w potępieniu wiecznym, mogą być: bądź od razu w Niebie, bądź ... w Czyśćcu.

butt  Gdyby były w czyśćcu, znaczy to, że tym samym są zbawione. Bo z czyśćca są już tylko jedne drzwi: wiodą one wprost do Nieba. Z Czyśćca nie ma powrotu na ziemię, nie ma też możliwości dostania się do piekła. Czyściec spełnia jedynie rolę ostatecznego przygotowania tam przebywających zbawionych – poprzez ‘doczyszczenie’ ich miłości ku Bogu i bliźnim do pełnego zjednoczenia w Miłości i Życiu z Trójjedynym już na zawsze.

butt  Niezależnie od wszystkiego wypada jednak dopowiedzieć, że do Czyśćca dostają się umierający w stanie Łaski uświęcającej jedynie wówczas, gdy nie odpokutowali w pełni kar należnych za już odpuszczoną winę grzechu, gdy np. akt skruchy przy Spowiedzi Sakramentalnej nie był w pełni bezinteresowną miłością „ze względu na Boga jako Miłości”.
– W przypadku tych Małych Dzieci, chociażby nie ochrzczonych, wina osobista i tym samym kara z racji niezbyt doskonałej miłości do Boga i bliźnich jest ... chyba wykluczona.
– W grę mogłaby wchodzić jednak wzbudzona niezbyt doskonała miłość do Odkupiciela w momencie otrzymanego błysku uzdalniającego do podjęcia świadomego aktu wolnej woli za wyborem Boga-na-zawsze. Pozostaje to dla nas ... tajemnicą, ale i zobowiązaniem do tym gorętszej modlitwy braterskiej i siostrzanej.

Tym samym wypada Odkupicielowi jedynie podziękować, że ci zmarli nie ochrzczeni „żyją teraz w Bogu”. Odkupiciela ‘stać na to’, by udzielić tym Małym łaski chrztu świętego: zgładzenia dziedzictwa grzechu pierworodnego – w inny sposób, tzn. nie poprzez pośrednictwo założonego przez siebie Kościoła.

Dzieci te są dobrze ‘zabezpieczone’ i strzeżone w Sercu Jezusa, pełnym Miłości i Dobroci, które jest Życiem i Zmartwychwstaniem naszym. Czyż może być miejsce bardziej ‘bezpieczne’ w kosmosie, niż znaleźć się i „żyć w ... Bogu”?

Ozdobnik

6. Święto Młodzianków a Nie Urodzeni

W sprawie ‘losu wiecznego’ ofiar zasiewu śmierci – poczętych a nie urodzonych, zgładzonych przez przerywanie ciąży, w następstwie eksperymentów przeprowadzonych na embrionach oraz nieprzeliczonych milionów Małych Poczętych ginących w następstwie nagminnie stosowanych środków poronnych – mamy jeszcze jeden argument, niezwykle silny w swej wymowie teologicznej. Chodzi o obchodzone już w pierwszych wiekach starożytności chrześcijańskiej święto Świętych Młodzianków.

Kościół wspomina wtedy – tuż po Uroczystości Bożego Narodzenia – chłopców z Betlejem i najbliższej okolicy, którzy zginęli ‘zamiast’ ściganego wtedy Małego jeszcze Jezusa Chrystusa. Rozkaz ten wydał król Herod Wielki, który wpadł w szał, gdy się dowiedział, że trzej Mędrcy, którzy poprzednio złożyli mu wizytę w poszukiwaniu Dziecięcia, które miało się narodzić i któremu chcieli złożyć hołd jako przyszłemu Królowi, nie zjawili się już u niego, lecz powrócili „inną drogą do swej ojczyzny”. Oto opis z Ewangelii św. Mateusza:

[Trzej Magowie-Mędrcy] Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją;
upadli na twarz i oddali Mu pokłon.
– I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu [narodzonemu Dziecięciu Jezusowi] dary: złoto, kadzidło i mirrę.
A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda,
inną drogą udali się do swojej ojczyzny” (Mt 2,10nn).

A oto reakcja Heroda, gdy wieść ta dotarła do niego:

„Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew.
Posłał [oprawców] do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców
w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców.
Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza ...” (Mt 2,16n).

W tej chwili nie chodzi o problematykę wspomnianych tu ‘Mędrców’. Mówiliśmy o tym stosunkowo obszernie, z dokumentacją naukową, już wyżej, w zupełnie innym kontekście (zob. wyż.: UWAGA. Gwiazda z Betlejem). Zastanawiamy się natomiast nad zagadnieniem samego święta obchodzonego w Kościele od pierwszych wieków: zabitych we wspomnianych okolicznościach niemowląt i chłopców do dwóch lat.

Pojawia się pytanie: z jakiego tytułu czcimy ich jako Świętych? Nie kwestionujemy tu oczywiście samego w sobie tego święta. Chcielibyśmy sobie natomiast postawić sam problem: co jest podstawowym tytułem teologicznym, że Kościół czci te Małe Dzieci jako Świętych?

Wydaje się, że trudno mówić o tych Dzieciach jako męczennikach we właściwym tego słowa znaczeniu.
– Z kolei zaś o ‘Chrzcie krwi’ mówimy wtedy, gdy za Chrystusa oddaje swoje życie człowiek nie ochrzczony, który wyznaje w tej chwili Wiarę w Chrystusa jako Boga-Człowieka i Odkupiciela, pieczętując ją przelaną za Niego krwią własną.

Tego kryterium nie można jednak stosować do owych zamordowanych dzieci! One o Jezusie Chrystusie nic nie wiedziały: były w najlepszym wypadku za małe, żeby o Jezusie wiedzieć cokolwiek dokładniejszego. A i dorośli z Betlejem i okolicy wiedzieli zapewne bardzo niewiele o tej młodej rodzinie: Józefie z Maryją i ich Dziecięciu Jezus, które przyszło na świat w jednej z grot Betlejemskich. Ludziom tym nie przeszłoby przez myśl, że ten Jezus to Bóg-Człowiek, Odkupiciel człowieka! Działo się to zapewne w około niemal 30 lat przed rozpoczęciem działalności publicznej Jezusa Chrystusa, kiedy to sam Jezus wykazywał słowem i czynem swoje Bóstwo.

Innymi słowy, argument zaliczenia tych Dzieci do męczenników zupełnie odpada. Zostały one co prawda zamordowane z powodu Jezusa Chrystusa. Niemniej: warunkiem uznania kogoś za męczennika jest jego świadomość i jego dobrowolny wybór nawet śmierci w obronie czy to Boga, czy Bożych Przykazań, czy jakiegoś innego aspektu wiary.
– W przypadku tych Dzieci nie ma mowy o ich świadomości, iż umierają za Chrystusa, ani ich dobrowolnej decyzji: oddania życia w obronie Jezusa.

Skoro mimo wszystko Kościół czci owych Młodzianków jako Świętych Męczenników, wyznaje tym samym ostatecznie dokładnie to samo, co usiłujemy tu przedstawić jako ‘naszą’ opinię teologiczną. Opinia ta zyskuje jedynie tym większe oparcie na podstawie tegoż właśnie Święta Młodzianków.

Widocznie tym właśnie umierającym Chłopczykom udzielił Jezus Chrystus, wtedy sam jeszcze w wieku niemowlęcym, jako „Bóg Prawdziwy z Boga Prawdziwego’ i jednocześnie Odkupiciel Człowieka – z ‘wyprzedzeniem’, bo przed dokonanym dziełem Odkupienia – łaski wyżej wspomnianego ‘błysku świadomości’, ukazując się każdemu z osobna jako jego Stworzyciel i Odkupiciel. Dzieci te musiały ‘zobaczyć’ w sposób Bogu wiadomy Jezusa Chrystusa mniej więcej takiego, jak On widnieje na Obrazie ‘Jezu Ufam Tobie’ : jako Ukrzyżowanego – a żywego, Zmartwychwstałego.
– Jezus musiał każdego z tych umierających zapytać: „Czy ty Mnie, swego Stworzyciela i Odkupiciela – Kochasz” ?
– Każde z tych Dzieci musiało udzielić odpowiedzi ... pozytywnej! Inaczej bowiem oddawanie czci religijnej Świętym Młodziankom byłoby sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, sprzeczne też z godnością człowieka.

Jeśli zatem Kościół przez tyle wieków czci Młodzianków jako Świętych, musi tkwić za tym pewność Wiary, że te Dzieci są w Niebie: są zbawione. Bóg nie może dopuścić, by ktokolwiek został ogłoszony np. ‘Błogosławionym’ względnie został ‘Kanonizowany’, gdyby dana osoba nie była zbawiona.

Tym samym zaś z samego faktu obchodzenia święta Świętych Młodzianków zyskujemy nieodparty argument Wiary, który zdaje się potwierdzać wysuniętą przez nas opinię: że wszystkim tym umierającym, nie urodzonym a zabijanym, ukazuje się w ich ostatecznym momencie życia sam Odkupiciel człowieka – jako ukrzyżowany ale zmartwychwstały, dając im szansę dokonania w pełni świadomego, wolnego wyboru ‘za’ czy ‘przeciw’ sobie i życiu wiecznemu.

Ozdobnik

E.   „KOŁACZE ... NIE NARUSZAJĄC WOLNOŚCI”

Ozdobnik

1. Odkupiciel u drzwi ludzkiego serca

Po tej dłuższej dygresji i omówieniu skądinąd ważnego zagadnienia – również w aspekcie tematyki naszej strony, trzeba wrócić do dalszego rozważania rozpatrywanego fragmentu encykliki o Bożym Miłosierdziu. Mamy przed sobą następujące słowa:

DiM 8c:  „Właśnie jako Ukrzyżowany,
DiM 8d:  Chrystus ...
DiM 8e:  jest Tym, który ... kołacze do drzwi serca
DiM 8f:   każdego człowieka,
DiM 8g:  nie naruszając jego wolności,
DiM 8h:  ale starając się z tej ludzkiej wolności wyzwolić miłość ...” (DiM 8c-h).

Oczami ‘serca’ oglądamy cały czas Odkupiciela jako ukrzyżowanego, czyli zabitego, a przecież już zmartwychwstałego. Ojciec święty mówi o Synu Bożym występującym aktualnie w takiej, a nie innej postaci. Można by powiedzieć drastycznie: Odkupicielowi nie jest ‘ciężko’:

„... stanąć i kołatać
do drzwi serca każdego (bez wyjątku) człowieka”.

(7.3 kB)
Objaśnienie

Nieskończony Bóg puka cicho, delikatnie, może ledwo słyszalnie, stojąc u drzwi serca ... każdego człowieka! Pełen ‘nadziei’, ale i ‘obawy’ i oczekiwania: jaka będzie odpowiedź ze strony tego „stworzenia”, które – jako jedyne na ziemi, „chciał dla niego samego” (GS 24)?

Nie jest to jedynie użyty przez Papieża piękny poetycki obraz, zdolny wzruszyć do łez. Mamy przed sobą realizm Bożej delikatności w obliczu tego Jego Stworzenia, które nadal pozostaje ... ‘stworzeniem’, a nie ‘Stworzycielem’. Jakżeż jednak może być inaczej – w rzeczywistości, skoro taki właśnie Obraz Bożej ‘grzeczności’ w obliczu godności osobowej człowieka: Bożego żywego Obrazu wobec kosmosu, ukazuje samo Słowo-Boże-Pisane, w wielokrotnie już przytoczonym fragmencie Apokalipsy (Ap 3,20)?

Nie ulega wątpliwości, że Odkupiciel – właśnie jako Odkupiciel: ukrzyżowany-zmartwychwstały, w ten właśnie sposób „stoi i puka do drzwi serca” poszczególnego człowieka z chwili na chwilę: każdego dnia. Jakżeż by mogło być inaczej!
– To ten „Dobry Pasterz”, który nigdy nie będzie „uciekał” od owiec, gdy te będą śmiertelnie zagrożone, gdy chodzi o ich życie – wieczne (J 10,12n). Jan Paweł II napisze o Nim w swym Liście do Rodzin – w tym wypadku w sam raz w kontekście jedności małżeńskiej, ukazując Odkupiciela jako Tego, Kim On w rzeczywistości jest, tzn. Oblubieńca-z-krzyża:

„W ten sposób, drodzy bracia i siostry, małżonkowie i rodzice, Oblubieniec jest z Wami.
– Wiecie, że On jest Dobrym Pasterzem. Znacie Jego głos. Wiecie, dokąd Was prowadzi, jak walczy o te pastwiska, na których macie znajdować życie i znajdować je w obfitości.
– Wiecie, jak zmaga się z drapieżnymi wilkami, jak gotów jest wyrwać z ich paszczy każdą owieczkę ze swej owczarni, każdego męża i żonę, każdego syna i córkę, każdego członka Waszych rodzin.
– Wiecie, że On jest Dobrym Pasterzem, który życie swoje daje za owce [J 10,11], który unika manowców wielu współczesnych ideologii, który mówi całą prawdę dzisiejszemu światu, tak jak mówił ją kiedyś faryzeuszom w Ewangelii, tak jak głosił ją swoim własnym Apostołom, a potem Apostołowie zanieśli ją w ówczesny świat i głosili ludziom w tamtych czasach zarówno Żydom jak i Grekom ...” (LR 18).

Jeśli Jezus jako Odkupiciel w ten sposób „stoi i puka do drzwi serca każdego człowieka” na co dzień, to ponad wątpliwość szczególnie intensywnie będzie „stał i pukał” do tegoż serca w chwili gdy ten konkretny Jego Brat względnie Siostra będą przechodzili ‘na drugi brzeg”: gdy ważyć się będzie los wieczny tego konkretnego spośród tych stworzonych na Jego Obraz: Syna Bożego, odkupionego za cenę Jego Przenajdroższej Krwi.

Ozdobnik

2. Zmiana ‘ról’ w świadczeniu-doznawaniu miłosierdzia

Ojciec święty uwydatnia niewątpliwie bardzo mocno subtelność i delikatność Odkupiciela w obliczu stworzenia swego Umiłowania, ale i swego bólu i najgłębszego zatroskania. Jezus Chrystus by sobie nie wybaczył, żeby wedrzeć się do czyjegoś serca ‘na siłę’, albo i podstępem: poprzez chytre uwiedzenie lub wprost okłamanie-oszukanie.
– Staje natomiast i kołacze u wrót serca poszczególnego człowieka w postaci sponiewieranego, skrwawionego ukrzyżowanego, a przecież już zmartwychwstałego w swym niemym, ale tym bardziej przenikliwym oczekiwaniu: czy ten ktoś, który być może otworzy drzwi swego serca, ulituje się także nad Nim? Od serca do serca wędruje tu przecież On – ukrzyżowany. Czy u otwierającego drzwi serca wyzwoli się na Jego widok odruch litości?

Czy zaczynamy dostrzegać, jak ‘role’ w aspekcie świadczonego – a doznawanego miłosierdzia się ... zmieniają? W dziele Odkupienia Bóg Nieskończony „pochyla się” w krzyżu Syna Bożego nad „losem” swego żywego Obrazu. Bo „nie chce”, żeby ktokolwiek „zginął, ale miał ... życie – wieczne” (J 3,16).

Obecnie ‘role’ się zdecydowanie zmieniają. Niewątpliwie bowiem ten ukrzyżowany Odkupiciel usiłuje obecnie wzbudzić odruch ‘litości’, a może wprost ‘miłosierdzia’ względem Stworzyciela, który staje u drzwi serca kolejnego spośród swych odkupionych. Czy to ma być jedynie ludzki odruch litości, czy też stajemy przed kolejną tajemnicą Bożego zamysłu, za którą kryją się kolejne głębie wzajemnych odniesień między Odkupicielem a odkupionymi?

Okazuje się, że coraz bardziej w grę zaczyna tu wchodzić zasadniczy warunek dostąpienia miłosierdzia od Trójjedynego. Warunek ten jest zupełnie zrozumiały i Odkupiciel starał się jego zrozumienie wpajać w świadomość swych uczniów na różne sposoby. Taka jest wymowa chociażby przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35). Mistrz z Nazaretu sformułował jednak tę zasadę niedwuznacznie już w swym Kazaniu na Górze, włączając ją w jedno z Ośmiu Błogosławieństw:

„Błogosławieni miłosierni,
albowiem oni miłosierdzia dostępują”
(Mt 5).

Ten aspekt jest zarazem najgłębszym uzasadnieniem teologicznym przytoczonego Błogosławieństwa. Odkupiciel mówił niewątpliwie z pełnym pokryciem swej tajemniczej solidarności z każdym bez wyjątku człowiekiem, że miłosierdzie świadczone bliźniemu zostaje przyjęte przez Niego, Syna Człowieczego, jako miłosierdzie wyświadczone Odkupicielowi.

Zasada ta ma jednak ponad wątpliwość także swoją stronę odwrotną. Mianowicie nie daj Boże, że ktoś okaże się nie-miłosiernym względem kogokolwiek z bliźnich. Okazane nie-miłosierdzie nie może nie stać się nie-miłosierdziem okazanym samemu Synowi Ojca Przedwiecznego.

Do tego aspektu nawiązuje Jezus Miłosierny w sposób niezwykle jednoznaczny w swych objawieniach, jakimi obdarzył św. S. Faustynę (zob. DzF 742.1317.1155.1158). Nie-miłosierdzie okazywane komukolwiek z bliźnich staje się zablokowaniem dla siebie samego miłosierdzia okazywanego przez Trójjedynego – i oczywiście samego Odkupiciela.

W tym kontekście można by przytoczyć chociażby tylko migawkę z Listu Apostolskiego Jana Pawła II do Rodzin (1994 r.). Ojciec święty mówi w nim – już pod koniec tego Listu, m.in. o Odkupicielu jako Sędzim, rozprowadzając panoramę, jaką o Sądzie Ostatecznym zarysował sam Odkupiciel (Mt 25,31-46).
– Za Chrystusem wymienia Ojciec święty pozytywne czyny miłosierdzia wyświadczone bliźnim – w postaci przyjęcia Dzieci jeszcze NIE-urodzonych, opuszczonych, pomocy świadczonej rodzinom wielodzietnym itd. (zob. LR 22).
– Następnie jednak przechodzi Jan Paweł II do czynów nie-miłosierdzia względem bliźnich, czyli ... względem samego Jezusa Chrystusa, który z każdym człowiekiem ‘jakoś’ się utożsamia. Trudno nie przytoczyć tu odnośnego fragmentu tego Listu:

„Ale wiemy, że w Mateuszowym opisie Sądu Ostatecznego jest także ta druga lista, groźna i przerażająca:
Idźcie precz ode Mnie [...]. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie’ [Mt 25,41-43].
– I na tej liście znajdą się z pewnością także inne fakty, w których Jezus chce się utożsamić z człowiekiem odrzuconym. On utożsamia się z opuszczoną żoną czy mężem, z poczętym i odrzuconym Dzieckiem: ‘Nie przyjęliście Mnie!’ Również i ten sąd idzie poprzez dzieje naszych rodzin, przez dzieje narodów i ludzkości. Chrystusowe: ‘Nie przyjęliście Mnie’ odnosi się również do instytucji społecznych, rządów i organizacji międzynarodowych ...” (LR 22).

Ozdobnik

3. „Nie naruszając jego wolności ...”

Zauważamy, że chociażby Chrystusowi bardzo nagląco zależało na wyzwoleniu przez pukanie do drzwi ludzkiego serca jakiegoś odruchu litości na widok ukrzyżowanego Boga-Człowieka, nie zamierza On w żaden sposób naruszać wolności kogokolwiek ze swych braci i sióstr, ludzi. Odkupiciel staje przed drzwiami ludzkiego serca wciąż jako ukrzyżowany z miłości swojej oraz Ojca. Ten Ojciec:

Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął,
ale miał Życie – wieczne”
(J 3,16).

Ten właśnie Syn staje obecnie u drzwi ludzkiego serca i kołacze do niego. Zdarzy się, że Odkupiciel w tym momencie w swej Bożej ‘ufności’ niejako się ‘łudzi’, że ten, kto to kołatanie dosłyszy i drzwi serca Mu otworzy, ulituje się widząc Go w takiej postaci:

„... Ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci –
i to śmierci krzyżowej”
(Flp 2,7n).

Syn Człowieczy ponad wątpliwość wolnej woli nikogo ze swych Ludzkich Braci i Sióstr nie zniewoli. Sprzeciwiałoby się to totalnie samemu Jego dziełu stworzycielskiemu. Bóg stworzył człowieka przecież jako osobę. Nie ma osoby bez zdolności samostanowienia, samoświadomości, oraz zdolności podjęcia odpowiedzialności.

Gdyby pukający do ludzkiego serca Odkupiciel wymusił na człowieku otwarcie się na Jego widok, postąpiłby w sposób sprzeczny z sobą samym. Zniszczyłby dzieło swego stworzenia. Miało się ono cechować tym właśnie przymiotem: wolności podejmowania decyzji. Gdyby Bóg u człowieka jakiekolwiek działanie wymusił, człowiek przestałby być człowiekiem, a stałby się niewolnikiem. Na taki zarzut Bóg Stworzyciel – a tym bardziej Odkupiciel – nigdy sobie nie pozwoli.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że omawiane „pukanie do ludzkiego serca” zmierza do jednego: wyzwolenia z ludzkiej wolności w pełni wolnego, mocą swej wewnętrznej dynamiki pojawiającego się aktu miłości względem Stworzyciela i Odkupiciela, który stał się Oblubieńcem-z-Krzyża dla tego kolejnego swego ludzkiego Brata czy Siostry.

Taki jest sens i cel, dla którego Bóg obdarzył najpierw Aniołów, a z kolei ludzi darem wolnej woli. Jest to uzdolnienie do samostanowienia o sobie. Wolność woli nigdy nie jest ‘celem sama dla siebie’. Jest to dar instrumentalny, podarowany jako warunek umożliwiający osiągnięcie celu wyższego, tego właściwie zamierzonego. Mianowicie wolność woli jest nieodzowna, żeby mogła zaistnieć miłość. Zarówno ta w stosunku do Boga, jak i ta w stosunku do każdego z bliźnich. Gdzie nie będzie wolności w miłowaniu, będzie panowała niewola-ze-zgrzytaniem-zębami, a nie miłość.

Ozdobnik

F.   SOLIDARNOŚĆ Z UKRZYŻOWANYM

Ozdobnik

1. Miłość jako „solidarność z cierpiącym Synem Człowieczym”

Wypada ponownie przytoczyć rozważane, długie zdanie z encykliki papieskiej o Bożym Miłosierdziu. Przed nami rysuje się ostatni jego fragment:

DiM 8c:  „Właśnie jako Ukrzyżowany,
DiM 8d:  ...
DiM 8e:  jest Tym, który stoi i kołacze do drzwi serca
DiM 8f:   ... 
DiM 8g:  nie naruszając jego wolności,
DiM 8h:  ale starając się z tej ludzkiej wolności wyzwolić miłość,
DiM 8j:   która nie tylko jest aktem solidarności z cierpiącym Synem Człowieczym,
DiM 8j:   ale także jest jakimś ‘miłosierdziem’
Rozmiar: 58 bajtówokazanym przez każdego z nas Synowi Ojca Przedwiecznego” (DiM 8c-j).

Koncentrujemy się obecnie już tylko na dwuaspektowej końcówce analizowanego teologicznego kondensatu papieskiego zdania omawianej encykliki. Jan Paweł II wskazuje na dalekosiężny zbawczy skutek, jaki stanie się faktem, gdy człowiek na widok stającego przed nim ukrzyżowanego otworzy drzwi swego serca i mocą władzy swego samostanowienia wyzwoli z siebie akt miłości do tego ukrzyżowanego, czyli coś w rodzaju:

Ty mój Jezusie Chrystusie!

Ukochany! Biczowany, cierniem ukoronowany, ukrzyżowany – za me grzechy! Grzechy również ciężkie, popełniane tak wiele razy – i przez całe życie ...!

A Ty ... mnie nadal – jeszcze – kochasz!
I mi wciąż tak łatwo przebaczasz!
Mnie niegodnemu ... jeszcze ufasz!


Odkupicielu mój! Jezusie!
Synu Człowieczy – Synu Dawida!


Kocham Cię ...!
A raczej:
Chciałbym Cię kochać!”

Akt ten nabywa niemal natychmiast znaczenia solidaryzowania się z tymże Synem Bożym ukrzyżowanym.
– W tym kontekście podkreśla Jan Paweł II:

DiM 8h-j: „... starając się z tej ludzkiej wolności wyzwolić miłość,
która nie tylko jest aktem solidarności
z cierpiącym Synem Człowieczym ...” (DiM 8h-j).

Taki jest niejako pierwszy aspekt aktu miłości dla Odkupiciela, jaki powstaje na Jego widok jako Boga tak bardzo upodlonego „... na odpuszczenie grzechów”. Jest przecież rzeczą jasną, że nie Jezus Chrystus, lecz każdy z nas powinien był doznać kaźni mąk: biczowania, cierniem ukoronowania, aż po ukrzyżowanie włącznie. Tymczasem tutaj zamiast człowieka – tych przerażających mąk doznaje sam Bóg-Człowiek Jezus Chrystus.

Ilekroć ktoś okazuje współczucie Chrystusowi cierpiącemu, tylekroć przeżywa w swym sercu zarazem swój dług wdzięczności względem Odkupiciela za Jego niepojętą, niezasłużoną miłość i podarowany sobie dar Odkupienia. Jezus Chrystus przyjmuje poczucie solidarnej więzi swych uczniów, którzy rozważają Jego mękę i pobudzają się nią do odwzajemnienia niewysłowionej odkupieńczej inicjatywy Trójjedynego.
– Przez S. Faustynę mówi Chrystus:

„Pragnę, abyś głębiej poznała Moją miłość, jaką pała Moje Serce ku duszom,
a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać Moją mękę ...” (DzF 186).

Rozważanie tajemnic ‘bolesnych’ życia Odkupiciela staje się w ten sposób drogą do lepszego poznania niedościgłych skarbów Chrystusowej Miłości tak względem Ojca, jak i nas, Jego ludzkich Braci i Sióstr.

Ozdobnik

2. Pozostać biernym – czy czynnym w obliczu Odkupienia

W tym miejscu nasuwa się kolejny, odrębny aspekt naszej miłości do Ukrzyżowanego, wyzwalanej na widok Jego nieludzkiego „zeszpecenia” (por. Iz 53,2n). Mianowicie doznanie łaski Odkupienia nie może polegać na jedynie biernym przyjęciu ‘do wiadomości’, że sam Bóg w Synu Bożym wcielonym i ukrzyżowanym, dokonał dzieła odkupienia, zmartwychwstał, wstąpił do nieba – i na tym wszystko się ‘skończyło’.

Dokonane odkupienie staje się dla każdego człowieka nigdy nie ustającym ponownym „pukaniem do drzwi serca każdego człowieka”. Zmierza ono do stale potwierdzanego ponownego wyzwalania dopiero co scharakteryzowanego aktu wewnętrznej wolności poszczególnego odkupionego w obliczu tegoż Ukrzyżowanego. Odkupienie poprzez krew Chrystusa staje się ciągle wołającym wyzwaniem do odtąd aktywnej współpracy z niezasłużoną łaską tak drogo dokonanego odkupienia.

Wypada przytoczyć tu ponownie wypowiedzi Jana Pawła II, wyrażone w innym jego przełomowym dokumencie – na inaugurację Nadzwyczajnego Roku Odkupienia 1983-84:

„Nadzwyczajny obchód Jubileuszu Odkupienia pragnie ...
ożywić w synach i córkach Kościoła katolickiego świadomość, że
‘swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej Łasce Chrystusa;
jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem,
nie tylko zbawieni nie będą, ale surowiej jeszcze będą sądzeni’ ...” (APR 4).

Nic dziwnego, że ciągle i przez wszystkie wieki aktualne jest Chrystusowe wezwanie do nawrócenia i odnowy życia w promieniach Łaski:

„Ponieważ wszyscy są grzesznikami, wszyscy potrzebują tej radykalnej przemiany ducha, umysłu i życia, która w Biblii nazywa się metánoia, nawrócenie.
– Postawa ta rodzi się i czerpie pokarm ze Słowa Bożego,
które jest objawieniem Miłosierdzia Pańskiego,
urzeczywistnia się przede wszystkim na drodze sakramentalnej
i przejawia się w różnorodnych formach miłości i służby braciom ... ” (APR 5).


Można by powiedzieć, że Dzieło Odkupienia, którego wartość jest ze względu na Bożą godność Osoby Jezusa Chrystusa nieskończona, gdyż sam Bóg-Człowiek stał się tu „ofiarą przebłagalną za nasze grzechy ... i całego świata” (1 J 2,2), to jakby niewyobrażalnie ogromnej wielkości najdroższy z możliwych brylant, który jednak istnieje w postaci jednej, nie podzielonej ‘bryły’.

Można mieć góry złota, względnie potężną ilość banknotów o najwyższych możliwych nominałach – a umrzeć z ... głodu. Na nic się może nie przydać spać na worku z grubymi banknotami, jeśli w sklepie nie potrafią rozmienić milionowego banknotu na drobniejsze, by za ten ‘drobiazg’ kupić bochenek chleba ...

Dzieło odkupienia, którego podjął się aż Syn Boży – Jan Paweł II mówi w tym wypadku o Boskim wymiarze dzieła odkupienia, to taki właśnie nieskończonej wartości brylant. Może on konkretnemu człowiek praktycznie na nic się nie przydać, jeśli ten ‘brylant’ nie zostanie ... podzielony, rozmieniony niejako na ‘drobne’, by jego nieskończone zasługi nabrały zbawczego ‘pożytku’ dla poszczególnego człowieka: mężczyzny i kobiety.

W jaki sposób doprowadzić do takiego ‘rozmienienia na drobne’ tego nieskończonej wartości skarbu, żeby można było skorzystać z niego zarówno dla siebie, jak i ... innym dopomóc, którzy sami sobie pomóc nie mogą, bo znajdują się być może poza zasięgiem bezpośredniego ‘promieniowania’ tak drogo dokonanego odkupienia?

Tutaj właśnie zaczyna się aktywne włączenie poszczególnego odkupionego w zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus okazuje swą miłość do odkupionych w tym właśnie, że nie dokonuje zbawienia całkowicie ‘sam’, lecz wciąż „stoi i kołacze do drzwi serca – każdego człowieka”, nie zniewalając jego wolnej woli, lecz usiłując z niej „wyzwolić Miłość” (DiM 8h).

Ten właśnie akt miłości dla Ukrzyżowanego staje się przez fakt „solidaryzowania się” tego człowieka, otwierającego drzwi swego serca na kołaczącego Odkupiciela – owym ‘ułamaniem cząsteczki’ z nieskończonej wartości skarbu odkupienia. Odkupienie zaczyna tym samym owocować dla tegoż Brata czy Siostry Chrystusa, którzy dają się aktywnie ‘wciągnąć’ w dzieło zbawienia. Nie chcą pozostać jego ‘biernymi’ odbiorcami, którzy by otrzymany „talent” mieli „zakopać” bezowocnie w ziemi, nie podejmując żadnego wysiłku, by przyniósł oczekiwany procent ... (por. Mt 25,25).

Ozdobnik

3. „Dopełnianie braków udręk Chrystusa”

W tym kontekście wypada przytoczyć pewien bardzo charakterystyczny fragment z bulli Jana Pawła II „Incarnationis Mysterium” [= Tajemnica Wcielenia], ogłoszonej na inaugurację obchodów Wielkiego Jubileuszu 2000 lat od Narodzenia Jezusa Chrystusa. Jan Paweł II mówi we wspomnianym fragmencie co prawda o uzyskiwaniu odpustu jubileuszowego, ale merytorycznie porusza zagadnienie znacznie poważniejsze: o „dopełnianiu tego, co niedostaje udrękom Chrystusa – dla Dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Ojciec święty mówi mianowicie:

„Objawienie poucza ..., że chrześcijanin nie idzie samotnie drogą nawrócenia. W Chrystusie i przez Chrystusa jego życie zostaje złączone tajemniczą więzią z życiem wszystkich innych chrześcijan w nadprzyrodzonej jedności Mistycznego Ciała.
– Dzięki temu między wiernymi dokonuje się przedziwna wymiana darów duchowych, która sprawia, że świętość jednego wspomaga innych w znacznie większej mierze, niż grzech jednego może zaszkodzić innym” (IM 10).

Jan Paweł II sformułował tu niezmiernie ważną zasadę. Przypomina niewidzialną więź, jaka łączy wszystkich uczniów Chrystusa – a także tych którzy nie przyznają się do Chrystusa – w nadprzyrodzonej Jedności Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa. Jego Głową pozostaje zawsze Bóg-Człowiek Chrystus, natomiast my – czy sobie z tego zdajemy sprawę czy nie, jesteśmy Jego Członkami: żywymi, a niekiedy praktycznie ... martwymi.

Papież podkreśla dalej fakt przedziwnej „wymiany darów duchowych”, jaka się dokonuje pomiędzy członkami Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa.
– Zdumiewający jest fakt, że świętości kogoś pojedynczego staje się znacznie bardziej pomocą dla całego Ciała Mistycznego, aniżeli grzech kogoś innego zdolny jest zaszkodzić całokształtowi tegoż Mistycznego Ciała Chrystusowego. Stwierdzenie to jest niezmiernie charakterystyczne – i mobilizujące.

Na nim będzie się opierało dalsze rozważanie Jana Pawła II o podejmowaniu dzieł mających w obliczu Bożym wartość „zastępczą”, która swoiście ‘przeważa’ szale wyrządzanego zła na korzyść dobra. W tym sensie mówi Jan Paweł II dalej:

„Niektórzy ludzie pozostawiają po sobie jak gdyby nadmiar miłości, poniesionych cierpień, czystości i prawdy, który ogarnia i wspiera innych.
– Na tym właśnie polega rzeczywistość zastępstwa (łac.: vicaríetas), na której opiera się cała tajemnica Chrystusa. Jego przeobfita miłość zbawia nas wszystkich.
– O ogromie miłości Chrystusa świadczy również to, że On nie pozostawia nas w kondycji biernych odbiorów, ale włącza nas w swoje dzieło zbawcze, a zwłaszcza w swoją mękę. Mówi o tym znany werset z Listu do Kolosan: ‘w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół’ [Kol 1,24].
– Ta głęboka rzeczywistość jest w przedziwny sposób wyrażona także w Księdze Apokalipsy, gdzie Kościół ukazany jest jako Oblubienica odziana w prostą lnianą szatę – w bisior lśniący i czysty. ‘Bisior bowiem oznacza czyny sprawiedliwe świętych‘ – pisze św. Jan [Ap 19,8]. W swoim życiu święci tkają jak gdyby ‘lśniący bisior’, który jest odzieniem wieczności” (IM 10).

Ozdobnik

4. Skarbiec Kościoła

Jan Paweł II nawiązuje tu – warto to sobie dobrze uprzytomnić, do użytego w Księdze Apokalipsy obrazu Kościoła Triumfującego, pojawiającego się jako Małżonka przystrojona na Gody z Barankiem: Synem Człowieczym, Oblubieńcem Kościoła, oczywiście „Oblubieńcem-z-krzyża” (Ap 19,7). Otóż ta Małżonka na te Gody dopiero się „przystroiła”, wdziewając na swoją zwyczajną szatę – „bisior lśniący i czysty”, co według samego Autora Apokalipsy „oznacza czyny sprawiedliwe świętych” (Ap 19,8).

(26 kB)
Objaśnienie

Czy owe „czyny sprawiedliwe świętych” nie są w sensie równoważnym poprzednio wspomnianym ‘odłupaniem’ z brylantu zasług Chrystusa jakiejś jego małej cząstki, ‘zmieszanej’ jednak i złączonej z czynami własnymi owych wiernych Sług Odkupiciela, którzy nie zadowalają się ‘biernym’ przyjmowaniem Chrystusowych zasług, ale usiłują cząstkę owego Jego ‘brylantu’ doprowadzić do zaowocowania w formie jak najhojniejszego ‘procentowania’?

W ten sposób narasta w Kościele i ulega pomnożeniu z biegiem czasów i wieków Skarbiec zasług Kościoła. Składa się na niego w pierwszym rzędzie samo dzieło Odkupienia – nieskończonej wartości. Oraz wszystkie zasługi Maryi, Matki Chrystusa – i Matki Kościoła.
– W dalszej kolejności dochodzą zasługi poszczególnych świętych oraz wszystkich innych wierzących, którzy trwają w Łasce i pomnażają z Bożą pomocą otrzymane skarby Odkupienia.

Do tego nawiązują dalsze słowa Jana Pawła II z przytaczanej w tej chwili Bulli ogłaszającej Wielki Roku Jubileuszu r. 2000:

„Wszystko pochodzi od Chrystusa, ponieważ jednak należymy do Niego, również to, co jest nasze, staje się Jego własnością i zyskuje uzdrawiającą moc.
– To właśnie mamy na myśli, gdy mówimy o ‘skarbcu Kościoła’, który zawiera dobre czyny świętych. Modlić się o uzyskanie odpustu [= nawiązanie do odpustu jubileuszowego] znaczy włączyć się w tę duchową komunię, a tym samym otworzyć się całkowicie na innych.
– Także bowiem w sferze duchowej nikt nie żyje tylko dla siebie. Chwalebna troska o zbawienie własnej duszy zostaje oczyszczona z bojaźni i egoizmu dopiero wówczas, gdy staje się również troską o zbawienie innych.

Jest to rzeczywistość Świętych Obcowania, tajemnica ‘rzeczywistości Zastępstwa’ (łac. vicaríetas), modlitwy jako drogi do Jedności z Chrystusem i z Jego Świętymi. On przyjmuje nas do siebie, abyśmy razem z Nim tkali Białą Szatę nowej ludzkości, szatę z lśniącego bisioru, w którą odziana jest Oblubienica Chrystusa.

Tak więc nauka o odpustach ‘ukazuje przede wszystkim, że odejście od Boga rodzi wielki smutek i gorycz [Jr 2,19]. Wierni bowiem uzyskując odpusty uświadamiają sobie, że o własnych siłach nie mogliby naprawić zła, jakie przez grzech wyrządzili samym sobie i całej społeczności, a tym samym nakłonieni zostają do zbawiennych aktów pokory’.
– Ponadto prawda o Świętych Obcowaniu, które jest więzią wzajemnej jedności wiernych z Chrystusem, mówi nam, jak bardzo każdy może dopomóc innym – żywym lub zmarłym – aby byli coraz ściślej zjednoczeni z Ojcem niebieskim” (IM 10).

Słowa Ojca świętego dopomagają nam – jak widać – tak spoglądać na Jezusa ukrzyżowanego, że wyzwalająca się z naszej wolności miłość ku Niemu staje się jednocześnie coraz bardziej świadomym solidaryzowaniem z Nim – udręczonym, równoznacznym z coraz bardziej utrwalającym się otwieraniem się na Niego i bliźnich.
– Najgłębszym motywem tak umacnianej postawy będzie potrzeba miłości, która nie chce dopuścić do tego, by jakakolwiek ‘kropla’ Jego Przenajdroższej Krwi miała spływać z krzyża na ziemię na darmo, nie zauważana lub wzgardzona przez kogokolwiek z ludzkich Braci i Sióstr Odkupiciela.

Ozdobnik

5. „Miłosierdzie okazane Synowi Boga”

Wracamy wreszcie do samego już zakończenia rozważanego długiego zdania z encykliki o Bożym Miłosierdziu (DiM 8a-h). Przypomnimy sobie jeszcze raz odnośny tekst:

DiM 8c:  „Właśnie jako Ukrzyżowany,
DiM 8d.  Chrystus ...
DiM 8e:  jest Tym, który stoi i kołacze do drzwi serca
DiM 8f.   ...
DiM 8g:  nie naruszając jego wolności,
DiM 8h:  ale starając się z tej ludzkiej wolności wyzwolić miłość,
DiM 8i:   która nie tylko jest aktem solidarności z cierpiącym Synem Człowieczym,
DiM 8j:   ale także jest jakimś ‘miłosierdziem’
Rozmiar: 58 bajtówokazanym przez każdego z nas Synowi Ojca Przedwiecznego” (DiM 8c-j).

W tej chwili będzie nam chodziło o ostatni człon rozważanego zdania: „... ale także jest jakimś ‘miłosierdziem’ okazanym przez każdego z nas Synowi Ojca Przedwiecznego” (DiM 8j).

Wyżej uświadomiliśmy sobie za Janem Pawłem II, że akt miłości, jaki Jezus usiłuje wyzwolić w swej delikatności z naszej wolności, gdy staje przed drzwiami naszego serca jako ukrzyżowany i kołacze do niego, staje się w tych warunkach równoznaczny z aktem naszej solidarności z tymże Odkupicielem: ukrzyżowanym. Ponieważ – ściśle biorąc – każdy z nas, a nie On, niewinny, skazany na tak okrutną śmierć poprzez jeden ciąg aktów prawnych urągających sprawiedliwości, powinien był być ukrzyżowany i zakatowany na śmierć. Gdy odniesiemy się do Odkupiciela naszym może nędznym, a przecież w skrusze serca szczerze wyrażonym „Jezu Ukrzyżowany! Kocham Cię”, staje się to spontaniczne wyznanie miłości świadectwem naszego pełnego solidaryzowania się z Nim jako ukrzyżowanym.


Nie koniec jednak na tym. Jan Paweł II podkreśla na samym końcu omawianego zdania jeszcze inny, nieprawdopodobny aspekt aktu miłości, jaki pojawia się w ludzkim sercu na widok Chrystusa ukrzyżowanego. Mianowicie tenże akt naszej miłości do Pana nabywa charakteru czynu miłosierdzia, jaki my – grzeszni, być może godni potępienia wiecznego – możemy wyświadczyć cierpiącemu za nas Bożemu Synowi:

„Chrystus ... kołacze do drzwi serca ... starając się ... wyzwolić miłość, która nie tylko jest aktem solidarności z cierpiącym Synem Człowieczym, ale także jest jakimś ‘miłosierdziem’ okazanym przez każdego z nas Synowi Ojca Przedwiecznego” (DiM 8c-j).

Ojciec święty dotyka tu rzeczywistości, która zdolna jest wprowadzić w najgłębszą zadumę, ale i najwyższy zachwyt. Czyżby to mianowicie miało być możliwe i prawdopodobne, żeby grzeszny człowiek mógł „okazać miłosierdzie” swojemu Stworzycielowi i Odkupicielowi? Okazuje się, że jest to istotnie nie tylko możliwe, ale i w pełni realne!

Co więcej zaś, Odkupiciel na taki akt miłości z naszej strony ponad wątpliwość ... czeka.
– Podobnie też czeka na tak swemu Jednorodzonemu Synowi wyrażaną miłość z kolei Ojciec Niebieski – i ponad wątpliwość także Duch Święty.

Każdy akt najzwyczajniejszej ludzkiej miłości, okazany Ukrzyżowanemu, dogłębnie upokorzonemu, upodlonemu Synowi Bożemu – staje się w najprawdziwszym znaczeniu aktem wynagrodzenia i miłości względem Ukrzyżowanego. A tym samym aktem uwielbienia i dziękczynienia względem całej Trójcy Przenajświętszej.

Czyżby istotnie stworzenie mogło być wyposażone w ‘kompetencję’, iż będzie mogło ‘pocieszyć’ swego Stworzyciela za grzechy własne – oraz innych? A konsekwentnie w jakiś trudny do dokładniejszego określenia sposób: – wynagrodzić Bogu za grzechy własne i cudze?

Okazuje się, że wszystko to nie tylko jest możliwe, lecz jest przez Boga – najgłębiej oczekiwane.


Bezpośrednio po obszernie w niniejszym rozdziale rozpatrywanym zdaniu z encykliki o Bożym Miłosierdziu kontynuuje jeszcze Jan Paweł II swoje rozważania. W swoistym podsumowaniu tego fragmentu wskazuje Ojciec święty jeszcze raz na wielką godność człowieka. Godność ta, wyniesiona przez samego Boga do niebywałych wyżyn, polega m.in. na tym, iż człowiek zostaje wezwany do okazywania miłosierdzia samemu swemu Stworzycielowi i Odkupicielowi. Gdy próbujemy sobie uświadomić, co te słowa znaczą, doznajemy na samą taką myśl zawrotów głowy. Tymczasem do takiej Rzeczywistości wzywa każdego z odkupionych – sam Pan:

DiM 8k: „Czyż może być bardziej jeszcze w całym ... objawieniu Miłosierdzia przez krzyż, uszanowana i podniesiona godność człowieka, skoro doznając miłosierdzia, jest on równocześnie poniekąd tym, który ‘okazuje miłosierdzie’?
– Czyż Chrystus ostatecznie nie staje na tym stanowisku wobec człowieka także wówczas, gdy mówi: ‘Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych..., Mnieście uczynili’? ...” (DiM 8k).

Ozdobnik

G.   ZAKOŃCZENIE

Ozdobnik

Przedstawiona seria sześciu rozważań przyczyni się być może do głębszego rozumienia tajemnicy Bożego Miłosierdzia.

Uświadamiamy sobie być może nieco lepiej, że Miłosierdzie w Bożym wydaniu jest ostatecznie tylko innym ‘imieniem’ Miłości Trójjedynego – z chwilą gdy zaistniał ludzki grzech.

W obliczu grzechu swojego żywego Obrazu Bóg mógłby co prawda potępić buntowniczego człowieka natychmiast. Byłoby to w pełni ‘sprawiedliwe’. Ale Bóg nie byłby wówczas ‘sobą’! Jego miłość stworzycielska, choć wzgardzona i odtrącona, będzie podejmowała odtąd wszelkie starania, by odzyskać miłość – spontaniczną – zwiedzionego przez Złego stworzenia swej Miłości, człowieka.

Jak tego dokonać? Trójjedyny jest zbyt delikatny, by miłość względem Siebie wymusić. Nie byłaby to zresztą wówczas miłość, lecz ... niewola i pogarda. Toteż Bóg ponad wątpliwość nigdy nie wkroczy do ludzkiego serca ‘siłowo’.

W swym Jednorodzonym Synu, który stał się w tajemnicy wcielenia Synem Człowieczym: Bogiem-Człowiekiem, Trójjedyny ponownie ufnie i wytrwale „stoi i kołacze do każdego ludzkiego serca”. Trójjedyny podejmuje się w Chrystusie – ukrzyżowanym, ale i zmartwychwstałym – działań szaleńczych, by odzyskać względy swego żywego Obrazu na ziemi: mężczyzny i niewiasty. Złoży każdą cenę, by swej Umiłowanej wykazać, iż nie chodzi Mu o wzgląd własny.

Jedynym motywem tego, iż Bóg staje się w Chrystusie „posłuszny ... aż do śmierci krzyżowej”, to miłość, która z chwilą gdy człowiek dopuścił się grzechu – miłości tej nie tylko nie wycofuje, lecz staje się miłością ... całopalną: taką która daje siebie całą na pokarm i napój Życia.

Taką zaś Bożą Miłość określamy mianem Miłości Miłosiernej. Lub po prostu: Bożym Miłosierdziem.

Ozdobnik

RE-lektura: część V, rozdz. 6c.
Stadniki, 15.XI.2013.
Tarnów, 7.III.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



3. Umierające Małe Dzieci – Niepełnosprawni – każdy
Tabela. Ty Ukochane Dziecko Moje ...
4. A co z ‘otchłanią’?
Szeol: Otchłań m.in. dla Nie-ochrzczonych dzieci?
Tabela. Módl się za nami grzesznymi ...
Tabela. Dziecko Mojej krwi Odkupienia ...
5. Słowo Papieskie: „... ono teraz żyje w Bogu”
6. Święto Młodzianków a Nie Urodzeni

E. „KOŁACZE ... NIE NARUSZAJĄC WOLNOŚCI”
1. Odkupiciel u drzwi ludzkiego serca
2. Zmiana ‘ról’ w świadczeniu-doznawaniu miłosierdzia
3. „Nie naruszając jego wolności ...”

F. SOLIDARNOŚĆ Z UKRZYŻOWANYM
1. Miłość jako „solidarność z cierpiącym Synem Człowieczym”
Tabela. Jezusie biczowany ...
2. Pozostać biernym – czy czynnym w obliczu Odkupienia
3. „Dopełnianie braków udręk Chrystusa”
4. Skarbiec Kościoła
5. „Miłosierdzie okazane Synowi Boga”

G. ZAKOŃCZENIE
Słowo Zakończenia


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Roześmiana dziewczynka
Ryc.2. Małżonkowie twarzą w twarz w dialogu ... trudnym
Ryc.3. Jan Paweł II przy Ścianie Płaczu w Jeruzalem: 26.3.2000 r.
Ryc.4. Obraz św. Józefa w koścółku w Krakowie-Płaszowie