(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

2. „Taki i tak Wielki Odkupiciel ...”

Ozdobnik

Finalne wydarzenia w życiu Odkupiciela

Finalne wydarzenia dopełniającego się dzieła Odkupienia przerastają nas wciąż głębią zawartej w nich tajemnicy – tak Boga, jak i ... człowieka. Ileż słuszności kryje się w sformułowaniu Soboru Watykańskiego II, które tak bardzo przytaczać lubi Jan Paweł II:

Tajemnica Człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego ...
Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu Tajemnicy Ojca i Jego Miłości
objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie ...” (GS 22; zob. też np. RH 8.10; itd.).

Jak trudno człowiekowi zdać sobie sprawę ze swej osobistej godności jako człowieka: godności jako osoby, a nie ‘rzeczy’! Stało się to tym trudniejsze w sytuacji, jaka wytworzyła się po upadku pierwszych rodziców w Raju. Sam Bóg ‘widzi’, że praktycznie nie ma innego sposobu jej uświadomienia samemu Jego żywemu Obrazowi, jak poprzez ‘wysłanie Syna Jednorodzonego’ – i ... ‘wydanie Go’ w ręce Człowieka. Ci doprowadzą Go do całkowitego ‘wyniszczenia’. A On – będzie i w tym jeszcze momencie miłował, i „siebie samego wyda za” nich (por. Ga 2,20), jednocześnie im przebaczając (por. Łk 23,34). Syn Boży będzie ‘ufał’, że ten Jego żywy Obraz, ta Jego, Umiłowana „dla niej samej” – może ‘przejrzy’ i zrozumie, jak głęboki jest jej upadek. Ale tym bardziej: jakie otworzyły się dla Niej – przez Jego, Syna Bożego darowanie się dla Niej w miłości – „do końca i poza koniec” (= w Eucharystii) zupełnie nowe perspektywy: odzyskania utraconej godności osoby i ponownego przyjęcia daru życia w komunii z Trójjedynym.

Wszystko to byłoby nierealne, gdyby Boży Syn dokonał przebłagania za ludzki grzech w sposób ‘łatwy’ i jedynie ‘migawkowo, sekundowo’, wracając natychmiast z powrotem do Domu Ojca. Człowiek by się w tym wypadku być może nawet ‘nie dowiedział’, że został – całkiem darmowo – już odkupiony, odkupiony: ... ponad-wystarczająco.

Sami uznajemy, że jak to dobrze, iż Boży Syn przyjął ‘ciche’ życzenie Ojca na ten wybór zrealizowania zamysłu zbawienia Człowieka – w jego wersji nieprawdopodobnie trudnej. Ale też dopiero ta właśnie ‘wersja’ stanie się w pełni ‘godna’ Bożej Wszechmocy, Bożej Sprawiedliwości, ale tym bardziej ... Bożej Miłości, która cała przybierze oblicze Bożej Miłości ... Miłosiernej!


Jakżeż tu nie skorzystać z głębi rozważań, jakie temu zagadnieniu poświęca Jan Paweł II w swej encyklice o Bożym Miłosierdziu! Ojciec święty rozpoczyna zasadniczy odcinek swych rozważań na ten temat od słów:

DiM 7a: „Orędzie mesjańskie Chrystusa oraz cała Jego działalność wśród ludzi
kończy się krzyżem i zmartwychwstaniem.
Musimy gruntownie wniknąć w ten finał, który – zwłaszcza w języku soborowym – bywa określany
jako Mysterium Paschale [= Tajemnica Paschalna: przejścia z śmierci do życia],
jeżeli chcemy do końca wypowiedzieć prawdę o miłosierdziu tak,
jak została ona do końca objawiona w dziejach naszego zbawienia” (DiM 7a).

Jan Paweł II nawiązuje tu od razu do treści swej pierwszej, poprzedzającej encykliki (Redemptor Hominis = Odkupiciel Człowieka: 1979 r.). Poświęcił w niej wiele miejsca tak Odkupicielowi Człowieka, jak i uświadomieniu Człowiekowi podarowanej mu przez Boga godności osoby Bożego Obrazu. W tym sensie mówi on:

DiM 7c: „Jeśli bowiem rzeczywistość odkupienia poprzez swój ludzki wymiar
odsłania niesłychaną godność człowieka,
qui talem ac tantum meruit habere Redemptorem’
[= ‘który zasłużył sobie mieć takiego i tak wielkiego Odkupiciela’] (por. śpiew Exsultet liturgii Wigilii Paschalnej),
DiM 7d: to równocześnie Boski wymiar odkupienia pozwala nam w sposób najbardziej poniekąd doświadczalny i ‘historyczny’ odsłonić głębię tej miłości, która nie cofa się przed wstrząsającą ofiarą Syna,
aby uczynić zadość Wierności Stwórcy i Ojca wobec ludzi
stworzonych na Jego [= Syna Bożego] Obraz
i ‘od początku’ w tym Synu wybranych do łaski i chwały” (DiM 7c-d).

Zdanie to – długie, jest niezwykłym kondensatem treści teologicznej. Wypada przechodzić stopniowo od wyrażenia do wyrażenia, żeby tą treścią ‘nasiąknąć’ i ją lepiej zrozumieć.

Mieć Takiego – Tak Wielkiego Odkupiciela

Ojciec święty kieruje uwagę najpierw na godność człowieka w Bożej wizji. Wskazuje ją mówiąc o „ludzkim wymiarze” – „rzeczywistości odkupienia”. By ją współczesnemu człowiekowi uprzytomnić, przytacza utrzymujący się po dziś dzień starożytny tekst z Liturgii Wielkosobotniej, iż upadły człowiek „zasłużył sobie mieć Takiego i Tak Wielkiego Odkupiciela”.
– Mianowicie „zmysł wiary” każe odkupionemu człowiekowi pomyśleć o tym, jak wielka musi być w oczach Bożych jego być może wielorako, niekiedy do ostateczności zhańbiona i skalana godność, skoro sobie „zasłużył” – bo właśnie tego sobie w żaden sposób ‘nie zasłużył’ – mieć „Takiego – i tak Wielkiego Odkupiciela” !

(4 kB)
Objaśnienie

Wspomniany „Taki i Tak Wielki Odkupiciel”, to nie zwyczajny człowiek, ani nawet anioł. Nikt nie jest w stanie – w sensie bytowym [ontologicznie] stać się Odkupicielem człowieka, Bożego Obrazu. Odkupienie wymaga, żeby Ten kto się tego dzieła podejmie, był Bogiem. Bo tylko ‘równy’ może przeprosić ‘równego’. Między Bogiem a grzesznym człowiekiem istnieje przepaść bytu.

Tymczasem dzieła odkupienia Człowieka podejmuje się Ktoś, kto jest Bogiem. Jest On wobec tego jednocześnie Stworzycielem – m.in. także człowieka. Mamy więc za Odkupiciela Kogoś, którego Natura jest aż Boża. To właśnie było od początku niezastąpionym warunkiem, bez którego nie dałoby się nawet wszcząć zastanawiania się nad możliwością odkupienia Człowieka w jego grzechu.

Owym „Takim” Odkupicielem Człowieka jest zatem aż „Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony – a nie stworzony ...” (Wyznanie Wiary).
– Dla jeszcze głębszego uświadomienie sobie tego faktu dodaje przytoczony tekst z Liturgii Wielkosobotniej dopełniające: „... i tak wielki Odkupiciel”. Człowiek nie mógł wymarzyć sobie jeszcze ‘większego’ Kogoś, kto by się podjął zadania: stać się jego Odkupicielem.

Skoro Odkupicielem upadłego Człowieka ma być, a może ściślej: musi być – aż sam Bóg: „Jednorodzony Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”, uwaga schodzi z tych niedościgłych wysokości spontanicznie niejako ‘w dół’: na samego Człowieka.
Kim w oczach Bożych musi być sam Człowiek, skoro sobie „zasłużył mieć Takiego i aż Tak Wielkiego Odkupiciela” !? Fakt „takiego i tak wielkiego” Odkupiciela staje się sam przez się ‘kluczem’, który pozwoli „odsłonić niesłychaną godność” człowieka.

Jest rzeczą jasną, że w tym wypadku nie może chodzić o jedynie ‘naturalne’ poznanie godności człowieka jako osoby. To rodziłoby coraz inne ‘opinie’ na ten temat. W przypadku Odkupiciela, którym jest aż Syn Boży, poznanie godności Człowieka staje się wnioskiem wprost wypływającym z Prawdy Bożego Objawienia. A ona cieszy się gwarancją, jakiej odsłanianemu w tym wypadku aspektowi Objawienia udziela sam Bóg.

Grzech pociągnął za sobą dogłębne zakłócenia nie tylko w zakresie wolitywno-etycznym (w rozróżnianiu dobra i zła). Okazuje się, że w wyniku „panowania grzechu” (por. Rz 5,21; 6,12.14.20; 7,25; 8,2; itd.) ulegają systematycznemu wyrodnieniu również władze umysłowe człowieka (zakłócenia, nierzadko zamierzone, w odróżnianiu prawdy od fałszu). Czy jaskrawym tego świadectwem tego nie są współczesne debaty parlamentarne np. nad legalizacją takich zwyrodnień, jak samych w sobie sprzecznych z prawdą bytu tzw. ‘małżeństw homoseksualnych’ oraz ideologia ‘gender’ ? Jak mocno wyraża się o tym właśnie zwyrodnieniu władz już nie wolitywnych, lecz poznawczych – św. Paweł na początku swego Listu do Rzymian, wiążąc je oczywiście z wyraźną poczytalnością w obliczu Boga (zob. Rz 1,22-32)!

Mimo to sam Trójjedyny ‘widzi’ i otacza najgłębszą czcią – godność Człowieka: mężczyzny i kobiety – w jej znaczeniu podstawowym: jako stworzonego na Obraz i podobieństwo Bożego Jednorodzonego Syna. Godności tej nie jest w stanie zniszczyć nikt i nic. Nie zniweczy jej nawet grzech zdrady Judasza, bo zdradzony Mistrz, Jezus Chrystus, przemówi i do niego z poczuciem najgłębszej czci dla jego wewnętrznej wolności: „Przyjacielu, po coś przyszedł ...?” (Mt 26,50). Nie ma tu cienia pogardy, poniżenia. Wręcz przeciwnie, w słowach Zdradzonego wyraża się pełnia miłości, która i do tego grzesznika wyciąga dłoń, by mu i w tej sytuacji dać szansę na życie – wieczne.

Trójjedyny, który – jak i Syn Człowieczy „sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2,25), potrafi swym Bożym wzrokiem przebijać się nieustannie poprzez warstwy zhańbienia i błota, by dostrzec kryjący się pod nim, cenny brylant (por. Mt 13,44n), który zachwyca Jego Boże oko: godność osoby stworzonej na Obraz Jednorodzonego Bożego Syna. Godność ta jest tak bezcenna, nie-zmywalna i nie-zniszczalna, że nawet najgłębszy upadek człowieka, świadomie i dobrowolnie przez niego podjęte sponiewieranie własnej godności, nie zdoła jej – jako wyposażenia ludzkiej natury osoby – unicestwić.

Tylko dlatego Boży Syn zstąpi z Nieba, przyjmie ciało z Maryi Dziewicy, stanie się Człowiekiem, pozwoli się przybić do krzyża: odkupi tego swojego brata, tę swoją siostrę i „w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego Miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie” (GS 22).

Czy człowiek nie powinien upaść na kolana w poczuciu najgłębszej wdzięczności „takiemu – i tak wielkiemu” Odkupicielowi, skoro dopiero dzięki Niemu dowiaduje się wreszcie obiektywnie, kim sam jest w oczach Bożych? Jak wielka musi być w oczach Bożych godność ludzkiej osoby, chociażby i największego i najpodlejszego z grzeszników, skoro Bogu samemu nie jest ‘ciężko’ stać się jego Odkupicielem!

Innymi słowy: gdyby nie było dzieła Odkupienia, człowiek by się nawet nie dowiedział, że:

„... w Nim [w Jezusie Chrystusie] wybrał nas [Bóg Ojciec] przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem ...” (Ef 1,4).

Wstrząsająca ofiara z Syna

W drugiej części omawianego zdania, zatem w DiM 7d, wskazuje Ojciec święty na „Boski wymiar Odkupienia”. Ten „ludzki wymiar” tajemnicy Odkupienia pozwolił na razie odsłonić samemu człowiekowi jego wielką godność. Stanowi o niej godność ludzkiej osoby. W niej przede wszystkim koncentruje się wielkość człowieka jako żywego „Bożego Obrazu”. Wielkości tej nikt i nic nie jest w stanie zniweczyć. Niezależnie od tego, czy dany człowiek jest wierzący, czy nie-wierzący; świadom tej godności, czy nie; czy sobie tej godności życzy, czy nie.

Godność zaś człowieka jako Bożego Obrazu wiąże się z faktem – o którym wspomina omawiana właśnie druga część papieskiej wypowiedzi. Brzmi ona:

DiM 7d: „... Boski wymiar Odkupienia pozwala nam w sposób najbardziej poniekąd doświadczalny i ‘historyczny’ odsłonić głębię tej miłości, która nie cofa się przed wstrząsającą Ofiarą Syna, aby uczynić zadość WIERNOŚCI Stwórcy i Ojca wobec ludzi stworzonych na Jego obraz i ‘od początku’ w tym Synu wybranych do łaski i chwały” (DiM 7d).

Ojciec święty przypomina, że człowiek – mężczyzna i kobieta, jest Bożym Obrazem i Podobieństwem przez to, że zostaje stworzony „na Jego [= Syna Bożego, Odkupiciela Człowieka] Obraz”.
– Ponadto zaś i każdy człowiek zostaje „... ‘od początku’ w tym Synu wybrany do łaski i chwały”.

O człowieku jako stworzonym na Obraz „Syna Bożego” mówiliśmy już wiele razy (zob. np. wyż.: Podstawa człowieczej wielkości-godności). Można by tu przytoczyć chociażby następującą wypowiedź:

„Albowiem tych, których od wieków poznał [por. Ef 1,4], tych też przeznaczył na to,
by się stali na wzór Obrazu jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi ...” (Rz 8,29).

Słowa papieskie o przeznaczeniu do „łaski i chwały” są zaczerpnięte z Listu do Efezjan:

„Z miłości przeznaczył nas [Bóg Ojciec] dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa ...
– ku chwale Majestatu swej łaski” (Ef 1,4.7.12.14).


Jednakże człowiek jako „Obraz Boży” stworzony na wzór Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej należy do ludzkiego wymiaru dzieła odkupienia. Natomiast w omawianej obecnie, drugiej części owego długiego zdania z encykliki, Ojciec święty kładzie nacisk na „Boski wymiar Odkupienia”. Ten zaś dotyczy Trójjedynego w Jego przymiocie „WIERNOŚCI Stwórcy i Ojca wobec ludzi ...” (DiM 7d).

Innymi słowy Ojciec święty wraca do wielokrotnie już przez nas omawianego przymiotu Boga jako Prawdy-Wierności, hebrajskiego „hémet” (zob. zwł. wyż.: Bóg Wierny – Boża Prawda). Rzeczownik ten (hebr. hémet) jest typowym określeniem po linii konkretnej i dynamicznie pojmowanej i przeżywanej rzeczywistości, zgodnie z nie-abstrakcyjną i nie-statyczną mentalnością izraelską.
– W zastosowaniu do Boga, oznacza hebr. hémet (tłumaczone dawniej, nieściśle, jako ‘prawda’), że jest On niezmiennie WIERNY-STAŁY (uwzględnienie wymiaru ‘czasu’) swej raz Człowiekowi, stworzeniu swojej miłości, chcianemu „dla niego samego” – zaproponowanej, lub więcej: niejako ‘ślubowanej’ miłości. Jest to od początku miłość typu oblubieńczego. Bóg przygotowuje sobie Człowieka: mężczyznę i kobietę, tak jak Chrystus – Kościół, na Oblubienicę, „chwalebną, nie mającą skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby była święta i nieskalana(por. Ef 5,27).

W tych mocnych słowach podkreśla Papież, iż dzięki „Boskiemu wymiarowi Odkupienia” stajemy w obliczu „głębi tej Miłości” – Miłości oczywiście całego Trójjedynego, która „nie cofa się przed wstrząsającą Ofiarą Syna ...” (DiM 7d). Ojciec święty używa tu słów niezwykłych, dotąd chyba nie używanych przez nikogo z papieży.

(0,2 kB) Słowa o „głębi tej Miłości” dotyczą przede wszystkim samego Boga Ojca. Miłość tę poznajemy oczywiście pośrednio: poprzez omawiany „Boski wymiar Odkupienia”. Gdyby nie było Odkupienia człowieka, człowiek by nie poznał „głębi tej Miłości” ...

(0,2 kB) Miłość Trójjedynego dotyczy jednak w tym wypadku dzieła odkupienia nie tyle w wewnętrznych odniesieniach pomiędzy Trzema Osobami jednego i tego samego Bóstwa (Natury Bożej), lecz Bożej Miłości do „ludzi stworzonych na Jego Obraz”, tzn. na Obraz Syna Bożego. Jego zaś Bóg Ojciec składa we „wstrząsającej ofierze”.

(0,2 kB) Bóg Ojciec widzi w „ludziach” : mężczyźnie i kobiecie – pomijając ich aktualną godność czy niegodność w przypadku ich grzechów – wciąż Obraz swojego Jednorodzonego Syna, Drugiej Osoby Trójcy. Syna zaś swojego – Ojciec niezmiennie miłuje. Z kolei zaś Syn jest sobie świadom tej Miłości, jaką Go Ojciec bezustannie obdarza:

„Tyś jest Synem Moim,
Ja Ciebie dziś zrodziłem” (Ps 2,7).

„To jest mój Syn Umiłowany,
Jego słuchajcie” (Mk 9,7).

Innymi słowy Ojciec spogląda na ludzi zawsze poprzez ‘pryzmat’ swego Jednorodzonego Syna. Dlatego właśnie Ojciec miłuje z kolei Człowieka, widząc w nim wciąż Obraz Syna – synów Przybrania:

„Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni,
ale otrzymaliście Ducha przybrania za Synów,
w którym możemy wołać: ‘Abbá, Ojcze’ ...” (Rz 8,15).

(0,2 kB) W dalszym ciągu omawianej części zdania zwraca Ojciec święty uwagę, że Boski wymiar Odkupienia „pozwala nam w sposób najbardziej poniekąd  doświadczalny i ‘historyczny’ odsłonić głębię tej Miłości ...” (DiM 7d).
– Określenie to jest niezmiernie charakterystyczne. Papież odwołuje się tu do „poniekąd doświadczalnego” sposobu odsłonięcia głębi Miłości Ojca do ludzi.
– Sobór Watykański II użył podobnego określenia mówiąc, że do rozwoju rozumienia Objawienia Bożego przyczynia się m.in. „dogłębne pojmowanie spraw duchowych, które doświadczalnie przeżywają [łac.: ex intima spiritualium rerum quam experiuntur intelligentia ...](DV 8d ).

(4 kB)
Objaśnienie

Widzimy, że Ojciec święty wskazuje tu jednoznacznie na „doświadczalne przeżywanie” oraz możliwość „historycznej” weryfikacji faktów, które pozwalają „odsłonić głębię Miłości Ojca”, która Mu każe nie cofnąć się przed decyzją na „wstrząsającą ofiarę Syna”.
– Dzieje się to w jakiejś analogii do Abrahama, który w pewnej chwili doszedł do wewnętrznego przekonania, iż Bóg oczekuje od niego, by złożył w ofierze całopalnej swego własnego syna Izaaka, syna Bożej ‘obietnicy’, zrodzonego w bardzo późnych latach swego życia (zob. Rdz 22,2.9-13). Wtedy to – być może ok. 1900 lat wcześniej, gdy żył Abraham, Bóg w końcu nie dopuścił do tego, by Abraham zrealizował ten zamiar: zabicia własnego dziecka w ofierze dla Boga.

To jednak, czego dokonać gotów był Abraham w swej niezwykłej ‘próbie wiary’, składając w ofierze własnego syna Izaaka (Rdz 22), było jedynie bladą zapowiedzią tej w najprawdziwszym znaczeniu „wstrząsającej ofiary” (DiM 7d), jaka musiała się rozegrać w łonie Trójjedynego.
– Co prawda cierpiała będzie okrucieństwa męki w swej ludzkiej naturze sama tylko Druga Osoba Trójcy: Słowo-Syn. Tym właściwym, który ‘wyżyje’ się w swej zemście na zabijanym Bogu, będzie Szatan. W swej nienawiści do „miłującej Wszechmocy Stwórcy” (DeV 33) posłuży się on tylko określonymi ludźmi. Niemniej poprzez Osobę Syna Człowieczego – w tajemniczy sposób, dla nas niewyobrażalny, a ponad wątpliwość w pełni realny, ‘cierpiał’ będzie jakoś cały Bóg. Bo Natura Boża Odkupiciela jest przecież jedna i ta sama: Ojca i Syna, i Ducha Świętego, stanowiąc jedno i to samo Bóstwo.
– Stajemy wciąż wobec tajemnicy Boga, który: „... tak .. umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie – wieczne(J 3,16).

Św. Paweł przekaże nam tylko to niezwykle trudne Słowo-Boże-Pisane:

„... On, który nawet własnego Syna nie oszczędził,
ale Go za nas wszystkich wydał,
jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?” (Rz 8,32).

Wszystko to działo się w okolicznościach historycznych, geograficznych i kulturowych łatwo sprawdzalnych, zwłaszcza dla pierwszego pokolenia Uczniów Chrystusa. Ci zaś przekazali „słowo Prawdy, Dobrą Nowinę o [waszym] zbawieniu” (Ef 1,13) – zarówno w postaci Pisma, jak i w zainicjowanej przez Apostołów – w Duchu Świętym – tradycji Apostolskiej, która organicznie przeszła w tradycję dogmatyczną Kościoła świętego. Apostołowie zaś działali zgodnie z poleceniami samego Odkupiciela.

Oto jak tę rzeczywistość przedstawia św. Jan Apostoł:

[To wam oznajmiamy], ... cośmy usłyszeli o Słowie Życia,
co ujrzeliśmy własnymi oczami,
na co patrzyliśmy
i czego dotykały nasze ręce ...” (1 J 1,1).

Ojciec święty, św. Jan Paweł II, podkreśla wreszcie w omawianej drugiej części omawianego długiego zdania jeszcze raz aspekt Wierności Boga swemu Słowu danemu ludziom, tym stworzonym na Obraz Jego Jednorodzonego Syna. Jan Paweł II mówi wręcz, iż Bóg Ojciec poczuwa się niejako ‘do obowiązku’ trwania w owej WIERNOŚCI. Używa tu określenia niezwykle mocnego:

DiM 7d:[Ojciec] ... nie cofa się przed wstrząsającą ofiarą Syna,
aby uczynić zadość WIERNOŚCI Stwórcy i Ojca wobec ludzi” (DiM 7d).

Oto prawdziwa „Wierność” tego Boga, który jest zarówno „Stwórcą”, jak i „Ojcem”! Trójjedyny daje Człowiekowi – swojej Umiłowanej „dla niej samej” – swoje słowo: „Kocham cię”. Odtąd Bóg tego słowa – w imię Wierności Sobie samemu – ponad wątpliwość nigdy nie wycofa. W imię tej samej swojej niczym nie poruszonej Stałości-Wierności, która nie daje się ‘złamać’ nawet wzgardą ze strony tej Jego, Umiłowanej, skalanej wiarołomstwem i chronicznie nie wierzącej Jego Miłości – zobowiązuje się Ojciec niejako uaktywnić wszystkie możliwe drogi, by tę nadal Umiłowaną „dla niej samej” – wyrwać z zagrażającego jej potępienia wiecznego.

Jedynie dlatego będzie Ojciec posyłał przez wszystkie czasy – poczynając od rzeczywistości Raju i następujących epok – do Ludu swego coraz innych Mężów Bożych, każdorazowo uwierzytelniając ich zbawczą misję:

„Z chwilą zaś gdy upadli,
podźwignął ich [ludzi] ku nadziei na zbawienie
przez obietnicę Odkupienia
i otaczał rodzaj ludzki bezustanną troską ...” (DV 3b).

Gdy zaś ta ‘Jego’, wciąż wiarołomna Oblubienica – wielu spośród Bożych wysłańców pozabija, postanawia Ojciec wysłać do tej swej „Winnicy” swojego własnego Syna. Dokładnie tak jak to potem przedstawi sam Odkupiciel:

„W końcu posłał do nich [dzierżawców dzierżawiących Jego Winnicę] swego Syna,
tak sobie myśląc: Uszanują mojego Syna.
Lecz rolnicy zobaczywszy Syna mówili do siebie:
‘To jest Dziedzic; chodźcie, zabijmy go,
a posiądziemy jego dziedzictwo’
.
Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i ... zabili ...” (Mt 21,37nn).

W przyjściu na świat Syna Bożego sprawdzi się dosłownie to, co jest treścią zarówno dopiero co przytoczonej przypowieści Chrystusa o przewrotnych dzierżawcach winnicy, jak i tej zdalnej zapowiedzi, z czasów Abrahama-Izaaka, tego czego Bóg Ojciec naprawdę dokona.
– Mianowicie Boski wymiar tajemnicy odkupienia „pozwala ... w sposób najbardziej poniekąd doświadczalny i ‘historyczny’ ...”:

DiM 7d: „... odsłonić głębię tej Miłości, która nie cofa się przed wstrząsającą ofiarą Syna, aby uczynić zadość WIERNOŚCI Stwórcy i Ojca wobec Ludzi stworzonych na Jego Obraz ...” (DiM 7d).

W użytych tu przez Ojca świętego słowach – słowo po słowie, kryją się przepastne głębie Boga Trójjedynego, niezłomnie Wiernego dynamizmowi tej swojej Miłości, której istotą jest: być darem-‘dla’ : darem całkowitym – ku życiu wiecznemu tego Umiłowanego.


Zapytalibyśmy chętnie: Co w Bogu kryje się za owym: „... aby uczynić zadość Wierności Stwórcy i Ojca – wobec ludzi ...”? Któż to zdoła rozszyfrować?

Możemy się wciąż jedynie zdumiewać nad historycznym faktem, który miał miejsce 14 Nizan roku 28 ‘naszej Ery’ (bardzo prawdopodobnie, jeśli uwzględnić pomyłkę w przelicznikach chronologicznych z 6 wieku; zob. do tego:  Gwiazda z Betlejem). Sam Bóg pozwoli się zakatować wśród wyszukanych tortur – przez swój żywy Obraz: mężczyznę i kobietę !
– Jednocześnie zaś ten właśnie katowany, upodlony Bóg nadal kocha i – co więcej – przebacza, w tym również to zamordowanie ... Boga! Ci katujący swego Stworzyciela, który w tej chwili całą swą miłością chce być dla nich Odkupicielem, to wciąż Go zdradzająca Jego Ukochana, Oblubienica, Mistyczna Małżonka! Bo Chrystus staje się na krzyżu Oblubieńcem Kościoła – oraz każdego z osobna z odkupionych za tak wielką cenę. Bóg w Chrystusie pierwszy wprowadza w czyn to, co zlecił w Duchu Świętym napisać św. Pawłowi:

„Nie daj się zwyciężyć Złu [= Złemu, Szatanowi],
ale Zło [= Złego, Szatana] – Dobrem [= tym większą miłością] zwyciężaj” (Rz 12,21).

Albowiem:

„Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas,
gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”
(Rz 5,8).

„W tym objawiła się miłość Boga [= Ojca] ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy Życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się Miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną
za nasze grzechy” (1 J 4,9n).

Pewne jest to, co się stało faktem ‘eksperymentalnie-historycznie’ sprawdzalnym, że Bóg Ojciec naprawdę:

„ ... nawet własnego Syna nie oszczędził,
ale Go za nas wszystkich wydał”
(Rz 8,32).

Czy to był ‘wymóg’ Bożej Sprawiedliwości? Ponad wątpliwość: NIE !
Dlaczego więc Ojciec nie wzdrygał się ‘wydać-na-pastwę’ Jednorodzonego swego Syna?
– Ojciec święty Jan Paweł II sugeruje odpowiedź trudną, ale chyba jedyną, dla nas nadal niepojętą. Działo się to na poziomie Boga jedynie ze względu na MIŁOŚĆ, która – jak się okazuje – jest cała MIŁOSIERDZIEM:

„ ... aby uczynić zadość Wierności Stwórcy i Ojca wobec ludzi ...!” (DiM 7d).

Ozdobnik

E.   „GDZIE WZMÓGŁ SIĘ GRZECH” (Rz 5,20)

Ozdobnik

1. „Ojcze, jeśli to możliwe ...”

Staramy się zbliżyć modlitewnie i w duchu adoracji do decydujących wydarzeń, jakim poddał się Syn Człowieczy, Odkupiciel świata. W kontemplacji Oblicza Jezusa cierpiącego dopomoże nam Jan Paweł II, szczególnie poprzez przytaczaną obecnie encyklikę o Bożym Miłosierdziu.

(19 kB)
Objaśnienie

Zaczyna się bezpośrednie wzajemne niejako ‘mocowanie’ pomiędzy dwoma przymiotami Boga: Sprawiedliwością – a Miłosierdziem. Któremu z nich przysługuje miejsce priorytetowe? Papież pisze:

DiM 7e: „Wydarzenia Wielkopiątkowe, a przedtem już modlitwa w Ogrójcu, wprowadzają taką zasadniczą zmianę w cały tok objawienia się miłości i Miłosierdzia w mesjańskim posłannictwie Chrystusa, że Ten, który ‘przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając (...)’ [Dz 10,38], lecząc ‘wszystkie choroby i wszystkie słabości’ [Mt 9,35],
DiM 7f: sam oto zdaje się najbardziej zasługiwać na miłosierdzie i wzywać do miłosierdzia wówczas, gdy jest pojmany, wyszydzony, skazany, ubiczowany, ukoronowany cierniem, gdy zostaje przybity do krzyża i na nim w straszliwych męczarniach oddaje ducha [por. Mk 15, 37; J 19, 30].
DiM 7g: W szczególny sposób wówczas zasługuje na Miłosierdzie – i nie doznaje go od ludzi, którym dobrze czynił, a nawet najbliżsi nie potrafią Go osłonić i wyrwać z rąk prześladowców” (DiM 7e-f-g).

Poprzednio zwróciliśmy już uwagę na cezurę posłannictwa, której był sobie świadom sam przede wszystkim Jezus Chrystus (zob. wyż.: Nadeszła Godzina Moja). Jest nią Godzina uwielbienia Syna Człowieczego – ale poprzez bezmiar Jego cierpień, ukrzyżowania, śmierci – by znaleźć uwieńczenie w Jego zmartwychwstaniu. Następstwo tych faktów zwykło się określać mianem ‘Misterium Paschalne – Tajemnica Paschalna’.
– Chwilę zwrotną wyznaczała Jezusowa Modlitwa w Ogrójcu: Godzina podjęcia ostatecznej decyzji na pełną akceptację trudnej Woli Ojca. Jan Paweł II napisze w encyklice o Eucharystii:

„W Ogrodzie tym [= Ogród Oliwny, północno-wschodnia część Jeruzalem] do dnia dzisiejszego zachowały się niektóre bardzo stare drzewa oliwne. Może były nawet świadkami tego, co dokonało się w ich cieniu owego wieczoru, gdy Chrystus na modlitwie doświadczał śmiertelnej trwogi, ‘a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię[Łk 22,44].
– Rozpoczynało się ‘przelewanie krwi’ – tej samej krwi, którą nieco wcześniej ofiarował Kościołowi jako napój zbawienia w sakramencie Eucharystii;
– ostatecznie zostanie wylana na Golgocie i stanie się narzędziem naszego odkupienia ...” (EdE 3).

Nieco dalej dopowiada Ojciec święty o konaniu Jezusa w Ogrójcu:

„ ... ‘Godzina naszego odkupienia’ ...
[Chrystus] pragnie, ażeby uczniowie Mu towarzyszyli, a jednak doświadcza samotności i opuszczenia ...
Tak, Jednej Godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie’ [Mt 26,40n].
Tylko Jan pozostanie pod krzyżem, tuż obok Maryi i pobożnych niewiast.
– Agonia w Ogrójcu była wprowadzeniem do wielkopiątkowej agonii na krzyżu.
‘Godzina święta’, Godzina Odkupienia świata ...” (EdE 4).

Tutaj, w Ogrójcu, Jezus – jak nam to przekazuje List do Hebrajczyków:

„Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego,
który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości ...” (Hbr 5,7).

Tymczasem faktyczna rzeczywistość zdawała się temu zaprzeczać.

Wypada znowu przytoczyć Jana Pawła II. W Liście Apostolskim na inaugurację Nowego Tysiąclecia pisze m.in.:

„Stoi nam przed oczyma przejmująca scena konania w Ogrójcu.
Jezus, przygnębiony wizją oczekującej Go próby, stojąc samotnie przed obliczem Boga,
przyzywa Go jak zawsze imieniem wyrażającym czułość i poufałość:
Abbá, Ojcze’. Prosi Go, aby oddalił od Niego – jeśli to możliwe – kielich cierpienia [Mk 14, 36].
Jak się jednak wydaje, Ojciec nie chce wysłuchać prośby Syna.
Aby na nowo ukazać człowiekowi oblicze Ojca,
Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze,
ale obarczyć się nawet ‘obliczem’ grzechu.
On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu,
abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą’ [2 Kor 5, 21] ...” (NMI 25).

Ozdobnik

2. „Dla nas Grzechem uczynił Tego ...”

Któż zdoła pojąć, co się działo w tej przestrzeni modlitewnej między Jednorodzonym Synem Bożym – a tak bardzo Umiłowanym przez Niego Ojcem, którego nazywał w życiu tak często czułym określeniem „Abbá”, oznaczającym właściwie: ‘Tatusiu! Ty Ukochany Tatusiu’!?
– Jan Paweł II mówi znamiennie:

„Kontemplacja Oblicza Jezusa pozwala nam zatem zbliżyć się do
najbardziej paradoksalnego aspektu Jego tajemnicy, który ujawnia się w ostatniej godzinie, w Godzinie Krzyża.
Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach” (NMI 25).

Co mianowicie może – i winno – znaczyć to biblijne, trudne słowo, które pod tchnieniem Ducha Świętego określa działanie Ojca w stosunku do Jego przecież Jednorodzonego, Umiłowanego Syna:

„On to [Bóg Ojciec] dla nas grzechem uczynił Tego,
który nie znał grzechu
, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą ...” (2 Kor 5,21)?

Z całą pewnością nie może tu chodzić o coś w tym rodzaju, jakoby Ojciec odnosił się do swego Syna wrogo jako do ‘grzesznika’. Tak tę wypowiedź Pisma świętego usiłowali interpretować niektórzy spośród protestantów.
– Niewątpliwie jednak Syn Boży staje w tej chwili w obliczu wszystkich grzechów swych ludzkich Braci i Sióstr: od pra-początku, aż po tego ostatniego człowieka przed końcem czasu. Wszyscy oni są przecież stworzeni na Jego Obraz i Podobieństwo, obdarzeni godnością osoby, wezwani do „przybrania za Synów”.

Jan Paweł II mówi, zachęcając do medytacji tajemnic bolesnych:

„Droga medytacji otwiera się Ogrodem Oliwnym, gdzie Chrystus przeżywa szczególnie dręczące chwile wobec Woli Ojca, względem której słabość ciała mogłaby ulec pokusie buntu.
– Tam Chrystus staje w obliczu wszystkich pokus ludzkości i wobec wszystkich jej grzechów, by powiedzieć Ojcu:
NIE Moja wola, lecz Twoja niech się stanie [Łk 22,42].
To Jego ‘tak’ odwraca ‘nie’ pra-rodziców w ogrodzie Eden.
A ile miało Go kosztować to przyjęcie Woli Ojca, wynika z dalszych tajemnic, w których przez biczowanie, ukoronowanie cierniem, dźwiganie krzyża i śmierć na krzyżu zostaje On wydany na największe poniżenie: Ecce homo!” (RVM 22).

Izajasz pisał w swej wizji o Cierpiącym Słudze Jahwéh, którym stał się Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus:

(29 kB)
Objaśnienie

„... Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi ...
Wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy,
zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas,
a w Jego Ranach jest nasze zdrowie ...

A Pan zwalił na Niego
winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich ...” (Iz 53,3-7).

Któż pojmie treść słów: „... Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich ...” (Iz 53,6)?
– Kto z kolei zrozumie to trudne powiedzenie św. Pawła:
„On to grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu,
abyśmy się stali w Nim – sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21)?
Zdajemy sobie tylko sprawę, że sam Bóg pozwala nam dostrzec trudno dostępną – jak się wyraża Jan Paweł II – „tajemnicę w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach” (NMI 25).

(0,25 kB) Chodzi tu niewątpliwie o swoisty, niełatwy do bliższego określenia fakt, iż Syn Człowieczy ‘wziął na siebie’ skutki grzechu – w sensie skutków zamierzonego w grzechu odwrócenia od Boga i wzgardy Bogiem. Trójjedyny nie może ‘kochać’ grzechu. Nadal jednak ... kocha grzesznika: swój żywy Obraz!

(0,24 kB) Z kolei zaś Bóg nie może ‘udawać’, jakoby grzech – nie był grzechem: aroganckim nie-życzeniem sobie ze strony grzesznika, żeby w jego sercu miał nadal przebywać Bóg-Miłość.
– Grzech to rzucenie Bogu ‘w twarz’ zarzutu, że ‘nie jest Miłością’, a ‘kocha’ go dopiero Szatan, bo ten pozwala człowiekowi ‘na wszystko’.

(0,24 kB) Syn Boży bierze w jakiś trudny do dokładniejszego wytłumaczenia i zrozumienia wszystkie te postawy grzechu na Siebie i pozwala, że na NIM koncentruje się całe ‘oburzenie’, jakie te postawy wywołują u Boga.

(0,25 kB) Czy jakimś tego echem nie są słowa Jezusa do św. Faustyny, zapisane w następującym fragmencie jej ‘Dzienniczka’:

„Powiedz duszom ..., że daję im na obronę Swoje Miłosierdzie.
Walczę za nich Sam Jeden i znoszę sprawiedliwy gniew Ojca Swego” (DzF 1516).

Jan Paweł II dopowie w tym wypadku znamiennie:

„Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze,
ale obarczyć się nawet ‘obliczem’ grzechu ...” (NMI 25).

Ozdobnik

3. Nie sprawa Bożej Sprawiedliwości

Zaczynamy rozumieć jakby przez ‘zasłonę’, że przede wszystkim nie wchodzi tu w grę Boża Sprawiedliwość. Tej już się stało ‘zadość’ przeobficie – przez samą w sobie tajemnicę Wcielenia Syna Bożego. W tajemnicy Wcielenia – Syn Boży oczywiście „przyjął ludzkie oblicze ...” (NMI 25): Syn Boży zaczął ‘wyglądać’ jak zwyczajny człowiek:

„... A w zewnętrznym przejawia, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie ...” (Flp 2,7).

Natomiast to właśnie w jakimś Bogu wiadomym znaczeniu – najwidoczniej nie wystarczało, żeby dokonać dzieła odkupienia Człowieka. Tajemnica Wcielenia będzie ‘musiała’ być dopełniona drugą – ‘dodatkową’: tajemnicą Odkupienia. ‘Musi’ się ona dopełnić we krwi Syna Bożego. Wyczuwamy, że obracamy się w odkupieńczym wymiarze cierpienia – oraz krańcowo trudnego do zrealizowania zamysłu Trójjedynego.

W grę wchodzi wciąż tajemnica zamysłu Trójjedynego – oczywiście wobec Człowieka, którego Bóg stwarza „dla niego samego”, ale zarazem jako żywy „Obraz Boży” na wzór Jednorodzonego Syna Bożego. Zamysł Ojca, tj. całej Trójcy Przenajświętszej, wypływa z bezwzględnej Stałości-Wierności-Niezmienności Trójjedynego w obliczu swej Oblubieńczej propozycji względem Człowieka. Trójjedyny nie wycofuje tego zamysłu, mimo że człowiek, ta Jego nieprawdopodobnie wiarołomna Oblubienica – stał się niegodnym Bożych zabiegów o wzajemność.

Ponieważ zaś ‘widocznie’ – uwzględniając rzeczywiste okoliczności – Człowiek inaczej by nie pojął, jak straszną jest rzeczywistością: odwrócić się w grzechu od swego Stworzyciela, oraz co to naprawdę znaczy: przeciąć wszystkie ‘nitki’, na jakich niejako ‘wisi’ z Boga – poza tą jedną, niezniszczalną: nitką istnienia, rodzi się Boży zamysł odkupienia Człowieka nie tylko poprzez tajemnicę Wcielenia, ale ponadto tajemnicę Odkupienia.

To zaś ma się dokonać za cenę – z Bożego punktu widzenia najwyższą z możliwych. Trójjedyny stanie się w Synu Bożym Wcielonym – nie tylko „niewolnikiem wszystkich” (Mk 10,44), ale dopuści do tego, iż ta Jego, „Ukochana ... odwieczną Miłością” (Jr 31,3) – Boga swego, „Dawcę Życia” – w przerażający sposób zabije (Dz 3,15). A On, „Świadek WIERNY” (Ap 1,5), nadal wiernie tę Swoją, miłości Jego niegodną kochając, pokona swym „posłuszeństwem aż do śmierci ... krzyżowej” (Flp 2,8) – grzech, natomiast swoją śmiercią na krzyżu i następującym zmartwychwstaniem – „jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć(1 Kor 15,26).

(16 kB)
Objaśnienie

Tak dopiero stanie, „odziany ... w szatę we krwi, a Imię Jego nazwano: Słowo Boże” (Ap 19,13) – na nowo przed tą mimo wszystko wciąż Wiernie umiłowaną Oblubienicą. Zaproponuje Jej, na nowych zasadach, „Nowe Przymierze we krwi Mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,20): Przymierze już niezniszczalne.

Jeśli ona przyjmie w skrusze serca dar Oblubieńczy swego „Oblubieńca-z-krzyża” (por. MuD 23-26), i chociażby dopiero teraz poprosi Go, by zechciał „opłukać [jej] szaty i w krwi Baranka je wybielić” (Ap 7,14), przygarnie Ją całkiem na nowo do Miłości zjednoczenia-z-sobą. Obecnie, i odtąd już na zawsze, będzie się jedynie rozlegało na ziemi i w kosmosie wołanie do Niego, wzrastające dogłębną tęsknotą:

„A Duch i Oblubienica mówią:
‘Przyjdź’!
A kto słyszy, niech powie:
‘Przyjdź’!
...
Mówi ten, który o tym świadczy:
‘Zaiste, Przyjdę niebawem’
Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,16.20).

Ozdobnik

4. Godny litości – nie doznaje miłosierdzia

Po nawiązaniu do Modlitwy Jezusa w Ogrójcu przechodzi Jan Paweł II do ukazania Chrystusa jako ‘po ludzku’ godnego litości i miłosierdzia, jakiego jednak Syn Człowieczy ... nie doznaje (por. DiM 7g)! Ojciec święty przypomina fakty Jego życia, kiedy to Jezus uzdrawiał, pochylał się nad każdą nędzą – fizyczną i moralną. Potomni zostawili Mu chwalebne świadectwo: „przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając ...” (Dz 10,38).

Tymczasem poczynając od pojmania w Ogrójcu spotyka Go jeden ciąg bezprawia, któremu przywódcy duchowi ówczesnego społeczeństwa usiłują nadać pozory ‘Prawa’. Widzimy Jezusa jako już tylko strzęp ludzki, gdy jest:

„... pojmany, wyszydzony, skazany, ubiczowany, ukoronowany cierniem,
gdy zostaje przybity do krzyża i na nim w straszliwych męczarniach oddaje Ducha” (DiM 7f).

Oczekiwano by, że chociażby ‘za to’, że czynił wszystkim jedynie dobrze:

„... zasługuje na miłosierdzie
i nie doznaje go od ludzi, którym dobrze czynił,
a nawet najbliżsi nie potrafią Go osłonić i wyrwać z rąk prześladowców” (DiM 7g).

Zauważamy, że Ten, który przez całe życie okazywał innym ‘miłosierdzie’, sam go w momencie po ludzku tak trudnym – nie doznaje! Najbliżsi pouciekali i zostawili Go ... samego sobie.

Dla Jezusa doznanie tej krańcowej niewdzięczności ze strony tych, którym czynił jedynie dobrze, musiało być po ludzku szczególnie dojmujące: „Nawet najbliżsi nie potrafią Go osłonić i wyrwać z rąk prześladowców ...”! (DiM 7g).

Co więcej, zgodnie z tym co zauważyliśmy w poprzedzających rozważaniach, nawet Ojciec, którego Miłość tak niestrudzenie głosił, zdawał się odwrócić od swego Jednorodzonego Syna, skoro przecież – jak mówi św. Paweł – „własnego swego Syna Bóg nie oszczędził” (Rz 8,32) i – co więcej – „dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu” (2 Kor 5,21).

Któż może nie być przejęty tajemnicą osobowych wzajemnych odniesień w łonie samego Trójjedynego, których wyrazem jest to Izajaszowe:

„A Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53,6).

oraz to inne – również Izajaszowe:

„A On poniósł grzechy wielu,
i oręduje za przestępcami” (Iz 53,12)

w łączności jednak z Pawłowym:

„On to dla nas grzechem uczynił Tego,
który nie znał grzechu,
abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21).

Chociaż bowiem Syn Człowieczy obarczył się w jakimś sensie grzechami wszystkich – sam nie skalany żadnym grzechem, i chociaż konsekwentnie w oczach Boga Ojca stał się w jakimś sensie ‘obrzydliwością grzechu’, jest On nadal owym:

„Tyś jest Mój Syn Umiłowany,
w Tobie mam upodobanie”
(Łk 3,22).

Jezus występuje wobec Ojca niezłomnie jako Ten, który tajemniczo, mocą samej już tajemnicy Wcielenia solidarnie „zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (GS 22). Solidaryzuje się z nimi nie tylko w chwilach ‘dobrych’, ale i tych nadzwyczaj ‘trudnych’: konsekwencji ich grzechu. Ponadto zaś Syn Boży swoim ludzkim Braciom i Siostrom – tym katującym Go w tej chwili – i poprzez wszystkie tysiąclecia dziejów Rodziny Ludzkiej, nieustannie przebacza – i ich niezmiennie miłuje.
– Nie pomniejsza to oczywiście miary Jego mąk, a także pozornego pozostawienia Go przez własnego Ojca niejako samemu sobie. Syn nieustannie niejako ‘podciąga’ swoją Wolę – pod Wolę i zamysł Ojca.
Toteż mówi On – nie tylko w Godzinie Ogrójca, ale i przez całą rozwijającą się dopiero właściwą Jego mękę:

„Jednak nie Moja Wola,
lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22,42).

Tą Wola zaś jest niezmiennie to samo, co jest również Wolą Jego samego:

„... aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął,
ale miał życie – wieczne”
(J 3,16).

Zatem i Jemu chodzi wciąż o jedno: aby zbawić i odkupić Boży Obraz, który w oczach Bożych stał się jedną wielką brzydotą, odgradzającą się całkowicie od Miłości i Życia Trójjedynego.

Wierność raz Człowiekowi danemu słowu: Kocham – sprawi, że z chwili na chwilę będzie jedynie potwierdzał swą decyzję: da każdą cenę za tych stworzonych na Jego Obraz!

Miłość tak do Umiłowanego Ojca, jak i Jego ludzkich Braci i Sióstr – staje się wciąż większa od grzechu, większa od zadawanych sobie tortur. I większa od śmierci, której goryczy zakosztuje niebawem w chwili konania na krzyżu.

Ozdobnik

RE-lektura: część V, rozdz. 4c.
Stadniki – 15.XI.2013.
Tarnów, 7.III.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



2. „Taki i tak wielki Odkupiciel ...”
Finalne wydarzenia w życiu Odkupiciela
Mieć takiego – tak wielkiego Odkupiciela
Wstrząsająca ofiara z Syna

E. „GDZIE WZMÓGŁ SIĘ GRZECH” (Rz 5,20)

1. „Ojcze, jeśli to możliwe ...”
2. „Dla nas Grzechem uczynił Tego ...”
3. Nie sprawa Bożej Sprawiedliwości
4. Godny litości – nie doznaje miłosierdzia


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Wesoły dziadek z dwoma zębami
Ryc.2. Dziewczyna z dalekiego Wschodu w miłym uśmiechu
Ryc.3. Mamusiu podaj mi rękę!
Ryc.4. Słonie maszerują piechotą po asfaltowej luksusowej szosie
Ryc.5. Dziecko zasnęło i uśmiecha się przez sen