(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

3. Inne sytuacje samo-objawienia Bóstwa

Miejcie odwagę!

Jezus kończy swoje pożegnanie z uczniami po Ostatniej Wieczerzy – tuż przed swą wielką Modlitwą Arcykapłańską (J 17) optymistyczną zachętą do złożenia całej ufności w Nim – jako Zwycięzcy świata.
– Nikt z ludzi, nikt z największych przywódców czy tyranów świata, nigdy czegoś podobnego nie powiedział. Tego rodzaju wypowiedź byłaby wyrazem szaleńczej pychy typu szatana, który zajadle dąży do absurdalnego celu: pozbawienia Boga Jego Boskiej godności.

Jezus zaś mówi z całym pokojem swego serca (zob. J 14,27) – On którego za godzinę zaczną torturować, a przecież jeszcze w tym pożegnaniu aż 5-krotnie mówi o „radości”, tej „swojej radości” (J 15,11; 16,20.22.24; 17,13), o którą dla swoich uczniów prosi Ojca. W tym kontekście kończy Jezus swoje pożegnanie słowami:

„To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli.
Na świecie doznacie ucisku,
ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat!(J 16,33).

Ewangelista wyraża myśl Jezusa przy użyciu czasownika greckiego: ‘tharste’. W przytoczonym przekładzie brzmi to: ‘miejcie odwagę’ ! Dokładniej należałoby treść użytego tu czasownika wyrazić następująco: ‘bądźcie dobrej myśli, nie załamujcie się’ ! Jezus nigdy nikogo nie łudził, iż wstępując w Jego ślady, komuś będzie dobrze tu na świecie.

To właśnie spostrzeżenie wywarło swego czasu ogromne wrażenie na Karolu Wojtyle, gdy przeżywał swoje młodzieńcze lata. Nawiązał on do tego w swoim improwizowanym wyznaniu wobec młodzieży w Krakowie na Skałce w 1987 r. – podczas swej trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny. Oto jego słowa:

„Pamiętam, że kiedy byłem młody, tak jak wy, i czytałem Ewangelię, to dla mnie najsilniejszym argumentem za prawdziwością tego, co czytałem, było to, że tam nie ma żadnej taniej obietnicy. (Jezus) mówił swoim uczniom prawdę zupełnie surową: nie spodziewajcie się, żadne królestwo z tego świata, żadne siedzenie po prawicy i po lewicy w znaczeniu urzędów tego przyszłego, mesjańskiego króla. Potem zmartwychwstanie da wam siłę, da wam moc Ducha Świętego, że potraficie przed światem dawać świadectwo temu ukrzyżowanemu. Ale żadnej taniej obietnicy. Na świecie ucisk mieć będziecie.
– Mnie to bardzo przekonywało, ponieważ normalnie ludzie starają się pociągać innych obietnicami ...” (Jan Paweł II, Trzecia Pielgrzymka do Ojczyzny, Krakow – Skałka, Spotkanie z młodzieżą, 10.VI.1987).

Apostołowie, ale i wszyscy uczniowie Jezusa aż nadto dobrze zrozumieli, co znaczą dopiero co przytoczone Jego słowa pożegnalne o czekającym ich ‘ucisku’. Uchwycili doskonale trudne słowa Syna Człowieczego, który nikomu nie nakazywał czegoś, czego by sam wpierw nie ‘zakosztował’ jako wciąż zdawanego swego Bożego ‘egzaminu z jakości swej – siebie darowującej miłości’:

„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził.
Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność.
Ale ponieważ nie jesteście ze świata,
bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.
... ‘Sługa nie jest większy od swego pana’.
Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować.
Jeżeli moje Słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać ...
Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca Mego nienawidzi ...” (J 15,18-24).

Dzieje Kościoła – to dzieje zawsze gdzieś, w którymś kraju czy na którymś kontynencie utrzymujących się prześladowań Kościoła Chrystusowego, łącznie z zabójstwami uczniów Chrystusa, nierzadko wśród wyszukanych tortur. Tak to wyraża chociażby następujący fragment Apokalipsy, który relacjonuje z perspektywy wizji eschatologicznej zapowiedź samego Chrystusa:

„A gdy (= Baranek; Chrystus Odkupiciel) otworzył pieczęć piątą,
ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych dla Słowa Bożego ...
... I powiedziano im, by jeszcze krótki czas odpoczęli,
aż pełną liczbę osiągną także ich współsłudzy
oraz bracia, którzy, jak oni, mają być zabici ...” (Ap 6,9.11).


Uwaga. Nie wszyscy chrześcijanie Europy i spoza Europy zdają sobie sprawę, ilu uczniów Chrystusa ginie corocznie jedynie z tego tytułu, że są właśnie ‘uczniami Chrystusa’: nierzadko wśród okrutnych mąk. Oto statystyka na rok 2003: „Co trzy minuty zostaje gdzieś na świecie zabity któryś z Chrześcijan ze względu na to, że wyznaje Jezusa Chrystusa. Statystyki prowadzone przez misjonarzy i wspólnoty misjonarskie wykazują za 2003 rok: 170.000. zamęczonych chrześcijan. Dotyczy to przede wszystkim krajów mahometańskich” (przytoczone za: CM = Kurier der Christlichen Mitte. Für ein Deutschland nach Gottes Geboten, grudz. 2004, nr 12, str. 4. Z odnośnikiem do Dodatku owego Kuriera, liczącego 16 str.).
– Niemal dokładnie takie same statystyki dotyczą roku 2009: statystycznie zostaje codziennie co 3 minuty zabity któryś z chrześcijan ‘ze względu na Chrystusa’ – zazwyczaj wśród okrutnych tortur. Podobne sprawozdania utrzymują się na takim samym poziomie przez następne lata, jeśli ilość zamęczonych na śmierć uczniów Chrystusa nie jest stopniowo jeszcze większa.
– Miary okrucieństw ze strony przede wszystkim wyznawców Allaha, ale i wyznawców innych reglii lub opcji najonalistyczno-religijnych (Indie; wiele krajów Afryki w obliczu np. okrucieństw ze strony Boko Haram w Nigerii i innych krajach Afryki) dopełniają kolejne systematyczne okrutne ludobójcze mordy szczególnie wyznawców Chrystusa w zaawansowanych latach 2010- .


Odpuszczanie grzechów

Siostry-Jubilatki
Objaśnienie

Ogólne przekonanie wiary podpowiadało ludziom zawsze, tym bardziej zaś Izraelowi, że grzechy odpuszczać może sam tylko Bóg. Tymczasem Syn Człowieczy – Jezus Chrystus, dawał zapewne niejednokrotnie do zrozumienia, iż odpuszcza grzechy mocą własną.

Oto jedna z relacji z Ewangelii świętej. Chodzi o uzdrowienie paralityka w Kafarnaum (Mt 9,1-7; por. Mk 2,1-12; Łk 5,17-26). Ze względu na natłok ludzi zgromadzonych przy Jezusie i wokół domu, w którym się zatrzymał, spuszczono chorego na łożu przez otwór w dachu. Ewangelista relacjonuje wydarzenie następująco:

„Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: ‘Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy’.
– A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: ‘Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?’
– Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: ‘Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź?
Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu’.
– On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich.
Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: ‘Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego’ ...” (Mk 2,5-12).

Uzdrowienie człowieka, któremu Jezus najpierw odpuścił grzechy, spełniało w tym wypadku rolę jednoznaczną: było potwierdzeniem posiadanej władzy odpuszczania grzechów. Grzechy są zniewagą wyrządzoną zawsze w pierwszym rzędzie Bogu. Gdyby odpuszczenie grzechów było w tym wypadku czystą fikcją, Bóg prawdziwy by Jezusa nie wysłuchał i nie udzieliłby Mu daru cudownego uzdrawiania.

Wskrzeszenie Łazarza

Przywrócenie do życia kogoś, kto ponad wątpliwość umarł, nie może nie uchodzić za cud. Wskrzeszenie z martwych zakłada władzę nad życiem i śmiercią. Jan Ewangelista poświęca cały obszerny rozdział swej Ewangelii opisowi wskrzeszenia Łazarza.

Łazarz, brat Marii i Marty z Betanii blisko Jeruzalem (J 11,18), u których Jezusa niejednokrotnie szczególnie gościnnie podejmowano, zachorował – i umarł (J 11,14). Siostry jego powiadomiły Jezusa o chorobie Łazarza, ale Jezus nie spieszył się z przybyciem do domu swych serdecznych przyjaciół. Wrócił do Judei dopiero wtedy, gdy Łazarz był pochowany już od 4 dni.
– Zbliżający się Jezus rozmawia najpierw z Martą – o zmartwychwstaniu:

„Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł – żyć będzie.
Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.
Wierzysz w to?” (J 11, 25n).

Marta wyznaje odważnie swą wiarę w Jego Boże Synostwo:

„Tak, Panie! Ja wciąż wierzę,
żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (J 11,27).

Na widok płaczącej Marii, która też już w międzyczasie nadbiegła, sam Jezus wzruszył się – i również zapłakał (w. 35). A oto dalszy ciąg relacji św. Jana:

„Jezus rzekł: ‘usuńcie kamień’ ...
Marta rzekła do Niego: ‘Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie’.
Jezus rzekł do niej: ‘Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?’
– Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł:
Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał.
Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz
.
– Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał’.
– To powiedziawszy zawołał donośnym głosem:
Łazarzu, wyjdź na zewnątrz’.
I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami,
a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus:
Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić’.
– Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii
ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego” (J 11,39-45).

Jak zwykle: wielu świadków wskrzeszenia uwierzyło w tej chwili w Jezusa Chrystusa jako posłanego przez Boga, jeśli już nie jako Syna Bożego.
– Natomiast zebrani przedstawiciele najwyższej władzy duchowej narodu pod przewodnictwem Kajfasza po krótkiej naradzie wydali w tej chwili zaocznie definitywny wyrok śmierci na Chrystusa (J 11,46-53).

Im nie chodziło o dowody na Jezusowe Bóstwo, ani o Prawdę Bożego objawienia, lecz o własną tzw. ‘rację stanu’ : własne dochodowe stanowiska i sprawowaną władzę.
– Ponieważ zaś oczywistości cudu wskrzeszenia nie można było zaprzeczyć i wielu przyszło niebawem na ucztę do Betanii, na której Łazarz, dopiero co wskrzeszony z martwych – był w tym momencie gospodarzem, faryzeuszów stać było tylko jeszcze na jedno: zabić wraz z Jezusem ponadto jeszcze i ... Łazarza: „gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa” (J 12,10n).


4. Motywy podejmowanej działalności

Założenie Kościoła ...

W podsumowaniu obecnego, rozbudowanego ‘punktu’ o metodach werbowania stosowanych w sektach i neo-religiach – a w przypadku Jezusa, wypada jeszcze raz uzmysłowić sobie podstawowe założenie Chrystusowego ‘stylu’ powoływania do bliskości z sobą. Zarówno uczniów w najogólniejszym znaczeniu, jak tym bardziej tych z ‘gwardii przybocznej’: do grona Dwunastu oraz pozostałych, blisko z Nim związanych, wyraźnie wymienionych jako ‘uczniów’.

(3.5 kB)
Objaśnienie

Trudno nie dostrzec, że Jezus czeka każdorazowo na decyzję wolnej woli swych potencjalnych uczniów. Jezus podkreśla ten aspekt jako warunek zasadniczy. Tak też przedstawiają Ewangeliści sceny ‘powołania’.
– Szczególnie wyraziście uwydatnia się ten aspekt w przypadku bogatego młodego człowieka. Jezus daje mu do poznania, że wszystko będzie zależało od podjętej jego własnej decyzji: „A jeśli chcesz osiągnąć życie ...” (Mt 19,17).

Jezus z góry wyklucza przymus, sztuczki psychotechniczne, manipulacje zmierzające do podstępnego przekształcenia psychiki adepta.

W konsekwencji Jezus udziela wciąż pełnej odpowiedzi również odnośnie do dalszych warunków przynależności do Niego. Od początku uświadamia jasno, iż podążanie Jego śladami będzie oznaczało wierność również w sytuacji ukrzyżowania, prześladowania i ucisku:

„Wtedy wydadzą was na udrękę i będą was zabijać,
i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów z powodu Mego Imienia.
Wówczas wielu zachwieje się w wierze;
będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić.
Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą;
a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu.
– Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,9-12).


Przyjrzeliśmy się szeregu miejscom biblijnym, w których Ojciec Niebieski proklamuje swojego Jednorodzonego Syna. Zwróciliśmy uwagę na raz po raz z całej postawy Jezusa przebijające Jego Bóstwo, mocą którego On jeden mógł przemawiać jak nikt dotąd nie przemawiał, potwierdzając swą misję zarazem ‘znakami’. Celem tych ‘znaków’ nie było wywołanie sensacji, lecz przyjęcie coraz bardziej jednoznacznie narzucającego się wniosku: że jest to prawdziwy Syn Boży.

Przez cały czas nasuwa się jednak zasadnicze pytanie: po co właściwie Jezus tworzy ‘grupę’, którą zamierza uczynić fundamentem zamierzanej od początku dużej społeczności, a którą niebawem określi jako swój ‘Kościół’, nadal utożsamiając go z głoszonym przez siebie Królestwem Bożym-Niebieskim?

Zamiar ten ujawnił Jezus swym najbliższym w następujących okolicznościach. Postawił mianowicie Apostołom ważne pytanie odnośnie do swojej Osoby. Odpowiedzi udzielił wtedy w imieniu wszystkich dwunastu Szymon-Piotr. Wyznał, że Jezus jest Synem Bożym.
– Jezus nagrodził Piotrowi tę odpowiedź przełomową zapowiedzią:

„Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Opoka),
i na tej Opoce zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne go nie przemogą.
I Tobie dam klucze królestwa niebieskiego;
cokolwiek zwiążesz na ziemi ...” (Mt 16,18n).

Jezus powołuje grono Dwunastu jako swych najbliższych uczniów w wyraźnym zamiarze, że będą oni kontynuowali Jego dzieło. Dla tego dzieła zstąpił On na ziemię, spełnił zwierzoną sobie przez Ojca misję, i wróci niebawem do Ojca w dniu wniebowstąpienia.

Grono Dwunastu przejmie wkrótce to Jego dzieło. Będzie ono polegało na zarządzaniu darami odkupienia, jakie Jezus wysłuży za ‘wielką cenę’. Zadanie to przedstawia Jezus gronu tych wybranych poglądowo, odwołując się do łatwo dla nich zrozumiałych obrazów, m.in. jako wypasanie powierzonej im owczarni. Sprawie tej poświęci Jezus wiele czasu i szczegółowych omówień m.in. w okresie między zmartwychwstaniem, a opuszczeniem świata w dniu wniebowstąpienia:

„Im też po swej męce dał wiele dowodów, że żyje:
ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym ...” (Dz 1,3).

Apostołowie mieli udzielać chrztu świętego, odpuszczać grzechy przez sakrament pojednania, sprawować Eucharystię oraz pozostałe sakramenty święte.
– Jezus ponad wątpliwość pouczał Dwunastu szczegółowo o funkcjonowaniu Kościoła, przekazywaniu władzy święceń, sprawowaniu liturgii. Nieodzowne stały się struktury hierarchiczne tegoż Kościoła, których korzenie sięgają ustaleń samego Chrystusa oraz Ducha Świętego.

Jezus wyraźnie zapewnił, że Duch Święty będzie przebywał w Kościele na zawsze, podobnie jak i On sam obiecał pozostawać w nim „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 29,20).
– Wszystkie te aspekty omawialiśmy już poprzednio, szczególnie w drugiej części naszej strony (zob wyz. : W poszukiwaniu Chrystusa dziś – wraz z całym dalszym kontekstem aż do rozdz. 3).

Jezus nie mógł zostawić depozytu nauczania Prawdy objawienia na pastwę ślepego losi, ani arbitralnych decyzji przypadkowych osób. Z jakąż zresztą pokorą wyrażał się o Bożym Słowie sam On, który jest „Bogiem Prawdziwym z Boga Prawdziwego”:

„Odpowiedział im Jezus mówiąc: ‘Moja Nauka – nie jest Moja, lecz Tego, Który Mnie posłał.
Jeśli kto chce pełnić Jego Wolę, pozna, czy nauka ta jest od Boga, czy też Ja mówię od siebie samego.
– Kto mówi we własnym imieniu, ten szuka własnej chwały.
Kto zaś szuka chwały Tego, który go posłał, ten godzien jest wiary i nie ma w nim nieprawości’ ...” (J 7,16nn).

Jan Paweł II pisze w nawiązaniu do postawy Chrystusa w omawianym przedmiocie:

„Tak więc staje przed nami ...
Kościół jako społeczny podmiot odpowiedzialności za Prawdę Bożą.
Z głębokim przejęciem słuchamy samego Chrystusa, kiedy mówi:
Nauka, którą słyszycie, nie jest Moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca’ (J 14,24).
– Czyż w tych słowach naszego Mistrza nie dochodzi do głosu ta właśnie odpowiedzialność za Prawdę objawioną, która jest ‘własnością’ samego Boga, a nawet On, ‘Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca’ (J 1,18) – gdy ją przekazuje jako Prorok i Nauczyciel – czuje potrzebę podkreślenia, ze czyni to z całą wiernością dla jej Boskiego Źródła.
Ta sama wierność musi być konstytutywną właściwością wiary Kościoła ...” (RH 19).

Ostateczny motyw podejmowanych działań

W tej sytuacji trudno nie dostrzec, jakim motywem kierował się sam Jezus Chrystus, powołując do swojej bliskości zwłaszcza tych najbliższych: niejako ‘mundurowych’. Jezus kieruje się od początku do końca czystą miłością, w której nie ma cienia interesowności.
– Jest to Jego miłość do Ojca i Jego Woli. Jej wypełnianie jest Jego „pokarmem” (J 4,34).
– Równocześnie zaś kieruje się Jezus miłością do swych ludzkich braci i sióstr.

Neoprezbiterzy
Objaśnienie

Jezus raz po raz podkreśla zbyt jednoznacznie, by tego nie zauważyć, iż pełni wolę – nie swoją, lecz Tego, który Go posłał: Ojca. I że tym samym zdąża do chwały nie własnej, a natomiast tego jednego:

„Ojcze nasz! ... Niech przyjdzie Królestwo Twoje!
Niech Twoja Wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie ...” (Mt 6,9).

Jeśli Jezus będzie prosił Ojca u progu tej „swojej Godziny” (J 13,1):

„A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą Chwałą,
którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał” (J 17,5),

będzie to z jednej strony jedynie odpowiedź Ojca na to, czego Jezus dokonał na ziemi dla Niego jako Ojca:

„Ja Ciebie otoczyłem Chwałą na ziemi przez to,
że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania ...” (J 17,4).

Z drugiej zaś strony Chwała Chrystusa: wywyższonego na krzyżu, po czym zmartwychwstałego, wstępującego do nieba i zsyłającego Ducha Świętego – staje się celem ostatecznym zrealizowanego zamysłu Boga Trójjedynego: zbawienia człowieka w Synu Bożym, Odkupicielu człowieka.

Jezus nie na darmo wyraźnie formułuje swoje właściwe intencje. Od samego początku nie ma w nich ani cienia korzyści własnej, ani zaspokajania własnego samolubstwa. Jezus naprawdę przyszedł po to – i to konsekwentnie wykonywał, co ujął w swym jednoznacznym samo-określeniu:

„A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym,
tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Jemu służono,
lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (Mt 20,27n; por. Mk 10,45).


Czy te wszystkie i podobne wypowiedzi Jezusa – wraz z towarzyszącymi im Jego czynami, potwierdzonymi następnie rzeczywistym podjęciem ‘najwyższej służby niewolniczej’ w postaci dobrowolnie przyjętej męki, okrutnej śmierci – odkupieńczej śmierci – w połączeniu ze zmartwychwstaniem, pozostawiają miejsce na jakąkolwiek wątpliwość co do najgłębszych intencji Jezusa?

Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek ‘zaborczości’, typowej dla władców sekt i neo-religii ! Nie ma śladu dążenia ze strony Jezusa do ‘zawładnięcia wolą’ swych uczniów i zredukowania ich do rzędu bezwolnych ‘manekinów’ do usług swego ‘majestatu’!

Jezus nie dąży do własnego wywyższenia poprzez instrumentalne potraktowanie psychotechnicznie owładniętych, obezwłasnowolnionych ‘tłumów’! Jezus jest w najbardziej dosłownym znaczeniu takim, jak Go przedstawia św. Paweł, a takaże św. Jan Apostoł:

„Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są Chwały Bożej,
a dostępują usprawiedliwienia – darmo, z Jego łaski,
przez Odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie.
Jego to ustanowił Bóg (= Ojciec) narzędziem przebłagania
dzięki wierze, mocą Jego krwi ...” (Rz 3,23nn).

„Bóg zaś (= Ojciec) okazuje nam swoją miłość (właśnie) przez to,
że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.
Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu,
gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni ...” (Rz 5,8n).

„Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy rzecznika wobec Ojca –
Jezusa Chrystusa Sprawiedliwego.
On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy,
i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,1n).

Gdyby ktoś chciał jeszcze dokładniej wnikać we właściwe intencje i motywy Jezusa w chwili, gdy powołuje On coraz to innych uczniów do pójścia w swoje ślady, wypadałoby odesłać do tego, co w poprzedniej części mówiliśmy o Jezusowej tajemnicy zdobywania ‘rządu nad sercami’ (zob wyż.: Królewska droga zdobycia ‘rządu dusz’ ).


Na zakończenie długich rozważań poświęconych zestawieniu metod stosowanych przy powoływaniu uczniów przez Jezusa – w skontrastowaniu z psychotechnikami, stosowanymi ‘programowo’ w sektach i neo-religiach, wypadałoby jeszcze raz wyraźnie uwydatnić zasadniczy rys życia Jezusa Chrystusa.
– On prawdziwie nie przyszedł po to, żeby ‘brać’, lecz ‘dać’. Od momentu zstąpienia z nieba zdąża do jednego: złożyć dar swego życia, by za tę cenę dać swym ludzkim braciom i siostrom szansę osiągnięcia życia – wiecznego.

Styl działania Szatana – oraz tych wszystkich, którzy służą nie Bogu, lecz Szatanowi – jest totalnie odwrotny:

„Przeciwnik wasz, Diabeł, jak lew ryczący
krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8).

Taka jest wszelka anty-miłość: żywi się cudzą krwią. Przeciwnie zaś, Boża miłość – daje siebie ... na ‘pożarcie’:

„Ja jestem Dobrym Pasterzem.
Dobry Pasterz daje życie swoje za owce ...” (J 10,11);

„Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew,
ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym ...” (J 6,54).

Ozdobnik

G.   WEZWANIE DO KAPŁAŃSTWA ...

Ozdobnik

Kapłaństwo jedynego arcykapłana Jezusa Chrystusa

Jest znamienne, że Jezus nigdy siebie nie określa jako ‘kapłana’. Wykonuje natomiast w praktyce funkcje typowe dla kapłanów.
– Przede wszystkim głosi Słowo Boże, sam osobowo będąc Słowem Boga.
– Często stosuje w odniesieniu do siebie terminologię ofiarniczą, która jednoznacznie dotyczy składania ofiar kultowych. Przykładowo można by przytoczyć następujące tego rodzaju wyrażenia Jezusa:

Jezus mówi o sobie, że „odda swoje życie za swoje owce” (J 10,11).

Ustanawia Eucharystię w słowach: „To jest Ciało Moje, które za was będzie wydane(Łk 22,19);

(43 kB)
Objaśnienie
„To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28).

W Modlitwie Arcykapłańskiej (J 17) zwraca się do swego Ojca:

„Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem.
A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie
(greckie: hagiázo hemautón = siebie samego przeznaczam na ofiarę-żertwę całopalną),
aby i oni byli uświęceni w Prawdzie” (J 17,19).

W Wieczerniku Chrystus ustanawia kapłaństwo – łącznie z Sakramentem Eucharystii.

W Starym Testamencie sprawowanie funkcji kapłańskich zastrzeżone było pokoleniu Lewi. Chrystus nie pochodzi z pokolenia ‘Lewi’ego’, lecz z pokolenia Judy!
– Odtąd już nie będzie ‘dziedziczenia’ kapłaństwa drogą rodzenia: każdy sługa ołtarza będzie powoływany imiennie przez samego Syna Człowieczego, który ustanawia kapłaństwo i swój Kościół na nowych zasadach.

Apostołowie, z którymi Jezus ponad wątpliwość rozmawiał szczegółowo na te tematy i dawał im odpowiednie polecenia, dobrze zrozumieli zamierzenia swego Mistrza i Pana. Od nich wywodzi się konstytutywna w Kościele rola tradycji apostolskiej (zob na ten temat dokładniej wyż.: Tradycja-praktyka apostolska miarodajna dla Kościoła wszystkich czasów – wraz z kontekstem poprzedzającym i następującym). Toteż w Pismach Apostolskich znajdujemy wiele wzmianek o sprawowaniu funkcji kapłańskich, a także coraz bardziej precyzowanej terminologii ofiarniczo-kapłańskiej, która zdążyła już przejść przez ‘filtr’ pełni objawienia w Jezusie Chrystusie.

Widzimy również Apostołów, którzy ustanawiają rządców zakładanych przez siebie Kościołów i gmin chrześcijańskich: biskupów i kapłanów.
– Niebawem dokona się wyraźne rozgraniczenie typowych funkcji kapłańskich – od pozostałych funkcji Ludu Bożego Nowego Przymierza, zawartego w krwi Chrystusowej, mimo iż cały Lud Boży będzie uczestniczył w kapłaństwie Chrystusa. Rzeczywistość ta będzie nazwana kapłaństwem powszechnym – w odróżnieniu od kapłaństwa hierarchicznego (zob. LG 31.34; PO 2; itd.; ChL 14; MuD 26; DoC 2; itd.).

Wyrazicielem zaistniałej w tym względzie potrzeby stanie się u samych początków dynamicznego rozrostu pierwszych Gmin chrześcijańskich Piotr, pierwszy papież.

1) Podkreśli on pierwszą zasadniczą posługę kapłaństwa hierarchicznego – posługę Słowa:

„Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali Słowo Boże, a obsługiwali stoły
... My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze Słowa(Dz 6,2.4).

2) Druga zasadnicza funkcja kapłaństwa Nowego Przymierza będzie dotyczyła szafarstwa łask odkupienia Chrystusowego. Wyrazicielem tego są chociażby słowa Apostoła Narodów – św. Pawła:

„Niech więc uważają nas ludzie za Sługi Chrystusa
i za szafarzy tajemnic Bożych ...” (1 Kor 4,1).

„Albowiem w Chrystusie Bóg jednał ze sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów,
nam zaś przekazując słowo jednania.
Tak więc w Imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego ...
W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem! ...” (2 Kor 5,19n).

Zauważamy, że posługa kapłana Nowego Testamentu krystalizuje się wokół dwóch podstawowych aspektów: uobecniania Ofiary Chrystusa – oraz głoszenia Słowa Bożego.

Szafarstwo Dobrami Odkupienia

Ponieważ w Nowym Testamencie nie ma ‘dziedziczenia’ kapłaństwa (w przeciwieństwie do sytuacji w Starym Testamencie), od początku stało się w nawiązaniu do stylu postępowania Jezusa Chrystusa jasne, że nikt nie może uważać, iż kapłaństwo mu się ‘należy’ : z tytułu uzdolnień, wykształcenia, jako ‘zawód’ do którego przygotował się wystarczająco itp. Jezusowa ofiara stała się jedyną ofiarą Nowego i Wiecznego Przymierza (por. Hbr 10,14; 7,27). Wszyscy słudzy ołtarza Nowego Testamentu będą jedynie uczestniczyli – w zróżnicowanym stopniu hierarchicznym – w jedynym i nie przemijającym kapłaństwie Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa.

Jezus wyraźnie polecił Apostołom sprawować m.in. Eucharystię: „To czyńcie na moją pamiątkę(Łk 22,19). Kościół rozumiał polecenie Chrystusa, podobnie jak i sprawowanie pozostałych Sakramentów i funkcji kapłańskich (szafarstwo Sakramentów; głoszenie Słowa Bożego itd.) zawsze jako tylko uobecnienie w określonym momencie historycznym i geograficznym jedynej i wiecznej ofiary swego Boskiego Założyciela, który pozostaje zarazem jedynym i wiecznym Arcykapłanem Nowego Przymierza. On to w swych sługach niewidzialnie uobecnia misję, jaką otrzymał od Ojca. On też nadal rozdziela w swych sługach-kapłanach dobra odkupienia: „Zawsze żyje, aby się wstawiać za (odkupionymi)(Hbr 7,25).

Tak pojętą, przez Tradycję Apostolską przekazaną wiarę, ujął Sobór Watykański II (1963 r.) w słowach:

„Dla urzeczywistnienia tak wielkiego dzieła, Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele,
szczególnie w czynnościach liturgicznych.
Jest On obecny w ofierze Mszy świętej –
czy to w osobie odprawiającego ..., czy też ... pod postaciami Eucharystycznymi.
Obecny jest mocą swoją w sakramentach,
tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chrystus chrzci.
Jest obecny w swoim Słowie,
albowiem gdy w Kościele czyta się Pismo święte, wówczas On sam mówi ...” (SC 7).

Wezwanie po imieniu

Nic więc dziwnego, że ‘praktyka apostolska’, a następnie praktyka Kościoła trzymała się od początku zasady, iż sam tylko Pan powołuje sobie imiennie zarówno tych, których pragnie dopuścić do szczególnego udziału w swym nadal jedynym kapłaństwie, jak i tych, którym proponuje swą uprzywilejowaną bliskość w życiu konsekrowanym, jakie pod tchnieniem Ducha Świętego niebawem pojawi się w Kościele. Nikt nie może powiedzieć sam od siebie, że jest godzien daru powołania. Tak to będzie wyrażone w Listach Apostolskich:

„I nikt sam sobie nie bierze tej godności,
lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron” (Hbr 5,4)

Dzieje powołań ukazują w nadmiarze, że Pan powołuje do pójścia za sobą wcale nie zawsze najświętszych. Wybiera tych, których sam chce i którym tym samym proponuje zupełnie wyjątkową szansę. Podkreślają to wyjątkowo wyraziście same już Ewangelie. Podkreślają one zgodnie, że zanim Jezus kogokolwiek powoływał do grona swych niejako ‘mundurowych’, łączył się intensywnie ze swym Ojcem, by ponownie odczytać Jego Wolę. Wolę tę uważał zawsze za najwyższe prawidło swojego niejako ‘własnego spełnienia’:

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego.
I ustanowił Dwunastu,
aby Mu towarzyszyli, aby mógł wysyłać ich na głoszenie nauki
i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3,13nn).


Zwracaliśmy już poprzednio uwagę, że Jezus powołuje każdego z swych uczniów indywidualnie, tzn. po imieniu:

„Ujrzał dwóch braci, Szymona zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja ...
– I rzekł do nich: ‘Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi’.
Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mt 4, 18nn).

Niektórzy z powołanych przez Jezusa uchodzili w opinii publicznej za absolutnie niegodnych, za grzeszników.
Takim był m.in. Mateusz zwany również Lewim. Pobierał on urzędowo cło – dla okupacyjnych władz Rzymskich. I zapewne nieźle mu się na tym stanowisku powodziło. Oto relacja z Ewangelii:

(16 kB)
Objaśnienie

„Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej.
Rzekł do .niego: ‘Pójdź za Mną’. On zostawił wszystko i poszedł za Nim” (Łk 5,27n; Mt 9,9).

Judasz, którego Pan powołał tak jak innych Apostołów, wyda Syna Człowieczego. Zanim dokonał tej ‘zdrady’, Jezus wielokrotnie dawał mu w swej Bożej i ludzkiej delikatności szansę wycofania się ze swych złych zamiarów – aż do ostatniego słowa wypowiedzianego do niego w chwili obłudnego ostatniego pocałunku: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26,50). – „Pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?” (Łk 22,48).
– Szymon-Piotr wyprze się Mistrza trzykrotnie – i to w obliczu pytającej go ... kobiety!

Parokrotnie już była mowa o spotkaniu bogatego młodzieńca z Mistrzem z Nazaretu. Gdy ów chłopiec wyznał, że przestrzegał wszystkich przykazań od swej młodości, „Jezus spojrzał z miłością na niego” (Mk 10,21).

Jan Paweł II kojarzy to pełne upodobania spojrzenie Chrystusa z pierwszym Bożym spojrzeniem, gdy po stworzeniu człowieka jako mężczyzny i niewiasty „... Bóg zobaczył, że tak jest bardzo dobrze” (Rdz 1,31).

Po tym spojrzeniu Boga Stworzyciela nastąpiło inne: z wysokości Krzyża. Jezus zobaczył wtedy swoją Matkę. Choć była właśnie matką, nie nękała Go o to, by zaniechał podążania za głosem Ojca, który zwierzył Mu zadanie przerastające ludzkie siły: stania się ofiarą przebłagalną za grzechy świata. Maryja natomiast towarzyszyła swemu Boskiemu Synowi przez cały czas Jego publicznej działalności niejako z ukrycia, nie narzucając się swoją osobą. Zarówno w chwilach entuzjazmu, jak tym bardziej w chwilach trudnych: aż do momentu, gdy Jej Boski Syn wypowiedział z wysokości krzyża wobec Ojca swoje Synowskie: „Wykonało się” (J 19,.30).

Wtedy to Jezus zobaczył przy swej Ukochanej Matce również „ucznia którego miłował” : Jana. W nim Jezus ogarnął swym Bożo-Ludzkim spojrzeniem każdego człowieka: od tego pierwszego przy stworzeniu, aż po ostatniego przed końcem czasów. Tym razem było to spojrzenie nie tylko Stworzyciela, ale i Odkupiciela. A oto refleksja Jana Pawła II:

„Wiemy, że Chrystus potwierdzi i przypieczętuje to spojrzenie (z dnia stworzenia) odkupieńczą ofiarą krzyża – gdyż właśnie przez tę ofiarę owo spojrzenie osiągnęło szczególną głębię miłości”.
– Człowiekowi koniecznie potrzebne jest to miłujące spojrzenie. Jest mu potrzebna świadomość, że jest miłowany, że jest umiłowany odwiecznie i wybrany odwiecznie (Ef 1,4) – a równocześnie ta odwieczna miłość Bożego wybrania towarzyszy mu w ciągu całego życia jako miłujące spojrzenie Chrystusa ...” (LM 7).

Dialog modlitewny

Ilekroć ktoś posłyszy głos powołującego Mistrza, zostaje jednocześnie wezwany do intensywnego modlitewnego dialogu z wzywającym go Panem i Ojcem. Będzie tu chodziło w pierwszym rzędzie o właściwe rozeznanie tego głosu oraz jego odważne i bezwzględnie wierne realizowanie. Ponownie nasuwają się refleksje Jana Pawła II z jego Listu do Młodych:

„... Pytanie: ‘Co mam czynić?’ stawia człowiek w młodości nie tylko sobie i innym ludziom..., ale... również Bogu jako Stwórcy i Ojcu. Stawia je w tej szczególnej przestrzeni wewnętrznej, w której nauczył się obcować z Bogiem, przede wszystkim na modlitwie. Pyta więc Boga: ‘co mam czynić?’ Jaki jest Twój plan w stosunku do mojego życia? Twój plan: stwórczy i Ojcowski? Jaka jest Twoja wola? Pragnę ją wypełnić” (LM 9).

Niektórzy odpowiadają na Boży głos swą natychmiastową gotowością. Inni odpowiadają z ociąganiem. Jeszcze inni zdają się mówić Bogu: „Panie Boże, żądaj wszystkiego, tylko nie tego”!

W Piśmie świętym nietrudno znaleźć przykłady ilustrujące w nadmiarze różne warianty postaw, jakie powoływani ujawniali.
– Są tacy, którzy po dosłyszeniu tego głosu tak szczerze nie chcą słyszeć Bożego głosu, że w swej przerażonej anty-gorliwości podejmują nieprawdopodobne wysiłki, by ten głos zagłuszyć, dążąc w kierunku dokładnie odwrotnym. Na ogół jest to daremne: Boży głos cichnie chwilowo, by prędzej czy później odezwać się ponownie, nieustępliwie, głosem być może coraz bardziej już tylko błagalnym.

Tak działo się np. w przypadku Jeremiasza (ok. 620-580 przed Chr.) – w okresie przygnębiających przeżyć jego „ciemnej nocy”. Pan powołał go i posyłał do ukochanego przez niego Jeruzalem z niewdzięczną misją: miał zapowiedzieć zburzenia miasta, jeśli mieszkańcy się nie nawrócą. A na takie ‘nawrócenie’ nic nie wskazywało! Otoczenie pomawiało Jeremiasza, że jest zdrajcą narodu, gdyż osłabia siłę bojową żołnierzy. W pewnej chwili chciano go zlynchować za słowa głoszone w Imieniu Bożym przeciw grzeszącemu miastu (Jr 26,8-19). Jeremiasz wyznaje pełen bólu i rozgoryczenia:

„Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła,
męża skargi i niezgody dla całego kraju ...
Czy się nie wstawiałem u Ciebie za nieprzyjacielem
w czasie jego nieszczęścia i niedoli? ...
Ty wiesz... – Panie, pamiętaj o mnie i wejrzyj na mnie! ...
Nie pozwól, bym zginął z powodu Twej wyczekującej cierpliwości,
wiedz, że dla Ciebie znoszę poniżenie.
Ilekroć otrzymywałem Twoje Słowa, pochłaniałem je ...
– Nigdy nie zasiadałem w wesołym gronie,
by się bawić ...” (Jr 15,10.15nn).

Mimo to Jeremiasz wewnętrznie się przełamał i ostatecznie posłuchał Bożego głosu w pełni dobrowolnie. Dał się przemóc Bogu. Gdy się podźwignął z chwilowego zniechęcenia i załamania wyznaje z rozbrajającą szczerością:

„Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść;
ujarzmiłeś mnie i przemogłeś.
Stałem się codziennym pośmiewiskiem,
wszyscy mi urągają ...
I powiedziałem sobie: ‘Nie będę Go (= Boga) już wspominał
ani mówił w Jego imię’!
Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień,
nurtujący w moim ciele
.
Czyniłem wysiłki, by go stłumić,
lecz nie potrafiłem ...
Panie Zastępów...
Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę” (Jr 20,7.9.12).

Po ludzku mówiąc, ‘bezpieczniej’ posłuchać głosu wzywającego Pana. Chociażby to ‘posłuszeństwo wierze’ wymagało niezwykłych trudów – i nieustannego, nie słabnącego błagania o umocnienie i wytrwanie.

Można oczywiście nie posłuchać głosu Ojca Niebieskiego, który jest zawsze identyczny z głosem Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Bóg w takiej sytuacji po prostu w końcu się ... wycofa. Ponad wątpliwość nie wymusi On decyzji wolnej woli na swym ‘umiłowanym’: wybranym! Bóg natomiast bardzo się wprasza ze swym darem: wezwania do uprzywilejowanej bliskości z sobą. Prosi też bardzo serdecznie – być może z naleganiem, by powoływany mimo wszystko przyjął zaofiarowany dar.

Na ogół ci, którzy zmarnowali łaskę powołania, nierzadko w następstwie lekkomyślnego narażania się na jej utratę, nie są zbyt szczęśliwi w dalszym życiu – np. w małżeństwie. Trudno to uogólniać, niemniej świadomość zmarnowanej łaski z biegiem lat wraca coraz bardziej dojmująco jako narastający wyrzut sumienia, który trudno ukoić.

Bywają oczywiście też przypadki, że ktoś po okresie początkowej próby i przyglądania się temu rodzajowi życia dochodzi do wniosku, że ‘nie tędy’ przebiega jego droga życiowa – i że ostatecznie ‘powołanym’ nie jest. Zgodnie z uzyskanym rozeznaniem pozostaje mu wycofać się wtedy z drogi powołania i prosić o Ojcowskie błogosławieństwo i Boże prowadzenie na dalszym etapie życia: w tej samej Bożej winnicy co duchowni, a tylko na tej ‘grządce’, którą dla niego przygotował Pan.

Łaska powołania zmarnowana

Czy ktoś, kto zmarnował łaskę powołania do kapłaństwa lub życia zakonnego – bo i tak się zdarza, ma szansę zbawienia? Niewątpliwie: Tak! Niemniej szanse te bywają wtedy zwykle trudniejsze. Któryś z rekolekcjonistów użył dla zilustrowania takiej sytuacji następującego przykładu.

Bóg proponuje komuś, kogo wzywa do swej służby, żeby wsiadł do pociągu jadącego docelowo do miejscowości ‘X’. Jeśli ten ktoś posłucha, wówczas Bóg wsiądzie razem z nim z przodu i zajmuje stanowisko maszynisty. Powołany otrzymuje nadobficie wszelkie pomoce i błogosławieństwa, by mógł stać się ‘sobą’. Jeśli pozostaje wierny, znajdzie sens istnienia i spełnienia, wraz z radością w Duchu Świętym, że podąża właściwą drogą, którą mu obrał sam miłujący Ojciec Niebieski. Ma mocną nadzieję, że pomimo wszelkich trudności życiowych, jakich nie brak w żadnym stanie, zdoła z Bożą łaską osiągnąć życie wieczne: sam, wspomagając jeszcze innych w podążaniu do tego samego celu.

Zdarza się jednak, że to wymagające wyróżnienie powoływanemu bardzo się nie podoba. Zastanawia się on cały czas nad tym, jak się pozbyć wciąż wołającego Pana. Na dworcu, o którym mowa, nie chce za żadne skarby przejść na określony peron, by nie musieć wsiąść do pociągu ‘X’, proponowanego mu przez Boga. Na przekór Bogu przechodzi zatem na inny peron i wsiada do pociągu ‘Y’, ruszającego w kierunku dokładnie przeciwnym. Bóg woła go i serdecznie prosi, żeby się jeszcze namyślił i jednak posłuchał Jego głosu. Daje mu do zrozumienia, że jedynie jadąc pociągiem ‘X’, znajdzie zadowolenie życiowe i zbierze cudowny plon życia. Ostrzega zarazem, że w pociągu ‘Y’ może mu grozić katastrofa życiowa.

Jeśli powoływany nadal uparcie odrzuca Boży głos, Bóg go mimo wszystko nie opuści. Bóg przejdzie wówczas z całą swoją Bożą ‘pokorą’ na tamten peron i wsiądzie ostatecznie za nim – do tego pociągu ‘Y’. Tym razem jednak nie zajmie już miejsca z przodu – za kierownicą, lecz ... z tyłu. Nie daj Boże – jako niemy świadek samowoli i klęski tego swojego dziecka, które przewidywał do swej wyróżnionej bliskości.
– Ponieważ jednak „obfite u Niego odkupienie” (Ps 130,7), Bóg nie pozostawi go sobie samemu. Mimo wszystko Bóg, który nadal jest najlepszym Ojcem swego żywego Obrazu, będzie mu udzielał stale wystarczająco dużo łask, żeby się mógł zbawić, jeśli tylko zechce z nimi współpracować.

Pozostaje jednak trudne pytanie: A co z ‘pustym ołtarzem’, który miał być obsługiwany przez tego określonego młodzieńca wezwanego do kapłaństwa? Kto będzie upraszał dla ojczyzny, świata, grzeszników – Boże miłosierdzie, gdy zawiedzie czy to dziewczyna czy chłopiec, powołani do życia zakonnego? Jak Pan sobie ‘poradzi’, gdy zamierzał rozdzielać obfitość skarbów odkupienia przez tego właśnie młodzieńca, tę określoną dziewczynę, którzy łaskę wzywającego Boga odrzucili? Ile dróg obocznych będzie musiał uruchomić Bóg, by dotrzeć ze swym miłosierdziem do grzeszników, konających, do tłumów, gdy oczekiwał, że pomogą Mu w szafarstwie dóbr odkupienia ci właśnie: wezwani?

Jako młodzieniec, Karol Wojtyła niewątpliwie mógł nie posłuchać głosu powołującego go Chrystusa. Ani Odkupiciel, ani Niepokalana, z którą związał się od młodzieńczości jako „Totus Tuus ego sum, Maria – Jestem cały Twój, Maryjo !”, nie wymusili na nim podjęcia wezwania do służby w kapłaństwie. Karol zdawał sobie z tego sprawę. Wierność powołującemu Mistrzowi okupił wewnętrznymi zmaganiami, jak to bywa u każdego młodzieńca, u każdej powołanej dziewczyny. Otwierały się przed nim inne perspektywy życia i kariery.

To samo dotyczyło na swój sposób matki Karola Wojtyły, pani Emilii Wojtyła. Gdy chodziła z nim jako trzecim dzieckiem – i ciężko się rozchorowała, kuszono ją, żeby się pozbyła ‘ciąży’ dla uratowania własnego życia ... Wybrała obronę ... życia swego Dzieciątka: wybrała wolę Dawcy życia!

Gdyby z kolei jej dziecko: Karol – głosu powołującego go Chrystusa nie posłuchał, stałoby się tylko tyle:
– Bóg udzieliłby mu zapewne łaski dostąpienia życia wiecznego dla siebie samego. Ale:
– Karol nie zostałby kapłanem. Do mnóstwa ludzi nie dotarłoby rozgrzeszenie, w którym z woli Odkupiciela pośredniczyć miałby on – Karol jako kapłan.
– Karol nie zostałby biskupem, kardynałem, ... papieżem. Już nie setki tysięcy, nie miliony ludzi, ale cały współczesny świat nie usłyszałby Orędzia Ewangelii przełożonego na język współczesny, jak to miało miejsce przez lata jego pontyfikatu, gdy tenże Karol okazał się posłuszny głosowi Pana wzywającego go: „Pójdź za Mną ...”!

Odpowiedzialność za przyjęcie lub nie-przyjęcie Bożych darów zdolna jest stać się czynnikiem mobilizującym wszystkie siły wewnętrzne. Gdy jednak ten ‘powołany’ zastanowi się nad tą odpowiedzialnością głębiej, świadomość ta może stać się dla niego samego chwilami niemal przerażająca. A przecież równolegle może budzić się wtedy tym bardziej totalne jego zawierzenie w stałą pomoc Odkupiciela i Maryi, zwłaszcza w momentach trudnych, momentach niepowodzeń i załamania:

„Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować.
Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony :
i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku.
Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia ...” (Flp 4,12n).

(15 kB)
Objaśnienie

Gdyby się ktoś spostrzegł, że niestety zaprzepaścił łaskę powołania, albo wręcz ją odrzucił, układając sobie życie na przekór Bożych życzeń, nie powinien popadać w rozpacz i nie daj Boże: myśleć o samobójstwie! Nadejdzie bowiem chwila łaski, w której uświadomi sobie, być może coraz wyraziściej, czego dokonał i dokąd obecnie zaszedł.

Może poczuje się jak ‘Syn marnotrawny’: jako najemnik u obcych, przy wypasaniu ... świń. Wypada błagać Maryję i swego Ukochanego Anioła Stróża, żeby w takich momentach nie dopuścić do siebie podszeptów Złego, który dobrze wie, w którym słabym momencie ludzkiego serca zdwoić ataki, by raz upadłego – już tylko ‘dobić’ i cieszyć się łupem na wieczność.

Jeśli już nie widać szans na odwrót, trzeba trwać ostatecznie w takich układach życia, jakie sobie ktoś utworzył. Ale obecnie za cenę naprawdę bezwzględnej wierności przykazaniom.
– Dopóki człowiek (jeszcze) żyje, jest też zawsze jeszcze szansa na całkowity powrót do Boga i łaski. Trzeba wtedy tym bardziej nieustannie wyrażać Bogu skruchę serca i pokornie wzywać Jego Miłosierdzia – obojętne, czy w życiu układa się dobrze, czy też życie stało się koszmarem.

Powinnością sumienia pozostaje wtedy tym żarliwsze błaganie Boga o nowe, niezłomnie wierne powołania – dla innych chłopców i innych dziewcząt. Na terenie zaś własnego życia wypada podejmować dobrowolne pokuty i włączyć się w dzieło wynagrodzenia. A przynajmniej z kochającym poddaniem przyjmować bez narzekania być może trudne okoliczności, w jakich obecnie przyszło żyć.

Obecne życie stanie się w ten sposób jedną wielką, z dziecięcą ufnością do Pana zanoszoną prośbą, by mimo wszystko zechciał przesiąść się do samego przodu tego ‘pociągu’ relacji ‘Y’, chociaż się to Bogu tak bardzo nie podobało.
– Pozostaje też żebrać solidarnie o Boże Miłosierdzie dla tych wszystkich, którzy mieli go dostąpić przez posługę duchową, której powołany nie zrealizował. I uciekać się do Maryi, ucieczki grzeszników ...

Ozdobnik

RE-lektura. Część III, rozdz.2:
Stadniki, 9.XI.2013.
Tarnów, 18.XII.2016.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



3. Inne sytuacje samo-objawienia Bóstwa
Miejcie odwagę!
Aktualne prześladowania Chrześcijan
Odpuszczanie grzechów
Wskrzeszenie Łazarza
4. Motywy podejmowanej działalności
Założenie Kościoła ...
Ostateczny motyw podejmowanych działań

G. WEZWANIE DO KAPŁAŃSTWA
Kapłaństwo jedynego arcykapłana Jezusa Chrystusa
Szafarstwo dobrami odkupienia
Wezwanie po imieniu
Dialog modlitewny
Łaska powołania zmarnowana


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Koncelebra w dniu Jubileuszu Sióstr 2001 r.
Ryc.2. A On wszedłszy na górę ...
Ryc.3. Nowowyświęceni kapłani otaczają swego Biskupa
Ryc.4. Błog. Bartolo Longo: MB Różańcowa w Pompejach
Ryc.5. Odwiedziny miejscowości rodzinnej – 2017 r.'
Ryc.6. Ależ wygodne łóżeczko dla małego dziecka