(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

Rozdział  Piąty

DZIAŁANIA ‘CONTRA’: ICH LUDZKIE
KONSEKWENCJE
*       *       *
Wydźwięki
psychologiczne

Ozdobnik

Dotychczasowy wątek myślowy

Poprzednie, być może nieco trudne rozdziały niniejszej drugiej części naszej strony, w której poszukujemy argumentów dla lepszego zrozumienia i przemyślanego otwarcia się na stanowisko Kościoła Katolickiego w kwestii zapobiegania ciąży, pozwalają podjąć krok dalszy. Kolej obecnie na rozdział lżejszy, nie wymagający wielkiego wysiłku umysłu. Należałoby mianowicie zastanowić się również nad zwyczajnymi, ludzkimi skutkami, jakie ujawniają się w przyczynowym powiązaniu ze stosowaniem środków przeciw-rodzicielskich.
– Chodzi o skutki wywierane przez omawiane praktyki zarówno na samo małżeństwo i rodzinę, jak i w szerszej skali – na całe społeczeństwo. Nie jest wykluczone, że ich uświadomienie sobie łatwiej do kogoś przemówi, aniżeli poważne argumenty czy to medyczne, czy antropologiczne, czy wreszcie teologiczne.


A.    GODNOŚĆ MIŁOŚCI:
WYWYŻSZONA CZY PONIŻONA ?

Ozdobnik

Niepodjęcie miłości jako zadania

Dotąd nie zastanawialiśmy się odrębnie nad rzeczywistością, którą religia objawienia określa jednoznacznie jako „grzech”. Słowa tego, a tym bardziej kryjącej się za nim rzeczywistości, niejeden człowiek wolałby nie przyjmować do wiadomości. Czy nie lepiej jednak nie szukać wybiegów myślowych i nazywać rzeczy ‘po imieniu’, skoro niezależnie od przyjmowania czy nie-przyjmowania odpowiedzialności sprawozdawczej, ona i tak – w sensie spraw definitywnych – po prostu istnieje?

Wszystkie rodzaje działań przeciw-rodzicielskich kwalifikowane są w nauczaniu Kościoła Katolickiego jako grzechy przeciwko przykazaniu VI, ewentualnie IX, a często ponadto jeszcze przeciw przykazaniu V. Trudno nie zauważyć niekiedy zdumiewająco ścisłego związku, jaki zachodzi szczególnie pomiędzy przykazaniem VI – a przykazaniem V. Nie na darmo znajdują się one w Dekalogu tuż obok siebie.

Zanim jednak działania te naruszą przykazania dalszej części Dekalogu (tj. przykazań IV-X), są one wszystkie wystąpieniem w pierwszym rzędzie przeciwko przykazaniu pierwszemu – największemu i najważniejszemu: „Będziesz miłował Boga z całego serca, a bliźniego – tutaj: męża, żonę – jak siebie samego” (Mt 22,37nn). W następnym rozdziale (Rozdz. 6) obecnej części drugiej pragniemy podjąć to zagadnienie głębiej: tajemnicę zarówno grzechu, jak i zasadniczego pytania: w jaki sposób działania przeciw-rodzicielskie stają się grzechem nie tyle nawet przeciwko przykazaniu VI czy IX, lecz właśnie przeciw przykazaniu pierwszemu, zyskując z tego względu nieuniknioną kwalifikację postawy Szatana jako Szatana.
– Obecnie ograniczymy się do refleksji nad grzechem praktyk przeciw-rodzicielskich w aspekcie naruszanej wówczas miłości bliźniego. Tym ‘bliźnim’ są w tym wypadku ci dwoje – małżonkowie, którzy związali się dobrowolnie zawartym, dozgonnym przymierzem, pieczętując je ślubem małżeńskim.

Istota wszelkich działań przeciw-rodzicielskich polega na sprowadzeniu tego drugiego, a także siebie samego – do rzędu już tylko sekso-gennego narzędzia. Jedno z tych dwojga, a może oboje razem za obopólnym umówieniem się, degradują swoje osoby siłowo – do poziomu co prawda ‘żywej’, ale już tylko rzeczy’. ‘Rzecz’ ta ma się nadawać do tego jednego: wyzwolenia względnie odreagowania napięcia seksualnego. Osoba tego drugiego – oraz osoba własna – zostaje w świadomości i działaniu zredukowana do rzędu już nie-osoby: czegoś pozbawionego własnego oblicza. Czy tego rodzaju działanie miałoby nie oznaczać totalnego przewrotu ‘natury’?

Trudno zaprzeczyć, że naruszenie godności drugiego człowieka w sprawach istotnej wagi – tutaj: już tylko użytkowego potraktowania osoby współmałżonka, nie może być oceniane jako jego poniżenie tylko drugorzędnej wagi. Krzywdą staje się poniżenie jego osoby – przez pozbawienie jej niezbywalnych i nie-odstępnych przymiotów: godności jako właśnie osoby. Ludzka osoba z istoty swej przerasta świat materii. Tymczasem działania zmierzające do obezpłodnienia aktu stają się zadeptywaniem współmałżonka w jego godności jako osoby. Niemożliwe, by o godność zarówno jego, jak i jej: obojga jako Bożego Obrazu, miał nie upomnieć się dramatycznie Stworzyciel i Odkupiciel!

(10 kB)
Objaśnienie

Partnerzy używają przeróżnych sposobów dla zniesienia ukierunkowania aktu na potencjalność rodzicielską. Ten właśnie aspekt: stanowczo nie-chcianego, a przecież realnie możliwego poczęcia staje się motywem wiodącym do szukania w akcie nie tyle zjednoczenia-w-miłości, ile przeżycia ... orgazmu.
– Są tacy, którzy w tej sytuacji sięgają zawsze tylko po wyrafinowanie przemysłu ‘sex-instant’.
– Wielu innych woli nie obciążać się finansowo i zdrowotnie, zadowalając się w tym wypadku ‘skromniejszymi’, chociażby bardzo niepewnymi sposobami odsunięcia ‘zagrożenia dzieckiem’.
– Zastosowana jaka bądź ‘technika’ ma spełnić rolę doraźnego sposobu odsunięcia wszelkiego myślenia o tym, co się ewentualnie ‘może stać’.

Szczególnie często, wciąż nadal stosowanym sposobem ‘wystrzegania się’ ciąży bywa stosunek przerywany. Partnerzy określają go nierzadko wymijająco: ‘uważaliśmy, wystrzegaliśmy się, nadużywaliśmy małżeństwa’ itp. Wielu partnerów obawia się sięgać po środki mechaniczne, a tym bardziej chemiczne i hormonalne – ze względu na ich poważne działania chorobotwórcze. Ponieważ zaś aktualnie nie mogą sobie pozwolić na kolejne dziecko (a może jedynie chcieliby, żeby istniały powody po temu ...?), uciekają się do środka najłatwiej dostępnego: przerywają stosunek przedwcześnie.
Wielu innych przechodzi w dniach płodności na samozaspokajanie przez petting.

Są pary małżeńskie i partnerzy, którzy żarliwie ‘bronią’ takiego stylu małżeńskich zachowań. Wykazują, że takie stosunki im odpowiadają, wobec czego nie może tu być mowy o grzechu. Inni powiadają: „Skoro jesteśmy małżeństwem, ‘wszystko nam wolno” ! Jeszcze inni mówią, że księżom widocznie ‘żal miłości’ i dlatego tyle mówią o seksie. Inni dodają, że ich zdaniem obezpłodnienie aktu i petting, to najwyżej grzech lekki, a z takich nie trzeba się spowiadać ... (co do opinii: ‘w małżeństwie wszystko wolno ...’ – zob.dokładniej z naszej strony, Portal, kol.4, nr 3. wyż.: Małżonkom wolno wszystko, byle się skończyło stosunkiem).

Tymczasem w tak zasadniczym zakresie, jak schodzenie do źródeł życia i miłości, działania ludzkie nie mogą być oceniane arbitralnie: według widzimisię. Tu obowiązuje norma moralna obiektywna, która z istoty swej musi być niezależna od subiektywnego: „...a mnie się wydaje” ! Mówiliśmy o tym już poprzednio (zob. wyż., Droga Bożych przykazań – i cały dalszy ciąg tego fragmentu). Do wchodzących tu w grę norm moralnych obiektywnych stale nawiązują wypowiedzi Kościoła. Np.:

„Kiedy ... chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia...” (FC 32; por. HV 10.14.18; GS 51).

Małżonkowie usiłują wmówić sobie niekiedy, że stosunki przerywane, petting, a nawet antykoncepcja, nie wyłączając poronnej, w ich przypadku są koniecznością. Nie mogą mieć dzieci w nieskończoność, toteż czują się zwolnieni od przewiny moralnej i spowiadania się z grzechów małżeńskich popełnianych przy współżyciu. Zapytani i pouczeni o tym, że takie zbliżenia są każdorazowo grzechem obiektywnie ciężkim, zaklinają się, że spotykają się pierwszy raz z tak surową oceną.
– Trudno oczywiście w to uwierzyć, choć psychologicznie jest to zrozumiałe: sprawy nieprzyjemne bywają spychane na peryferie zagadnień możliwie nigdy nie potraktowanych poważnie! Rodzi się jednak pytanie, jak ci dwoje uczestniczyli w konferencjach przedmałżeńskich? Jak przedstawia się ich udział w spotkaniach stanowych na rekolekcjach parafialnych? Wielu nie chce słyszeć słów prawdy na ten temat. Wymagałoby to radykalnych zmian, a tego ... oni właśnie zdecydowanie nie chcą.

Fakty te są wyrazem podstawowego braku u danej pary: miłość nie została podjęta jako zobowiązanie do rozwoju. Ci dwoje zawarli związek małżeński, ale samą ‘miłość’ pozostawili odłogiem. Łudzą się, że ona przyjdzie ‘sama’. Dopiero z czasem ujawni się, jak dalece tym dwojgu brak miłości, choć nie brak im seksu. Wielu zrozumie z czasem, jak bardzo antykoncepcja i petting drąży ich więź, sprowadzając oboje do roli „użycia aż do zużycia” ...

Zainteresowani – oboje albo i tylko jedno z nich – stwierdzają rychło z bólem, jak trudno z upływem dni i lat małżeństwa wyzwolić się z utrwalających się więzów grzeszenia. I jak łatwo jednostronne wysiłki zmierzające do przecięcia sideł grzechu kończą się skłóceniem. Szatan raz pochwyconej ofiary łatwo z szpon nie wypuszcza! Nie pozwala wyzwolić się z coraz bardziej dojmująco przeżywanej niewoli grzechu, osładzanej idyllą ‘bezpiecznego’ korzystania z siebie w solidarnym grzeszeniu.
– Poczucie bardziej ‘pewnego’ – ‘bezpieczeństwa’ w nie-kłopotaniu się ‘dzieckiem’ daje przecież dopiero sięgnięcie po chemię ‘pewną’, tzn.: poronną. Ona dopiero ‘załatwia’ sprawę – tym razem ‘skutecznie’! Szatan staje na głowie, by nie dopuścić do zastanawiania się nad tym, jak owa ‘skuteczność’ jest osiągana. Uspokaja dający się od czasu do czasu głośniej dosłyszeć głos sumienia, czyli głos Boga który krzyczy: „Gdzie jest brat twój, Abel?” (zob. Rdz 4,9). Uspokaja fałszywymi zapewnieniami, że „Kto by brał serio tego rodzaju skrupuły do serca! Chodzi przecież o sprawę ‘marginalną’ ! – Najlepiej o tym po prostu nie myśleć, a korzystać z nadarzających się szans, póki się da. – Nie trzeba się przejmować sztucznie stwarzanymi księżowskimi problemami!”

Czy w tej sytuacji nadejdzie jeszcze chwila twórczego otrzeźwienia? Jak bolesne może stać się uświadomienie sobie w chwili łaski, że człowiek przestał już postrzegać siebie samego – oraz tego drugiego – jako „Bożego Obrazu” ! Bo dotąd, zanim się przyzwyczaił do działań przeciw-rodzicielskich, był jeszcze podobnym do ... Boga! Obecnie pozostaje już tylko „podobieństwo do materii” (por. LR 19). Niemożliwe, żeby to dojmująco nie raniło:

„Rozdział pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne w człowieku, przyniósł wraz z sobą skłonność do tego, aby ludzkie ciało traktować nie w kategoriach specyficznego podobieństwa do Boga, lecz w kategoriach podobieństwa do wszystkich innych ciał w przyrodzie, które człowiek traktuje jako tworzywo dla produkcji dóbr konsumpcyjnych.
– Zastosowanie tych samych kryteriów do człowieka jest olbrzymim zagrożeniem. Kiedy ciało ludzkie oderwane od ducha i myśli staje się tworzywem podobnie jak inne ciała zwierząt..., trzeba wówczas przyznać, że stajemy w obliczu straszliwej klęski etycznej” (LR 19).


Wyrodnienie miłości-daru w zaborczość seksualną

W małżeństwie nie chodzi o miłość z poezji. Przedmiotem ślubu jest najzwyczajniejsza miłość bliźniego na co dzień. Bliźnim stałym jest ten drugi w małżeństwie.
– Ślub miłości dotyczy jednak całkiem szczególnie chwil intymnej bliskości. W jednym z dalszych rozdziałów przejdziemy dokładniej do śmiałych słów Jana Pawła II o „całkowitości” daru małżeńskiej miłości, na którą składają się „wszystkie elementy osoby: impulsy ciała i instynktu, siła uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli” (FC 13; zob. też już wyż.: Analogia całkowitości daru Chrystusa a małżonków: impulsy ciała; oraz niż., w cz. III Sakrament małżeństwa. – Do tego zagadnienia trzeba będzie jeszcze dokładniej powrócić w cz. VI, oraz w cz. VII, rozdz. 1 i 3). Ojciec święty zwraca w tym momencie niezwykle mocno uwagę na analogię, jaka zachodzi między całkowitością daru miłości w przypadku Odkupiciela-z-krzyża – a między małżonkami.

Nietrudno o przykry finał właśnie miłości, gdy ci dwoje nie podejmą trudu twórczego rozwiązania problemu planowania poczęć. Zagadnienie to jest dla wielu przedmiotem stałej udręki, a przecież nie podejmują żadnego wysiłku dla jego godnego rozwikłania. Tymczasem nieprawdopodobne, by mąż i żona byli zdolni wyrazić sobie po stosunku obezpłodnionym chociażby np. subtelną wdzięczność za tak przeżyte chwile swej intymności. Chwile te były dla nich ponad wątpliwość jednym ‘kłębkiem nerwów’. Uwaga męża musiała skupiać się wtedy nie na sercu czy obliczu małżonki. Przy takim stosunku jest on siłą rzeczy zajęty własnym przeżyciem, ewentualnie musi uważać, by np. przy stosunku przerywanym nie usunąć się ‘za późno’. Niemożliwe, by w ich sercu mogła wykształtować się w tej sytuacji wewnętrzna cicha radość pełni – po owym sprzecznym z naturą przerwaniu rozwijającego się przeżycia.

Ona czuje się upokorzona, potraktowana jak niewolnica. Została potraktowana jako nie-człowiek: jako ‘zabawka’, która w każdym razie nie ma nic do powiedzenia i musi ulegać – nie miłości, lecz wyżywaniu się męża na niej, a dokładniej: zeszła do roli narzędzia dla ułatwienia masturbacji męża poprzez jej ciało. Szczególnie dojmującym upokorzeniem jest dla żony, ale bezsprzecznie i dla samego męża – wytrysk na zewnątrz. Stosunki obezpłodnione wyrodnieją w najdosłowniejszym znaczeniu w deptanie ‘po’ miłości żywego człowieka.

To samo dotyczy żony, gdy ona z kolei poszukuje w pierwszym rzędzie ‘mężczyzny’, prowokując go do zaspokajania swego roznamiętnienia. Nieprawdopodobne, by stosunki „obezpłodnione jako obezpłodnione”  były jej marzeniem życiowym. Jeśli się na nie zgadza lub sama je tak właśnie kształtuje, czyni tak bądź ‘przymuszona’ do tego przez męża, który myśli tylko o seksie; bądź sama jest żądna seksu, a nie miłości. Niemożliwe, by w takich chwilach nie czuła poniżenia w swym zejściu do roli, która nie ma nic wspólnego z miłością:

„Motywacją etycznego utylitaryzmu (użytkowego traktowania człowieka) jest – jak wiadomo – intensywne poszukiwanie szczęścia w stopniu maksymalnym. Jednakże to ‘utylitarystyczne szczęście’ bywa pojmowane tylko jako przyjemność, jako doraźne zaspokojenie, które ‘uszczęśliwia’ poszczególne jednostki bez względu na obiektywne wymagania prawdziwego dobra.
– Cały ten program utylitaryzmu, związany z indywidualistycznie zaprogramowaną wolnością – wolnością bez odpowiedzialności – jest antytezą miłości, również jako wyrazu ludzkiej cywilizacji, jako całościowego i spójnego kształtu. O ile takie pojęcie wolności natrafia w społeczeństwie na podatny grunt, można się obawiać, iż sprzymierzając się łatwo z każdą ludzką słabością, stanowi ono systematyczne i permanentne zagrożenie dla rodziny. Wiele negatywnych następstw można tu przytoczyć ... Wiele pozostaje w ukryciu ludzkich serc jako bolesne, długo krwawiące rany” (LR 14).

Świadomość obopólnego pogardliwego wyżywania się na sobie powinna utorować drogę do dialogu małżeńskiego, by definitywnie wyeliminować wynaturzenia. Małżonkowie stają przed kontynuowaniem swej wspólnoty na przestrzeni dalszych może wielu lat pożycia. Tyle lat wzajemnego upodlania w najintymniejszych chwilach jest nader poważnym obciążeniem psychiki. Chociażby grzech stał się pokarmem na co dzień i oboje skutecznie usiłowali tłumić głos sumienia.

(7 kB)
Objaśnienie

Nasuwają się dalsze spostrzeżenia. Mężczyzna musiałby wyznać, że przy stosunku obezpłodnionym jest mu właściwie całkiem obojętne, czy partnerką jest żona, czy jakakolwiek ‘kobieta’. To samo dotyczy żony, gdy ona poszukuje przede wszystkim przeżycia. Jeśli partnerzy nastawiają się z góry na przekreślenie otwartości aktu na rodzicielstwo, zakładają zarazem przekreślenie jedności w miłości: na poziomie ciała i serca. Wykazują sobie, że nie kochają tego drugiego jako osoby jedynej, tak umiłowanej, że dzielenie doli i niedoli doprowadziło do decyzji związania się trwałym przymierzem. Nietrudno wówczas o zdradę, gdy się nadarzy sposobność. Działania przeciw-rodzicielskie zamazują bowiem oblicze osoby: małżonkowie schodzą w anonimowość – totalne przeciwieństwo miłości.

Brak wtedy subtelności, która by życzyła dobra i pragnęła stać się darem. Mąż nie zadaje sobie trudu odkrywania potrzeb uczuciowych małżonki. Nie obdarza poczuciem bezpieczeństwa – wbrew podjętej odpowiedzialności za dobro fizyczne, duchowe i religijne, prześwietlane wezwaniem obojga do życia „wedle Ducha”. Nieukrywanym celem jego dążeń jest dostęp do płci. To samo dotyczy kobiety, gdyby się zgadzała na stosunek obezpłodniony lub sama do takiego pożycia prowadziła. Musiałaby wyznać, że nieważna jest osoba męża, byle by jej zapewnił przeżycie.

W tym wyraża się poniżenie i niszczenie miłości. Miłość bowiem jest darem dla kogoś określonego. Dążność do zjednoczenia jest oczywiście realizacją oblubieńczego sensu ciała. Obezpłodnianie aktu sprawia jednak, że zatrzymuje się ono na cielesności, blokując dostrzeżenie osoby. Realizuje się seks anonimowy: imię osoby schodzi na coraz dalszy plan.

Tu mieści się wina moralna: w redukowaniu osoby do rzeczywistości bez-osobowej – przeciw naturze osobowej małżonków. Miłość, która miała być darowaniem-siebie ku dobru ostatecznemu (kierunek OD-środkowy; por. wyż., ryc. Rycina: dynamizm OD-środkowy miłości), przemienia się w egoistyczne zawłaszczanie płci (kierunek DO-środkowy). Na pobojowisku sponiewieranej miłości pozostają dwa egoizmy seksualne, a nie dwie w jedno sprzężone miłości.

Jednocześnie widać wtedy jaskrawo, jak tego rodzaju ‘odbywanie stosunków’ staje się w najdosłowniejszym znaczeniu grzechem „cudzołóstwa”. Tym dwojgu nie chodzi przecież ani o rzeczywistego męża, ani o rzeczywistą żonę, a jedynie o ciało-płeć jako tworzywo do eksploatowania. Z tego względu wszystkie grzechy jakichkolwiek działań przeciw-rodzicielskich są zawsze wprost objęte Bożym przykazaniem: „Nie będziesz cudzołożył!”


Ciało przeniknięte duchem

Sama biologia pomaga zrozumieć, że płciowość nie jest tym samym, co genitalność (narządy płciowe). Płciowość wyraża się w ciele całym, a nie tylko w narządach płciowych. Każda komórka ustroju, skądkolwiek wzięta, nosi znamię przynależności do człowieka męskiego czy żeńskiego.
– Jeśli jednak pominąć histologiczne rozpoznawanie komórek (= w oparciu o skrawki tkanki pod mikroskopem), wystarczy zaobserwować pewne dalsze odrębności związane z męskością czy kobiecością. Przynależność płciowa niesie z sobą nie tylko odrębność w ukształtowaniu ciała, lecz ponadto odmienność barwy głosu, gestykulacji, sposobu poruszania się, a nawet zróżnicowanie w działaniu władz z pogranicza ciała-ducha: wyobraźni i uczuciowości, które u człowieka zdecydowanie przerastają wyobraźnię i uczucia zwierząt.

Co więcej jednak, znamię płciowości wyraża swoje piętno nawet we władzach ducha, które stanowią o osobie i jej godności: w zdolności bycia samoświadomym i myślenia poszukującego prawdy, oraz w zdolności podejmowania dobrowolnych decyzji. Charakterystycznie inaczej myśli – i chce: mężczyzna – a kobieta. Świadczy to o podstawowym fakcie: być mężczyzną a kobietą nie jest sprawą tylko odmiennych narządów płciowych! Zróżnicowanie płciowe wyraża się na wszystkich poziomach człowieczeństwa: ducha i ciała naraz. Toteż Jan Paweł II mówi:

„Człowiek jako duch ucieleśniony, czyli dusza, która się wyraża poprzez ciało,
i ciało formowane przez nieśmiertelnego ducha,
powołany jest do miłości w tej właśnie swojej zjednoczonej całości...” (FC 11).

Dzięki temu, że człowiek jest jednocześnie ciałem-duchem, jest on zdolny skondensować siebie jako osobę w którymś ze swoich narządów. Stąd powiedzenie: „...zamienił się cały w słuch; ... we wzrok” ! Jeśli słyszenie, oglądanie, nie obejdzie się bez odnośnego narządu, słyszy przecież i widzi nie narząd jako rzeczywistość autonomiczna, lecz człowiek: osoba.
– Dotyczy to również przeżycia płciowego. Bezpośredni udział biorą tu co prawda narządy kontaktowania płciowego. Ostatecznie jednak jest to przeżycie osoby całej partnerów: rozumnych, wolnych, nieodstępnie uzdolnionych do podejmowania odpowiedzialności.

U zwierząt istnieje co prawda życie płciowe i obserwujemy ich przedziwne zachowania seksualne. Dzieje się to z reguły jedynie w okresie godowym, po czym osobniki są wobec siebie obojętne i zazwyczaj przestają być parami. U zwierząt nie ma dobrowolnego wyboru partnera, ani dobrowolnego zaniechania kopulacji dla wyższych motywów.
– Z kolei zaś u zwierząt zwykle nie ma zboczeń seksualnych. U człowieka zaś nawet grzech świadczy o istotnej różnicy zachowań płciowych. Grzech to czyn wykonany w poczuciu odpowiedzialności przed sobą, ludźmi i Bogiem.

Różne więc specjalności ułatwiają dojść z innej strony niż teologia, filozofia, czy antropologia – do podobnego wniosku: że człowiek jest mężczyzną-kobietą nie przez samo ‘posiadanie’ odmiennych genitaliów. Męskość czy kobiecość przez swe pierwszorzędne, drugorzędne i trzeciorzędne cechy płciowe somatyczne (= cielesne) jest tylko zewnętrznym objawieniem osoby danego człowieka, która cała jest męska względnie kobieca:

„Płciowość... nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto biologicznym, lecz dotyczy
samej wewnętrznej istoty osoby ludzkiej jako takiej” (FC 11).

Rozumiemy więc, że przeżywania bliskości płciowej nie da się wyjąć spod odpowiedzialności za uszanowanie czy nieuszanowanie godności tego drugiego jako osoby, a nie ‘rzeczy’. Kryterium, które decyduje o ocenie etycznej wzajemnych odniesień, jest stale miłość. A ta jest jednocześnie powołaniem człowieka i drogą do „znalezienia siebie samego”.
Zredukowanie osoby do poziomu ‘rzeczy’ dla jej użycia-wykorzystania nie może nie wyzwolić bólu natury człowieka. Człowiek bowiem jest kimś dopiero przez nieśmiertelnego ducha. Chrystus powiedział: „Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda” (J 6,63). Nie są to słowa wyrażające niedocenianie ciała, a natomiast wskazują one na podstawę człowieczej wielkości. Wyznacznikiem jej ceny jest Duch: Duch Święty, „Pan i Ożywiciel”, Którego świątynią wolno być człowiekowi (1 Kor 3,16; 6, 19n):

(15 kB)
Objaśnienie

„‘Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda’.
Słowa te – wbrew pozorom – wyrażają właśnie
najwyższą afirmację człowieka: ciała, które ożywia Duch!” (RH 18).

Dzięki swemu duchowi osoba nie jest czymś, lecz kimś. Jest zdolna wyrastać poza siebie i wychodzić naprzeciw drugiego m.in. po to, by stać się dobrowolnym darem dla niego. Czyli: jedynie dzięki temu, że człowiek jest duchem-ciałem naraz, staje się możliwa miłość, rzeczywistość nie ‘materialna’, lecz natury duchowej:

„Ponieważ Miłość Boża (Bóg-Miłość) rozlana jest w sercach naszych
przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).

Nic dziwnego, że Jan Paweł II przypomina w swym Liście do Rodzin, iż w chwili zawierania ślubu małżeńskiego Kościół uprasza Ducha Świętego, by „nawiedził” serca tych dwojga:

„O Stworzycielu Duchu, przyjdź,
Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg
Niebieską łaskę zesłać racz –
Sercom, co dziełem są Twych rąk ...”.

Ojciec święty dopowiada:

„Modlitwa służy ugruntowaniu duchowej spoistości rodziny przyczyniając się do tego,
że rodzina staje się silna Bogiem ...
Trzeba, aby z tego ‘nawiedzenia serc’ (przez Ducha Świętego)
płynęła wewnętrzna moc ludzkich rodzin
– moc jednocząca je w miłości i prawdzie” (LR 4).

Jan Paweł II zwraca uwagę, że we współczesnym racjonalizmie zauważa się silną tendencję do zdecydowanego przeciwstawiania ciała człowieka – jego duchowi, i na odwrót; wbrew Bożemu dziełu stworzenia człowieka w jego jedności ciała-ducha naraz:

„Nowożytny racjonalizm oznacza radykalne przeciwstawienie ducha i ciała w człowieku. Człowiek natomiast jest osobą przez swoje ciało i ducha zarazem.
– Nie można tego ciała sprowadzić do wymiarów czystej materii. Jest bowiem ciałem ‘uduchowionym’, podobnie jak duch jest tak głęboko zjednoczony z ciałem, że poniekąd można go nazwać duchem ‘ucieleśnionym’
– Najgłębszym źródłem jego poznania jest Słowo, które stało się Ciałem.
– Chrystus objawia człowiekowi – człowieka (GS 22). To zdanie Soboru Watykańskiego II jest poniekąd długo oczekiwaną odpowiedzią, jaką Kościół daje nowoczesnemu racjonalizmowi” (LR 19).

(18 kB)
Objaśnienie

Jeśli sobie uprzytomnić konsekwencje faktu, jaką stanowi człowiek-osoba poprzez niepojętą, współprzenikającą się rzeczywistość ciała z duchem i ducha z ciałem, można łatwiej pojąć całą ostrość rany, jaką partnerzy sobie zadają, gdy przechodzą na obezpłodnienie aktu, chociażby sobie tego zrazu nie uświadamiali. Zraniona zostaje głębia człowieka jako osoby. A tej nie da się oszukać; i nie zapomina ona łatwo. Przy obezpłodnieniu aktu ci dwoje chcą mieć ciało – jako rzecz do wyżycia się. Tymczasem istotą ‘płciową’ jest człowiek cały: osoba. O tym jednak ani jedno, ani drugie myśleć nie chcą.

Pieszczota przestaje być znakiem daru „od osoby do osoby”. Przeradza się w cel sam w sobie: dla zapewnienia sobie – dla siebie – doznań na poziomie tylko ‘ciała’ w jego wymiarze ‘płci’. Miłość wyradza się w egocentryzm. Zakłamany dar przemienia się w prymitywizm zawłaszczania, maskującego samozaspokajanie seksualne – wzniosłym mianem ‘miłości’.


Na przykładzie samogwałtu i pettingu

Szczególnie łatwo zrozumieć, dlaczego stosunek obezpłodniony jest grzechem, gdy zastanowimy się nad tym, co się dzieje w przypadku samogwałtu popełnianego czy to samotnie, czy we dwoje w postaci pettingu. Samogwałt jest oczywiście wykroczeniem przeciw przykazaniu VI, ale tym bardziej przeciw przykazaniu I-szemu: miłości Boga z całego serca, a bliźniego jak siebie samego (Mt 22, 37nn). W przypadku wymuszenia u siebie szczytowania, człowiek chciałby genitalia swoje – lub tego drugiego – mieć jako rzecz; i wyeksploatować je „aż do zużycia”: dotykiem, wzrokiem, lubieżnym pożądaniem. Nie dopuszcza myśli, że nie są one rzeczą, lecz integralną częścią jego całego, objawiając jedynie jego męską, względnie żeńską osobę.

Zostaje tu zraniony i Bóg – i osoba działająca. Genitalia nie są rzeczą ‘doczepioną’ do osoby. Ujawniają one jedynie, że stajemy w obliczu osoby tego człowieka, która cała jest mężczyzną względnie kobietą – aż do najbardziej duchowych poziomów jego czy jej człowieczeństwa włącznie. Wymaga to przyjęcia jej z subtelnością i miłością – w jej całości jako ciała-ducha naraz.

Trudno utaić spustoszenie, jakiego we wnętrzu człowieka: w jego sercu i sumieniu – dokonuje użycie siebie względnie kogoś do samogwałtu czy pettingu. Nieprawdopodobne, by osoba uprawiająca samogwałt – samotnie czy obopólnie, nie czuła się poniżona w oczach własnych oraz tego drugiego. Nikt po takim czynie nie dozna rozradowania z „odnalezienia siebie samego” i wewnętrznego spełnienia. Każdy grzech, ale chyba szczególnie właśnie ten, wygasza w człowieku coś istotnego: człowiek sponiewierał siebie samego, używając osobę – do wyżycia się na jednym tylko z jej komponentów – z odcięciem się od jej całości. Podstawą szacunku dla siebie winno było być poczucie własnej godności jako odkupionego „za wielką cenę” (1 Kor 6,20), jako „świątyni Ducha Świętego” (1 Kor 3,16), wezwanego do oblubieńczego zjednoczenia z Trójjedynym!

W konsekwencji wygaśnięcia życia Bożego (wyproszenie z serca tego Boga, który jest Miłością!) – bezpośredniego skutku popełnionego grzechu ciężkiego, gaśnie radość serca. Wzrok człowieka który siebie poniżył, nie jest przejrzysty. Czai się w nim lęk, ale i pogarda do siebie samego. A może rozpacz, chociażby maskowana aktywnością, którą przykrywa pustkę wnętrza i próbę ucieczki od siebie i Boga. Człowiek rani siebie samego: zabrakło mu miłości do siebie.

Miłość prawdziwa jest cnotą mocną. Uzdalnia do powiedzenia sobie w razie potrzeby: Nie! – i konsekwentnego ‘wymagania’ od siebie: „od swego serca i od swego ciała” (MiN 174). Zgoda na utratę „panowania sobie samemu” sprawia, że życia i radości nie tylko nie przybywa, lecz gwałtownie ubywa. Człowiek zadaje sobie cios „samobójczy” (RP 15). Sprawdza się, że głębi człowieczeństwa nie da się oszukać!

Grzech samogwałtu, pettingu itp., jest dojmującym zranieniem oczywiście Stworzyciela. Bóg stwarza człowieka jako kogoś: osobę, swój żywy Obraz. Bóg jest Osobą: Trójcą Osób w jedności tego samego Bóstwa. Ten Bóg-Osoba uzdalnia człowieka do uczestnictwa w tajemnicy swej miłości, którą On JEST: pełni życia, którym On JEST. Samogwałt staje się radykalnym poniżeniem siebie jako Bożego Obrazu. Wyniesiony do godności pana nad pozostałym stworzeniem, człowiek sam siebie degraduje do poziomu poniżej rzeczy: chce być rzeczą, która dotąd miała godność osoby.

Buduje ład taki, jaki sobie wymyślił: miłości, która zamiast być darem (tak jest u Boga), staje się anty-darem: zawłaszczeniem daru-osoby dla samozaspokojenia. Jest to wystąpienie przeciw Stworzycielowi, któremu człowiek rzuca w twarz aroganckie: „Nie będę Ci służył” (Jr 2,20)! Równocześnie odtrąca ofiarowaną przez Boga ‘obrączkę ślubną’: wezwanie do godności Oblubienicy – Odkupiciela-z-Krzyża.

Zwykle tuż po grzechu człowiek doświadcza, że w wytworzonym przez siebie nowym ‘ładzie’ – nie jest mu dobrze, jeśli urażona ambicja pozwoli mu to w ogóle uznać. Otrzymał co chciał: z pana stał się niewolnikiem – rzeczy! Nie podobało mu się być Bożym Obrazem. Mocą dobrowolnego wyboru stał się rzeczą, a raczej osobą zdegradowaną do poziomu poniżej rzeczy. Odtąd ‘rzeczy’ będą panowały nad upadłym panem. Będą wymuszały na nim poddaństwo.

Znamienne: rzeczom – człowiek zwykle bez oporu ulega, chociażby ze „zgrzytaniem zębów” (Łk 13,28; Mt 24,51; 25,30)...! Byle nie słuchać Boga-Miłości (zob. LR 14)!

Ozdobnik

RE-lektura: część II, rozdz. 5a.
Stadniki, 5.XI.2013.
Tarnów, 12.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Dotychczasowy wątek myślowy

Rozdz. 5.  DZIAŁANIA ‘CONTRA’ :  ICH LUDZKIE KONSEKWENCJE. Wydźwięki psychologiczne

A. GODNOŚĆ MIŁOŚCI: WYWYŻSZONA CZY PONIŻONA ?
Niepodjęcie miłości jako zadania
Wyrodnienie miłości-daru w zaborczość seksualną
Obezpłodnianie: seks anonimowy
Ciało przeniknięte duchem
Na przykładzie samogwałtu i pettingu

Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Dziecku dobrze położyć się obok ulubionego psa
Ryc.2. Dziewczynka modląca się ze złożonymi rączkami
Ryc.3. Przy figurze św. Józefa w czasie pracy rekolekcyjnej - Indonezja
Ryc.4. Zakończenie rekolekcji o Bożym Miłosierdziu dla kapłanów wraz z biskupem: Palembang, Sumatra, Indonezja