(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Rozmiar: 6891 bajtów

Część Druga

INTYMNOŚĆ W OBLICZU WYBORU
„DOBRA” CZY „ZŁA”
*       *       *
W poszukiwaniu uzasadnień


Ozdobnik

Wprowadzenie do części drugiej

Zaczyna się część druga. Zakłada ona przejrzystą uczciwość w myśleniu. Domaga się – jako nagląca propozycja ku dobru – zajęcia oczekiwanego stanowiska w obliczu nasuwających się wniosków. Treść tej części jest wyrazem zdecydowanej wizji człowieka i pytania o ostateczny sens człowieczego istnienia. Wkraczamy na linię frontu, gdzie toczy się fascynująca walka – nie ‘przeciw’ człowiekowi, lecz ‘o’ człowieka: jego godność jako osoby, czyli nigdy ‘rzeczy’. Pragniemy podjąć próbę wniknięcia w głąb zróżnicowanej argumentacji, która by zdołała przemówić do „dobrej woli” za przyjęciem proponowanego tu wewnętrznego ładu przy przeżywaniu wzajemnej bliskości w małżeństwie.

Może zdobędziesz się i Ty, Drogi Czytelniku, na przeglądnięcie przedstawionej tu treści. Chociaż byś nie był przyzwyczajony do wysiłku umysłowego, nieodzownego do głębszego zastanawiania się nad przeżywaną rzeczywistością. A może w ogóle nigdy dotąd nie zetknąłeś się z próbą głębszego uzasadnienia chrześcijaństwa – i samego katolicyzmu? Jeśli się nie zniechęcisz trudem ‘myślenia’ i wytrwasz w lekturze, będziesz mógł skorzystać z rozpoczynających się rozważań, by wzbogacić się wewnętrznie. Będziesz się mógł przekonać, że chrześcijaństwo nie tylko nie sprzeciwia się człowiekowi, a przeciwnie: akceptuje wszystko co głęboko ludzkie, oczyszcza je i podnosi do wysokości, jaką człowiekowi darowuje sam Stworzyciel i Odkupiciel. Ponad wszelką zaś wątpliwość: nie chodzi o utopię, lecz o radosną rzeczywistość: nie kłamaną, nie uwodzącą, dosięgalną dla każdego człowieka ‘dobrej woli’ – ‘na wyciągnięcie dłoni’.


Ogólny tytuł naszej strony internetowej brzmi – jak pamiętamy:

„By miłość – MIŁOŚCIĄ była.
Miłości – rozwiązania ludzkie a Boże”

Rozpoczynająca się jej część druga jest zatytułowana:

INTYMNOŚĆ W OBLICZU WYBORU „DOBRA” CZY „ZŁA”

Złoży się na nią 6 rozdziałów:
Ozdobnik

Rozdział Pierwszy


ŁAD  I  POKÓJ  AKTU
ZJEDNOCZENIA
*       *       *
Sens aktu małżeńskiego

Ozdobnik

Materiał niniejszego rozdziału podzielimy na szereg podtytułów. Skoro przedmiotem rozważań są etyczne wymogi przeżywania wzajemnej bliskości w małżeństwie, wypada zastanowić się nad samym w sobie aktem małżeńskim w jego ludzkich i Bożych wymiarach. Utoruje to drogę do zrozumienia tajemnicy wewnętrznego ładu aktu małżeńskiego jako terenu szczególnej wdzięczności względem Tego, który dzieli się sobą – jako Miłością-Życiem.

A.  POWOŁANIE DO BUDOWANIA ‘KOMUNII OSÓB’

Ozdobnik

Człowiecze zróżnicowanie płciowe

W małżeństwie dochodzi w pełni do głosu ‘jedność dwojga’. Jedność ta stanowi „o tej godności i o tym powołaniu, jakie wynikają ze swoistej odmienności i ‘oryginalności’ osobowej mężczyzny i kobiety” (MuD 10). Sam Bóg tak stworzył człowieka, że dwoje ludzi może w swej wolności dokonać wolnego wyboru: związania się ze sobą na stałe w przymierzu małżeńskim, stając się odtąd mężem i żoną. Ci dwoje stają się z tą chwilą dla siebie nawzajem „pomocą” (Rdz 2,20) – nie tylko po to, by czynić sobie „ziemię poddaną”, ale tym bardziej rozwijać obopólną więź przyjaźni typu małżeńskiego i rodzinnego.

(16 kB)
Objaśnienie

Życie małżeńskie, a stopniowo rodzinne – jest wielowymiarowe. Wymaga zbudowania gniazda rodzinnego, zorganizowania jego życia, podjęcia pracy zarobkowej, wychowania potomstwa, włączenia się w życie społeczne itd. Podstawową rzeczywistością w życiu małżeńskim i rodzinnym jest jednak wola stanowienia rzeczywistej komunii życia i miłości. A ta zakłada stale podtrzymywaną wolę rozwijania zaistniałej komunii osób.
Skorzystamy z wdzięcznością z rozważań i nauczania św. Jana Pawła II – tym razem z jego Listu do Rodzin (1994):

„Nie można... zapominać, że w mocy pozostają zawsze te słowa Apostoła: ‘zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi’ [Ef 3,14].
– Małżeństwo, sakramentalne małżeństwo, jest przymierzem osób w miłości. A miłość może być ugruntowana i chroniona tylko przez Miłość, tę Miłość, jaka ‘rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany’ [Rz 5,5] ...
– Apostoł, zginając kolana swe przed Ojcem prosi, ażeby ‘sprawił... przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka’ [Ef 3,15].
– O tę ‘siłę wewnętrznego człowieka’ chodzi w całym życiu rodziny, zwłaszcza we wszystkich momentach krytycznych, kiedy wypada zdawać trudny egzamin z miłości – z tej miłości, jaką małżeńskie ślubowanie wyraża w słowach: ‘że cię nie opuszczę aż do śmierci’ ...” (LR 7).

Miłość pomiędzy mężem a żoną wyrasta i rozwija się niewątpliwie na podłożu wspomnianej „swoistej odmienności i ‘oryginalności’ osobowej mężczyzny i kobiety” (MD 10). Jej korzenie tkwią w zróżnicowaniu płciowym obojga – przy zachowaniu pełnej równości w tej samej godności męża i żony jako Bożego Obrazu, powołanego do oblubieńczości z Trójjedynym (por. też LR 6).

Małżeństwo jest również miejscem szczególnie intensywnego wzajemnego dopełniania się w wymiarze psychofizycznym. Staje się to możliwe dzięki oblubieńczemu – i z kolei rodzicielsko-odkupieńczemu sensowi, wpisanemu w ludzkie ciało. Owo dopełnianie się małżonków znajduje coraz inne formy wyrazu. Jedną z nich jest czułe objawianie sobie więzi i miłości poprzez uścisk, to znów objęcie, które staje się wyrazem daru siebie całego „od osoby do osoby” (GS 49). Tylko osoba bowiem może stać się darem-‘dla’ innej osoby; i tylko osoba zdolna jest miłować:

„Rodzina jest społecznością osób, dla których właściwym sposobem bytowania... jest ‘komunia’: ...
– W tym wyraża się – z uwzględnieniem całej dysproporcji bytowej – podobieństwo do Boskiego ‘My’.
– Tylko osoby zdolne są do bytowania ‘w komunii’. Rodzina bierze początek z takiej małżeńskiej wspólnoty, którą Sobór Watykański II określa jako ‘przymierze’.
– W tym przymierzu mężczyzna i kobieta ‘wzajemnie się sobie oddają i przyjmują’ ... ” (LR 7).

Najbardziej dramatyczną formą wzajemnego dopełniania się męża i żony staje się całkowite oddanie się sobie w akcie zjednoczenia małżeńskiego. Otwiera się ono każdorazowo samo przez się na życie:

„W swej najgłębszej rzeczywistości miłość jest istotowo darem, a miłość małżeńska, prowadząc do wzajemnego ‘poznania’, które czyni z nich ‘jedno ciało’, nie wyczerpuje się wśród nich obojga, gdyż uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej.
– W ten sposób małżonkowie oddając się sobie, wydają z siebie nową rzeczywistość: dziecko, żywe odbicie ich miłości, trwały znak jedności małżeńskiej oraz żywą i nierozłączną syntezę ojcostwa i macierzyństwa” (FC 14).


Wspomniane wzajemne poznanie, które prowadzi do stawania się „dwoje jednym ciałem”, wymaga uświadomienia sobie paru podstawowych faktów. Płciowy wymiar człowieka w całej jego męskości i kobiecości nie jest jedynie „dolepkiem” do człowieczeństwa:

„Płciowość, poprzez którą mężczyzna i kobieta oddają się sobie wzajemnie we właściwych i wyłącznych aktach małżeńskich, nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto biologicznym, lecz dotyczy samej wewnętrznej istoty osoby ludzkiej jako takiej” (FC 11).

Człowiek jest osobą: jest naraz ciałem-duchem. Cała jego godność jako osoby wyrasta jednak z prymatu ducha nad ciałem-materią. Ciało ulegnie zniszczeniu, podczas gdy duch człowieka, tzn. jego dusza, z istoty swej jest nieśmiertelny.
– Ciało w swej męskości i kobiecości jest jednak doświadczalnym objawieniem danego człowieka: jako męskiego względnie kobiecego. Człowiekiem męskim względnie żeńskim jest dopiero osoba cała, a nie samo tylko ciało odcięte od ducha-duszy. Tym samym jednak znamiona płciowości nie są tylko sztucznym dodatkiem do ludzkiej osoby. Przeciwnie, wchodzą one w „naturę” poszczególnego człowieka i stanowią o „być” człowiekiem: mężczyzną – względnie kobietą.

Cała też ludzka osoba – w tej pod względem płciowym zróżnicowanej cielesno-duchowej jedności, pochodzi od Boga, który tak właśnie stworzył człowieka. Cokolwiek zaś początek swój czerpie z Bożego dzieła stworzenia, jest „dobre – bardzo dobre” (Rdz 1,10.12.18.21.25.31). Dopiero grzech, jako świadome odrzucenie, a przynajmniej zignorowanie ontologicznej więzi człowieka z Bogiem: źródłem życia i miłości, wprowadza zakłócenia w tym, co nadal w aspekcie bytu jest „dobre”, tzn. co stanowi wartość ku dobru.

Konsekwentnie nie można wyrażać się poprawnie np. następująco: „Oglądałem rzeczy nieczyste, dotykałem rzeczy nieczystych...” itp. Tego rodzaju powiedzenia stają się oskarżeniem Boga, jakoby stworzył „rzeczy nieczyste”. To co wyszło spod Bożej ręki, jest czyste, święte, dobre: „Byt i dobro są rzeczywistością zamienną(łac.: ens et bonum convertuntur). Nie szatan, lecz Bóg stworzył małżeństwo, w tym również współżycie – jako akt zjednoczenia osobowego męża ze swoją małżonką. On jest autorem zarówno struktury, jak i dynamizmu zjednoczenia płciowego – łącznie z jego przeżyciem szczytowym. Wszystko to Bóg stworzył jako rzeczywistość czystą, świętą i uświęcającą.

Tenże Bóg ustanowił jednak też wewnętrzny ład, który warunkuje jego pokojowe przeżycie w blasku łaski i chwały.
– Czym innym jest natomiast sposób, w jaki człowiek aktem swej wolnej woli spogląda, czy dotyka ciała (swojego względnie kogoś innego). Sposób patrzenia na ciało i płeć istotnie może być nie-czysty: nieprzyzwoity, pożądliwy. Ale to już nie sprawa Bożego dzieła stworzenia, lecz ludzkiego „serca” (por. Mk 7,21nn; Mt 15,18nn; 5,28).

Ojciec święty słusznie podkreśla, iż człowiek jest człowiekiem nie inaczej, jak właśnie „poprzez swe ciało”. W tej też cielesno-duchowej jedności swego ciała-ducha jest człowiek wezwany do tworzenia „komunii osób”:

„Zarówno mężczyzną jak i kobietą jest człowiek poprzez ciało.
– Równocześnie zaś te dwa somatycznie [= cieleśnie] zróżnicowane podmioty uczestniczą na równi w zdolności życia ‘w prawdzie i miłości’.
Zdolność ta, natury duchowej, odzwierciedla osobową konstytucję człowieka.
Odzwierciedla ją wespół z ciałem.
Przez to mężczyzna i kobieta są predysponowani do ukształtowania ‘komunii osób’.
– Kiedy łączą się z sobą w małżeństwie jako ‘jedno ciało’, to zjednoczenie obojga winno równocześnie stanowić jedność ‘w prawdzie i miłości’ [GS 24].
Wtedy posiada ono dojrzałość właściwą ludzkim osobom, stworzonym na obraz i podobieństwo Boga” (LR 8).


Wezwania ludzkiej natury

Dopiero w ludzkim sercu może pojawić się rzeczywistość zwana „grzech”.
– Zaistnienie kategorii „grzechu” stawia przed oczami człowieczą zdolność rozróżniania dobra i zła moralnego, a z kolei życia i śmierci. Zdolność ta jest przywilejem człowieka, a nie zwierząt.
Człowiek jest osobą – i tym samym ma duszę nieśmiertelną. A ta jest wyposażona we właściwe sobie władze natury duchowej (zob. do tego grafikę poniżej: NIE-zbywalne i NIE-odstępne PRZYMIOTY człowieka jako OSOBY ):

Przymioty osoby
Objaśnienie

Nikt nie potrafi wyzbyć się wymienionych owych trzech podstawowych uzdolnień. Przychodzą one na człowieka „bez niego”, stanowiąc o jego człowieczeństwie: jego niezbywalnej wielkości. Ale też konsekwentnie: nie ma działań człowieka, które by mogły nie być poczytalne. Do tego zagadnienia trzeba będzie jeszcze dokładniej wrócić.

Dalszym uzdolnieniem wchodzącym w skład radykalnego wyposażenia natury ludzkiej w jej męskości-kobiecości, jest zdolność rozmawiania z Bogiem. Bóg jest cały Miłością-Darem dla człowieka, swego żywego Obrazu na świecie.

Co więcej, do istoty bycia-człowiekiem należy: być wezwanym-powołanym do stania się „uczestnikiem Boskiej natury” (2 P 1,4). To zaś jest równoznaczne z niezbywalnym uzdolnieniem do otwierania się na Boga w Jego samoudzielaniu się człowiekowi. Udzielanie się Boga człowiekowi polega na zaproszeniu go do zjednoczenia z sobą w Jego „życiu” i „miłującej Wszechmocy”. Chodzi o wezwanie – i tym samym uzdolnienie, dotyczące każdego bez wyjątku człowieka – do oblubieńczego zjednoczenia z Trójjedynym.
– Gdzie jest miłość, tam jest wspólnota, co więcej: komunia osób. Nie ma komunii z Trójjedynym jak tylko poprzez zjednoczenie z Nim na sposób jedności w miłości typu oblubieńczego – oczywiście w jego Bożym pojmowaniu, które przerasta ludzkie rozumienie oblubieńczości.

Przedstawione powołanie-wezwanie do najściślejszej komunii w miłości i życiu aż z samym Bogiem jest dla człowieka rzeczywistością rzędu nad-przyrodzonego. Jest to bowiem „naddatek” do samej w sobie czystej natury człowieka: zdumiewającej jedności ciała-ducha naraz. Chociaż jednak powołanie do uczestnictwa w życiu samego Boga jest przywilejem ludzkiej osoby, który zatem nie należał się do tego, żeby „być ludzką osobą”, Trójjedyny darowuje je bez wyjątku każdemu człowiekowi. Powołanie do życia nadprzyrodzonego, tzn. stałego życia w zjednoczeniu z samym Bogiem, obejmuje zatem ludzi zarówno epoki przed-Chrystusowej, jak i po-Chrystusowej; każdego z chrześcijan, ale tak samo i nie-chrześcijan. I niezależnie od tego, czy odnośna ludzka osoba jest rozwinięta i dojrzała, czy też człowiekiem dopiero jednokomórkowym, ledwo poczętym i wkrótce potem poronionym-zgładzonym, czy też dożyje sędziwego wieku.


Jeśli człowiek zostaje powołany, znaczy to, że Bóg odwołuje się do jego wolności. Powołanie i odpowiedź na nie byłyby nie do pogodzenia z determinizmem czy fatalizmem – jako konieczności podlegania ślepemu losowi. Tym człowiek różni się od świata czysto materialnego oraz zwierząt.
– Zwierzęta są wprawdzie wyposażone w zdolność czucia i w pamięć. Niemniej ich działania-zachowania kierowane są przez wszczepione im instynkty, które je determinują, tak iż działania ich nie płyną z wolnego wyboru – ani z samo-świadomości, której nie posiadają.

O nadprzyrodzonym powołaniu i swoistym „przeznaczeniu” człowieka jako takiego do nadprzyrodzoności wyraża się Słowo-Boże-Pisane (= Pismo święte) m.in. na początku Listu św. Pawła do Efezjan:

„W Nim [= Chrystusie] bowiem wybrał nas [powołanie ludzi przez Ojca Niebieskiego]
przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego Obliczem.
[w konsekwencji odpowiedzi miłości człowieka, uwarunkowanej jego wolną wolą].
– Z miłości przeznaczył nas dla siebie [stworzycielska miłość Ojca]
jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa [wezwanie do nadprzyrodzoności: dziecięctwa Bożego],
według postanowienia swej Woli [odkupieńczy zamysł Trójjedynego],
ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym.
[miłość Boga darowującego się człowiekowi poprzez tajemnicę wcielenia i odkupienia].
– W Nim mamy odkupienie przez Jego Krew [= w Męce odkupieńczej Jezusa Chrystusa]
– odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski [cena Bożego daru-miłości](Ef 1,4-7).

Z przytoczonego fragmentu Słowa-Bożego-Pisanego wynika również, że Bóg sam w sobie jest komunią Osób. Jest tu mowa o Ojcu – i o Jego Umiłowanym Synu. Obie Boże Osoby stanowią Bożą komunię w Trzeciej Osobie Boga: Duchu Świętym, który jest Osobą-Miłością, tzn. więzią-Osobą Miłości Ojca i Syna.

Skoro człowiek: mężczyzna i kobieta – są stworzeni na „obraz i podobieństwo Boga”, znaczy to, że człowiek jest podobny do swego Bożego pra-wzoru m.in. w tym właśnie, że sam z kolei będzie tworzył komunie osób, oparte na wzajemnym udzielaniu się sobie w miłości, która wyzwala życie. Wyraża to zwięźle św. Jan Paweł II:

„Bóg stworzył człowieka na swój Obraz i Podobieństwo; powołując go do istnienia z miłości, powołał go jednocześnie do miłości ...
Stwarzając człowieka na swój Obraz i nieustannie podtrzymując go w istnieniu, Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność i odpowiedzialność za miłość i wspólnotę.
– Miłość jest zatem podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej” (FC 11).

Tworzenie wspólnoty jest więc podstawowym powołaniem człowieka. Wiąże się z tym natychmiast drugie zadanie: zwierzona człowiekowi odpowiedzialność za wpisane w jego męskość czy kobiecość uzdolnienie do miłowania. Samo w sobie zróżnicowanie płciowe wskazuje z Bożego dzieła stworzycielskiego na wzajemną zależność i tym samym konieczność życia-'dla' siebie nawzajem. Ponieważ zaś podstawowe cechy ludzkiej osoby: samo-świadomość, samo-stanowienie oraz zdolność odpowiadania za czyny – są niezbywalne i nieodstępne, stanowiąc zarazem o jej godności (por. DeV 43; ChL 36–39), rozumiemy, że miłość jest zadaniem zadanym każdemu człowiekowi jako takiemu. Każdy też człowiek będzie z tego zadania rozliczony.


Raz po raz obracamy się wokół dwóch aspektów rzeczywistości, nieodłącznych od „miłości”. Żeby móc kochać trzeba być osobą. Osoba zaś staje się „sobą” w jeden sposób: poprzez bycie-‘darem’ dla innej osoby: Boga – względnie człowieka: bliźniego.
– W całkiem szczególny sposób bycie-darem-'dla' dochodzi do skutku w akcie zjednoczenia męża z żoną. Żeby akt ten był godny tych dwojga jako ludzi i Bożego Obrazu, musi odpowiadać prawdzie ich miłości: musi być darem „od osoby dla osoby”. By to lepiej zrozumieć, odwołamy się znowu do Jana Pawła II w jego Liście do Rodzin (1994 r.):

„Sobór Watykański II, tak gruntownie przejęty sprawą człowieka i jego powołania, głosi, że zjednoczenie małżeńskie, biblijne ‘jedno ciało’, nie może być w pełni zrozumiane i wyjaśnione inaczej, jak tylko w kategoriach ‘osoby’ i ‘daru’.
– Każdy mężczyzna i każda kobieta nie urzeczywistnia się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie. Moment zjednoczenia małżeńskiego jest najbardziej szczególnym doświadczeniem tego właśnie daru. Mężczyzna i kobieta, w całej ‘prawdzie’ swej męskości i kobiecości, stają się w tym momencie wzajemnym darem dla siebie. Całe życie w małżeństwie jest darem, ale odnosi się w sposób szczególny do tego właśnie momentu, kiedy małżonkowie oddając się sobie wzajemnie w miłości, urzeczywistniają to spotkanie, które czyni z nich dwojga ‘jedno ciało’ ...” [Rdz 2,24] (LR 12).


B.  OGÓLNE UWARUNKOWANIA ETYCZNE AKTU

Ozdobnik

Cel i sens aktu zjednoczenia płciowego

Raz po raz dotykamy rzeczywistości aktu zjednoczenia płciowego w małżeństwie. W akcie tym małżonkowie wyrażają sobie w sposób zupełnie wyjątkowy – a przynajmniej winni tak czynić – swą obopólną miłość. Ponieważ jednak miłość – to swoiste wyrastanie poza siebie, żeby stać się darem-'dla' umiłowanego ku jego zasadniczemu dobru, nic dziwnego, że chwile intymności małżeńskiej stają się każdorazowo próbą na jakość świadczonej i przeżywanej miłości.

Dziedzina płciowości niezwykle „wciąga” intensywnością psychofizycznego przeżycia. Ogarnia ono zwłaszcza w akcie zjednoczenia płciowego w sposób granicznie dramatyczny tak ciało, jak i psychikę. Zwieńczeniem obopólnego zjednoczenia jest szczytowanie, którego doświadcza i mężczyzna-mąż i kobieta-żona. Przeżycie to nigdy nie rozgrywa się na poziomie samego tylko ciała: samej tylko fizjologii narządów płciowych. Współżycie jest zawsze działaniem podjętym przy zaangażowaniu świadomości i wolnego wyboru. Angażuje ono nieuchronnie odpowiedzialność sprawozdawczą: te trzy przymioty znamionujące człowieka jako osobę, o których dopiero co mówiliśmy (zob. wyż., Niezbywalne przymioty człowieka).
– Zakładamy oczywiście, że zgodnie z Bożym zamysłem dotyczącym małżeństwa: ci dwoje podejmują akt zjednoczenia-swych dwojga-osób, a nie dwóch ‘seksów’, które uwagę skupiają na ‘seksie’, ignorując rzeczywistość swych osób i bycia „darem osoby-dla-osoby” (LR 11).

Nic dziwnego, że akt płciowy odbija się najgłębszym echem w ludzkim sumieniu. Również wtedy, gdy partnerzy usiłują nie przyjąć do wiadomości Bożego zamysłu związanego z wewnętrznym ładem przeżywania intymności jako rzeczywistości podarowanej przez Stworzyciela wyłącznie małżeństwu: sakramentowi małżeństwa. U człowieka nie ma determinacji, ani przymusu współżycia. Jest ono dane człowiekowi jako możność wyrażania m.in. w taki sposób całkowitości w obdarowaniu siebie nawzajem swą osobą jako darem: „daru osoby dla osoby” (LR 11; por. GS 49).

Jest faktem niezaprzeczalnym, że zjednoczenie płciowe staje się każdorazowo zstępowaniem do samych „źródeł życia” (HV 13), a także miłości. Miłość dąży do zjednoczenia dwojga osób w jedno, które winno wyrazić obopólne oddanie się sobie. Zarówno zaś miłość, jak i życie jest niejako bardziej niż jakikolwiek inny zakres ludzkich działań domeną własnościową Boga. Nikt z ludzi, nikt też z narzeczonych i małżonków nie może powiedzieć, że mu „wolno” dysponować siłami wyzwalającymi się w działaniu płciowym w sposób arbitralny: jako ich suwerenny pan i właściciel.
– Nikt zresztą nie jest właścicielem nawet siebie samego. Człowiek jest jednym wielkim darem podarowanym sobie samemu – niewątpliwie za pośrednictwem swych rodziców, ale w znaczeniu o wiele bardziej radykalnym przez Boga Ojca, który sam jeden jest Dawcą życia (por. Ef 3,14n).

Małżonkowie jako rodzice zostają przy współżyciu płciowym dopuszczeni do współ-stwarzania wraz z Bogiem nowego życia. „Stworzyć życie” przerasta siły i zdolności jakiegokolwiek stworzenia. Również i małżonkowie sami z siebie życia nie stwarzają, a jedynie przygotowują podłoże pod jego zasiew. Iskry życia udzieli następnie sam jedyny Pan i Właściciel tak życia jak miłości: Bóg. Tym bardziej, że nowy człowiek to nie tylko „ciało”! To osoba! I tym samym: Boży Obraz i Boże podobieństwo. Przypomina o tym w klimacie oblubieńczego ciepła List do Rodzin Papieża Jana Pawła II:

„Jedność dwojga [= małżonków] trwa w dzieciach. ‘Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy?’ pyta celebrans w momencie ślubu. Potwierdzenie ze strony nowożeńców odpowiada wewnętrznej prawdzie miłości, jaka ich łączy. Jedność dwojga nie zamyka małżonków ... Jest otwarta w kierunku nowego życia i nowej osoby ...
– Pytając: ‘Czy chcecie ... przyjąć’, Kościół przypomina nowożeńcom, że oto stają wobec stwórczej mocy Boga. To, że mają stać się rodzicami, oznacza życiodajne współ-działanie ze Stwórcą. Współpracować ze Stwórcą w powołaniu do życia nowych istot ludzkich, to znaczy przyczynić się do przekazania Obrazu i Podobieństwa Boga, którym staje się każdy ‘narodzony z niewiasty’ ... ” (LR 8).

Glob
Objaśnienie

(0.16 kB) Małżonkowie nie mogą nie uznać, że zdolność wzbudzenia życia nie jest ich własnością, oraz że całkowicie przerasta ich kompetencje.

(0,13 kB) Nikt ze zrodzonych nie ma wpływu na to, że w ogóle został poczęty – i że się urodził.

(0,2 kB) Nikt nie wybiera swojej płci.

(0,2 kB) Nikt nie wybiera epoki historycznej, w której ma przyjść na świat.

Wszystko to jest niezależne od świadomości i wolnego wyboru człowieka, który ma się dopiero począć ...

(0.15 kB) Fakty te potwierdzają ogólne przesłanki, że człowiek nigdy nie jest i nie stanie się suwerennym panem siebie samego.

Konsekwentnie również zakres płciowości jest człowiekowi dany jedynie w zarząd, nie zaś na własność. Oczywiście przez Boga, który człowieka stwarza z miłości – i uzdalnia do miłości: budowania komunii osób – wraz z odpowiedzialnością za jej losy.


UWAGA. Zawarte w tych stwierdzeniach myśli pojawiają się na przestrzeni całej naszej strony jak swoisty refren aż do ostatniego rozdziału strony włącznie. Nikt nie jest - i nigdy nie stanie się właścicielem ani siebie samego, ani konsekwentnie: swojej płciowości! Człowiek zostaje ustanowiony jedynie odpowiedzialnym zarządcą siebie samego i swojej płciowości. Z tego zarządu będzie musiał się kiedyś ... rozliczyć.


Z przedstawionych stwierdzeń, do których dochodzi zarówno rozum, jak wiara wynika też, że nikt z ludzi nie ma prawa wkraczać samowolnie na teren intymności płciowej. Nikomu nie wolno podejmować arbitralnych działań w celu wyzwolenia energii związanej z zakresem genitalnym. Stwierdzenie to – na płaszczyźnie czysto rozumowej – jest chcąc nie chcąc bezdyskusyjne, chociażby to komuś bardzo się nie podobało. Przykazanie Boże, wyryte w sercu każdego człowieka – wszystkich epok i kultur, jest niezmiennie takie samo: „Nie będziesz cudzołożył ...”!

W świecie zwierząt dochodzi do kopulacji na zasadzie działania wpisanego w ich organizm instynktu, na który one nie mają żadnego wpływu. Zwierzęta podejmują kopulację z reguły jedynie w okresie godowym, gdy pojawiają się określone uwarunkowania fizjologiczno-hormonalne związane z utrzymaniem gatunku. Spółkowanie zwierząt wiąże się z tym właśnie podstawowym celem: dla rozrodu.

Przeciwnie zaś, w przypadku człowieka celem i sensem współżycia płciowego nie jest w pierwszym rzędzie utrzymanie „gatunku ludzkiego”. Zasadniczym celem zjednoczenia płciowego w małżeństwie jest wyrażanie sobie i w taki sposób: poprzez najintymniejsze sprzężenie ich dwojga osób poprzez narządy płciowe – całkowitości daru siebie samego „od osoby dla osoby ...”, czyli miłości. Podejmując zjednoczenie małżeńskie, ci dwoje pragną złożyć sobie nawzajem w darze całą swoją osobę, czyli stać się „jedno w miłości” – począwszy od zjednoczenia swych ciał. Dążenie to staje się tak intensywne, że znajduje swój dramatyczny psychofizyczny wyraz w postaci obopólnego wkroczenia w siebie. Jest ono jednak tylko przypieczętowaniem uprzednio już zaistniałego najściślejszego zespolenia serc ich obojga.

Znaczy to, że w przypadku człowieka zasadniczym celem i sensem aktu współżycia nie jest wzbudzenie życia! Co więcej, motyw poczęcia nowego człowieka nie może urosnąć do głównego celu podjętego aktu zjednoczenia małżeńskiego. Celem jego musi pozostawać zawsze bezinteresowny, całkowity dar siebie samego. Małżonkowie po to jednoczą się w akcie małżeńskiego zjednoczenia, żeby i w ten sposób – kochać!
– Nie mogą też sprowadzić potencjalnego, a tym bardziej już poczętego człowieka, do roli „środka-narzędzia” dla osiągnięcia jakiegoś innego, wyższego dobra, np. wzajemnego pojednania po skłóceniu. Każde dziecko winno być chciane „dla niego samego” (GS 24; LR 11). Każde też ma niezbywalne do tego prawo. Poczęcie dziecka winno być owocem uprzednio zaistniałej potęgi jednoczącej: miłości swoich rodziców. Owocem wyrastającym niejako „po drodze”  i na gruncie ich twórczej, niemal stwórczej miłości.

Sama jednak miłość korzeniami swymi tkwi w Bogu. On zaś jako Ojciec i Stwórca wzywa tych dwoje do współ-stwarzania wraz ze Sobą, ponieważ jest On sam pierwszy cały Miłością-Życiem.
– Niezależnie od tego, Bóg pozwala uczestniczyć małżonkom-rodzicom w przekazywaniu dziecku swojego „Bożego Obrazu i Podobieństwa”:

„Poprzez małżeńską komunię osób mężczyzna i kobieta dają początek rodzinie. Z rodziną zaś wiąże się genealogia każdego człowieka: genealogia osoby. Ludzkie rodzicielstwo zakorzenione jest w biologii, równocześnie zaś przewyższa ją ...
– Wszelkie rodzenie znajduje swój pierwowzór w Bożym Ojcostwie. Jednakże w przypadku ‘człowieka’ ten ‘kosmiczny’ wymiar podobieństwa do Boga nie definiuje w pełni ludzkiego rodzicielstwa. Gdy z małżeńskiej jedności dwojga rodzi się nowy człowiek, to przynosi on z sobą na świat szczególny Obraz i podobieństwo Boga samego: w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby” (LR 9).


Dotychczasowe rozważania można sprowadzić do paru podstawowych stwierdzeń:


Dar stworzony wyłącznie dla małżeństwa

Nauczanie Kościoła, który działa nie mocą własną, lecz w imieniu i z nieodstępnego posłannictwa-upoważnienia Jezusa Chrystusa, wypowiada się o współżyciu płciowym niezmiennie jednoznacznie. Mimo że samo rozumienie tajemnicy małżeństwa, jego sensu oraz sposobu, w jaki małżeństwo staje się „realnym znakiem” tajemnicy zaślubin Chrystusa z Jego Oblubienicą-Kościołem wyraźnie dopiero wzrasta, zwłaszcza w naszych czasach. Rozwój w rozumieniu depozytu objawienia dokonuje się zgodnie z obietnicą Chrystusa – z daru Ducha Świętego (J 16,13; DV 8de).

Kościół stał zawsze na straży Prawa Bożego, które współżycie płciowe zastrzega dla samego tylko małżeństwa. Jednocześnie Kościół zawsze podkreślał, że działania płciowe poza i niezależnie od małżeństwa są zawsze niedozwolone i grzeszne. W samym tylko małżeństwie podejmowanie zjednoczenia płciowego jest działaniem zarówno „właściwym”, jak i „wyłącznym”, tzn. zastrzeżonym dla stanu małżeńskiego. Przypominają o tym wszystkie odnośne wypowiedzi Kościoła:

„Dlatego małżonkowie poprzez wzajemne oddanie się sobie, im tylko właściwe i wyłączne, dążą do takiej komunii osób [zatem: nie tylko ciał], aby doskonaląc się w niej wzajemnie, współpracować równocześnie z Bogiem w wydawaniu na świat i wychowywaniu nowych ludzi” (HV 8; po łac.: „Quocirca per mutuam sui donationem, quae ipsorum propria est et exclusoria, coniuges illam persequuntur personarum communionem, qua se invicem perficiant, ut ad novorum viventium procreationem et educationem cum Deo operam socient”. – Por. FC 11; GS 49; PH 5; KKK 2361).

Nikt z przypadkowych partnerów, ani też żadna para narzeczeńska, nie może się powoływać na zaistniałą między nimi „miłość”, która wobec tego miałaby uzasadnić ich potrzeby „kochania się” poprzez udostępnianie się sobie w swej intymności płciowej, a nawet współżycie płciowe, względnie przynajmniej petting i inne formy zastępcze. Zakres intymności płciowej naprawdę nie jest własnością człowieka. Nikt nie jest kompetentny, by zawłaszczyć czy samozwańczo zagarnąć władzę wkraczania na ten teren.

Sam też Bóg wpisał takie rozumienie kompetencji człowieka w odniesieniu do intymności płciowej w sumienie każdego człowieka (Rz 2,15). Dotyczy to nie tylko katolików, względnie ogólniej: chrześcijan, ale i tych, którzy z chrześcijaństwem w ogóle się nie zetknęli. Prawo moralne naturalne jest jednakowo wyryte w serce każdego bez wyjątku człowieka, łącznie z zasadą posłuszeństwa temuż prawu, którego człowiek sam sobie nie nakłada (por. VSp 54; GS 16). Gdy nadejdzie wyznaczony przez Boga czas „łaski”, sam Bóg sprawi, że treść ta znajdzie ponadto swój wyraźnie sformułowany zapis jako jedno z dziesięciorga Bożych przykazań [= Dekalog], przekazanych rodzinie ludzkiej w ramach przymierza, jakie Bóg zawarł ze swym Ludem na górze Synaj [połowa 13 w. przed Chr.]. Przykazanie VI dekalogu tegoż przymierza brzmi: „Nie będziesz cudzołożył” (Wj 20,14; por. Mt 19,18).

(28 kB)
Objaśnienie

Przykazanie to, jako zakazujące „cudzołóstwa”, nie świadczy wcale o tym, jakoby Bóg był ‘przeciwnikiem’ człowieka i nie rozumiał jego żywotnych ‘potrzeb’, czy tym bardziej ‘miłości’. Przeciwnie, Boże przykazanie jest wyrazem najgłębszego zatroskania Boga jako właśnie miłości o to, by człowiek działał odpowiednio do swej wielkiej godności: Bożej Oblubienicy wezwanej do życia – wiecznego. Dziesięcioro przykazań to nagląca propozycją, jaką swemu żywemu Obrazowi: mężczyźnie i kobiecie – przedkłada Ten, który „Jeden tylko jest dobry” (Mt 19,17; por. VSp 9; itd.). Jako Bóg-Miłość nie jest On w ogóle zdolny do tego, by człowieka, stworzenie swego umiłowania, w czymkolwiek skrzywdzić. Jeśli ten Bóg człowiekowi coś nakazuje, jednocześnie nie wymuszając posłuszeństwa, czyni tak dlatego, że kocha swój „żywy Obraz”. Bóg chce, by ludzka miłość była bezinteresownym „darem osoby dla osoby(LR 11; zob. EV 51.81.92), a nie zawłaszczaniem terenu „ciała i płci” dla samolubnego eksploatowania możliwości seksualnych „...aż do zużycia” (MiN 157) i samozniszczenia.

Tę właśnie rzeczywistość wypowiada Boże Słowo w przykazaniu: „Nie będziesz cudzołożył”. Również jako już małżonkowie, ci dwoje nigdy nie stają się „właścicielami” swej płciowości – w tym sensie, jakoby uzyskali „prawo” dysponowania nią według widzimisię. Nikt z małżonków nie może powiedzieć: „Jesteśmy małżeństwem i obecnie wolno nam legalnie zachować się seksualnie jak się nam podoba” ! Z każdorazowego wkraczania na ten teren będą rozliczeni nie tylko partnerzy pozamałżeńscy i pary narzeczeńskie, ale również pary małżeńskie. Bo i w przypadku małżonków wcale nie każde uaktywnienie intymności jest sakramentalnym realizowaniem ich związku. I wcale nie każda pieszczota może cieszyć się Bożym błogosławieństwem. Wyjaśni się to częściowo w dalszych rozważaniach (zob. do tego. wyż.: „Małżonkom wolno wszystko, byle się skończyło stosunkiem ...”).


Małżonkowie mają do dyspozycji wiele sposobów wyrażania sobie więzi miłości. Jedne mają ścisły związek z ciałem i płcią, w innych związek ten nie jest tak ścisły.
– Spośród wyrazów miłości nie związanych wprost z płciowością można by wymienić czułe słowo, miłą niespodziankę, podarunek, gest, akceptujące spojrzenie itp.
– Inne formy miłości mają ściślejszy związek z wymiarem płciowym: subtelne przytulenie, pogłaskanie, pocałunek, serdeczne objęcie. Wszystkie te znaki wyrażają jedność-w-miłości, ale żaden z nich sam przez się nie wyraża gotowości rodzicielskiej.

Całkiem odrębnie trzeba ocenić znak miłości wyrażany przez akt zjednoczenia płciowego. Współżycie płciowe wyraża oprócz jedności w miłości – każdorazowo również gotowość rodzicielską. Dzieje się to nie ubocznie – przy okazji współżycia, ani tylko jako jego niezbyt zamierzony skutek. Gotowość rodzicielska należy do samej natury aktu, tzn. do jego istoty.
– Znaczy to, że współżycie płciowe wyraża wprawdzie maksymalnie możliwe zjednoczenie dwojga osób w miłości. Jednakże dokonujące się „dwoje jednym ciałem” jest tak skonstruowane, że w samym owym zjednoczeniu otwiera się na oścież na możliwość wzbudzenia życia.

Z tego względu ten jeden znak miłości, z samych podstaw swego bytu [ontologicznie] oraz ze względu na to, że w tym wypadku chodzi o człowieka jako człowieka [wzgląd antropologiczny: dar osoby dla osoby], a konsekwentnie ze względu na nieodłącznie z prawdą bytu i antropologią związany wymiar etyczny [byt i dobro są rzeczywistością zamienną], jest działaniem jedynym w swoim rodzaju.

W swym Liście do Rodzin przypomina Jan Paweł II w nawiązaniu do aktu współżycia:

„Jest to równocześnie moment rzec można szczególnej odpowiedzialności ze względu na potencjalne rodzicielstwo związane z aktem małżeńskim.
– Oto w tym właśnie momencie mogą stać się ojcem i matką, dając początek procesowi nowego ludzkiego istnienia, które z kolei dokonuje się w samej kobiecie.
– To ona pierwsza wie, że stała się matką, a dzięki jej świadectwu mężczyzna, z którym łączyła ją ‘jedność w ciele’, uświadamia sobie z kolei, że stał się ojcem.
– Za to potencjalne, a następnie zaktualizowane rodzicielstwo, on jest odpowiedzialny wspólnie z nią. Nie może nie uznać, czy też nie przyjąć tego, do czego on sam również się przyczynił. Nie może mówić: ‘nie wiem’, ‘nie chciałem’, ‘ty chciałaś’.
Zjednoczenie małżeńskie w każdym przypadku angażuje odpowiedzialność obojga. Jest to odpowiedzialność potencjalna, trzeba jednak, ażeby potwierdziła się ona jako aktualna w konkretnych okolicznościach.
– Odnosi się to w sposób szczególny do mężczyzny, dlatego że on będąc także sprawcą rodzicielstwa, równocześnie jest od niego biologicznie oddalony...” (LR 12).

Nie można zatem zestawiać etycznej jakości współżycia, ani form pochodnych bezpośrednio angażujących narządy płciowe – ze zwyczajnym przytuleniem, pogłaskaniem, czy miłym słowem. Ten znak miłości jest gatunkowo nie-sprowadzalny do żadnego innego wyrazu przyjaźni i miłości.
– Sięgając po ten objaw miłości, partnerzy zstępują do samych „źródeł”  tak miłości, jak i życia. Pozwala to zrozumieć, dlaczego Bóg wprowadza na teren intymności płciowej dopiero sam osobiście. Dzieje się to w chwili, gdy ci dwoje składają ślubowanie małżeńskie.

Bóg nie zmusza jednak nikogo – nawet do wprowadzania w życie swoich przykazań. Bóg jedynie poważnie ostrzega – sankcją wieczną w przypadku odrzucenia zaproponowanego przez siebie ładu miłości i nieposłuszeństwa wobec swego przykazania. Bóg jest naprawdę miłością. Również wtedy, gdy prosi o przestrzeganie przykazania. Miłość ta jest jednak równocześnie wymagająca!

Prócz wielu innych względów zdolnych wyjaśnić sens Bożego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył”, jednym z zasadniczych jest wpisana w akt płciowy jego otwartość na rodzicielstwo. Z kolei zaś jednym z podstawowych praw, jakimi Bóg obdarza Dziecko, jest to, że winno ono być poczęte w prawidłowym, publicznie uznanym, ustabilizowanym małżeństwie. Dopiero małżeństwo stwarza warunki, w których dwoje ludzi może z pełnym pokryciem w prawdzie złożyć się sobie w całkowitym darze w zjednoczeniu płciowym, które w samym tym oddaniu otwiera się gościnnie na możliwość przyjęcia potomstwa.

Nic dziwnego, że – jak to wyrażają wypowiedzi Kościoła – akt zjednoczenia płciowego jest działaniem „właściwym” dopiero w ramach zawartego, przez Boga potwierdzonego małżeństwa. Jest on ponadto aktem „wyłącznym” małżeństwa, tzn. stworzonym tylko dla małżeństwa i tylko w małżeństwie możliwym do w pełni ludzkiego oraz sakramentalnego przeżycia. Tylko małżeństwo otwiera się z istoty swej na rodzicielstwo. Wszelkie inne wyzwalanie energii płciowej nie może nie być objęte Bożym Słowem: „Nie będziesz cudzołożył”. Pojmuje to bezspornie nieuprzedzony ludzki rozum, zdolny uznać słuszność omawianego przykazania.


Możność – nie przymus

Współżycie płciowe w małżeństwie nie jest kwestią „powinności” w sensie musu. Podejmowanie współżycia nie jest przez Boga ‘nakazane’, a jedynie podarowane jako możność wyrażania sobie więzi również w taki sposób. Ani mąż, ani żona nie mogą wymuszać stosunku – z powołaniem się na nabyte przez ślub „prawo-obowiązek”. Szczególnie mężowi nie wolno wywierać presji-szantażu na żonę w rodzaju: „Jesteś moją żoną i na to się żeniłem, żebyś mi się oddawała, gdy tylko mam na to ochotę”. Współżycie płciowe jest małżonkom dane jako dar, a nie nakaz odbywania „stosunków”, ile to tylko fizycznie jest możliwe. Podobnie też nie ma żadnego przykazania rodzenia dzieci ‘ile się tylko biologicznie da’.

Bóg zwraca się do swego żywego Obrazu stale stosownie do podarowanej mu wewnętrznej wolności. Od tego stwierdzenia zaczyna się encyklika Papieża Pawła VI na temat odpowiedzialnego przekazywania życia i etycznego wymiaru intymnych odniesień w małżeństwie:

„Bardzo doniosły obowiązek przekazywania życia ludzkiego, dzięki któremu małżonkowie stają się
wolnymi i odpowiedzialnymi współpracownikami Boga-Stwórcy...” (HV 1; lat.: liberam et consciam Deo Creatori tribuunt operam...).

Należy raz jeszcze przypomnieć, że nie istnieje determinizm odbywania stosunków płciowych. U człowieka nie ma biologicznego przymusu odbywania stosunków – w przeciwieństwie do analogicznych działań w świecie zwierząt. U zwierząt instynkt gatunkowy wiedzie osobniki danego gatunku poza udziałem ich „wiedzy i woli” do kojarzenia się w pary z wyraźnie uwydatnioną celowością kopulacji: dla podtrzymania gatunku. Człowiek pozostaje zawsze człowiekiem: wolnym i nie zdeterminowanym, również w tym zakresie działań. Dotyczy to także małżeństwa, gdzie ci dwoje współżyć wprawdzie mogą, ale wolno im również nie współżyć. Niezależnie od nacisku aktualnie w strumieniu krwi krążących, może wysokich stężeń określonych hormonów.

Ponieważ mąż i żona łączą się na zasadzie przymierza miłości, rzeczywistości zatem znacznie głębszej aniżeli samo tylko fizyczne przyciąganie płci, godność aktu współżycia i jego poprawność etyczna będzie zależała od tego, czy ci dwoje składają się sobie w akcie współżycia płciowego rzeczywiście jako „dar osoby dla osoby” (LR 11).

Sama w sobie ludzka osoba jest nieprzekazywalna i nieodstępna. Ontologicznie biorąc, nie da się jej sprowadzić do rzędu rzeczy-przedmiotu (por. MiO 77). Człowiek może natomiast przekazać swoją osobę – osobie kogoś drugiego: Bogu, albo i komuś z ludzi, gdy sam tak zadecyduje – aktem swej wolnej woli. Tak dzieje się m.in. w chwili ślubowania małżeńskiego: „Ślubuję ci miłość... i że cię nie opuszczę aż do śmierci...!” Ślub miłości staje się możliwy dzięki temu, że u tych dwojga już uprzednio dojrzała decyzja ich wolnej woli na trwałe związanie się ze sobą w przymierzu miłości. Oboje zdecydowali się dobrowolnie, że oddadzą sobie nawzajem swoją osobę – jako właśnie osobę.

Warunkiem umożliwiającym tak całkowite obopólne oddanie się sobie jest oczywiście „posiadanie” siebie samego. Dopiero „panując sobie samemu”, można oddać się komuś drugiemu jako osoba-DAR (por. MiN 62.72.133n). Do tych zagadnień wrócimy jeszcze w dalszym ciągu naszych rozważań (zob. poniż., część II, rozdz. 4 : Działania ‘CONTRA’: Gdzie tu człowiek? Ocena antropologiczna. – zob. jednak również m.in.: cz. VII, rozdz. 3, tamże § F: Jeszcze raz z rozważań papieża Wojtyły na temat miłości. Zob. ponadto: cz.VII, rozdz.3 - Młodzieńczość w obliczu małżeństwa...).

Rozumie się, że czym innym jest stwierdzenie, że nie ma musu współżycia, a czym innym subtelność miłości bliźniego, która właśnie jako „miłość” każe niejednokrotnie wyjść naprzeciw i domyśleć się. Miłość „nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego ..., nie pamięta złego, ... współweseli się z prawdą, wszystko znosi..., wszystko przetrzyma(1 Kor 13,5nn). Taka miłość rzeczywiście „nie szuka” samozadowolenia, nie zasklepia się we własnej wygodzie, ani egoistycznie demonstrowanym zagniewaniu czy złym humorze. Przeciwnie, przygarnia i ułatwia drugiemu pokonywanie głuchego milczenia, starając się obdarzać sobą całą – ku jego dobru doczesnemu i wiecznemu. Będzie to wówczas realizowaniem Pawłowego: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe(Ga 6,2).

Ozdobnik

Re-lektura. Część II, rozdz.1a:
Stadniki, 4.XI.2013.
Tarnów, 11.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



Część Druga . INTYMNOŚĆ W OBLICZU WYBORU „DOBRA” CZY „ZŁA”.
W poszukiwaniu uzasadnień


Wprowadzenie do Części Drugiej

Rozdz. 1. ŁAD I POKÓJ AKTU ZJEDNOCZENIA. Sens aktu małżeńskiego

A. POWOŁANIE DO BUDOWANIA ‘KOMUNII OSÓB’
Człowiecze zróżnicowanie płciowe
Wezwania ludzkiej natury

B. OGÓLNE UWARUNKOWANIA ETYCZNE AKTU
Cel i sens aktu zjednoczenia płciowego
Małżonkowie w przekazywaniu Dziecku Bożego Obrazu
Nikt nie jest właścicielem siebie
Celowość kopulacji u zwierząt – a u człowieka
Dar stworzony wyłącznie dla małżeństwa
Wyrażanie sobie samej tylko WIĘZI, a pieszczoty angażujące narządy płciowe
Możność – nie przymus


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Matka pochylona nad swym małym dzieckiem
Ryc.2. Niezbywalne i nieodstępne PRZYMIOTY człowieka jako OSOBY
Ryc.3. Ziemia oglądana z kosmosu
Ryc.4. Arbeit macht frei: Oświęcim-Brzezinka