(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

Strona cały czas otwarta na dalsze uzupełnienia
w miarę jak Drodzy Czytelnicy zechcą podzielić
się swymi problemami w aspekcie MOB

E.  ROLA MOB W ŻYCIU MAŁŻEŃSKIM (b)

Ozdobnik

Pytania-wyznania docierające
od czytelników z sytuacji
życia w małżeństwie

Ozdobnik

Pytanie 1. Objaw węzła chłonnego

Czy można by dowiedzieć się jeszcze raz, dokładniej, jak to jest z ‘objawem węzła chłonnego’, bo nie bardzo rozumiem to, co napisane jest w broszurce „Miłość Piękna – Miłość Trudna” (zob. wyż.: Objaw węzła chłonnego ).

W poszukiwaniu odpowiedzi

Wypada przytoczyć tu niemal dosłownie – z lekkim poszerzeniem, co na ten temat pisze podręcznik obojga pp. Billingsów (Teaching the Billings Ovulation Method, Part 2, Melbourne 1997, str. 24n; tamże rycina, str. 25).

Równolegle z procesem owulacji dochodzi zwykle do nieznacznego powiększenia węzła chłonnego w podbrzuszu po stronie odbywającej się właśnie owulacji. Węzeł ten osiąga wtedy wielkość mniej więcej grochu-fasoli i staje się wrażliwy przy ucisku. Codzienne sprawdzenie tego gruczołu wykaże zarówno jego wzrost, jak i wykształcającą się tkliwość.
Wystarczy położyć wyprostowane dłonie po obydwu stronach pachwiny w kierunku kolan. Gdy środkowy palec wyczuje pulsowania tętnicy, palec wskazujący znajdzie się wtedy nad owym gruczołem limfatycznym.
Kobieta zauważy też, że warga sromowa po stronie odbywającego się jajeczkowania jest bardziej rozpulchniona-obrzmiała i tkliwa: wrażliwa na dotyk.

Objaw powiększonego węzła chłonnego rozpoznaje statystycznie około 75 % kobiet. Innymi słowy: jest to jeden z objawów ‘towarzyszących’ odbywającej się owulacji. Nie można go tłumaczyć przeciw objawowi śluzu, ani tym bardziej przeciw definicji dnia szczytu objawu. Służy on natomiast jako objaw pomocniczy dużemu odsetkowi kobiet.

Nadal wiążące jest zatem ustalenie, że całkowita pewność odnośnie do początku niepłodności po-owulacyjnej pojawia się dopiero wraz z początkiem 4-go dnia po ustąpieniu odczucia śliskości. Wiąże się to z wynikami obserwacji naukowych i klinicznych, zgodnie z którymi dzień owulacji przypada najczęściej na 1-szy dzień po dniu szczytu, u 1-2 % dopiero na 2-gi dzień po szczycie. Dzień 3-ci po szczycie, czyli po ustąpieniu odczucia ‘ślisko’ – doliczony jest na – bardzo na wyrost przyjętą żywotność komórki jajowej, gdyby jajeczkowanie u danej kobiety odbyło się np. dopiero w późnych godzinach 2-go dnia po szczycie.
– Poczęcie z 3-go dnia po szczycie objawu śluzu zdarza się niezwykle rzadko – raz na tysiące przypadków, ale czasem rzeczywiście się zdarza (Przykład zob. wyż., cykl 18 na Ryc. 6:  Poczęcie z 3 dnia po szczycie).
– Ważniejszy jednak jest ponadto fakt, że dopiero z końcem 3-go dnia po szczycie objawu śluzu dobiega końca proces ponownego tworzenia się czopu gęstego śluzu w ujściu szyjki (od strony pochwy). Czop ten uniemożliwi mechanicznie przedostawanie się odtąd plemników do kanału szyjki macicy. Stąd konieczność odczekania ze wznowieniem zjednoczenia małżeńskiego przez pierwsze 3 pełne dni po szczycie objawu, jeśli małżonkowie mają liczące się powody nie-nastawiania się aktualnie na poczęcie.

Zob. do tego tematu również wyżej wspomnianą rycinę:
Ryc.4: Objaw węzła chłonnego.



Ozdobnik

Pytanie 2. Brak objawu śluzu w wieku przejściowym

W moim przypadku Metody Billingsa chyba nie da się stosować. U mnie bowiem żaden śluz nie występuje. Mam lat 47 i nie mogę sobie pozwolić na dziecko. Mąż nie daje mi spokoju: chciałby stosunku, a ja boję się dziecka. Czy mam prawo zgodzić się na stosunek przerywany? Pani dyżurująca w poradni tak mi właśnie powiedziała: że jeśli nie mam innego sposobu dojścia do pewności, a ciąży stanowczo już być nie powinno, wolno mi zgodzić się na stosunek przerywany. Wina wtedy spada na męża, a nie na żonę. Wypowiedź tej pani nie rozwiała jednak wątpliwości mojego sumienia ...

W poszukiwaniu odpowiedzi

Pytanie świadczy o niedoczytaniu instruktażu MOB. Zrozumiały jest ‘strach’ kobiety w tym wieku: zaawansowanych lat przejściowych, gdy funkcje cykliczne dobiegają końca, ale całkiem się jeszcze nie skończyły. Strach i niepewność zapewne tym większe, im bardziej kobieta dotąd nie zadała sobie być może nigdy poważnego trudu nauczenia się którejś z metod naturalnych.

‘Lekarstwem’ na ów strach mógłby się stać częsty kontakt z jakąś panią z poradnictwa dobrze obeznaną z MOB. O to jednak może nie zanadto łatwo. Chodzi o cierpliwe, niestrudzone zachęcanie bojaźliwej kobiety, by podejmowała codzienne obserwacje zgodnie ze wskazaniami MOB i je wiernie notowała, chociażby się jej wydawało, że ‘to nic nie daje’. Jeśli swych obserwacji nie będzie notowała i nie będzie ich pokazywała mężowi, nigdy nie dojdzie do pewności.
Najlepiej kierować się zwłaszcza w tym właśnie czasie życia dobrą radą wyżej podaną: by kobieta codziennie wieczorem podawała mężowi swój zeszyt i podyktowała mu to, co jest do zanotowania (zob. wyż.: Rubryki i zapis).

Należałoby powtórzyć sobie przy okazji bardzo dokładnie, ewentualnie nauczyć się całkiem od nowa tego, co wyżej powiedziano zarówno o MOB w wieku przejściowym, a jeszcze bardziej po prostu o całej sytuacji przed-owulacyjnej (zob. wyż.: Część przed-owulacyjna i następujące paragrafy; oraz: Wiek przejściowy).

Zdarza się, że kobieta – zwłaszcza w wieku przejściowym – całymi tygodniami nie zauważa już żadnej wilgotności-śluzu na zewnątrz. Stałym objawem będzie niezmienne: sucho-sucho-sucho-sucho. Wtedy trzeba ładnie podziękować Bogu za to właśnie ‘sucho’, odważnie odrzucić strach i nie stronić od męża.

Darowując mu siebie, będzie żona tym pilniej dbała o serce każdorazowo w pełni otwarte na potencjalność rodzicielską, chociaż oboje szczerze na żadne poczęcie się już nie nastawiają i świadomie dobierają dla zjednoczenia właśnie owe dni ‘suche’.
Zjednoczenie małżeńskie płciowe – jest zjednoczeniem naprawdę płciowym. Do „jedno-w-miłości” dochodzi tu dopiero poprzez zostawienie przebiegowi aktu zjednoczenia niczym nie zakłóconego otwierania się w tychże chwilach na potencjalność rodzicielską. Niezależnie od tego, czy tym razem nastąpi, czy nie nastąpi poczęcie. Mając pewność, że do poczęcia ‘dziś’ dojść nie może (z woli Stworzyciela), jednocześnie aktem wolnej woli oraz zachowaniem małżeńskim oboje w pełni pieczętują swoją dyspozycyjność wobec tegoż Stworzyciela i Odkupiciela, który w chwili ślubu małżeńskiego upełnomocnił ich do wkraczania na teren płciowości.

Jak zawsze, kobieta powinna szczególnie w tym okresie życia: typowych dla wieku przejściowego ‘nieregularności’, zważać na charakter krwawień. Jeden raz więcej powinna zastosować najprostszą informację MOB: że krwawieniem cyklicznym jest jedynie to krwawienie, które występuje w ok. 2 tygodnie po rozpoznanym dniu szczytu, czyli po ostatnim dniu z odczuciem ‘ślisko’, kończącym poprzedzający go rozwój objawu śluzu (zob. wyż.: Definicja miesiączki). Jeśli tego odczucia nie było, krwawienie nie ma nic wspólnego z miesiączką.
– A tym samym może ono iść w parze z właśnie dokonującą się owulacją. Nieomylnym znakiem możliwości poczęcia będzie wtedy ponad wątpliwość występujący śluz dni płodności, rozwijający się w kierunku odczucia ślisko.
W przypadku obfitszego krwawienia – rozpoznanie równolegle występującej wydzieliny śluzowej będzie utrudnione. Podejrzenie w tym kierunku powinno pojawić się zwłaszcza przy długotrwałym i krwotocznym krwawieniu. Gdyby po ustaniu krwawienia na zewnątrz było wtedy ‘sucho’, lepiej odczekać jeszcze chociaż 2 dni.

O nawrocie możliwości poczęcia zawsze poinformuje uprzednie pojawienie się wydzieliny śluzowej. Jej początkiem staje się za każdym razem pierwsza zmiana w stosunku do dotychczasowego ‘PMN’: Podstawowego Modelu Niepłodności. Wystarczy następnie po ustąpieniu tych cech śluzu dni płodności odczekać jeszcze 3 pełne dni, by uzyskać pewność, że w tej sytuacji do poczęcia dojść już nie może.

Może się zdarzać, że w sytuacji długiego zawieszenia owulacji wystąpi ‘model mieszany’ niepłodności przed-owulacyjnej (zob. dokładniej wyż.: Trzeci ‘Podstawowy Model Niepłodności’: mieszany’). Mianowicie po miesiączce [jeszcze raz: definicja miesiączki – zob. nieco wyżej] pojawi się ileś dni ‘suchych’, znak 1-szego PMN; po czym zacznie pojawiać się jakaś wydzielina, której rozwój zatrzyma się jednak i przez jakiś czas będzie pojawiała się wydzielina wciąż taka-sama-taka-sama-taka-sama: w świadectwie obecnie utrzymującego się 2-go PMN. Po czym objawy cofną się ponownie w dni ‘suche’, a potem znowu w dni z wydzieliną niezmiennie taką-samą-taką-samą-taką-samą.
Taka sytuacja może powtarzać się parokrotnie – i ani razu nie dojdzie do owulacji, gdyż nie pojawi się odczucie ślisko. Dni takie mogą być przeplatane plamieniem-krwawieniem, które trzeba traktować każdorazowo jako ‘odchylenie od dotychczasowego PMN’, czyli z doliczeniem 3 dni od całkowitego ustąpienia owego plamienia i nawrotu poprzedniego PMN: bądź dni suchych, bądź dni z ową wydzieliną jednostajnie taką samą. Plamienie wskazuje każdorazowo na wysokie możliwości poczęcia.

Wymaga to ze strony małżonków trochę cierpliwości – a przede wszystkim miłości bliźniego. ‘Winna’ temu stanowi nie jest oczywiście ‘Metoda Billingsa’! Natomiast przykra chwiejność objawów jest znakiem poważnych zmian w układzie neuro-hormonalnym kobiety przeżywającej nie zawsze łatwy okres przejściowy przed definitywnym zakończeniem cykliczności.
– Zalecane przez ‘metodę’ czekanie ze zbliżeniami, gdy ci dwoje w tej chwili nie chcieliby nastawiać się na poczęcie, nie jest wyrazem ‘niepewności’ zasad Metody Billingsa, lecz jej pewności. Bo gdy dojdzie do jakiejkolwiek zmiany-odchylenia od dotychczasowego ‘PMN’ – oznacza to, że wewnątrz pojawiły się strużki śluzu zasadowego-zmienionego, który może pośredniczyć w procesie poczęcia.
Toteż MOB radzi w takiej sytuacji naprawdę dobrze: „Poczekaj i obserwuj co będzie dalej  + 1-2-3” (zob. wyż.: Trzecie wskazanie-reguła na dni ‘PMN’).

Okres przejściowy bywa u jednej kobiety krótki, u drugiej przeciąga się na długo. Zdarzają się kobiety, u których stężenie estrogenów jest wciąż bardzo wysokie i długo się nie obniża. Wyrazi się to wciąż obecnym śluzem dni płodności, który jednak nie dochodzi do fazy rozwojowej ostatecznej: wytworzenia się śliskości, specyficznego znaku dnia szczytu objawu śluzu. Taka sytuacja wymaga od tych dwojga niemało odkładania chwil zjednoczenia, jeśli nie będą chcieli ryzykować poczęciem. Będzie to dla nich przedłużająca się próbą-na-jakość-ich-miłości.
– Na ‘pociechę’ małżonków trzeba stwierdzić, że wiek tej ‘próby’ stopniowo dobiega końca, a stężenia hormonalne w krążeniu będą się coraz bardziej stabilizowały. Tym samym zaś poszerzy się coraz bardziej margines ‘dni wolnych’ do przeżywania intymnej bliskości z poczuciem pewności, że poczęcie staje się w tej chwili już niemożliwe.

Wypada raz jeszcze ostrzec przed pochopnym sięganiem po środki hormonalne dla tzw. ‘leczenia nieregularności’ cyklów. Środki takie mogą nie tylko nie ‘leczyć’ niczego, a natomiast doprowadzić do rozregulowania resztek tego, co dotąd mieściło się jakoś w ramach ‘normy’. Cykl podstawowy zostaje przez silne bodźce hormonalne jedynie zakłócony-zawieszony. Wbrew pozorom może nietrudno dojść wtedy do poczęcia – i nie daj Boże: spowodowanego poronienia. Tak zdarza się w przypadku stosowania środków hormonalnych, względnie chirurgicznego ‘wyczyszczenia’ błony śluzowej jamy macicy – z wszystkimi tego konsekwencjami na życie wieczne: swoje własne obojga małżonków oraz ewentualnego poczętego ...

Jeśli w danym wypadku nie wchodzą w grę naprawdę poważne lekarskie wskazania do interwencji chemicznej czy chirurgicznej, lepiej zawierzyć tę sytuację życia Bożej Opatrzności i zaniechać interwencji medycznych, których wydźwięk etyczny może budzić poważne zastrzeżenia.
Równolegle zaś powinna kobieta tym wierniej notować swoje objawy, chociażby się wydawało, że są one całymi tygodniami wciąż takie-same-takie-same-takie-same.
Tym intensywniej będzie kobieta zwracała się w tej chwili do Maryi, Matki Odkupiciela – z ufną prośbą, by zechciała jej dopomóc w zrozumieniu aktualnego stopnia możliwości czy niemożności poczęcia, by dzięki temu mogła konsekwentnie nadal kochać tego bliźniego, którego ślubowała miłować w chwili zamążpójścia. Jakżeż Niepokalana Bożarodzicielka miałaby nie wysłuchać ufnej modlitwy swojej siostry-w-kobiecości! Uzyskiwana stopniowo pewność w rozpoznawaniu stopnia swej aktualnej płodności pozwoli kobiecie nie stronić od męża i nadal pielęgnować obopólną więź uczuciową. Wyrazi się to m.in. udostępnianiem mu swej bliskości jako małżonki.

Natomiast za żadną cenę nie można zgodzić się na podejmowanie stosunków grzesznych: ani w małżeństwie, ani poza małżeństwem. Nie mówimy tu o sytuacji gwałtu przy użyciu siły fizycznej.
W przypadku stosunku przerywanego żona może początkowo nie wiedzieć, że mąż ma zamiar przerwać akt zjednoczenia tym razem. Nierzadko jednak właściwie ona sama doprowadza do takiego współżycia: przez swój brak stanowczości, a tym bardziej przez niepewność co do szans poczęcia.
Innymi słowy żona zwykle aż nadto dobrze wie, że i to dzisiejsze współżycie będzie przerywane...

Żona nie może wtedy zachować się biernie, aprobując tym samym postępowanie męża. Zachodzi tu sytuacja bezpośredniej współpracy w grzechu ‘cudzym’ – i oczywiście własnym. Z tego względu powinna przedstawić mężowi swą niedwuznaczną ocenę takiego postępowania – wraz z ukazaniem twórczego wyjścia ze stanu ciągłego grzechu.
– Gorzej, gdyby mąż z góry się ‘zabezpieczył’ w prezerwatywę. W tej sytuacji działanie z jednej i drugiej strony byłoby z góry zaakceptowanym grzechem ciężkim oraz zbrodniczym – już przed przystąpieniem do stosunku.
– Sięgnięcie po prezerwatywę nie jest w żadnym wypadku wynikiem jedynie słabości moralnej osoby działającej. Fakt ten zakłada bowiem wiele etapów uprzednich działań, które krok w krok są podejmowane z wyraźną intencją: nie-posłuchania Boga oraz czynem wyrażonej zgodny na zgładzenie ewentualnie poczętego dziecka w ciągu najbliższych dni po poczęciu.
– Jeszcze gorzej, gdyby sama kobieta sięgnęła po środki przeciw-rodzicielskie – poprzez jakikolwiek środek poronny (= spirala; tabletki). Ale o tym pragniemy pomówić dokładniej w następnej części (cz. II, rozdz.3).

Poczytalność i odpowiedzialność za grzech może być większa po stronie męża: pijaka, który żonę wciąż szantażuje i dopuszcza się na niej niemal za każdym razem gwałtu.
– Ale wcale nierzadko winę za cały ten stan ponosi w oczach Bożych w równym stopniu, jeśli nie tym bardziej – sama kobieta-żona. Dlaczego? Bo jej się nie chce nauczyć biologicznego rytmu płodności. Ulegając podszeptom szatana, wymyśla coraz inne, rzekomo przekonujące powody, żeby tylko odsunąć konieczność solidnego nauczenia się np. MOB i rozpoczęcia systematycznego notowania objawów.
Nic dziwnego, że mąż staje się wtedy zły i nerwowy, słusznie mówiąc, że żona „nigdy niczego nie wie – bo jej się wiedzieć nie chce”. Dopóki żona nie zacznie prowadzić notatek objawów i nie zada sobie trudu – nie tylko ‘przeczytania’ informacji o biologicznym rytmie płodności, ale i jego rzeczywistego nauczenia się, tak iżby była w stanie obdarzać męża poczuciem pewności w tym zakresie, nie znajdzie usprawiedliwienia w oczach Bożych za grzechy ... ich obojga.


Pozostają zdarzające się, niestety, przypadki, gdy ‘pan lub pani-z-poradni’ zezwala na łamanie przykazania Bożego. Gdyby osoba taka występowała na terenie poradni przy Kościele Katolickim, należy jej natychmiast odebrać ‘misję kanoniczną’ i prawo występowania gdziekolwiek w imieniu Kościoła Chrystusowego.
– W swym głoszeniu odstępstwa-od-Boga byłaby podobną do starotestamentalnych samozwańczych ‘proroków fałszu’. Wystarczy zajrzeć w tym wypadku do Pisma świętego: Słowa-Bożego-Pisanego. I przekonać się o tym, jak ono każe postąpić z wszelkiego rodzaju ‘pseudo-prorokiem’, który kusi do odstępstwa od Boga (zob. Pwt 13,2-7: wyrok jednoznaczny – przez ukamienowanie; przeczytaj najlepiej cały ten rozdz. 13; oraz: cz.VI, rozdz.3 - jego końcówkę: o gender i szansach na uzyskanie rozgrzeszenia; a także ponownie: portal naszej strony, kol.4, nr 10: o Wierności spowiednika nauczaniu pod i z Piotrem).




Ozdobnik

Pytanie 3. MOB tylko dla kobiet zdrowych?

W naszej poradni małżeńskiej (duże miasto) wciąż tylko słyszę, że Metoda Billingsa jest dobra jedynie dla kobiet zdrowych, mających cykle bardzo regularne. A moje cykle są wciąż nieregularne. Mierzenie temperatury jest kłopotliwe, w pracy zawodowej raz po raz wypada mi dyżur nocny, a z przebiegu temperatur i tak niewiele się dowiaduję, bo moje wzrosty termiczne bywają niemal niezauważalne.
Nasze pożycie z mężem kończy się często stosunkiem przerywanym, albo też mąż używa prezerwatywy. Wiem że to jest grzech. Ale co w tej sytuacji mam począć? Przynajmniej nie zabijamy dziecka. Wybieramy ... ‘mniejsze zło’. Bo jakby doszło do ciąży, to bym się chyba na zabieg nie zdecydowała.
Czy muszę chodzić z sumieniem, które stale jęczy od wyrzutów z powodu naszych grzechów w obliczu Boga, a zarazem nie wiem, jak wybrnąć z tego błędnego koła
?

W poszukiwaniu odpowiedzi

Przytoczona tu opinia na temat MOB świadczy z góry o braku pełnej informacji na omawiany temat. Osoba ta bądź jedynie powtarza nie sprawdzone poglądy, bądź czytała o MOB coś jedynie powierzchownego, a w każdym razie nie miała w ręku materiałów źródłowych i autentycznych o Metodzie Billingsa.
– Niestety, nietrudno spotkać się z tego typu opiniami. Wypada ponownie podkreślić z całą mocą, że Metoda Billingsa nie wymaga żadnej regularności cyklów. Nie potrzebuje też ‘wsparcia’ przez mierzenie temperatury, ani żadnej aparatury. Czy kobieta pracuje na zmianę nocną, czy nie; czy jest zdrowa ginekologicznie czy nie, czy gorączkuje, albo też przeżywa stresy itd., wydzielina śluzowa dni płodności zacznie występować dopiero wtedy, gdy stężenie estradiolu w krwiobiegu odpowiednio wzrośnie. Pojawiającej się wówczas zmiany w-odczuciach na zewnątrz kobieta nie może nie zauważyć, jeśli tylko zacznie zwracać na to uwagę. Zauważenia tych zmian nie jest w stanie zakłócić czy zawiesić żadne ‘rozregulowanie’ długości cyklów.

Warunkiem wybrnięcia ze wspomnianego ‘błędnego koła’ wyrzutów sumienia w związku z przeżywaniem bliskości małżeńskiej w sposób grzeszny jest przystąpienie do rzetelnych obserwacji i ich notowania każdego dnia. Jak zwykle, zapis obserwacji powinien być małżeński, a nie podejmowany przez samą tylko żonę. Żona musi być w stanie przekonać do tego męża, skoro on prawdziwie jest ... mężem i problem planowania poczęć musi obchodzić na równi i jego i ją.
– Gdy mąż zrozumie cokolwiek ze stopniowo pojawiającego się zapisu objawów według MOB, uchwyci niebawem celowość ‘czekania’ przez dni możliwości poczęcia, gdyby kolejna ciąża w tej chwili nie była wskazana. Zacznie szanować żonę, a między obojgiem nawiąże się stopniowo dialog małżeński, jakiego być może dotąd nie było od długich lat.

Wszystko to powinno być obficie zroszone Bożą łaską i błogosławieństwem wymodlonym na mocy i z powołaniem się na przyjęty sakrament małżeństwa.
– Mąż na pewno przyzna rację małżonce, gdy ta wytłumaczy mu w klimacie miłości i modlitwy (chociażby on nawet nie podejrzewał, że ona w tej chwili się modli), dlaczego współżycie przerywane czy z prezerwatywą, względnie jakimikolwiek jeszcze gorszymi środkami zapobiegania – jest każdorazowo podeptaniem miłości, której ci dwoje w tej chwili podobno poszukują. Wytłumaczenie tego nie jest trudne. Dokładniej o tym mowa jest w drugiej i trzeciej części niniejszej WEB-site, podobnie jak i w cz.VII, rozdz.3 na miejscach które nietrudno znaleźć, a swoją drogą w artykułach z portalu strony, w kolumnie 4.

Oby ci, którzy wyrażają się o MOB negatywnie, a jej faktycznie nie znają, a przede wszystkim każda poszczególna kobieta – uwierzyła w wiążący charakter podejmowanych obserwacji i notatek. Niebawem zaczną one przemawiać ‘same przez się’: o dziś istniejących – lub równie pewnie: nie istniejących możliwościach poczęcia.
– A wszystko w modlitewnym zjednoczeniu przede wszystkim z Maryją, Matką Pięknej miłości. Maryja rozumie doskonale zarówno co to znaczy narzeczeństwo jak i małżeństwo, choć małżeństwo swoje z Józefem przeżyła w całkowitej czystości. Podobnie i Józef jest w tym względzie niezastąpiony. Rozumie on bezbłędnie psychikę tak mężczyzny, jak i kobiety; zarówno narzeczonego, jak i męża.

Ozdobnik

Pytanie 4. Możliwość poczęcia po porodzie

Od kiedy zaczyna pojawiać się możliwość ponownego zajścia w ciążę po urodzeniu dziecka? Urodziłam czwarte dziecko, najstarsze ma dopiero 5 i pół roku. Karmiłam chłopca teraz przez 3 tygodnie i pokarm mi się skończył. Obecnie ma on troszkę ponad 2 miesiące. Miesiączki po porodzie nadal jeszcze nie było.
Czy możemy współżyć? Mąż bardzo na to czeka, a ja jestem wykończona fizycznie i psychicznie, chciałabym przyjść do siebie po tych 4 ciążach.
Słyszałam, że Metoda Billingsa jest jedyną na okres poporodowy. Ale po czym tu poznać, od kiedy zajście w ciążę staje się na nowo możliwe
?

W poszukiwaniu odpowiedzi

Jak zwykle, trzeba zacząć od solidnego nauczenia się samej MOB i jej paru, nietrudnych do zrozumienia wskazań-zaleceń-reguł. Jeśli kobieta dotąd nie miała możliwości gruntowniejszego zapoznania się z MOB, byłoby niezmiernie wskazane, żeby znalazła jakąś panią, która by się dobrze orientowała we wskazaniach MOB w zastosowaniu m.in. do sytuacji poporodowej. Jeśli takiej osoby nie znajdzie, oby wielokrotnie przestudiowała chociażby powyższy ramowy wykład na temat metody, tzn. cały pierwszy rozdz. niniejszej pierwszej części naszej strony internetowej i od zaraz przystąpiła do solidnego prowadzenia obserwacji i notatek (zob. wyż.: Część przed-owulacyjna – oraz cały dalszy ciąg tego rozdziału).

Matka powinna czynić naprawdę wszystko, by nie dopuścić do utraty pokarmu przez własne zaniedbanie. Niezależnie od tego, czy to męczące czy nie, powinna być na każde zawołanie maleństwa, tuląc je do piersi nawet wtedy, gdy ono jedynie ‘potrzebuje’ mamy, nawet nie dla pokarmu. Samym zaś karmieniem powinna służyć dziecku w sensie najdosłowniejszym na każdą jego prośbę: tak w dzień, jak w nocy, choć oczywiście matka będzie je stopniowo wdrażała w uszanowanie porządku właściwego dla nocy i dnia.

Im więcej będzie ruchów ssania, tym obfitsze będzie wydzielanie odpowiedzialnych w okresie karmienia hormonów z mózgu. Działają one dwukierunkowo: poprzez szybką syntezę dalszego pokarmu – oraz blokowanie procesów wzrostowych w jajnikach, jeśli już pominąć przyspieszone cofanie się zmian ciążowo-porodowych. Do tego stopnia, iż matka może odczuwać przy karmieniu nawet ‘ból’ u dołu – wskutek przyspieszonego procesu zabliźniania się i gojenia.
W przypadku gdy matka zauważy ubywanie pokarmu, powinna przyjmować więcej płynów. I cały czas modlić się do Matki Bożej Karmiącej, jak już przez cały czas przeżywania ‘nadziei’ w miesiącach poprzedzających – o obfitość pokarmu.

Wiele matek ‘słyszało’, iż w przypadku ‘karmienia’ – do zajścia w ciążę dojść nie może. Pogląd ten wymaga istotnych uściśleń. Sprawdza się on zasadniczo w przypadku wyłącznego karmienia piersią – w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu. Czyli: gdy matka nie daje dziecku naprawdę niczego innego poza piersią. Dotyczy to jednak w zasadzie tylko pierwszego kwartału takiego karmienia.
– Odnosi się wrażenie, że matki nie chcą uwierzyć, że dziecku naprawdę starczy pokarm piersi. I ‘uszczęśliwiają’ je coraz innymi dodatkami – na szkodę zarówno dziecka, jak i własnego małżeństwa. Dziecko będzie wciąż przekarmione, a konsekwentnie nie będzie chciało piersi, lub dla wygody (...!) będzie wolało butelkę, do której je matka niemądrze przyzwyczaiła. W efekcie: pokarmu własnego będzie coraz mniej ...
– Mądra matka karmi dziecko w sposób dosłownie wyłączny – pokarmem własnym przez co najmniej pół roku, jeśli nie znacznie dłużej. Jak ognia wystrzega się pokazania dziecku butelki. Wtedy też – w swoistą ‘nagrodę’ za tę posługę hojnej karmicielki otrzymuje Boży dar: odsunięcia może i na bardzo długo nawrotu pierwszego okresu płodności po porodzie.
– Zdarza się jednak i tak, że bez żadnej swej ‘winy’ – matka pokarmu po prostu nie ma, względnie karmić nie może, szczególnie gdyby zachodziła jakaś dodatkowa patologia u dziecka, albo też u niej.

Gdyby matka w ogóle nie karmiła dziecka, lub karmiła je jedynie połowicznie, równocześnie podając mu inny pokarm, nawrót pierwszego okresu płodności może nastąpić bardzo wcześnie, nawet począwszy od ok. 5 tygodnia po porodzie. Wtedy bowiem w krążeniu matki mało jest prolaktyny i oksytocyny z mózgu, odpowiedzialnych za obfitość pokarmu, a jednocześnie blokowanie procesów wzrostowych w jajnikach. Tym samym jajniki mogą dość rychło wznowić zawieszone przez ciążę procesy wzrostowe pęcherzyków, łącznie z możliwością owulacji.
– Z tego względu matka powinna tym pilniej rozpocząć prowadzenie obserwacji i ich notowanie począwszy od ok. 3 tygodnia po porodzie, gdy skończą się już odchody poporodowe i skrzepy (łac.: lochia).

Ale i w tej sytuacji Boża Dobroć daje tym dwojgu zawsze najpierw sygnały: że możliwość poczęcia już wraca. Tę funkcję spełniają najzwyczajniejsze, łatwe do zauważenia i zrozumienia oznaki-objawy, których kobieta nie może nie zauważyć, jeśli tylko tego chce.

Małżonkowie muszą się jednak liczyć z faktem, że wyrazistość objawu śluzu może w sytuacji poporodowej nie być taka sama, jak to bywało w miesiącach przed zajściem w ciążę. Organizm potrzebuje czasu – może i miesięcy, żeby cykliczność w pełni wróciła do poprzedniego rytmu. MOB każe zważać w tym czasie tym pilniej na wszelkie zmiany w odczuciach na zewnątrz. Nietrudno o sytuację, kiedy to obserwacja wzrokowa nie wykaże żadnej zmiany, a przecież uważna matka uchwyci ją w postaci odmienionych odczuć sygnalizowanych z zewnątrz. To zaś wyznaczy małżonkom styl układania wzajemnych odniesień.

Wypada dopowiedzieć, że w okresie poporodowym małżonkowie nie doczekają się wiążącej informacji co do istniejącej już, czy jeszcze nie – możliwości poczęcia prawdopodobnie od żadnej innej metody naturalnej – poza tylko MOB.
– Szkoda trudu i ‘nerwów’ na prowadzenie w tym czasie wykresu termicznego. Matka najprawdopodobniej nie wyczyta z niego zupełnie nic. Wzrost termiczny po-owulacyjny może być w tym czasie bardzo krótkotrwały i niemal natychmiast obniżać się, tak iż małżonkowie nie będą mieli pewności, jakie są aktualnie szanse poczęcia. Układ neurohormonalny matki nie zdążył jeszcze ‘zaskoczyć’ po zmianach ciążowo-porodowych.
– Przeciwnie zaś, dzięki MOB małżonkowie otrzymują i w tej sytuacji wciąż na bieżąco wiążącą informację na ten temat, jeśli tylko informację tę przyjąć zechcą. Co więcej, MOB z natury swej zachęca matkę jak najskuteczniej, by kontynuowała karmienie wyłączne dopóki się tylko da. Ponad wątpliwość – ku dobru dziecka. Dobro zaś dziecka staje się zarazem dobrem zarówno matki karmiącej, jak i dobrem małżeństwa jako małżeństwa. Hojna posługa karmienia sprawia bowiem, że nawrót okresu płodności zostaje zablokowany i odsunięty.

Z nawrotem możliwości poczęcia trzeba się będzie liczyć stopniowo szczególnie odkąd u dziecka wyrzynają się ząbki. Do jajeczkowania może już odtąd dojść nawet w przypadku wyłącznego karmienia piersią. Zresztą matka zacznie w końcu podawać dziecku inne płyny, a nawet pokarmy stałe, przyspieszając tym samym nawrót pierwszego okresu płodności poporodowej. Ale: małżonkowie każdorazowo otrzymają precyzyjną informację na temat statusu płodności. Warunkiem jest skorzystanie z wdzięcznością z daru rytmu płodności, który staje się szczególnie łatwy do odczytania dzięki MOB.


Ozdobnik

Pytanie 5. Czy się zgodzić na zapłodnienie sztuczne

Piszę w imieniu mojej siostry Agaty, katechetki – i jej męża Dominika. Są już 9 lat po ślubie i nie mogą doczekać się dziecka. Brak dziecka zaczyna stawać się problemem krytycznym dla trwałości samego ich związku.
– Agata wybrała się w końcu do Kliniki Leczenia Niepłodności. Tam obiecują pełny ‘sukces’ proponowanych zabiegów. Ale zarówno Agata, jak i Dominik, zaczynają mieć wątpliwości co do ich etycznej oceny. Lekarze zasypują wyrażeniami naukowymi i przekonującymi argumentami. Ale gdy dochodzi do momentu, że szeregiem podpisów trzeba z góry wyrazić zgodę na coraz inne wyrafinowane zabiegi, dotyczące czy to pobierania nasienia, czy z kolei komórki jajowej, a potem dalszych zabiegów, jakim ci specjaliści będą poddawać owe komórki rozrodcze, budzi się niepokój sumienia, czy to wszystko jest do przyjęcia z Bożego i ludzkiego punktu widzenia.
Czy Ksiądz może nam przedstawić stanowisko Kościoła w tym względzie
?

W poszukiwaniu odpowiedzi

Należą się wyrazy uznania za szczerość opisu spraw, które nie należą do najłatwiejszych nawet w samym ich słownym przedstawieniu. Jeśli p. Agata jest katechetką, powinna by orientować się głębiej w etycznych aspektach dręczącego ją problemu. Wyżej podano krótko wiążące wypowiedzi Magisterium Kościoła w tej sprawie (zob. wyż.: Bezdzietność a Prawo Boże – oraz: Płodność obniżona – Poczęcie zamierzone i następujące akapity: Płeć Potomstwa, Badania prenatalne; tamże zasadnicze dokumenty Kościoła).

UWAGA. W międzyczasie pojawiło się na naszej stronie głębsze opracowanie o „in vitro’, łącznie z Dokumentem Episkopatu Polski z 5.III.2013 r. – oraz ‘Wprowadzeniem’ i rozważaniem po owym Dokumencie Episkopatu – autorstwa piszącego tu kapłana. Tamże znajduje się odnośnik do dwóch ważnych Dokumentów Stolicy Apostolskiej na temat zabiegów bio-etycznych. Zob.:
portal niniejszej strony = lp33.de – Spis treści, kol.4, nr 20. Względnie link bezpośredni:  „Nienaruszalność życia – In Vitro – Zagadnienia pokrewne”
.

Lekarze – szczególnie pewnych specjalizacji – często nie liczą się z transcendentną godnością człowieka jako osoby. Dziedzinę przekazywania życia traktują instrumentalnie, udając – tak by to trzeba było określić – że nic nie wiedzą o ludzkiej duszy i jej przeznaczeniu do świadomego wyboru życia – wiecznego. Stąd też ‘udają’, że nic nie wiedzą o Prawie Bożym. Wmawiają ludziom, że jedynymi ‘panami życia i śmierci’ są tu oni, a nie ‘jakiś’ ... Bóg. Toteż i do kojarzenia gamet podchodzą jako do samej tylko biologii, degradując żywe ludzkie komórki rozrodcze do rzędu ‘tworzywa biologicznego’, którym im jako specjalistom wolno dysponować według ‘widzimisię’.

Tymczasem człowiek jest osobą – począwszy od tego dopiero jednokomórkowego maleństwa-osoby.
– Jest wolą Stworzyciela, który tych dwoje: małżonków – dopuszcza do współstwarzania wraz ze sobą, żeby dziecko przychodziło na świat w ramach całkowitego oddania się sobie małżonków. Dziecko ma się stać niewymazalną syntezą miłości męża i żony, odwróconej od własnego ‘JA’, a zwróconej bezwarunkowo ku temu Drugiemu, poślubionemu ku jego dobru doczesnemu i temu otwierającemu się ku życiu – już na zawsze. Dziecko winno stać się pojawiającym się niejako po-drodze-ich ‘jedno-w-miłości’ jej żywym, wiecznym utrwaleniem, którego nie unicestwi już żadna siła na niebie i na ziemi.
– Tej Bożej woli nie zmieni nic i nikt. Nikt z lekarzy, profesorów instytutów badań naukowych itd., nie jest władny zmienić tej Bożej Woli, zmodyfikować ją czy rozcieńczyć. Stąd też wszelkie manipulacje gametami są z góry nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego: ludzkiego – i tym bardziej Bożego. Niezależnie od tego, czy ktoś ‘wierzy’ w Boga, czy udaje, że ‘Boga ... nie ma’, a i tak przed tymże Bogiem kiedyś stanie i będzie rozliczany ze swych czynów – dobrych czy złych (por. 2 Kor 5,10) ...

Niestety, TV i inne massmedia wmawiają na siłę ‘dobrodziejstwa’ nauki, która promuje pobieranie komórek rozrodczych, handel nimi, łączenie ludzkich komórek z gametami od byle kogoś (= zdrada małżeńska!), czasem kojarzenie ludzkich gamet z gametami zwierząt, kojarzenie gamet w probówce, zamrażanie embrionów tzn. zaistniałych ludzi, ich wyrzucanie następnie do śmietnika, lub wrzucenie ich potem do pieca itd. W ten sposób dochodzi do ‘uszczęśliwienia’ niepłodnych małżonków sztucznie wyhodowanym człowiekiem – nie jako wyrazu małżeńskiej miłości, lecz zaistniałym ‘z woli i eksperymentu biologa-technika’, często nie lekarza, lecz weterynarza – a z zasady ‘po trupach’ wielu innych, pozostałych embrionów, tzn.: obecnie już niepotrzebnego rodzeństwa tego jednego, którego udało się ‘z sukcesem’ wyhodować i utrzymać przy życiu ...

Z punktu widzenia moralnego, ale i godności człowieka i małżeństwa – z góry odrzucić trzeba pobieranie nasienia przez polecenie mężczyźnie, by się ‘postarał’ o nie przez samogwałt-masturbację; bądź też gdyby sam lekarz miał uzyskiwać je na nim taką drogą. Przykazanie VI – pozostaje Bożym przykazaniem niezależnie od przyświecającego zabiegowi rzekomo ‘dobrego celu-intencji’: tzw. ‘leczenia niepłodności’! Nikt z lekarzy, ani jakakolwiek władza na niebie i na ziemi – nie ma władzy nad Bożymi przykazaniami. Przyświecający zaś owemu działaniu dobry ‘cel’ nie jest w stanie ‘uświęcić’ czynu, który z istoty swej jest „zły” (por. VSp 79-83; HV 14; 1 Kor 6,9n; Rz 8,3).

Jedynym etycznie możliwym do przyjęcia sposobem, żeby poddać badaniu jakość, wydolność, żywotność, ruchliwość itd. plemników, tzn. wykonania testu Simsa-Hühner’a, to normalne zjednoczenie małżonków. Wkrótce potem żona udaje się do lekarza, który pobiera próbkę łącznej wydzieliny męża i żony z pobliża szyjki itd. Jest to oczywiście badanie niezbyt poręczne dla lekarzy i lekarze zazwyczaj niezbyt chętnie podejmują się badania tak uzyskanej – zmieszanej próbki. Ale to już nie wina Boga, ani Kościoła ...!
– Poza tym: punktem wyjścia decyzji na takie badanie musi być uwzględnienie etapu cyklu u kobiety-żony. Jeśliby u niej nie występował aktualnie śluz dni płodności, test Simsa-Hühnera trzeba by z góry zakwalifkować jako ‘błąd w sztuce’ ! Małżonkowie powinni zdawać sobie z tego sprawę, by nie narażać się na niepotrzebne ... wydatki, z góry skazane na niepowodzenie.

Nasuwa się dalszy aspekt zagadnienia. Pobieranie nasienia – zakładamy że chodzi o nasienie męża, by je następnie sztucznie wprowadzić do dróg płciowych jego żony, jest z góry nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego. Lekarz nie może zastąpić aktu małżeńskiego zjednoczenia: obopólnego darowania się sobie męża i żony, którego owocem winno stać się poczęcie dziecka. ‘Cel’ przyświecający temu działaniu może wydawać się najświętszy. Niemniej nie jest on w stanie przekształcić zła podjętego tu działania w dobro. Dziecko ma być wiecznie trwałym świadectwem całkowitości darowania się sobie męża jednoczącego się z małżonką, a nie ‘łaską’ działającego lekarza, względnie ... technika-od-InVitro.

Człowiek wciąż usiłuje ‘udowodnić’ Bogu, że ‘lepiej’ – ‘stworzy’ człowieka, aniżeli On, Stworzyciel. Stąd też podejmuje coraz inne wysiłki, by poddać swojej władzy z kolei dziedzinę prokreacji. Ale nie tędy droga! Sam tylko Bóg jest i pozostanie Panem i Właścicielem życia i miłości, a tym bardziej źródeł życia-miłości.

Z punktu widzenia moralnego i godności ludzkiej osoby obojga jako małżonków można natomiast zaakceptować jedno: swoiste ‘popchnięcie dalej’ wydzieliny współżycia po podjętym, normalnym zjednoczeniu małżeńskim. Byłoby to swoistym ‘wspomożeniem’ natury ludzkiej osoby, nie zaś ‘zastąpieniem’ aktu zjednoczenia małżeńskiego.
– Natomiast wszelkie pobieranie czy to komórek jajowych, czy plemników jest z góry nie do przyjęcia. Działanie takie trzeba by zakwalifikować jako ingerowanie w kompetencje ściśle Boże. Tego Boga który jest cierpliwy i zwykle nie zabija natychmiast – nawet i zbrodniarzy. Czeka na nawrócenie grzesznika ... Może się nie doczekać! Ale daje szansę przebłagania Boga i wynagrodzenia bliźnim wyrządzonego im zła ...

Celem aktu współżycia małżeńskiego nie może się stać ‘unasienienie’ żony – w przeciwieństwie do praktyk stosowanych w świecie zwierząt. Praktyk takich nie można przenosić na ludzką osobę. Znaczy to, że zrodzenie dziecka nie może stać się celem podjętego aktu zjednoczenia małżeńskiego! Poczęcie może przyświecać małżonkom jedynie jako cel wtórny, podporządkowany i ukryty.
– Małżonkowie powinni w chwili zjednoczenia naprawdę kochać – w całkowitości obopólnego darowania się sobie; ku swemu dobru doczesnemu i ostatecznemu. A jedynie Bóg tak skonstruował akt zjednoczenia, że nie ma innego sposobu dojścia do rzeczywistego zjednoczenia poprzez narządy kontaktowania płciowego (jeśli ci dwoje sięgną w tym wypadku po ten tak wyjątkowy wyraz swojej miłości), jak tylko gdy zostawią nie zakłóconą swobodę rozwijającemu się swemu „dwoje-jednym-ciałem”. W przeżyciu męża kończy się ono szczytowaniem, które stwarza swoiste podłoże, na którym może – choć nie musi – wzejść ludzkie życie.
– Tego jednego właśnie oczekuje w tym momencie od tych małżonków Stworzyciel. Zarówno godność tych dwojga jako małżonków, jak i sam Bóg – wymaga, żeby akt zjednoczenia (jeśli w ogóle ma być podjęty) był każdorazowo na oścież otwarty na możliwość przekazania życia. Z góry zatem wykluczone muszą być jakiekolwiek sposoby zapobiegania czy blokowania możliwości poczęcia. Wtedy dopiero można mówić o wewnętrznym ładzie małżeńskiego jednoczenia się w miłości, któremu ci dwoje nie stawiają żadnych warunków wstępnych: ani co do czasu trwania związku, ani jakichkolwiek innych warunków.

Samo wzejście ludzkiego życia – to już dalszy etap, w który oczywiście angażuje się wprost i osobiście Bóg jako Stworzyciel. Tylko On darowuje powstającemu w tej chwili człowiekowi swój żywy Obraz i Podobieństwo. „Obraz” ten nie jest i nie stanie nigdy ‘własnością’ mamy i taty.
– Z tego względu przekazanie życia człowieczego jest nieporównalne w stosunku do przekazywania życia u zwierząt. Ale też: celem spółkowania u zwierząt jest utrzymanie gatunku. Przeciwnie zaś: u człowieka celem aktu współżycia nie jest ‘unasienienie’, lecz miłość, na ile jednak jest ona każdorazowo otwarta na życie.

Stąd też dziecko nie może być potraktowane instrumentalnie. Pragnienie poczęcia nie może przesłaniać horyzontu obopólnej miłości. Dziecko nie może zejść do roli ‘narzędzia’, chociażby np. dla podbudowania samolubnego poczucia-egoizmu mamy i taty: że wreszcie jesteśmy rodzicami! Bo: ‘mamy’ nareszcie – zabawkę; przypadkowo żywą!
– Rodzice, szczególniej zaś małżeństwa dotąd bezdzietne, muszą niesłychanie czujnie wciąż oczyszczać swoją intencję! Dziecko winno być kochane – jako osoba – „dla niego samego”! Zadanie to nie należy wcale do najłatwiejszych. Również w późniejszym życiu dziecko nie może być kochane ‘w nagrodę’ – np. za dobre wyniki w nauce, w sprawowaniu itp. Ma ono być kochane tak jak Bóg kocha każdego z nas: „dla nas samych”.

Z tego właśnie względu małżeństwo dotąd bezdzietne nie może nastawiać się na dziecko własne tak bardzo za wszelką cenę, żeby się to dziać miało nawet za cenę sprzeciwienia się Bogu samemu, by Mu niejako ‘udowodnić’, że: „... poradzimy sobie bez Ciebie” (por. do tego: EV 14.23)! Małżonkowie powinni oczywiście modlić się bardzo i składać w tej intencji swe ofiary. Jednocześnie jednak winni stawiać na pierwszym miejscu swą miłość do kochającej ich i w takich okolicznościach woli Ojca Przedwiecznego: Stworzyciela. Postawa ta wiedzie do tym uważniejszego wsłuchiwania się, czego On w tej chwili by sobie od nich życzył i oczekiwał!


Co wobec tego wolno uczynić w przypadku przedłużającej się niepłodności małżeńskiej?
Jeśli chodzi o lekarzy: nie można słuchać lekarzy, którzy z Bogiem się nie liczą. Można ‘leczyć’ niepłodność przez stosowanie odpowiedniej diety ogólnie wzmacniającej, przez preparaty witaminowe itp. Nie można jednak wyrazić zgody na manipulacje narządami płciowymi i komórkami rozrodczymi. Z góry odpada uzyskiwanie ‘próbek’ nasienia, czy zgoda na pobieranie komórek jajowych.
– Z kolei zaś nie należy dać się ‘zaczarować’ twierdzeniom niektórych lekarzy, którzy szokują informacją, iż do zaplemnienia-zapłodnienia trzeba ‘tyle a tyle milionów’ żywotnych plemników. Do poczęcia wystarczy w najdosłowniejszym znaczeniu jeden jedyny plemnik! Jeśliby nawet w najgorszym wypadku niemal wszystkie plemniki męża była nieruchliwe, martwe czy niewydolne, może w końcu znajdzie się jakiś jeden – kochany plemniczek żywy, na tyle żywotny, którego wypada niejako ładnie pogłaskać, wycałować go, pogrozić mu w najgorszym wypadku i ładnie zachęcić, żeby się udał tam gdzie potrzeba. A zarazem poprosić ładnie Ukochanego Anioła Stróża, żeby tego jedynego bezpiecznie przeprowadził przez czyhające na niego po drodze wielorakie niebezpieczeństwa – chociażby ze strony kwasowego środowiska pochwy.
– I naprawdę gorąco nadal się modlić! Wypada odprawiać w tej intencji nowennę za nowenną, prosząc również bliskich, zwłaszcza swych może jeszcze żyjących rodziców o wsparcie modlitewne w tej intencji. Jak zawsze: naszym zadaniem jest: modlić się, a nie wyznaczać Bogu terminu wysłuchania modlitwy!

Niezależnie od modlitwy, trzeba korzystać też z ludzkiej wiedzy. A ta, jeśli jest wsłuchana w Boże Prawo, jest i może być cała Boża. Okazuje się, że ‘Metoda Billingsa’ pozwala w ok. 30-50% przypadkach małżeństw pozornie niepłodnych doczekać się prędzej czy później mimo wszystko własnego potomstwa. Dzięki temu, że w tak bardzo prosty, a wiążący sposób informuje, w którym dniu cyklu możliwość poczęcia znajduje się na szczycie. Jest nim dzień szczytu objawu śluzu, czyli ten dzień, w którym jest ... ślisko.
– W tym samym celu bardzo pomocną może stać się korzystanie z ‘NaProTechniki’. Mimo iż sama w sobie ‘naprotechnologia’ jest zafałszowanym plagiatem ‘Metody Owulacji Billingsa’, w jej ramach podejmowane są badania w celu wykrycia rzeczywistych przyczyn niepłodności małżeńskiej, a okazywana małżonkom pomoc mieści się w pasmie działań, możliwych do zaakceptowania z moralno-etycznego punktu widzenia.
– Wypada też przypomnieć sobie, że statystycznie biorąc, na 3 przypadki małżeństw niepłodnych – dwa z nich wiążą się z niepłodnością po stronie męża. Mężczyźni na ogół nie lubią przyjmować tę informację do wiadomości... Kobiety w zasadzie są płodne! Chyba żeby Pani Agata w ogóle np. nie miesiączkowała (amenorrhoea primaria). W tym wypadku poczęcie w ich małżeństwie stałoby rzeczywiście pod znakiem zapytania. Okazuje się jednak, że p. Agata normalnie miesiączkuje.
– Kolejna dobra rada: Przy akcie zjednoczenia małżeńskiego nie należy myśleć o poczęciu, ani o przekazaniu w tej chwili życia, a natomiast: kochać naprawdę ‘na całego’ – całą subtelnością uczucia i woli. Nie wolno upokarzać siebie nawzajem z racji niepłodności i obwiniać siebie jako ‘niezdarę’ itp. Wszelkie psychiczne ubliżenie-upokorzenie może bowiem zablokować resztki szans na doczekanie się własnego potomstwa.

Zgodnie z MOB trzeba więc upilnować dnia, w którym pojawi się – może raz na długie miesiące – odczucie śliskości-gładkości, jak ryby-z-wody. I oczywiście: nie spłukiwać takiej wydzieliny przy podmywaniu! Wówczas bowiem sama kobieta uniemożliwiałaby Bogu – obdarowanie życiem. Pan Bóg stworzył ten kochany śluz po to, żeby stał się ‘Cinquecento’, przewożącym plemniczka tam gdzie trzeba. Jak tego ‘Czinkusia’ zabraknie, biedny plemniczek do stacji docelowej ... ‘piechotą’ nie dowędruje ...!

Jeśli więc p. Agata zauważa u siebie z cyklu na cykl występowanie takiej właśnie wydzieliny: śluzu śliskiego, a plemników jest – jak się okazuje na podstawie przeprowadzonych badań (nie-etycznych !) malutko, lub są one bardzo niewydolne, to wyłania się zgodnie z Metodą Billingsa kolejna rada. Żeby mianowicie plemników nagromadziło się nieco więcej na tę tak oczekiwaną chwilę: gdy u niej pojawi się ślisko, lepiej nie podejmować zjednoczenia dzień w dzień, ale z przodu cyklu w odstępach ok. 3-4 dniowych, jeśli chodzi o te dni, które powinny by być już dniami możliwości poczęcia, czyli gdy już nie jest sucho.
– Jeśli p. Agata prowadzi notatki zgodnie z zaleceniami MOB, wie tym samym dosyć dokładnie, przez ile przeciętnie dni występuje u niej śluz dni płodności. Gdyby tych dni było np. 3, 4, może 5 dni, to po ustąpieniu odczucia na zewnątrz: ‘sucho’ – lepiej na razie nie podejmować zjednoczenia, aż zacznie dawać znać o sobie odczucie ślisko. I wtedy dopiero wypada podjąć jednorazowe zjednoczenie.

Oczywiście nadal aktualne jest to wszystko, co wyżej powiedziano: dzień współżycia można dobrać jako ten, w którym do poczęcia powinno by dojść najdogodniej. Ale: przy samym owym zjednoczeniu małżeńskim należy nie myśleć o dziecku, a natomiast o kochaniu. Trzeba zaś kochać tak gorąco, żeby stając się „dwoje-jednym-ciałem” po małżeńsku, nie tracić żywotnego kontaktu z Chrystusem, żywym w sercu tak męża, jak żony. Sam PAN stworzył i wręczył tym dwojgu akt tak przedziwny: zjednoczenia małżeńskiego – płciowego! A tylko: chwile te nie powinny przesłaniać jednoczesnego kontaktu z Bogiem żywym!

Wszystko to musi być możliwe do pogodzenia. Trzeba cieszyć się w tych momentach jak dzieci, i niemal wyskakiwać z radości. A jednocześnie kochać Chrystusa żywego oraz całą, w sercu przebywającą Trójcę Przenajświętszą – miłością pełną wdzięczności. Wszystko to jest do zrobienia i wypracowania, tzn. czuwania, by o tym nie zapominać. Im więcej dziecięcego dziękowania Bogu za radość małżeńskiego przeżycia wśród wszelkich utrapień życia na co dzień, tym lepiej!

Równolegle zaś, po cichutko, można szeptać w sercu do tego Boga żywego: „Ojcze Miłości i Miłosierdzia! My byśmy się tak bardzo ucieszyli i wyskakiwali z radości, gdybyś nam podarował dzieciątko! Mimo to przyjmujemy w pełni dyspozycyjnie, co nam na dziś dajesz: czy dzieciątko będzie, czy miałoby na razie nadal jeszcze go nie być ...”.
– Może ulituje się Maryja, Matka Niepokalana! A może św. Józef! A od czego miałby być Anioł Stróż, ukochany – jednego i drugiego z nich obojga? A może i ten Anioł Stróż, który się już ‘niecierpliwi’, ten przewidziany dla ich dzieciątka – od założenia świata!?
– I wreszcie jeszcze i ta rada praktyczna. Dla ułatwienia kontaktu nasienia z szyjką – żona mogłaby podłożyć sobie pod krzyż poduszkę, żeby nasienie niejako łatwiej mogło wpłynąć do szyjki.

Czy to wszystko, co tu pisze Ksiądz, jest może gorszące? Św. Paweł pisze: „Dla czystych wszystko jest czyste; dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane(Tt 1,15).


Niezależnie od wszystkich starań o własne dziecko wypada pielęgnować w sercu wielką dyspozycyjność względem Boga, jak o tym dopiero co wspomniano. Trzeba wciąż wsłuchiwać się w Jego głos. Gdyby mianowicie przez dłuższy czas nadal miało nie pojawić się dziecko własne, powinni oboje dosłyszeć głos Boga, który prosi tych dwoje być może coraz bardziej nagląco, żeby zechcieli utworzyć rodzinę zastępczą... Może staną się w najprawdziwszym znaczeniu rodzicami, gdy przyjmują jedno, a może więcej dzieci obcych. Będą otaczali je miłością taką, jakby to były dzieci ich własne. Będą je zatem kochali nie w nagrodę za cokolwiek [= egoizm a nie miłość!], lecz „dla nich samych”, realizując dobro jako dobro – bez czekania na nagrodę tu na ziemi.

Wypada życzyć małżeństwu Agaty-Dominika doczekania się mimo wszystko własnego potomstwa. Może sytuacja ich nie jest wcale aż tak beznadziejna, jakby się wydawało.
– Pierwszym krokiem, jaki by powinni uczynić, to uwolnienie się od lekarzy z owej kliniki! Lekarze ci – właśnie od ‘leczenia niepłodności’ – nader często z Bogiem i człowiekiem się nie liczą. A samej niepłodności i jej przyczyn bynajmniej nie leczą, a natomiast zabierają się od razu do sztucznego unasienienia i laboratryjnego ‘wyhodowania’ człowieka ...
– Trzeba przeprosić Boga serdecznie za to, co było dotąd w leczeniu niepłodności przeciwnego woli Bożej. Pomodlić się również za owych lekarzy-zbrodniarzy – często współczesnych Kainów i Herodów, którzy doprowadzają do zapłodnienia ‘in vitro’: w próbówce, a przy okazji ‘produkują’ embriony w większej ilości, czyli doprowadzają do zaistnienia człowieka: Obrazu Boga, choć w warunkach nie-kochania itd. Gdy zaś eksperyment się nie uda, wyrzucają ‘ludzkie tworzywo nie-udane’  bez skrupułu do śmietnika-odpadów ...

Możemy być w pełni ‘spokojni’, że żaden eksperyment, nawet i ten najbardziej wyrafinowany, polegający na coraz innym kojarzeniu ludzkich gamet – może i ze zwierzęcymi, na eksperymentowaniu klonowania człowieka itd., Boga ... nie przechytrzy!
A jedynie: Bóg zobowiązał się wobec siebie samego, że zawsze obdarzy życiem nieśmiertelnym i swoim Obrazem-Podobieństwem każdą powstającą zygotę. Niezależnie od okoliczności, w jakich by się to miało dziać. Oburzony do ostateczności na ‘techników-zbrodniarzy-lekarzy’, jednocześnie z przeogromną miłością tuli do swego Serca to maleństwo: nie-kochane przez rodziców, ani przez ludzi. I zaprasza je do siebie, w miłości-na-zawsze, do „Domu Ojca”.

Dzieci te bowiem żyją ... pełną parą! I spotkają się kiedyś ze swymi oprawcami ...!
Toteż trzeba przeprosić z kolei same te dzieci. Będzie to spełnieniem 5-go warunku dobrej spowiedzi: ‘Zadośćuczynienie Bogu i bliźnim’.
– A potem błagać Boga, żeby ostateczna decyzja tych właśnie ginących w torturach dzieci była opowiedzeniem się ‘za’ Odkupicielem! Nadal bowiem w pełni aktualne jest to, co o owej ‘ostatecznej decyzji’ chociażby dopiero jedno-komórkowych poczętych powiedziano wyżej (zob. wyż.: Ostatnia decyzja dziecka). Bóg nie może sobie pozwolić na to, żeby te dzieci przyjąć do nieba bez uprzedniej ich osobistej zgody na to. A wolna wola każdego człowieka, w tym również tego ledwo poczętego, musi mieć swobodę dokonania wyboru zarówno w kierunku ‘tak’, jak i ... ‘nie’ (zob. też niż., na temat chwili ‘umierania’ dzieci nie-urodzonych, w cz. V, rozdz. 6-ty: Umierające małe dzieci – niepełnosprawni – każdy).
Stąd obowiązek braci i sióstr w człowieczeństwie każdego poczętego, by wypraszać tym umierającym w takich okolicznościach łaskę ‘ostatecznego wytrwania’ oraz ‘dobrej śmierci’, tzn. żeby ich ostateczna decyzja była oczekiwanym przez Ojca Niebieskiego ‘TAK’ !

Wszystko, co tu poruszono, jest też możliwe. Chociażby wymagało nieco trudu ... miłości.


Ozdobnik

Pytanie 6. Czy wyrazić zgodę na sterylizację

Żona moja będzie niedługo rodziła nasze trzecie dziecko. Prowadzący lekarz mówi, że i ta ciąża musi być rozwiązana przez cięcie cesarskie, podobnie jak obie poprzednie.
– Jednocześnie zasypuje nas niezbyt przejrzystymi dla nas określeniami, że żona zostanie przy okazji poddana niewinnemu zabiegowi, w wyniku którego nie będzie musiała przeżywać w przyszłości podobnego stresu. Trzeba jedynie, żeby złożyła swój podpis na blankiecie, który zostanie jej przedłożony w odpowiedniej chwili.
– Podejrzewamy, że chodzi o jej sterylizację. Czy mamy się na to zgodzić i czy wolno nam w ogóle przyzwolić na taki ‘zabieg’
?

W poszukiwaniu odpowiedzi

Do tematu sterylizacji – czy to kobiety, czy mężczyzny, przejdziemy dokładniej w następnej części naszej WEB-site (zob. niż., cz. II, rozdz. 3). Temat ten dotyczy m.in. środków hormonalnych przeciw-ciążowych. W tej chwili wypada przedstawić krótko stanowisko Kościoła w sprawie, o którą pytają małżonkowie przed rozwiązaniem 3-ciej ciąży przez cięcie cesarskie.

Kościół wypowiadał się na temat sterylizacji w jej różnorodnych formach w ciągu wieków wiele razy. W bezpośrednim nawiązaniu do planowania poczęć, podsumowanie stanowiska Kościoła przedstawia encyklika Pawła VI: „Humanae vitae(1968 r.), wielokrotnie potwierdzana w dokumentach jego następcy na Stolicy Piotrowej – Jana Pawła II (zwłaszcza w: FC, VSp, EV). Paweł VI wyraża w „Humanae vitae” następująco niezmienne nauczanie Kościoła w tym względzie:

„... Podobnie ... odrzucić należy bezpośrednie obezpłodnienie czy to stałe czy czasowe, zarówno mężczyzny jak i kobiety ...” (HV, 14).

Jeśli więc mamy ograniczyć się do zwięzłej odpowiedzi na przedstawione pytanie, wypada jedynie stwierdzić: małżonkom w sumieniu nie wolno wyrazić zgody na proponowany przez lekarza ‘niewinny zabieg’ sterylizacji.
– Sterylizacja miałaby polegać w tym wypadku na chirurgicznym zabiegu: przecięcia obydwu jajowodów i podwiązaniu powstałych 4 końcówek. Zabieg zmierzałby zatem do tego, by uniemożliwić plemnikom wędrówkę do dalszych odcinków dróg płciowych kobiety.
– Wypada dodać od razu, że z punktu widzenia ściśle medycznego ‘zabieg’ taki okazuje się w ok. 3-5% przypadków ‘nieskuteczny’. Mianowicie w jakiś czas potem może utworzyć się ponowne udrożnienie chirurgicznie uszkodzonych (a nie leczonych) jajowodów i dochodzi do kolejnego poczęcia i ciąży – być może ku zaskoczeniu zainteresowanych. Ciąża taka kończy się na ogół samoistnym poronieniem, zwłaszcza w przypadku ciąży pozamacicznej jajowodowej.

Za nie-wyrażeniem zgody na proponowaną sterylizację przemawiają względy etyczne: Boże Przykazanie V, VI, I, IV. W grę wchodzi odpowiedzialność sprawozdawcza tych dwojga w obliczu Boga. Ale również konsekwentna postawa wobec raz sobie nawzajem danego słowa: „Ślubuję Ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską...”. Tym bardziej odpowiedzialność sprawozdawcza, zdwojona namawianiem do odstępstwa od Bożego Prawa, obejmuje personel Służby ... (takiego) Zdrowia. Dokładniej o tym mowa będzie w części drugiej.

Dozwolony jest zabieg operacyjny, polegający na częściowym względnie całkowitym usunięciu narządów rodnych – w przypadku toczącego się tam procesu chorobowego, np. nowotworu, mięśniaków, torbieli itp. (zob.: HV 15). W takim wypadku nie chodziłoby jednak o „bezpośrednią sterylizację”, lecz jedynie ‘pośrednią’. Celem podjętego wówczas działania nie byłoby pozbawienie zdolności poczęcia czy rodzenia, lecz leczenie choroby. Przeciwnie zaś, ciąża nigdy nie jest ‘chorobą’, lecz stanem fizjologicznym, którego w każdym razie nie można ‘leczyć’ przez pozbawienie zdolności poczęcia.

Dotyczy to również sytuacji niekiedy dramatycznych danego małżeństwa. Gdyby np. życie tych dwojga upływało w ciągłych awanturach – z pijaństwem i zdradą małżeńską na czele. Zabieg ‘sterylizacji’ byłby wówczas obliczony na swoiste zagwarantowanie ‘bezpiecznego seksu’, a chociażby i dla tzw. ‘zaoszczędzenia’ umęczonej kobiecie dalszej ciąży.
– Okazana w tym wypadku ‘litość’ byłaby jednak z punktu widzenia rzeczy ostatecznych – ale i doczesnych – litością jedynie pozorną. Byłaby to litość za cenę przekreślenia człowieka jako osoby.
– Proponowane rozwiązanie nie miałoby przede wszystkim nic wspólnego ze ślubowaną miłością, której nie zdoła unicestwić żadna siła na niebie i na ziemi. Na to Bóg nigdy się nie zgodzi.

Boże rozwiązanie i w takich okolicznościach jest wciąż takie samo jak zawsze. Bóg na to właśnie wręcza tym dwojgu zdumiewający dar: biologicznego rytmu płodności. Daru tego trzeba po prostu nauczyć się tak bardzo dobrze, żeby istotnie móc z niego korzystać – każdorazowo zgodnie z Bożym zamysłem w odniesieniu do małżeństwa i rodzicielstwa.
Znaczy to, że zjednoczenie ma być rzeczywiście zjednoczeniem, a nie jego namiastką; oraz że i wówczas, gdy małżonkowie aktualnie nie nastawiają się na poczęcie i celowo dobierają dni cyklicznej niepłodności, akt swego zjednoczenia zostawiają za każdym razem na oścież otwarty na potencjalność rodzicielską.

Rozwiązania Boże mogą wydawać się trudne. Niektórzy oskarżają czy to Kościół, czy wręcz Boga o okrucieństwo i brak litości. Bóg jednak – a jakżeż mógłby postąpić inaczej Kościół, walczy o godność człowieka jako człowieka. Oraz żeby miłość – była istotnie miłością, a nie wzajemnym zadawaniem sobie kłamu przy uprawianiu ‘seksu’ pod manipulowanym wtedy słowem ‘miłość’.
– Wciąż aktualne są słowa Odkupiciela, Jezusa Chrystusa, „który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów...” (Ap 1,5). On to, ten dobry Jezus, ostrzega zarazem nagląco: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę” ? (Mt 16,26)


Wypada jeszcze dodać, że mało kto z zainteresowanych w gorące dyskusje na takie i podobne tematy, chce pamiętać o podstawowym fakcie: że również w małżeństwie nigdy nie ma i nie będzie ‘musu’ współżycia! Podejmowanie zjednoczenia płciowego jest dla męża i żony darem, a nie ślepym ‘fatum’. To co jedynie ‘może być’, może równie dobrze i ‘nie-być’.
Toteż wyznacznikiem działań również małżeńskich nie może być ‘stosunek za-wszelką-cenę’, chociażby czysto ‘użytkowego’ (jako rzeczy; nie-osoby) potraktowania siebie i tego drugiego.
– Nadejdzie chwila, gdy każdy człowiek, w tym również każdy mąż i każda żona, będą musieli zdać sprawę z gospodarowania podarowanym sobie, nie-odstępnym ‘talentem’: ludzkiej godności swych osób jako męża i żony (zob. J 5,25.28n; Rz 14,10; 2 Kor 5,10). Pytanie będzie dotyczyło podstawowego faktu, który przemawia równie mocno do ateisty, co i do osoby wierzącej: jak w małżeństwie przy współżyciu była realizowana prawda zaangażowanej wtedy „mowy-ciała”. – Ale o tym dokładniej dopiero w następnych częściach niniejszej WEB-site.


Ozdobnik

RE-lektura: część I, rozdz. 3eb.
Stadniki, 4.XI.2013.
Tarnów, 9.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



E. ROLA MOB W ŻYCIU MAŁŻEŃSKIM – (b)
b. Z docierających zapytań

Pyt. 1. Objaw węzła chłonnego
W poszukiwaniu odpowiedzi
Wyjaśnienie objawu węzła chłonnego
Objaw jedynie drugorzędny

Pyt. 2. Brak objawu śluzu w wieku przejściowym
W poszukiwaniu odpowiedzi
Ponowne nauczenie się MOB
Sucho...
Każdorazowo otwartość na rodzicielstwo
Charakter krwawień w tym czasie
Oznaki dni płodności
Ostrzeżenie przed leczeniem nieregularności
Grzechu za żadną cenę
Odpowiedzialność za grzechy małżeńskie: męża a żony

Pyt. 3. MOB tylko dla kobiet zdrowych?
W poszukiwaniu odpowiedzi
Zniekształcone opinie o MOB
MOB nie wymaga żadnej regularności
Małżeńskie notowanie objawów
W klimacie modlitewnym

Pyt. 4. Możliwość poczęcia po porodzie
W poszukiwaniu odpowiedzi
Wyłączne karmienie dziecka
Objawy powracającej możliwości poczęcia

Pyt. 5. Czy się zgodzić na zapłodnienie sztuczne
W poszukiwaniu odpowiedzi
Godność człowieka w Osobie Dziecka
Pobieranie komórek rozrodczych
Cel aktu: nie dla unasienienia
Co wolno podjąć w przypadku niepłodności małżeńskiej
Rozwiązanie również dzięki MOB
Rodzina zastępcza
Boga nie da się przechytrzyć

Pyt. 6. Czy wyrazić zgodę na sterylizację
W poszukiwaniu odpowiedzi
Sterylizacja a stanowisko Kościoła
Odmowa zgody na zabieg
Nie ma musu współżycia!