(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

Strona cały czas otwarta na dalsze uzupełnienia
w miarę jak Drodzy Czytelnicy zechcą podzielić
się swymi problemami w aspekcie MOB

E.  ROLA MOB W ŻYCIU MAŁŻEŃSKIM (a)

Ozdobnik

Sens tego paragrafu

Podobnie jak w poprzednim paragrafie, nie chcielibyśmy zagłębiać się w tej chwili w problematykę uzasadniania etyki pożycia małżeńskiego z Bożego i ludzkiego punktu widzenia. Zostawiamy to na potem. Tutaj pragniemy przytoczyć jedynie zapytania małżonków względnie relacje o zdarzających się sytuacjach życia małżeńskiego, na ile wiążą się z planowaniem poczęć w oparciu o MOB.

W trakcie próby zajęcia sensownego stanowiska-odpowiedzi okaże się prawdopodobnie, że pominięcie nawet w takim, nie teologicznym rozdziale oceny właśnie Bożej w jej wielorakich konsekwencjach, jest praktycznie niemożliwe. Mimo to może i czytelnik, który nie czuje się zanadto związany z Kościołem Katolickim, przyjmie tę treść spokojnie. Chociażby tylko ku pogłębionej refleksji. Kto zechce, będzie się mógł przekonać, że nie zmierza ona w kierunku zła, lecz dobra. Daj Boże, by dobro to stało się ziarenkiem, które dopomoże do szczęśliwego wylądowania kiedyś w życiu-na-zawsze.

Wypada uświadomić sobie jeszcze raz, że Metoda Billingsa nie ma nic wspólnego z ‘zapobieganiem ciąży’ w jakimkolwiek znaczeniu. Jej zadaniem jest dostarczenie biologicznej informacji na temat możliwości – czy niemożności wzbudzenia życia w rozwoju cyklu kobiecego. Odpowiedzialność moralna pojawia się dopiero na etapie następnym. Jedni skorzystają z tej informacji z radością, by móc przekazać życie. Drudzy oczekują pewności, gdy sytuacja każe im odłożyć poczęcie i mają poważne powody po temu. Jeszcze inni uchylają się od rodzicielstwa ze względów jedynie utylitarystycznych, albo i decydują się nawet na działania zbrodnicze, gdy zastosowane środki ‘zawiodą’ ...

Od tego dopiero momentu, który nie jest już kwestią MOB, małżonkowie stają w obliczu nieuniknionej, wielorakiej odpowiedzialności sprawozdawczej. Podczas gdy jedni przyjmą wspomnianą informację jako wzruszający Boży i ludzki dar do radosnego wzrostu i rozwoju, dla drugich może się ona stać „kamieniem obrazy i upadku ...” (por. Łk 2,34).

Ozdobnik

Pytania-wyznania docierające
od czytelników z sytuacji
życia w małżeństwie

Ale namieszane ... !

Zdarza się, że jakieś zwierzenie za jednym ‘zamachem’ poruszy wielość
wątków tematycznych: zarówno tych związanych z MOB, jak i etycznych

Zwierzenie 1.  –  Nasza Gośka...

Z listu

„... Nasza Małgośka, to nasze ‘Wszystko’!... Już stoi i chodzi wkoło łóżeczka, robi ‘pa, pa’. Chce, żeby jej ciągle śpiewać, opowiadać jej, nosić ją ...!
Ale proszę Księdza: niech się Ksiądz zlituje i nie pisze mi przynajmniej przez parę lat o ... chłopczyku! Właśnie Małgośka miała być chłopczykiem. ‘Nie wyszło nam...’! Ale jest to istna łobuziara. Zdążyła wykończyć już czwartą zabawkę!...

A moje cykle nadal tak bardzo nieregularne! Miesiączki bolesne. Nawet środkowych dni cyklu nie zawsze udaje mi się uchwycić. Jak w takim przypadku zadowolić mężulka? A do tego przynajmniej dwa razy w miesiącu po 2-3 doby migreny nie do wytrzymania.
Pyta Ksiądz, czy łatwo nam trwać w łasce uświęcającej? Owszem: gdy jesteśmy w łasce, życie płynie pięknie, miło i spokojnie. Staramy się też przystępować do Komunii świętej jak najczęściej. Czasem jednak, niestety, zgrzeszymy: ... ‘pettingem’. Ale wydaje się nam, że w naszym przypadku ‘petting’ powinien być dozwolony. Bo to jest prosta, czysta miłość małżeńska. Przecież nie można być ciągle ‘otwartym’ na nowe życie.

Właściwie to by nam ‘wystarczał’ do współżycia okres dni po-owulacyjnych. Ale u mnie nie jest on zawsze pewny, bo trudno wyraźnie poznać, kiedy następuje owulacja. Według ‘Billingsa’ ta część cyklu powinna być stała. Natomiast u mnie to co cykl to inaczej: dni tych jest od 10 do 16. Mimo to lepszej metody na razie nie ma. I będziemy wspólnie z mężem nad nią pracowali. A nasze kłopoty i choroby zawsze ofiarujemy za grzechy: nasze i innych ludzi, w intencji Ojczyzny, Kościoła i Ojca świętego ...

Muszę napisać Księdzu jeszcze jedno. Niedawno zmarła bliska nasza znajoma Na pogrzebie nie byliśmy z mężem u Komunii świętej. Gdyśmy potem wrócili do domu, mama moja zapytała zdenerwowana: «Czemuście nie poszli do Komunii?» Na to jej odpowiedziałam: «Mamo! Nie jestem panną; ani wdową ... Zgrzeszyliśmy z mężem ... ‘pettingem’. A w konfesjonałach nie było żadnego spowiednika».
Okazało się, że musiałam mamie najpierw jeszcze wytłumaczyć, co to takiego jest ten ‘petting’...
A mama na to: „Czy wyście są głupcy, żeby się z tego spowiadać? Jesteście przecież w małżeństwie? Ja ... w życiu nigdy się z tego nie spowiadałam! Nawet z prezerwatyw”.
A ja na to: „Mamo! Napiszę o tym do Księdza ...! Zobaczysz, co on na to powie...!”

W poszukiwaniu odpowiedzi

Ale się tego uzbierało! Zdumiewa, ale i buduje rozbrajająca szczerość: tej młodej matki-mężatki, a z kolei jej własnej matki: babci Małgośki, która ... miała być ‘chłopczykiem’, ale im ...‘nie wyszło’!

Jakże ‘Ksiądz’ miałby nie zająć stanowiska w nawiązaniu do tych wyznań ...? Nie od księdza, ani papieża, ani Kościoła zależy kwestia tego, co jest – względnie nie jest grzechem. Kościół nie jest od ustanawiania grzechów; i tego też nie czyni. Kościół jedynie przekazuje Bożą wizję na temat danego działania w świetle całokształtu Bożego objawienia, przechowywanego w Piśmie świętym oraz Tradycji Apostolskiej i kościelnej (dogmatyczno-moralnej) – na bazie ‘praktyki Apostolskiej’.
Strzeżenie Prawdy objawienia powierzone zostało przez Jezusa Chrystusa założonemu przez Niego Kościołowi, zjednoczonemu w wierze i nauczaniu wiary i postępowania moralnego „z Piotrem i pod Piotrem” (por. Mt 16,18n; J 21,15nn; VSpl 116). Samemu zaś Ludowi Bożemu przysługuje „prawo ... do poznania nieskażonej i integralnej doktryny katolickiej” (VSpl 113), podczas gdy „na biskupach... ciąży poważny obowiązek osobistego czuwania nad tym, by w ... diecezjach nauczano ‘zdrowej nauki’ [1 Tym 1,10] wiary i moralności” (VSpl 116).

Jeśli więc nawiązać do wyraźnie tu wymienionej kwestii: pettingu jako grzechu, a z kolei nie-spowiadania się zarówno z uprawianego pettingu, jak i używania środka zapobiegania ciąży – tutaj: prezerwatywy (= kondom; jest to pośrednio środek poronny!), wypada jedynie dopowiedzieć:

Mamusiu Kochana, dobrze że tak jasno sformułowałaś swoje wyznanie; tym razem wobec własnego dziecka. Przed spowiednikiem, który uobecnia sakramentalnie Jezusa Chrystusa przy sprawowaniu sakramentu pojednania – grzechy systematycznie zatajałaś... A bez zażenowania wyznałaś je przed własną córką, która nie ma i nigdy mieć nie będzie władzy odpuszczania jakiegokolwiek grzechu! Gdzie jest Twoja wiara ...? – Ale: samo już rozpoznanie stanu rzeczy, to pierwszy krok do nawrócenia, bez którego się nie obejdzie.
– Nie ma innej rady naprawienia latami całymi kontynuowanych nieważnych, a ponadto: świętokradzkich spowiedzi i Komunii świętych, jak poprzez podjęcie może trudnej, ale błogosławionej spowiedzi świętej generalnej – z chyba już bardzo długich lat waszego pożycia małżeńskiego. Wszystko to musisz przecież uświadomić również mężowi.
– Przyjmij, Mamusiu, do wiadomości: rozgrzeszenia przy wszystkich dotychczasowych, takich spowiedziach, nigdy nie było! Chociażby kapłan, nieświadom zatajonych grzechów, wypowiadał słowa rozgrzeszenia. Blokada w dotarciu łaski celem zgładzenia tych grzechów – w sensie obiektywnym zawsze ciężkich, nie tkwiła po stronie spowiednika; ani Bożego Miłosierdzia, które tak kochająco pragnęło obdarzyć darem rozgrzeszenia: totalnego wymazania tak kary – wiecznej, jak i winy – też wiecznej. Blokada dla przepływu owocu Krwi i Wody z przebitego boku Chrystusa na krzyżu tkwi tutaj wyłącznie po stronie osoby, która przystępuje do sakramentu przebaczenia, jednocześnie chcąc – i wyraźnie nie życząc sobie rozgrzeszenia.
– Brak tu nieodzownych dyspozycji dla uzyskania łaski pojednania. Nie został tu dopełniony żaden po kolei z pięciu warunków ważnej Spowiedzi świętej:

rachunek sumienia (jego nie było);
żal za grzechy (jego tu całkiem brak);
mocne postanowienie poprawy (Jezusowe: „Idź, i od tej chwili już nie grzesz”: J 8,11; tego nie było nigdy najmniejszego śladu!)
szczera Spowiedź (wszystkie dotychczasowe spowiedzi były nie-szczere, nie-integralne);
zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu (o tym będzie można mówić po wypełnieniu poprzednich warunków ).

Zasadniczym pytaniem pozostaje: Co Ci, matko, jest milsze, a oczywiście i twojemu mężowi: żyć w świadomości nigdy nie odpuszczonych grzechów ciężkich i świętokradztw, ale tym samym wzrastającego realnego zagrożenia – wiecznego? Czy też lepiej: Niech kosztuje ile chce, ale: „Zabiorę się i pójdę do mego Ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem!” (Łk 15,18n)?


Uprawianie pettingu jest zawsze grzechem – w znaczeniu obiektywnym (tzn.: niezależnie od tego, co komuś indywidualnemu się ‘wydaje’)ciężkim. Zarówno w sytuacji przed ślubem, jak i po ślubie.
Żeby nie było wątpliwości: chodzi o wzajemne zabawianie się zmierzające do wyzwolenia silnego podniecenia – bez podejmowania jednak samego stosunku płciowego. Partnerzy traktują to jako formę zastępczą zamiast aktu współżycia w dniu, w którym według ich oceny mogłoby dojść do poczęcia, na które się nie nastawiają.
– Norma moralna nie może zależeć od tego, co na ten temat ‘wydaje się’ komuś indywidualnemu. Jak chociażby w nawiązaniu do omawianego wyznania:

„ ...Ale wydaje się nam, że w naszym przypadku ‘petting’ powinien być dozwolony. Bo to jest prosta, czysta miłość małżeńska. Przecież nie można być ciągle ‘otwartym’ na nowe życie ...”

Czy takie wyrażanie miłości – jest rzeczywiście wyrazem ... ‘miłości’? Jak Pan pozwoli, chcielibyśmy podjąć to zagadnienie w jednym z następnych rozdziałów. Zastanów się nad tym jednak już teraz – z dystansu: czy tak uprawiana ‘miłość’ nie jest źle maskowanym poszukiwaniem przeżycia samogwałtu-masturbacji z pomocą tego drugiego, czyli egoizmu seksualnego, co jednak z ‘miłością’ nie ma nic wspólnego? Nadanie tej praktyce nazwy ‘miłości’  jest okłamywaniem w oczy: siebie, tego drugiego i Boga, który wszystko to widzi. Swoistą ‘anty-radość’ przeżywa wtedy jedynie Szatan. On to jest tym ZŁYM, który najpierw „...zwodzi całą zamieszkałą ziemię(Ap 12,9), żeby następnie tych zwiedzionych ... „zabić-dobić” (J 8,44).

Norma Boża moralna z istoty swej musi być powszechna, niezależna od zmiennych okoliczności historycznych czy kulturowych, ani prywatnych ‘opinii’; obowiązująca jednakowo wierzących, i tych którzy Bogiem się nie przejmują (por. VSpl 43.46.49; itd.). W głosie sumienia przemawia Bóg jednakowo do poganina i chrześcijanina. A tylko: głos ten bywa przez niejednego człowieka świadomie ignorowany, jeśli nie wręcz zagłuszany. Co nie tylko nie pomniejsza poczytalności sprawozdawczej, lecz ją podwaja (por. VSpl 63: sumienie ‘błędne’: „Zło dokonane z powodu niepokonalnej niewiedzy lub niezawinionego błędu sumienia ... nie przestaje być złem, nieporządkiem w stosunku do prawdy o dobru”. Tamże, sumienie błędne z winy człowieka; „Wolność sumienia nie jest nigdy wolnością ‘od’ prawdy, ale zawsze i wyłącznie ‘w’ prawdzie...” – VSpl 64).

Chociaż kwestię uzasadnień odnośnie do norm etycznych pragniemy poruszyć dopiero później, nie chcielibyśmy pominąć przynajmniej nawiązania do argumentu antropologicznego. Ten bowiem powinien przemawiać niezależnie od wiary w Boga. Przy pettingu, a oczywiście tak samo przy sięganiu po jakiekolwiek środki zapobiegania ciąży, czy wręcz środki typowo poronne, naruszona zostaje zarówno struktura, jak i dynamizm aktu.
– Poza tym: jedynym ‘miejscem’, jakie Bóg stworzył i przeznaczył dla podejmowania aktu, jest to jedynie – określone: Boży dar dla małżeństwa. Rzeczywistość ta jest ‘zastana’. Tym samym nie może podlegać opinii publicznej czy ustaleniom jakiejkolwiek ludzkiej władzy. Jest ona podarowana do przeżywania ją w posłuszeństwie Słowu Bożemu, które niesie pokój i błogosławieństwo.
– Zamierzone wyzwolenie przeżycia poza tym jedynym miejscem jest każdorazowo podeptaniem jego przeznaczenia – oraz wyrażanej przezeń rzeczywistości. Wymuszenie na wyzwolonej tu „mowie ciała” treści dogłębnie sprzecznej w stosunku do tego, o czym ciało całym sobą aż „krzyczy”, nie może nie być przewinieniem moralnym – ciężkim. Rzeczywistość ta zwróci się też ostatecznie zawsze przeciw swemu sprawcy.


Jaki stąd wniosek płynie stąd odnośnie do zachowań małżeńskich w dniach płodności? Wypadałoby powiedzieć:

Dziecko Boże – Wy oboje! Ukochajcie Boże Słowo, choć ono jest wymagające. Bóg ‘walczy’ w tej trochę trudnej dla was propozycji o to, żeby ‘miłość’ była ‘miłością’: darem – oraz prawdą!
Jak zwykle w sytuacji zamętu myślowego: wyłącz ‘rozumowanie’, które w takim wypadku ‘nic nie da’ i jedynie rozpaczliwie szuka sposobu ‘wymanewrowania racji samego Boga’. Natomiast całym sobą uwierz i zawierz Słowu Tego, który jest – Ojcem. I który dobrze wie, co to znaczy: miłość. On swoim Słowem – ... przecież nie skrzywdzi!

Może na to powiesz ty, żono, po niejednych przykrych przeżyciach małżeńskich:

Gdy mężowi na takie pieszczoty nie pozwolę, wpada on w szał. Odzywa się już tylko urzędowo, przechodzi w szantaż. A potem się nie zbliża, gdy go zaproszę i powiem, że teraz już ‘można’...!

Czy kapłan ma przypomnieć podstawową zasadę, jaka winna kierować życiem każdego ucznia Chrystusa, w którego wszczepieni jesteśmy przez chrzest? Przypomniał ją Jan Paweł II:

„... Przykazania moralne negatywne, tzn. zakazujące pewnych czynów i zachowań jako z natury złych, nie dopuszczają żadnych uprawnionych wyjątków ... – Gdy ... zostanie rozpoznany rodzaj moralny czynu zakazanego przez uniwersalną zasadę, to jedynym aktem moralnie dobrym jest posłuszeństwo prawu moralnemu i powstrzymanie się od tego, czego ono zakazuje” (VSpl 67).

A może wyraźniej – nieco inaczej:

„Kościół ukazuje wiernym przykłady ... świętych mężczyzn i kobiet, którzy ... bronili prawdę moralną aż do męczeństwa, albo woleli umrzeć niż popełnić choćby jeden grzech śmiertelny.
Miłość Boża każe bezwarunkowo przestrzegać Jego przykazań nawet w najtrudniejszych okolicznościach i nie pozwala ich łamać nawet dla ratowania własnego życia” (VSpl 91).


A teraz jeszcze w bezpośrednim nawiązaniu do wspomnianych w liście nieregularnych miesiączek tej mężatki oraz trudności w uchwyceniu nawet środkowych dni cyklu.
– Wiemy dobrze, że regularność czy nieregularność w długościach cyklów nie stanowi dla MOB problemu. Chyba że kobieta, a raczej oboje małżonkowie, nie zadali sobie jeszcze niedużego trudu: nauczenia się jej wreszcie naprawdę dobrze, tak żeby można było na niej polegać. Metoda Billingsa całkowicie uwalnia od ‘liczenia’ dni cyklu. Bo i na co by się to miało przydać???
– Jeśli informacja o MOB dotarła do małżonków dopiero obecnie, musi przede wszystkim żona jako kobieta, wytrwale zainteresować nią męża. Nie zrażając się, gdy on jej odpowie, że „te sprawy go nie interesują”. Jak łatwo mogłaby go w takim wypadku ‘przychwycić’ na słowie! Bo w tak sformułowanej odpowiedzi ujawniałby on bardzo bezhonorowo, że jej wcale nie kocha jako małżonki, której ślubował „miłość, wierność, uczciwość małżeńską”. Traktowałby ją – i przyznawał się do tego w owym wyznaniu przerażająco jednoznacznie – jako (przypadkowo) żywą rzecz, której genitalia są mu ‘potrzebne’ do raz po raz wymuszanego u siebie doznania samogwałtu-masturbacji. Czyli przyznawałby, że jemu nie chodzi o miłość, lecz o własny, grzeszny egoizm seksualny.
– Nie trzeba się bać, żeby taki wniosek uświadomić jasno sobie samemu i go sformułować, by go następnie przekazać temu drugiemu. Oczywiście modlitewnie i z pełnią miłości, a nie żeby męża upokorzyć.

Pozostaje intensywna modlitwa w intencji własnego małżeństwa. M.in. do św. Józefa, który doskonale zna psychikę tak kobiety, jak mężczyzny. Jest do dyspozycji Anioł Stróż: własny oraz tego drugiego. W grę będzie wchodziła być może urażona ‘męskość’, wykrzywiony honor własny. Wszystko to są nieomylne świadectwa nie-podejmowanej pracy nad swym charakterem ...


W bezpośrednim nawiązaniu do MOB nasuwa się jeszcze parę ważnych stwierdzeń.
Wypada dopowiedzieć, że zakłócenia cyklów spowodowane były u tej kobiety – jak się wkrótce okazało – m.in. rozrastającymi się mięśniakami. Zostały one niedługo potem usunięte operacyjnie.
– Powstaje jednak zasadnicze pytanie: Jak kobieta ma dochodzić do wiążącej informacji co do możności czy niemożności poczęcia, skoro w dniach z pojawiającym się śluzem dni płodności ci dwoje podejmują systematycznie pieszczoty genitalne? Czy za ‘zamazany’ wtedy obraz objawów ‘winę’ ponosi ‘Billings’, czy też oni sami? Oby wtedy nie rozgłaszali ponadto, że „Billings jest do niczego”  i nie można na nim polegać...!

Petting, a także stosowanie prezerwatywy czy podejmowanie jakichkolwiek innych manipulacji genitalnych, prowadzi do stałego występowania przesięku. W tej sytuacji jest rzeczą oczywiście niemożliwą, by uzyskać jakąkolwiek informację, która by się liczyła dla aktualnie zamierzanego odłożenia poczęcia. Pojawiająca się wtedy wilgotność (w przypadku uprawianego pettingu itp.) składa się z dwóch, albo i trzech różnych wydzielin:

a) Z wydzieliny gruczołów Bartholina, rozmieszczonych po obydwu stronach przedsionka pochwy. Wydzielina ta ma ułatwić z Bożego stworzycielskiego ustanowienia podjęcie zjednoczenia: żeby wtedy nie bolało, a zjednoczenie przebiegało ‘gładko’;

b) Wydzieliny z wewnętrznych ścianek pochwy, które również reagują na bodźce genitalne;

c) Dopełnieniem wilgotności w wyniku pieszczot stanie się bardzo prawdopodobnie ponadto płyn wytryskowy.

Czy się dziwić, że w tej sytuacji niepodobna zorientować się w bieżącym stadium cyklu? Wilgotność wyzwolona wskutek ciągłych stanów podrażnienia może się utrzymywać przez całą następną dobę. A że jest ona do złudzenia podobna do wydzieliny śluzowej dni płodności, nic dziwnego, że ci dwoje nie będą w stanie odróżnić ją od śluzu zdrowego dni płodności, pochodzącego z górnych krypt kanału szyjki w reakcji na wzrastający poziom estradiolu, odpowiedzialnego za objaw ‘wilgotności’ na zewnątrz w dniach możliwości poczęcia.

Stwierdzenia te jedynie potwierdzają konsekwentną słuszność Metody Billingsa jako metody, która precyzyjnie informuje z dnia na dzień o możności czy niemożności poczęcia. Oraz że w przypadku zamierzanego odłożenia poczęcia wymagane jest w dniach płodności zaniechanie wszelkich kontaktów genitalnych: nie tylko ze względów etycznych, lecz po prostu biologicznych.

Słówko o prezerwatywie. A to samo dotyczy jakiegokolwiek środka zapobiegania ciąży. Nowsze badania ściśle medyczne wykazują, że prezerwatywa działa ostatecznie poronnie. Zmienia to całkowicie do niedawna przyjętą kwalifikację etyczną jej stosowania. W przypadku bowiem sięgania po którykolwiek z środków poronnych dołącza się do wystąpienia przeciw wewnętrznemu ładowi małżeńskiego zjednoczenia – czynem wyrażona zgoda na zabicie ewentualnego poczętego – teoretycznie biorąc: miesiąc w miesiąc ...

Jeśli pominąć wzgląd etyczno-moralny, wypada stwierdzić, że osoby sięgające po prezerwatywę stają się często ofiarami programów edukacyjnych narodowych i międzynarodowych, promujących, a nawet wręcz narzucających swobodę seksualną począwszy od dzieci szkolnych, a tym bardziej młodzieży i dorosłych. Programy te wspierane są przez firmy produkujące m.in. ten środek jako ‘ochronny’: prezerwatywę, przemilczając oczywiście jego działanie również poronne.
– Jeśli jednak w tej chwili nawet pominąć to jej śmiercionośne działanie, trzeba wyznać z całą naukowo udokumentowaną uczciwością, że prezerwatywa nie jest w stanie ‘zabezpieczyć’ w 100% ani przed poczęciem i ciążą, ani przed zarażeniem bakteriami chorób wenerycznych, ani tym bardziej przed zakażeniem wirusem HIV, które może się okazać śmiertelne dla stosujących ją osób.
– Z kolei zaś osoby sięgające po prezerwatywę wykazują swą niewiedzę, zwykle świadomie zawinioną. Zamiast najpierw sięgnąć po nie manipulowaną informację, wolą ‘nie myśleć’, przystępując do działania pod przymusem pożądliwości, która nie ogląda się na ostrzeżenia ani konsekwencje swych działań chociażby tylko na poziomie czysto medycznym. Na ignorancji i słabości moralnej milionów ludzi korzystają ... dealerzy. Zarabiają krocie pieniędzy, blokując zarazem inicjatywy zmierzające do rzetelnego informowania użytkowników o ‘niepowodzeniach’ nieodłącznie związanych ze stosowaniem m.in. prezerwatywy (na temat prezerwatywy w świetle obiektywnych międzynarodowych badań zob. dokładniej niż.: Prezerwatywa).

Niezależnie od wad związanych z masową produkcją chociażby wciąż udoskonalanego tworzywa prezerwatyw (lateksu i innego) i ich zredukowanej przepuszczalności tak na płyny jak i powietrze (w Polsce produkowane prezerwatywy zdaniem ekspertów nie należą do gatunkowo najlepszych), jest faktem, że mimo wszystko dochodzi według wskaźnika Pearla do poczęcia w 2-20%. Wskaźnik zawodności prezerwatywy wiąże się oczywiście z ścisłym, względnie nie ścisłym przestrzeganiem ‘punktów’ określających jej przechowanie, zakładanie i stosowanie.

Poza tym, prezerwatywy są z kolei nasycane środkami plemnikobójczymi. Jeśli w takiej sytuacji nie rozwija się ciąża, pozostaje pytanie, czy stosunek podjęty przy użyciu takiej prezerwatywy w dniu możliwości poczęcia mimo wszystko nie doprowadził do poczęcia, z tym że mały człowiek wkrótce potem ginie wskutek uszkodzenia czy to plemnika, czy komórki jajowej. Dokumentacja ściśle medyczna wykazuje od końcowych lat 80-tych ub.w., że mimo stosowania prezerwatywy poczęcie raz po raz następuje, natomiast chemia plemnikobójcza wyściełająca prezerwatywę od wewnątrz, uszkadzająca zarówno plemniki, jak konsekwentnie komórkę jajową, działa ostatecznie poronnie. Poczęty człowiek ginie w ciągu pierwszych dni swego rozwoju. Jest to okres zbyt krótki, żeby o zaistniałym poczęciu mogła dowiedzieć się nawet matka. Zabite dziecko zostaje poronione i spływa wraz z najbliższym krwawieniem, które jest wówczas krwawieniem poronnym (zob. dokładniej:  Antykoncepcja plemnikobójcza również poronna).
– Fakt ten obciąża oboje partnerów grzechem zabójstwa niewinnego człowieka. Żadna ludzka i Boska moc nie zdoła uwolnić partnerów od pełnej odpowiedzialności za krew niewinnego. Liczy się intencja towarzysząca czynowi, a oczywiście również samo podjęte działanie: ich czyn. Ci dwoje chcieli seksu, natomiast absolutnie nie nastawiali się na poczęcie-dziecko: obojętne za jaką cenę.
– Chodzi oczywiście o stosunek podjęty przy użyciu prezerwatywy w którymś z dni utrzymującej się możliwości poczęcia. Na takie sygnały jednak tacy dwoje w takiej sytuacji z zasady nigdy ... nie zważają (zob. wyż., Część owulacyjna i po-owulacyjna).

Z kolei zaś nasuwa się sytuacja odwrotna. Mianowicie podejmowanie stosunku z prezerwatywą, względnie stosunków przerywanych w którymś z dni niepłodności – jest działaniem, po ludzku to wyrażając, podwójnie ‘chybionym’. Ci dwoje dopuszczają się wtedy tak bardzo ‘niepotrzebnie’ grzechu ciężkiego. Do poczęcia w takim dniu z Bożego ustanowienia i woli i tak w żaden sposób by dojść nie mogło.
– Komu więc służy wtedy ubliżenie przymierzu obopólnej miłości-wierności-uczciwości – przez dodatkowe działanie przeciw-rodzicielskie? Owocem nie-posłuchania Boga będą co najmniej: niepotrzebne nerwy, złość, a konsekwentnie rozdrażnienie po takim stosunku i wzajemne poniżanie siebie w obopólnych odniesieniach na co dzień.

Trzeba było natomiast zadać sobie niewiele trudu rzeczywistego poznania swego cyklu i towarzyszących mu objawów. Bo sam Stworzyciel, Ojciec który kocha swe dzieci, niezwykle uczciwie informuje z dnia na dzień o istniejących, względnie nie istniejących szansach poczęcia.

Pamiętamy stale o motywie wiodącym niniejszej WEB-site, który swego czasu był tytułem naszej strony. Zachęca ona do nieustannego wypracowywania w sobie postawy co prawda zdecydowanej, ale właśnie dlatego świadczącej o wewnętrznej tężyźnie i mocy, w którą dzieci swoje wciąż przyoblekać pragnie Pan:

„Miłość PIĘKNA, miłość TRUDNA
Propozycja dla małżonków”...

UWAGA.
– Wypada jeszcze raz zaznaczyć fakt, który nie był wiadomy piszącemu tu autorowi: kapłanowi-zakonnikowi, gdy niniejszy fragment tworzonego ok. roku 2000 niniejszego rozdziału powstawał. Dopiero po paru następnych latach, tj. już po napisaniu tego fragmentu, nawiązującego m.in. do niemal nagminnego używania ‘prezerwatywy’, dotarła do niego ściśle naukowa medyczna dokumentacja, znana w literaturze naukowej medycznej już od końcowych lat 80-tych ubiegłego wieku – o pośrednio poronnym działaniu prezerwatywy, oraz konsekwentnie: wszelkich pozostałych preparatów rzekomo jedynie ‘plemnikobójczych’.
Dokumentacja medyczna na ten temat przedstawiona jest na parokrotnie już ukazanym linku – do cz. II, jej rozdz. 3-go, naszej strony.
Poronne działanie wszelkiej chemii plemnikobójczej – wraz z całym kontekstem poprzedzającym i następującym.
Zob. poza tym łatwo dostępne dwa artykuły – z portalu naszej strony:
kol.4, nr 3: Spowiedź święta małżonków-partnerstw z grzechów przy przeżywaniu intymności.;
oraz tamże, kol.4, nr 10: Wierność spowiednika wierze Apostolskiej: ‘pod’ Piotrem i ‘z’ Piotrem
.



Ozdobnik

RE-lektura: część I, rozdz. 3ea.
Stadniki, 4.XI.2013.
Tarnów, 9.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



E. ROLA MOB W ŻYCIU MAŁŻEŃSKIM – (a)
a. Wolność ‘OD’ czy wolność ‘DO’ ... ?

Sens tego paragrafu
Ale namieszane ... !
Zwierzenie 1. – Nasza Gośka ...
W poszukiwaniu odpowiedzi
Nie-spowiadanie się z grzechów małżeńskich...
Petting
Nieregularność cyklów
Przesięk
Prezerwatywa