(0,7kB)    (0,7 kB)

UWAGA: SKRÓTY do przytaczanej literatury zob.Literatura


Ozdobnik

Strona stale otwarta na dalsze uzupełnienia w miarę jak
będą docierały pytania od Drogich Czytelników
z sytuacji przedmałżeńskiej w nawiązaniu
do zagadnień MOB

D.  ROLA MOB W SYTUACJI PRZED-ŚLUBNEJ (a)

(6,6 kB)

Sens niniejszego paragrafu

Na tym odcinku naszej strony pragniemy przyjrzeć się pytaniom stawianym niekiedy przez osoby przygotowujące się do ślubu – w bezpośrednim nawiązaniu do roli, jaką aktualnie, względnie w przyszłości będzie dla nich spełniała ‘Metoda Billingsa’. Przytoczone tu pytania będą ujęte anonimowo – za domyślną lub wyraźną zgodą odnośnych osób. Poruszona w nich treść może się okazać pouczająca również dla innych. Niniejszą część rozdziału poświęcimy zasadniczo sytuacji narzeczeństwa, podczas gdy życiu w małżeństwie w nawiązaniu do MOB poświęcimy podpunkt następny.

Wielu Młodych może przeżywać niejedną wątpliwość albo i udręczenie, gdy znajdą się nieoczekiwanie w sytuacji dotąd nie doświadczanej: zakochania, a może myślenia już poważnie o małżeństwie i rodzinie.
– Jak należy wtedy rozumieć i przeżywać z jednej strony pojawiającą się miłość wraz z właściwą jej spontanicznością?
– A z drugiej strony jaką zająć postawę w obliczu jednoznacznego oczekiwania właśnie w tej sytuacji ze strony Ojca Niebieskiego, który niezwykle nagląco i bardzo poważnie – proponuje (a nigdy nie zmusza), żeby przykazań Jego naprawdę słuchać. Również tych, które zdawać by się mogło wymagają postawy niełatwej wierności.

Spoza tego przykazania, również tego trudniejszego przykazania VI, spogląda On: Ojciec, a nie bezduszne, ślepe ‘rozporządzenie’!
– Nie ulega wątpliwości, że On – to Ojciec! Skoro zatem prosi On – Bóg, Ojciec, by to Jego Słowo przyjąć ‘sercem’, jest z góry pewne, że czyni to wyłącznie z tego względu, że On mnie i ciebie, i tych oboje – miłuje. Od Niego zresztą pochodzi i ten drugi dar: sama w ogóle pojawiająca się miłość.

Jeśli zatem On – prosi – tak nieugięcie, żeby mimo wszystko kochająco przyjęte zostało i to nieco trudniejsze Jego Słowo Boże, czy może pojawić się jeszcze wątpliwość, że obejmuje On w swej Bożej perspektywie zarówno to co się dzieje w tej chwili, jak i to, co ponad wątpliwość czeka mnie i ciebie oraz tych oboje w sensie ostatecznym: w życiu-na-zawsze? Jedynie dlatego tenże Bóg zwraca się w tej sytuacji do ciebie i tych dwojga:

Rach (26 kB)
Objaśnienie

„Dziecko Moje Ukochane!  Proszę bardzo – ciebie, i was oboje: ‘Nie będziesz ... cudzołożył’ (Wj 20,14; Pwt 5,18; Mt 19,18)! Przykazanie to – moja Miłość, jest jednoznaczne: nie ma tu możliwości na jakąkolwiek re-interpretację.
Zdaj egzamin – teraz i konsekwentnie z chwili na chwilę, z jakości twojej i waszej miłości! Niezależnie od tego, czy w tej chwili jesteś przekonany czy nie – o słuszności tego Bożego Słowa, które Cię prosi i przemawia do ciebie nieugięcie w świątyni twojego serca.

Nie bój się zawierzyć Memu Słowu.
(0,58 kB)Jest to Słowo twojego i waszego Ojca.
(0,58 kB)Jest to Słowo twego – waszego Odkupiciela, Jezusa Chrystusa.
(0,58 kB)On zaś zbliżył się i do was obojga tak bardzo: w tajemnicy wcielenia.
(0,58 kB)Jest to Słowo również Ducha Świętego, którego Ojciec i Syn
(0,58 kB)nieustannie posyła – do świątyni twojego – waszego serca.

Czyż ten Bóg miałby stać się twoim i waszym ... wrogiem, gdy proponuje takie właśnie przykazanie?
Wiesz dobrze, dziecko mojej miłości: ubliżałoby mojej godności, ale i godności jaką was oboje obdarzyłem, gdyby przestrzeganie przykazania było sprawą musu.
Jeśli głosu mego posłuchacie, miłość wasza nabędzie głębi. Dozna oczyszczenia. I błogosławionej ciszy. Stanie się mocna – Duchem: Duchem Świętym.

W nagrodę za wierność Słowu Bożemu, które jest – „Duchem (Świętym) i Życiem” (J 6,63; 12,50), obdarzę ciebie i was natychmiast – radością i pokojem, jakich „świat dać nie może(J 15,11; 14,27). Miłość twoja i wasza będzie rozwijała się na drodze naznaczonej blaskiem Prawdy.
Na tej to drodze owocować zacznie życie. Jest ono nierozdzielnie związane z „miłością piękną, miłością trudną” (por. LR 20.11). Miłość ta będzie czerpała moc-ku-dobru z tego Serca, które „ukochało do końca(J 13,1) – wtedy, gdy znalazło się na skrzyżowaniu dwóch belek.
Dziecko Boże – widzisz, że życie to i miłość ta stają się ciągłym Betlejem, w którym bezpiecznie będzie mogło począć się i ufnie wzrastać ŻYCIE. Tutaj, w tym zakątku miłości, będzie ono wybraniane przed Herodami, którzy na nie wciąż czyhają... !

A zatem: nie bójcie się odnosić do siebie: ty narzeczony – do niej, narzeczonej, do samej chwili, gdy wyrazicie swoją odtąd już nieodwołalną wolę uroczystej zgody małżeńskiej, która staje się tym samym sakramentem małżeństwa, jak ‘brat-i-siostra’. Takie jest brzmienie Bożego przykazania. Na teren intymności i jakichkolwiek pieszczot wprowadzi was oboje dopiero sam Ojciec Niebieski: w chwili gdy przyjmie i przypieczętuje sobą – wyraz waszej wzajemnej woli: nieodwołalnego związania się przymierzem komunii życia-miłości. Wszelkie pieszczoty podejmowane wcześniej musiałyby być zakwalifikowane jako kradzież i cudzołóstwo. A Wy oboje ... pragniecie otworzyć się na łaskę – i błogosławieństwo ...”!

Może warto zaofiarować zawierzenie swoje „temu, który (nas) miłuje” (Ap 1,5), który „życie swoje daje za owce” (J 10,11) i który „przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów” (Ap 1,5), żeby „owce miały życie, i miały je w obfitości” (J 10,10)?

Jeśli Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, daje za mnie, również jako ‘narzeczonego-narzeczoną’ aż krew swoją i życie swoje, żebym zrozumiał, iż tak bardzo serio pragnie dla mnie życia, postawa Jego jest wszystkim innym, a nie ... ‘żartem’ ...!

Czy to do mnie ... przemówi?

Ozdobnik

Wprowadzenie szczegółowsze

Narzeczeństwo – MOB – wymiar etyczny

Tytuł niniejszego rozważania (paragrafu) może budzić zaciekawienie: „Rola MOB w sytuacji przedślubnej ...”. Czyżby coś drgnęło w tradycyjnej moralności katolickiej i obecnie „... idzie nowe”? Czy mianowicie młodzi będą mogli wieść odtąd ze spokojnym sumieniem życie przedmałżeńsko-małżeńskie? Kwestię zaś ‘uniknięcia dziecka’ – jego pojawienie się w takiej sytuacji nie może wchodzić w rachubę – można będzie ‘załatwić’ bez uciekania się do działań przeciw-rodzicielskich czy środków wręcz poronnych – w sposób jak najbardziej ‘naturalny’ chociażby np. z pomocą Metody Billingsa...?

Tego rodzaju interpretacje są oczywiście z góry wykluczone. Nie tyle nawet dlatego, że piszący tu autor – to kapłan katolicki, który swoje przekonanie wiary już parokrotnie jednoznacznie wyznawał (zob. wyż., Prezentacja strony;  oraz:   Kompetencja autora). Kapłan ten naprawdę chce wierzyć i żyć zgodnie z wymogami wiary. Jednocześnie zaś wciąż prosi Boskiego Mistrza: „Przymnóż nam [i mnie] wiary” (Łk 17,5)!

Wierzy całym sobą w tego Boga „Który jest”: Życiem – bo jest Miłością (Wj 3,14n; J 3,16; 1 J 4,8.16).
Który mnie i ciebie stworzył, bo najpierw ukochał.
A ponadto mnie i ciebie odkupił: przez swego Jednorodzonego Syna, tj. swoje Słowo, które za sprawą Ducha Świętego stało się Człowiekiem: Ciałem.
Jedynie dlatego, że mnie i ciebie umiłował, zstąpił On z nieba, by jako Pan – w sensie najdosłowniejszym stać się Sługą, który życie nie cudze, lecz swoje własne (por. Mk 10,45) daje jako „ofiarę przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2).
Po to, ażeby „każdy, kto w Niego uwierzy [tzn. Jemu zawierzy], nie zginął [potępienie; odwrotność życia], ale miał życie – wieczne” (J 3,16).

Tak wiarę swoją wobec 2.5 miliona młodych ludzi wyznał w sierpniu 2000 r. w Rzymie, na Światowym Dniu Młodzieży Wielkiego Roku Jubileuszu od Narodzenia tegoż właśnie Jezusa Chrystusa, Syna Ojca Przedwiecznego, ale i rzeczywistego Syna Maryi – Ojciec święty, św. Jan Paweł II.

Może ktoś z Młodych (bo do nich przede wszystkim słowo to jest obecnie skierowane) słyszał lub o tym czytał, co tenże Namiestnik Chrystusa odpowiedział młodzieńczej dziewczynie, która wybrana została do przemawiania w imieniu dziesiątków tysięcy zebranych na spotkaniu z Ojcem świętym w maju 1985 r. w czasie jego pielgrzymki do krajów Beneluksu. Odbiegając od uzgodnionego tekstu, zaczęła domagać się z dużą arogancją, żeby Kościół wreszcie zmienił swe dotychczasowe stanowisko w kwestii VI-go przykazania. Żeby uwzględnił zmienione warunki kulturowe oraz żywiołowe potrzeby ludzi młodych.
– Ojciec święty odpowiedział jej krótko, zgodnie z Prawdą objawienia Bożego:

W tej sprawie Papież jest nie-kompetentny ... !”

Po czym objął ją serdecznie i ucałował.

Tak sformułowane stanowisko nie powinno wywołać smutku, lecz wyzwolić odnowioną refleksję. Czy nie bywa tak, że ktoś, kto sam się dogłębnie upodlił, o odzyskanie własnej godności nawet już nie zabiega? Skapitulował w obliczu własnej klęski moralnej. W poczuciu pogardy względem siebie samego, a jeszcze bardziej: skrytej rozpaczy – brnie w zhańbieniu siebie dalej i dalej – aż do klęski totalnej: ... wiecznej!
– Czy ktoś, kto do takiego człowieka podejdzie i wyciągnie doń rękę, dodając mu otuchy, że wybrnięcie z dna upadku jest możliwe, a właściwie i nietrudne, miałby z tego powodu uchodzić za jego wroga?

Widzimy zaś, że nawet Syn Boży Jezus Chrystus, Współistotny Ojcu – w swojej Bożej pokorze nie miał odwagi zmienić w czymkolwiek przykazania swojego Ojca. Z jakimż przekonaniem, ale i miłością do Ojca wyraża się On w pewnej chwili:

„A nauka, którą słyszycie, nie jest Moja, ale tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,24).

Z kolei jednak On, a nie kto inny, powiedział z całym Bożym Pokojem:

Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą...!” (Mt 24,35).

Boże Słowo: „Nie będziesz cudzołożył” (Mt 19,18), którego właściwe rozumienie (w zastosowaniu do konkretnych, zmiennych sytuacji) zapewnione jest przez Urząd Nauczycielski Kościoła, który został ustanowiony w tym właśnie celu przez samego Boga-Człowieka, nie może ulec jakimkolwiek rozwodnieniom czy modyfikacjom. Bóg musiałby najpierw przestać istnieć; oraz przestać być – miłością, która cała jest życiem: życiem wiecznym. To zaś jest samo w sobie niemożliwe.

Jak wobec tego żyć na etapie ‘chodzenia-ze-sobą’ i zdecydowanego ukierunkowania na ślub?
Kapłan odpowie jednoznacznie, zgodnie z brzmieniem SŁOWA tego Boga, który cały jest miłością:

(0,58 kB)Negatywnie:
Żyć tak, by w niczym nie naruszyć jednoznacznych i nieprzekraczalnych barier Bożego: „Nie będziesz cudzołożył” !

(0,58 kB)A pozytywnie:
Ukochać czystość, do której tych dwoje wzywa Pan na tym porywającym etapie ich bezpośredniego przygotowania do małżeństwa i rodziny. Czyli – jak dopiero co wyżej wspomniano: do samej chwili wyrażenia sobie zgody małżeńskiej być ze sobą i dla siebie jak ‘brat-z-siostrą’ : w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bo tak brzmi Słowo Boże: „Nie będziesz cudzołożył”.

Czy to jest możliwe?
Skoro to jest Słowo – Boże, jest to widocznie możliwe:

„Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść,
lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania,
abyście mogli przetrwać” (1 Kor 10,13).

Oraz:

„Miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego Przykazań,
a przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,3).


Wielu odpowie: Wszystko to brzmi zbyt sielankowo. Rzeczywistość jest brutalna. Proszę wskazać parę narzeczeńską, która by dochowała dziewictwa i czystości!  Większość Młodych idzie do ślubu, i tuż potem rodzi się im dziecko. Dziewictwo i czystość to niestety przeżytek, którego nie da się wskrzesić!

„Ksiądz” bardzo przeprasza, że do tej problematyki nawiązuje już w tej chwili. Problematyka ta będzie przedmiotem szczegółowych rozważań pod koniec niniejszej strony internetowej: w części VII, rozdz.3 (zob. niż.:  Młodzi w drodze do małżeństwa: sakramentu małżeństwa: rozdział bardzo długi, a pożyteczny), ale i na niejednym innym miejscu niniejszej rozbudowanej strony internetowej (zob. m.in.: niemal całość części II i III; a dalej: cz.VI, zwł. rozdz.1; ale i następne; itd.). Trudno jednak całkowicie pominąć ten aspekt w tej właśnie chwili: gdy chcielibyśmy przytoczyć rzeczywiste pytania-problemy ludzi młodych w nawiązaniu do sytuacji przed-ślubnej, na ile będzie to miało związek z problematyką planowania poczęć w przyszłym małżeństwie – w tym wypadku w oparciu o MOB.

Wypada dopowiedzieć na samym wstępie, że kwestia statystyki narzeczeństw pobierających się w sytuacji, gdy już stanowią rodzinę, a ogólniej: narzeczeństw wykazujących czy nie wykazujących wierność przykazaniu VI, nie wnosi do nadal niezmiennej aktualności tegoż przykazania i całego Dekalogu zupełnie nic. Trzeba by najpierw stać się Bogiem, żeby Boże przykazanie – móc zmienić. Człowiek, w tym również dziewczyna i chłopiec jako narzeczeństwo, ‘bogiem’ ... (na razie jeszcze) nie są.

Jeśli młodzi ludzie wkraczają na teren intymności płciowej – na przekór Bożemu Słowu, pojawia się natychmiast pytanie: Za czyim podszeptem oni tak postępują? ‘Miłości’ oni w takiej sytuacji ponad wątpliwości ... ani nie okazują, ani jej nie realizują.

Ojciec święty, któremu Chrystus w Piotrze-Opoce powiedział:

„I tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego;
cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie,
a co rozwiążesz na ziemi,
będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,19),

wyznaje swoją nie-kompetencję w tym zakresie (zob. wyż:  Ojciec święty: niekompetentny zmienić przykazanie Boże). Ojciec święty sam musi jako pierwszy „słuchać Słowa Bożego i zachowywać je ...(por. Łk 11,28). A czyni to i uczy tego zgodnie ze zwierzoną sobie misją – z miłością, dobrze wiedząc, że jego słowo, podobnie jak i samo Słowo Boże, może wywołać gwałtowne reakcje rozjątrzonych namiętności.

Podstawowym pytaniem, jakie musi stawiać sobie nieustannie każdy poszczególny człowiek, a tym bardziej Ojciec święty, biskup i kapłan jako przewodnik Ludu Bożego, jest to – sformułowane przez młodzieńca w spotkaniu z Chrystusem:

„Nauczycielu, co dobrego mam uczynić,
aby otrzymać życie – wieczne” (Mt 19,16)?

Statystyka i nauki socjologiczne są dobre i ‘zacne’ w znaczeniu jedynie drugorzędnym. Ukazują one środowisko ludzkie, w jakim Kościołowi wypada głosić Prawdę Bożego objawienia. Ze statystyki przedstawiającej ‘ilość’ popełnianych grzechów, nigdy nie wyniknie wniosek, że od pewnego momentu, gdy ‘limit’ ten zostanie przekroczony-przebrany, wypadnie uznać grzech za ... już-nie-grzech.

Niechby ponownie przemówił Jan Paweł II:

„...Teologia moralna – choć musi oczywiście wykorzystywać nauki humanistyczne i przyrodnicze – to jednak nie może być podporządkowana bez reszty wynikom obserwacji naukowej lub analizy fenomenologicznej. W rzeczywistości przydatność nauk humanistycznych dla teologii moralnej należy zawsze oceniać w świetle podstawowego pytania: co jest dobrem, a co złem? Co czynić, aby osiągnąć życie – wieczne?” (VSpl 111).

Lub nieco inaczej:

(Kościół) słucha głosu sumienia, a nie ‘siły’, i w ten sposób broni ubogich i pogardzanych.
– Docenia badania socjologiczne i statystyczne, o ile okazują się pożyteczne dla uchwycenia kontekstu historycznego, w którym ma on rozwijać działalność pasterską, dla lepszego poznania prawdy;
– badania te nie mogą jednak być uważane za wyraz zmysłu wiary” (FC 5).


Na tym odcinku naszej strony chcielibyśmy zamieścić pytania i próbę sensownych odpowiedzi, dotyczących przede wszystkim kwestii związanych z funkcjonowaniem MOB jako ‘biologicznej informacji’ pod kątem przyszłego małżeństwa. Może się znajdą Drodzy Czytelnicy, którzy odważą się przekazać swoje wątpliwości czy zapytania z tego zakresu. ‘Strona’ chętnie głosy te przyjmie i przedstawi je dla dobra i pouczenia może wielu innych. Oczywiście zawsze tak, żeby inni Czytelnicy nie domyślili się, skąd i od kogo dane pytanie pochodzi.

(16 kB)
Objaśnienie

Można z góry przypuszczać, że wiele pytań-wyznań ze strony młodych przeżywających dni przyjaźni-narzeczeństwa, będzie dotyczyło zmagań o dochowanie wierności głosowi sumienia wzywającemu do posłuszeństwa Słowu – Bożego przykazania: „Nie będziesz cudzołożył”. Są Młodzi, którzy zdobywają się na wyznanie swojej słabości moralnej z nieprawdopodobną szczerością. Może w międzyczasie niejednokrotnie upadali i poczuwają się do ciężkiej winy w obliczu Boga miłości i życia. Wyznają swoją wielką słabość i niekonsekwencję w powziętych postanowieniach. Bo co prawda chwilami upadają, a przecież z Bożą pomocą dźwigają się ponownie, nie chcąc się poddać klęsce – ostatecznie miłości, której poszukiwali na ... bezdrożach.

Wyznania takie, łącznie z innymi – pozytywnymi: o radośnie przeżywanej wzajemnej bliskości w narzeczeństwie, której ci dwoje nie splamili żadną niewiernością względem Bożego Słowa, mogą stać się dla niejednych umocnieniem w postawie, jakiej od nich oczekuje Trójjedyny: Ojciec i Syn, i Duch Święty. I ku której nieustannie prowadzi tych dwoje Niepokalana Matka Jezusa Chrystusa, „Matka Pięknej miłości”.

Na takie wyznania, nie ściśle związane z samą w sobie MOB, a dotyczące okresu życia właśnie narzeczeńskiego, znajdzie się niewątpliwie dużo ‘ciepłego’ miejsca na dodatkowych stronach niniejszych prezentacji (w części szóstej. Ale ponadto szczególnie, w nawiązaniu do problematyki zachowania czystości itd. – zob. odrębny, długi rozdział naszej strony: część VII, rozdział 3-ci: Młodzi w drodze do małżeństwa: sakramentu małżeństwa).

Ozdobnik

Nieuniknione pytania o współżyciu płciowym w przyszłym małżeństwie

Jako punkt wyjścia zakładamy – niezależnie od faktycznego stanu rzeczy – sytuację, gdy ci dwoje są zdeterminowani dochować wierności Słowu Bożemu wyrażonemu w przykazaniu VI.

W początkowym okresie chodzenia z sobą ci dwoje o kwestii planowania poczęć zwykle jeszcze nie myślą, zostawiając te sprawy ‘na potem’. Dopiero w miarę jak zbliża się termin ślubu, zagadnienie to wysuwa się coraz bardziej na miejsce ważne.

Samo przygotowanie do małżeństwa: dalsze czy bliższe, obejmuje wiele zakresów spraw. Stopniowo wyostrza się świadomość odpowiedzialności podejmowanej obecnie i za tego drugiego, a niebawem i za rodzinę. Do tych wszystkich zagadnień nawiązuje adhortacja apostolska Jana Pawła II „Familiaris Consortio(1981 r.; por. zwł. nr 65-72; oraz poprzedzające). Jeśli się ograniczyć do kwestii planowania poczęć, wypada raz jeszcze przytoczyć słowa św. Jana Pawła II.:

„... Do warunków koniecznych [...‘warunków życia ludzkiego – psychologicznych, moralnych i duchowych – które są konieczne do zrozumienia i przeżywania wartości i normy moralnej’] należy ... także znajomość cielesności i jej rytmów płodności. Trzeba zatem uczynić wszystko, aby udostępnić tę wiedzę ogółowi małżonków, a wcześniej jeszcze osobom młodym, poprzez informację i wychowanie jasne, stosowne i poważne, przy współudziale par małżeńskich, lekarzy i ekspertów. Znajomość taka winna następnie wejść w wychowanie do samokontroli;
– stąd płynie absolutna konieczność cnoty czystości i stałego wychowywania do niej.
– W chrześcijańskiej wizji czystość nie oznacza bynajmniej odrzucenia czy też pogardy dla płciowości ludzkiej: oznacza raczej energię duchową, która potrafi bronić miłości przed niebezpieczeństwami ze strony egoizmu i agresywności oraz potrafi kierować ją ku pełnemu urzeczywistnieniu” (FC 33).

Oto Boży drogowskaz na tym etapie życia tych dwojga.

Płciowość w przeżywaniu chłopca a dziewczyny

Jest zrozumiałe, że inaczej płciowość swoją na tym etapie rozwoju psycho-fizycznego przeżywa dziewczyna – a chłopiec (obszerniejsze omówienia poniżej przedstawionych zagadnień znajduje się w dopiero co wyżej ukazanym rozdziale, cz.VII, rozdz. 3 naszej strony: Młodzi w drodze do małżeństwa: sakramentu małżeństwa).

Pierwsze doświadczenia chłopca związane z dojrzewaniem, a w dalszej perspektywie: miłością-małżeństwem-rodzicielstwem, kojarzą mu się zwykle z doznaniami fizjologiczno-psychicznymi raczej przyjemnymi. Przejawia się to w powtarzających się ‘zmazach nocnych’ (polucja nocna). Może to prowadzić do sterowanego wyzwalania u siebie podobnych przeżyć, co stwarza problemy sumienia (wywoływanej u siebie masturbacji-samogwałtu; podobnie dzieje się u niejednej dziewczyny).

Sam w sobie ten fakt sprawia jednak ubocznie, że uwaga chłopca, która koncentruje się na doznawaniu przyjemności związanej z uaktywnionymi narządami płciowymi, swoiście blokuje rozwój psychiki. Można być biologicznie ‘gotowym’ do zrodzenia dziecka [co jest ‘najmniejszą’ sztuką], a długo jeszcze pozostawać psychicznie niedojrzałym i niezdolnym do podjęcia odpowiedzialności za cudze życie, a tym bardziej za żonę i dzieci. Bez tego zaś sięganie po owoc, któremu na imię małżeństwo i rodzina, może stać się działaniem niemal zbrodniczym.

Odwrotnie dzieje się zwykle u dziewczyny. Jej pierwsze przeżycia fizjologiczne, świadczące o dochodzeniu do pełnej kobiecości, kojarzą się z doznaniami raczej nieprzyjemnymi: występowaniem krwawień i odtąd nieuniknionymi zabiegami higienicznymi, co ponadto pociąga za sobą wydatki. Poza tym nieodłącznym komponentem cykliczności staje się zmienność samopoczucia fizycznego i psychicznego w rozwoju cyklu: od euforii po męczące uczucie mdłości-nudności i bólów. Fakty te mogą dosyć skutecznie odwodzić uwagę dziewczyny od zajmowania się narządami płciowymi, które stwarzają niemało kłopotu, promują natomiast rozwój miłości raczej uczuciowej.

Uświadomienie sobie tego zróżnicowania wyjaśnia po części przeciwstawne myśli i różnice w zachowaniu na etapie poznawania się i zakochania u dziewczyny – a chłopca. Inną rzeczywistość może mieć na myśli on, gdy zaczyna mówić do niej: ‘kocham’, a całkiem inną rzeczywistość może mieć na myśli dziewczyna, gdy ona z kolei zaczyna mówić o miłości.

Oboje zaś powinni wspomagać siebie wzajemnie w coraz dojrzalszym rozumieniu i urzeczywistnianiu ‘miłości’. Niewątpliwie więcej ‘danych’ do perspektywicznego myślenia o skutkach ewentualnych działań w zakresie płciowości ma dziewczyna. Ona prędzej dojrzewa nie tylko biologicznie, ale i psychicznie – do czekających ją zadań: przyszłej żony i matki-rodzicielki.

Oboje razem, a przecież tym bardziej właśnie ona – powinni najpóźniej na tym etapie życia: narzeczeństwa – poznać nie tylko ogólnikowo, ale doskonale swoją fizjologię. Dla dziewczyny znaczy to systematyczne prowadzenie odtąd notatek swych cyklów. Optymalnie: według zaleceń Metody Owulacji Billingsa, zostawiając ‘mierzenie temperatury’ tym, którzy koniecznie tego sobie życzą. Dziewczyna powinna nie tylko ‘liczyć’ dni cyklu i notować miesiączki, ale nauczyć się – w oparciu o MOB – rozpoznawania-utożsamiania kolejnych faz swojego cyklu na długo przed ślubem. Nie po to, by współżyć i mieć pewność, iż do poczęcia z biologicznych względów tego dnia dojść nie może, lecz żeby doskonałe zorientowanie co do cyklicznie pojawiających się objawów móc zaofiarować mężowi w dniu ślubu jako szczególnie cenny podarunek ślubny swojej kobiecości. Dar ten będzie służył im obojgu od zaraz – do odpowiedzialnie przeżywanego rodzicielstwa: w znaczeniu przedstawionym wyżej, tj. tak jak rzeczywistość tę rozumie Magisterium Kościoła (zob. wyż., Odpowiedzialne rodzicielstwo). Mąż będzie żonie za tę pełnię świadomości kobiecej i pewność, jaką zdolna będzie obdarzać go w tym zakresie od zaraz jako kobieta i żona – niezmiernie wdzięczny.

Wiąże się to wprost z wprowadzaniem swego ukochanego w tajniki swojej kobiecości. Jeśli ci dwoje będą posłuszni Słowu Bożemu, ustalą sobie od początku swej bliższej znajomości w klimacie wzajemnego zawierzenia, ale i miłości ‘mocnej Duchem Świętym’ – nieprzekraczalne granice swych wzajemnych odniesień.

Punktem wyjściowym i zarazem docelowym wszelkich obopólnych odniesień musi pozostawać dosłownie rozumiane Boże Słowo, które Bóg ofiaruje i im także w zawierzeniu ich miłości: „Nie będziesz cudzołożył”.

(0,13 kB)  On do samej chwili wyrażonej zgody małżeńskiej – mężem (jeszcze) nie jest.
(0,13 kB)  Na odwrót, ona aż do samego zawarcia przymierza małżeńskiego też jego żoną (jeszcze) nie jest.

Na co dzień oznacza to, że oboje aż do samego zawarcia ślubowania małżeńskiego będą się odnosili do siebie bez podejmowania jakichkolwiek pieszczot, ani tym bardziej wkraczania w zakres swej intymności. Oboje odnoszą się do siebie w posłuszeństwie do tak brzmiącego Bożego przykazania do samego końca jak ‘brat-i-siostra’. Nikt nigdy nie słyszał o istnieniu odrębnie sformułowanego tego Bożego przykazania, które by np. w zastosowaniu do sytuacji narzeczeństw przewidywało ‘wspaniałomyślne’ ustępstwa w stosunku do jednoznacznego brzmienia tegoż Bożego Słowa.

Nikt na niebie i na ziemi nie ma władzy zmodyfikowania ogólnego Bożego przykazania, by przystosować je w formie rozcieńczonej np. na przypadek narzeczonych – w sensie zgody na to, żeby w imię wzmożonej obopólnej czułości mogli podejmować takie czy inne pieszczoty, pocałunki, czy też jakąkolwiek dalej posuniętą intymność. Trójjedyny zastrzegł to wszystko dla samego tylko małżeństwa – łącznie z zapisem w sercu każdego człowieka wszystkiego, co dotyczy wewnętrznego ładu małżeńskich odniesień.

Stąd też: dziewczyna zapewne udostępni ukochanemu zapisy swoich cyklów. Oboje przecież muszą być w pełni zorientowani w szczegółach dotyczących rozpoznawania dni możliwości i niemożności poczęcia w rozwoju cyklu. Natomiast wzajemne udostępnianie sobie swego ciała trzeba zostawić w sensie dosłownym na dni dopiero małżeństwa. Niezależnie od tego, czego by już zaraz chciało ‘ciało’ i budzące się podniecenie. Tego od nich niezmiennie oczekuje Trójjedyny. I użycza im nieustannie wielorakich mocy – oraz pomocy, by w tej postawie trwali i przetrwali z radosną świadomością wciąż potwierdzanego triumfu ich Bożo-ludzkiej miłości.

Nieodzowne ustalenia na życie w małżeństwie

Autor ‘zasypuje’ uwagami ... Tematyka ta będzie przedmiotem odrębnych rozważań dopiero w dalszych częściach niniejszej strony. Jakże tu jednak nie nawiązać do tych spraw w bezpośrednim kontekście tematu, który jest w tej chwili przedmiotem uwagi: „MOB – Narzeczeństwo – Pytania”!?.

W dniach rozwijającego się narzeczeństwa muszą sobie ci dwoje postawić m.in. parę szczególnie dalekosiężnych pytań, jakich wielu dziwnie nie dostrzega, jeśli ich wręcz nie ignorują; albo i ‘boją się’ postawić je i wyraźnie sformułować. Wiążą się one wprost ze współżyciem płciowym w przyszłym małżeństwie. Tutaj zaś nie można dopuścić do jakichkolwiek niedomówień. Muszą one być w detalach omówione i przyjęte jako niezłomne już przed zawarciem ślubu. W przeciwnym przypadku ... przegra przede wszystkim dziewczyna, przyszła małżonka.

Oto owe podstawowe tematy:

Wymienione aspekty bliskości płciowej w przyszłym małżeństwie domagają się wyrazistej odpowiedzi przed zawarciem ślubu. Oby przede wszystkim dziewczyna nie łudziła się, że sprawa ta ‘sama się ułoży-rozwiąże’, bo „on mnie kocha” !  Oby otrzeźwienie nie musiało nadejść za późno, gdy „klamka definitywnie zapadnie”. Gdy bowiem decyzja wolnej woli jego i jej – zostanie już uroczyście wyrażona w obecności świadków ślubu: kapłana asystującego w imieniu Bożym, oraz świadków Ludu Bożego, zostaje zawarty nieodwołalny, odtąd nierozwiązalny sakrament małżeństwa. Żaden rozwód cywilny ani nowy kontrakt małżeński (już tylko cywilny) nie jest w stanie cofnąć tego, co Bóg złączył jako związek-przymierze nierozerwalne – na wyraźną prośbę tych dwojga.
– Ustalenia zaś prawodawstwa państwowego nie mają zupełnie nic do powiedzenia w kwestii Bożego Słowa. Ich kompetencja ogranicza się do spraw majątkowych itd., nie jest natomiast w stanie orzekać cokolwiek o sprawach sumienia.

Rozmowy narzeczonych nie mogą uchylić się od jednoznacznego postawienia sobie wymienionych, takich pytań. Wyniki tych rozmów – w formie jasno sprecyzowanych decyzji-ustaleń, z mądrze przemyślanymi wariantami przewidywanych sytuacji, muszą znaleźć widomą formę zapisu, który będzie się potem liczył w życiu małżeńskim na co dzień.

Czytelnik-mężczyzna niniejszych słów, może narzeczony – zechce wybaczyć, że autor-kapłan stawia tu tę kwestię w sposób jaskrawy.
Oby z kolei dziewczyna, może narzeczona – nie poczuła się poniżona tym, co tu kapłan proponuje.

Jeśli zamierzacie stać się przymierzem: sakramentalną wspólnotą-komunią życia i miłości, nietrudno wam zrozumieć powagę sytuacji. Teraz właśnie daje wam Bóg obojgu sposobny czas, żeby te wszystkie aspekty waszego przyszłego pożycia jako małżonków bardzo precyzyjnie omówić i ustalić w taki sposób, żeby one nie rozwiały się z chwilą zawarcia ślubu.

Jeśli te sprawy nie będą dogadane do najdrobniejszych szczegółów przed ślubem, płakać będzie przede wszystkim kobieta-żona, może potem już wielokrotna matka. Bywa – oby narzeczeni nie poczuli się tym stwierdzeniem poniżeni: że mąż przechodzi po ślubie niezwykle łatwo w szantaż, odzywając się do żony w swym niedorozwoju do odpowiedzialności za miłość i życie mniej – więcej w takich słowach:

Dotyczy to zarówno samego w sobie współżycia, jak i tym bardziej jego jakości – z precyzyjnym określeniem jego wymiaru etycznego (zapobieganie ciąży itd.).

Częstotliwość współżycia

Nie może zabraknąć jasnego postawienia kwestii częstotliwości współżycia. Żeby żona nie musiała się potem spostrzec, że stała się niewolnicą seksu męża, który domaga się stosunku dzień w dzień bez wyjątku, jeśli nie wielokrotnego współżycia każdego dnia i każdej nocy. Poniżona do ostateczności żona stwierdzi, że mąż nie dopuszcza do żadnej dyskusji na temat jej samopoczucia i zdrowia, ani tym bardziej potrzeby rozkładania czasu poczęć. Jego jedyną odpowiedzią będzie uparte: „Na to się żeniłem, żeby ’kobietę’ mieć ...”!

Dla uczciwości trzeba by dodać, że bywają i kobiety-żony, które z różnych względów, ale czasem i z krańcowego egoizmu, dla wygody i po prostu samolubnej niedomyślności-ociężałości, w ogóle nie dopuszczają męża do siebie. Niekiedy całymi tygodniami, miesiącami., a nawet latami. To oczywiście prowadzi do niezmiernie poważnych powikłań w takim małżeństwie i niewątpliwie wyzwala poważną odpowiedzialność w Bożych oczach. Kobieta taka nie wytłumaczy się ze swej ociężałości w tym względzie przed Panem ich obojga jako małżonków. Ani z odpowiedzialności, m.in. za przeżycia duchowe męża w tej sytuacji, a może jego trudności etycznych z tego powodu.

Sprawa częstotliwości współżycia wyzwala natychmiast dalszy jeszcze problem: planowania poczęć. Kwestia ta – w bezpośrednim nawiązaniu do jakości i częstotliwości współżycia, musi być postawiona i jasno określona przed ślubem. Ze zdecydowanym ustaleniem i konsekwentną postawą potem w małżeństwie: iż nie ma mowy, żeby w małżeństwie mogło zdarzyć się współżycie grzeszne – z zastosowaniem jakichkolwiek praktyk przeciw-rodzicielskich.

To z kolei wyzwoli pytanie i wypracowanie konsekwentnej postawy: jaki obierzemy styl przeżywania wzajemnej bliskości płciowej jako małżonkowie, gdy w danym dniu, zwłaszcza w dniu możliwości poczęcia, będzie niewskazane podjęcie zjednoczenia płciowego? Zagadnienie to trzeba omówić jasno i w detalach. Inaczej bowiem w małżeństwie niemal natychmiast pojawią się problemy. Z góry wykluczone musi być w takich sytuacjach, które powtarzać się będą w zasadzie w każdym cyklu, uprawianie pettingu, jak i jakichkolwiek praktyk seksualnych wynaturzonych – jeśli ci dwoje będą chcieli trwać w obliczu Trójjedynego z sercem otwartym na błogosławioną łaskę ich przymierza małżeńskiego jako sakramentu.


Niezwykle poważnym zagadnieniem jest kolejny problem: współżycie – planowanie poczęć – a alkohol; a następnie kwestia palenia. Jeśli ci dwoje nie postawią sobie tych pytań i nie rozwiążą ich w sposób jednoznaczny, na który będzie się można potem konsekwentnie powoływać – już przed ślubem, może potem nie znaleźć się praktycznie żadne lekarstwo na piekło, w jakie przemieni się nieodpowiedzialnie zawarty, nie-rozwiązalny sakrament: wspólnoty życia i miłości, droga do nieba dla tych dwojga oraz ich dzieci.
– Zagadnieniu alkoholu i palenia pod kątem rodzicielstwa mamy zamiar poświęcić wnikliwiej któryś z następnych rozdziałów (zob. niż., cz. III, rozdz. 5 – zob. link: Kochamy się! Ale palę-piję-stosuję .... – Problem ten znajdzie szersze omówienie również w parokrotnie już sygnalizowanym długim rozdziale: cz.VII, rozdz. 3: „Młodzieńczość wobec małżeństwa: sakramentu małżeństwa”). Dlatego poprzestajemy tu na samym tylko zasygnalizowaniu problemu.


Czemu autor-kapłan stawia te pytania-problemy właśnie tutaj? Sprawy omawiane na naszej stronie dotyczą na razie zdawać by się mogło jedynie wąskiego wycinka rzeczywistości małżeńskiej i rodzinnej: rozkładania czasu poczęć dzięki informacji uzyskiwanej z pomocą „Metody-Owulacji-Billingsa”. Oboje narzeczeni: i chłopiec, i dziewczyna – powinni służyć tu sobie wzajemną pomocą. A przecież ta jedna sprawa wyzwala z kolei tyle innych jeszcze problemów, które również domagają się poważnej odpowiedzi. Na razie jednak wracamy do naszego zasadniczego tematu.

(20 kB)
Objaśnienie

Bywa, że dziewczyna, potem już mężatka, wymyśla coraz inne argumenty, żeby tylko nie prowadzić ani nieodzownych obserwacji, ani notatek cyklu. Szatan dobrze wie, na ‘jaki haczyk’ kogoś złapać: gdzie u kogoś znajduje się punkt słaby jego psychiki. W tym wypadku chodzi o być może wrodzony wstręt niejednej kobiety do podejmowania jakichkolwiek obserwacji i notatek cyklu. Nie daj Boże, że kobieta pokusie tej – ulegnie! Uchylenie się od tej odrobiny trudu jako kobiety-żony stanie się bardzo prawdopodobnie źródłem klęski moralnej dla obojga przyszłych małżonków – i nie daj Boże: niewiadomych perspektyw ich zbawienia.

Tymczasem właśnie tutaj powinien swoiście ‘zaskoczyć’ narzeczony – już przed ślubem. Jemu właśnie przypada wdzięczne zadanie, żeby swej ukochanej dodawać tyle odwagi i otuchy, by istotnie zaczęła prowadzić konieczne obserwacje i notatki. Ponadto zaś powinien jej dopomóc, żeby zaczęła rozumieć swoje własne notatki. Dotyczy to już sytuacji ich obojga przed ślubem. Tym bardziej jednak odnosi się to do życia potem, w już zawartym małżeństwie. Jeśli nie zabraknie podtrzymującego słowa męża, żona stwierdzi, że istotnie ‘opłaci się’ zadać sobie trud podejmowania nieodzownych obserwacji i wiernego prowadzenia notatek cyklu – niezależnie od własnego chwilowego nastroju. Zarówno z wdzięczności dla Boga-miłości, jak i ze względu na miłość względem małżonka.


Wymieniony zespół sprzężonych aspektów współżycia płciowego w przyszłym małżeństwie zdolny jest zapewne zmobilizować decyzję trwania w promiennie obranej postawie: wierności Bożemu Słowu w dniach narzeczeństwa.

Wyżej wspomniane, wcale nie rzadko zdarzające się przechodzenie przyszłego męża w szantaż i wymuszanie, znajduje u niego swoistego sprzymierzeńca w samym w ogóle fakcie, że dzisiejsza żona jako dawna narzeczona pozwalała mu na coraz to dalej posunięte intymności przed ślubem.

Gorzej, gdy ona sama prowokowała swego chłopca, narzeczonego – do tego właśnie swoją kobiecą przemyślnością: dobrze reżyserowanym kobiecym ubieraniem się, prowokacyjnym nasuwaniem mu się, czy i spontanicznym udostępnianiem mu swojej kobiecej intymności.

W małżeństwie obróci się to wszystko ponad wątpliwość przeciw niej. Mąż może stać się bezlitosny. Będzie domagał się, albo i wymuszał odreagowywanie swoich napięć z pomocą jej ciała. Będzie traktował ją nie jako osobę, lecz rzecz-do-swojego-użytku: jako żywe narzędzie do wciąż wznawianego zaspokajania swojej pożądliwości seksualnej. Będzie bezlitośnie powoływał się na jej zachowania sprzed ślubu. Ponad wątpliwość wymaże z własnej pamięci, że to najczęściej on właśnie prowokował ją do coraz dalej posuwanych ustępstw ... ‘z miłości ku niemu’ (Problematyka prowokującego ubierania się kobiet-dziewcząt i poczytalności w obliczu Boga z racji winy ‘grzechów cudzych’ będzie obszernie omawiana niż., w części VII, rozdz. 3: Dziewczyna-kobieta a jej sposób ubierania się).

Czy jednak znajdzie się dziewczyna, która uwierzy w to wszystko, co zostaje tutaj tak drastycznie przedstawione?

A dalej: czy znajdzie się chłopiec, który by wziął sobie choć po części do serca te ponure, a przerażająco realne perspektywy intymnego pożycia w niejednym późniejszym małżeństwie?

Pozwólmy wreszcie przemówić pytaniom-problemom, z jakimi zwracają się czy to chłopcy, czy dziewczęta na tym etapie życia.

(7.9 kB)

RE-lektura: część I, rozdz. 3da.
Stadniki, 2.XI.2013.
Tarnów, 9.II.2017.

(0,7kB)        (0,7 kB)      (0,7 kB)



D. ROLA MOB W SYTUACJI PRZED-ŚLUBNEJ – (a)
a. Założenia wstępne

Sens niniejszego paragrafu

Wprowadzenie szczegółowsze:
Narzeczeństwo – MOB – wymiar etyczny
Ojciec święty: niekompetentny zmienić przykazanie Boże
Statystyka niezachowania przykazania a przykazanie
Nieuniknione pytania o współżyciu w przyszłym małżeństwie
Płciowość w przeżywaniu chłopca a dziewczyny
Narzeczeństwo: odniesienia jak brat-siostra
Nieodzowne ustalenia na życie w małżeństwie
Częstotliwość współżycia


Obrazy-Zdjęcia

Ryc.1. Urodziny piłkarza Bońka
Ryc.2. Wnuczek budzi się wystraszony przy ... dziadku
Ryc.3. Gdy trzeba udać się do dentysty ...