Przedruk za chętną zgodą autora (z 8.I.2008 r.)
dwóch rozdziałów książki:

O. Dr Karol MEISSNER OSB (0,128 kB) Prof. Bolesław SUSZKA
O Małżeństwie

Oficyna Współczesna – Poznań 2001

(3.661 kB)






A.
O. Dr Karol Meissner OSB
FRUSTRACJE W MAŁŻEŃSTWIE
Oficyna Współczesna – Poznań 2001, str. 73-92



1. Co to jest frustracja?

Frustracja jest to stan emocjonalny, którego doświadczamy, ilekroć nasze oczekiwania zostają zawiedzione. Z łacińskiego frustra – daremnie, frustrare – zawieść, udaremnić. Jest to zatem udaremnienie oczekiwań, czyli przeżywanie sytuacji, w której żywione uprzednio oczekiwania okazują się niemożliwe do spełnienia. Frustracja może być spowodowana uniemożliwieniem zaspokojenia różnych potrzeb. Jednak sama potrzeba nie jest jeszcze frustracją. Jest nią dopiero niemożność zaspokojenia potrzeby.

Frustracja nie zawsze pojawia się w nurcie naszej świadomości, to znaczy: nie zawsze jesteśmy świadomi tego, że przeżywamy frustrację. Frustrujące bodźce sumują się często w sposób zupełnie niedostrzegalny i dopiero w chwili krytycznej ujawniają się z całą mocą. Wynika to z faktu, że bodźce frustracyjne, czy też uczucia frustracji bywają tłumione: człowiek odruchowo jak gdyby, broni się przed tymi nieprzyjemnymi uczuciami, nie dopuszczając ich do swego życia świadomego. Zresztą poza tłumieniem spotykamy inne jeszcze układy uczuciowych odruchów obronnych, zwanych inaczej mechanizmami obronnymi. Często np. człowiek usiłuje doszukiwać się innych przyczyn swego przykrego stanu uczuciowego niż te właściwe. Określa się to racjonalizacją.

Następstwem frustracji są stany wzmożonej agresywności. Agresywność może być zwrócona przeciwko sobie samemu (zgorzknienie, zatrata poczucia sensu życia, zniechęcenie itp.), przeciwko innemu człowiekowi – zwłaszcza temu, który zawiódł oczekiwania – przeciwko społeczności ludzkiej w ogóle, a nawet przeciw Bogu. Człowiek szuka niejako winnych swojej agresji wokół siebie. Trudno mu dostrzec, że źródłem frustracji są jego oczekiwania: to, czego on sam chciał dla siebie.

Agresywność ma dwa etapy. Pierwszy etap – to obojętność. Dopiero drugi etap – to otwarta agresja. W małżeństwie stany utajonej agresji mogą być głębokie. Można by się w niej doszukać przyczyny częstych przejawów obojętności seksualnej, która występuje u blisko dwu trzecich kobiet pozostających w małżeństwie.

We frustracji tkwi groźne niebezpieczeństwo dla działań i losów człowieka. Częstokroć bowiem promieniuje ona na całe życie emocjonalne, odbierając życiu smak i poczucie jego sensu. Często przeżywa ją człowiek tak silnie, że staje się ona natręctwem zatruwającym każdą chwilę tak dalece, że traci on zdolność widzenia czegokolwiek wokół siebie, czuje się „najbardziej nieszczęśliwy na świecie”. A to prowadzi nieraz do tragicznych w skutkach decyzji.

Każdy z nas zna uczucie zawiedzionego oczekiwania. Spodziewam się na przykład, że pójdę jutro na wycieczkę, a tymczasem następnego dnia jest niepogoda, co sprawia, że moje oczekiwania były daremne. Drobna przecież rzecz, a może – jak mówimy – „zatruć” cały dzień i wszystkie sprawy.

Jeżeli więc mamy mówić o frustracji w małżeństwie, to trzeba zacząć od oczekiwań, jakie ludzie żywią względem małżeństwa. Łatwiej nam później będzie prześledzić, dlaczego te oczekiwania zostają zawiedzione. Omówimy trzy rodzaje oczekiwań i związanych z nimi frustracji. Po pierwsze zajmą nas oczekiwania związane z modelem małżeństwa. Następnie omówimy oczekiwania związane z osobą współmałżonka. I wreszcie poświęcimy więcej uwagi frustracjom związanym z życiem seksualnym.

2. Model małżeństwa

W dawniejszych czasach model małżeństwa był w całym społeczeństwie dosyć jednolity. W całym społeczeństwie, niezależnie od jego warstw, panowały niemal jednakowe poglądy na role męża czy żony, na moralność małżeńską czy wychowanie dzieci. Każde małżeństwo siłą faktu odzwierciedlało w swoim życiu funkcjonujące powszechnie przeświadczenia o małżeństwie. A oczekiwania osobiste? Warto prześledzić przetrwały tu i ówdzie w Polsce obrzęd oczepin na weselach. Warto przysłuchać się przyśpiewkom i temu, co zapowiadają one przyszłej żonie ...

Dzisiaj nie tylko nie ma już jednolitego modelu małżeństwa, ale ponadto wpływ opinii środowiska na poszczególne małżeństwo jest znikomy. Małżeństwo będzie takie, jakim je uczynią młodzi. Toteż oczekiwania żywione względem małżeństwa ważą dzisiaj dużo. Każdy oczekuje od małżeństwa czegoś jakby tylko dla siebie, nie bacząc na to, jaka jest rzeczywistość. Jednocześnie jednak frustracje przeżywane są ostrzej i prowadzą do znaczących w życiu społecznym następstw, przede wszystkim w postaci nietrwałości rodziny.

Ankiety przeprowadzone wśród młodych ludzi zdają się wskazywać, że dziewczyna wyobraża sobie na ogół małżeństwo jako wspólnotę o typie partnerskim. „Wszystko będziemy robili razem, o dom będziemy się troszczyli razem, jedzenie będziemy gotowali razem, dzieci będziemy wychowywali razem, i w ogóle – wszystko razem”. Natomiast chłopak dosyć często widzi małżeństwo jako pewnego rodzaju przedłużenie swojego domu, w którym „ktoś musi gotować, ktoś musi prać, posprzątać, o który ktoś musi się zatroszczyć”. Nieprzystawanie tych dwu modeli do siebie jest oczywiste. Ta różnica oczekiwań powoduje później, w małżeństwie, wiele trudności. Młodzi nie zawsze rozmawiają o tym, jak będzie ich małżeństwo wyglądało. Oczekiwania wydają się oczekującemu oczywiste. „My się kochamy” – mówią myśląc o małżeństwie. Wobec tego doświadczenia wszystko inne wydaje się mało ważne. Ponieważ jednak pod wyrazem „kochać” rozumie się potoczne najczęściej sumę własnych przeżyć i odczuć, więc ten sam wyraz oznacza w gruncie rzeczy co innego dla chłopaka i co innego dla dziewczyny. Każdy z nich oczekuje dla siebie czegoś innego, a ‘on’ czy ‘ona’ jest kochany czy kochana głównie ze względu na miejsce, jakie zajmuje w tych oczekiwaniach.

Czy można się dziwić, że w tych warunkach rychło po zawarciu małżeństwa występuje zawód? Często początkowo pozostaje on niewypowiedziany. Czasem jest nawet nieuświadomiony. Występuje jednak pewnego rodzaju „ochłodzenie” małżonków, odbierane jako „niezrozumienie”, „rozdrażnienie bez powodu”, znużenie sobą. Zrazu wszystko jest jakoś kompensowane, ale następne frustracje, które niesie życie, nakładają się na frustrację pierwotną i stopniowo mogą prowadzić do dramatycznych spięć.

3. Osoba współmałżonka

Drugi rodzaj frustracji wiąże się z osobą współmałżonka. Jak wyglądają oczekiwania kobiety? Jak we wszystkich oczekiwaniach, ona sama odgrywa tu rolę centralną: „Będę miała męża, będę miała dom, będę miała dzieci, urządzę sobie życie”. W tych oczekiwaniach mąż – to właśnie ktoś, dzięki komu jej życie się ułoży. „Kochany” chłopak w jej wyobrażeniach świetnie pasuje do tych oczekiwań. Niepomna na możliwość złudzeń, kobieta często tak bardzo pragnie zapewnić sobie związek z chłopakiem – rzecz jasna, aby ułożyć sobie życie – że jest nawet gotowa na rozmaite świadczenia względem niego, byleby tylko go „mieć” i te swoje oczekiwania urzeczywistnić. Jakże często dziewczyna zaczyna życie seksualne mając nadzieję, że w ten sposób zwiąże ze sobą chłopaka. I rzeczywiście, spora ilość małżeństw zostaje zawartych, gdy dziewczyna jest już w ciąży. Niejeden chłopak zawiera małżeństwo z pewnym poczuciem przymusu. On się „musi” ożenić, gdyż dziecko jest już w drodze i w tej sytuacji on nie ma innego wyjścia. Rzutuje to niejednokrotnie na trwałość małżeństwa. W tych wypadkach należałoby chyba doradzać odłożenie ślubu aż do urodzenia się dziecka. Mogłoby to uchronić związek od groźnego kryzysu. W ten sposób małżonkowie mogliby zyskać świadomość, że nie pobrali się tylko dlatego, że dziecko było w drodze, ale dlatego, że naprawdę chcieli stworzyć rodzinę, która będzie poszukiwaniem rzeczywistych wartości.

Dla mężczyzny niemałą rolę odgrywają oczekiwania, że małżeństwo rozwiąże, czy ustawi w jakiś niekonfliktowy sposób problemy seksualne, które dla niego mają zupełnie inny wymiar niż dla kobiety. Będzie o tym mowa dalej. To oczekiwanie też jest złudne. Małżeństwo nie tylko nie rozwiązuje problemów seksualnych, ale wbrew oczekiwaniom, stwarza nowe – choćby problem regulacji poczęć. Oczekiwania te zostają sfrustrowane tym głębiej, im więcej doświadczeń seksualnych miało owo małżeństwo przed ślubem. Może dziwić ta opinia, która odbiega od spotykanych potocznie mniemań. Zauważmy jednak, że przed ślubem młodzi nie żyją ze sobą na co dzień. Spotykają się zawsze w warunkach optymalnych, tzn. w chwilach dowolnie przez siebie wybranych. Jeżeli jemu coś dolega, jeżeli jest niedysponowany, po prostu odkłada spotkanie. Kiedy ona jest niedysponowana – podobnie. Widzą się tylko wtedy, kiedy im to odpowiada. Jeżeli dochodzi wówczas do współżycia seksualnego, to odbywa się ono w warunkach optymalnych, gdy brać pod uwagę ich dyspozycje. Konflikty spowodowane innymi okolicznościami, jak trudności związane z miejscem, konieczność przełamania norm etycznych itd. wzmagają atrakcyjność tych chwil z jednej strony, a z drugiej ożywiają oczekiwania mężczyzny, że małżeństwo rozwiąże mu wszelkie problemy seksualne.

Poczucie zawodu nie daje na siebie długo czekać. Małżeństwo – to nie chwile doraźnie wybierane, ale życie. W małżeństwie nie ma warunków optymalnych. Mąż i żona są ze sobą na co dzień; obojętnie, zdrowi czy chorzy, w dobrych czy złych humorach. Są „w dobrej i złej woli” zawsze ze sobą. Życie seksualne, które w warunkach – jak je paradoksalnie określiliśmy – optymalnych było uniesieniem, staje się nieoczekiwanie kompromisem. Musi stać się ustępstwem. Może mu zupełnie zabraknąć owej spontaniczności regulowanej wyłącznie dowolnie wybraną chwilą i sytuacją. Odpada u kobiety nadzieja na to, że współżycie pozwoli jej zdobyć męża, a takie oczekiwanie żywi (według niektórych) aż 90% dziewczyn współżyjących przed ślubem. Kobietę zaczyna mierzić współżycie, które ma rozwiązywać problemy seksualne męża. W procesach rozwodowych najwięcej skarg dotyczy niewierności. To wskazuje, że życie seksualne w małżeństwie rodzi problemy, pomimo tego, że w większości wypadków małżonkowie mieli doświadczenia seksualne przed ślubem i wówczas ani podejrzewali przyszłej klęski.

Jeżeli małżonkowie przed ślubem nie mieli doświadczeń seksualnych, to po ślubie wprowadzają współżycie seksualne jako element nowej sytuacji życiowej. Mogą, rzecz jasna, napotkać na trudności, ale nie będą one groźne, gdy będą mieli do kogo zwrócić się po poradę. Natomiast korzyścią niezrównaną jest to, że od samego początku uczą się współżycia seksualnego w warunkach, w których winno ono spełniać określoną rolę zarówno emocjonalną, jak i symboliczną.

4. Przeżywanie własnej płciowości

Niewiele się mówi o źródle głębokiej frustracji, jaką jest w małżeństwie niewłaściwe przeżywanie własnej płciowości tak przez mężczyznę, jak i kobietę. Na dwie rzeczy należy tu zwrócić uwagę: na zaburzenia w akceptacji własnej płciowości u kobiety i na zaburzenia w identyfikacji psychoseksualnej u mężczyzny.

Nieakceptacja płci przez kobietę, co można by określić inaczej jako niechęć do własnej kobiecości, jest zjawiskiem, które według moich badań występuje w formie zdecydowanej u około 30% kobiet. Nie chcą one być kobietami. Zazdroszczą mężczyznom ich męskości, wolałyby być mężczyznami. W formie złagodzonej, w formie „z musu” zaakceptowanej kobiecości występuje to zjawisko u dalszych mniej więcej 20% kobiet. Postawę tej grupy może ilustrować następujące sformułowanie: „Wprawdzie myślałam niechętnie o swojej płci, ale już nic na to nie poradzę – jestem kobietą i dlatego muszę jakoś z tym żyć”. W sumie więc około połowa kobiet doświadcza trudności w akceptacji swojej płci. Wiedzą one, że są kobietami i czują się kobietami, ale nie akceptują swej kobiecości, doświadczają względem niej uczuć protestu[1]. Ważną rzeczą jest, że doświadczając tych uczuć, kobieta jednak marzy o założeniu rodziny, nie zdając sobie sprawy z trudności, jakie wystąpią w wyniku jej postawy emocjonalnej.

Przede wszystkim postawa kobiety frustruje mężczyznę, który zakładał rodzinę kierując się uczuciami ku istocie odmiennej płci i dlatego przeżywanej jako wartość. Wobec nieakceptacji swej płci przez kobietę, uczucia męża zostają niejako zawieszone w próżni. Czuje się on niezrozumiany i nie może pojąć źródeł chłodu żony, która traci stopniowo zainteresowanie współżyciem z mężem. Kobieta przeżywająca takie trudności będzie się źle czuła, będzie sfrustrowana w rolach kobiecych, w których jej zastąpić nie można. Taką rolą jest macierzyństwo. Kobiety występują dziś dość powszechnie przeciwko dziecku. Wiele kobiet twierdzi, że dziecko jest ciężarem. Dzieci to słyszą, co wywołuje z kolei trudności w wychowaniu.

Przerywanie ciąży jest wyrazem agresji skierowanej przeciw macierzyństwu. Kobieta przerywająca ciążę nie chce zostać matką, więc usuwa ze swego życia dziecko. Dziecko swoje i dziecko mężczyzny, który jest przecież jego ojcem. Właśnie dlatego jest to jednocześnie agresja przeciwko mężczyźnie.

Przerywanie ciąży, choć ostatnio ustawowo ograniczone, jest niestety zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym w małżeństwach. Praktycznie – trzecie dziecko, a zwłaszcza dalsze, są w dużej mierze skazane na zagładę[2]. W naszym społeczeństwie 52% małżeństw ma zaledwie jedno lub dwoje dzieci, a 74% kobiet oświadcza, że nie chce mieć dzieci więcej, niż ma, niezależnie od tego, ile ich ma i jakie jest uposażenie rodziny.

Nieakceptacja płciowości przez kobietę nie jest jedynym źródłem negatywnego – nie tylko przecież społecznie – zjawiska spędzania płodu, nie mniej odgrywa tu ważną rolę również i dlatego, że kobieta niechętnie się odnosząc do własnej płciowości, uniemożliwia rozsądną regulację poczęć i frustruje potrzebę prawidłowego współżycia seksualnego u siebie i męża.

Każde małżeństwo woli współżyć seksualnie prawidłowo. Wszelkie zabiegi antykoncepcyjne frustrują tę głęboką potrzebę. Istnieje możliwość zadośćuczynienia jej przy jednoczesnym zapewnieniu odpowiedzialności w przekazywaniu życia. Jeżeli kobieta rozpozna, kiedy może być matką, a kiedy nie, to umożliwi małżeństwu prawidłowe życie seksualne, którego pragną, przy jednoczesnym odpowiedzialnym sterowaniu płodnością. Jednak kobietę nieakceptującą swojej płci zaczyna zniechęcać nie tylko samo życie seksualne, ale i wszystko, co jej niejako przypomina o kobiecości, a więc także prosty zabieg mierzenia temperatury ciała, który pozwala zorientować się w cyklu płodności u kobiety. Nie sam pomiar temperatury – wbrew częstym twierdzeniom kobiet – jest odczuwany jako niepokonalna uciążliwość. Kobieta bowiem podjęłaby chętnie ten drobny zabieg, gdyby miał on służyć badaniu stanu zdrowia, czy uzyskaniu jakichkolwiek korzyści, nawet materialnych. Subiektywnie niepokonalną niemal trudnością kobiety jest niechęć do własnej płciowości, jakieś poczucie „konieczności” czynienia świadczeń na rzecz współżycia seksualnego, względem którego kobieta odnosi się z pewnego rodzaju wzgardą, tak zresztą jak względem męża, którego pragnień – jak powiedzieliśmy – nie rozumie i nie podziela. Pozostaje więc przyjęcie jakichkolwiek metod antykoncepcyjnych – najczęściej przerywanego stosunku – które cofają mężczyznę do szukania we współżyciu tylko zaspokojenia własnych potrzeb. Znaczna zawodność tych metod, niemożność ich stosowania przez dłuższy czas, pogłębiające się zniechęcenia małżeństwa wcześniej czy później prowadzi do nieoczekiwanego przekazania życia, za czym idzie przeniesienie na dziecko agresywności rodziców i targnięcie się na jego życie.

Z drugiej strony występuje współcześnie u mężczyzny zastanawiające zjawisko: wielu młodych mężów przejmuje na siebie dużą ilość ciężarów związanych z troską o dziecko i o dom. Pojawił się niespotykany jeszcze przed 40-50 laty typ „ciepłego” ojca, dobrego, czułego, troskliwego. Jego czułość i serdeczność nie tylko nie różni się od czułości macierzyńskiej, ale – ośmieliłbym się powiedzieć – jest w niej więcej człowieczeństwa. Matka bowiem czuje się biologicznie związana z dzieckiem i w swej czułości względem dziecka podlega bardziej odruchom instynktownym, podczas gdy mężczyzna-ojciec w swej miłości do dziecka jest jakoś głęboko ludzki. Jest w tym coś bardzo pięknego. W pewnym sensie postawa ta kompensuje dotkliwy brak ciepła matczynego. Czasem odnosi się wrażenie, że łatwiej dziś o dobrego ojca niż o dobrą matkę.

5. Przeżywanie własnej płciowości przez mężczyznę

O ile nieakceptacja własnej płci występuje często u kobiet a jest rzadkością u mężczyzn, o tyle u znacznej liczby mężczyzn występują zaburzenia identyfikacji psychoseksualnej. Zaburzenie polega na tym, że mężczyzna, który wie, że jest mężczyzną i ogromnie chciałby nim być, ma wątpliwości i obawy, czy nim jest w pełni albo dostatecznie, czyli w mniejszym lub większym stopniu „nie czuje się” mężczyzną[3]. Dla takiego człowieka doznanie seksualne może stać się potrzebą ze względu na pragnienie potwierdzenia jego męskości. Wiadomo, że młodzi ludzie podejmują życie seksualne najczęściej, aby „się sprawdzić”. Przy czym to „sprawdzanie się” bynajmniej nie usuwa ani niepokoju, ani jego źródła. Takie podejście mężczyzny do życia seksualnego frustruje żonę, która oczekuje od współżycia raczej przeżycia więzi, niż doznań. Czyż może być dla kobiety interesujące służenie za sprawdzian męskości swojego męża?

6. Pozaseksualne funkcje doznania seksualnego

Ze stanowiska psychologii seksualnej przez dojrzałość psychoseksualną można rozumieć tylko taki stan, w którym doznania seksualne stają się tworzywem więzi między mężczyzną i kobietą. Ilekroć doznanie seksualne poszukiwane jest samo dla siebie, tylekroć, według stanowiska psychologii seksualnej, jest wyrazem niedojrzałości. A może być doznanie seksualne poszukiwane nie tylko jako pragnienie potwierdzenia czy sprawdzenia swej męskości, ale również jako odbarczenie napięcia psychoruchowego, czy jako doznanie zawężające pole świadomości.

Doznanie seksualne może być poszukiwane ze względu na odbarczanie napięcia psychicznego, które nie musi mieć swego źródła w bodźcach seksualnych; które nie ma charakteru seksualnego. Przeciwnie, mężczyzna nie będąc pobudzony seksualnie szuka tego pobudzenia, po to, aby rozładować napięcie. Nie tutaj miejsce na dokładną analizę źródeł tego napięcia. Wystarczy, gdy powiemy, że może ono być wywołane tak zwyczajnymi w życiu okolicznościami jak zmęczenie, „zdenerwowanie”, trudności w pracy lub w związku z jej brakiem, konflikty itd. Typowym przykładem rozładowania tego rodzaju napięcia przez doznanie seksualne – jest samogwałt. Stosunek seksualny może spełniać zupełnie tę samą psychologicznie rolę. Ilekroć mówi się o „potrzebach seksualnych” – tylekroć ma się z reguły na uwadze przede wszystkim taką sytuację.

Doznanie seksualne, podobnie jak każde doznanie zmysłowe, ma tę właściwość, że zawęża pole świadomości. Ta funkcja doznania seksualnego może być poszukiwana przez kogoś, kto doświadcza konfliktów, których nie może, czy nie umie rozwiązać, a również nie potrafi wytrzymać czy unieść. Zawężenie pola świadomości pozwala wówczas choćby na chwilę wyłączyć się od doświadczania sytuacji konfliktowej. W tym wypadku doznanie seksualne stoi w szeregu innych sposobów ucieczki od konfliktów, ucieczki w świat iluzji. Należą do nich: alkohol, patrzenie w ekran, czynności automatyczne (dla niektórych osób prowadzenie samochodu) czy wreszcie narkotyki. I w tym wypadku doznanie seksualne spełnia funkcje pozaseksualne, jest poszukiwane samo dla siebie.

Jeżeli doznanie seksualne poszukiwane jest samo dla siebie, współżycie seksualne ma wówczas charakter – nazwijmy to – użytkowy. Przestaje być elementem międzyosobowej więzi, która jest potrzebna obojgu małżonkom (z którą wiąże swoje oczekiwania przede wszystkim kobieta). Traktowanie współżycia przez mężczyznę jako sposobu odbarczenia napięcia, czy jako ucieczki od konfliktów, frustruje kobietę. W następstwie żona traci zainteresowanie dla życia seksualnego, które nic jej nie daje ani emocjonalnie, ani życiowo. Obojętnieje więc, nie znajdując we współżyciu seksualnym wyrazu jakichkolwiek ludzkich odniesień. Wówczas, najczęściej po urodzeniu dziecka, kobieta na nie skierowuje swoje uczucia. Mąż w życiu uczuciowym zostaje sprowadzony na boczny tor. Zasadniczy nurt życia emocjonalnego dla niej to – ona i dziecko. Mąż jest jedynie tolerowany. Ona nawet go kocha i ma dla niego wiele serdeczności. Bardzo jej jest miło mieć rodzinę. Natomiast występuje całkowite niezrozumienie funkcji współżycia seksualnego, będące w tym wypadku odbiciem trudności mężczyzny. Następuje, opisane już poprzednio, zobojętnienie we współżyciu seksualnym. Staje się ono dla kobiety nużącym ustępstwem, w którym z życzliwości dla męża udaje pobudzenie seksualne.

7. Model brutalnej męskości

W procesie wychowania mężczyzny bardzo często powstaje w jego wyobrażeniach model męskości „silnej”, „brutalnej”. Szczególnej trudności doświadcza mężczyzna delikatny emocjonalnie, mający dużo ciepła, serdeczności i subtelności, a podlegający jednocześnie naciskowi popularnego w społeczności męskiej obrazu brutalnej męskości. Przy podejmowaniu współżycia z żoną przeżywa bolesną frustrację. Gdyby miał być sobą – tzn. być serdeczny, czuły, ciepły, to wydaje mu się, że nie byłby mężczyzną, bo nie urzeczywistnia swego wyobrażenia o męskości „brutalnej”. Gdyby chciał być brutalny, zgodnie z tym wyobrażeniem, to przestaje być sobą. Oto najczęstsze źródło trudności psychicznych w dokonaniu stosunku (zaburzenia potencji).

W kręgu tej samej trudności mieści się przeżywanie stosunku jako pewnego rodzaju sytuacji gwałtu. Może tak odczuwać stosunek zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Źródłem trudności niejednego małżeństwa jest np. sama pozycja przyjmowana tradycyjnie przy stosunku, będąca starodawnym dziedzictwem pierwotnych ludów zajmujących się rolnictwem. To, co miało określone znaczenie jako obrzęd magiczny w zamierzchłych czasach – mam tu na myśli pozycję, w której kobieta znajduje się pod mężczyzną – u współczesnej kobiety może rodzić uczucie upokorzenia, skojarzenia z aktami brutalności, a u współczesnego mężczyzny może rodzić wstręt jako do działania noszącego cechy gwałtu[4]. Nie bez znaczenia są tu obrazy filmowe, w których stosunek seksualny bardzo często rodzi takie skojarzenia. W wypadkach ulegania stereotypowi brutalnej „męskości” wszystko przebiega prawidłowo do chwili, kiedy ma nastąpić zbliżenie. Sam stosunek rodzi bolesną nieraz frustrację.

8. Drogi wyjścia

W zależności od charakteru frustracji drogi wyjścia są chyba wyraźne, choć nie zawsze łatwo nimi pójść. Jeżeli chodzi o oczekiwania, zasada jest prosta: oczekiwać jak najmniej, nastawić się na konsekwentne budowanie prawdziwej wspólnoty życia w rzetelnej i uczciwej trosce o dobro „tego drugiego”, „tej drugiej”. Każde „szukanie siebie” jest wynikiem oczekiwań i – wcześniej czy później – źródłem bolesnej frustracji.

Model małżeństwa i rodziny powinien stać się przedmiotem serdecznej troski i rozmowy. Trzeba umieć z uśmiechem spojrzeć na to, że nasze wyobrażenia były nieraz zupełnie dziecinne i znajdować radość w umiejętności wzajemnego „dogadania się”. Oczywiście „jeden mądry” – niestety nie zawsze wystarczy. Ale i tutaj dobrocią i poczuciem humoru wiele można zdziałać, wiele też można się nauczyć.

Problemy psychiczne związane z przeżywaniem własnej płciowości trzeba zacząć rozwiązywać od refleksji, że istotą kobiecości i męskości jest możliwość rodzicielstwa: macierzyństwa, ojcostwa. Trzeba nauczyć się przeżywać siebie i współmałżonka jako możliwych rodziców. To prawidłowe przeżycie płciowości własnej i współmałżonka pozwoli stopniowo wyrosnąć z infantylnych przeżyć, powodujących tyle trudności.

W dziedzinie tzw. „potrzeb seksualnych” należy troszczyć się o higienę psychiczną, co pozwoli uniknąć spiętrzenia się napięć oraz o kształtowanie jak najgłębszego wzajemnego zrozumienia, aby móc pomagać sobie wzajemnie w znoszeniu sytuacji konfliktowych, które przecież tak często sam czas rozwiązuje.

W zakresie samego współżycia trzeba starać się o to, by było ono rzeczywiście wykładnikiem wzajemnych uczuć, tego wszystkiego, co łączy, należy starać się o wzajemne zrozumienie i postawę w pełni skupioną na prawdziwym wzajemnym budowaniu dobra.

Osoby wierzące nieocenioną pomoc znajdą we wspólnym dążeniu do wartości największych, które są źródłem ogromnej mocy moralnej i zasadą prawdziwej jedności.


1. Zjawisko nieakceptacji płciowości występuje w różnym nasileniu, od łagodnych stanów począwszy, które ustępują pod wpływem głębokiego związku uczuciowego z mężczyzną w małżeństwie i zwłaszcza pod wpływem uczuć macierzyńskich, aż do skrajnych: transwestytyzmu i transseksualizmu w czystej postaci, tzn. niepowikłanych homoseksualizmem.

2. Formalnie liczba zabiegów przerwania ciąży wskutek ustawy o ochronie dziecka poczętego wyraźnie spadła. Niepokojem napawa jednak coraz szersze stosowanie poronnego RU-486, ‘pigułki następnego dnia’ (‘morning-after-pill’) czy innych doustnych środków hormonalnych uniemożliwiających zagnieżdżenie poczętego dziecka lub działających także po zagnieżdżeniu.

3. Podobnie jak zjawisko nieakceptacji płciowości, zaburzenia identyfikacji psychoseksualnej występują w różnym nasileniu od łagodnych stanów niepokoju począwszy, które ustępują w prawidłowej więzi uczuciowej, w trwałym związku, aż do skrajnej postaci ‘nie czucia się’ mężczyzną lub kobietą, jakie obserwujemy u homoseksualistów. Te postawy emocjonalne zawsze są nabyte w procesie wychowania. Umiejętna psychoterapia może cierpiącemu na te zaburzenia pomóc w wyjściu z dezintegracji. Niestety niejednokrotnie tym stanom towarzyszy głębokie poczucie małowartościowości, które sprawia, że pacjent jest niesłusznie przeświadczony o nieodwracalnym charakterze swoich dolegliwości.

4. Ta problematyka jest omówiony w poniższym rozdziale: „Co może pomóc małżonkom w osiąganiu harmonii we współżyciu płciowym” – zob. zaraz poniżej.



(3.661 kB)

B.
O. Dr Karol Meissner OSB – Prof. Bolesław Suszka
CO MOŻE POMÓC MAŁŻONKOM W OSIĄGANIU HARMONII
WE WSPÓŁŻYCIU PŁCIOWYM ?
Oficyna Współczesna – Poznań 2001, str. 109-126



Uwagi wstępne

Wiele par małżeńskich doświadcza z różnych powodów i w różnych okresach życia trudności w zbliżeniach małżeńskich. Małżeństwa osób wierzących nie są bynajmniej wolne od udręk i cierpień związanych z brakiem harmonii we współżyciu. Niniejsze uwagi mają im pomóc przez ukazanie możliwości w pełni ludzkiego i Bożego przeżywania chwil zamierzonych dla małżonków przez Stwórcę[1] . W encyklice Humanae vitae papież Paweł VI uczy, że do cech miłości małżeńskiej należy jej ludzki i pełny charakter. Właściwe zrozumienie jej cech i wymogów ocenia papież jako rzecz najwyższej wagi. Miłość małżeńska jest ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa. A jej pełny charakter odznacza się tym, że Kto prawdziwie kocha swego współmałżonka, nie kocha go tylko ze względu na to, co od niego otrzymuje, ale dla niego samego, szczęśliwy, że może go wzbogacić darem z samego siebie[2]. Dziedzina współżycia płciowego jest ogromnie delikatna. Wiele osób jest dotkniętych i zrażonych sposobem, w jaki współżycie jest ukazywane w filmach, czy zwłaszcza w pornografii. Z drugiej jednak strony trudno nie mówić o tej dziedzinie, skoro życie pokazuje, jak wiele cierpień i nieporozumień w małżeństwach w tej właśnie dziedzinie ma swoją przyczynę. Czy przemilczanie cokolwiek rozwiąże? Dlatego jest rzeczą potrzebną poruszenie tej problematyki z całym uszanowaniem nie tylko dla wrażliwości i uczuć małżonków, ale i dla porządku moralnego.

U kobiet trudności we współżyciu mogą się przejawiać w niechęci lub w lęku przed nim, w obojętności uczuciowej wobec męża czy oziębłości płciowej. U mężczyzn spotykamy poczucie zawodu wywołane osłabieniem więzi uczuciowej z żoną, poczucie niesprawdzania się w roli męża, albo nierzadko występujące zaburzenia wzwodu lub oddawania (wytrysku) nasienią. Z tymi trudnościami mogą się wiązać poważne następstwa, prowadzące nie tylko do niewierności lub ucieczki w alkohol, ale wprost do rozkładu małżeństwa.

Dobrze będzie uświadomić sobie, że trzeba pewnej wiedzy i wysiłku płynącego z serca i dobrej woli, aby współżycie płciowe w małżeństwie zespalało uczuciowo i wzmacniało wzajemne więzi między małżonkami. W osiągnięciu tego celu może być użyteczne zapoznanie się z podanymi poniżej radami, które niejednemu małżeństwu pomogły w przezwyciężeniu trudności pojawiających się nieraz w tej dziedzinie. W opracowaniu tych rad posłużono się opiniami autorów, którzy czerpali doświadczenie w pracy z małżeństwami przeżywającymi dramatyczne nieraz kryzysy[3].

1. Przygotowanie do zbliżenia

Przygotowanie do zbliżenia jest konieczne dla obojga małżonków. Szczególne znaczenie ma jednak dla kobiety, ponieważ doświadcza ona na ogół większych trudności psychicznych w zbliżeniu niż mężczyzna.

Przygotowanie dalsze – to atmosfera całego życia w małżeństwie. Wielu kobietom nawet drobne nieporozumienia w ciągu dnia uniemożliwiają prawidłowe przeżycie uczuciowe zbliżenia małżeńskiego. Trzeba nauczyć się nieustannego wychodzenia z takich drobnych konfliktów, aby nie narastały, oddalając małżonków od siebie. Pamiętać trzeba, że jeśli małżonkowie dopuszczają się zaniedbań w domu przez nieestetyczny ubiór, brak schludności, niepoprawne zachowanie się przy stole i wzajemną nieuprzejmość, całe ich życie stanie się nieatrakcyjne i szare. W tych warunkach trudno, by zbliżenia przebiegały właściwie. Nierozumnie postępuje mąż, jeśli oczekuje, że żona będzie zainteresowana zbliżeniem, gdy jest zdenerwowana wymówkami, sprzeczkami lub kłótniami. Tylko miłość rodzi miłość.

Przygotowanie bliższe – to czułość wyrażająca się w pieszczocie. Pozwala ona na przekształcenie stopniowe pewnego rodzaju lęku, częstego u kobiety, na pragnienie bliskości z kimś, do kogo można mieć pełne zaufanie. Mężczyzna na ogół nie orientuje się w odmienności przeżyć kobiety, toteż niekiedy jego zachowanie może mimo woli stać się przyczyną urazów uczuciowych u żony, przeradzających się z czasem w oziębłość. W przezwyciężeniu tego lęku może być pomocne prowadzenie przez żonę ręki męża po jej ciele, a z drugiej strony prowadzenie przez męża ręki żony po jego ciele. W tym wypadku należałoby pomijać dotykania piersi i narządów płciowych, bo chodzi o to, by małżonkowie odczuli, że są sobie bliscy, że jest im ze sobą dobrze, niezależnie od doznań płynących z narządów płciowych. Zwraca się uwagę na to zwłaszcza, by mąż zachował dużą oględność w dotykaniu łechtaczki małżonki, nawet gdyby ona tego pragnęła. Ważną bowiem rzeczą dla małżonki jest rozwinięcie się u niej pochwowej wrażliwości płciowej. Szybkie uzyskiwanie zadowolenia płciowego typu łechtaczkowego może utrudnić żonie głębsze przeżycie zbliżenia[4]. Z drugiej strony żona powinna sobie zdawać sprawę z tego, że mąż również może być w swoich odczuciach bardzo wrażliwy. Jeśli np. żona czuje jakąś odrazę do ciała męża, to bez względu na to jak starałaby się ukryć te swoje negatywne uczucia, mąż może nie być zdolny do zbliżenia, choćby nawet głęboko kochał swoją żonę i szczerze pragnął być blisko niej.

Wyrazem pełnego przygotowania do zbliżenia jest wystąpienie u żony większej wilgotności pochwy na skutek przejściowego pojawiania się wodnistej wydzieliny w przedsionku. Wydzielinę tę łatwo odróżnić od śluzu okresu płodności, którego obecność nie zależy od podniecenia płciowego. Jeżeli wydzielina nie pojawia się, oznacza to, że nie wystąpiło pobudzenie płciowe. W takim wypadku nie należy przystępować do zbliżenia, bowiem może być ono odebrane przez żonę jako coś przykrego. Do zbliżenia powinno dochodzić tylko wtedy, gdy mąż i żona pragną go wspólnie.

Przygotowaniem do zbliżenia mogą być nie tylko pieszczoty, może nim być również sama bliskość fizyczna małżonków bez kontaktu narządów płciowych, o ile trwa dostatecznie długo, a małżonkowie pozostają w zupełnym relaksie (odprężeniu mięśniowym), skupiając uwagę na tych miejscach ciała, którymi stykają się ze sobą.

2. Czas trwania zbliżenia małżeńskiego

Jeżeli spotkanie między ludźmi ma im przynieść pogłębienie więzi wzajemnej, muszą te osoby chcieć poświęcić sobie wzajemnie czas. Poświęcenie komuś czasu jest odbierane jako wyraz życzliwości i serdeczności. Rzecz znamienna, że to, co dla ludzi jest oczywiste w różnych innych okolicznościach życia, nie jest na ogół (zwłaszcza przez mężczyzn) dostrzegane jako wymóg spotkania obydwu płci w małżeństwie. Nic dziwnego, że w takich warunkach współżycie płciowe dokonywane pospiesznie, ze zwróceniem wyłącznej uwagi na zadowolenie płciowe, stanowi raczej czynnik oddalający małżonków od siebie niż zbliżający. Doświadczenie uczy, że pełną radość obopólną ze współżycia, poczucie zrozumienia jedności, a zarazem całkowite odprężenie nerwowe i psychiczne osiągnąć mogą małżonkowie, jeżeli złączenie płciowe trwa w ich odczuciu długo. Jeżeli zbliżenie trwa zbyt krótko (np. krócej niż pół godziny), to nie tylko nie daje oczekiwanego odprężenia, lecz przeciwnie, jest źródłem znużenia, wtórnego niepokoju i napięcia. Spotykana nieraz u małżonków potrzeba częstego współżycia przy równoczesnym pojawianiu się rozdrażnienia, a nawet agresywności, ma swoje źródło w nieprawidłowym współżyciu płciowym.

Mężczyzna powinien się nauczyć opanowywania odruchu oddania nasienia tak, aby występował on dopiero po dłuższym trwaniu zbliżenia. Opanowanie to udaje się stopniowo osiągnąć tak, że mężczyzna może dowolnie kierować chwilą wystąpienia tego odruchu. Gdyby początkowo oddanie nasienia występowało wcześniej, nie należy się niepokoić i nie należy przerywać zbliżenia. W opanowaniu odruchu oddania nasienia może pomóc rozpoczynanie zbliżenia przez pozostawienie członka przy lub w wejściu do pochwy w bezruchu i odwlekanie wprowadzenia go w głąb. Jeżeli zbliżenie trwało krócej niż pół godziny, wskazaną jest rzeczą ponowne podjęcie współżycia mniej więcej po godzinie. Pomaga to w opanowaniu odruchu oddania nasienia, ponieważ przy kolejnym współżyciu odruch ten występuje później.

Podkreślić należy raz jeszcze, że współżycie płciowe może być znakiem miłości i wzajemnym darem tylko wtedy, jeśli poświęca się współmałżonkowi więcej czasu i dba się o jego przeżycia. Dla przeżyć żony podawane tu rady mają szczególne znaczenie. Spełnieniu doniosłego warunku, jakim jest przynajmniej półgodzinne trwanie zbliżenia, sprzyja przyjęcie takiego ułożenia, które to umożliwi.

3. Ułożenie podczas zbliżenia

Ważną sprawą dla małżonków będzie uświadomienie sobie, że uwagi niektórych autorów o pozycjach zajmowanych podczas współżycia zmierzają niejednokrotnie wyłącznie do wskazania ludziom sposobów uzyskania większej rozmaitości przeżyć. Trudno się dziwić tym autorom, a również i twórcom filmów, którzy pragną się przypodobać ludziom podejmującym współżycie wyłącznie w celu szukania doznań. Nie brak ludzi, którzy tak traktują współżycie małżeńskie. To nastawienie jest jednak wyrazem niedojrzałości. Powierzchowne traktowanie zbliżenia płciowego nie odpowiada bowiem najgłębszym potrzebom małżonków i frustruje osoby, które w zbliżeniu płciowym pragną doświadczyć czegoś więcej niż samego tylko zadowolenia płciowego. Kochające się małżeństwa oczekują tego, że współżycie małżeńskie będzie prowadziło do pogłębienia więzi międzyosobowej i będzie jej wyrazem. Same techniki seksualne do tego nie prowadzą. Często można się spotkać z opinią, że tradycyjne – przynajmniej u ludów europejskich – ułożenie się, w którym mężczyzna spoczywa na kobiecie leżącej na wznak, jest najbardziej ludzkie. Są małżeństwa, które tak to przeżywają. Są jednak inne, które doświadczają wtedy trudności we współżyciu, nie bardzo nawet zdając sobie sprawę z ich źródeł. Dopiero wnikliwa analiza ich przeżyć pozwala wykryć związek tych negatywnych wrażeń z tradycyjnym ułożeniem się podczas zbliżenia.

Zauważmy przede wszystkim, że wśród wielu ludów na świecie zachowania płciowe są różne. U ludów nie dotkniętych kontaktem z cywilizacją europejską, współżycie płciowe ma znaczenie symboliczne bądź magiczne. Ułożenie mężczyzna na kobiecie przyjęło się u ludów zajmujących się rolnictwem i miało być w tamtych warunkach zarówno czynnością symbolizującą płodność ziemi, jak i czynnością magiczną tę płodność ziemi warunkującą. Kobieta niejako przedstawiała ziemię-matkę, mężczyzna zaś te siły, które ziemię czynią płodną: słońce, deszcz, ziarno wrzucone z góry w łono ziemi. Tradycyjne zatem ułożenie się, przyjmowane np. w Europie, jest głęboko zakorzenione w zamierzchłej przeszłości kulturowej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystali z niego ci małżonkowie, którym to odpowiada.

Może jednak być inaczej. Tradycyjne ułożenie może się kojarzyć – zarówno u mężczyzny, jak i u kobiety – z jakimś aktem przemocy. Często tak to przedstawiają obrazy filmowe, a zwłaszcza pornografia. W zbliżeniu dokonywanym według tych przedstawień kobieta może się czuć upokorzona. Takie przeżycia są poważnym powodem niechęci do współżycia płciowego u niektórych kobiet. Z kolei u mężczyzn wrażliwych emocjonalnie i nie chcących występować w roli kogoś stosującego przemoc, takie wzorce mogą się przyczyniać do powstania zaburzeń potencji. Ponadto, ułożenie tradycyjne, podobnie jak większość pozycji opisywanych w książkach traktujących o tzw. technikach seksualnych, wiąże się z niewygodą. Wzmaga ono stan napięcia mięśniowego mężczyzny i unieruchamia kobietę, a co za tym idzie uniemożliwia przedłużenie czasu trwania zbliżenia, o czym była mowa wyżej. A przecież właśnie poświęcenie współmałżonkowi czasu jest warunkiem spotkania się kochających się ludzi.

Małżonkom, którzy pragną uniknąć wspomnianych wyżej niedogodności i pragną przeżyć współżycie głębiej, jako prawdziwie ludzkie spotkanie, dające radość i będące jakimś wspólnym odpoczynkiem, zaproponować można ułożenie odmienne od tradycyjnego. Polega ono na tym, że po okresie przygotowania i wzajemnego okazywania sobie czułości, żona leżąc na plecach podkurcza nogi zbliżając kolana do piersi. To silne podkurczenie nóg otwiera dostęp do pochwy. Mąż, leżąc na boku, umieszcza członek w pochwie, a następnie żona opuszcza swoje nogi na jego biodra. W ten sposób oboje małżonkowie pozostają całkowicie rozluźnieni, w pełnym zbliżeniu przy nie zmniejszonej swobodzie ruchów. Liczne małżeństwa korzystające z takiego ułożenia podają, że lepiej się czują, gdy żona pozostawiając na biodrze męża jedną tylko nogę, drugą umieszcza między jego udami. Takie ułożenie, nazywane przez niektóre małżeństwa ułożeniem na krzyż sprawia, że zbliżenie małżonków jest jeszcze ściślejsze.

Ponawiane przez męża powolne ruchy biodrami, zagłębiające członek w pochwie, pozwalają żonie bardziej odczuć samo zbliżenie. Korzystnie też wpływa na odczucia obojga, jeśli żona nauczy się tak panować nad mięśniami okalającymi pochwę, by obejmowała ona ściślej członek. Ułożenie to. wygodne dla obojga małżonków, pozwala na dowolne przedłużenie współżycia płciowego, umożliwia zupełne odprężenie mięśniowe i pełne przeżycie zbliżenia jako bycia ze sobą. Przyjęcie tego ułożenia pozwala niejednokrotnie na stopniowe wyjście z nerwicy płciowej, polegającej u mężczyzny na zaburzeniach wzwodu albo na przedwczesnym lub niewczesnym oddawaniu nasienia[5]. Sprzyja też rozwojowi prawidłowych odczuć płciowych kobiety. Uzyskanie pełnego odprężenia nerwowego nie zależy bowiem od samej erekcji czy nawet zadowolenia płciowego. Pełne zadowolenie wzajemne jest przede wszystkim wynikiem kontaktu narządów płciowych trwającego odpowiednio długo. Przekonanie się o tym zmniejsza stopniowo pewnego rodzaju lęk, towarzyszący niejednokrotnie zbliżeniu. Opisane wyżej ułożenie pozwala na pozostawanie w zbliżeniu nawet przy zaburzeniach wzwodu członka. Gdyby taka trudność się pojawiła, małżonkowie powinni nadal pozostawać w zbliżeniu, choćby nawet ustąpił wzwód członka u męża. Nie należy z tego powodu skracać czasu zbliżenia. Wprost przeciwnie, narządy płciowe powinny nadal pozostawać w ścisłym kontakcie przez dłuższy czas, np. pół godziny lub dłużej. Następuje wówczas stopniowo pełne uspokojenie i odprężenie nerwowe. Małżonkowie mogą poszukiwać takiego sposobu współżycia, który w ich wypadku wyraża najgłębiej to wszystko, co ich łączy.

4. Rozluźnienie mięśni

W czasie zbliżenia, po przyjęciu omawianego ułożenia, małżonkowie mogą odpoczywać w zupełnym bezruchu, ze wszystkimi mięśniami ciała odprężonymi. Są wtedy wyłącznie dla siebie wzajemnie. Następuje stopniowe odprężenie psychiczne i radość ze wzajemnego współposiadania się. Zupełne rozluźnienie mięśni pozwala na przedłużenie zbliżenia i na opanowanie odruchu oddania nasienia, który powinien następować pod koniec zbliżenia. Napięcie mięśniowe, które towarzyszy wielu pozycjom, opisywanym w podręcznikach miłości męczy i uniemożliwia przeżycie zbliżenia jako prawdziwego odprężenia i miłosnego zjednoczenia.

5. Przeżywanie radości

Małżonkowie, którzy się kochają, przeżywają w czasie zbliżenia radość. Toteż ciesząc się sobą nie powinni myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, co czynią w danej chwili, o tym, czym ta chwila ma być w ich życiu. Oddają się sobie wzajemnie i przyjmują wzajemnie, w pełni pojednani ze sobą. Ta chwila ma im dodać sił do wykonywania zadań życia małżeńskiego, ma im pozwolić doświadczyć, że stanowią najgłębszą wspólnotę życia i miłości. O tej radości mówią nam teksty natchnione:

W weselu chleb swój spożywaj
i w radości pij swoje wino!
Bo już ma upodobanie Bóg w Twoich czynach.
Każdego czasu niech szaty twe będą białe ...
Używaj życia z niewiastą, którąś ukochał,
po wszystkie dni marnego twego życia,
których ci Bóg użyczył pod słońcem[6].

Znajduj radość w żonie młodości.
Przemiła to łania i wdzięczna kozica,
jej piersią upajaj się zawsze,
w miłości jej stale czuj rozkosz[7].

Ważną jest rzeczą, by małżonkowie we właściwy sposób przygotowali atmosferę zbliżenia. Jeżeli są bardzo zmęczeni lub myślą o kłopotach minionego dnia, trudno o prawidłowe przeżycie tych chwil. Podobnie jest, jeśli muszą następnego dnia wcześnie wstać lub w czasie zbliżenia myślą o sprawach, które trzeba będzie następnego dnia załatwić.

6. Częstość

Prawidłowo przeżyte zbliżenie – przy czym istotnym tutaj czynnikiem jest czas trwania zbliżenia – zaspokaja fizyczną potrzebę zbliżenia na kilka dni. Tego uczy doświadczenie. Wspominaliśmy już o tym, że stosunek dokonany pospiesznie, a więc trwający krótko (kilka lub kilkanaście minut), nie jest spotkaniem zbliżającym ludzi do siebie, lecz męczy, rodzi wtórne napięcie i rozdrażnienie. Przedłużenie zbliżenia ponad pół godziny przedłuża również okres zaspokojenia. Jeżeli zbliżenie trwa np. godzinę lub dłużej, współmałżonkowie mogą nie odczuwać pragnienia współżycia nieraz nawet przez kilkanaście dni.

7. Uwagi końcowe

Jeśli małżonkowie są względem siebie wzajemnie nieuprzejmi, nieznośni lub przesadnie krytyczni, jeśli są kłótliwi, złośliwi, zazdrośni, irytują się na pozór bez żadnego powodu, to najczęściej za tymi nierozsądnymi zachowaniami ukrywa się rozczarowanie współżyciem płciowym. Zastosowanie się do rad omówionych wyżej wpływa korzystnie na samopoczucie małżonków, usuwa bowiem źródło bolesnego dla małżonków rozdźwięku w delikatnej dziedzinie współżycia płciowego. Uporządkowanie życia płciowego sprawia, że małżonkowie czują się uspokojeni, odprężeni i radośni. Harmonijne współżycie stwarza warunki, w których ustępuje ogólne rozdrażnienie, niektóre dolegliwości nerwicowe, zwłaszcza nerwice układów pokarmowego i krążenia u mężczyzn, czy tak częste u kobiet dolegliwości ze strony dróg żółciowych.

Nie należy się zrażać okresowymi trudnościami we współżyciu, które pojawić się mogą w każdym małżeństwie. Kochająca się para małżeńska podchodzi do współżycia z radością i jakimś ciepłym humorem, z dużą wyrozumiałością dla współmałżonka. Natomiast wszystko, co sprawia, że współżycie przeżywane jest z lękiem czy niepokojem, uniemożliwia właściwe przeżycie zbliżenia.

Stosunki przedmałżeńskie czy pozamałżeńskie, w których ludzie doświadczają przemijalności kontaktu, zawodu oczekiwań i konfliktu moralnego, wszelka postawa użycia, powodują to, że właściwe przeżycie zbliżenia płciowego jako wyrazu miłości staje się niemożliwe. W tych wypadkach, w przeżyciach tak działających osób wysuwa się na pierwszy plan po prostu pożądanie. Są ludzie, których poglądy wyrażają takie właśnie odnoszenie się do współżycia płciowego. Rozsądek każe stanowczo odradzać wiązanie się małżeństwem z takimi osobami.

Metody antykoncepcyjne nie uwalniają małżonków – wbrew pozorom – od lęku o nie planowane potomstwo. Lęk ten ma bowiem związek z głębokim rozczarowaniem spowodowanym tym, że przebieg współżycia nie odpowiada temu, czego by małżonkowie pragnęli. Przecież każde małżeństwo woli współżyć normalnie. Każde uważanie – jak to się nieraz mówi – frustruje. Stąd należy z naciskiem podkreślić znaczenie naturalnego planowania poczęć dla prawidłowego współżycia płciowego.

Prawidłowe życie płciowe pozwala w dużym stopniu kierować częstością współżycia. U małżonków właściwie przeżywających zbliżenia nie występują trudności, doświadczane nieraz przez małżeństwa nie dbające o poziom życia płciowego. Zwłaszcza nie napotyka większych trudności powstrzymywanie się od zbliżeń małżeńskich przez jakiś czas, jeśli zajdzie po temu potrzeba, co jest istotne w przyjęciu naturalnego planowania poczęć. Metody naturalnego planowania poczęć są oparte na umiejętności rozpoznawania dni płodności i niepłodności żony, czemu służą obserwacje zmian temperatury ciała, typu śluzu w drogach rodnych i innych objawów.




1. Były w swoim czasie podnoszone zarzuty krytykujące zamieszczanie takich uwag w katolickiej książce. Zarzuty te stawiały jednak osoby, dla których ten tekst nie był przeznaczony. Nie powinny one go czytać, jeśli miałby im przynieść szkodę. Z drugiej strony, czy katolikowi cierpiącemu w życiu małżeńskim nie należy pomagać dlatego, że jest katolikiem?
– Nie jest też słusznym stanowisko, że współżycie małżeńskie jest czymś naturalnym i dlatego nie ma potrzeby uczenia człowieka czegokolwiek w tej dziedzinie. Człowiek tworzy kulturę, do której należy ludzkie przekształcanie naturalnych potrzeb. Wszystkie naturalne potrzeby człowiek winien zaspokajać po ludzku. Przez wychowanie trzeba się uczyć ludzkiego przeżywania tego, co skądinąd jest u człowieka identyczne za światem istot niższych, jak jedzenie, wypoczynek, mieszkanie itp. Dotyczy to też, oczywiście, współżycia płciowego, w którym powinno się przejawiać zarówno uszanowanie dla człowieka i jego odczuć, jak i poszanowanie wymagań moralnych. Nie może odpowiadać Bożemu zamysłowi, by działanie, które należy do istotnych zadań małżeństwa i powinno być wyrazem małżeńskiej miłości, było źródłem frustracji, niepokojów czy udręki.

2. Paweł VI, Humanae vitae, 9.

3. M.in. Rudolf von Urban, Sex Perfection, wyd. 8, Rider and Co., London 1964, Rozdz. V.

4. Chociaż są autorzy, którzy uważają, że nie jest uzasadnione rozróżnianie zadowolenia płciowego typu łechtaczkowego i pochwowego, poważne analizy przeżyć kobiet prowadzą do wniosku, że taka różnica w przeżyciach istnieje i ma dla kobiet znaczenie.

5. Mówimy o niewczesnym wytrysku nasienia, gdy występuje on przed umieszczeniem członka w pochwie. Jeżeli mężowi nie udaje się opanować wytrysku, aby przedłużyć zbliżenie, mówimy o przedwczesnym wytrysku nasienia.

6. Koh 9,7-9.

7. Prz 5,18-19.



Dla uzupełnienia sugestii i rad z książki O.Dra Karola Meissnera-Prof.Bolesława Suszki – wypada przypomnieć, że na rozpoczynającej się poniżej STRONIE podane są zbieżne, chociaż nieco odmienne sugestie dr Ingrid TROBISCH. Jedne i drugie sugestie znakomicie się uzupełniają. Zob. niż.:
Z sugestii autorów – ku pokojowi chwil intymności.

ks. Paweł Leks, SCJ
+

Kraków, 29.XII.2007

W razie potrzeby zob.:
Adres autora




Powrót: SPIS TREŚCI

A. FRUSTRACJE W MAŁŻEŃSTWIE

1. Co to jest frustracja?
2. Model małżeństwa
3. Osoba współmałżonka
4. Przeżywanie własnej płciowości
5. Przeżywanie własnej płciowości przez mężczyznę
6. Pozaseksualne funkcje doznania seksualnego
7. Model brutalnej męskości
8. Drogi wyjścia

B. CO MOŻE POMÓC MAŁŻONKOM W OSIĄGANIU
HARMONII WE WSPÓŁŻYCIU PŁCIOWYM


Uwagi wstępne
1. Przygotowanie do zbliżenia
2. Czas trwania zbliżenia małżeńskiego
3. Ułożenie podczas zbliżenia
4. Rozluźnienie mięśni
5. Przeżywanie radości
6. Częstość
7. Uwagi końcowe