(2.5 kB)


SPOWIEDŹ ŚWIĘTA MAŁŻONKÓW ORAZ NARZECZEŃSTW
z grzechów popełnianych przy przeżywaniu
intymności płciowej
 Aktualizacja: 1.IX.2013 

(7,6 kB)

Historycznie

Do autora zwrócono się (w czerwcu 2006 r.) o wypowiedź w związku ze spotykanymi nieprawdopodobnymi zniekształceniami nauczania Kościoła na temat konieczności wyznawania grzechów popełnianych przy współżyciu małżeńskim, i tym bardziej narzeczeńskim – jako warunku ważności Spowiedzi sakramentalnej. Gotowy odnośny tekst na ten temat (sporządzony przez redaktora pewnego czasopisma), podsunięty autorowi z prośbą o jego przeglądnięcie i ewentualne drobne poprawki, nie nadawał się nawet chociażby tylko do korekty. Tekst ten przytaczał ‘opinie’ sprzeczne z wyraźną Wolą Bożą, której autentycznym i autorytatywnym tłumaczem występującym z pieczęcią Boga-Prawdy, jest Kościół. Kościół powtarza jedynie za Boskim Mistrzem: „A jeśli chcesz osiągnąć Życie, zachowaj Przykazania ...” (Mt 19,17). Autor ułożył w końcu tekst własny, ujmujący nauczanie Kościoła w tym względzie w poniższych ‘punktach’.

Pierwsza wersja niniejszej wypowiedzi (z 16.VI.2006) została następnie wiele razy przeredagowana. Tekst jest owocem co jakiś czas docierających szczegółowych zapytań Czytelników.

Uzasadnienia do niniejszej pomocy spowiedziowej, zob. u samego dołu LINKI do wewnętrznych miejsc niniejszej strony internetowej.
Całkiem u dołu znajduje się również link do pliku pozwalającego wydrukować niniejszy artykuł do wyboru:
w formacie
WORD (jako *.doc; w formacie A-5),
oraz to samo w formacie ‘PDF’.

(8.6 kB)



(4.4 kB)


A. SPOWIEDŹ JAKO SAKRAMENT

‘Spowiedź’: Sakrament Spowiedzi świętej

Spowiedź święta nie jest wizytą u psychologa-psychiatry. Jest ona jednym z Sakramentów Kościoła, ustanowionych przez Jezusa Chrystusa. Kościół nie ma ‘władzy’ nad samymi w sobie Sakramentami. Został natomiast ustanowiony jako ich upoważniony zarządca. Stąd też Kościół zjednoczony „Z” Piotrem i „POD” Piotrem (zob. VSp 116) wypowiada się w imieniu samego Jezusa Chrystusa, jedynego Pana i Właściciela „swojego Kościoła” (zob. Mt 16,18), m.in. o warunkach ważnej i dobrej Spowiedzi świętej.

Spowiedź święta sakramentalna polega na wyznaniu w obliczu Boga swych grzechów z prośbą o ich przebaczenie i rozgrzeszenie. Dzieje się to z Woli Bożej poprzez posługę kapłana, który w tej chwili zastępuje samego Boga.
– Kapłan, bez którego w warunkach zwyczajnych nie ma rozgrzeszenia, uobecnia przy sprawowaniu Sakramentu Spowiedzi świętej w sposób sakramentalny Osobę Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa: Odkupiciela człowieka. Jezus Chrystus jest zarazem jedynym Panem założonego przez Siebie swojego Kościoła, który wyposażył m.in. w ustanowione przez Siebie święte Sakramenty, w tym również Sakrament Spowiedzi-Pojednania.

(12 kB)

Spowiedź święta jest zwróceniem się ze strony penitenta do Miłosierdzia Boga Trójjedynego z wyraźną prośbą o Boże przebaczenie mu popełnionych przez siebie grzechów – z powołaniem się na odkupieńczą moc Krwi Syna Bożego. Dla Chrystusa nie ma większej radości, jak gdy Mu ktoś pozwoli być swoim Odkupicielem. Tenże Odkupiciel postanowił jednak, że uzyskiwanie rozgrzeszenia będzie się dokonywało w warunkach zwyczajnych wyłącznie za pośrednictwem Kościoła, mianowicie poprzez ustanowiony w tym celu Sakrament Pokuty-Pojednania, zwany też ‘Trybunałem Miłosierdzia’.

Szafarzem tego Sakramentu jest z Woli Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka – kapłan. Musi on posiadać ważne święcenia kapłańskie i tym samym mieć pieczęć sukcesji Apostolskiej.
– Ponadto zaś musi on posiadać jurysdykcję do sprawowania Sakramentu Pojednania w danym okręgu Kościoła.


Warunki uzyskania odpuszczenia grzechów

Bóg udziela rozgrzeszenia niemal natychmiast i łatwo, jednakże nigdy za wszelką cenę. Osoba przystępująca do Sakramentu Pojednania-Spowiedzi musi spełnić kilka podstawowych warunków. Warunki dobrej, ważnej Spowiedzi świętej Sakramentalnej są ustalane nie przez ‘Kościół’, lecz wyrastają z Prawa Bożego. Płyną one z samej natury tego Sakramentu.

Penitent obowiązany jest wypełnić pięć warunków ważnej Spowiedzi świętej. Mowa o tym będzie zaraz poniżej.

Samo w sobie wyznanie swych grzechów musi się cechować mocą Prawa Bożego (a nie z dyspozycji Kościoła) szeregiem przymiotów. Wyznanie musi być pełne (= zwane również: ‘integralne’), obejmując wszystkie popełnione grzechy ciężkie. Ponadto zaś wyznanie musi obejmować mocą Prawa Bożego okoliczności popełnionego grzechu, które pociągają za sobą zmianę-modyfikację jakości podstawowego grzechu. Chodzi zatem o wyznanie takich okoliczności jak: ilość popełnionych grzechów (przynajmniej w sensie ich częstotliwości), wyznanie grzechu popełnionego samotnie, czy też z kimś drugim (byłby to dodatkowy grzech ‘cudzy’), wymagane jest wyznanie okoliczności związania ślubem małżeńskim lub innymi uroczystymi przyrzeczeniami-ślubami, np. związania celibatem kapłańskim czy profesją zakonną. Ten sam wymóg dotyczy wszelkich innych okoliczności grzechu, które zmieniłyby grzech podstawowy w dołączające się grzechy dodatkowe, niekiedy wręcz zbrodnie, jak np. w przypadku sięgania po poronne środki zapobiegania ciąży.


Pięć warunków ważnej Spowiedzi świętej

Dla przypomnienia wymienimy owe pięć warunków ważnej Spowiedzi Sakramentalnej:

1. Rachunek sumienia. Trzeba stanąć wobec prawdy swego sumienia. Jest to podjęta w obliczu Jezusa Chrystusa i Ojca Niebieskiego szczera konfrontacja z wewnętrznym prawem moralnym oraz normami Ewangelii, tak jak je podaje Kościół święty.

2. Żal za grzechy. Chodzi o skruchę serca, równoznaczną z decyzją nie-grzeszenia z motywu miłości Boga i bliźniego.

3. Mocne postanowienie poprawy. Musi to być decyzja, a nie sama chęć. Łącznie z przemyśleniem okoliczności które wiodą do grzechu, oraz środków dla rzeczywistego wyeliminowania grzechu.

4. Szczera, pełna Spowiedź. Do ważności Spowiedzi świętej należy wyznanie wszystkich grzechów ciężkich co do ich ilości oraz okoliczności modyfikujących ich podstawową jakość. U penitenta musi dokonać się uświadomienie sobie i wyznanie, że to „ja” osobiście zgrzeszyłem; a nie tylko, że ‘istnieje zło na świecie ...’.
– Z tego względu nigdy nie należy formułować wyznania bezosobowo, np. w formie: „Zdarzyło mi się opuścić Mszę św.; przeklinać się przeklinało...”. Grzech dotyczyłby czegoś anonimowego, a nie osoby penitenta: „ONO” grzeszyło; nie „JA”!

5. Zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu. Bóg domaga się, by najpierw wyrównać krzywdy wyrządzone bliźnim, a potem dopiero i Jego poprosić o przebaczenie. Dotyczy to nie tylko krzywdy materialnej, która musi być wyrównana, lecz tym bardziej moralnej: niszczonej i zadeptywanej miłości i pokoju w małżeństwie-rodzinie, upokarzania bliźniego, itd. Jeśli nie ma innego sposobu wynagrodzenia krzywd, pozostaje zawsze ... prośba, by bliźni zechciał przebaczyć wyrządzone mu krzywdy – dla Imienia Bożego ...!

Jeśli nie będzie przeproszenia pokrzywdzonych i spowiadająca się osoba nie wypracuje w sobie woli rzeczywistego naprawienia wyrządzonych krzywd i zniewag – wraz z decyzją nie-popełniania ich więcej, bezcelowe jest wybieranie się do Spowiedzi świętej. Rozgrzeszenie jest każdorazowo sprawą niezwykle poważną. Odpuszczenie najmniejszego grzechu ‘powszedniego’ dokonuje się każdorazowo za cenę Krwi Odkupienia. W przypadku grzechu ciężkiego sumienie penitenta jest obciążone winą wieczną oraz należną sobie karą wieczną. Jedna i druga rzeczywistość ma być zgładzona-unicestwiona mocą Krwi Odkupienia Jezusa Chrystusa: Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Odkupiciel odpuszcza jedno i drugie łatwo i natychmiast, ale nigdy ‘za wszelką ceną’. Penitent musi najpierw wypełnić wyżej wymienione warunki rozgrzeszenia.

Przyjęcie przez penitenta postawy buntu przeciw warunkom dobrej-ważnej Spowiedzi zmusiłoby kapłana do odmówienia rozgrzeszenia.
– Wola trwania w okolicznościach grzechu oznaczałaby, że penitent chciałby wymusić rozgrzeszenie jako błogosławieństwa na swoje dalsze grzeszenie. To jednak jest niemożliwe. Byłoby to wystawieniem Krwi Odkupienia na kpiny i jej wydaniem w ręce szatana.
– Gdyby kapłan w takiej sytuacji udzielił rozgrzeszenia (np. ‘litując się’ nad trudną sytuacją małżeńską itp.), dopuściłby się świętokradztwa przede wszystkim sam on jako kapłan-spowiednik. Przy czym rozgrzeszenie i tak by wówczas do penitenta nie dotarło (blokada dla Łaski Uświęcającej po stronie penitenta, który by się nie godził na przyjęcie Bożych warunków rozgrzeszenia). Chyba żeby kapłan-spowiednik nie wiedział, iż penitent nie podejmuje żadnego postanowienia zerwania z grzechem. W takiej sytuacji świętokradztwo oraz Spowiedź nieważna obciążałyby jedynie penitenta, a nie samego kapłana-spowiednika.

(4.4 kB)


B. BOŻA WIZJA PŁCIOWOŚCI I MAŁŻEŃSTWA-SAKRAMENTU

Płciowość: powierzona małżonkom jedynie w zarząd

Ograniczamy się tutaj do nawiązania do samych jedynie grzechów popełnianych przez małżonków, ale tym samym i tym bardziej przez pary narzeczeńskie (i nie narzeczeńskie) przy przeżywaniu wzajemnej bliskości w sposób sprzeczny z podarowanym im w chwili ślubowania małżeńskiego Bożym upoważnieniem do wkraczania na teren swej intymności płciowej, ewentualnie w sposób przekreślający brzmienie VI-go czy IX-go Przykazania Bożego.

Zatem wszystko co tu zostaje przypomniane, dotyczy tym bardziej narzeczeństw oraz partnerstw, ilekroć wkraczają na teren intymności – własnej, względnie kogoś drugiego: tej samej płci, lub płci przeciwnej (wystąpienie przeciw VI względnie IX, często dodatkowo przeciw V-mu Przykazaniu Bożemu itd.). Sam dopiero Bóg wprowadza dwoje ludzi: mężczyznę i kobietę na teren intymności płciowej. Dzieje się to w chwili, gdy ci dwoje wyrażają w obliczu upoważnionego przedstawiciela Boga i świadków swą zgodę małżeńską.
– Z góry niemożliwe jest ‘małżeństwo’ dwóch osób jednej i tej samej płci.

Trzeba przyjąć do wiadomości, że nikt nie jest i nie stanie się ‘właścicielem’ siebie samego. Człowiek zostaje jedynie oddany sobie samemu w odpowiedzialny zarząd – oczywiście w ramach ustaleń określonych przez Właściciela, przed którym każdy będzie się musiał prędzej czy później rozliczyć.

Jedynym ‘Właścicielem’ człowieka jest Bóg. Przyjęcie tego stwierdzenie nie wymaga ‘wiary’: chodzi o fakt ‘natury’ (ontologiczny; płynący z samego bytu), dostępny w poznaniu za pomocą naturalnego uczciwego rozumowania.

W całkiem szczególny sposób dotyczy to stwierdzenie zakresu płciowości. Płciowość wiąże się wprost z Tajemnicą życia oraz miłości. Te zaś niejako bardziej niż cokolwiek innego – są własnością samego tylko jedynego Pana i Właściciela obydwu tych Tajemnic (zob. m.in. HV 13). Zarówno Życie, jak i Miłość – istnieją co prawda na ziemi, ale obydwie one pochodzą spoza tego świata. Sam tylko Bóg jest „Miłością” (1 J 4,8.16), oraz „Życiem” (zob. Rdz 1-2; Ez 33,11; J 5,21-29; 6,40; 14,6; itd.). Szatana można łatwo poznać po tym, że niszczy on całym sobą – tak Miłość, jak i Życie (zob. np. Mdr 2,24; J 5,42; Rz 6,23).

O fakcie rozumowym, że nikt nie jest właścicielem siebie samego, ani tym bardziej swojej własnej płciowości, mowa jest wielokrotnie na łamach niniejszej strony internetowej (http://lp33.de). Można by tu wskazać chociażby kilka tego rodzaju odnośników do miejsc, gdzie ukazanych jest szereg ‘argumentów’, które wniosek ten wykazują i nieodparcie uzasadniają – wraz z bezpośrednio z nich płynącymi konsekwencjami odnośnie do uruchomiania zakresu swej intymności. Oto niektóre z owych miejsc:

(0.6 kB)Nikt nie jest właścicielem nawet siebie samego
(0.6 kB)Brak wpływu na podstawowe fakty istnienia
(0.6 kB)Kto Wam na to pozwolił?
(0.6 kB)Ponownie pytanie: właściciel a zarządca.

Małżeństwo jest Sakramentem świętym. Nie jest ono instytucją ‘zalegalizowanego’ uprawiania seksu-dla-seksu. Pismo święte mówi, iż Małżeństwo zawierać należy „w Panu” (1 Kor 7,39). Stąd też słuchamy Słowa Bożego:

„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane,
gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).

Znaczy to zarazem, że wcale nie każde zachowania samych również małżonków (a tym bardziej partnerstw) są zdatne, by je „... można przyporządkować ostatecznemu dobru i celowi, którym jest Bóg(VSp 79).


Nie istnieje Przykazanie VI ‘rozcieńczone’ do użytku narzeczeństw

To samo – i tym bardziej, dotyczy par narzeczeńskich oraz jakichkolwiek innych partnerstw. NIE istnieje żadne Przykazanie VI („Nie będziesz cudzołożył”: Wj 20,14; Mt 19,18) w wydaniu ‘złagodzonym’, tzn. zezwalającym w Bożym Imieniu i z Bożym błogosławieństwem – wbrew temu, co wielu faktycznie praktykuje – uprawianie w okresie ‘chodzenia-z-sobą’ np. coraz dalej posuwanych pieszczot, również genitalnych oraz nie-genitalnych, pocałunków głębokich, seksu oralnego itd. Przykazanie VI jest Przykazaniem nie Kościoła, ani Papieża ani Spowiednika, lecz tego Boga, który JEST – „Miłością” (1 J 4,8.16) i który aż nadto dobrze rozumie, co to znaczy ‘miłość’.

Jedynie dlatego zabezpiecza Bóg Tajemnicę Miłości i Życia Przykazaniem (VI i IX). Jest ono jedno jedyne dla osób związanych przymierzem Sakramentu Małżeństwa, jak i każdego innego mężczyzny i kobiety, nie wyłączając dwojga osób na etapie chodzenia-z-sobą jako narzeczonych, czy po prostu ‘partnerstwa’. Bóg zabezpiecza zakres płciowości odrębnym Przykazaniem w głębokim zatroskaniu o to, żeby „miłość – MIŁOŚCIĄ była” (= tytuł naszej strony internetowej): drogą do „Domu Ojca” (zob. J 14,2n), a nie odwodziła „od” Boga, ani nie była ukierunkowana ‘przeciw’ Bogu (zob. np. VSp 64: „... wolność sumienia nie jest nigdy wolnością ‘od’ prawdy, ale zawsze i wyłącznie ’w’ prawdzie”).

Nikt na ziemi i na niebie nie jest upoważniony do utworzenia na użytek np. narzeczonych – Przykazania VI w wydaniu ‘lżejszym’, w sensie zezwolenia takim dwojgu na jego oględniejsze traktowanie ‘ze względu na zaistniałą obopólną miłość’ i ‘potrzebę’ wyrażania sobie więzi poprzez coraz dalej posuwane uaktywnianie swej intymności. Jakoby w ramach zaistniałego między tym dwojgiem ‘uczucia’ brzmienie Przykazania: „Nie będziesz cudzołożył” miało ich już nie dotyczyć, skoro oni właściwie już są ... małżeństwem, mimo iż małżeństwem ... nadal (jeszcze) nie są.

Bo i małżeństwo – jest tylko JEDNO: jest ono własnością ściśle Bożą. Bóg – a nie ‘natura’, przyroda, ‘kultura’ czy ‘ewolucjonizm’ – jest Stworzycielem i jedynym Panem małżeństwa (zob. np. Mt 19,4; Mk 10,6). Stąd też jedynym ‘małżeństwem’ – ważnym i godnym człowieka jest to małżeństwo, które jest Sakramentem Małżeństwa dla chrześcijan, a równolegle dla pogan oraz tych, którzy Boga nie znają lub Go nie uznają – małżeństwo jako Sakrament STWORZENIA, podobnie jak to miało miejsce od początku zaistnienia człowieka w okresie przed-Chrystusowym (na ten temat obszerniej zob. z naszej strony internetowej: Małżeństwo jako Pra-Sakrament Stworzenia). Wszelkie inne ‘małżeństwa’ i ‘związki partnerskie’ (np. małżeństwa na samym tylko kontrakcie cywilnym; oraz związki partnerskie ‘wolne’) są jednym ciągiem cudzołóstwa.


Nie seks, a zjednoczenie osób zgodne z wewnętrznym ładem aktu

Osoby żyjące w Przymierzu Małżeństwa powinny zakodować sobie głęboko w świadomości, że Bóg, który wprowadza je w chwili wyrażania zgody małżeńskiej na teren intymności płciowej, wręcza im dar:
(0.6 kB)a) nie ‘seksu-jako-seksu’, lecz:
(0.6 kB)b) zjednoczenia ich dwojga osób, związanych Sakramentalną komunią miłości i życia – w jej Bożym pojmowaniu, tj. przy pełnej akceptacji Bożego ładu przy przeżywaniu wzajemnej intymności.
– Małżonkowie to Dzieci Boże wezwane poprzez życie w doczesności do zdążania do „Domu Ojca” we dwoje, drogą właściwą ich komunii małżeńsko-rodzinnej.

Rzeczywistości zasygnalizowanych w dopiero co wymienionych dwóch podejściach do ‘małżeństwa’ nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Zmierzają one w kierunkach przeciwstawnych i wzajemnie się wykluczają.

a) Uprawianie seksu – nie miłości. Przy uprawianiu ‘seksu’ (a nie podejmowania ZJEDNOCZENIA swych dwojga OSÓB) znika z horyzontu osoba (własna i tego drugiego) – wbrew deklarowanym słowom o ‘gorąco w tej chwili uprawianej miłości’. Na czoło i jako cel wysuwa się doznawanie rozkoszy. Uwaga jest skoncentrowana na ‘seksie’, a nie na osobie: ta odgrywa rolę jedynie ‘uboczną’ – jako dostępne anonimowe ciało płciowe ...

Zamierzone wyżycie się seksualne (a nie ZJEDNOCZENIE swych dwojga Osób) każe wtedy jednocześnie sięgać:

1. z jednej strony po coraz bardziej wyrafinowane środki dopingu dla wyzwolenia maksimum rozkoszy (środki chemiczne zwielokrotniające ‘potencję’; trening wielokrotnego orgazmu; sięganie po coraz inne formy seksu graniczącego nierzadko ze zwyrodnieniem);
2. równolegle zaś każe poszukiwać dróg dla wyeliminowania perspektywy ciąży. Tę bowiem poszukiwanie ‘seksu’ każe za wszelką cenę ‘wyeliminować’. Pozostać ma na ‘pobojowisku’ sama jedynie ... masturbacja: wzajemna, ewentualnie jednej ze stron.

Temu celowi winny służyć techniki ‘zabezpieczanie się’ przed ciążą. Dzieje się to poprzez sięganie po środki, których mechanizm działania pociąga za sobą z zasady śmierć Poczętego (tabletki; spirala; plastry itd.). Innych środków technicznych przeciw-rodzicielskich po prostu nie ma.
– Dotyczy to również użycia do ... kopulacji (a nie zjednoczenia) prezerwatywy. Jest ona jednym z środków poronnych (mimo iż nikt o tym nie mówi: firmy czerpią krocie dochodu z ... Ludzkiej Krwi Poczętych, wkrótce Zabijanych).

Użyte złudne ‘zabezpieczenie’ ma jedno na celu: ‘Seks – TAK. Dziecko – stanowczo NIE’. Osoby sięgające po którąś z technik ‘zapobiegania’ – cel ten (tzn.: Dziecka ma stanowczo NIE być) tym samym akceptują. Jednocześnie zwykle nie chcą słyszeć nic o tym (lub natychmiast blokują wiedzę o tym), za jaką cenę cel ten zostaje osiągnięty.

Zresztą nawet wiedza i świadomość zamierzonego i zaakceptowanego wtedy zabijania z cyklu-na-cykl dziecka-za-dzieckiem – ani do małżonków, ani jakichkolwiek innych ‘partnerstw seksualnych’ zwykle nie przemawia. Taki wniosek zdaje się wyłaniać na podstawie wciąż się potwierdzającego doświadczenia z rozmów z zainteresowanymi osobami. Ten Poczęty ginie wtedy w ciągu paru pierwszych dni po swym zaistnieniu. Dzieje się to zatem w czasie, gdy ani ‘ciąży’, ani ‘Dziecka’ jeszcze ... „nie widać”. O tyle łatwiej zepchnąć informację o poronnym działaniu użytych technik w sferę jedynie zastraszania i bajek. Wbrew zaistniałej, poczytalnej Rzeczywistości, z której trzeba będzie się wielorako rozliczyć: przed Bogiem, przed tym Poczętym (zwykle: tymi wieloma Poczętymi), przed własnym sumieniem, przed Społeczeństwem.

Wyraźnie zamierzone jest wtedy jedno: możliwie szałowe przeżycie samogwałtu (a nie zjednoczenia-w-miłości). Przeżycie staje się oczywiście bardziej atrakcyjne, gdy do dyspozycji staje ‘seks’ wyzwolony na ciele tego drugiego.

Szczególnie jaskrawo ujawnia się podeptanie w takiej sytuacji wszelkiej ‘miłości’ oraz ‘osoby’ tego drugiego w przypadku użytej wówczas prezerwatywy (to samo dotyczy oczywiście jakiegokolwiek innego środka przeciw-rodzicielskiego). Jeśli już pominąć poronne działanie prezerwatywy, trzeba uznać, że ‘ściany’ owej prezerwatywy nie da się ‘obalić’. Przegroda między żoną a mężem jest wyraźnie ‘chciana-zamierzona’. Mąż mówi w tym wypadku do żony (ewentualnie: partner do partnerki) czynem – bez potrzeby użycia słów:

Ja z tobą jako osobą nie mam nic wspólnego. Nie mam najmniejszego zamiaru stanowić ‘JEDNO’ z tobą. Chcę przeżyć na twym ciele, które wystawiasz mi do ‘użytku’, uatrakcyjnioną masturbację. Komu by miało zależeć na jakiejś ‘miłości’!? Mnie wystarczy, gdy osiągnę samo-zaspokojenie. Jak bardzo przydatne mi do tego jest twoje seks-ciało! Reszta ... mnie nie obchodzi ...”.

Miłość osoby zostaje tu zadeptana na śmierć. Jej wtedy ... nie ma! Dziwić może, że żony tego... nie dostrzegają!? I że dziewczyny, nierzadko bardzo chętne do ‘seksu’-masturbacji, tego dostrzec nie zamierzają ...?

Równocześnie zaś ci dwoje wyrażają wtedy zgodę na zgładzenie swego (potencjalnie) Poczętego. Bo i prezerwatywa nie chroni przed poczęciem (ani tym bardziej przed chorobami wenerycznymi), a pociąga za sobą śmierć Poczętego (w ciągu najbliższego tygodnia po poczęciu). Ci dwoje wtedy z góry przyjmują na siebie pełną poczytalność i odpowiedzialność za zadawaną w tej sytuacji śmierć-za-śmiercią: w obliczu Boga – i nie tylko.

NIE-zastanawianie się nad mechanizmem działania użytego środka przeciw-rodzicielskiego (jednego z dopiero co wspomnianych – pod ‘a’) jedynie podwaja poczytalność z racji podejmowanych czynów, które same w sobie są „złe w oczach Bożych”, a ponadto są czynami-zbrodnią. Są one nasycone Krwią Niewinnych. Wspomnianą ‘nie’-wiedzę cechuje w takim wypadku przymiot nie-wiedzy zamierzonej („... lepiej nic dokładnego nie wiedzieć na temat mechanizmu działania danego środka przeciw-rodzicielskiego, by nie zamącać sobie wmówionego w siebie ‘spokoju sumienia’ ...”). Tego rodzaju nie-wiedza pociąga poważny wzrost poczytalności etycznej za podjęte działania, tzn. odpowiedzialności za Życie Człowieka – chociażby nawet w danym cyklu nie doszło do poczęcia.

b) Sakramentalne ZJEDNOCZENIE małżonków. Wszystko to dzieje się w totalnym przeciwieństwie do Zamysłu Miłości, z jakim Bóg wychodzi w dniu Sakramentu do Młodej Pary, wprowadzając ich w tejże chwili na teren udostępnionej im odtąd ich intymności płciowej. Bóg wręcza nowożeńcom (tzn.: nigdy narzeczonym, ani jakimkolwiek innym ‘partnerom’ seksualnym) upoważnienie do wyrażania sobie miłości m.in. poprzez wzajemne przylgnięcie i przytulenie się do siebie, a także podejmowanie aktu pokojowo przeżywanego zjednoczenia swych dwojga osób – jako przypieczętowania swego pobłogosławionego „dwoje-JEDNYM-ciałem” – w komunii miłości, która każdorazowo jest na oścież otwarta na potencjalność rodzicielską.

Innymi słowy Bóg obdarowuje dwoje ludzi związanych przymierzem Sakramentu Małżeństwa – aktem zjednoczenia ich osób, a nie ich jako bezosobowych (anonimowych) ‘seksów’, mimo iż zjednoczenie męża z żoną zostaje dopełnione (jako możność, a nie mus!) ich sprzężeniem poprzez narządy kontaktowania płciowego.

Zjednoczenie małżonków w akcie płciowym winno stać się i pozostać rzeczywistym zjednoczeniem (a nie fikcją zjednoczenia) ich obojga OSÓB. Zakłada to zatem podejmowania aktu zjednoczenia każdorazowo w stanie Łaski uświęcającej – jako przyjętego i w czyn wprowadzanego, pokojowo i z najwyższą obopólną subtelnością przeżywanego Sakramentu Małżeństwa. Ci dwoje powinni być w tej chwili zapatrzeni nie tyle w ‘seks’, ile swoje oboje osoby: w oczy i serce tego drugiego, a tym bardziej w jego najgłębsze duchowe oczekiwania. Stąd też wzajemne odniesienia męża i żony powinny być nacechowane szczególnie w chwilach ich intymności pełnią subtelności i uszanowania w obliczu wzajemnej godności osobowej.

Zjednoczenie płciowe osobowe może być dopełnione oczywiście tylko w tym jedynym miejscu, jakie w tym celu stworzył Bóg: w pochwie.
– Tylko tutaj, tj. w pochwie, może dojść do głosu z pełnym pokryciem w rzeczywistości „mowa ciała” (wyrażenie Jana Pawła II) uaktywnionych wtedy narządów płciowych: w strukturze owego zjednoczenia – oraz towarzyszącym mu, rozwijającym się w tej chwili dynamizmie przeżywanego aktu zjednoczenia.
– Tym samym z góry wykluczone musi być uprawianie ‘seksu oralnego’ (i na tej samej zasadzie seksu ‘analnego’, pobudzania się ‘językiem’ itp.). Seks oralny jest wyrazem z istoty swej całkowicie wynaturzonego uprawiania seksu-dla-seksu.

c) Jeśli zatem ci dwoje przystępują do Sakramentalnego przeżycia swego zjednoczenia, winni w pełni uszanować zarówno strukturę podjętego aktu (tzn.: jeśli ma być zjednoczenie, winno ono być rzeczywistym zjednoczeniem, a nie jego blokowaniem), jak i rozwijający się jego dynamizm. Rozwijające się wtedy obopólne przeżycie (‘dynamizm’ aktu) otwiera się w samym owym akcie każdorazowo na oścież na potencjalność rodzicielską.

Pozostawienie całkowitej swobody pokojowemu rozwinięciu się tak struktury aktu, jak i dynamizmu jego obopólnego przeżycia warunkuje każdorazowo wierność wobec wpisanego w ludzkie sumienie wewnętrznego ładu małżeńskiego zjednoczenia płciowego.
– Dzieje się tak w odzwierciedleniu istoty tego Boga, który jako MIŁOŚĆ – jest tym samym pełnią ŻYCIA. Tenże Bóg stworzył człowieka jako swój Żywy „Obraz i Podobieństwo”. Nic zatem dziwnego, że sam jedynie Bóg – a nie jakaś ‘ślepa natura’ – tak ‘skonstruował’ akt małżeńskiego zjednoczenia osoby męża i żony, że również ich najściślejsze JEDNO w przeżywanym obopólnym przymierzu miłości-życia – całe promieniuje potencjalnością rodzicielską.

Pełne, normalne zjednoczenie małżeńskie staje się każdorazowo jednocześnie szczególnym, takim uaktywnieniem małżeństwa jako przyjętego Sakramentu: ich „dwojga-Jednym-ciałem” w Obliczu Trójjedynego. Winno ono być przeżyciem opromienionym Bożą Łaską, Bożym Pokojem i Błogosławieństwem i wdzięcznością. Akt zjednoczenia powinien być przeżyciem za każdym razem możliwie świadomie w tej chwili uaktywnianej Łaski Sakramentu. Jako zaś tak bardzo szczególne i intensywne zjednoczenie osoby męża i żony winno ono przeżyciem możliwie bardzo przedłużonym. Ma to być po prostu rzeczywiste sakramentalne zjednoczenie tych dwojga w miłości-życiu, która jest promykiem odzwierciedlającym Stworzyciela człowieka oraz małżeństwa: Boga jako jedynego Źródła i Pełni MIŁOŚCI-ŻYCIA.

d) Tak przeżywany Sakrament Małżeństwa – również w chwilach intymności małżeńskiej, nie spada z nieba jako automat. Małżonkowie muszą współpracować z Łaską Sakramentu i rozwijać się stale w kształtowaniu swego wnętrza w promieniach przyjętego, świadomie przeżywanego i pogłębianego Sakramentu, ożywianego jak najczęściej przyjmowaną Eucharystią oraz częstym przystępowaniem do Sakramentu Pojednania-Miłosierdzia. Podejmowane zaś z Bożego daru bycie-z-sobą w swej intymności domaga się obopólnej pełni subtelności, i oczywiście rzeczywistej miłości bliźniego.

Przy przeżywaniu wzajemnej miłości nie może być mowy o uciekaniu się kiedykolwiek do szantażu, ani tym bardziej zastraszania ze strony męża – z powołaniem się na wmawiany sobie, z góry sprzeczny z prawdą złożonego ślubu miłości oraz przyjętego Sakramentu fakt, jakoby żona stała się wraz z zawarciem ślubu jego ‘własnością’, w sensie narzędzia, którym on jako mąż może odtąd dysponować dowolnie – nie do wyrażania miłości-bliźniego, lecz zaspokajania swojej żądzy seksualnej.

Niektórzy, duchowo do wielkości Sakramentu Małżeństwa i swego człowieczeństwa nie dorastający mężczyźni upierają się przy wydumanym przez siebie twierdzeniu, że w chwili zawarcia ślubu małżeńskiego otrzymują od Boga kobietę-żonę jako ‘żywą rzecz’ dla zaspokajania w każdej chwili swych męskich potrzeb seksualnych. Sądzą, tzn. wmawiają sobie, że świętym ‘obowiązkiem-pod-grzechem’ kobiety-żony jest stawać do dyspozycji męża na każde jego zapotrzebowanie. Narzucają sobie i innym pogląd, iż Bóg jedynie na to stworzył kobietę i dał ją mężczyźnie w małżeństwie po to, żeby odtąd służyła mu na każde jego zapotrzebowanie i by dzięki jej kobiecemu ciału łatwiej mu było zapewnić sobie należną sobie ‘masturbację’.

Taka postawa urąga oczywiście Zamysłowi Miłości Boga i stoi w całkowitej sprzeczności z Wolą Stwórcy, Stworzyciela również Małżeństwa jako świętego Sakramentu: drogi we dwoje – wraz z rodziną – do życia wiecznego. Żona nigdy nie staje się ‘własnością’ męża; ani też na odwrót. Podobnie jak i dzieci nigdy nie stają się własnością matki i ojca, a zostają im jedynie czasowo zawierzone przez Opatrzność Boga, który oczekuje od rodziców, że doprowadzą do rozkwitu złożone w nich twórczo zadatki.

Jak wyżej zaznaczono (zob. wyż. pod ‘B’: Płciowość: powierzona małżonkom jedynie w zarząd), jedynym Właścicielem człowieka pozostaje sam tylko Bóg. Tym bardziej zaś jest Bóg jedynym Panem i Właścicielem całego zakresu intymności płciowej. Ta przecież wiąże się wprost z Tajemnicą zarówno miłości, jak i życia, które są istotnymi Przymiotami Boga-jako-Boga.
– Stąd też jedynym ‘prawem’ małżonków względem siebie jest podarowane im w chwili wzajemnie sobie wyrażonej zgody małżeńskiej (Bóg ją w tejże chwili nieodwołalnie przypieczętuje i błogosławi) ‘prawo’ do rozwijania się w subtelnej, Bogiem silnej – miłości bliźniego, dostosowanej do warunków życia w małżeństwie i rodzinie.

e) Znaczy to zarazem, że podejmowanie Sakramentalnego Małżeńskiego zjednoczenia płciowego nie może stać się działaniem na zasadzie ‘szastu-prastu(tak bywa wtedy, gdy celem podjętego działania jest ‘seks’, jak np. przy stosunku przerywanym itp. Celem działania nie jest wtedy ‘osoba’, lecz prędkie przeżycie masturbacji – i nic więcej), lecz zjednoczenie pełne, możliwie pokojowo przedłużone, i zawsze zakończone wyrazami wdzięczności względem siebie wzajemnie, a tym bardziej względem Boga. On przecież jest Dawcą wszelkiego Pokoju i Radości, a także samej owej podarowanej tym dwojgu możności tak intymnego, możliwie długo się utrzymującego „dwoje-JEDNYM-ciałem”: bycia z-sobą i w-sobie.

Z Sakramentalnego przeżywania aktu zjednoczenia osób wynika, że celem podjętego aktu (zgodnie z ładem miłości ofiarowanym przez Stworzyciela Małżeństwa) pozostaje faktyczne zjednoczenie dwojga osób, a nie gorączkowe zaspokojenie anonimowo (bo głównie tylko seksualnie) poszukiwanego i przeżywanego ‘seksu-dla-seksu’. Takie działanie dokonywałoby się pod wpływem pożądliwości i przymusu ‘ciała’, gdzie godność oraz powołanie człowieka jako osoby – do życia wiecznego całkowicie znika z widnokręgu.

f) Jakiekolwiek eksperymentowanie na ciele płciowym dla zafałszowania podjętego zjednoczenia, tzn. podejmowanie aktu jako ‘seksu’ gdzie indziej lub w inny sposób, będzie każdorazowo sprzeczne z Bożym ładem osobowego zjednoczenia. Stałoby się to ciężkim sprzeniewierzeniem się przeciw samej istocie małżeństwa jako przymierza osób oraz Sakramentu, ale tym samym i konsekwentnie występkiem przeciw małżeńskiej miłości, która w przypadku małżonków jest przedmiotem ich ślubu miłości, a nie jedynie wyrazem niezbyt zobowiązującej ‘chęci ...’ kochania.

Na przypadek zaś uzasadnionego w oczach Bożych nie-nastawiania się aktualnie na poczęcie, Bóg wyposażył małżonków w stworzony przez Siebie (a nie ‘medycynę’; ani ‘ślepą ewolucję’) szczególny dar: biologicznego rytmu płodności. Nauczenie się go w taki sposób, by w razie potrzeby móc korzystać z niego z poczuciem pewności, staje się dla małżonków w wieku rozrodczym obowiązkiem sumienia. Wola osiągnięcia tej wiedzy staje się wtedy nierzadko warunkiem przystąpienia do ważnej Spowiedzi świętej. Ta bowiem z istoty swej domaga się decyzji skutecznego wyeliminowania grzechów, jeśliby ci dwoje poczuwali się do grzechów popełnianych przy współżyciu – poprzez stosowanie środków przeciw-rodzicielskich, jednocześnie nie zadając sobie trudu, by w przypadku istniejącej, w oczach Bożych uzasadnionej potrzeby nie-nastawiania się aktualnie na poczęcie – zdobyć odrobinę dokładniejszej wiedzy o swym biologicznym rytmie płodności.

(4.4 kB)


C. ZNIEWAŻANIE MIŁOŚCI PRZEZ GRZECH

Oto szczegółowe warunki ważnej Spowiedzi świętej w przypadku małżonków, którzy poczuwają się do popełnienia grzechu przy przeżywaniu wzajemnej bliskości.
– Tym bardziej odnoszą się takie same warunki do wszelki par narzeczeńskich i innych partnerstw, gdyby któreś zamierzało pojednać się z Bogiem i człowiekiem, poczuwając się do popełnionych w międzyczasie grzechów związanych z przeżywaniem intymności.

1. Stosunek przerywany. Konieczne w przypadku nie-stosowania wprawdzie środków technicznych dla zapobiegania poczęciu czy ciąży, ale mimo to podjętych działań przeciw-rodzicielskich, jest wyznanie stosunku przerywanego oraz wszelkich odmian form wynaturzonych.

Do tej grupy działań należą formy zastępcze zamiast stosunku płciowego, czyli podejmowanie pettingu (dokładniejsze rozważanie na temat: pettingu, pocałunku, seksu oralnego – zob. niż., pod ‘E’).

Zarówno stosunek przerywany, jak petting jest obiektywnie biorąc każdorazowo grzechem ciężkim. Stąd też warunkiem uzyskania rozgrzeszenia – oprócz decyzji zerwania z grzechem, wymagane jest wyznanie ilości i jakości popełnionego grzechu (gatunku grzechu).
– Grupa ta obejmuje również pewne odmiany pocałunku.
– Tym bardziej dotyczy to uprawianego seksu oralnego.

2. Grzechy przeciwne naturze. Konieczne do ważności rozgrzeszenia jest wyznanie grzechów popełnianych ‘przeciw naturze’, tj. uprawianie namiastki stosunku podejmowanego poza pochwą – tym jedynym miejscem, jakie Bóg stworzył i podarował małżonkom do przeżywania aktu zjednoczenia. Chodzi m.in. o rozpropagowany wynaturzony akt odbywany w ustach, ewentualnie w innych częściach ciała. Tego rodzaju akty są obiektywnie za każdym razem ciężkim znieważeniem Bożego Dzieła Stworzycielskiego oraz ślubowanej małżeńskiej miłości.

3. Techniki przeciw-rodzicielskie. Konieczne jest pełne wyznanie w przypadku stosowania jakichkolwiek środków technicznych przeciw-rodzicielskich. Chodzi wówczas każdorazowo o grzech ciężki, do czego dołącza się ponadto okoliczność modyfikująca podstawową jakość grzechu, mianowicie wystąpienie tym samym przeciw Życiu.

Wyznanie musi oczywiście obejmować dokładnie przedstawiony gatunek danego środka (środek hormonalny w jego zróżnicowanych formach; spirala; prezerwatywa), ilość popełnionych grzechów-zbrodni (przynajmniej w przybliżeniu), czas stosowania użytego środka. I oczywiście wszelkie inne ważne okoliczności, jak np. związanie zawartym małżeństwem, konsekracją itd. – jednego i drugiego z uczestników grzechu.

4. Uśmiercenie Poczętego. Stosowanie jakiejkolwiek techniki ‘ochrony-zapobiegania’ oznacza każdorazowo z góry wyrażoną zgodą-akceptacją na zabicie Poczętego. Zupełnie niezależnie od tego, czy w danym cyklu doszło do poczęcia, czy nie. W obliczu Bożym liczy się czynem potwierdzona wewnętrzna postawa: Seks ma być (= masturbacja)! Dziecko – za żadną cenę! Tak ustawione pożądanie równa się w oczach Bożych ze z góry wyrażoną zgodą na ‘likwidację’ ewentualnie Poczętego: obojętnie – jak się to dokona.

5. Niewiedza co do grzechu. Małżonkowie (i nie tylko oni) nie mogą tłumaczyć się wybiegiem, jakoby nigdy dotąd nie słyszeli, iż stosunek przerywany, petting, stosunek wynaturzony, użycie środka przeciw-rodzicielskiego – jest obiektywnie biorąc każdorazowo grzechem ciężkim, a w przypadku środka przeciwciążowego ponadto zbrodnią. W przypadku takiego działania Bóg głośno protestuje i krzyczy w sumieniu (por. Rz 2,15). Każdy człowiek jest jednakowo Żywym Bożym Obrazem. Niezależnie od tego, czy o tym wie, czy nie. Bóg ze swoim Żywym Obrazem: mężczyzną i kobietą, prowadzi nieustanny dialog. Również wtedy, gdy to sumienie zostaje świadomie zagłuszane i jest zatwardziałe w złu. Zdarza się natomiast nietrudno, że człowiek decyzjami swej wolnej woli zmusza świadomie i skutecznie głos krzyczącego Boga do ... milczenia.

Nie-zasięganie autorytatywnej informacji (w razie wątpliwości co do oceny etycznej danego działania) u osoby kompetentnej w sprawach Bożych – ze względu na to, iż jest to krępujące, lub co gorsza: gdy sumienie podpowiada jasno, iż tu chodzi o grzech ciężki, a nawet zbrodnię, przy czym jednak głos ten zostaje świadomie tłumiony i zadeptywany – sprawia, że poczytalność w oczach Bożych nie tylko nie ulega pomniejszeniu, lecz wzrasta. Jest to wówczas niewiedza zamierzona: człowiek woli nie pytać, gdyż dobrze wyczuwa, iż musiałby wycofać się z określonego działania, z którego zrezygnować nie zamierza. Zgodnie z podstawową zasadą etyki: nie wolno podejmować działania w przypadku sumienia ‘wątpliwego’ co do etycznej jakości czynu.

6. Technika przeciw-rodzicielska stosowana przez męża czy żonę. Jeśli małżonkowie (i oczywiście każdy z nie-małżonków) pragną uzyskać Boże rozgrzeszenie przez sakramentalne pośrednictwo Kościoła, powinni do ważności Spowiedzi świętej wyznać (w przypadku użytego jakiegokolwiek środka przeciwrodzicielskiego; w przypadku bowiem stosunku przerywanego i pettingu – zob. wyjaśnienie wyż. pod ‘C-1’): czy środka użył mąż – czy żona, ewentualnie czy oboje ‘zabezpieczyli się’ przed ciążą na sobie właściwy sposób. Chodzi wtedy o jakość grzechu, a ponadto za każdym razem o ‘grzech cudzy’: wymuszenie grzechu, względnie o skuszenie drugiej osoby do grzechu.

7. Nie istnieje anty-koncepcja. Dawniej sądzono, że istnieją środki mechaniczne lub chemiczne ściśle tylko antykoncepcyjne, tzn. zapobiegające procesowi zapłodnienia-poczęcia; stosowane czy to przez mężczyznę (prezerwatywa), czy przez kobietę (różnego rodzaju błony; niektóre środki chemiczne dopochwowe: globulki, pasty, kremy, spraye itd.).

Nowsze rzetelne badania naukowe (wyniki znane od lat 80-tych ub.w.) wykazują coraz bardziej jednoznacznie, że również środki dotąd uznawane za jedynie plemnikobójcze (nimi są wyściełane prezerwatywy, błony, itd.) wywierają ostatecznie działanie także poronne. Jest to okoliczność, która całkowicie zmienia ocenę etyczną użytej prezerwatywy, błony dopochwowej, naszyjkowej, czy też innych chemicznych preparatów rzekomo jedynie ‘plemnikobójczych’.

Zaistniałego poczęcia nikt wtedy ‘nie zobaczy’: zastosowany środek doprowadza do śmierci Małego Człowieka w ciągu niewielu pierwszych dni od poczęcia. Pozostaje jednak odpowiedzialność w obliczu Boga – a oczywiście także ludzi: ci dwoje (oraz wszyscy, którzy tu współdziałali: lekarz, pracownicy aptek, osoby produkujące te preparaty; ci którzy sprzedają je np. prezerwatywy w kioskach; w marketach itd.) spotkają się z tymi Poczętymi-Zgładzonymi, gdy sami będą przekraczali próg wieczności.

Dla osób współpracujących w grzechu-zbrodni ‘cudzej’ (przepisywanie tych środków; ich sprzedawanie; wystawianie-sprzedawanie ich przy kasie itp.) nie będzie w oczach Bożych usprawiedliwienia np. w rodzaju:

„Ja te preparaty sprzedawać muszę; to jest mój zawód;
kiosk itd. nie jest moją własnością; nie mam wpływu na to, jaki towar musi się tu znaleźć;
jest to moja praca zawodowa, mam rodzinę na utrzymaniu ...; ...”
 itp.

Jest to każdorazowo kwestia mojego osobistego wyboru ostatecznego: czy po śmierci pragnę dojść do Domu Ojca – za cenę nędzy i prześladowania z racji dochowania wierności Bogu; czy też wszystko mi jedno teraz (tak jednak na pewno nie będzie ... – kiedyś!), gdzie się po śmierci dostanę: do nieba – czy też do wiecznego ... potępienia?

Całkiem bezprzedmiotowe jest powoływanie się na powszechną ‘praktykę’ w tym względzie: że nikt, absolutnie nikt ‘z takiego grzechu’: współpracy w grzechu, a nawet zbrodni – się nie spowiada. A sprzedawanie, wydawanie tego artykułu jest moim obowiązkiem ‘zawodowym’.

Jeśli ktoś z tego rodzaju grzechu: współpracy w cudzym grzechu – się nie spowiada, chodzi najwyraźniej o świadome zatajenie grzechów ciężkich: świadomej współpracy w popełnianiu ‘cudzego grzechu ciężkiego’, jeśli nie wręcz ... jego zbrodni (poronne działanie również prezerwatywy; itd.). Efektem będzie tylko to jedno: jego Spowiedzi są z góry nieważne – a ponadto zarówno same te Spowiedzi, jak i następnie przyjmowane Komunie święte – stają się jednym ciągiem świętokradztw.

– Z kolei zaś jeśli ktoś nawet wyzna przy Spowiedzi świętej, że sprzedawał takie artykuły, a nie podejmuje żadnej liczącej się decyzji skutecznego wycofania się z tego grzechu, Spowiedź jego będzie nieważna ... z powodu nie-wzbudzenia decyzji nie-grzeszenia, tzn. braku skruchy i odcięcia się od grzechu.

Podana tu ocena (chodzi o współpracę w cudzym grzechu, a nawet zbrodni) nie zależy od pojedynczego spowiednika: rygorystycznego, podczas gdy ‘inny’ spowiednik jest bardziej wyrozumiały. W grę wchodzi naruszane jednoznacznego Bożego Przykazania, oraz wypełnienia podstawowych warunków dobrej, ważnej Spowiedzi świętej Sakramentalnej.


8. Wszystkie techniki zapobiegania odznaczają się działaniem poronnym. Jak już wspomniano, trzeba przyjąć do wiadomości, że wszystkie techniki przeciwrodzicielskie są środkami jednocześnie poronnymi. Zaliczają się tu zarówno środki mechaniczne: wkładka domaciczna (IUD, dokładniej: IUAD: intra-uterine-abortifiant-device; wkładki nowej generacji są mechaniczno-hormonalne), jak tym bardziej wszelka chemia hormonalna (tabletki-pigułki doustne, zastrzyki, preparaty podskórne, plastry itp.). Osoba działająca bierze wtedy każdorazowo na sumienie odpowiedzialność za Życie Nowego Człowieka w każdym cyklu. Niezależnie od tego, czy w danym cyklu poczęcie nastąpi, czy nie. Środki te wywierają bowiem zawsze działanie przynajmniej ‘między innymi’ poronne. Jest ono wyraźnie zamierzone przez producentów. Informacje zaś reklamowe, iż chodzi tu o środek np. jedynie ‘hamujący-blokujący owulację’ [tzw. Ovulationshemmer] są grubo szytym kłamstwem reklamowym, obliczonym na zmylenie czujności potencjalnych klientów (zob. m.in. Evangelium Vitae, 11.58).

Znaczy to, że stosunek płciowy przy równoczesnym ‘zabezpieczeniu się’ w któryś z środków poronnych równa się każdorazowo zapewnieniu sobie seksu na koszt uśmiercenia w takiej sytuacji poczętego swego własnego Dziecka.

9. Wyznanie okoliczności. Jest jasne, że w przypadku stosowania jakiegokolwiek środka poronnego trzeba przy Spowiedzi świętej tak przedstawić użyty środek, żeby spowiednik się zorientował, o jakiego typu grzech chodzi w danym przypadku. Gdyby spowiednik nie był zanadto zorientowany co do mechanizmu działania użytego preparatu (co może nietrudno się zdarzyć), powinien poinformować go o tym sam penitent. Spowiednik, musi wiedzieć, z jakiego rodzaju grzechu rozgrzesza, z ilu grzechów udziela rozgrzeszenie. Musi się dowiedzieć, o jaki czas grzeszenia chodzi w danym wypadku oraz poznać wszelkie pozostałe okoliczności, które mogą modyfikować w sposób zasadniczy jakość grzechu podstawowego. Mocą Bożego Prawa spełnia Spowiednik w Trybunale Miłosierdzia Bożego rolę Sędziego. Jako ‘Sędzia’ musi spowiednik ocenić zarówno ciężkość grzechu, jak i stopień skruchy oraz decyzję nie-grzeszenia ze strony penitenta itd.

Są to wszystko same przez się zrozumiałe podstawowe warunki, umożliwiające Spowiednikowi – po należytym rozeznaniu – udzielenie daru rozgrzeszenia Bożego, albo z drugiej strony jego odmowę, gdyby został zmuszony do tego postawą penitenta.
– Stąd m.in. konieczność wyznania ze strony penitenta okoliczności czasu, odkąd ci dwoje korzystają z użytego środka przeciw-rodzicielskiego. Oczywiście pod warunkiem, że penitent wyraża decyzję definitywnego zaniechania owych grzechów i zbrodni, tzn. definitywnego odstawienia jakichkolwiek środków przeciw-rodzicielskich.

Penitent nie może się usprawiedliwiać swoją niewiedzą co do medycznego mechanizmu działania stosowanego środka. Tym bardziej nie jest usprawiedliwieniem w oczach Bożych deklaracja w rodzaju, jak to już wyżej powiedziano:

Nie muszę znać szczegółów naukowych przepisanego mi przez lekarza ‘lekarstwa’-na-ciążę. Nie jestem lekarzem; Mnie nie obchodzi kwestia, JAK to się stanie, ważne żeby dziecka nie było, bo na żadne dalsze ‘dziecko’ aktualnie nie możemy sobie pozwolić ...”.

Wszelkie tego rodzaju wymówki świadczą z góry o złej woli i niewiedzy zawinionej, tzn. zamierzonej. Ta zaś jedynie podwaja zaciągniętą poczytalność moralną oraz winę.

10. Czas stosowanej określonej techniki. Dopiero co wspomniano o okoliczności ‘czasu’, odkąd ci dwoje podejmują określony rodzaj grzeszenia. Mianowicie do ważności Spowiedzi świętej trzeba wyznać, przez jaki czas ci dwoje stosują dany środek poronny (zob. wyż., C-9). Stosowanie środka poronnego przez 1 rok równa się potencjalnemu zabójstwu 12 Poczętych Osób (ok. 12 cyklów w ciągu 1 roku). Środek poronny stosowany przez 5 lat oznacza gotowość i poczytalność przed Bożym Obliczem za zabicie ok. 60 Poczętych (5 lat x 12 cyklów). Chociażby ostatecznie nawet w żadnym cyklu nie doszło do poczęcia. W oczach Bożych liczy się postawa wolnej woli.

Samego w sobie ‘poczęcia’ oczywiście ... ‘nie widać’. Użyte tabletki, spirala, prezerwatywa, plastry, zastrzyki itp. prowadzą do uśmiercenia tego Poczętego zbyt wcześnie, by nawet matka mogła być w stanie zorientować się, że – i czy nastąpiło poczęcie. Sam jednak fakt, iż ciąży ‘nie widać’, nie znaczy, że poczęcie w tym cyklu nie nastąpiło...
– Prawda w całej pełni ujawni się w chwili przekraczania progu wieczności przez grzesznika. W momencie zaś samego działania – o odpowiedzialności moralnej decyduje postawa woli, której zależy na ‘skuteczności’ użytego środka – obojętne za jaką się to stanie cenę. Ważne, żeby ciąży nie było (‘widać’)!

11. Odstawienia użytej techniki. Do ważności Spowiedzi świętej należy decyzja natychmiastowego odstawienia tabletki-pigułki itp.
UWAGA. Krwawienie jakie wystąpi w parę dni po odstawieniu tabletki – nie jest miesiączką! Może ono iść w parze z właśnie odbywającą się owulacją; dokładniej: zob. na naszej stronie internetowej: cz.I, rozdz.1-szy: wykład metody Billingsa.

Podobna decyzja wymagana jest odnośnie do śródmacicznie założonej spirali. Tu jednak zachodzi pewna różnica, ściśle związana z fizjologią cyklu. Mianowicie spiralę śródmaciczną usuwa się dopiero pod koniec najbliższego periodu. Powodem medycznym jest tu fakt, iż nie można podejmować zabiegów na szyjce w okresie cyklu, kiedy jej błona śluzowa jest rozrośnięta.

Jeżeli penitent nie decyduje się na spełnienie tego warunku (tj. definitywne odstawienie wszelkich środków przeciw-rodzicielskich), uzyskanie rozgrzeszenia staje się niemożliwe. Boża Krew Odkupienia musiałaby stać się uproszeniem błogosławieństwa na dalsze przelewanie Niewinnej Krwi Ludzkiej. Osoba spowiadająca się chciałaby wtedy daru rozgrzeszenia, jednocześnie z góry je skuteczne blokując. Stąd też udzielenie rozgrzeszenia staje się w takim przypadku niemożliwe, dopóki u penitenta – tak męża, jak i żony, nie zapadnie decyzja definitywnego odstawienia jakiejkolwiek techniki przeciw-rodzicielskiej.

Parę dalszych szczegółów związanych z intymnością małżeńską przed usunięciem spirali w tej sytuacji – zob. na naszej stronie internetowej przy omówieniu mechanizmu działania spirali.
(zob.: Sugestie pod kątem Sakramentu Spowiedzi).

12. Zadośćuczynienie. Piątym warunkiem ważnej Spowiedzi świętej jest zadośćuczynienie ‘Bogu i bliźnim’.
– Mianowicie przed uzyskaniem rozgrzeszenia trzeba wyraźnie prosić swego Poczętego-Zabitego (względnie: Poczętych; chociażby zgładzonych jedynie ‘potencjalnie’) o przebaczenie. Trzeba te Dzieci przeprosić za ich zgładzenie i poprosić, żeby modliły się do Boga za matkę, ojca, lekarza, personel w aptekach, który te środki sprzedaje, za tych którzy je produkują, a być może nigdy z grzechów ‘cudzych’ i współpracy w dokonywaniu zbrodni cudzej się nie spowiadają. Łudzą się oni, iż mogą spokojnie przystępować do Eucharystii. Ich pozorny spokój skończy się z chwilą gdy sami staną przed Chrystusem-Sędzią ...

Wtedy dopiero, po takiej – zapewne nie najłatwiejszej rozmowie ze swymi Zabitymi, można poprosić o przebaczenie z kolei Odkupiciela.
– Kapłan zapewne dopomoże w nawiązaniu takiego dialogu Przebaczenia ze swymi Zabitymi, łącznie ze skierowaną do owych Zabitych prośbą o przebaczenie penitentowi „dla Imienia Bożego” ... itd. (zob.: Evangelium Vitae, 99).

Dla ułatwienia sobie nawiązania tego rodzaju ‘dialogu’ ze swymi Zabitymi Dziećmi zachęcamy do modlitewnego rozważenia fragmentu z dalszej części naszej strony internetowej, mianowicie: cz.V, druga część 6-go rozdziału (Umierające Małe Dzieci – Niepełnosprawni – każdy).

13. Nauczyć się rytmu płodności. Jest to kolejny warunek rzeczywistego uzyskania rozgrzeszenia. Chodzi o wprowadzoną w życie decyzję nauczenia się Bożego daru biologicznego rytmu płodności w taki sposób, by o tym Bożym rozwiązaniu swego problemu nie tylko ‘słyszeć’ i zbyć chociażby np. niezbyt zorientowanego kapłana powiedzeniem: „Ja o tym wszystkim doskonale wiem: owocem ‘Metody’ stało się kolejne Dziecko...”. Tego rodzaju powiedzenie nie ma absolutnie żadnej rzeczowej wartości, dopóki ktoś nie przedstawi bez konkretnego zapisu swojego ciążowego cyklu i poprzedzających go małżeńskich zachowań w danym czasie.

Chodzi o takie nauczenie się mądrze wybranej ‘metody’, by z tego Bożego daru móc rzeczywiście twórczo korzystać przy układaniu swej małżeńskiej intymności – oczywiście jeśli, oraz na ile istnieją liczące się w oczach Bożych powody dla odłożenia poczęcia ‘na później’.
– Zawsze z tym zasadniczym zastrzeżeniem: że gdyby z jakichkolwiek powodów mimo wszystko doszło do niezbyt planowanego poczęcia, obowiązkiem sumienia pozostaje wtedy trwać na stanowisku ochrony Życia nawet za cenę złożenia daru z własnego życia.

Równolegle do tego trzeba tym bardziej podkreślić, że małżonkowie nie mogą uchylać się od zadawania sobie co jakiś czas zasadniczego pytania związanego z samym celem Sakramentu Małżeństwa, wraz z Bogu w dniu ślubu małżeńskiego ofiarowaną swoją otwartością na rodzicielstwo:
Boże Ojcze, jakie jest oczekiwanie Twoje na TERAZ – odnośnie do naszej zdolności rodzicielskiej”?


Odpowiedzialność za autentyczny wykład NPR

14. Bóg jest zbyt ‘uczciwy’, by kogokolwiek zmusić do poczęcia nowego Dziecka. Stworzył On mężczyznę i kobietę w taki sposób, że jednocześnie informuje każdorazowo z precyzją niemal do minuty, czy dziś istnieje możliwość poczęcia, czy też poczęcie w dniu dzisiejszym jest wykluczone. Rzeczą człowieka, czyli jednym z zadań dwojga osób jako małżonków pozostaje i to: Bożego Daru biologicznego rytmu płodności trzeba chcieć się nauczyć. W tym celu należy sięgać po wiedzę w tym zakresie tam, gdzie jej można zaczerpnąć bez jej zniekształceń.

Przeciętny Czytelnik, a nawet osoby po studium w Instytutach Rodziny, mogą nie zdawać sobie sprawy, jak dalece sprawy te nawet w zdawałoby się kompetentnych ośrodkach Poradnictwa mogą być manipulowane i arbitralnie przeinaczane. Dzieje się to nierzadko przy skądinąd najlepszej dobrej woli zatrudnionego tam personelu. Można by jedynie podkreślić i przypomnieć, że w tak ważnych sprawach – wprowadzanie arbitralnych zmian przy wdrażaniu w określoną metodę, której ktoś sam nie wypracowywał i nie dokumentował, jest czymś niedopuszczalnym, jeśli nie wręcz zbrodniczym.
– W sytuacji istniejącego w tym zakresie nieprawdopodobnego zamętu nie ma innego wyjścia, jak po prostu podjąć starania, by sięgać po informację autentyczną i autorytatywną u samego jej źródła.

Mąż ponad wątpliwość dostosuje się do rytmu płodności swej małżonki, jeśli ta będzie go obdarzała poczuciem pewności w tym zakresie. Ilekroć żona sama nie wie, czy poczęcie dziś może nastąpić czy nie, dochodzi niemal ze 100% pewnością do upadku ich obojga. Większa odpowiedzialność ciąży wtedy jednak na kobiecie-żonie, której np. nie chce się ‘chcieć’ – rzeczywiście się nauczyć swego rytmu płodności. Kobieta potrafi dla podbudowania swej wrodzonej odrazy do podejmowania obserwacji i ich notowania wymyślać coraz inne pseudo-argumenty, byle oczekiwaną decyzję odsunąć na ‘nie wiadomą, daleką przyszłość’.

Mąż powinien jako mąż służyć małżonce w takich okolicznościach prawdziwie małżeńską zachętą w tym względzie: w zrozumieniu metody naturalnej (tzn. odpowiadającej godności małżonków jako osób wezwanych do życia wiecznego), oraz w systematycznym prowadzeniu notatek z przebiegu cyklu.


„Metoda Billingsa” (MOB)

15. Autor niniejszego tekstu zaleca z całym przekonaniem i zgodnie ze swą wiedzą (międzynarodowa współpraca w tym zakresie od roku 1956), by nauczyć się i skorzystać w swym życiu małżeńskim z ‘Metody Owulacji (wg prof.) Billingsa’ (= MOB). Jest to metoda perspektywiczna – i wbrew wypowiedziom osób, które jej dobrze nie znają, nie wymaga ona regularności cyklów, ani zdrowia ginekologicznego. Metoda ta przyszła do szeregu krajów Europy wraz z jej ściśle naukową dokumentacją ... przez autora niniejszego tekstu (w r. 1972-73 – łącznie z wieloletnią intensywną korespondencją i osobistym kontaktem z autorem Metody, prof. John Billings, Melbourne).

Warunkiem korzystania z MOB jest oczywiście stosowanie jej w jej autentycznej formie – ze stanowczym wykluczeniem jakichkolwiek elementów podsuwanych przez inne metody. W przypadku jej arbitralnego ‘ubogacania’ o elementy zaczerpnięte z innych metod należy uczciwie wyznać, że będzie chodziło już nie o ‘MOB’, lecz o metodę nową, wykombinowaną przez indywidualną, nie upoważnioną osobę. Osoba ta nie będzie w stanie przedstawić jakiejkolwiek dokumentacji naukowej dla owego, przez siebie arbitralnie utworzonego ‘zlepku metod’. Tak utworzonej ‘metody’ nie wolno już wiązać z nazwiskiem prof. John Billingsa. Uczciwość i odpowiedzialność wymaga, by wszelką ‘zmodyfikowaną metodę’ rzekomo ‘Billingsa’ – przekazywać pod inną nazwą: pod swoim nazwiskiem.

Uwagi te dotyczą m.in. przeszczepianej do Polski z USA (z Creighton University; prof. Thomas Hilgers) rzekomo ‘ulepszonej’ metody Billingsa w formie „CrMS”, wykorzystywanej dla wstępnej diagnostyki w przypadku poznawania przyczyn niepłodności małżeńskiej oraz jej ‘leczenia’. Metoda prof. Hilgers'a jest w rzeczywistości całkowitym zniekształceniem i regresem w stosunku do autentycznej MOB.

UWAGA. Zob. poniżej link do porównawczego opracowania, jakiego dokonał sam Prof. John Billings wraz ze swoją małżonką Dr Evelyn Billings w nawiązaniu do nieprawdopodobnych zniekształceń przeprowadzonych przez siebie badań naukowych i dogłębnej, niepodważalnej dokumentacji MOB, wraz ze swoim zespołem naukowych pracowników – w zestawieniu z pracą podjętą i kontynuowaną przez swego byłego współpracownika (w początkowej fazie rozwoju metody Billingsa), aktualnym prof. Thomas Hilgers na Creighton University. Oto ów link do wspomnianego artykułu – link z naszej strony:
Some Clarifications Concerning NaProTECHNOLOGY and the Billings Ovulation Method - Dr Evelyn Billings and Dr John J Billings, 2006 – artykuł w jęz. angielskim.

Aktualny adres oficjalnej strony Międzynarodowego Ośrodka Metody Owulacji Billingsa, wraz ze związanymi z nią opracowaniami naukowymi u samego źródła, brzmi następująco:
(0.6 kB)1) http://www.thebillingsovulationmethod.org
Bardziej naukowe materiały można tamże znaleźć na odgałęzieniu tejże oficjalny strony, będącym nadal jeszcze na etapie rozwojowym:
(0.6 kB)2) http://www.woombinternational.org
Jednakże ta druga, stosunkowo nowa strona internetowa, jest nadal jeszcze na etapie jej tworzenia
.

Natomiast tekst przygotowanego i gotowego do druku drugiego wydania broszury (piszącego tu autora), zawierający autentyczny wykład metody Billingsa, cieszący się międzynarodową aprobatą z ośrodka w Melbourne, dostępny jest w formacie ‘PDF’ z naszej strony w 3 językach: polskim-niemieckim-angielskim. Zob. z naszej strony:
„SPPIS TREŚCI na stronie Portalu, kolumna ‘4’, tamże pod Nr 9 a-b-c-d.
Względnie linki bezpośrednie:
(0.6 kB)a) Po polsku:
„Miłość Piękna – Miłość Trudna. MOB: Propozycja dla Małżonków”
(0.6 kB)b) Po niemiecku:
„Diese Schöne – Diese Schwierige Liebe. Die BOM: Angebot für Eheleute”
(0.6 kB)c) Po angielsku:
„This Beautiful – This Difficult Love: OMB: Proposition for Married People”.

(7.2 kB)

Niekompetentne wypowiedzi na temat etyki zachowań w zakresie intymności

16. Wypowiedzi niektórych lekarzy itd. na temat etyki małżeńskiej, a nawet ściśle medycznego działania zalecanego lub przepisanego przez nich środka dla zapobiegania ciąży, mogą okazać się zdecydowanie nie-miarodajne. Zdarza się, że lekarz wprowadza małżonków świadomie w błąd – zarówno z punktu widzenia etycznego, jak i medycznego. Stwierdzenia tego nie można oczywiście uogólniać, niemniej tak wcale nierzadko się zdarza ...

W najgorszym wypadku trzeba stwierdzić, że nikomu z lekarzy nie przysługuje władza nad którymkolwiek z Bożych Przykazań.

To samo dotyczy ‘opinii’ w zakresie etyki intymności, zasięganych jedynie u kolegów-koleżanek, którzy być może nagminnie ignorują Boże Przykazania, przy czym w wypowiadaniu się o Nauczaniu Kościoła (którego z zasady nie znają) stać ich jedynie na cynizm i szyderstwo.

Żadna władza na niebie i na ziemi, ani jakiekolwiek gremia państwowe, narodowe i międzynarodowe – nie są władne ustanawiać „dobra czy zła” moralnego. Wszelkie ustawy i nakazy władz, sprzeczne z którymkolwiek z Bożych Przykazań, są zawsze z góry nieważne i nie uprawniają do jakiegokolwiek działania niezgodnego z brzmieniem Bożych Przykazań. Kompetencja ustalania ‘dobra i zła moralnego’ należy wyłącznie do „Miłującej Wszechmocy Boga” (DeV 33): Stworzyciela i Odkupiciela człowieka.


Spowiedzi nieważne i świętokradzkie

17. Spowiedź święta staje się nieważna i świętokradzka z dwóch powodów:
a) Zatajenia grzechu ciężkiego, ewentualnie jego ważnych okoliczności, które pociągają za sobą istotnie odmienną ocenę etyczną popełnionego czynu.
b) W przypadku gdy wyznanie grzechów jest co prawda integralne, lecz penitent nie podejmuje decyzji nie-grzeszenia odtąd.

W takiej sytuacji – rozgrzeszenie nie dociera do penitenta, chociażby spowiednik nieświadom zatajonego grzechu itd., wypowiedział formułę rozgrzeszenia. Dopóki wówczas penitent nie odprawi Spowiedzi świętej ‘generalnej’, tzn. obejmującej wszystkie grzechy ciężkie popełnione od czasu ostatniej ważnej Spowiedzi, wszystkie jego następne Spowiedzi i Komunie święte pozostają konsekwentnie nieważne i świętokradzkie.

Innymi słowy penitent nie uzyskuje wtedy już ani razu rozgrzeszenia (od czasu ostatniej ważnej Spowiedzi świętej), a zaciąga jedynie odpowiedzialność za każdorazowe przystąpienie do kolejnej Spowiedzi świętej z góry nieważnej-świętokradzkiej, oraz w następstwie przyjmowania Komunii świętej świętokradzko z powodu zatajonych grzechów ciężkich względnie ich okoliczności.


Wola nie-grzeszenia więcej

18. Nie ma rozgrzeszenia z grzechu ciężkiego na wyjątkowo ‘tylko TEN jeden raz’, np. z racji jakiejś uroczystości, kiedy to ‘wypada’ przystąpić do Komunii św. (np. w przypadku Pierwszej Komunii świętej, pogrzebu, ślubu itp.). Decyzja nie-grzeszenia musi być podjęta do ważności Spowiedzi świętej – jako akt definitywny. Chociażby penitent był jednocześnie świadom swojej słabości moralnej i przewidywał, że w obranej postawie bardzo prawdopodobnie długo nie wytrwa.

Przy prośbie o rozgrzeszenie oraz jego otrzymaniu liczy się szczera postawa woli w TEJ chwili: aktualnie dokonywanego wyznania grzechów i TERAZ wzbudzonej decyzji nie-grzeszenia więcej. Świadomość własnej słabości moralnej i niemal pewność co do ponownego zgrzeszenia przy najbliższej okazji, być może w bardzo niedalekiej przyszłości, nie przeszkadza temu, że wola z całą szczerością jest aktualnie zdecydowana nie grzeszyć już definitywnie. Poczucie własnej nędzy moralnej w Obliczu Bożym każe jedynie prosić z tym większą żarliwością i ufnością o pomoc m.in. Niepokalanej i swego Anioła Stróża w skutecznym wytrwaniu w dobrych postanowieniach.


Sterylizacja ...

19. Poddanie się sterylizacji w tym celu, żeby już nie dochodziło do poczęcia i ciąży, jest zawsze grzechem ciężkim. Zarówno gdy chodzi o mężczyznę, jak i kobietę.

Kobiecie nie wolno – w Obliczu Bożym – wyrazić zgodę na sterylizację m.in. z okazji kolejnego rozwiązaniu ciąży przez cięcie cesarskie, chociażby warunki życia małżeńsko-rodzinnego, zdrowotne, mieszkaniowe były dramatyczne.

Jedynym wyjątkiem wyrażenia zgody na obezpłodnienie jest sytuacja, gdy wskutek np. rozwijającej się choroby nowotworowej, wewnętrzne narządy płciowe muszą być usunięte. Operacja zostaje wtedy podjęta nie w celu uniemożliwienia ciąży, lecz dla ratowania zdrowia i życia kobiety (zob. do tego: HV 15).

Kobieta sterylizowana (np. przez zabieg przecięcia i podwiązania jajowodów) powinna zdawać sobie sprawę, że w 3-5% przypadków w jakiś czas po podjętym zabiegu może nastąpić ponowne poczęcie (statystycznie w tylu procentach przypadków następuje ponowne udrożnienie przeciętych i podwiązanych jajowodów, a zatem możność ponownego zajścia w ciążę). W takiej sytuacji rozwija się często ciąża jajowodowa, która zwykle kończy się dramatycznie: nagłymi bólami i krwotokiem. Koniecznością staje się wtedy zabieg operacyjny dla ratowania zagrożonego życia matki.

U sterylizowanego mężczyzny możność poczęcia utrzymuje się nadal jeszcze przez ok. co najmniej pół roku.

Fakt poddania się tego rodzaju operacji trzeba przy Spowiedzi świętej wyznać – do jej ważności.

Małżonkowie, którzy po swej sterylizacji uzyskali rozgrzeszenie, powinni kierować się w układaniu zbliżeń biologicznym rytmem płodności, jeśli w ich przypadku istnieją powody, liczące się w Bożej ocenie, zalecające odłożenie kolejnego poczęcia.


Uwagi etyczne odnośnie do pobierania gamet

20. W nawiązaniu do ‘leczenia’ niepłodności małżeńskiej (zwykle nie chodzi o żadne leczenie – wbrew proklamowanym określeniom, lecz o natychmiastową zgodę ingerencję techniczną typu zoologicznego w system rozrodczy człowieka, z całkowitym ignorowaniem faktu, że człowiek nie jest samą tylko biologią, lecz osobą wezwaną do życia wiecznego dzięki swej duszy nieśmiertelnej) należy przypomnieć z punktu widzenia etycznego to co następuje:

Dawanie nasienia do badania przez samogwałt itp. jest zawsze grzechem ciężkim przeciw VI Przykazaniu. Nikt z lekarzy, nawet w najlepszym zamiarze, nie ma władzy obalenia któregokolwiek z Bożych Przykazań. Cel zaś nie jest w stanie ‘uświęcić’ użytego środka: masturbacji w celu uzyskania nasienia.

To samo dotyczy kobiet-dziewcząt. Niektóre dziewczyny zgadzają się dla celów komercyjnych na sztuczną stymulację hormonalną w celu uzyskania większej ilości komórek jajowych i zarobieniu na ich oddaniu ‘małego grosza’ (to samo dotyczy tu i ówdzie ... młodzieńców, zarabiających na komercyjnym oddawaniu nasienia). Jest to czysto użytkowe traktowanie swojego ciała, które nie jest własnością człowieka – lecz Boga. Tym samym tego rodzaju zabiegi wiążą się każdorazowo z dopuszczeniem się grzechu ciężkiego.

Z punktu widzenia ściśle medycznego, stosowane wówczas zabiegi stymulacji hormonalnej u danej kobiety pociągają nierzadko daleko idące, trudne do leczenia powikłania chorobowe.


21. Zapłodnienie ‘in vitro’. W procesie technologii sztucznego zapłodnienia „in vitro” (w próbówce) używa się niemal z zasady nasienia, które pochodzi z różnych ‘źródeł’ (tzn. wcale nie od męża owej kobiety, która poddaje się takiemu zabiegowi; wbrew solennym zapewnieniom techników od ‘in vitro’: są nimi bardzo często ... weterynarze, a nie lekarze). Nasienie – z kraju i z zagranicy, jest przechowywane w ‘Banku Nasienia’.

Samym zabiegiem zapłodnienia ‘in vitro’ oraz kojarzenia gamet zajmują się często nie lekarze, lecz ... weterynarze. Polskie Ministerstwo Zdrowia daje w swej odpowiedzi dla takiej procedury pełne ‘zielone światło’ (7.VI.2010: Ministerstwo Zdrowia. – Zob.:
http://www.contrainvitro.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=198:ministerstwo-zdrowia-weterynarz-moze-zajmowac-sie-ludzmi&catid=12:newsy&Itemid=10 )
.
W przypadku użycia ‘cudzych’ gamet, ‘zabieg’ staje się dodatkowo ... cudzołóstwem.

Dla kobiety-żony procedury i techniki stosowane przy sztucznym zapłodnieniu wiążą się nie tylko z grzechami ciężkimi, lecz wielorakimi zbrodniami. Uruchomienie harmonogramu tego rodzaju zabiegu zakłada standardowo ‘likwidację’, wyraźniej mówiąc: zabójstwo ‘pozostałych’, obecnie już niepotrzebnych embrionów, tzn. uprzednio poczętych Dzieci – z chwilą gdy udało się ‘wyhodować’ jeden z nich i wszczepić go z powodzeniem do jamy macicy klientki (zwykle skojarzonych zostaje co najmniej ok. 30-40 gamet, czyli tyle zostaje doprowadzonych do zaistnienia Dzieci). Pracownik-technik od ‘in vitro’ musi dysponować większą ilością gamet, na których podejmuje swe eksperymenty – aż wreszcie uda mu się ‘wyhodować’ jakąś zygotę: Dziecko-Człowieka, tzn. zygotę która przeżyła wielorakie krańcowo ryzykowne progi technologiczne, których pozostałe zygoty (= zygota: pierwsza komórka Człowieka po połączeniu się garniturów chromosomalnych plemnika i komórki jajowej; Człowiek-osoba na etapie przed zagnieżdżeniem w macicy) nie zdołały przeżyć. Ta dopiero zygota zostaje następnie wszczepiona w błonę śluzową macicy – w nadziei, że być może ... przeżyje i będzie się dalej pomyślnie rozwijała. Dzieje się to zatem każdorazowo za cenę zabicia innych, ‘po drodze’ zaistniałych, obecnie już ‘niepotrzebnych’ Małych Ludzi. Tymczasem raz poczęty Człowiek – już istnieć nie przestaje: jego dusza jest nieśmiertelna.

Odpowiedzialność i poczytalność w Obliczu Bożych za ‘in vitro’ dotyczy oczywiście nie tylko kobiety-żony, ale w równym stopniu jej męża, który na ten zabieg wyraża zgodę. Tym bardziej ciąża cała odpowiedzialność za ludzkie Życie na wszystkich ‘technikach’ zoologicznych i medycznych, bez których udziału zabieg by się nie potoczył. A cóż dopiero powiedzieć o wszystkich parlamentarzystach, którzy oddają swój głos za podejmowaniem tego rodzaju eksperymentów i zabiegów, wyraźnie występując przeciw Prawu Bożemu i godności Człowieka jako osoby wezwanej do życia – wiecznego!

Znaczy to, że z Bożego punktu widzenia nie ma możliwości uciekania się do ‘technicznego’ doprowadzenia do ciąży – wbrew, lub na przekór Bożej Drogi doczekania się Potomstwa. Zaistnienie Dziecka winno stać się owocem wyrastającym niejako ‘ubocznie’, po drodze wzajemnego oddania się sobie męża i żony jako osób, które związały się dozgonną miłością otwartą na życie. Natomiast przy stosowaniu zoologicznej technologii ‘in vitro’ miłość małżeńska nie ma nic do powiedzenia, a nowy Człowiek zostaje sprowadzony siłowo na świat przez zastosowane zimne zabiegi ‘technika od InVitro’.

Niezależnie od wspomnianych zabiegów: próby doprowadzenia do sztucznego zapłodnienia, Dziecko nie może być potraktowane jako ‘środek’ dla osiągnięcia np. samozadowolenia małżonków z faktu, iż wreszcie stali się rodzicami. Dziecko winno być „chciane dla niego samego”, jak i Bóg chce człowieka dla niego samego: „Trzeba, ażeby w to chcenie Boga włączało się ludzkie chcenie rodziców: aby oni chcieli nowego człowieka, tak jak go chce Stwórca(LR 9).

Małżonkowie zwykle nie usiłują zanadto oczyścić swoje najskrytsze zamierzenie przy pomocy siłowego zabiegu dla sprowadzenia dziecka na świat – wbrew Bożej Drodze pojawiania się dziecka w rodzinie, i wbrew Bożemu „chceniu człowieka-dla-niego-samego”. Wiodącym motywem rozpaczliwych starań o ‘dziecko’ jest bardzo często przede wszystkim osiągnięcie własnego samo-zadowolenia z ‘dziecka’. Jeśli zaś nawet uda się w końcu doprowadzić do przeżycia któregoś z sztucznie, zoologicznie ‘wyhodowanych’ embrionów, i embrion ten zostaje skutecznie wszczepiono w macicę kobiety-żony, ci dwoje, małżonkowie, mogą nie łudzić się co do tego, że dziecko to jest wyrazem połączonej komórki rozrodczej jej i jego: małżonków. Technicy od ‘in vitro’ osłaniają się przy podejmowanych zabiegach skutecznie obowiązującą ich ... tajemnicą służbową!



W razie zapytań na temat sztucznych zabiegów dla wymuszonego doprowadzenia do poczęcia wbrew Bożemu Zamysłowi Miłości – zob. dwa Dokumenty Stolicy Apostolskiej poświęcone tej tematyce:
1) Za Pontyfikatu Jana Pawła II, ukazał się zredagowany na Papieskie zlecenie dokument Kongregacji Wiary: „Donum Vitae: Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania” (22.II.1987).
2) Drugi podobny dokument, wydany przez tę samą Kongregację Wiary, pojawił się za Pontyfikatu Benedykta XVI. Jest on uaktualnieniem tejże problematyki z czasu swego Poprzednika, papieża Jana Pawła II. Nosi on tytuł: „Dignitas Personae” (8.IX.2008).
Zob. oba te dokumenty z naszej strony internetowej:
„Donum Vitae”.
Oraz:
„Dignitas Personae”.
3) Ponadto zaś wiosną w 2013 r. ukazał się na ten temat ważny dokument Episkopatu Polski, wypracowany w zasadniczy sposób przez Arcybiskupa Henryka Franciszka Hoser‘a, z zawodu lekarza, potem kapłana, wieloletniego lekarza-misjonarza w Rwandzie. Również ten dokument jest dostępny z naszej strony internetowej, zob.:
Nienaruszalność życia – In Vitro – Zagadnienia pokrewne – Dokument Episkopatu Polski: 5.III.2013 r.).


Małżeństwo a przeglądanie ‘porno’

22. Ściśle ze Spowiedzią Sakramentalną małżonków, a oczywiście i narzeczeństw oraz partnerstw – wiąże się w związku z VI i IX Przykazaniem przeglądanie czy to przez mężczyznę-męża, czy kobietę-żonę, podobnie jak i kogokolwiek innego – treści erotycznych, jeśli nie wręcz pornograficznych. Treści takie są przeobficie dostępne w coraz innych środkach masowego przekazu: telewizji, wideo, w ilustrowanych magazynach ‘porno’, w internecie, a z kolei w coraz bardziej nowoczesnych urządzeniach przenośnych jak telefon komórkowy, iPod, iPad, Smartfony, Tablety itd.

Trzeba jasno stwierdzić, że na mocy Bożego Przykazania i wypowiedzi Syna Bożego Jezusa Chrystusa zapisanych w Ewangeliach (chociażby np. Mt 5,28: „... Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa”) – przeglądanie treści erotyczno-pornograficznych staje się każdorazowo grzechem – obiektywnie ciężkim. Dotyczy to nie tylko dzieci i młodzieży, żądnych spraw związanych z ‘seksem’, lecz na równi osób starszych, nie wyłączając mężczyzn i kobiet żyjących w małżeństwie, a także dziadków.

Przeglądanie ‘porno’ wiedzie łatwo do uzależnienia, bez którego trudno komuś się obejść. Człowiek taki staje się coraz mniej ... człowiekiem. Szatan niszczy godność osobową ‘na raty’, ale systematycznie, osładzając swoją destrukcyjną działalność zatrutym miłym smakiem. Jest to wciąż podobna ‘metoda’ uwodzenia, jaką zastosował już wobec pierwszych rodziców w raju.

Przeglądanie obrazów ‘porno’ i erotyki kończy się z reguły podnieceniem, które nieuchronnie wiedzie do masturbacji – i głębokiego poniżenia człowieka w jego własnej samo-świadomości.

Warunki rozgrzeszenia z grzechu ‘porno’ są dokładnie takie same, jak w przypadku każdego innego grzechu ciężkiego. Penitent musi ukształtować w sobie decyzję stanowczego ‘nie’ odtąd – w tym z kolei zakresie życia. Spowiedź nie będzie integralna-pełna, a nawet może stać się nieważna, dopóki dana osoba nie wypracuje w sobie postawy i woli wprowadzenia w czyn decyzji: ‘NIGDY więcej nie kliknę’ ikonki, za którą kryje się porno lub erotyka, jeśliby upadki w tym zakresie wiązały się z internetowym dostępem do tego rodzaju treści. Wypracowanie w sobie takiej postawy jest koniecznością. Chociażby raz po raz nieodparcie narzucała się pokusa ponownego przeglądania coraz bardziej wyrafinowanych zwyrodnień seksualnych. Wbrew prawdzie bytu i godności tajemnicy życia i miłości, tego rodzaju treści i niewyobrażalne zwyrodnienia etyczne ukazywane są na odnośnych stronach jako w pełni zrozumiałe, normalne wyrazy ‘miłości’, co do których Bóg i Kościół nie ma nic do powiedzenia.

Dopóki ktoś nie dopracuje się wyżej sugerowanej postawy, nie może powiedzieć, że szczerze odcina się od grzechu i prosi o rozgrzeszenie. Wszelkie niezdecydowanie w wypracowaniu nieodzownego postanowienia poprawy będzie igraniem z ważnością przystępowania do Sakramentu Pojednania, ceny Chrystusowej Krwi Odkupienia.

Nikt też z mężów, lub na odmianę żadna małżonka – nie może się powoływać na swą ‘oziębłość’ płciową i trudności, jakie przeżywa ze swoją potencją – jako na argument, iż dopiero po uzyskaniu odpowiedniego stopnia podniecenia poprzez nasycenie się obrazami ‘porno’ ma szansę przeżycia w jakiejś mierze intymności ze swą małżonką. Do grzechu przeciw VI-mu czy IX-mu Przykazaniu (grzechy pożądania popełniane najpierw w sercu) dołączyłby się w takim przypadku typowy grzech podeptania ślubowanej miłości bliźniego względem tego drugiego w małżeństwie. Osoba nasycona ‘porno’ postrzegałaby wtedy osobę współmałżonka – w pełni bezhonorowo, już tylko jako (przypadkowo) żywy obiekt dla uzyskania bardziej intrygującego przeżycia masturbacji. Byłaby to oczywiście rzeczywistość całkowicie sprzeczna z Bożym Zamysłem Miłości – wzajemnego osobowego oddania się tych dwojga jako ich „dwoje-JEDNYM-ciałem”, układającego się na drodze małżeńskiej komunii jako drogi podążania we dwoje, wraz z ich dziećmi, do „Domu Ojca”.

Jeśliby ktoś doszedł do wniosku, że natrafił na obrazy co prawda ‘porno’ czy ‘erotyki’, lecz poznanie w sam raz natrafianej treści, czy też tekstu itd. wydaje się pożyteczne w celu dokształcenia i dla bardziej uzasadnionego zabrania głosu w razie dyskusji, powinien najpierw odłożyć dalsze przeglądanie napotkanego tekstu czy obrazów. Następnie zaś – po całkowitym wyciszeniu swego ciała i ducha, a tym bardziej oczyszczeniu swych zamierzeń, może wrócić do odnośnych treści jeszcze raz – tym razem już nie z pobudki pożądliwości, lecz poszerzenia swej ogólnej wiedzy – po uprzednim zwróceniu się w modlitwie np. do Niepokalanej i św. Michała Archanioła z prośbą o pomoc w zachowaniu czystej intencji oraz trwaniu w wierności Bożemu Przykazaniu. Pozwoli mu to pogłębić przestudiowanie całego zagadnienia – tym razem z oczyszczoną intencją i podtrzymywaną decyzją pozostawania w wierności Bożym Oczekiwaniom.

UWAGA. Zachęcamy do pogłębienia problematyki związanej z ‘porno’ – m.in. poprzez skorzystanie z przekładu cennego Listu Pasterskiego Bpa Roberta Williama Finn, Ordynariusza diecezji Kansas-City, USA, pt. „Błogosławieni czystego serca. Godność człowieka a zagrożenia powodowane pornografią” (2007 r.). Bp Finn opracował ten List Pasterski w ścisłej współpracy z wieloma specjalistami w zakresie walki z plagą pornografii. Zob. ów ‘List Pasterski’ z naszej strony internetowej:
Pornografia: Wielkie wyzwanie)

(4.4 kB)


D. DOPOWIEDZENIA

1. Sprzeczne opinie pewnych Nauczycieli Wiary na temat etyki zachowań intymnych

Wyżej przedstawione uwagi o grzesznym uaktywnianiu Bożego daru intymności wywołują u części P.T. Czytelników falę gwałtowanego oburzenia, sprzeciwu i oskarżeń.

Dla wyjaśnienia i zrozumienia gwałtowności owych reakcji wypada dodać natychmiast ogólną uwagę:
– Czytelnicy spotykają się stosunkowo łatwo z poglądami na temat ‘intymności’ całkowicie przeciwstawnymi do tych prezentowanych na naszej stronie. Nietrudno o to nawet w rozmowie z pewnymi kapłanami. Co więcej, dotyczy to niektórych kapłanów nawet wtedy, gdy sprawują funkcję sakramentalną – w konfesjonale.

Wiadomo, że w konfesjonale kapłan reprezentuje nie siebie, ani nie jest przedstawicielem takiej czy innej tzw. ‘Szkoły Teologicznej’, lecz uobecnia w tej chwili sakramentalnie Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa. Tym samym zaś nie ma prawa głosić jakichkolwiek prywatnych opinii, lecz winien przekazywać samo tylko autentyczne i autorytatywne Nauczanie Kościoła – zawsze ‘Z’ Piotrem i ‘POD’ Piotrem (VSp 116; zob. do tego dokładniej – wiążące wypowiedzi Jana Pawła II, z naszej strony: Wymóg integralności Spowiedzi – całość tego §, a przede wszystkim – w nawiązaniu do ‘poglądów’ kapłana-spowiednika: Nie opinie własne ale Nauczanie Magisterium).

Niezależnie od tego nietrudno o pewne podręczniki etyki małżeńskiej zaopatrzone w ‘Imprimatur’ Władzy Kościoła, których wysoce dyplomowani autorowie, być może wykładowcy Teologii Moralnej w Seminariach, wypowiadają się na temat intymności płciowej nie w pełni zgodnie z Nauczaniem Kościoła, czego odnośna Władza Kościelna mogła nie zauważyć w z góry udzielonym ‘Imprimatur’ ze względu na osobę autora owego podręcznika.

Nic dziwnego, że część wiernych chętnie cytuje wypowiedzi tego rodzaju autorów, zwykle łatwo dostępnych na odnośnych stronach internetowych, mimo iż cytowane opinie przeciwstawiają się chwilami w sposób zdecydowany m.in. wyżej ukazanym wymogom ‘integralnej Spowiedzi świętej’, względnie przedstawiają Nauczanie Kościoła w sposób bardzo zamazany i dwuznaczny.

Tego rodzaju sytuacja prowadzi oczywiście nieuchronnie do pojawienia się zasadniczego zamieszania u wiernych przy w ocenie etycznej swych zachowań intymnych czy to w małżeństwie, czy poza małżeństwem. Do tego bowiem prowadzą częściowo sprzeczne z sobą wypowiedzi samych kapłanów, profesorów, a nawet spowiedników. Mimo iż wierni mają „prawo” uzyskiwania z ich ust i pism samego jedynie autentycznego Nauczania Kościoła. Zresztą każdy wykładowca katolickiej uczelni składa przysięgę, że wykłady jego będą wiernym odzwierciedleniem treści i ducha Bożego Objawienia i nauczania Jezusa Chrystusa. Tym bardziej zaś nauczanie zarówno każdego Biskupa, Pasterza Diecezji, jak tym bardziej każdego kapłana, a cóż dopiero kapłana-spowiednika, powinno odznaczać się maksymalną wiernością i jednością w przedstawianiu zarówno dogmatu, jak i wymagań etycznych ‘Z’ Piotrem i ‘POD’ Piotrem, czyli aktualnym Widzialnym Namiestnikiem Jezusa Chrystusa (zob. VSp 116).

W tym duchu wypada przytoczyć tu chociażby tylko następującą wypowiedź Nauczycielską Jana Pawła II w nawiązaniu do tego zagadnienia:

„... Dlatego na teologach moralistach, którzy przyjmują misję nauczania doktryny Kościoła, ciąży poważny obowiązek takiego wychowywania wiernych, by byli zdolni do rozeznania moralnego, dążyli do prawdziwego dobra i z ufnością szukali pomocy w łasce Bożej.
– Podczas gdy zgodność lub różnice opinii mogą stanowić normalny przejaw życia publicznego w systemie demokracji przedstawicielskiej, to nauka moralna z pewnością nie może zależeć od przestrzegania określonej procedury: jej treść bowiem nie jest bynajmniej ustalana według zasad i form właściwych dla rozstrzygnięć typu demokratycznego.
– Odmienność poglądów, wyrażana przez kontestację i polemiki w środkach masowego przekazu, jest sprzeczna z eklezjalną komunią i z prawidłową wizją hierarchicznej struktury Ludu Bożego.
– Sprzeciwu wobec nauczania Pasterzy nie można uznać ani za uprawniony wyraz chrześcijańskiej wolności, ani różnorodności darów Ducha Świętego.
Pasterze mają zatem obowiązek reagować nań w sposób zgodny z ich apostolską misją, to znaczy domagać się, by zawsze szanowane było prawo wiernych do poznania nieskażonej i integralnej doktryny katolickiej.
‘Pamiętając zawsze, że sam także jest członkiem Ludu Bożego, teolog powinien darzyć go szacunkiem i starać się o przekazywanie mu takiego nauczania, które w żaden sposób nie narusza doktryny wiary’ (VSp 113).


2. Poglądy O. Knotz’a na temat pewnych praktyk ‘seksualnych’

W Polsce – oraz szeroko poza Polską, upowszechniają są od szeregu lat zdumiewające poglądy na temat praktyk ‘seksualnych’ (‘seks, seksualny, seksualizm’, itd. – to ulubione określenia O.Knotz’a) małżonków, których promotorem stał się Kapucyn, O.Ksawery Knotz. Autor ten upowszechnia je poprzez coraz inne publikacje książkowe, czasopisma oraz prowadzoną przez siebie stronę internetową. Poważne znaki zapytania budzi szeroki oddźwięk jego poglądów oraz ich gorące zalecenia w środkach publicznego przekazu (TV, Radio, portale oficjalnych serwerów publicznych, wywiady. Na ten sam lep propagandowy dają się łapać nawet niektóre strony internetowe kościelne, których twórcy nie zawsze mają należyte rozeznanie odnośnie do poglądów etycznych prezentowanych przez O.Knotz’a).

W obliczu gruntownego wypaczenia Nauczania Kościoła w omawianym zakresie podjął się autor niniejszej strony internetowej (ks. Paweł Leks, SCJ) zadania zwrócenia uwagi na zaistniałą sytuację osobom Odpowiedzialnym za duchowe oblicze Ludu Bożego Ojczyzny. Szereg poglądów O.Knotz’a oznacza w istocie wdrażaniu Ludu Bożego w zaprogramowane odejście od Boga poprzez ignorowanie wyraźnego Nauczania Magisterium, i tym samym przekreślenie Bożego Przykazania VI, łącznie z jego kontekstem duchowym, uwydatnionym w charakterystycznej wypowiedzi Jezusa Chrystusa w Jego Kazaniu na Górze o „pożądliwym spoglądaniu na kobietę” (zob.: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” – Mt 5,28).

W tej sytuacji nasuwają się nieodparcie przerażające słowa Miłosiernego Jezusa o tych, którzy powodują „zgorszenie” u dzieci, czyli uczą odstępstwa-apostazji od Boga Prawdy:

„Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie,
temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.
Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia,
lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie ...” (Mt 18,6n).
(zob. na temat kuszenia do apostazji od Jahwéh słowa ST, zawarte chociażby w całym rozdziale: Pwt 13).

Wiosną 2009 r. opublikował O.Knotz swoją kolejną książkę. Jest to tym razem swoisty podręcznik kształtowania ‘seksu’, przeznaczony dla małżonków (książkę tę przeglądają oczywiście nie tylko małżonkwie, lecz ... tym bardziej wielu spośród młodzieży, dostosowując wszystko do swojej sytuacji – nierzadko z wyjątkiem jednoznacznego brzmienia Bożego Przykazania ...!). Książka ta prezentuje typowe dla O.Knotz’a poglądy. Znalazła ona szeroki oddźwięk w społeczeństwie Ludu Bożego w Polsce – oraz w coraz innych krajach poza Polską. Oto jej pełny tytuł:

O. Ksawery KNOTZ
„Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga”
Imprimatur: Bp Jan Wątroba
Wydawnictwo: Święty Paweł, Częstochowa 2009.

Ponieważ książka ta jeszcze przed swym opublikowaniem była już szeroko rozreklamowana i zalecana przez świeckie, nierzadko anty-kościelne media i TV, budziło się z góry podejrzenie co do autentyczności Nauczania Kościoła Chrystusowego prezentowanego w owej książce. Zaraz po pojawieniu się wspomnianej książki na półkach, podjął się autor niniejszej strony internetowej trudu napisania na jej temat dosyć obszernej ‘prywatnej’ recenzji (nikt mu tej pracy nie zlecił; z przedstawioną problematyką spotyka się jednak piszący tu autor na co dzień: w konfesjonale, ale i w obfitej, zwykle trudnej korespondencji emailowej).

Osoby zainteresowane pogłębionym spojrzeniem na sugestie O.Knotza zachęcamy do modlitewnego zapoznania się z ową ‘recenzją prywatną’. Przyczyni się ona być może do wyrobienia sobie bardziej uzasadnionego zdania na poruszone tu sprawy. Chodzi o powrót ciałem i duszą do autentycznego Nauczania Kościoła w sprawach małżeńsko-narzeczeńskiej intymności. Dostęp do wspomnianej recenzji jest łatwy – z naszej strony internetowej (Wspomniana nasza recenzja jest obszerna, w formacie A-5: wynosi ok. 50 stron):
ks. Paweł Leks, SCJ. – Prywatna recenzja książki: O.Ksawery Knotz, OFMCap. Seks jakiego nie znacie ....

Pisanie na temat etyki odniesień intymnych (na etapie małżeńskim oraz niezależnie od małżeństwa) zmusiło autora niniejszej strony internetowej (ks. PL) na niejednym jej miejscu do zajęcia jednoznacznego stanowiska w szczegółowych aspektach owych odniesień, przedstawianych przez O.Knotza niezgodnie z Nauczaniem Kościoła. Tak jest zarówno w niniejszym długim już artykule autora (ks. PL) o „Spowiedzi świętej małżonków i narzeczeństw”, jak i na szeregu innych miejscach niniejszej strony.

Poruszana problematyka etyczna zmusiła piszącego tu autora do szeroko zakrojonej korespondencji z oficjalnymi przedstawicielami Kościoła w Polsce. Kwestie te są nadal w toku (chodzi o prośbę wycofania w jakiejś mierze zapewne podstępnie uzyskanego IMPRIMATUR w Kurii Diecezjalnej Częstochowy dla wspomnianej książki O.Knotz”a: „Seks jakiego nie znacie ...”).
– Prócz szeregu w Papieskim Nauczaniu potępionych sugestii O.Knotz’a (m.in. w kwestii tzw. ‘rozwiązań pastoralnych’), oraz w błąd wprowadzających pewnych jego wypowiedzi chociażby w kwestii ‘zabezpieczania się’ w środki przeciw-rodzicielskie, nie do przyjęcia jest zalecane przez O.Knotz’a uprawianie ‘seksu oralnego’. Jest ono każdorazowo całkowicie sprzeczne z wewnętrznym ładem przeżywania intymności płciowej oraz autentycznym Nauczaniem Magisterium Kościoła. Wystarczyłoby przytoczyć chociażby słowa encykliki Pawła VI:

„... Jednakże Kościół ... naucza, że konieczną jest rzeczą,
aby KAŻDY akt małżeński zachował swoje
wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego” (HV 11).

Znaczy to, że przeżycie zjednoczenia płciowego może być podejmowane wyłącznie w pochwie, nigdy zaś w ustach. Jedynie w pochwie może wyrazić się w pełni przez Boga stworzona i samym tylko małżonkom podarowana zarówno struktura, jak i dynamizm aktu zjednoczenia, jakby się wyraził Jan Paweł II. Uprawianie ‘seksu w ustach’ jest wyrazem dogłębnego wynaturzenia w uprawianiu seksu-dla-seksu. Nie ma ono nic wspólnego z podejmowaniem zamierzonej przez Boga i małżonkom podarowanej możności podejmowania osobowego zjednoczenia męża z żoną. Dopełnianie owego zjednoczenia możliwe jest wyłącznie w pełnym, pokojowo i sakramentalnie przeżytym zjednoczeniu małżonków w pochwie.

W ostatnim rozdziale VII-mej części naszej strony („Młodzieńczość w obliczu małżeństwa: Sakramentu Małżeństwa”) , gdzie omawiana tematyka kazała wrócić do zagadnienia ‘seksu oralnego’ jeszcze raz, zamieściliśmy fragment odpowiedzi J.E. Ks. Arcybpa Józefa Michalika, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, który skierowany do niego list piszącego tu autora w związku z poglądami O.Knotz’a przekazał do oceny merytorycznej pewnemu teologowi-moraliście. Oto jego ocena, zamieszczona w zwrotnym liście J.E. ks.Arcybpa Michalika Zamieszczamy tutaj odnośny fragment ze względu na jego jednoznaczną wymowę:

„... Odnosząc się natomiast do książki o. Knotza, ‘Seks jakiego nie znacie’, sprawa wydaje się być całkowicie prosta i oczywista.
– O.Knotz prezentuje własny, niezgodny z nauczaniem Kościoła pogląd na sprawę seksu tzw. oralnego. Wprawdzie tłumaczy się, że chodzi mu jedynie o tzw. grę wstępną, która ma prowadzić później do pełnego zjednoczenia małżonków, ale i tak błądzi, gdyż:
– po pierwsze z technicznego punktu widzenia jest to praktycznie niewykonalne, dochodzi bowiem często u mężczyzny do orgazmu wcześniej, niż planowane odbycie stosunku,
– a po drugie, jak Ksiądz Profesor słusznie zauważa, seks oralny, niezależnie od intencji osób korzystających z niego, jest sprzeczny z nauczaniem Magisterium Kościoła i prawem Bożym! Jest to wynaturzenie!
Imprimatur uzyskane dla tej pozycji książkowej wydaje się być fatalną pomyłką, za którą należy przeprosić czytelników, a o.Knotza możemy tylko poprosić, aby podjął się innego, bardziej pożytecznego zajęcia, na którym się naprawdę dobrze zna!
Jest to sprawa jego władz zakonnych, które mogą i powinny podjąć stosowne kroki, także dla dobra duchowego o.Knotza. Myślę, że nie powinien mieć problemów z posłuszeństwem, które P.Bogu i przełożonym ślubował! ...” (Fragment listu z datą: 11.X.2011 r.).
(zob. ten fragment w jego kontekście niż., cz.VII, rozdz. 3, § G-6): „Uwaga: Z korespondencji Arcybpa Michalika z ks.PL w sprawie O.Knotz’a”.


3. Kompetencje teologów-moralistów na podstawie wypowiedzi Jana Pawła II

W związku z rozbieżnościami ocen moralnych, które wprowadzają bolesny zamęt i niepewność sumienia u wielu wiernych oraz P.T. Czytelników (zob. do tego m.in. HV 28; FC 34), piszący tu autor (ks. PL) ośmiela się przypomnieć, iż wiążące w sumieniu nie są opinie tej czy innej ‘Szkoły Teologicznej’ (na nie zaś powołuje się m.in. O.Knotz), lecz wypowiedzi oficjalnego Magisterium Kościoła.

Oto kilka miarodajnych fragmentów z nauczania Jana Pawła II na temat zobowiązań, jakie ciążą na teologach. Każdy wykładowca teologii jest związany ‘Wyznaniem Wiary’, jakie musi złożyć przed objęciem urzędu na Uczelni Katolickiej. Tym samym winien wykładać nie swoje osobiste poglądy, ale czyste Apostolskie Nauczanie Kościoła w zakresie wiary i obyczajów. A oto garść wypowiedzi Nauczycielskich Błog. Jana Pawła II:

„Dla określenia tożsamości teologii... istotne jest uznanie jej głębokiej więzi z Kościołem, z jego tajemnicą, jego życiem i misją ...” (VSp 109).

„Nie tylko dziedzina prawd wiary, ale także nierozerwalnie z nią związana dziedzina moralności stanowi przedmiot interwencji Magisterium Kościoła, którego zadaniem ‘jest rozstrzyganie, poprzez wiążące sumienia wiernych sądy normatywne, które działania ze swej natury są zgodne z wymogami wiary i przyczyniają się do jej ukazania w życiu, które zaś są z nimi sprzeczne z powodu ich wewnętrznego zła ...” (VSp 110).

„Teologowie moraliści mają wykładać doktrynę Kościoła i wypełniać swoją posługę tak, by dawać przykład lojalnej akceptacji – wewnętrznej i zewnętrznej – nauczania Magisterium zarówno w dziedzinie dogmatu, jak i moralności ...” (VSp 110).

„Fakt, że niektórzy wierzący nie stosują się w swoim postępowaniu do pouczeń Magisterium lub też błędnie uważają, że są moralnie poprawne pewne działania, które ich Pasterze uznali za sprzeczne z prawem Bożym, nie może stanowić uzasadnienia dla odrzucenia prawdziwości norm moralnych nauczanych przez Kościół. Formułowanie zasad moralnych nie należy do kompetencji metod właściwych naukom szczegółowym. Nie negując wartości tych metod, ale nie zacieśniając też do nich swojej perspektywy, teologia moralna – wierna nadprzyrodzonemu zmysłowi wiary – rozpatruje przede wszystkim duchowy wymiar ludzkiego serca i jego powołanie do Boskiej miłości ...” (VSp 112).

„Podczas gdy zgodność lub różnice opinii mogą stanowić normalny przejaw życia publicznego w systemie demokracji przedstawicielskiej, to nauka moralna z pewnością nie może zależeć od przestrzegania określonej procedury: jej treść bowiem nie jest bynajmniej ustalana według zasad i form właściwych dla rozstrzygnięć typu demokratycznego. Odmienność poglądów, wyrażana przez kontestację i polemiki w środkach masowego przekazu, jest sprzeczna z eklezjalną komunią i z prawidłową wizją hierarchicznej struktury Ludu Bożego. Sprzeciwu wobec nauczania Pasterzy nie można uznać ani za uprawniony wyraz chrześcijańskiej wolności ani różnorodności darów Ducha Świętego ...” (VSp 113).

„... W tym dziele korzystamy wszyscy z pomocy teologów; jednakże poglądy teologiczne nie stanowią ani reguły ani normy naszego nauczania. Jego autorytet [Nauczanie Magisterium Kościoła], wsparty pomocą Ducha Świętego i osadzony w komunii cum Petro et sub Petro [wraz z Piotrem i pod Piotrem], ma źródło w naszej wierności wierze katolickiej przejętej od Apostołów. Na nas, jako Biskupach ciąży poważny obowiązek osobistego czuwania nad tym, by w naszych diecezjach nauczano ‘zdrowej nauki(1 Tm 1,10) wiary i moralności ...” (VSp 116).

„... Wielką pomocą w tym dialogu [pomiędzy pasterzami i rodzinami] mogą być teologowie i znawcy problemów rodzinnych, wyjaśniając dokładnie treść Magisterium Kościoła i treść doświadczenia życia rodzinnego ...
– Dobrze jest jednak tu przypomnieć, że ustalanie bliższej i obowiązującej normy w doktrynie wiary – także w stosunku do problemów rodziny – należy do kompetencji Magisterium hierarchicznego. Wolne od niejasności stosunki pomiędzy teologami, ekspertami w dziedzinie problemów rodzinnych i Magisterium przyczyniają się w niemałym stopniu do prawidłowego rozumienia wiary i do rozwijania – w jej granicach – słusznego pluralizmu” (FC 73).


4. Kryteria uznania czynu za „dobry”

Wyłania się zagadnienie nieco trudne, a przecież istotne dla omawianej tematyki. Chodzi o kryteria, pozwalające uznać jakiś czyn za moralnie poprawny i dobry. W swej encyklice „Veritatis Splendor” przedstawia Jan Paweł II w sposób miarodajny i jednoznaczny trzy tego rodzaju kryteria . Pozwalają one kwalifikować jakiś czyn jako etycznie ‘dobry’, względnie ‘zły’. Oto istotne wypowiedź Papieska:

„... Powodem zaś, dla którego nie wystarczy dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości.
Czyn jest dobry, jeśli jego przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego ...
– Ludzki czyn, dobry ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowany ostatecznemu celowi.
– Ten sam czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość ...” (VSp 78).


5. Przedmiot czynu w zakresie intymności: seks czy zjednoczenie

Piszący tu autor (ks. PL) wychodzi zdecydowanie z założenia, że Bóg, który w chwili wyrażania zgody małżeńskiej (chwila zawierania Małżeństwa-Sakramentu) wprowadza dwoje ludzi na teren ich intymności (zawsze jedynie jako jej zarządców, a nie właścicieli), nie obdarza ich możnością uprawiania odtąd ‘seksu-dla-seksu’, lecz wręcza im możność podejmowania poprzez akt współżycia zjednoczenia swoich dwojga osób, związanych zawartym i wciąż uaktywnianym Sakramentem. Jest to rzeczywistość całkiem przeciwstawna w stosunku do ślepo zaznaczającej się zaborczości typowej dla działania pod wpływem egoistycznego zaspokajania swej pożądliwości. Pożądliwość nigdy nie jest zainteresowana zjednoczeniem-w-miłości. Jej dążenia są zawężone do samego tylko seksualnego wydźwięku ciała, przesłaniającego widzenie objawiającej się w nim osoby.

Jak już wspomniano (Nie seks, a zjednoczenie osób zgodne z wewnętrznym ładem aktu), gdy małżonkowie podejmują akt zjednoczenia zgodnie z jego wewnętrznym ładem (przy pełnym uszanowaniu jego struktury i dynamizmu), celem oraz przedmiotem działania jest rzeczywiste, pokojowo – możliwie subtelnie przedłużone przeżycie zjednoczenia swych obojga osób. Wymogiem ładu miłości jako uaktywnianego wtedy Sakramentu Małżeństwa jest wzajemne odnoszenie się w tym czasie z pełnią subtelności i uwagą skierowaną na godności i powołaniu własnym oraz tego drugiego ku dobru, które będzie mogło liczyć się w życiu wiecznym.

Stąd wymóg podejmowania zjednoczenia w stanie Łaski uświęcającej i w duchu „bojaźni Chrystusowej” (Ef 5,21), tzn. bezwzględnego stawiania również w chwilach swej intymności – Chrystusa na pierwszym miejscu (zob. np. Mt 10,37-40; Łk 14,26). Taki dopiero akt – nie ślepo funkcjonującej ‘kopulacji’, lecz rzeczywistego zjednoczenia małżonków staje się godny człowieka, godny Sakramentu oraz wezwania ich dwojga do życia wiecznego.

W przypadku uprawiania ‘seksu’ celem podjętych działań nie jest osoba ich obojga, lecz wyżycie się seksualne, zwykle z wymuszeniem na ciele możliwie silnych przeżyć. Gdyby do podjętych wówczas działań przyłożyć dopiero co przytoczone kryteria ‘czynu dobrego’, tak jasno wypunktowane przez Jana Pawła II, okazałoby się, że z samego względu na jakość użytego wówczas ‘przedmiotu’ działania (z jednej strony użytego środka przeciw-rodzicielskiego; z drugiej stosowanych form ‘seksu’ sprzecznych z Bożym ładem miłości) nie ma szans, żeby one mogły być „przyporządkowane ostatecznemu celowi”, ani tym bardziej „zwrócone ku Bogu poprzez miłość” (zob. wyż.: VSp 78; – Przedmiot czynu).

‘Intencja’ takich dwojga z całą pewnością nie zmierza do stanowienia ‘jedno’ swych obojga osób. Tym zaś winna być ‘miłość’ w jej właściwym znaczeniu (miłość = przekreślanie swego ‘ja’ – z uwagą skoncentrowaną na dobru – definitywnym: własnym i tego drugiego). Ważne staje się wtedy wyżycie się, tzn. doznanie masturbacji: „bylem zaspokojenia zaznał JA”. Dodatkową atrakcją staje się jej wyzwolenie poprzez partnera, postrzeganego w sposób zawężony: do jego ciała płciowego. Osoba – własna oraz tego drugiego, znika z widnokręgu anonimowości. Ważne jest bez-imienne ‘ciało’ kobiety – albo na odwrót: mężczyzny. W grzeszeniu seksualnym liczy się samo-zaspokojenie, ewentualnie samo-zaspokojenie obopólne. ‘Dobro’ perspektywiczne nie wchodzi w rachubę.
– Tymczasem nie będzie ‘miłości’, dopóki nie pojawi się cechujący ją dynamizm ‘od-środkowy’ (działanie w kierunku liczącego się w perspektywie ‘Domu Ojca’ dobro: dynamizm ode mnie ‘ku dobru’).

Uprawianie ‘seksu’ staje się w ten sposób egoistycznym zapewnianiem sobie zaspokojenia swej pożądliwości: jednostronnie, ewentualnie obopólnie: jako wzajemnej masturbacji. Takich dwoje wiąże wtedy obopólna jedność-w-grzechu – za cenę przekreślenia jakiejkolwiek miłości. Nie ma tu śladu stawania się przez Boga małżonkom podarowanemu jedno-w-miłości, które by było ukierunkowane ku umacnianiu świadomie rozwijanego przymierza miłości-życia jako Sakramentu Małżeństwa, zawsze w takich chwilach na oścież otwartego na potencjalność rodzicielską, a tym bardziej na życie ... wieczne.

Tutaj tkwi powód, dla którego podejmowanie nie zjednoczenia, lecz uprawianie ‘seksu’ jest grzechem. Jest to grzech obiektywnie zawsze ciężki, a w przypadku sięgania wtedy po jakikolwiek środek przeciw-rodzicielski – ponadto zbrodnia – ‘na wyrost’ akceptowanego zgładzenia ewentualnie poczętego Dziecka, chociażby poczęcie w tym cyklu ostatecznie nie nastąpiło.

Uprawianie ‘seksu’ jest każdorazowo zadeptaniem na śmierć uroczyście Bogu złożonego ślubu małżeńskiej miłości. Istotą miłości winno było być stawanie się takim obopólnym osobą-darem, który by w kontynuacji przyjętego Sakramentu – z błogosławieństwem wiódł do życia wiecznego. Ma to być podążanie we dwoje, ewentualnie w miarę przekształcania się Małżeństwa w Rodzinę – drogą do Nieba: w zapatrzeniu się w czekającego tam na każdego z Odkupionych Odkupiciela i Jego Matkę Maryję.

Intymność jako ‘seks’ zmierza niestety w kierunku dokładnie odwrotnym: nie-stawania się jedno-w-miłości. U tych dwojga następuje jedynie postępujące karłowacenie w podarowanej człowiekowi godności osoby: Dziecka Bożego i Bożego Obrazu. Dynamizm ‘seksu’ zdąża do ślepo zapewnianego sobie zagarniania na własność ‘cielesności’: już nie jako objawienia żywej osoby, której ‘ambasadorem’ jest ciało w jego męskości czy kobiecości, lecz jako rzeczy do jej niegodnego użycia. Finalnym celem takiego życia nie może stać się „Dom Ojca”, lecz ... świadomie wybierane odchodzenie od tegoż „Domu Ojca”. Aż do – nie daj Boże: znalezienia się w potępieniu – wiecznym. Z wyboru nie Boga, lecz człowieka, może i tych dwojga.

Czy Jezus mógł wyrazić się jeszcze bardziej jednoznacznie, aniżeli to uczynił w swym kochającym, miłością zatroskania rozedrganym ostrzeżeniu:

„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?
Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi,
i wtedy odda każdemu według jego postępowania ...” (Mt 16,26n).


6. Kryteria przedmiotu czynu a seks oralny i pocałunek głęboki

Niemożliwe, żeby praktyka ‘seksu oralnego’ mogła nie być całkowicie sprzeczna ze strukturą i dynamizmem aktu zjednoczenia intymnego małżonków – tak jak go stworzył i im z miłością wręczył Stworzyciel i Odkupiciel małżeństwa: Małżeństwa-Sakramentu.

Widzieliśmy to już poprzednio (zob. dokładniej:  Każdy akt musi być otwarty na życie). Przy uprawianiu ‘seksu oralnego’ – celem podjętego działania nie jest i nie może stać się zjednoczenie otwarte na Życie. Chodzi wtedy jedynie o wyrafinowane doprowadzenie w ustach do przeżycia rozkoszy, oczywiście z całkowitym przekreśleniem dynamizmu aktu w jego potencjalności rodzicielskiej. Ta przecież może być spełniona jedynie w pochwie.

Stąd też ‘seks oralny’ kwalifikuje się każdorazowo jako wyjątkowo wynaturzona forma uprawiania ‘seksu-dla-seksu’. Forma ta w żaden sposób nie może być „przyporządkowana ostatecznemu celowi”, ani tym bardziej przez „wolę rzeczywiście zwrócona ... ku Bogu poprzez miłość(por. VSp 78). Takie zaś dopiero cechy stwarzałyby szansę uznania jakiegoś czynu za moralnie ‘dobry’ (zob. też dokładniej niż., cz. VII, rozdz. 3, § G: „Jeszcze raz: seks oralny”).



Przedstawione na naszej stronie oraz w niniejszym rozważaniu myśli na temat (zob. niebawem poniżej) ‘pocałunku głębokiego’ (zob. niż.: Pocałunki) wywołują u niektórych Czytelników gwałtowne oburzenie. Tymczasem trudno nie uznać, że pocałunek ‘głęboki’ naprawdę nie ma w sobie zupełnie nic wspólnego z jakimkolwiek „całowaniem”, ani tym bardziej z ‘miłością’. ‘Pocałunek’ jest z samej swojej definicji i przeznaczenia jest czymś zgoła odmiennym.

Zgodnie z kryteriami podanymi przez Jana Pawła II odnośnie do kwalifikowania czynu jako ‘dobrego’ (zob. wyż.:  Czyn dobry ze względu na przedmiot) trzeba by zapytać, w jaki sposób taki właśnie czyn: już nie całowania, ale mechaniczne w ustach partnera podejmowanych ruchów językiem, nierzadko wyraźnie pobudzających, mógłby być podejmowany w „bojaźni Chrystusowej(Ef 5,21) oraz cieszyć się faktem, iż ten „przedmiot odpowiada dobru osoby przez to, że uwzględnia dobra, które są dla niej istotne z punktu widzenia moralnego”, a dalej, że to działanie „... ze względu na swój przedmiot, jest zarazem przyporządkowane ostatecznemu celowi” i że ten „... czyn osiąga następnie swą ostateczną i istotną doskonałość, gdy wola rzeczywiście zwraca go ku Bogu poprzez miłość(VSp 78)?

W konkluzji wypada zwrócić się do grupy Drogich Czytelników ‘Oburzonych’ – z prośbą, by nie przystępowali do lektury niniejszych rozważań w afekcie. Najpierw wypada zadbać w tej dziedzinie o wewnętrzne wyciszenie i pokój serca. A potem dopiero przystąpić do czytania, wciąż podtrzymywanego klimatem modlitewnym.
– Wówczas Drogi Czytelnik łatwiej uświadomi sobie, że małżeństwo jest prawdziwie Świętym Sakramentem, Sakramentem uświęcającym. Podobnie jak każdy inny z Sakramentów, wyrasta i ten Sakrament z Krzyża i Krwi Chrystusowego Odkupienia. Odkupienie to, które dokonało się za cenę niewyobrażalną: Krwi Syna Bożego i Syna Człowieczego Jezusa Chrystusa, i tak dopiero zostaje ofiarowane również małżonkom.
– Nic dziwnego, że zobowiązuje ono do tego, żeby mąż i żona szafowali sobie wzajemnie z wielką hojnością dary otrzymanego przez siebie Sakramentu, który cały naznaczony jest Męką Odkupienia. Oboje winni szafować Skarbami Odkupienia względem siebie nawzajem, a w drugiej kolejności względem swych dzieci oraz całego świata. Między innymi również w chwilach, kiedy przeżywają swoją intymną bliskość.

Niezależnie od tego, w klimacie wewnętrznego wyciszenia można będzie łatwiej zwrócić uwagę na ukazaną tu i ówdzie nieco zróżnicowaną ocenę etyczną przedstawionych czynów i działań. Dotyczy to m.in. drażliwej kwestii ‘pocałunków’. Użyty tu i ówdzie czasownik ‘powinno się ...’ itp. ukazuje ocenę niewątpliwie różną, aniżeli występująca w innym wypadku kwalifikacja jakiegoś działania jako zdecydowanie sprzecznego z Bożym Przykazaniem i Bożym ładem aktu zjednoczenia. Przeżywanie wzajemnej intymności małżeńskiej powinno być podejmowane każdorazowo w stanie Łaski uświęcającej. Małżeństwo to naprawdę nie ‘górą-niech-będzie-seks’, lecz Sakramentalne zdążanie we dwoje do „Domu Ojca”, łącznie ze stałym wzajemnym przekazywaniem sobie Skarbca krwawo dokonanego Odkupienia-z-grzechów.

Niezależnie od tego wypada sobie uświadomić, że ukazane w niniejszym artykule uwagi są ujęciem poruszonych aspektów jedynie ‘w punktach’. Same w sobie te zagadnienia dotyczą tematyki obszernej. Uwagi zawarte w niniejszym artykule powstały jedynie jako niemal wymuszone w następstwie zaistniałej sytuacji, o której autor wspomina we ‘Wprowadzeniu’ do niniejszego artykułu. Poruszone zaś zagadnienia pojawiają się raz po raz na dalszych łamach samej już niniejszej strony internetowej, której nie da się ogarnąć jednym rzutem oka. Kto poszukuje pogłębionej oceny przedstawionych tu rozważań, jest zaproszony do systematycznej lektury całości niniejszej strony internetowej. Dobrze jest skorzystać w tym względzie przynajmniej z poniżej podanych najważniejszych linków wewnętrznych do miejsc, gdzie omawiane w niniejszym artykule tematy przedstawione są z pełniejszą dokumentacją.


7. „Małżonkom wolno ‘wszystko’, byle się skończyło stosunkiem”

Dotykamy kolejnego aspektu problematyki przeżywania intymności, gdzie nietrudno o zasadnicze nieporozumienia, nierzadko wyrażane nawet przez niedostatecznie przygotowanych kapłanów i spowiedników, którzy powinni być ... Nauczycielami Wiary. Mianowicie jako jedna z ‘zasad moralnych’ utarł się w niektórych środowiskach bezkrytycznie przyjmowany slogan, iż małżonkom wolno podejmować cokolwiek im podsunie fantazja, byle ich pieszczoty zakończyły się podjęciem stosunku seksualnego.
– Tymczasem nawet i wyżej przytoczone fragmenty dokumentów Magisterium Kościoła każą przesiać ten ‘slogan’ chociażby tylko przez wyżej wspomniane kryteria przedmiotu czynów dobrych od złych.

Piszący tu autor (ks. PL) stara się czynić wszystko, by w żadnym szczególe przekazywanych tu spraw nie odbiegać od wykładu wiary i postępowania moralnego „cum Petro et sub Petro – z Piotrem i pod Piotrem” (VSp 116). Raz po raz pojawiają się jednak głosy niektórych P.T. oburzonych Czytelników, którzy mu zarzucają, iż skoro przeciwstawia się pewnym autorom-moralistom, których pisma cieszą się kościelnym ‘Imprimatur’, to on właśnie (ks. PL), a nie wspomniani autorzy ‘teologii moralnej rozcieńczonej’, występuje przeciw Nauczaniu moralnemu „Piotra”.

Wyżej zwróciliśmy już uwagę na zdarzające się fakty, iż ‘Imprimatur’ zostaje udzielone przez Kurię Biskupią niekiedy zbyt pochopnie, bez dogłębnego przestudiowania przedstawionej pracy. Bywa widocznie i tak, że IMPRIMATUR może być w jakiejś mierze podstępnie wyłudzone. Po czym, po zorientowaniu się Odpowiedzialnych co do pełnej prawdy, niezmiernie trudno wycofać się i przyznać do zaistniałej zasadniczej pomyłki – w tym wypadku w kwestii autentycznego wykładu Nauki Wiary i Obyczajów (zob. do tego wypowiedź ‘Teologa Moralisty’ odnośnie do Imprimatur dla książki O.Knotza, wyż.: O.Knotz: ‘Seks jakiego nie znacie...’: krótka ocena seksu oralnego).

Jest rzeczą jasną, że ani Bóg, ani tym bardziej Kościół nigdy nie wymusza na nikim kierowania się Bożym Prawem. Ewangelizacja to przemawianie do wolnej woli (władzy samo-stanowienia) ludzkiej osoby. Co nie znaczy, jakoby samo w sobie kierowanie się Bożymi Przykazaniami było rzeczą, którą równie dobrze można akceptować, albo i ignorować. Nauczanie Kościoła „cum Petro et sub Petro” cieszy się pewnością wiary, że za nim stoi i je pieczętuje sobą jako Prawdą Objawienia sam Jezus Chrystus.

Dokonane przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego – Dzieło Odkupienia, jest dla każdej ludzkiej osoby naglącą propozycją otwarcia się na odpuszczenie grzechów, jakiego można dostąpić „przez Jego Krew [= Jezusa Chrystusa, Syna Bożego](Ef 1,7). Ale i tutaj nie ma musu przyjęcia Daru Odkupienia, jest natomiast wciąż apel pod adresem wolnej woli ludzkiej osoby, by zechciała się na nie otworzyć.

Poniżej pragniemy uściślić wyżej przytoczony, nierzadko pochopnie wygłaszany slogan moralny odnośnie do tego, co „małżonkom ... wolno”.
UWAGA. niniejszy fragment bieżącego artykułu o ‘Spowiedzi świętej ...’ był twórczo konsultowany ze zmarłym w międzyczasie ks.profesorem Jerzym Bajdą, wybitnym profesorem Teologii Moralnej na Uniwersytecie Kard. Wyszyńskiego w Warszawie. – Prof. Bajda zmarł 12.X.2012 r.).

a) Formy wynaturzone. W małżeństwie trzeba z góry wyeliminować wszelkie formy uprawiania ‘seksu’ wynaturzonego. W grę wchodzi przede wszystkim ‘seks analny’ (w odbycie). Nawet gdyby ci dwoje się zarzekali, że potem dodatkowo podejmą stosunek ... w pochwie.
– Pomijając fakt, że podjęcie stosunku analnego jest całkowicie sprzeczne ze strukturą i dynamiką aktu, który Stworzyciel podarował małżeństwu dla zjednoczenia ich osób, które w tejże chwili otwierają się na oścież na potencjalność rodzicielską, nie ma w tym przypadku możliwości uznania takiego „czynu” za „odpowiadającego dobru osoby, jego przyporządkowania ostatecznemu celowi, oraz żeby wola mogła rzeczywiście zwrócić go ku Bogu poprzez miłość(por. VSp 78; tekst zob. wyż.: „Czyn dobry ze względu na przedmiot”).

b) Seks oralny. Na tej samej zasadzie: przekreślenia struktury i dynamizmu aktu, trzeba z góry odrzucić samą nawet myśl o podejmowaniu ‘seksu oralnego’. Uzasadnienie podano wyżej – łącznie z linkiem do obszerniejszej argumentacji – w ostatnim rozdziale niniejszej strony (zob.: „Jeszcze raz: seks oralny”).
– Możliwe do przyjęcia mogłoby stać się z pełnią subtelności i uszanowania podjęte złożenie pocałunku na narządach płciowych – bez ich ujmowania ustami i do ust (dokładniej zob.:  Seks oralny; oraz: Przypis 2. Pocałunki – ad ‘b’).

c) Pocałunek głęboki. Niemało również powiedziano tu o ‘pocałunku głębokim’, tzn. z językiem w ustach. Pomimo iż wiele osób wpada niemal w szał, gdy kapłan ośmiela się występować przeciw tej praktyce, trudno ją ocenić inaczej, jak to już wystarczająco jasno wyżej przedstawiono w niniejszym artykule (dokładniej zob.: ‘Pocałunek głęboki’ – oraz: Przypis 2. Pocałunki - ad ‘c’).

d) Praktyki przeciw-rodzicielskie. Jest rzeczą oczywistą, że małżonkowie, którzy przeżywają swoje życie małżeńskie jako uczniowie Chrystusa, nie mogą przejść na stosowanie jakichkolwiek działań przeciw-rodzicielskich. Jest to zresztą sprawa nie tylko ‘wiary’, ale A-B-C jakiejkolwiek uczciwości małżeńskiej: jest to każdorazowo działanie zadeptywania ślubowanej-przyrzeczonej ‘miłości’.

Wypada jeszcze raz przypomnieć: nie istnieją żadne środki-preparaty-techniki jedynie przeciw-poczęciowe (anty-koncepcja w ścisłym znaczeniu). Wszystkie w sprzedaży dostępne techniki przeciw-rodzicielskie są każdorazowo również technikami poronnymi.

Pełna poczytalność i odpowiedzialność za Krew zabitego w takich okolicznościach Dziecka (zwykle: niejednego Dziecka, bo z cyklu na cykl ...) dotyczy poczęć również jedynie potencjalnych, tzn.: chociażby w danym konkretnym cyklu do poczęcia w ogóle nie doszło. Z chwilą gdy ci dwoje sięgają po środek, którego mechanizm działania zmierza m.in. w tym kierunku: zagłady dziecka, biorą tym samym na swoje sumienie, tzn. akceptują wszystkie związane z jego działaniem skutki biologiczne, chociażby chodziło o skutki jedynie potencjalne.

Śmierć Poczętego następuje wtedy zwykle w około jednego tygodnia od poczęcia. Dzieje się to zatem w czasie, gdy matka nie jest w stanie zorientować się, czy i że nastąpiło u niej poczęcie.

Uwagi te dotyczą to nie tylko założonej spirali śródmacicznej, ani środków hormonalnych w ich przeróżnych odmianach (plastrów, zastrzyków, implantów, itd.) czy prostaglandyn, lecz również – chociaż na ten temat nikt nie mówi, pospolitej „prezerwatywy”. Poronne działanie prezerwatywy jest naukowo potwierdzone co najmniej od lat 80-tych ubiegłego stulecia (mechanizm działania coraz innych środków zapobiegania zob. dokładniej wyż.: „Działania ‘contra’: Co na to medycyna? Ocena medyczna” – aż do końca tego rozdziału).

e) Stosunek przerywany. Podjęcie stosunku przerywanego jest obiektywnie każdorazowo grzechem ciężkim – przede wszystkim przeciwko ślubowi Miłości Małżeńskiej. W odróżnieniu od stosowania przy współżyciu technik przeciw-rodzicielskich, sam w sobie stosunek przerywany oczywiście nie narusza życia Poczętego.

Podjęcie kopulacji w formie stosunku przerywanego jest całkowicie sprzeczne ze zjednoczeniem osób małżonków, jakim tych dwoje obdarzył Stworzyciel w chwili, gdy ich wprowadzał na teren ich intymności. Stosunek przerywany jest niczym innym jak uprawianiem ‘masturbacji’, poprzez którą mężczyzna-mąż zapewnia sobie egoistyczno-utylitarystycznie przeżycie seksu-dla-seksu poprzez wykorzystanie w tym celu ciała płciowego swojej małżonki. Usuwając się od żony przed swym szczytowaniem, czyli z wytryskiem na zewnątrz (jakież to ubliżające godności mężczyzny-męża! A tym bardziej ... żony tak niegodnie potraktowanej!), wykazuje jej w sposób jaskrawy:

Ja cię nigdy nie kochałem i nadal cię nie kocham! Wykorzystuję twoje ciało, bo mi je udostępniasz. Doznanie masturbacji jest dla mnie poprzez twój ‘seks’ o wiele bardziej intrygujące. Rozkoszy seksualnej muszę doznać JA! Na to cię przecież ‘MAM’!
– Mocą zawartego małżeństwa jesteś przecież obowiązana służyć mi swym ciałem, ilekroć na to będę miał ochotę. Co ty wtedy przeżywasz, mnie to nie interesuje! Miłości ani nie poszukuję, ani mi jej nie trzeba. Ty zaś na to istniejesz na Bożym świecie, by mąż mógł dowolnie zaspokajać ... swój seks!”

Jak bardzo potrzeba przed ślubem ustalać we wszystkich detalach m.in. jakość przeżywania chwil intymności w planowanym małżeństwie! Jeśli żona mężowi przed ślubem pozwala ‘na wszystko’ i oboje sami nie wiedzą, co to znaczy: małżeństwo-Sakrament, przygotowują sobie z góry piekło na ziemi. Tymczasem Bóg nic tak poważnie nie traktuje, jak RAZ Jemu – w chwili wyrażania zgody małżeńskiej przy Ołtarzu – dane słowo: „Ślubuję ... MIŁOŚĆ ...”.

f) Najpierw petting. Niektórzy małżonkowie zamierzają co prawda zakończyć sesję swej intymności aktem pełnego współżycia. Najpierw jednak planują jeszcze przeżyć orgazm – raz, lub parokrotnie, niezależnie od zamierzonego zakończenia podejmowanych pieszczot pełnym stosunkiem. W tym celu pobudzają się najpierw i doprowadzają do szczytu poprzez uprawianie zaawansowanego pettingu – nie jako wstępnej pieszczoty wiodącej do zjednoczenia, ale jako ‘seksu-dla-seksu’. Dopiero potem, po doznaniu rozkoszy raz lub parokrotnie, przystępują ponadto wreszcie również do pełnego zjednoczenia płciowego.

Łatwo zrozumieć, że tak uprawiany ‘petting-dla-pettingu’ jest grzechem ciężkim. Ci dwoje wyzwalają przeżycie najpierw jako typowy ‘petting’, czyli formę całkowicie samoistną – i tym samym grzeszną. Intencja podjęcia na końcu potem jeszcze również pełnego współżycia, gdy poprzednio przeżyli już ileś orgazmów, nie jest w stanie podciągnąć ich pod ‘jedność moralną’ z zakończeniowym pełnym współżyciem.

g) Trening orgazmu. Na pewno głęboko niemoralne są wszelkie ‘treningi’ seksualne, podejmowane przez niektórych młodzieńców, ale również już mężczyzn-mężów (swoją drogą tu i ówdzie uprawiają analogiczny trening dziewczyny-kobiety). Za pomocą coraz innych sztuczek, a ponadto preparatów chemicznych – wymuszają na swym ciele zdolność wielokrotnego orgazmu. Usiłują w ten sposób zaimponować żonie, albo dopiero narzeczonej – potęgą swojej ‘potencji’.
– Tego rodzaju ‘treningi’ są oczywiście każdorazowo grzechem masturbacji – z całą właściwą jej kwalifikacją etyczną.

Młodzieniec względnie już mąż, który podejmuje tego rodzaju ‘treningi’, wykazuje w tej sytuacji swą daleko posuniętą niedojrzałość duchową i psychiczną w zdążaniu do małżeństwa. Małżeństwo to nie w pierwszym rzędzie ‘seks’, lecz zjednoczenie dwojga „osób” – jako droga ich obojga powołania życiowego: poprzez doczesność do „Domu Ojca”.
– Natomiast dla omawianych właśnie młodzieńców-mężów, celem małżeństwa nie jest jakiekolwiek Jedno-w-miłości, lecz w pierwszym rzędzie ‘seks-dla-seksu’ oraz mit potężnej ‘potencji’. Ta zaś bardzo prawdopodobnie niedługo ... zaniknie, szczególnie gdy wyzwalanie szczytowania jest wciąż uzależniane od stosowania środków hormonalnych dopingowych. Problem ducha i ‘osoby’ nie wchodzi u takich dwojga niemal w ogóle w rachubę.

h) Impotencja. W przypadku impotencji, która może być uwarunkowana różnymi czynnikami, nie należy uznawać tego stanu za tak wielki rodzaj ‘zła’, który by miał przesłaniać widoczność samego Boga i swojej godności osobowej. Przeżywający swą impotencję płciową sięgają w takiej sytuacji nierzadko po całkiem nieproporcjonalne starania, by za wszelką cenę wyeliminować swój przykry stan. Wymuszają na swym ciele za wszelką cenę możność przeżywania szczytowania, stosując coraz inną chemię za chemią.

Podobnie jak wszelką inną niedomogę względnie prawdziwą chorobę, trzeba i ten stan przyjąć jako niezbyt łatwy etap swego życia w małżeństwie. Oboje małżonkowie winni dopomóc sobie wzajemnie w przyjęciu tej niedomogi bez cienia upokarzania się z tej racji. Jednocześnie winni w tym czasie tym bardziej pogłębiać swoją więź osobową. Może się ona wyrażać m.in. w formie wzajemnego przytulania się do siebie z tym większą, ciepłą serdecznością. Żona będzie wtedy tuliła swego męża do swego serca jak małe dziecko u serca matki.

– Wszystko to staje się możliwe, gdy również takie bycie-przy-sobie oraz bycie-ze-sobą jest przeżywane przez oboje modlitewnie i każdorazowo z wielką wdzięcznością względem siebie wzajemnie, a tym bardziej względem Boga – Stworzyciela i Odkupiciela.


8. Małżeństwo: święty Sakrament Małżeństwa

Kapłanowi nie wypada wchodzić w zbyt szczegółowe detale podejmowania wyrazów małżeńskiej czułości. Mimo iż chociażby w niniejszym artykule nie brak bardzo śmiało przedstawionych sytuacji, które mogą mieć swój wydźwięk na jakości przystępowania do Sakramentu Pokuty-Spowiedzi. Kapłan odwołuje się wciąż przede wszystkim do podstawowych zasad dla oceny moralnej coraz innych wyrazów intymności małżeńskiej.
– Mimo to wypada podkreślić jeszcze szereg nasuwających się końcowych szczegółów w nawiązaniu do intymności małżeńskiej.

a) Sakrament przekazywania Odkupienia
Małżeństwo jest jednym z świętych Sakramentów Kościoła. Niemożliwe, żeby było instytucją, której zasadniczym celem miałoby być ‘wyseksowanie się’ do maksimum i działanie po linii uruchomiania coraz bardziej fantastycznych, intrygujących pomysłów dla wymuszenia na swym ciele przeżyć orgazmu-dla-orgazmu oraz jednego orgazmu za drugim.

Celem małżeństwa jako Bożej instytucji jest zjednoczenie obojga małżonków na poziomie ich ducha-osoby. Nie mają to być dwa ‘seksy’, lecz jedność dwojga osób zdążających – drogą powołania małżeńskiego i rodzinnego do „Domu Ojca”.

Ponieważ zaś ci dwoje stają się jednym z Sakramentów Kościoła, ich „dwoje-jednym-ciałem” musi się ściśle wiązać z przekazywaniem Dzieła Odkupienia: sobie wzajemnie oraz swemu potomstwu. Fakt ten tym bardziej domaga się przeżywania małżeństwa stale w Łasce uświęcającej i ciągłym wsłuchiwaniu się w Głos Boży.

b) Boży umiar w wyrazach czułości.
Ten podstawowy fakt: małżeństwo jako instytucja w pierwszym rzędzie Boża i święta, staje się wyznacznikiem dla stylu podejmowania wszelkich wyrazów małżeńskiej czułości i miłości. Świadomość ta, wymagająca stałego rozwoju życia wewnętrznego oraz pogłębiania swej żywotnej więzi z Chrystusem, nakłada na małżonków jako Dzieci Boże świadomie podejmowany umiar. Dotyczy to oczywiście również chwil ich wzajemnej intymności, gdy w danym przypadku pragną w ten sposób uaktywniać świętość przyjętego Sakramentu.

Bóg wprowadza małżonków na teren ich intymności, dając im pełnomocnictwo do przeżywania również swego zjednoczenia płciowego – nie po to, żeby dali się zdominować ‘seksem-dla-seksu’. Bóg wciąż promuje i pobudza rozwój miłości po linii osobowego wzajemnego daru. Stąd też oboje są wpatrzeni w finał swego życia w poczuciu, że są odkupieni za cenę Krwi Chrystusa. Dlatego też pragną być dla siebie drogą do przekazywania sobie wzajemnie Łaski Odkupienia – również w chwili najściślejszego zjednoczenia ich obojga. Nie chcieliby być dwoma ‘seksami’, lecz dwojgiem osób przeżywających wzajemne oddanie czujnie w stanie Łaski uświęcającej, dla której stali się dla siebie wzajemnie Szafarzami Sakramentu Małżeństwa.

c) Dni powściągliwości.
Życie w małżeńskiej bliskości z uwzględnieniem swej zdolności przekazania Życia z cyklu na cykl nakaże małżonkom w bardzo wielu cyklach zaniechać podejmowanie aktu płciowego w dniach możliwości poczęcia.
– W takiej sytuacji nakazem sumienia stanie się zaniechanie również pieszczot podejmowanych na narządach płciowych – w przeciwieństwie do przytulenia się do siebie jedynie na sercu.

Na takie sytuacje błogosławieństwem staje się twórcze nauczenie się chociażby ‘Metody Billingsa’, która pozwala niezależnie od zdrowia ginekologicznego i regularności cyklów – nie wyznaczać, ale na bieżąco rozpoznawać dni możności czy niemożności poczęcia. Małżonkowie muszą się nauczyć korzystania z tego przez samego Boga wręczonego im daru: biologicznego rytmu płodności – z pogodą w sercu, chociażby pragnienie serca i ciała bardzo chciało doznawać przeżycia zjednoczenia ich obojga w dniu, w którym rozsądek nakaże raczej powstrzymać się od intymności genitalnej.

– Małżonkowie będą jednocześnie czynili wszystko, by w kwestii planowania ilości potomstwa czujnie wsłuchiwać się w życzenie i oczekiwanie Ojca Niebieskiego odnośnie do ilości potomstwa. Zdają sobie sprawę, że wyznacznikiem nie może stać się tutaj egoistyczna wygoda małżeńska czy rodzinna, ani wzgląd na panującą w danym środowisku ‘modę’, lecz oczekiwanie Ojca Niebieskiego pod ich adresem.

d) Pieszczota w dniu bez współżycia.
Gdyby w tej sytuacji zejść w szczegółowsze sugestie, można by dodać, że w takiej sytuacji: decyzji na nie-podjęcie zjednoczenia małżeńskiego w tym konkretnym dniu, trzeba będzie wykluczyć wszelkie intensywniejsze pieszczoty genitalne. Te bowiem doprowadziłyby łatwo do pobudzenia, które następnie już trudno przyhamować. Pieszczota na genitaliach skończyłaby się bądź pettingem jako formą ‘zastępczą’, bądź prowadziłaby do innych form samo-zaspokojenia i tym samym grzechu.

Małżonkowie wiedzą jednak z doświadczenia, że w takim dniu: przełożenia aktu zjednoczenia na kiedy indziej, mogliby ewentualnie skorzystać z bardzo subtelnego wyrazu czułości swej intymności płciowej – jednakże bez wywoływania podniecenia, a tylko po prostu spokojnego trwania w podjętym wyrazie czułości – bez podejmowania jakichkolwiek ruchów.


9. „Łoże nieskalane ...” (Hbr 13,4)

Na koniec kilka wypowiedzi zaczerpniętych ze Słowa-Bożego-Pisanego w nawiązaniu do małżeństwa i seksualności ludzkiej osoby. Są one stałym tłem dla wypracowania i ugruntowania Chrystusowej, Bożej wizji małżeństwa i zróżnicowania płciowego u człowieka.

1. Wciąż aktualne, również w przypadku małżonków względem siebie, pozostaje poważne słowo samego Odkupiciela, Jezusa Chrystusa:

„Słyszeliście, że powiedziano: ‘Nie cudzołóż’. A Ja wam powiada: Każdy, kto
pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27n).

2. Końcówka ‘Listu do Hebrajczyków’ zawiera znamienne słowa o małżeństwie, ale tym samym i małżeńskich odniesieniach:

„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane,
gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).

3. W swym Liście do Efezjan, gdzie św. Paweł ukazuje Chrystusa jako Oblubieńca-z-Krzyża, ukazując Go zarazem jako Nauczyciela małżeńskiej miłości, która daje siebie na ofiarę ku dobru zbawczemu swej Mistycznej Oblubienicy, poucza Apostoł Narodów zarazem, że małżonkowie powinni odnosić się do siebie na zasadzie „bojaźni Chrystusowej”, czyli tak, żeby stylem swych odniesień stale wyrażali miłość do Chrystusa:

„Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej ...” (Ef 5,21).

Oraz:

„Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie,
aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo,
aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki,
czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany.

Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało.
Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.
Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała,
lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała” (Ef 5,25-30).

Obszerniejsze omówienie fragmentu z Listu do Efezjan – zob. z naszej strony niż.: Sakramentalność małżeństwa odczytana z Ef 5
– oraz tamże, cały § ‘D’)
.

4. A jakże można by pominąć w tym kontekście mocne słowa św. Pawła z jego Pierwszego Listu do Koryntian, które przytoczyliśmy na naszej stronie już niejednokrotnie:

„Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy,
ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani ....
nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1 Kor 6,9n; zob. też: Rz 1,21-32).

Św. Paweł przedstawia tutaj Bożą, ale i ludzką, nadal w pełni aktualną ocenę m.in. homoseksualizmu oraz odniesień lesbijskich. Prawo Boże moralne naturalne, czyli odpowiadające godności człowieka jako osoby, jest niezmienne, powszechne i niezależne od jakichkolwiek przemian kulturowych. Niezmienny jest bowiem Bóg, którego Obrazem i Podobieństwem jest każda ludzka osoba. Z tym, że jednocześnie tylko człowiek może rozwijać swoje bycie-Bożym-Obrazem. Ale też tylko człowiek może je ... poniżać i kalać.


10. ‘Krzyż’ związany z małżeństwem-rodziną

A oto słowo Błog. Jana Pawła II do małżonków o ich życiu na co dzień. Życie w małżeństwie i rodzinie nie może być pozbawione ‘krzyża’. Bo i sam Syn Boży, Najniewinniejszy Odkupiciel człowieka, dokonał swego życia jako Ofiara przebłagalna ... na drzewie Krzyża, drzewie naszego zbawienia. Stąd też Błog. Papież Wojtyła pisze w swej „Adhortacji Apostolskiej Familiaris Consortio”:

„... Tak samo sprawą pedagogii Kościoła jest, by małżonkowie przede wszystkim jasno uznali naukę zawartą w Encyklice ‘Humanae vitae’ jako normatywną dla ich życia płciowego i szczerze usiłowali stworzyć warunki konieczne dla zachowania tych zasad.
– Pedagogia ta ... obejmuje całe życie małżeńskie. Stąd zadanie przekazywania życia winno być włączone w ogólne posłannictwo ‘całego życia chrześcijańskiego’, które bez krzyża nie może osiągnąć zmartwychwstania.
– W tym kontekście rozumie się, że z życia rodzinnego nie da się usunąć ofiary, co więcej, trzeba ją przyjmować sercem tak, aby doznała pogłębienia miłość małżeńska i stała się źródłem wewnętrznej radości” (FC 34).

(4.4 kB)


E. TRZY TEMATY SZCZEGÓLNE

1. Petting

Ze względu na raz po raz docierające pytania w tym zakresie podejmujemy próbę ich wyjaśnienia.

a) Petting jest to pieszczota podejmowana na narządach płciowych, które ci dwoje doprowadzają do pobudzenia – z zasady jako formę zastępczą zamiast normalnego współżycia płciowego. Dzieje się to zatem zwykle w takim dniu, w którym pojawiają się sygnały możliwości poczęcia, na które ci dwoje aktualnie się nie nastawiają.
– Tak rozumiany ‘petting’, czyli masturbacja we dwoje bez stosunku, jest obiektywnie każdorazowo grzechem ciężkim. Zarówno w małżeństwie, jak tym bardziej wśród partnerów nie związanych ślubem małżeńskim.

Zdarza się, że petting z żoną uprawia mąż, podczas gdy żona całą sobą wybrania się od tego grzechu. W takiej sytuacji może być tak, że pettingiem grzeszy sam tylko mąż, podczas gdy ona sumienia swego grzechem tym nie obciąża. Grzechu nie można popełnić bez udziału swej wolnej woli, i odpowiedniej świadomości.

Jeśliby w takiej sytuacji u żony mimo wszystko wyzwoliło się pobudzenie, a nawet szczytowanie, przy czym ona wciąż sytuacji tej mocą swojej woli nie akceptuje, nie ponosi ona oczywiście winy przed Bogiem. Jest to wtedy sytuacja bliska zadawaniu gwałtu ... w małżeństwie.
– Przypadki tego rodzaju wymagają wciąż podejmowanego dialogu małżeńskiego i dopomożenia mężowi, by i on mógł zrozumieć, co to znaczy ‘kochać-miłować’, co to znaczy Małżeństwo-Sakrament, i by odpowiednio do tego układał swoje odniesienia intymne.

b) Wyrafinowaną formą pettingu może stać się bardzo łatwo tzw. pocałunek ‘głęboki’. Szczególnie gdy towarzyszą mu pobudzające ruchy i dotyki. Mowa o tym będzie niebawem poniżej (zob. przyp. ‘2’).

c) Zupełnie inną funkcję spełnia pieszczota genitalna we wstępnej fazie aktu, gdy zatem ci dwoje zamierzają przypieczętować swoją więź pełnym zjednoczeniem płciowym. W takiej sytuacji pieszczota na narządach płciowych nie ma charakteru pettingu, lecz przygotowuje dokonujące się stopniowo normalne, pełne zjednoczenie.


2. Pocałunki

Pocałunki bywają bardzo różne. Inny charakter przysługuje pocałunkowi, gdy pozostaje on istotnie pocałunkiem, a inny, gdy zmierza do wyzwolenia podniecenia, zwykle dodatkowo potęgowanego podniecającymi dotykami. O zróżnicowaniu etycznym ‘pocałunków’ świadczą nierzadko wypowiedzi młodzieży, gdy sposób całowania zdążył wywołać u nich wyrzuty sumienia.

a) Ujmowanie narządów płciowych wprost ustami w celu ich pobudzenia działa z zasady silnie podniecająco. Takie całowanie, które zresztą nie jest już ‘całowaniem’, lecz wyzwalaniem potęgującego się pobudzenia seksualnego, staje się tym samym inną, wyrafinowaną formą uprawiania ‘pettingu’ – tym razem za pomocą ust. Tym samym wiąże się to z całą jego kwalifikacją etyczną, obciążoną dodatkowo wyrafinowaniem w zwyrodnieniu.
Taka sama kwalifikacja etyczna dotyczy m.in. praktyki pobudzania się przez ‘lizanie’ genitaliów, względnie jeszcze inne wyrafinowane sposoby doprowadzenia do silnego pobudzenia.

„Mowa ciała” uaktywnionych narządów płciowych może się wyrazić w całej swej prawdzie wyłącznie w pokojowym zjednoczeniu obojga w pochwie. Tylko tutaj miłość małżeńskiego zjednoczenia znajduje pełne pokrycie i prawdę w rozwijającym się w tej chwili otwieraniu się na potencjalność rodzicielską – niezależnie od możności czy niemożności poczęcia w danym dniu cyklu.

b) Składanie pocałunku wypada zastrzec do wyrażania więzi miłości podyktowanej nie pożądliwością, lecz pełnią subtelności i uszanowania dla godności własnej i tego drugiego jako osób zjednoczonych na poziomie serca, pełnego pokoju i prawdy. Pocałunek pozostaje wtedy tym, czym jest z definicji: całowaniem zewnętrznym, pełnym radości i miłości, jednoczącym dwie osoby w ‘jedno’, i na pewno nie zmierzającym w kierunku podniecenia płciowego.
– Będzie to wtedy pocałunek miłości tych dwojga zjednoczonych z sobą na poziomie Łaski uświęcającej. Małżeństwo jest prawdziwie świętym Sakramentem. Toteż wymaga ono podejmowania działań – również przy wyrażaniu sobie czułości, w przejrzystości obojga w Obliczu Bożym.

c) Pocałunek głęboki. Konsekwentnie wypada przyjąć postawę wyraźnego ‘NIE’ w obliczu rozpowszechnionej praktyki pocałunku głębokiego: z wsuwaniem języka do ust. Taki sposób całowania powinien być wyeliminowany – zarówno w małżeństwie, jak tym bardziej wśród partnerstw nie związanych ślubem małżeńskim. Taka praktyka – już nie całowania, a działania za pomocą języka w ustach, wiąże się z zasady z zamierzonym pobudzeniem, często dodatkowo zwielokrotnianym poprzez podniecające dotyki. Wyrazem niepokoju sumienia są wypowiedzi młodych ludzi przy spowiedzi, ilekroć oskarżają się z takich właśnie praktyk: całowania głębokiego.

d) Rezygnacja z pocałunku głębokiego może początkowo swoiście ‘boleć’. Niemniej ‘pocałunek’ wróci dzięki temu do swej właściwej funkcji: subtelności w wyrażaniu więzi m.in. poprzez pełne uszanowania dla godności osobowej składanie zewnętrznego pocałunku, a nie poprzez manewry podejmowane językiem w ustach kogoś drugiego, gdy to jest podyktowane nienasyconą żądzą wyzwalania wrażeń seksualnych.

Trudno nazwać ‘składaniem pocałunku’ obejmowanie buzią czy wręcz niemal wciąganie do buzi coraz innych części czy to twarzy, czy innych miejsc ciała. Tego rodzaju praktyka staje się swoistym wygwałcaniem za pomocą buzi. Nie ma ona nic wspólnego z tym, czym pocałunek powinien być z samej swej definicji: wyrazem pełni uszanowania i czujnej subtelności wobec godności osobowej tego drugiego.

Wzorem całowania w jego pierwotnej formie i znaczeniu pozostają pocałunki wymieniane między matką a dzieckiem, i oczywiście ojcem a dzieckiem. Takie pocałunki wyrażają pełnię miłości i rozradowania. Nie wiążą się one w żaden sposób z jakimikolwiek myślami z zakresu płciowości, które by w każdym razie żadnej ze stron nie przeszły w ogóle przez myśl.
– Niezależnie od tego, pocałunki między matką a dzieckiem względnie ojcem a dzieckiem nigdy nie wyradzają się w wygwałcanie dziecka składanymi pocałunkami.

e) Gra wstępna a usta. Pojawia się kolejne pytanie: o ocenę gry wstępnej podejmowanej za pomocą ust, gdy ci dwoje zdążają docelowo do pełnego zjednoczenia płciowego. W takiej sytuacji: zamierzonego pełnego współżycia, pieszczota ta byłaby możliwa do przyjęcia. Z wyraźnym zastrzeżeniem, że będzie to faza wstępna przed pełnym współżyciem, oraz że szczytowanie nie jest zamierzone w ustach (to bowiem obiektywnie biorąc jest zawsze grzechem ciężkim).

Czym innym jest jednak złożenie samego tylko pocałunku – również na intymnych częściach ciała, z tym że wyłącznie z zewnątrz, a czym innym ich branie do ust w celu wyżycia się na nich i wyzwolenia pobudzenia. Jak już wspomniano – przy czym temat ten zostanie zaraz jeszcze poniżej ponownie podjęty (zob. Seks oralny), trudno nie kwalifikować obejmowania narządów płciowych ustami i ich pobudzanie w ustach, względnie z kolei ich lizanie – jako swoistego mocno wyrafinowanego, a zarazem wynaturzonego „pettingu”. Toteż te formy powinny nie wchodzić w rachubę nawet w fazie przygotowania do pełnego współżycia płciowego.

Możliwe do przyjęcia byłoby jedynie pełne uszanowania i subtelności samo zewnętrzne złożenie pocałunku na narządach płciowych. Taki pocałunek nie może oczywiście przerodzić się w ich wygwałcanie za pomocą ust.

f) Całkowite zaniechanie podejmowania pieszczot genitalnych za pomocą ust sprawi, że wyrazy czułości staną się zapewne nieco skromniejsze.

Jeśli tego rodzaju pieszczoty były dotąd praktyką niemal standardową, uwagi niniejsze wyzwolą być może bunt i gniew. Jeśli ktoś mimo wszystko wsłucha się uważniej w głos Boży, dojdzie do wniosku, że dzięki całkowitemu wyeliminowaniu ustnej formy pieszczoty na genitaliach – więź małżeńska zacznie nabywać większej przejrzystości i czystości, wyrażając się pokojem serca, poczuciem pełni i pogłębieniem widzenia siebie jako osób. Oboje dostrzegą pozytywne skutki dokonującego się oczyszczenia wewnętrznej intencji i samych „czynów-odniesień” z odradzających się odruchów pożądliwości.

Owe nieco ‘skromniejsze’ formy wyrażania sobie obopólnej miłości zaowocują ostatecznie pogłębiającym się poszanowaniem swej obopólnej godności osobowej, a konsekwentnie wyraźnym pogłębieniem wewnętrznej więzi ich miłości osobowej, która nie dopuszcza do stania się niewolnikiem pożądliwości ciała. Oboje staną się coraz bardziej wzajemnym darem: „od osoby do osoby(LR 11) na im obojgu przez Boga zaproponowanej, stopniowo coraz głębiej przeżywanej Drodze do „Domu Ojca” poprzez Sakrament Małżeństwa.
UWAGA. Zob. też pogłębione rozważanie na temat pocałunku ‘głębokiego’ niż., w cz.VII, rozdz. 3: „Pocałunek ...”).


3. Seks oralny

a) Jak już wspomniano, z punktu widzenia etycznego wykluczyć trzeba wyzwalanie orgazmu w ustach (to samo dotyczy doprowadzenia się do przeżycia w którejkolwiek innej części ciała). Zasadniczym uzasadnieniem tak sformułowanej oceny etycznej jest bezpośrednie uaktywnianie narządów płciowych. Jedynym zaś ‘miejscem’, w którym może się wyrazić prawda „mowy ciała” w strukturze i dynamizmie narządów płciowych, jest pochwa. Tylko tutaj może znaleźć swoje spełnienie dynamizm zjednoczenia, który w tejże chwili otwiera się na oścież na potencjalność rodzicielską.
– Uaktywnienie samych w sobie narządów płciowych oznacza każdorazowo wyzwolenie potencjalności rodzicielskiej. Ta zaś jest domeną, która podlega wprost Bogu, a nie człowiekowi.

b) Stąd też orgazm w ustach, oraz jakiekolwiek sposoby doprowadzania narządów płciowych do pobudzenia ustami względnie w ustach (przez ich obejmowanie ustami, pobudzające lizanie itp.), jest zawsze sprzeczne z Bożym dziełem stworzenia aktu, tak jak on wyszedł z rąk Bożych i jak go samym tylko małżonkom wręcza Bóg.

‘Seks oralny’ (tzn. podejmowany w ustach) jest szczególnie wynaturzonym sposobem uprawiania ‘seksu-jako-seksu’. Nie ma on nic wspólnego z dążeniem osoby męża i żony do stania się „dwojga-jednym-ciałem”. Jest on wyrazem zwyrodnienia ducha. Ci dwoje (lub np. mąż zmuszający żonę do takiej praktyki: żona nie może na nią przyzwolić!) usiłują wtedy zdegradować siebie samych do rzędu ‘już-tylko-rzeczy”, która winna być samym tylko seksem, a nie ‘osobą’.

Jednocześnie zaś ci dwoje rzucają wtedy Bogu buntowniczo w Twarz – z najwyższą Miłością przez Niego im podarowane niezbywalne i nieodstępne swe wyposażenie jako ‘osób’, dzięki któremu zostali wywyższeni ponad kosmos, bo wezwani do życia wiecznego – w uszczęśliwiającym Jedno-z-samym-Bogiem na zawsze.
– Jednakże sprowadzić siebie do rzędu ‘już-tylko-rzeczy’ jest rzeczą ontologicznie biorąc całkiem niemożliwą. Nikt nie ma władzy ani możliwości unicestwienia siebie, ani też przekształcenia siebie z wielkości ‘osoby’ – do rzędu ‘rzeczy-która-była-osobą’. Osoba pozostaje już niezmiennie i nieśmiertelnie ‘osobą’; nawet w potępieniu wiecznym.

c) Zdążanie do uzyskania szczytowania w ustach oraz samo domaganie się (ze strony męża), żeby małżonka pobudzała go w swych ustach, lizała go, a ponadto łykała wyzwalający się wtedy płyn nasienny – staje się dogłębnym poniżeniem godności człowieczeństwa małżonków, przede wszystkim zaś samej osoby małżonki. Tego rodzaju działania stają się okrutnym, niewybaczalnym zwyrodnieniem, a raczej zadeptywaniem na śmierć treści ślubowanej miłości i uczciwości małżeńskiej.

‘Uczciwość’ małżeńska dotyczy tego właśnie aspektu: podejmowania zjednoczenia tak, jak je małżonkom wręczył i podarował sam Stworzyciel małżeństwa. Zakłada ona każdorazowo pełną otwartość na potencjalność rodzicielską i przeżywanie aktu każdorazowo wyłącznie w pochwie, a nie gdzie indziej.

d) Z tego względu każda forma ‘seksu oralnego’ staje się obiektywnie grzechem ciężkim.
Dodatkowym tytułem (okolicznością) grzeszności ‘seksu oralnego’ staje się fakt, iż działanie to jest wyrazem dojmującego poniżenia, zniewolenia oraz obrazy godności człowieczej kobiety-żony.

e) Wszystko to dotyczy przede wszystkim mężczyzny, który być może wymusza na żonie tego rodzaju działania. Bywa oczywiście również odwrotnie.

Działania seksualne ustami i w ustach nie są w żadnym wypadku wyrazem ‘miłości’. Świadczą one o swoistym opętaniu żądzą zaspokajania swej pożądliwości za pomocą coraz dalej posuwanego wyrafinowania. Taki człowiek robi wszystko, by stawać się coraz bardziej niezdolnym do rozwijania jakiejkolwiek innej myśli poza żywiołowym poszukiwaniem sposobności do samo-zaspokajania swego egoizmu seksualnego. Jednocześnie zaś nie chce słyszeć o istocie miłości jako stawaniu się darem (dynamizm od-środkowy!) – ku dobru, zdolnym przybliżyć życie wieczne dla siebie, a tym bardziej dla małżonki.

f) Trzeba stwierdzić, że bardzo zasadniczą rolę w kuszeniu zarówno młodzieży, jak i już małżonków w kierunku uprawiania ‘seksu oralnego’ w jego coraz bardziej wyrafinowanych odmianach – odgrywają ‘media’ audio-wizualne. One to obfitują w zdjęcia i filmy ‘porno-erotyki’, dostępne na ‘wyciągnięcie ręki’ w internecie komputerowym i komórkach z coraz bardziej rozwijaną techniką wizualną. Niezależnie od tego pojawiają się coraz inne podręczniki z konkretnymi wskazówkami, jak doprowadzać sferę płciowości do maksymalnych przeżyć szałowo-doznaniowych (w małżeństwie, czy tym bardziej w seksie poza-małżeńskim: dziecięcym, młodzieżowym, osób w zaawansowanych latach).

g) Jest rzeczą oczywistą, że żaden zalew uwodzicielskich zdjęć oraz porad zachęcających do uprawiania wyrafinowanego seksualizmu nie stanie się władny, by w czymkolwiek zmienić lub zmodyfikować Bożą ocenę etyczną owych zwyrodnień w uprawianiu seksu-dla-seksu.


(3.5 kB)


LINKI do dokumentacji.

Dokładniej, z niezbędną dokumentacją poruszonych aspektów Spowiedzi świętej, zob. m.in. z niniejszej stronie internetowej:

http://lp33.de   (do wyboru: wersja polska i niemiecka).
Uruchom ten adres internetowy, kliknij OBRAZ STARTOWY, wybierz wersję językową, np. wersję polską, po czym zejdź w dół – do tabeli pt.: ‘SPIS TREŚCI’.
Właściwa treść strony internetowej piszącego tu autora mieści się w dwóch kolumnach środkowych: Kolumnie 2-3.
Kolumna ‘4’ zawiera cenne, ale jedynie luźno z treścią samej strony internetowej związane materiały.
Natomiast w Kolumnie ‘1’ zawarte są elementy wstępne związane z treścią niniejszej strony internetowej.

Dla uzyskania pełniejszego obrazu przedstawionej na niniejszej stronie argumentacji, otwórz i przestudiuj dokładniej m.in. następujące miejsca:


Cz. II, Rozdz. 3-4-5-6 Dokumentacja-ocena etyki intymności płciowej, wraz z uzasadnieniami związanymi m.in. z działaniami przeciw-rodzicielskimi. W nawiązaniu do działać przeciw-rodzicielskich ukazana jest dokumentacja: antropologiczna, psychologiczna, teologiczna.
Cz.II: Tamże, przestudiuj dokładnie zwłaszcza: Rozdz.3: „Działania ‘contra’: Co na to medycyna?” W tym rozdziale omówiony jest na poziomie popularno-naukowym mechanizm działania łatwo dostępnych technik przeciw-rodzicielskich, m.in. prezerwatywy.
Cz. IV, Rozdz. 3-4: Absolucja indywidualna a generalna; warunki Spowiedzi świętej; treść wyznania, ważne okoliczności, integralność wyznania, itd.
Cz. IV, Rozdz. 7: Praktyczne uwagi itd. o sposobie spowiadania się, wraz z przygotowaniem do Spowiedzi świętej i dziękczynieniem po niej.
Cz. VI: Rozdz.1: Narzeczeństwo; Rozdz.2: Homoseksualizm i związki partnerskie.
Cz. VII: Rozdz.1: Chrystus jako Oblubieniec-z-Krzyża;
Cz. VII: Rozdz.3: „Młodzi w drodze do małżeństwa: Sakramentu Małżeństwa”.
– W tym długim rozdziale typowo ‘młodzieżowym’ omówiona jest szeroka gama gorących aspektów dotyczących małżeństwa i narzeczeństwa.

Zob. ponadto szczególniej w: Cz. VI, Rozdz. 8, plik ‘g-h’, m.in.:
http://lp33.de/strona-lp33/p6_8h.htm#cogt :  Myśli serca męża i żony w chwilach aktualnie przeżywanego Dwoje-Jednym-Ciałem.

Przeglądnij też uważnie – ku dobru:
1) Godne zalecenia sugestie Dr Ingrid Trobisch odnośnie do przeżywania aktu małżeńskiego zjednoczenia – zob.:
http://lp33.de/strona-lp33/p2_1b.htm#trob
2) Jak również uwagi O. Dra Karola Meissnera – zob.:
http://lp33.de/strona-lp33/ind3.htm#m2
3) List Pasterski Bpa Finn‘a o pornografii – zob.:
http://lp33.de/strona-lp33/ind15.htm
4) Recenzja prywatna książki O.Ksawerego Knotz’: „Seks jakiego nie znacie ...” – zob.:
http://lp33.de/strona-lp33/ind18.htm#kno
5) Broszurka ‘Metody Owulacji Billingsa’ gotowa do druku – w formacie ‘PDF’, w języku polskim-niemieckim-angielskim, z międzynarodową aprobatą tekstu ‘metody’, zob. POLSKĄ wersję broszurki w formacie PDF::
http://lp33.de/pdf/mob-brosz-14i13.zip


(8.3)

ks. Paweł Leks, SCJ
+

Wersja niniejszego artykułu do druku-czytania
kliknij:

Spowiedź małżonków oraz par narzeczeńskich ...
(format: *.doc)

Spowiedź małżonków oraz par narzeczeńskich ...
(format: PDF)

(1.9 kB)

Kolejna RE-lektura:
Stadniki, 22.VIII.2013

Adres emailowy autora:
lp33@de11.de
http://lp33.de


Oraz:
Adres autora






SPOWIEDŹ ŚWIETA MAŁŻONKÓW ORAZ NARZECZEŃSTW
(0.5 kB)z grzechów popełnianych przy przeżywaniu intymności płciowej

Historycznie

A. SPOWIEDŹ JAKO SAKRAMENT
Spowiedź: Sakrament Spowiedzi świętej
Warunki uzyskania odpuszczenia grzechów
Pięć warunków ważnej Spowiedzi świętej

B. BOŻA WIZJA PŁCIOWOŚCI I MAŁŻEŃSTWA-SAKRAMENTU
Płciowość: powierzona małżonkom jedynie w zarząd
Nie istnieje Przykazanie VI ‘rozcieńczone’ do użytku narzeczeństw
Nie seks, a zjednoczenie osób zgodne z wewnętrznym ładem aktu
a) Uprawianie seksu: nie miłości
Prezerwatywa: zatajane poronne działanie
Prezerwatywa: masturbacja uatrakcyjniona dzięki ciału kobiety
b) Sakramentalne zjednoczenie małżonków
c) Sakramentalne przeżycie małżeńskiego zjednoczenia osobowego
d) Jedyne ‘prawo’: rozwój małżeńskiej miłości bliźniego
e) Zjednoczenie małżeńskie jako zjednoczenie osób

C. ZNIEWAŻANIE MIŁOŚCI PRZEZ GRZECH
1. Stosunek przerywany
2. Grzechy przeciwne naturze
3. Technika przeciw-rodzicielska
4. Uśmiercenie Poczętego
5. Niewiedza co do grzechu
6. Technika użyta przez męża czy żonę
7. Nie istnieje anty-koncepcja
8. Wszystkie techniki są poronne
9. Wyznanie okoliczności
10. Czas stosowanej określonej techniki
11. Odstawienia użytej techniki
12. Zadośćuczynienie
13. Nauczyć się rytmu płodności
14. Odpowiedzialność za autentyczny wykład NPR
15. „Metoda Billingsa” (MOB)
16. Niekompetentne wypowiedzi na temat etyki zachowań w zakresie intymności
17. Spowiedzi nieważne i świętokradzkie
18. Wola nie-grzeszenia więcej
19. Sterylizacja ...
20. Uwagi etyczne odnośnie do pobierania gamet
21. Zapłodnienie ‘in vitro’
Linki do dwóch Dokumentów Stolicy Apostolskie w sprawie ‘in-vitro’
22. Małżeństwo a przeglądanie ‘porno’

D. DOPOWIEDZENIA
1. Sprzeczne opinie pewnych Nauczycieli Wiary na temat etyki
(0.5 kB)zachowań intymnych

2. Poglądy O. Knotz’a na temat pewnych praktyk ‘seksualnych’
Z encykliki „Humanae vitae”: Każdy akt musi być otwarty na życie
Fragment korespondencji Przewodniczącego Konferencji Episkopatu
3. Kompetencje teologów-moralistówna podstawie wypowiedzi Jana Pawła II
4. Kryteria uznania czynu za „dobry”
Jan Paweł II – o przedmiocie czynu (VSp 78)
5. Przedmiot czynu w zakresie intymności: seks czy zjednoczenie
6. Kryteria przedmiotu czynu a seks oralny i pocałunek głęboki
Seks oralny
‘Pocałunek głęboki’
O czytanie uważne i modlitewne ...
7. „Małżonkom wolno ‘wszystko’, byle się skończyło stosunkiem”
a) Formy wynaturzone
b) Seks oralny
c) Pocałunek głęboki
d) Praktyki przeciw-rodzicielskie
e) Stosunek przerywany
f) Najpierw petting
g) Trening orgazmu
h) Impotencja
8. Małżeństwo: święty Sakrament Małżeństwa
a) Sakrament przekazywania Odkupienia
b) Boży umiar w wyrazach czułości
c) Dni powściągliwości
d) Pieszczota w dniu bez współżycia
9. „Łoże nieskalane ...” (Hbr 13,4)
10. ‘Krzyż’ związany z małżeństwem-rodziną

E. TRZY TEMATY SZCZEGÓLNE
1. Petting
2. Pocałunki
b. Składanie pocałunku
c. Pocałunek głęboki
d. Rezygnacja z pocałunku głębokiego
e. Gra wstępna a usta
f. Całkowite zaniechanie pieszczoty genitalnej za pomocą ust
3. Seks oralny

Linki do dokumentacji
Wersja do druku
Kontakt. Adres autora strony