![]() HistorycznieDo autora zwrócono się (czerwiec 2006) o wypowiedź w związku ze spotykanymi nieprawdopodobnymi zniekształceniami nauczania Kościoła na temat konieczności wyznawania grzechów popełnianych przy współżyciu małżeńskim – jako warunku ważności Spowiedzi sakramentalnej. Gotowy odnośny tekst na ten temat (sporządzony przez redaktora pewnego czasopisma), podsunięty autorowi z prośbą o jego przeglądnięcie i ewentualne drobne poprawki, nie nadawał się nawet chociażby tylko do korekty. Tekst ten przytaczał ‘opinie’ sprzeczne z wyraźną Wolą Bożą, której autentycznym i autorytatywnym tłumaczem występującym z pieczęcią Boga-Prawdy, jest Kościół. Kościół powtarza jedynie za Boskim Mistrzem: „A jeśli chcesz osiągnąć Życie, zachowaj Przykazania ...” (Mt 19,17). Autor ułożył w końcu tekst własny, ujmujący nauczanie Kościoła w tym względzie w poniższych ‘punktach’. ![]() ‘Spowiedź’: Sakrament Spowiedzi świętejSpowiedź święta nie jest wizytą u psychologa-psychiatry. Jest ona jednym z Sakramentów Kościoła, ustanowionych przez Jezusa Chrystusa. Kościół nie ma ‘władzy’ nad samymi w sobie Sakramentami. Został natomiast ustanowiony jako ich upoważniony zarządca. Spowiedź święta sakramentalna polega na wyznaniu w obliczu Boga swych grzechów z prośbą o ich rozgrzeszenie. Kapłan, bez którego nie ma (w warunkach zwyczajnych) rozgrzeszenia, uobecnia w tej chwili sakramentalnie Osobę Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa: Odkupiciela człowieka. Spowiedź święta jest zwróceniem się ze strony penitenta do Miłosierdzia Boga Trójjedynego z wyraźną prośbą o Boże przebaczenie popełnionych przez siebie grzechów – z powołaniem się na odkupieńczą moc Krwi Syna Bożego. Dla Chrystusa nie ma większej radości, jak gdy Mu ktoś pozwoli być swym Odkupicielem. Tenże Odkupiciel postanowił jednak, że ten jedyny zwyczajny sposób uzyskiwania rozgrzeszenia będzie się dokonywał wyłącznie za pośrednictwem Kościoła, mianowicie poprzez ustanowiony w tym celu Sakrament Pokuty-Pojednania. Warunki uzyskiwania odpuszczenia grzechówBóg nie udziela rozgrzeszenia za wszelką cenę. Osoba przystępująca do Sakramentu Pojednania-Spowiedzi musi spełnić kilka podstawowych wymagań. Warunki dobrej, ważnej Spowiedzi świętej Sakramentalnej są ustalane nie przez ‘Kościół’, lecz pochodzą z Prawa Bożego. Płyną one z samej natury tego Sakramentu. Penitent obowiązany jest spełnić pięć wszystkim znanych warunków ważnej Spowiedzi świętej. Jednym z nich, pochodzącym z Prawa Bożego (a nie z dyspozycji Kościoła), jest pełne wyznanie grzechów ciężkich – wraz z ich okolicznościami powodującymi zmianę-modyfikację jakości podstawowego grzechu. Chodzi o wyznanie takich okoliczności jak: ilość popełnionych grzechów (przynajmniej w sensie ich częstotliwości), wyznanie grzechu popełnionego samotnie, albo też z kimś drugim (byłby to dodatkowy grzech ‘cudzy’), wyznanie okoliczności związania ślubem małżeńskim lub innymi uroczystymi przyrzeczeniami-ślubami, np. związania celibatem kapłańskim czy profesją zakonną; oraz wyznanie innych okoliczności, które zmieniłyby grzech podstawowy w dołączające się dodatkowe grzechy, niekiedy wręcz zbrodnie, jak np. w przypadku sięgania po poronne środki zapobiegania ciąży. Pięć warunków ważnej Spowiedzi świętejDla przypomnienia wymienimy owe pięć warunków ważnej Spowiedzi Sakramentalnej: 1. Rachunek sumienia. Trzeba stanąć wobec prawdy swego sumienia. Jest to podjęta w obliczu Jezusa Chrystusa i Ojca Niebieskiego szczera konfrontacja z wewnętrznym prawem moralnym oraz normami Ewangelii, tak jak je podaje Kościół święty. Jeśli nie będzie przeproszenia pokrzywdzonych i osoba spowiadająca się nie wypracuje w sobie woli rzeczywistego naprawienia wyrządzonych krzywd i zniewag – wraz z decyzją nie-popełniania ich więcej, bezcelowe jest wybieranie się do Spowiedzi świętej. Rozgrzeszenie jest każdorazowo sprawą niezwykle poważną. Odpuszczenie najmniejszego grzechu ‘powszedniego’ dokonuje się każdorazowo za cenę Krwi Odkupienia. W przypadku grzechu ciężkiego sumienie penitenta jest obciążone winą wieczną oraz należną danej osobie karą wieczną. Jedna i druga rzeczywistość ma być zgładzona-unicestwiona mocą Krwi Odkupienia Jezusa Chrystusa: Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Odkupiciel odpuszcza jedno i drugie łatwo i natychmiast, ale nigdy ‘za wszelką ceną’. Penitent musi najpierw spełnić wymienione warunki rozgrzeszenia. Przyjęcie przez penitenta postawy buntu przeciw warunkom dobrej-ważnej Spowiedzi zmusiłoby kapłana do odmówienia rozgrzeszenia. Płciowość: powierzona małżonkom jedynie w zarządOgraniczamy się tutaj do nawiązania do samych jedynie grzechów popełnianych przez małżonków przy przeżywaniu wzajemnej bliskości w sposób sprzeczny z podarowanym im w chwili ślubowania małżeńskiego Bożym upoważnieniem do wkraczania na teren swej intymności płciowej. Małżeństwo jest Sakramentem świętym. Nie jest ono instytucją ‘zalegalizowanego’ uprawiania seksu-dla-seksu. Pismo święte mówi, iż Małżeństwo zawierać należy „w Panu” (1 Kor 7,39). Stąd też słuchamy Słowa Bożego: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4). Znaczy to tym samym, że wcale nie każde zachowania małżeńskie są zdatne, by je „... można przyporządkować ostatecznemu dobru i celowi, którym jest Bóg” (VSp 79). Nie seks, a zjednoczenie osób zgodne z wewnętrznym ładem aktuOsoby żyjące w Przymierzu Małżeństwa powinny zakodować sobie głęboko w świadomości, że Bóg, który wprowadza ich w chwili wyrażania zgody małżeńskiej na teren intymności płciowej, wręcza im dar: Rzeczywistości wymienionych dwóch podejść do małżeństwa: zjednoczenie dwojga osób w miłości wzajemnego uszanowania i „Bojaźni Chrystusowej” – a ‘małżeństwa’ pojmowanego jako ‘odtąd legalnego uprawiania seksu’, nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Zmierzają one w dwóch wzajemnie się wykluczających kierunkach. a) Uprawianie seksu: nie miłości. Przy uprawianiu ‘seksu’ (a nie podjętego zjednoczenia swych dwojga osób) znika z horyzontu osoba (własna i tego drugiego) – wbrew deklarowanym słowom o ‘gorąco w tej chwili uprawianej miłości’. Na czoło i jako cel wysuwa się doznawanie rozkoszy. Uwaga jest skoncentrowana na ‘seksie’, a nie na osobie: ta odgrywa rolę jedynie ‘uboczną’ – jako dostępne ciało płciowe ... Zamierzone wyżycie się seksualne każe zwykle sięgać: Temu celowi mają służyć techniki ‘zabezpieczanie się’ przed ciążą. Dzieje się to poprzez sięganie po środki, których mechanizm działania pociąga za sobą z zasady śmierć Poczętego (tabletki; spirala; plastry itd.). Innych środków technicznych przeciw-rodzicielskich po prostu nie ma. Użyte złudne ‘zabezpieczenie’ ma jedno na celu: dziecka ma ... nie być! Osoby sięgające po którąś z technik ‘zapobiegania’ cel ten akceptują. Jednocześnie z zasady nie chcą słyszeć o tym, za jaką cenę cel ten zostaje osiągnięty. Natomiast wyraźnie zamierzone jest wtedy jedno: możliwie jak najbardziej ‘szałowe’ przeżycie samogwałtu (a nie miłości). Staje się to szczególnie intrygujące i atrakcyjne, gdy do przeżycia masturbacji staje do dyspozycji ... ‘seks’ przeżyty na ciele partnera. Szczególnie jaskrawo ujawnia się przekreślenie w takiej sytuacji ‘miłości’ i samej w ogóle ‘osoby’ w przypadku użycia do uprawiania ‘seksu’ prezerwatywy. Jeśli już pominąć poronne działanie prezerwatywy, trzeba uznać, że ‘ściany’ użytej prezerwatywy nie da się ‘obalić’. Przegroda między żoną a mężem jest wyraźnie ‘chciana-zamierzona’. „Ja z tobą jako osobą nie mam nic wspólnego. Ja z tobą żadnego ‘JEDNO’ stanowić nie mam zamiaru. Chcę przeżyć na twoim ciele, które mi wystawiasz do ‘użytku’, mój własny ‘seks’. Mnie miłość do niczego nie jest potrzebna. Szukam mocnego doznania przyjemności ‘seksu’. Miłość osoby zostaje tu zadeptana na śmierć. Jej wtedy w ogóle nie ma ... Dziwi, że żony tego... nie dostrzegają!? b) Wszystko to dzieje się w totalnym przeciwieństwie do Zamysłu Miłości, z jakim Bóg wychodzi w dniu Sakramentu do Młodej Pary, wprowadzając ich w tejże chwili na teren udostępnionej im odtąd ich intymności płciowej. Bóg wręcza nowożeńcom (tzn.: nigdy narzeczonym, ani tym bardziej jakimkolwiek ‘partnerom’ seksualnym) upoważnienie do wyrażania sobie miłości m.in. poprzez wzajemne przylgnięcie i przytulenie się do siebie, a także podejmowanie aktu zjednoczenia swych dwojga osób jako przypieczętowania swego pobłogosławionego „dwoje-JEDNYM-ciałem” – w komunii miłości, która winna być każdorazowo na oścież otwarta na potencjalność rodzicielską. NIE-zastanawianie się nad mechanizmem działania użytego środka przeciw-rodzicielskiego (jednego z dopiero co wspomnianych – pod ‘a’) jedynie podwaja poczytalność z racji podejmowanych czynów, które same w sobie są „złe w oczach Bożych”, a ponadto są czynami zbrodniczymi. Są one nasycone Krwią Niewinnych. Wspomnianą ‘nie’-wiedzę cechuje w takim wypadku przymiot nie-wiedzy zamierzonej („Lepiej nic dokładnego nie wiedzieć o mechanizmie działania danego środka przeciw-rodzicielskiego, by sobie nie zamącać wygodnego ‘spokoju sumienia’ ...”). Tego rodzaju nie-wiedza pociąga jednak poważny wzrost poczytalności etycznej za podjęte działania, tzn. odpowiedzialności za Życie Człowieka – chociażby nawet w danym cyklu nie doszło do poczęcia. Innymi słowy Bóg pragnie obdarować dwoje ludzi związanych przymierzem Sakramentu Małżeństwa – aktem zjednoczenia ich osób, a nie dwóch ‘seksów’, mimo iż ich jedność zostanie w tym wypadku przypieczętowana pełnym zjednoczeniem dopełnionym w ich płci. Zjednoczenie to może być dopełnione oczywiście tylko w tym jedynym miejscu, jakie w tym celu stworzył Bóg: w pochwie. c) Ci dwoje jednoczą się wtedy z pełnym uszanowaniem zarówno dla struktury podjętego aktu (jeśli ma być zjednoczenie – to nastąpi istotnie rzeczywiste zjednoczenie, a nie jego blokowanie), jak i jego dynamizmu. Ten zaś, tzn. rozwijające się obopólne przeżycie aktu (‘dynamizm’ aktu) otwiera się w samym owym akcie każdorazowo na oścież na potencjalność rodzicielską. Pełne, normalne zjednoczenie małżeńskie staje się zarazem szczególnym, takim uaktywnieniem małżeństwa jako przyjętego Sakramentu: ich „dwojga-Jednym-ciałem” w Obliczu Trójjedynego. Winno ono być przeżyciem opromienionym Bożą Łaską, Bożym Pokojem i Błogosławieństwem. Powinno ono być przeżyciem za każdym razem możliwie świadomie w tej chwili uaktywnianej Łaski Sakramentu. d) Nie dzieje się to jednak automatycznie! Małżonkowie powinni rozwijać się stale w kształtowaniu swego wnętrza w promieniach przyjętego i przeżywanego Sakramentu. Samo zaś bycie-z-sobą w swej intymności domaga się obopólnej pełni subtelności oraz rzeczywistej miłości bliźniego. Niektórzy duchowo do małżeństwa i swego człowieczeństwa niedorośli mężczyźni upierają się przy wydumanym przez siebie twierdzeniu, że w chwili zawarcia ślubu małżeńskiego otrzymują od Boga kobietę-żonę jako ‘żywą rzecz’ do swej wyłącznej dyspozycji. ‘Obowiązkiem’ kobiety-żony jest stawać do dyspozycji na każdą ich zachciankę. Bóg bowiem jedynie na to stworzył kobietę i dał ‘kobietę” mężczyźnie w podarunku, żeby dzięki niej mógł dowoli ‘zaspokajać’ swoje męskie ‘potrzeby seksualne’. Taka postawa pozostawałaby w całkowitej sprzeczności z Wolą Stworzyciela, Stwórcy również małżeństwa. Żona nigdy nie staje się ‘własnością’ męża, ani odwrotnie. e) Znaczy to, że podejmowanie małżeńskiego zjednoczenia płciowego nie może stać się działaniem na zasadzie ‘szastu-prastu’ (tak bywa w przypadku, gdy celem podjętego działania jest ‘seks’, np. w przypadku stosunku przerywanego itp.; celem działania nie jest wtedy nigdy ‘osoba’), lecz zjednoczenie pełne, możliwie pokojowo przedłużone – i zawsze zakończone wyrazami wdzięczności względem siebie wzajemnie, a tym bardziej Boga. On przecież jest Dawcą wszelkiego Pokoju i Radości oraz samej owej podarowanej tym dwojgu możności tak intymnego bycia z-sobą i w-sobie. Innymi słowy celem podjętego aktu (zgodnie z ładem miłości ofiarowanym przez Stworzyciela Małżeństwa) pozostaje zjednoczenie dwojga osób, a nie gorączka zaspokajania anonimowo poszukiwanego i przeżywanego ‘seksu-dla-seksu’. Takie działanie dokonywałoby się pod wpływem pożądliwości i przymusu ‘ciała’, gdzie godność oraz powołanie człowieka jako osoby do życia wiecznego całkowicie schodzi z widnokręgu. Jakiekolwiek eksperymentowanie dla zafałszowania podjętego zjednoczenia, tzn. aktu podjętego gdzie indziej lub w inny sposób, będzie każdorazowo sprzeczne z Bożym ładem osobowego zjednoczenia. Stałoby się to ciężkim sprzeniewierzeniem się przeciw samej istocie małżeństwa jako przymierza osób oraz Sakramentu, ale tym samym i konsekwentnie występkiem przeciw małżeńskiej miłości, która w przypadku małżonków jest przedmiotem ich ŚLUBU miłości, a nie jedynie wyrazem niezbyt zobowiązującej ‘chęci’ kochania. Na przypadek uzasadnionego w oczach Bożych nie-nastawiania się aktualnie na poczęcie, Bóg wyposażył małżonków w stworzony przez Siebie (a nie ‘medycynę’) szczególny dar: biologicznego rytmu płodności. Nauczenie się go w taki sposób, by w razie potrzeby móc korzystać z niego z poczuciem pewności, staje się dla małżonków w wieku rozrodczym obowiązkiem sumienia. Wola osiągnięcia tej wiedzy staje się wtedy z zasady warunkiem przystąpienia do ważnej Spowiedzi świętej. Ta bowiem z istoty swej domaga się decyzji skutecznego wyeliminowania grzechów, jeśliby ci dwoje poczuwali się do grzechów popełnianych przy współżyciu – poprzez stosowanie środków przeciw-rodzicielskich. Zachowania w małżeństwie będące grzechemOto szczegółowe warunki ważnej Spowiedzi świętej w przypadku małżonków, którzy poczuwają się do popełnienia grzechu przy przeżywaniu wzajemnej bliskości. 1. Stosunek przerywany. Konieczne w przypadku nie-stosowania wprawdzie środków technicznych dla zapobiegania poczęciu czy ciąży, ale mimo to podejmowanych działań przeciw-rodzicielskich, jest wyznanie stosunku przerywanego oraz wszelkich odmian form wynaturzonych. 2. Grzechy przeciwne naturze. Konieczne do ważności rozgrzeszenia jest wyznanie grzechów popełnianych ‘przeciw naturze’, tj. uprawianie namiastki stosunku podejmowanego poza pochwą – tym jedynym miejscem, jakie Stworzyciel podarował małżonkom do przeżywania aktu zjednoczenia. Chodzi m.in. o rozpropagowany wynaturzony akt odbywany w ustach, ewentualnie w innych częściach ciała. Akty takie są obiektywnie każdorazowo ciężkim znieważeniem Bożego Dzieła Stworzycielskiego oraz ślubowanej małżeńskiej miłości (zob. wyżej, pod ‘1’, przypis 1 i 2). 3. Technika przeciw-rodzicielska. Konieczne jest pełne wyznanie w przypadku stosowania jakichkolwiek środków technicznych przeciw-rodzicielskich. Chodzi wówczas każdorazowo o grzech ciężki – a z zasady ponadto czyn zbrodniczy przeciw Życiu. 4. Uśmiercenie Poczętego. Stosowanie jakiejkolwiek techniki ‘ochrony-zapobiegania’ oznacza każdorazowo z góry wyrażoną zgodą-akceptacją na zabicie Poczętego. Zupełnie niezależnie od tego, czy w danym cyklu dojdzie do poczęcia, czy nie. W obliczu Bożym liczy się czynem potwierdzona wewnętrzna postawa: Ma być seks (= samogwałt)! Za żadną cenę ma NIE być Dziecka! 5. Niewiedza co do grzechu. Małżonkowie (i nie tylko oni) nie mogą tłumaczyć się wybiegiem, jakoby nigdy dotąd nie słyszeli, iż stosunek przerywany, petting, stosunek wynaturzony, użycie środka przeciw-rodzicielskiego – jest obiektywnie biorąc każdorazowo grzechem ciężkim, a w przypadku środka przeciwciążowego ponadto zbrodnią. Bóg przy takim działaniu głośno krzyczy w sumieniu (por. Rz 2,15). Każdy człowiek jest jednakowo Żywym Bożym Obrazem. Niezależnie od tego, czy o tym wie, czy nie. Bóg ze swoim Żywym Obrazem: mężczyzną i kobietą, prowadzi nieustanny dialog. Również wtedy, gdy to sumienie zostaje świadomie zagłuszane i jest zatwardziałe w złu. Nie-zasięgnięcie autorytatywnej informacji (w razie wątpliwości co do oceny etycznej danego działania) ze względu na to, iż jest to krępujące, lub co gorsza: gdy sumienie podpowiada jasno, iż tu chodzi o grzech ciężki ewentualnie o zbrodnię, przy czym jednak głos ten zostaje świadomie wyciszany-zadeptany – sprawia, że poczytalność w oczach Bożych nie tylko nie ulega pomniejszeniu, lecz wzrasta. Chodzi wtedy o niewiedzę zamierzoną: człowiek woli nie pytać, gdyż dobrze wyczuwa, iż musiałby się wycofać z określonego działania, z którego zrezygnować nie zamierza. Zgodnie z podstawową zasadą etyki: nie wolno podejmować działania w przypadku sumienia ‘wątpliwego’ co do jakości etycznej czynu. 6. Technika użyta przez męża czy żonę. Jeśli małżonkowie pragną uzyskać Boże rozgrzeszenie przez sakramentalne pośrednictwo Kościoła, powinni do ważności Spowiedzi świętej wyznać (w przypadku użytego jakiegokolwiek środka przeciwrodzicielskiego; w przypadku bowiem stosunku przerywanego i pettingu zob. wyjaśnienie wyż. pod '1'): czy środka użył mąż – czy żona, ewentualnie czy oboje ‘zabezpieczyli się’ przed ciążą na sobie właściwy sposób. Chodzi wtedy o jakość grzechu, oraz ponadto zawsze o ‘grzech cudzy’, mianowicie o wymuszenie grzechu, względnie o skuszenie tego drugiego do grzechu. 7. Nie istnieje anty-koncepcja. Dawniej sądzono, że istnieją środki mechaniczne lub chemiczne ściśle tylko antykoncepcyjne, tzn. zapobiegające procesowi poczęcia; stosowane czy to przez mężczyznę (prezerwatywa), czy przez kobietę (różnego rodzaju błony; niektóre środki chemiczne dopochwowe). Tu nie ma w oczach Bożych żadnego usprawiedliwienia np. w rodzaju: „Ja te preparaty sprzedawać muszę; to jest mój zawód; Jest to zawsze kwestia mojego ostatecznego wyboru: czy pragnę kiedyś dostać się do nieba chociażby za cenę ubóstwa i prześladowania z motywu wierności Bogu; czy też wszystko mi jedno teraz (ale na pewno NIE – kiedyś!), gdzie się po śmierci dostanę: do nieba – czy też do wiecznego ... potępienia? 8. Wszystkie techniki są poronne. Trzeba przyjąć do wiadomości, że wszystkie techniki przeciwrodzicielskie są środkami poronnymi. Zaliczają się tu zarówno środki mechaniczne: wkładka domaciczna (IUD, dokładniej: IUAD: intra-uterine-abortifiant-device; wkładki nowej generacji są mechaniczno-hormonalne), jak tym bardziej wszelka chemia hormonalna (tabletki-pigułki doustne, zastrzyki, preparaty podskórne, plastry itp.). Osoba działająca bierze wtedy każdorazowo na sumienie odpowiedzialność za Życie Nowego Człowieka w każdym cyklu. Niezależnie od tego, czy w danym cyklu poczęcie nastąpi, czy nie. Środki te wywierają bowiem zawsze działanie przynajmniej ‘między innymi’ poronne. Jest ono wyraźnie zamierzone przez producentów. Informacje zaś reklamowe, iż chodzi tu o środek np. jedynie ‘hamujący-blokujący owulację’ [Ovulationshemmer] są kłamstwem reklamowym, obliczonym na zmylenie czujności potencjalnych klientów (zob. do tego m.in. Evangelium Vitae, 11.58). 9. Wyznanie okoliczności. Jest jasne, że w przypadku stosowania jakiegokolwiek środka poronnego trzeba przy Spowiedzi świętej tak przedstawić użyty środek, żeby spowiednik się zorientował, o jakiego rodzaju grzech chodzi w danym przypadku. Gdyby spowiednik nie był zanadto zorientowany co do mechanizmu działania użytego preparatu (co nietrudno może się zdarzyć), powinien poinformować go o tym sam penitent. Mocą Prawa Bożego spowiednik musi wiedzieć, z jakiego rodzaju grzechu rozgrzesza, oraz z ilu grzechów udziela rozgrzeszenia. Spowiednik spełnia bowiem w Sakramencie Pokuty funkcję Sędziego w imieniu Boga. Stąd konieczność wyznania m.in. czasu, odkąd ci dwoje korzystają z użytego środka. Oczywiście pod warunkiem, że penitent wyraża decyzję definitywnego zaniechania owych grzechów i zbrodni, tzn. definitywnego odstawienia jakichkolwiek środków przeciw-rodzicielskich. Penitent nie może się usprawiedliwiać swoją niewiedzą co do medycznego mechanizmu działania stosowanego środka. Tym bardziej nie jest usprawiedliwieniem w oczach Bożych deklaracja w rodzaju: „Wolę o tym nie wiedzieć; Nie muszę tego wiedzieć; Nie jestem lekarzem; Nie jestem obowiązany do dokładnej wiedzy w tym względzie; Nic mnie nie obchodzi jak to się stanie, ważne żeby Dziecka nie było ...”. Wszelkie tego rodzaju wymówki świadczą z góry o złej woli i niewiedzy zawinionej, tzn. zamierzonej. Ta zaś jedynie podwaja zaciągniętą poczytalność moralną oraz winę. 10. Czas stosowanej techniki. Do ważności Spowiedzi świętej trzeba wyznać, przez jaki czas ci dwoje stosują dany środek poronny, jak to dopiero co przypomniano (§ 9). Stosowanie środka poronnego przez 1 rok równa się potencjalnemu zabójstwu 12 Poczętych (ok. 12 cyklów w ciągu 1 roku). Środek poronny stosowany przez 5 lat oznacza gotowość i poczytalność przed Bożym Obliczem za zabicie ok. 60 Poczętych (5 lat x 12 cyklów). Chociażby nawet w żadnym cyklu nie doszło do poczęcia. Samego w sobie ‘poczęcia’ oczywiście ... ‘nie widać’. Użyte tabletki, spirala, prezerwatywa itp. prowadzą do pozbawienia życia tego Poczętego zbyt wcześnie, by nawet matka zdążyła się zorientować, że – i czy nastąpiło poczęcie. Sam jednak fakt, iż ciąży ‘nie widać’, nie znaczy, że poczęcie w tym cyklu nie nastąpiło... Prawda w całej pełni ujawni się w chwili przekraczania progu wieczności. W momencie zaś samego działania – o odpowiedzialności moralnej decyduje wola grzesznika, któremu zależy na ‘skuteczności’ użytego środka – obojętne za jaką się to dzieje cenę. Ważne, żeby ciąży nie było (‘widać’). 11. Odstawienia użytej techniki. Do ważności Spowiedzi świętej należy decyzja natychmiastowego odstawienia tabletki-pigułki itd. (uwaga: krwawienie pojawiające się w parę dni po odstawieniu tabletki – NIE jest miesiączką! Może ono iść w parze z właśnie się odbywającą owulacją). 12. Zadośćuczynienie. Piątym warunkiem ważnej Spowiedzi świętej jest zadośćuczynienie ‘Bogu i bliźnim’. Przed uzyskaniem rozgrzeszenia trzeba wyraźnie prosić swego Poczętego-Zabitego (względnie: Poczętych; chociażby zgładzonych jedynie ‘potencjalnie’) o przebaczenie. Trzeba te Dzieci przeprosić za ich zgładzenie i poprosić, żeby modliły się do Boga za matkę, ojca, lekarza, personel w aptekach, który te środki sprzedaje, za tych którzy je produkują, a być może nigdy z grzechów ‘cudzych’ i współpracy w dokonywaniu zbrodni cudzej się nie spowiadają. Łudzą się oni, iż mogą spokojnie przystępować do Eucharystii; dopóki sami nie staną przed Chrystusem-Sędzią ... 13. Nauczyć się rytmu płodności. Jest to kolejny warunek rzeczywistego uzyskania rozgrzeszenia. Chodzi o wprowadzoną w życie decyzję nauczenia się Bożego daru biologicznego rytmu płodności w taki sposób, by o tym Bożym rozwiązaniu swego problemu nie tylko ‘słyszeć’ i powiedzieć (np. kapłanowi): „Ja o tym dawno wiem: owocem ‘Metody’ stało się kolejne Dziecko...”, lecz by z tego Bożego daru przy układaniu swych zbliżeń móc rzeczywiście twórczo korzystać – oczywiście jeśli i na ile istnieją liczące się w oczach Bożych powody dla odłożenia poczęcia ‘na później’. Małżonkowie nie mogą uchylać się od zadawania sobie co jakiś czas zasadniczego pytania związanego z samym celem Sakramentu Małżeństwa oraz z ofiarowaną Bogu w dniu ślubu małżeńskiego swoją otwartością na rodzicielstwo: „Boże Ojcze, jakie jest oczekiwanie Twoje – na teraz – odnośnie do naszej zdolności rodzicielskiej”? Odpowiedzialność za autentyczny wykład NPR14. Bóg jest zbyt ‘uczciwy’, by zmuszać kogokolwiek do poczęcia nowego Dziecka. Stworzył On mężczyznę i kobietę w taki sposób, że informuje każdorazowo z precyzją niemal do minuty, czy dziś istnieje możliwość poczęcia, czy też poczęcie w dniu dzisiejszym jest wykluczone. Rzeczą człowieka, czyli jednym z zadań dwojga ludzi jako małżonków pozostaje i to: Bożego Daru biologicznego rytmu płodności trzeba chcieć się nauczyć. W tym celu należy sięgać po wiedzę w tym zakresie tam, gdzie jej można zaczerpnąć bez jej zniekształceń. Przeciętny Czytelnik, a nawet osoby po studium w Instytutach Rodziny, mogą nie zdawać sobie sprawy, jak dalece sprawy te w zdawałoby się kompetentnych ośrodkach Poradnictwa mogą być manipulowane i arbitralnie przeinaczane. Dzieje się to nierzadko przy najlepszej dobrej woli zatrudnionego tam personelu. Można by jedynie podkreślić i przypomnieć, że w tak ważnych sprawach – wprowadzanie arbitralnych zmian przy wdrażaniu w określone metody, których ktoś sam nie wypracowywał i nie dokumentował, jest czymś niedopuszczalnym, jeśli nie wręcz zbrodniczym. Mąż ponad wątpliwość dostosuje się do rytmu płodności małżonki, jeśli ta będzie go obdarzała poczuciem pewności w tym zakresie. Ilekroć żona sama nie wie, czy poczęcie dziś może nastąpić czy nie, dochodzi niemal w 100% do upadku ich obojga. Większa odpowiedzialność ciąży wtedy jednak na kobiecie-żonie, której np. nie chce się ‘chcieć’ – rzeczywiście się nauczyć rytmu płodności. Kobieta potrafi dla podbudowania swej wrodzonej odrazy do podejmowania obserwacji i ich notowania wymyślać coraz inne pseudo-argumenty, byle oczekiwaną decyzję odsunąć na ‘nie wiadomą przyszłość’. Mąż powinien jako mąż służyć małżonce w takich okolicznościach prawdziwie małżeńską zachętą w tym względzie: w zrozumieniu metody naturalnej (tzn. odpowiadającej godności małżonków jako osób wezwanych do życia wiecznego), oraz w systematycznym prowadzeniu notatek z przebiegu cyklu. „Metoda Billingsa” (MOB)15. Autor niniejszego tekstu zaleca z całym przekonaniem i zgodnie ze swą wiedzą (międzynarodowa współpraca w tym zakresie od roku 1956), by nauczyć się i stosować w swym małżeństwie ‘Metodę Owulacji (wg prof.) Billingsa’ (= MOB). Jest ona perspektywiczna – i wbrew opiniom osób, które jej dobrze nie znają, nie wymaga regularności cyklów, ani zdrowia ginekologicznego. Metoda ta przyszła do szeregu krajów Europy wraz z jej ściśle naukową dokumentacją przez autora niniejszego tekstu. Warunkiem korzystania z MOB jest oczywiście stosowanie jej w jej autentycznej formie – bez jej kombinacji z elementami czerpanymi z innych metod. W przypadku jej arbitralnego ‘ubogacania’ o elementy zaczerpnięte z innych metod należy uczciwie wyznać, że będzie chodziło już nie o ‘MOB’, lecz o metodę nową, wykombinowaną przez indywidualną, nie upoważnioną osobę. Osoba ta nie będzie w stanie przedstawić jakiejkolwiek dokumentacji naukowej dla owego, przez siebie arbitralnie utworzonego ‘zlepku metod’. Tak utworzonej ‘metody’ nie wolno już wiązać z nazwiskiem prof. John Billingsa. Uczciwość i odpowiedzialność wymaga, by wszelką ‘zmodyfikowaną metodę’ rzekomo ‘Billingsa’ – przekazywać pod inną nazwą: pod swoim nazwiskiem. Uwagi te dotyczą m.in. przeszczepianej do Polski z USA (z Creighton University; prof. Thomas Hilgers) rzekomo ‘ulepszonej’ metody Billingsa w formie „CrMS”, wykorzystywanej dla wstępnej diagnostyki w przypadku poznawania przyczyn niepłodności małżeńskiej. Metoda prof. Hilgers'a jest w rzeczywistości całkowitym zniekształceniem i regresem w stosunku do autentycznej MOB (zob. poniżej link do kompetentnego opracowania porównawczego, napisanego przez samego prof. John Billingsa w nawiązaniu do nieprawdopodobnych zniekształceń przez siebie przeprowadzonych badań, jakich dokonał prof. Thomas Hilgers, jego były współpracownik. Zob. do tego link z międzynarodowej urzędowej strony Metody Billingsa: A oto Informacja dla osób poszukujących nie zniekształconego wykładu o MOB, cieszącego się ponadto aprobatą Międzynarodowego Centrum Metody Billingsa: Niekompetentne wypowiedzi na temat etyki zachowań16. Wypowiedzi niektórych lekarzy itd. na temat etyki małżeńskiej, a nawet ściśle medycznego działania zalecanego lub przepisanego przez nich środka dla zapobiegania ciąży, mogą okazać się zdecydowanie nie-miarodajne. Zdarza się, że lekarz wprowadza małżonków w istotny błąd – zarówno z punktu widzenia etycznego, jak i medycznego. Spowiedzi nieważne i świętokradzkie17. Spowiedź święta staje się nieważna i świętokradzka z dwóch powodów: W takiej sytuacji rozgrzeszenie nie dociera do penitenta, chociażby spowiednik nieświadom zatajonego grzechu – wypowiedział formułę rozgrzeszenia. Dopóki wówczas penitent nie odprawi Spowiedzi świętej ‘generalnej’, tzn. obejmującej wszystkie grzechy ciężkie popełnione od czasu ostatniej ważnej Spowiedzi, wszystkie następne Spowiedzi i Komunie święte pozostają konsekwentnie nieważne i świętokradzkie. Wola nie-grzeszenia więcej18. Nie ma rozgrzeszenia z grzechu ciężkiego ‘tylko na ten jeden raz’, np. z racji jakiejś uroczystości, kiedy to ‘wypada’ przystąpić do Komunii św. (np. w przypadku Pierwszej Komunii świętej, pogrzebu, ślubu itp.). Decyzja nie-grzeszenia musi być podjęta przy każdej Spowiedzi świętej jako akt definitywny. Chociażby penitent był świadom swej słabości moralnej i przewidywał, że w obranej postawie bardzo prawdopodobnie długo nie wytrwa. Przy otrzymywaniu rozgrzeszenia liczy się szczera postawa woli w tej chwili: aktualnie dokonanego wyznania grzechów i wzbudzonej decyzji nie-grzeszenia więcej. Świadomość własnej słabości moralnej i niemal pewność co do ponownego zgrzeszenia, być może w bardzo niedalekiej przyszłości, nie przeszkadza w tym, że aktualnie wola z całą szczerością jest zdecydowana nie grzeszyć już definitywnie. Poczucie własnej nędzy moralnej w Obliczu Bożym każe jedynie prosić z tym większą żarliwością i ufnością o pomoc m.in. Niepokalanej i swego Anioła Stróża w skutecznym wytrwaniu w dobrych postanowieniach. Sterylizacja ...19. Poddanie się sterylizacji w tym celu, żeby już nie dochodziło do poczęcia, jest zawsze grzechem ciężkim. Zarówno gdy chodzi o mężczyznę, jak i kobietę. Kobieta sterylizowana (np. przez zabieg przecięcia i podwiązania jajowodów) powinna zdawać sobie sprawę, że w 3-5% przypadkach w jakiś czas potem może nastąpić ponowne poczęcie (w tylu procentach przypadków następuje ponowne udrożnienie jajowodów i ponowna możność poczęcia. W takiej sytuacji rozwija się zwykle ciąża jajowodowa, która często kończy się dramatycznie nagłymi bólami i krwotokiem). U sterylizowanego mężczyzny możność poczęcia utrzymuje się nadal jeszcze przez ok. pół roku. Fakt poddania się tego rodzaju operacji trzeba przy Spowiedzi świętej wyznać – do jej ważności. Małżonkowie po chirurgicznej sterylizacji powinni nadal kierować się biologicznym rytmem płodności, jeśli w ich przypadku istnieją powody, liczące się w Bożej ocenie, dla odłożenia kolejnego poczęcia. Uwagi etyczne odnośnie do pobierania gamet20. W nawiązaniu do leczenia niepłodności małżeńskiej należy przypomnieć z punktu widzenia etycznego: 21. Zapłodnienie ‘in vitro’. W procesie technologii sztucznego zapłodnienia „in vitro” (w próbówce) używa się niemal z zasady nasienia, które pochodzi z różnych ‘źródeł’. Nasienie jest przechowywane w ‘Banku Nasienia’. Samym zabiegiem takiego zapłodnienia i kojarzenia gamet zajmują się często nie lekarze, lecz weterynarze. Polskie Ministerstwo Zdrowia daje w swej odpowiedzi dla takiej procedury pełne ‘zielone światło’ (7.VI.2010: Ministerstwo Zdrowia. Zob.: http://www.contrainvitro.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=198:ministerstwo-zdrowia-weterynarz-moze-zajmowac-sie-ludzmi&catid=12:newsy&Itemid=10 ). Dla kobiety-żony procedury i techniki stosowane przy sztucznym zapłodnieniu wiążą się nie tylko z grzechami ciężkimi, lecz wielorakimi zbrodniami – przy okazji zwykle wielu innych zabitych Dzieci (zwykle ok. 30 kojarzonych gamet). Pracownik-technik od ‘in vitro’ musi dysponować wieloma gametami, aż wreszcie uda mu się ‘wyhodować’ jakąś zygotę: Dziecko-Człowieka, tzn. zygotę która przeżyła wielorakie krańcowo ryzykowne progi technologiczne, których pozostałe zygoty (= zygota: pierwsza komórka Człowieka po połączeniu się garniturów chromosomalnych plemnika i komórki jajowej; Człowiek-osoba na etapie przed zagnieżdżeniem w macicy) nie zdołały przeżyć. Ta dopiero zygota zostaje następnie wszczepiona w błonę śluzową macicy – w nadziei, że być może ... przeżyje i będzie się dalej pomyślnie rozwijała. Dzieje się to zatem każdorazowo poprzez zwłoki innych, uprzednio zabitych Małych Ludzi. Odpowiedzialność i poczytalność w oczach Bożych za ‘in vitro’ dotyczy oczywiście nie tylko kobiety-żony, ale w równym stopniu jej męża, który na ten zabieg wyraża zgodę, oraz wszystkich ‘techników’ zoologicznych i medycznych, bez których udziału zabieg by się nie potoczył. Innymi słowy z Bożego punktu widzenia nie ma możliwości uciekania się do ‘technicznego’ doprowadzenia do ciąży – wbrew, lub na przekór Bożej Drogi doczekania się Potomstwa. Zaistnienie Dziecka winno stać się owocem wyrastającym niemal ‘ubocznie’ na drodze wzajemnego oddania się sobie męża i żony jako osób, które związały się dozgonną miłością otwartą na życie. Niezależnie od wspomnianych zabiegów: próby doprowadzenia do sztucznego zapłodnienia, Dziecko nie może być potraktowane jako ‘środek’ dla osiągnięcia np. samozadowolenia małżonków z faktu, iż wreszcie stali się rodzicami. Dziecko winno być „chciane dla niego samego”, jak i Bóg chce człowieka dla niego samego: „Trzeba, ażeby w to chcenie Boga włączało się ludzkie chcenie rodziców: aby oni chcieli nowego człowieka, tak jak go chce Stwórca” (LR 9). Obszerniej w razie zapytań na temat sztucznych zabiegów dla wymuszonego doprowadzenia do poczęcia wbrew Bożemu Zamysłowi Miłości – zob. dwa Dokumenty Stolicy Apostolskiej do tego zagadnienia: Małżeństwo a przeglądanie ‘porno’22. Ściśle ze Spowiedzią Sakramentalną małżonków w nawiązaniu do VI i IX Przykazania wiąże się przeglądanie czy to przez mężczyznę-męża, czy kobietę-żonę treści erotycznych, jeśli nie wręcz pornograficznych. Treści takie są dziś przeobficie dostępne w coraz innych środkach masowego przekazu: telewizji, wideo, w ilustrowanych magazynach ‘porno’, w internecie, a z kolei w coraz bardziej nowoczesnych urządzeniach przenośnych jak telefon komórkowy, iPod, iPad, Smartfony itd. Trzeba jasno stwierdzić, że na mocy Bożego Przykazania i wypowiedzi Syna Bożego Jezusa Chrystusa zapisanych w Ewangeliach (chociażby np. Mt 5,28: „... Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa”) – przeglądanie treści erotyczno-pornograficznych staje się każdorazowo grzechem – obiektywnie ciężkim. Dotyczy to nie tylko dzieci i młodzieży, żądnych spraw związanych z ‘seksem’, lecz na równi osób starszych, nie wyłączając mężczyzn i kobiet żyjących w małżeństwie, a także dziadków. Przeglądanie treści ‘porno’ prowadzi bardzo łatwo do uzależnienia, bez którego trudno komuś żyć. Człowiek taki staje się coraz mniej ... człowiekiem. Szatan niszczy godność osobową ‘na raty’, ale systematycznie, osładzając swoją destruktywną działalność zatrutym miłym smakiem. Jest to wciąż taka sama ‘metoda’ uwodzenia, jaką szatan zastosował wobec pierwszych rodziców w raju. Przeglądanie obrazów ‘porno’ i erotyki kończy się zwykle podnieceniem, które niemal nieuchronnie wiedzie do masturbacji – i głębokiego poniżenia człowieka w jego własnej samo-świadomości. Warunki rozgrzeszenia z grzechu ‘porno’ są dokładnie takie same, jak w przypadku każdego innego grzechu ciężkiego. Penitent musi ukształtować w sobie decyzję stanowczego ‘nie’ odtąd – w tym z kolei zakresie życia. Spowiedź nie będzie integralna-pełna, i być może nie będzie ważna, dopóki dana osoba nie wypracuje u siebie postawy nie tylko wypowiedzianego, lecz w czyn wprowadzonego: ‘nigdy nie kliknę’ ikonki, za którą kryje się porno lub erotyka. Wypracowanie w sobie takiej postawy jest koniecznością. Chociażby pokusa ponownego przeglądania coraz bardziej wyrafinowanych zwyrodnień seksualnych, ukazywanych na takich stronach jako w pełni zrozumiałe, normalne wyrazy miłości, co do których Bóg i Kościół absolutnie nie ma nic do powiedzenia – była nieodparta. Nikt też z mężów, lub na odmianę żadna małżonka – nie może się powołać na swą ‘oziębłość’; ani na argument, iż dopiero po uzyskaniu odpowiedniego stopnia podniecenia poprzez nasycenie się obrazami ‘porno’ ma szansę przeżycia w jakiejś mierze bliskości małżeńskiej ze współmałżonkiem. Do grzechu przeciw VI-mu Przykazaniu dołączyłby się wtedy typowy grzech podeptania ślubowanej miłości bliźniego względem tego drugiego w małżeństwie. Osoba nasycona ‘porno’ postrzegałaby wtedy osobę współmałżonka – w pełni bezhonorowo, już tylko jako (przypadkowo) żywy obiekt dla uzyskania bardziej intrygującego przeżycia masturbacji. Byłaby to oczywiście rzeczywistość całkowicie sprzeczna z Bożym Zamysłem Miłości – wzajemnego osobowego oddania tych dwojga jako ich „dwoje-JEDNYM-ciałem”, układającego się na drodze ich małżeńskiej komunii jako drogi podążania we dwoje, wraz z ich dziećmi, do „Domu Ojca”. Jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że natrafił na obrazy co prawda ‘porno’ czy ‘erotyki’, lecz poznanie zawartej tam treści tekstu itd. wydaje się potrzebne dla ogólnego dokształcenia względnie odpowiedzialnego zabrania głosu w razie dyskusji, powinien zrazu odłożyć dalsze przeglądanie napotkanego tekstu względnie obrazów. Następnie zaś – po całkowitym wyciszeniu swego ciała i ducha, po oczyszczeniu intencji, iż spróbuje tę treść przestudiować nie z pożądliwości, lecz dla dokształcenia i poszerzenia swej wiedzy, po zwróceniu się w modlitwie np. do Niepokalanej i św. Michała Archanioła o pomoc w zachowaniu czystej intencji oraz trwaniu w tej sytuacji w wierności Bożemu Przykazaniu – może przystąpić do przestudiowania tego zagadnienia jeszcze raz – tym razem uzbrojony w oczyszczoną intencję i decyzję pozostawania w wierności Bożemu Oczekiwaniu względem siebie. DOPOWIEDZENIA23. Czyn ‘dobry-zły’: ‘intencja’ a przedmiot czynu. UWAGA. W nawiązaniu m.in. do książek i strony internetowej Ojca Kapucyna – Ksawerego KNOTZ’a, oraz ‘Imprimatur’ udzielonego jego słynnej książce: „Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga” [Wyd.: Święty Paweł, Częstochowa 2009; Imprimatur: Bp Jan Wątroba] prosi piszący tutaj autor [ks. PL] o łaskawe przeczytanie chociażby uwag zamieszczonych w końcowym rozdziale niniejszej strony, tj.: cz.VII, rozdz.3, § H, pkt 6. a) Kompetencje teologów-moralistów: z wypowiedzi Jana Pawła II „Dla określenia tożsamości teologii... istotne jest uznanie jej głębokiej więzi z Kościołem, z jego tajemnicą, jego życiem i misją ...” (VSp 109). b) Kryteria uznania czynu za „dobry” „... Powodem zaś, dla którego nie wystarczy dobra intencja, ale musi za nią iść prawidłowy wybór czynów, jest fakt, że ludzki czyn zależy od swego przedmiotu, to znaczy od tego, czy może on zostać skierowany ku Bogu, ku Temu, ‘który sam jest dobry’, i czy w ten sposób prowadzi osobę ku doskonałości. c) Podstawowe założenie – 1. W przypadku zgodnie z wewnętrznym ładem podjętego aktu zjednoczenia (przy pełnym uszanowaniu jego struktury i dynamizmu), celem oraz przedmiotem działania jest dokonujące się wtedy zjednoczenie osób męża i żony. Wymogiem ładu miłości jako uaktywnianego wtedy Sakramentu Małżeństwa jest działanie z pełnią subtelności i uwagą skierowaną na godność i powołanie osoby (własnej i tego drugiego) ku dobru, które będzie mogło liczyć się w życiu wiecznym. Stąd wymóg podejmowania zjednoczenia w stanie Łaski uświęcającej i w duchu „bojaźni Chrystusowej” (Ef 5,21), tzn. bezwzględnego stawiania Chrystusa na pierwszym miejscu (zob. np. Mt 10,37-40; Łk 14,26). Taki dopiero podjęty – nie ‘stosunek-kopulacja’, lecz akt rzeczywistego zjednoczenia małżeńskiego staje się godny człowieka, godny Sakramentu i wezwania tych dwojga do życia wiecznego. – 2. W przypadku uprawiania ‘seksu’, celem podjętych działań nie jest osoba tych dwojga. Uwaga skupia się na ... seksie, zwykle z wymuszeniem na nim maksimum przeżycia. Podjęte wtedy działania – ze względu zarówno na jakość użytego ‘przedmiotu’ (np. działania przeciw-rodzicielskiego, nierzadko wynaturzonego ...) w żaden sposób nie mogą być „przyporządkowane ostatecznemu celowi”, ani tym bardziej „zwrócone ku Bogu poprzez miłość” (zob. wyż.: VSp 78; – Przedmiot czynu). Tutaj tkwi powód, dla którego uprawianie ‘seksu’ – jest grzechem. Jest grzechem obiektywnie zawsze ciężkim, a w przypadku sięgania po którykolwiek z środków poronnych (tak bywa najczęściej; środki jedynie przeciw-poczęciowe nie istnieją!) – ponadto zbrodnią ‘na wyrost’ wyrażonej zgody na zabójstwo, chociażby tylko potencjalnie poczętego Dziecka. Uprawianie ‘seksu’ jest każdorazowo zadeptywaniem ślubu małżeńskiej miłości. Istotą miłości winno było być stawanie się takim obopólnym darem-osobą, który by w kontynuacji przyjętego Sakramentu wiódł do życia wiecznego. d) Seks oralny e) Pocałunek ‘głęboki’ f) O czytanie uważne i modlitewne ... g) Tu problemy ujęte tylko w punktach 24. „Małżonkom wolno ‘wszystko’, byle zakończyli stosunkiem” Z tak sformułowanym sloganem jako ‘zasadą moralną’ można się nietrudno spotkać. Powiela ją czasem również wielu ... Nauczycieli Wiary. Same już jednak przytoczone fragmenty dokumentów Magisterium Kościoła każą tę ‘zasadę’ poważnie uściślić. Jest rzeczą jasną, że ani Bóg, ani tym bardziej Kościół nigdy nie wymusza na nikim kierowania się Bożym Prawem. Ewangelizacja to przemawianie do wolnej woli
(władzy samo-stanowienia) ludzkiej osoby. Co nie znaczy, jakoby samo w sobie kierowanie się Bożymi Przykazaniami było rzeczą, którą równie dobrze można akceptować, albo i ignorować. Nauczanie Kościoła „cum Petro et sub Petro” cieszy się pewnością wiary, że za nim stoi i je pieczętuje sobą jako Prawdą Objawienia sam Jezus Chrystus. Poniżej pragniemy uściślić wyżej przytoczony, nierzadko pochopnie wygłaszany slogan moralny odnośnie do tego, co „małżonkom ... wolno” ... a) Formy wynaturzone. W małżeństwie trzeba z góry wyeliminować wszelkie formy wynaturzonego uprawiania ‘seksu’. W grę wchodzi przede wszystkim ‘seks analny’ (w odbycie). Nawet gdyby ci dwoje się zarzekali, że potem dodatkowo podejmą stosunek ... w pochwie. b) Seks oralny. Na tej samej zasadzie: przekreślenia struktury i dynamizmu aktu, trzeba z góry odrzucić samą nawet myśl o podejmowaniu ‘seksu oralnego’. Uzasadnienie podano wyżej – łącznie z linkiem do obszerniejszej argumentacji – w ostatnim rozdziale niniejszej strony (zob.: „Jeszcze raz: seks oralny”). c) Pocałunek głęboki. Niemało również powiedziano tu o ‘pocałunku głębokim’, tzn. z językiem w ustach. Pomimo iż wiele osób wpada niemal w szał, gdy kapłan ośmiela się występować przeciw tej praktyce, trudno ją ocenić inaczej, jak to już wystarczająco jasno wyżej przedstawiono w niniejszym artykule (dokładniej zob.: ‘Pocałunek głęboki’ – oraz: Przypis 2. Pocałunki - ad ‘c’). d) Praktyki przeciw-rodzicielskie. Jest rzeczą oczywistą, że małżonkowie, którzy przeżywają swoje życie małżeńskie jako uczniowie Chrystusa, nie mogą przejść na stosowanie jakichkolwiek form działań przeciw-rodzicielskich. e) Stosunek przerywany. Taka sama ocena moralna dotyczy stosunku przerywanego. W odróżnieniu od stosowania przy współżyciu technik przeciw-rodzicielskich, sam w sobie stosunek przerywany oczywiście nie narusza życia Poczętego. „Ja cię nigdy nie kochałem i nadal cię nie kocham! Wykorzystuję twoje ciało, bo mi je udostępniasz. Doznanie masturbacji jest w ten sposób bardziej intrygujące. Rozkoszy seksualnej muszę doznać ja! Na to cię przecież ‘mam’! Jak bardzo potrzeba przed ślubem ustalać we wszystkich detalach m.in. jakość przeżywania chwil małżeńskiej intymności! Jeśli żona mężowi przed ślubem pozwala ‘na wszystko’ i oboje sami nie wiedzą, co to znaczy: małżeństwo-Sakrament, przygotowują sobie z góry piekło na ziemi, a ważność ich słowa danego Bogu może stanąć pod znakiem zapytania. f) Najpierw petting. Niektórzy małżonkowie zamierzają co prawda zakończyć sesję swojej intymności aktem pełnego współżycia. Najpierw jednak planują jeszcze przeżyć orgazm – raz, lub parokrotnie, niezależnie od zamierzonego zakończenia podejmowanych pieszczot pełnym stosunkiem. W tym celu pobudzają się najpierw i doprowadzają do szczytu poprzez uprawianie zaawansowanego pettingu – nie jako wstępnej pieszczoty wiodącej do zjednoczenia, ale jako ‘seksu-dla-seksu’. Dopiero potem, po doznaniu rozkoszy raz lub parokrotnie, przystępują ponadto wreszcie również do pełnego zjednoczenia płciowego. g) Trening orgazmu. Na pewno głęboko niemoralne są wszelkie ‘treningi’ seksualne, podejmowane przez niektórych młodzieńców, ale również już mężczyzn-mężów. Za pomocą coraz innych sztuczek, a ponadto preparatów chemicznych – wymuszają na swoim ciele zdolność wielokrotnego orgazmu. Usiłują w ten sposób zaimponować żonie, albo dopiero narzeczonej – potęgą swojej ‘potencji’. h) Impotencja. W przypadku impotencji, która może być uwarunkowana różnymi czynnikami, nie należy uznawać tego stanu za tak wielki rodzaj ‘zła’, który by przesłaniał widoczność samego Boga i swojej godności osobowej. Przeżywający swą impotencję płciową sięgają w takiej sytuacji nierzadko po całkiem nieproporcjonalne starania, by za wszelką cenę wyeliminować swój przykry stan. Wymuszają na swym ciele za wszelką cenę możność przeżywania szczytowania, stosując coraz inną chemię za chemią. 25. Małżeństwo: święty Sakrament Małżeństwa Kapłanowi nie wypada wchodzić w dalsze, szczegółowe sposoby podejmowania wyrazów małżeńskiej czułości. Odwołuje się on wciąż do podstawowych zasad dla oceny moralnej wyrazów intymności małżeńskiej. Mimo to wypada podkreślić jeszcze szereg nasuwających się szczegółów w nawiązaniu do intymności małżeńskiej. a) Sakrament przekazywania Odkupienia b) Boży umiar w wyrazach czułości. c) Dni powściągliwości. d) Pieszczota w dniu bez współżycia. 26. „Łoże nieskalane ...” (Hbr 13,4) Na koniec kilka wypowiedzi zaczerpniętych ze Słowa-Bożego-Pisanego w nawiązaniu do małżeństwa i seksualności ludzkiej osoby. Są one stałym tłem dla wypracowania i ugruntowania Chrystusowej, Bożej wizji małżeństwa i zróżnicowania płciowego człowieka. 1. Wciąż aktualne, również w przypadku małżonków względem siebie, pozostaje poważne słowo samego Odkupiciela, Jezusa Chrystusa: „Słyszeliście, że powiedziano: ‘Nie cudzołóż’. A Ja wam powiada: Każdy, kto 2. Końcówka ‘Listu do Hebrajczyków’ zawiera znamienne słowa o małżeństwie, ale tym samym i małżeńskich odniesieniach: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, 3. W swym ‘Liście do Efezjan’, gdzie św. Paweł ukazuje Chrystusa jako Oblubieńca-z-Krzyża, ukazując Go zarazem jako Nauczyciela małżeńskiej miłości, która daje siebie na ofiarę ku dobru zbawczemu oblubienicy, poucza Apostoł Narodów zarazem, że małżonkowie powinni odnosić się do siebie na zasadzie „bojaźni Chrystusowej”, czyli tak, żeby stylem swych odniesień stale wyrażali miłość do Chrystusa: „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej ...” (Ef 5,21). Oraz: „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo,
aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. 4. A jakże można by pominąć w tym kontekście mocne słowa św. Pawła z jego „Pierwszego Listu do Koryntian”, które przytoczyliśmy na naszej stronie już niejednokrotnie: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani .... nie odziedziczą Królestwa Bożego” (1 Kor 6,9n; zob. też: Rz 1,21-32). Św. Paweł przedstawia tutaj Bożą, ale i ludzką, nadal w pełni aktualną ocenę m.in. homoseksualizmu oraz odniesień lesbijskich. Prawo Boże moralne naturalne, czyli odpowiadające godności człowieka jako osoby, jest niezmienne, powszechne i niezależne od przemian kulturowych. Niezmienny jest bowiem Bóg, którego Obrazem i Podobieństwem jest każda ludzka osoba. A tylko człowiek może rozwijać to swoje bycie-Bożym-Obrazem, ale też poniżać je i kalać. 27. ‘Krzyż’ związany z małżeństwem-rodziną A oto słowo Błog. Jana Pawła II do małżonków: o ich życiu na co dzień. Życie w małżeństwie i rodzinie nie może być pozbawione ‘krzyża’. Bo i sam Syn Boży, Najniewinniejszy Odkupiciel człowieka, dokonał swego życia jako Ofiara przebłagalna ... na drzewie Krzyża, drzewie naszego zbawienia. Stąd też Błog. Papież Wojtyła pisze w swej „Adhortacji Apostolskiej Familiaris Consortio”: „... Tak samo sprawą pedagogii Kościoła jest, by małżonkowie przede wszystkim jasno uznali naukę zawartą w Encyklice ‘Humanae vitae’ jako normatywną dla ich życia płciowego i szczerze usiłowali stworzyć warunki konieczne dla zachowania tych zasad. Przypis 1. – Petting[1]. Petting Ze względu na raz po raz docierające pytania w tym zakresie podejmujemy próbę ich wyjaśnienia. a) Petting jest to pieszczota podejmowana na narządach płciowych, które ci dwoje doprowadzają do pobudzenia – z zasady jako formę zastępczą zamiast normalnego współżycia płciowego. Dzieje się to zatem zwykle w takim dniu, w którym pojawiają się sygnały możliwości poczęcia, na które ci dwoje aktualnie się nie nastawiają. b) Bardzo łatwo wyrafinowaną formą pettingu może stać się tzw. pocałunek ‘głęboki’. Szczególnie gdy towarzyszą mu pobudzające ruchy i dotyki. Mowa o tym będzie niebawem poniżej – zob. przyp. ‘2’. c) Zupełnie inną funkcję spełnia pieszczota genitalna we wstępnej fazie aktu, gdy zatem ci dwoje zamierzają przypieczętować swoją więź pełnym zjednoczeniem płciowym. W takiej sytuacji pieszczota na narządach płciowych nie ma charakteru pettingu, lecz przygotowuje dokonujące się stopniowo normalne, pełne zjednoczenie. Przypis 2. – Pocałunki[2]. Pocałunki Pocałunki bywają bardzo różne. Inny charakter przysługuje pocałunkowi, gdy pozostaje on istotnie pocałunkiem, a inny, gdy zmierza do wyzwolenia podniecenia, nierzadko dodatkowo potęgowanego pobudzającymi dotykami. O zróżnicowaniu etycznym ‘pocałunków’ świadczą nierzadko wypowiedzi młodzieży, gdy sposób całowania zdążył wywołać u nich wyrzuty sumienia. a) Ujmowanie narządów płciowych wprost ustami w celu ich pobudzenia działa z zasady silnie podniecająco. Takie całowanie, które zresztą nie jest już ‘całowaniem’, lecz wyzwalaniem potęgującego się pobudzenia seksualnego, staje się tym samym inną formą uprawiania ‘pettingu’ – tym razem za pomocą ust, zatem formą szczególnie wyrafinowaną. Wiąże się to tym samym z całą jego kwalifikacją etyczną, obciążoną dodatkowo wyrafinowaniem w zwyrodnieniu. „Mowa ciała” uaktywnionych narządów płciowych może się wyrazić w całej prawdzie wyłącznie w zjednoczeniu obojga w pochwie. Tylko tutaj miłość małżeńskiego zjednoczenia znajduje pełne pokrycie i prawdę w rozwijającym się w tej chwili otwieraniu się na potencjalność rodzicielską – niezależnie od możności czy niemożności poczęcia w danym dniu cyklu. b) Składanie pocałunku wypada zastrzec do wyrażania więzi miłości podyktowanej nie pożądliwością, lecz pełnią subtelności i uszanowania dla godności własnej i tego drugiego jako osób zjednoczonych na poziomie serca, pełnego pokoju i prawdy. Pocałunek pozostaje wtedy tym, czym jest z definicji: całowaniem zewnętrznym, pełnym radości i miłości, jednoczącym dwie osoby w ‘jedno’, i na pewno nie zmierzającym w kierunku podniecania płciowego. c) Pocałunek głęboki. Konsekwentnie wypada przyjąć postawę wyraźnego ‘nie’ w obliczu propagowania praktyki pocałunku głębokiego: z wsuwaniem języka do ust. Taki sposób całowania powinien być wyeliminowany – zarówno w małżeństwie, jak tym bardziej wśród partnerstw nie związanych ślubem małżeńskim. Taka praktyka – już nie całowania, a działania za pomocą języka w ustach, wiąże się z zasady z zamierzonym pobudzeniem, często dodatkowo zwielokrotnianym poprzez podniecające dotyki. Wyrazem niepokoju sumienia są wypowiedzi młodych ludzi przy spowiedzi, ilekroć wyrażają się o takich właśnie praktykach: całowania głębokiego. d) Rezygnacja z pocałunku głębokiego może początkowo swoiście ‘boleć’. Niemniej ‘pocałunek’ wróci dzięki temu do swojej właściwej funkcji: subtelności w wyrażaniu więzi m.in. poprzez pełne uszanowania dla godności osobowej składanie zewnętrznego pocałunku, a nie zachowanie języka podyktowanego nienasyconą żądzą. e) Gra wstępna a usta. Pojawia się kolejne pytanie: o ocenę gry wstępnej podejmowanej za pomocą ust, gdy ci dwoje zdążają docelowo do pełnego zjednoczenia płciowego. W takiej sytuacji: zamierzonego pełnego współżycia, pieszczota ta byłaby możliwa do przyjęcia. Z wyraźnym zastrzeżeniem, że będzie to faza wstępna przed pełnym współżyciem oraz że szczytowanie nie jest zamierzone w ustach (to bowiem obiektywnie biorąc jest zawsze grzechem ciężkim). f) Zaniechanie podejmowania pieszczot genitalnych za pomocą ust sprawi, że staną się być może nieco skromniejsze. Jeśli to dotąd było praktyką niemal standardową, uwagi niniejsze zapewne wyzwolą bunt i gniew. Jeśli ktoś mimo wszystko wsłucha się uważniej w głos Boży, dojdzie wkrótce do wniosku, że dzięki wyeliminowaniu ustnej formy pieszczoty genitaliów – więź małżeńska zacznie nabywać większej przejrzystości i czystości, wyrażając się pokojem serca, poczuciem pełni i pogłębieniem widzenia siebie jako osób. Oboje dostrzegą pozytywne skutki dokonującego się oczyszczenia wewnętrznej intencji i samych „czynów-odniesień” z odradzających się odruchów pożądliwości. UWAGA. Zob. też pogłębione rozważanie na temat pocałunku ‘głębokiego’ niż, w: Cz.VII, rozdz. 3, w paragrafie ‘H’. Przypis 3. – Seks oralny[3]. Seks oralny. a) Wykluczone z punktu widzenia etycznego jest wyzwalanie orgazmu w ustach (to samo dotyczy doprowadzenia się do przeżycia w którejkolwiek innej części ciała). Zasadniczym uzasadnieniem tak sformułowanej oceny etycznej jest bezpośrednie uaktywnianie narządów płciowych. Jedynym ‘miejscem’, w którym może się wyrazić prawda struktury i dynamizmu narządów płciowych, jest pochwa. Tylko tutaj może znaleźć spełnienie dynamizm zjednoczenia, który w tejże chwili otwiera się na oścież na potencjalność rodzicielską. Uaktywnienie samych w sobie narządów płciowych oznacza każdorazowo wyzwolenie potencjalności rodzicielskiej. Ta zaś jest domeną, która podlega bezpośrednio Bogu, a nie człowiekowi. b) Stąd też orgazm w ustach, oraz jakiekolwiek sposoby doprowadzania narządów płciowych do pobudzenia ustami względnie w ustach (przez ich obejmowanie ustami, pobudzające lizanie itp.), jest zawsze sprzeczne z Bożym dziełem stworzenia aktu, tak jak on wyszedł z rąk Bożych i jak go samym tylko małżonkom wręcza Bóg. c) Zdążanie do szczytowania w ustach oraz samo domaganie się (ze strony męża), żeby małżonka pobudzała go w swych ustach, lizała go, a ponadto łykała wyzwalający się wtedy płyn nasienny – staje się dogłębnym poniżeniem godności ciała małżonków, przede wszystkim osoby małżonki. Działania te całkowicie wypaczają treść ślubowanej miłości i uczciwości małżeńskiej. d) Z tego względu każda forma ‘seksu oralnego’ staje się obiektywnie grzechem ciężkim. e) Wszystko to dotyczy przede wszystkim mężczyzny, który być może wymusza na żonie tego rodzaju działania. Bywa oczywiście również odwrotnie. Działania seksualne ustami i w ustach nie są w żadnym wypadku wyrazem ‘miłości’. Świadczą one o niemal opętaniu żądzą zaspokajania swej pożądliwości za pomocą coraz dalej posuwanego wyrafinowania. Taki człowiek staje się niezdolny do rozwijania jakiejkolwiek innej myśli poza żywiołowym poszukiwaniem sposobności do samo-zaspokajania swego egoizmu seksualnego. Jednocześnie nie chce słyszeć o istocie miłości jako stawaniu się darem (dynamizm od-środkowy!) – ku dobru, zdolnym przybliżyć życie wieczne: dla siebie, a tym bardziej dla małżonki. f) Trzeba stwierdzić, że bardzo zasadniczą rolę w kuszeniu zarówno młodzieży, jak i już małżonków w kierunku uprawiania ‘seksu oralnego’ w jego coraz bardziej wyrafinowanych odmianach odgrywają ‘media’ audio-wizualne. One to obfitują w zdjęcia i filmy ‘porno-erotyki’, dostępne na ‘wyciągnięcie ręki’ w internecie komputerowym i komórkach z coraz bardziej rozwijaną techniką wizualną. Niezależnie od tego pojawiają się coraz inne podręczniki z konkretnymi wskazówkami, jak doprowadzać sferę płciowości do maksymalnych przeżyć szałowo-doznaniowych (w małżeństwie, czy tym bardziej w seksie poza-małżeńskim: dziecięcym, młodzieżowym, osób w zaawansowanych latach). g) Jest rzeczą oczywistą, że żaden zalew uwodzicielskich zdjęć oraz porad zachęcających do uprawiania wyrafinowanego seksualizmu nie stanie się nigdy władny, by w czymkolwiek zmienić lub zmodyfikować Bożą ocenę etyczną owych zwyrodnień w uprawianiu seksu-dla-seksu. Linki do dokumentacji. Dokładniej, z niezbędną dokumentacją poruszonych aspektów Spowiedzi świętej, zob. m.in. na niniejszej stronie internetowej: Zob. ponadto szczególniej w: Cz. VI, Rozdz. 8, plik ‘g-h’, m.in.: ![]() ks. Paweł Leks, SCJ Wersja tego opracowania do druku Stadniki, 14.V.2012
Adres emailowy autora: |